Gucci Bloom Gucci dla kobiet

Gucci Bloom Gucci dla kobiet

główne akordy
białe kwiaty
tuberozowy

Średnia ocen 3.77 na 5 na podstawie 4,126 ocen

Gucci Bloom marki Gucci to kwiatowe perfumy dla kobiet. Gucci Bloom został wydany w 2017 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Alberto Morillas. Nutę głowy stanowi Jaśmin; nutą serca jest Tuberoza; nutą bazy jest Rangun biegów pełzających.

Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.

Perfumiarz
Fragram Zdjęć
Perfumowa Piramida

Nuty głowy

Jaśmin

Nuty serca

Tuberoza

Nuty bazy

Rangun biegów pełzających

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Wszystkie recenzje

Lady_Daisy

Należę do fanek zapachów od Gucciego, dlatego tego tworu byłam bardzo ciekawa. Reklama bardzo zachęca i intryguje, dlatego do testów podeszłam z dużą ekscytacją. I jak to w życiu bywa, gdy oczekiwania są za duże to szansa na rozczarowanie również rośnie. Otóż dla mnie ta kwiatowa zieloność jest wtórna. Na początku zapach jest mocno kwiatowy, przywodzi na myśl znane dzieło Avonu od Oliviera Crespa czyli Today, a po uspokojeniu pozostaje nuta ekskluzywnego mydełka w kostce. Niestety Bloom mnie nie oczarowało. Dla kogoś kto lubi białokwiatowce to pewnie must have do kolekcji, bo dużo tutaj kwiecia i zapach jest ogólnie ładny ale spodziewałam się czegoś innego.

sweet patchouli

Nazwa Bloom, czyli rozkwit jak najbardziej oddaje zapach – pierwszy psik i bum! Każdy milimetr mgiełki to czysta bomba tuberozowo – jaśminowa. Te dwa kwiaty są przedstawione w tak bezpośredni sposób, że nie można ich pomylić z żadnymi innymi. Tuberoza ma swój charakterystyczny papierowy wydźwięk, a jaśmin atakuje mocnym akcentem w swej bardzo czystej postaci. Rozpoczęcie jest na prawdę intensywne. Nie ma nic prócz tony białego bukietu. Nie pożałowano głównego akordu, ponieważ z czasem ten wydźwięk po prostu osiada na skórze i stopniowo traci na sile oraz pięknie mięknie. I dzięki Bogu, bo gdyby zapach non stop oscylował na poziomie otwarcia, to zabiłby otoczenie, nosiciela i zamęczył w trupa wszystko i wszystkich naokoło 😛 . Zdecydowanie trzeba być wielbicielem zarówno jaśminu jak i tuberozy, aby polubić się z tymi perfumami, aczkolwiek muszę przyznać, że jako antyfanka obydwu nut 😛 , uważam iż wszystko zostało przedstawione w sposób noszalny – w końcu targetem jest mainstream. Poza tym Bloom jest jednym z nielicznych pachnideł pozbawionych totalnie jakiejkolwiek słodyczy. Każdy etap zapachu jest taki sam, tylko różni się natężeniem.

Bloom jest prosty. Na początku kwiatowy z zielonym wydźwiękiem, później stopniowo wyhamowuje i przechodzi w chłodną woń na drzewnej podstawie. Nie polecam kupować ich w ciemno, ponieważ sprawdzi się tylko i wyłącznie wśród wielbicieli narkotycznego białego bukietu. Albo się je pokocha, albo znienawidzi.

Woń potrafi odurzyć… lub odrzucić, dlatego zalecam jednak dać perfumom szansę i przeczekać pierwszy rzut rozbuchanej wiązanki ;P . Bloom sam w sobie nie jest co prawda odkrywczy, za to może pochwalić się ukazaniem białych kwiatów w bardzo pięknym ich wydaniu – wyrafinowanym i kobiecym, ale jednocześnie nieco zuchwałym i silnym.

Ellin

Kilka faktów. Bardzo białokwiatowy. Nie lubię białokwiatowców. Bardzo lubię Gucci Bloom :) Powiedzieć, że kocham - to za duże słowo. Ale jakiż to uroczy, figlarny i porywający zapach! Białe kwiaty kojarzą się nieraz z mocnymi zapachami nadużywanymi przez niemłode już osoby, tymczasem w Bloom można odnaleźć też cień cytrusów i wrażenie zanurzenia twarzy w świeżym bukiecie jest bardzo realne. Nie miałam okazji wąchać świeżej tuberozy, ale te kwiaty równie dobrze mogłyby być jaśminem...są upojne, energetyczne i odrobinę zmysłowe. Noszę ten zapach, kiedy mam ochotę zaznaczyć, że tego dnia jestem artystyczną duszą. Według mnie to zapach młodzieńczy, nieprzypisany wcale do dnia - sprawdza się wspaniale też wieczorem, właśnie wtedy, kiedy w naturze białe kwiaty roztaczają upojną woń i całą mocą wabią nocne owady na ucztę.

