Dominique Ropion
Dune Dior dla kobiet
Christian Dior Dune Cologne 3.4 oz C... (123.20 USD)
FragranceNet.com 4 items for 17.24 - 119.24 USD
Christian Dior Perfu... 2 items for 28.00 - 115.00 USD
FragranceX.com 3 items for 81.60 - 113.52 USD
ThePerfumeSpot.com 1 product for 99.91 USD
GiftExpress.com 1 product for 99.95 USD
Jomashop.com 1 product for 99.99 USD
eCosmetics.com 1 product for 109.99 USD
Maxaroma 2 items for 123.20 - 132.00 USD
Średnia ocen 3.97 na 5 na podstawie 10,444 ocen
Dune marki Dior to orientalno - drzewne perfumy dla kobiet. Dune został wydany w 1991 roku. Dune stworzyli Jean-Louis Sieuzac, Nejla Barbir i Dominique Ropion. Nutami głowy są Brazylijskie drzewo różane, Aldehydy, Mandarynka, Bergamotka i Piwonia; nutami serca są Lilia, Ylang-ylang, Pszonak, Jaśmin i Róża; nutami bazy są Drzewo sandałowe, Bursztyn, Benzoes, Mech dębowy, Wanilia, Paczula i Piżmo.
Przeczytaj więcej w innych językach: English, Deutsch, Español, Français, Italiano, Русский, Português, Ελληνικά, 汉语, Nederlands, Srpski, Română, العربية, Українська, Монгол, עברית.
Fragrantica® Trends to relatywna wartość, która pokazuje zainteresowanie członków społeczności Fragrantica tym zapachem na przestrzeni czasu.
Perfume longevity: 3.77 out of 5.
Perfume sillage: 2.63 out of 4.
Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

koza
edit: poczytawszy nieco o reformulacjach postanowiłam z ciekawości sprawdzić, którą wersję posiadam i albo moje perfumy pięknie się zestarzały, albo jestem posiadaczką oryginalnego zapachu, bowiem test drogeryjny mocno mnie zaskoczył. niby DNA to samo, wwąchiwanie się w nadgarstek przywołuje te same wspomnienia, jednak w otwarciu nieoczekiwanie uderzyła mnie wręcz miętowa świeżość, która po chwili zmienia się w mieszankę listerine z cynamonową gumą do żucia. zapach jest lżejszy, bardziej na codzień, nadal ciekawy, ale już nie tak ciepły jak kiedyś. brakuje mi tu słonej goryczy, którą tak dobrze znam, która dodaje tym perfumom pazura. nie ma tragedii, ale trwałość i moc słabsza. i jednak ubolewam nad tą zmianą, bo teraz jeszcze bardziej muszę oszczędzać mój ukochany flakonik. jeśli stara wersja wzbudzała melancholię, to teraz jest to melancholia level hard.


zuzka
Biję się z myślami, bo nie jest tani a zapachów tyle, że życia nie starczy, by wszystkie ponosić... ale ma w sobie to coś, co nie daje o nim zapomnieć.
Ciężko mi pisać o nutach, więc wrażenia: drewniany, ciepły, piękny, nonszalancki, kolonialny, słoneczny, przygodowy, oldschoolowy w dobrym znaczeniu. Nie przepadam za opisywaniem zapachów w formie historyjek czy archetypów osób, bo każdemu w duszy może zagrać co innego, ale tu pokuszę się o taki obrazek, który MNIE w duszy gra: intelektualistka, świadoma kobiecości, ale nie kokietka. Odważna, bezpretensjonalna. Zadziorna. Błyskotliwa. Ciekawska.
Ktoś poniżej napisał, że pasuje do kobiety (nie dziewczyny) władczej - i coś w tym jest. Nie trzeba być heterą, herod babą, nie! Ale nie widzę w nim słodkiej trzpiotki lub kobiety fatalnej, która uwodzi diabolicznym spojrzeniem tudzież czarnymi koronkami.
Styl, który mi się dobrze zgrywa z tym zapachem: miejskie safari, skórzane wygodne buty, płócienne spodnie, lniane koszule i sukienki latem, w chłodne miesiące miękkie swetry z alpaki lub kaszmiru, białe koszule, bawełniane chinosy, zamsz lub sztruks. Prostota i wygoda. A do tego bogata, etniczna biżuteria, turban lub szal z malowanego jedwabiu. Czyli jakość, ale właśnie nonszalancka, troszkę rozchełstana, "zabiegana", nieco znoszona, żeby nie było, że jedyną parę drogich bucików wyciągamy tylko od święta.
Piękny, piękny zapach.
Dune, poczekaj. Wrócę niebawem do ciebie :)
Kozica

KatVlad
Nigdy bym pewnie nie zwróciła uwagi na ten klasyk, gdyby nie fakt, że non stop wyskakiwał mi tu po lewej w gronie perfum, które mogłyby się mi spodobać. Byłam sceptyczna, bo po pierwsze: nie cierpię aldehydów. Wszystkie perfumy aldehydowe, które dotąd wąchałam, kojarzyły mi się ze starszą, pachnącą na kilometr, przesadnie wymalowaną kobietą. Po drugie, eleganckie klimaty to raczej nie moje rewiry. Jednak po przeczytaniu dziesiątek recenzji ciekawość wygrała i zamówiłam odlewkę. Nie sądziłam, że cokolwiek z tego będzie, ale musiałam dowiedzieć się jak pachnie Dune.
Pierwszy psik, jak też podejrzewałam, uwolnił aldehydy wraz z ich starszopaniową konotacją. Od razu pomyślałam też, że na pewno kiedyś już czułam ten zapach. Jednak było tam coś jeszcze, coś co skutecznie zablokowało ometkowanie Dune jako klasyk-którym-pachniała-moja-ciocia... Coś słodkiego, drzewnego, żywicznego, a aldehydy jakby z każdą sekundą ulatniały się. Hmm - pomyślałam. Już po kilku minutach Dune przeciągnął mnie na swoją stronę, choć jeszcze nie byłam pewna, czy kiedykolwiek będę go nosić. Po kwadransie stwierdziłam, że zapach jest naprawdę przyjemny. Po całym dniu spędzonym razem przepadłam. Ja, która rok temu celowała w Aqua Allegorie.
Dune kojarzy mi się miodowo. Moja rodzina miała pasieki i pamiętam z dzieciństwa kanki pełne miodu lipowego. Gdy się je otwierało zapach był aż odurzająco słodki, ale czuć w nim było tę naturalną, trochę żywiczną nutę. Tak samo jest tutaj, niby słodko, ale coś lekko świdruje mi w nosie, przez co zapach jest jednocześnie kremowy i bliskoskórny, ale i przestrzenny i wyrazisty (to pewnie dzięki benzoesowi i aldehydom, któż by pomyślał że zacznę je doceniać). Gdy minie trochę czasu ten zaczepny efekt łagodnieje i wyczuwam głównie jakieś drewno i ylang-ylang. Wszystko to jakby wygrzewało się na słońcu.
Gdy wącham Dune w mojej głowie mimowolnie pojawia się słowo „bogactwo”, w znaczeniu bogactwa składników, wrażeń, ale i luksusu. Po prostu czuć, że to dobre perfumy, na które składa się wiele perfekcyjnie połączonych ze sobą składników. Leżę w spa, wokół mnie palą się świece, a ktoś masuje mnie gorącymi kamieniami i wonnymi olejkami.
Nie wyczuwam w tym zapachu morskiej bryzy, ani popielniczki. W ogóle nie kojarzy mi się też smutno, ani tym bardziej męsko. Niemniej, gdybym poczuła go na jakimś mężczyźnie, nie zdziwiłabym się, a raczej podeszłabym bliżej. Ten zapach ma w sobie coś magnetycznego. Tajemniczego, spokojnego, sensualnego. Mimo to nie uważam, że nadaje się tylko na zimę lub wieczór. W odpowiednich(!) dawkach brzmi pięknie też w letnie gorące dni - przez to właśnie, że jego słodycz jest rozgrzewająca, a nie zatykająca mózg.
Reasumując: zupełnie się tego nie spodziewałam, ale się w nich zakochałam. Traktuję moją odlewkę jak skarb. Marzy mi się flakon i na pewno sprezentuję go sobie przy najbliższej okazji. Myślę, że niektóre zapachy wydają nam się staromodne, bo tak. Bo to klasyk, bo używała ich kiedyś ciocia. Wiemy, że czuliśmy tę woń 20 lat temu i to rzutuje na odbiór. Warto jednak odciąć się od tych skojarzeń. Mam teraz 30 lat i czuję się w tych perfumach tak samo seksownie jak w Reveal Calvina Kleina. Swoją drogą podobny klimat.
PS Jest taki żel pod prysznic Barnangen Midsommar Glow. Uwielbiam jego zapach. I choć oczywiście on i Dune nie są identyczne, to bardzo mi się ze sobą kojarzą. Nawet kolor mają podobny, coś w tym musi być ;) (na pewno w obydwu jest ylang-ylang).


