Francois Demachy
Poison Girl Dior dla kobiet
Christian Dior Poison Girl Perfume F... (99.00 USD)
FragranceNet.com 7 items for 47.24 - 131.99 USD
FragranceX.com 5 items for 53.55 - 125.66 USD
eCosmetics.com 2 items for 59.99 - 88.95 USD
Jomashop.com 3 items for 61.99 - 116.99 USD
ThePerfumeSpot.com 2 items for 90.81 - 113.94 USD
Maxaroma 1 product for 99.00 USD
GiftExpress.com 1 product for 109.95 USD
Christian Dior Perfu... 1 product for 138.00 USD
Średnia ocen 3.87 na 5 na podstawie 6,220 ocen
Poison Girl marki Dior to orientalno - waniliowe perfumy dla kobiet. Poison Girl został wydany w 2016 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Francois Demachy. Nutami głowy są Gorzka pomarańcza i Cytryna; nutami serca są Róża damasceńska, Róża z Grasse i Kwiat pomarańczy; nutami bazy są Wanilia, Migdał, Fasolka tonka, Balsam Tolu, Drzewo sandałowe, Heliotrop i Drewno kaszmirowe.
Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.
Fragrantica® Trends to relatywna wartość, która pokazuje zainteresowanie członków społeczności Fragrantica tym zapachem na przestrzeni czasu.
Perfume longevity: 3.64 out of 5.
Perfume sillage: 2.62 out of 4.
Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.


Menijna

katjushka
Jednak kupiłam pełny flakon po jakimś czasie (ach te promocje) i... jestem całkowicie zakochana. Wspaniały i przyjemny zapach, wspaniała słodycz! Dla mnie pachnie karmelkowo-waniliowo, delikatnie migdałowo. Okazje się też, że jest naprawdę trwały! Bardzo długo go na sobie czuję (w przeciwieństwie do zapachow w podobnych klimatach również z wyższej półki cenowej).
Naprawdę polecam, jeżeli ktoś lubi słodkie zapachy z wanilią (wanilia nieskwaśniala, tylko przemiła i pyszna). Niby zbiera recenzje infantylnego zapachu itd., ale co z tego, czasem jest na takie zapachy ochota i już!

Pussykate
Kozica
Cóż dodać? Uwielbiam 😍

GlobalCitizen


Afterfourty

jola_marpl
Czuję soczystą czereśnie, mój faworyt na zimę i mróz.takiego zapachu szukam wśród perfum.

Bansiqe2018

szarka98


AniaBania
Zupełnie nie rozumiem, jak można nazwać te perfumy "wulgarnymi" czy "krzyczącymi", na mnie są bardzo bliskoskórne i trzykrotne ponawianie aplikacji w ciągu dnia jest niestety konieczne. Jestem pod tym względem zawiedziona, bo chciałabym, żeby były bardziej wulgarne, głośne i zwracające uwagę jak w komentarzach ponizej. Niestety, otacza mnie bardzo delikatna mgiełka przyjemnej słodyczy, słabo wyczuwalna przez mój nos po 1-2h od aplikacji. Dodam, że mam wersję z 2016 roku, a zatem teoretycznie mocarza sprzed reformulacji - nie wiem gdzie się podziała ta moc i bardzo żałuję, że nie jest mi dane skąpać się w niej.
Nie wyczuwam w Poison Girl chamstwa, braku klasy czy infantylności - wręcz przeciwnie, uważam je za super propozycję w duchu gourmand dla dojrzałych kobiet.

CandyWitch
Perfumy słodkie i otulające, przyjemne. Mają dobrą trwałość i projekcję, ale są jednostajne. Brakuje mi w nich seksapilu, czegoś zaczepnego, nuty, którą można byłoby szczególnie zapamiętać, która nadawałaby im polotu.
Poza tym sam zapach jest naprawdę ładny, wyczuwam tutaj wanilię, migdały, fasolkę tonkę, może delikatnie cytrusy. Czy wąchając je widzę kostkę cukru? Oczywiście, przy czym jest ona krystaliczna, idealnie wyrzeźbiona, naprawdę wygląda smakowicie.
Poison Girl pokochają wielbicielki słodziaków, dla pozostałych Pań mogą okazać się przytłaczające. Lubię je, ale bardziej zaprzyjaźniłam się z ich "starszą siostrą" Hypnotic Poison, kiedy spędzam z nią czas, zdecydowanie więcej się dzieje ;) Jednak cenię sobie znajomość z obiema :)
PerfumeLover59

caiyah
Trochę się wahałam bo słowo girl ewidentnie już do mnie nie pasuje. Obecnie widzę, że zupełnie niepotrzebnie. Jako, że jako drugą posiadam wersję Hypnotic czuję że mogę się odnieść do Girl.
Na wstępnie- wyczuwam nawiązanie do klasyka. Girl jest po prostu wersją uwspółcześnioną i odmłodzoną. Bardzo lubię tutaj pomarańczę którą dostajemy na początek. Róże i kwiat pomarańczy pięknie się tu wpasowują. Znak charakterystyczny czyli wanilia z ogromem chropowatych, duszących migdałów na tonce robią robotę (co niektórych potrafią trucicielsko poddusić). Drzewo kaszmirowe, balsam tolu, sandałowiec i heliotrop dodają tego elementu który odpowiada za pewien rodzaj ekskluzywności w odbiorze choć Poison Girl snobistyczne nie są.
Są radosne, odmładzające (choć nie infantylne), wyczuwalne i zauważalne. Moim zdaniem również latem jest ich pora i potrafią uzależniać-chce się ich używać i używać.
Tak sobie myślę, że jakieś 10 lat temu byłyby spełnieniem moich perfumowych oczekiwań.

Linka140
Później było już głębiej i bardziej kobieco - róża, fasola tonka i migdały, połączone jak w przekładanym torcie. Owszem, momentami słodycz przytłacza i trzeba się do niej przyzwyczaić. Ale odwdzięcza się z dużą gracją.
Nie jest to moim zdaniem zapach uwodzicielski (i dodam tutaj, że absolutnie nie cierpię ich obscenicznej reklamy), tak jak inne trujące jabłka, ale piękny i otulający. Ma w sobie coś z perfum gourmand - kojarzy mi się z pomarańczową galaretką i konfiturą różaną. Może stąd nawiązanie do tortu? Jest do zjedzenia, ale absolutnie nie mdły.
Na skórze trzyma się bardzo długo, około ośmiu godzin. Dla mnie nadaje się co prawda tylko na niektóre okazje - wieczory, zimne dni i momenty kiedy pragnę się poczuć słodka, ale wtedy właśnie sprawdza się doskonale. W innych wypadkach może wywołać ból głowy.