Nateah

Natura we flakonie.
Idealnie odzwierciedlony zapach białych kwiatów!
Mam wrażenie jakby stał obok mnie wazon pełen lilii, tuberozy czy jaśminu, a pomiędzy nimi powpychane jeszcze jakieś zielska :)
Chłodna woń kwiecia i zielonej roślinności, lekko duszna i delikatnie słodka (być może za sprawą wanilii ukrytej w nutach bazy, której na szczęście nie udaje się wyjść na prowadzenie, gdyż została zdominowana przez naręcza świeżych kwiatów)
Jaśmin i tuberoza zdecydowanie wiodą prym z pachnidle.
Mi się bardzo podobają , choć muszę mieć na nie dzień po prostu :)

wmvrconi

Zapach piękny, czysty, kwiatowy, mocno pudrowy.

Piękny minimalistyczny acz klasyczny flakon.
Czysta, tuberoza w płynie. Na skórze mocno czuję pomarańczę, dookoła puder tuberozowy.
Może ten zapach dusić, gdy użyje się go za dużo.
Dla mnie to beżowa satynowa suknia, ciągnąca się po białym dywanie a wszędzie dookoła ogromne wazony z białym kwieciem.

Obok stolik, na którym leżą pomarańcze, świeże jeszcze z łodygami na których widnieją maleńkie zielone listki.

Zapach który bym definitywnie bym użyła na swój ślub, do białej sukni.

Co ciekawe, pierwsze zetknięcie z nim było niezbyt owocne, gdyż pachniał mi trochę warzywnie? Nie wiem czy to seler, czy biała pietruszka, ale to ta nuta którą ma w sobie chyba tuberoza.

Na wiosnę jak najbardziej, pozostałe pory roku - chyba nie bardzo.

Zapach (wedle mojego gustu) - 7,5/10
Trwałość - około 8 godzin - 7/10
Projekcja - Na metr, na pewno 7,5/10

TesterkaEsterka

Nie moje klimaty. Jak dla mnie- za kwiatowo, za mocno, za duszno. Tuberoza rządzi w tym zapachu. Zapachy stricte kwiatowe nie należą do moich ulubieńców, jednak zdarza się, że jestem oczarowana. W tym przypadku niestety doszło do rozczarowania. Po kilku dobrych godzinach przypomina mi uwielbiany przez mnóstwo kobiet Today z Avonu. Także Bloom na pewno zyska jeszcze wielu fanów, dlatego polecam wypróbować. Dla mnie mogą być nie do przejścia, dla innych miłością.
Trwałość i projekcja na wysokim poziomie.

Hayal

Nigdy nie lubiłam kwiatowych zapachów, póki nie poznałam tego cuda. To jest zapach kwiatowy, ale nie równo ustawionych w wazonie kwiateczków z programu "Perfekcyjna Pani domu". To muszą pachnieć Rusałki lub Świtezianki kiedy wyłaniają się z wody, czyli kwiaty trochę mroczne, trochę duszne, trochę mokre. Idealnym odzwierciedleniem tego zapachu jest film reklamowy. Ja mam skórę tłustą i u mnie jest efekt jak powyżej, ale to jest zapach kapryśny, bo na suchej skórze pachnie już zupełnie inaczej i staje się dość duszny.

Koala

Nie lubię pachnieć jak takie "czyste" kwiaty prosto z wazonu, zwłaszcza gdy do tego czuć nuty zielone - to nie dla mnie. Zimą to już całkiem odpada. W naturze takie zapachy - jak najbardziej, na innych osobach też mi to nie przeszkadza. Jednak jeśli chodzi o perfumy dla mnie, zdecydowanie wolę, gdy zapach kwiatów jest bardziej pudrowy lub przełamany wanilią/nutami drzewnymi/lekko słodkimi/żywicami może... I takie białe kwiaty wręcz uwielbiam. Z reguły nie pasują mi też zapachy zimne, sterylne, dystansujące, smutne.

Gucci Bloom od początku odbierałam właśnie jako dobrze odwzorowaną woń bukietu białych kwiatów. Świeże, chłodne, naturalne, bez dodatków. Niesłodkie. Niby jest tu wanilia i drewno sandałowe, ale ja ich nie wyczuwam. Mimo to, jakoś mnie te perfumy intrygują od kiedy poznałam, czyli od co najmniej roku. Mam próbkę (drugą, nabytą z premedytacją) i z chęcią do niej wracam. Może jednak wanilia i drewno wpływają niezauważalnie na całokształt, skoro podoba mi się ten zapach. Nawet zimą, zdarzyło mi się użyć Bloom globalnie i dobrze się czułam. Niby tak podobne do wielu, które mi nie pasują, a jednak coś w sobie mają. Chłodne, ale jest w nich jakaś radość ;) Jeszcze się okaże, czy będę chciała więcej, bo chyba zbyt szybko znikają z mojej skóry, a tego nie zaakceptuję. Lubię Gucci Bloom.

klutka

Czysta woń białych kwiatów! Aż trochę momentami za czysta...wolę jak już trochę posiedzi sobie na mojej skórze, wtedy przebijają się lekko drzewo sandałowe i pomarańcza i równoważą ten biały bukiet. Nosząc go na sobie czuję jakbym odziała się w biały wianek, widzę łąkę, pełną białych kwiatów. Zapach jest niesamowicie kobiecy, prosty w odbiorze i nie każdemu przypadnie do gustu. W białych kwiatach najbardziej lubię tą świeżość i cierpkość, która jest idealnie wyczuwalna. Polecam przetestować dla wielbicielek białych zapachów.

beattheboredom

Z zapachami Gucci nigdy nie było mi po drodze. Az do momentu, kiedy pojawił się ten zapach.

