Marki » I-K » kwiatowo - owocowo - gourmand « Grupy

Vintage Muse Kate Moss dla kobiet

Vintage Muse Kate Moss dla kobiet
Mam
Miałem
Chcę
Kocham
Lubię
Nie lubię
zima
wiosna
lato
jesień
dzień
wieczór
Osób głosujących: 20
kobieta 25- 25+
mężczyzna 25- 25+

Mam: 7 Miałem: 7 Chcę: 7

główne akordy
słodki
owocowy
kwiatowy
piżmowy
pudrowy
Zdjęcia
Vintage Muse Kate Moss dla kobiet Zdjęcia Vintage Muse Kate Moss dla kobiet Zdjęcia Vintage Muse Kate Moss dla kobiet Zdjęcia Vintage Muse Kate Moss dla kobiet Zdjęcia

Vintage Muse marki Kate Moss to kwiatowo - owocowo - gourmand perfumy dla kobiet. Nutami głowy są czarna porzeczka, Śliwka, rabarbar i bita śmietana; nutami serca są fiołek, orchidea i piwonia; nutami bazy są piżmo, meksykańska czekolada i ambra.

Perfume rating: 2.21 out of 5 with 20 votes.

Perfumowa Piramida

Górne Nuty
Czarna porzeczka Śliwka Rabarbar Bita śmietana

Środkowe Nuty
Fiołek Orchidea Piwonia

Dolne Nuty
Piżmo Meksykańska czekolada Ambra

Wyczuwalne składniki na bazie waszych głosów

Loading...

Trwałość

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
bardzo słaba 0
 
słaba 1
 
przeciętna 2
 
duża 1
 
bardzo duża 0
 

Projekcja

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
łagodna 2
 
przeciętna 0
 
duża 3
 
olbrzymia 0
 

Advertisement

Więcej o perfumach po angielsku / More in English language about Vintage Muse by Kate Moss.

Ten zapach przypomina mi...  

Advertisement

Vintage Muse Recenzje Perfum

KasiaS
KasiaS

Dodam trzecią recenzję, co jest skandaliczne, ale czuję się w obowiązku, po tym co pisałam wcześniej. To jest taki zapach, że absolutnie nie zastanawiajcie się, czy przyadkiem nie jest zepsuty, czy coś z nim jest nie tak. Z nim coś jest NIE TAK z założenia. Ja akurat wyczułam w nim coś, co mi się spodobało, dodatkowo moja skóra go bardzo zmienia na plus, ale nie chciałabym, żeby moje dwie pozytywne i BARDZO subiektywne recenzje wprowadziły kogoś w błąd. Ten zapach jest dziwny, brzydki, rekordowo mało noszalny. Do tego żadne z niego arcydzieło. Jest wycofany, więc pewnie będą sobie za niego krzyczeć więcej kaski, źle bym się czuła jako matka duchowa nietrafionego zakupu w ciemno ;)
Na pewno nie spodziewajcie się owocowego słodziaka, w skrócie to kwaśny, porzeczkowy, brudny piżmowiec z nutą staruszkowego szarego mydła. Dla zwolenników dziwacznych wrażeń. Ja lubię perfumowych freaków, stąd moja sympatia.
Choć na koniec muszę przekornie dodać, że wolę po stokroć tę porzeczkowość niż tę z Enchanted Forest, który ja raczej nazwałabym "Zaczarowaną Kuwetą" :) Vintage też budzi pewne skojarzenia z nietrzymaniem moczu, ale nie aż tak mocne.

Feb
15
2017
mamigora
mamigora

W drogerii psiknełam na nadgarstek i byłam zniesmaczona. Powinny się nazywac Vintage Muuu, bo po prostu 'pachną' jak krowie łajno, naprawdę! To nie jest nawet zapach starszej pani, które dla mnie pachną zwiędłą różą. Uważać z zakupem, bo albo ja trafiłam na stary sort z zakurzonego magazynu, albo Kate trafiła w płot kulą na mole. Straszne to.

Feb
14
2017
SylviaInVogue
SylviaInVogue

Ten zapach po prostu do mnie nie przemawia. Nabyłam go w ciemno przez Internet, ale zwabiła mnie nazwa „Vintage” oraz aromat śliwki w tychże perfumach. Lubię wszystko, co ma duszę, co jest staroświeckie i wiąże się z przeszłością. A tu takie rozczarowanie!

