Najnowsze Recenzje Perfum!

Tutaj możesz zapoznać się z najnowszymi recenzjami perfum. Użyj opcji wyboru daty, aby zobaczyć recenzje opublikowane w przeszłości.!
Search by Date:  

Właśnie dostałam paczkę w której była między innymi Si Lolita. Nie znałam wcześniej tych perfum, zamawiałam w ciemno w mega okazyjnie niskiej cenie. Po przeczytaniu wcześniej wielu opinii uznałam że powinny mi się podobać. Jestem zachwycona. Nie spodziewałam się że będą mi tak bardzo odpowiadać. Znam zapachy Lempickiej i muszę przyznać że ten mnie naprawdę oczarowal. Będą idealne na wiosnę i lato, choc miom zdaniem będą również sprawdzały się w zimie. Zapach ciepły, s łodki, nie duszacy, przełamany goryczką pizma i pieprzu. No poprostu bajka. Jeśli ktoś lubi L de Lolita to te powinny też się równie podobać.

Eternity For Men Calvin Klein przez conneryfan 2017-03-30

Gdy psiknąłem na nadgarstek od razu zaświtała myśl : ,, o! wujek przyszedł z ciocią ". Bardzo tatusiowe perfumy.
A co czuć? Mdła lawenda, bergamotka, przyjemny jałowiec i odrobina przypraw. Projekcja słaba. Zapach popularny i często podrabiany.
Absolutnie nie dla mnie ani żadnego młodego faceta. Po prostu nie jest interesujący ani oryginalny.
Ale na starszym zadbanym panu bardzo chętnie ^_^

Maroussia Slava Zaitsev przez inezzka 2017-03-30

Obczytawszy się poniższych recenzji, jako mentalna, aczkolwiek utemperowana furiatka, zapragnęłam mieć zapach, który w TAKI dzień wysyłałby niewerbalny komunikat - werbalnie ujęty kiedyś przez miłościwie nam panującego - a mianowicie "spieprzaj dziadu" :-P. Tymczasem dostałam zapach miły, pudrowy, otulający ... i już, już miałam w lekkim rozczarowaniu odstawić je na półkę, gdy wtem ... wylazło z niego jakieś zuo.
Jakby to opisać ... siedzi sobie w kawiarni śliczna pańcia, delikatna, subtelna taka, nóżka na nóżkę, fifka i mufka (i takie tam) i nagle się odzywa i głosem śp. Marii Czubaszek mówi "dawać mi tu kur.. latte"(a na imię ma właśnie Maruśka ;-)).

Chloe Eau de Parfum Chloe przez 2017-03-30

Przepiękny zapach. Mój signature scent. Uważam, że można je nosić do wszystkiego, mimo iż pierwsze skojarzenie przywodzi na myśl francuską elegancję. Te perfumy jednak nie dopełniają stroju - one go tworzą. Sprawiają, że nawet najzwyczajniejsze jeansy i t-shirt zyskują szyk. Wyraźnie wyczuwam w tych perfumach różane mydełko, piwonię ale i miód. Ten miód wychodzi na jaw dopiero gdy perfumy zdążą dobrze przylgnąć do ciała i nieco się od niego ogrzeją :)

Pamiętam, że długo nie używałam perfum, ale to właśnie Chloe były moimi pierwszymi, poznałam je jeszcze przed tą falą podróbek i porwały mnie jak nic innego. Szkoda, że zapach tak piękny jest odtwarzany tak podle przez marki typu larive i szkoda, że tak wiele osób tymi podróbkami pachnie. Głównie przez to zrobiłam sobie przerwę od tych perfum (a wcześniej wykorzystałam aż trzy flakoniki - 30ml,50ml i 75ml). Byłam nimi niesamowicie oczarowana ale zapach tak powtarzany zaczął mi się źle kojarzyć. Mimo wszystko wiem, że do nich wrócę, bo tylko on tak pięknie zgrywa się z moim pH. Po za tym były niezwykle często komplementowane (pamiętam jaką frajdę przyniósł mi komplement nieznajomego mi mężczyzny, który zaprosił mnie do tańca skuszony właśnie TYMI perfumami).

Chloe Chloe przez 2017-03-30

To jest płynne szczęście. Słoneczna pogoda skoncentrowana w krągłej butelczynie. Nie mam na myśli letniego dnia kojarzącego się z cytrusowymi aromatami. Chloe to zapach wiosennej polany, na którą wychodzi się by zaczerpnąć powietrza. A powietrza pachnącego Chloe chce się czerpać jak najwięcej. Ten zapach to jednocześnie podróż z ciepłym wiatrem między chmurami ale również i ta wcześniej wspomniana łąka pełna dziko rosnących kwiatów - bzów, tuberozy, róży. Dalej perfumy rozwijają się nieco mydlanie, ale jest to na tyle łagodne, że mimo swojego już podeszłego wieku ten zapach bynajmniej nie przywiedzie na myśl babcinego mydełka.

Oddałam je swojej mamie niestety, gdyż mój chłopak nie podzielał mojego zachwytu i najzwyczajniej twierdził, że to jest zapach zbyt poważny jak na mój wiek. Szkoda, bo nie spodziewałam się, że aż tak będę za nimi tęsknić. Wydaje mi się, że to właśnie jest jeden z tych zapachów, które albo się kocha, albo nienawidzi.

Cool Water Sea Rose Davidoff przez atinka 2017-03-30

Perfumy pachną ładnie, jest to jednak zapach, który można rozpoznać na sporej grupie kobiet spacerując po mieście. Zupełnie mnie to nie dziwi, gdyż jest to zapach zupełnie neutralny, pachnie świeżością, nie narzuca się a więc można uznać go jako casualowe psikadło, ot takie by po prostu czymś pachnieć. Po wypróbowaniu na nadgarstku zapytałam przyjaciółki co sądzi - stwierdziła, że wyczuwa zapach gąbki nasączonej mydlinami. Kilka godzin później zapytałam również chłopaka, który stwierdził z grubsza to samo (to pachnie jak prysznic, jak taki typowy żel pod prysznic dla kobiet). Jeśli chodzi o trwałość to wypada jak najbardziej w porządku, zapach psiknięty na nadgarstek około południa, wciąż był wyczuwalny wieczorem, jednak nie zauważyłam by zapach w tym czasie zdążył się rozwinąć ukazując coś poza nutami "prysznicowymi".

Mure et Musc Extreme L`Artisan Parfumeur przez szafkazperfumami 2017-03-30

Co za piękne piżmo, dokładnie takie jakie lubię, świeże, toaletowe, wykrochmalone, z lekkim puderkiem. Polecam wszystkim, którzy piżma nie lubią - niech wypróbują, może zmienią zdanie. Cóż więcej o zapachu, nieskomplikowany przyjemniaczek, nieinwazyjny i dyskretny. Krótka lista składników gwarantuje prostotę, choć brakuje mu elegancji, która często z prostotą idzie w parze. Początkowa faza odrobinę trąci myszką, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, coś jakby wiekowe szare mydło do prania. Absolutnie nie umniejsza to mojego zachwytu.

Gold Leather Atelier Cologne przez Aleksxs 2017-03-30

Zdecydowanie są to perfumy oparte na alkoholu czyli rumie jednakże nie jest to zapach prawdziwego alkoholu tak jak w perfumach: Piotr Czarnecki gdzie pachnie świetnej jakości whisky czy u Toma Forda: Velvet Orchid Lumiere z wspaniałym rumem, Tobacco Oud z szlachetną whisky. W tych perfumach czując zapach alkoholu pragnie się go pić. Z kolei czując Gold Leather przychodzi mi do głowy zapach olejku rumowego do ciast. Czuć jego intensywny, sztuczny, chemiczny zapach. W ogóle mam wrażenie, że Gold Leather to trochę taki kompot z aromatu rumowego do ciast w nim to pływa delikatna, cienka skóra, dużo świeżych aromatycznych śliwek. Całość została delikatnie doprawiona szafranem, drzewem gwajakowym, agarem i cedrem. Nuty te są delikatne przy czym najmocniej czuć szafran i agar. Ów kompotowi, ogromną świeżość i delikatniejszą ostrość nadają: gorzka pomarańcza i eukaliptus. Ja jeszcze jakbym wyczuwała intensywną bergamotkę. W ogóle nuty świeże od początku do końca są bardzo intensywne i lekko kwaśne, gorzkie.
Niewątpliwie całość jest alkoholowa, trochę słodka, trochę kwaśna, gorzka, śliwkowa z nutami delikatnej skóry, akordów drzewnych: agar, gwajak, cedr jak i świeżych nut roślin, owoców. Na koniec dodam, że zapach nie ewoluuje. Gold Leather utrzymuje się na skórze 7h a jego początkowa projekcja jest na długość ramion. Po 2h bliska skóry.
Cieszę się, że miałam możliwość nabycia 10ml a nie całego flakonu bowiem oczekiwałam dobrej jakości alkoholu i ciepłego zapachu a nie świeżego.


To nie jest zapach dla spokojnych ludzi :)
Jeśli miałabym go określić tylko jednym słowem to napisałabym o nim, że jest dziki. Otwarcie to miód, cytrusy i tuberoza. Tu już można zauważyć, że twórcy nie lubią używać hamulców. Potem odzywają się jaśmin i konwalia, dobrze wyczuwalne jest drzewo sandałowe i nadal miód. W ogóle miód gra tu główną rolę. Zapach jest nadal intensywny i musujący. Kiedy wybrzmią już kwiaty i owoce wówczas ambra i piżmo chcą objąć panowanie, jednak sandałowiec i miód chronią zapach przed zupełnym "zezwierzęceniem". Reasumując, ten zapach to miodowiec z bujnym temperamentem. Ostrożnie z aplikacją!

Hiris Hermes przez jagoda5706 2017-03-29

Hiris ....od dawna chodził mi po głowie ten zapach, ale zakup w ciemno przy takiej cenie raczej nie wchodził w grę , a więc miniaturka. No cóż ,gdybym zaszalała jak to często robię i zakupiła pełnowymiarowy flakonik w ciemno nie żałowała bym aż tak bardzo bo zapach zdecydowanie mój .Pachnie irysem jeszcze piękniej niż w rzeczywistości, zapach istotnie jednostajny , monotonny , wiele tu się nie dzieje,ale mnie się podoba. Jest pudrowy to prawda, ale nie mydlany przynajmniej dla mnie. Jest minimalnie słodko tak w sam raz, lekko świeżo ,a już na pewno nie duszno. Nie są to błyskotliwe ,intrygujące perfumy, ale z całą pewnością eleganckie z takim lekkim pierwiastkiem męskim . Nie czuję tu róży , gożdzika czy neroli zbytnio , ale te wszystkie składowe fajnie posłużyły za tło dla pokazania eleganckiego , dostojnego irysa. Mnie się podobają i to nawet bardzo i pewnie bym już szalała i kombinowała jak nabyć 100ml , ale trwałość zapachu to żenada, czuję je maksimum 1 godzinę. To ostudziło przynajmniej na razie moje zapały, odkładam zakup, ale tak sobie myślę może popełniam błąd , mam miniaturkę ,brak atomizera , zamknięta na korek butelka. Pomyślę, ale sam zapach uważam za udany, próbujcie, bo warto.

Boss Orange Eau de Parfum Hugo Boss przez karriot 2017-03-29

Ach wspomnienia... Gdy tylko spryskam nadgarstek tym zapachem, od razu uderza mnie myśl o wakacjach.. wspaniałych.. beztroskich... o nocach spędzonych nad morzem przy ognisku wieczorową porą..
Piękny, letni zapach, w którym czuć najbardziej czerwoną soczystą pomarańczę, której w składzie nie ma. Nie ewoluuje jakoś spektakularnie i trwałość nie powala (3-4h), pomimo, że jest to wersja EDP... Ale i tak warto wypróbować, jeżeli jesteście fankami owoców :)

Noa L’Eau Cacharel przez karriot 2017-03-29

Zapach limitowany, ale jeszcze dostępny w niektórych sklepach internetowych. Oryginalnej Noa nie miałam przyjemności wąchać, ale z pewnością ten zapach nie ma z nią wiele wspólnego ;)
To zapach czystości.. Świeżo umytej skóry.. Projekcja na prawdę przyzwoita, bo w pierwszej nucie uderza nas soczyste jabłuszko, po kilkunastu minutach zapach ewoluuję i czuć piżmo.. Później znów jabłuszko.. nie wiem jak on to robi, ale lubi się bawić ze mną w berka ^^ trwałość również zadowalająca jak na EDT.
Polecam wypróbować wiosną.

Tenderly Oriflame przez Savanoja 2017-03-29

To kolejna bardzo udana kompozycja Oriflame. Sielanka!
Leśna polana w słońcu skąpana, na polanie kocyk, na kocyku ja :)- objadam się dorodnymi jeżynami, na głowie wianuszek z koniczyny, w ręku bukiet polnych kwiatów, w zębach trzymam źdźbło soczystej trawy... Delikatny wiaterek leniwie przesuwa obłoczki po błękitnym niebie, nigdzie się nie spieszę, jest cudownie!
Takie mniej więcej jest Tenderly ;) A że piękne chwile są ulotne jak motyle... trwają krótko, zdecydowanie za krótko, trzeba dopsikać po 3-4 godzinach.
Jednak mimo wszystko polecam poszukującym sielskiego klimatu, tym bardziej, że jest on dostępny za naprawdę śmieszne pieniądze ;)

Coach the Fragrance Coach przez Bea 2017-03-29

Nuta głowy jest świeża i soczysta, ale znika po kilku sekundach, po czym rozwija się głęboki niski zapach piżma, mchu i mocna róża. Zapach klasyczny dla dojrzałej kobiety raczej. Bardzo elegancki. Nie dla mnie jednak. Jest zbyt staromodny i poważny. Nie przepadam też za różą w takiej odsłonie.

Volare Eau de Parfum Oriflame przez Savanoja 2017-03-29

Zakochałam się w tym zapachu podczas zabawy w "no logo" na tutejszym forum. Po pierwszym psiknięciu wiedziałam, że muszę to mieć, cokolwiek by to nie było :D
W otwarciu kompozycja niemal nokautuje konfiturową słodyczą, na mnie zadziałała narkotycznie, myślałam tylko o jednym - mieć tego więcej :D To słodycz żywa, gęsta, a zarazem jakby soczysta, bez przypalonych karmelków, pobudzająca. Wspomniana wcześniej nuta metaliczności faktycznie tu występuje, myślę jednak, że jej brzmienie uzależnione jest typem skóry. Możliwe, że na niektórych po prostu bardziej się wyostrza, na innych mięknie. Ja chyba należę do szczęściar, bo ta właśnie nuta powoduje, że mam ochotę non stop się dopsikiwać ;) Ona zdecydowanie ożywia całość, powodując, że mamy do czynienia z kompozycją nowoczesną i trendy.
O wyczuwalnych nutach pisać nie będę, napomknę tylko, że po wybrzmieniu otwarcia zapach całkiem nieźle przypomina wersję EDT, jednak różnica mimo wszystko jest zdecydowana. Jest lekka pudrowość, skóra jeśli już, to "na słodko". Pamiętajcie, są to dwie różne kompozycje. EDT bardzo przypomina Tresora, wersja EDP to praliny polane Tresorowym sosem. Niech nie myli flakonik w kształcie różanego pączka, te perfumy nie są delikatne ;)
Parametry niestety średnie. Jak na tak esencjonalny zapach mogły by być lepsze.

Bouquet Ideale Xerjoff przez Edi 2017-03-29

Spokojny, ciepły i uwodzicielski zapach. Po kilkunastu minutach na pierwszy plan wybija się ciepła wanilia z przyprawami i tak sobie przyjemnie i długo trwa. Zapach z gatunku bogatych i smakowitych w odbiorze. W nastroju bardzo podobny do Toma Forda Pour Femme.

Fantasy Britney Spears przez sugarfairy 2017-03-29

Moja przygoda z Britney zaczęła się od kupionego w ciemno Fantasy Naughty Remix. Kiedy jakiś czas potem testowałam klasyk, w porównaniu wypadł jak dla mnie nieciekawie. Ot, słodka chmurka, a ja na dodatek w tamtym czasie miałam jeszcze burzliwy romans z cięzkimi migdałowcami. Próbki oryginału i paru flankerów poszły w świat.
A jednak co jakiś czas sprawdzałam sobie ceny Britni przy okazji różnych zakupów. W końcu znalazłam za tak małe pieniądze, że uznałam, że koniec wymówek typu "no przecież po co kupować Britney, jak można zbierać na niszę". Gourmandowy niegdyś hit też można kupić, wszak czasem aż szkoda psikać się drogocennymi mililitrami, jeśli w pracy i tak pachnie brukselką i kalafiorem prosto z obiadowego pudełka.
Może to kwestia nastawienia, ale tym razem czuję się w Fantasy dużo lepiej. Co prawda pierwszy kwadrans to zbyt dużo kiwi (o dziwo, nawet dość naturalnego), ale potem jest już tylko kremowa słodycz. Nie włażąca cukrem między zęby, lekko kosmetyczna, nawet bym powiedziała (może to zasługa korzenia irysa i piżma?). Białej czekolady na pewno mniej niż w Naughty Remix, albo po prostu inaczej się układa z nuta muffinki. Także ktoś, kto spodziewałby się cukrowego zawału serca, mógłby się rozczarować. Dużo większe jest prawdopodobieństwo nabawienia się takiego od własnie wspomnianych już migdałowo-waniliowych ulepków.
Plusem wydaje mi się też być to, że Fantasy to już chyba trochę zapomniany zapach. W końcu trochę obciach i teraz nawet młodziutkie dziewczyny psikają się LVEB lub Black Opium, a jeśli już buszują na promocji w drogerii, to mogą wybierać raczej między Rihanną a Beyonce.
Kulka zostanie zatem u mnie. A że wygląda trochę karykaturalnie przy postawnych niszowych flakonach, czy nawet przy Diorze? Cóż, eklektyzm to prawie że moje drugie imię. Poza tym już 3 buteleczki Britney nie da się ukryć - wyszło szydło z worka. Warto dać Britney szansę, nawet w ciemno. A jeśli nie podejdzie...Cóż, pozostaje zanucić Oops, I did it again i puścić flaszkę w świat.

Little Sequin Dress Avon przez blacksmokey 2017-03-29

Zapach pozytywnie zaskakujący - słodki, iskrzący, tropikalny z nutką klasycznych LBD. Perfekcyjny na wiosnę i lato, kiedy na zewnątrz jest ciepło lub nawet gorąco. Z początku w nos uderzają mandarynki - ale nie takie świeże, a takie z puszki, w słodkim syropie. Potem czuć owoce tropikalne i kwiaty, a zapach mandarynek stopniowo się z nimi łączy. Na koniec dochodzą ciepłe nuty białego piżma i ambry, co nadaje zapachowi elegancji i nawiązuje właśnie do klasyka tej serii. Jeśli chodzi o nadchodzący sezon wiosenno - letni, to z pewnością będzie to mój ulubiony zapach.

Imari Elixir Avon przez blacksmokey 2017-03-29

Te perfumy pozytywnie mnie zaskoczyły. Przypominają mi zapachy z górnej półki. Są słodkie, wieczorowe, kadzidlane - zdecydowanie nie na ciepłe pory roku. Czuć mocno jeżynę i ona tutaj zdecydowanie dominuje, podbita ciepłymi akordami wanilii i róży. W tle wybijają się także nuty ambrowe. Całość jest ciepła, słodka, tajemnicza - zupełnie inna, niż pozostałe zapachy z Avonu. Podobają mi się, bardzo!

Noir Tom Ford przez Lugosi 2017-03-29

Większość aktorek uważanych za sex-symbole, posągowe divy, czy ideały kobiecości swoich czasów były i są osobami nieszczęśliwymi. Diagnoza jest bezlitosna – brak szczęścia w miłości i samotność w tłumie na czerwonych dywanach. Piękność przekleństwem w otoczeniu krótkoterminowych adoratorów o mentalności damskich bokserów, żigolaków i proszę mi wybaczyć, alfonsów. Większość tzw. normalnych facetów unika takich kobiet, bo budzą lęk, są zbyt doskonałe i nieosiągalne, a oni szukają normalności, gwarantującej stabilność na poziomie umożliwiającym założenie szczęśliwej rodziny.
Z perfumami jest u mnie podobnie. Nie szukam wśród nich miss world. Szukam aromatycznych towarzyszek dnia codziennego, zapachów na dobre i na złe, aromatów z którymi mogę żyć w zgodzie i dopasowanej harmonii. Nie potrzebuję zazdrości, imponowania sobie i innym. Nie potrzebuję sporów i kłótni.
To czego szukam, odnajduję w Noir Toma Forda.
Jest to pastelowy mix elementów już wcześniej znanych, ale podanych w odświeżonej i dobrze przemyślanej kombinacji. Istotnie, nic oryginalnego i odkrywczego sobą nie wnoszą, ale sądzę, że całość wypada więcej niż fortunnie, przynajmniej jak dla mnie. Osobiście czuję się bowiem oczarowany tą konstrukcją, która dzięki solidnemu podejściu do kompozycji i dobrej jakości tworzywa, układa się na mnie wspaniale i z dużą, wyważoną trwałością, choć w blisko-skórnej projekcji.
Jest w tym lekko puszysta i kremowa słodycz wanilii, ale bez przerysowań i mdłych odbić dzięki pikantnym brzmieniom przypraw w balsamicznym i ziemistym odcieniu. Niewymuszona elegancja kwiatowego tła podkreśla tylko orientalny charakter całości, a cytrusowe umizgi z otwarcia giną zalane bursztynową nalewką i jakimiś ledwo wyczuwalnym akcentem zwierzęcym. To konwencjonalnie męska odsłona z kolońskim tchnieniem, które nieśmiało nawiązuje do czasów minionych. Niby złożona rzecz, a prosta i baaardzo mnie kręci.
I tak oto żyjemy ze sobą w zgodzie od przeszło dwóch lat, z perspektywą na Bóg wie ile jeszcze.

Womanity Mugler przez Alixia 2017-03-29

Gdzie dwie kobiety tam trzy opinie.
A jak tych kobiet jest prawie 10 tysięcy?
Hmm..?
Powiem otwarcie - jestem fanką Muglera.
Cokolwiek stworzył - to mi się podoba:)
Nawet gdyby to były perfumy z czarnej rzodkwi z maślanką też by mi się podobało!
Szczęśliwi ci, co im się przytrafiła taka miłość bezwarunkowa:):)
Womanity... błogostan... i nie ma nad czym dyskutować:)

Rеve d'Infini Lalique przez Tyna 2017-03-29

Przeczytałam bardzo pochlebną recenzję tego zapachu i od razu mnie zaciekawił. Może to nie są moje ulubione nuty, ale chciałam dać szansę Rеve d'Infini, bo bardzo cenię Lalique. I akurat przy zakupach dostałam próbkę tych perfum. Niestety okazały się nie do noszenia, przynajmniej na mnie - duszące, męczące i zbyt mydlane. Z nut najbardziej wyczuwalne jest liczi, którego nie lubię, z trudem przebija się odrobina brzoskwini. Duża trwałość i projekcja.

Baiser Fou Cartier przez agnieszka.baranik 2017-03-29

Malina, malina, malina...

Uwielbiam zapachy owocowe, uwielbiam maliny i jeżyny w perfumach, uwielbiam jeśli są trwałe...

Przyznam, że psikając się tymi perfumami w drogerii - nie wiedziałam o nich nic. Ot tak randomowy zapach chwycony w rękę. Mogłam się równie dobrze spodziewać lilii, co pieprzu czy mango.

Oczywiście najpierw bezpiecznie - blotterek. Hmm....jest w tym coś...
Potem ręka. I...i...i miłość od pierwszego poniuchania.

Dojrzała malina. Bardzo dojrzała. Może nawet lekko podbita jeżyną. Potem coś musującego (malinowa Fanta? - dziś pierwszy raz piłam :-)). Ciekawie, słodko. W stylu Midnight Rose Tresor. Piękny, mocny i długotrwały zapach. Zdecydowanie będzie mój, choć chyba pokuszę się o niego bliżej zimy... Teraz ciągnie mnie ku cytrusowym świeżaczkom... Ale jak pogoda się zacznie psuć - Malino przybywaj :)

P.S. Mężowi się nie podoba. Ale dodam, że jemu podoba się tylko wszystko z bergamotką :)

Zapach kupiony w ciemno, kuszona promocyjną ceną uległam w mgnieniu oka, kierowałam się wyborem na podstawie opinii internetowych.
Nie żałuję ani jednej wydanej złotówki.
Woda ta jest niesamowicie przyjemna w odbiorze, nie zawiera ani jednego drażniącego mnie elementu.
Jest soczysta, świeża, jednocześnie jest także "gęsta", zawiesista.
Gdy ją czuję i zmrużę oczy, w mojej głowie pojawia się portret Marylin Monroe z wielkim, różowym balonem zrobionym z gumy do żucia :)
L'imperatrice kojarzy mi się dokładnie z różową gumą balonową.
Porównanie zapachu do szamponów Fructisa również nie jest chybione. Jest w tym sporo racji.
Myślę że moją 100ml butelkę wykorzystam z ogromną przyjemnością.
Zarówno zawartość, jak i sama "flaszka" bardzo do mnie trafiają.

Santal Rouge Il Profvmo przez Andżelika 2017-03-29

Taki ciepły chłód bije po nosie przy pierwszym zetknieciu. Najpierw są mokre kwiaty, a właściwie rosliny (pachnie botanicznie),potem atmosfera rozgrzewa się jak zieleń w słońcu. Jest i rześko i przytulnie... i pudrowo. I pojawia się sandal. Ale mokry. Ścięte dopiero co młode dzrewko sandaowe. Jeszcze nie nabrało suchości, aromatu..... Nic nie krzyczy, nie dominuje.... jest spokojnie, harmonijnie, relaksująco.... Zapach bezpieczny, elegancki, puchaty.

Fluo Masaki Matsushima przez agnieszka.baranik 2017-03-29

Tak szybko się w nich zakochałam, jak i odkochałam :-(

Skuszona składem perfum, jako naczelna fanka wszystkich owocówek, pognałam do perfumerii by zapoznać się z zapachem. Zawsze mam stały schemat:
- blotter
- ocena tego co czuję na blotterze (czy w ogóle dam radę znieść zapach na sobie)
- psik na rękę
- zastanowienie
- ewentualna prośba o próbkę
- powrót do domu
- test z rana (żeby był świeży nos i czysta skóra)
- jeśli zapach mi się podoba, wracam do perfumerii ile tchu lub zamawiam u bliskich na najbliższą okazję...