Nigdy nie byłam fanką białych kwiatów, ale wraz z pierwszymi wiosennymi dniami zazwyczaj się to zmienia. Po wypróbowaniu Bloom w perfumerii nie byłam w stanie przestać o nich myśleć. Az miałam motylki w brzuchu, czując ten cudowny, elegancki i dojrzały jaśmin i tuberozę w towarzystwie czegoś radosnego i beztroskiego. Przyprawione nutą słodyczy naprawdę pozwalają poczuć wolność i wiosnę.

Z drugiej strony w pełni zdaję sobie sprawę z tego, ze wiele osób odbierze je jako babcine. Nie dziwie się, bo to mocne i wyraziste perfumy.

Zdecydowanie najlepszy kwiatowy zapach w roku 2017. Bije na głowę Chanel Gabrielle, która jest niezdecydowana i zachowawcza. Tutaj mamy do czynienia z zapachem, który może być dla niektórych traumatyczny, jeśli nie kocha się białych kwiatów.

A flakon? Coz mogę rzec. Nie widziałam chyba piękniejszego, a każdy kolejny flankier to coraz cudowniejsze arcydzieło.

SylviaInVogue

Po pierwsze muszę zacząć od flakonu – jest idealnym odzwierciedleniem instagramowego pokolenia. Minimalistyczny, prosty, koniecznie pastelowy. Muszę przyznać, że mimo, iż mam wyższe wymagania co do flakonów, to jednak mnie urzekł. Nie będę kłamać – po prostu ta idealna bryła zaspokaja moje poczucie estetyki.

Nie przedłużając, przechodzę do zapachu. W końcu dziś go wypróbowałam, a chodził za mną od samej premiery, wszak uwielbiam białe kwiaty. Cały czas miałam ustawione tutaj, że go „chcę”, ponieważ miałam już pewne wyobrażenie na temat zapachu kryjącego się we wnętrzu. No i mam… czyste białe kwiaty. Niczego innego tu nie uświadczymy. Przed szereg wychyla się zdecydowanie jaśmin i po raz kolejny w którejś już recenzji wspomnę, że on zawsze pachnie na mojej skórze jak pietruszka. Jest ładny, polny, ale już mi się niestety znudził. Kwiaty, kwiaty i nic więcej. Płaski, ale głośny i trwały. Niemal to samo mam w moim Avon Today Amour, który jest zdecydowanie tańszy. Serio, te zapachy są niemali identyczne, tylko trwałość nieco inna. I oba pasują mi jako zapach w dniu ślubu.

Liczyłam na odrobinę irysa czy tuberozy, którą lubię chociażby w Truth or Dare Madonny, ale nic z tego... Bloom to jaśmin w płynie.
Już go „nie chcę”, co nie zmienia faktu, że „lubię go”.

Lady_Madness

Bardzo naturalne i czysto kwiatowe perfumy. Na blotterze były dla mnie idealne, po teście na nadgarstku, ale w zdecydowanie cieplejszy dzień, początek piękny, ale po kilkunastu minutach zapach zaczął przypominać mi... ogórki kiszone. Mimo wszystko nie poddałam się i wykonałam również test globalny. Dzień był bardziej przystępny, nie aż tak ciepły, a zapach ostatecznie mnie nie zawiódł. Jestem na tak, ale w chłodniejsze dni. Na pewno nie są to perfumy na podręcznikowe lato.

White Petals

W zasadzie nie jest to nic nowatorskiego, zapach dość jednolity. Jego odkrywczość polega na idealnym odwzorowaniu zapachu świeżych białych kwiatów. To białokwiatowe arcydzieło.

To kwiaciarnia wypełniona gardeniami, tuberozą, jaśminem, liliami, wiciokrzewem, lewkoniami, stefanotisem – raj dla wielbicieli białych kwiatów w ich naturalnym wydaniu… Wymień biały kwiat, a jest on tutaj ;) Jest duszno, jest białokwiatowo… Podpisuję się pod recenzją poniżej, to zaduch przedburzowy, dodam, w lecie. To taka duszność splatająca się ze świeżością.

Rzadko kiedy sięgam po kompozycje tak monotematyczne ;) Nie mniej jednak, tak uwielbiam białe kwiaty, że w tym wypadku nic mi to nie wadzi.

