Poison Girl Dior dla kobiet

Poison Girl Dior dla kobiet

główne akordy
waniliowy
słodki
migdałowy
pudrowy
ambrowy
cytrusowy
orzechowy
owocowy
drzewny
ciepły korzenny

Średnia ocen 3.87 na 5 na podstawie 6,220 ocen

Poison Girl marki Dior to orientalno - waniliowe perfumy dla kobiet. Poison Girl został wydany w 2016 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Francois Demachy. Nutami głowy są Gorzka pomarańcza i Cytryna; nutami serca są Róża damasceńska, Róża z Grasse i Kwiat pomarańczy; nutami bazy są Wanilia, Migdał, Fasolka tonka, Balsam Tolu, Drzewo sandałowe, Heliotrop i Drewno kaszmirowe.

Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.

Perfumiarz
Fragram Zdjęć
Perfumowa Piramida

Nuty głowy

Gorzka pomarańcza
Cytryna

Nuty serca

Róża damasceńska
Róża z Grasse
Kwiat pomarańczy

Nuty bazy

Wanilia
Migdał
Fasolka tonka
Balsam Tolu
Drzewo sandałowe
Heliotrop
Drewno kaszmirowe

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Wszystkie recenzje

Menijna

Trzeba mieć do niego dobre feromony na skórze i styl. Niektórzy uważają je za słodkie i mdlące, ale na mnie pachną jak elegancka francuska cukiernia w środku zimy w Paryżu lat 50. Polecam testy, nie dla każdego, dla mnie zdecydowanie top 3. Parametry super. Zbiera mnóstwo komplementów.

katjushka

Potwierdzam słowa z jednej z recenzji niżej, że jest coś uzależniającego w tym zapachu. Również nie spodobały mi się podczas testów w perfumerii. W zasadzie uznałam, że są dla mnie praktycznie niewyczuwalne - nie lubię takich słabych zapachów.

Jednak kupiłam pełny flakon po jakimś czasie (ach te promocje) i... jestem całkowicie zakochana. Wspaniały i przyjemny zapach, wspaniała słodycz! Dla mnie pachnie karmelkowo-waniliowo, delikatnie migdałowo. Okazje się też, że jest naprawdę trwały! Bardzo długo go na sobie czuję (w przeciwieństwie do zapachow w podobnych klimatach również z wyższej półki cenowej).

Naprawdę polecam, jeżeli ktoś lubi słodkie zapachy z wanilią (wanilia nieskwaśniala, tylko przemiła i pyszna). Niby zbiera recenzje infantylnego zapachu itd., ale co z tego, czasem jest na takie zapachy ochota i już!

Pussykate

Pachną dla mnie nie inaczej jak Obsession Night CK- są tylko odrobinę słodsze. Ta sama baza, której nie lubię jak w wyżej wymienionym. Bardzo trwały- zmywałam już dziś dwa razy z nadgarstka, raz mydłem a później płynem do mycia naczyń...ni cholery nie chce zejść.Oddałam nastoletniej córce- jej się podoba.

Kozica

Słodziak ale do tych jadalnych to go nie zaliczam. Wanilia kremowa, przemilna i przymilna! Razem z nią słodyczy nadają fasolka tonka i heliotrop. Jest też balsam tolu i choć nigdy go nie wąchałam, to też nie znam jego woni ale tam, gdzie występuje jest balsamiczna słodko-gorzka aura 🤔 Tutaj również to wyczuwam w dalszej projekcji. Słodycz jest przełamana cytrusami, które na samym początku (w końcu w głowie perfum są) są mocniej wyczuwalne, później łączą się z słodyczą i nadają bardzo ciekawe doznanie. Nie wyczuwam róż, choć 2 gatunki tu są - widocznie ich woń podbija inne nuty 🤔 Czytam opinie i widzę, że są osoby, co migdał wyczuwają.. Cóż, nie rzucił mi się w oczy. W nos też nie 😉 Projekcja perfum jest taka puchata i pomimo słodyczy przestrzenna. Leciuchna dymność drzewa sandałowego w połączeniu z drzewem kaszmirowym również nadaje powiewu i w pewnym sensie delikatności. Pomimo, że perfumy z mocą, to jednak nie klasyfikuje ich do ciężkich. Pomimo, że słodkie, dla mnie nużącym słodziakiem nie są.
Cóż dodać? Uwielbiam 😍

GlobalCitizen

Niby mam 30 lat, ale duszę chyba starej daty, bo ja jednak pozostaję przy cytrusach. Znowu test na blotterze, a potem przez lockdown zakup online. Jak przyszedł i go rozpakowałam, to miałam chwilową euforię, dopóki go nie przetestowałam na swojej skórze. Migdały w cukrze i róża🌹🍭🍬. Zemdliło mnie 🤢, zapach jakich teraz wiele, nastała jakaś globalna moda na Gourmand, a ja tej mainstreamowej słodyczy w perfumach jakoś kompletnie nie czuję. Użyłam raz, użyłam drugi raz, spróbowałam tez w innym, egzotycznym kraju wieczorem, ale nic. Po prostu miałam ciągła ochotę zmycia go. Nazwa totalnie oddaje treść flakonu, ot kolejny cukiereczek dla dziewczynek. Zapach wylądował u mojej przyjaciółki, ponoć jej się podoba.

Afterfourty

Perfumy podobają mi się. Są słodkie, guormond, jednak w stronę wytrawnych. W zimę fajnie otulają, wiosną i latem też są jak najbardziej noszalne, szczególnie wieczorową porą. Takie" młodzieżowe", bo naprawdę dla każdego. Wolę je bardziej niż Hypnotic Poison (a swoją drogą też bardzo lubię), bo są bardziej lekkie, bez bólu głowy. Trwałość? No cóż? Dla mnie mogłyby być bardziej trwałe, bo wspomnianego Hypnotic trudno przebić, czy też większość, uwielbianych przeze mnie Chanel , ale dałabym i tak wysoko 7/10. Polecam, próbujcie😉

jola_marpl

Kocham!!
Czuję soczystą czereśnie, mój faworyt na zimę i mróz.takiego zapachu szukam wśród perfum.

Bansiqe2018

Uwielbiam , czasami mam taka faze ze sie psikam dla samej aromaterapi , ten zapach jest taki bogaty , az mnie dziwi ze to facet projektant robi dla kobiet takie cuda , mam w wiekszosci u siebie jego cuda . Poison to cytrusy ,wanilia oraz cala reszta skladnikow przypominajacych troche deser , troche wlasnie jakas miksture , w sam raz dla mne . Maialam krotko wersje edt jest bardzo ogolona z najwaznejszych mocarnych nut , dobry zapach do pracy . Ale do pracy wole inne zapachy.Ciekawa jestem kolejnego Poisona.

szarka98

Pierwsze wrażenie i testy w perfumerii wypadły negatywnie-totalnie zwykły słodziak nieróżniący się niczym szczególnym od innych. Kilka dni później mama dostała próbkę akurat tych perfum(chyba przeznaczenie :P), postanowiłam dać im jeszcze szansę i bardzo dobrze bo myślę, że teraz śmiało mogę je nazwać moim ss na jesień/zimę, którego tyle szukałam. Jest w nich coś uzależniającego, bardzo podoba mi się ta słodycz przełamana gorzką pomarańczą. Trwałość i ogon ogromne (wersja z 2016r).

AniaBania

Bardzo fajnie zmiksowana waniliowo-migdałowa słodycz, kremowa i nieco dusząca. Zapach jest faktycznie bardzo słodki, ale na swój sposób dojrzały - kocham gourmandy i słodycz mi nie przeszkadza. Nie ma tu żadnych landrynek, cukiereczków i pralinek. Poison Girl to gęsta smuga wanilii i migdałów, idąca w moim odczuciu w bardziej mroczną stronę - prędzej będzie to cukrowa chatka czarownicy z Jasia i Małgosi niż różowy sklep z lizakami.

Zupełnie nie rozumiem, jak można nazwać te perfumy "wulgarnymi" czy "krzyczącymi", na mnie są bardzo bliskoskórne i trzykrotne ponawianie aplikacji w ciągu dnia jest niestety konieczne. Jestem pod tym względem zawiedziona, bo chciałabym, żeby były bardziej wulgarne, głośne i zwracające uwagę jak w komentarzach ponizej. Niestety, otacza mnie bardzo delikatna mgiełka przyjemnej słodyczy, słabo wyczuwalna przez mój nos po 1-2h od aplikacji. Dodam, że mam wersję z 2016 roku, a zatem teoretycznie mocarza sprzed reformulacji - nie wiem gdzie się podziała ta moc i bardzo żałuję, że nie jest mi dane skąpać się w niej.


Nie wyczuwam w Poison Girl chamstwa, braku klasy czy infantylności - wręcz przeciwnie, uważam je za super propozycję w duchu gourmand dla dojrzałych kobiet.