A tu było inaczej. Weszłam do perfumerii, psiknęłam i...przepadłam. Piękne soczyste owoce. Słodkie,ale nie duszące. Bardzo naturalne. W stylu mojej ukochanej Escady, ale z czymś szlachetniejszym. To było to. Stwierdziłam, że już nie będę testować, że w nosie mam cenę, biorę flakonik. No muszę je mieć i to natychmiast. Szczęśliwie kartę miał ze sobą Mąż który był obok w sklepie. Poleciałam do niego i żeby jeszcze dać upust swojej radości dumnie wyciągnęłam rękę żeby powąchał nadgarstek. Wącha i widzę jak nos przesuwa dalej po ręce szukając zapachu... Aż się zirytowałam, pokazuję palcem w miejsce gdzie psiknełam i mówię "no tuuuuu". A on dalej wącha i cisza. Więc jeszcze bardziej zirytowana i zniecierpliwiona mówię "ej... katar masz?" aż sama wzięłam rękę do nosa i...nic. Zero. Żadnego zapachu. Aż mnie wcięło. Pomyślałam, że może ręce pomyliłam. Wącham drugą - nic. Byłam w ciężkim szoku. Przecież nie minęło nawet 10 minut. Wróciłam do perfumerii, psiknęłam raz jeszcze (ściągając na siebie nieprzychylny wzrok pań sprzedających - toć to już drugi psik tymi samymi perfumami) i wyszłam. I znów zawrót głowy, piękny zapach, idealny dla mnie. Niestety, jak weszłam do samochodu znów nic nie czułam.

WIELKI zawód. WIELKI. Zapach kosmiczny wręcz. Idealny na lato. Ale moc, trwałość? Absolutnie skandaliczna...:/

L'Eau Couture Elie Saab przez behemotkot 2017-03-29

Woow...odleciałam. Piękny zapach. Przeprowadzam dopiero testy, ale już wiem, że zapach zostanie ze mną na dłużej. Niby 3 składniki, ale wyszło z nich cudo. <3<3<3

Thunderstorm Demeter Fragrance przez Harris 2017-03-29

Zamykam oczy i nie wierzę. Nuta świeżo wykopanej marchwii, która rosła w żyznej, wilgotnej na pograniczu zalążka pleśni ziemi. Otoczką dla motywu przewodniego kompozycji jest lekka, ledwo wyczuwalna chmurka ozonu - bardziej dentystycznego niż burzowego. Z czasem zapach łagodnieje, przechodzi w zapamiętany z wczesnego dzieciństwa klimat kuchni okrętowej. Dziwoląg z gatunku nienoszalnych, najwierniejsza olfaktoryczna symulacja działkowych przygód na mokrym polu marchewkowym z motyką w ręku. Gdyby ów twór nazywał się "Carrot fields forever", byłby niedoścignionym mistrzem wiernej rekonstrukcji fragmentu przestrzeni rzeczywistości zrzutowanej na mono wymiar zapachu.

Covet Sarah Jessica Parker przez pachniewitch 2017-03-29

Perfumy sa badzo "zielone"...:))
Przypominaja wode kolonska i ja niestety nie wyczuwam czekolady..ale nie przeszkadza mi to nosic je z przyjemnoscia..
Unosi sie wokol mnie swieza bryza , zlamana goryczka...
Sa bardzo trwale...i lekko meskie..Ciche a ekspansywne...

Maja swoj urok o lekko masochistycznym wydzwieku...
Bo w sumie lubie slodko -pikantne orienty...
A Covet wdarly sie przebojem i moja reka bezwiednie siega rano po urocza pekata butle .

Klimat Cologne Muglera ...

Polecam !

Zapach który można podzielić co najmniej na trzy etapy w
których się rozwija i z czasem coraz bardziej zachwyca.
Ostatni etap to naprawdę elegancja w każdym calu.
Nie jest to co prawda typowy zapach ale wart jest przetestowania. W moim przypadku Issey nigdy nie zawodzi zwłaszcza jeśli chodzi o trwałość i projekcję.
Polecam

Coach Poppy Coach przez mojechanel 2017-03-28

W bajce o trollach ogrowy królewicz powiedział (przez zjedzeniem jej): make me happy princess Poppy. Nie wiem jak jego, ale Poppy naprawdę może uszczęśliwić. Chociaż narysowana Poppy powstała kilka lat póżniej to obie mają wiele wspólnego: optymistyczne, zabawne, odrobine szalone.
To naprawdę fajny, świeży i intenstwny zapach słodkich cukrowych pianek, które ładnie układają się na skórze przy akompaniamencie owoców i kwiatów.
Wanilia, mandarynka czy drzewo sandałowe nadają perfumom słodkości i delikatnie ogrzewają, ale ta słodycz jest złamana przez nutkę wodną w postaci ogórka. Perfumy to gourmand jak wiele w Escadzie, ale te bardzo się od nich różnią - czyżby za sprawą kwaśnego akcentu? W międzyczasie na skórze można wykryć jaśmin i frezję, ale dominacja białych kwiatów ustępuje nucie różanej.
Świeże, słodkie, letnie, lekkie, łatwe do polubienia i łatwe do noszenia. Polecam wielbicielkom słodkości i zapachów Britney Spears.

Insolence Guerlain przez Harlem Nocturne 2017-03-28

Rodzina Insolence stanowi dla mnie bardzo ważny rozdział w historii mojego perfumowego nałogu, jeden z kluczowych powodów, dla których marka Guerlain jest moją ulubioną. Kilka ładnych lat temu poznałam dostępne wtedy na rynku cztery wersje – EDT, EDP, My Insolence oraz Eau Glacee, wszystkie mnie oczarowały (choć każda w inny sposób), niemal wszystkie przewinęły się przez moją garderobę (niechlubny wyjątek to Eau Glacee). Do niedawna za mojego ulubieńca uważałam EDP, ostatnio zdałam sobie sprawę, że ten tytuł należy się jednak EDT.

Mam wrażenie, że woda toaletowa jest bardziej miękka, przytulna, wyraźnie łagodniejsza i przyjemniejsza w obyciu. Tam, gdzie w EDP królują ciężkie, chropowate żywice, ostra, fiołkowa zieleń drapie w gardło, tonka poddusza, a gęste balsamy zapierają dech w piersiach, EDT otula miękkim, pluszowym, fiołkowo-malinowym woalem, prószy luksusowym, irysowym pudrem, a w końcu poprawia nastrój łagodną, ciepłą, żywiczną słodyczą w bazie. EDP potrafi być bezczelnie ostra, bezpardonowa i wyniosła, EDT jest spokojna, łagodna i komfortowa, choć w otwarciu próbuje pokazać pazur, atakując z zaskoczenia cierpkim sokiem z czerwonych jagód i surowym, mydlanym kwiatem pomarańczy. Chcecie poznać prawdziwie jadowitego fiołka? Zwróćcie się w kierunku EDP. EDT to tylko przyczynek, pierwszy krok dla bardziej ostrożnych i niepewnych swoich sił, choć zwolennicy świeżych, delikatnych, skropionych rosą fiołków zbieranych na łące o brzasku powinni trzymać się od EDT (podobnie zresztą jak od całej gromady Insolence) z daleka.

Te perfumy mają moc, wyraźnie i zdecydowanie zaznaczają swoją obecność, lubią być w centrum uwagi. Są jednoznacznie „perfumeryjne”, dosadnie „kosmetyczne”, piękne w daleki od naturalności sposób, co nie znaczy, że zostały oszpecone, stając się nieznośnie brzydką, odstraszającą szkaradą. Są dla mnie jak aromaterapia, niezawodnie poprawiają nastrój, przywołują miłe wspomnienia, uspokajają, wyciszają. Na długie godziny. Proszę jednak pamiętać, że pisałam to ja – zaprawiona w bojach, fanatyczna pudernica, która z większymi dusicielami i dziwakami dawała sobie radę. Wreszcie pora na słowo końcowe – flakony. Od samego początku mam do nich słabość, sama nie wiem co mi się w nich podoba, ale uważam je za nietypowo piękne i w przedziwny sposób urocze. Nie miałabym nic przeciwko skompletowaniu całej gromady.

Beauty Calvin Klein przez Viollence 2017-03-28

Beauty to w moim odczuciu dziwna propozycja Kleina. Mam go już jakieś pół roku i nadal nie wiem, co o nim sądzić.
Dostałam w prezencie, w sumie tylko dlatego że w drogerii psiknęłam na siebie i jakoś tak spontanicznie stwierdziłam, że ładny. Kilka miesięcy później bach, butelka pod choinką ;)
Faktycznie jest białokwiatowy. Z mojego zbioru chyba najbardziej przypomina Tendre Jasmin z Yves Rocher, nie widzę tutaj wielkiego podobieństwa do London od Burberry.
Natomiast od Tendre Jasmin różni go to, że kompozycja YR jest totalnie jaśminowa. W sensie, że bardzo mocna. Beauty natomiast to białe kwiaty w dość powściągliwej wersji, mam wrażenie że konkretnie przy tym chemicznej, ale jednocześnie delikatniejszej i dzięki temu bardziej "noszalnej". Są po prostu łatwiej przyswajalne. Przez to też nie wywołują skrajnych emocji, nie przeszkadzają, nie rzucają się jakoś bardzo, są takie, hmm... po prostu dość ładne, jeśli się jaśmin lubi. Mniej trwałe niż jaśmin YR, takie trochę bardziej rozbielone, bardziej w wersji "do biura".
Po dokładnych testach i wielu podejściach stwierdzam że nie ma w tym zapachu nic spektakularnego. Chociaż przyznam, że może być fajną propozycją w dwóch przypadkach. Przypadek a) jeśli ktoś nie ma wielkiego doświadczenia w noszeniu na sobie białych kwiatów, bo tutaj mamy je podane w wersji lekkiej i nieprzeszkadzającej, oraz przypadek b) jeśli ktoś lubi białe kwiaty, ale z racji wykonywanego zawodu bądź też niezbyt przychylnego środowiska nie do końca może sobie pozwolić na noszenie zapachów białokwiatowych mocnych, zwracających uwagę, które faktycznie mogą niektórym osobom w otoczeniu przeszkadzać.
Utrzymuje się około 5 godzin, nie ciągnie za sobą ogona, jest raczej bliskoskórny, nie zmienia się, raczej pozostaje taki sam, ewentualnie z czasem delikatnie wybrzmiewa odrobina tej charakterystycznej, lekko metalicznej nuty jaśminu. Nie ma tutaj jednak porównania z mocą tej nuty jaka jest chociażby właśnie w jaśminie YR.
Nie zmienia to jednak faktu, że to chyba taka pozycja w mojej kolekcji, po którą sięgam najrzadziej. Sama nie wiem dlaczego, może dlatego że jest taka trochę... nijaka? Odrobinę sztuczna, chemiczna? Nie razi mnie to jakoś strasznie, więc nie mówię że to ogromna wada. Bo zapach sam w sobie jest ładny, elegancki, kobiecy, urzekający, czysty. Może po prostu typowo jaśminowe kompozycje chwilowo mi się przejadły.

London for Men Burberry przez don Pedro 2017-03-28

Lubię rosyjski balet, zarówno od strony muzycznej, jak i choreografii tanecznej. Czysta poezja dźwięku i ruchu najwyższych lotów. Ten, który darzę szczególnym sentymentem to „Dziadek do orzechów.” Powszechnie rozpoznawalny nawet przez osoby, których melomanami trudno byłoby nazwać, klasyk geniusza nut Piotra Czajkowskiego z librettem francuskiego kolegi, tancerza i choreografa Mariusa Petipa.
Od pewnego czasu dzieło to kojarzy mi się dość mocno z aromatem Burberry i pozwala odbywać magiczne podróże do XIX wiecznej Rosji, świata zmiecionego podmuchem proletariackiej historii gniewu i krwi. Dlatego mentalnie bliżej mi z nim do Moskwy, niż do Londynu, a szczególną porą w tych impresjach jest oczywiście okres świąt Bożego Narodzenia. Piszę – oczywiście -, gdyż nie u mnie jednego przywołuje on smak piernikowego ciasta i obraz kolorowych pudełek z prezentami pod strojną choinką. Korzenny posmak z cierpkością wiśni przełamany półsłodkim winem na wzmocnienie apetytu przed właściwym posiłkiem. Ślinotok gwarantowany, bo to pachnidło z gatunku tych, które chciałoby się skosztować. Jest też dziadkowa fajka z dębowego, bujanego fotela, biały obrus pachnący lawendą i cytrusy na szklanej paterze.
Mimo tak jednoznacznych wrażeń nie uważam, aby London for Men miał rezerwację na okres zimowy. Osobiście mógłbym go nosić przez cały rok i o każdej porze doby, bo swoim ciepłem i jakąś trudną do określenia pozytywną energią, bardzo dobrze wpływa na mój nastrój. Uspokaja mnie i wycisza, choć sam nie jest łatwy. Kapryśny i chimeryczny po aplikacji, nigdy nie utrzymuje się na tym samym poziomie trwałości i projekcji.
Czegóż jednak nie wybacza się primabalerinie.

Beautiful Estée Lauder przez Just2000 2017-03-28

Okropny zapach...

Wiedziałam, że starej daty, że mocny, że specyficzny..
I chciałam wypróbować.

Nie spodziewałam się takiego okropieństwa!

Aż kręci się w głowie, a to tylko małe psiknięcie.

Widzę mocno starszą panią, wytworną, elegancką, jej twarz lśni od kremu, a na jej toaletce stoi Beautiful ...

Szypr, nagietek, tuberoza - wiem czego unikać w perfumach.

Unforgivable Sean John przez ganczar666 2017-03-28

Zapach napewno bardzo skomplikowany. Słodki, kwiatowy,ciut koloński i odrobinę pieprzny. Pracowało nad nim aż czterech perfumiarzy,jako zwykły Polak przychodzi mi na myśl jedno przyslowi -"gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść". Dlaczego tak napisałem - ponieważ po 30 min.po aplikacji zapach tworzy na mojej skórze "kolońskie słodkie mydełko". Nie potrafię znaleźć mu zastosowania,nie jest świeży przesadnie, cytrusy są za to sztucznie słodkie, mam wrażenie, że za bardzo przekombinowali ten zapach. Jedno jest pewne, jest "inny" od całej reszty, zalecam testy przed zakupem.

Paradiso Assoluto Roberto Cavalli przez Viollence 2017-03-28

Zakupiłam w ciemno, zaraz gdy pokazały się w sprzedaży internetowej, bo w Polsce na dzień dzisiejszy jeszcze oficjalnej premiery nie miał. Wahałam się dość długo, bo jak wiadomo kupowanie perfum w ciemno nie zawsze popłaca. Jednak wiedziona spisem nut i (wtedy) dokładnie trzema opiniami na angielskiej wersji portalu fragrantica w końcu się zdecydowałam. Ogólnie miałam w planach zakup pierwszej wersji Paradiso (nadal tego w sumie nie wykluczam) a pachnidła Cavalliego ogólnie bardzo lubię, nie trafiłam jeszcze na zapach tej marki któremu powiedziałabym kategoryczne nie. No więc zamówiłam. Od razu największą pojemność, jak szaleć to szaleć.
I zaskoczenie pozytywne :) Testuję je sobie pomalutku i za każdym razem odkrywam trochę inne brzmienie na mojej skórze, co fascynuje mnie i przyciąga do Assoluto jeszcze mocniej. I muszę tutaj zaznaczyć że mam jakieś 80% pewności, że ten zapach będzie pachniał inaczej na każdej skórze. Po pierwsze dlatego, że pachnie zupełnie inaczej na blotterze niż na mnie, a po drugie dlatego że faktycznie zmienia się. W zależności od nastroju, pory dnia, pogody i temperatury zupełnie inaczej go odbieram. Stąd moje stwierdzenie, że nadal jestem w fazie odkrywania go. Ogółem bardzo ciekawe doświadczenie i fakt faktem, ten zapach jest dość "kapryśny", ale to chyba sprawia że chętnie po niego sięgam. Jest po prostu inny od wszystkiego, co mam. Może nie mam jakiejś ogromnej kolekcji, ale jednak trochę flakonów stoi, więc jakieśtam porównanie jest.
A jak pachnie? Tak na prawdę ciężko stwierdzić jednoznacznie. Zaczyna się słodko. Faktycznie czuć figlarność różowego pieprzu, ten akord akurat rozpoznaję, bo bardzo go w perfumach lubię. Natomiast generalnie charakterem jest kwiatowy, bardzo upojny, ciepły. Nie jest to żadna konkretna odmiana kwiatu, którą znam, więc strzelam że ta kwiatowa słodycz to wisteria właśnie - swoją drogą rzadko w perfumach spotykana. Akord lilii też czuję w otwarciu, ale gdzieś z tyłu, jakby w tle. Paczula jest wyczuwalna bardzo delikatnie, ale gdzieśtam majaczy, razem z wanilią.
Po godzinie upojna słodycz ustępuje powoli lilii i jaśminowi. I to jest jaśmin w pełnej krasie, taki morderca-zabójca rodem z Muglerowskiego Aliena. Jeśli ktoś tego kwiecia nie lubi w jego ciężkiej odsłonie to stanowczo odradzam, bo faza środkowa to właśnie białe kwiaty z jaśminem na czele. Do głosu dochodzi też bardziej paczula, więc ta kompozycja robi się wręcz białokwiatowo-metaliczna. I tak w zasadzie trwa do końca, z biegiem czasu na mojej skórze dochodzi do głosu delikatny akord drzewno-waniliowy, czyli baza.
Muszę przyznać że ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, jak bardzo ten zapach zmienia się z biegiem czasu na mojej skórze. W pierwszej chwili słodki kwiatowy eliksir, następnie jaśmin, lilia i paczula... Wow, no tego to się nie spodziewałam :)
Trwałość bardzo dobra, na mnie jest wyczuwalny przez otoczenie około 8 godzin. Tworzy dość wyraźny woal, może nie tak wielki ogon jak wspomniany Alien, ale z pewnością jest zauważalny przez otoczenie.
I szczerze mówiąc ten zapach jest dla mnie niemałą zagadką. Z jednej strony wydaje mi się totalnie inny od wszystkiego, co znam. A z drugiej mam nieodparte wrażenie, że COŚ już tak pachnie. Że ja znam skądś ten aromat. Nie jestem w stanie zweryfikować skąd i cóż to takiego, dwoję się i troję i po prostu nie potrafię... Nie twierdzę też że jest to jakiś bardzo naturalny aromat, wręcz czasem w niektórych dniach testów wydawało mi się że czuję w nim nieco chemiczną nutę. Ale nie była tak drażniąca i nie rzucała się aż tak bardzo na mojej skórze, aby sprawić że nie chciałam do nich wrócić. Wręcz mogę stwierdzić że jest o wiele bardziej wyczuwalna na blotterze, a na mojej skórze te perfumy naprawdę wiele zyskują.
Na koniec dodam jeszcze, że o ile Paradiso moim zdaniem faktycznie nadaje się do noszenia w dzień na egzotycznej wyspie (na mnie pachnie takim egzotycznym, deszczowym lasem) tak wersja Assoluto moim skromnym zdaniem pachnie jak egzotyczny zachód słońca. Albo jak jakiś super pyszny egzotyczny drink, słodki, upojny, pity na plaży ze znajomymi. W wakacje raczej ubrałabym go wieczorem, niż w ciągu dnia. Czerwone zabarwienie buteleczki dość dobrze oddaje charakter tego zapachu.
Jeśli ktoś lubi słodkie, kwiatowe, upojne wonie i ogólny charakter propozycji Cavalliego, to myślę że można zaryzykować. Chociaż nie przypomina żadnego z jego innych zapachów, to zdecydowanie ma w sobie coś z linii Paradiso, nie jest to zupełnie inna historia a raczej uzupełnienie wieczorowe ;) Zdecydowanie najsłodsza propozycja w linii Paradiso, i najbardziej kwiatowa. Mam też wrażenie, że chyba najbardziej moja, chociaż pierwsze Paradiso też się na mnie ciekawie układa. Ale Assoluto faktycznie fascynuje. Ja polubiłam.

Aqua Fahrenheit Christian Dior przez ganczar666 2017-03-28

Ale ten zapach zostawia "ogon" za sobą. Jeden z niewielu zapachów który robi pozytywne wrażenie na mężczyznach oraz na kobietach. Bardziej "ludzka" wersja klasyka. Wzorowa trwałość ok.10h.i mocna projekcja przez ok.4h. Jak wspominałem -zapach bardzo "lotny". Ideał na wiosnę.

Camelia Intrepide Atelier Cologne przez Tsukichan 2017-03-28

Camelia Intrepide to coś, czego od dawna szukałam- wiosenna skóra. Skóra niewątpliwie skórzana, ale i jednocześnie gładką, zwiewna, musująca, o lekko fiołkowym i lekko różanym zabarwieniu.

Kompozycja jest dość typowa dla marki- z mocnym, cytrusowym akordem, lekka, ale jednocześnie podbita skórą, która niesłychanie mi się podoba. Zapach cienkich, skórzanych rękawiczek położonych na stole obok książki i czajnika z gorącą, czarna herbatą z cytryną, bukiet fiołków w wazonie. Powiew letniego powietrza.

Strasznie lubię ten zapach, bo ma character, a jednocześnie nadaje się na każdą okazję, do tego na mnie bardzo trwały- około 6 godzin dobrej projekcji. Plus piękny flakon w kolorze różowego złota.

Liquid Karl Karl Lagerfeld przez ali_s 2017-03-28

Zapach bardzo specyficzny - bardzo wyczuwalny aromat przypraw korzennych i skórki od chleba. Kupiłam go przypadkiem jakieś 10 lat temu w H&M. Z racji tego, iz był to okres bożonarodzeniowy - nosił sie całkiem dobrze w tym okresie. Bliskoskórny, otulający, ciepły. Jednak na dłuższą metę męczył. Po 2-3 dniach musiałam robic przerwę. Niestety trwałość słaba. Na pewno jest to zapach, którego warto spróbować ze względu na kompozycję i wyczuwalne nuty (szczególnie skórki chleba) :)

Prada La Femme Prada przez mamigora 2017-03-28

Prada Femme to kwiatowe perfumy z klasą.
Mieszczą się w spektrum koloru żółtego, są słoneczne, skrzące, wibrujące, złociste. Miód nadaje kompozycji oleistości, ale to płynne złoto nie jest zupełnie klarowne, wyczuwam szczyptę kwiatowego pyłku który delikatnie wierci w nosie. Ten pyłek to pewnie pieprz:)
Kobieta Prady to młoda Włoszka, której słońce nie zdążyło wyrzeźbić w twarzy ostrych rysów. Ta tymczasem gładkolica, ponętna panna, pod fasadą łagodnego oblicza i zwiewnej sukienki kryje energiczne, prężne ciało i wybuchową mieszankę włoskiego temperamentu. W tych żyłach płynie gorąca krew, która daje sercu impuls do pełnego namiętności życia. To życie dopiero się rozkręca i nabiera barw.
Kiedy zaciągam się zapachem czuję siłę, którą odnalazłam w magnetycznych Tuscany per Donna.
Prada Femme jest jeszcze dziewczyną, Tuscany per Donna to kobieta dojrzała. Obie zmysłowo piękne i czarujące różnią się skalą ekspresji, która u Prady jest bardziej subtelna i łagodniejsza.

Oba zapachy oddają naturę mieszkańców południa, gdzie wyrazisty, a jednocześnie pełen wysmakowanej elegancji styl oddaje żywe, ekspresyjne usposobienie uwypuklając najlepsze cechy.

Caramella D`Amore Il Profvmo przez Edi 2017-03-28

Apetyczna malinowa pianka. Milusia, miękka i prawie jadalna.
Autorka Silvana Casoli tworząc ten zapach miała na myśli unikalną więź łączącą matkę z dzieckiem. Nie wiem co było pierwsze, czy pomysł czy zapach ale kupuję takie story - pasuje.
Nosząc ten zapach unosimy się lekko uśmiechając. Płyniemy wśród obłoczków fiołkowo-malinowych pełnych waty cukrowej.
Zapach delikatny i uroczy, niestety również mało trwały.

Guipure & Silk Ylang Vanille Jeanne Arthes przez klaramiamia 2017-03-28

Jestem nimi zachwycona! Nie spodziewałam się po nich wiele - biorę do ręki ten flakonik a on taki trochę kiczowaty. Ten złoty ażur jest plastikowy i na żywo nie wygląda to najlepiej. Nastawiałam się więc na podobny efekt po poznaniu zapachu. Ale całe szczęście kicz i brak stylu dotyczy tylko flakonika, a zapach totalnie mnie zauroczył!

Na początku wchodzi ylang-ylang - gęste, jakby oleiste, gorzkawe. Niesamowicie naturalistyczne. W zależności od dnia, humoru flakonika i układu gwiazd ylang jest mocno wyczuwalne od 15 min do 3 godzin. Po chwili do ylang ylang dołącza puchata jak letnia chmurka wanilia. Nie ma w niej ani krzty sztuczności, plastiku, ale jest puchata jak kociak bawiący się kłębkiem wełny. Byłoby za słodko, gdyby nie szlachetna goryczka ylang ylang. I od tej chwili zapach nie zmienia się za bardzo. Co jakiś czas ylang ylang przypomina o sobie nie dając waniliowej chmurce nas zasłodkać. Wyczuwam też delikatnie ten cedr. A może nawet nie wyczuwam go, ale myślę, że jego zasługą jest to, że wanilia nie staje się morderczo ulepna. Trudno go jednoznacznie wyodrębnić, ale jest i stanowi mocny, choć słabo dostrzegalny fundament. Ratuje sytuacje wtedy, gdy ylang ylang rzuca fochem i postanowi się ulotnić ze sceny. Podobnie rzecz ma się z kokosem: niby nie umiem go jednoznacznie wyczuć, ale Ylang Vanille cechuje się taką delikatną kremowością, którą kojarzę właśnie z zapachami kokosowymi.

Zastanawiam się, czy nie zrobić sobie zapasu :)

Deep Euphoria Eau de Toilette Calvin Klein przez conneryfan 2017-03-28

Lekki kompocik dla wychudzonych modelek.
Zero kalorii, więc zapachu też niewiele.
Wodnisty kwiatek plus suszona gruszka. Róży niewiele, co jest zaletą bo jej nie lubię.
Projekcja bardzo słaba.
Nie polecam nikomu więcej ^_^

Encre Noire A L`Extreme Lalique przez blueberry 2017-03-28

Najmłodszy z trzech czarnych atramentów Lalique z męskiej półki, wcale nie taki znowu ekstremalny, raczej milszy, cieplejszy i zdecydowanie suchszy od wilgotno-ziemistego pierwowzoru i niemal wodno-cytrusowej wersji Sport. Ucieczki od rdzenia Encre Noire jednak nie ma i całe szczęście. Niepospolity, cudowny "dziwak", w którym niesamowicie dobrze się czuję. Bardziej zapach dla siebie niż dla innych - charakteryzuje się początkowo umiarkowaną, a po krótkim czasie bardzo dyskretną projekcją i na tle EN wypada w tej konkurencji słabiej.