Postaw wazon białych lilii na stół, a nie poczujesz perfum żadnej z osób siedzących przy stole ;) Kwiaty zajmą całą dostępną przestrzeń. Ten zapach idealnie to oddaje. Białe kwiaty wydzielają ponoć woń niemalże narkotyczną. W ich duszności jest dla mnie coś zmysłowego, odurzającego, drapieżnego, obezwładniającego. Gdzieś czytałam, że w epoce wiktoriańskiej młodym kobietom zakazywano otaczać się zapachem tuberozy, przez wzgląd na to, iż mógłby doprowadzić je do seksualnych uniesień… Cóż, coś w tym jest...

Zapach kwiatowo-zielony, świeży, ale pudrowo-drzewny, dla niektórych podejrzewam, że może wydawać się duszący. Jeśli nie jesteś fanem naturalnego intensywnego zapachu białych kwiatów, to nie polubicie się.

NIE są dla każdego. NIE są uniwersalnym pewniakiem. To taki zapach, który albo się kocha albo nienawidzi. To nie jest zapach dla osób, które uważają, że „lilie bywają duszące” i „można z nimi przesadzić”. To zapach dla uzależnionych od białych kwiatów narkomanów na głodzie, złaknionych tego zapachu o każdej porze dnia i nocy ;)

Przebija też inne znane mi białokwiatowe propozycje, jak te od Jo Malone (Tuberose Angelica, czy też Jasmine Sambac & Marigold), a także Glam Jasmine Michael’a Korsa, (który ma w sobie coś bardziej alkoholowego, niemalże taniego, jest też płytszy i po czasie nudzi się). Nie mówiąc już o wszystkich białokwiatowych perfumach od Yves Rocher, które kompletnie nie dorastają do tego poziomu. Wszystkim tym perfumom brakuje mocy i naturalności. Tutaj czujemy aromat prawdziwych kwiatów.

Podoba mi się też bardziej od Gucci Bloom Acqua di fiori.

Kiedyś dostałam świeczkę z Zary o podobnym zapachu, rozmarzyłam się na myśl o znalezieniu takich perfum ;)

Flakonik wg mnie wygląda trochę „plastikowo”, w tej kwestii Gucci mnie nie porwało. Ale to nic.

Dla mnie to miłość, namiętna i... taka co pozostawia po sobie motyle w brzuchu. Taka, po której nie można się ogarnąć. Po której wraca się ze spotkania, ale nadal czuje się rozpalonym tym spotkaniem. Ciężko to ukryć.

Maksymalnie kobiecy i zmysłowy. Końcówka przywodzi na myśl coś z Narcizo Rodriguez for her.

Wg mnie projekcja jest spora, nie nazwałabym jej bliskoskórną. Wydaje mi się, że z tymi perfumami trzeba uważać, gdyż co wrażliwsi mogą czuć się nimi otumanieni.

Ja nigdy o nim nie zapomnę ;)

Malwina

Gucci Bloom to dla mnie wyjątkowa pozycja. Samodzielna i oryginalna w całym szeregu mainstreamowych wypustów ostatnich lat. Białokwiatowy majstersztyk. Wyobrażam sobie, że to trudna sztuka - uchwycić naturę kwiatu w pełnym rozkwicie, bez cienia sztuczności, bez użycia maskującej niedoskonałości mgły w postaci tak powszechnie spotykanej w innych kompozycjach, mydlanej nuty piżma.
Zapach jest oniryczny, odurzający, prerafaelicki, jak nieokiełznana roślinność w obrazach Edwarda Bourne-Jones'a.

Białokwiatowe, teoretycznie nieznośne nuty Gucci Bloom jadą po bandzie, ale nie przekraczają cienkiej czerwonej linii za sprawą równoważących je, naturalnych, jakby rozgniecionych w dłoniach, nut roślinno-zielonych. Z podobną naturalnością kojarzą mi się Blush Marca Jacobsa. Paradoksalnie, przedburzowa duszność działa na korzyść tej kompozycji.
Wspaniale ujęty klimat kwiatów w pełnym rozkwicie, mistrzowskie ujęcie trudnego, białokwiatowego tematu.

Gucci Bloom to 'Killing me softly' dla dbających o siebie samobójców oraz poszukiwaczy białokwiatowego opium ;)

mylengrave

Przyznaję, że moje pierwsze spotkanie z Bloom było rozczarowujące, mówiąc krótko - byłam w szoku! Dawno dawno temu Avon miał takie perfumy... ich twarzą była Reese Witherspoon. Nie widzę różnicy w kompozycji, widzę może w klasie, trwałości, w tym, że Gucci nie raczy mnie alkoholową nutą, ale kompozycja wciąż ta sama.

Kto nie lubi irysa, niech nawet nie myśli o tej kompozycji, bo to irys, a po nim długo długo nic.

Perfumy są słodkie, bardzo kwiatowe. Momentami pudrowe, momentami tak intensywne, że już mam ochotę je z siebie zmyć.
Faktycznie, opakowanie, szata graficzna trafiona, wesoło, z serii "zabawy w ogrodzie".

Poza irysem są tu tylko i wyłącznie inne kwiaty, okraszone cytrynką i fermentem zaczerpniętym troszkę z Chloe, ale subtelnie. Jaśmin czuję, wanilii ani troszkę, więc idę z producentem na kompromis.

