Al Oudh L'Artisan Parfumeur dla kobiet i mężczyzn

Al Oudh L'Artisan Parfumeur dla kobiet i mężczyzn

główne akordy
ciepły korzenny
słodki
ambrowy
agarowy
świeży korzenny
piżmowy
zwierzęcy
aromatyczny
drzewny
skórzany

Średnia ocen 3.94 na 5 na podstawie 817 ocen

Al Oudh marki L'Artisan Parfumeur to orientalno - przyprawowe perfumy dla kobiet i mężczyzn. Al Oudh został wydany w 2009 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Bertrand Duchaufour. Nutami głowy są Kminek, Daktyle, Suszone owoce, Kardamon, Różowy pieprz i Kwiat pomarańczy; nutami serca są Agar (oud), Skóra, Kadzidło, Szafran, Róża, Irys i Neroli; nutami bazy są Cywet, Mirra, Drzewo sandałowe, Paczula, Piżmo, Fasolka tonka, Cedr Virginia i Wanilia.

Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.

Perfumiarz
Fragram Zdjęć
Perfumowa Piramida

Nuty głowy

Kminek
Daktyle
Suszone owoce
Kardamon
Różowy pieprz
Kwiat pomarańczy

Nuty serca

Agar (oud)
Skóra
Kadzidło
Szafran
Róża
Irys
Neroli

Nuty bazy

Cywet
Mirra
Drzewo sandałowe
Paczula
Piżmo
Fasolka tonka
Cedr Virginia
Wanilia

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Wszystkie recenzje

Marcin__

Od kilku miesięcy posiadam flakon Al Oudh.

Nastawiałem się na brutalny, zwierzęcy, fizjologiczny zapach - nic takiego nie dostałem...

Al Oudh to jeden z przyjemniejszych oudów, jeżeli mogę to tak określić. Na mojej skórze agar jest dominującym składnikiem, choć nie przykrywa niczego nawet przez minutę, po prostu jest nutą przewodnią, którą bez problemu można zidentyfikować.

Sama kompozycja jest mega złożona. Na pewno czuję suszone figi i daktyle w towarzystwie innych, także suszonych owoców, co mnie trochę zaskoczyło. Bez wątpienia czuć drewno sandałowe i mirrę.

Trochę żałuję że nie ma nawet szczypty
animalizmu (a tyle się naczytałem opinii typu "spocony zwierz", "futro" czy wręcz "dupa bobra" i "mocz") - szkoda.

Trwałość na mojej skórze jest potężna - do 16 h spokojnie, projekcja jest umiarkowana przy dość małej aplikacji (2-3 psiki) i wolę nie próbować jaka byłaby gdybym przedobrzył.

Ogólnie - piękny oud, za ok. 200 zł jak najbardziej warto. Jednak nie zaliczę go do miana "agarowych" faworytów, dużo bardziej cenię np. Armani Prive Oud Royal czy Montale Kabul Aoud.

conneryfan

Pachnie jak spocony ale seksowny facet, którego spotykasz w nocy na orientalnych wakacjach^_^