MoniqueK
Ellin

sweet patchouli
Dune są mocarne, czego doświadczymy już na wstępie. Aldehydy owszem są, ale spacyfikowane i w swego rodzaju łagodnym wydaniu, przez co ich ulotność jest zatrważająca, chwila moment i zostaje po nich tylko wspomnienie. Najważniejsze są tu nuty drzewne, które ewidentnie dominują już od samego początku. Dune jest przesycony ich obecnością, wypchany po brzegi, osacza nimi z każdej strony. To właśnie drzewo różane oraz sandałowe dodatkowo podbite nutą mchu dębowego dają niepowtarzalny efekt lasu i to one dyktują całą zapachową melodię. Mamy tutaj przykład bardzo udanej kompozycji skupiającej się praktycznie na jednym tonie: drzewnym. Do tego stopnia, że ja naprawdę mam wrażenie jakbym znalazła się pośrodku usychającego lasu w tropikalne lato. Woń zdecydowanie daje popalić, ponieważ po zaaplikowaniu na skórę po około 30 minutach aż krzyczy balsamicznym wydźwiękiem. Benzoes w akompaniamencie bursztynu świetnie współgra z leśnymi towarzyszami, wprawdzie pozostaje lekko w tyle, ale gdyby nie ten element, nie byłoby tego gorącego, wakacyjnego smaczku.
Za każdym razem jak wącham Dior Dune czuję jakby mnie ktoś obsypał korą z drzew, taką suchą i intensywnie pachnącą. Jeśli kiedykolwiek spędzaliście wolny czas nad brzegiem morza w bardzo ciepłe lato, na pewno szukaliście schronienia w okolicznym lesie. Wkraczając w jego cień od razu uderzał w nas surowy zapach zmęczonego skwarem i spragnionego deszczu drewna. Co więcej unoszące się wszędzie ciężkie i parne powietrze dociążało posmak suchości w nosie. Równie dobrze moglibyśmy stać pośrodku tartaku w upale, gdzie zewsząd lecą wióry lub na popalonej łące od słońca otoczonej wysokimi drzewami, ale myślę, że 99% osób skojarzy ten aromat właśnie z nadmorskim lasem, dzięki balsamicznemu dodatkowi, który jest charakterystyczny dla plaży, piasku i otaczającej je zieleni.
Jeśli chodzi o kwiaty czy owoce, których nota bene mamy w składzie calkiem sporo, to ja ich nie uraczyłam. Bergamotka, mandarynka, róża, piwonia czy lilia podejrzewam, że robią jako takie niewidoczne i niewyczuwalne dodatki dopełniające całość, aczkolwiek jaśmin jest jedynym wyjątkiem, który daje o sobie wyraźnie znać. Szczególnie w pierwszej godzinie, razem z aldehydami, kiedy może dawać chwilowe, niechlubne skojarzenie ze starą szafą :P. Zakończenie przynosi nam błogie ukojenie od nadmiaru słońca, bo robi się pudrowo, cały piaskowy szał się uspokaja, a główne nuty się wyciszają. Ani wanilia, ani paczula nie są w stanie wygrać starcia z drzewnym akordem, który na „do widzenia” pokazuje nam swe miękkie i otulone piżmem oblicze.
Dior Dune to perfumy zahaczające o niszę, unikalne w swojej kategorii i ponadczasowe. Zdecydowane, linearne i jednocześnie trudne. Skomplikowane w swej prostocie zaintrygują wszystkich tych, którzy oczekują od zapachu czegoś innego, mającego swój unikalny wydźwięk i emanujące stanowczością. Wielbiciele drzewa sandałowego będą zachwyceni.

suacatha
Wybrzmiewa szczególnie drzewno- ziołową nutą, lekko gorzkawych roślin ze skąpanej słońcem, letniej łąki i żółtych kwiatów - prawdopodobnie za sprawą pszonaka. Być może wyczuwalna jest też lilia, składniki są jednak tak harmonijnie zmieszane, że trudno mi ją odróżnić od ciepłych nut drzewnych i bursztynowo-żywicznych. Aldehydy wprowadzają nieco przestrzeni i jasności przejrzystego nieba.
Dla mnie Dune jest jednostajny, łagodnie spowijający przez cały dzień właścicielkę i wyczuwany przez otoczenie. Dobrze jest go użyć skromnie - w nadmiarze staje się duszny, męczący i usypiający.
Wbrew reklamie i opiniom, nie powiedziałabym, że to zapach nostalgiczny, melancholijny, lecz zaledwie sentymentalny. Nie mam przy nim wizji samotnej osoby na plaży, ciepłego piasku, ani w ogóle morza.
Tak pachną... zbocza Wezuwiusza. :) Perfumy przywodzą mi na myśl obraz mojej dawniejszej wspinaczki ku kraterowi tegoż wulkanu. W upalnym lecie rozgrzane powietrze drgało i było przesycone nektarowo-miodowym i żywicznym zapachem górskich, śródziemnomorskich krzewinek i kwiatów. Całe stoki były porośnięte kwitnącym na żółto janowcem barwierskim. Wulkan był cichy, milczący i spokojny właśnie jak Dune...

ganczar666
Otwarcie mocne, przez pierwsze kilka minut przeleciała mi przez głowę nawet myśl, że ja jako mężczyzna też mógłbym go nosić. Mocne otwarcie nie zrobiło na mnie niestety pozytywnego wrażenia, wiedziałem, że to klasyk z dawnych lat, spodziewałem się zapachu trudnego.
Kolejny etap wyraźnie daje nam do zrozumienia, że to są jednak kobiece perfumy, ostra bergamotka z otwarcia traci moc, zapach robi się bardziej kremowo-kwiatowy, to stadium przywodzi mi na myśl Sand Aoud Mancera, zapach staje się bardziej suchy i wytrawny. Już sama nazwa Dur-pustynia, pasuje mi idealnie do tego obrazu.
W końcowym stadium pojawia się róża, bardzo delikatna i mało wyraźna, choć pasuje ona idealnie do klimatu tego pachnidła, to ze względu na tak słabą moc to mam niestety wrażenie, jakby ktoś wcisnął ją tu przez pomyłkę lub na siłę,tak jakby twórca zapachu miał w głowie obraz tego zapachu, ale bie potrafił odtworzyć go całkowicie.
Ogólnie uważam Dune za zapach ciekawy i klasyczny, dla kobiet ( nie dziewczyn) pełnych klasy i władczych.
Acha plus za trwałość i projekcję, fajne w nim jest to, że jeśli minie otwarcie to praktycznie przez cały czas będąc na naszej skórze to projektuje z taką samą siłą.
Pomimo, że to Dior, to nie potrafię oprzeć się wrażeniu arabskiego akcentu w tym zapachu.

mirrorwoman

Malamyszka
Przepiękny. Niespotykany, nie da się porównać z żadnymi innymi perfumami.
Zapach w klimacie lat 90'tych, wywołuje u mnie wiele pięknych wspomnień. Wracam do niego z wielkim sentymentem.
Co roku zawsze kupuje 100 ml.
Baaardzo trwały, jak na EDT jest naprawdę bardzo trwały.

Charleen
Jest tak piękny ale niepokoi mnie to, że wzbudza we mnie melancholię - dokładnie tak jak napisała Jagna.
Klasyk, jedyny w swoim rodzaju. Pragnę go bardzo, chyba wiekowo do niego dojrzałam, chcę czuć ciepło w dłoniach tej bursztynowej buteleczki.

Jagna
są tu wydmy przed świtem, na których wyrosły lilie. są one zmrożone zimnym wiatrem. wszystko dokoła spowite jest jeszcze chłodem nocy.
po wschodzie słońca otoczenie ogrzewa się i zaczynam czuć zapach piasku. ciepło otwiera inne, bardziej słodkie kwiaty.
ta niepokojąca nuta chłodu jednak pozostaje w tle. interesujący zapach, ale to perfumy nie dla mnie
scentavanita
Na każdej skórze pachnie inaczej, moja siostra twierdzi, że jest ciepły, kadzidlany, według mnie jest za to chłodny, czuję w nim te nawiązania do wydm, te morskie akcenty.
Trwały, elegancki, uniwersalny choć NIE nijaki w swojej uniwersalności co jest wielkim plusem :)

Milenia

Gothabella
Zasugerowanych nazwą wydm, a więc upału i suchego powietrza, nie doświadczam. Dziwi mnie, że niektórym recenzującym Dune pachnie nostalgią, smutkiem, mglistym krajobrazem - dla mnie jest jasny i wiosenny. Najbardziej kojarzy mi się z jakimś bukiecikiem delikatnych kwiatków. Ostatnio przechodziłam obok świeżo rozkwitłego krzewu forsycji i uznałam, że produkuje on woń w pewnym sensie podobną w tonie do Dune.
Jest do dla mnie też zapach kojarzący się mocno z latami dziewięćdziesiątymi. To mógłby być zapach eleganckiej pani w wielkich klipsach-perłach, kapeluszu i białym żakiecie z poduszkami wszytymi w ramiona (poduszki to zdaje się znak rozpoznawczy lat 80., ale w Polsce moda była chyba kroczek do tyłu za resztą kontynentu i bardzo mocno kojarzę takie żakiety właśnie jako element stroju eleganckich koleżanek mamy). Dune Diora mogłaby nosić Julia Roberts w "Pretty Woman" - w wersji "po przemianie", kiedy idzie przez miasto z naręczem zakupów od najlepszych projektantów, w czarnym kapeluszu i białym kostiumie.
Jednym słowem, klasyczny zapach z umiejętnie wyważoną kroplą luksusu (nie nachalną), ale kompletnie nie dla mnie. Jako punk rockowego ducha mieszkającego w nawiedzonym dworze ;) kompletnie nie kręcą mnie takie zapachy.