Okadzony, wetyweriowo-cyprysowy, żywiczny i głęboki. Rozpoczyna się uderzeniem wilgoci wetywerii i gorzką żywicznością (brawo elemi!), stopniowo osuszając się odpaleniem kadzidła, dosypaniem wetyweriowych wiórów i dołożeniem aromatycznych cyprysowych gałązek, a kończy piżmowo(a może raczej ISO-E-Superowo)-paczulową, suchuteńką w odbiorze smugą, która zdaje się czysta i bardzo schludna. Refleksyjny, spokojny, poważny, może i smutny, nieco chmurny i wycofany. Świetny wybór na dzień "nie w humorze", kiedy chce się trochę podumać i nie odganiać zbyt prędko posępnego nastroju, bez wcześniejszego uporania się z problemem zaprzątającym nasze myśli. Zapach trwa do 9h i w tym czasie stałość nastroju/klimatu raczej gwarantowana. Mnie najbardziej "smakuje" w chwilach samotności, lubię się w nim zanurzyć, rozkoszować jego aromatem i jednocześnie odprężyć, słuchając muzyki [polecam np. "Heaven" DM, doskonale oddający, zwłaszcza w pierwszej zwrotce, tę niebywałą przyjemność doświadczenia EN a l'Extreme na skórze], ale też wspaniale towarzyszy przy pracy wymagającej dużego skupienia i kreatywnego myślenia.

Przy całej swojej urodzie, ogromną zaletą kompozycji jest to, że daje możliwość swobodnego oddychania, i nawet jeśli zapach obecny jest gdzieś w tle lub wzbija się do nosa przy każdym ruchu, to nie blokuje węchu w uporczywy sposób. Gdyby było ciężko, gęsto i mniej przestrzennie, bardziej absorbowałby uwagę i szybko nużył, ślę więc duże ukłony dla Nathalie Lorson i Lalique - naprawdę stanęli na wysokości zadania, podrasowując perfumy bez efektu przekombinowania i dewastacji kompozycji. Jestem przekonana, że gdyby opracowali kałamarz z atramentem w wersji ABSOLUTE (jak to teraz modne), zrobiliby to z równie dużą gracją, taktem i wyczuciem.
Propozycja niewątpliwie warta rozważenia przez zwolenników wetywerii serwowanej w mroczniejszej odsłonie. Fani pierwszego EN nie powinni się zawieść, choć posiadanie 2 rzeczonych wersji w tym samym czasie może wydać się pewnym dublowaniem potencjałów, szczególnie kiedy myśli się o racjonalizacji / minimalizacji kolekcji. Z drugiej strony, po Extreme częściej sięgam zimą i wczesną wiosną, a po klasyczne EN ciepłą wiosną, latem i jesienią i nie umiem tak naprawdę zdecydować, które perfumy są lepsze.
Cóż powiedzieć... Long Live Lalique!

Si Eau de Toilette Giorgio Armani przez Isabel 2017-03-28

Jakiż to piękny i wdzięczny zapach! Pozbawiony agresywnej porzeczki pierwowzoru oraz ton ultrasłodkiej wanilii, niczym lekki podmuch wiosennego wiatru pieści zmysły przemiłą wonią apetycznej paczuli i musującej truskawki, a subtelna frezja oraz mandarynka nadają kompozycji radosnego i lekkiego charakteru, wanilia jedynie migocze gdzieś w tle. Nosząc Si edt, momentalnie pojawia mi się przed oczami obraz młodej kobiety ubranej w jasną, pastelową sukienkę, na głowie ma kapelusz, w który wpięła białe kwiaty-frezje, a teraz boso przechadza się po jeszcze lekko zroszonej trawie w ogrodzie...cicho i bezszelestnie...błogość tej chwili mąci jedynie od czasu do czasu odległy śpiew jakiegoś ptaka...Ach...Rozmarzyłam się... ;)Wybaczcie, ale jestem tymi perfumami całkowicie oczarowana...

Rumeur Lanvin przez strzyga 2017-03-28

Bardzo trudne perfumy moim zdaniem. Mam je już rok i nie odważyłam się jeszcze założyć ich publicznie. Psikam się nimi „po domu” w różnych ilościach i na różne sposoby testując w ten sposób szanse na przeżycie osób, z którymi pracuję.
Rumeur to bardzo silny kwiatowy zapach, świeży, ale nie zielony ani nie słodki. Uwielbiam wszelkie kwiatowce, ale ten mnie przeraża. Odpycha i przyciąga. Świdruje w nosie, a za chwilę znowu muszę powąchać nadgarstek.
Czasami wychodzi drażniąca nuta jakby świeżego potu, którą ktoś próbuje ukryć bardzo silnym kwiatowym zapachem. Zauważyłam, że łagodnieje zaaplikowany na nawilżoną balsamem skórę, na suchej bywa bardzo ostry.
Reasumując: zapach mocny i trwały, z ogonem. W typie kochaj albo rzuć, niepowtarzalny. Idealnie pasuje na debiutancką recenzję na forum ;).

GF Ferre Bluemusk Gianfranco Ferre przez ganczar666 2017-03-28

Chemiczną papka,słodko-owocowa,skierowana raczej w kobiecą stronę. Na początku wyraźnie przebija się nuta ananasa. Początek kobiecy,ale po 45min.nabiera męskich akcentów. Nie widzę sensu żeby go kupić,dostałem pół flakonu od brata, po kilku aplikacjach resztka flakonu powędrowała na strych,do resztki zapomnianych-męczących mnie zapachów.Parametry użytkowe bardzo słabe, wyraźna projekcja przez pierwszą godzinę, a po 3-4h zapach znika z Nas.

Turquoise Summer Escada przez Juanita75 2017-03-28

Nadeszła wiosna, więc siłą rzeczy dryfuję w kierunku zapachów lekkich, kwiatowych i "słonecznych". Jednak Escada Turquoise Summer taka nie jest. Jest to zapach SOCZYSTY i bardzo mocno owocowy. No cóż, skład to prawie wyłącznie owoce, także te tropikalne. Bardziej na miejscu byłaby więc chyba nazwa Tropical Summer :)
EDT testowana przeze mnie jeszcze w zimie, wydawała mi się bardzo mocno skondensowana i cukrowa jak jakieś słodkie syropowe owoce z puszki. Bardzo esencjonalna brzoskwinia z ananasem i mango, którego nie ma w składzie. Albo może jest ukryte pod enigmatyczną "nutą owocową". Takie karmelizowane i raczej zimowe owoce. Zapach wydawał mi się zupełnie nieodpowiedni na letnią porę.
Teraz na wiosnę postanowiłam sprawić sobie małą buteleczkę,
żeby odświeżyć wspomnienia i sprawdzić czy moje odczucia pozostały nie zmienione.
Tym razem znalazłam się w lekkim szoku i osłupieniu, bo stały się czary i... poczułam surowe lekko kwaskowate owoce, jakby "opłukane" z tego całego cukru i karmelu, wśród których zdecydowanie króluje świeży ananas i dojrzała truskawka. Owoce są o dziwo dość naturalne a nie syntetyczne. Bardzo apetyczne - aż chciałoby się ich skosztować :)
Druga linia czyli fiołek, neroli i różyczka jakoś się zbytnio nie wybija. Kwiatki są raczej tłem dla kolorowego owocowego bogactwa. Jest ananas, truskawki, porzeczki i rabarbar ...a potem - hop! od razu pojawia się wanilia. Z kropelką mleka i karmelu. Hurra!

L'Eau du Navigateur L`Artisan Parfumeur przez Harris 2017-03-28

Kwaśny, wytrawny tytoń wypełniający drewnianą kajutę galeonu. Drewno wchłonęło dym wielu gatunków i odmian suszu. Nic w tym dziwnego, skoro przez okręt przewinęło się tak wielu nawigatorów, a każdy z nich z nieprzeciętną słabością do rzeczy nieprzeciętnych. Jeden gustował w dobrym rumie, drugi był amatorem mocnej kawy, jeszcze inny zwoził rzadkie skóry z dalekich wypraw. Był też taki co kolekcjonował drewniane figurki, wciąż aromatyczno świeże. To co łączyło ich wszystkich to słabość do fajki, co stanowi esencję pachnidła.

Zapach absolutnie niepowtarzalny, przenoszący w inne miejsca, inne światy. Przypomina czyste dobro osób i czasów, które odpłynęły. Dobrze było na niego trafić. Polecam Ci... jesli masz taką możliwość, choć raz udaj się w ten rejs!

Burberry Brit Burberry przez adarca 2017-03-27

Gdy byłam bardzo młoda uwielbiałam ten zapach. Pierwszą setką byłam wręcz zachwycona. Nosiłam martensy na obcasach oraz wełniany płaszcz w czarno-białe kraty i pasy, do którego Brit pasował idealnie. (Byłam radosna, spontaniczna, trochę nieprzewidywalna, z dystansem do siebie i rzeczywistości. )Chodziłam w nim na zajęcia i do pracy; na spotkania ze znajomymi i na co dzień. Otrzymałam za nie wiele komplementów.
Soczystość gruszki, gorzkość migdałów, słodkość tonki, świeżość limonki - Brit ma to wszystko. Brit to niewymuszona elegancja, trochę nonszalancka, nieco zaczepna, trochę tajemnicza. Bardzo przyjemna.
Kiedyś powrócę do tego zapachu, sprawdzę czy jeszcze do mnie pasuje... Co prawda nie mam już tamtego urodziwego płaszcza... ,Brit jednak kusi..., pókim jeszcze dość młoda....

Boss Orange Hugo Boss przez adarca 2017-03-27

Zapach jest ładny, miły, słodki, ciepły, bardzo delikatny, płaski i nietrwały. Przyjemna otulająca wanilia, z kwiatem pomarańczy i soczystym jabłkiem wykończona drzewem sandałowym.
Skojarzenie: Dom, w kominku ogień, przygaszone światło. Młoda, śliczna blond dziewczyna w pudrowych podkolanówkach i kaszmirowym długim swetrze w kolorze owczej wełny siedzi z książką w ręku i podgryza jabłko. Urokliwe, przyjemne.

Eternity Calvin Klein przez adarca 2017-03-27

Eternity poznałam przez mamę przyjaciela. To kobieta z wielką kulturą i klasą; o szlachetnej, nieco zimnej, szalenie eleganckiej urodzie, włosach platynowy blond. Zawsze ubrana w czerń, trochę skóry, trochę futra, srebrna biżuteria. Smak na co dzień, nawet do pracy w ogródku. Dystyngowana, inteligentna, powierzchownie zdystansowana. Odkąd znam tę kobietę (ponad12 lat)-zawsze nosi Eternity, o każdej porze roku. Idealnie do niej pasują. Pachną na niej po prostu świetnie.
Zauroczyły mnie, więc zużyłam dwie setki i chociaż lubię te perfumy-na mnie nie pachną tak dobrze jak bym sobie życzyła; znika ta migotliwość i szlachetność, którą wyczuwam gdy pani M. nimi pachnie. Na mnie słodycz frezji(które b. lubię) czuć ponad wszystko, więc pachnę cały czas tak samo, podczas gdy uwielbiam zapachy zmienne.
Jak każde perfumy- Eternity nie dla wszystkich.
Ogólnie wyczuwalne frezja, nuty zielone, szałwia i piżmo; nuty słodko- zimne, wytrawne, idealne do pracy, na spotkanie biznesowe, lub po prostu-dla podkreślenia swojego ego.
Ten zapach na pewno jest "jakiś".

Covet Sarah Jessica Parker przez adarca 2017-03-27

Te perfumy dostałam w prezencie od znajomej w 2008 r. Przyznała, że sama otrzymała w prezencie, ale jej się nie spodobały. Ja zużyłam flakonik (swoją drogą - podobał mi się).
To jeden z najdziwniejszych zapachów, jakie miałam. Właściwie wyjątkowy w "dziwności" na maxa, ale zużyłam go w ciekawości, nie na siłę. Myślę, że na męskiej skórze mogłyby ciekawie się rozwinąć.
Covet to głównie cytryna, lawenda i czekolada. Czuć te składniki bardzo dobrze. Lepiej pachną z osobna (czasem migoczą na przemian), gorzej gdy nuty się zlewają i wychodzi nie wiadomo co... Ciekawie jest-nie powiem, ale wpada się w zdziwienie, nie koniecznie w zachwyt, chociaż na grono wielbicieli Covet zasługuje. Perfumy wprowadzają dezorientację,trudno powiedzieć coś o osobie noszącej je. Wg mnie nie są tajemnicze, raczej nieokreślone. (Pani Parker to kobieta o męskich rysach twarzy i faktycznie do niej pasują). Na mojej skórze nie odpychały, choć szczególnie kobiecością nie grzeszą. Dość wytrawne, czekolada jest deserowa ale słodka. Lawenda soczysta, szlachetna- brzmi naturalnie, cytryna to mgiełka -otacza całość ale nie jest nachalna. Wetyweria i kaszmir delikatnie w tle.
Zapach jest na tyle oryginalny i ciekawy, że niszowy. Flakon kupiłabym z sentymentu (fajne czasy), używałabym rzadko, np. na wycieczkę do lasu(boję się kleszczy, więc unikam), do zbierania grzybów(nie zbieram), na spacer ze zwierzakami(nie mam już)... A może w upalne lato na co dzień? :) Nie wiem. Te perfumy powinny nazywać się "I don't know"
Warte uwagi mimo każdej uwagi.

Rosae Mundi Profumum Roma przez Beata Maria 2017-03-27

Postanowiłam ponownie napisać o tym zapachu. Minęły trzy lata od mojego poprzedniego wpisu i uważam,że Rosae Mundi zasługuje na troszkę większy opis.
Z przyjemnością noszę, czuję się w nim niezmiennie fantastycznie i uważam, że jest to zapach ponadczasowy.
W składzie podane magiczne słowo :róża. Ale nie dajcie się zwieść. To nie jest jedna róża. To wiele gatunków najszlachetniejszych odmian, dzięki czemu zapach jest elegancki, mieniący się różnymi aromatami róż- wszak to róże świata- i da się to wyczuć.
To jest kompozycja szyprowa, ale również różana.Ta różaność jest tutaj gęsta, zawiesista ale nie jest męcząca, ani nie jest konfiturowa. Po prostu w zależności od wielu czynników wyczuwamy róże z różnych ogrodów . Dodatek wetywerii i cedru trzyma na wodzy zapędy królowej kwiatów do spłaszczenia zapachu. Dzięki temu jest on migoczący i jednocześnie wytworny. Do noszenia zarówno w dzień jak i wieczorem. O każdej porze roku.
Trwałość około dwunastogodzinna przy projekcji od silnej do umiarkowanej.
Flakon w stylistyce firmy.
Tak, to bardzo piękne róże.

Mandarine Citron Cèdre Yves Rocher przez Viollence 2017-03-27

Testowałam z czystej ciekawości, bo już plotki w internecie się niosą, że to tańsza Mandarynka od Guerlain.
I tak, zapach jest całkiem podobny. Na początku. Bo później już nie. Bardzo szybko aromat cedrowy umyka i zostaje cytrynka z mandarynką. Do kwadratu.
Jak ktoś lubi cytrusy to można próbować, jednak moim zdaniem Aqua Allegoria jest w porównaniu o wiele głębsza i bardziej skomplikowanie złożona niż ta kompozycja, czuć to zwłaszcza po pierwszej godzinie i nawet na blotterze. I to w sumie miałoby nawet sens porównując ilość składników... ;)
Niestety na mojej skórze zapach po godzinie zmienia się w typowy cytrusowy odświeżacz powietrza podrasowany odrobiną aromatu mandarynkowego, ale tylko odrobiną. Trwałość maksymalnie 2 godziny, później już nawet przystawiając nos do skóry już nic nie czuć.
I nie żeby Mandarine Basillic bardzo się różniły pod tymi względami - napisałam już recenzję tego zapachu i w sumie podkreślałam to samo - ale niezaprzeczalnym faktem jest to, że kompozycja Guerlain nie idzie w takie chamskie, tanie cytrusy na mojej skórze, jak ta propozycja Yves Rocher. Jest bardziej słoneczna, kobieca, ma w sobie to nieuchwytne coś co nie pozwala mi przyrównać go właśnie do odświeżacza powietrza. A YR przynajmniej na mojej skórze niestety pachnie dokładnie tak. A to chyba nie o to chodzi.
No i taki mały disclaimer - ja ogólnie nie przepadam za typową cytrusową nutą na mojej skórze. Prawdopodobnie ma to związek z tym, że moja skóra po prostu w większości kompozycji podbija ten aromat w bardzo nieciekawy, tani, odświeżaczowo-oranżadowo-vibowitowy sposób. Lubię nuty mandarynki, limonki czy cytryny podane w sposób ciepły, kobiecy. I tylko w taki, jeśli aromat zaczyna robić się taki jak wyżej - nie zdzierżę.
Więc jeśli lubicie cytrusowe zapachy albo Wasza skóra nie ma takiej chamskiej tendencji podbijania/zmieniania ich, to myślę że warto spróbować - zwłaszcza że cena niska. Nie zmienia to jednak faktu że Guerlain to to nie jest i nie będzie, i chociaż w pierwszych minutach faktycznie jest podobny, to później czar pryska. I tak jak Mandarine Basillic tańczy radośnie na łące pełnej letnich ziół w promieniach słońca w białej sukience, tak Mandarine Citron Cèdre siedzi w dżinsowych szortach i t-shircie nieopodal na drewnianej, malowanej na zielono ławce, patrząc z zazdrością na jej wdzięk i kobiecość. Cóż, nie można mieć wszystkiego ;)

Aqua Allegoria Mandarine Basilic Guerlain przez Viollence 2017-03-27

To jest ten rodzaj perfum, które naprawdę TRZEBA przetestować na własnej skórze przed zakupem. I ja jestem na to żywym dowodem.
Sama ich nie posiadam, ale w zeszłym roku zakupiłam je swojej mamie. I nie ukrywam, że jako iż ostatnimi czasy zakochałam się w innych Allegoriach, to z czystej ciekawości kilka razy testowałam na sobie Mandarine Basilic które stoją w jej szafce.
Zachęcona byłam przede wszystkim tym, jak pachną na niej. Bo gdy ich używa ciągnie się za nią ogon pięknej, oryginalnej, intrygującej ale jednocześnie świeżej wody perfumowanej. Tak, perfumowanej, bo gdyby nie było napisane na opakowaniu edt, to po tym jak wybrzmiewa na jej skórze w ciemno bym powiedziała, że to edp. Bo nie musi używać jej dużo, a zapach jest bardzo intensywny i cholernie trwały - utrzymuje się spokojnie 6-8 godzin. U niej pachną dojrzałą, słoneczną klementynką podbitą świeżością bazylii i ziół. Jednocześnie ja wyraźnie wychwytuję też akord zielonej herbaty i nieśmiałe podrygi jaśminu, ale tutaj w wersji delikatniej, lekko słodko-gorzkiej. Nie ma tutaj jaśminu ciężkiego kalibru, jest delikatny biały kwiat, który siedzi sobie z tyłu i nadaje całości miękkiego, kobiecego charakteru. Cały zapach jest więc świeży, słodko-gorzki, ciepły ale świeży jednocześnie.
Natomiast ja już taką szczęściarą nie jestem.
Na mojej skórze cała magia poza mandarynką gdzieś umyka. Bazylię i herbatę czuć przez pierwsze kilkanaście minut, a później znikają... I w sumie czuć już tylko mandarynkę i odrobinę kwiatowej słodyczy. Natomiast na mnie nie jest to AŻ TAK ciepła i słoneczna mandarynka, jest bardziej cytrusowa i musująca. Albo inaczej - jest ciepła i słoneczna, ale nie tak bardzo jakbym sobie tego życzyła :) Jednak muszę powiedzieć że jest to zapach bardzo ciekawy i co ważniejsze NATURALNY. Po prostu aromat naturalnych mandarynek jedzonych z wiklinowego koszyka na wiosennej łące w popołudniowej porze, dość bliskoskórny i wyczuwalny maksymalnie przez 4 godziny. Och, jaka szkoda że nie dłużej.
Niestety moja skóra się z tą kompozycją nie lubi i ją zmienia. Zdecydowanie lepiej i bardziej intrygująco pachną na blotterze lub na innych, niż na mnie... Ale ogólnie nie zmienia to faktu że zapach bardzo lubię, bo jest niesamowicie przyjemny i nietuzinkowy - zwłaszcza na innych. Jednak przed zakupem radziłabym skorzystać z faktu, że Mandarine Basillic jest w stałej kolekcji Alegorii i po przynajmniej potestować na skórze w perfumerii. Jeśli polubi się z Waszą skórą, to się zakochacie. Obiecuję ;)

Rose Molinard przez samsara 2017-03-27

Ot Dziwadło z Lodowca spadło,o skórę mą się hukło i... mocno mnie potłukło. Pachną na wstępie jak grzane wino z goździkami pite w różanym ogrodzie. Ten alkoholowo-likierowy początek nie trwa niestety na mnie zbyt długo.Róża zaczyna dominować, staje się ostra jak brzytwa; jest to róża wytrawna, zimna i gorzka. To róża nieprzejednana, nie daje dojść do głosu słodkim akcentom. Nie czuję wanilii, piżma czy migdała. Czuję za to sporo ziół, czystość lawendy, mimo, że nie ma jej w składzie, gorzkość geranium. Mam wrażenie, że tak pachniał krem do golenia mojego dziadka, który nota bene brzytwą się golił. To najbardziej kolońska róża jaką znam, najbardziej męska. Jest w niej też jakiś akord dentystyczny jakby. Parametry nie zawodzą, czuć klasę i niebanalność, ale chyba nie o taką różę mi chodziło. Przypomina mi L'aquarosse Fendi i Rose Absolue od Yves Rocher, czyli kompozycje których nie darzę estymą. Coż wciąż moją ukochaną różą pozostaje Stella McCartney a na drugim miejscu ta Paula Smitha. Nałożyłam na Molinarda Angela edt i mam swoje domorosłe Angel Rose - wyszło ciekawie, ale nie wiem czy warto je zatrzymać dla takich zabiegów. Jeszcze to przemyślę...

Le Male Essence de Parfum Jean Paul Gaultier przez pantelejmon 2017-03-27

Rzeczywiście inny od "kolegów" z tej samej linii, ale robi naprawdę dobre wrażenie. Lawenda fajna. Mnie Fahrenheit dusi trochę a tutaj jest delikatniej, ale nadal męsko. Zastanawiam się na kiedy jest dobry. Czy na jesień/zimę hmm. W każdym razie, po jednokrotnych testach nadgarstkowych ląduje na półce "chcę mieć", ale raczej nie wiosną :).

PS A no i flakon obłędny ! Chyba najlepszy z serii, która przecież jest bardzo niebanalna.

Aqua Allegoria Herba Fresca Guerlain przez agnieszka.baranik 2017-03-27

No i nie wiem co sądzić. Mam kilka Aqua Allegorii i uwielbiam. Mandarynkowa to mój nr 1 i zawsze muszę mieć. Z Herbą zawsze mi jakoś było nie po drodze. Psikałam na blotter, nie porywała mnie, szłam dalej. Jednak dziś zaryzykowałam i psiknęłam na ręce. Pierwsze wrażenie - makabryczne. Ba, nie tylko pierwsze. Drugie i trzecie też :-) Przez godzinę czułam pastę do zębów. Taką zieloną miętę. Jakieś zioła... Byłam załamana wręcz, że się nią spsikałam.... Nawet zła byłam, że zamówiłam dziś sporą jej próbkę... bo przecież smród, że hej...

Minęły dwie godziny. Powąchałam. Mmm.... jest świeżo, miło, przyjemnie. Zielono, trawiaście, orzeźwiająco. Ale dobijająca mięta poszła precz. No może jest jej cień, ale taki pozytywny.

No i na nowo cieszę się z próbki... Ba, nawet nie skreśliłam tego zapachu pod kątem dużego flakonu. Tylko pozostaje pytanie - jak przetrwam pierwsze dwie godziny? :)

Boss The Scent For Her Hugo Boss przez Sylwia.S 2017-03-27

Nie mogę sie o nich za dużo rozpisać gdyż dopiero je kupiłam. Osobiscie lubie słodkie perfumy,więc ten zapach podbił moje serce. Frezja,brzoskwonia a następnie kakao.. takiej kompozycji jeszcze nie mialam,ale już teraz wiem,że nie skończy sie na jednym flakoniku. Trwałość no cóż jak narazie mi pasuje,co do reszty przekonam sie później. Pare pozytywów usłyszałam od bliskich więc tym bardziej utwierdzam sie w tym,że to był trafiony zakup,5 z plusem dla Bossa

Elle L'aime Lolita Lempicka przez Juanita75 2017-03-27

Co za radość, że wreszcie ją mam. Śliczną złocistą czterdziestkę (normalnie jakbym o sobie pisała, hihihi) No dzisiaj zdecydowanie głupawka się mnie trzyma :) Przepraszam :)
Dobrze. Zacznijmy zatem od flakonu, bo jest po prostu boski. Bardzo mi się podobał już na folderach, a na żywo - poezja. Złoty, dość ciężki, tłoczony...nie jest kiczowaty i nie plastik-fantastik, nic z tych rzeczy. Listeczek na górze dodaje uroku i stanowi jakby wisienkę na szklanym torcie...cudo. Bardzo w moim stylu. Lolita się popisała, zdecydowanie.
A zapach? Zapach też ma "to coś". Co by to nie było. Jest śliczny. Choć jakby znajomy...
Jako wieczna poszukiwaczka kokosa w kokosie muszę powiedzieć, że tutaj bardzo wyraźnie wyczuwam sorbet cytrynowy (zakładam, że to lima? a więc sorbet uznajmy za limowy) podany z laską wanilii - taką dłuuugą i brązowiutką. Ten sorbet jest posypany delikatnie kokosowymi wiórkami. Pachnie obłędnie. W naturze taki drink to mogłoby być całkiem spore paskudztwo, ale olfaktorycznie jest lepiej niż dobrze. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Bergamotka raczej nie szaleje tu za specjalnie, za to ylang wzmocniony kokosem daje się wyczuć "tropikalnie" - tak to roboczo nazywam. Szanowne roślinki splecione razem w uścisku dają wrażenie wakacji w ciepłych krajach, na luksusowym jachcie, albo na hamaku pod palemką, oczywiście kokosową, jakże by inaczej:)
Ból jest taki, że mirry i sandałowca w tej Lolitce nie czuję ani przez chwilkę - zapach sobie spokojnie gaśnie, gaśnie, aż całkiem znika nie uwypuklając ani na moment składników z bazy, poza wanilią. Końcówka jest miła i bliskoskórna jak mydełko dla dziecka, albo rzeczywiście - olejek, oliwka do opalania. Projekcja nie jest zabójcza, trwałość też taka zwyczajna, kilkugodzinna.
Znam mocniejsze Lolity, ale ta podoba mi się taka jaka jest.