Zakochałam się i wiem już, czego będę używać całe lato. Nie są to perfumy nadające się na lato, bo są za intensywne, potrafią zdominować pomieszczenie, określiłabym ją jako kompozycję jesienno-wiosenną, ale na zimniejsze dni. Uwielbiam!

jennita

Dużo ochów i achów usłyszałam o tym zapachu zanim go wypróbowałam. Jakie to szczęście, że nic nie podkusiło mnie by kupić w ciemno.... Już po pierwszym psiku mnie odrzuciło. Bardzo lubię białe kwiaty, jestem ich fanką. Większość moich ulubionych perfum to kwiatowce. Tutaj jednak jest coś nie do przejścia. Jest tu dla mnie jakaś cmentarna nuta, która robi w tych perfumach coś takiego, że trudno mi sobie wyobrazić, że w ogóle można w nich czuć się dobrze, komfortowo, nie mówiąc już, że pięknie...Jest jakaś ostra, trawiasta nuta jakby zgniłych łodyg kwiatów, świdrująca w nosie i dominująca w tej kompozycji tak mocno, że aż drażniąco.
Zapadną mi na długo w pamięci, ale jako jeden z największych smrodków. Wbrew zachwytom jestem bardzo na nie...

KarolInez

Pierwszy psik w perfumerii i myśl: zwykły białokwiatowiec, nuda...( tuberoza i jaśmin mocno " dały po nosie"). Wyszłam i zapomniałam. Ale on nie dał o sobie zapomnieć, zadziwił naturalnością świeżo zerwanych kwiatów, stał się delikatnie kremowy, z maślaną wręcz poświatą. Polubiłam, kupiłam i noszę w te dni gdy mam ochotę poczuć bogactwo kwiatów wokół siebie, tak jakbym spacerowała po pięknym ogrodzie i czuła słońce wychylające się zza chmur. Polecam, bo choć to taki prosty w odbiorze zapach to jednak bardzo kobiecy, urzekający naturalnością i eleganckim pierwiastkiem. Parametry i trwałość bardzo dobre.

Weriweri

Oj nieeee, na mnie strasznie cmentarny, duszący, męczący i migrenogenny. Ciężki,jednowymiarowy. Wypróbowałam i się załamałam, że tak wychwalany zapach jest na mnie taki nieprzyjazny. Córka poprosiła, żebym umyła ręce bo nie mogła znieść mojego zapachu. Cały dom cierpiał, wszyscy krytykowali. Chciałam zrobić drugie podejście ale zaczekam kiedy domowników nie będzie w domu i wypróbuję je globalnie.

chjena

Tuberoza zawsze była dla mnie gwarancją natychmiastowego skreślenia kandydata na testy. Nie, ta gumowa kwiatowa słodycz nie jest dla mnie, toleruję ją naprawdę w nielicznych wydaniach, najchętniej w towarzystwie bardziej ekspansywnych, skłonnych do przykrycia tej charakterystycznej woni składników. Ale ostatnie mrozy tak dają w kość, nużą mnie już moje zimowe kozaki, wieczorami otulając się bluzą pod pierzyną wzdycham: ile jeszcze! że aż w tym wszystkim Gucci Bloom chwyciło mnie za serce, jako daleki powiew wiosny. Leciutki, ledwie wyczuwalny, ale dobiegający do stęsknionych kwiatów nozdrzy wyjątkowo wyraźnie. Czy ktoś powiedział biała, delikatna sukienka, sandałki, kwitnące ogrody? Czy ja jeszcze pamiętam, jak wygląda soczysta zieleń trawy?

Mam wrażenie, że takie zapachy już były. Nieprzekombinowane, stonowane, mało kontrowersyjne kwieciuchy na drzewnej bazie. Można powiedzieć: nudne biurowce, uniwersalne prezenty na każdą okazję. Ale w takie dni jak ten, pierwszego marca, gdy słupki rtęci pokazują piętnaście stopni na minusie, Gucci Bloom podtrzymuje mnie przy życiu. Przypomina, że kiedyś w końcu przyjdzie ta wiosna.

kajtus.pl

Niestety, jakieś mam silne skojarzenie ze środkami czystości do toalet. Na drugi dzień na ubraniach łagodnieją i są do zaakceptowania.

amanda

Kolejne udane perfumy z 2017r.
Minimalistyczny flakon w pastelowym różu skrywa bukiet kwiatów
intensywnych z natury,jednak podanych w pięknym
pudrowo cytrusowym otoczeniu.

Początek zapachu jest kwiatowo mleczny .
W krótkim czasie pojawia się tuberoza z jaśminem.
Tuberozy jest jednak zdecydowanie więcej,
co istotne,nie przytłacza swą mocą.
Nie ma w nutach podanych żadnych cytrusów,jednak
wyraźnie je czuję,one całości nadają świeżości,
zwiewności i eleganckiego tonu.