iwona8604
Szybko pojawiają się też nuty drzewne, z tymże jest to raczej zapach drewna z plaży, które wieczorem oddaje ciepło nagromadzone w ciągu upalnego dnia, jest tu i słodycz mająca ambrowo-balsamiczny charakter - perfumy wręcz ociekają żywicą.
Nie można pominąć również aldehydów, jednakże uważam, że w tej kompozycji ich stężenie zostało odpowiednio wyważone, dlatego jest szansa, że nawet przeciwnicy tego komponentu docenią urok Dune.
Perfumy emanują ciepłem i rzeczywiście kojarzą się z nadmorską scenerią. To wspaniały zapach na schyłek lata i początek jesieni. Ewidentnie czuć, iż jest to ,,zapach z minionej epoki" - daleko mu do modnych współczesnych nowości, ale i tak mimo upływu ćwierćwiecza nosi się go rewelacyjnie.
Zachwyca głębią i wielogodzinną trwałością.
***
Wersja poreformulacyjna:
Perfumy w dalszym ciągu mają goździkowo-szałwiowy wydźwięk, jednak już po chwili od otwarcia ukazuje się akord, którego próżno szukać w wersji pierwotnej - wyłaniają się kwiaty, które momentalnie ochładzają zapach.
Nie można powiedzieć, że jest płaski, ale na pewno zgubił swoją moc. Z jednej strony pokazuje wytrawniejsze oblicze, z drugiej strony szybko się wysładza i ... niepostrzeżenie znika ze skóry. Różnicę widać także w końcowej fazie, w której wyczuwam nutę świeżego tytoniu (jest całkiem przyjemna).
Podsumowując, oba zapachy są bardzo dobre i mimo różnic nadal są do siebie bardzo podobne, jednak uważam, że wersja z 1991 roku jest bogatsza i trwalsza.
fortissimo1603
Taką lilię mogłabym nosić. Zimną, uschłą, pustynną i samotną. Taką, która nawet nie wie że jest samotna, bo nigdy nikogo nie spotkała. Jedyne co widzi, to wyschnięte pustkowie.
Czy obecnie są podobne do McQueena? Moim zdaniem i tak i nie. Mają kilka punktów wspólnych. Jednak brak w Dune tej głębi i tego charakterystycznego czynnika stresogennego, przywołującego na myśl nutę rozgrzanej, wilgotnej skóry.

Klaudia_red
Początek to lekki powiew powietrza kiedy wącham bukiecik delikatnych kwiatów (ale nie morskiej bryzy tylko ciepłego powietrza). Czuć przestrzeń, świeżość chłodną i jednocześnie suchą. Jak wącham ten zapach to czuję rumianek :)
Jest zupełnie inny, wyjątkowy, trochę melancholijny, spokojny. Trochę szkoda,że pachnie dość jednostajnie, bo lubię jak zapach się zmienia z czasem. Ale jest to niespotykany, przepiękny, smutny zapach!
EDIT*
Udało mi się przetestować małą ilość starej wersji Dune i trochę się różni, ale to nadal ten sam zapach.
Wyczuwam dodatkową nutę ziołowo-zielono-gorzkawą, jakby jakiegoś zioła polnego. Pachnie delikatniej, jest też mniej jakby "mdława"od nowej wersji.
Żadnych papierosów, czy popielniczek tutaj nie wyczułam jak niektórzy ;p
Zmiana nie jest wcale aż tak duża. Jeśli miałabym wybrać wersję to bardziej podoba mi się nowa (może dlatego, że zaczęłam od nowej?) ze względu na bardziej melancholijny charakter zapachu. No i podoba mi się przestrzeń, którą czuć szczególnie na początku nowego Dune, a brakuje mi tego w starej wersji. Taki cichy, ciepły wiatr...

Marietta
Dune to orientalno - drzewne perfumy.
Mam do nich wielki sentyment.
Pamiętam jak kiedyś jeszcze z rodzicami byliśmy w Łebie na wydmach. Towarzyszyli nam jeszcze moi chrzestni.
Było gorąco, bo to lato jedno z upalniejszych.
Słońce mocno grzało. Pamiętam z bratem wyobrażaliśmy sobie, że to pustynia. I tak gdzie okiem sięgnąć piasek.
Wiatr był silny, szarpał i plątał moje długie włosy.
Słony posmak na języku po zwilżeniu ust.
Nagle niebo zaszło chmurami, zrobiło się ciemno, ale nadal parno, gorąco. Zaczął padać deszcz. Ożywczy, oczyszczający. Nadal wiało.
Ten wiatr niósł zapach perfum mojej cioci. Wtedy jeszcze nie wiedziałam czym pachnie, ale podobał mi się ten aromat i po latach jak czuje aromat Dune to mam wrażenie, że to właśnie ten zapach.
Dune to dla mnie refleksja, zaduma, wspomnienia i świadomość, że nic już nie będzie takie jak kiedyś.
Przemijanie nieuniknione i dotykające każdego...
Dune to stara, dobra szkoła perfumiarstwa.
Bogactwo składników. Idealnie dobranych.
Balsamiczne, niezbyt słodkie o drzewnym aromacie.
Raczej surowe w odbiorze, zapewne przez brak słodyczy.
Wyjątkowe, jedyne.

alezehe

NocWalpurgii
Co je łączy? To zapachy kobiety zranionej, lecz dumnej i silnej, dojrzałej, która słabość przekuła w moc i roztacza wokół swoją charyzmę.
W starym Dune ta kobieta ma jeszcze w sobie melancholię, czasem zamilknie i zamyśli się zbyt długo. W tej sile jest miejsce na wrażliwość, na drżenie, na niepokój i nadzieję. To wyraża się w zapachu, który za każdym razem zaskakuje swoim rozwinięciem - jednego dnia staje się bardziej wytrawny i pudrowy, innego z kolei osiada słodko, z wybijającym się, najpiękniejszym drzewnym akcentem. Te perfumy bardzo mocno "pracują" i zmieniają się bardziej, niż jakiekolwiek, które miałam wcześniej.
W nowym Dune nie ma na to miejsca. To zapach, który ma nie pozostawiać żadnych wątpliwości. Kobieta, która go nosi, spaliła za sobą mosty i dąży do celu w sposób nieuznający sprzeciwu. Nie poddaje się wahaniom, nie ulega sentymentom, jest twarda, stanowcza i zawsze wygrywa. A przynajmniej takie chce sprawiać wrażenie.
Współczesne Dune jest przez to dość jednostajne, niemal "płaskie" i jednoznaczne. Bardziej suche, metaliczne, zimne.
Gdy poznałam starą wersję zapachu, pomyślałam: tak, ja dokładnie tak pachnę. To nie dyskwalifikuje jednak w moich oczach nowej wersji, traktuję ją bardziej jako inny zapach, niż jako "wykastrowany ideał". Nowa wersja dawała mi zawsze "kopa", gdy przychodziło mi "zgrywać twardzielkę", bo dla mnie pachnie dokładnie, jak: "cokolwiek zrobisz, nie masz ze mną szans" :)
Aktualnie jestem jedynie (szczęśliwą!) posiadaczką wersji z 2002 roku, ale planuję zakup zapachu po reformulacji, właśnie na takie "misje specjalne".

conneryfan
Przepiękne, kminkowo - kwiatowe otwarcie. Lekko musujące,
wytworne i głębokie. Aksamitny zapach przechodzi wolnym krokiem w drzewno - korzenny, orzechujący. Wyczuwalna jest słodka róża, mech i odrobina aldehydów, które tu, o dziwo mi nie przeszkadzają. Właściwie ten, wyczuwalny przy każdym ruchu, zapach jest bardzo trudny do opisania.
Może tak : słono - słodko - gorzki ?
Co ciekawe nową wersję, testowaną w sklepie, zapamiętałem jako mniej słodką i mniej bogatą. Teraz niestety nie mogę porównać.
Jakie uczucia mogą opisać te pachnidło?
Na wakacjach, spędzanych nad morzem, spotykasz miłość, osobę, która okazuje się Twoją drugą połówką. Niestety, lato szybko się kończy a Wy musicie się rozstać,
zostawiając słodko - smutne wspomnienia na zawsze.

wiedzmazlaa
Pierwszymi, jakie otrzymałam w moim prawie dorosłym życiu i potem długo przez lata ukochanymi perfumami był Angel, kiedy jednak juz dorosłam naprawdę i dojrzałam jako kobieta, Dune wskoczyły na 1 miejsce w podium i nie chcą ustąpić niczemu:)
Jest to zapach niesamowity, nie ma drugich takich perfum, w których zawarto by tyle jaskrawego blasku słońca jak i wielkiego mroku jednocześnie. Prawie jak w słowach kolędy "ogień krzepnie, blask ciemnieje". Melancholia w blasku słońca, tak opisałabym ten zapach.
Kiedy po raz wąchałam Dune jako bardzo młoda kobieta utrwalił mi się obraz, którego nie pozbyłam się do dziś. Jest to widok wraku statku na pustyni, wraz z jego skarbami, drewnianymi już zbutwiałymi skrzyniami wypełnionymi kosztownościami i przyprawami, zaschniętymi wodorostami, które pokrywa i odkrywa na przemian suchy piach. Drugie skojarzenie to prastara kobieta ubrana w głęboką czerń, siedząca w oślepiającym blasku słońca w jakimś miejscu pokrytym piachem i pyłem w żóltym kolorze.
Zapach jest przepiękny ale nie w sposób łatwy czy mainstreamowy, zdecydowanie zmusza do refleksji. Ma w sobie magię.

kropka75
To nadal piękny zapach, ale jednak inny.
Stary Dune były klasyczny, elegancki, dystyngowany. Zawsze mi się podobał, ale nie wyobrażałam go sobie na mojej szyi, w duecie z dżinsami, wiązanymi butami za kostkę, w szarym swetrze.
Ten zapach to klasa. Wymaga pewnej oprawy. Tzn. stary wymagał. Do tego potrafił wywołać ból głowy, był mocny, ogoniasty, bardzo aldehydowo-piżmowo-paczulowo-waniliowy.
Nowy Dune to kastrat. Mogłaby to być wersja Dune Light albo Dune Spring, czy inna jakaś wariacja.
Jest o wiele lżejszy, projekcję ma średnią, ogon maleńki, taki na 10cm. W dodatku szybko go przycina i zostaje tylko przy samej skórze, nie unosi się, nie otacza nosicielki.
Jest piękny, ale to inny zapach. Przez pierwszą godzinę po aplikacji mam skojarzenie jakbym wąchała skrzyżowanie Obsession CK (po reformie) z ogródkami Muglera. Ciekawe to jest, nie powiem, ale zupełnie inne niż stare Dune.
Potem jest już tylko bardziej sucho, bardziej pudrowo, lekko drzewnie i ... bursztynowo. To określenie najbardziej pasuje mi do Dune. Gdyby bursztyn wyłowiony z morza miał jakiś wyczuwalny zwykłym nosem zapach, byłby to zapach Dune.
Tak, jest tam sól, ale ta sól nie jest taka po prostu słona. To taki efekt jak w lodach typu "solony karmel", niby solony, ale jednak słodki. Ta sól jest gdzieś w tle, dopełnia całości.
Skojarzeń z morską bryzą nie mam. Zapachy wodne, ozonowe typu Cool Water - dla mnie to jest zapach bryzy. Dune to inna bajka.
Podsumowując - bardzo mi się podoba to nowe Dune. Szkoda tylko, że zastąpiło stare. Bardzo szkoda. Obie wersje zasługują na sklepową półkę. Niestety jedna musiała umrzeć, by narodzić mogła się druga.
Ale żal pozostał.


lilmandil

SheShe
Po raz pierwszy wąchałam Dune, gdy dopiero co otworzono w Polsce Sephorę. To Dune było trochę inne, niż wąchane później. Pierwsze skojarzenie było: popielniczka! I od razu miałam przed oczami kobietę siedzącą w knajpie, nocą, kobieta z klasą, jak aktorki retro. Kobieta paląca papierosa za papierosem, smutna, samotna, może opuszczona przez mężczyznę.
Perfumy te są piękne, długotrwałe, super rozwijają się wiosną i jesienią, ale... dla mnie zbyt smutne. Kiedyś były jeszcze cięższe i smutniejsze. I nie za bardzo kojarzą mi się z kobietą z wydm. Niezapomniane.

mia be
Światło nie może zgasnąć
Ściska w dłoni witrażowy kolczyk, tyle zostało,
Wspomnienia układają się pod zmęczonymi powiekami,
Idiotycznie się zachowała, wszystko podeptała,
Anna przekrzywia głowę, unosi kolczyk, patrzy w słońce,
Tak bardzo miodowy jak ziarnko piasku, taki precyzyjny,
Łomocze puste serce i gubią się zmysły
On zawsze pachniał gorzko, ziołowo, zapach wydm i portu
Na tej plaży światło latarni miało ich prowadzić,
I zawsze mieli tutaj wracać, do siebie, przygryza suche wargi,
Enigmatyczna jest natura kobiety,
Morze, gniew i łaska fal...światło latarni do końca,
Obiecała, słowa nie dotrzymała, oślepiło ją cudze światło,
Żagiel biały razi jej zielone oczy, gdzie podziać wzrok ?
Eteryczna, rudowłosa, blada, nerwowo zaciska palce na muszli,
Zapach, ten zapach, nigdy go nie zapomni, dreszcze,
Gorąca ambra, smak soli na języku, gorzka mandarynka,
Anna, idealna Anna O’Neill, wiotka, delikatna, pozory,
Sen nie przychodzi, ciągle czuje jego zapach,
Niebo rozbłyska światłem latarni,balsamiczna woń w głowie,
A krew na wargach smakuje jak rdza,
Ćmy tańczą,znowu czuje woń drewnianego molo,nie ma powrotu.
ciapciarapciapek
Klasyk,tego mu odmówić nie można.Jednak potrzebuję słodyczy a nie soli,dlatego też Dune w wersji starszej poszedł w świat.

mylengrave
Osławione perfumy wylądowały w końcu i w moich łapkach, po 25 latach od swojej premiery. I co? I nie podobają mi się. Nie są ponadczasowe, nie są uniwersalne, w ogóle nie są. Jakby się nad tym chwilę zastanowić, nie mogę znaleźć w nich nic, co by mi się podobało...
Nie są słodkie, są raczej mocno neutralne w stronę gorzkich, takie migdałowe akordy, tyle, że gorzkie. Smutne są, zero życia. To takie kwiaty, piękne i majestatyczne, ale już dawno martwe. Na pewno kremowe, ale i... gorzkie. Czuję gorycz, może nie taką jak kora brzozy, ale jednak.
Skład kompozycji dosyć dziwny, niemniej jednak żarnowiec, lak wonny, pałecznik chiński to te elementy, które rzadko spotykamy w perfumach, tutaj grają pierwsze skrzypce i są zarazem najbrzydszymi składnikami perfum, jakie znam. Okropieństwo. Lilia, piwonia i ambra są na drugim planie, piwonia nieco silniejsza, ambra zamyka Dune, a lilia się niemrawo przebija od czasu do czasu.
Ok, perfumy trochę ewoluują, robią się trochę bardziej słodkie, ale gorycz towarzyszy im stale. Nie chcę być gorzka, chcę być słodka.
Zapach pustynny, z tych mocnych, z nutami męskimi. Nieładny.

Athena2000
Ciepła noc zapada nad pustynią. Początek to chwila bardzo delikatna. Róża wśród piaszczystych wydm. Ileż to potrzeba cierpliwości aby dostrzec jak do portu cumują statki z drewnem sandałowym. Oblicze pustyni się zmienia i wiatr zaczyna wiać od morza wzbijając kłęby kurzu i nasilając pragnienie przeminięcia jaśminowych nut. I przemijają. I jest pięknie. Pustynia ma miliony kolorów, i znowu lśnią gwiazdy.
To jest zapach wiatru, pełnego melancholii, wiejącego od pustyni po wrzosowiska, który smaga drewno wyrzucone przez słone morze. Uśmiecham się, rozpościeram skrzydła i odlatuje wraz z Zefirem.
Ten zapach budzi we mnie tęsknotę za czymś nieodgadnionym i dalekim, sprawia że mam ochotę spojrzeć za horyzont zdarzeń i dostrzec ową osobliwość.

Dodka
Jeden z moich ulubionych zapachów, bez względu czy przed reformą czy po. Jest i zawsze przy mnie będzie.
Zapach Dune zmienia się, nie pozostaje bierny. Na każdą porę roku i godzinę dnia i nocy. Zawsze poprawia mi nastrój. W brzydką pogodę zabiera mnie do dni skąpanych letnim słońcem, świeżo zerwanych słoneczników. Jest powiewem ciepłego egzotycznego wiatru, znad ciepłego morza. Nie ma tu niczego odpychającego. Zapach wręcz zachęca, otula, zaprzyjaźnia się. Jest jak cień, ciało skąpane w morskiej wodzie i słońcu, suchy piasek, zapach powracających marzeń i cudownych chwil.
Główne akordy wyczuwalne, stanowią poezję perfumeryjnego geniuszu.
Nie da się tak po prostu suchymi słowami opisać DUNE.
To prawdziwa bajka!!!

Aliszu

Aleksxs

china_doll
Już wyjaśniam o co mi chodzi. O to,że za każdym razem, gdy wącham Dune na mojej skórze to czuję słony smak w ustach! Jest to dla mnie nieprawdopodobne doznanie, są to pierwsze perfumy, które wywołały u mnie taką reakcję. To się chyba nazywa synestezja-że doznania jednego zmysłu odbieramy także za pomocą drugiego (jeśli oczywiście dobrze interpretuję znaczenie tego słowa ;).
Jednak smak soli nie jest w wypadku Dune bezpodstawny. Dune to nieposkromiony, sztormowy Bałtyk w pochmurny, wietrzny dzień. Idziemy boso brzegiem morza, które ma, powiedzmy 10 w skali Beauforta, co chwila jesteśmy ochlapywani przez słoną wodę a wiatr rozwiewa nam włosy, chce nas na każdym kroku przewrócić i zasypać nam oczy piaskiem.
Dune to drewno na plaży, słone i wilgotne. To także lilia, no i sól... . A także przestrzeń i zaduma.
Najlepiej pachnie podczas silnego wiatru.
Ann
Mam to szczęście, że wśród moich skarbów znajduje się artefakt kultury w postaci resztki starej wersji Dune (z grawerem na denku zamiast naklejki oraz nieco ciemniejszym kolorem płynu) i mogę porównać ją ze współczesną.
Wersja vintage jest gęstsza, może minimalnie słodsza w odbiorze, nieco przykurzona, mniej przestrzenna od obecnie produkowanej, jednak wcale nie ekspansywna, jej projekcja jest wręcz bardziej bliskoskórna.
Dune pachnie nostalgią, wiatrem, bezkresem morza, słonawym powietrzem, drewnianym molo i melancholią.
Zapach jest przede wszystkim bardzo drewniany, bardzo suchy, bardzo dojrzały, bardzo wyrafinowany. Pełen niewymuszonej, naturalnej klasy. Są suche zioła, ambra, troszkę róży i jasne, aksamitne drzewo sandałowe. No i lilia, chłodna, kobieca, potęgująca wrażenie spokoju.
Napisano o kardamonie- coś w tym jest. W lawendzie tak samo.
W sumie w Dune dzieje się sporo, jednak całość nie jest krzykliwa.
Chciałabym mieć cały flakon (chociaż nie lubię jego designu), jednak nie wiem czy kiedykolwiek się zdecyduję. Dlaczego?
Dune to signature scent mojej dosyć ekscentrycznej ciotki, także niestety ten wspaniały zapach jest już w pewien sposób zarezerwowany.
"Sound Of Silence"- oj tak. Szczególnie od Disturbed.
Scent of silence?
Ladies and gentlemen, this is Dior.

Methea

Forest
I tak jej sobie pragnę chyba od pięciu lat. To takie moje marzenie, krórego nie chcę jeszcze zrealizować bo o czym bym miała potem marzyć ;)
Obecnie dzięki jednej z użytkowniczek mam okazję testować wersję przedreformulacyjną, w kolorze bursztynu/czaju.
I nie wiem czy się nie złamię i jej mimo wszystko nie kupię.
Dune jest cudowna, na otwarciu przez pierwsze 20-30minut słona, faktycznie jak morska bryza, nie wiem czemu ale czuję wtedy w niej jakby kardamon, chociaż nie widzę go w składzie. Jest jak zimny powiew bryzy znad wzburzonego lekko morza. W taki dzień co to wszystkie kolory wydają się lekko sprane.
Potem robi się nieco cieplej, jest już miód i mnóstwo żywicy, jest jaśmin, ylang-ylang, jest pięknie.
Tak jakby w trakcie spaceru brzegiem słońce wychyliło się zza chmur i ogrzało nam twarz i ramiona.
To jest sztuka oddać tak wspaniale zapach brzegu morza nie używając w ogóle ani aromatów soli, wody, ani igliwia.
Zawsze mnie to dziwiło, że w klasycznych i starszych kompozycjach praktycznie zawsze są obecne: aldehydy, jaśmin, ylang-ylang, róża, wanilia, mech dębowy, piżmo i drzewo sandałowe, reszta to kilka dodatków a zapachy tak mocno różnią się od siebie, każdy opowiada zupełnie inną historię.
W żadnym wypadku nawet wersja, z którą mam się zaszczyt zapoznać nie jest babcina, staram się naprawdę rozumieć różne gusta, jednak trzeba mieć chyba mocno ograniczony zmysł powonienia, żeby przyrównać Dune do kufra babci albo mieć do czynienia z podróbką.
Dla mnie Dune jest po prostu niesamowicie kobiece a przez słoność i ambrę po prostu nowoczesne i unikatowe, nie znam innych podobych a bardzo bym chciała.
Projekcja z ogonem, takim akuratnim, trwałość rzędu 6-7h, intensywnie potem przez następne ok. 2h piżmo, drzewo sandałowe i wanilia.
Podsumowując pragnę i kropka.
cudmiódmalina
ps. Wydawało mi się ,że już nic mnie nie zaskoczy a tu taka niespodzianka. I love Dior-Dune.

Kalypso
Dune do melancholia..
Dune to smutek, nostalgia, tęsknota i refleksje.
Kocham ten zapach o każdej porze roku i o każdej porze dnia. Sięgam po niego najchętniej kiedy jestem właśnie w nastroju bardzo refleksyjnym, towarzyszył mi w chwilach największego smutku, przy czym dodać należy, że nie jest to zapach depresyjny (jakie potrafią być dymne, ascetyczne kadzidła). Dune po prostu jak żaden inny potrafi tworzyć doskonałe tło do takiego samopoczucia, potrafi snuć się w tle podkreślając atmosferę. Nawet, gdy użyję go w optymistycznym nastroju potrafi wywoływać zadumę, zmusić do zatrzymania się, refleksji. To jest właśnie kwintesencja magii perfum i coś co odróżnia zapach przeciętny od arcydzieła perfumiarstwa-umiejętność wywoływania emocji, uruchomienia lawiny wspomnień, stanów emocjonalnych. Dune zdecydowanie takim arcydziełem jest.
Dune jest zapachem niezwykle suchym, dymnym, wyraźnie drzewnym. Po pierwszym psiknięciu czuć jakby dosłownie kryształki soli wisiały w powietrzu i gryzły w gardło. Jest słony, niebywale ciepły i wytrawny. Coś pięknego. Pięknie rozwija się ewoluuje, gaśnie cicho i bliskoskórnie, mocno ambrowo czy wręcz bursztynowo.Kompozycje jest bardzo spójna, wielowymiarowa, tworzy wspaniałą całość, poszczególne nuty nie wybijają się ponad innymi, jest bardzo harmonijny.
Zapach jednoznacznie przywołuje na myśl nadmorski krajobraz. Oto sucha wydma w gorący letni dzień. Słone morskie powietrze, wiatr porusza suchym piaskiem. Ciemna postać siedzi nad samym brzegiem a jej stopy obmywa morska woda.Jest wyraźnie pochłonięta jakimiś głębokimi myślami. Wokół roznosi się zapach nadmorskiego powietrza pomieszany z aromatem drzew rosnących wokół linii brzegowej podkreślając charakter tego smutnego obrazka...
Parametry jak przystało na Diora bardzo dobre. Trwałość i projekcja bez zarzutu. Bursztynowa butelka jest dość prosta i bez udziwnień (mogłoby się rzec, że nudna) podkreśla charakter zapachu.
Intuicyjnie wydawać by się mogło, że to idealny zapach na jesień i z całą pewnością tak właśnie jest, ale polecam ponosić upalnym latem w jakimś ciepły klimacie. Rozkwita przepięknie.

lucy
Dopisek: By przybliżyć tym którzy nie znają zapachu pszonaka, mogę śmiało powiedzieć że to zapach bardzo podobny, jeśli nie taki sam jak zapach krzewu dość popularnego w Polsce, a mianowicie Budleji inaczej też zwanej krzewem motylim.
amanda
W sumie nawet były prawie moim signature scent,chociaż to zupełnie nie moja bajka.
I to w nich było dla mnie zagadką.
Co mnie w nich tak ujęło,co spowodowało,że zero słodyczy,że są wytrawne czasem aż do bólu,to mogłam się pod nimi podpisać.
No nie wiem do teraz,to chyba taka magia zapachu.
Dune ma w sobie właśnie tę magię,jakiś niesamowity spokój,zadumę i nostalgię.
Wydmy,piasek,wyschnięte drewno rzucone na brzeg,sól,trawy,gorzkie zioła,wiatr i cisza,cisza wokół.Właśnie ta cisza urzeka.
Pomimo letniego uroku mają w sobie zadumę i nostalgię.
Raz chyba tylko dotarłam do sedna Dune.
Jechałam kiedyś latem w upalny dzień do pracy,siedząc w tramwaju wdychałam rozgrzane powietrze z którym połączył się Dune.I to było WŁAŚNIE TO!
No i nieodłącznie Dune to skojarzenie z piosenką Ireny Santor "Już nie ma dzikich plaż",stąd może ta nostalgia..

kadanka

kaktuska01
Spodziewałam się zapachu bardzo klasycznego, utrzymanego w klimacie lat 90-tych. Nic z tych rzeczy. Dune jest bardzo ciepłym, przytulnym, "gładkim" i noszalnym zapachem. Podobno stara wersja była znacznie "cieplejsza" w odbiorze od obecnej. Jestem zdania, że dziesiejsze wydanie nie jest wcale przesycone chłodem. Aldehydy nie wybijają się w dużym stopniu tak więc całość wypada bardzo przytulnie. Całość jest słodka, balsamiczna, sensualna. Nie wyczuwam nut "papierosowych". Piękna nazwa, piękny zapach.
kpnz

Sylwia74

SylviaInVogue
Muszę przyznać - zimna sucz z tego zapachu! I to dosłownie - podsumowując, zapach to zimny, skosytniały, nieprzyjemny. Nie każdego polubi, nie każdemu da się ujarzmić. Trochę jak taki kot, co to do każdego się łasi, a gdy chcemy go pogłaskać, ucieka. Mnie ta chłodna istota nie polubiła. Jest zbyt skomplikowana, trudno mi ją zrozumieć. Trudno się mówi...
Karkki
Będąc fanką Lyncha i Herberta (kolejność celowa) musiałam mieć flakonik.
Niestety, ja się w nich zakochałam, a one mnie nie polubiły, a przynajmniej mojej skóry. Na włosach i odzieży zapach był zniewalający. Melanż w czystej postaci. A na mojej skórze ewoluował w woń kojarzącą się z filmową wersją Barona Harkonnena.
Minęło wiele lat, któregoś dnia przetestowałam je w perfumerii, i szok: z zapachu zostały popłuczyny i teraz ta namiastka prawdziwego Dune mnie polubiła.
I z jednej strony, wielka szkoda, co z nimi zrobiono, ale z drugiej - cieszę się, bo wreszcie będę mogła je nosić.

Oliwka
Warto zaznaczyć, że całość: zapach, butelka, kolor płynu i korka – wszystko jest kompletne. Trzymanie butelki w dłoni jest tak samo zmysłowe jak zapach. Dune jest dziełem sztuki, szczęśliwie nawet po reformulacji.

EwaEwa80

pachniewitch
gdy byłam młoda i pojawiły się w Polsce pierwsze perfumerie ...zapach ten był dla mnie synonimem luksusu na jaki nigdy nie będzie mnie stać , odległym nieosiagalnym marzeniem niczym np Oskar lub nagrodą Nobla ;)
Mój stosunek był nabozny , pełen czci , zachwytu na kolanach. ..
Po latach nic się nie zmieniło , kocham DUNE i uważam za arcydzieło perfumiarstwa ! To epopeja, kamień milowy, oszolomienie , brak słów...
Kamień z nieistniejącej ale jakże bosko pachnacej morzem, wiatrem, kosmicznym pyłem, tysiącem zyjatek plazy ....ktora lezy geograficznie w moim sercu ...

Zombianka
A sam zapach? czasem jest rześki, czasem zaledwie leniwie snujący się tuż nad ziemią. Bez kropli słodyczy, ziemisty, ozonowy, wibrujący czystą świeżością, upojny od kwiatów. Brunatny od drewien, ale nie pochodzących bynajmniej z bujnych krzaczorów, tylko od rachitycznych gałązek porażonych słońcem. Po upalnym lecie zostało tylko tyle- nadłamane i spalone runo, słony piach w lesie na skraju dzikiej plaży, przenikliwy chłód strasznej prawdy, którą każda z nas nosi lub kiedyś na pewno będzie nosić w sobie. Prawdy o nas, o życiu, o innych ludziach w świecie, który nam stworzono.
Dune poruszają najczulszymi, najbardziej skrytymi strunami w mojej duszy, są jak muzyka skrzypcowa, są balsamem dla serca w złotym flakonie. Są tym, kim był Ibrahim pasza dla sułtanki Hatice, są moim pierwszym ukochanym o złotych włosach i błękitnych oczach, który porzucił mnie bez słowa; są powiewem wiatru znad krain, po których zostały zaledwie kruche ślady w piasku, jak bruzdy w twarzy żłobione łzami. Jednocześnie Dune to nie jest zapach smutny- raczej wyciszony, dojrzały. Dune wzbudza emocje, wspiera, choć niekoniecznie pociesza. Trzeba być niezwykle pogodzonym ze sobą i z losem, aby móc je nosić. Gdyby wydano je jako element Truciźnianej serii, mogłyby nosić nazwę Poison Memoir, Mysterious Poison, Real Poison albo Poison of Truth. Byłyby najwybitniejsze z całej serii. Resztę Trucizn, moim skromnym zdaniem, przerastają o głowę.

Lizbet
To, co mnie w nich zaskakuje to, że są w nich aldehydy. W większości klasycznych perfum (patrzę z żalem na Ciebie Mitsouko i Chanel no. 5) aldehydy sprawiają, że robi mi się mdło. Ale nie w Dune. Może dlatego, że w porównaniu z nimi wiekowo Dune to podlotek.
Dune to zapach ciepły, gorący, jak saharyjski wiatr, drzewo sandałowe, wanilia, żywica, a na nich kwiaty, tu przede wszystkim wybija się lilia. Otulający, zmysłowy, intrygujący. Według mnie absolutnie uniseksowy, a newet trochę bardziej męski niż kobiecy (dla mnie podkreślam), może ze względu na te "papierosowe" nuty. Tytoniu, czy dymu w nich nie czuć, ale całość faktycznie sprawia wrażenie cygarowego, papierosowego dymu, szklanek z whisky, stukania kostek lodu.
Na pierwszym planie są nuty drzewa sandałowego, cynamonowo-kadzidlane, kwiaty stanowią tło. Lekko mroczny, może stąd to porównanie do czarnego koloru, ale taką mrocznością wynikającą z tajemniczości, czegoś nieznanego, zmysłowego.
Delikatnie nawiązuje do zapachów lat osiemdziemdziesiątych: orientalność i wielość składników, ale nie ma ich przeładowania, przegadania. W jakimś sensie jest to prosta (prostototą kogoś, kto jest wirtuozem) idealna forma.

tofik1984
Dune jest piękne i eleganckie w klasyczny sposób. Ja wyczuwam kwiaty których nie ma w składzie tj konwalię, goździk i jaśmin. Wyczuwam też odrobinę cynamonu i miodu w bazie, którego również niby nie ma. Poza tym bardzo przyjemny yang-yang i róże taką "suszoną".
Charakter perfum dość podobny do Jadore. Dune może być jakąś troszkę inną odskocznią od tego zapachu. Dune jest inne ale na podobnym poziomie i w podobnym kilimacie zapachowym.
Zdecydowanie kupię butelkę:)

darkblueyed
EJo
Warto było. Choć Dune przybrał na mojej skórze zupełnie inne kolory, na długie lata zakochałam się w tym przedziwnym zapachu. Nie pamiętam dlaczego w końcu się rozstaliśmy, łańcuszek wspomnień i emocji jednak, jaki we mnie wywołują nie ma sobie równych.
"Stary" Dune jest dla mnie doskonałą kwintesencją zapachu morskich wydm, gdzie mieszają się wonie morza, piasku, zatopionych w nim skorupiaków i muszli, pobliskich traw, nagrzanej słońcem skóry, wiatru niosącego w sobie rześkość i przestrzeń, odbicie dalekich krain. Właściwie - gdybym miała pokusić się o znalezienie jednego słowa opisującego Dune byłby to wiatr właśnie - stawiam pomiędzy nimi znak równości. Wiatr od morza, wcale nie najlżejszy, słonawy i suchy, słodko - gorzki, jak gdyby zdołał przebyć tysiące kilometrów z gorącej pustyni nie wilgotniejąc przy tym ani odrobinę lecz nabierając specyficznego morskiego zapachu oraz aromatu drzewa różanego i sandałowca. Nieprzeładowany, przestrzenny, ciepło - zimny, miękki i zadziorny zarazem - stworzony ręką mistrza.
Ogromnie cenię zapachy, które mają do przekazania własną opowieść, ukazujące różne twarze. "Stary" Dune taki jest. "Nowego" nie znam. Wolę żyć wspomnieniami ;)


regndronning

mamigora
Owszem słodki, jak miód z leśnych barci, który spływa gęsto po szorstkiej korze i przywiera do mchu. Innym razem przywołuje wizję podpalanej słońcem plaży, gdzie topią sie drobinki krzemu i balsamują wyschłe, wydmowe rośliny. Wąchając Dune mam tez skojarzenia z sianem. Widzę wieś, przydomowy ogródek z mnóstwem pomarańczowych kwiatów na szorstkich łodyżkach. Sielska magia.
Dune jest według mnie słodko-przyprawowy, chropowaty, jakby moczyć zioła w miodzie a potem suszyc na wietrze i rozcierać kawałkiem drewna. Ok, to może komuś nie odpowiadać, może odpychać, ale mój nos ma tylko dobre skojarzenia, nie znajduje minusów. Trwałośc fascynująca!
Albalonga
The Bleakest Beauty...
Tak powiedział o Dune znany wszystkim miłośnikom perfum Luca Turin. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego aż tyle osób uważa ten ciepły, słoneczny zapach za perfumowy odpowiednik czerni wśród kolorów. Nigdy nie mogłam zrozumieć tego depresyjnego klimatu jaki robi się wokół Dune. Aż nadszedł jeden dzień. Są takie dni, w których ma się wrażenie, że wszystko co się dzieje doprowadza nas do tego by pojawiły się w naszej głowie okreslone myśli, by nogi nas poniosły w nieznaną uliczkę, by poznać kogoś nowego, by nie zdążyć na autobus... Jeden z takich dni nosił podtytuł "Dune". Choć zdawało mi się, że znam ten zapach na wylot, jakoś tego dnia czułam się inaczej. Dune pokazało swoją cudowną, melancholijną naturę - po raz pierwszy choć używam regularnie tych perfum od 3 lat.
Dune jest ciepły jak wełniany sweter taki, którym się przykrywamy siedząc przy kominku z książką i gorącym kakaem. Ale to też ten sam sweter który narzucamy na siebie w pośpiechu gdy niespodziewanie zerwie się wiatr, spadnie deszcz a tusz do rzęs zaczyna spływać nam po policzkach. Jest czasami jak niepokojąca muzyka. Kojarzy mi się z Private Investigations Dire Straitsa czy słynnym Lily was here - melancholijna melodia, niewiele słów bądź ich brak, rozmyty obraz na teledyskach, regularny bit charakterystyczny dla lat 80-tych i papierosowy dym w domyśle. Innym razem zaś może może przypominać roześmianą trąbką Milesa Davisa.
Mimo, że nie jestem zagorzałą fanką czerni i nigdy nie noszę jej globalnie solo od stóp do głów, to ją lubię - do twarzy mi w niej. Dune nie uważam za czerń wśród perfum. Szczerze powiem, że nie wiem jaki kolor bym do niego przypisała ale to wydaje mi się zupełnie zbędne. Ważne, ze jest to zapach o niejednej twarzy, zaskakujący - raz pogodny i rozpromieniony, innym razem wydaje się być "pogodą barową" zamkniętą we flakonie.
Lucjan
Wyobraź sobie Przyjacielu istotę płci pięknej.
Ma gołębie serce, duszę zdolną do największych poświęceń.
Gdy na Ciebie patrzy, z jej dużych oczu płynie sama dobroć, którą możesz czerpać naczyniem ufności - największym na jakie Cię stać.
Gdy płacze swymi kryształowo czystymi łzami spływającymi powoli po zarumienionych policzkach - spróbuj ich.
To smak miłosierdzia.
Wszystko co czyni to szczera miłość, którą zaniesie do Twego domu, w Twe życie, do Twego serca gdy przyjdzie Twoja godzina.
Wtedy stanie się jasne, że warto było czekać i marzyć.
Nie zapomnij wtedy podarować jej Dune - kilka chwil i stanie się najprawdziwszy cud.
Odkryłeś Anioła, który ukryty przed światem zstąpił na ziemię. Dla Ciebie i tylko dla Ciebie...
Prezent ślubny dla mojej przyszłej żony.

Alarte
Na obu moich paniach dawny Dune wychodzi dosyć mocno drzewnie, trochę kadzidlanie (chyba przez ambrę i sandał), trochę gorzko (chyba przez mech), ale raczej mało kwiatowo, co zresztą nikomu z nas nie wadzi. O dziwo, żonie nie przeszkadza tu obecność aldehydów, które są jakoś tak wmieszane w całość, że nie są dla niej lekko mdlące, tak jak w innych zapachach.
Pognaliśmy też szybko do perfumerii, żeby sprawdzić nową wersję Dune, ale oceny moich pań i moje są podobnie rozbieżne, jak w recenzjach poniżej. Mnie obecne Dune nawet się podoba, ale żona i moja mama zgodnie mówią, że używałaby nowej wersji Dune tylko wtedy, gdyby nie znały wersji pierwotnej. Widzę z tego, że za chwilę będzie pewien kłopot, bo teściowa dała swojej córce/mojej żonie już ostatnią buteleczkę Dune z zapasów zrobionych w latach 90-tych, a że jest to tylko 30 ml, więc wyjdzie szybko, bo zapach ogromnie się nam podoba!
Projekcja dawnego Dune jest średnia, ale trwałość duża - dociąga do 12 godzin.
Albalonga
Mam możliwość zrobić to samo co Izabela, czyli dokonać porównania między starą (wersja z 1991 r.) a nową wersją (wersja z 2011 r.). Oto rezultaty:
Jestem daleka od stwierdzenia, że nowe Dune to blady cień kompozycji sprzed 20 lat. pierwsze co rzuca się do nosa to brak anyżkowej nuty, która w starej wersji jest bardzo wyczuwalna. Przypuszczam, że może to być wypadkowa miksu lilii, jaśminu i jakiegoś niezidentyfikowanego składnika. W nowej wersji tego nie ma a ambra jest na bank z laboratorium (kto teraz dodaje naturalną...). Z tego co zdołałam wyczytać na innych stronach Dune było jednym z niewielu zapachów w ówczesnych czasach, które zawierały morze naturalnej ambry. Jej brak widać, słychać i czuć. Mimo to, na mojej skórze przynajmniej, nowa wersja jest mocniejsza oraz trwalsza. Straciła na ambrowym ciepełku i dziwnym anyżowym posmaku ale za to stała się suchsza i wytrawniejsza. Biorąc to pod uwagę nowa wersja jest jeszcze mniej familiarna niż stara. Wrzosowa suchość i te lilie w obłoku aldehydów tworzą bardzo dziwną mieszankę, która niejednej osobie może wyrządzić krzywdę. Ja do tych osób nie należę. Wracając do starej wersji, jest ona bezgranicznie głęboka, wąchając ją mam skojarzenie z ciepłym skondensowanym mlekiem, którym smaruje się wafla - czyli niezwykle przyjemna, cielesna, mleczna, dająca wrażenie błogości (chodzi o wrażenie, nie o słodycz).
To były różnice. Teraz podobieństwa. Mimo wyżej wymienionych punktów sprzecznych to dalej jest ten sam zapach. Obie wersje najbardziej rozbiegają się w fazie początkowej. Stara wersja jest ciepła, anyżowo-toffi a nowa to suche drewno i lilie. Im dłużej Dune trwa na mojej skórze, tym bardziej ich drogi zaczynają się zbiegać. Po odczekaniu półtorej godziny różnica jest znikoma. Wówczas nowa wersja trzyma cały czas za kinola a stara jest delikatniejsza i miększa,dalej czuć w tle anyżek. Jednak ta różnica jest wyczuwalna przy dokładnym wwąchiwaniu się w nadgarstek, w nowej wersji anyżek ten można wyczuć troszeczkę w bazie . Ogólnie z odległości różnicy nie ma.
Powiem jeszcze jedną ciekawostkę. Poprosiłam moją mamę żeby spróbowała zgadnąć, na którym nadgarstku mam stara wersję Dune. Wskazała na ten nadgarstek gdzie miałam wersję nową ze względu na to, że zapach był mocniejszy. A Dune mama kiedyś nosiła więc zapach nie był dla niej zupełnie nieznany.
Podsumowując: uważam, że obie wersję są grzechu warte. Stara wersja ma na pewno większe bogactwo składników najwyższej jakości i jest bardziej ludziowa. Nowa wersja jest dziwniejsza ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa (chyba jedyna reformulacja, która sprawiła, że zapach jest mniej przystępny niż w poprzednim wcieleniu). Mimo wszystko to są niuanse i w ogólnym wrażeniu zapachy różnią się niewiele, charakter pozostał ten sam. Jeśli chodzi o trwałość to powiem szczerze i bez bicia, że nowa wersja pod tym względem spisuje się znacznie lepiej niż stara, wytrzymuje magiczną liczbę 12 godzin. Stara wersja daje radę, ale nieco krócej.
Wnioski: Warto jest posiadać obie wersje, co daje możliwość poznania jednego zapachu w dwóch odsłonach. Jeśli komuś na tym nie zależy to z czystym sumieniem mogę polecić nową wersję dla tych, którzy nie mają frajdy z polowania na antyki. Negatywne opinie na temat wersji obecnej są według mnie przesadzone, albo to moja skóra czyni cuda.

Izabela
Jak chcę przywołać wspomnienia lata sięgam po Dune Diora.
Ten zapach kojarzy mi się z zapachem nagrzanej wydmy nad Bałtykiem. Zamykam oczy i widzę piasek, rośliny kołysane wiatrem i słyszę szum morza. Magia.
Trwałość doskonała.
Jednakże recenzję piszę na temat wersji pierwotnej, przed reformulacją, z pamięci.
Wersja Dune, która jest obecnie dostępna w perfumeriach jest o wiele bardziej płaska, już nie brzmi tak bosko, chociaż zapach jest podobny.

anja
perfumeholic88
Rzeczywiście i mnie on przypomina gorący, nagrzany piasek, ale nie nad Bałtykiem, a na Saharze. Idę boso, jest niewyobrażalnie ciepło, duszno, pragnienie jets tak silne, że nie potrafię myśleć o niczym innym i po wielu godzinach wędrówki zauważam wielki namiot. Mając nadzieję, że znajdę tam choć kropelkę wody, wchodzę do środka, a tam na poduszkach siedzą jacyś mężczyźni i ordynarnie palą papierosy. Dym jest drażniący, powoduje u mnie odruch kaszlu, wdziera się do gardła i dusi.
Pochyla się nade mną jakiś młody mężczyzna, przynosi wody, wyciera twarz, pachnie on bardzo męsko, drzewnie, ale jakby znajomo...
Taki obraz widzę nosząc Dune. Otwarcie to atak aldehydów i tej charakterystycznej nuty drzewa różanego. Nie pasuje mi to za żadne skarby, ale potem jest jeszcze gorzej. Za sprawą któregoś składnika wychodzi ohydna nuta jakbym cały dzień spędziła w zadymionym pokoju, a potem założyła na siebie sweter palacza. Skóra pachnie mi poprostu dymem papierosowym, a jestem zdeklarowaną przeciwniczką papierosów! Nie jestem w stanie tego wytrzymać. Lepiej jest kiedy pojawi się paczula i nuty drzewne, ale zapach nabiera wtedy typowo męskiego charakteru. Nie jestem fanką Dune niestety.

mala9mi
Dune nowy nie jest. Jako nastolatka często wertowałam magazyny mojej matki i równie często rzucała mi się w oczy reklama Dune. Ale jak można się było spodziewać nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia.
Po Dune sięgnęłam dopiero teraz, po niemal 20 latach od tamtych czasów. Znudziło mi się testowanie nowości więc stwierdziłam, ze może sięgnąć po coś starszego? Dodatkowo moja ciekawość podscycały porównania do Kingdom McQueena,które bardzo lubię.
I cóż mogę rzecz, Dune mnie urzekło. Zapach jest bogaty, otulający, puchaty. W przeciwieństwie do wielu nowości bardzo złozony, nic sie tutaj nie wysuwa na pierwszy plan. Nuty ze sobą wpółgrają, tworząc intrygującą całość. Na pewno jest mocno kwiatowy z lekkim dodatkiem słodyczy. Suchy i słodkawy. Faktycznie ma w sobie coś z Kingdom, zapachy są podobne ale Dune jest jakby słodze. No i czuć, że swoje lata ma. Ale pomimo tego dobrze się czułam nosząc (i może jak niektórzy powiedzą profanując) Dune do jeansów i trampek. Chociaż oczywiście będzie też doskonały do wieczorowych sukienek i na wszelkie bardziej eleganckie okazje.
Szukałam świeżaka a zdaje się, że zamiast niego w mojej szafce z perfumami zagości Dune...
Trwałość niezła ok 5-6 godzin, ogon średni.
Flakon prosty ale dość ładny.