Pleasures Eau Fraiche Estée Lauder przez Just2000 2017-03-27

Co jest nie tak???

Piwonię uwielbiam, lilię uwielbiam, czerwony pieprz powinien tylko nadać charakteru, tylko obecnego tu jaśminu nie lubię.

Więc dlaczego nie podobają mi się te perfumy?

Jakieś zimne, nieprzyjemne, nie czuję się w nich dobrze.

A naprawdę liczyłam na hit :(

Tresor In Love Lancome przez Just2000 2017-03-27

Cóż...nie podobają mi się.

Byłam ciekawa zapachu, które są tak lubiane, flakonik również przyciąga uwagę, kupiłam odleweczkę i .... klapa.

Totalnie nie w moim guście. Nie chcę tak pachnieć.

Sweet Like Candy Ariana Grande przez conneryfan 2017-03-27

Dostałem próbkę gratis do Black Orchid.
Początek bardzo fajny: jeżyna w cukrze wrzucona do koglu moglu. Bardzo słodko ale z klasą i odrobiną egzotyki.
Jednak ta nuta głowy trwa bardzo krótko.
Nuta serca mnie już tak nie ujmuje za serce: w zgięciu łokcia czuć kwiaty z wanilią (troszkę mydlano). Jednak na nadgarstku bitą śmietanę i liść czarnej porzeczki ( przypomina Peach Blossom Hilfiger ). Na koniec czuć pyliste drewno i wanilię.
WildRose napisała, że nie zniosła by go nosić.
Nie ma takiego problemu bo projekcją to one nie grzeszą. Trwałość niezła.
6/10

L’Ambre des Merveilles Hermes przez Aleksxs 2017-03-27

L’ Ambre des Merveilles to ciekawe perfumy. Nie pachną tylko tymi nutami co zostały wymienione. O nie! Dla mnie początkowo perfumy te pachną, szampanem, oranżadą, jest delikatnie musująco, pomarańczowo. Po 10-20min bąbelki znikają jak z kieliszka, do którego wlano szampan a zapach staje się bardziej słodki, ambrowy z delikatniejszą ale też intensywną ciepłą, słodką nutą wanilii. Im to towarzyszy labdanum z swym równie ciepłym ambrowo-waniliowym, zwierzęcym, piżmowym zapachem. Z kolei gdy perfumy te w pełni się rozwiną ambra słabnie, wanilia staje się mocniej wyczuwalna także i labdanum mocniej czuć jak i paczula nabiera mocy. Pod koniec dzięki temu, że labdanum i paczula stają się bardziej wyraziste, perfumy te nabierają bardziej słodkiego, ambrowo-żywicznego zapachu. L' Ambre des Merveilles to ładny zapach, na skórze utrzymuje się do 6h ale niestety jest to zapach z małą projekcją. Dlatego nie nabędę całego flakonu ale poznanie go było samą przyjemnością.

Elle L'aime Lolita Lempicka przez Alixia 2017-03-27

Delikatny, dyskretny, bliskoskórny.
W sam raz na dzisiejszy wiosenny, ciepły dzień.
Co ciekawe - zapach reaguje na słońce:)
W słońcu, w ciepełku odkrywam słodycz kokosów, rześkość cytrusów, kojącą wanilię.
Może się podobać.
Mam wrażenie, że Lempicka z wiekiem spokorniała...
Mniej w niej zadziorności, więcej spokoju i nostalgii:)
Chociaż - kto wie:)
Ten zapach nie jest w moim stylu.
Mi się podobają zapachy wiecznie młodego Muglera:)
Elle l'aime jest dla mnie wytchnieniem.
Uśmiecham się:)
Też jestem zakochana i jakoś mi dziś z Lempicką do twarzy:)

Aqua Allegoria Herba Fresca Guerlain przez Viollence 2017-03-27

Ideał perfumowy na upał.
W zeszłym roku (albo dwa lata temu?) Lipton miał serię herbat, bodajże dwóch. Jedna była pomarańczowa a druga miętowa. Nazywało się to Marrakech Mint, było w słodkich małych okrągłych woreczkach i stanowiło cudowne odświeżenie. Pachniało tak piękną miętą, że ja, choć nie lubię typowo świeżych zapachów (to chyba dlatego, że większość "świeżych" kompozycji ma w sobie cytrusy) mogłam wąchać tę herbatę na okrągło. Niestety była to chyba edycja limitowana, bo już nie mogę jej nigdzie dorwać.
I Herba Fresca ma w sobie bardzo dużo z aromatu tejże herbaty, co odkryłam totalnym przypadkiem. Nigdy wcześniej się tym zapachem nie interesowałam, psiknęłam tak o, bez entuzjazmu. I się zakochałam. Kilka dni później flakon 125ml już stał w mojej perfumowej szafce.
Herba Fresca daje dokładnie to, czego potrzebujemy w te najcieplejsze dni, gdy jest ponad 35 stopni w cieniu, żar leje się z nieba, a w pracy bez wiatraka/klimatyzacji nagle biegle władamy łaciną podwórkową ;) Jest słodko-miętowa, wodna, lekka i orzeźwiająca. Dosłownie chłodzi. Niesamowite doznanie. Niekiedy faktycznie czuć w niej tę świeżo skoszoną trawę lub łąkę, albo dopiero co podlane letnie zioła. Natomiast dominuje tutaj nuta mięty, wyczuwalna już w momencie psiknięcia. Efekt chłodzenia gwarantowany. Brawa dla Guerlain za tak naturalną kompozycję, nie czuć chemii ani trochę. Czysta natura.
Ja tu cytryny w ogóle nie wyczuwam jako takiej, bardziej miętę podrasowaną nutą zielonej herbaty, wody i earl greya. Po 3 godzinach od aplikacji na mojej skórze zapach delikatnie zaczyna się osładzać, ale tylko odrobinę. Wtedy faktycznie czuć ten delikatny kwiatowy powiew, ale nie mogę powiedzieć aby zapach był kwiatowy, to już byłoby za dużo. Bardziej czuć letnią łąkę po południu, z dodatkiem tej mięty oczywiście.
Ma też takie działanie jakby... kojące, uspokajające - jakkolwiek głupio to nie brzmi. Nawet teraz (mimo że jest marzec, a temperatura najwyższa to jakieś 14 stopni) gdy ktoś mnie zdrowo wkurzy a akurat mam możliwość psiknąć się raz czy dwa tym zapachem, to to robię. Jakoś tak koi nerwy, uspokaja. Polecam spróbować! :)
Należę do tego grona szczęśliwców, których skóra nie pochłania tego zapachu w rekordowym czasie. Na mnie utrzymuje się około 5-6 godzin, co jak na wodę toaletową która ma ochładzać uważam że jest bardzo dobrą trwałością. Nie ma tutaj zapachowego ogona na 5 metrów ani podobnych ekscesów. Zapach jest delikatnie wyczuwalny dla otoczenia, ale nie dominujący, po prostu pachniemy bardzo przyjemną świeżością. Na mojej skórze delikatnie zmienia się z czasem w sposób jaki opisałam wyżej, co pozwala mi stwierdzić że kompozycja nie jest jednostajna. Czasem może nawet zaskoczyć.
Jeśli nawet nie lubisz typowych świeżych perfum, to i tak polecam przetestować. Bo to nie są typowe perfumy, to wyjątkowy zapach. Śmiem twierdzić, że również panom się spodoba. Warto mieć Herbę Frescę w toaletce.

Cool Water Davidoff przez matka1973 2017-03-27

Melon, no nie ma co ukrywać nienawidzę melona nienawiścią ogromną, ale tu go nie czuję, może dlatego, że zagłusza go mnóstwo kwiatów, owoców, w tym cytrusowych, a wszystko to jest skąpane w wodzie, mega czystej, krystalicznej, takiej ze strumienia.Zapach zaokrągla wanilia, nie jest nachalna, po prostu czuć ją co jakiś czas.
Jest lekki, czysty, kojarzy się ze świeżością po wyjsciu spod prysznica.
Niby nic wielkiego, niby żaden odkrywczy aromat, ale na gorące lato w sam raz - ochłodzi, uspokoi, pozwoli zapomnieć o żarze, który leje się z nieba.
Fajny, spróbujcie.

Ever Bloom Shiseido przez Viollence 2017-03-27

Otwarcie bardzo mi się spodobało - pudrowo-kwiatowe, ciepłe, słoneczne. Po prostu śliczne.
I byłoby całkiem okej gdyby Ever Bloom taki został, ale niestety na mojej skórze po 30 minutach od aplikacji przestaje być przyjemnie. Zapach wysładza się do granic możliwości, zaczyna trącić tanimi landrynkami, przypomina charakterem perfumy katalogowe. Jest słodki, rozwodniony i nijaki. Totalnie bez wyrazu, bez charakteru, jak wiele innych perfum z niskiej półki cenowej. Totalnie nie moja bajka. Pomijając już to, że jest słodki (bo generalnie słodkie zapachy lubię) to jest tak sztuczny, że mnie osobiście po prostu odrzuca.
Gdyby to był Avon to powiedziałabym, że można sobie kupić jeśli lubi się słodkie zapachy typu LVEB - tak o, dla psikania, dla umilenia nastroju, dla spróbowania, ale bez dużych oczekiwań. Natomiast za taką cenę... moim zdaniem to po prostu perfumy niskiej jakości niestety.
Projekcja słaba, zapach niezbyt wyczuwalny dla otoczenia i dla mnie samej. Po tym jak zmienia się w różowo-białe landrynki już totalnie nie ewoluuje. Znika ze skóry bezpowrotnie po 2-3 godzinach.
Co tu dużo mówić - nie lubię.

Boucheron Quatre Boucheron przez Aelka 2017-03-27

Świeży. Niezobowiazujacy. Trwały i ogoniasty. Kwiaty i słoneczko, popołudnie, radosne piwo ze znajomymi. Fajny zapach jeśli ktoś nie chce głowic się i wymyślać, w jaka maskę dzisiaj wskoczyć. Jest szczery i taki po prostu, młody i czysty, jak pączki liści na pozimowych gałązkach drzew. Bardzo radosny i ładnie się rozwija, jest cytrusowo, malutka róża, cedr i wanilia na końcu. Nie dla mnie, ale napewno jest dawką dobrej energii, ładny, musujący, dla energicznej, trochę romantycznej osoby.

Mon Guerlain Guerlain przez Aelka 2017-03-27

Byłam bardzo ciekawa tego zapachu, nadszedł więc czas na test. I wcale się nie zgadzam z opiniami że jest fatalny. Wręcz przeciwnie. Owszem, to modny mainstream, dla mnie nie do końca, choć potrafi zauroczyć i zawrócić w głowie w pozytywnym sensie. To piękny jaśmin i wanilia z klasą, mnie przynosi jeszcze wspomnienie Anyżu, takie z klasą naprawdę, o którym warto porozmawiać. Jest dość słodki, jest modny, ale ma charakter. Dobrze skonstruowany zapach, od początku mi się spodobał, rozwija się cudownie. Trwały, ale żadnego tam bólu głowy. To zapach, w który warto zainwestować, gdy chce się odpocząć od niszowych, skomplikowanych gonitw. Bardzo elegancki. Nie mój typ, ale nigdy nie wiadomo, czy nie zagości u mnie. Ogólnie lubiane przeze mnie marki jak Guerlain czy sisley muszą sobie wypuścić ich mainstream. Taki to biznes, trzeba iść z duchem czasu, a w międzyczasie zachować szyk .Nowiutki Izia Sisleya to właśnie nie sisleyowa, zupelnie inna bajka, ale też ma swoją klasę. Mon guerlain też. Mon paris YSL natomiast jest wg mnie porażką.

Alien Oud Majestueux Mugler przez Harlem Nocturne 2017-03-27

Z Alienami jest tak, że testuję wytrwale, nigdy nie czuję się nimi zawiedziona, doceniam je wszystkie, ale mieć i nosić chcę tylko królową-matkę, czyli klasyczne EDP. Alien Oud Majestueux nie jest wyjątkiem. Okrutnie chciałam poznać tę wersję, próbowałam sobie wyobrazić co może wyjść ze zderzenia znanego chyba wszystkim, kosmicznego jaśminu z cieszącym się niegasnąca popularnością (tak, nie tylko cukier w mainstreamie zdaje się nie mieć końca) agarem. Przez pewien moment chciałam nawet rzucić się na flakon zupełnie w ciemno, bo prezentuje się fantastycznie, a o próbkę nie jest łatwo… chwała mi za to, że się powstrzymałam.

Alien Oud Majestueux jest nietypowy. Niespotykany, wybija się ponad przeciętność, podobnie jak reszta alienowej rodziny. Nie są to perfumy „do podobania się”, „na prezent”, „dla każdego”. Żeby polubić tę odsłonę Aliena, trzeba spełnić dwa kryteria, najbezpieczniej jednocześnie. Po pierwsze, trzeba lubić jaśmin w wersji, jaką uparcie promuje Mugler. Po drugie, trzeba być wolnym od awersji do agaru. Te dwie nuty toczą batalię o prym przez wszystkie fazy rozwoju perfum, zamieniają się miejscami, jeśli pierwszą bitwę wygrywa oud, to druga należy do jaśminu.

Jeśli chodzi o jaśmin, to według mnie najbliżej jest mu do tego z wersji Alien Liqueur – słodki, gęsty, zawiesisty, ciężki, lekko chropowaty. W otwarciu zdaje się grać rolę drugoplanową, ten moment należy do agaru. Bardzo specyficznego agaru. Nie jest on ani suchy, ani dentystyczny. Jest ciężki i „mokry”, drapiący w gardło, niemalże animalny. Podejrzewam, że duża w tym rola jaśminu, który wprawdzie jest nieco wycofany, ale nadal gotowy do ataku z zaskoczenia. Etap środkowy, to równowaga sił, czasowe porozumienie o braterstwie i przyjaźni. Obie nuty harmonijnie ze sobą współpracują, żadna nie próbuje zdominować drugiej, spokój i harmonia w przyrodzie. Trwa to jednak dość krótko, bo w bazie następuje kolejne porzebiegunowanie. Oud słabnie, łagodnieje, zupełnie znikają jego zwierzęce instynkty, natomiast jaśmin zajmuje należne mu miejsce, głośno i wyraźnie przypominając, że to jednak Alien, a skoro Alien, to jaśmin musi rządzić. Zza jaśminowego tronu nieśmiało spogląda ciepła, słodka ambra, gdzieś za kotarą czają się miękkie drzewne akcenty.

W tym starciu grę o tron wygrywa jaśmin, choć oud jest dla niego godnym rywalem. Od początku wiadomo, że to Alien, jednak jest on przedstawiony w innej, wyjątkowej, niespotykanej dotąd odsłonie. Trwałość i moc na właściwym poziomie, ciekawy rozwój wydarzeń gwarantowany, flakon świetny. Kawał dobrej roboty, warto poznać.

Flowerbomb Viktor&Rolf przez kikolada 2017-03-27

Flowerbomb jest jednym z moich ulubieńcow - kobiecy, trwaly, magnetyczny, kwiatowy, zmysłowy - tak zawsze postrzegałam ten zapach, ale do czasu.

Kilka miesięcy temu zbił mi się flakon, obiecałam sobie, że kupie je ponownie. Wchodzę do perfumerii wraz z chłopakiem, aplikuje na nadgarstek, czekam aż się ulotni, wącham i oczywiście miłość. To samo robi mój chłopak, jednak on odsuwa głowę, zaczyna wybrzydzać i mówi ze pachną jak lilie pogrzebowe i mam to zmyć z siebie, bo mu się kojarzy ten zapach z pogrzebem...
Jak żyć? Jak żyć ja się pytam.. ?

w`eau Sunset Women Secret przez Forest 2017-03-27

Dla mnie jest to od samego początku do końca miks owoców tropikalnych. Różnica otwarcia jest tylko taka, że czuć alkohol i miętę oraz skórkę cytusową a zakończenie jest lekko kwaskowe, minimalnie doprawione ambrą (słabej jakości).
Owoce z początku kremowe (jak dojrzałe mango i banan) nawet przyjemne. Jednak dopiero po daniu mu drugiej szansy, bo podczas pierwszych testów (zimą) strasznie sztuczny, dziecinny, tani.
Obecnie nadal uważam, że jest to świeżość przysłodzona, dla nastolatki albo lolitki a nie kobieca, jednak jakość ‘owoców’ odbiega już na szczęście od tych z plastiku czy wosku.
Ogólnie cena 15zł to maks. ile byłabym w stanie zapłacić za to dziełko (zapłaciłam 13, więc nie czuję się oszukana).
Tak czy siak pamiętam bliżniacze zapachy, które sprzedawano ok. 20 lat temu, kiedy sama byłam podlotkiem i wówczas byłam nimi oczarowana - kompozycja wtórna.
Trwałość 4-5h, projekcja ok. 30cm.
Opakowanie brzydkie, ani nie kojarzy mi się z wnętrzem ani z niczym. Do tego jeszcze zatyczka chodzi jak sprzęgło od tira.
Polecam tylko na prezent dla dziewczynki lub podlotka.

Boudoir Vivienne Westwood przez perfumeholic88 2017-03-27

Gdy domdlewasz na łożu, całowana przeze mnie,

Chcę cię posiąść na zawsze, lecz daremnie, daremnie!

Już ty właśnie — nie moja, już nie widzisz mnie wcale:

Oczy mgłą ci zachodzą, ślepną w szczęściu i szale!


Zapodziewasz się nagle w swoim własnym pomroczu,

Mam twe ciało posłuszne, ale ciało — bez oczu!…

Zapodziewasz się nagle w niewiadomej otchłani,

Gdziem nie bywał, nie śniwał, choć kochałem cię dla niej!…

Tak pisał Leśmian i ten wiersz dla mnie to odzwierciedlenie kobiety, która używa Boudoir. Pełna namiętności, intrygująca. Kocha być kochaną, uwielbia, gdy się o nią zabiega, ale jest daleka od tandetnej wulgarności. Ona jest prawdziwą kobietą i zna swoją wartość, choć jednocześnie czerpie inspiracje z dam z okresu wojennego i jednocześnie sama ma taką duszę. Jest artystką, potrafi się dobrze ubrać i umalować, a jej bielizna to kolekcja Dity Von Tease. Kokietka w stylu retro. Boudoir to jej znak rozpoznawczy. Lekko mydlane aldehydy w towarzystwie pudrowej wanilii i goździka. Ten zapach przywodzi mi na myśl alabastrową, naga skórę pokrytą pudrem. Jest pudrowy i jakby nagi. Gdyby go dotknąć byłby aksamitny, puszysty. Tak samo jak miałki puder w ozdobnej puderniczce. Klasa sama w sobie. Piękna kompozycja!

Versus Versace przez Bea 2017-03-27

Świeży, wiosenny zapach z wyraźną nutą owocową, ale z jeszcze wyraźniejszym piżmem, które przebija się z czasem. Raczej do elegancji niż do uprawiania sportów czy na romantyczne spacery. Kompozycja bardzo ładna, delikatna, przyjemna ale... niczym nie wyróżniająca się.

Adam Levine for Women Adam Levine przez Agniecha 2017-03-27

Sandałowiec. Dużo ciepłego, suchego sandałowca, doprawionego wanilią, odrobiną przypraw i kwiatków. Słodki, ale w sposób niejadalny.
Zapach zdecydowanie wyróżniający się na celebryckiej półce. Jest kobiecy, elegancki i harmonijny. Mógłby się nazywać Sensual, jest w nim taka zmysłowość i cielesność...podoba mi się to :)
Średnio trwały na skórze, ale przyjemnie zostaje na włosach, ubraniach. Warty przetestowania, ja kupiłam w ciemno i nie zawiodłam się.

Ore Slumberhouse przez fortissimo1603 2017-03-27

Slumberhouse stworzyło ambrozję dla azteckich bogów.
Otwarcie wita nas wyśmienitą mieszanką kakao z pieprzem, nieokreślonymi ziołami i dodatkiem czegoś co przypomina setkę whisky. Gęsty, gorący i gorzki napój podany w drewnianym, opalanym naczyniu. To magiczny eliksir rdzennych amerykanów, będący pomostem między światem realnym a duchowym, podczas odprawiania obrzędów. Mam wrażenie jakbym po raz pierwszy próbowała prawdziwej czekolady, dokładnie takiej jaką wzgardził Krzysztof Kolumb.

Ore przenosi mnie w rejony Zatoki Meksykańskiej, jeszcze za czasów gdy Amerykę porastała dzika, nieskażona europejską stopą roślinność. Tubylcy natarli moje ciało drzewnymi balsamami i zaprosili do udziału w magicznym rytuale, w którym przywoływali duchy swoich przodków i azteckie bóstwa. Smak cennego płynu i zapach żywic wywołał narkotyczne wizje a cały obrzęd zakończony został dzikim tańcem wokół wielkiego ogniska.

To nie tyle najładniejsza co najszlachetniejsza czekolada w perfumach jaką dane mi było poznać. Ore wśród czekoladowych kreacji jest jak „Oppenheimer Blue” wśród diamentów.
Niesamowite dzieło.

Parlez-Moi d’Amour Eau Fraiche John Galliano przez agnieszka.baranik 2017-03-27

Chciałam przetestować wersję EDP i EDT różowej wersji tego zapachu - z racji nut zapachowych, które kocham. Ale że w perfumerii internetowej była też dostępna próbka zielona - skusiłam się. Wiedziałam, że nuty zapachowe to moje kochane cytrusy i intrygujący imbir, więc kiedy rano wstałam i zobaczyłam słońce za oknem (po długiej, brzydkiej zimie), stwierdziłam że to moment na takie świeże testy. Wylałam na siebie jakieś 3/4 ml i.... czekam.

Najpierw jest mocno imbirowo, świdrująco i orzeźwiająco. Potem zapach łagodnieje i powstaje w głowie znak zapytania... ZNAM TEN ZAPACH! ZNAM! Ale skąd? Wiem, że to zapach który mi często towarzyszył. Wiem, że go lubię. Wiem, że miło się kojarzy. Wiem, że to było kilka lat temu. Ale co???

Perfumy nie... bo wtedy miałam skromną kolekcję (i bez próbek) i dokładnie pamiętam jakie to były zapachy. Jakiś żel do mycia? Krem? Też nie.... Dumam dalej. Wpadłam na trop - ŚWIECA ZAPACHOWA Yankee Candle... Ale dalej było pytanie "jaka?".

I po kilku godzinach mnie olśniło. To dosłownie ekstrakt z mojej starej, poczciwej świecy "A Child's Wish"... Jest identyczna. A świeca była moją pierwszą w kolekcji (która potem osiągnęła ponad 100 egzemplarzy)...

O rany.... Nawet nie umiem obiektywnie ocenić tego zapachu. Dla mnie jest oryginalny i ciekawy.... Ale przede wszystkim przywołuje tak miłe wspomnienia sprzed kilku lat, że choćby śmierdział to bym go uwielbiała.

Cena też zachęca. Oj flakon MUSI być mój tej wiosny...

Acqua Di Gioia Eau Fraiche Giorgio Armani przez fortissimo1603 2017-03-27

Nie dziwię się, że perfumy wycofano, skoro na większości testujących ukazała się, jak to nazwała Vertigo – detergentowa bogini. Raczej nikt po tym flankerze nie uronił nawet łzy. Mi jest jednak trochę przykro, ponieważ na mojej skórze, zapach ułożył się nad wyraz dobrze.

Może nie były to wakacje w tropikach, może nie było białego jak śnieg piasku i krystalicznie błękitnej laguny. Za to był fajny letni wieczór w miejskim „plażowym” barze, gdzie popijałam herbaciane, lodowate mojito, w wysokiej szklance, na górze której ułożono mi pałeczkę skrystalizowanego cukru. I może komponenty mojego drinka przeleżały trochę w markecie i woda była raczej z butelki niż źródlana, to wszystko razem skomponowało się w przyjemną orzeźwiającą mieszankę.

Bardzo spodobało mi się w nich również wrażenie skrystalizowanego cukru, nie spotkałam się z tym jeszcze w żadnych perfumach. Wydawało mi się jakby słodkie kryształki miały za chwilę wytrącić się na mojej skórze. Zupełnie jakbym była przedmiotem doświadczeń, które wykonuje się z solą zamiast cukru :)

Fragonard Fragonard przez beatak664 2017-03-26

Piękny bukiet białych kwiatów, mam wodę perfumowaną. Bardzo przypomina mi Anais anais

Belle de Nuit Fragonard przez beatak664 2017-03-26

Mam w wersji woda perfumowana, zapach piękny. Przypomina mi Diora J'ador, ale ten jest ładniejszy.

Simply Belle Exceptional Parfums przez cumartesi 2017-03-26

Dostalam probke z perfumerii i wlasnie dlatego nie powinnam ich dostawac! Moja mania kupowania perfum mnie przerasta, gdy dostaje takie cudo. Perfumy sa sliczne.
Otwarcie to swieza chmurka olejkow: pomaranczowego i brzoskwiniowego, wydobywajace sie z fioletowych akcentow. Fiolek znowu gora! Drobne i delikatne biale kwiatki w postaci konwalii, jasminu i lilii wodnej sa rowniez zauwazalne po chwili. Nutka wodna i ozonowa wspaniale uklada sie na skorze dzieki pizmu i odrobinie wanilii. Przepieknie pachna, sa niesamowicie delikatne i rownie zmyslowe. Prosty, kwiatowo-pizmowy zapach, bez specjalnej mocy razenia, a silnie uzaleznia, bo nos na stale mi przyrosl do buteleczki; az maz zapytal czy sie narkotyzuje. Trudno! Musze je miec.

Solo Soprani Dream Luciano Soprani przez SylviaInVogue 2017-03-26

Chyba jeszcze niedostępny standardowo, ale udało mi się otrzymać ten zapach do testów. Tak szczerze mówiąc marki w ogóle nie kojarzę, brzmi jak tanie podróby pokroju Vittorio Belluci lub coś podobnego. Musiałam coś poczytać, a tu zonk – to prawdziwa włoska marka produkująca ubrania i buty. Ach, ale wtopa! Muszę więc przeprosić markę w tym miejscu!

No dobrze, ale przejdźmy do samego zapachu. Czym to jest i z czym to się je? Od razu mogę tylko powiedzieć, że solidny flakon 100ml przytłoczył mnie swoją wielkością! To typowy kolos – gruby, stabilny i raczej niepozorny. W środku skrywa konkretną głębię świeżości. Ale nie byle jakiej, bo… korzennej. Czyli coś, co lubię.

