Honorine Blanc
Black Opium Yves Saint Laurent dla kobiet
Black Opium by Yves Saint Laurent Ea... (63.74 USD)
Sephora.com, Inc. 7 items for 30.00 - 155.00 USD
GiftExpress.com 2 items for 61.38 - 73.08 USD
ThePerfumeSpot.com 1 product for 62.90 USD
eCosmetics.com 6 items for 63.00 - 144.99 USD
FragranceNet.com 4 items for 63.74 - 113.24 USD
Jomashop.com 4 items for 72.77 - 103.99 USD
FragranceX.com 3 items for 76.49 - 122.08 USD
Belk 1 product for 100.00 USD
Bloomingdale's 3 items for 102.00 - 130.00 USD
Średnia ocen 3.92 na 5 na podstawie 13,344 ocen
Black Opium marki Yves Saint Laurent to orientalno - waniliowe perfumy dla kobiet. Black Opium został wydany w 2014 roku. Black Opium stworzyli Nathalie Lorson, Marie Salamagne, Olivier Cresp i Honorine Blanc. Nutami głowy są Gruszka, Różowy pieprz i Kwiat pomarańczy; nutami serca są Kawa, Jaśmin, Gorzki migdał i Lukrecja; nutami bazy są Wanilia, Paczula, Cedr i Drzewo kaszmirowe.
Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.
Fragrantica® Trends to relatywna wartość, która pokazuje zainteresowanie członków społeczności Fragrantica tym zapachem na przestrzeni czasu.
Perfume longevity: 3.34 out of 5.
Perfume sillage: 2.42 out of 4.
Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.
Katvenah

madziula

Danielajda

Nicca
Rzecz w tym, że zapach jest okropnie nietrwały. Patrząc na cenę oraz czas utrzymania się zapachu, to jednak coś tu nie gra. Zapach utrzymuje się kilka godzin, to fakt, ale tylko przez max 2 pierwsze godziny czuć ten właściwy, intrygujący zapach, po tym czasie wszystko bardzo gwałtownie się spłyca do przesadnie prostego, nijakiego i pustego zapachu, tak bardzo, że nawet nie czuć, że to black opium :(((
Effiedreams

Afterfourty

paczulove

nataszap3
No i długo uważałam że Black opium to badziewie i w życiu nie kupię,że zbeszczesścili ta piękna nazwę,która dotychczas została zarezerwowana dla mojej miłości opium Ysl. Natomiast ok rok temu jednak pod wpływem wielu komentarzy kupilam swój flakon. Wcześniej miałam tylko próbkę ale wydawał mi się nijaki i mało trwaly. Po zakupie flakonu rok po próbce mam zupełnie inne odczucia. Perfumy są świetne! Mało tego ,z próbki trwały na mnie ok 4 godz a z flakonu cały dzień ,odkąd wychodzę aż do powrotu z pracy do domu. Oczywiście już są bardziej bliskoskorne ale wyczuwalne przy każdym ruchu
Sam zapach także uważam za piękny. Bardzo się do niego przekonałam,mało tego mam już drugi flakon w zapasie bo uwielbiam je nosić jesienią i zimą. Czuje się w nich sexy,ocieplają mnie,ten aromat kawowy uwielbiam! Mogę je nosić nawet kilka dni pod rząd co rzadko się zdarza mając ok 40 flakonow na polce. Poznałam już setki zapachów i dobre 150 miałam w kolekcji (aż poszłam po rozum do głowy i zostawiłam tylko te naj naj a reszte sprzedalam) i Black opium został w tych naj naj :)
Piękna kawa z wanilia,mają taki fajny pazur,są zaczepne i intrygujące i bardzo się podobają otoczeniu. Zaczęłam też doceniać perfumy mainstreamowe, po niszy ciągle są średnie komentarze(oprócz mancery czy Montale),a też doszło do wniosku że chce aby mój zapach był dobrze odbierany.
Także ja polecam,na mnie trwałość całodniowa,porządna projekcja,komplementy i świetne samopoczucie nosząc je. Nie wyczuwam w ogóle na innych,flakon super

KatVlad
Nie noszę Black Opium, bo nie wychodzi mi uszami tylko i wyłącznie późną jesienią i zimą - ale taką ponurą, śmierdzącą smogiem. I to od czasu do czasu. Druga rzecz: mam wrażenie, że mijam wiele kobiet, które go używają, albo czegoś bardzo, bardzo podobnego. Niestety w ogromnych ilościach. Myślę, że to sprawiło, że na ten moment mam go zwyczajnie dosyć, nawet na innych.
Ale lubię go, naprawdę go lubię.
Pierwszy raz powąchałam go u mojej cioci. Mam dość ambiwalentny gust - z jednej strony lubię prostotę, minimalizm wręcz, a z drugiej - jak zobaczyłam ten flakon... Cudowny. Powąchałam i to było coś. Przepiękny zapach, choć kompletnie nie moja bajka. Wiedziałam, że nie będziemy nigdy razem i szybko zacznie mnie denerwować, ale cóż poradzić, miał urok, któremu nie mogłam się oprzeć, więc poszliśmy na kilka randek.
Jak dla mnie okrutnie słodkie perfumy, ale zastanawiało mnie co takiego w nich wyczuwam, co dodaje im jakiejś głębi. Weszłam tu, no i tak - kawa. Jak ja mogłam jej nie wyczuć, to nie wiem. A gruszka, to ta nutka, której sama nie wywąchałam, ale teraz jest dla mnie jasne, że to ona sprawia, że BO to jednak nie zapach pralinek (choć z tym na początku najbardziej mi się kojarzył). Wanilia jest bardzo mocna, ale czuć, że naturalna, jest w niej piękno prawdziwej przyprawy. Smakołyk.
nekocianek
Trwałość też wcale nie jest taka słaba, jak się o nich słyszy. Bez problemu wytrzymują co najmniej pół dnia. Nie są specjalnie ogoniaste, ale wystarczająco wyczuwalne i zapamiętywalne by ludzie później kojarzyli ten zapach tylko z tobą.
Piękne kawowe nuty wybijają mocno, ociekając świeżością cedru, słodyczą kwiatu pomarańczy i jaśminu, ciepłem wanilii i paczuli oraz ostrością różowego pieprzu. Drzewo kaszmirowe nadaje kompozycji nieco balsamicznego charakteru, ale warto zaznaczyć że jak na słodkie perfumy Black Opium jest stosunkowo świeże i nie wywiera wrażenia syntetyczności. Nie są to ciężkie i duszące perfumy, więc na cieplejsze wieczory również mogą się sprawdzić.
Buteleczka choć brokatowa i czarna, wcale nie jest kiczowata ani ciężka; ładnie reprezentuje zawartość. Nazwa jak dla mnie również adekwatna, patrząc na ilość zauroczonych tym zapachem na mnie facetów i moje własne "uzależnienie" od niego (już druga buteleczka mi się kończy).
Swoją drogą uwielbiam reklamy tych perfum.


Rozan
RozalieK
Kompozycja dla każdego, dla mnie niekoniecznie na wieczór, nosiłam też na dzień. Zbierają naprawdę dużo komplementów :) Niestety przez ich popularność i właśnie to, że większość osób je lubi tracą na wartości, nie są już takie "nasze". Zapach bezpieczny, na pewno nie wzbudzi kontrowersji. Projekcja dobra, trwałość też, choć na końcu czuć już samą wanilię. Flakon bardzo ładny, pasujący do kompozycji zapachowej.

kaktuska01
trusa85
Black Opium poznałam raptem dwa lata temu. Byłam oczarowana zupełnie innym zapachem. Gdy więc zaciągnelam się Black Opium, klapki spadły mi ze stóp. Słodka kawa, słodkie kwiaty, wanilia, ale to wszystko podane w taki...pieprzny sposób. Trwałe jak diabli.
Jedyne zastrzeżenie mam do nazwy. Powinny powstać pod zupełnie inną; bo z klasycznym Opium nie mają nic wspólnego.

misia.skrzypek
Uwielbiam ,dla mnie jest to kawa waniliowa połączona z liśćmi pomarańczy i nutką różowego pieprzu . Trwałość znakomita 8-9 godz u mnie. Zapach kojarzy mi się z jesienią i zimą ,bo wtedy najczęściej go aplikuje. Flakon przepiękny ,zdobi moją toaletkę . Napewno będę rozglądać się za kolejnym .

darkblueyed

Linka140
Po paru chwilach z tej słodyczy wyłania się kawa i to jest właśnie to, co kocham w tej kompozycji. Kawa uczciwa, z ziaren, do wypicia. Jednego dnia czuję ją mocniej, innego słabiej, ale zawsze jest. Dołącza się do niej delikatna nuta gruszki i lukrecji.
Ja wyczuwam w niej także momentami porzeczkę, chociaż nie ma jej w składzie. Ale uparcie mi się ta porzeczka pcha pod nos!
Z czasem robi się nieco wytrawnej, do głosu dochodzi bowiem bardzo wyraźny na mojej skórze gorzki migdał i paczula. Baza jest tym, przez co nie kupiłabym tego zapachu - jest dla mnie za poważna i kojarzy mi się z nieco dojrzalszą kobietą. Na dłuższą metę też trochę męczy.
To zapach otulający, słodki i kobiecy, ale bardzo zdecydowany. Nadaje się idealnie na dni kiedy czujemy się pewnie i chcemy to podkreślić. Dla mnie fantastyczne jest otwarcie i nuta kawy. Myślę że każda entuzjastka perfum gourmand powinna zwrócić na nie uwagę. Minusem jest jedynie trwałość - na mojej skórze pachnie maksymalnie cztery godziny.