Mad-Lainey
Wiem dokladnie co autorki ponizej maja na mysli; Dune to symfonia wszystkich mozliwych zapachow przelana do magicznej kadzi, wstrzasnieta i przyprawiona magia; nigdy nie mialam zapachu ktory ewoluowalby na tak wiele sposobow.
Dune ma dobra trwalosc i moc i jest zdecydowanym 'sprawca' komplementow.
Zdecydowanie na jesien i zime; klasyk dla kobiety eleganckiej.
Dune jest jak mala czarna i szpilki - nigdy nie wychodzi z mody.
I choc od premiery minelo juz sporo czasu - nadal jest w cenie, co jest chyba najlepszym dowodem na ponadczasowosc tego zapachu.
Radze nie zrazac sie pierwsza proba zapachu, ktora moze wydawac sie nieudana.
Zwlaszcza jesli tak jak ja, jestes zwolenniczka zapachow jadalnych i owocowych - Dune nie nalezy do tej bajki, ale rozkochal mnie w sobie bez reszty.
Polecam.

darkblueyed
Ann
Mam to szczęście, że wśród moich skarbów znajduje się artefakt kultury w postaci resztki starej wersji Dune (z grawerem na denku zamiast naklejki oraz nieco ciemniejszym kolorem płynu) i mogę porównać ją ze współczesną.
Wersja vintage jest gęstsza, może minimalnie słodsza w odbiorze, nieco przykurzona, mniej przestrzenna od obecnie produkowanej, jednak wcale nie ekspansywna, jej projekcja jest wręcz bardziej bliskoskórna.
Dune pachnie nostalgią, wiatrem, bezkresem morza, słonawym powietrzem, drewnianym molo i melancholią.
Zapach jest przede wszystkim bardzo drewniany, bardzo suchy, bardzo dojrzały, bardzo wyrafinowany. Pełen niewymuszonej, naturalnej klasy. Są suche zioła, ambra, troszkę róży i jasne, aksamitne drzewo sandałowe. No i lilia, chłodna, kobieca, potęgująca wrażenie spokoju.
Napisano o kardamonie- coś w tym jest. W lawendzie tak samo.
W sumie w Dune dzieje się sporo, jednak całość nie jest krzykliwa.
Chciałabym mieć cały flakon (chociaż nie lubię jego designu), jednak nie wiem czy kiedykolwiek się zdecyduję. Dlaczego?
Dune to signature scent mojej dosyć ekscentrycznej ciotki, także niestety ten wspaniały zapach jest już w pewien sposób zarezerwowany.
"Sound Of Silence"- oj tak. Szczególnie od Disturbed.
Scent of silence?
Ladies and gentlemen, this is Dior.

wiedzmazlaa
Pierwszymi, jakie otrzymałam w moim prawie dorosłym życiu i potem długo przez lata ukochanymi perfumami był Angel, kiedy jednak juz dorosłam naprawdę i dojrzałam jako kobieta, Dune wskoczyły na 1 miejsce w podium i nie chcą ustąpić niczemu:)
Jest to zapach niesamowity, nie ma drugich takich perfum, w których zawarto by tyle jaskrawego blasku słońca jak i wielkiego mroku jednocześnie. Prawie jak w słowach kolędy "ogień krzepnie, blask ciemnieje". Melancholia w blasku słońca, tak opisałabym ten zapach.
Kiedy po raz wąchałam Dune jako bardzo młoda kobieta utrwalił mi się obraz, którego nie pozbyłam się do dziś. Jest to widok wraku statku na pustyni, wraz z jego skarbami, drewnianymi już zbutwiałymi skrzyniami wypełnionymi kosztownościami i przyprawami, zaschniętymi wodorostami, które pokrywa i odkrywa na przemian suchy piach. Drugie skojarzenie to prastara kobieta ubrana w głęboką czerń, siedząca w oślepiającym blasku słońca w jakimś miejscu pokrytym piachem i pyłem w żóltym kolorze.
Zapach jest przepiękny ale nie w sposób łatwy czy mainstreamowy, zdecydowanie zmusza do refleksji. Ma w sobie magię.

kadanka

conneryfan
Przepiękne, kminkowo - kwiatowe otwarcie. Lekko musujące,
wytworne i głębokie. Aksamitny zapach przechodzi wolnym krokiem w drzewno - korzenny, orzechujący. Wyczuwalna jest słodka róża, mech i odrobina aldehydów, które tu, o dziwo mi nie przeszkadzają. Właściwie ten, wyczuwalny przy każdym ruchu, zapach jest bardzo trudny do opisania.
Może tak : słono - słodko - gorzki ?
Co ciekawe nową wersję, testowaną w sklepie, zapamiętałem jako mniej słodką i mniej bogatą. Teraz niestety nie mogę porównać.
Jakie uczucia mogą opisać te pachnidło?
Na wakacjach, spędzanych nad morzem, spotykasz miłość, osobę, która okazuje się Twoją drugą połówką. Niestety, lato szybko się kończy a Wy musicie się rozstać,
zostawiając słodko - smutne wspomnienia na zawsze.
Ellin

Methea
perfumeholic88
Rzeczywiście i mnie on przypomina gorący, nagrzany piasek, ale nie nad Bałtykiem, a na Saharze. Idę boso, jest niewyobrażalnie ciepło, duszno, pragnienie jets tak silne, że nie potrafię myśleć o niczym innym i po wielu godzinach wędrówki zauważam wielki namiot. Mając nadzieję, że znajdę tam choć kropelkę wody, wchodzę do środka, a tam na poduszkach siedzą jacyś mężczyźni i ordynarnie palą papierosy. Dym jest drażniący, powoduje u mnie odruch kaszlu, wdziera się do gardła i dusi.
Pochyla się nade mną jakiś młody mężczyzna, przynosi wody, wyciera twarz, pachnie on bardzo męsko, drzewnie, ale jakby znajomo...
Taki obraz widzę nosząc Dune. Otwarcie to atak aldehydów i tej charakterystycznej nuty drzewa różanego. Nie pasuje mi to za żadne skarby, ale potem jest jeszcze gorzej. Za sprawą któregoś składnika wychodzi ohydna nuta jakbym cały dzień spędziła w zadymionym pokoju, a potem założyła na siebie sweter palacza. Skóra pachnie mi poprostu dymem papierosowym, a jestem zdeklarowaną przeciwniczką papierosów! Nie jestem w stanie tego wytrzymać. Lepiej jest kiedy pojawi się paczula i nuty drzewne, ale zapach nabiera wtedy typowo męskiego charakteru. Nie jestem fanką Dune niestety.

SylviaInVogue
Muszę przyznać - zimna sucz z tego zapachu! I to dosłownie - podsumowując, zapach to zimny, skosytniały, nieprzyjemny. Nie każdego polubi, nie każdemu da się ujarzmić. Trochę jak taki kot, co to do każdego się łasi, a gdy chcemy go pogłaskać, ucieka. Mnie ta chłodna istota nie polubiła. Jest zbyt skomplikowana, trudno mi ją zrozumieć. Trudno się mówi...

mylengrave
Osławione perfumy wylądowały w końcu i w moich łapkach, po 25 latach od swojej premiery. I co? I nie podobają mi się. Nie są ponadczasowe, nie są uniwersalne, w ogóle nie są. Jakby się nad tym chwilę zastanowić, nie mogę znaleźć w nich nic, co by mi się podobało...
Nie są słodkie, są raczej mocno neutralne w stronę gorzkich, takie migdałowe akordy, tyle, że gorzkie. Smutne są, zero życia. To takie kwiaty, piękne i majestatyczne, ale już dawno martwe. Na pewno kremowe, ale i... gorzkie. Czuję gorycz, może nie taką jak kora brzozy, ale jednak.
Skład kompozycji dosyć dziwny, niemniej jednak żarnowiec, lak wonny, pałecznik chiński to te elementy, które rzadko spotykamy w perfumach, tutaj grają pierwsze skrzypce i są zarazem najbrzydszymi składnikami perfum, jakie znam. Okropieństwo. Lilia, piwonia i ambra są na drugim planie, piwonia nieco silniejsza, ambra zamyka Dune, a lilia się niemrawo przebija od czasu do czasu.
Ok, perfumy trochę ewoluują, robią się trochę bardziej słodkie, ale gorycz towarzyszy im stale. Nie chcę być gorzka, chcę być słodka.
Zapach pustynny, z tych mocnych, z nutami męskimi. Nieładny.
Perfumy: 67780
Recenzje Perfum: 58468
Miłośników perfum: 19130
Czytelników online: 142
Fragrantica in your language:
| English | Deutsch | Español | Français | Italiano | Русский | Português | Ελληνικά | 汉语 | Nederlands | Srpski | Română | العربية | Українська | Монгол | עברית | Luxois Watches |
Beauty Almanac |
Fragrantica® Inc, San Diego, CA Stany Zjednoczone, kontakt z redakcją: [email protected]
























