Z początku Dream nie zwalił mnie z nóg, wydawał się zbyt męski i surowy. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Ale gdy tak zaczęłam sobie z nim obcować, stopniowo dawał mi wrażenie czegoś znajomego. Może Bvlgari BLV II? A może Naomagic? Lub Versense? Żadno z nich nie jest podobne do Dream, ale jednocześnie pewna część wspólna je łączy… Dałam sobie spokój z doszukiwaniem się podobieństw, czas cieszyć się zapachem!

Początek może niezbyt udany, bo kojarzy się z aptecznymi specyfikami lub męską wodą kolońską. Ale później na mojej skórze pięknie gra kardamon i anyż. Taka orientalna słodka gorycz w połączeniu z nutami drewnianymi i odrobiną cytrusów, które są echem jeszcze z otwarcia. Pudrowa końcówka jest już bardzo kobieca, ale pojawia się niestety zbyt szybko. Cały zapach ulatuje gdzieś po dwóch-trzech godzinach bliskoskórnej obecności.

Czy warty wypróbowania? Jak najbardziej – oryginalny, chłodny, elegancki. W sam raz do białej koszuli!

L`Eau de Chloe Chloe przez Just2000 2017-03-26

Nie polubimy się z Chloe..

Po nieudanych próbach z klasycznym Chloe, tak uwielbianym przez miliony kobiet na świecie, postanowiłam wypróbować L`Eau.

Pachnie jeszcze gorzej.
Do tego stopnia mnie odrzuciło, że czym prędzej wyrzuciłam blister.

Nie dla mnie Chloe, nie będę ich wielbicielka chyba nigdy.

Fetish Pour Homme Roja Dove przez Beata Maria 2017-03-26

Bardzo dobry męski zapach.
Ilość użytych składników, jak za starych, dobrych czasów:-).
Wszystko tworzy bardzo udaną, szyprową, kompozycję.
Fetish Pour Homme jest szorstko- miękki. O, za tak pachnącym mężczyzną mogę chodzić krok, w krok.:-)
Ciągnie jak magnes.
Szorstka i zdecydowanie męska częśc tego zapachu to otwaracie i +/- godzinne jego trwanie. Pięknie układa się lima w połaczeniu ze skórzanymi akordami.Również wszystko to, co odpowiada za szyprowość jest elegancko podane. Przechodząc później w bardziej miękką część brzmienia, która w mojej ocenie przechyla się ku zabarwieniu typu uniseks.
Jest bardziej otulająco, bardziej miękko,bardziej spokojnie.Również lekko waniliowo ale i dymnie. To zapewne zasługa akordów ukrytych w sercu i bazie zapachu. Jest w dalszym ciągu wyczuwalna delikatna skóra ale pokrywa ją już mech dębowy, labdanum i inne składniki. Część użytych składników jest bardziej możliwa do wyodrębnienia, inne pozostają w ukryciu. Jednak jak to w przypadku dobrze skonstruowanych zapachów nie ma potrzeby szufladkowania i rozkladania na czynniki pierwsze. Po prostu jest bardzo dobrze tak,jak jest.
Baza to piękne utrwalenie i dalsza przyjemność noszenia. Nie ma zmęczenia zapachem, żadnej uwierającej nuty. Gładko i elegancko.
Ku mojej wielkiej radości nie wyczuwam figi(mojej zmory zapachowej). Dla mnie ona nie istnieje a dzięki temu radość z noszenia tego zapachu jest wielka.
Trwałość bardzo dobra, około 10 godzin przy dobrej projekcji, która po wielu godzinach osadza się blisko skóry ale jest dalej wyczuwalna.
Flakon w stylistyce firmy, taki jak na zdjęciu.
Z czystym sumieniem polecam Fetish Pour Homme również paniom.

Rеve d'Infini Lalique przez Just2000 2017-03-26

Byłam bardzo ciekawa tych perfum. Nuty zapachowe wydawały się bardzo w moim guście.
Jednak nie spodobały mi się. Oceniam na razie tylko na podstawie testów "papierowych"
Frezji nie czuję wcale.
Póki co - nie moja bajka.

So Elixir Yves Rocher przez Viollence 2017-03-26

Zakupiłam totalnie w ciemno, nawet bez wąchania - coś sobie za darmo trzeba było wybrać do zamówienia w końcu, skoro była taka możliwość :) Więc jako że moje pozostałe zapachy Yves Rocher nawet jeszcze nie dobiły do połowy zużycia, stwierdziłam że spróbuję czegoś nowego. Padło na ten zapach ze względu na nuty i opinie.
I od kiedy go poczułam pierwszy raz, wiedziałam, że mi się z czymś kojarzy. Ma bowiem w sobie nutę (przynajmniej jak dla mnie) z nowej Miss Dior. Wiem, że jest porównywany do Coco Modemoiselle - jakby nie patrzeć ten zapach Chanel też jest do Miss Dior dość podobny. Moim zdaniem jednak So Elixir ma w sobie więcej słodyczy niż Chanel, więc przynajmniej na mojej skórze idzie bardziej w kierunku perfum Diora. Chociaż fakt, paczulę rodem z Coco Mademoiselle czuć bardzo wyraźnie i nie zdziwiłabym się, gdyby się znalazły osoby na których So Elixir pachnie bardziej jak Chanel. Ja natomiast gdzieśtam po cichutku z tyłu głowy marzę sobie o Miss Dior, więc przyjemnie mnie zaskoczył ten fakt.
Wydaje mi się że ma trochę tego i trochę tamtego z obu tych kompozycji. Niezaprzeczalnie jest to bardzo elegancki, kobiecy zapach. Słodki. Szykowny. Ciepły. Seksowny, ale nie w typie tej taniej, wymuszonej seksualności. Jest seksownie elegancki, będzie pasował i do klasycznej marynarki, i do wieczorowej sukienki. Ale do spodni dresowych, plecaka i sportowego obuwia to już bym go raczej nie użyła ;)
Na mojej skórze bardzo wyczuwalna jest paczula, róża i tonka. Bergamotkę czuć na początku, nadaje świeżości otwarciu. Z czasem zapach staje się coraz bardziej słodki, różano-paczulowo-kadzidlany z podbiciem tonki.
Bardzo trwały na mojej skórze, utrzymuje się conajmniej 6 godzin. Wyczuwalny zarówno dla mnie jak i otoczenia, projekcja bardzo ładna. Zostawia za sobą delikatną chmurkę - może nie jest to niesamowity ogon, ale zwraca uwagę otoczenia.
Jeśli podoba Ci się Miss Dior lub Coco Mademoiselle ale nie chcesz wydawać takiej kwoty jaką kosztują, lub po prostu chcesz przetestować czy woń tego typu będzie Ci na dłuższą metę odpowiadać - polecam testy. Nie jest to idealny duplikat żadnego z powyższych, ale jest podobny charakterem, a jednocześnie dobry jakościowo. I tańszy. Lubię :)

Sauvage 2015 Christian Dior przez Lugosi 2017-03-26

Nie jestem „specjalistą z wyrobionym nosem”, ale mimo to ośmielę się przedstawić swój punkt widzenia na temat aromatu Christian Dior Sauvage 2015.
Jak mawiał pewien czerwony kanclerz: „Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, nie jak zaczyna, ale jak kończy”. Od siebie dodam, że środkowa faza też może mieć jakieś znaczenie, choć niekoniecznie dla owego mężczyzny. No chyba, że względem kobiet przyjmie się postawę na zasadzie „tych pod nami”, co istotnie zmieni nieco postać rzeczy i ułatwi sprawę. W tym kontekście uwielbienie płci przeciwnej dla osobników wyznających takie poglądy, nieco mnie dziwi, ale co ja tam wiem o kobietach, nie mówiąc już o perfumach, zwłaszcza tych, do których mają słabość.
Zacznę jednak od początku, a na początku jest cytrusowy strzał, nawet przyjemny i zgrabnie połączony z czarnym pieprzem. Dalej objawia się lawenda na podkładzie z róży, wciąż na tle tego pieprzu z otwarcia, ale na tym już kończą się dla mnie przyjemności, bo całość nagle się wygładza i robi się z tego taka ulizana biurwa, urzędniczy hermafrodyta – balsamicznie mdły i coraz bardziej słodki. W rozwinięciu, w finale nie ratuje tego nawet lekkie brzmienie skóry i ziemistość paczuli.
Szkoda, bo w pewnym momencie poczułem pewne pokrewieństwo w ujęciu kompozycji do Chanel Egoiste Platinum, które lubię.
Strasznie trudno jest wszystkich zadowolić, dlatego ciężko jest zmajstrować dobry aromat dla mężczyzn, który podobałby się również kobietom. To ryzykowny zabieg i często bezowocny. Nie mam na myśli chemicznej sztuczności, na którą użala się wiele osób. Wybaczcie, proszę. A co w dzisiejszych czasach sztucznością nie jest, w przemyśle perfumeryjnym zwłaszcza? Mam na myśli wymuszoną uniwersalność, zgodnie z którą przyciągnie osobników płci obojga, będzie noszony latem i zimą, do aplikacji w ciągu dnia oraz wieczorową porą, do dresu i garnituru też.
Fakt. Czuję w nim umiar, lekkość i subtelność, tę ostatnią zwłaszcza, ale z klasą i elegancją bym nie przesadzał, bo czyż trampki istotnie mają być ich wyznacznikiem?
Nie marudzę też przy cenie, bo już nie muszę, chociaż do Biedronki nikogo odsyłać bym się nie ośmielił. Nie wiem, czym powinienem pachnieć, aby być w dobrym tonie współczesnych czasów i szczerze mówiąc mam to w nosie, bo pachnę tym, czym lubię i nikomu nic do tego. Wiem, że na pewno nie będzie to Sauvage 2015, ponieważ jest dla mnie zapachem zwyczajnym i nijakim, choć rozumiem, że ma swoich oddanych zwolenników i szanuję to, ale nie podzielam ich zachwytów, bo od Diora można oczekiwać czegoś więcej niż przeciętność, którą nim zaprezentował.
Tak to widzę z perspektywy Łodzi.

L’Ile Pourpre Les Liquides Imaginaires przez Arttemiss 2017-03-26

(no może nie) POEZyĄ (ale bardziej tak wylewnie) I PROZom


(no może nie) POEZyĄ*
Trudno odnosić się obiektywnie do swojego "chciejstwa", tak, jak trudno pisze się o zapachu, który kompletnie nijak ma się do tego, co mogło by wynikać z deklarowanych nut. Jeśli bowiem mocno by się zasugerować, to odnajdzie się jakieś ich ślady, lecz gdyby pokazać L’Ile Pourpre milcząc na temat składu, to idę o zakład, że prócz imbiru i liścia shiso (pachnotki) nie wskaże się niczego...

Twórcy tych pięknych, aromatycznych perfum, opowiadając o swoich inspiracjach, odwołują się do "idei nieznanego owocu" oddającego "mistyczną tożsamość marki", stojącego "z dala od słodkich dziewczęcych owoców". Cóż, prawda, że mało on słodki: jest bowiem orzeźwiający i chłodny. Ale z całą pewnością nie jest to figa i bynajmniej też, wbrew temu, co mówią twórcy, nie jest to owoc nieistniejący czy nieznany. Łudząco bowiem przypomina mangostan, a gdy zwróci się uwagę na kolor skóry mangostanu, wyjaśni się i barwa perfum. Tyle w temacie tajemnicy.

Zatem orzeźwiający owoc, pokazany w otoczeniu świeżych, bardzo "zielonych", aromatycznych, azjatyckich roślin przyprawowych, z dodatkiem aksamitnego kaszmeranu i ambroksanu w fazie schyłkowej perfum... Rzecz to bez wątpienia wielce oryginalna, bardzo zapachowo "bogata" i mam szczerą (choć zapewne płonną) nadzieję, że perfumy te znajdą naśladowców i staną się zalążkiem większego trendu.


I PROZom**
L’Ile Pourpre pachnie jak owocowa pulpa (mangostan), sprawiona kipiącymi świeżością azjatyckimi roślinkami przyprawowymi, a kto pachnotki (shiso) nie zna, a wie, że lubi woń liści kolendry, trawy cytrynowej, mięty, czy innej limonki kafir, niech śmiało bierze się do testów - powinien być zadowolony! W fazie dojścia do bazy natomiast, zapach zmienia się i robi się cieplejszy: pojawia się coś słodkawego i drzewnego, coś, co można podciągnąć pod ambroksan i kaszmeran, ale nie wychodzą one na prowadzenie i nie burzą ogólnego, aromatycznego i lekkiego charakteru zapachu.

* dla zwolenników dłuższych recenzji
** dla zwolenników recenzji krótkich

Parametry użytkowe przeciętne.

Andromeda Tiziana Terenzi przez mangos 2017-03-26

Zapach kojarzy mi się z szamponem do mycia włosów, jest przyjemnie, relaksująco ale to nic odkrywczego, żadne wielkie " wow". Poza tym nie rozwija się, trwa niezmiennie w tej samej postaci przez ok 2 godziny po czym na mojej skórze niknie bezpowrotnie. Jedyne wyczuwalne nuty to brzoskwinia, jaśmin i lilia.

Cuir Vetiver Yves Rocher przez Raw 2017-03-26

Bardzo rzetelny zapach. Posiada niestety wadę, z którą boryka się obecne perfumiarstwo. Mam tutaj na myśli kiepskie parametry użytkowe.
Najnowsza propozycja marki Yves Rocher to bardzo dobry zapach. Bardzo uniwersalny i elegancki.
W skrócie mogę napisać, że mamy tutaj piękne i kremowe drewno sandałowe z niewielką ilością krzaków - czyli werywerii. Całość wypełniona jest delikatną słodyczą oraz ledwie wyczuwalnym akcentem zamszu. Do tego wszystkiego dodać trzeba coś z deklaracji Cartier'a i oto mamy obraz jaki maluje mi się po powąchaniu Cuir Vetiver'a.
Rzecz jak najbardziej godna uwagi. Stosunek ceny do jakości - rewelacyjny.

Sauvage 2015 Christian Dior przez Roq 2017-03-26

Przeczytałem wszystkie hejty wypisywane przez "specjalistów z wyrobionymi nosami" i postanowiłem spróbować zapachu dla mas, maszynkę do robienia pieniędzy i ogólnie rzecz ujmując, symbol upadku Diora.
I jak zwykle w takich wypadkach moje spotkanie z Sauvage okazał się strzałem w dziesiątkę. Jest naprawdę elegancki ale bez przesady. Ładnie stapia się z moją skórą, czuję się w nim komfortowo, dlatego przytuliłem setkę tej ambrozji...
Nie wiem czy to jakość użytych składników czy odpowiednie ich proporcje, ale ogólne wrażenie jakie mam mając Sauvage na sobie określiłbym, że "czuć Diorem".
Sauvage moim zdaniem pasuje i do trampek i do garnituru. Jest odpowiedni i na zimę i na lato, na dzień i na wieczór. Kwestia odpowiedniej aplikacji. Wyczuwam w nim pieprz, paczulę i coś co mnie kręci a czego nazwać nie potrafię. Może to ten ambroksan, a może coś innego. Trwałość dla mnie bardzo dobra, sześcio, ośmiogodzinna. Flakon - istne cudo idealnie pasujące do nazwy i zawartości...
Wychodzi na to, że Sauvage wybrały setki tysięcy kretynów którzy zwabieni reklamą nie bacząc na to że pachnie "nijako"i "banalnie", kupowali go i nadal kupują jak szaleni tylko ze względu na markę.
A poważniej podchodząc do Sauvage, to owszem, nie jest żadną rewolucją w zapachach. Jest po prostu elegancką wodą dla facetów którzy cenią sobie jakość i lubią ładnie pachnieć wodą skrojoną przez liczącą się markę z tradycjami. Maślany wzrok niejednej kobiety gwarantowany w pakiecie...
Nie liczcie na to, że w XXI wieku Dior będzie komponował rewolucyjne wonie typu asfalt z kadzidłem i irysem, czy butapren z fiołkiem.
Fahrenheit powstał w latach 80', a wtedy był lepszy klimat dla zapachowej nonszalancji. "Targetem" Diora nie są chłopcy z trądzikiem najczęściej pozbawieni (jeszcze) gustu, tylko mężczyźni którzy tenże gust posiadają na równi z pieniędzmi.
Czy się to podoba czy nie, w dzisiejszych czasach w dobrym tonie jest pachnieć właśnie Diorem Sauvage bądź Chanel Bleu. Umiar, lekkość, subtelność, KLASA, ELEGANCJA, a także uniwersalność wiedzie prym, dlatego oba zapachy biją rekordy sprzedaży.
Tak to widzę z perspektywy Londynu.
Podnoszenie argumentu że Sauvage jest zbyt drogi, jest co najmniej nie na miejscu. Ludzie, Dior to raczej droga marka i zawsze taką była. Kupują ją przede wszystkim ci, którzy zarabiają "odpowiednio".
Jeśli uważacie że Sauvage jest zbyt drogi, zawsze możecie poczekać, aż w osiedlowej "Biedronce" pojawią się jego odpowiedniki w postaci jakiegoś "Dur Sóważ" w cenie kostki masła albo kilograma pasztetowej...

Monsieur Musk Houbigant przez przemstef 2017-03-26

Lekkie, mydlane piżmo. Zapach świeży, męski, codzienny. Pachnie jak po wymyciu się dobrym mydłem. Mam jeszcze jeden zapach tego typu - Rasasi Afshan. Tylko tam mydło jest bardziej kwiatowe, orientalne, taki unisex. Tutaj mydło jest typowo klasyczne i męskie. Projekcja i trwałość na średnim zadowalającym poziomie. Polecam fanom klasyki i nie tylko.

Narciso Narciso Rodriguez przez Malwina 2017-03-26

Niuchnięcie z korka w perfumerii powiedziało mi, że 'NIE'. Przez lata jawił mi się jako szklana pułapka, więc omijałam go szerokim łukiem. Nie dawałam mu żadnych szans, aż całkiem niedawno, z braku laku, użyłam w domowym zaciszu próbki aby utwierdzić się ostatecznie w przekonaniu, że 'NIE'. Przez pierwsze pięć minut notuję, że taki, siaki i owaki, że zaraz sierp różano-piżmowej śmierci zetnie mi głowę... Po czym orientuję się, że to była pięciominutowa halucynacja. Widmo śmierci nagle znika, a ja zostaję sama i zdezorientowana jak John Travolta na lotnisku w Radomiu. Zapach robi się przytulny, kremowo-cielesny. Bajecznie komponuje się z aromatem świeżo zalanej wrzątkiem kawy, niemal zastępuje w niej śmietankę. Gardenia z piżmem na drzewnym podszyciu tworzą tutaj wyjątkową, pachnącą luksusem mieszankę. Polecam dać mu szansę. Pięć minut z zegarkiem w ręku, aby go ostatecznie odrzucić albo bardzo polubić.

So Elixir Yves Rocher przez Ann 2017-03-26

Yves Rocher ma zarówno zapachy wyjątkowo słabe, jak i naprawdę solidne i warte zakupu. No i dziwną politykę wycofywania tych drugich, ale teraz nie o tym.
So Elixir jest cieplutki, niesłodki, elegancki i dość charakterystyczny. Jest bergamotka (a raczej parujący, gorący earl grey), szczypta czarnego pieprzu, bób tonka i niezbyt mocna paczula.
Porównywany z Coco Mademoiselle- coś tam je łączy, jednak Coco jest bardziej pomarańczowa, kremowa i pastelowa, So Elixir jest spokojniejszy, dojrzalszy, złocisty.
Trwałość i projekcja mniejsza niż u Chanel, ale i tak jest dobra. Tym bardziej, że i cena korzystna.
Flakon w postaci złotej kropli pięknie oddaje zapach.
Bardzo lubię!

Aki Tann Rokka przez matka1973 2017-03-26

Zapach mam dzięki jednej z moich uwielbianych Fragrantowiczek, ile to było targowania, ile moich przemysleń, decyzji na tak i nie, wycofywania się z transakcji, to tylko ona wie:)Jest już jednak u mnie i nie posiadam się z radości.
Zapach jest oleisty, zawiesisty i słodki,początkowo skręca w stronę wintydżu,ale to tylko krótka chwila całe szczęście. Po chwili staje się miodowy, miękki, puszysty i jakby lekko przykurzony.
Istnieje jeden (na szczęście bardzo krótki) moment, kiedy czuję fizjologiczną nutę, co przeraziło mnie na początku, ale ona znika w mgnieniu oka i zapach staje się orientalny, jednak nie w stylu"jak Ci pieprznę po nosie to padniesz i nie wstaniesz". To lekki orient, który stapia się ze skórą. Proszę nie sugerować się flakonem , który może podpowiadać jakieś strong pachnidło, wręcz przeciwnie jest bliskoskórny, ale wyczuwalny prze długi czas.
I jeszcze jedno one są wciąż takie same, nie spodziewajcie się wstępu, rozwinięcia i zakończenia, trwają jednakowo od początku do końca.
Raczej nie polecam, bo nie chciałabym, zeby ktoś pachniał jak ja:)

Daisy Marc Jacobs przez Marjolka 2017-03-26

To chyba moje pierwsze perfumy z wyższej półki (albo drugie). Kupiłam je na późną wiosnę / lato - zapach idealny na ten okres. Przepiękne, delikatne, dziewczęce, uniwersalne. Ale trwałość to porażka. Po 1-2 h niczego już nie czuć, nawet przy skórze... Niestety to kompletnie przekreśla dla mnie ten zapach, bo jednak do najtańszych nie należy.

Insolence Guerlain przez fortissimo1603 2017-03-26

Fiołek na sterydach? Fiołek morderca? To fiołek bezczelnie brzydki! Jak Mickey Rourke po tysięcznej operacji plastycznej. Dla jeszcze bardziej bezczelnego efektu podrasowany cholernie gorzkimi żywicami i zwęgloną tonką. Skąd oni wzięli te wszystkie komponenty, by zrobić takiego dziwaka?
Żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć życie noszącemu, dosypano tutaj tonę kosmetycznego pudru, który nie wiedzieć czemu, kojarzy mi się z tymi wszystkimi komediowymi kreacjami podstarzałych francuzików, dziwacznie wymalowanych i ubranych w ogromniaste peruki.

Baza natomiast jest wyśmienita, malinowo-fiołkowe mydliny z nutą karmelizowanego cukru i chmurką talku-cukru pudru. Takich kąpielowych cudów nie powstydziłaby się nawet łazienka prefektów Gryffindoru!

Pomimo dosadnego wstępu, uważam Insolence za dobry i niespotykany zapach. Zmodyfikowane genetycznie i poprawione plastycznie brzydkie kaczątko (fiołkątko :D), zmieniło się po czasie w dostojnego łabędzia.
Dziwaczny lecz hipnotyzujący, trudny do rozgryzienia, mający na sumieniu wielu klientów perfumerii, którym nie darował życia. Gratka dla szukających olfaktorycznych przygód.

Dianthus Etro przez fortissimo1603 2017-03-26

Etro serwuje nam zapach pt. 100 % goździka w goździku. Obecny tu kwiat jest wyjątkowo kobiecy ale zarazem powściągliwy i niesamowicie skromny. Tak bardzo skromny, że odnoszę wrażenie, iż Etro zamknęło we flakoniku ekstrakt nieśmiałości. Lecz nieśmiałość nieśmiałości nierówna, tu mamy raczej do czynienia z taką która fascynuje, to nie jest zapach dla wystraszonej szarej myszki, raczej dla kogoś wrażliwego, kto żyje w swoim własnym świecie i nie lubi się wychylać. Trochę marzycielski. Trochę zagubiony.

A jeśli chodzi o konkrety, mamy tu upojnie lecz równocześnie subtelnie pachnący kwiat goździka. Podejrzewam, że to sprawka goździkowej przyprawy oraz imbiru, użytych dla jednoczesnego podkreślenia kwiatowej nuty jak i utrzymania jej w ryzach, by zbytnio nie przyduszała.

Jednak w letniej porze może być męczący, natomiast wiosną idealnie współgra z rześkim wiatrem. Pod warunkiem odpowiednio wyważonej aplikacji. I tak jeszcze na końcu powiem, że moim pobożnym życzeniem jest aby mainstreamowe marki częściej używały kwiatów goździka w swoich dziełach, bo to wspaniały lecz niedoceniany składnik.

Psiknęłam się w Sephorze i... strasznie się rozczarowałam. Taki pomarańczowy ulepek, ale nie w stylu Poison Girl EDP, która jest nieco metaliczna, może bliżej Mon Paris do PG EDT, tyle ze już nawet najmłodszy Dior jest ciekawszy od tego, co zaprezentował YSL.
Smutne, jako fanka Parisienne po przeczytaniu nut Mon Paris spodziewałam się ostrzejszej, mroczniejszej, piwnicznej (pieprz, paczula) odsłony jeżyny z cytrusowym podbiciem... A dostałam kwiat pomarańczy i ulepny zapaszek Oranginy. Szkoda, bardzo szkoda.

Daisy Marc Jacobs przez cumartesi 2017-03-25

Tak, to ulotny zapach. Dziewczecy. Ale to jest przesliczny zapach. Klasyka. Chanel stworzylo Piatke, Calvin Klein Euphorie, a Marc Jacobs cudowna, lekka, delikatna Daisy. Przy pierwszym psiknieciu czuje cale laki stokrotek...
Urzekaja mnie swoja swiezoscia i radosnym fiolkiem. Polaczenie cierpkiego grejpfruta z cala nalecza slodkich, soczystych truskawek. Drugie skrzypce gra tu fiolek - delikatny i zmyslowy. Po chwili wlaczaja sie biale kwiaty - cudowny jasmin i gardenia. Jest i pizmo dodajace zapachu lekkosci, w asyscie zaledwie odrobiny wanilii.
Zapach wiosenny i mam nadzieje, ze tak bedzie pachniec wiosna - dzikimi stokrotkami, wlasnie wschodzacymi, chowajacymi sie gdzies w truskawkach...
Dla mnie Marc Jacobs zrobil zapach perfekcyjny i nie rozumiem po co go ulepszac milionami odmian jak Dream. Daisy to dla mnie arcydzielo, chociaz ulotne. Ale zwykle piekno jest ulotne...