Gothabella
Może słowem wstępu... Zgodzę się, że EDT i Unexpected są przesłodzone. EDT pachnie, jakby ktoś wrzucił do gara dziesięć kilo krówek i usiłował rozpuścić w tym jeszcze kilogram pomarańczowych cukierków typu żujki, śmiejąc się przy tym maniakalnie. Unexpected to podobny kaliber zacukrzenia, trochę tylko odświeżony imbirem i grejpfrutem. Te zapachy są rzeczywiście dość infantylne i mogą się kojarzyć z rozchichotaną nastolatką.
Ale EDP to nie jest zapach infantylny. No nie jest! To zapach balsamiczny i wcale nie żadna "Girl", ta EDP jest na to zbyt zmysłowa. Ewidentnie siostra Hypnotic Poison - może i dużo młodsza, ale to siostra rodzona. "Robi robotę" zmysłową wanilią, kremowymi migdałami i subtelnym akordem gorzkiej pomarańczy schowanym w tle.
W pełni podpisuję się pod recenzją blackpanther, że z EDP jest "balsamicznie, oleiście, mega przytulnie, ale jednocześnie kobieco i sexy". Kompozycja pasuje jak ulał do zmysłowej, pięknej bielizny, nawet jeśli założonej pod wygodny puchaty sweter (bo i przytulności w tym zapachu nie brak; tym samym nadaje się i na wieczór, i na co dzień). Nie wątpię, że na lato może okazać się zbyt przytłaczający, ale na zimę - o taaaak, poproszę wiaderko. ♥
Mam 30 ml (śliczny, jabłuszkokształny flakonik) ale coś czuję, że na tej pojemności się nie skończy. NIE POLECAM skreślać Poison Girl EDP bez przetestowania, ja się zakochałam.
blackpanther

estrellas_de_noche

złośnica
Zapach jest ładny. Tak po ludzku ładny i poprawny. Bezpieczny, niewymagający i kobiecy. Poison Girl to taka różano-pomarańczowa marmoladka, której towarzyszy pudrowy heliotrop i kremowe drewno. Migdałów tu jak na lekarstwo, coś czuć ale myślę, że to bardziej tonka niż migdał. W bazie najmocniej wybija się tolu, który wraz z wanilią ładnie dociąża kompozycję, nadając jej orientalnego rysu. Całość kwiatowa, umiarkowanie słodka, z nieco gorzkawym początkiem. Róża podana w ten sposób bardzo mi się podoba. To właśnie Poison Girl do spółki z Roses Vanille zapoczątkowały u mnie miłość do róż.
Gdyby tylko zapach zechciał polubić się z moją skórą, znalazłby się w ulubionych. Na ubraniach trzyma się ładnie, gorzej na skórze, z niej znika w ekspresowym tempie. Projekcja delikatna, trzeba się przytulić by je poczuć, co też ma swoje zalety. Zauważyłam, że Poisony nie za bardzo dogadują się z moją skórą. Hypnotic również ze mnie czmycha, zanim zdążę się obejrzeć. Jego flankery zresztą też. Klasyka się nie czepiam, za słabo się znamy. Jedynie Pure zabija parametrami, ale moja skóra lubi kwiaty, więc to pewnie dlatego. Migdały nigdy jej nie podchodziły, a szkoda, bo z kolei nos je uwielbia.
Perfumy takie jak Poison Girl są potrzebne. Potrzeba nam bezpiecznych i ładnych zapachów, które można założyć do wszystkiego. Mam wrażenie, że nastała niezdrowa moda na kontrowersyjne perfumy. Im bardziej (i dziwniej) śmierdzi i wzbudza sensację (niekoniecznie pozytywną), tym lepiej. Koniecznie też musi kosztować kupę forsy, być super niszowe, praktycznie niedostępne i mieć długą nazwę, wręcz niemożliwą do wymówienia, wtedy jest cacy. Kiedy pachnie ładnie, ludzie nie kręcą nosem, kosztuje przyzwoicie, jest popularne i ogólnodostępne, wtedy jest nie cacy.
Lubię Poison Girl i się tego nie wstydzę.

Tam
Męka w mące, ot i cała recenzja.
scentavanita
Trwałe, choć generalnie dzięki chamskiej słodyczy i intensywnej woni fasoli tonki. Zdecydowanie nie przepadam, kolejna pozycja na liście "beznadziejnych nowych perfum".

Zombianka
Całość ukręcona jest gładko, jak maślany krem do przełożenia bezy- niby słodko, nawet bardzo ale ze szczyptą korzenności i gorzkimi pomarańczami dla orzeźwienia smaku, bo i te perfumy są dla mnie takie ,,smakowe". Początek jest jak konfitura pomarańczowo- różana, o konsystencji galaretki, z czasem bardziej wyczuwam płatki róż ucierane z miodem, który daje wrażenie suchego ciepła. Kropla soku z cytryny i daleki kwiat pomarańczy są tu tylko dodatkiem w tle, najważniejsza jest rozgnieciona miodowa róża. W środkowej fazie słodycz już nie jest tak buchająca, przypomina mi waniliowe ciastka kruche z cukrem na wierzchu, wyczuwam tu inspirację Black Opium. Aromat róży, mączność migdałów, sandałowiec i bardzo wyraźny na mnie balsam tolu tworzą pyliste serce. Baza jest jakby wygłuszeniem wszystkich nut po trosze, wtedy pojawia się wanilia bliźniacza do tej w Hypnotic Poison, jest pudrowa i kobieca.
Trucizną bym tych perfum nie nazwała, i tak jak było na początku, i teraz po dłuższych testach nie pasuje mi Girl do pozostałych Poisonów, coś mi się tu kłóci z koncepcją serii, ale być może taki był zamysł twórców. Oczekiwania na pewno były większe, jak zwykle, gdy w grę wchodzi reaktywacja legend. Sam w sobie zapach jest jednak godny polecenia, a przynajmniej przyjrzenia się mu, jeśli lubi się takie klimaty, a biorąc pod uwagę ryzyko obcięcia świetnych parametrów należy zrobić zapasy już teraz, póki Girl jest jeszcze młoda i przed reformulacją.

Ewa Ewunia
"leżakowania" - karton, toaletka,szafka nocna,witryna. Zauważyłam,że jak mi zniknie z pola widzenia na dłużej(karton), to później łaskawiej na nią spoglądam i śmielej skrapiam nadgarstki, potem dekolt i czekam z nadzieją,że tym razem się zachwycę.W końcu to Dior... i czekam i czekam i na mojej skórze czuję tylko słodko-gorzki migdał w obłoku z waty cukrowej.Czy to moje ph, czy kapryśny nos, a może Dior stworzył nienadzwyczajny,obciachowy i nijaki produkt?. W końcu mistrzom też zdarzają się gorsze dni.I znów "dziewczynka" powędrowała do kartonu.