Kiszonyogor95

Al Oudh może służyć za idealny przykład tego, jak powinny pachnieć prawdziwie orientalne perfumy. To zapach napakowany składnikami, niezwykle bogaty i stworzony „z przepychem”, mimo niekoniecznie gigantycznych parametrów użytkowych, charakterystycznych dla nierzadko obezwładniających swoją mocą orientów. Jednocześnie, L’Artisan ten nie należy do zapachów najłatwiejszych w odbiorze i wymaga pewnego obycia w takich „klimatach”.
Zacznę od często pojawiającego się w recenzjach aspektu „zwierzęcego”. Osobiście miałem możliwość zaznajomienia się jedynie z nową wersją po zmianach i w odniesieniu do niej mogę stwierdzić, że Al Oudh wcale nie jest tak zwierzęcy, jak go niekiedy malują. Sam obawiałem się zbyt dużego natężenia cywetu (którego osobiście szczerze nie cierpię…), a okazało się, że występuje on tutaj jedynie jako ulotna nutka w otwarciu, taki delikatny „smaczek”, który zupełnie nie przeszkadza, a jedynie fajnie ubogaca fazę początkową. Jednakże, pomimo małej dawki cywetu, w kompozycji właściwie od początku do końca, występuje coś na kształt akordu cielesnego, czy fizjologicznego. Nie jest to coś tak odstręczającego, jak „spocone dupsko” (a z takimi opiniami też się spotkałem), ale nadaje to całości raczej specyficznego charakteru, z którym nie wszyscy się polubią. Moim zdaniem, za ten efekt w Al Oudh odpowiada naprawdę solidne stężenie kminu (dla mnie zbyt solidne…). Kmin wyczuwalny jest od pierwszych sekund po aplikacji, dominując kompozycję swoją (niekiedy drażniącą) przyprawowością i delikatną goryczą, która z kolei w połączeniu ze słodyczą płynącą z innych składników oraz z nutą skórzaną, daje właśnie ten charakterystyczny, fizjologiczny akord. Oprócz wyżej wymienionych ingrediencji, w kompozycji występują jeszcze bardzo wyraźne daktyle oraz inne suszone owoce (szczególnie mocno wyczuwalne w otwarciu), a w późniejszej fazie pojawiają się wygładzające wybrzmiewanie całości słodkie żywice. Kadzidlanego dymku tutaj bardzo mało, niestety. Reszta składników stanowi tło i jest dla mnie „nieidentyfikowalna” :D
Co jednak najbardziej rozczarowuje, to fakt, że tytułowy składnik – agar – jest w tym pachnidle praktycznie niewyczuwalny…
Parametry, jak na L’Artisanowskie realia, są naprawdę dobre – trwałość sięga 7-8h, przy dość mocnej, dobrze wyczuwalnej projekcji przez pierwsze 3h, potem zapach stopniowo osiada bliżej skóry, będąc bez problemu wyczuwalnym dla nosiciela jeszcze przez stosunkowo długi czas. Podejrzewam, że starsza formuła naprawdę musiała mieć „kopa” :)
Reasumując – Al Oudh uznaję za bardzo udane, orientalne pachnidło, mimo że nie do końca wpasowuje się ono w mój zapachowy gust. Najbardziej przeszkadza mi zbyt duże stężenie kminu – gdyby było go ciut mniej i nie dominowałby tak bardzo kompozycji, myślę że całość zyskałaby jeszcze więcej w moich oczach. Aha, jedna uwaga (i wiem, że mogę być odosobniony w tym co teraz napiszę) – mam wrażenie, że Bertrand powielił tutaj część pracy wykonanej przy Baume du Doge, zmieszanym (co ciekawe) rok przed bohaterem niniejszej recenzji. Osobiście odbieram Al Oudh jako bardziej męską, przyprawową i charakterną wersję Bauma – zapachy różnią się nutami „charakterystycznymi”, ale „zapachowy fundament” obu z nich, jest według mnie mocno zbliżony. Nie postrzegam tego jednak jako wielką wadę, bo oba dzieła są naprawdę udane, ale stwierdziłem, że warto będzie zwrócić uwagę na ten fakt w recenzji.
Serdecznie polecam zapoznanie się z tym pachnidłem, bo jest to kolejne niezwykle interesujące dzieło, które wyszło spod ręki Duchaufoura. Myślę, że dobrze nada się na chłodne, czy wręcz zimne jesienne i zimowe dni – w ciepłej aurze, jego bogactwo może z dużym prawdopodobieństwem okazać się przytłaczające i cały urok pryśnie. Zdecydowanie odradzam natomiast zakup flakonu w ciemno – nie są to bowiem perfumy dla każdego, zresztą tak jak niemal każda kreacja Bertranda.
Jeśli o mnie chodzi, to średnio się z tym Panem rozumiemy i lubimy – tak też było w wypadku Al Oudh…