Pretty Elizabeth Arden przez chjena 2017-03-25

Jak na swoją cierpliwość dawałam tym perfumom naprawdę wiele szans, bo i zabrałam je na kilkudniowy wyjazd, i nosiłam je "po domu" w weekendy, gdzie poza wycieczką do pobliskiego warzywniaka raczej nie pokazywałam się wśród ludzi. I co? I nawet na takie okazje się w moim mniemaniu nie nadaje. Na tyle wspaniałych zapachów, jakie kryje moja szuflada, zwyczajnie szkoda mi na noszenie czegoś tak bezpłciowego i generycznego jak Pretty. Kompozycja oparta na wiosennych kwiatach, głównie na piwonii i lilii, trochę też jaśminu mamy, a w ramach przedobrzenia słodziutka brzoskwinka. Efekt niestety robi się nieco kioskowy i do bólu pospolity, moja mama wywąchawszy ode mnie Pretty skrzywiła się i stwierdziła, że wolałaby nic nie nosić niż tę odsłonę Elizabeth Arden.

Więcej się zmuszać nie będę, bo nie ma to najmniejszego sensu. Nikomu też nie polecę, bo w mojej opinii jest tyle tanich, przystępnych, a jednocześnie dużo ładniejszych i bardziej oryginalnych perfum, że szkoda tracić czasu na takiego mało wyrazistego kwieciucha.

5th Element Women Nike przez charaxes 2017-03-25

Nie nazwałabym go mianem "słodki", ani tym bardziej jakiś "ulepny" pomimo praliny w składzie, która gdzieś tam w tle pobrzmiewa, ale naprawdę bardzo delikatnie, że trzeba się mocno wczuć aby ją wychwycić. Ta delikatna słodkość wtapia się w tło i schodzi na dalszy plan, bo w moim odczuciu to zapach świeży, szyprowy i musujący jak wytrawne truskawkowe wino musujące, ale raczej z tej niższej półki, bo tak jak wino uderza do głowy tak w tym zapachu coś mi nie pasuje i zaczyna mnie boleć głowa. Próbowałam, wielokrotnie testowałam, no ale na myśl przychodziła mi tylko lekko nadpsuta truskawka, taka sfermentowana. Przepraszam za skojarzenie osoby lubiące zapach. Może kiedyś do niego podejdę jeszcze raz, może w cieplejszy dzień pokaże inne, lepsze oblicze. Aha projekcja i trwałość zapachu zaskakująco dobra, a nawet bardzo. Na ubraniach czuć nawet kilka dni, na ciele czuję ok 10 godzin.

Encre Noire Lalique przez Baka 2017-03-25

Zapach ciekawy. Duzo juz o nim napisano wiec tylko powiem o moich skojarzeniach. Dla mnie tooo zapach ktory czuc w starym kosciele.specificzny zapach starych drewnianych koscielnych ławek, i tej esencji starych koscielnych scian... i moze to dziwne ale kojarzy mi sie z pogrzebem. Uznacie mnie pewnie za wariata ale trudno... generalnie swietny zapach. Trwalosc na mnie calkiem dobra bo robocze 8h bez problemu go czuc. Projekcja przez 5h calkiem ok, na zasieg ramion, potem blizej skory. Ale ciuchy nim dajs kilka dni po. Nie polecam, bo chce tylko dla siebie

Deep Euphoria Calvin Klein przez Viollence 2017-03-25

Jestem fanką klasycznej Euphorii i niestety, ten flanker mi do gustu nie przypadł.
Pomijając ładne kwiatowe rozpoczęcie, to zapach zupełnie nie ewoluuje. Nic się z nim nie dzieje. Siedzi na skórze cały czas w takim samym stanie, jak większość perfum katalogowych. Toż to wstyd dla linii Euphoria :)
Jedyne co się z nim dzieje z biegiem czasu to zyskiwanie na tym, czego powinnyśmy się wystrzegać. Zaczyna pachnieć coraz bardziej tanio i plastikowo, zupełnie aseksualnie, chyba że dla kogoś seksowne są klimaty biustów na wierzchu i domów publicznych. Bo sorry, ale takie skojarzenia wywołuje u mnie ten zapach.
Nie mówię że jest brzydki. Chodzi bardziej o to, że tworzy (przynajmniej jak dla mnie) klimat wymuszonej seksualności, chce wszystkim na siłę wmówić, że ma sobą coś do zaoferowania, gdy w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie.
I tak, znam Euphorię sprzed reformulacji i moim zdaniem to NIE jest to samo. Wręcz przeciwnie...
Zostanę jednak przy wersji klasycznej ;)

Gucci Guilty Absolute Gucci przez blueberry 2017-03-25

Pognałam i ja do D., by poznać Guilty Absolute, przekonana, że jesteśmy skazani na sukces (boski skład, dobre nazwisko kreatora, liczne kontrowersje i pogłoski o odwrocie od dotychczasowej "nędzy a la Gucci"). Tymczasem spotkał mnie Gigantyczny Zonk. To jest, Szanowni Państwo, coś straszliwego i doprawdy nie pojmuję, jak jeden z moich ulubionych perfumiarzy mógł toto zmajstrować i jak może to znajdować aż tak duże uznanie.Tak, wiem, o gustach się nie dyskutuje, co nos to opinia, etc., lecz sama zaczęłam się zastanawiać: czyżby mistrz przechodził ostatnio jakieś traumatyczne doświadczenia, że odbiło się to w jego iście ponurej twórczości? Zaczynam się martwić, bo to do niego całkiem niepodobne - w końcu to autor ukochanych orientalno-drzewnych M7, Pi, Pocałunku Smoka, a także przestrzennych, radosnych wód, jak chociażby CK One, Truth, Manifesto, Now. Niejedną niszę wąchałam i sama gustuję w skórach, wetyweriowcach, ziemistościach, piwnicznościach i drewniakach, zapachach nieprzymilnych, męskawych, szorstkich i ponurych, ale tak MDLĄCEJ, monotonnej, depresyjnej i trudnej do zniesienia mieszaniny jeszcze nie wąchałam. Specyficzna, "lepka" skóra, silne akcenty orientalno-drzewne z cyprysem włącznie, ale brak wyczuwalnej wetywerii. Szczerze zazdroszczę tym, którzy odnajdują w GGA jakieś ślady Encre Noire, Terre d'Hermes czy Fahrenheita. Mnie przedstawiła się jedynie dusząca, klaustrofobiczna mikstura przyprawiająca o mdłości, mroczki w oczach i nierówną akcję serca. Wymęczyłam się tymi testami okrutnie, a ten Gucio, jak na złość akurat, jest naprawdę długotrwały. Skojarzenia: zapach pałacu chana w Bakczysaraju w środku upalnego lata, a więc zaduch; stara, lepiąca i tłusta skóra na eksponatach, kamienne posadzki i specyficzny "chłód" murów, zakurzone dywany oraz meble z ciemnego drewna, wysuszające się na wiór pod niskim dachem, na który padają wściekle gorące, parzące promienie słoneczne - zakratowane okna otwarte, lecz bezruch powietrza i duchota. Miejsce, które można poznać raz, i do którego nie chce się już nigdy więcej wracać. Takie same odczucia mam względem GGA.

Jak na razie to dla mnie perfumowy koszmar I kwartału 2017 roku. Nie chciałabym, by ktokolwiek w moim otoczeniu zagustował w tych perfumach, bo byłoby mi naprawdę trudno zdzierżyć ten aromat (no chyba że w ramach pokuty za grzechy). Z przykrością stwierdzam, że w konfrontacji z GGA, moja sympatia dla banalnych tłumozadowalaczy w typie Adidas i Axe gwałtownie wzrosła. Panowie, nie idźcie tą drogą i odpuście sobie Guilty Absolute! (No chyba że naprawdę pokochaliście i musicie - ostatecznie, kto bogatemu perfumoholikowi zabroni?;)) Ja w każdym razie wymiękam.

Dune Christian Dior przez Aliszu 2017-03-25

Smutna to będzie recenzja ...Wiele lat temu poznałam Dune w perfumeri chyba w Krakowie. Zachwycił mnie ten zapach. Nie wiedziałam wtedy co oznacza jego nazwa ale byłam wprost oszołomiona wiernym oddaniem zapachu morza. Urodziłam się w Gdańsku i Bałtyk zawsze był dla mnie bardzo ważnym punktem(?) na Ziemi. Znam jego wszystkie zapachy, kolory, siłę , spokój. Wtedy, te 20 kilka lat temu nie było mnie stać na Dune ale wiedziałam, że kiedyś będą moje. Teraz od kilku lat mieszkam nad innym morzem, pięknym, bardziej surowym i nie moim. Zachciało mi się mojego Bałtyku i powróciły wspomnienia Dune. Kupiłam, mam. Mam perfumy ale one nie mają NIC WSPÓLNEGO z tym, co w nich było kiedyś. Jakie morze, sól...Gdzie to jest?!. To są bardzo dobre perfumy, dojrzałe, kobiece...Dla mnie puste, bez ducha...Jeśli ktoś poznaje je teraz może uznać, że się czepiam. To dalej piękny zapach, tylko....

James Bond 007 for Women Eon Productions przez charaxes 2017-03-25

Przecież to bliźniak wycofanej już Hot Couture edt! Wiadomo, parametry nie są takie same, ale sam zamysł niemalże identyczny. I do tego są tańsze. Ja w nich czuję malinki zamiast jeżyny. Aczkolwiek oba owoce są bardzo do siebie zbliżone :) Zapach bardzo przyjemny, moim zdaniem nadają się na każdą okazję, mają to coś, są ciekawe i nie nudne. Dla mnie to malinki w cukrze-pudrze z dodatkiem czegoś ostrzejszego i mam wrażenie że to właśnie pieprz robi całą robotę, że perfumy nie są mdłe :) Jeszcze kojarzą mi się trochę jak balonowa guma malinowa do żucia ale z lekką przyprawą. Trwałość i projekcja nienajgorsza, przeciętna. Ja je kupię jeśli skończą mi się HC edt.

Ambre Tigré Givenchy przez perfumeholic88 2017-03-25

Jest taki dokument o ludziach, którzy dla zabawy trzymają dzikie zwierzęta w domu i szczycą się jakimi to są przyjacielami zwierząt i jak te zwierzaki mają się u nich dobrze. Te oszołomy uważają, że niedźwiedź to zabawka i można go trzymać na łańcuchu ku uciesze gawędzi, a dorosły goryl w domu to przecież nic złego. Wśród nich był piękny tygrys. Też na łańcuchu. Nie znał innego życia, nie był nigdy na wolności, ale miał tak smutne oczy, gdy właściciel nieustannie prowadzał go jak psa na smyczy. To nie był dumny król dżungli, ale zagubiona zwierzyna, z której ktoś zrobił sobie maskotkę dla własnej frajdy.
Ambre Tigre to z kolei tygrys także w jakiś sposób udomowiony. Nie ryczy, nie pokazuje kłów. Posłusznie idzie za właścicielem i czeka na strawę oraz na rękę, która go pogłaszcze jednak do końca nie stracił swojego naturalnego instynktu i nadejdzie dzień kiedy to pokaże. Ambra gra tu zdecydowaną rolę tyle, że w towarzystwie labdanum i kadzidła, którego nie ma niby w składzie, ale ja mocno czuję tu dymną nutę. Rumu, słodyczy, nalewek nic a nic. To kompozycja sucha i unisexowa. Nie jest drapieżna do końca, bo na mnie niestety trzyma się blisko skóry i nie grzeszy trwałością. Jednocześnie nie można odmówić temu zapachowi głębi i szlachetności aczkolwiek w tej ambrze nie ma dla mnie nic zaskakującego.

Rogue Love Rihanna przez charaxes 2017-03-25

Nie wiem skąd tyle negatywnych, smutnych buziek. Zapach jest bardzo przyjemny, karmelkowo-waniliowy. Bliźniaczo podobny do viva la juicy. Słodziutkie, przepyszne, gourmand. Niestety projekcja jest dość bliskoskórna, trwałość ok. 5 godzin. Przez 2 godziny czuć je jeszcze w miarę wyraźnie, natomiast później już trzeba raczej szukać zapachu. RL od początku do końca niezmienny, czuć wanilię i karmel, jest pudrowy i delikatny, ale niesamowicie apetyczny. Są takie ciepłe, więc zdecydowanie adekwatne na chłodniejsze dni, od razu jest cieplej i przyjemniej. Ja osobiście polecam. Fani słodyczy powinni przetestować. :)

Guess Girl Guess przez agnieszka.baranik 2017-03-25

Ładne :-) Kobiece, eleganckie, trwałe....
Idealne na wiosne lub letnie wieczór.
Dla mnie mają klasę, aczkolwiek kilka bliźniaczych zapachów już znam. Mimo wszystko, całkiem, całkiem :)

Mandarino di Amalfi Tom Ford przez agnieszka.baranik 2017-03-25

Ciepłe śródziemnomorskie miasteczko o zachodzie słońca... Szum fal, powiew lekkiej bryzy morskiej i zamykające się stragany pełne cytrusowych owoców...
Takie skojarzenia wywołuje u mnie właśnie ten zapach.

Jest kwaskowaty, mocno cytrusowy, ale też lekki, nieduszący. Piękny.... I dużą jego zaletą jest ogromna trwałość....

Dune Christian Dior przez Aleksxs 2017-03-25

Dune męskiego znam od wielu lat, używa go mój brat więc miałam z nim styczność na co dzień i podziwiałam, zapach, trwałość i projekcję. On to spowodował, że zakupiłam w ciemno 50ml Dune - używany więc była tam połowa. Miałam go może 3lata temu ale niedawno na kilka dni wróciłam do niego, tak przypomnieć sobie klasykę. Odbieram go jako drzewny, orientalny korzenny ale i zarazem świeży zapach. Idealny na lato. Od początku do końca pachnie on tak samo, nie zmienia się. Wszystkie nuty zapachowe tworzą jedną całość. Od początku Dune pachnie świeżym morskim powietrzem, bryzą, z lekkim słonym zapachem morza. Nuty bryzy, morza przeplatają się z suchymi, ciepłymi i słodkimi nutami: brazylijskiego drzewa różanego, drzewa sandałowego, ambry i benzeosu. Słabiej wyczuwalne są zmysłowe, ciepłe akordy wanilii, ylang-ylang i kwiatów. Dodatkowo czuć delikatne nuty: mech, bergamotkę, mandarynkę, które to wraz z drzewnymi, korzennymi nutami nadają chłodny, orientalny powiew. Po pełnym rozwinięciu się zapachu, Dune jest zmysłowy, pudrowy zdecydowanie dominuje wtedy baza: wanilia, benzoes, drzewo sandałowe, ambra piżmo, paczula ale i także występuje przebłysk róży, mchów. Co aldehydów, w Dune są one bardzo delikatne, tworzą głębie dla pozostałych nut. By je wyczuć trzeba się mocno naszukać. Dune utrzymuje się na mojej skórze około 5h a jego projekcja początkowa jest na długość ramion, tak przez 1,5h później bliska skóry. Moim zdaniem męski Dune to cudo a damski było miło go poznać ale już go nie kupię choć polecam.

Bardzo ciekawy to zapach. Testowany zimą wydał mi się kwiecisty, owocowy i stosunkowo lekki, ale teraz to inna para kaloszy.
Nie wiem czy to nie kwestia plastikowej odlewki, ale otwarcie niesamowicie kojarzy mi się z gumą do żucia, o niezwykłym smaku winogronowo-tuberozowym. Chciałabym taką! Dawka tuberozy jest solidna, ale absolutnie politycznie poprawna, wykastrowano bidulkę z wszelkich ducisicielskich macek i zostawiono grzeczną, lekko tylko mroczną kwiecistość. Jest to zresztą bardzo ładne. Ciekawie komponuje się z wanilią, którą czuję od samego początku, i która jest fajne przełamana kadzidłem i delikatną, ale wyczuwalną wetywerią.
Fioletowy to zdecydowanie mój kolor i zawsze fascynuje mnie kiedy twórca potrafi oddać go w perfumach, zwłaszcza nie używając fiołka i porzeczki. Tutaj widzę go nawet wyraźniej niż np. w Amethyst Lalique.Ciekawa jestem, jak się uzyskuje taki efekt, zwłaszcza, że nuty z czasem stają się coraz bardziej zmieszane, "na gładko", monochromatycznie, co jest z jednej strony fajne, z drugiej nie, bo trudno mi np. teraz pisać, co się dzieje w kompozycji. Np. nie czuję w niej paczuli, tylko jednorodny, drzewno-kwiatowy zapach z lekko świeżym powiewem wetywerii fruwającym sobie tu i tam.
Skład jest według mnie nieprzeciętny i gdyby perfumiarka mogła pójść na całość to wyszłaby z tego niezła nisza! Gdyby podkręcić kadzidło i benzoes, dodać jeszcze więcej wetywerii, to mielibyśmy może Amethyst Durbano nr. 2 i to o wiele mniej grzeczny i ładniusi niż oryginał. Teraz mamy zapach w miarę spokojny, kwiatowo-orientalny, słodko-gorzki, trochę "gumowy", rzeczywiście raczej wieczorowy, choć na zimę i późną jesień widzę go jako zapach dzienny.
Trwałość i projekcja niestety są bardzo niefajne, co zalewa ten miód wielką beczką dziegciu. Nieszczególnie tez mi się podoba rozwój zapachu, wolałabym, żeby pojawiały się kolejne, ciekawe odsłony, a on tak po prostu "siada". Z czasem, co ciekawe, coraz mocniej wybija się wetyweria, a nawet czuję pewną mszystość, coś szyprowo-męskiego. Ale może to moja skóra.
Zabrakło jakości, ale jest ciekawie i chyba lubię tę Marie Salamagne :)

Dark Orchid Amouroud przez Edi 2017-03-25

Ciężki, charakterny i mocarny. Zapach utrwalony oudem, którego nie ma w składzie, ale przez firmę Amouroud stosowany jako ukochana baza. Tu przybrał postać balsamiczno-smołową. Dla koneserów, doradzam wcześniejsze testy. Kwiatów jest tu raczej mało i to takie w wersji zabalsamowanej.

Mon Guerlain Guerlain przez Perfumki 2017-03-24

Hej dziewczyny.
Pierwszą recenzje pisałam parę dni temu po pierwszym powachaniu gdy zamówiłam próbkę i tego samego dnia zamówiłam 100 ml.Mam już ukochaną setkę od około 4 dni, otulam się perfumami codziennie i muszę przyznać że zwariowalam na ich punkcie totalnie.znalazlam swój zapach jestem wniebowzięta jest magiczny cudowny czuje go na sobie wiele godzin.Ewoluuje z godziny na godzinę coraz piękniej.jest delikatnie elegancki, słodki ale nie przeslodzony, moje otoczenie w pracy nie może się nachwalic. Mam 28 lat i wiele perfum za sobą ale czegoś takiego nigdy nie miałam szczęścia znaleźć. Oszalałam na ich punkcie!!! :)

Eau de Rochas Fraiche Rochas przez Malwina 2017-03-24

Zapach przywodzi na myśl letnią imprezę przy basenie, gdzie jednak zapomniano o kwiatach i jeden z gości w przypływie współczucia wlewa do doniczki z przysychającym irysem, szklankę orzeźwiającej lemoniady.

Nawiązują do swojego poprzednika - Eau de Rochas oraz tradycyjnego, kolońskiego O de Lancome. W Eau de Rochas Fraiche, cytrusowej, kolońskiej nucie niemal do końca towarzyszy charakterystyczny, 'rochasowy' irys, który zbliża EdRF do Song d'Iris. Ma się wrażenie, że z czasem, spragniony irys i mech dębowy pochłaniają całą wilgoć nut wodnych i wysysają ją również z cytrusów, czyniąc zapach delikatnie suchym i pudrowym.

Dla miłośników kolońskich wód, Eau de Rochas Fraiche będzie stanowić miłą, odświeżającą kąpiel. Słowo 'kąpiel' nie jest tu przypadkowe. Trzeba się nim porządnie zlać, aby dobrze go na sobie poczuć. Z tego powodu, przestały mnie dziwić niemal półlitrowe kanistry w jakich potrafi być dostępny.

Living Lalique Lalique przez samsara 2017-03-24

Cudowność nad cudownościami! Iście wybitna mieszanka nut - tak szlachetnych i mocarnych, że od pierwszego rozpylenia jej na skórę czujesz wzbierającą w piersi falę uniesienia, mrowienie w trzewiach i gorąc w podbrzuszu. Słyszysz niewyraźnie, widzisz niewyraźnie, przełykasz ślinę w niemym skupieniu...CZUJESZ!? Tak, Ty w końcu CZUJESZ! Zmysł powonienia nagle rządzi, wyrwany niczym z letargu, wyrywa się przed szereg innych zmysłów i biegnie co sił na spotkanie z Living. Mój nos poznał właśnie sens carpe diem. Tak! to aż tak genialna kompozycja, o iście monarszych przymiotach. Nosząc je, czuję jakby ktoś włożył mi na głowę koronę, wręczył berło i posadził na tronie. Dziel i rządź - sęk w tym, że ja się nimi dzielić nie chcę, tak jak dobrym kochankiem. Byłabym w stanie być o nie zazdrosna, gdybym wyczuła na kimś, a tak jestem po prostu zaborcza... Te perfumy to erogenne cacko, są i luksusowe i niezwykle seksowne-nieprawdopodobne!
Słowo klucz? -Kontrast!

p.s. Te perfumy przypominają mi bardzo Emporio Night Armaniego, które kiedyś miałam, a teraz są już nie do zdobycia. Baza zapachu natomiast wybrzmiewa na mnie łudząco podobnie do Bvlgari Black-mam je więc zrobiłam test porównawczy, gdy na to wpadłam i naprawdę różnią się nieznacznie. Jeśli chodzi o podobieństwo do J'ose Eisenberga-owszem ono istnieje, ale nie jest aż tak uderzające, choć DNA mają bardzo zbliżone.

Venezia 2011 Laura Biagiotti przez samsara 2017-03-24

Wenecja w butelce. Byłam w Wenecji 2 razy - tak się po prostu zdarzyło, nie jest to moje wymarzone miasto, zdecydowanie wolę Niceę. Z miłością do miast jest podobnie jak z miłością do perfum. Jedni kochają to, inni tamto - i właściwie czasami trudno zweryfikować dlaczego. Urok obu jest jakby nieuchwytny, mimo że pozornie ten miast może wydać się bardziej namacalny, ale ad rem...Venezia jest kolorowa, intensywna, rozgaworzona, otwarta i szczera - zupełnie jak natura Włochów. Jest też romantyczna jak przejażdżka gondolą, słodka i gęsta jak lody we włoskiej kawiarence.Ale oprócz tych ewidentnych zalet, ma też parę wad-jest gwarna i zatłoczona niczym skwer przed Bazyliką św. Marka, nieco niechlujna i przejaskrawa, niczym kramy z róznościami w centrum Wenecji. Venezia oddaje klimat tego miasta w 100%-począwszy od tego, co wielu w tym mieście rozkochuje, kończąc na tym, co chciałoby ukryć przed oczyma turystów. Piękna feria barw i emocji kryje się w tym flakonie, ale ostatecznie zdecydowałam, że nie zostaną ze mną. Coś mnie w nich uwiera,ta słodycz jest tak mięsista na mnie, że aż mięsna. Wiem, że można się w nich zakochać i rozumiem dlaczego, ale zdecydowanie wolę Romę, podobnie jak w moim wypadku brzmiałoby to: "Zobaczyć Niceę i umrzeć". Niektórych rzeczy po prostu nie sposób logicznie wytłumaczyć...i tyle.

Eau des Merveilles Hermes przez SylviaInVogue 2017-03-24

Pokładałam wielkie nadzieje w tym zapachu. Kompozycja po opisie zdaje się być naprawdę ciekawa. Spodziewałam się radosnej, leśnej euforii z cytrusami w tle. A spotkało mnie… rozczarowanie. Moja skóra jakoś upodobała sobie różowy pieprz i jeśli zaaplikuję sobie perfumy z tym składnikiem, mogę być więcej niż pewna, że nie będę czułą nic innego jak ten pieprz. Niestety tym razem przed testami tego nie przewidziałam…
Tak jest i tym razem – musujący, „mleczny”, lekko cytrusowy różowy pieprz od początku do końca i zupełnie nic innego… Czy to Eau des Merveilles, czy jeszcze Si Lolita, a może już Flash Jimmiego Choo?

Szczerze mówiąc nie wiem, bo wszystkie niestety pachną na mnie tak samo. Bardzo mi przykro, że nie mogę się doszukać tu fiołka, jodły czy wetywerii tak jak inni, choć bardzo bym chciała. Szczęściarze z was!
Tym samym muszę wykreślić ten produkt z listy chciejstw. Bo na co mi kolejny taki sam zapach?

Ale próbujcie, może do was uśmiechnie się szczęście i wyczujecie w tej kompozycji coś urzekającego? Na trwałość jednak nie mogę narzekać, a i projekcja jest naprawdę mocna jak na EDT.

Hypnôse Homme Lancome przez perfumeholic88 2017-03-24

Najnowsza, najnowoczesniejsza ,super miękka i puszysta pianka dla mężczyzn, która pomoże Ci rozprawić się z niechcianym zarostem i... Wróć. Jak pianka wszak to miała być recenzja męskich perfum w dodatku Hypnose, gdzie damski odpowiednik jest ( a raczej BYŁ, bo teraz to marne popłuczyny) jednym z najlepszych waniliowców. Kiepski żart, ale niestety nieśmieszny, bo i te perfumy są słabe. Lawenda z cytrusami i miętą dają efekt właśnie pianki do golenia i nie da się pomylić tego z niczym innym. Wydaje mi się, że sukces damskiej wersji przyszedł tak szybko i niespodziewanie, że Lancome chciało na szybciocha wrzucić na rynek coś dla panów w tym temacie i miało w nosie czy to będzie dobre czy nie. Miało się sprzedawać i być tak samo popularne. No i nie udało się co mnie wcale nie dziwi. W dodatku czuć go syntetykiem, a i parametry są marne. Same wady, same i aż dziw, że to coś stworzył sam Maurice Roucel chyba miał wtedy niezłe zaćmienie umysłu.

Lalique Le Parfum Lalique przez Aleksxs 2017-03-24

Śliczne, eleganckie pudrowo-orientalne perfumy. Niewątpliwie zapach jest delikatny, jak dla mnie tylko na lato. Początkowo jest to zapach słodkiej, ciepłej wanilii, w której ukryły się nuty równie słodkich zmysłowych kwiatów: heliotropu i jaśminu. Z kolei świeżości dają liść laurowy, różowy pieprz i bergamotka. W tle daje się wyczuć korzenną woń drzewa sandałowego. Te składniki łagodzą słodycz, dodają świeżości i delikatnie korzennego orientalnego wymiaru. Początkowo w Lalique mocniej czuć wanilię i kwiaty a drugi plan to świeże nuty. Jednak po półtorej godziny kwiaty, trochę cichną a w perfumach mocniej staje się wyczuwalna wanilia, słodycz migdałów, bergamotka, liść laurowy, pieprz. Od tej pory także i baza zapachu staje się mocno wyczuwalna. Zdecydowanie czuć oprócz wanilii, drzewo sandałowe, fasole tonka i paczule. Perfumy te zdecydowanie od początku do końca są pudrowe, bardzo delikatne choć ciepłe i niestety utrzymują się blisko skóry. Na mniej pozostają przez około 5h. Sama bym ich nie kupiła bo jednak zbyt delikatne ale gdybym je dostała to bym z wielką radością używała. Lalique to klasa, elegancja. Perfumy ukryte w prostym flakonie z orientalnymi sznureczkami. Wspaniale współgra z zapachem.
Zapach kilka razy testowałam globalnie, koleżanka z pracy je uwielbia.