CandyWitch

Poison Girl nie ma nic wspólnego z młodą dziewczyną, kojarzy mi się z kobietą, która maturę ma już dawno za sobą, jednak nadal bardzo dobrze pamięta lata studenckie.
Perfumy słodkie i otulające, przyjemne. Mają dobrą trwałość i projekcję, ale są jednostajne. Brakuje mi w nich seksapilu, czegoś zaczepnego, nuty, którą można byłoby szczególnie zapamiętać, która nadawałaby im polotu.
Poza tym sam zapach jest naprawdę ładny, wyczuwam tutaj wanilię, migdały, fasolkę tonkę, może delikatnie cytrusy. Czy wąchając je widzę kostkę cukru? Oczywiście, przy czym jest ona krystaliczna, idealnie wyrzeźbiona, naprawdę wygląda smakowicie.
Poison Girl pokochają wielbicielki słodziaków, dla pozostałych Pań mogą okazać się przytłaczające. Lubię je, ale bardziej zaprzyjaźniłam się z ich "starszą siostrą" Hypnotic Poison, kiedy spędzam z nią czas, zdecydowanie więcej się dzieje ;) Jednak cenię sobie znajomość z obiema :)

PerfumeLover59

O tym pięknym zapachu zostało już napisane wszystko, dlatego od siebie dodam jedynie, że tańszą, bardzo dobrą alternatywą jest zapach marki STRADIVARIUS nazwa Silk 101 :) Psiknęłam nim w sklepie, nie znając nut i od razu wiedziałam, że jest inspirowany Poison Girl. Polecam, cena 50 zł za 75ml pozwala również na zakup w ciemno.

caiyah

Swoją przygodę z serią Poison zaczęłam właśnie od "girl". Z jednej strony naczytałam się o tym, że to nie jest prawdziwa trucizna z drugiej obejrzałam entuzjastyczne recenzje na youtubie.

Trochę się wahałam bo słowo girl ewidentnie już do mnie nie pasuje. Obecnie widzę, że zupełnie niepotrzebnie. Jako, że jako drugą posiadam wersję Hypnotic czuję że mogę się odnieść do Girl.

Na wstępnie- wyczuwam nawiązanie do klasyka. Girl jest po prostu wersją uwspółcześnioną i odmłodzoną. Bardzo lubię tutaj pomarańczę którą dostajemy na początek. Róże i kwiat pomarańczy pięknie się tu wpasowują. Znak charakterystyczny czyli wanilia z ogromem chropowatych, duszących migdałów na tonce robią robotę (co niektórych potrafią trucicielsko poddusić). Drzewo kaszmirowe, balsam tolu, sandałowiec i heliotrop dodają tego elementu który odpowiada za pewien rodzaj ekskluzywności w odbiorze choć Poison Girl snobistyczne nie są.

Są radosne, odmładzające (choć nie infantylne), wyczuwalne i zauważalne. Moim zdaniem również latem jest ich pora i potrafią uzależniać-chce się ich używać i używać.

Tak sobie myślę, że jakieś 10 lat temu byłyby spełnieniem moich perfumowych oczekiwań.

Linka140

Gdy trafiłam na Poison Girl już od dłuższego czasu szukałam czegoś, co będzie słodkie i kobiece, ale jednocześnie radosne. Z reguły nie przepadam za kwiatowymi trenami ani słodkimi owocami. Kiedy sięgnęłam po ten flakonik, poczułam się więc kompletnie zaskoczona. Lubiłam już wtedy Hypnotic Poison za słodką głębię jego migdałów, ale to było coś... zupełnie innego. Zachwyciła mnie przede wszystkim pomarańcza - słodka, ale nie landrynkowa, jednocześnie gorzka i intrygująca. Emanująca radością.
Później było już głębiej i bardziej kobieco - róża, fasola tonka i migdały, połączone jak w przekładanym torcie. Owszem, momentami słodycz przytłacza i trzeba się do niej przyzwyczaić. Ale odwdzięcza się z dużą gracją.
Nie jest to moim zdaniem zapach uwodzicielski (i dodam tutaj, że absolutnie nie cierpię ich obscenicznej reklamy), tak jak inne trujące jabłka, ale piękny i otulający. Ma w sobie coś z perfum gourmand - kojarzy mi się z pomarańczową galaretką i konfiturą różaną. Może stąd nawiązanie do tortu? Jest do zjedzenia, ale absolutnie nie mdły.
Na skórze trzyma się bardzo długo, około ośmiu godzin. Dla mnie nadaje się co prawda tylko na niektóre okazje - wieczory, zimne dni i momenty kiedy pragnę się poczuć słodka, ale wtedy właśnie sprawdza się doskonale. W innych wypadkach może wywołać ból głowy.

Gothabella

Ponieważ z nastaniem chłodów zaczęłam coraz częściej tęsknie fantazjować o jakimś przytulnym słodziaczku, który umiliłby mi szare nadwiślańskie dni, kupiłam Poison Girl EDP w ciemno, znając już wersje EDT i Unexpected i uważając je za niezbyt wyrafinowane, ale udane "guilty pleasures". Byłam przekonana, że EDP okaże się wynalazkiem z tej samej kategorii. Tymczasem!

Może słowem wstępu... Zgodzę się, że EDT i Unexpected są przesłodzone. EDT pachnie, jakby ktoś wrzucił do gara dziesięć kilo krówek i usiłował rozpuścić w tym jeszcze kilogram pomarańczowych cukierków typu żujki, śmiejąc się przy tym maniakalnie. Unexpected to podobny kaliber zacukrzenia, trochę tylko odświeżony imbirem i grejpfrutem. Te zapachy są rzeczywiście dość infantylne i mogą się kojarzyć z rozchichotaną nastolatką.

Ale EDP to nie jest zapach infantylny. No nie jest! To zapach balsamiczny i wcale nie żadna "Girl", ta EDP jest na to zbyt zmysłowa. Ewidentnie siostra Hypnotic Poison - może i dużo młodsza, ale to siostra rodzona. "Robi robotę" zmysłową wanilią, kremowymi migdałami i subtelnym akordem gorzkiej pomarańczy schowanym w tle.

W pełni podpisuję się pod recenzją blackpanther, że z EDP jest "balsamicznie, oleiście, mega przytulnie, ale jednocześnie kobieco i sexy". Kompozycja pasuje jak ulał do zmysłowej, pięknej bielizny, nawet jeśli założonej pod wygodny puchaty sweter (bo i przytulności w tym zapachu nie brak; tym samym nadaje się i na wieczór, i na co dzień). Nie wątpię, że na lato może okazać się zbyt przytłaczający, ale na zimę - o taaaak, poproszę wiaderko. ♥

Mam 30 ml (śliczny, jabłuszkokształny flakonik) ale coś czuję, że na tej pojemności się nie skończy. NIE POLECAM skreślać Poison Girl EDP bez przetestowania, ja się zakochałam.

blackpanther

Pierwsze podejście w perfumerii na lotnisku rok temu było na nie - wydawał mi się zbyt słodki i intensywny. I było wtedy dość ciepło. Na jesień miałam fazę na testowanie tych samych perfum w różnych odmianach (np. kupowałam próbki edt i edp). Tak też było i tu. Oczywiście już nie chciałam sprawdzać edp, chciałam sprawdzić edt a edp wzięłam jako tło porównawcze. No i się zdziwiłam ;). Okazało się że edt pachną na mnie syropem na kaszel a edp... Nie tylko są lepsze w porównaniu ale po prostu kochają moją skórę. Ja pomarańczę czuję cały czas - mniej niż w edt ale właśnie stężenie edp jest dokładnie tą miarką jaka sprawia że słodycz jest przełamana ale nie zupełnie złamana. A w tle jest balsamicznie, oleiście, mega przytulnie, ale jednocześnie kobieco i sexy. Mam już własną całą buteleczkę edp i od razu trafiła do ulubionych. Co więcej mimo lata używam jej bardzo często bo po pierwsze wprowadza mnie w dobry nastrój a po drugie odkryłam że są całoroczne - w cieple są bardziej pomarańczowe a mniej słodkie, a w zimnie to cudowny puchaty kokon.

estrellas_de_noche

Właśnie dzisiaj osuszyłam denko posiadanej próbki, więc pora na "klika słów" o tych perfumach. Moim zdaniem to nie jest złe pachnidło. Słodkie, przyjemne i kobiece, nieco spożywcze, a przy tym wszystkim jakimś cudem nieprzesłodzone. Całkiem zgrabny słodziak z tego wyszedł. Wanilia i migdały polane słodkim syropem, a całość nie męczy jak Sweet Oriental Dream Montale. Ładne te słodkości tutaj. Zmieniłabym tylko nazwę, bo to "girl" sugeruje, że jest to zapach infantylny, dla nastolatek, a według mnie wcale taki nie jest.

złośnica

Kwestia czy Dior dobrze zrobił wpuszczając Poison Girl do rodziny Trucicielek jest dyskusyjna. W porównaniu do swojego rodzeństwa, najmłodsza siostra odstaje (to trochę tak, jakby do rodziny Adamsów dołączyła dziewczynka z przedmieścia). Może lepiej byłoby dla Diora puścić w obieg Girl pod inną, całkiem nową nazwą, wtedy nikt by się nie czepiał, bo przecież każdy dom mody ma w ofercie zwyczajne, ładnie pachnące perfumy dla każdego. A tak, jest cały czas porównywana do rodzeństwa, które jakby nie było zapisało się w historii perfumiarstwa. Coś czuję, że Girl nie dostąpi zaszczytu i nie dołączy do tej historii. Ja rozumiem, że trzeba iść z duchem czasu i otworzyć się na nową, młodszą klientelę, ale perfumy zyskały by znacznie więcej, gdyby w ich nazwie nie było Trucizny. I jestem pewna, że nikt by ich wtedy nie beształ.