Wikktoria


sowaa5

Malamyszka
Mocne i wyraziste, miłośniczki Opium, LVEB, Si mogą kupować w ciemno.
Bardzo, bardzo trwały z dużą projekcją.
Na Sephorze jest w promocji 100 ml z 655 zł na 439 zł właśnie zamówiłam kolejne opakowanie na jesień i zimę, bo najlepiej używać w tym okresie ;)

White Petals
Zapach zdecydowanie nie na każdą okazję i nie na codzień, nie pasowałby mi też do młodej dziewczyny.
Po nazwie "Poison girl" spodziewałabym się też jakiegoś "pazura", ale nie takiego jak w tym wydaniu.
Pachnie głównie waniliowo-marcepanowo.

Dorcia
Przełamane lekko migdałem. Plus nieco pudrowej róży.
Bardzo KOBIECE.
Wanilia w wydaniu przypominającym Manifesto YSL.
W jakimś aspekcie, nie potrafię rozróżnić w którym ale są tez trochę podobne do Classique JPG.
Może to ta lekka pudrowość?
Po pewnym czasie składniki się wygładzają, mieszają i staja się ciepłe otulające.
Parametry jak to Dior - trwałość i projekcja świetne.
Polecam do testów (ale raczej nie w upały ;).

kr86100

zu Asche zu Staub

Barbara1980

Seawitch
To nastolatka na pierwszej randce - psiknięta waniliowymi perfumami, w słodkiej, różowej sukienusi, ma pomalowane rzęsy, używa bezbarwnego błyszczyka, bo więcej nie przystoi, bo mama nie pozwala. Na randce będzie trzymała się z chłopakiem za ręce, a jeśli będzie miły - to pozwoli odprowadzić się do domu, może nawet pozwoli na buziaka. W policzek.

Marietta
Bardzo się cieszę, że jest tak duży wybór w truciznach.
Ta różnorodność pozwala na dobranie idealnego, najbardziej odpowiadającego zapachu. Każda z nas jest przecież inna i ma inne upodobania zapachowe.
Poison podstawowe jest dość specyficzne i nie każdemu
tego typu perfumy odpowiadają. Są już kultowe i bardzo znane. Każda by chciała je mieć a nie koniecznie te właśnie by odpowiadały. Więc takie rozwiązanie jest idealne.
Poison Girl jak sama nazwa wskazuje jest skierowane do młodszej grupy, jednak i starszym tez się podoba :)
Jest to nowocześniejsza,lżejsza,bardziej przystępna w odbiorze wersja. Słodkie, ale nie za mocno. Odrobinę świeższe, bynajmniej nie świeże w typowym tego słowa znaczeniu. Pudrowości nie wyczuwam.
Bogactwo składników, ciekawie dobranych i skomponowanych, tak aby efekt był doskonały.
Pierwsze akordy to cytryna i pomarańcza. Kolej na kwiaty i tu głównie róża i kwiat pomarańczy.
Migdał dodaje jakże ciekawego akcentu. Słodyczy nadaje wanilia. Jest wyczuwane drzewo sandałowe i fasolka tonka.
Udana kompozycja. Zdecydowanie kobiece. Z pewną dozą elegancji i blasku. Robią wrażenie to pewne.
Jeśli chodzi o trwałość to bardzo dobra jak przystało na Diora.

Lady_Daisy
amanda
Tak,oczywiście Poison Girl nie uniknął porównywania do swej szlachetnej rodziny i został już zlinczowany zanim porządnie stanął na półkach w blasku świateł.
Uważam,że tak jak każdemu człowiekowi powinno dać się wypowiedzieć (byle z sensem) ,to samo odnoszę do perfum - niech zapachną.
Moje odczucia są mieszane..nie znalazłam konkretnie zapachu migdałów czy wanilii czy czegokolwiek co w połączeniu z tak moimi ulubionymi kilkoma nutami,które tu występują powinny dać pyszną mieszankę godną grona orientalno waniliowego.
Tu jest tak jakby za płasko,nie ma tego ognia i ciepła.
Siedzą mi na skórze Tresor Nuit Caresse i Manifesto,które ogniście wżerają mi się w skórę swym orientalno waniliowym charakterem pomimo iż Careese ma świeżość.
W Girl zabrakło żaru i namiętności,ona sobie kpi ze swojej kategorii.
Zapach jest zbyt przeźroczysty za słaby,taki sobie powoli tlący a to edp.
Możliwe,że jeszcze dam mu kiedyś szansę,może zapachną inaczej,czymś mnie przyciągną, teraz flaszkę puszczam dalej.
cudmiódmalina

mylengrave
No, z Poisonów ten podoba mi się najbardziej. Jest najdelikatniejszy, najbardziej kobiecy (dziewczęcy?), najsubtelniejszy, niedrażniący, jakiś taki eteryczny, lekki. Moje nowe cudo, kocham wanilię, kocham słodkie zapachy, a więc właśnie znalazłam swój ideał. To, że dodatkowo przypadkowo mnie odmłodził - nie mam nic przeciwko.
Bardzo zmysłowy, uwodzący, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że to ten z serii tych mdłych, a więc jeśli ktoś w naszym otoczeniu jest wrażliwy na zapachy, możemy stać się dla niego Trucizną, dosłownie.
Kiedyś były takie herbatki waniliowo-truskawkowe, bodajże herbatki młodości, one smakowały tak, jak pachną te perfumy. Beztrosko, infantylnie trochę, nie jestem pewna, czy te perfumy nadają się do pracy, nie jestem pewna też, czy nadają się na imprezę, bo osoby obok nas mogą czuć się mało komfortowo, na randkę - nie wiadomo, a co jeśli absztyfikant nie lubi słodyczy?
Czuję przede wszystkim wanilię, otuloną truskawkami i malinami. W tle, dopiero po jakimś czasie robi się oleiście - róża, pomarańcza, fasola Tonka, migdał. Mniam, mniam, jakby powstał taki deser, umarłabym na cholesterol.

czarownica jaga

cukiercukier

Iris1911

aniuch

Agne.tt

Aleksxs
Co do trwałości to tak 5-6 h więc nie jest najgorzej ale zapach trzyma się blisko skóry

Marimeko

Rozterka
W przeciwieństwie do LVEB , które na mnie są landryną słodycz Poison Girl jest umiarkowana . Dodam, że moja skora zazwyczaj wyostrza zapachy .
Trwałość obłędna.
Już napisałam do Świętego Mikołaja o seteczkę :)
KrólowaElf
Kocham Hypnotic ale ten vintage, który miałam w 2000 roku, i strasznie ubolewam nad jego reformulacja a tu ... proszę, Dior zaserwował nam znowu migdałowe szaleństwo.
Na początku jest słodko co lubię, róża przegryziona gorzka pomarancza, a potem migdały migdały i jeszcze raz migdały, które wielbię! Chce i będę mieć na pewno, zanim znowu cos w tej perełce zmienia.
Minus: nazwa Dziewczyna nie pasuje do zapachu, zdecydowanie dla kobiet 25+
Projekcja i trwałość super jak na dom Dior przystało, piękna kreacja!