Lubię tuberozę w mainstreamie, w niszy jest dla
mnie za krzykliwa,zbyt monstrualna i miażdżąca.
Zapach jest bardzo kwiecisty,ale świeży,jasny.
Wreszczie coś dla mnie ,nie blade przysłowiowe "kwiatki sratki",
tylko porządny bukiet z nutą świeżości.
Z pewnością doceni go wiele pań.

tofik1984

Bardzo ładny zapach, piękna i interesująca reklama.
Typowy kwiatowiec, ale kwiatowy w kremowy i spokojny sposób. Nie ma tutaj ostrego krzykliwego jaśminu - tylko jego ugładzona forma, podobnie rzecz się ma z tuberozą.
Polecam na prezent - Bloom to pewniak dla kobiety lubiącej kwiatowe eleganckie i dość klasyczne propozycje.
Moim zdaniem to tylko "namiastka Korsa", owszem jest dość podobny ale jakby "rozwodniony".

Marietta

Gucci Bloom to kwiatowe perfumy. Interesujące.

Flakonik prosty, po kolorze można by przypuszczać, że skrywa zapach pudrowy. Jako taki mocno pudrowy konsultantka z perfumerii go zareklamowała. Gorąco polecając.
Na pewno nie jest mocno pudrowy, ale owszem czuje się te nuty. Nie jest zbyt słodki, co też mi bardzo odpowiada.
W sumie podoba mi się. Nie jest przykładem modnego teraz trendu na słodki zapach jakich wiele.
Zapach raczej stonowany. Użyte składniki ładnie dobrane, świetnie się dopełniają i tworzą spójną całość. Może się podobać i mogą zachwycić.
Do tej pory jakoś Gucci nie robiły na mnie większego wrażenia, ale te perfumy spodobały mi się.
Mogłabym mieć i używać:)

Paulina092

Zacznę od tego, że z perfumami Gucci od zawsze jest mi nie po drodze. Przy pierwszym spotkaniu uderzyła mnie babcina szafa i kulki na mole. Jednak gdy w spisie nut zobaczyłam moją ukochaną tuberozę dałam im kolejną szansę i przepadłam. Zamówiłam cały zestaw :D
Cudowny, czysty, tuberozowy zapach. W pierwszej chwili pudrowy, z czasem staje się kremowy, wręcz maślany. Od kilku dni sobie nim pachnę i z każdym dniem podoba mi się co raz bardziej.
Na chwilę obecną to moje ulubione perfumy, może nie są odkrywcze, ale czuć wysoką jakość składników i dobrą kompozycje. Parametry zadowalające.
Dodatkowo flakonik przepiękny.

Clarissa_Morgenstern

Kolejny raz natrafiam na atomizer, który tworzy tę piękną, delikatną mgięłkę - ubóstwiam!
Flakon również zasługuje na pochwałę, choć wiadomo, to kwestia gustu. Elegancki, delikatny, kobiecy, pięknie prezentuje się na tle innych, fikuśnych buteleczek. Przyciąga wzrok swoją prostotą, woła subtelnie, aż ulegam, sięgam po tę butelkę.

Pierwsza aplikacja - ZNAM TO! Od rana szukam po innych flakonach, co tak samo pachnie?! Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć...
Ciepły, kwiatowy, delikatny, łagodnie pudrowy, słodki i odrobinę dla mnie cierpki zapach. Właśnie ta "cierpkość", która jest gdzieś na końcu i spaja całość, sprawia, że mózg mi się zatrzymuje na jednym obrazie i nie dociera do niego zupełnie nic innego...

... Dębowe panele, a na nich kremowo-biały, puchaty dywan. Kominek, z którego tańczący ogień rozjaśnia pokój. Kot, który skulił się w kulkę i śpi obok. Za oknem późny wieczór. Gorąca herbata earl-grey w półlitrowym kubku, wygodny, miękki fotel, ulubiona książka i Gucci Bloom. Na kocie i dywanie, zapach unoszący się w powietrzu i iskrzący w kontakcie z ogniem. Ahh... no i na mnie! Na moim pidżamowym, czerwonym kombinezonie w renifery i ciepłych skarpetach.

Zapach otula tuberozą i irysem! Nie czuję, aż tak mocno jaśminu, który w moim odczuciu jest bardzo subtelny.

Ciepły, kobiecy, delikatny. Projektujący na długość ramion.
Niby oklepany, bo kwiatowy i nie ma w nim nic zaskakującego, ale czuję się w nim bezpiecznie.
"Normalnie tak o", bezpiecznie :)

Pozzzziomka

Nie przepadam za marką Gucci, mało co mnie urzekło, na pewno nieaktualne twory, natomiast usłyszawszy, że w tej nowości jest lilia i to ona gra i gra 1sze skrzypce, musiałam spróbować. Niestety, ani nie czuć lilii, ani jej w ogóle nie ma w nutach, za to czuć mocno tuberozę, którą ogólnie bardzo lubię i zapach jest w porządku, ale w gronie tuberozowców nie ma tego czegoś, co by sprawiło wyróżnienie się tych perfum. Oczywiście informacja jakoby to był liliowiec jest od konsultantki z Douglasa, nie wiem kto im robi te szkolenia, przecież lilia jest tak charakterystyczna, mocarna, zdominowuje zapachy, ze ciężko byłoby ją z czymś pomylić. Najlepsze jest to, że jakby wziąć przypadkowe osoby z kolokwialnie pisząc "ulicy" trafniejsze by mieli skojarzenia, bo własne, a nie wmówione przez szkolenia.