Zapach jest ładny. Tak po ludzku ładny i poprawny. Bezpieczny, niewymagający i kobiecy. Poison Girl to taka różano-pomarańczowa marmoladka, której towarzyszy pudrowy heliotrop i kremowe drewno. Migdałów tu jak na lekarstwo, coś czuć ale myślę, że to bardziej tonka niż migdał. W bazie najmocniej wybija się tolu, który wraz z wanilią ładnie dociąża kompozycję, nadając jej orientalnego rysu. Całość kwiatowa, umiarkowanie słodka, z nieco gorzkawym początkiem. Róża podana w ten sposób bardzo mi się podoba. To właśnie Poison Girl do spółki z Roses Vanille zapoczątkowały u mnie miłość do róż.

Gdyby tylko zapach zechciał polubić się z moją skórą, znalazłby się w ulubionych. Na ubraniach trzyma się ładnie, gorzej na skórze, z niej znika w ekspresowym tempie. Projekcja delikatna, trzeba się przytulić by je poczuć, co też ma swoje zalety. Zauważyłam, że Poisony nie za bardzo dogadują się z moją skórą. Hypnotic również ze mnie czmycha, zanim zdążę się obejrzeć. Jego flankery zresztą też. Klasyka się nie czepiam, za słabo się znamy. Jedynie Pure zabija parametrami, ale moja skóra lubi kwiaty, więc to pewnie dlatego. Migdały nigdy jej nie podchodziły, a szkoda, bo z kolei nos je uwielbia.

Perfumy takie jak Poison Girl są potrzebne. Potrzeba nam bezpiecznych i ładnych zapachów, które można założyć do wszystkiego. Mam wrażenie, że nastała niezdrowa moda na kontrowersyjne perfumy. Im bardziej (i dziwniej) śmierdzi i wzbudza sensację (niekoniecznie pozytywną), tym lepiej. Koniecznie też musi kosztować kupę forsy, być super niszowe, praktycznie niedostępne i mieć długą nazwę, wręcz niemożliwą do wymówienia, wtedy jest cacy. Kiedy pachnie ładnie, ludzie nie kręcą nosem, kosztuje przyzwoicie, jest popularne i ogólnodostępne, wtedy jest nie cacy.

Lubię Poison Girl i się tego nie wstydzę.

Tam

Sucho, pyliście, migdałowo-waniliowo-cukrowo i nic więcej. Nie ma pomarańczy, nie ma róży, nie ma nic poza spożywczą słodyczą. Kiedyś uparcie szukałam takiego właśnie zapachu, marzyłam o nim. Pojawił się za późno, już mnie męczy, już go nie chcę, Testując go czułam się jakbym wpadła w basen wypełniony migdałową i waniliową mąką i każda próba wydobycia się kończyła się ponownym zapadaniem w migdałową otchłań.
Męka w mące, ot i cała recenzja.

scentavanita

Słusznie dodano "girl" do tej wersji Poison Diora. Słusznie, ponieważ wersja klasyczna to bardziej "woman" -kobieta dorosła, mądra i stateczna w porównaniu do "girl" -młodej, nieobytej i bezczelnej. Według mnie Poison Girl to perfumy pozbawione klasy.

Trwałe, choć generalnie dzięki chamskiej słodyczy i intensywnej woni fasoli tonki. Zdecydowanie nie przepadam, kolejna pozycja na liście "beznadziejnych nowych perfum".

Zombianka

W ramach zimowego przesuwania granic tolerancji na perfumeryjną słodycz testowałam już parę zawodników, i muszę przyznać, że w mroźnej porze roku odlewkę Poison Girl nosi się bardzo przyjemnie. Pamiętam pierwsze testy ,,na szybko", które wcale tego nie zapowiadały- oczywiście czułam jakość składników, ale woń tonęła w morzu cukru znad innych flakonów, dopiero przy noszeniu globalnym mogłam cokolwiek wyróżnić.
Całość ukręcona jest gładko, jak maślany krem do przełożenia bezy- niby słodko, nawet bardzo ale ze szczyptą korzenności i gorzkimi pomarańczami dla orzeźwienia smaku, bo i te perfumy są dla mnie takie ,,smakowe". Początek jest jak konfitura pomarańczowo- różana, o konsystencji galaretki, z czasem bardziej wyczuwam płatki róż ucierane z miodem, który daje wrażenie suchego ciepła. Kropla soku z cytryny i daleki kwiat pomarańczy są tu tylko dodatkiem w tle, najważniejsza jest rozgnieciona miodowa róża. W środkowej fazie słodycz już nie jest tak buchająca, przypomina mi waniliowe ciastka kruche z cukrem na wierzchu, wyczuwam tu inspirację Black Opium. Aromat róży, mączność migdałów, sandałowiec i bardzo wyraźny na mnie balsam tolu tworzą pyliste serce. Baza jest jakby wygłuszeniem wszystkich nut po trosze, wtedy pojawia się wanilia bliźniacza do tej w Hypnotic Poison, jest pudrowa i kobieca.
Trucizną bym tych perfum nie nazwała, i tak jak było na początku, i teraz po dłuższych testach nie pasuje mi Girl do pozostałych Poisonów, coś mi się tu kłóci z koncepcją serii, ale być może taki był zamysł twórców. Oczekiwania na pewno były większe, jak zwykle, gdy w grę wchodzi reaktywacja legend. Sam w sobie zapach jest jednak godny polecenia, a przynajmniej przyjrzenia się mu, jeśli lubi się takie klimaty, a biorąc pod uwagę ryzyko obcięcia świetnych parametrów należy zrobić zapasy już teraz, póki Girl jest jeszcze młoda i przed reformulacją.

Ewa Ewunia

Poison Girl ciągle czeka na odkrycie, wiele poczyniłam prób i systematycznie je czynię, by uporać się ze swoją 30-tką , ale jej nie ubywa.Od roku zmienia tylko swoje miejsca
"leżakowania" - karton, toaletka,szafka nocna,witryna. Zauważyłam,że jak mi zniknie z pola widzenia na dłużej(karton), to później łaskawiej na nią spoglądam i śmielej skrapiam nadgarstki, potem dekolt i czekam z nadzieją,że tym razem się zachwycę.W końcu to Dior... i czekam i czekam i na mojej skórze czuję tylko słodko-gorzki migdał w obłoku z waty cukrowej.Czy to moje ph, czy kapryśny nos, a może Dior stworzył nienadzwyczajny,obciachowy i nijaki produkt?. W końcu mistrzom też zdarzają się gorsze dni.I znów "dziewczynka" powędrowała do kartonu.

Wikktoria

Mam 30 ml. Zgrabny i wygodny flakon. Początkowo byłam zauroczona, jednak zaczęły mnie męczyć. Perfumy są bardzo pudrowe, wanilia sucha, sypka, wbija się w nozdrza. Nuta pomarańczowa odrobinę przełamuje duszność, i jest w tej kompozycji najprzyjemniejsza. Całość jednak jest mdła i męczy otoczenie. Najbardziej podoba mi się baza, która najlepiej osiada na ubraniach. Pachnie wówczas kremową, mleczną czekoladą (nie wiem, skąd taki efekt, ale układają się tak za każdym razem). Miałam również EDT, odrobinę lżejsza, choć podobna. Tam z kolei baza pachnie krówkami. Mogą być, ale szału nie ma.

sowaa5

Ależ Poisonki Girlki mają fatalną opinie, ja myślę że są besztane z zasady. Rozumiem, że mogą się nie podobać,ale nie są aż tak banalnie banalne jak niejedna z Was je opisuje. Myślę,że migdał jaki został zaserwowany wraz z pomarańczą jest wyjątkowo zjadliwy i ekscytujący. Tak, mnie ekscytuje ta pomarańcza, wanilia i migdał. Długo szukałam takiego połączenia, żeby mi się ,,dobrze robiło,, od tego i błogo. Czuje się silna dzięki temu zapachowi. Mają jakąś bajkę w sobie, ciastko i coś takiego hmm sensualnego. Tak, tak sensualnego. Wydobywa z kobiecej skóry jakiś taki intymny zapach który mieszając się daje Poison Womenogirl. Pomarańcza, pomarańcza ah! Kocham i zużyłam już dwie seteczki i napewno polece po następną. Nie napiszę Polecam, bo zapachu nie można polecić,to trzeba przeżyć.

Malamyszka

Piękne perfumy. Mimo, że jestem już po 40-tce to kocham te perfumy.
Mocne i wyraziste, miłośniczki Opium, LVEB, Si mogą kupować w ciemno.
Bardzo, bardzo trwały z dużą projekcją.

Na Sephorze jest w promocji 100 ml z 655 zł na 439 zł właśnie zamówiłam kolejne opakowanie na jesień i zimę, bo najlepiej używać w tym okresie ;)

White Petals

Początek wydawał się całkiem przyjemny, ładne kwiatowe perfumy, jakich wiele...Jednakże końcówka dość przytłaczająca, ostra, ciężka, nieco dusząca. Zaciekawiona kupiłam próbkę, niestety dla mnie zapach ten jest nieco męczący...

Zapach zdecydowanie nie na każdą okazję i nie na codzień, nie pasowałby mi też do młodej dziewczyny.

Po nazwie "Poison girl" spodziewałabym się też jakiegoś "pazura", ale nie takiego jak w tym wydaniu.

Pachnie głównie waniliowo-marcepanowo.

