Christine Nagel
B*Men Mugler dla mężczyzn
Średnia ocen 4.03 na 5 na podstawie 1,161 ocen
B*Men marki Mugler to orientalno - drzewne perfumy dla mężczyzn. B*Men został wydany w 2004 roku. B*Men stworzyli Christine Nagel i Jacques Huclier.
Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.
Fragrantica® Trends to relatywna wartość, która pokazuje zainteresowanie członków społeczności Fragrantica tym zapachem na przestrzeni czasu.
Perfume longevity: 3.57 out of 5.
Perfume sillage: 2.60 out of 4.
Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

ganczar666
Samo otwarcie zapachu uświadamia Nas,że mamy do czynienia z czymś innym,poboczną linią kolekcji A*Men.
Thierry Mugler jest dla mnie absolutnym mistrzem,podczas gdy narzekamy na kolejne flankery od Innych producentów,to na Jego propozycje wręcz czekamy. Dla mnie na początku czuć coś jakby rabarbar z pieprzem,brak intensywnej słodkości,czuć zioła delikatne połączone z wanilią. O dziwno wanilia nie jest dusząca,mdła i słodka.Dalej jest ciekawe połączenie skóry i pieprzu. Pieprzu jest wyczuwalny w sumie cały czas. Zapach jest lekko kapryśny na warunki za oknem-temperatura może go "obudzić" ale może też go uspać.Ciekawy zapach i trudno dostępny. Moje 30ml.używam sporadycznie,raz na kilka miesięcy.

Kiszonyogor95
Mamy tu do czynienia z bardzo złożoną kompozycją i szczerze mówiąc, ciężko mi wyłonić jakąś nutę przewodnią. Akordy współgrają i przeplatają się nawzajem, tworząc piękną, niebanalną i ewoluującą w czasie mieszankę. Na początku dość prominentny jest akord „żelkowatej” lukrecji, której już od pierwszych chwil towarzyszą przyprawy, będące jednym z głównych filarów kompozycji. Rzeczywiście, pojawia się również coś na kształt nuty rabarbaro-podobnej… Nie wiem co odpowiada za ten efekt, ale zdecydowanie mi się podoba. W tle delikatnie pobrzmiewa sobie anyż, którego w dużych ilościach nie toleruję (patrz – Au Masculin, Lolitki Lempickiej). Tutaj jednak ładnie dopełnia wybrzmiewanie lukrecji i nie przeszkadza ani trochę. To wszystko podbite jest przez gorzkawą paczulę w wersji cywilizowanej, nie pokazującą „pazurków” w postaci piwniczno-brudnych oparów. Co jakiś czas, dość wyraźnie zaznacza na mnie swoją obecność akcent skórzany i dziwię się, że w naszej piramidce nut w ogóle nie został ujęty… Kompozycja ewoluuje od początkowo wyrazistej, bardziej wytrawnej postaci, do ciepłej, słodkawej i takiej wręcz przytulnej, w etapach późniejszych.
Parametry, jak na pachnidło od Muglera, są niezwykle „ludzkie”, powiedziałbym wręcz - eleganckie. I całe szczęście, bo gdyby bohater tej recenzji masakrował nozdrza tak samo jak A*Men, to cały jego wdzięk przepadłby w nicość… Mógłbym trochę pomarudzić i stwierdzić, że projekcja mogłaby być jednak ciutkę lepsza, ale z dwojga złego wybieram stonowanie jakim raczy nas B*Men, niż śmiercionośną projekcję bardziej popularnego Thierrego… Trwałość rzędu mniej-więcej 7h nie powala i tutaj rzeczywiście można się czepiać.
Jeśli mam być szczery, osobiście wolałbym żeby to A*Men został wycofany. B*Men to naprawdę piękna kompozycja, świetnie nadająca się na jesienno-zimowe dni i wieczory. Ciepło-przyprawowy i nieprzesadnie słodki zapach z pazurkiem, który na dodatek nie powali każdego w promieniu 5-ciu kilometrów :D
Jestem w równej mierze zachwycony, jak i zasmucony, że tak piękne perfumy musiały usunąć się w cień i opuścić scenę perfumiarstwa…