sweet patchouli
Muszę przyznać, że występująca tu słodycz nie jest tania czy landrynkowa, lecz w jakiś sposób szlachetna oraz wyrafinowana i mimo komercyjności na większości osób dobrze się układa. Chwyt z kawą okazał się strzałem w dziesiątkę. Na pewno w mainstreamie jest to jakaś innowacyjność, a raczej była, ponieważ sporo marek poszło w ślad za Yves Saint Laurent i w chwili obecnej częściej można znaleźć w perfumeriach pozycje z tym składnikiem, co nie zmienia faktu, że Black Opium było i jest nadal! pionierem małej czarnej dodanej do perfum 😍. Perfumy są miłe w odbiorze oraz charakteryzują się dobrymi parametrami. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli Cappuccino, natomiast osoby lubujące się w kwiatowych pozycjach będą rozczarowane.
Ale Uwaga! Obecna kawa w Black Opium w moim doczuciu nie jest typowym aromatem, którego doświadczamy po otwarciu opakowania ze zmielonym czarnym pyłkiem (jedynie w niszy spotkałam się z takim zapachem), raczej jest przedstawiona w sposób nieoczywisty i tylko przy odpowiedniej temperaturze (u mnie między -10 a +15) faktycznie klaruje się w kierunku porannego napoju Bogów 😇😇. Kawa robi tu w większej części projekcji za tło! Także jeżeli wyobrażacie sobie, że po spryskaniu się tymi perfumami poczujecie się jak po paru głębszych łykach Espresso to zdecydowanie nie jest Wasza bajka. Natomiast wielbiciele napakowanych bitą śmietaną Cappuccino będą zachwyceni :).

Noe
Powiedziałbym, że głownie wyczuwalne nuty to wanilia, kawa, gruszka, jaśmin, migdały.
Zaczęło się od próbki - sprawdziłem ją bez wglądu na nuty i od razu się zakochałem. Cały flakon od razu wylądował na mojej liście życzeń, który na pewno niedługo zagości na półce mojej partnerki.
Niektórym zapach może się wydawać zbyt słodki, banalny, ale ja uwielbiam takie prostoty - jest tu wszystko co kocham - wanilia, kawa, słodycz i odrobina kwiatów.
Mimo tej całej słodyczy i popularności to zapach należy do tych, które są skierowane do pewnej grupy ludzi, w tym przypadku są to osoby na co dzień poważne, ale z ukrytym charakterem kusicielki.

eS
Później na jakiś czas zapomniałam o tym zapachu, wróciłam do niego właściwie niedawno - stwierdziłam że super wpiszą się w jesienny klimat, że świetnie pasować będą do ciepłego szala, płaszcza i złotych, mokrych od deszczu liści.
No i niestety NIE. Nie wiem co zmienilo sie w moich preferencjach zapachowych przez rok ale obecnie ten zapach mi toatlnie nie odpowiada- dusi swoim dymnym zapachem, mdni pudrową, ,,brudną,, słodyczą, nawet lekki aromat kawy nie poprawia odbioru. Cóż ...: Od miłości do nienawiści jeden mały krok. Opium znów laduje na dnia szuflady. Może "do zobaczenia" a może "żegnaj".

Pokrzyva
Przede wszystkim.. nie przemawia do mnie łączenie kawy z owocami, a one właśnie tak pachną. Czuję słodkie owocki i kawę na wanilii. Całość jest bardzo słodka, nie czuję w nich nocy ani mroku, ani goryczy - to posłodzona kawa waniliowa, do której ktoś wlał syrop owocowy. No nijak tego nosić nie umiem. Nosi to za to moja znajoma i na niej brzmią pięknie, kobieco, ta słodycz się broni, więc nie twierdzę, że to perfumy są złe - po prostu nie są dla mnie, ale potrafią wybrzmiewać bardzo upojnie i otulająco. Trzeba lubić takie cięższe, słodsze klimaty. I kawę, za którą osobiście nie przepadam, jeśli chodzi o perfumy. Wolę ją pić - ale też bez owoców :)
Trwałość i projekcja całkiem dobre.

LadyDangerLips
Jako, że lubię słodkie zapachy, myślałam, że przepadniemy sobie do gustu... No cóż myślałam......
Na codzień pije prawdziwie czarna kawę z ekspresu, bez niczego, a tutaj mam wrażenie, że z kawą to ten zapach ma mało wspólnego, a napewno prawdziwą kawą, bardziej przypomina mi kawę Inkę dla dzieci z pięcioma łyżeczkami cukru. Zapach zaczyna się bardzo fajnie, trochę tajemniczo, ale po chwili zmienia się w przesłodzonego boa dusiciela i nic więcej. Brakuje w nich tego czegoś, co pozwoliłoby go bardziej zapamiętać.
Mimo wszystko zapach wielokrotnie komplementowany.... ;)
Skończyłam zima 30 ml więcej nie kupię.

kingga

Milenia
Tak ja też kupiłam i to zestaw z kredką i tuszem.Wszystko piękne.Opakowanie cudne! Powiem Wam,że miałam sporą odlewkę latem i szybko ze mnie parowały.Spisałam je na straty przez ostatnie dwa lata.Teraz szkoda mi tego czasu.Dziś towarzyszą mi od rana i naprawdę czuję je od siebie wyraźnie.Kawa jest na mnie długo intensywna.
Początek to ostre otwarcie pieprzu z likierem.Po kilku minutach czuć gruszkę w syropie i jaśmin dość mocny prawie alienowy.Nastepnie wchodzi pożądany przeze mnie aromat kawy i jest to mokka z likierem amaretto.Gra w parze z jaśminem ale jaśmin stopniowo się rozmywa bo oto tężeje słodka śmietanka i robi się kremowo i przytulnie.Cały czas unoszą się smugi kawy i jest to rozkoszne.Parametry średnie.Choć włosy i ubrania pachną bardzo długo.Perfumy w pełni zaspokajają chęć na słodkości a kawa?To już inna historia.

Agata89

wild.lavender
Nie obchodzi mnie czy jest przerwklamowany wedlug wielu osob, jak się ma do klasycznego Opium, po prostu mnie powalił na kolana... Po raz pierwszy poczulam go na znajomej myślałam że to Avonowski Far Away Rebel ktory mialam i lubię, ale zapach byl i wiele bardziej intensywny i z ogonem, spytalam co to a ona ze wlasnie Black Opium. Po jakims czasie dostałam w drogerii próbkę którą bardzo dlugo obwąchiwałam az w koncu zapragnelam miec caly flakon tego cuda.

Wikktoria

wiedzmazlaa
Wniosek zatem z tego taki, że każde perfumy należy przetestować samemu, bo to co na innych źle leży, na naszej skórze może zrobić miłą niespodziankę, nawet jeśli nie jest to arcydzieło perfumeryjne. Mogłyby być bardziej trwałe, choć na ubraniach trzymają się dobrze.

atipouno

Gothabella
Kiedyś kupiłam sobie większą próbkę i byłam bardzo rozczarowana pierwszym niuchem. Po reklamie z tą mroczną zbuntowaną anielicą popierniczającą z uporem godnym wyższej sprawy po onirycznym mieście neonową nocą (no co, ta reklama naprawdę tak wygląda) spodziewałam się czegoś o jakieś trzy rzędy wielkości bardziej intrygującego. Tymczasem jest naprawdę nijako i naprawdę wtórnie, przynajmniej w kontekście obecnie nam niemiłościwie panującej mody na przesadzone słodziaki.
Pierwszą próbkę zgubiłam jakoś prawie od razu - widać moja podświadomość tu zadziałała. Teraz dostałam kolejną w gratisie. Zdania nie zmieniam, jestem rozczarowana prostolinijnością Black Opium.
Kawę, albo raczej cukierki Kopiko, czuję przede wszystkim w nutach głowy, wbrew mapce orientacyjnej z piramidy. Bardzo mi przy tym przeszkadza gruszka - łączenie kawy, nawet tak zasłodzonej mutacji kawy, z gruszką to moim zdaniem bardzo kiepski pomysł. Dorzućcie do tego jeszcze białe kwiaty (dorzucili, a jakże) a już naprawdę robi się niewesoło.
Gdy wszelkie niuanse (a nie jest ich wiele) wybrzmią, pozostaje po prostu słodki, dość niestety płaski zapach. Cóż, panie, poradzić, takie mamy czasy.
Podoba mi się ta czarna brokatowa butelka (pewne wydania kiczu wywierają na mnie wpływ wabiący), więc rozważam jeszcze testowanie flankerów, przede wszystkim po to, żeby uciec przeznaczeniu i zgubić w tłumie tę niewydarzoną nutę gruszkową. Ale nie wiem, czy coś pozytywnego z tego wyjdzie.
Nie kocham. I jakiż znowu rockowy bunt, weeeś sie, tato.