Dorcia

BARDZO KREMOWA SŁODYCZ i piękna WANILIA.
Przełamane lekko migdałem. Plus nieco pudrowej róży.
Bardzo KOBIECE.
Wanilia w wydaniu przypominającym Manifesto YSL.
W jakimś aspekcie, nie potrafię rozróżnić w którym ale są tez trochę podobne do Classique JPG.
Może to ta lekka pudrowość?
Po pewnym czasie składniki się wygładzają, mieszają i staja się ciepłe otulające.
Parametry jak to Dior - trwałość i projekcja świetne.
Polecam do testów (ale raczej nie w upały ;).

kr86100

W lutym zeszłego roku dostałam próbkę tych perfum i po pierwszym psiku zakochałam się w tym zapachu. To chyba pierwsze perfumy dzięki którym poczułam się sexy :)

zu Asche zu Staub

Same ochy i achy, a dla mnie to najsłabszy zapach z całej kolekcji, nie pasujący do idei eleganckich woni, jakimi były wszystkie poisony. Ok, rozumiem, że otwarcie na nowego klienta, ale można zrobić coś świeżego i młodzieżowego, co będzie miało sznyt, charakter, a nie trzy kilometry cukierkowego ulepu, infantylnej woni. Szkoda, że dior wypuścił to w serii poisonów, bo to trochę taka Paris Hilton udająca laskę z klasą... Możecie minusować ;)

Barbara1980

Piekny ,zjawiskowy , niebanalny z trucizn jeszcze Hypnotic Poison Eau Secrete mi się bardzo podoba, to prwdziwe trucizny sa narkotyczne i powoduja nieprzyzwoite myśli :)

Seawitch

Polubiłam ostatnio słodziaki, nawet myślałam, żeby sobie sprawić Poison Girl na gwiazdkę, bo ochy i achy słyszałam. Na szczęście, przezorna ja - kupiłam w pierwszej kolejności odlewkę. To jest ten zapach? No jak dla mnie nie ma w nim niczego szczególnego, niczego zjawiskowego. Spodziewałam się ciekawej interpretacji wanilii, słodkiej, ale pasującego do POISON... A tu mamy tylko Girl.
To nastolatka na pierwszej randce - psiknięta waniliowymi perfumami, w słodkiej, różowej sukienusi, ma pomalowane rzęsy, używa bezbarwnego błyszczyka, bo więcej nie przystoi, bo mama nie pozwala. Na randce będzie trzymała się z chłopakiem za ręce, a jeśli będzie miły - to pozwoli odprowadzić się do domu, może nawet pozwoli na buziaka. W policzek.

Marietta

Poison Girl to piękne, słodkie perfumy.

Bardzo się cieszę, że jest tak duży wybór w truciznach.
Ta różnorodność pozwala na dobranie idealnego, najbardziej odpowiadającego zapachu. Każda z nas jest przecież inna i ma inne upodobania zapachowe.
Poison podstawowe jest dość specyficzne i nie każdemu
tego typu perfumy odpowiadają. Są już kultowe i bardzo znane. Każda by chciała je mieć a nie koniecznie te właśnie by odpowiadały. Więc takie rozwiązanie jest idealne.

Poison Girl jak sama nazwa wskazuje jest skierowane do młodszej grupy, jednak i starszym tez się podoba :)

Jest to nowocześniejsza,lżejsza,bardziej przystępna w odbiorze wersja. Słodkie, ale nie za mocno. Odrobinę świeższe, bynajmniej nie świeże w typowym tego słowa znaczeniu. Pudrowości nie wyczuwam.

Bogactwo składników, ciekawie dobranych i skomponowanych, tak aby efekt był doskonały.

Pierwsze akordy to cytryna i pomarańcza. Kolej na kwiaty i tu głównie róża i kwiat pomarańczy.
Migdał dodaje jakże ciekawego akcentu. Słodyczy nadaje wanilia. Jest wyczuwane drzewo sandałowe i fasolka tonka.

Udana kompozycja. Zdecydowanie kobiece. Z pewną dozą elegancji i blasku. Robią wrażenie to pewne.

Jeśli chodzi o trwałość to bardzo dobra jak przystało na Diora.

Lady_Daisy

Słodki, ale nie w sposób infantylny ani nachalny. Urokliwa migdałowo-waniliowa wariacja. Bardzo przyjemny, ale nazwa "girl" moim zdaniem złudna, bo nie jest to typowo dziewczęcy zapach. Owszem, nie przypomina swoich innych sióstr trucizn, ale jest naprawdę kobiecy. Fajny ocieplacz na jesień i zimę. Super trwałość i projekcja - jak to u Diora.

amanda

Do Poison Girl przyciągnęły mnie migdały,które obok wanilii kocham w perfumach.
Tak,oczywiście Poison Girl nie uniknął porównywania do swej szlachetnej rodziny i został już zlinczowany zanim porządnie stanął na półkach w blasku świateł.

Uważam,że tak jak każdemu człowiekowi powinno dać się wypowiedzieć (byle z sensem) ,to samo odnoszę do perfum - niech zapachną.

Moje odczucia są mieszane..nie znalazłam konkretnie zapachu migdałów czy wanilii czy czegokolwiek co w połączeniu z tak moimi ulubionymi kilkoma nutami,które tu występują powinny dać pyszną mieszankę godną grona orientalno waniliowego.

Tu jest tak jakby za płasko,nie ma tego ognia i ciepła.
Siedzą mi na skórze Tresor Nuit Caresse i Manifesto,które ogniście wżerają mi się w skórę swym orientalno waniliowym charakterem pomimo iż Careese ma świeżość.
W Girl zabrakło żaru i namiętności,ona sobie kpi ze swojej kategorii.
Zapach jest zbyt przeźroczysty za słaby,taki sobie powoli tlący a to edp.
Możliwe,że jeszcze dam mu kiedyś szansę,może zapachną inaczej,czymś mnie przyciągną, teraz flaszkę puszczam dalej.

cudmiódmalina

Piękny zapach! W swoich zbiorach posiadałam już klasyka, HP i Pure Poison i wszystkie znalazły nową właścicielkę-nie były to "moje" zapachy choć używałam męcząc siebie i otoczenie ( tu w szczególności na myśli ma klasyka ). Do Poison Girl długo nie mogłam podejść zrażona wcześniejszymi doświadczeniami z rodziną Trucizn. Jednak zaryzykowałam. Najpierw próbka, później kolejna aż w końcu mam swoją seteczkę :) . Są piękne! Cudowny migdał , który wg mojego nosa wiedzie prym, później wanilia, tonka i delikatnie wyczuwam różę . Więcej mój nos nie wyczuwa ale to nie problem. W przeciwieństwie to swoich kuzynów, których wg mnie stworzono dla dojrzałych kobiet ten zapach jest przeznaczony dla tych młodszych. I bardzo fajnie ,że Dior stworzył nowoczesną Truciznę. Trwałość bardzo dobra, projekcja bez zarzutu! Polecam!

mylengrave

Słodka wanilia

No, z Poisonów ten podoba mi się najbardziej. Jest najdelikatniejszy, najbardziej kobiecy (dziewczęcy?), najsubtelniejszy, niedrażniący, jakiś taki eteryczny, lekki. Moje nowe cudo, kocham wanilię, kocham słodkie zapachy, a więc właśnie znalazłam swój ideał. To, że dodatkowo przypadkowo mnie odmłodził - nie mam nic przeciwko.

Bardzo zmysłowy, uwodzący, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że to ten z serii tych mdłych, a więc jeśli ktoś w naszym otoczeniu jest wrażliwy na zapachy, możemy stać się dla niego Trucizną, dosłownie.

Kiedyś były takie herbatki waniliowo-truskawkowe, bodajże herbatki młodości, one smakowały tak, jak pachną te perfumy. Beztrosko, infantylnie trochę, nie jestem pewna, czy te perfumy nadają się do pracy, nie jestem pewna też, czy nadają się na imprezę, bo osoby obok nas mogą czuć się mało komfortowo, na randkę - nie wiadomo, a co jeśli absztyfikant nie lubi słodyczy?

Czuję przede wszystkim wanilię, otuloną truskawkami i malinami. W tle, dopiero po jakimś czasie robi się oleiście - róża, pomarańcza, fasola Tonka, migdał. Mniam, mniam, jakby powstał taki deser, umarłabym na cholesterol.

czarownica jaga

Postanowiłam i ja napisać recenzję tych perfum. W zaciszu domowym mówię na nie "mały, ale wariat". Już tłumaczę dlaczego :). Gdy postanowiłam je zakupić jakiś czas temu stać mnie było na jedynie najmniejszą pojemność czyli 30ml, w moim zbiorze większość perfum ma pojemności 100ml, więc taka 30stka wydaje sie mikrusikiem w porównaniu, za to po użyciu wychodzi z nich ten "wariat", starczy jeden psik a mam za sobą ogon na 10 metrów. Naprawdę projekcja i wydajność oraz trwałość są bardzo, bardzo dobre, jak nie celujące. Zapach wcale nie wtórny, moim zdaniem jest owszem słodki, ale to nie znaczy że przypomina mi tzw. obecne hity. Jest bardzo uwodzicielski, wanilia i migdał wiodą prym. Przy użyciu większej ilości może przydusić noszącą osobę, otacza ciepłą chmurą. Często jak mam ochotę na słodycze a nie chcę zjadać cukierka psikam się i już mi jest lepiej. Nie mogę używać ich codziennie, bo mnie zasładzają na amen. Tak raz na jakiś czas i jest ok, dlatego flaszeczka 30ml pewnie starczy mi na długi czas.

cukiercukier

Uwielbiam ten zapach! W zeszłym roku nie byłam do niego przekonana, pryskałam się w perfumerii - nie czułam tej magii. Dostałam próbkę do przetestowania w domu - to jest mój zapach! Mega zmysłowy, seksowny, kobiecy. Nie powala owocową słodyczą, a nutami orientalnymi i różą. Perfumy bardzo długo utrzymują się na skórze. Baza jest wspaniała - tylko duet wanilii i fasoli tonki.

Iris1911

Ciasteczka maślane! To właśnie czuję, pachnąc Poison Girl. Podobny do ukochanej Cinema YSL. Zapach ciepły, delikatny, taki przytulny. Migdały, wanilia, mleko. Cudowny.

aniuch

Jak dla mnie rewelacja, absolutnie nie sugerujcie się negatywnymi recenzjami superfanek serii Poison. Te perfumy są po prostu inne, na pewno "lżejsze" i łatwiejsze w odbiorze niż klasyczne Poison. Wiadomo, co kto lubi, dla mnie klasyk jest targetowany na dojrzałe kobiety (50+), więc na pewno bym go nie nosiła. Poison girl na mnie wcale nie pachną landrynkowo i tandetnie w stylu Britney Spears, ale rzecz jasna to też kwestia indywidualna i należy przetestować na sobie. Wg mnie mega ciekawe perfumy, zapach ewoluuje w czasie noszenia, na pewno nie jest nudny. Początek- dużo się dzieje, dla mnie najbardziej wyczuwalna jest pomarańcza i róża, zdecydowanie jest pazur. Po 1-2h stają się zdecydowanie bardziej balsamiczne, pudrowe, migdałowe i ten stan utrzymuje się przez większość czasu. Pod koniec dnia zapach jest płaski, słodki, ale nadal przyjemny. Trwałość rewelacyjna!!! Jedne z najbardziej trwałych perfum jakie mam, zdecydowanie Dior wygrywa tutaj z YSL czy Guerlain. Projekcja też całkiem przyzwoita. Powiedziałabym, że perfumy raczej na wieczór, chyba że ktoś (tak jak ja) preferuje intensywne zapachy na dzień. Podsumowując GODNE POLECENIA!Jedyne do czego można się przyczepić to nazwa - jest okropna, Dior powinien wywalić marketingowca odpowiedzialnego za tę nazwę i reklamę. Flakon też pozostawia wiele do życzenia, wygląda dość tandetnie.

Agne.tt

Ja nie wiem czy mam coś z węchem, czy cała krytyka jest zupełnie bezpodstawna i jedynie "dla zasady"... Absolutnie nie czuję żadnego podobieństwa do LVEB bądź Black Opium... Uważam, że to ciekawy, dość oryginalny zapach, wyczuwalne migdały. Owszem, nazwa jest głupia("girl"), ale to jedyna rzecz która mi w tych perfumach nie pasuje. Dla tych którzy nie znają, polecam wypróbować, za żadne skarby nie sugerować się tymi durnymi opiniami.

Aleksxs

Fryzjerka moja używa te perfumy i u niej mi się spodobały. Poszłam do perfumerii. Powąchałam? Hmm ciekawy wprawdzie słodki ale spróbuję. Kilka razy chyba wracałam do perfumerii, kilka dni spryskiwałam się nim i ostatecznie powiedziałam nie dość. Nie chcę być różową landrynką. Na moim ciele Poison Girl to sama słodycz, cały czas ten zapach jest denerwująco słodki, waniliowy, migdałowy, strasznie jakby słodko marcepanowy. Dopiero pod koniec staje się balsamiczny ale wciąż przesłodki. Od samego początku do końca czuć tam mocno: wanilię, migdały, różę. Gorzka pomarańcza, cytryna pewnie miały przełamać słodycz Poison girl ale jej prawie nie ma , przynajmniej ja jej nie czuję. Także i drzewo sandałowe jest prawie niewyczuwalne. Fakt jest taki, że brak w nich ciekawej bazy, która by przełamała tą słodycz. Dla mnie Poison Girl to taka Lolitka. Zapach mało elegancki, z pewnością dla młodych dziewcząt: ubranych w jaskrawe kolory i lubiące gumę do żucia-słodką :) Taka Czarna owca serii Poison. Zdecydowanie starsze wersję mają w sobie: klasę, elegancję, są seksowne. A tu wyszło przesłodkie dziewczę.
Co do trwałości to tak 5-6 h więc nie jest najgorzej ale zapach trzyma się blisko skóry

Marimeko

Wreszcie jakiś nie babciowaty Dior ! Jejku,jak mnie cieszy że znalazłam wreszcie śliczną perełkę :) Wąchając inne zapachy Diora czuję dojrzałą kobietę,w tym wreszcie czuję się dobrze,choć przyznać trzeba,że zapach jakiś odkrywczy nie jest :) Ot wanilia,troszkę migdałów,ale jednocześnie tak przyjemny,otulający i ciepły,że nawąchać się go nie mogę :) Nie jest może zupełnie "girl",bo dziewczynka kojarzy mi się z landrynką,a tutaj jest już bardziej dojrzała,ale nie babcina wanilia. Mnie się podoba!

Rozterka

Doceniam ale nie mogę nosić klasycznej Poison a tym bardziej Esprit Poison bo miód mnie zabija ,kochałabym piękne Poeme gdyby miodu było w nim mniej, nie mogę tez nosić Hypnotic Poison bo na mnie to tylko pylista chmura suchej duszącej wanilii. Nieoczekiwanie Poison Girl wybrzmiała na mnie pięknie, żaden ulepek , owszem słodka, migdałowa chmura na bazie miękkiego, ciepłego drzewa sandałowego z dyskretną projekcją róży i heliotropu , całość złamana cytrusową nutą.
W przeciwieństwie do LVEB , które na mnie są landryną słodycz Poison Girl jest umiarkowana . Dodam, że moja skora zazwyczaj wyostrza zapachy .
Trwałość obłędna.
Już napisałam do Świętego Mikołaja o seteczkę :)

KrólowaElf

Uwielbiam ten zapach. Aktualnie jest na mojej liście do zdobycia najlepiej pełnowymiarowej flaszki.
Kocham Hypnotic ale ten vintage, który miałam w 2000 roku, i strasznie ubolewam nad jego reformulacja a tu ... proszę, Dior zaserwował nam znowu migdałowe szaleństwo.
Na początku jest słodko co lubię, róża przegryziona gorzka pomarancza, a potem migdały migdały i jeszcze raz migdały, które wielbię! Chce i będę mieć na pewno, zanim znowu cos w tej perełce zmienia.
Minus: nazwa Dziewczyna nie pasuje do zapachu, zdecydowanie dla kobiet 25+
Projekcja i trwałość super jak na dom Dior przystało, piękna kreacja!

Monolithe

Nie jest to skomplikowany zapach, ale pasuje do dzisiejszych czasów i bardzo przyjemnie się go nosi. Rozumiem, że przy Opium i Poison Panie oczekiwały czegoś co będzie kontynuacją klasyków. Poisonowska wanilia pozostała. Moja koleżanka zakochana w HP i nosząca go od lat również pochwaliła ,,Dziewczyne'', więc chyba nie jest, aż taką czarną owcą w rodzinie Poisonów. ,,Nie-psychofankom'' (;)) perfum, a zwykłym śmiertelniczkom, też się podoba, więc może właśnie o to chodziło. Trwałość całodniowa i b.dobra projekcja, przypominają, że jest to wysoka półka. Otoczenie czuje róże i migdały, ja wanilie i migdały bardzo przyjemny nawet przy wysokich temperaturach (dla mnie, ale ja lubie też Angela przy 30 stopniach ;) ) Lubie i będę nosić! Może nie mam nosa wyszukanego, ale dobrze mi z Girl

chjena

Mam powoli alergię na słodziaki wypuszczane w ciągu ostatnich kilku lat: LVEB nie cierpię, od Black Opium mnie mdli, Flowerbomb niby doceniam, ale nosić nie potrafię, a tu jeszcze Dior prezentuje nam słodki flanker Trucizny. Przyznaję się bez bicia, od początku byłam nastawiona wybitnie negatywnie, a w gruncie rzeczy bardzo źle nie jest, choć zakupu w żadnej mierze nie planuję i ponad pojedyncze testy zaprzyjaźniać się z Poison Girl nie zamierzam.

Landrynkowe, ale w dobrym guście i nie sztuczne otwarcie kryje w sobie miks wanilii, tonki i róży. Obecność gorzkiej pomarańczy jest tutaj tym, co sprawia że zapach jest noszalny, a cukier nie chrzęści nam między zębami. Jeszcze utarte na marcepanową miazgę migdały przykrywają całość puchatą kołderką... i to by było w zasadzie na tyle, jeśli o nutach mowa.

W mojej opinii to perfumy z rodzaju obiektywnie ładnych i zwracających uwagę (zwłaszcza przy potężnej trwałości i projekcji), choć nosić je zapewne będzie głównie wąska grupa docelowa, to jest jak sama nazwa wskazuje - girls. Mogłabym wręcz rzec, że Poison Girl rozczarował mnie tym, jaki jest miły, kochany i przyjemny bo już szykowałam pazury, co by powyzłośliwiać się w recenzji, wylać wiadro pomyj... a tu psikus. ;)

sugarfairy

Naturalnym jest, że wiele recenzji Poison Girl odnosi się do poprzednich wersji trucizny. Ja na szczęście/nieszczęście (niewłaściwe skreślić) nie zapałałam miłością do żadnej z nich. O dziwo nawet do Hypnotic Poison, która - zdawałoby się - ma tyle ukochanych przeze mnie nut. Coś po prostu dyskwalifikowało HP w moich oczach (albo raczej nosie) i obstawiam, że to kminek albo tuberoza. Tak więc Poison Girl było moją kolejną szansą na zaprzyjaźnienie się z serią.
Nazwa? Średnio zachęcająca. Rozumiem, że miała być to "delikatna" sugestia, że to zapach kierowany do młodszych kobiet, lub po prostu młodzieńczy i "łatwiejszy" w odbiorze, ale jakoś zupełnie nie pasuje mi do całej "magicznej" reszty. No bo mamy Truciznę, Czystą Truciznę, Hipnotyczną Truciznę et caetera, a tu nagle wyskakują nam z Dziewczyńską Trucizną (bo lepsze tłumaczenie nie przychodzi mi do głowy). No ale nie raz gorsze nazwy pachniały bardzo ładnie (najlepszym przykładem niech będzie Fantasy Naughty Remix od Britney...).
Zbierałam się z zamówieniem próbki od jakiegoś czasu, kiedy pewnego dnia dostałam telefon, czy chcę coś w prezencie z wolnocłowej. Jak dają to biorę, tylko co? W myśli przeczesałam półki lotniskowych drogerii - co ja mogłam stamtąd chcieć? Miałam 5 minut na decyzję i nie wymyśliłam nic lepszego, niż właśnie Poison Girl.
Okazało się, że to jak dotąd najlepszy prezent w ciemno.
Jest piękna, kremowa wanilia; jest słodycz migdałów; jest kobieca, nieco pudrowa woń róży... Przez chwilę miałam wrażenia, że ja to skądś znam. Bo Girl pachnie dla mnie w pewnym sensie "wszystkim i niczym". Niby każdy zna kilka zapachów opartych na podobnej piramidzie nut, ale jednak nie potrafię wskazać dokładnie jej siostry bliźniaczki. Jest tu na pewno echo Hypnotic Poison, może nawet nie bez powodu Girl ma kolor rozwodnionej czerwieni.
Czy to Trucizna? Może troszkę. Tak mogłaby pachnieć Lolita od Nabokova. Niby słodka, niewinna, ale jednak potrafi zwieść na manowce. Olfaktorycznie raczej nikogo nią nie otrujemy, czy też raczej odurzymy. Dla wielu osób to jej największa wada, ale osoby, które jak dotąd nie znalazły swojej wersji Poison, mogą być zadowolone.

my.fairy.tales

Poison Girl ... chorowałam na ten zapach, przyznaje, po kilku globalnych testach mi przeszło - na szczęście. W PG czuje tylko migdaly i nic ponadto, bardzo podobne zresztą jak w którejś Hypnotic Poison. HP juz mam wiec klon mi niepotrzebny. Na plus projekcja i trwałość.

Malutka100

Chyba jeszcze nie czytałam tak wielu negatywnych recenzji żadnego zapachu jak właśnie Poison Girl Diora. Zewsząd atakują głosy, że zapach jest marny, kiepski, tandetny ,nie dorasta do pięt innym truciznom Diora, i inne tego typu epitety…;-)

Niemniej jednak, bo kilkunastu testach doszłam do wniosku, że zapach jest „mój” i nic tego nie zmieni.
Od razu przyznaję, że nie miałam okazji testować innych trucizn z rodziny Diora, także w mojej recenzji nie będzie do nich nawiązania. Z jednej strony może i nie mam porównania, ale dzięki temu oceniam Poison Girl bez żadnych uprzedzeń, wielkich nadziei czy już sprecyzowanych oczekiwań.

Zapach jest rzeczywiście słodki, ale moim zdaniem na pewno nie ulepkowaty. Nie odważyłabym się również na stwierdzenie, że niczym nie różni się od dzieł celebrytek, w których dominuje jedynie płaska słodycz. Na mojej skórze zapach ewoluuje, pięknie się rozwija. Wyczuwam gorycz pomarańczy, ale jest ona przykryta puchatą chmurką waniliowo-migdałowej słodyczy. Połączenie samo w sobie bardzo udane, bo dzięki temu zapach nie męczy jednostajną słodyczą.

Poison Girl to dla mnie zapach kobiecy, pudrowy.
Zapach jest bardzo trwały i wyczuwalny przez otoczenie.

Poison Girl poprawia mi nastrój, sprawia, że czuję się pewnie i bardzo kobieco. Taka „trucizna” mi wystarcza :-)

xmagx

Pierwsze wrażenie Poison Girl było niesamowite , przyjemny ciepły i lekko ostry zapach.Niestety szybko ulotniły się te przyjemności , nadeszły inne.Słodki deser od którego wręcz zgrzytają zęby , cięzki , przytłaczający aromat bitej śmietany i migdałów.Uczucie jakby wpadło się nadgarstkiem do deseru z wielką iloscią kremu , bitej smietany czy też innej bardzo słodkiej mazi.Jest to dość cięzki zapach , dla wilbicieli "jadalnych" zapachów , ja odmawiam tej ilości słodyczy , która dominuje powietrze dookoła mnie , mimo że słodycze batdzo lubię.

elektrokot

Miałam odlewkę tych perfum, 10 mililitrów. Zużyłam ją całą, ale nie potrafię przywołać w pamięci tego zapachu. Gdy go używałam, wiele osób pytało o to, czym pachnę. Czyli ogółowi bardzo się podoba, lecz ja nie zdecyduję się na flakon. Tylko słodycz... Wiem, że było słodko. Mam dużo cudownych słodziaków. To jest substytut.

kpnz

Poison Girl to słodziak skrojony na współczesne trendy. Trochę przypomina Opium Black, trochę wypusty Mugler'a spod szyldu Angel, a najmniej w nim Poison. Chociaż każda trucizna jest inna i w swoim rodzaju. Na początku czuć wyraźnie sok z czerwonych owoców i tonę słodyczy. Gdy się uleży na skórze wyraźnie zaczynają dominować migdały na ciepłej drzewnej bazie. Jest w nim coś intrygującego. Ma podobny wabik do tego w Lolicie Lempickiej, ale tu jest oczywiście więcej szlachetnych nutek.

violaa92

Jestem "za"! Poison Girl jest wszystkim tym czym już nie jest Hypnotic Poison wykastrowany z trwałości i ogoniastości. Poison Girl jest budyniowy, puchaty, na mnie bardzo słodki zaś ostatnia wersja HP bardzo gorzko-migdałowa. W tym momencie PG przebija nowe HP wszystkim oj wszystkim... Trwałość Girl jest bardzo duża! Szaleństwo, wszędzie czuć tą truciznę! Pokój, włosy, ubrania. Różowy flakon trochę tandetny, ale zapach na prawdę warty przetestowania dla wielbicieli słodkości (dużych słodkości) inni mogą sobie odpuścić.

Sylwia74

I mnie również tak jak addicted91 Poison Girl przypadł do gustu. Pomimo niepochlebnych opinii, których się naczytałam zakupiłam w ciemno miniaturkę, jak na perfumoholiczkę przystało :) Spodziewałam się totalnej tandety ale skoro mam wszystkie trucizny to i Poison Girl stał się pozycją obowiązkową w mojej garderobie choćby tylko w postaci miniaturki. Zapach jest śliczny, słodki, przyjemny dla nosa, nowoczesny. Zgadzam się, że ma w sobie coś z Black Opium YSL. Otwarcie lekko gorzkie (gorzka pomarańcza) potem robi się słodko (wanilia, migdał) i podobnie do Hypnotic. Trwałość bardzo dobra. Oczywiście, że miłością darzę Hypnotic Poison, uwielbiam Midnight Poison a wprost przepadam za Pure Poison bo to dopiero są prawdziwe trucizny ale z przyjemnością czasami ponoszę Poison Girl. Poison Girl to takie figlarne odświeżenie kolekcji trucizn Diora. To doskonała propozycja dla młodych kobiet, które chciałyby a nie są w stanie udźwignąć klasycznego Poison. Dla nich właśnie dedykowany jest Poison Girl.

addicted91

Ach tam, gadacie jak potłuczone. Moze ktoś chce posłuchać sobie Taylor Swift, a nie ciągle muzyka klasyczna albo stary rock? Denerwuje mnie to, że całkiem przyjemny zapach, jest określany jako niewypał tylko dlatego, że jest słodki i nie wali dymem z daleka ;)) czy to co popularne i wpisujące się w aktualne kanony od razu musi być złe? Niekoniecznie. Zalecam poszerzenie perfumiarskich horyzonów moje drogie panie :) spójrzmy globalnie - może się nie podobać, jak każdy inny zapach, ale żeby od razu tak Diora sponiewierać? Mi teraz pachnie Poison Girl z nadgarstka i z papierka - może nie urywa żadnej części ciała, ale jest przyjemny, trwały, słodko gorzki, odrobinę owocowy. Wiosenny, wcale nie ciężki. Po kilku godzinach wyraźnie czuję nutę migdałową i wiem, że to siostrzyczka Hypnotic Poison. Po dwóch próbach wiem - zakupię, przetestuję gorliwiej i wtedy będę miała pewność czy aby reklama z fajką nie odcisnęła fatalnego piętna na tym całkiem przyjemnym zapachu. Pozdrawiam :)