Arsenicum
Mugler przyzwyczaił mnie do innowacji, "cudów", wyznaczania nowych dróg w perfumiarstwie. Angel na długie lata zdystansował rynek damskich pachnideł, stał się żywą legendą w ciągu zaledwie kilkunastu lat. A*men, to wyrafinowane perfumy dla pewnego swojej męskości faceta, niedoścignione do dziś. Alien, to ideał wieczorowego zapachu, a Womanity, to innowacyjna kompozycja, unikalna w perfumeryjnym świecie, w której wykorzystano przełomową metodę destylacji molekularnej. Nie zapominajmy, że od każdego z tych czterech zapachów, odchodzą bardzo udane flankery. Czemu pozwoliłem sobie na taki dziwny wstęp? Ponieważ dziś piszę o perfumach, które stoją gdzieś z boku, które są zapomniane, które nie mają flankera i które, co najważniejsze, nie są już produkowane. Nie potrafię tego zrozumieć. Próbuję - i nie mogę! W zasadzie, nie chciałem nawet pisać recenzji, żeby nie powodować choćby najmniejszego odkurzenia tej genialnej kompozycji, jednak zdałem sobie sprawę, że prędzej, czy później, ceny pójdą w górę…
B*men, to dla mnie zapach techniki! Nie są to perfumy, które odzwierciedlają zapach smarów, farb, czy olejów – nie, nie, nie. Nie o to mi chodzi. B*men, pachnie metalem, miedzią, zardzewiałym gwoździem. Pachnie iskrą, wydobywającą się zza ostrza tnącego metal, ma w sobie chropowatą nutę papieru ściernego, ma też charakterystyczny zapach metalowej struktury, która została nim potarta. Pachnie łańcuchem dopiero co zgaszonej piły, którego ciepło niesie do góry żywiczne molekuły świerku. Pachnie pracującym, tnącym ostrzem krajzegi, solidnie wyheblowaną, suchą deską. Czuć też lekko zwietrzałą nutę, która utrzymuje się po spawaniu. Całość, wbrew pozorom, które wytworzyły moje mnogie skojarzenia, tworzy spójną, przyjazną, lecz (jak to określił pewien mały chłopiec, który zwrócił uwagę na B*mena) „ostrą” całość.
Solidna trwałość – siedem godzin bez żadnych problemów, później zostaje lekka smuga. Projekcja, jak u nowszych perfum Thierrego – wystarczająca. Trzeba liczyć się z tym, że istnieje kilka marek, które mają oddzielne mierniki projekcji, jedną z nich, obok Montale, jest właśnie Mugler.
yhmmma
Od samego początku uderza nas niesamowicie mocnym otwarciem. Jest bardzo charakterystyczny. Nuta rabarbaru połączona z przyprawami, a na koniec ambra - te składniki wyczułem bez problemu. Przez cały czas jak trwa - jest bardzo mocny - narzuca się aż, ale sięgając po zapachy Mugler'a trzeba się spodziewać czegoś innego - oszałamiającego. Nie jest tak popularny jak A*men - no i dużo tańszy. Ciężki, męski i oryginalny ,nie typowy słodziak - tak go mogę określić. Trwałość i projekcja gigantyczna - jak to na Mugler'a przystało !

PeterPan
Lubie ten zapach. Jest on otulajacy, cieply, fajny na chlodniejsze dni, na fotel na ganku i dobre esspreso (oczywiscie podwojne i koniecznie Lavazza)
Ma jednak pewna wade, ktora eliminuje go, bynajmniej w moim skromnym odczuciu azebym mogl go zaliczyc do wod spelnionych. Ma slabe muskuly. Nie jest zapachem, ktory trwa, raczej szybko slabnie.
Co do prezentacji, to moja butelka jest szklana, w niczym mi to nie przeszkadza, ale nie wyglda mi to na orginal w stylu Thierry-ego. Spray jest silny, wiec tu nie moge narzekac.
Co do grupy wiekowej. Kazdy moze ja nosic, mlodzi tez, beda moze troszke 'waniac' muskiem, i czuc sie troche bardziej 'mature', jednak przez pierwsze kilka godzin na pewno zapach ten bedzie dzialal.
Ze wzgledu na slaba trwalosc i nie zadziwiajaca projekcje jak na tego rodzaju wode nie moge dac jej wiecej niz 8.5/10, mimo wszystko polecam ze wzgledu na ciekawy zapach, jesli cena jest atrakcyjna.

Kiszonyogor95
Mamy tu do czynienia z bardzo złożoną kompozycją i szczerze mówiąc, ciężko mi wyłonić jakąś nutę przewodnią. Akordy współgrają i przeplatają się nawzajem, tworząc piękną, niebanalną i ewoluującą w czasie mieszankę. Na początku dość prominentny jest akord „żelkowatej” lukrecji, której już od pierwszych chwil towarzyszą przyprawy, będące jednym z głównych filarów kompozycji. Rzeczywiście, pojawia się również coś na kształt nuty rabarbaro-podobnej… Nie wiem co odpowiada za ten efekt, ale zdecydowanie mi się podoba. W tle delikatnie pobrzmiewa sobie anyż, którego w dużych ilościach nie toleruję (patrz – Au Masculin, Lolitki Lempickiej). Tutaj jednak ładnie dopełnia wybrzmiewanie lukrecji i nie przeszkadza ani trochę. To wszystko podbite jest przez gorzkawą paczulę w wersji cywilizowanej, nie pokazującą „pazurków” w postaci piwniczno-brudnych oparów. Co jakiś czas, dość wyraźnie zaznacza na mnie swoją obecność akcent skórzany i dziwię się, że w naszej piramidce nut w ogóle nie został ujęty… Kompozycja ewoluuje od początkowo wyrazistej, bardziej wytrawnej postaci, do ciepłej, słodkawej i takiej wręcz przytulnej, w etapach późniejszych.
Parametry, jak na pachnidło od Muglera, są niezwykle „ludzkie”, powiedziałbym wręcz - eleganckie. I całe szczęście, bo gdyby bohater tej recenzji masakrował nozdrza tak samo jak A*Men, to cały jego wdzięk przepadłby w nicość… Mógłbym trochę pomarudzić i stwierdzić, że projekcja mogłaby być jednak ciutkę lepsza, ale z dwojga złego wybieram stonowanie jakim raczy nas B*Men, niż śmiercionośną projekcję bardziej popularnego Thierrego… Trwałość rzędu mniej-więcej 7h nie powala i tutaj rzeczywiście można się czepiać.
Jeśli mam być szczery, osobiście wolałbym żeby to A*Men został wycofany. B*Men to naprawdę piękna kompozycja, świetnie nadająca się na jesienno-zimowe dni i wieczory. Ciepło-przyprawowy i nieprzesadnie słodki zapach z pazurkiem, który na dodatek nie powali każdego w promieniu 5-ciu kilometrów :D
Jestem w równej mierze zachwycony, jak i zasmucony, że tak piękne perfumy musiały usunąć się w cień i opuścić scenę perfumiarstwa…