Weriweri
Yumeka
Gdyby mnie ktoś zapytał, powiedziałabym, że Black Opium jest - tak, oczywiście, jak najbardziej - słodki. Ale nikt mnie nie pyta o perfumy, więc będę szczerą ze sobą: on jest gorzki.
Tak, oczywiście: otwarcie to czysta wanilia, aromat do ciasta na granicy zemdlenia, zwłaszcza podbity jaśminem. Przez godzinę. Potem zaczyna się przede mną otwierać: gorzki migdał, gorzka kawa, upojna gorycz, oszałamiająca, wręcz dymna.
Wczoraj tak sobie siedziałam w chmurze tego czarnego opium i zastanawiałam się, skąd mi się to wzięło. Opium - narkotyk - zdaje się, że jest gorzkie. Cukier też uzależnia, ale to o opium toczono wojnę.
Do opium się tęskni, po opium się wraca.
Jest w tym zapachu jakaś tajemnica. Jakaś gorycz kobiety, która chce się podobać, ale gdzieś w głębi serca, na dnie świadomości wie, że nie zostanie zrozumiana, bo sama siebie nie rozumie. Ona już nawet nie ma żalu, została gorzka autoironia, tłumiona szorstkość charakteru i ta pozorna miękkość słodko-pikantnego drewna w waniliowym (oczywiście) finale.
Więc tak, jak najbardziej, jest słodki. To znaczy, cóż... Niech wam będzie.
amanda
Jemu sie najbardziej oberwało bo pojawił sie
jako pierwszy z serii Black.
Torował sobą słodki styl w rodzinie Opium, podlany goryczą i
wieloma krytycznymi opiniami,że chyba półka
powinna pod nim sie załamac.
Dodam,że ja też nie lubie w perfumiarstwie obecnej mody
albo raczej dobrze przemyślanego marketingu
na ciągniecie dalej nazwy dobrze znanych perfum,
które nie mają nic wspólnego z dawnym klasykiem.
Black Opium wpisuje sie w obecny trend.
Jest bardzo słodki,gesty,oblepiający na początku.
Kawowo waniliowy najbardziej.
Z czasem układa sie łagodniej i moze sie podobac.
Nawet mnie na wstepie powalił,dopiero po czasowym
ułożeniu sie na skórze słodycz szlachetnieje
i bywa komplementogenna.
Co dziwne ,zimą nie wywarł takiego wrażenia
a teraz w gorące dni cieżko mi sie od niego oderwac.
Jednak trzeba powiedziec bez owijania.
Z niego żaden klasyk nie bedzie,to zapach dla
lubiących tak jak ja słodycz w perfumach,dla mas.
Dla szukających czegoś niebanalnego ,to zupełnie nie
tedy droga.

Gladys258
A ja..nie jestem w stanie mu się oprzeć.

NocWalpurgii
Po prostu chcę je mieć na sobie, choć nie wyobrażam sobie, że roztaczam ten zapach wokół siebie wśród ludzi. Bałabym się nachalności jego słodyczy, choć sama co rusz zatapiam w niej nos. Trzymając na drugim nadgarstku L de Lolita mam wrażenie, że te drugie są wytrawne (!) i po raz pierwszy odkrywam jego morskie nuty.
To jak założyć te szpilki, tę seksowną małą czarną, usta bezczelnie umalować na ciemny kolor, rzęsy wystylizować teatralnie, zarzucić na to jedwabny szal w kolorze głębokiego burgundu, powiedzieć do lustra: "wyglądam powalająco"... a potem się przebrać, bo choć to prawda, to strój jest zbyt wymowny.
Dla mnie to przede wszystkim wanilia, lukrecja i pieprz, no i oczywiście kawa. Nuty drzewne, kwiatowe i owocowe pozostające na drugim planie dopełniają kompozycji, sprawiając, że ten zapach jest tak nachalnie uwodzicielski, że nie odważyłabym się chyba wyjść w nim gdziekolwiek.

martaffe
Nidy nie rozumiałam miłości do klasyków typu No.5, czy oryginalnego Opium. Mój nos cierpiał, dusiło mnie, wręcz zatykało, a wyobraźnia zawsze podsuwała obraz starszej pani. Jeśli to jest synonim wysublimowania, to zdecydowanie preferuję "przystępne" zapachy jak Black Opium.

CocoPoznan
Myślę, że odbiór ich zależy od skóry. U mnie pachną i kawą i wanilią, i jakimiś przyprawami. Co ciekawe jak pierwszy raz się popsikałam, mój mąż wrócił właśnie do domu i stwierdził "ale ładnie pachnie, jakąś nową kawą czy coś?". A tak się składa, że kawa to mój narkotyk, jestem od niej totalnie uzależniona i uwielbiam jej zapach. Kawa to jest dla mnie właśnie "czarne opium". I myślę, że to właśnie znaczy nazwa Black Opium.
Te perfumy uzależniają. Cieszę się że na mnie pachną cały dzień, a nie leję wcale pół litra na raz. Projekcję mają też całkiem sobie, wiele osób pytało co to za ładny zapach. Są słodkie, ale właśnie nie tak tandetnie nastolatkowo tylko elegancko.
Jedynie ta brokatowa butelka to nie mój styl. I reklama też do mnie absolutnie nie trafia. Ale cóż.

fifroczna
Naprawdę doceniam tę kawową nutę, uważam to za ciekawy kierunek i fajny pomysł, żeby nawzę "czarne opium" połączyć z naszym codziennym niewinnym narkotykiem. Tylko dlaczego ta jedna łyżeczka kawy została przysypana dziesięcioma łyżkami cukru? Rozumiem, że rynek perfumeryjny zalała fala słodziaków i każda wiodąca firma chce mieć w swojej ofercie "słodki pewniak dla mas", ale nawet to można zrobić lepiej lub gorzej. Sama mam w swojej kolekcji kilka słodziaków, które udało mi się polubić. Tutaj udało mi się nawiązać ledwie cień sympatii. Trochę szkoda, bo mógł wyjść "czarny szatan" jak o mocnej, aromatycznej kawie mawia mój kolega, potencjał był duży. A tak dostaliśmy marną kawkę z automatu.

zu Asche zu Staub


orchidea1313
Zakochałam się w nim po pierwszym powąchaniu go w perfumerii. Miałam po prostu obsesję na jego punkcie. Musiałam go mieć i koniec. I mam ... 3 flaszki 90 ml. Jedna już jest na wykończeniu, i co...? W dalszym ciągu uważam, że jest to naprawdę piękny zapach, ale bez ogona, nie trwały, żeby go poczuć trzeba nadgarstek podstawiać pod nos. A to chyba nie o to chodzi, gdy kupuje się perfumy za taką kasę. Chciałoby się, aby od czasu do czasu zalatywał nam ten ładny zapaszek w ciągu dnia lub ktoś rzucił jakiś komplement na ich temat. Pierwszy flakonik tych perfum mam od prawie 2 lat i w ciągu tego czasu usłyszałam 2 razy, że mam ładne perfumy, a muszę dodać, że ich nie oszczędzam gdy się nimi psikam. Jedynie mój facet częściej je komplementuje, ale to tylko po zetknięciu nosa z szyją. Tak więc pod tym względem Black Opium rozczarowują i to bardzo. Jedynie na ubraniach potrafią trochę dłużej przetrwać, ale szału nie ma jeśli chodzi o projekcję.
Teraz są trochę tańsze niż na początku, więc pewnie bym je kupiła, ale tak myślę, że to ile wydałam na nie wtedy to była przesada.
A co ja czuję...? Czuję kawę, naprawdę czuję kawę, wanilię, pomarańczę i różowy pieprz. Tak, po raz kolejny muszę przyznać, że uwielbiam go. Perfumy te są takie wibrujące, ciekawe. Nie jest to zapach uniwersalny, który każdemu się spodoba. Bywa, że gdy je wącham przeszkadza mi w nich coś. I to jest chyba jaśmin, który uprzykrzył mi pewien wieczór po powąchaniu Aliena.
Jeszcze przypomniało mi się. Bardzo przykro mi się zrobiło, gdy chwilę przed tym gdy się psiknęłam Black Opium kuzynka zapytała mnie czy to któreś perfumy z Oriflame.

Lavinia
Opium podbija trwałość swojego młodszego konkurenta i dodaje mu szlachetności, Cały dzisiejszy poranek wwąchuje się w mój perfumowy eksperyment na ciele i jestem w szoku jak pięknie pachnie to połączenie. Jak ktoś posiada obie wersje to polecam poeksperymentować.

Victoria-Liliana
Nie mialam wyjscia na nastepny dzien juz stal na mojej toaletce. Zdecydowanie jeden z moich faworytow.