Monolithe

chjena
Landrynkowe, ale w dobrym guście i nie sztuczne otwarcie kryje w sobie miks wanilii, tonki i róży. Obecność gorzkiej pomarańczy jest tutaj tym, co sprawia że zapach jest noszalny, a cukier nie chrzęści nam między zębami. Jeszcze utarte na marcepanową miazgę migdały przykrywają całość puchatą kołderką... i to by było w zasadzie na tyle, jeśli o nutach mowa.
W mojej opinii to perfumy z rodzaju obiektywnie ładnych i zwracających uwagę (zwłaszcza przy potężnej trwałości i projekcji), choć nosić je zapewne będzie głównie wąska grupa docelowa, to jest jak sama nazwa wskazuje - girls. Mogłabym wręcz rzec, że Poison Girl rozczarował mnie tym, jaki jest miły, kochany i przyjemny bo już szykowałam pazury, co by powyzłośliwiać się w recenzji, wylać wiadro pomyj... a tu psikus. ;)

sugarfairy
Nazwa? Średnio zachęcająca. Rozumiem, że miała być to "delikatna" sugestia, że to zapach kierowany do młodszych kobiet, lub po prostu młodzieńczy i "łatwiejszy" w odbiorze, ale jakoś zupełnie nie pasuje mi do całej "magicznej" reszty. No bo mamy Truciznę, Czystą Truciznę, Hipnotyczną Truciznę et caetera, a tu nagle wyskakują nam z Dziewczyńską Trucizną (bo lepsze tłumaczenie nie przychodzi mi do głowy). No ale nie raz gorsze nazwy pachniały bardzo ładnie (najlepszym przykładem niech będzie Fantasy Naughty Remix od Britney...).
Zbierałam się z zamówieniem próbki od jakiegoś czasu, kiedy pewnego dnia dostałam telefon, czy chcę coś w prezencie z wolnocłowej. Jak dają to biorę, tylko co? W myśli przeczesałam półki lotniskowych drogerii - co ja mogłam stamtąd chcieć? Miałam 5 minut na decyzję i nie wymyśliłam nic lepszego, niż właśnie Poison Girl.
Okazało się, że to jak dotąd najlepszy prezent w ciemno.
Jest piękna, kremowa wanilia; jest słodycz migdałów; jest kobieca, nieco pudrowa woń róży... Przez chwilę miałam wrażenia, że ja to skądś znam. Bo Girl pachnie dla mnie w pewnym sensie "wszystkim i niczym". Niby każdy zna kilka zapachów opartych na podobnej piramidzie nut, ale jednak nie potrafię wskazać dokładnie jej siostry bliźniaczki. Jest tu na pewno echo Hypnotic Poison, może nawet nie bez powodu Girl ma kolor rozwodnionej czerwieni.
Czy to Trucizna? Może troszkę. Tak mogłaby pachnieć Lolita od Nabokova. Niby słodka, niewinna, ale jednak potrafi zwieść na manowce. Olfaktorycznie raczej nikogo nią nie otrujemy, czy też raczej odurzymy. Dla wielu osób to jej największa wada, ale osoby, które jak dotąd nie znalazły swojej wersji Poison, mogą być zadowolone.


my.fairy.tales

Malutka100
Niemniej jednak, bo kilkunastu testach doszłam do wniosku, że zapach jest „mój” i nic tego nie zmieni.
Od razu przyznaję, że nie miałam okazji testować innych trucizn z rodziny Diora, także w mojej recenzji nie będzie do nich nawiązania. Z jednej strony może i nie mam porównania, ale dzięki temu oceniam Poison Girl bez żadnych uprzedzeń, wielkich nadziei czy już sprecyzowanych oczekiwań.
Zapach jest rzeczywiście słodki, ale moim zdaniem na pewno nie ulepkowaty. Nie odważyłabym się również na stwierdzenie, że niczym nie różni się od dzieł celebrytek, w których dominuje jedynie płaska słodycz. Na mojej skórze zapach ewoluuje, pięknie się rozwija. Wyczuwam gorycz pomarańczy, ale jest ona przykryta puchatą chmurką waniliowo-migdałowej słodyczy. Połączenie samo w sobie bardzo udane, bo dzięki temu zapach nie męczy jednostajną słodyczą.
Poison Girl to dla mnie zapach kobiecy, pudrowy.
Zapach jest bardzo trwały i wyczuwalny przez otoczenie.
Poison Girl poprawia mi nastrój, sprawia, że czuję się pewnie i bardzo kobieco. Taka „trucizna” mi wystarcza :-)

xmagx

elektrokot
kpnz

violaa92

Sylwia74

addicted91
fortissimo1603
Tak, to zapach stworzony z myślą o tym, żeby stać się bestsellerem, bo Dior pozazdrościł marketingowego sukcesu Lancome.
Tak, te perfumy to nieślubne dziecko w rodzinie Poison, bo są łatwe i nie niosą za sobą żadnej historii.
Tak, to kolejna słodka bomba wpisująca się w obecną modę.
W otwarciu nie czuję ulepnych cytrusów, o których ktoś kiedyś wspomniał, a marcepan w czekoladzie. I to jedyny moment, który mi się podoba. Reszta jest sztampową nudą. Wanilia, tonka, landrynkowa róża, a to wszystko dosłodzone toną cukru. Ile razy to już było?
Jedynymi zaletami tych perfum jest trwałość i względna naturalność składników, bo nie czuć w nich zbyt wielu sztucznych i zakurzonych elementów.
Pomimo tych wszystkich taków nie będę wieszać psów na Diorze. Bo takie mamy czasy, że najważniejsze są pieniądze, za którymi idą chwytliwe i proste zapachy. Pozostało tylko mieć nadzieję, że to wszystko się jeszcze kiedyś odwróci.
Nie jestem zwolenniczką myślenia, że zawsze mogło być gorzej, ale w tym przypadku nie jest to znowu takie złe myślenie. Bo lepiej, żeby sprzedażowym bestsellerem został Poison Girl, który jest „jakiś” aniżeli np. kompletnie bezpłciowe L’Eau Jolie od Lempickiej.
Moim zdaniem trochę niesłusznie sponiewierano ten zapach. Bo swoje zadanie pewnie spełni. Przyciągnie młodszą klientelę, która być może zostanie na dłużej. A obycia nabiera się z czasem i kiedy młodsza klientela będzie miała już dosyć dziecięcych łakoci sięgnie po bardziej wyrafinowane trucizny. Czy to tylko ja mam takie wydumane nadzieje?

Adrianna
Wanilie kocham, kwiat gorzkiej uwielbiam, róże cenię, jednak to połączenie w tych perfumach mocno mnie rozczarowało :o( po marce DIOR oczekiwałabym czegoś wyjątkowego. Przy najmniej tak wyjątowego jak cena, którą trzeba ją zapłacić.
Na testach kończy sie moja przygoda z zapachem POISON GIRL. Shame .