Ale do rzeczy…

Wyczuwam tu śliwkę, ale nie jest to słodka i miła śliwka, jakiej by się spodziewać. To wędzona, podpalana wręcz śliwka w towarzystwie porzeczki, piwoni, gorzkiej czekolady i czegoś, co całości nadaje „gówniany” smrodek. I to dosłownie! Wyczuwam tu bardzo nieprzyjemny, fizjologiczny czynnik – jakby to były fekalia, a może pot? Niestety zapach na mnie bardzo źle leży. Oddałam więc go siostrze. A tu… zaskoczenie! Na niej Vintage Muse pachnie zupełnie inaczej! Jest grzeczniejszy, pudrowy i kwiatowy, nie ma tego brzydkiego posmaku. Jak to wszystko możliwe? Że ten jeden zapach może przybrać tak dwie skrajne różne postacie?

Nie wiem, ale jedno jest pewne – moim zdaniem to najbardziej oryginalny i nietuzinkowy celebrycki zapach pośród typowych tandetnych słodziaków w różowych flakonach. Ba! To najbardziej oryginalny zapach w ogóle, jaki wąchałam.

Jestem pełna niepewności, czy kobiety rzeczywiście dawniej tak pachniały. No jeśli tak… to jednak dobrze, że nie żyłam w przeszłości (bo jestem fanką świeżych zapachów, których dawniej nie tworzono)! Według mnie bardzo ładnie do klimatów retro nawiązuje kształt i kolor flakonu oraz styl napisów, trochę kojarzą się z filmem Wielki Gatsby.

Feb
25
2016
chjena
chjena

To ten rodzaj zapachu, który wąchając łapiemy się za głowę i zastanawiamy "dla kogo?! i dlaczego?!". Mimo teoretycznie gourmandowych nut, nie znajdziemy tutaj słodkiego, letniego deseru, tradycyjnie podkręconego paroma owockami. A w życiu, są to jedne z najbardziej cierpkich i jednocześnie kwaśnych perfum, jakie kiedykolwiek miałam okazję testować. Rabarbar, dostojna śliwka i czarna porzeczka robią swoje, nigdy nie widziały złowieszczej torebki z cukrem, więc pokazują swoje stuprocentowe, naturalne oblicze. Swoją drogą, uwielbiam wszelkie przetwory z czarnej porzeczki - soki, dżemy, syropy - ale małej kuleczki prosto z krzaczka nie tknę, choćbym miała przymierać głodem. Vintage Muse przedstawia nam właśnie tę, nieco już zapomnianą odsłonę, bo zwykle parowanej z pralinkami czy wanilią, czarnej porzeczki.

Perfumy rzeczywiście mają klimacik vintage, choć nie przez zwyczajowe aldehydy, szypr lub cywet. Pojawia się momentami niezbyt przyjemna nutka fizjologiczna, na szczęście pochodzenia roślinnego, a nie zwierzęcego, co może odpowiadać za wrażenie zeżartego przez mole futra po babci. Cóż, takie prawdziwe retro również ma swoich oddanych fanów.

Niech nas nie zwiedzie obecność w nutach puchatej, niewinnie wyglądającej bitej śmietany i czekolady. Owszem, minimalnie łagodzą całość, ale dopiero po godzinie spędzonej w agresywnym towarzystwie kwaśnych owoców, a poza tym na pewno nie czynią z Vintage Muse deseru w pucharku, podanego z sosem karmelowym i ozdobnym wafelkiem. Tworzy się z tego co najwyżej prosta kompozycja owoce + kwaśna śmietana, posypana wiórkami gorzkiej czekolady, wersja light słodyczy na niedzielę. W dalszym ciągu ani grama cukru.

Kate Moss sprawiła mi niemałą frajdę tym zapachem, choć najmilsze określenie na niego, jakie przychodzi mi do głowy, to "dziwak". Dobrze jednak poznać czasem takiego wariata i mieć go z tyłu głowy, gdyby kiedyś mnie lub bliską mi osobę natchnęło na czarne porzeczki i śliwki w klimacie vintage.