Marietta
Black Opium to łagodne orientalno - waniliowe perfumy.
Stworzone jakby na potrzeby obecnego rynku.
Można się rozmarzyć nie powiem ,że nie:)
Wyobrażam sobie ,że jestem w kawiarence i świetny barista po mistrzowsku zaparzył właśnie specjalnie dla mnie świeżutką,aromatyczną,mocną ,najwyższej jakości kawę,następnie dodał spienionej śmietanki i fantazyjnie wlał tworząc uroczy wzorek...
Jest tutaj bogactwo składników,pięknie dobrane.Początkowe nuty to kawa,pachnąca tak jak lubię.Po tych nutach wkracza wanilia .Czuć gruszkę ,taką jak z syropu,ale nie jest ulepna ,jest idealna.
Z kwiatów wyczuwam kwiat pomarańczy i jaśmin.
Gorzki migdał lekko przełamuje słodycz.Jest też lukrecja ,którą bardzo lubię.Ach jak ja uwielbiam te czarne cukierki...Maja taką specyficzną słodycz.Wiem ,że nie są lubiane ,jednak ja przepadam za nimi.
Perfumom nie można odebrać urody,jednak na rynku są już podobne w swoich aromatach.Wiec nie jest to jakieś odkrycie zapachowe.
Osobiście podobają mi się.Mają swój urok.Mają świetną projekcję i trwałość.Po użyciu jeszcze długo wdzięczna smużka zapachu ciągnie się za właścicielką.A w pomieszczeniach wdzięczna chmurka towarzyszy cały czas.


Perfumania
Mój nos zawsze podąża za słodkimi zapachami, Black Opium jest słodka inaczej. Jest przytulna, jak dla mnie to na codzień, nie ma w niej nic seksownego na wieczorne wyjścia. Na jesienne ciemne i zimnie dni w sam raz. Jest ok, ale raczej nie kupię ponownie.


Łapka
Trwałość dobra, projekcja raczej przeciętna.

jennita


Sassy

MissYou00
Na początku chciałam je postawić na tej samej półce co LVEB i Si, ale tamte zapachy są JAKIEŚ. Mimo słodyczy oraz iście gourmandowego charakteru, trudno je pomylić z czymkolwiek innym.Tutaj mamy słodkie perfumki, które równie dobrze mogłoby wyjść spod szyldu La Rive czy innych ''odpowiednikowych''marek.
Zapach od YSL teoretycznie powinnam ubóstwiać - wg. opisu są to perfumy słodkie, kobiece, bogate, ciepłe, w składzie znajdują się moje ulubione nuty zapachowe itd. Do tego wszędobylskie reklamy, próbki, zachwyty koleżanek...
W końcu zdecydowałam się na zakup swojego flakonu, całe 30 ml, tak na próbę - i dobrze, że nie kupiłam większego, bo bardzo bym tego żałowała.
Na mojej skórze najmocniej czuć słodką gruszkę w gęstym syropie, migdały (stąd pewnie mgliste skojarzenia z Hypnotic Poison, ale naprawdę mgliste), jaśmin oraz wanilię. Czyli słodko, upajająco, momentami wręcz duszno. Słodko, cukierkowo, ale nie w stylu wspomnianego wcześniej zapachu Diora czy też LVEB, tylko tak jakoś... tanio, ot, zwykły słodziak na zwykłe dni. I wbrew wielu opiniom-nie dla każdego, bo proszę mi wierzyć, nie każdy da radę udźwignąć te tony cukru na swojej skórze- i mówię to ja, sympatyczka La vie est belle!
Gdzie ta kawa? Być może, że jest, ale bardzo słaba, mocno posłodzona, ze słodką, waniliową śmietanką. Gdzie moja ukochana paczula? Oj, chyba już wiem...Gruszka z jaśminem i wanilią skopały jej cztery litery i leży gdzieś biedna, a tamta trójka wojuje, dusząc swoją słodyczą i cukierkowatością.
Projekcja zapachu jest bardzo dobra, szkoda,że Black Opium słabo ewoluuje, w zasadzie dopiero pod koniec gruszka z migdałami cichną i dopuszczają do głosu piżmo i drzewo kaszmirowe, przez co zapach pokazuje swoją najpiękniejszą odsłonę-słodycz odrobinę się uspokaja, uszlachetnia, zapach staje się elegancki, leciutko pudrowy. Trwałość również bez zarzutu-około 8 h na mojej skórze.
Flakon mi się nie podoba,podobna rzecz ma się z ceną-takie cukieraski w puderku pasują bardziej do wizerunku Escady, która przecież jest sporo tańsza od YSL. A YSL zawsze były i będą dla mnie symbolem elegancji i niezwykłej wręcz kobiecości. Te perfumy to taki wyprysk na idealnym wizerunku firmy. Mam, zużyję, zakupu nie ponowię.
Ten zapach to dowód na to, że próba zarobku na legendzie marnie się kończy.
EDIT 04.11.2017
Cóż, chyba nie do końca miałam rację. Zrobiło się chłodniej, jest wietrznie, często ponuro, a perfumy pokazały mi swoje najpiękniejsze oblicze. Nadal jest słodko, gęsto, upajająco, ale teraz owa słodycz jest znacznie szlachetniejsza-absolutnie nie czuć taniości. Zapach jest naprawdę ciekawy, bardzo podoba się mojemu ukochanemu-a najśmieszniejsze, że ile razy by nie zapytał, co to jest, to za każdym razem jest zdziwiony, gdy odpowiadam, że to przecież Black Opium-mówi, że one pachną na mnie zawsze inaczej... Być może zaprzyjaźnimy się na dłużej i będę powtarzać zakup, ale tylko w okresie późnojesiennym.
Tak czy inaczej, jestem pozytywnie zaskoczona i już leci do mnie kolejna, tym razem 90 ml flaszka.
EDIT 11.11.2019
Po tak długim czasie muszę przyznać, że nadal lubię Black Opium.
Nie, nie twierdzę, że to arcydzieło na miarę klasycznego Opium - to byłoby niemal jak bluźnierstwo! Niemniej jednak, BO nosi mi się przyjemnie, są to perfumy komplementowane, lubiane przez otoczenie i chwalone - dlatego będą w mojej kolekcji i będą często gościć na mojej skórze. Ta waniliowa kawa jednak mnie do siebie przekonała ;)

Aneta Maria

Dodka
Od pierwszego Opium różni się zdecydowanie. Powiedziałabym nawet, że oprócz członu w nazwie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Może i Black Opium do perfumeryjnych geniuszow nie należy, aczkolwiek jest wart uwagi. Jako kompozycja owocowo- kwiatowa (nie przepadam za tego typu perfumami) naprawdę mnie urzekł. Taki ładnie pachnący poprawiać humoru.
Ps. Dla mnie nie jest to kompozycja orientalno -waniliowo.

mylengrave
Jakiś czas temu miałam okazję zaprzyjaźnić się z EDT, teraz skusiłam się na EDP, dojrzałam do tego, żeby zaprosić jeszcze więcej mocy Black Opium. Perfumy są dziwaczne i jest to reakcja wszystkich znanych mi osób, które kiedykolwiek miały styczność z BO po raz pierwszy. Ja znam się z zapachem już znacznie dłużej, a nadal uważam, że to nie jest coś, co można opisać.
Są drażniące, wiem już, że powinnam była zostać przy EDT.
Lekko figowe, sprawiają wrażenie zgniłych, Pachną kawą, ale jest to tak zwydziwiana wariacja, że nie zdziwi mnie brak rozpoznania tego składnika kompozycji, nawet przez wieloletniego kawosza. Jest różowy pieprz, który uwielbiam, ale dosyć bestialsko zmieniony, jest kwiat pomarańczy, jaśmin, wanilia, kapka paczuli. Mimo wszystko, mieszanka ta pachnie tak dziwnie i specyficznie, że żaden opis nie odda jej charakteru.
Kolejnego flakonu nie kupię, drażni mnie, czuję się trochę jak kosmita.