Szarada
Zrażona przez ordynarną i sztampową reklamę, ale nie na tyle, żeby nie poznać nowego wypustu Diora, poszłam do perfumerii odrobić lekcje. Z obowiązku, no bo jak entuzjasta perfumowy może nie znać takiej nowości? Jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam. Z początku uderza nas, jak obuchem siekiery, przeraźliwa i oblepiająca słodycz, która sprawia, że mamy wrażenie bycia wrzuconym do olbrzymiej kadzi z roztopionymi czerwonymi landrynami. Nie widzę specjalnego podobieństwa do Black Opium, tak często przywoływanego na forach. Nie moi drodzy, Poison Girl nie pachnie jak Black Opium, ani też nie pachnie jak Angel , czy LVEB tylko dlatego, że dostajemy próchnicy od tej słodyczy. Mnie ta „Dziewczyna-Trucizna” przypomina bardziej wypusty Justina Biebera (Someday, Girlfriend). Jednak Dziewczyna może się poszczycić jedną rzeczą, której często nie posiadają celebryckie zapachy – jest trwała. Czy ma dobrą projekcję? Przytoczę taką oto historię. Zostałam obdarowana próbkami Poison Girl w aż dwóch perfumeriach i któregoś dnia zdecydowałam się na globalne użycie, do pracy. Stoję ja sobie robiąc śniadanie, a tu koleżanka mnie zagaduje: ale ładnie pachnie. Zastygam w napięciu. Czyżby to ta Girl okazała się jednak nieoczekiwanym zbieraczem koplementów? Pytam więc, czym pachnie? A koleżanka: pomidorami. Tutaj jestem winna wyjaśnienie. Nie, Girl nie pachnie pomidorami, po prostu właśnie byłam w trakcie ich krojenia. Mamy jednak odpowiedź na to, czy ma dobrą projekcję i czy przyciąga uwagę otoczenia ;)
Po kilku godzinach od aplikacji landryny pozostawiają na mojej skórze tylko odległe tchnienie i pojawia się jakiś „alienowaty” akord. Zaglądam do spisu nut, jaśminu brak, więc winię za ten efekt gorzką pomarańczę.
Do kogo moim zdaniem jest adresowana Poison Girl? Do młodej, dwudziestokilkuletniej pracownicy korporacji outsourcingowej, modnie ubranej w ostatnie ciuchy z sieciówek kopiujące najnowsze trendy. Nasza Girl dobrze zna język angielski, sprawnie posługuje się korporacyjną nowomową, udziela się w firmowych akcjach dobroczynnych, biega w maratonach, podróżuje do Tajlandii, wcina jarmuż, bo aktualnie modny. Gdzieś tam się jej plącze w tym nieco wypranym mózgu myśl, że jest życie poza korpo, są inne sklepy z ubraniami niż Mango, czy H&M, są inne zapachy niż LVEB. Po co jednak wychodzić poza utarte ścieżki, które są bezpieczne i wiadomo gdzie prowadzą? A jednak... na półce stoi Poison Girl, najnowszy dodatek do kultowej kolekcji Diora. Weźmy ją zamiast LVEB, przynajmniej nie będziemy pachnieć jak 50% koleżanek. Do czasu, bo przecież koleżanki myślą dokładnie tak samo.

lili-ya
Girl to taka czarna (różowa?!) owca w rodzinie Poison. Każdy z pozostałych zapachów z tej rodzinki ma klasę, głębię, ciut mroku (wszak to Trucizny), w chwili wypuszczenia na rynek był jakimś wyznacznikiem nowego stylu. Girl powiela sprawdzone schematy, kapie od słodyczy – przecież to się najlepiej sprzedaje! Zaczyna się słodyczą owocowych landrynek o nieokreślonym smaku, później pojawia się słodycz innego typu: gęsta, mleczno-karmelowa, do złudzenia przypominająca tę z Want marki DSQUARED². Liczyłam przynajmniej na konfiturową róże, ale nie znalazłam jej. Zapach jest całkiem przyjemny, ale czy to jest Trucizna? Cukier – Trucizna naszych czasów. Więc może: „Jakie czasy, taka Trucizna”, ale - tak czy siak – nowy wypust Diora w kolorze rozwodnionego kompotu i o zapachu dziecięcych smakołyków pozostawia niesmak.


zuras1985

lamaglama
Byłam ciekawa, jak też może pachnieć ta nowa, dziewczyńska wersja Poison, chociaż połączenie róż, wanilii, migdałów i pomarańczki sugerowało, że jej trujące działanie będzie raczej przypominać konsekwencje pożarcia nadmiaru tortu u cioci na imieninach, a nie podróż w jakieś mroczne odmęty kobiecości.
Dziś dopadłam w miejscowym Douglasie.
Pamiętacie krem sułtański z „Dziewczyn do wzięcia”? Poczułam się, jak te bidule. „O Jezu, ja nie zjem dwóch porcji, ja nie lubię kremu!”. Po pierwszym niuchu skacze poziom cukru, insulina szaleje, a my dostajemy na dodatek w twarz wanilią, jakby tej słodyczy było mało. Bo cukier jest dobry i się sprzedaje, jest wszędzie, to dorzućmy jeszcze szufelkę, dobrego nigdy dość… Kiedy przebijemy się już przez tę hałdę cukru, gdzieś tam w tle zamajaczy róża, ale nie świeża, ogrodowa, pachnąca o poranku. Róża jak z tureckiego rachatłukum, ulep niemiłosierny. W końcu zostaje waniliowa wata cukrowa, skropiona wodą z kwiatu pomarańczy, zawroty głowy, mdłości i już dość, proszę, o mamo!
Zapach rzeczywiście trochę przypomina Black Opium, pewnie będzie się sprzedawał, bo idealnie trafi w gust tych wszystkich „niezależnych wizjonerek i buntowniczek, żyjących według własnych zasad” kreowanych przez zblazowanych speców od marketingu.
Ale taka to ta buntowniczka. Zapali papierosa pod klubem, bo lubi żyć na krawędzi. Ale potem szybko pobiegnie do domu, żeby jutro broń Boże nie spóźnić się na zajęcia. A rano grzecznie powie sąsiadce dzień dobry.
Gdyby ten zapach powstał ot tak sobie, nie wzbudziłby pewnie żadnych kontrowersji. Ale kiedy staje obok poprzedniczek – ciemnej, seksownej ponad miarę Poison (tak musiała pachnieć Apollonia w „Purple Rain”!), duszącej i nie dającej o sobie zapomnieć Hypnotic, lodowatej i okrutnej Pure – to wygląda, jak taki puchaty kociak, co to próbuje się prężyć, puszyć i prychać, a ty parskasz śmiechem, bo takie to-to urocze, że tylko wycałować mordkę. Co nie zmienia faktu, że mistrz Dior osiągnął już pewnie w grobie prędkość turbiny.
I tak o. Nie polubimy się. Cieszę się, naprawdę się cieszę, że moje „buntownicze lata” przypadły na ostatnią dekadę XX i początek XXI wieku. Miałam jeszcze szansę poczuć, czym są prawdziwe perfumy, które opowiadają jakąś historię.