Apr
26
2015
amanda
amanda

Początek miły. Słodkie porzeczki dojrzałe pyszniące się jeszcze na krzaczkach z równie słodką apetyczną śliwką czekającą na zerwanie.
Zupełnie miły sympatyczny zapach zimową porą.
Rabarbaru nie potrafię odnalezć, nie ma jego kwaskowatości pośród słodkich owocowych nut.
Dalej to przyjemne wrażenie zaczyna zacierać się jak wspomnienie, które z czasem traci świeżość i kontury, robi się coraz bardziej bledsze i odleglejsze.
Tak też dzieje się z owymi smacznymi owocami. Pojawia się kwiecie w postaci orchidei i piwonii.
Zapach jednak robi się jakiś płaski i po prostu ucieka.
Mnie na szczęście ominęły wrażenia starych futer.
Strasznie nietrwały nawet nie mogę dokończyć opisywania bo już zsunął mi się z ręki...

Dec
26
2013
KasiaS
KasiaS

Jeśli mogę to dodam jeszcze jedną recenzję, bo właśnie wczoraj nabyłam małą butelczynę tego płynu na poprawę humoru i po dokładniejszym obwąchaniu zmieniła mi się optyka.
Po pierwsze nie czuję już nic bardzo kontrowersyjnego - mój nos nie takie rzeczy już wąchał i uważam teraz VM za zapach całkowicie noszalny, nawet aż za bardzo. Ale po kolei.
Początek zachwyca. Jest to dla mnie, subiektywnie, najciekawiej podana czarna porzeczka w perfumach. Zazwyczaj kwaśna i cierpka rozpycha się wśród nut owocowych, zielonych, ogólnie rzecz biorąc - młodziakowatych. Tutaj widzę jej ziemistą odsłonę, sprawiającą, że przed oczami, a właściwie nozdrzami, stają mi najprawdziwsze krzaki pełne czarnych kulek, z lekkim akcentem cassisu. Doskonale pasuje do niej jak najbardziej dla mnnie wyczuwalna czekolada, taka wąchana z tabliczki, jakby nieco piwniczna, mrocznawa, gorzka i niech im będzie, że aztecka. Dodatkowo rabarbar nadaje wszystkiemu niepokojącej, kwaskowatej cielesności (to pewnie on w duecie z porzeczką jest odpowiedzialny za te wyczuwane przez niektórych fekalia).
Wszystko to razem jest ciekawe, oryginalne, staroświecko szykowne, w balansujący na granicy odpychania sposób seksualne. Afirmowałam ten etap radośnie, myśląc sobie, że najwyraźniej pannie Kate nadużywanie tzw. koksu bardzo ładnie rozbudziło zapachową kreatywność i że może nos się wyrabia przy wciąganiu kresek?
Chyba jednak niekoniecznie, bo potem następuje lot koszący w dół, równie szybki i miażdżący jak po narkotykowych ekscesach. Robi się kwiatowo w najgorszym tego słowa znaczeniu a cała kompozycja rozłazi się jakby nie wiedziała o co jej w ogóle chodzi. Kto tu w ogóle wcisnął piwonię? Nienawidzę jej jak psa ogólnie, a tutaj jest już całkiem ni przypiął nie wypiął. Na dodatek od pewnego momentu czuć już tylko ją - na początku jescze w mało interesującym, ale bardzo przyjemnym towarzystwie bitej śmietany (sporo tu tego), a potem już niemal solo, aż do samej bazy a konkretnie jej braku, o który to brak chyba mam największy żal. Jaka szara ambra?
Problemem tych perfum wg mnie jest to, że ciekawy początek rozbudza oczekiwania na porywającą kontynuację, a w zamian następuje typowy celebrycki zonk.
Ale i tak jest ciekawie, inaczej bym nie wypociła takiej przydługiej gadki. Będę nosić i zakupu nie żałuje (no, inna rzecz, że z torbami nie poszłam).
PS: Tak naprawdę kocham psy. Ale piwonii nie.