amanda

Pierwsze krótkie wrażenie przypomniało mi wejście do sklepiku z różnościami pochodzącymi z Indii,gdzie obowiązkowo tliły się zazwyczaj kadzidełka nadając dusznawy charakter w pomieszczeniu.
Takich sklepików w latach 90-tych było mnóstwo,wtedy był na nie totalny boom.
Poza tym po biednych i szarych latach 80 tych to było coś.Jeszcze do dziś mam dwa plecaki z takiego sklepiku w bardzo kolorowe wzorki.
Zostawiając wspomnienia,zapach zaskoczył mnie,ponieważ obawiałam się,że będzie ciężki,przytłaczający po prostu naładowany prawdziwym Wschodnim przepychem.
Jednak po "indyjskim wejściu"ułożył się w niespodziewany sposób i zupełnie poszedł w innym kierunku.
Co prawda na mnie wychodzi jednostajnie,nie czuję ewoulowania nut i nie przeszkadza mi to wcale.
Po cywecie,który tylko na krótko zagościł czuję swieżość piżma,białego jasnego świeżego piżma z bardzo bardzo delikatną cywetową nutą.

Piotrek007

Bardzo dużo zostało już napisane, jednak pokusa aby podzielić się swoimi odczuciami jest w tym przypadku zbyt wielka.

Al oudh to przepych, klasa, to bogactwo składników które razem mają tworzyć orientalną mieszankę zwalającą z nóg. Tak też było w moim przypadku, bo od pierwszej aplikacji poległem, uległem i całkowicie zachłysnąłem się tym orientem od Duchaufour'a. Jednak nie jest to orient typowy, bo przekaz jest iście Europejski. Pomimo nazwy którą noszą te perfumy, kompozycja nie raczy nas dużą ilością agaru.
W otwarciu dzieje się bardzo dużo, nuty pojawiają się i znikają, ewoluują albo się chowają. Od samego początku, tuż po wypuszczeniu pierwszej 'chmurki', czuć suszone, lekko słodkie owoce. Po chwili dochodzą przyprawy i spora ilość dymu, przez co owoce zaczynają przybierać wędzonego charakteru. W akompaniamencie delikatnego cywetu (żadne tam toalety i inne smrody!!), wchodzi kminek, suszony i lekko zgnieciony, dzięki czemu czuć go nadzwyczaj wyraźnie. Suszone owoce powoli tracą na mocy, ale morele i daktyle ciągle nie dają za wygraną. Nie mija nawet kwadrans, a do całości dochodzi skóra, mirra, drzewo sandałowe oraz odrobina róży z paczulą. Wszystko pięknie ze sobą współgra, całość jest niesamowicie aksamitna i ciepła, ohh tak bardzo ciepła! Po godzinie już wiemy co nabiera mocy, a co odchodzi na dalszy plan. Króluje aksamitna skóra, słodkie daktyle, odrobina kadzidła, oraz kminek z rozgrzewającym w tle delikatnym sandałem. Całość trwa w tych klimatach do samego końca, od czasu do czasu przepuszczając skórę albo przyprawy na pierwszy plan. No i przechodzimy do sedna sprawy, gdzie ten oud? Jest! Nawet poczuć go można od samego początku! Jednak ukrywa się on daleko w tyle, gdyż pozostałe nuty są zbyt mocne aby mógł pokazać swoje piękne oblicze. Dlaczego tak jest? Ponieważ Al Oudh zaczynając od cudownie zdobionego flakonu, po ilość składników, ma przekazać przepych orientu. Jednak bogactwo to w pełni skierowane jest do Europejskiego odbiorcy, który nie oszukujmy się, w znacznej większości nie jest przygotowany na spotkanie pierwszego stopnia z tym rodzajem drzewa. Mi to odpowiada, bo aby w pełni wyzwolić piękno agaru, potrzeba kogoś kto z tym składnikiem żyje na co dzień. Dlatego też, to arabskie kompozycje najlepiej oddają pełnię zapachu tego wspaniałego drzewa.