ela812
Ten zapach nie jest zły (zresztą, co ja tam zwykły "niuchacz pospolity" wiem), ma tylko to nieszczęście, że pochodzi ze słynnej rodziny "trucizn" Diora. I tak, jak przeciętnie uzdolnione dziecko z rodziny genialnych aktorów, "Girl Poison" nie uniknie niestety porównań. Na swoją niekorzyść oczywiście, bo na tle reszty członków swojej rodziny wypada po prostu blado. Nie ma siły, żeby było inaczej, bo takich "przeciętnie uzdolnionych" jest obecnie na rynku perfumeryjnym sporo.
Te perfumy wpisują się w nurt stylu "glamour". Są miłe dla nosa tak, jak ów styl dla oka. Ale podobnie, jak idąc ulicą mam często wrażenie, że w osobach mijanych dziewcząt spotykam armię klonów (różniących się tylko metką na ubraniach), tak i w przypadku GP mogę stwierdzić, że gdzieś już to czułam. Być może, rzeczywiście jest jakieś podobieństwo do czarnego Opium, ale mnie osobiście to ostatnie bardziej przypadło do gustu - więc musiało być choć odrobinę "jakieś".
GP może i zapewne będzie się podobać, ale pozostanie raczej jednym z wielu podobnych.

gardenia
Pan Demachy postawił na znane i lubiane, jedyne co, to wziął dobre składniki i tym się może wyróżnia od pozostałych top sellerów z tej samej lawiebebellowoblackopiumowotresornajtowo itd. itp. kategorii.
Na mnie Poison Girl pachnie jak 100 razy łagodniejsza wersja La Vie est Belle, choć ma też w sobie coś z Black Opium, przy czym Poison Girl jest cichsza, bardziej elegancka naprawdę ładna. Podoba mi się, ale jej nie chcę, jest zbyt łagodna ta panienka, zbyt bezpieczna, na tej imprezce w dobrym domu w drogiej dzielnicy z dobrze ubranymi dziewczynami pomalowanymi droższymi błyszczykami brakuje mi tego czegoś, małego szaleństwa, zgrzytu, czegoś, zaczynam ziewać w ukryciu choć doceniam przyjemną atmosferę i ładneurządzenie domu.
Trwałość b. dobra, projekcja średnia.

Szarada
Zrażona przez ordynarną i sztampową reklamę, ale nie na tyle, żeby nie poznać nowego wypustu Diora, poszłam do perfumerii odrobić lekcje. Z obowiązku, no bo jak entuzjasta perfumowy może nie znać takiej nowości? Jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam. Z początku uderza nas, jak obuchem siekiery, przeraźliwa i oblepiająca słodycz, która sprawia, że mamy wrażenie bycia wrzuconym do olbrzymiej kadzi z roztopionymi czerwonymi landrynami. Nie widzę specjalnego podobieństwa do Black Opium, tak często przywoływanego na forach. Nie moi drodzy, Poison Girl nie pachnie jak Black Opium, ani też nie pachnie jak Angel , czy LVEB tylko dlatego, że dostajemy próchnicy od tej słodyczy. Mnie ta „Dziewczyna-Trucizna” przypomina bardziej wypusty Justina Biebera (Someday, Girlfriend). Jednak Dziewczyna może się poszczycić jedną rzeczą, której często nie posiadają celebryckie zapachy – jest trwała. Czy ma dobrą projekcję? Przytoczę taką oto historię. Zostałam obdarowana próbkami Poison Girl w aż dwóch perfumeriach i któregoś dnia zdecydowałam się na globalne użycie, do pracy. Stoję ja sobie robiąc śniadanie, a tu koleżanka mnie zagaduje: ale ładnie pachnie. Zastygam w napięciu. Czyżby to ta Girl okazała się jednak nieoczekiwanym zbieraczem koplementów? Pytam więc, czym pachnie? A koleżanka: pomidorami. Tutaj jestem winna wyjaśnienie. Nie, Girl nie pachnie pomidorami, po prostu właśnie byłam w trakcie ich krojenia. Mamy jednak odpowiedź na to, czy ma dobrą projekcję i czy przyciąga uwagę otoczenia ;)
Po kilku godzinach od aplikacji landryny pozostawiają na mojej skórze tylko odległe tchnienie i pojawia się jakiś „alienowaty” akord. Zaglądam do spisu nut, jaśminu brak, więc winię za ten efekt gorzką pomarańczę.
Do kogo moim zdaniem jest adresowana Poison Girl? Do młodej, dwudziestokilkuletniej pracownicy korporacji outsourcingowej, modnie ubranej w ostatnie ciuchy z sieciówek kopiujące najnowsze trendy. Nasza Girl dobrze zna język angielski, sprawnie posługuje się korporacyjną nowomową, udziela się w firmowych akcjach dobroczynnych, biega w maratonach, podróżuje do Tajlandii, wcina jarmuż, bo aktualnie modny. Gdzieś tam się jej plącze w tym nieco wypranym mózgu myśl, że jest życie poza korpo, są inne sklepy z ubraniami niż Mango, czy H&M, są inne zapachy niż LVEB. Po co jednak wychodzić poza utarte ścieżki, które są bezpieczne i wiadomo gdzie prowadzą? A jednak... na półce stoi Poison Girl, najnowszy dodatek do kultowej kolekcji Diora. Weźmy ją zamiast LVEB, przynajmniej nie będziemy pachnieć jak 50% koleżanek. Do czasu, bo przecież koleżanki myślą dokładnie tak samo.

złośnica
Zapach jest ładny. Tak po ludzku ładny i poprawny. Bezpieczny, niewymagający i kobiecy. Poison Girl to taka różano-pomarańczowa marmoladka, której towarzyszy pudrowy heliotrop i kremowe drewno. Migdałów tu jak na lekarstwo, coś czuć ale myślę, że to bardziej tonka niż migdał. W bazie najmocniej wybija się tolu, który wraz z wanilią ładnie dociąża kompozycję, nadając jej orientalnego rysu. Całość kwiatowa, umiarkowanie słodka, z nieco gorzkawym początkiem. Róża podana w ten sposób bardzo mi się podoba. To właśnie Poison Girl do spółki z Roses Vanille zapoczątkowały u mnie miłość do róż.
Gdyby tylko zapach zechciał polubić się z moją skórą, znalazłby się w ulubionych. Na ubraniach trzyma się ładnie, gorzej na skórze, z niej znika w ekspresowym tempie. Projekcja delikatna, trzeba się przytulić by je poczuć, co też ma swoje zalety. Zauważyłam, że Poisony nie za bardzo dogadują się z moją skórą. Hypnotic również ze mnie czmycha, zanim zdążę się obejrzeć. Jego flankery zresztą też. Klasyka się nie czepiam, za słabo się znamy. Jedynie Pure zabija parametrami, ale moja skóra lubi kwiaty, więc to pewnie dlatego. Migdały nigdy jej nie podchodziły, a szkoda, bo z kolei nos je uwielbia.
Perfumy takie jak Poison Girl są potrzebne. Potrzeba nam bezpiecznych i ładnych zapachów, które można założyć do wszystkiego. Mam wrażenie, że nastała niezdrowa moda na kontrowersyjne perfumy. Im bardziej (i dziwniej) śmierdzi i wzbudza sensację (niekoniecznie pozytywną), tym lepiej. Koniecznie też musi kosztować kupę forsy, być super niszowe, praktycznie niedostępne i mieć długą nazwę, wręcz niemożliwą do wymówienia, wtedy jest cacy. Kiedy pachnie ładnie, ludzie nie kręcą nosem, kosztuje przyzwoicie, jest popularne i ogólnodostępne, wtedy jest nie cacy.
Lubię Poison Girl i się tego nie wstydzę.

sugarfairy
Nazwa? Średnio zachęcająca. Rozumiem, że miała być to "delikatna" sugestia, że to zapach kierowany do młodszych kobiet, lub po prostu młodzieńczy i "łatwiejszy" w odbiorze, ale jakoś zupełnie nie pasuje mi do całej "magicznej" reszty. No bo mamy Truciznę, Czystą Truciznę, Hipnotyczną Truciznę et caetera, a tu nagle wyskakują nam z Dziewczyńską Trucizną (bo lepsze tłumaczenie nie przychodzi mi do głowy). No ale nie raz gorsze nazwy pachniały bardzo ładnie (najlepszym przykładem niech będzie Fantasy Naughty Remix od Britney...).
Zbierałam się z zamówieniem próbki od jakiegoś czasu, kiedy pewnego dnia dostałam telefon, czy chcę coś w prezencie z wolnocłowej. Jak dają to biorę, tylko co? W myśli przeczesałam półki lotniskowych drogerii - co ja mogłam stamtąd chcieć? Miałam 5 minut na decyzję i nie wymyśliłam nic lepszego, niż właśnie Poison Girl.
Okazało się, że to jak dotąd najlepszy prezent w ciemno.
Jest piękna, kremowa wanilia; jest słodycz migdałów; jest kobieca, nieco pudrowa woń róży... Przez chwilę miałam wrażenia, że ja to skądś znam. Bo Girl pachnie dla mnie w pewnym sensie "wszystkim i niczym". Niby każdy zna kilka zapachów opartych na podobnej piramidzie nut, ale jednak nie potrafię wskazać dokładnie jej siostry bliźniaczki. Jest tu na pewno echo Hypnotic Poison, może nawet nie bez powodu Girl ma kolor rozwodnionej czerwieni.
Czy to Trucizna? Może troszkę. Tak mogłaby pachnieć Lolita od Nabokova. Niby słodka, niewinna, ale jednak potrafi zwieść na manowce. Olfaktorycznie raczej nikogo nią nie otrujemy, czy też raczej odurzymy. Dla wielu osób to jej największa wada, ale osoby, które jak dotąd nie znalazły swojej wersji Poison, mogą być zadowolone.

Gothabella
Może słowem wstępu... Zgodzę się, że EDT i Unexpected są przesłodzone. EDT pachnie, jakby ktoś wrzucił do gara dziesięć kilo krówek i usiłował rozpuścić w tym jeszcze kilogram pomarańczowych cukierków typu żujki, śmiejąc się przy tym maniakalnie. Unexpected to podobny kaliber zacukrzenia, trochę tylko odświeżony imbirem i grejpfrutem. Te zapachy są rzeczywiście dość infantylne i mogą się kojarzyć z rozchichotaną nastolatką.
Ale EDP to nie jest zapach infantylny. No nie jest! To zapach balsamiczny i wcale nie żadna "Girl", ta EDP jest na to zbyt zmysłowa. Ewidentnie siostra Hypnotic Poison - może i dużo młodsza, ale to siostra rodzona. "Robi robotę" zmysłową wanilią, kremowymi migdałami i subtelnym akordem gorzkiej pomarańczy schowanym w tle.
W pełni podpisuję się pod recenzją blackpanther, że z EDP jest "balsamicznie, oleiście, mega przytulnie, ale jednocześnie kobieco i sexy". Kompozycja pasuje jak ulał do zmysłowej, pięknej bielizny, nawet jeśli założonej pod wygodny puchaty sweter (bo i przytulności w tym zapachu nie brak; tym samym nadaje się i na wieczór, i na co dzień). Nie wątpię, że na lato może okazać się zbyt przytłaczający, ale na zimę - o taaaak, poproszę wiaderko. ♥
Mam 30 ml (śliczny, jabłuszkokształny flakonik) ale coś czuję, że na tej pojemności się nie skończy. NIE POLECAM skreślać Poison Girl EDP bez przetestowania, ja się zakochałam.

Zombianka
Całość ukręcona jest gładko, jak maślany krem do przełożenia bezy- niby słodko, nawet bardzo ale ze szczyptą korzenności i gorzkimi pomarańczami dla orzeźwienia smaku, bo i te perfumy są dla mnie takie ,,smakowe". Początek jest jak konfitura pomarańczowo- różana, o konsystencji galaretki, z czasem bardziej wyczuwam płatki róż ucierane z miodem, który daje wrażenie suchego ciepła. Kropla soku z cytryny i daleki kwiat pomarańczy są tu tylko dodatkiem w tle, najważniejsza jest rozgnieciona miodowa róża. W środkowej fazie słodycz już nie jest tak buchająca, przypomina mi waniliowe ciastka kruche z cukrem na wierzchu, wyczuwam tu inspirację Black Opium. Aromat róży, mączność migdałów, sandałowiec i bardzo wyraźny na mnie balsam tolu tworzą pyliste serce. Baza jest jakby wygłuszeniem wszystkich nut po trosze, wtedy pojawia się wanilia bliźniacza do tej w Hypnotic Poison, jest pudrowa i kobieca.
Trucizną bym tych perfum nie nazwała, i tak jak było na początku, i teraz po dłuższych testach nie pasuje mi Girl do pozostałych Poisonów, coś mi się tu kłóci z koncepcją serii, ale być może taki był zamysł twórców. Oczekiwania na pewno były większe, jak zwykle, gdy w grę wchodzi reaktywacja legend. Sam w sobie zapach jest jednak godny polecenia, a przynajmniej przyjrzenia się mu, jeśli lubi się takie klimaty, a biorąc pod uwagę ryzyko obcięcia świetnych parametrów należy zrobić zapasy już teraz, póki Girl jest jeszcze młoda i przed reformulacją.