Sep
10
2013
KasiaS
KasiaS

To i tak moja pre-recenzentka ma szczęście. Vintage Muse słynie bowiem powszechnie jako perfumy o pięknym zapachu kupy.
No i coś w tym jest, ale mimo to jestem ich popleczniczką. Po pierwsze, uważam, że flakon jest piękny (czego nie widać na zdjęciu), przynajmniej jak na tę półkę cenową. Kolor jest genialny, bardzo podoba mi się nawiązanie do wzorów Art Deco, i nawet nadrukowana koronka na szyjce wcale nie wygląda tandetnie, jak to zazwyczaj w celebryckich produkcjach, co więcej, nader wdzięcznie zgrywa się z resztą.
Co do zapachu - może to jest i tak, że osiągnęłam już ten poziom olfaktorycznego zboczenia, że niektóre zapachy podobają mi się dlatego, że mi się nie podobają. Ale jednak się podobają. A może to po prostu zwykła reakcja maniaka piżma, którego dla mnie (prawie) nigdy nie jest za dużo, a tutaj jest go ile chcieć.
Vintage Muse ma dwie zalety - nie przypomina niczego innego z celebryckiej półki, w zasadzie w ogóle nie przypomina żadnego innego zapachu, a po drugie: nie wdzięczy się. Mogłaby go zrobić Lady Gaga i byłoby to dzieło dużo bardziej zgodne z szumnymi zapowiedziami niż to, co jej w końcu wyszło. Cała reszta w zasadzie jest na nie: nie jest to ładne, dla większości zapewne nie noszalne, nie ma jak to się mówi klasy, nie jest to zapach pierwszorzędnej jakości jeśli chodzi o kompozycję, trwałość ani projekcję (choć z wykonaniem nie jest też VM tak bardzo do tyłu, a za tę cenę wręcz jest bardzo dobrze, jest głębia i faktura, rzeczy dla mnie istotne)....
A jednak, mimo wszystkich wątów i niedoróbek, ja w kwestii Vintage Kupy jestem na tak.
Powiem więcej: fekalny smrodek "o niuansach czarnej porzeczki i z długim czekoladowym finiszem, rozpięty na motywach starej baby" bardzo mnie przekonuje i dodaje temu zapachowi owej nieszczęsnej "zmysłowości" (w sensie nieco bardziej dosłownie-cielesno-fizjologicznym niż chcieliby autorzy marketingowych bełkotów..) i i charakteru, którego na próżno szukać u Gag, Bejonsów i Aguiler.
---
Edytuję: Jednak znalazłam pewne podobieństwo do White Musk Body Shop.

Nov
17
2012
perfumeholic88
perfumeholic88

Żadnego rabarbaru, pysznej bitej śmietanki czy czekolady w tym okropnym zapachu nie wyczuwam. Dlaczego nazwałam go w taki sposób? Po spryskaniu nadgarstków do mojego nosa doleciłl zapach starego, zwietrzałego pudru naszych prababci oraz czegoś przypominajacego stare, wyliniałe futro, ktore lata świetnosci ma juz dawno za soba, a obecnie kisi sie w śmierdzacej kulkami na mole szafie. Zapach starszej, niekoniecznie eleganckiej pani, która wciąż ma ciagoty do swoich martwych lisów na ramionach. Straszne... i taki wlasnie dla mnie jest ten zapach.. Czułam jak momentalnie dodał mi z 50 lat.

Oct
30
2012

Dodaj własną recenzję

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Ta strona zawiera informacje, recenzje, nuty perfumowe, zdjęcia, reklamy, plakaty i filmy dotyczące perfum Kate Moss Vintage Muse, ale nie gwarantujemy poprawności wszystkich danych. Jeśli posiadasz więcej informacji o zapachu Kate Moss Vintage Muse, możesz o nich nadmienić w recenzji perfum. Fragrantica posiada unikalny system klasyfikowania perfum Vintage Muse marki Kate Moss. Możesz kliknąć na właściwą cechę pod głównym obrazkiem, określającą dany zapach. Dodatkowo znajdziesz odnośniki do stron zewnętrznych / sklepów online, ale Fragrantica nie posiada wpływu na ich zawartość. Nie ponosimy odpowiedzialności za to, co znajdziesz pod tymi linkami, ani za konsekwencje ich odwiedzin. Recenzje użytkowników zapachu Vintage Muse marki Kate Moss reprezentują punkt widzenia poszczególnych osób, a nie opinie redakcji portalu Fragrantica.

Advertisement

Kto lubi te perfumy, lubi także
Estée Lauder Sensuous Noir Cacharel LouLou Calvin Klein Obsession Montblanc Femme de Montblanc Mugler Womanity Christian Dior Midnight Poison Christian Dior Dolce Vita Yves Rocher Neonatura Cocoon Oriflame M by Marcel Marongiu Bvlgari Black Yves Rocher Nature Millenaire pour Homme Lolita Lempicka L de Lolita Lempicka Aquolina Pink Sugar Estée Lauder Sensuous Mugler Womanity Liqueurs de Parfum Mauboussin Histoire d`Eau Christian Dior Poison Caron Parfum Sacre Oriflame Amethyst Fatale Lolita Lempicka Si Lolita

Advertisement

Popularne marki i zapachy: