Dune Dior dla kobiet

Dune Dior dla kobiet

główne akordy
drzewny
ambrowy
balsamiczny
ciepły korzenny
pudrowy
cytrusowy
słodki
białe kwiaty
kwiatowy
aldehydowy

Średnia ocen 3.97 na 5 na podstawie 10,444 ocen

Dune marki Dior to orientalno - drzewne perfumy dla kobiet. Dune został wydany w 1991 roku. Dune stworzyli Jean-Louis Sieuzac, Nejla Barbir i Dominique Ropion. Nutami głowy są Brazylijskie drzewo różane, Aldehydy, Mandarynka, Bergamotka i Piwonia; nutami serca są Lilia, Ylang-ylang, Pszonak, Jaśmin i Róża; nutami bazy są Drzewo sandałowe, Bursztyn, Benzoes, Mech dębowy, Wanilia, Paczula i Piżmo.

Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.

Fragram Zdjęć
Perfumowa Piramida

Nuty głowy

Brazylijskie drzewo różane
Aldehydy
Mandarynka
Bergamotka
Piwonia

Nuty serca

Lilia
Ylang-ylang
Pszonak
Jaśmin
Róża

Nuty bazy

Drzewo sandałowe
Bursztyn
Benzoes
Mech dębowy
Wanilia
Paczula
Piżmo

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Wszystkie recenzje

koza

dla mnie to zapach wczesnej jesieni i dosłownie wspomnień podróży na południe, do madrytu, czy stambułu. rzadko je noszę, czasami z nostalgii, w chłodniejszy letni albo wiosenny dzień lubię się w niego ubrać, sama dla siebie, otula mnie wtedy jak kaszmirowy sweter. perfumy teoretycznie dobre na zimę, w praktyce jednak zapach trudny i ciężki, dziwnie słonawy. niby męczące są te aldehydy, ale coś w nich mnie urzeka. z reguły unikam wanilii w perfumach, bo na mnie robi się nieznośnie kwaśna, jednak tu mi ona nie przeszkadza, widocznie drzewo sandałowe, benzoes i piżmo w bazie wiodą prym. wyczuwam w nich też coś, co przypomina mi omszałe drewno. lubię jak się rozwija, choć w zasadzie pozostaje ciągle taki sam tylko z czasem robi się jakby coraz bardziej "suchy" w odbiorze. nie nazwałabym go słodkim zapachem, jeśli już to słodko-gorzkim. świetnie sprawdza się na ubraniach, w moim przypadku może nawet lepiej niż na skórze. dużo bardziej trwały niż większość moich perfum.

edit: poczytawszy nieco o reformulacjach postanowiłam z ciekawości sprawdzić, którą wersję posiadam i albo moje perfumy pięknie się zestarzały, albo jestem posiadaczką oryginalnego zapachu, bowiem test drogeryjny mocno mnie zaskoczył. niby DNA to samo, wwąchiwanie się w nadgarstek przywołuje te same wspomnienia, jednak w otwarciu nieoczekiwanie uderzyła mnie wręcz miętowa świeżość, która po chwili zmienia się w mieszankę listerine z cynamonową gumą do żucia. zapach jest lżejszy, bardziej na codzień, nadal ciekawy, ale już nie tak ciepły jak kiedyś. brakuje mi tu słonej goryczy, którą tak dobrze znam, która dodaje tym perfumom pazura. nie ma tragedii, ale trwałość i moc słabsza. i jednak ubolewam nad tą zmianą, bo teraz jeszcze bardziej muszę oszczędzać mój ukochany flakonik. jeśli stara wersja wzbudzała melancholię, to teraz jest to melancholia level hard.

zuzka

Kilka lat temu miałam, zużyłam 100 ml plus balsam. Od pierwszego niucha zakochałam się w tym zapachu, potem przyszły inne zakochania, troszkę się uzbierało różnych flakoników... Ale pamiętam o nim i mam na liście życzeń.

Biję się z myślami, bo nie jest tani a zapachów tyle, że życia nie starczy, by wszystkie ponosić... ale ma w sobie to coś, co nie daje o nim zapomnieć.

Ciężko mi pisać o nutach, więc wrażenia: drewniany, ciepły, piękny, nonszalancki, kolonialny, słoneczny, przygodowy, oldschoolowy w dobrym znaczeniu. Nie przepadam za opisywaniem zapachów w formie historyjek czy archetypów osób, bo każdemu w duszy może zagrać co innego, ale tu pokuszę się o taki obrazek, który MNIE w duszy gra: intelektualistka, świadoma kobiecości, ale nie kokietka. Odważna, bezpretensjonalna. Zadziorna. Błyskotliwa. Ciekawska.
Ktoś poniżej napisał, że pasuje do kobiety (nie dziewczyny) władczej - i coś w tym jest. Nie trzeba być heterą, herod babą, nie! Ale nie widzę w nim słodkiej trzpiotki lub kobiety fatalnej, która uwodzi diabolicznym spojrzeniem tudzież czarnymi koronkami.
Styl, który mi się dobrze zgrywa z tym zapachem: miejskie safari, skórzane wygodne buty, płócienne spodnie, lniane koszule i sukienki latem, w chłodne miesiące miękkie swetry z alpaki lub kaszmiru, białe koszule, bawełniane chinosy, zamsz lub sztruks. Prostota i wygoda. A do tego bogata, etniczna biżuteria, turban lub szal z malowanego jedwabiu. Czyli jakość, ale właśnie nonszalancka, troszkę rozchełstana, "zabiegana", nieco znoszona, żeby nie było, że jedyną parę drogich bucików wyciągamy tylko od święta.

Piękny, piękny zapach.
Dune, poczekaj. Wrócę niebawem do ciebie :)

Kozica

W upały zbyt słodkie i nieprzyzwoicie korzenne, zaś jesienią pokazują mi swoją urodę w pełnej krasie. Orientalno - kwiatowe.. Zgadzam się z klasyfikacją, jednak dla mnie to coś więcej! Przedłużenie lata, jego słonecznego ciepła, ciepłego wiatru.. Wspomnienie nagrzanego słońcem nadmorskiego piasku. Przewija się dobrze zmiksowana z nut kwiatów słodka aura z leciuchno kwaśnym aromatem. Drzewno - dymny powiew przeplata się z zapachem jesiennych liści, które mnie otaczają 🍁🍂 Współgra zapach z przyrodą w rudych kolorach. Umila słodyczą. Ogrzewa iskrzącym w słońcu aromatycznym bursztynem. Cudne to 💛 Ja po prostu jestem najzwyczajniej w świecie zauroczona Dune Diora, które kocham miłością jesienną 😉

KatVlad

Uwaga, będzie długo.

Nigdy bym pewnie nie zwróciła uwagi na ten klasyk, gdyby nie fakt, że non stop wyskakiwał mi tu po lewej w gronie perfum, które mogłyby się mi spodobać. Byłam sceptyczna, bo po pierwsze: nie cierpię aldehydów. Wszystkie perfumy aldehydowe, które dotąd wąchałam, kojarzyły mi się ze starszą, pachnącą na kilometr, przesadnie wymalowaną kobietą. Po drugie, eleganckie klimaty to raczej nie moje rewiry. Jednak po przeczytaniu dziesiątek recenzji ciekawość wygrała i zamówiłam odlewkę. Nie sądziłam, że cokolwiek z tego będzie, ale musiałam dowiedzieć się jak pachnie Dune.

Pierwszy psik, jak też podejrzewałam, uwolnił aldehydy wraz z ich starszopaniową konotacją. Od razu pomyślałam też, że na pewno kiedyś już czułam ten zapach. Jednak było tam coś jeszcze, coś co skutecznie zablokowało ometkowanie Dune jako klasyk-którym-pachniała-moja-ciocia... Coś słodkiego, drzewnego, żywicznego, a aldehydy jakby z każdą sekundą ulatniały się. Hmm - pomyślałam. Już po kilku minutach Dune przeciągnął mnie na swoją stronę, choć jeszcze nie byłam pewna, czy kiedykolwiek będę go nosić. Po kwadransie stwierdziłam, że zapach jest naprawdę przyjemny. Po całym dniu spędzonym razem przepadłam. Ja, która rok temu celowała w Aqua Allegorie.

Dune kojarzy mi się miodowo. Moja rodzina miała pasieki i pamiętam z dzieciństwa kanki pełne miodu lipowego. Gdy się je otwierało zapach był aż odurzająco słodki, ale czuć w nim było tę naturalną, trochę żywiczną nutę. Tak samo jest tutaj, niby słodko, ale coś lekko świdruje mi w nosie, przez co zapach jest jednocześnie kremowy i bliskoskórny, ale i przestrzenny i wyrazisty (to pewnie dzięki benzoesowi i aldehydom, któż by pomyślał że zacznę je doceniać). Gdy minie trochę czasu ten zaczepny efekt łagodnieje i wyczuwam głównie jakieś drewno i ylang-ylang. Wszystko to jakby wygrzewało się na słońcu.
Gdy wącham Dune w mojej głowie mimowolnie pojawia się słowo „bogactwo”, w znaczeniu bogactwa składników, wrażeń, ale i luksusu. Po prostu czuć, że to dobre perfumy, na które składa się wiele perfekcyjnie połączonych ze sobą składników. Leżę w spa, wokół mnie palą się świece, a ktoś masuje mnie gorącymi kamieniami i wonnymi olejkami.

Nie wyczuwam w tym zapachu morskiej bryzy, ani popielniczki. W ogóle nie kojarzy mi się też smutno, ani tym bardziej męsko. Niemniej, gdybym poczuła go na jakimś mężczyźnie, nie zdziwiłabym się, a raczej podeszłabym bliżej. Ten zapach ma w sobie coś magnetycznego. Tajemniczego, spokojnego, sensualnego. Mimo to nie uważam, że nadaje się tylko na zimę lub wieczór. W odpowiednich(!) dawkach brzmi pięknie też w letnie gorące dni - przez to właśnie, że jego słodycz jest rozgrzewająca, a nie zatykająca mózg.

Reasumując: zupełnie się tego nie spodziewałam, ale się w nich zakochałam. Traktuję moją odlewkę jak skarb. Marzy mi się flakon i na pewno sprezentuję go sobie przy najbliższej okazji. Myślę, że niektóre zapachy wydają nam się staromodne, bo tak. Bo to klasyk, bo używała ich kiedyś ciocia. Wiemy, że czuliśmy tę woń 20 lat temu i to rzutuje na odbiór. Warto jednak odciąć się od tych skojarzeń. Mam teraz 30 lat i czuję się w tych perfumach tak samo seksownie jak w Reveal Calvina Kleina. Swoją drogą podobny klimat.

PS Jest taki żel pod prysznic Barnangen Midsommar Glow. Uwielbiam jego zapach. I choć oczywiście on i Dune nie są identyczne, to bardzo mi się ze sobą kojarzą. Nawet kolor mają podobny, coś w tym musi być ;) (na pewno w obydwu jest ylang-ylang).

MoniqueK

Na mnie Dune układa się pięknie z bardzo wyczuwalną ròżą i drewienkiem,ale także bardzo słodko ambrowo-bursztynowo-waniliowo,bardzo ciepły i rozgrzewający

Ellin

Chcąc poznać sławny zapach Dune, nie byłam przygotowana na to, że perfumy mogą się aż tak nie podobać...zapach morza kocham...zioła również...nuty drzewne, balsamiczne - jak najbardziej. Jednak Dune ma w sobie coś, co mnie odrzuca, odbieram go jako zapach mdły i bardzo, bardzo nieprzyjemny. Nie chodzi też o moją skórę, on mnie odrzuca już z korka. Zmieszana słona woń doustnego płynu nawadniającego z elektrolitami oraz lakieru do włosów...nie zamierzam jednak go odradzać komukolwiek - skoro ma tak dobre opinie wielu osób, musi mieć swoje walory :) Jeśli jednak ktokolwiek zamierzał kupić Dune w ciemno, apeluję o zakup próbki, bo w morzu pochlebnych opinii co jakiś czas można trafić na podobną do mojej, co tylko potwierdza jak indywidualnie każdy z nas odbiera wonie i jak różne nasuwają się skojarzenia.

sweet patchouli

Dune - wydma piaskowa :)

Dune są mocarne, czego doświadczymy już na wstępie. Aldehydy owszem są, ale spacyfikowane i w swego rodzaju łagodnym wydaniu, przez co ich ulotność jest zatrważająca, chwila moment i zostaje po nich tylko wspomnienie. Najważniejsze są tu nuty drzewne, które ewidentnie dominują już od samego początku. Dune jest przesycony ich obecnością, wypchany po brzegi, osacza nimi z każdej strony. To właśnie drzewo różane oraz sandałowe dodatkowo podbite nutą mchu dębowego dają niepowtarzalny efekt lasu i to one dyktują całą zapachową melodię. Mamy tutaj przykład bardzo udanej kompozycji skupiającej się praktycznie na jednym tonie: drzewnym. Do tego stopnia, że ja naprawdę mam wrażenie jakbym znalazła się pośrodku usychającego lasu w tropikalne lato. Woń zdecydowanie daje popalić, ponieważ po zaaplikowaniu na skórę po około 30 minutach aż krzyczy balsamicznym wydźwiękiem. Benzoes w akompaniamencie bursztynu świetnie współgra z leśnymi towarzyszami, wprawdzie pozostaje lekko w tyle, ale gdyby nie ten element, nie byłoby tego gorącego, wakacyjnego smaczku.

Za każdym razem jak wącham Dior Dune czuję jakby mnie ktoś obsypał korą z drzew, taką suchą i intensywnie pachnącą. Jeśli kiedykolwiek spędzaliście wolny czas nad brzegiem morza w bardzo ciepłe lato, na pewno szukaliście schronienia w okolicznym lesie. Wkraczając w jego cień od razu uderzał w nas surowy zapach zmęczonego skwarem i spragnionego deszczu drewna. Co więcej unoszące się wszędzie ciężkie i parne powietrze dociążało posmak suchości w nosie. Równie dobrze moglibyśmy stać pośrodku tartaku w upale, gdzie zewsząd lecą wióry lub na popalonej łące od słońca otoczonej wysokimi drzewami, ale myślę, że 99% osób skojarzy ten aromat właśnie z nadmorskim lasem, dzięki balsamicznemu dodatkowi, który jest charakterystyczny dla plaży, piasku i otaczającej je zieleni.

Jeśli chodzi o kwiaty czy owoce, których nota bene mamy w składzie calkiem sporo, to ja ich nie uraczyłam. Bergamotka, mandarynka, róża, piwonia czy lilia podejrzewam, że robią jako takie niewidoczne i niewyczuwalne dodatki dopełniające całość, aczkolwiek jaśmin jest jedynym wyjątkiem, który daje o sobie wyraźnie znać. Szczególnie w pierwszej godzinie, razem z aldehydami, kiedy może dawać chwilowe, niechlubne skojarzenie ze starą szafą :P. Zakończenie przynosi nam błogie ukojenie od nadmiaru słońca, bo robi się pudrowo, cały piaskowy szał się uspokaja, a główne nuty się wyciszają. Ani wanilia, ani paczula nie są w stanie wygrać starcia z drzewnym akordem, który na „do widzenia” pokazuje nam swe miękkie i otulone piżmem oblicze.

Dior Dune to perfumy zahaczające o niszę, unikalne w swojej kategorii i ponadczasowe. Zdecydowane, linearne i jednocześnie trudne. Skomplikowane w swej prostocie zaintrygują wszystkich tych, którzy oczekują od zapachu czegoś innego, mającego swój unikalny wydźwięk i emanujące stanowczością. Wielbiciele drzewa sandałowego będą zachwyceni.

suacatha

Cudowny zapach, ciepły, spokojny, stonowany i elegancki.
Wybrzmiewa szczególnie drzewno- ziołową nutą, lekko gorzkawych roślin ze skąpanej słońcem, letniej łąki i żółtych kwiatów - prawdopodobnie za sprawą pszonaka. Być może wyczuwalna jest też lilia, składniki są jednak tak harmonijnie zmieszane, że trudno mi ją odróżnić od ciepłych nut drzewnych i bursztynowo-żywicznych. Aldehydy wprowadzają nieco przestrzeni i jasności przejrzystego nieba.
Dla mnie Dune jest jednostajny, łagodnie spowijający przez cały dzień właścicielkę i wyczuwany przez otoczenie. Dobrze jest go użyć skromnie - w nadmiarze staje się duszny, męczący i usypiający.

Wbrew reklamie i opiniom, nie powiedziałabym, że to zapach nostalgiczny, melancholijny, lecz zaledwie sentymentalny. Nie mam przy nim wizji samotnej osoby na plaży, ciepłego piasku, ani w ogóle morza.
Tak pachną... zbocza Wezuwiusza. :) Perfumy przywodzą mi na myśl obraz mojej dawniejszej wspinaczki ku kraterowi tegoż wulkanu. W upalnym lecie rozgrzane powietrze drgało i było przesycone nektarowo-miodowym i żywicznym zapachem górskich, śródziemnomorskich krzewinek i kwiatów. Całe stoki były porośnięte kwitnącym na żółto janowcem barwierskim. Wulkan był cichy, milczący i spokojny właśnie jak Dune...

ganczar666

Kiedyś dawno temu pamiętam, jak moja mama, czyli osoba która pokazała mi, że zapach to coś więcej niż tylko zmysł, posiadała ona flakon tych perfum. Nie pamiętam jak pachniał wtedy ten zapach, generalnie moja matka lubi zapachy dość mocne i z charakterem. A jak dziś odbieram tego klasyka :
Otwarcie mocne, przez pierwsze kilka minut przeleciała mi przez głowę nawet myśl, że ja jako mężczyzna też mógłbym go nosić. Mocne otwarcie nie zrobiło na mnie niestety pozytywnego wrażenia, wiedziałem, że to klasyk z dawnych lat, spodziewałem się zapachu trudnego.
Kolejny etap wyraźnie daje nam do zrozumienia, że to są jednak kobiece perfumy, ostra bergamotka z otwarcia traci moc, zapach robi się bardziej kremowo-kwiatowy, to stadium przywodzi mi na myśl Sand Aoud Mancera, zapach staje się bardziej suchy i wytrawny. Już sama nazwa Dur-pustynia, pasuje mi idealnie do tego obrazu.
W końcowym stadium pojawia się róża, bardzo delikatna i mało wyraźna, choć pasuje ona idealnie do klimatu tego pachnidła, to ze względu na tak słabą moc to mam niestety wrażenie, jakby ktoś wcisnął ją tu przez pomyłkę lub na siłę,tak jakby twórca zapachu miał w głowie obraz tego zapachu, ale bie potrafił odtworzyć go całkowicie.
Ogólnie uważam Dune za zapach ciekawy i klasyczny, dla kobiet ( nie dziewczyn) pełnych klasy i władczych.
Acha plus za trwałość i projekcję, fajne w nim jest to, że jeśli minie otwarcie to praktycznie przez cały czas będąc na naszej skórze to projektuje z taką samą siłą.
Pomimo, że to Dior, to nie potrafię oprzeć się wrażeniu arabskiego akcentu w tym zapachu.

mirrorwoman

Dostałam miniaturę jako dziecko, razem z Dolce Vita i ta druga wygrała. Ale teraz po latach Dune darzę szacunkiem, naprawdę jest to wyjątkowy zapach, nie nastawiony na fejm tylko taki prawdziwy, klasyczny, ponadczasowy. Szapo ba panie Dior!

Malamyszka

Zapomniany zapach, ale z drugiej strony się cieszę.
Przepiękny. Niespotykany, nie da się porównać z żadnymi innymi perfumami.
Zapach w klimacie lat 90'tych, wywołuje u mnie wiele pięknych wspomnień. Wracam do niego z wielkim sentymentem.
Co roku zawsze kupuje 100 ml.
Baaardzo trwały, jak na EDT jest naprawdę bardzo trwały.

Charleen

Dzisiaj po baaaaardzo długiej przerwie (dekadzie lub więcej) przetestowałam Dune i się prawie rozpłakałam. Tak dawno zapach nie wzbudził we mnie tylu wspomnień i emocji. Jak idealnie skomponowany utwór poruszył wszystkie moje zmysły. Kiedy ostatni raz miałam Dune... Chyba miałam dwadzieścia lat i dostałam w prezencie "bombonierę Diora" zestaw miniatur: Tendre de Poison, eau de Dolce Vita, Diorissimo, Forever and Ever i Dune. Zainteresowały mnie Forever i Diorissimo resztę chojnie puściłam w świat. Dune był dla mnie zapachem nijakim, stapiał się z moją skórą - kompletnie do mnie nie przemawiał. Współczesna wersja jest dużo chłodniejsza, tamta była bardzo ciepła i trwała - ale w tak pięknie dyskretny sposób. Ta niewymuszona klasa, która nie potrzebuje krzyczeć...

Jest tak piękny ale niepokoi mnie to, że wzbudza we mnie melancholię - dokładnie tak jak napisała Jagna.

Klasyk, jedyny w swoim rodzaju. Pragnę go bardzo, chyba wiekowo do niego dojrzałam, chcę czuć ciepło w dłoniach tej bursztynowej buteleczki.

Jagna

był gdzieś na forum wątek o perfumach wywołujących uczucie melancholii. dopisuję do niego tę kompozycję. dla mnie dune jest zapachem smutku.

są tu wydmy przed świtem, na których wyrosły lilie. są one zmrożone zimnym wiatrem. wszystko dokoła spowite jest jeszcze chłodem nocy.

po wschodzie słońca otoczenie ogrzewa się i zaczynam czuć zapach piasku. ciepło otwiera inne, bardziej słodkie kwiaty.

ta niepokojąca nuta chłodu jednak pozostaje w tle. interesujący zapach, ale to perfumy nie dla mnie

scentavanita

Trudno jest poddać recenzji Dune, bo on sam jest trudny, skomplikowany, ma wiele twarzy.

Na każdej skórze pachnie inaczej, moja siostra twierdzi, że jest ciepły, kadzidlany, według mnie jest za to chłodny, czuję w nim te nawiązania do wydm, te morskie akcenty.

Trwały, elegancki, uniwersalny choć NIE nijaki w swojej uniwersalności co jest wielkim plusem :)

Milenia

Dune to perfumy pięknie zmienne,pełne zadumy,pewnego poruszenia wewnętrznego,może i nostalgii.Zapach,który lekko dystansuje otoczenie a nas samych skłania do zatrzymania się i zamyślenia,może nad tym po co tak biegnę?Nie będę specjalnie oryginalna opisując obrazy jakie podsuwa mi ten zapach.Bo zaczyna się gorzką skórką mandarynki,chłodnym aromatem piwoni i sporą dawką aldehydów.To jak znaleźć się na łące,która została spalona.Gorzkie źdźbła traw i piołunu ścielą się nam pod nogami.Gdzieniegdzie widzę i wdeptany w ziemię papieros,zapewne podpalacza;)Nie pozostaję tam dłużej bo oto mam przed sobą jodłowo-sosnowy lasek,do którego wkraczam z nadzieją.Pod nogami chrupią niezliczone suche szyszki i drobne gałązki.Z dala słyszę szum morza,czuję balsamiczny aromat płynący od jego brzegu.Schodzę szeroką wydmą nieco w dół i już widzę piękną piaszczystą plażę.Na tle jej bieli kawałki mokrego i suchego drewna.W powietrzu unosi się jego mszysty i słodkawy zapach.Wiatr lekko bawi się kosmykami moich włosów a ja patrząc w dal zastanawiam się,gdzie jest moje miejsce.Z zadumy wyrywa mnie przenikliwy krzyk samotnej mewy,której nikt wolności nie zabierze.

Gothabella

Ładny, klasyczny, delikatny kwiatowy zapach z nutą drewna i ziół.

Zasugerowanych nazwą wydm, a więc upału i suchego powietrza, nie doświadczam. Dziwi mnie, że niektórym recenzującym Dune pachnie nostalgią, smutkiem, mglistym krajobrazem - dla mnie jest jasny i wiosenny. Najbardziej kojarzy mi się z jakimś bukiecikiem delikatnych kwiatków. Ostatnio przechodziłam obok świeżo rozkwitłego krzewu forsycji i uznałam, że produkuje on woń w pewnym sensie podobną w tonie do Dune.

Jest do dla mnie też zapach kojarzący się mocno z latami dziewięćdziesiątymi. To mógłby być zapach eleganckiej pani w wielkich klipsach-perłach, kapeluszu i białym żakiecie z poduszkami wszytymi w ramiona (poduszki to zdaje się znak rozpoznawczy lat 80., ale w Polsce moda była chyba kroczek do tyłu za resztą kontynentu i bardzo mocno kojarzę takie żakiety właśnie jako element stroju eleganckich koleżanek mamy). Dune Diora mogłaby nosić Julia Roberts w "Pretty Woman" - w wersji "po przemianie", kiedy idzie przez miasto z naręczem zakupów od najlepszych projektantów, w czarnym kapeluszu i białym kostiumie.

Jednym słowem, klasyczny zapach z umiejętnie wyważoną kroplą luksusu (nie nachalną), ale kompletnie nie dla mnie. Jako punk rockowego ducha mieszkającego w nawiedzonym dworze ;) kompletnie nie kręcą mnie takie zapachy.

iwona8604

To jedne z tych perfum, w których nie można wyodrębnić poszczególnych składników, ponieważ całość skomponowana jest niczym monolit, dlatego też wypisanie wszystkich nut, o których poinformował producent nie miałoby żadnego sensu. Tu liczy się wyłącznie ogólne wrażenie, które w Dune, począwszy od otwarcia aż do ostatniego tchnienia, jest iście goździkowo-szałwiowe.

Szybko pojawiają się też nuty drzewne, z tymże jest to raczej zapach drewna z plaży, które wieczorem oddaje ciepło nagromadzone w ciągu upalnego dnia, jest tu i słodycz mająca ambrowo-balsamiczny charakter - perfumy wręcz ociekają żywicą.

Nie można pominąć również aldehydów, jednakże uważam, że w tej kompozycji ich stężenie zostało odpowiednio wyważone, dlatego jest szansa, że nawet przeciwnicy tego komponentu docenią urok Dune.

Perfumy emanują ciepłem i rzeczywiście kojarzą się z nadmorską scenerią. To wspaniały zapach na schyłek lata i początek jesieni. Ewidentnie czuć, iż jest to ,,zapach z minionej epoki" - daleko mu do modnych współczesnych nowości, ale i tak mimo upływu ćwierćwiecza nosi się go rewelacyjnie.
Zachwyca głębią i wielogodzinną trwałością.

***
Wersja poreformulacyjna:

Perfumy w dalszym ciągu mają goździkowo-szałwiowy wydźwięk, jednak już po chwili od otwarcia ukazuje się akord, którego próżno szukać w wersji pierwotnej - wyłaniają się kwiaty, które momentalnie ochładzają zapach.

Nie można powiedzieć, że jest płaski, ale na pewno zgubił swoją moc. Z jednej strony pokazuje wytrawniejsze oblicze, z drugiej strony szybko się wysładza i ... niepostrzeżenie znika ze skóry. Różnicę widać także w końcowej fazie, w której wyczuwam nutę świeżego tytoniu (jest całkiem przyjemna).

Podsumowując, oba zapachy są bardzo dobre i mimo różnic nadal są do siebie bardzo podobne, jednak uważam, że wersja z 1991 roku jest bogatsza i trwalsza.

fortissimo1603

Nie jestem w stanie określić którą wersję testowałam, na pewno po kilku porządnych reformulacjach. Nie odnajduję w niej wydm, nie spaceruję po wypłowiałych od słońca i soli deskach drewnianego molo. Obecne Dune, to dla mnie przede wszystkim lilia. Najprawdziwsza i najładniejsza. To mówię ja, ta która bardzo nie lubi tego składnika (chciałam napisać, że nienawidzi ale istnieją pewne nieliczne wyjątki). Świetnie łączy się z drapiącym gardło, lekko piaskowym mchem. Ale soli dalej ni widu ni słychu. A i ten piasek to raczej pochodzi z piaskownicy niż wydmy.

Taką lilię mogłabym nosić. Zimną, uschłą, pustynną i samotną. Taką, która nawet nie wie że jest samotna, bo nigdy nikogo nie spotkała. Jedyne co widzi, to wyschnięte pustkowie.
Czy obecnie są podobne do McQueena? Moim zdaniem i tak i nie. Mają kilka punktów wspólnych. Jednak brak w Dune tej głębi i tego charakterystycznego czynnika stresogennego, przywołującego na myśl nutę rozgrzanej, wilgotnej skóry.

Klaudia_red

Nie znam jeszcze pierwszej wersji Dune, ale ta nowa mi się bardzo podoba!

Początek to lekki powiew powietrza kiedy wącham bukiecik delikatnych kwiatów (ale nie morskiej bryzy tylko ciepłego powietrza). Czuć przestrzeń, świeżość chłodną i jednocześnie suchą. Jak wącham ten zapach to czuję rumianek :)

Jest zupełnie inny, wyjątkowy, trochę melancholijny, spokojny. Trochę szkoda,że pachnie dość jednostajnie, bo lubię jak zapach się zmienia z czasem. Ale jest to niespotykany, przepiękny, smutny zapach!

EDIT*

Udało mi się przetestować małą ilość starej wersji Dune i trochę się różni, ale to nadal ten sam zapach.

Wyczuwam dodatkową nutę ziołowo-zielono-gorzkawą, jakby jakiegoś zioła polnego. Pachnie delikatniej, jest też mniej jakby "mdława"od nowej wersji.
Żadnych papierosów, czy popielniczek tutaj nie wyczułam jak niektórzy ;p

Zmiana nie jest wcale aż tak duża. Jeśli miałabym wybrać wersję to bardziej podoba mi się nowa (może dlatego, że zaczęłam od nowej?) ze względu na bardziej melancholijny charakter zapachu. No i podoba mi się przestrzeń, którą czuć szczególnie na początku nowego Dune, a brakuje mi tego w starej wersji. Taki cichy, ciepły wiatr...

Marietta

Ilekroć widziałam recenzję Dune miałam świadomość, że ja też muszę zabrać się na napisanie swojej.

Dune to orientalno - drzewne perfumy.

Mam do nich wielki sentyment.
Pamiętam jak kiedyś jeszcze z rodzicami byliśmy w Łebie na wydmach. Towarzyszyli nam jeszcze moi chrzestni.
Było gorąco, bo to lato jedno z upalniejszych.
Słońce mocno grzało. Pamiętam z bratem wyobrażaliśmy sobie, że to pustynia. I tak gdzie okiem sięgnąć piasek.
Wiatr był silny, szarpał i plątał moje długie włosy.
Słony posmak na języku po zwilżeniu ust.
Nagle niebo zaszło chmurami, zrobiło się ciemno, ale nadal parno, gorąco. Zaczął padać deszcz. Ożywczy, oczyszczający. Nadal wiało.
Ten wiatr niósł zapach perfum mojej cioci. Wtedy jeszcze nie wiedziałam czym pachnie, ale podobał mi się ten aromat i po latach jak czuje aromat Dune to mam wrażenie, że to właśnie ten zapach.

Dune to dla mnie refleksja, zaduma, wspomnienia i świadomość, że nic już nie będzie takie jak kiedyś.
Przemijanie nieuniknione i dotykające każdego...

Dune to stara, dobra szkoła perfumiarstwa.
Bogactwo składników. Idealnie dobranych.
Balsamiczne, niezbyt słodkie o drzewnym aromacie.
Raczej surowe w odbiorze, zapewne przez brak słodyczy.
Wyjątkowe, jedyne.

alezehe

Od wczoraj mam w głowie obrazy otulonych mgłą wsi, które przegrawszy z cywilizacją, odchodzą w zapomnienie. Omszałe kamienie przydrożnych kapliczek, stalowe krzyże pamiętające powstanie styczniowe. Dawną świetność przypominają już tylko okazałe lecz zapomniane grobowce. Dune. Tak bardzo pasuje do tego pełnego ciszy krajobrazu. Nie jest smutny, jest nostalgiczny. To wspomnienie tych samych urodzajnych i tętniących onegdaj życiem wsi, kiedy pod koniec upalnych wakacji, znudzony beztroską mieszczuch, przypatrywał się pracującym w pocie czoła żniwiarzom. Uwielbiam.

NocWalpurgii

Należę do wielbicielek starej wersji, jednak widzę w dwóch obliczach Dune dwa warianty tej samej osobowości.
Co je łączy? To zapachy kobiety zranionej, lecz dumnej i silnej, dojrzałej, która słabość przekuła w moc i roztacza wokół swoją charyzmę.
W starym Dune ta kobieta ma jeszcze w sobie melancholię, czasem zamilknie i zamyśli się zbyt długo. W tej sile jest miejsce na wrażliwość, na drżenie, na niepokój i nadzieję. To wyraża się w zapachu, który za każdym razem zaskakuje swoim rozwinięciem - jednego dnia staje się bardziej wytrawny i pudrowy, innego z kolei osiada słodko, z wybijającym się, najpiękniejszym drzewnym akcentem. Te perfumy bardzo mocno "pracują" i zmieniają się bardziej, niż jakiekolwiek, które miałam wcześniej.
W nowym Dune nie ma na to miejsca. To zapach, który ma nie pozostawiać żadnych wątpliwości. Kobieta, która go nosi, spaliła za sobą mosty i dąży do celu w sposób nieuznający sprzeciwu. Nie poddaje się wahaniom, nie ulega sentymentom, jest twarda, stanowcza i zawsze wygrywa. A przynajmniej takie chce sprawiać wrażenie.
Współczesne Dune jest przez to dość jednostajne, niemal "płaskie" i jednoznaczne. Bardziej suche, metaliczne, zimne.

Gdy poznałam starą wersję zapachu, pomyślałam: tak, ja dokładnie tak pachnę. To nie dyskwalifikuje jednak w moich oczach nowej wersji, traktuję ją bardziej jako inny zapach, niż jako "wykastrowany ideał". Nowa wersja dawała mi zawsze "kopa", gdy przychodziło mi "zgrywać twardzielkę", bo dla mnie pachnie dokładnie, jak: "cokolwiek zrobisz, nie masz ze mną szans" :)
Aktualnie jestem jedynie (szczęśliwą!) posiadaczką wersji z 2002 roku, ale planuję zakup zapachu po reformulacji, właśnie na takie "misje specjalne".

conneryfan

„STARA” WERSJA

Przepiękne, kminkowo - kwiatowe otwarcie. Lekko musujące,
wytworne i głębokie. Aksamitny zapach przechodzi wolnym krokiem w drzewno - korzenny, orzechujący. Wyczuwalna jest słodka róża, mech i odrobina aldehydów, które tu, o dziwo mi nie przeszkadzają. Właściwie ten, wyczuwalny przy każdym ruchu, zapach jest bardzo trudny do opisania.
Może tak : słono - słodko - gorzki ?
Co ciekawe nową wersję, testowaną w sklepie, zapamiętałem jako mniej słodką i mniej bogatą. Teraz niestety nie mogę porównać.
Jakie uczucia mogą opisać te pachnidło?
Na wakacjach, spędzanych nad morzem, spotykasz miłość, osobę, która okazuje się Twoją drugą połówką. Niestety, lato szybko się kończy a Wy musicie się rozstać,
zostawiając słodko - smutne wspomnienia na zawsze.

wiedzmazlaa

Moja osobista zapachowa Alfa i Omega. Absolutna doskonałość.

Pierwszymi, jakie otrzymałam w moim prawie dorosłym życiu i potem długo przez lata ukochanymi perfumami był Angel, kiedy jednak juz dorosłam naprawdę i dojrzałam jako kobieta, Dune wskoczyły na 1 miejsce w podium i nie chcą ustąpić niczemu:)

Jest to zapach niesamowity, nie ma drugich takich perfum, w których zawarto by tyle jaskrawego blasku słońca jak i wielkiego mroku jednocześnie. Prawie jak w słowach kolędy "ogień krzepnie, blask ciemnieje". Melancholia w blasku słońca, tak opisałabym ten zapach.
Kiedy po raz wąchałam Dune jako bardzo młoda kobieta utrwalił mi się obraz, którego nie pozbyłam się do dziś. Jest to widok wraku statku na pustyni, wraz z jego skarbami, drewnianymi już zbutwiałymi skrzyniami wypełnionymi kosztownościami i przyprawami, zaschniętymi wodorostami, które pokrywa i odkrywa na przemian suchy piach. Drugie skojarzenie to prastara kobieta ubrana w głęboką czerń, siedząca w oślepiającym blasku słońca w jakimś miejscu pokrytym piachem i pyłem w żóltym kolorze.

Zapach jest przepiękny ale nie w sposób łatwy czy mainstreamowy, zdecydowanie zmusza do refleksji. Ma w sobie magię.

kropka75

Mam na sobie nowy Dune, ten po reformulacji.

To nadal piękny zapach, ale jednak inny.
Stary Dune były klasyczny, elegancki, dystyngowany. Zawsze mi się podobał, ale nie wyobrażałam go sobie na mojej szyi, w duecie z dżinsami, wiązanymi butami za kostkę, w szarym swetrze.

Ten zapach to klasa. Wymaga pewnej oprawy. Tzn. stary wymagał. Do tego potrafił wywołać ból głowy, był mocny, ogoniasty, bardzo aldehydowo-piżmowo-paczulowo-waniliowy.

Nowy Dune to kastrat. Mogłaby to być wersja Dune Light albo Dune Spring, czy inna jakaś wariacja.
Jest o wiele lżejszy, projekcję ma średnią, ogon maleńki, taki na 10cm. W dodatku szybko go przycina i zostaje tylko przy samej skórze, nie unosi się, nie otacza nosicielki.

Jest piękny, ale to inny zapach. Przez pierwszą godzinę po aplikacji mam skojarzenie jakbym wąchała skrzyżowanie Obsession CK (po reformie) z ogródkami Muglera. Ciekawe to jest, nie powiem, ale zupełnie inne niż stare Dune.

Potem jest już tylko bardziej sucho, bardziej pudrowo, lekko drzewnie i ... bursztynowo. To określenie najbardziej pasuje mi do Dune. Gdyby bursztyn wyłowiony z morza miał jakiś wyczuwalny zwykłym nosem zapach, byłby to zapach Dune.

Tak, jest tam sól, ale ta sól nie jest taka po prostu słona. To taki efekt jak w lodach typu "solony karmel", niby solony, ale jednak słodki. Ta sól jest gdzieś w tle, dopełnia całości.

Skojarzeń z morską bryzą nie mam. Zapachy wodne, ozonowe typu Cool Water - dla mnie to jest zapach bryzy. Dune to inna bajka.

Podsumowując - bardzo mi się podoba to nowe Dune. Szkoda tylko, że zastąpiło stare. Bardzo szkoda. Obie wersje zasługują na sklepową półkę. Niestety jedna musiała umrzeć, by narodzić mogła się druga.
Ale żal pozostał.

lilmandil

To klasyk moje kochane. Niemożebnie drogi klasyk jak dla mnie. Już sama nie wiem czy go lubię czy nie. Raz powąchałam i popadłam w niemy zachwyt. Jakiś czas później znów mi sie trafiło i jakoś nie mogłam sobie przypomnieć co ten zachwyt wywołało. Nie mniej jednak uważam, że jest wart uwagi, elegancki, zmienny, ponadczasowy i zdecydowanie ponadprzeciętny.

SheShe

Doceniam kunszt, ale nie lubię nosić.

Po raz pierwszy wąchałam Dune, gdy dopiero co otworzono w Polsce Sephorę. To Dune było trochę inne, niż wąchane później. Pierwsze skojarzenie było: popielniczka! I od razu miałam przed oczami kobietę siedzącą w knajpie, nocą, kobieta z klasą, jak aktorki retro. Kobieta paląca papierosa za papierosem, smutna, samotna, może opuszczona przez mężczyznę.

Perfumy te są piękne, długotrwałe, super rozwijają się wiosną i jesienią, ale... dla mnie zbyt smutne. Kiedyś były jeszcze cięższe i smutniejsze. I nie za bardzo kojarzą mi się z kobietą z wydm. Niezapomniane.

mia be

Latarnia w Kiss River
Światło nie może zgasnąć

Ściska w dłoni witrażowy kolczyk, tyle zostało,
Wspomnienia układają się pod zmęczonymi powiekami,
Idiotycznie się zachowała, wszystko podeptała,
Anna przekrzywia głowę, unosi kolczyk, patrzy w słońce,
Tak bardzo miodowy jak ziarnko piasku, taki precyzyjny,
Łomocze puste serce i gubią się zmysły
On zawsze pachniał gorzko, ziołowo, zapach wydm i portu
Na tej plaży światło latarni miało ich prowadzić,
I zawsze mieli tutaj wracać, do siebie, przygryza suche wargi,
Enigmatyczna jest natura kobiety,
Morze, gniew i łaska fal...światło latarni do końca,
Obiecała, słowa nie dotrzymała, oślepiło ją cudze światło,
Żagiel biały razi jej zielone oczy, gdzie podziać wzrok ?
Eteryczna, rudowłosa, blada, nerwowo zaciska palce na muszli,
Zapach, ten zapach, nigdy go nie zapomni, dreszcze,
Gorąca ambra, smak soli na języku, gorzka mandarynka,
Anna, idealna Anna O’Neill, wiotka, delikatna, pozory,
Sen nie przychodzi, ciągle czuje jego zapach,
Niebo rozbłyska światłem latarni,balsamiczna woń w głowie,
A krew na wargach smakuje jak rdza,
Ćmy tańczą,znowu czuje woń drewnianego molo,nie ma powrotu.

ciapciarapciapek

Ilekroć użyłam-chciało mi się pić.Są słone,to prawda.Kojarzą się z morzem,wydmami-też prawda.
Klasyk,tego mu odmówić nie można.Jednak potrzebuję słodyczy a nie soli,dlatego też Dune w wersji starszej poszedł w świat.

mylengrave

Za gorzkie

Osławione perfumy wylądowały w końcu i w moich łapkach, po 25 latach od swojej premiery. I co? I nie podobają mi się. Nie są ponadczasowe, nie są uniwersalne, w ogóle nie są. Jakby się nad tym chwilę zastanowić, nie mogę znaleźć w nich nic, co by mi się podobało...
Nie są słodkie, są raczej mocno neutralne w stronę gorzkich, takie migdałowe akordy, tyle, że gorzkie. Smutne są, zero życia. To takie kwiaty, piękne i majestatyczne, ale już dawno martwe. Na pewno kremowe, ale i... gorzkie. Czuję gorycz, może nie taką jak kora brzozy, ale jednak.
Skład kompozycji dosyć dziwny, niemniej jednak żarnowiec, lak wonny, pałecznik chiński to te elementy, które rzadko spotykamy w perfumach, tutaj grają pierwsze skrzypce i są zarazem najbrzydszymi składnikami perfum, jakie znam. Okropieństwo. Lilia, piwonia i ambra są na drugim planie, piwonia nieco silniejsza, ambra zamyka Dune, a lilia się niemrawo przebija od czasu do czasu.
Ok, perfumy trochę ewoluują, robią się trochę bardziej słodkie, ale gorycz towarzyszy im stale. Nie chcę być gorzka, chcę być słodka.

Zapach pustynny, z tych mocnych, z nutami męskimi. Nieładny.

Athena2000

Oceniam tu wersję edp sprzed reformulacji o kolorze bursztynowym. Z nową wersją nie chcę mieć nic wspólnego bo jest zimna i metaliczna. Oto kolejny przykład jak z rozmachem zepsuć dzieło.

Ciepła noc zapada nad pustynią. Początek to chwila bardzo delikatna. Róża wśród piaszczystych wydm. Ileż to potrzeba cierpliwości aby dostrzec jak do portu cumują statki z drewnem sandałowym. Oblicze pustyni się zmienia i wiatr zaczyna wiać od morza wzbijając kłęby kurzu i nasilając pragnienie przeminięcia jaśminowych nut. I przemijają. I jest pięknie. Pustynia ma miliony kolorów, i znowu lśnią gwiazdy.
To jest zapach wiatru, pełnego melancholii, wiejącego od pustyni po wrzosowiska, który smaga drewno wyrzucone przez słone morze. Uśmiecham się, rozpościeram skrzydła i odlatuje wraz z Zefirem.
Ten zapach budzi we mnie tęsknotę za czymś nieodgadnionym i dalekim, sprawia że mam ochotę spojrzeć za horyzont zdarzeń i dostrzec ową osobliwość.

Dodka

Dune pokochałam od pierwszego spotkania a on pokochał mnie. Nasza miłość trwa i nic nie jest w stanie jej zniszczyć...
Jeden z moich ulubionych zapachów, bez względu czy przed reformą czy po. Jest i zawsze przy mnie będzie.

Zapach Dune zmienia się, nie pozostaje bierny. Na każdą porę roku i godzinę dnia i nocy. Zawsze poprawia mi nastrój. W brzydką pogodę zabiera mnie do dni skąpanych letnim słońcem, świeżo zerwanych słoneczników. Jest powiewem ciepłego egzotycznego wiatru, znad ciepłego morza. Nie ma tu niczego odpychającego. Zapach wręcz zachęca, otula, zaprzyjaźnia się. Jest jak cień, ciało skąpane w morskiej wodzie i słońcu, suchy piasek, zapach powracających marzeń i cudownych chwil.
Główne akordy wyczuwalne, stanowią poezję perfumeryjnego geniuszu.
Nie da się tak po prostu suchymi słowami opisać DUNE.
To prawdziwa bajka!!!

Aliszu

Smutna to będzie recenzja ...Wiele lat temu poznałam Dune w perfumeri chyba w Krakowie. Zachwycił mnie ten zapach. Nie wiedziałam wtedy co oznacza jego nazwa ale byłam wprost oszołomiona wiernym oddaniem zapachu morza. Urodziłam się w Gdańsku i Bałtyk zawsze był dla mnie bardzo ważnym punktem(?) na Ziemi. Znam jego wszystkie zapachy, kolory, siłę , spokój. Wtedy, te 20 kilka lat temu nie było mnie stać na Dune ale wiedziałam, że kiedyś będą moje. Teraz od kilku lat mieszkam nad innym morzem, pięknym, bardziej surowym i nie moim. Zachciało mi się mojego Bałtyku i powróciły wspomnienia Dune. Kupiłam, mam. Mam perfumy ale one nie mają NIC WSPÓLNEGO z tym, co w nich było kiedyś. Jakie morze, sól...Gdzie to jest?!. To są bardzo dobre perfumy, dojrzałe, kobiece...Dla mnie puste, bez ducha...Jeśli ktoś poznaje je teraz może uznać, że się czepiam. To dalej piękny zapach, tylko....

Aleksxs

Dune męskiego znam od wielu lat, używa go mój brat więc miałam z nim styczność na co dzień i podziwiałam, zapach, trwałość i projekcję. On to spowodował, że zakupiłam w ciemno 50ml Dune - używany więc była tam połowa. Miałam go może 3lata temu ale niedawno na kilka dni wróciłam do niego, tak przypomnieć sobie klasykę. Odbieram go jako drzewny, orientalny korzenny ale i zarazem świeży zapach. Idealny na lato. Od początku do końca pachnie on tak samo, nie zmienia się. Wszystkie nuty zapachowe tworzą jedną całość. Od początku Dune pachnie świeżym morskim powietrzem, bryzą, z lekkim słonym zapachem morza. Nuty bryzy, morza przeplatają się z suchymi, ciepłymi i słodkimi nutami: brazylijskiego drzewa różanego, drzewa sandałowego, ambry i benzeosu. Słabiej wyczuwalne są zmysłowe, ciepłe akordy wanilii, ylang-ylang i kwiatów. Dodatkowo czuć delikatne nuty: mech, bergamotkę, mandarynkę, które to wraz z drzewnymi, korzennymi nutami nadają chłodny, orientalny powiew. Po pełnym rozwinięciu się zapachu, Dune jest zmysłowy, pudrowy zdecydowanie dominuje wtedy baza: wanilia, benzoes, drzewo sandałowe, ambra piżmo, paczula ale i także występuje przebłysk róży, mchów. Co aldehydów, w Dune są one bardzo delikatne, tworzą głębie dla pozostałych nut. By je wyczuć trzeba się mocno naszukać. Dune utrzymuje się na mojej skórze około 5h a jego projekcja początkowa jest na długość ramion, tak przez 1,5h później bliska skóry. Moim zdaniem męski Dune to cudo a damski było miło go poznać ale już go nie kupię choć polecam.

china_doll

W tym zapachu jest sól!
Już wyjaśniam o co mi chodzi. O to,że za każdym razem, gdy wącham Dune na mojej skórze to czuję słony smak w ustach! Jest to dla mnie nieprawdopodobne doznanie, są to pierwsze perfumy, które wywołały u mnie taką reakcję. To się chyba nazywa synestezja-że doznania jednego zmysłu odbieramy także za pomocą drugiego (jeśli oczywiście dobrze interpretuję znaczenie tego słowa ;).
Jednak smak soli nie jest w wypadku Dune bezpodstawny. Dune to nieposkromiony, sztormowy Bałtyk w pochmurny, wietrzny dzień. Idziemy boso brzegiem morza, które ma, powiedzmy 10 w skali Beauforta, co chwila jesteśmy ochlapywani przez słoną wodę a wiatr rozwiewa nam włosy, chce nas na każdym kroku przewrócić i zasypać nam oczy piaskiem.
Dune to drewno na plaży, słone i wilgotne. To także lilia, no i sól... . A także przestrzeń i zaduma.
Najlepiej pachnie podczas silnego wiatru.

Ann

Ladies and gentlemen, this is Dune.

Mam to szczęście, że wśród moich skarbów znajduje się artefakt kultury w postaci resztki starej wersji Dune (z grawerem na denku zamiast naklejki oraz nieco ciemniejszym kolorem płynu) i mogę porównać ją ze współczesną.

Wersja vintage jest gęstsza, może minimalnie słodsza w odbiorze, nieco przykurzona, mniej przestrzenna od obecnie produkowanej, jednak wcale nie ekspansywna, jej projekcja jest wręcz bardziej bliskoskórna.

Dune pachnie nostalgią, wiatrem, bezkresem morza, słonawym powietrzem, drewnianym molo i melancholią.
Zapach jest przede wszystkim bardzo drewniany, bardzo suchy, bardzo dojrzały, bardzo wyrafinowany. Pełen niewymuszonej, naturalnej klasy. Są suche zioła, ambra, troszkę róży i jasne, aksamitne drzewo sandałowe. No i lilia, chłodna, kobieca, potęgująca wrażenie spokoju.
Napisano o kardamonie- coś w tym jest. W lawendzie tak samo.
W sumie w Dune dzieje się sporo, jednak całość nie jest krzykliwa.
Chciałabym mieć cały flakon (chociaż nie lubię jego designu), jednak nie wiem czy kiedykolwiek się zdecyduję. Dlaczego?
Dune to signature scent mojej dosyć ekscentrycznej ciotki, także niestety ten wspaniały zapach jest już w pewien sposób zarezerwowany.

"Sound Of Silence"- oj tak. Szczególnie od Disturbed.
Scent of silence?


Ladies and gentlemen, this is Dior.

Methea

Jest to zapach kupiony przeze mnie po zasugerowaniu się nutami zapachowymi oraz opiniami użytkowników. Nie zapomnę recenzji pana który opisywał ten zapach na swojej kobiecie jako mokre wrzosowisko z nutą morskiej bryzy..... mhym. Krótko i na temat. Moje ph które zawsze ociepla zapachy robi z tego cuda nic innego jak stare, rozkładające się futro z babcinej szafy przesiąknięte lawendowym woreczkiem na mole. Koszmar. Zapach dusi i przyprawia o ból głowy, wyskakują mi też po nim takie czerwone plackowate zmiany a skóra swędzi. Całe moje ciało i wszystkie zmysły są na niego uczulone. Zostało mi jeszcze pół butelki i nie wiem co ja z tym zrobie...

Forest

Od kiedy dowiedziałam się o Dune, przeczytałam kilka recenzji, bardzo jej zapragnęłam, kiedy udało mi się ją przetestować i zapach przerósł moje oczekiwania zapragnęłam jej jeszcze bardziej.
I tak jej sobie pragnę chyba od pięciu lat. To takie moje marzenie, krórego nie chcę jeszcze zrealizować bo o czym bym miała potem marzyć ;)
Obecnie dzięki jednej z użytkowniczek mam okazję testować wersję przedreformulacyjną, w kolorze bursztynu/czaju.
I nie wiem czy się nie złamię i jej mimo wszystko nie kupię.
Dune jest cudowna, na otwarciu przez pierwsze 20-30minut słona, faktycznie jak morska bryza, nie wiem czemu ale czuję wtedy w niej jakby kardamon, chociaż nie widzę go w składzie. Jest jak zimny powiew bryzy znad wzburzonego lekko morza. W taki dzień co to wszystkie kolory wydają się lekko sprane.
Potem robi się nieco cieplej, jest już miód i mnóstwo żywicy, jest jaśmin, ylang-ylang, jest pięknie.
Tak jakby w trakcie spaceru brzegiem słońce wychyliło się zza chmur i ogrzało nam twarz i ramiona.
To jest sztuka oddać tak wspaniale zapach brzegu morza nie używając w ogóle ani aromatów soli, wody, ani igliwia.
Zawsze mnie to dziwiło, że w klasycznych i starszych kompozycjach praktycznie zawsze są obecne: aldehydy, jaśmin, ylang-ylang, róża, wanilia, mech dębowy, piżmo i drzewo sandałowe, reszta to kilka dodatków a zapachy tak mocno różnią się od siebie, każdy opowiada zupełnie inną historię.
W żadnym wypadku nawet wersja, z którą mam się zaszczyt zapoznać nie jest babcina, staram się naprawdę rozumieć różne gusta, jednak trzeba mieć chyba mocno ograniczony zmysł powonienia, żeby przyrównać Dune do kufra babci albo mieć do czynienia z podróbką.
Dla mnie Dune jest po prostu niesamowicie kobiece a przez słoność i ambrę po prostu nowoczesne i unikatowe, nie znam innych podobych a bardzo bym chciała.
Projekcja z ogonem, takim akuratnim, trwałość rzędu 6-7h, intensywnie potem przez następne ok. 2h piżmo, drzewo sandałowe i wanilia.
Podsumowując pragnę i kropka.

cudmiódmalina

Jakże ja skrzywdziłam Dune swoja opinią wystawioną latem ( już usunęłam :) ). Jak ja bardzo Dune skrytykowałam i nie doceniłam... Pora naprawić swój błąd. Otórz Dune nabyłam w lipcu ( w ciemno) iii pierwszy niuch sprawił,że mnie odrzuciło. Zaczęłam się zastanawiać czy Wasze opinie dotyczą tych samych perfum,które wtedy trzymałam w dłoni. Odstawiłam je do pudełka i schowałam do szafy głębokooo. Dziś robiłam porządki w swoich zbiorach i Dune ponownie znalazły się z mojej dłoni i myślę sobie : a co tam, spróbuję raz jeszcze iiii MEGA ZASKOCZENIE! Jejku jakże to piękny zapach. Siedzę i namiętnie wącham nadgarstki i oczyma wyobraźni widzę nadmorskie wydmy, przesuszone od słońca źdźbła trawy, rozgrzany piach i szum fal, kojący szum... Odpływammm ...

ps. Wydawało mi się ,że już nic mnie nie zaskoczy a tu taka niespodzianka. I love Dior-Dune.

Kalypso

Zapach smutku

Dune do melancholia..
Dune to smutek, nostalgia, tęsknota i refleksje.
Kocham ten zapach o każdej porze roku i o każdej porze dnia. Sięgam po niego najchętniej kiedy jestem właśnie w nastroju bardzo refleksyjnym, towarzyszył mi w chwilach największego smutku, przy czym dodać należy, że nie jest to zapach depresyjny (jakie potrafią być dymne, ascetyczne kadzidła). Dune po prostu jak żaden inny potrafi tworzyć doskonałe tło do takiego samopoczucia, potrafi snuć się w tle podkreślając atmosferę. Nawet, gdy użyję go w optymistycznym nastroju potrafi wywoływać zadumę, zmusić do zatrzymania się, refleksji. To jest właśnie kwintesencja magii perfum i coś co odróżnia zapach przeciętny od arcydzieła perfumiarstwa-umiejętność wywoływania emocji, uruchomienia lawiny wspomnień, stanów emocjonalnych. Dune zdecydowanie takim arcydziełem jest.

Dune jest zapachem niezwykle suchym, dymnym, wyraźnie drzewnym. Po pierwszym psiknięciu czuć jakby dosłownie kryształki soli wisiały w powietrzu i gryzły w gardło. Jest słony, niebywale ciepły i wytrawny. Coś pięknego. Pięknie rozwija się ewoluuje, gaśnie cicho i bliskoskórnie, mocno ambrowo czy wręcz bursztynowo.Kompozycje jest bardzo spójna, wielowymiarowa, tworzy wspaniałą całość, poszczególne nuty nie wybijają się ponad innymi, jest bardzo harmonijny.
Zapach jednoznacznie przywołuje na myśl nadmorski krajobraz. Oto sucha wydma w gorący letni dzień. Słone morskie powietrze, wiatr porusza suchym piaskiem. Ciemna postać siedzi nad samym brzegiem a jej stopy obmywa morska woda.Jest wyraźnie pochłonięta jakimiś głębokimi myślami. Wokół roznosi się zapach nadmorskiego powietrza pomieszany z aromatem drzew rosnących wokół linii brzegowej podkreślając charakter tego smutnego obrazka...

Parametry jak przystało na Diora bardzo dobre. Trwałość i projekcja bez zarzutu. Bursztynowa butelka jest dość prosta i bez udziwnień (mogłoby się rzec, że nudna) podkreśla charakter zapachu.
Intuicyjnie wydawać by się mogło, że to idealny zapach na jesień i z całą pewnością tak właśnie jest, ale polecam ponosić upalnym latem w jakimś ciepły klimacie. Rozkwita przepięknie.

lucy

Testuję Dune od jakiegoś czasu, barrrdzo mnie zaintrygował więc długo nie odpuszczałam. Skupiłam się na nutach, ale za chiny nic mi nie pasowało! Czytając recenzje zupełnie byłam skołowana! Bo gdzie tu chłód gdzie zimno kiedy ja czuję coś barrrdzo miodowego! Miodu w nutach brak..hmmmm...może pomylili odlewki? Nie..w końcu reszta jakby się zgadza..no bo czuję sandał i drzewo różane i lekko słonawą ambre i mech dębowy, jest też trochę owoców..no ale gdzie ten miód który czuję najbardziej? W końcu olśnienie! PSZONAK!! Sprawdziłam, pogrzebałam w necie i BINGO!! To ta niepozorna, często dziko rosnąca roślinka odpowiada za tą miodną nutę! Na mojej skórze to mieszanka aromatycznych drewienek, PSZONAKA i jakiejś metalicznej nuty..obstawiam że to aldehydy w połączeniu z którymś z kwiatów. Przepiękna kompozycja. Niestety kompletnie nie pamiętam jak pachniał Dune w latach 90-tych, jedna butelka nie wystarczyła widocznie by utrwalić ten zapach w głowie na lata. Może to i dobrze bo nie mam czego żałować, a aktualna wersja jest dla mnie piękna.
Dopisek: By przybliżyć tym którzy nie znają zapachu pszonaka, mogę śmiało powiedzieć że to zapach bardzo podobny, jeśli nie taki sam jak zapach krzewu dość popularnego w Polsce, a mianowicie Budleji inaczej też zwanej krzewem motylim.

amanda

Bardzo,bardzo lubiłam te pefrumy.
W sumie nawet były prawie moim signature scent,chociaż to zupełnie nie moja bajka.
I to w nich było dla mnie zagadką.
Co mnie w nich tak ujęło,co spowodowało,że zero słodyczy,że są wytrawne czasem aż do bólu,to mogłam się pod nimi podpisać.
No nie wiem do teraz,to chyba taka magia zapachu.
Dune ma w sobie właśnie tę magię,jakiś niesamowity spokój,zadumę i nostalgię.
Wydmy,piasek,wyschnięte drewno rzucone na brzeg,sól,trawy,gorzkie zioła,wiatr i cisza,cisza wokół.Właśnie ta cisza urzeka.
Pomimo letniego uroku mają w sobie zadumę i nostalgię.
Raz chyba tylko dotarłam do sedna Dune.
Jechałam kiedyś latem w upalny dzień do pracy,siedząc w tramwaju wdychałam rozgrzane powietrze z którym połączył się Dune.I to było WŁAŚNIE TO!
No i nieodłącznie Dune to skojarzenie z piosenką Ireny Santor "Już nie ma dzikich plaż",stąd może ta nostalgia..

kadanka

Swietlisto-zloty plyn i złocenia buteleczki kryją w sobie zaskakującą zawartość. Dune jest dla mnie zapachem smutnym, ponurym wrecz. Przy tym nieopisanie pięknym - żeby nie było wątpliwości. Jest to zapach bardzo naturalny, nie czuć nic sztucznego. Czuje jakieś zimne wysuszone drewno, zioła, coś jakby ekstremalnie wysuszone siano - tak, ze nie czujemy już rośliny, ile taki suchy pył, zgliszcza. Wysuszona trawa z wydm. Ogólne wrażenie to cieple, rozgrzane siano/drewno, ale absolutnie zero jakiejkolwiek słodyczy. Jest ciepły i zimny jednocześnie, nie potrafię nawet tego opisać- z uwagi na złożonośc jego nut. Dune to zapach wytrawny oraz ciężki. To nie jest lekki, przestrzenny "zapaszek" - ma swój ciężar i wiele osób potrafi naprawdę zmęczyć. Ma w sobie ziołowośc, naturalność a jednoczesnie ciezar ambry. Jest naprawdę wyjątkowy, nie znam nic podobnego do niego. Określenie "the bleakest beauty" - z uwagi na uczucie smutku, jakie u mnie wywołuje- bardzo na miejscu. Dune naprawdę jest posępnym zapachem.Jest tez bardzo współczesny, nie powiedziałabym, że powstal na początku lat 90-tych. Nie zestarzał się.ech. az normalnie chce sie wlaczyc "Sound of silence" Simon and Garfunkel:D

kaktuska01

Nie znam dawnej wersji tego niewątpliwie wielkiego już zapachu. Swoje odczucia opieram tylko na wersji poreformulacyjnej.
Spodziewałam się zapachu bardzo klasycznego, utrzymanego w klimacie lat 90-tych. Nic z tych rzeczy. Dune jest bardzo ciepłym, przytulnym, "gładkim" i noszalnym zapachem. Podobno stara wersja była znacznie "cieplejsza" w odbiorze od obecnej. Jestem zdania, że dziesiejsze wydanie nie jest wcale przesycone chłodem. Aldehydy nie wybijają się w dużym stopniu tak więc całość wypada bardzo przytulnie. Całość jest słodka, balsamiczna, sensualna. Nie wyczuwam nut "papierosowych". Piękna nazwa, piękny zapach.

kpnz

Nowa wersja Dune jest wyprana ze sporej dawki nut bazowych, przez co zapach zyskał na lekkości i stał się bardziej odpowiedni na wszystkie pory roku. Nie powiem, żeby mi się to uwspółcześnienie nie podobało. Czasem to wychodzi zapachowi na dobre, inaczej może naprawdę wypaść groteskowo. Mimo wszystko, dalej czuć, że to niezapomniany Dune. Czuć sygnaturę Diora w bazowych nutach i perfumy te są dalej jedyne w swoim rodzaju. Polecam nadal.

Sylwia74

Moje pierwsze Dune zakupiłam w 2006 roku w postaci miniaturki. Ach jak one mi się podobały, taki zapach z klasą, bogaty, szykowny. W kolorowych magazynach pełno było reklam Dune. Byłam nimi zafascynowana, marzył mi się flakon. Podobały mi się a jednak nie umiałam ich nosić, kojarzyły mi się z Chanel No5, takie trochę retro. Piękne ale nienoszalne dla mnie...wtedy. Od jakiegoś czasu posiadam flakon i używam jak tylko mam ochotę. Chyba do nich dojrzałam :) Dla mnie to klasyka na co dzień. Piękne, eleganckie. Na mnie pachną wytrawnie, ziołowo-słono, bez kropli słodyczy, Głównie wybijają się aldehydy, w tle wyczuwam kwiaty. Czasami faktycznie wybija się jakaś męska nuta. Lubię je nosić w towarzystwie kaszmirowych sweterków, dodają ciepła. Trwałość rewelacyjna, użyte w nadmiarze mogą podduszać. Dune to pozycja obowiązkowa w mojej perfumowej garderobie. Używam sporadycznie ale być muszą!

SylviaInVogue

Dune na samym początku to wyjątkowo upierdliwy zapach. Sztuczny, aldehydowy, jakby zepsute jabłka wydostawały się z kompostownika. Przypomina mi Panią Walewską, to kropka w kropkę te same dziwne tony wywołujące u mnie ból głowy. Później, gdy alkohol już zwietrzeje, zapach staje się jak stara szafa nobliwej, wypełniona kulkami z naftaliny. Róża i aldehydy bawią się w najlepsze. Z czasem jest troszkę lepiej, raz po raz pobrzmiewają nuty ziołowe i kwiatowe, które moja skóra już bardziej toleruje. Najładniejsze z tego wszystkiego są nuty dolne, stonowane, drewniane, suche.

Muszę przyznać - zimna sucz z tego zapachu! I to dosłownie - podsumowując, zapach to zimny, skosytniały, nieprzyjemny. Nie każdego polubi, nie każdemu da się ujarzmić. Trochę jak taki kot, co to do każdego się łasi, a gdy chcemy go pogłaskać, ucieka. Mnie ta chłodna istota nie polubiła. Jest zbyt skomplikowana, trudno mi ją zrozumieć. Trudno się mówi...

Karkki

Pierwotna wersja Dune, to była moja wielka miłość bez wzajemności.
Będąc fanką Lyncha i Herberta (kolejność celowa) musiałam mieć flakonik.
Niestety, ja się w nich zakochałam, a one mnie nie polubiły, a przynajmniej mojej skóry. Na włosach i odzieży zapach był zniewalający. Melanż w czystej postaci. A na mojej skórze ewoluował w woń kojarzącą się z filmową wersją Barona Harkonnena.
Minęło wiele lat, któregoś dnia przetestowałam je w perfumerii, i szok: z zapachu zostały popłuczyny i teraz ta namiastka prawdziwego Dune mnie polubiła.
I z jednej strony, wielka szkoda, co z nimi zrobiono, ale z drugiej - cieszę się, bo wreszcie będę mogła je nosić.

Oliwka

Dune znam od miesiąca. Nie wiem jak to się stało, że nie poznałam wcześniej… Wracając, kupiłam nową wersję i tak mi się spodobała, że zapragnęłam tej starszej. Nabyłam taką z końca lat 90tych. Pierwsze wrażenie to chmmm… to inf., że płyn w butelce ma już swoje lata :) Na szczęście, to krótkie ostrzeżenie, z czasem na skórze wyłania się Dune… Rzeczywiście, inne, głębsze i jak napisała Anja - dzikie. Starsza wersja jest bardziej zmysłowa, wibrująca, nowsza sucha, nostalgiczna. Natomiast połączenie jednej i drugiej to już odlot daleko ponad plateau :)
Warto zaznaczyć, że całość: zapach, butelka, kolor płynu i korka – wszystko jest kompletne. Trzymanie butelki w dłoni jest tak samo zmysłowe jak zapach. Dune jest dziełem sztuki, szczęśliwie nawet po reformulacji.

EwaEwa80

wDune-kocham,ubóstwiam,kojarzy się z najlepszymi momentami w moim życiu-ale przestalam go czuć.otoczenie też.zawsze kupuje perfumy oryginalne.ale naprawdę trwałość która nie idzie w.parze z cena zaczyna mnie przekazać.lubie killery .może polecić coś w zamian?potrzebuje perfum mocnych ale i trwałych...Dune przestał do nich niestety należeć...

pachniewitch

DUNE ..
gdy byłam młoda i pojawiły się w Polsce pierwsze perfumerie ...zapach ten był dla mnie synonimem luksusu na jaki nigdy nie będzie mnie stać , odległym nieosiagalnym marzeniem niczym np Oskar lub nagrodą Nobla ;)
Mój stosunek był nabozny , pełen czci , zachwytu na kolanach. ..

Po latach nic się nie zmieniło , kocham DUNE i uważam za arcydzieło perfumiarstwa ! To epopeja, kamień milowy, oszolomienie , brak słów...
Kamień z nieistniejącej ale jakże bosko pachnacej morzem, wiatrem, kosmicznym pyłem, tysiącem zyjatek plazy ....ktora lezy geograficznie w moim sercu ...

Zombianka

Mnie też, tak jak poprzedniczce Lizbet dane było poznać Dune dopiero po reformulacji. Natomiast na mnie nie jest ani słodki, ani tym bardziej ciepły, a o gorącu w ogóle nie ma co myśleć. Moja skóra podbija w nim akcenty ziołowe, słone i wytrawne, a ogólny ich wyraz na mnie jest zdecydowanie zimny. Owszem, lodowcem nie wieje, ale mgłą i mokrym chłodem od jesiennej bądź wczesnowiosennej ziemi już tak. Przypominają na mnie Yrię od Yves Rochera, ale Yria jest słodsza, bardziej balsamiczna i miękka, dając efekt wieczorowy. Dune natomiast spokojnie noszę także na co dzień.
A sam zapach? czasem jest rześki, czasem zaledwie leniwie snujący się tuż nad ziemią. Bez kropli słodyczy, ziemisty, ozonowy, wibrujący czystą świeżością, upojny od kwiatów. Brunatny od drewien, ale nie pochodzących bynajmniej z bujnych krzaczorów, tylko od rachitycznych gałązek porażonych słońcem. Po upalnym lecie zostało tylko tyle- nadłamane i spalone runo, słony piach w lesie na skraju dzikiej plaży, przenikliwy chłód strasznej prawdy, którą każda z nas nosi lub kiedyś na pewno będzie nosić w sobie. Prawdy o nas, o życiu, o innych ludziach w świecie, który nam stworzono.

Dune poruszają najczulszymi, najbardziej skrytymi strunami w mojej duszy, są jak muzyka skrzypcowa, są balsamem dla serca w złotym flakonie. Są tym, kim był Ibrahim pasza dla sułtanki Hatice, są moim pierwszym ukochanym o złotych włosach i błękitnych oczach, który porzucił mnie bez słowa; są powiewem wiatru znad krain, po których zostały zaledwie kruche ślady w piasku, jak bruzdy w twarzy żłobione łzami. Jednocześnie Dune to nie jest zapach smutny- raczej wyciszony, dojrzały. Dune wzbudza emocje, wspiera, choć niekoniecznie pociesza. Trzeba być niezwykle pogodzonym ze sobą i z losem, aby móc je nosić. Gdyby wydano je jako element Truciźnianej serii, mogłyby nosić nazwę Poison Memoir, Mysterious Poison, Real Poison albo Poison of Truth. Byłyby najwybitniejsze z całej serii. Resztę Trucizn, moim skromnym zdaniem, przerastają o głowę.

Lizbet

Jak tak pięknie pachnie teraz, to jaką musiał mieć moc przed refolmulacją? Aż żałuję, bo pewnie bym nie mogła przestać ochać i achać. Ale współczesna wersja też jest niezwykła.

To, co mnie w nich zaskakuje to, że są w nich aldehydy. W większości klasycznych perfum (patrzę z żalem na Ciebie Mitsouko i Chanel no. 5) aldehydy sprawiają, że robi mi się mdło. Ale nie w Dune. Może dlatego, że w porównaniu z nimi wiekowo Dune to podlotek.

Dune to zapach ciepły, gorący, jak saharyjski wiatr, drzewo sandałowe, wanilia, żywica, a na nich kwiaty, tu przede wszystkim wybija się lilia. Otulający, zmysłowy, intrygujący. Według mnie absolutnie uniseksowy, a newet trochę bardziej męski niż kobiecy (dla mnie podkreślam), może ze względu na te "papierosowe" nuty. Tytoniu, czy dymu w nich nie czuć, ale całość faktycznie sprawia wrażenie cygarowego, papierosowego dymu, szklanek z whisky, stukania kostek lodu.

Na pierwszym planie są nuty drzewa sandałowego, cynamonowo-kadzidlane, kwiaty stanowią tło. Lekko mroczny, może stąd to porównanie do czarnego koloru, ale taką mrocznością wynikającą z tajemniczości, czegoś nieznanego, zmysłowego.

Delikatnie nawiązuje do zapachów lat osiemdziemdziesiątych: orientalność i wielość składników, ale nie ma ich przeładowania, przegadania. W jakimś sensie jest to prosta (prostototą kogoś, kto jest wirtuozem) idealna forma.

tofik1984

Otwarcie ostre i nieprzyjemne, pryskając próbkę na nadgarstek pomyślałam, ojej jaki staroświecki śmierdziuch i jaki sztuczny. Po 3-5 minutach przypomniałam sobie o nim i wącham i wącham, nie wierząc że to ten sam zapach.
Dune jest piękne i eleganckie w klasyczny sposób. Ja wyczuwam kwiaty których nie ma w składzie tj konwalię, goździk i jaśmin. Wyczuwam też odrobinę cynamonu i miodu w bazie, którego również niby nie ma. Poza tym bardzo przyjemny yang-yang i róże taką "suszoną".
Charakter perfum dość podobny do Jadore. Dune może być jakąś troszkę inną odskocznią od tego zapachu. Dune jest inne ale na podobnym poziomie i w podobnym kilimacie zapachowym.
Zdecydowanie kupię butelkę:)

darkblueyed

W te perfumy bylam ubrana idac do mojego drugiego slubu, w 1995 roku. Kochalam mocno, dojrzale, mimo 27 lat za soba. Dzien byl sierpniowy, upalny, z ostrym sloncem, a Dune byl jak kropka nad 'i' ze swoim niepokojem oraz chropawa glebia. Aldehydy odbijaly sie od mojej skory jak babelki wody sodowej. Pizmo wraz z mchem debowym przeciskalo sie przez szampanskie koronki sukni, herbaciane roze tchnely aromatem we wlosy. Po skromnej kolacji ylang ylang stanal na strazy namietnosci, wplatujac sie w nablyszczana przedze francuskich ponczoch z szewkiem(pakowanych po 3 w paczcce- na wypadek lecacych oczek). Benzoes podszczypywal nosy wzruszonych kolezanek... Ach, co to byl za slub- z odrobina soli (we francuskich perfumach) i kromka chleba. Niestety, moja wiernosc uwielbienia dla Dune nie mogla porownac sie z niewiernoscia (juz X) meza. Dune rozpoznaje do dzisiaj z zamknietymi oczami- mandarynka i platki pszonaku, zakonserwowane bursztynem poruszaja najtkliwsza nute w moim sercu. Dziekuje, Dune, za tamte chwile. Wiem, ze byly tylko zapowiedzia tego, co jeszcze przede mna teraz, po 20 latach...

EJo

Dune poznałam bardzo dawno temu, jako licealistka, której bardzo było blisko do matury. Spotkałam je najpierw przypadkowo, u koleżanki, która pachniała obłędnie i luksusowo gorzko - słodką lilią i właśnie ta odsłona zapachu zauroczyła mnie na długie miesiące, przywołując sny o własnej flaszce, urzeczywistnione rok później - gdy pierwsze zarobione własnoręcznie poważne pieniądze ulokowałam w tak niewiarygodnym zbytku ;)

Warto było. Choć Dune przybrał na mojej skórze zupełnie inne kolory, na długie lata zakochałam się w tym przedziwnym zapachu. Nie pamiętam dlaczego w końcu się rozstaliśmy, łańcuszek wspomnień i emocji jednak, jaki we mnie wywołują nie ma sobie równych.

"Stary" Dune jest dla mnie doskonałą kwintesencją zapachu morskich wydm, gdzie mieszają się wonie morza, piasku, zatopionych w nim skorupiaków i muszli, pobliskich traw, nagrzanej słońcem skóry, wiatru niosącego w sobie rześkość i przestrzeń, odbicie dalekich krain. Właściwie - gdybym miała pokusić się o znalezienie jednego słowa opisującego Dune byłby to wiatr właśnie - stawiam pomiędzy nimi znak równości. Wiatr od morza, wcale nie najlżejszy, słonawy i suchy, słodko - gorzki, jak gdyby zdołał przebyć tysiące kilometrów z gorącej pustyni nie wilgotniejąc przy tym ani odrobinę lecz nabierając specyficznego morskiego zapachu oraz aromatu drzewa różanego i sandałowca. Nieprzeładowany, przestrzenny, ciepło - zimny, miękki i zadziorny zarazem - stworzony ręką mistrza.

Ogromnie cenię zapachy, które mają do przekazania własną opowieść, ukazujące różne twarze. "Stary" Dune taki jest. "Nowego" nie znam. Wolę żyć wspomnieniami ;)

regndronning

Moje wielkie marzenie od czasów liceum. Dla mnie osobiście pachnie wielkim światem. Bardzo ciepły, otulający zapach. Raczej nie dla młodych dziewcząt - nie przypomina w niczym słodziaków typu Escada. Natomiast dla tych, którzy spróbują i się zachwycą stanie się świetnym znakiem rozpoznawczym. Tak jak dziewczyny już pisały - elegancki, pociągający, seksowny, ale nie duszący. Czuć drzewo sandałowe które pięknie wibruje. Gdzieś w tle pobrzmiewają lilie. Uwielbiam, kocham, natomiast właśnie teraz już w okresie wiosennym mogą wydać się zbyt ciężkie na codzień.

mamigora

Cudowny! trudny w odbiorze, ciezki? W moim odczuciu jest otulajacy, ciepły, zmysłowy. Przybysz z innego wymiaru czasoprzestrzeni, nostalgiczna kalka zdjęć w kolorze sepii, archaiczny, historyczny, baśniowy i jednodcześnie ponadczasowy.
Owszem słodki, jak miód z leśnych barci, który spływa gęsto po szorstkiej korze i przywiera do mchu. Innym razem przywołuje wizję podpalanej słońcem plaży, gdzie topią sie drobinki krzemu i balsamują wyschłe, wydmowe rośliny. Wąchając Dune mam tez skojarzenia z sianem. Widzę wieś, przydomowy ogródek z mnóstwem pomarańczowych kwiatów na szorstkich łodyżkach. Sielska magia.
Dune jest według mnie słodko-przyprawowy, chropowaty, jakby moczyć zioła w miodzie a potem suszyc na wietrze i rozcierać kawałkiem drewna. Ok, to może komuś nie odpowiadać, może odpychać, ale mój nos ma tylko dobre skojarzenia, nie znajduje minusów. Trwałośc fascynująca!

Albalonga

Z góry przepraszam za dublowanie recenzji - tamta dotyczyła porównania wersji starej i nowej ale nie zawarłam w niej żadnych bardziej emocjonalnych skojarzeń, których moc ten zapach wywołuje, a które mogłyby wydawać się interesujące dla zakochanych w tym arcydziele.

The Bleakest Beauty...
Tak powiedział o Dune znany wszystkim miłośnikom perfum Luca Turin. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego aż tyle osób uważa ten ciepły, słoneczny zapach za perfumowy odpowiednik czerni wśród kolorów. Nigdy nie mogłam zrozumieć tego depresyjnego klimatu jaki robi się wokół Dune. Aż nadszedł jeden dzień. Są takie dni, w których ma się wrażenie, że wszystko co się dzieje doprowadza nas do tego by pojawiły się w naszej głowie okreslone myśli, by nogi nas poniosły w nieznaną uliczkę, by poznać kogoś nowego, by nie zdążyć na autobus... Jeden z takich dni nosił podtytuł "Dune". Choć zdawało mi się, że znam ten zapach na wylot, jakoś tego dnia czułam się inaczej. Dune pokazało swoją cudowną, melancholijną naturę - po raz pierwszy choć używam regularnie tych perfum od 3 lat.

Dune jest ciepły jak wełniany sweter taki, którym się przykrywamy siedząc przy kominku z książką i gorącym kakaem. Ale to też ten sam sweter który narzucamy na siebie w pośpiechu gdy niespodziewanie zerwie się wiatr, spadnie deszcz a tusz do rzęs zaczyna spływać nam po policzkach. Jest czasami jak niepokojąca muzyka. Kojarzy mi się z Private Investigations Dire Straitsa czy słynnym Lily was here - melancholijna melodia, niewiele słów bądź ich brak, rozmyty obraz na teledyskach, regularny bit charakterystyczny dla lat 80-tych i papierosowy dym w domyśle. Innym razem zaś może może przypominać roześmianą trąbką Milesa Davisa.

Mimo, że nie jestem zagorzałą fanką czerni i nigdy nie noszę jej globalnie solo od stóp do głów, to ją lubię - do twarzy mi w niej. Dune nie uważam za czerń wśród perfum. Szczerze powiem, że nie wiem jaki kolor bym do niego przypisała ale to wydaje mi się zupełnie zbędne. Ważne, ze jest to zapach o niejednej twarzy, zaskakujący - raz pogodny i rozpromieniony, innym razem wydaje się być "pogodą barową" zamkniętą we flakonie.

Lucjan

Czasem człowiek rozumie zbyt wiele , zbyt późno - czym jest miłość i życie bez Niej - bez tej drugiej połówki , bez Tej , która dopełnia Cię w tym , w czym Ty sam nie potrafisz być... Wystarczy jeden dotyk , by zasnąć spokojnie , wystarczy jeden dotyk by wiedzieć , że jest , że wciąż jest i że zawsze będzie a następnie...
Wyobraź sobie Przyjacielu istotę płci pięknej.
Ma gołębie serce, duszę zdolną do największych poświęceń.
Gdy na Ciebie patrzy, z jej dużych oczu płynie sama dobroć, którą możesz czerpać naczyniem ufności - największym na jakie Cię stać.
Gdy płacze swymi kryształowo czystymi łzami spływającymi powoli po zarumienionych policzkach - spróbuj ich.
To smak miłosierdzia.
Wszystko co czyni to szczera miłość, którą zaniesie do Twego domu, w Twe życie, do Twego serca gdy przyjdzie Twoja godzina.
Wtedy stanie się jasne, że warto było czekać i marzyć.
Nie zapomnij wtedy podarować jej Dune - kilka chwil i stanie się najprawdziwszy cud.
Odkryłeś Anioła, który ukryty przed światem zstąpił na ziemię. Dla Ciebie i tylko dla Ciebie...
Prezent ślubny dla mojej przyszłej żony.

Alarte

Ależ to jest piękny zapach! Moja żona dostała od swojej mamy buteleczkę 30 ml edt Dune kupionego jeszcze w 1996 roku, ale nadal zapakowanego w kartonik i folię. Przećwiczyliśmy ten zapach także na mojej mamie i dostaliśmy to, co ja bardzo cenię w perfumach - zapach wychodzi tak samo pięknie na każdej kobiecie niezależnie od jej wieku (żona ma 28 lat, a moja mama 50 z małym plusem).
Na obu moich paniach dawny Dune wychodzi dosyć mocno drzewnie, trochę kadzidlanie (chyba przez ambrę i sandał), trochę gorzko (chyba przez mech), ale raczej mało kwiatowo, co zresztą nikomu z nas nie wadzi. O dziwo, żonie nie przeszkadza tu obecność aldehydów, które są jakoś tak wmieszane w całość, że nie są dla niej lekko mdlące, tak jak w innych zapachach.
Pognaliśmy też szybko do perfumerii, żeby sprawdzić nową wersję Dune, ale oceny moich pań i moje są podobnie rozbieżne, jak w recenzjach poniżej. Mnie obecne Dune nawet się podoba, ale żona i moja mama zgodnie mówią, że używałaby nowej wersji Dune tylko wtedy, gdyby nie znały wersji pierwotnej. Widzę z tego, że za chwilę będzie pewien kłopot, bo teściowa dała swojej córce/mojej żonie już ostatnią buteleczkę Dune z zapasów zrobionych w latach 90-tych, a że jest to tylko 30 ml, więc wyjdzie szybko, bo zapach ogromnie się nam podoba!
Projekcja dawnego Dune jest średnia, ale trwałość duża - dociąga do 12 godzin.

Albalonga

Dune to moja sygnatura. To Dune wybrało mnie a nie ja Dune. To nie będzie recenzja w formie peanu na cześć tego zapachu, bo że go kocham bezgranicznie jest oczywiste.

Mam możliwość zrobić to samo co Izabela, czyli dokonać porównania między starą (wersja z 1991 r.) a nową wersją (wersja z 2011 r.). Oto rezultaty:

Jestem daleka od stwierdzenia, że nowe Dune to blady cień kompozycji sprzed 20 lat. pierwsze co rzuca się do nosa to brak anyżkowej nuty, która w starej wersji jest bardzo wyczuwalna. Przypuszczam, że może to być wypadkowa miksu lilii, jaśminu i jakiegoś niezidentyfikowanego składnika. W nowej wersji tego nie ma a ambra jest na bank z laboratorium (kto teraz dodaje naturalną...). Z tego co zdołałam wyczytać na innych stronach Dune było jednym z niewielu zapachów w ówczesnych czasach, które zawierały morze naturalnej ambry. Jej brak widać, słychać i czuć. Mimo to, na mojej skórze przynajmniej, nowa wersja jest mocniejsza oraz trwalsza. Straciła na ambrowym ciepełku i dziwnym anyżowym posmaku ale za to stała się suchsza i wytrawniejsza. Biorąc to pod uwagę nowa wersja jest jeszcze mniej familiarna niż stara. Wrzosowa suchość i te lilie w obłoku aldehydów tworzą bardzo dziwną mieszankę, która niejednej osobie może wyrządzić krzywdę. Ja do tych osób nie należę. Wracając do starej wersji, jest ona bezgranicznie głęboka, wąchając ją mam skojarzenie z ciepłym skondensowanym mlekiem, którym smaruje się wafla - czyli niezwykle przyjemna, cielesna, mleczna, dająca wrażenie błogości (chodzi o wrażenie, nie o słodycz).

To były różnice. Teraz podobieństwa. Mimo wyżej wymienionych punktów sprzecznych to dalej jest ten sam zapach. Obie wersje najbardziej rozbiegają się w fazie początkowej. Stara wersja jest ciepła, anyżowo-toffi a nowa to suche drewno i lilie. Im dłużej Dune trwa na mojej skórze, tym bardziej ich drogi zaczynają się zbiegać. Po odczekaniu półtorej godziny różnica jest znikoma. Wówczas nowa wersja trzyma cały czas za kinola a stara jest delikatniejsza i miększa,dalej czuć w tle anyżek. Jednak ta różnica jest wyczuwalna przy dokładnym wwąchiwaniu się w nadgarstek, w nowej wersji anyżek ten można wyczuć troszeczkę w bazie . Ogólnie z odległości różnicy nie ma.

Powiem jeszcze jedną ciekawostkę. Poprosiłam moją mamę żeby spróbowała zgadnąć, na którym nadgarstku mam stara wersję Dune. Wskazała na ten nadgarstek gdzie miałam wersję nową ze względu na to, że zapach był mocniejszy. A Dune mama kiedyś nosiła więc zapach nie był dla niej zupełnie nieznany.

Podsumowując: uważam, że obie wersję są grzechu warte. Stara wersja ma na pewno większe bogactwo składników najwyższej jakości i jest bardziej ludziowa. Nowa wersja jest dziwniejsza ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa (chyba jedyna reformulacja, która sprawiła, że zapach jest mniej przystępny niż w poprzednim wcieleniu). Mimo wszystko to są niuanse i w ogólnym wrażeniu zapachy różnią się niewiele, charakter pozostał ten sam. Jeśli chodzi o trwałość to powiem szczerze i bez bicia, że nowa wersja pod tym względem spisuje się znacznie lepiej niż stara, wytrzymuje magiczną liczbę 12 godzin. Stara wersja daje radę, ale nieco krócej.

Wnioski: Warto jest posiadać obie wersje, co daje możliwość poznania jednego zapachu w dwóch odsłonach. Jeśli komuś na tym nie zależy to z czystym sumieniem mogę polecić nową wersję dla tych, którzy nie mają frajdy z polowania na antyki. Negatywne opinie na temat wersji obecnej są według mnie przesadzone, albo to moja skóra czyni cuda.

Izabela

Dune znaczy wydma. I ten zapach dokładnie taki jest.
Jak chcę przywołać wspomnienia lata sięgam po Dune Diora.
Ten zapach kojarzy mi się z zapachem nagrzanej wydmy nad Bałtykiem. Zamykam oczy i widzę piasek, rośliny kołysane wiatrem i słyszę szum morza. Magia.
Trwałość doskonała.
Jednakże recenzję piszę na temat wersji pierwotnej, przed reformulacją, z pamięci.
Wersja Dune, która jest obecnie dostępna w perfumeriach jest o wiele bardziej płaska, już nie brzmi tak bosko, chociaż zapach jest podobny.

anja

Moje pierwsze "prawdziwe" perfumy. Wsrod tylu innych wybralam wlasnie te(pewnie dlatego ,ze mocno pragnelam Diora ,jak na tamte czasy-luksus)Mam do nich slabosc.Mysle, ze nad Dune nie trzeba sie rozpisywac,wszystko juz zostalo powiedziane.Kto nie zna ,powinien to zrobic jak najszybciej.Rozpaczam nad moim pierwszym flakonem sprzed wielu lat,dzisiejszy Dune jest wedlug Mnie wykastrowany. Ten ktory pamietam byl ostry ,dziki,ten dzisiejszy namolnie cukrzy sie na mojej skorze.Ale mimo to goraco polecam blizsze poznanie.

perfumeholic88

Trudny to zapach i w tym akurat zgodze się z Teresą88. Dla mnie chyba za trudny, bo niestety nie jestem w stanie go ´´udźwignąć´´, a to co wyprawia on na mojej skórze skutecznie mnie do niego zniechęca.
Rzeczywiście i mnie on przypomina gorący, nagrzany piasek, ale nie nad Bałtykiem, a na Saharze. Idę boso, jest niewyobrażalnie ciepło, duszno, pragnienie jets tak silne, że nie potrafię myśleć o niczym innym i po wielu godzinach wędrówki zauważam wielki namiot. Mając nadzieję, że znajdę tam choć kropelkę wody, wchodzę do środka, a tam na poduszkach siedzą jacyś mężczyźni i ordynarnie palą papierosy. Dym jest drażniący, powoduje u mnie odruch kaszlu, wdziera się do gardła i dusi.
Pochyla się nade mną jakiś młody mężczyzna, przynosi wody, wyciera twarz, pachnie on bardzo męsko, drzewnie, ale jakby znajomo...
Taki obraz widzę nosząc Dune. Otwarcie to atak aldehydów i tej charakterystycznej nuty drzewa różanego. Nie pasuje mi to za żadne skarby, ale potem jest jeszcze gorzej. Za sprawą któregoś składnika wychodzi ohydna nuta jakbym cały dzień spędziła w zadymionym pokoju, a potem założyła na siebie sweter palacza. Skóra pachnie mi poprostu dymem papierosowym, a jestem zdeklarowaną przeciwniczką papierosów! Nie jestem w stanie tego wytrzymać. Lepiej jest kiedy pojawi się paczula i nuty drzewne, ale zapach nabiera wtedy typowo męskiego charakteru. Nie jestem fanką Dune niestety.

mala9mi

Od razu przyznam, że testuję i mówię o tej nowej wersji dostepnej auktualnie w perfumeriach. Wiem, że Dune podległ reformulacji co zapewne skutkuje utratą mocy i ogólnym "osłabieniem". Nic to bo mnie się i tak spodobał.

Dune nowy nie jest. Jako nastolatka często wertowałam magazyny mojej matki i równie często rzucała mi się w oczy reklama Dune. Ale jak można się było spodziewać nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia.

Po Dune sięgnęłam dopiero teraz, po niemal 20 latach od tamtych czasów. Znudziło mi się testowanie nowości więc stwierdziłam, ze może sięgnąć po coś starszego? Dodatkowo moja ciekawość podscycały porównania do Kingdom McQueena,które bardzo lubię.

I cóż mogę rzecz, Dune mnie urzekło. Zapach jest bogaty, otulający, puchaty. W przeciwieństwie do wielu nowości bardzo złozony, nic sie tutaj nie wysuwa na pierwszy plan. Nuty ze sobą wpółgrają, tworząc intrygującą całość. Na pewno jest mocno kwiatowy z lekkim dodatkiem słodyczy. Suchy i słodkawy. Faktycznie ma w sobie coś z Kingdom, zapachy są podobne ale Dune jest jakby słodze. No i czuć, że swoje lata ma. Ale pomimo tego dobrze się czułam nosząc (i może jak niektórzy powiedzą profanując) Dune do jeansów i trampek. Chociaż oczywiście będzie też doskonały do wieczorowych sukienek i na wszelkie bardziej eleganckie okazje.

Szukałam świeżaka a zdaje się, że zamiast niego w mojej szafce z perfumami zagości Dune...

Trwałość niezła ok 5-6 godzin, ogon średni.
Flakon prosty ale dość ładny.

Mad-Lainey

Dune jest zapachem trudnym w odbiorze - powoduje u mnie burze powonienia, posiada niezwykla moc, poniewaz czuc w nim i aromat kwiatow, i goryczke ziol i przypraw i doslownie odrobine slodyczy i szczypte soli...
Wiem dokladnie co autorki ponizej maja na mysli; Dune to symfonia wszystkich mozliwych zapachow przelana do magicznej kadzi, wstrzasnieta i przyprawiona magia; nigdy nie mialam zapachu ktory ewoluowalby na tak wiele sposobow.
Dune ma dobra trwalosc i moc i jest zdecydowanym 'sprawca' komplementow.
Zdecydowanie na jesien i zime; klasyk dla kobiety eleganckiej.
Dune jest jak mala czarna i szpilki - nigdy nie wychodzi z mody.
I choc od premiery minelo juz sporo czasu - nadal jest w cenie, co jest chyba najlepszym dowodem na ponadczasowosc tego zapachu.
Radze nie zrazac sie pierwsza proba zapachu, ktora moze wydawac sie nieudana.
Zwlaszcza jesli tak jak ja, jestes zwolenniczka zapachow jadalnych i owocowych - Dune nie nalezy do tej bajki, ale rozkochal mnie w sobie bez reszty.
Polecam.
 
Encyklopedia Perfum

Perfumy: 67780
Recenzje Perfum: 58468
Miłośników perfum: 19130
Czytelników online: 142

Zarejestruj się
Nowe Recenzje Perfum
Elie Saab
Girl of Now
autor Monikaale1970
Dolce&Gabbana
By
autor Horus1973
Mugler
Aura Mugler
autor Horus1973
Louis Cardin
Sacred
autor Sosabowski
Mugler
Alien
autor Anaswi
Najnowsze recenzje
Najnowsze komentarze
Parfums de Marly Oriana autor Beata Maria
Dior Sauvage Elixir autor dzefrej5000
Byredo Young Rose autor Beata Maria
Escada Fairy Love autor Beata Maria
Popularne marki i zapachy
Skocz do góry

Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches | Beauty Almanac |

Prawa autorskie © 2006-2021 Fragrantica.pl magazyn o perfumach - Wszelkie prawa zastrzeżone - nie kopiuj zawartości strony bez uzyskania pisemnej zgody. - zapoznaj się z Regulaminem strony i Polityką prywatności.
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]