Fatale Coty przez Nan 2017-03-24

Posiadanie nietypowego hobby i rozgłaszanie tego faktu wśród bliższego i dalszego otoczenia ma swoje plusy. Dzięki temu że wszyscy znają moją namiętność do perfumeryjnych staroci, co jakiś czas dostaję w moje zachłanne ręce jakieś perfumeryjne dziwadło lub zabytek, który do tej pory stał samotny i zapomniany w kącie czyjejś łazienkowej szafki. Tak trafiła do mnie miniaturka Fatale Coty’ego, o którym to zapachu nigdy nawet nie słyszałam. A to bardzo dobre wintydżowe pachnidło. Nie potrafię powiedzieć, co mi ono przypomina, ale nie jest to woń całkowicie mi nieznana. Zaskoczona jestem rokiem powstania tej kompozycji, bo obstawiałabym datę znacznie odleglejszą, zapewne za sprawą bardzo specyficznego ujęcia nuty narcyza, która przywodzi mi na myśl raczej lata 40. niż końcówkę 80. Ha, już wiem skąd to znam – toż to żywy Via Lanvin, którego miniaturkę mam od pewnego czasu w swoich zbiorach! Do tego mech dębowy i nuty zielone - czyli wszystko się zgadza.

Fatale jest zapachem przede wszystkim kwiatowym, mocno zagęszczonym i bogatym, co od razu wskazuje, że nie mamy do czynienia z perfumami współczesnymi. Takich mieszanek już się nie tworzy, współczesne perfumy kwiatowe mają w sobie zazwyczaj znacznie więcej przestrzeni. Tu składniki są mocno upakowane jeden obok drugiego, a spaja je mech dębowy, dodając kompozycji charakterystycznej dostojności i nadając jej zdecydowanie „dorosłe” brzmienie. Od perfum współczesnych odróżnia je też brak słodyczy, bo Fatale to perfumy raczej wytrawne, lub może lepiej – półwytrawne. Nietypowo dla tego typu kompozycji, gdzie z reguły bardzo trudno wyodrębnić poszczególne składniki, w Fatale najbardziej wybija się narcyz. To specyficzna nuta, nie każdemu przypadnie do gustu i muszę powiedzieć, że i dla mnie jest to zapach, którego nie mogłabym nosić na co dzień. Na takiego narcyza trzeba mieć odpowiedni nastrój. Dla mnie to jedna z tych nut, które najlepiej wyrażają tęsknotę za dawnymi czasami. Mam wrażenie, że znam ją z głębokiego dzieciństwa i każde ponowne z nią spotkanie wprawia mnie w melancholijny nastrój. Z biegiem czasu perfumy stają się nieco mydełkowate, stąd podejrzewam, że jest w nich jednak nieco aldehydów, choć piramida nut na to nie wskazuje.

Polecam amatorom perfumiarskich powrotów do przeszłości.

Sauvage 2015 Christian Dior przez MatWawa 2017-03-24

Perfumy Dior Sauvage dostają w internecie tyle negatywnych opinii, aż boli od samego czytania, a prawda jest taka, że kobiety szaleją kiedy je czują :D
No i co teraz? Takie słabe, że aż świetne ;)
p.s.
Nie posiadam, nie mam zamiaru kupować.
Znam zapach i reakcje płci pięknej.

Honour Woman Amouage przez androidinv5 2017-03-24

Pierwszy wdech i reakcja ja już to znam ! Alien Muglera czuje jaśmin i jak nie Amouage...

Narciso Narciso Rodriguez przez Joskelyn 2017-03-24

Pierwsze niuchnięcie prosto z korka - retro róża, zwana potocznie "babciną", która może odrzucić wielbicielki prostych, kwiatowo-owocowych perfum - mnie jak najbardziej zachęciła do dalszych testów.

Po różanym wstępie rozpoczyna się festiwal gardenii - zdecydowanie zdominowała ona tę wersję NR, hulając bezwstydnie w towarzystwie piżma i wetywerii. W tej fazie Narciso są suche, wietrzne, zimne, obce - słowem: nietuzinkowe i przepiękne ;).

Po pewnym czasie gardenia ustępuje i zapach zdecydowanie wysładza się i ociepla - dałabym sobie rękę uciąć, że w bazie znajdziemy drzewo sandałowe... Narciso staje się zapachem ciała, czystości. fizjologicznym, bardzo intymnym, drugą skórą.

Dla mnie wygrywa róża i chłodny, gardeniowy taniec w pierwszej godzinie noszenia tych perfum - baza to już nie moja bajka i dlatego z tego romansu nie będzie wielkiej miłości. Bardzo jednak Narciso edp lubię, szanuję i cieszę się, ze marka NR idzie własną drogą i nie raczy świata siedemdziesiątą interpretacją LVEB ;).

Jeśli chodzi o reakcje otoczenia, to słyszałam zarówno "uuu szare mydło???" i "ach, pachniesz jak indyjski sklep z kadzidłami", więc wyrok nie jest jednoznaczny ;).

Na pewno nietuzinkowe i warte testów.

A*Men Mugler przez Bea 2017-03-24

Zapach jest tak męski, że nie odważyłabym się go nosić. za to uwielbiam go na moim mężczyźnie. jest zastrzeżony na nasze wspólne wieczorne wyjścia. Głęboki, elegancki, trochę pachnie fajką, a przede wszystkim niebywale zmysłowy.

Gucci Guilty Absolute Gucci przez Walker075 2017-03-24

Dla mnie ten perfum to pomieszanie (niestety nie znam proporcji) Terre z Encre Noir z domieszką M7 i szczyptą Basali do smaku. Rewelacja

3121 Prince przez matka1973 2017-03-24

Jesli ktoś twierdzi, że te perfumy wydzielają smród udrażnianych rur, to pewnie nigdy nie był przy udrażnianiu rur, poza tym stwierdzenie jest obraźliwe, bo zapach może się nie podobać, ale tak po nim pojechać? to słabe i płytkie.
Ale do rzeczy perfumy Prince'a moim zdaniem wyprzedzają epokę, są jakby wintydżowe, a jednak bardzo nowoczesne, przejrzyste, czyste. Jak ktoś wspomniał, faktycznie przypominają Moments, tylko nie są tak przeładowane i skomplikowane.Pierwszy niuch - cytrusy i świdrujące w nosie białe kwiaty, ale kiedy wkracza tuberoza zapach robi się mięciuśki i kremowy. Sam koniec to paczula, cedr, odrobina piżma i lekka słodycz.
Perfumy naprawdę zachwycające, choć nigdy nie pomyslałam, że tego typu zapach mi się spodoba.
Nie żałuję, że nabyłam flachę, cena śmieszna, zapach świetny.

Intimissimi Intimissimi przez Bea 2017-03-24

Na pierwszy rzut oka (nosa) brzmi niby przyjemnie, pudrowo. jednak po czasie rozwija się jakaś dziwna, brzydka, świdrująca nos, drażniąca nuta. Nie sprawdziły się u mnie.

CK IN2U for Her Calvin Klein przez Bea 2017-03-24

Niby młodzieńczy, ale nie słodki, mógłby być unisex. Wyraźnie czuć nuty drzewne, cedr się bardzo przebija na zmianę z grejpfrutem. Trochę pudrowy, trochę skórzany, czysty i przejrzysty, elegancki. Po pewnym czasie zapach robi się jednak lekko drażniący, gdy ze wszystkich nut pozostają tylko czyste nuty drzewne oraz ambra. Wanilia bardzo słabo wyczuwalna.

Halston 1-12 Halston przez Malwina 2017-03-24

Jedyne perfumy, które kupiłam z powodu flakonu, ponieważ osobą projektantki są związane z pewną pamiątką rodzinną. Myślałam, że będzie nosił je mój mąż, jednak zapach mu nie podszedł. Powiedział, że nie chce pachnieć jak 'Wilk morski', który przed chwilą zakończył golenie przy użyciu brzytwy. Brzmi groźnie i ostro, ale ja odbieram go zupełnie inaczej.

Owszem, jest w nim nuta porannej męskiej toalety. Galbanum, lawenda i bergamota dają skojarzenie z kremem do golenia. Dzięki labdanum, tonce i wanilii jest to nuta kremowa właśnie, w moim odbiorze, dyskretna, którą tuszują inne nuty, budzące przyjemne skojarzenia. Mech dębowy, jagody jałowca i igły sosnowe sprawiają, że gra na niższych, 'bagiennych' tonach niż np. oczywisty, cytrusowy, lotny Tuscan Soul o zapachu pianki do golenia. Jeśli Grey Flannel i Halston 1-12 to 'Wilki morskie' to czuć, że inni 'brutale' bardziej lub mniej pojętnie uczyli się od nich sztuki morskiej żeglugi. 1-12 sprawia wrażenie bardziej stonowanego i powściągliwego niż Grey Flannel. Podobają mi się w nim nuty zielone i leśne, przełamane dodatkiem ciepła i słodyczy. Ma w sobie klasę, zamszystość i bursztynowy posmak filmów z lat 70-tych utrzymanych w kolorystyce ambry. Paradoksalnie wydaje mi się być zapachem bardzo współczesnym, jakby czas zatoczył koło. Chętnie widziałabym go z powrotem na półkach mainstreamu, jako kontrodpowiedź na dzisiejsze trendy.

Touch of Woman La Rive przez Agniecha 2017-03-24

Popełniałam zakup 2 różnych flaszeczek do La Rive. Skusiła mnie zagraniczna fragra, do tego w drogerii była promocja -50%, no i masz....2x 90ml za zawrotną kwotę 29 pln, przybyło do kolekcji. Po co? Nie mam pojęcia, zwykłe chciejstwo.

Touch of Woman to przyjemny, puchaty słodziak. Ale taki po domu, wieczorem pod kocyk, do kawki i książki. Nic więcej. Wtedy przez 1-2 godziny umila czas i daje poczucie przytulności.
Lubię połączenie wanilii z drzewem sandałowym i bergamotką. Może dlatego mi się podobają i nie przeszkadza mi fakt, że kompozycja jest trochę, hmmmm...syntetyczna? Musi być, za 15 pln nie ma szans na dobrej jakości perfumy.
Nie trwa długo, więc nie zmęczy...parametry adekwatne do ceny.
Wstyd się przyznać, ale nie znam Black Opium, więc ewentualnego podobieństwa nie skomentuję.

No fajne to! Tylko szkopuł w tym, że jako produkt perfumowy nie podoba mi się ani trochę.
Jaisalmer pachnie roztartymi w kamiennym moździerzu jagodami jałowca, ziarnami pieprzu i korą cynamonową, które ktoś wrzucił do ogniska. Po wsypaniu przypraw, wydzieliło się trochę gryzącego w gardło dymu, a z powietrza wyparowała cała wilgoć. Jest sucho, prawie pustynnie. Tylko jakoś chłodno. Jakbyśmy znaleźli się nagle na islandzkim pustkowiu, gdzie brak nawet jednego drzewa wokół a jedynym najwyższym punktem jest czubek naszej wełnianej czapki. Tylko teraz którędy do domu?

Jedyny mistyczny/religijny aspekt który tutaj wyczuwam to przyskórna projekcja. Widzę zaletę w zastosowaniu tego zabiegu, ponieważ moim zdaniem, projekcja Jaisalmer odnosi się do gorliwej modlitwy w sercu, co wydaje się być właściwym odzwierciedleniem lotności kadzidlanej „mistycznej piątki”.
Jednak jest mi tu trochę za zimno i tak nieswojo, więc wrócę do swoich otulaczy.

Molecule 01 Escentric Molecules przez Lugosi 2017-03-24

Lektura artykułu „Perfumeryjne laboratorium 3: być jak Geza Schoen” autorstwa @vetiver przypomniała mi moje próby zmierzenia się z efemerydą Escentric Molecules Molecule 01.
Przez określenie efemeryda rozumiem w tym przypadku niecodzienność, niepospolitość, oryginalność, ale też i osobliwość, szarlatanerię, zwodzenie i atypowość, a może i herezję, i bluff.
Te rozbieżności nie są dziełem przypadku, ponieważ nie określona niejednoznaczność tej substancji nie pozwala mi na czytelną klasyfikację. Tu tkwi problem i myślę, że nie tylko mój. Jednocześnie zastanawiam się, gdzie leżą granice w tej chemicznej żonglerce? Jak dla mnie to tym razem o jeden most za daleko. Może to jakiś rodzaj atawizmu, który każe unikać rzeczy nie do poznania. Obawa przed nieznanym rodzi coś na kształt pierwotnego lęku. Według mnie tu dochodzi jeszcze obawa przed ośmieszeniem. Z drugiej strony, skoro tyle osób wpada w zachwyty, to może coś w tym jest? Ja zachowuję ostrożną rezerwę. Nie będę klaskał na projekcjach filmów Ingmara Bergmana, ponieważ choć uznany za wybitnego reżysera, dla mnie jest ciężkostrawny z wyjątkiem „Siódmej pieczęci”. Z tego samego powodu, nawet gdybym miał konto Bill'a Geates'a, nie zakupiłbym żadnego obrazu Pabla Picasso, bo w odróżnieniu od tzw. świadomości masowej krytyków sztuki mam swój gust, może i gorszy, ale własny. Podobnie rzecz ma się z muzyką, ale Pendereckiego już tu oszczędzę.
W podsumowaniu dodam, że Escentric Molecules Molecule 01 dodaję na półkę – nie lubię, pomimo tego, że ich ojcem jest twórca jednego z moich ulubionych zapachów Kinski.
Myślę, że większym despektem byłoby ich zignorowanie i obojętność, a na to mimo wszystko w mojej ocenie nie zasługują.

Black Opium Yves Saint Laurent przez Viollence 2017-03-24

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Black Opium. Właściwie wtedy jeszcze się tak zapachami nie interesowałam, więc był to czysty przypadek. Szłam z mamą przez centrum handlowe, przechodziłyśmy obok Douglasa. Spojrzałam mimochodem. Absolutnie wszystkie witryny krzyczały o nowej premierze YSL, Black Opium. Gdzie nie spojrzałam, widziałam Black Opium w tym sklepie - tutaj stand, tutaj Pani z próbkami, tutaj stolik cały poświęcony premierze. O ile dobrze pamiętam było to jakieś 2-3 lata temu, kiedy zapach dopiero co wchodził na rynek. Moja mama, oddana totalnie klasycznej wersji Opium zaciągnęła mnie do perfumerii, mówiąc, że może to Black Opium skradnie moje serce, skoro klasyczne to dla mnie zbyt mocny kaliber.
Tego dnia, gdy psiknęłam je na siebie kilkukrotnie, nawet mnie zaintrygowały. Pamiętam, że rozwijały się bardzo słodko, a moja mama przez jakieś 5 godzin chodząc ze mną po mieście mówiła, że te 3-4 psiknięcia wystarczyły żeby ciągnął się za mną ogon tego zapachu. Wtedy sobie myślałam, że jak będę miała za dużo kasy, to sobie je sprawię. Ale tak samo jak szybko do tego wniosku doszłam, tak szybko o tych perfumach zapomniałam.
Niedawno postanowiłam przetestować je głębiej, jako że teraz już o perfumach wiem więcej, a mój zbiór i doświadczenie też troszkę się powiększyło. No i klops, delikatnie mówiąc.
Zacznę od tego, że marka YSL krzywdę zrobiła wszystkim fankom klasycznego Opium, nazywając te perfumy wersją Black. Ten zapach nie ma nic wspólnego z Opium. To nie jest ten kaliber, to nie jest ten orient i ten rodzaj wyjątkowości. Jeśli jakakolwiek fanka klasyka podejdzie testować ten zapach, i zamiast nanieść go najpierw na blotter, to od razu zacznie testować globalnie (myślenie w typie "w końcu wariacja na temat ukochanego Opium! To musi mi się spodobać!") to gwarantuję, że w jej umyśle posypie się taka wiązanka kwitnącej łaciny podwórkowej, że mogłaby konkurować z wypowiedziami wielu panów niższej klasy ;)
Bo Black jest słodziakiem. Typowym. Więc ani to Opium, ani to Black. Rockowy charakter ma tylko reklama, swoją drogą intrygująca i ładnie zrobiona. Jak zwykle w przypadku YSL, marketingowcy odwalili kawał dobrej roboty.
Zapach sam w sobie jest ciekawy przy otwarciu (przynajmniej na mojej skórze) czyli jakieś pierwsze 2 godziny. Wtedy moja skóra wybija nutę kawy, kwiatu pomarańczy i słodkiej wanilii. Jest cudownie, i powiem szczerze, że gdyby zapach szedł w tę stronę, to pewnie już dawno byłby mój. Ale nie jest.
Po 2 godzinach kawa z mojej skóry znika bezpowrotnie. Zaczyna się totalna słodycz, owszem, ujmująca, ale nic poza tym. Dodatkowo przy większych testach w niektóre dni ten zapach na mnie miał tendencję do wytwarzania jakiejś takiej dziwnej, sztucznej woni, jakby karmelizowanych truskawek/malin? Nie wiem dlaczego, bo truskawek/malin ani karmelu tutaj w składzie nie ma. W każdym razie jest to aromat jakiegoś czerwonego owocka rodem z dekoracji tortowych albo dżemów. Może i ładne to, ale sztuczne przeokropnie. W te dni, gdy tej nuty nie było, zapach był po prostu słodki w taki różowy, dziewczęcy sposób.
I o ile ja kocham słodziaki, i tak bardzo się starałam polubić tego słodziaka, to jakoś tak mi mozolnie idzie. Powtarzam, jest ładny. Jest słodki. Niewykluczone że kiedyś nabędę jakąś mniejszą pojemność, bo zapach jest uroczy. Dziewczęcy, słodziutki. Ale to nie jest żaden klasyk, to nie jest szyk w butelce, to nie jest niewiadomo jaki pazur, to nawet nie jest rockowy klimat, jak to sugeruje reklama. To po prostu ładny, słodki zapach. Mam wrażenie że spodoba się właśnie dziewczynom poniżej 20 roku życia, max do 25 (strzelam sobie chyba w kolano, bo sama mam 22, a jakoś mnie do niego aż tak nie ciągnie). I na jesień nawet może się sprawdzić. No i faceci go lubią - jakby to miało dla jakiejś kobiety znaczenie, chociaż moim zdaniem nie powinno ;).
Nie obraziłabym się, gdybym go dostała, bo umila czas. Chociaż jakbym sama miała kupić coś słodko-waniliowego, to pewnie bardziej na Si bym się zdecydowała. Bo Si ma w sobie tę dozę klasy, której w Black Opium brakuje. I gdyby Si wyobrazić sobie jako zadbaną, elegancką, urodziwą kobietę sukcesu, w czarnej ołówkowej spódnicy i koszuli w kolorze nude, z delikatną klasyczną złotą biżuterią, to Black Opium mogłaby być jej siostrzenicą w wieku licealnym próbującą być jak ciocia, ale jednak siłą rzeczy nie da rady, bo jest po prostu zbyt smarkata. Wiec strzela foszka i stwierdza ze ubierze się w czarne cekiny. Połączone z różem. Bo tak.
Pozwolę sobie jeszcze słowo napisać o butelce. Jest okropna. Tandetna. Straszna. Nie wiem doprawdy czym tu się zachwycać. To taka zadziorność i "kobiecość" na siłę. Tak jak w klubach, gdy dziewczynki w wieku 16 lat ubrane w skąpe cekinowe czarne mini z różową szminką na ustach udają, że mają 19. Tragedia po prostu, ot co.

Voile d'Ambre Yves Rocher przez Agniecha 2017-03-24

Zacytuję fragment recenzji malwusi: "Te perfumy są jak wełniany sweter, który na początku lekko gryzie i drapie delikatną skórę (efekt ziołowego mirtu, przyprawowego kardamonu oraz goryczki opoponaksu), a potem już tylko rozkosznie grzeje i otula".

Pod tym fragmentem mogę się z czystym sercem podpisać. Początek drapie, końcówka grzeje jak termofor. Używałam od czasu do czasu zimą i było mi z nimi bardzo komfortowo. Wiosną, kiedy temperatura zaczęła zbliżać się do 10 stopni, a słońce przyjemnie grzeje twarz, podrapały mnie koszmarnie :) Do tego stopnia, że jadąc do pracy rozbolała mnie głowa i miałam wrażenie, że wszyscy dookoła mnie zaraz padną jak muchy.

To piękne perfumy, warto je przetestować globalnie, ponosić. Fajnie się układają, są trwałe, mocne, dla mnie orientalno - żywiczno - apteczne. Nosiłam zimą, od czasu do czasu, teraz wiosną mówię im pa, pa, do zobaczenia jesienią...

Coco Eau de Parfum Chanel przez fortissimo1603 2017-03-24

Wybaczcie kolejną kartkę z pamiętnika, wybaczcie mój niewielki zasób słów, ale muszę stwierdzić, że Coco to perfumy babcine. Nie lubię tego słowa i do tej pory go nie używałam, ale na swoją obronę powiem tylko tyle, że to nie jest babciowość obecnie stosowana, ale taka pierwsza klasa! Bo ja w nich widzę swoją ukochaną babcię za czasów młodości. Ona niestety nie miała szans zapoznać się z Coco. Ale była tak piękna, że przyćmiłaby swoim urokiem samą Chanel. Serio. Nie znam piękniejszej kobiety.

Coco ma subtelną urodę, lecz niebanalną. Mydlane kwiaty odnoszą się do jej klasycznego piękna, a nuty przyprawowo-orientalne są odzwierciedleniem mocnych akcentów jej charakteru. I wybaczcie, brak konkretów. Po prostu uważam, że to dzieło skończone, które należy rozpatrywać jako całość i interpretować według własnych wyobrażeń, a nie rozkładać na czynniki pierwsze.
I może jest unowocześniona i reformułowana kilka razy. I może straciła dawny blask. Ale wciąż pamięta swoją młodość i wciąż zachwyca.

Jestem w stanie zrozumieć każdą opinię o Coco. Rozumiem, że się nie podobają. Rozumiem zachwyty. Rozumiem początkowe odrzucenia i późniejsze powroty. Coco też wszystko zrozumie. Według mnie, by docenić jej fenomen, trzeba już co nieco powąchać. Mi wystarczył rok olfaktorycznej wędrówki, by to się stało. W gąszczu nowości, nie zapominajmy o legendach perfumiarstwa.

Believe Britney Spears przez Agniecha 2017-03-24

Skusiły mnie pozytywne recenzje, tym bardziej, że lubię perfumy które maja w sobie męski pierwiastek.
Zamówiłam w ciemno i nie żałuję! Believe są extra :)
Początek kwaskowo - owocowy, rześki, z przyjemną paczulą. Później wyraźnie czuć lipę, pralinkową, stonowaną słodycz, ale jednocześnie coś lekko pikantnego i męskiego (może paczula tak się układa). Jest niebanalnie, ciekawie, fajowooo!
Nosiłam w okresie letnim, sprawdziły się wyśmienicie. Może niekoniecznie na upały, ale okres letni im sprzyja. Parametry mają dość porządne, a przy tym cena rewelacja. Zdecydowanie warte poznania. Kompletnie inne, niż reszta zapachów od Britney, one nawet nie pasuję do jej wizerunku... Z przyjemnością wrócę do Believe późna wiosną :)

Burberry Women Burberry przez Agniecha 2017-03-24

Piękna, pozytywna, spokojna, nieinwazyjna klasyka. Doskonałe na każdą porę roku, na słońce i na deszcz, do dżinsów, sukienki i garsonki. Są eleganckie, pasują moim zdaniem zarówno 20-latce, jak i 50-latce. Są w zasadzie niepozorne, ale potrafią chwycić za serce i nie dać o sobie zapomnieć. Rzadko które perfumy pasują do porannej rozmowy o pracę, później na jazdę konno po lesie, a wieczorem na randkę :) A Burberry Women pasują :), idealnie pasują. I kiedy kompletnie nie mam pomysłu, na jakie perfumy danego dnia mam ochotę, one zawsze się sprawdzają!

Premier jour Nina Ricci przez SylviaInVogue 2017-03-24

Premier Jour to w gruncie rzeczy, na pierwszy rzut oka zapach bezpieczny. Najmocniej wyczuwalne są tu białe kwiaty takie znane z Aliena, nic kontrowersyjnego się nie dzieje. Zapach jest lekko rozwodniony i jakby „zamglony”. Ale wystarczy wypróbować testów globalnych, żeby przekonać się, że to prawdziwy cichy zabójca. I nie chodzi o to, że zasięg zapachu jest duży, bo nie jest. Chodzi o zapach sam w sobie. A ten jest… osobliwy. Białe kwiaty oraz orchidea miesza się z czymś, co przywodzi na myśl bardzo leciwe osoby lub starą szafę wypełnioną kulkami naftaliny. Uwielbiam mocne białe kwiaty, Allure czy choćby Aliena, ale tutaj jest coś nie tak. Coś zgrzyta, jakaś nieprzyjemna chemia się wdziera… no i klops. Bardzo mi przykro, ale nie jestem w stanie nosić tego zapachu.Nie wiem, może trafiłam na złą serię, czy co...