lili-ya
Girl to taka czarna (różowa?!) owca w rodzinie Poison. Każdy z pozostałych zapachów z tej rodzinki ma klasę, głębię, ciut mroku (wszak to Trucizny), w chwili wypuszczenia na rynek był jakimś wyznacznikiem nowego stylu. Girl powiela sprawdzone schematy, kapie od słodyczy – przecież to się najlepiej sprzedaje! Zaczyna się słodyczą owocowych landrynek o nieokreślonym smaku, później pojawia się słodycz innego typu: gęsta, mleczno-karmelowa, do złudzenia przypominająca tę z Want marki DSQUARED². Liczyłam przynajmniej na konfiturową róże, ale nie znalazłam jej. Zapach jest całkiem przyjemny, ale czy to jest Trucizna? Cukier – Trucizna naszych czasów. Więc może: „Jakie czasy, taka Trucizna”, ale - tak czy siak – nowy wypust Diora w kolorze rozwodnionego kompotu i o zapachu dziecięcych smakołyków pozostawia niesmak.
fortissimo1603
Tak, to zapach stworzony z myślą o tym, żeby stać się bestsellerem, bo Dior pozazdrościł marketingowego sukcesu Lancome.
Tak, te perfumy to nieślubne dziecko w rodzinie Poison, bo są łatwe i nie niosą za sobą żadnej historii.
Tak, to kolejna słodka bomba wpisująca się w obecną modę.
W otwarciu nie czuję ulepnych cytrusów, o których ktoś kiedyś wspomniał, a marcepan w czekoladzie. I to jedyny moment, który mi się podoba. Reszta jest sztampową nudą. Wanilia, tonka, landrynkowa róża, a to wszystko dosłodzone toną cukru. Ile razy to już było?
Jedynymi zaletami tych perfum jest trwałość i względna naturalność składników, bo nie czuć w nich zbyt wielu sztucznych i zakurzonych elementów.
Pomimo tych wszystkich taków nie będę wieszać psów na Diorze. Bo takie mamy czasy, że najważniejsze są pieniądze, za którymi idą chwytliwe i proste zapachy. Pozostało tylko mieć nadzieję, że to wszystko się jeszcze kiedyś odwróci.
Nie jestem zwolenniczką myślenia, że zawsze mogło być gorzej, ale w tym przypadku nie jest to znowu takie złe myślenie. Bo lepiej, żeby sprzedażowym bestsellerem został Poison Girl, który jest „jakiś” aniżeli np. kompletnie bezpłciowe L’Eau Jolie od Lempickiej.
Moim zdaniem trochę niesłusznie sponiewierano ten zapach. Bo swoje zadanie pewnie spełni. Przyciągnie młodszą klientelę, która być może zostanie na dłużej. A obycia nabiera się z czasem i kiedy młodsza klientela będzie miała już dosyć dziecięcych łakoci sięgnie po bardziej wyrafinowane trucizny. Czy to tylko ja mam takie wydumane nadzieje?

lamaglama
Byłam ciekawa, jak też może pachnieć ta nowa, dziewczyńska wersja Poison, chociaż połączenie róż, wanilii, migdałów i pomarańczki sugerowało, że jej trujące działanie będzie raczej przypominać konsekwencje pożarcia nadmiaru tortu u cioci na imieninach, a nie podróż w jakieś mroczne odmęty kobiecości.
Dziś dopadłam w miejscowym Douglasie.
Pamiętacie krem sułtański z „Dziewczyn do wzięcia”? Poczułam się, jak te bidule. „O Jezu, ja nie zjem dwóch porcji, ja nie lubię kremu!”. Po pierwszym niuchu skacze poziom cukru, insulina szaleje, a my dostajemy na dodatek w twarz wanilią, jakby tej słodyczy było mało. Bo cukier jest dobry i się sprzedaje, jest wszędzie, to dorzućmy jeszcze szufelkę, dobrego nigdy dość… Kiedy przebijemy się już przez tę hałdę cukru, gdzieś tam w tle zamajaczy róża, ale nie świeża, ogrodowa, pachnąca o poranku. Róża jak z tureckiego rachatłukum, ulep niemiłosierny. W końcu zostaje waniliowa wata cukrowa, skropiona wodą z kwiatu pomarańczy, zawroty głowy, mdłości i już dość, proszę, o mamo!
Zapach rzeczywiście trochę przypomina Black Opium, pewnie będzie się sprzedawał, bo idealnie trafi w gust tych wszystkich „niezależnych wizjonerek i buntowniczek, żyjących według własnych zasad” kreowanych przez zblazowanych speców od marketingu.
Ale taka to ta buntowniczka. Zapali papierosa pod klubem, bo lubi żyć na krawędzi. Ale potem szybko pobiegnie do domu, żeby jutro broń Boże nie spóźnić się na zajęcia. A rano grzecznie powie sąsiadce dzień dobry.
Gdyby ten zapach powstał ot tak sobie, nie wzbudziłby pewnie żadnych kontrowersji. Ale kiedy staje obok poprzedniczek – ciemnej, seksownej ponad miarę Poison (tak musiała pachnieć Apollonia w „Purple Rain”!), duszącej i nie dającej o sobie zapomnieć Hypnotic, lodowatej i okrutnej Pure – to wygląda, jak taki puchaty kociak, co to próbuje się prężyć, puszyć i prychać, a ty parskasz śmiechem, bo takie to-to urocze, że tylko wycałować mordkę. Co nie zmienia faktu, że mistrz Dior osiągnął już pewnie w grobie prędkość turbiny.
I tak o. Nie polubimy się. Cieszę się, naprawdę się cieszę, że moje „buntownicze lata” przypadły na ostatnią dekadę XX i początek XXI wieku. Miałam jeszcze szansę poczuć, czym są prawdziwe perfumy, które opowiadają jakąś historię.

zu Asche zu Staub

Ewa Ewunia
"leżakowania" - karton, toaletka,szafka nocna,witryna. Zauważyłam,że jak mi zniknie z pola widzenia na dłużej(karton), to później łaskawiej na nią spoglądam i śmielej skrapiam nadgarstki, potem dekolt i czekam z nadzieją,że tym razem się zachwycę.W końcu to Dior... i czekam i czekam i na mojej skórze czuję tylko słodko-gorzki migdał w obłoku z waty cukrowej.Czy to moje ph, czy kapryśny nos, a może Dior stworzył nienadzwyczajny,obciachowy i nijaki produkt?. W końcu mistrzom też zdarzają się gorsze dni.I znów "dziewczynka" powędrowała do kartonu.
Perfumy: 67762
Recenzje Perfum: 58447
Miłośników perfum: 19123
Czytelników online: 187
Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches |
Beauty Almanac |
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]





































