No i w to mi graj :) Osobiście jestem zachwycony Al Oudh i chylę czoła Bertrandowi za ten niesamowity produkt. Mamy tu wszystko co prezentuje sobą orient i kultura arabska. Jest kadzidło i mirra, są tradycyjne daktyle, w tle, na deskach sandałowca tańczy delikatnie róża, a jeśli się skupimy, poczujemy też wspaniały oud.

Trwałość duża, na mojej skórze utrzymuje się ok. 11H. Projekcja natomiast to ciężkie dwie godziny, sześć na długość ramion i jak to zawsze bywa, końcówka utrzymuje się już blisko skóry.
Jeśli chodzi zaś o nowy flakon (bez zdobień, z czerwonym paskiem) i lekko zmienioną wersję, trwałość dalej pozostaje duża, bo dochodzi do 8H. Projekcja jednak jest zupełnie inna... Otwarcie jest mocne i kręci po nosie, ale już po 30min. utrzymuje się na długość ramion. Trwa to około 4H, następnie przechodzi w tryb czuwania tuż przy skórze i przez kolejne 3-4 godziny daje znać o sobie już tylko i wyłącznie właścicielowi. Niemniej jednak, nawet nowa wersja warta jest poznania, bo to naprawdę wspaniałe perfumy.

Wśród moich ulubionych zapachów, zajmuje bardzo wysokie miejsce numer 3! Serdecznie polecam.

Lizbet

Bałam się tego zapachu, bo generalnie z L`Artisanami jest mi średnio po drodze. Zupełnie niepotrzebnie.

Piękny orient. Otwarcie to przede wszystkim skóra z bardzo delikatnym bobem tonka i zbilansowanymi przyprawami. Przez chwilę czuję nalewkę z suszonych owoców. Bardzo, ale to bardzo, przypominają mi na tym etapie Bulgari Black przy czym zapach jest bardziej zbalansowany i nie gumiasty, bób tonka daleko w tle, a nie na pierwszej linii frontu. Powoli skóra staje się mniej intensywna, ale cały czas wyczuwalna, i pojawia się piżmo, agar, drzewo sandałowe i przepiękne kadzidło. W tle subtelny szafran nadaje lekkiej goryczy i przenikliwości.

Jest tu jakiś klimat, ktory przypomina mi starego Fahrenheita - ale klimat tylko, bo zapach jest inny. Nie ma tu wetywerii i są inne kwiaty. Bardziej subtelny, lepiej wyważony (starego Fahrenheita uwielbiałam, ale był to zapach petarda na kilometr). Dlatego też bardziej widzę go na mężczyźnie.

Fascynuje mnie, jak niemal każy z recenzentów zwrócił uwagę na inne nuty (na przykład dla mnie kmin niewyczuwalny). Bardzo bogaty zapach, bardzo zmienny, myślę, że dużo może też zależeć od temperatury powietrza. Intryguje.

Trwałość dobra, projekcja średnia.