urszulaen

kadanka

Viollence
Tego dnia, gdy psiknęłam je na siebie kilkukrotnie, nawet mnie zaintrygowały. Pamiętam, że rozwijały się bardzo słodko, a moja mama przez jakieś 5 godzin chodząc ze mną po mieście mówiła, że te 3-4 psiknięcia wystarczyły żeby ciągnął się za mną ogon tego zapachu. Wtedy sobie myślałam, że jak będę miała za dużo kasy, to sobie je sprawię. Ale tak samo jak szybko do tego wniosku doszłam, tak szybko o tych perfumach zapomniałam.
Niedawno postanowiłam przetestować je głębiej, jako że teraz już o perfumach wiem więcej, a mój zbiór i doświadczenie też troszkę się powiększyło. No i klops, delikatnie mówiąc.
Zacznę od tego, że marka YSL krzywdę zrobiła wszystkim fankom klasycznego Opium, nazywając te perfumy wersją Black. Ten zapach nie ma nic wspólnego z Opium. To nie jest ten kaliber, to nie jest ten orient i ten rodzaj wyjątkowości. Jeśli jakakolwiek fanka klasyka podejdzie testować ten zapach, i zamiast nanieść go najpierw na blotter, to od razu zacznie testować globalnie (myślenie w typie "w końcu wariacja na temat ukochanego Opium! To musi mi się spodobać!") to gwarantuję, że w jej umyśle posypie się taka wiązanka kwitnącej łaciny podwórkowej, że mogłaby konkurować z wypowiedziami wielu panów niższej klasy ;)
Bo Black jest słodziakiem. Typowym. Więc ani to Opium, ani to Black. Rockowy charakter ma tylko reklama, swoją drogą intrygująca i ładnie zrobiona. Jak zwykle w przypadku YSL, marketingowcy odwalili kawał dobrej roboty.
Zapach sam w sobie jest ciekawy przy otwarciu (przynajmniej na mojej skórze) czyli jakieś pierwsze 2 godziny. Wtedy moja skóra wybija nutę kawy, kwiatu pomarańczy i słodkiej wanilii. Jest cudownie, i powiem szczerze, że gdyby zapach szedł w tę stronę, to pewnie już dawno byłby mój. Ale nie jest.
Po 2 godzinach kawa z mojej skóry znika bezpowrotnie. Zaczyna się totalna słodycz, owszem, ujmująca, ale nic poza tym. Dodatkowo przy większych testach w niektóre dni ten zapach na mnie miał tendencję do wytwarzania jakiejś takiej dziwnej, sztucznej woni, jakby karmelizowanych truskawek/malin? Nie wiem dlaczego, bo truskawek/malin ani karmelu tutaj w składzie nie ma. W każdym razie jest to aromat jakiegoś czerwonego owocka rodem z dekoracji tortowych albo dżemów. Może i ładne to, ale sztuczne przeokropnie. W te dni, gdy tej nuty nie było, zapach był po prostu słodki w taki różowy, dziewczęcy sposób.
I o ile ja kocham słodziaki, i tak bardzo się starałam polubić tego słodziaka, to jakoś tak mi mozolnie idzie. Powtarzam, jest ładny. Jest słodki. Niewykluczone że kiedyś nabędę jakąś mniejszą pojemność, bo zapach jest uroczy. Dziewczęcy, słodziutki. Ale to nie jest żaden klasyk, to nie jest szyk w butelce, to nie jest niewiadomo jaki pazur, to nawet nie jest rockowy klimat, jak to sugeruje reklama. To po prostu ładny, słodki zapach. Mam wrażenie że spodoba się właśnie dziewczynom poniżej 20 roku życia, max do 25 (strzelam sobie chyba w kolano, bo sama mam 22, a jakoś mnie do niego aż tak nie ciągnie). I na jesień nawet może się sprawdzić. No i faceci go lubią - jakby to miało dla jakiejś kobiety znaczenie, chociaż moim zdaniem nie powinno ;).
Nie obraziłabym się, gdybym go dostała, bo umila czas. Chociaż jakbym sama miała kupić coś słodko-waniliowego, to pewnie bardziej na Si bym się zdecydowała. Bo Si ma w sobie tę dozę klasy, której w Black Opium brakuje. I gdyby Si wyobrazić sobie jako zadbaną, elegancką, urodziwą kobietę sukcesu, w czarnej ołówkowej spódnicy i koszuli w kolorze nude, z delikatną klasyczną złotą biżuterią, to Black Opium mogłaby być jej siostrzenicą w wieku licealnym próbującą być jak ciocia, ale jednak siłą rzeczy nie da rady, bo jest po prostu zbyt smarkata. Wiec strzela foszka i stwierdza ze ubierze się w czarne cekiny. Połączone z różem. Bo tak.
Pozwolę sobie jeszcze słowo napisać o butelce. Jest okropna. Tandetna. Straszna. Nie wiem doprawdy czym tu się zachwycać. To taka zadziorność i "kobiecość" na siłę. Tak jak w klubach, gdy dziewczynki w wieku 16 lat ubrane w skąpe cekinowe czarne mini z różową szminką na ustach udają, że mają 19. Tragedia po prostu, ot co.
cirilla
Obok LVEB, Angel'a, czy Poison Girl te perfumy są chyba najczęściej poddawane recenzji na świecie...
Pierwszy raz poznałam je dwa lata temu, w zimie i muszę przyznać, że byłam zaintrygowana. Poznałam je przelotnie, ale to wystarczyło by zanotować je w pamięci "do testów". Kto jak kto, ale ja uwielbiam słodkie zapachy i z przyjemnością je noszę. :)
Większe testowanie odbyłam jednak niedawno i jestem rozczarowana... Ta obietnica zmysłowej kawy (obok wielu fetyszy zapachowych kawa to mój konik), doprawionej gruszką i paczulą brzmi super, ale jak to zwykle bywa - TESTUJEMY perfumy, a NIE kupujemy je w ciemno, li tylko będąc oczarowanymi opisem...
Nie czuję tu ani odrobinki mocnej kawy. Chyba, że jest to ulepek 3w1, którym niestety gardzę. So, "kawa" ulatnia swój aromat, do tego postawiony na stoliku odświeżacz pachnący wanilią i jaśminem. Gdzieś w tle, jakby na otwartym tarasie dobiega do mnie nuta kwiatu pomarańczy oraz przywiędła gruszka... I to wszystko. Po ok. 3h zapach wietrzeje i ulatnia się z mojej skóry. Ten jaśmin jest nawet ładny, ale opuszcza mnie dość szybko.
Jestem zawiedziona, bo jak np. moja miłość do LVEB narodziła się z czasem - tak tutaj, nie ma takiej słodkości i nuty, która mnie czaruje. Black Opium - co za nietrafiona moim zdaniem nazwa. Black, czyli czarny kojarzy się z czymś mocnym, ba kadzidlanym, ostrym, mrocznym, sexy? a nie z rozmąconą pseudokawą 3w1 :(
Perfumy te przypominają mi lekko Lady Million, której nie planuję kupić, tak jak i niestety "Black opium".

Espena
po oriencie, odpoczynek po gorącym dniu. Piękne,
iskrzące opakowane i nawiązanie do klasyka, (który
pięknie pachnie "z butli", a na mnie już ciut gorzej)
oraz do Belle'd'Opium, (które to szczęśliwie równie
dobrze leżały mi na skórze, co w koreczku).
Niestety, Czarne Opium, to małe rozczarowanie.
Zaczyna się gęsto i mocno, a więc tak, jak letnie
wieczory. Jest posmak gruszki, pieprz, dużo wanilii,
egzotyka. Pomimo zamiłowania do takich mieszanek,
czegoś mi tutaj zabrakło. Jak cukierek, który jest
słodki, ale zaczyna po nim mdlić. Właśnie taki
jest ten zapach, słodko natarczywy. Do pół godziny
czuć już tylko wanilię. Nie jest to jednak wanilia
z ogonem w stylu starego Addicta, lecz płaska, można
powiedzieć, jak plastikowy kwiat. I ta wanilia oto
w duecie z czymś jeszcze, czego nie potrafię sprecyzować,
towarzyszy mi, gdy przytknę nos do nadgarstka.
Tak, do nadgarstka, bo "na odległość" jest już niewyczuwalny.
Reasumując - ta wycieczka była nie warta swojej
ceny. Rozczarowały mnie te marokańskie noce.

kasia98766
Spodziewałam się fajerwerków,ale niestety ich zabrakło :(


Perelka

Aleksxs
Winter
Zapach raczej na dzień, do pracy idealny - tylko nie można z nim przesadzić. Za każdym razem, gdy go używam jestem pytana czym pachnę. Uwielbiam go :)
patishoon

Isabel
Przemiły z niego poprawiacz nastroju :) I na tle innych współczesnych słodziaków z LVEB na czele wypada bardzo korzystnie, gdyż jest stonowany i dyskretny. Może i jest też mało odkrywczy i wtórny ale za to jaki przyjemny, i nawet ja zagorzała przeciwniczka wszelkich waniliowych aromatów się w nim łatwo odnajduję.

kunegunda01234

MilaLaw

doja28
Podoba mi się, ale no własnie ale. Mam 30 ml, zużyłam już ponad połowę, lubię nim pachnieć, szczególnie wieczorem lubię sobie go psiknąć na nadgarstek i rozkoszować się kawą, wanilią, słodkością czekolady. Bo takie nuty zapachowe wyczuwam.Ale trwałość niestety jak dla mnie jest słaba 2-3 godziny. Myślę po cichu nad zakupem większej pojemności, ale cena i trwałość tego zapachu skutecznie mnie powstrzymują.

Sylwia74

Malutka100
Na początku wyczuwam gruszkę, którą dodatkowo osładza jaśmin a potem również wanilia.
Nie czuje w tym zapachu w ogóle kawy, nad czym ubolewam. W jakieś recenzji przeczytałam, iż Black Opium przypomina zapach dobrej kawiarni. Zdanie to tak zapadło mi w pamięć, że nie mogłam przestać myśleć o przetestowaniu tych perfum ;-)
No ale ja żadnej kawiarni niestety nie czuję. Zapach odbieram jako ładny, przyjemny dla nosa ale nic poza tym. Po wykorzystaniu zakupionych próbek, raczej nie zdecyduje się na zakup własnej buteleczki.
Przede wszystkim Black Opium jest podobny do kilku innych znanych mi zapachów. Nie jest zapachem niepowtarzalnym, charakterystycznym. Podejrzewam, że za jakiś czas miałabym spory problem z odróżnieniem go od innych.
Black Opium to zapach bardzo podobny do Poison Girl Diora. Tamten otwiera się jedynie bardziej sztuczną, „plastikową” nutą i czuć w nim migdały. Po czasie jednak obydwa zapachy są do siebie wręcz bliźniaczo podobne. Ciężko mi się zdecydować, który z nich ładniejszy, bo obydwa mi się podobają. Chociaż po ostatnich testach skłaniam się jednak bardziej właśnie ku Black Opium.
Nie zaliczyłabym tego zapachu to kategorii orientalnych. Nie jest jest również zapach typowo wieczorowy. Nie zostawia „ogona”, który ciągnie się za właścicielką. Black Opium to po prostu piękny, słodki zapach, który znakomicie poprawia nastrój. Jest również bardzo komplementowany przez otoczenie.