fortissimo1603

Tak, to jest zapach na miarę naszych czasów. Zbuntowany, jak dziewczyna która pali papierosy za szkołą, a w domu jest przykładną córką.
Tak, to zapach stworzony z myślą o tym, żeby stać się bestsellerem, bo Dior pozazdrościł marketingowego sukcesu Lancome.
Tak, te perfumy to nieślubne dziecko w rodzinie Poison, bo są łatwe i nie niosą za sobą żadnej historii.
Tak, to kolejna słodka bomba wpisująca się w obecną modę.
W otwarciu nie czuję ulepnych cytrusów, o których ktoś kiedyś wspomniał, a marcepan w czekoladzie. I to jedyny moment, który mi się podoba. Reszta jest sztampową nudą. Wanilia, tonka, landrynkowa róża, a to wszystko dosłodzone toną cukru. Ile razy to już było?
Jedynymi zaletami tych perfum jest trwałość i względna naturalność składników, bo nie czuć w nich zbyt wielu sztucznych i zakurzonych elementów.
Pomimo tych wszystkich taków nie będę wieszać psów na Diorze. Bo takie mamy czasy, że najważniejsze są pieniądze, za którymi idą chwytliwe i proste zapachy. Pozostało tylko mieć nadzieję, że to wszystko się jeszcze kiedyś odwróci.
Nie jestem zwolenniczką myślenia, że zawsze mogło być gorzej, ale w tym przypadku nie jest to znowu takie złe myślenie. Bo lepiej, żeby sprzedażowym bestsellerem został Poison Girl, który jest „jakiś” aniżeli np. kompletnie bezpłciowe L’Eau Jolie od Lempickiej.
Moim zdaniem trochę niesłusznie sponiewierano ten zapach. Bo swoje zadanie pewnie spełni. Przyciągnie młodszą klientelę, która być może zostanie na dłużej. A obycia nabiera się z czasem i kiedy młodsza klientela będzie miała już dosyć dziecięcych łakoci sięgnie po bardziej wyrafinowane trucizny. Czy to tylko ja mam takie wydumane nadzieje?

Adrianna

Zgodnie z nazwą perfum- zapach dla młodej dziewczyny. Otwarcie mocno kwiatowe. W składzie wymieniona tylko róża, która jest dusząca i nie bardzo mi sie podoba. Na szczęście po jakimś czasie dochodzimy do sedna,w którym wyczuwamy wanioliowo-kremową bazę ,a róża pobrzmiewa gdzieś w tle,powodując że nie jest tylko słodko czy mdło. Zapach mocno poprawny. Nic w nim odkrywczego,kuszącego czy sensualnego. Takie moje odczucia, ale może tylko dlatego ,że dziewczynką to ja już nie jestem :o)
Wanilie kocham, kwiat gorzkiej uwielbiam, róże cenię, jednak to połączenie w tych perfumach mocno mnie rozczarowało :o( po marce DIOR oczekiwałabym czegoś wyjątkowego. Przy najmniej tak wyjątowego jak cena, którą trzeba ją zapłacić.
Na testach kończy sie moja przygoda z zapachem POISON GIRL. Shame .

Szarada

Poison Girl, najnowszy dodatek do kultowej kolekcji Diora, już od krzykliwego zaznaczenia swojej bytności na rynku nie wzbudził mojej sympatii. W celu podkręcenia zainteresowania zaserwowano nam „kontrowersyjną” reklamę, gdzie na zdjęciu wydrzasta pannica o pustym (czy raczej zaćpanym) spojrzeniu trzymała tlącego się papierosa. Bunt jak cholera... chyba niedzielny i za pieniądze rodziców. Naturalnie zdjęcie było z góry skazane na wycofanie, bo budziło antypatię (kto by znowu chciał cuchnąć fajkami po bytności w knajpie, no kto?), ale szumu narobiło, jak należy. Słupki sprzedaży na pewno poszły w górę w momencie fizycznego pojawienia się zapachu na półkach i o to chodziło!

Zrażona przez ordynarną i sztampową reklamę, ale nie na tyle, żeby nie poznać nowego wypustu Diora, poszłam do perfumerii odrobić lekcje. Z obowiązku, no bo jak entuzjasta perfumowy może nie znać takiej nowości? Jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam. Z początku uderza nas, jak obuchem siekiery, przeraźliwa i oblepiająca słodycz, która sprawia, że mamy wrażenie bycia wrzuconym do olbrzymiej kadzi z roztopionymi czerwonymi landrynami. Nie widzę specjalnego podobieństwa do Black Opium, tak często przywoływanego na forach. Nie moi drodzy, Poison Girl nie pachnie jak Black Opium, ani też nie pachnie jak Angel , czy LVEB tylko dlatego, że dostajemy próchnicy od tej słodyczy. Mnie ta „Dziewczyna-Trucizna” przypomina bardziej wypusty Justina Biebera (Someday, Girlfriend). Jednak Dziewczyna może się poszczycić jedną rzeczą, której często nie posiadają celebryckie zapachy – jest trwała. Czy ma dobrą projekcję? Przytoczę taką oto historię. Zostałam obdarowana próbkami Poison Girl w aż dwóch perfumeriach i któregoś dnia zdecydowałam się na globalne użycie, do pracy. Stoję ja sobie robiąc śniadanie, a tu koleżanka mnie zagaduje: ale ładnie pachnie. Zastygam w napięciu. Czyżby to ta Girl okazała się jednak nieoczekiwanym zbieraczem koplementów? Pytam więc, czym pachnie? A koleżanka: pomidorami. Tutaj jestem winna wyjaśnienie. Nie, Girl nie pachnie pomidorami, po prostu właśnie byłam w trakcie ich krojenia. Mamy jednak odpowiedź na to, czy ma dobrą projekcję i czy przyciąga uwagę otoczenia ;)

Po kilku godzinach od aplikacji landryny pozostawiają na mojej skórze tylko odległe tchnienie i pojawia się jakiś „alienowaty” akord. Zaglądam do spisu nut, jaśminu brak, więc winię za ten efekt gorzką pomarańczę.

Do kogo moim zdaniem jest adresowana Poison Girl? Do młodej, dwudziestokilkuletniej pracownicy korporacji outsourcingowej, modnie ubranej w ostatnie ciuchy z sieciówek kopiujące najnowsze trendy. Nasza Girl dobrze zna język angielski, sprawnie posługuje się korporacyjną nowomową, udziela się w firmowych akcjach dobroczynnych, biega w maratonach, podróżuje do Tajlandii, wcina jarmuż, bo aktualnie modny. Gdzieś tam się jej plącze w tym nieco wypranym mózgu myśl, że jest życie poza korpo, są inne sklepy z ubraniami niż Mango, czy H&M, są inne zapachy niż LVEB. Po co jednak wychodzić poza utarte ścieżki, które są bezpieczne i wiadomo gdzie prowadzą? A jednak... na półce stoi Poison Girl, najnowszy dodatek do kultowej kolekcji Diora. Weźmy ją zamiast LVEB, przynajmniej nie będziemy pachnieć jak 50% koleżanek. Do czasu, bo przecież koleżanki myślą dokładnie tak samo.

lili-ya

Eleganckie przyjęcie. Przybyły na nie wszystkie kobiety z tej szanowanej rodziny: matka i jej pięć córek. Najpierw Matka. W ulubionym ciemnym fiolecie, ma przenikliwe spojrzenie i uśmiech Mony Lisy. Kochali się w niej (a wielu wciąż to robi) wszyscy mężczyźni w promieniu 20 kilometrów. To dama w dawnym stylu: elegancka, trochę wyniosła, ale i temperamentna. Za matką wkraczają córki. Najstarsza, Tendre, „dziecko natury”, w ciemnej zieleni, uwielbia przyrodę, kwiaty i zioła, najbardziej naturalna z sióstr. Po niej Hypnotic – ciepła, słodka, ale i niepokojąca w czerwonym welurze, uwodzi mężczyzn młodych i starszych. Następnie Pure. Świetlista blondynka ubrana na biało, zimna, subtelna i wrażliwa. Za nią, w granatach, kroczy Midnight, wyniosła jak matka, chłodna jak Pure, piękna w nieco mroczny sposób. I na końcu ona. Girl. Tak ją nazywają. Młodziutka panna w różowej sukience, za krótkiej i zbyt wydekoltowanej. Na nogach ciężkie buciory. O zgrozo! Pomalowane jaskraworóżową szminką usta skrywają gumę do żucia. Siostry się jej wstydzą (przecież matka zawsze powtarzała swoim córkom, że w tej rodzinie wybacza się prawie wszystko, oprócz braku klasy, a klasy Młodej niestety brakuje), Mama Poison kocha, choć i ona czasami zastanawia się, w kogo wdała się jej najmłodsza latorośl. Matka wie, że dekolt, guma w ustach i ciężkie buty to tylko wyraz młodzieńczego buntu, w gruncie rzeczy Girl to jej słodka, dobrze ułożona mała córeczka. Nie przypomina ani matki, ani sióstr. Jej uroda jest banalna, pospolita, trudno zwrócić na nią uwagę w tłumie, stąd ten niepasujący do okazji ubiór i buntownicza poza.

Girl to taka czarna (różowa?!) owca w rodzinie Poison. Każdy z pozostałych zapachów z tej rodzinki ma klasę, głębię, ciut mroku (wszak to Trucizny), w chwili wypuszczenia na rynek był jakimś wyznacznikiem nowego stylu. Girl powiela sprawdzone schematy, kapie od słodyczy – przecież to się najlepiej sprzedaje! Zaczyna się słodyczą owocowych landrynek o nieokreślonym smaku, później pojawia się słodycz innego typu: gęsta, mleczno-karmelowa, do złudzenia przypominająca tę z Want marki DSQUARED². Liczyłam przynajmniej na konfiturową róże, ale nie znalazłam jej. Zapach jest całkiem przyjemny, ale czy to jest Trucizna? Cukier – Trucizna naszych czasów. Więc może: „Jakie czasy, taka Trucizna”, ale - tak czy siak – nowy wypust Diora w kolorze rozwodnionego kompotu i o zapachu dziecięcych smakołyków pozostawia niesmak.

zuras1985

Tak to już niestety coraz częściej bywa, że nowe perfumy z danej serii są często rozpatrywane pod katem poprzednich. Tak jest i w tym przypadku. Nowa trucizna Diora jest od samego początku skreślana bo zapach oceniany jest przez pryzmat np. Hipnotic. Widać że portal Fragrantica zrzesza coraz więcej znawców i koneserów sztuki perfumeryjnej... A trzeba powiedzieć sobie szczerze - Dior to nie jest żadna nisza ani wyżyny perfumiarstwa i jak praktycznie każda marka nastawia się na zyski ze sprzedaży. Jeśli ktoś chce poczuć naprawdę coś niepowtarzalnego trzeba szukać tego w niszy. Na pewno nowa odsłona trucizny takie zyski przyniesie. Niesłusznie i niesprawiedliwie źle oceniany nowy zapach w niczym nie przeszkadza poprzednim i jak sama nazwa wskazuje jest tak naprawdę skłonem w stronę młodszych kobiet. Jest słodki, otulający i zmysłowy i na pewno znajdzie wiele miłośniczek. Perfumy są skonstruowane bardzo dobrze. Mają przyzwoitą trwałość i projekcję. Wśród dobrze wyczuwalnych nut są tonka, migdał, wanilia - trio coraz powszechniej spotykane w wielu nowych perfumach. Ale nie oznacza to że są wtórne. Mają wspólny mianownik z wieloma innymi zapachami ale są INNE.

lamaglama

Proszę państwa, co to jest za zapach... To jest zapach na miarę naszych czasów i możliwości!
Byłam ciekawa, jak też może pachnieć ta nowa, dziewczyńska wersja Poison, chociaż połączenie róż, wanilii, migdałów i pomarańczki sugerowało, że jej trujące działanie będzie raczej przypominać konsekwencje pożarcia nadmiaru tortu u cioci na imieninach, a nie podróż w jakieś mroczne odmęty kobiecości.
Dziś dopadłam w miejscowym Douglasie.
Pamiętacie krem sułtański z „Dziewczyn do wzięcia”? Poczułam się, jak te bidule. „O Jezu, ja nie zjem dwóch porcji, ja nie lubię kremu!”. Po pierwszym niuchu skacze poziom cukru, insulina szaleje, a my dostajemy na dodatek w twarz wanilią, jakby tej słodyczy było mało. Bo cukier jest dobry i się sprzedaje, jest wszędzie, to dorzućmy jeszcze szufelkę, dobrego nigdy dość… Kiedy przebijemy się już przez tę hałdę cukru, gdzieś tam w tle zamajaczy róża, ale nie świeża, ogrodowa, pachnąca o poranku. Róża jak z tureckiego rachatłukum, ulep niemiłosierny. W końcu zostaje waniliowa wata cukrowa, skropiona wodą z kwiatu pomarańczy, zawroty głowy, mdłości i już dość, proszę, o mamo!
Zapach rzeczywiście trochę przypomina Black Opium, pewnie będzie się sprzedawał, bo idealnie trafi w gust tych wszystkich „niezależnych wizjonerek i buntowniczek, żyjących według własnych zasad” kreowanych przez zblazowanych speców od marketingu.
Ale taka to ta buntowniczka. Zapali papierosa pod klubem, bo lubi żyć na krawędzi. Ale potem szybko pobiegnie do domu, żeby jutro broń Boże nie spóźnić się na zajęcia. A rano grzecznie powie sąsiadce dzień dobry.
Gdyby ten zapach powstał ot tak sobie, nie wzbudziłby pewnie żadnych kontrowersji. Ale kiedy staje obok poprzedniczek – ciemnej, seksownej ponad miarę Poison (tak musiała pachnieć Apollonia w „Purple Rain”!), duszącej i nie dającej o sobie zapomnieć Hypnotic, lodowatej i okrutnej Pure – to wygląda, jak taki puchaty kociak, co to próbuje się prężyć, puszyć i prychać, a ty parskasz śmiechem, bo takie to-to urocze, że tylko wycałować mordkę. Co nie zmienia faktu, że mistrz Dior osiągnął już pewnie w grobie prędkość turbiny.
I tak o. Nie polubimy się. Cieszę się, naprawdę się cieszę, że moje „buntownicze lata” przypadły na ostatnią dekadę XX i początek XXI wieku. Miałam jeszcze szansę poczuć, czym są prawdziwe perfumy, które opowiadają jakąś historię.

ela812

Dzisiaj, przy okazji podróży służbowej, miałam sposobność przetestować tę nową "truciznę" (bo cóż tu robić w pięknym Wrocławiu w tak zimny dzień, gdy do odjazdu pociągu zostało nam nieco ponad godzinkę? nadrabiać zaległości w testowaniu nowości ;-))
Ten zapach nie jest zły (zresztą, co ja tam zwykły "niuchacz pospolity" wiem), ma tylko to nieszczęście, że pochodzi ze słynnej rodziny "trucizn" Diora. I tak, jak przeciętnie uzdolnione dziecko z rodziny genialnych aktorów, "Girl Poison" nie uniknie niestety porównań. Na swoją niekorzyść oczywiście, bo na tle reszty członków swojej rodziny wypada po prostu blado. Nie ma siły, żeby było inaczej, bo takich "przeciętnie uzdolnionych" jest obecnie na rynku perfumeryjnym sporo.
Te perfumy wpisują się w nurt stylu "glamour". Są miłe dla nosa tak, jak ów styl dla oka. Ale podobnie, jak idąc ulicą mam często wrażenie, że w osobach mijanych dziewcząt spotykam armię klonów (różniących się tylko metką na ubraniach), tak i w przypadku GP mogę stwierdzić, że gdzieś już to czułam. Być może, rzeczywiście jest jakieś podobieństwo do czarnego Opium, ale mnie osobiście to ostatnie bardziej przypadło do gustu - więc musiało być choć odrobinę "jakieś".
GP może i zapewne będzie się podobać, ale pozostanie raczej jednym z wielu podobnych.

gardenia

Haha, no to się zaśmiałam głośno obejrzawszy reklamę do Poison Girl by Dior. Bo Poison Girl to kompozycja mięciutka, słodka, przymilna, kwiatowo-pralinkowo-migdałowo-tonkowa, wszystko jest okrąglutkie, miękkie, grzeczne i łagodne, znane i bezpiecznie, takie ready to wear, ubrać to można do szkoły, biura, na spotkanie z kolegą, tym ubranym elegancko, w okularach i z dobrego domu, ale on jeszcze chyba się nie całował, na pierwszą randkę ale tę bez śniadania. Jedno jest jasne: to żadna trucizna, to żaden seks, dziki czy w ogóle jakiś tam numerek, disco? drapieżne spojrzenia? femme fatal i przeciąganie się jak zgłodniała kocica na łóżku w ciemności oświetlonej czerwonawą żarówką? dyszenie i przewalanie się spoconych ciał? A gdzie tam! To ukradowe spojrzenia, kolana spięte razem, grzeczna imprezka w dobrym domu, gdzie wyskokowa jest najwyżej kandyzowana sztucznie czerwona wisienka umaczana w alkoholu i wrzucona do różowej oranżadki Wszystko jest na poziomie, lepsze sfery, lepsza dzielnica, składniki są bowiem dobrej jakości, nie ma tu sztuczności, tandety czy nachalnego narzucania się, jest bez kantów, pazurów, namiętnych spojrzeń czy czegoś dirty, jest dokładnie tak jak buteleczka zapowiada.
Pan Demachy postawił na znane i lubiane, jedyne co, to wziął dobre składniki i tym się może wyróżnia od pozostałych top sellerów z tej samej lawiebebellowoblackopiumowotresornajtowo itd. itp. kategorii.
Na mnie Poison Girl pachnie jak 100 razy łagodniejsza wersja La Vie est Belle, choć ma też w sobie coś z Black Opium, przy czym Poison Girl jest cichsza, bardziej elegancka naprawdę ładna. Podoba mi się, ale jej nie chcę, jest zbyt łagodna ta panienka, zbyt bezpieczna, na tej imprezce w dobrym domu w drogiej dzielnicy z dobrze ubranymi dziewczynami pomalowanymi droższymi błyszczykami brakuje mi tego czegoś, małego szaleństwa, zgrzytu, czegoś, zaczynam ziewać w ukryciu choć doceniam przyjemną atmosferę i ładneurządzenie domu.
Trwałość b. dobra, projekcja średnia.
 
Encyklopedia Perfum

Perfumy: 67762
Recenzje Perfum: 58447
Miłośników perfum: 19123
Czytelników online: 187

Zarejestruj się
Nowe Recenzje Perfum
Next
Define
autor Mikita1985
Montana
Claude Montana
autor Mikita1985
Rihanna
Reb'l Fleur
autor Mikita1985
Avon
Eve Embrace
autor madziula
Oriflame
Lucia
autor karriot
Najnowsze recenzje
Najnowsze komentarze
Parfums de Marly Oriana autor Beata Maria
Dior Sauvage Elixir autor dzefrej5000
Byredo Young Rose autor Beata Maria
Escada Fairy Love autor Beata Maria
Popularne marki i zapachy
Skocz do góry

Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches | Beauty Almanac |

Prawa autorskie © 2006-2021 Fragrantica.pl magazyn o perfumach - Wszelkie prawa zastrzeżone - nie kopiuj zawartości strony bez uzyskania pisemnej zgody. - zapoznaj się z Regulaminem strony i Polityką prywatności.
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]