Gipsyland

Jak zwykle na lotnisku człowiek pałęta się po sklepach Duty Free. Psikałam na siebie co mogłam, a czego jeszcze nie wąchałam. Nawet pod wpływem impulsu nabyłam Angel Eau Sucree 2017 Mugler (który na Allegro pójdzie - mąż go skrytykował).

Na początku Bloom wydały mi się banalne, ot zwykłe kwiecie, jakich wiele. Ale w samolocie sięgnęłam po Kindla, który był w torbie na laptopa. Kiedy wyjęłam czytnik, roztoczył się cudowny zapach. Obcy, nie znany mi, ale z tych "muszę je mieć". Kiedy w domu rozpakowałam manele z kieszeni laptopa wyjęłam bloter z napisem Gucci Bloom. Nadal pachnie cudownie, a sama torba, mmm....
Może perfumy są wtórne, może są banalne, ale myślę, że są pięknym połączeniem tuberozy i jaśminu. Chociaż wydaje mi się, że jest tu o wiele więcej kwaiatów. Za jakiś czas kupię je na pewno.

fortissimo1603

Tuberoza zagarnęła dla siebie połowę półki jesiennych nowości 2017 roku. I tak, gdy psikałam na paski papieru, później przynosząc je do domu (oczywiście trzymane w osobnych przegródkach torebki żeby się nie zmieszały), wąchane z uwagą po kolei, stwierdzam jedno: to kolejny sezon pod szyldem nieróżnorodności. Już nie wiadomo gdzie uciekać przed tą monotonią doznań. Ale do meritum. Na pierwszy ogień poszło Gucci Bloom. Owszem, jak sama nazwa mówi rozkwitł na skórze. Z początkowego pudrzaka przerodził się w bardziej maślany aromat z nutą gumy balonowej. Lubię jak tuberoza pokazuje się w takiej formie. Momentami nasuwają mi skojarzenia z propozycją od Nasomatto o nazwie Nuda.

Ładne i komfortowe perfumy skomponowane w myśl zasady singlenote i nienarzucającego się minimalizmu. Dobrze skonstruowane, nie czuć w nich chemicznych komponentów. Tytułowy składnik pozbawiony został swoich morderczych skłonności i mocno go wygłaskano. Całość prezentuje się do bólu poprawnie, jednak mam wrażenie, że zrobić dobrą tuberozę to nie jest taka prosta sprawa. Ode mnie więc dostaje brawa za rzetelność i solidność kompozycji. Na pewno znajdzie grono wielbicieli.

Czy kwiaty to dobra opcja na jesień? Myślę, że we wrześniowe słoneczne, lecz wietrzne popołudnia, ciepła, maślana tuberoza będzie przyjemnym towarzyszem. Zawsze to jakaś odmiana od krówek, toffi i wanilii :)

kunegunda01234

Piękny jasnoróżowy flakon miał po raz kolejny sprezentować mdłe kwiatki i wodę toaletową w dosłownym tego słowa znaczeniu. Kolejny zwyklak dla mas, miły zapaszek do biura, jak sugeruje nazwa. Ku mojemu zaskoczeniu Gucci obezwładnił mnie mocnym tuberozowym tchnieniem, mocna kremowość otuliła mnie niczym puchaty koc. Z czasem jednak to silne uderzenie łagodnieje. Po jakiejś godzinie tuberoza się delikatnie umydla, zapewne za sprawą irysa i jaśminu. Od razu skojarzyłam tą woń z perfumami Toma Forda Orchid Soleil, tylko w Bloom nie ma tej cierpkiej, męskiej nuty. Na pewno jest również bardzo podobny do Terraccoty Guerlain, jednak Gucci jest bardziej stonowany, bez przesłodzonego brzmienia. Dla mnie wydaje się więc idealny, takiego zapachu szukałam. Trwałość i projekcja również bez zarzutu. Spokojnie przetrwa 6-8h. Dla mnie to miłe zaskoczenie, no i flakon zdecydowanie trafia w mój gust, mimo iż nie jestem fanką minimalizmu. Myślę jednak, że sam zapach nie wpisuje się w ten minimalizm.