blueberry

Al Oudh, czyli perfumy dialogu międzyreligijnego. Zapewne wielu znających ten zapach właśnie wybucha śmiechem i konstatuje, że oto całkiem mi odbiło, ale.... niech wytłumaczy mnie fakt, iż do kościoła chętnie przydziewam ociekające zmysłowością i feerią orientalnych smaków i barw Arabie Lutensa, by jak najbardziej czuć się w nich uduchowioną! Tak też jest z Al Oudh, wspaniałymi, sakralnymi, rytualnymi wręcz perfumami, które świetnie pasują mi do takich okazji.
Dlaczego wspominam o religijnym dialogu? Wystarczy spojrzeć na nazwę, skład perfum i charakterystyczne ornamenty zdobiące flakon - skojarzenia z islamem gotowe. W samym zapachu natomiast odnajduję woń wnętrza karaimskiej świątyni w Trokach na Litwie, w której panował przedziwny zaduch pomieszczenia, gdzie nie otwiera się okien - mocno orientalny, gęsty od... suszonych owoców, drewna użytego w wystroju kienesy i resztek kadzideł, a także... potu modlących się wiernych i turystów. Sacrum miesza się z profanum, ale to sacrum jest na wierzchu - mimo pokaźnego udziału kminu w kompozycji (Bertrand naprawdę go nie żałował, choć nie przedobrzył, bo wybrał mu otulające towarzystwo innych nut) i wrażenia lepkości, kadzidło ciągnie całość ku górze, ku sprawom nie z tego świata - próba okiełznania zmysłów i przyziemnych uciech okazuje się zwycięska - ostatecznie duch wygrywa z ciałem.
Oszołomiona urodą i oddziaływaniem kompozycji, chyba nic mądrego oprócz tych osobistych wynurzeń nie powiem, na koniec dodając: dzięki Ci, Boże, za to, że mogę czuć tak piękny zapach! Al Oudh jako olfaktoryczna maestria wprowadza mnie na ścieżkę refleksji, modlitwy i wdzięczności za życie oraz konkretnie... za zmysł powonienia. Dotąd cieszył mnie fakt, że na świecie niemało cudownych perfum, ale te pierwsze uświadomiły mi, że najbardziej radosne w tym wszystkim jest po prostu... posiadanie węchu... Dziwne, że żadne inne perfumy, które kocham miłością szaloną, nie przywiodły mnie do tak oczywistego wniosku. Al Oudh to perfumy niepowtarzalne, wymarzone, wyśnione przez amatorów orientu na bogato, specyficznego, lecz absolutnie nie tandetnego. Składniki z pietyzmem wpleciono niczym drogocenne nici w kunsztowny arras. Mój absolutny faworyt wśród dzieł Duchaufoura, a także ulubiony zapach z najlepszymi parametrami użytkowymi w stajni L'Artisana. 6/6 :)

salvadora

Zacznę od tego, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, gdyż perfumy L'Artisan są dla mnie nie zrozumiałe i na mojej skórze robią się nieciekawe i płaskie. W tym przypadku nie tylko nawiązała się nić porozumienia, ale zaiskrzyło między nami:) Al Oudh, jest zapachem bardzo bogatym, zmiennym, nie banalnym i oryginalnym. Nie męczy, nie dręczy, nie ciąży, za to ewoluuje odkrywając różniste ciekawostki. Jest słona skóra w otoczce ostrego oudu. Pojawia się pudrowy irys w towarzystwie słodkich daktyli i suszonych owoców. Wszystko osnute przyjemnym zapachem kadzidła, takiego delikatnego, które nie dusi. Wszechstronny to zapach z całą pewnością, zawiera w sobie wszelkie smaki; słodki, słony, pikantny. Stwierdzam, że chcę go mieć, a tego się nie spodziewałam...
 
Encyklopedia Perfum

Perfumy: 65788
Recenzje Perfum: 56374
Miłośników perfum: 17797
Czytelników online: 125

Zarejestruj się
Nowe Recenzje Perfum
Lalique
Amethyst
autor Nomade
Najnowsze recenzje
Najnowsze komentarze
Montale Crazy In Love autor Beata Maria
Etro White Magnolia autor lamaison
Creed Viking Cologne autor Beata Maria
Popularne marki i zapachy
Skocz do góry

Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches | Beauty Almanac |

Prawa autorskie © 2006-2021 Fragrantica.pl magazyn o perfumach - Wszelkie prawa zastrzeżone - nie kopiuj zawartości strony bez uzyskania pisemnej zgody. - zapoznaj się z Regulaminem strony i Polityką prywatności.
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]