Arsenicum
Mugler przyzwyczaił mnie do innowacji, "cudów", wyznaczania nowych dróg w perfumiarstwie. Angel na długie lata zdystansował rynek damskich pachnideł, stał się żywą legendą w ciągu zaledwie kilkunastu lat. A*men, to wyrafinowane perfumy dla pewnego swojej męskości faceta, niedoścignione do dziś. Alien, to ideał wieczorowego zapachu, a Womanity, to innowacyjna kompozycja, unikalna w perfumeryjnym świecie, w której wykorzystano przełomową metodę destylacji molekularnej. Nie zapominajmy, że od każdego z tych czterech zapachów, odchodzą bardzo udane flankery. Czemu pozwoliłem sobie na taki dziwny wstęp? Ponieważ dziś piszę o perfumach, które stoją gdzieś z boku, które są zapomniane, które nie mają flankera i które, co najważniejsze, nie są już produkowane. Nie potrafię tego zrozumieć. Próbuję - i nie mogę! W zasadzie, nie chciałem nawet pisać recenzji, żeby nie powodować choćby najmniejszego odkurzenia tej genialnej kompozycji, jednak zdałem sobie sprawę, że prędzej, czy później, ceny pójdą w górę…
B*men, to dla mnie zapach techniki! Nie są to perfumy, które odzwierciedlają zapach smarów, farb, czy olejów – nie, nie, nie. Nie o to mi chodzi. B*men, pachnie metalem, miedzią, zardzewiałym gwoździem. Pachnie iskrą, wydobywającą się zza ostrza tnącego metal, ma w sobie chropowatą nutę papieru ściernego, ma też charakterystyczny zapach metalowej struktury, która została nim potarta. Pachnie łańcuchem dopiero co zgaszonej piły, którego ciepło niesie do góry żywiczne molekuły świerku. Pachnie pracującym, tnącym ostrzem krajzegi, solidnie wyheblowaną, suchą deską. Czuć też lekko zwietrzałą nutę, która utrzymuje się po spawaniu. Całość, wbrew pozorom, które wytworzyły moje mnogie skojarzenia, tworzy spójną, przyjazną, lecz (jak to określił pewien mały chłopiec, który zwrócił uwagę na B*mena) „ostrą” całość.
Solidna trwałość – siedem godzin bez żadnych problemów, później zostaje lekka smuga. Projekcja, jak u nowszych perfum Thierrego – wystarczająca. Trzeba liczyć się z tym, że istnieje kilka marek, które mają oddzielne mierniki projekcji, jedną z nich, obok Montale, jest właśnie Mugler.

PeterPan
Lubie ten zapach. Jest on otulajacy, cieply, fajny na chlodniejsze dni, na fotel na ganku i dobre esspreso (oczywiscie podwojne i koniecznie Lavazza)
Ma jednak pewna wade, ktora eliminuje go, bynajmniej w moim skromnym odczuciu azebym mogl go zaliczyc do wod spelnionych. Ma slabe muskuly. Nie jest zapachem, ktory trwa, raczej szybko slabnie.
Co do prezentacji, to moja butelka jest szklana, w niczym mi to nie przeszkadza, ale nie wyglda mi to na orginal w stylu Thierry-ego. Spray jest silny, wiec tu nie moge narzekac.
Co do grupy wiekowej. Kazdy moze ja nosic, mlodzi tez, beda moze troszke 'waniac' muskiem, i czuc sie troche bardziej 'mature', jednak przez pierwsze kilka godzin na pewno zapach ten bedzie dzialal.
Ze wzgledu na slaba trwalosc i nie zadziwiajaca projekcje jak na tego rodzaju wode nie moge dac jej wiecej niz 8.5/10, mimo wszystko polecam ze wzgledu na ciekawy zapach, jesli cena jest atrakcyjna.
Perfumy: 65894
Recenzje Perfum: 56427
Miłośników perfum: 17846
Czytelników online: 114
Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches |
Beauty Almanac |
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]



































