Mika

W pierwszej chwili po otwarciu butelki zbagatelizowałam je. Po chwili przechodząc między regałami w perfumerii zapytałam co tak pięknie pachnie, po czym okazało się, że Pani ze sklepu je rozpyliła.
Zabrałam się więc do testów. Skończyło się na testach skórno-odzieżowych.
Zapach jest bardzo tuberozowy, ale przyjemny. Czasem tuberozowo-jaśminowy zestaw jest ciężki i migrenogenny. NIe tym razem. Testowałam w ciepły dzień i myślę, że temperatura do 20 stopni jest graniczna. Czuję jednak, że w jesienno-zimowej aurze zaprezentują się jeszcze lepiej.
Są przytulne, ale nie narzucają się wszystkimi możliwymi sposobami. Wyraziste, ale czyste.
Dotychczas testowane zapachy (poza Premiere - ale tylko zimą) były przeze mnie jakoś niestrawialne :)
Te chętnie bym zakupiła
Dominują białe kwiaty. Zapach jest suchy, czysty.

Viollence

Nie ukrywam, że do testów skusił mnie flakon. Piękny, minimalistyczny, różowo-kremowy flakon. Gdyby o mnie chodziło, to 3/4 perfum mogłoby być zamkniętych we flakonach w tym stylu, najlepiej w różnych kolorach. Przepiękny jest.
Kolejna rzecz - nazwa. Zachęcająca dla wielbicielki kwiatowych woni.
Na mojej skórze Bloom otwiera się pudrowo-pylistą tuberozą i piżmem. Wrażenie pudrowości jest bardzo silne, tak silne że nasunęło mi nawet skojarzenia z JPG Classique EDP i Narciso od Rodrigueza. Jakby zmieszać te dwie wonie, i odjąć przy tym słodyczy z Classique zostawiając same białe kwiaty i puder podbity piżmem, to myślę że efekt będzie taki jak w otwarciu Gucci Bloom.
Już około 15 minut od aplikacji pudrowe piżmo chowa się na drugi plan, a na pierwszy wchodzi jaśmin. W całej swojej okazałości. I od tego czasu jaśmin z tuberozą gra przepięknie, naturalnie, upajająco. Kojarzy się z wiosną, ze słońcem, z ciepłem, z kwitnącą łąką. Podobnie kojarzy się otoczeniu - teraz, gdy już mam własny flakon, mogę z doświadczenia napisać że to zapach bardzo komplementogenny. Otoczenie wyczuwa i chwali, wielokrotnie usłyszałam że pachnę jak kwitnąca łąka, co uważam za piękny komplement.
Bloom nie jest zapachem niesamowicie ogoniastym - do jaśminowych killerów w tej kwestii, typu Alien, sporo mu brakuje. Jednak otacza nosicielkę delikatną ale zauważalną i bardzo trwałą - na mojej skórze trwa do 8 godzin - chmurką zapachu, nawet użyty w małych ilościach.
Piękny zapach. Podoba mi się jego pudrowość w otwarciu, podoba mi się naturalność ukazania białego kwiecia i z czasem podoba mi się to, że nie jest super-powalający swoją mocą. Cudownie zmieszane perfumy, świetne jakościowo.
Oczywiście dla osób, które lubują się w jaśminie. Tym którzy za białym kwieciem nie przepadają stanowczo odradzam, może to być traumatyczne doświadczenie.

Just2000

Niestety nie...

Bardzo, bardzo nie.

Nie w każdym zestawieniu tuberoza ukazuje swoje łaskawe odbicie. Tu, w połączeniu z jaśminem i korzeniem irysa - dla mnie jest nieprzyjemna, ostra, trochę chemiczna.

Bardzo trwałe, co w tym przypadku jest wadą.

Reklama wg mnie kompletnie nie pasuje do tego zapachu.

ranka

No nie udało sie.
Kolejny wtórny zapach - moze nie w stylu dzisiejszych ulepek słodkich, koszmarnych i przyprawiających o bol glowy, ale spodziewałam sie czegos lepszego , bardziej kwiecistego, liczylam na cos w tylu Poeme czy La Femme Prady a tu .. no nic.
Bardzo czuć irysa a dla mnie to jednak zapachowa trauma, zbyt przytłaczająca
 
Encyklopedia Perfum

Perfumy: 66257
Recenzje Perfum: 56673
Miłośników perfum: 18032
Czytelników online: 15

Zarejestruj się
Nowe Recenzje Perfum
Trussardi
My Name
autor SaraMac
Givenchy
Organza
autor CandyWitch
EIGHT & BOB
EIGHT & BOB
autor Beata Maria
Calvin Klein
Eternity Moment
autor BeautifulTempest
Giorgio Armani
My Way
autor mylengrave
Najnowsze recenzje
Najnowsze komentarze
CoSTUME NATIONAL Supergloss autor estrellas_de_noche
Joop! Homme Eau de Parfum autor Beata Maria
DS & Durga Magnolia City autor Beata Maria
Trussardi Eau de Parfum autor magnolia.federejczuk
Etro White Magnolia autor Naranja
Mancera Lovely Garden autor Gothabella
Montale Crazy In Love autor Beata Maria
Popularne marki i zapachy
Skocz do góry

Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches | Beauty Almanac |

Prawa autorskie © 2006-2021 Fragrantica.pl magazyn o perfumach - Wszelkie prawa zastrzeżone - nie kopiuj zawartości strony bez uzyskania pisemnej zgody. - zapoznaj się z Regulaminem strony i Polityką prywatności.
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]