chjena
Fakt faktem, że YSL wpasowało się w obecny (skomentowany wzdłuż i wszerz przez miłośników perfumiarstwa i nie tylko) trend słodkościowy, dorzucając do bijących rekordy popularności sprzedaży wyrobów Lancome czy Jimmy'ego Choo jeszcze swoje trzy grosze podpisane kultowym Opium. O ile klasyk został legendą i w dalszym ciągu jest chętnie noszony, flankerowi Black nie wróżę takiego sukcesu.
Mam z Black podobny problem jak z Forbidden Kiss Amor Amor, przede wszystkim jest słodko i nijako. Tam też pojawiała się obietnica zaostrzenia ulepnej masy akcentami różowego pieprzu, który ostatecznie schował się zlękniony za olbrzymią laską wanilii, dominującą całość razem ze swoją najlepszą kumpelą od terroryzowania słodyczą, gruszką. Siedzą we dwie, popijając słabiutką kawkę i tylko patrzą, czy ktoś jeszcze zanadto nosa nie wychyli. Stąd szukanie tu pieprzu, paczuli czy cedru jest doprawdy bezcelowe.
Na innych wydaje mi się jeszcze znośny, ot taki otulacz bez pazura, ale na samej sobie znieść go nie mogę.
Jedyne co mi się podoba to flakon, ale trzeba mieć na względzie, że ja jestem sroka na błyskotki i swojego czasu kierowałam się w ubiorze dewizą wyrażoną w refrenie piosenki Spectrum Florence + the Machine "we are shining", także tego...

kiertolainen
Któregoś razu w perfumerii rozglądałam się za prawdziwym Opium, jednak z racji, że go nie znalazłam, spróbowałam Black na nadgarstku. Bardzo szybko o nim zapomniałam, aż po paru godzinach sie odezwał. Już zwietrzały urzekł mnie zapachem jakby kadzidła, chociaż widzę, że to raczej była mieszanka cedru i pozostałości po kawie i wanilli. Postanowiłam go wypróbować. Jednak szybko okazało się, że jest to typowy słodziak. Jeden z tych perfum, od których boli głowa i które ciągną się za mną, przepraszam za określenie, jak "smród po gaciach". Momentami, gdy juz łagodnieje, albo nosi się go na zewnątrz jest przyjemniejszy, kojarzy mi sie z zapachem pomadki BEBE (nie wiem, czy takie sa jeszcze produkowane, ale używałam ich jeszcze jako nastolatka). Natomiast gdy całkiem zwietrzeje, czyli najczęściej na drugi dzień lub na wieczór, robi się bardzo przyjemny i łagodny, właśnie taki kadzidlano-cedrowy. Jednak chyba dla tej końcówki nie jestem w stanie się poświęcać i zasładzać się przez cały dzień.

Krissmon
A przykry z wielu powodów! Do bólu słodki i wtórny, tylko na początku może się wydawać, że to zapach wyjątkowy, po krótkiej chwili pojawia się zwykły, słodki zapach...
Wanilia, jaśmin, wanilia, jaśmin, gdzieś tam daleko odrobina różowego pieprzu, kawy i paczuli osobiście nie czuję wcale.
Przykro się go recenzuje również z tego powodu, że nie piszę wcale o zapachu marki Avon albo o kolejnym nudnym zapachu celebryty, tylko o perfumach marki Yves Saint Laurent! Każdy zapach tej marki jak dotąd kojarzył mi się z czymś wyjątkowym, uderzeniem nowości, czymś oryginalnym, a tutaj...? Typowa perfumeczka dla mas - zbyt mało odważnej, by założyć zapach ostrzejszy, więc woli otulić się takim ciemnym opium, które wcale ciemne nie jest, i dosładzać atmosferę...
Fakt, że te perfumy stworzył Cresp boli jeszcze bardziej. Jeden z ojców Angela? Naprawdę?
Mam takie wrażenie, że te perfumy miały trochę inaczej brzmieć, że Cresp wcale nie chciał, żeby one były takie... słabe. Ale oryginalność teraz nie jest niestety w cenie.
Niech żyje nijakość!

Nan
„- Dziadku, zobacz, udaje że jest Zorrem, a tak naprawdę to Kwapiszon!
- Gdy będziesz starszy przekonasz się, że większość zorrów to kwapiszony.”
Black Opium to taki Kwapiszon właśnie. Udaje, że jest Zorrem, no bo w końcu Opium i to jeszcze Black, a tymczasem nie jest to ani Opium, ani Black. Nie żebym się spodziewała, że flanker, zwłaszcza w dzisiejszych cukierkowych czasach, przebije pierwowzór, ale z firmą YSL mam generalnie dobre i bardzo dobre doświadczenia z dawnych i nawet nie tak bardzo dawnych lat, więc liczyłam, że pokuszą się o jakąś ciekawą reinterpretację legendarnego Opium. Nic z tych rzeczy – zapach jest słodki, przyjemny dla nosa, ale niestety bardzo zwyczajny i z gatunku „do zapomnienia”. Testowałam go kilka razy i nie jestem w stanie przywołać teraz do siebie nawet śladu jego woni, a to niedobrze, bo mam dobrą pamięć do zapachów. Świadczy to o tym, że w kompozycji nic mnie nie urzekło, żadna nuta nie wydała mi się wyjątkowa czy pociągająca na tyle, żeby zapach zapamiętać i żeby kupić sobie choćby odlewkę. Liczyłam dość mocno na nutę kawy, bo czasem bywa ciekawie podana (szczególnie lubiłam ją w wycofanym już chyba L’Or de Torrente), ale tu nie udało mi się jej odnaleźć. Słodziak jakich dziesiątki zalegają na półkach perfumeryjnych, a dziesiątki następnych już zapewne czekają na premierę, zwłaszcza po oszałamiającym sukcesie La Vie Est Belle. Pierwsze Opium, z którym opisywany zapach dzieli jedynie nazwę, miał niezaprzeczalną klasę i nie bez powodu stał się legendą, chociaż i przed nim i po nim powstawały zapachy oparte na podobnym pomyśle. Można go nie lubić, ale trudno nie docenić kunsztu perfumiarza. Może miałabym do Black Opium inny stosunek, a i ton recenzji byłby inny, gdyby nie próbowano udawać, że jest Zorrem. Ale nim nie jest – to Kwapiszon.

Blablabla123

SylviaInVogue
Niemal dokładnie tak samo pachnie Someday Biebera, który miałam kiedyś okazję powąchać w próbce dołączonej do zakupionych perfum. Jeśli ktoś nie wierzy - może sprawdzić. Aż chce się zaśpiewać: "ale to już było...".
---
Edit: przypominałam sobie ostatnio Classique Intense Gaultiera i pachnie bardzo podobnie do Black Opium.

lexis1979
To jedynie mój kolejny wybór w poszukiwaniach zapachu z nutą kawy.
Co można powiedzieć o Black Opium? Z całą pewnością, że to zapach nie mroczny i nie orientalny. Co oczywiście w żaden sposób go nie dyskwalifikuje. Natomiast niewątpliwie to zapach bardzo słodki i to w wydaniu waniliowym. Bo to, co w nim wyczuwam to przede wszystkim wanilia. Jest i dość ładna kawa, choć nieco przyduszona wanilią i jaśmin, który w perfumach bardzo lubię. Wszystko elegancko przełamane różowym pieprzem. Nie wyczuwam natomiast paczuli, przynajmniej w jej najgorszym, ziemistym wydaniu. Chyba, że akurat tu pokazała swoje ładniejsze oblicze. Zapach fajnie skomponowany, bardzo przyjemny, zbieram za niego sporo komplementów. Noszę go na codzień, myślę, że na jesienno-zimową porę jest w sam raz. Za to wiosną i latem raczej byłby dla mnie niestrawialny.
Trwałość bardzo przyzwoita, kilkugodzinna, projekcja też całkiem niezła.
Jedyny minus tego zapachu dla mnie to jego wtórność. Niestety, to zapach jeden z wielu, niewyróżniajacy się słodziak przyjemny dla otoczenia. Poprawny, bez zarzutu ale nie ma w nim nic zaskakującego.
perfumefreakz

tofik1984
Zapach bardzo ładny, ale hm niestety obecnie jest bardzo dużo podobnych dzieł. Moim zdaniem pachną identycznie jak lody toffi w rożku firmy Koral. Dość trawałe, a na ubraniach to kilka dni je czuć i wcale nie trzeba się wwąchiwać. Polecam fankom słodkości.
Teraz:
Tak myślałam jw, jedkaże... Dostałam w prezencie całe 100ml i bardzo się cieszę. Jest to zapach który używam gdy nie wiem na co mam ochotę, słodki, prosty, otulający i nie męczy, nie ma w sobie nich trudnego.
Poza tym jest to ukochany zapach mojej 4 letniej córki, sposród kilkunastu buteleczek zdecydowanie najczęściej prosi aby psiknąć jej właśnie Black Opium na bluzeczkę:) I powiem wam że jednak ma on i moc i spory ogon:) Bardzo fajnie jest czuć go od innej osoby:)

gardenia


violka123

Beata Maria

gardenia
No właśnie, czy to jest w ogóle "kreacja"? Black Opium to niezobowiązujący bezpieczny zestaw, nie rzucimy się nim szczególnie w oczy czy w nosy...To taki nowoczesny i wpisujący się w panujące trendy przyjemniaczek, nic ambitnego, nic na miarę, ma swój rozmiar taki "38", ma dobrze leżeć i nie wyrywać się z szeregu.
Po parokrotnym globalnym noszeniu wyczuwam głównie jaśmin zatopiony w gruszce, wanilii i kawie, nie wiem, czy to ten jaśmin jest sztuczny, czy słodycz wanilii i gruszki, w każdym razie obecna jest tu taka uzalezniająca mnie gęsta ale nie duszącą czy oblepiająca słodycz, nie do końca pralinkowa, bo nuta kawy a właściwie capuccino z paczki powoduje, że zapach jest suchawy, ciut drapiący i nie tak pralinkowy, jak przeciętne słodziaki, choć Black Opium, nie czarujmy się, do "originalniaków" też nie nalezy. Orzeżwienia, lekkości i małego kopa nadaje tu różowy pieprz i odrobina kwiatu pomarańczy. Całość daje efekt puchaty, słodki, lekko zadziorny ,jednakże b.kobiecy i smakowity.
Dlaczego uległam temu miłemu przeciętniakowi, ja wielka miłośniczka starego Opium? No właśnie, może uwiodła mnie luzacka nieskomplikowana, pogodna i młodzieńcza dusza tej wersji Opium? Może też to, że czuję się w tej "kreacji" lekko, młodo, pociągająco, nic nie odstaje, nie drapie, jest fajnie, na luzie, trwałość też niezła - po prostu dobrze nam razem: a to na co dzień, do pracy czy na spotkanie ze znajomymi, a i w offowym teatrze improwizacji na Kreuzbergu w Berlinie świetnie się sprawdził :)
Wniosek: może warto mieć i taki bezpieczny, sprawdzony zestaw w swojej garderobie, ja chcę ;D

lenuary
aha, nuta kawy faktycznie jest-aczkolwiek jak bym nie doczytała...to bym nie poznała :)


Malzka
rosana

Dagmy
-----------------------
Jednak je chyba kupię, bo krążę koło nich przy każdej okazji. Nadają sie raczej na wiosnę, bo przy grudniowych temperaturach, po dwóch godzinach od użycia, muszę się wwąchiwać w nadgarstek, żeby je poczuć.
Przyznam, że bardziej niż zapach podoba mi się butelka Black Opium.

gardenia
Flakon nie jest aż tak czarny, jak myślałąm, raczej szary i mnie jakoś tak nie do końca przypadł do gustu, na reklamie wygląda lepiej, ale co tam flakon, zapach się liczy!!! Trzęsącą ręką sięgnęłam po ten czarny zakazany owoc i psik! Stało się! Myśli zaczęły mi wirować a właściwie się kłębić, jak kumlusy przed burzą: chmura słodkości waniliowej ale nie oblepiającej i ciężkiej doszła do mojego nosa, ale zaraz zaraz ja to przecież znam, tylko,które to jest, tyle tego, o jest: ....Manifest! No i Szarada, masz rację i nosa: Forbidden Kiss - miałam, to wiem :
Black Opium to zestaw zbiorczy słodkości z perfumerii i drogerii: pachnie słodko, budyniowo-waniliowo, puchato, ciut drzewnie a ciut jaśminowo, ciut owocowo-syntetycznie, no tak, ciut gruszkowo, pralinkowo ciut i ciut różowo pieprzowo. No włąśnie, większość dzisiejszych zapachów z serii gourmand tak pachnie. To, co mnie najbardziej zawiodło, że zapach jest tak generyczny i tak przewidywalny a skłądniki jakby z tej kadzi ze skłądnikami dla niskopółkowców...
To, co wyróżnia Black Opium od całej tej słodko-owocowo-waniliowej reszty to kawa, nie nie kawa, to Capuccino z syropem toffi czy waniliowym, którą łykniemy z kartonu podczas zakupów w centrum handlowym. Nie powiem, zapach jest przyjemny, słodziak z budyniowatą wanilią, słodką gruszką popieprzoną na różowo i jaśminkiem. Całość jest w miarę lekka i puchata. Ja żadnej paczuli, żadnego cedru i KAWY, takiej kawy kawy porannej z espresso, albo ziaren całych czy jeszcze piękniej, świeżo zmielonych nie czuję, to, co na pewno czuję to zapach pieniędzy, byznesu i zamysł: zróbmy zapach trafiający w gusta większości, coś, co już jest na rynku, znane i lubiane, bezpieczne, dajmy do tego czegoś niby nowego, np. niby kawy, ale niech to będzie coś dla młodych zabieganych, czyli kawa lura, nazwijmy to Black Opium i gotowe! Zaoszczędzono na nowym flakonie, nowej nazwie itd itp. Sprzeda się? sprzeda, bo zapach jest ok, ale to NIE jest Black Opium i to NIE jest od YSL, a jednak...:(

Maverick
Black Opium to dla mnie Viva La Juicy Noir z kawa. Ok, sa to ladne perfumy ale brakuje im glebi. Moze kiedys zdecyduje sie na butelke, kiedy trafia na dyskontowe strony :)

Szarada
Po pierwsze, od razu chciałam wyraźnie zaznaczyć, że zapach zupełnie nie przypomina klasyka Opium. Jest odległy odeń o całe lata świetlne! To akurat nie jest dla mnie żadna wada, bo nie potrzebuję tysięcznej wersji Opium (wiecie - light, legere, intense, absolu, elixir, chyba nie muszę wymieniać dalej, chociaż mogłabym).
Po drugie, NIE jest podobny do La Vie Est Belle. Dziwi mnie wrzucanie do jednego wora z etykietką "La Vie Est Belle" wszystkich słodkich zapachów przez tak wielu ludzi (jakiś czas temu był to wór "Angel"). Black Opium bardzo mi coś jednak przypominał i cały dzień się męczyłam z tym, co. Najpierw przyszedł mi do głowy Black XS L'exces P. Rabbane, ale szybko porzuciłam tę myśl. Potem nagle mnie olśniło - Amor Amor Forbidden Kiss! Miałam gdzieś zachomikowaną próbkę, więc mogłam porównać oba zapachy na nadgarstkach. Black Opium jest odrobinę jak Forbidden Kiss z toną mdlącej słodyczy, tego ostatniego DNA wspólnego dla wszystkich zapachów produkowanych przez koncern L'oreal. Wyczuwam też echa niedawnego produktu YSL - Manifesto, ten sam rodzaj mulącej nieco słodyczy, która mi osobiście uniemożliwia noszenie tego zapachu.
Po trzecie - szumnie zapowiadana nuta kawy. Tak... ona tam jest. Pojawia się bezpośrednio po psiknięciu na skórę i trwa mniej więcej 3 minuty. Z tym, że nie to nie jest kawa taka w powszechnym rozumieniu, z Pożegnania z Afryką. To bardziej jest wyrób kawopodobny. Jeśli ktoś był w USA i pił tamtejszą "kawę" - rozwodnioną i chemicznie aromatyzowaną lurkę podawaną w kuble papierowym wielkości wiadra, to będzie wiedział jaka to nuta się pojawia w Opium Black.
Podsumowując, jeśli ktoś lubi ostatnie słodkości ze stajni L'oreala, czyli np. Manifesto (plus flankery), albo dajmy na to Dolce&Gabbana PF (plus flankery), to niech da szansę Black Opium. Ja na pewno nie kupię pełnej flaszki (dziś ktoś skomentował, że "pachnę jakby piernikiem"), ale rozumiem, że może się podobać.
Projekcja niezbyt rozległa, trwałość całkiem w porządku, ale nie nastawiajcie się na monstera typu LVEB.

CocoPoznan
Myślę, że odbiór ich zależy od skóry. U mnie pachną i kawą i wanilią, i jakimiś przyprawami. Co ciekawe jak pierwszy raz się popsikałam, mój mąż wrócił właśnie do domu i stwierdził "ale ładnie pachnie, jakąś nową kawą czy coś?". A tak się składa, że kawa to mój narkotyk, jestem od niej totalnie uzależniona i uwielbiam jej zapach. Kawa to jest dla mnie właśnie "czarne opium". I myślę, że to właśnie znaczy nazwa Black Opium.
Te perfumy uzależniają. Cieszę się że na mnie pachną cały dzień, a nie leję wcale pół litra na raz. Projekcję mają też całkiem sobie, wiele osób pytało co to za ładny zapach. Są słodkie, ale właśnie nie tak tandetnie nastolatkowo tylko elegancko.
Jedynie ta brokatowa butelka to nie mój styl. I reklama też do mnie absolutnie nie trafia. Ale cóż.

darkblueyed

SylviaInVogue
Niemal dokładnie tak samo pachnie Someday Biebera, który miałam kiedyś okazję powąchać w próbce dołączonej do zakupionych perfum. Jeśli ktoś nie wierzy - może sprawdzić. Aż chce się zaśpiewać: "ale to już było...".
---
Edit: przypominałam sobie ostatnio Classique Intense Gaultiera i pachnie bardzo podobnie do Black Opium.

Noe
Powiedziałbym, że głownie wyczuwalne nuty to wanilia, kawa, gruszka, jaśmin, migdały.
Zaczęło się od próbki - sprawdziłem ją bez wglądu na nuty i od razu się zakochałem. Cały flakon od razu wylądował na mojej liście życzeń, który na pewno niedługo zagości na półce mojej partnerki.
Niektórym zapach może się wydawać zbyt słodki, banalny, ale ja uwielbiam takie prostoty - jest tu wszystko co kocham - wanilia, kawa, słodycz i odrobina kwiatów.
Mimo tej całej słodyczy i popularności to zapach należy do tych, które są skierowane do pewnej grupy ludzi, w tym przypadku są to osoby na co dzień poważne, ale z ukrytym charakterem kusicielki.

Malutka100
Na początku wyczuwam gruszkę, którą dodatkowo osładza jaśmin a potem również wanilia.
Nie czuje w tym zapachu w ogóle kawy, nad czym ubolewam. W jakieś recenzji przeczytałam, iż Black Opium przypomina zapach dobrej kawiarni. Zdanie to tak zapadło mi w pamięć, że nie mogłam przestać myśleć o przetestowaniu tych perfum ;-)
No ale ja żadnej kawiarni niestety nie czuję. Zapach odbieram jako ładny, przyjemny dla nosa ale nic poza tym. Po wykorzystaniu zakupionych próbek, raczej nie zdecyduje się na zakup własnej buteleczki.
Przede wszystkim Black Opium jest podobny do kilku innych znanych mi zapachów. Nie jest zapachem niepowtarzalnym, charakterystycznym. Podejrzewam, że za jakiś czas miałabym spory problem z odróżnieniem go od innych.
Black Opium to zapach bardzo podobny do Poison Girl Diora. Tamten otwiera się jedynie bardziej sztuczną, „plastikową” nutą i czuć w nim migdały. Po czasie jednak obydwa zapachy są do siebie wręcz bliźniaczo podobne. Ciężko mi się zdecydować, który z nich ładniejszy, bo obydwa mi się podobają. Chociaż po ostatnich testach skłaniam się jednak bardziej właśnie ku Black Opium.
Nie zaliczyłabym tego zapachu to kategorii orientalnych. Nie jest jest również zapach typowo wieczorowy. Nie zostawia „ogona”, który ciągnie się za właścicielką. Black Opium to po prostu piękny, słodki zapach, który znakomicie poprawia nastrój. Jest również bardzo komplementowany przez otoczenie.

Nan
„- Dziadku, zobacz, udaje że jest Zorrem, a tak naprawdę to Kwapiszon!
- Gdy będziesz starszy przekonasz się, że większość zorrów to kwapiszony.”
Black Opium to taki Kwapiszon właśnie. Udaje, że jest Zorrem, no bo w końcu Opium i to jeszcze Black, a tymczasem nie jest to ani Opium, ani Black. Nie żebym się spodziewała, że flanker, zwłaszcza w dzisiejszych cukierkowych czasach, przebije pierwowzór, ale z firmą YSL mam generalnie dobre i bardzo dobre doświadczenia z dawnych i nawet nie tak bardzo dawnych lat, więc liczyłam, że pokuszą się o jakąś ciekawą reinterpretację legendarnego Opium. Nic z tych rzeczy – zapach jest słodki, przyjemny dla nosa, ale niestety bardzo zwyczajny i z gatunku „do zapomnienia”. Testowałam go kilka razy i nie jestem w stanie przywołać teraz do siebie nawet śladu jego woni, a to niedobrze, bo mam dobrą pamięć do zapachów. Świadczy to o tym, że w kompozycji nic mnie nie urzekło, żadna nuta nie wydała mi się wyjątkowa czy pociągająca na tyle, żeby zapach zapamiętać i żeby kupić sobie choćby odlewkę. Liczyłam dość mocno na nutę kawy, bo czasem bywa ciekawie podana (szczególnie lubiłam ją w wycofanym już chyba L’Or de Torrente), ale tu nie udało mi się jej odnaleźć. Słodziak jakich dziesiątki zalegają na półkach perfumeryjnych, a dziesiątki następnych już zapewne czekają na premierę, zwłaszcza po oszałamiającym sukcesie La Vie Est Belle. Pierwsze Opium, z którym opisywany zapach dzieli jedynie nazwę, miał niezaprzeczalną klasę i nie bez powodu stał się legendą, chociaż i przed nim i po nim powstawały zapachy oparte na podobnym pomyśle. Można go nie lubić, ale trudno nie docenić kunsztu perfumiarza. Może miałabym do Black Opium inny stosunek, a i ton recenzji byłby inny, gdyby nie próbowano udawać, że jest Zorrem. Ale nim nie jest – to Kwapiszon.

Gothabella
Kiedyś kupiłam sobie większą próbkę i byłam bardzo rozczarowana pierwszym niuchem. Po reklamie z tą mroczną zbuntowaną anielicą popierniczającą z uporem godnym wyższej sprawy po onirycznym mieście neonową nocą (no co, ta reklama naprawdę tak wygląda) spodziewałam się czegoś o jakieś trzy rzędy wielkości bardziej intrygującego. Tymczasem jest naprawdę nijako i naprawdę wtórnie, przynajmniej w kontekście obecnie nam niemiłościwie panującej mody na przesadzone słodziaki.
Pierwszą próbkę zgubiłam jakoś prawie od razu - widać moja podświadomość tu zadziałała. Teraz dostałam kolejną w gratisie. Zdania nie zmieniam, jestem rozczarowana prostolinijnością Black Opium.
Kawę, albo raczej cukierki Kopiko, czuję przede wszystkim w nutach głowy, wbrew mapce orientacyjnej z piramidy. Bardzo mi przy tym przeszkadza gruszka - łączenie kawy, nawet tak zasłodzonej mutacji kawy, z gruszką to moim zdaniem bardzo kiepski pomysł. Dorzućcie do tego jeszcze białe kwiaty (dorzucili, a jakże) a już naprawdę robi się niewesoło.
Gdy wszelkie niuanse (a nie jest ich wiele) wybrzmią, pozostaje po prostu słodki, dość niestety płaski zapach. Cóż, panie, poradzić, takie mamy czasy.
Podoba mi się ta czarna brokatowa butelka (pewne wydania kiczu wywierają na mnie wpływ wabiący), więc rozważam jeszcze testowanie flankerów, przede wszystkim po to, żeby uciec przeznaczeniu i zgubić w tłumie tę niewydarzoną nutę gruszkową. Ale nie wiem, czy coś pozytywnego z tego wyjdzie.
Nie kocham. I jakiż znowu rockowy bunt, weeeś sie, tato.

fifroczna
Naprawdę doceniam tę kawową nutę, uważam to za ciekawy kierunek i fajny pomysł, żeby nawzę "czarne opium" połączyć z naszym codziennym niewinnym narkotykiem. Tylko dlaczego ta jedna łyżeczka kawy została przysypana dziesięcioma łyżkami cukru? Rozumiem, że rynek perfumeryjny zalała fala słodziaków i każda wiodąca firma chce mieć w swojej ofercie "słodki pewniak dla mas", ale nawet to można zrobić lepiej lub gorzej. Sama mam w swojej kolekcji kilka słodziaków, które udało mi się polubić. Tutaj udało mi się nawiązać ledwie cień sympatii. Trochę szkoda, bo mógł wyjść "czarny szatan" jak o mocnej, aromatycznej kawie mawia mój kolega, potencjał był duży. A tak dostaliśmy marną kawkę z automatu.

Krissmon
A przykry z wielu powodów! Do bólu słodki i wtórny, tylko na początku może się wydawać, że to zapach wyjątkowy, po krótkiej chwili pojawia się zwykły, słodki zapach...
Wanilia, jaśmin, wanilia, jaśmin, gdzieś tam daleko odrobina różowego pieprzu, kawy i paczuli osobiście nie czuję wcale.
Przykro się go recenzuje również z tego powodu, że nie piszę wcale o zapachu marki Avon albo o kolejnym nudnym zapachu celebryty, tylko o perfumach marki Yves Saint Laurent! Każdy zapach tej marki jak dotąd kojarzył mi się z czymś wyjątkowym, uderzeniem nowości, czymś oryginalnym, a tutaj...? Typowa perfumeczka dla mas - zbyt mało odważnej, by założyć zapach ostrzejszy, więc woli otulić się takim ciemnym opium, które wcale ciemne nie jest, i dosładzać atmosferę...
Fakt, że te perfumy stworzył Cresp boli jeszcze bardziej. Jeden z ojców Angela? Naprawdę?
Mam takie wrażenie, że te perfumy miały trochę inaczej brzmieć, że Cresp wcale nie chciał, żeby one były takie... słabe. Ale oryginalność teraz nie jest niestety w cenie.
Niech żyje nijakość!

kasia98766
Spodziewałam się fajerwerków,ale niestety ich zabrakło :(
Perfumy: 66257
Recenzje Perfum: 56672
Miłośników perfum: 18032
Czytelników online: 13
Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches |
Beauty Almanac |
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]









































