Aqua Allegoria Flora Rosa Guerlain przez Viollence 2017-03-24

Mam fazę na wiosenno-różane kompozycje, więc naturalnym odruchem było sięgnięcie po tę propozycję, zwłaszcza że linię Aqua Allegoria bardzo lubię. Zakupiłam więc dość sporą odlewkę i tak sobie od kilku dni testuję.
I sama nie wiem, co o niej myśleć. Ogólnie zapachy z tej linii przyzwyczaiły mnie do oczekiwania wysokiego poziomu - nie tyle jeśli chodzi o trwałość, bo to wody toaletowe i nie taki był zamysł producenta, aby były niewiadomo jak trwałe. Chodzi bardziej o sam poziom kompozycji zapachowej, o tę "inność" która występuje w innych kompozycjach z tej serii.
Flora Rosa chyba trochę mnie zawiodła pod tym względem. Jest maksymalnie prosta, nieskomplikowana. Świeża, na mojej skórze czuć zimny, wodny koktajl zmiksowanych porzeczek i róży. Taki z lodem - za to doznanie pewnie odpowiada irys, ciepło piżma w ogóle nie jest wyczuwalne. Ogólnie piżma totalnie tu nie czuję, nawet gdy zapach umyka z mojej skóry i powinna zostać tam baza. Piżma nie ma, a szkoda. U mnie praktycznie w ogóle się nie zmienia, cały czas czuć ten słodki, czerwonawy rozwodniony miks. To nie jest ten typ koktajlu, w którym więcej jest owoców niż wody. To nie jest porzeczkowe smoothie. Tutaj to bardziej wysoka szklanki wody z wieloma kostkami lodu, wrzuconymi do niej kilkoma porzeczkami tak, że jej kolor jest ledwo różowawy, a na wierzchu pływa - bardziej dla ozdoby, niż aromatu - kilka listków świeżej róży. Pijemy tę wodę powoli, przez słomkę. Jest orzeźwiająca, owocowa, przyjemna, ale nie ma tu żadnych fajerwerków.
Projekcja dość słaba - ja sama, wypsikana dość obficie w okolicy szyi, włosów i dekoltu jakieś 30 minut temu nie czuję jej przy żadnym moim ruchu. Dodatkowo po dwóch godzinach nie ma po niej praktycznie śladu na mojej skórze. To pozwala mi snuć przypuszczenie, że aby ten zapach był trwały i chociaż odrobinę wyczuwalny dla otoczenia, trzeba sobie go dość sporo dawkować, najlepiej warstwowo - nie wiem jak inaczej.
Jeśli ktoś szuka odświeżającego zapachu porzeczek, to myślę że będzie zadowolony. Oczywiście pamiętając o tym,że otoczenie raczej nie będzie wyczuwało tego zapachu, chyba że się będzie nim oblewać ;) Jednak moja upragniona wiosenna róża to to nie jest. Szukam dalej.

Rogue Rihanna przez Agniecha 2017-03-24

Zakup w ciemno, wtedy jeszcze nie było gdzie przetestować. Pierwsza aplikacja - zakochanie - jest dużo zamszu, jest taki fajny "matowy", niekwiatowy, a jednak przyjemnie słodkawy...
Po 2 czy 3 miesiącach, nagle jak obuchem w łeb. Zrobiło się ciężko, duszno, owszem nadal jest zamsz, ale zakurzony i zamknięty w dawno niewietrzonym pokoju, gdzie na parapecie stoją stare cyklameny.
Magia zniknęła, flaszka poleciał w świat, nowa właściciela bardzo zadowolona :)
W klimacie Bottegi - to prawda, ale nie ta bajka, nie ta półka, nie ta jakość...

Kenzo Amour Kenzo przez Agniecha 2017-03-24

Ryż ugotowany na waniliowym mleku. I do tego budyniowo - śmietankowe ciasto... Tak właśnie kojarzy mi się Kenzo Amour. Jest ciepły, przytulny i otulający niczym puchaty koc w jesienny wieczór. Jest w nim jednak coś, co sprawia, że Amour nie wpada w banał, nie jest płaski, mdły, ani przesłodzony. Zapewne kadzidło i coś jeszcze...może plumeria? Nie wiem, w każdym razie nosi mi się go bardzo komfortowo, do tego stopnia, że mam ochotę wtulić się w samą siebie. Niepodobny do żadnych innych perfum które znam, choć przecież stwierdzenie "waniliowo - budyniowe" perfumy brzmi banalnie...
Trwałość raczej przeciętna, projekcja również. Flaszka, a raczej "korek" 100ml koszmarnie niepraktyczny...

Black Opium Yves Saint Laurent przez cirilla 2017-03-24

Wyjdę na niezrozumianą?

Obok LVEB, Angel'a, czy Poison Girl te perfumy są chyba najczęściej poddawane recenzji na świecie...

Pierwszy raz poznałam je dwa lata temu, w zimie i muszę przyznać, że byłam zaintrygowana. Poznałam je przelotnie, ale to wystarczyło by zanotować je w pamięci "do testów". Kto jak kto, ale ja uwielbiam słodkie zapachy i z przyjemnością je noszę. :)

Większe testowanie odbyłam jednak niedawno i jestem rozczarowana... Ta obietnica zmysłowej kawy (obok wielu fetyszy zapachowych kawa to mój konik), doprawionej gruszką i paczulą brzmi super, ale jak to zwykle bywa - TESTUJEMY perfumy, a NIE kupujemy je w ciemno, li tylko będąc oczarowanymi opisem...

Nie czuję tu ani odrobinki mocnej kawy. Chyba, że jest to ulepek 3w1, którym niestety gardzę. So, "kawa" ulatnia swój aromat, do tego postawiony na stoliku odświeżacz pachnący wanilią i jaśminem. Gdzieś w tle, jakby na otwartym tarasie dobiega do mnie nuta kwiatu pomarańczy oraz przywiędła gruszka... I to wszystko. Po ok. 3h zapach wietrzeje i ulatnia się z mojej skóry. Ten jaśmin jest nawet ładny, ale opuszcza mnie dość szybko.

Jestem zawiedziona, bo jak np. moja miłość do LVEB narodziła się z czasem - tak tutaj, nie ma takiej słodkości i nuty, która mnie czaruje. Black Opium - co za nietrafiona moim zdaniem nazwa. Black, czyli czarny kojarzy się z czymś mocnym, ba kadzidlanym, ostrym, mrocznym, sexy? a nie z rozmąconą pseudokawą 3w1 :(

Perfumy te przypominają mi lekko Lady Million, której nie planuję kupić, tak jak i niestety "Black opium".

Memories Daydreaming in a Hammock Oriflame przez Juanita75 2017-03-24

Od blisko 20-tu lat moje zainteresowanie marką Oriflame było bliskie zeru. Nie po drodze mi z ich kosmetykami, a w związku z tym ich zapachy również siłą rzeczy same wypadły z obiegu. Zainteresowana głownie perfumową "górną półką" zupełnie straciłam do nich serce. Aż tu niedawno w poszukiwaniu nut kokosowych na Fragrantice wpadłam na Memories Daydreaming in a Hammock. Bardzo zainteresowały mnie trzy proste, a jakże przeze mnie lubiane nuty. Zamówiłam 50-tkę przez internet, woda była w doskonałej cenie. Spodziewając się super kokosa psiknęłam sobie od serca od razu tak globalnie, a co mi tam!
Kokosa samego w sobie niestety nie było. Mimo to nie zawiodłam się, gdyż zapach okazał się być bardzo ale to bardzo przyjemny. Po aplikacji poczułam się błogo. Rzeczywiście jakbym leżała pod palmami i miała wszystko - no nie powiem gdzie...:) Któraś z nut - chyba cascalone - wiernie oddaje woń świeżą, przestrzenną i jakby powietrzną. Lekko morską, lekko ogórkową. Pomieszana z plumerią i kokosem mikstura daje uczucie szczęścia jakie towarzyszy nam podczas dnia pełnego słońca, dnia który nie jest gorący i męczący ale ciepły i przyjemny. Relaksująco - wakacyjny. Kojarzy się ze spacerami nad morzem, wylegiwaniem na piasku, spędzaniem czasu na łonie natury. Totalnym luzem. Dobry to zapach dla zabieganych i zestresowanych Pań, które nie mają czasu wyjechać na prawdziwe porządne wakacje - może osłodzić i uprzyjemnić letnie dni w mieście.
A ja...też chyba jednak w końcu się przekonam i częściej będę sięgała po wody Oriflame.

Kenzo Amour Kenzo przez behemotkot 2017-03-24

Sama nie wiem. Coś mi skutecznie zabiło waniliowo-ryżową otulającą, ciepłą i miękką słodycz. Nie wiem czy to chodzi o kadzidło, ale godzinę po aplikacji czuję ten męczący smrodek. W korku pachnie pięknie, właśnie taką pięknością waniliowo-ryżową. Na nadgarstku - pierwsza myśl "zmyć natychmiast, bo śmierdzi". Poczekam jeszcze, będę testować, bo zachłanność zrobiła swoje i mam całą setkę.
Butelka za to piękna!
Pierwsza nuta zupełnie jak w lou lou cacharel- "śmierdzący smrodek", którego nie mogę przetrawić.
Dlaczego...

Tomorrow Avon przez behemotkot 2017-03-24

Jestem w połowie 2 butelki. Mam kilka perfum, ale nigdy jeszcze nie kupiłam drugi raz tego samego zapachu-poza tym. W sumie to tak jak pisała roniaq- nikt mnie o niego nigdy nie pytał ;)Najważniejsze jest jednak to, że mój narzeczony lubi go na mnie i zawsze powie mi komplement jak nim pachnę. Mam wrażenie, że jest wyczuwalny z bliska. Ciepły, otulający, bezpieczny. Osobiście bardzo go lubię i wracam z pokorą co jakiś czas. Niestety na mnie trwałość kiepska, w porywach kilka godzin.

Feuilles de Verveine Yves Rocher przez behemotkot 2017-03-24

Całkiem przyjemny zapach do codziennego użytku, ale wstydziliby się wypuszczać coś tak ulotnego i nietrwałego. Szkoda.

Roma Laura Biagiotti przez Zombianka 2017-03-23

Zapach- kameleon. W zależności od fazy rozwoju układa się na skórze jak Altamir Lapidusa, Obsession CK, Hypnotic Poison, ma niespodziewanie także coś wspólnego z Dune czy Mitsouko edt, nie wspominając nawet o ciekawym, przypominającym maść (Lioton 1000? Voltaren?) otwarciu. Za jego ziołowy, lekarstwiany wydźwięk odpowiada mięta z nutą nalewki (mirra i ambra). Później dominuje wanilia w różnych odsłonach- raz drzewna i wytrawna, chwilę potem ciastkowa, jadalna, puszyście słodka i przytulaśna, a jeszcze później- w otoczeniu odprężającego wiaterku wiejącego znad ukwieconego ogrodu, z zaskakująco męsko- kolońskim akcentem bergamoty.

Roma to typ zapachu tworzącego u nosiciela błogostan, jak mrucząca pod dotykiem dłoni kotka, jak czerwcowe popołudnie na zalanej żarem łące. Mimo znajomego brzmienia i osobistych skojarzeń z innymi kompozycjami zachowuje swoisty charakter i nie jest niczyją kopią. Lubię, choć na kolana mnie nie powaliła; nie do końca pasuje mi do urodowego typu bladolicej Zimy a'la królewna Śnieżka, ale mam ochotę kiedyś do Romy wrócić, gdy zapragnę stać się trochę bardziej włoska.

A La Rose Maison Francis Kurkdjian przez cumartesi 2017-03-23

Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, co pachnie najpiekniej na swiecie? Czyz lustereczko nie odpowie, ze roza, krolowa kwiatow? Drogocenna, ponadczasowa, piekna? Ach... wiele osob moga zmylic nuty w opisie: jedna z moich ukochanych nut fiolek, pomarancza czy cedr sa niewyczuwalne - maja swoj wplyw na perfumy, ale ten zapach to czysta, krystaliczna roza. Jakbym znalazla sie w ogrodzie rozanym, gdzie w kazdym wolnym miejscu sa posadzone czerwone roze. Seeandsmell zdecydowanie sie nie myli - to jest jak powiew swiezo, scietych roz. Ta swiezosc panuje od poczatku do kompletnego wyciszenia na skorze. Delikatny, zmyslowy i niezwykle naturalny zapach. Czy perfumy nie sa za proste jak na nisze? Nie wiem. Ale to jedna z najpiekniejszych i chyba najbardziej jakosciowa roza jaka mialam przyjemnosc powachac. Bezgranicznie uwielbiam.

Soleil Blanc Tom Ford przez cumartesi 2017-03-23

Chcialam kupic perfumy Lanvine - poszlam do drogerii z tym zamiarem, ale okazalo sie, ze zupelnie ich nie czuc na mojej skorze. Zrezygnowana stanelam przy stoisku z perfumami od Toma Forda i po raz kolejny przymierzalam sie do japonskiej sliwki. Ale ekspedientka spryskala blotter nowymi perfumami, mowiac, ze te beda mi sie podobac. W zasadzie nie lubie zadnych perfum Forda - sa dla mnie za ciezkie, ale ten juz od poczatku zrobil na mnie wrazenie.
Perfumy Toma Forda sa zwykle mocne, ciezkie, dziwne, unikalne. Te perfumy tez nie naleza do lekkich, ale rozbraja - za kazdym razem pachna inaczej. Poczatek to bergamotka w towarzystwie przypraw: rozowego pieprzu i kardamonu. O ile przyprawy lagodnieja, ale zostaja, bergamotka oddala sie w nastepnej fazie. To faza fantastycznych bialych kwiatow: tuberozy i jasminu, z zauwazalna nuta ylang-ylang. Cos fenomenalnego, szczegolnie, ze po chwili dolacza ambra i kokos, a ja jestem zakochana w nutach kokosowych. Wycisza sie dlugo i lagodnie.
To jest przede wszystkim kremowe, nieomal maslane pizmo z bialymi kwiatami. Trwalosc wybitna. Cieple, slodkie i otulajace. Oczywiscie wiele osob jest za tym, ze to bardzo drogi balsam opalajacy do ciala, ale dla mnie perfumy sa po prostu wybitne. Po raz pierwszy kupilam perfumy od Toma Forda, chociaz ze wzgledu na cene wiele osob sie zawaha.
Perfumy sa letnie, plazowe, ale niekonicznie lekkie. W nutach sa pistacje, ale czuje rowniez delikatny powiew nugatu. Zbyt banalne jak na nisze? Moze. Ale nic nie poradze - Tom Ford wiedzial jak mnie podejsc tym kokosem.

1 Million Paco Rabanne przez Baka 2017-03-23

Ja mimo wszystko uważam ze to obrzydliwy zapach. I nie bede usuwal swoich opinii jesli sie nie podobaja. To forum dla wszystkich, czyli tych za i przeciw, a nie dla tych co tylko uwielbiajä. Ja mam odruch wymiotny na ten zapach i kilka innych .... ot co. Trwalosc ogromna to jedyny plus dla wielbicieli..a dla mnie? Uchowaj Boże od tego zapachu

Vidi Histoires de Parfums przez Beata Maria 2017-03-23

Vidi jest zapachem radosnym z dużą przestrzenią ozonową w otwarciu. To przyjemne doznanie, aż chce się wziąć głęboki wdech i uśmiechnąć się.
Jest też wyczuwalny ogórek, wszak jest on w składzie zaznaczony, i daje tej kompozycji, jak słusznie zauważyła vertigo, zielone zabarwienie.
To wszystko jest lekkie i świeże.
Wyczuwam też kocankę, piżmo i trochę nut drzewnych. Róży nie odnajduję.
Całość jest szalenie przyjemna, ozonowo-kwiatowo-drzewna.Niektórzy nie lubią ogórkowych akordów, hmmm wobec tego muszą sprawdzić przed ewentualnym zakupem, jednak podkreślenia wymaga fakt, iż Vidi jest zapachem szlachetnym.
Bardzo fajnie się go nosi, chociaż trwałość średnia- do 5 godzin przy dosyć łagodnej projekcji.
Złoty flakon, jak na zdjęciu.
Mnie się podoba- i flakon i zapach.

De Bachmakov The Different Company przez RabRab 2017-03-23

Ciekawy i oryginalny zapach, który jednak jakoś do mnie nie pasuje. Może to taki uniseks wychylający się bardziej w stronę kobiet?
Pamiętam jak pierwszy raz miałem miałem go na sobie i jechałem autem, kiedy znajomy stwierdził że nie powinienem prowadzić bo czuć wódkę ode mnie, po czym powiedział że mój samochód bardzo ładnie pachnie (zaznaczam że nie miałem choinki na lusterku ani innych odświeżaczy).
Właśnie taki jest Bachmakov, jak czysta zimna wódka, przeciwieństwo dusznego tropikalnego aromatu...Tylko że ja wolę kolę z rumem od wódki.

Sel de Vetiver The Different Company przez RabRab 2017-03-23

Mmm, ale fajnie, vetiver..? To ja to muszę lubić.
Czuję też sól w ustach, albo sobie coś wkręcam :)

Gucci Pour Homme II Gucci przez RabRab 2017-03-23

Bardzo elegancki i wysublimowany zapach, prawie na każdą okazję. Pozwala się sobą cieszyć, nie ingerując zanadto w otoczenie. Tytoń z cynamonem, nie tak intensywny jak w Burberry London, bardziej zwiewny, ozonowy. Posiada świeżość i lekkość mimo iż nie ma typowo cytrusowego aromatu. Doskonały do pracy, albo na spotkanie w sprawie pracy.

Aqua Allegoria Limon Verde Guerlain przez Viollence 2017-03-23

Podeszłam do testów sceptycznie. Nawet bardzo, bo nie lubię na sobie cytrusów, a wszyscy zgodnie twierdzą (na czele z producentem i sztabem marketingowców, którzy tę kompozycję nazwali tak a nie inaczej) że Limon Verde otwiera się limonką. Psiknęłam więc bez większego przekonania na blotter w perfumerii. Odczekałam chwilę, bo przecież nie ma się do czego spieszyć - przecież nie lubię cytrusów, przecież i tak mi się nie spodoba, no bo jak to tak, ja i limonka? Nigdy w życiu.
Pierwszy raz w życiu w perfumerii po prostu mnie wryło w ziemię z chwilą gdy powąchałam psiknięty blotter. No po prostu chóry anielskie, zachwyt, pędzące jednorożce, nieskończone tęcze i te sprawy. NIGDY wcześniej tak nie miałam. Zwykle było tak, że zapach na blotterze mi się tylko podobał, albo ciekawił, a rozkwitał i oczarowywał (lub też nie) na skórze. Tak więc, zachwycona pachnącym świstkiem, psiknęłam na skórę - również sceptycznie bo tak samo mocno jak kurczę nie lubię na sobie cytrusów, tak bardzo moja skóra lubi je podkreślać. Jak miło.
No i zaskoczenie i wrycie w ziemię numer dwa. Zapach na mojej skórze otwiera się limonką oraz jej liśćmi, z odrobiną cukru i niuansem białych kwiatów (mimo że jaśminu nie ma w składzie to dałabym sobie rękę uciąć, że go wyczuwam!). Nie jest to natomiast zwykła limonka ze spożywczaka. Jest to piękna, słodka, dojrzała limonka, tak rześka jak szklanka lodowatej wody w upalny dzień. Jednocześnie słodycz i lekka kwiatowość zabija niuans totalnie cytrusowy, którego nie lubię, i na mnie jest on totalnie niewyczuwalny. Czuję też właśnie zimną wodę. O ile wodę można czuć ;) Chodzi bardziej o to, że to nie jest rozwodniona limonka, ale świeżo podany limonkowo-cukrowy drink, zimny, rześki i odświeżający. Słodki. Wręcz chłodzący, gaszący pragnienie.
Najlepsze natomiast zaczyna się na mojej skórze jakieś 30 minut od aplikacji. Rześki, chłodzący słodko-limonkowy drink zaczyna mieszać się z piękną, słoneczną figą. Z upływem czasu coraz bliższą, coraz piękniejszą, coraz bardziej wyczuwalną. Jest słodko, jest błogo, jest przepięknie.
Nie jest ulepnie. Jest świeżo, bardzo oryginalnie, zielono-owocowo-wodno. Jeśli kiedykolwiek miałabym określić jakikolwiek zapach jako "rześko-chrupiący", to z pewnością byłby to Limon Verde.
Na moje ogromne szczęście moja skóra lubi się z tą kompozycją i podkreśla w niej to, co chciałam najbardziej poczuć. Jak na serię Alegorii i wodę toaletową jest cholernie trwała - trzyma się na mojej skórze około 8-10 godzin, cały czas eksponując tę figową fazę, w której jestem tak zakochana.
Mimo że zwykle gustuję w słodko-ciężko-waniliowych kompozycjach, i do wielbicielki świeżaków mi daleko. To jest świeżak idealny na wiosnę i wczesne lato. Nie wiem, czy ta słodycz kwalifikuje go do zapachu na ogromne upały - będę musiała to przetestować. Jak przetestuję, to zedytuję i dam znać co i jak.
Na te największe upały polecałabym JAK NA RAZIE Alegorię Herba Frescę - orzeźwia miętą, nie ma opcji żeby się nie sprawdziła.
No cóż. Mimo, że jest nieco ponad połowa marca... to ja już ją chcę. I już idę zamawiać. Największą pojemność. Natychmiast. Od razu. Zakochałam się, wpadłam po uszy.

Cool Water Davidoff przez RabRab 2017-03-23

Jak można nie lubić Cool Water'a, skoro sam Snoop Doggy Dogg rapował o nim na debiutanckim albumie Doggystyle :)

Un Jardin Sur Le Nil Hermes przez Viollence 2017-03-23

Zapach jest przepiękny. Rześki i świeży, ale inny. Taki odrobinę mszysty, zielony, orzeźwiający. Nie jest typowo słodki. Ja osobiście w nim cytrusów nie czuję w ogóle. Zachęciło mnie to do testów, bo ogólnie cytrusów na sobie za bardzo nie lubię.
I było pięknie. Dosłownie miałam ochotę wziąć kartonik i biec z nim do kasy. Przez krótki czas. Przez 30 minut.
Zapach po prostu znika z mojej skóry. Po tych zachwycających 30 minutach jest kompletnie niewyczuwalny nie tylko dla mnie, ale jak się okazało przy testach globalnych, również dla otoczenia.
Nie jest to kwestia że trzyma się blisko skóry. Gdyby tak było, to podtykając nadgarstek pod nos czułabym COKOLWIEK, jakąś mgiełkę, ślad po tym, że faktycznie Ogródek Nilowy tam był. Tymczasem około godziny po aplikacji nie czuć nic. Totalnie. Tak, jakbym wmówiła sobie samej, że użyłam tych perfum.
Gdyby tylko trzymał się odrobinkę dłużej... no cóż, niestety moja skóra najwyraźniej nie lubi się z kompozycjami Hermesa. Ubolewam, bo kompozycja piękna.
Zazdroszczę wszystkim tym, na których ten zapach jest trwały.

Aura for Men Jacomo przez RabRab 2017-03-23

Świetny zapach na niedzielne leniwe popołudnie, wszystko tu ze sobą pięknie gra, a że ulotny? Co z tego, przecież zostaję w domu z kubkiem zielonej herbaty, książką i flakonem Aury.

Eau de Rhubarbe Ecarlate Hermes przez Viollence 2017-03-23

Piękne, letnie, słodkie i rześkie perfumy. Coś w tym jest że przypominają Cesarzową D&G.
Na mojej skórze to niestety któryś z kolei zapach Hermesa który znika w rekordowym tempie. Nawet nie to, że jest bliskoskórny - po prostu znika. Dosłownie godzina, maks 2, i już go nie czuję przytykając nos do nadgarstka. Ogromna szkoda.

Feminite du Bois Serge Lutens przez Alixia 2017-03-23

To zapach z gatunku tych, które wypada znać.
Niekoniecznie mieć, niekoniecznie nosić, ale koniecznie przetestować:)
I... jak w moim przypadku - odwrócić się, przesłać całusa i już nigdy do niego nie wracać.
Dla mojego nosa to dyskretny, chłodny ton.
Dalej to już tylko gorzej.
Wprost - zapach zapomnianej, rzuconej w kąt, zatęchłej szmaty, porośniętej wilgotnym mchem:)
Obrazoburcze?
Może...
I ta nazwa - "kobiecość lasu".
Ktoś tu sobie nieźle pofantazjował:)
hihihihi:)

PS - Les traductions sont comme les femmes...:):)

Tam Dao Diptyque przez allie 2017-03-23

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
A gdzie wióry lecą, tam pachnie Tam Dao.

Na wzmianki o mleczności tego zapachu robię oczy jak pięć złotych, bo dla mnie Tam Dao to drewutnia w butelce. Stosy świeżo opadłych, jeszcze ciepłych wiórów po heblowaniu desek. Albo przynajmniej biurko (drewniane, ofkors) maniakalno-kompulsywnego fanatyka temperowania nowych ołówków. W sumie to może nawet to drugie skojarzenie jest trafniejsze, bo chwilami mam wrażenie, że czuję nawet grafit w tych ołówkach.

Genialny cedr z cudownym sandałowcem konstytuują te perfumy; reszta nut to jakieś mało znaczące, choć miłe dodatki. Ten zapach jest pięknie monotematyczny, jasny, świeży, drzewny, orzeźwiający wręcz i pionizujący. Idealny, gdy trzeba być rześkim, zwartym i gotowym, albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie. Jedne z nielicznych perfum, które sprawdzą się nawet przy tzw. syndromie dnia poprzedniego. Są jak haust świeżego, celulozowego powietrza.

Gdy już nam minister braku ochrony środowiska wytnie większość drzew i ciąć już dalej nie będzie czego, w Tam Dao nasza (marna) pociecha.

Cheap & Chic I Love Love Moschino przez Bea 2017-03-23

Rewelacyjna jakość za tę cenę. Słodko- owocowe, jakby musujące. Nie wiem czy to sitowie, czy trzcina nadają temu zapachowi oryginalnego tonu, przez co się wyróżnia wśród innych słodziaków. Zdecydowanie da się lubić.

Thallium Yves de Sistelle przez przemstef 2017-03-23

Za tę cenę (ok. 40zł/100ml) cudów jeśli chodzi o naturalność zapachu nie ma co się spodziewać ale zapach jest "ładny". Jak się wsadzi nos to czuć tą syntetyczność ale w powietrzu unosi się naprawdę przyjemna woń. Mogę potwierdzić, że jest "komplementogenny". Moja narzeczona uwielbia te perfumy pomimo, że nie znosi ananasa. Koleżankom w pracy też się podoba, a dzisiaj przed wyjściem z pracy gdy ponowiłem aplikację to w drodze powrotnej jedna Pani się nawet obróciła jak zawiało ;) Niestety albo stety takie są realia jeśli chodzi o perfumy, że strasznie drogie, niszowe zapachy mogą się nie podobać, a psikadła za 30-40 zgarniają dla Ciebie komplementy. Ale to taka dygresja ;) I tak najważniejsze żebyś ty czuł(a) się dobrze ze swoim zapachem, a nie reszta ;) Wracając do Thallium... Projekcja średnia w stronę dobrej. Trwałość 8-10 godzin. Jak ktoś chce budżetowy, fajny zapach do pracy to chyba lepiej nie można.

Rose Oud Yves Rocher przez Malwina 2017-03-23

Potrafi zaczarować, nie tylko pochmurny dzień i deszczowy wieczór, ale także wybrednego mężczyznę nie lubiącego zapachu róży i mocnych perfum. Tak, pobrzmiewa w nim nuta fekalna, ale jest ona w moim odbiorze, na szczęście - leśna i chwilowa, trwa tyle ile mgnienie myśli. Jeśli miałabym wdawać się w szczegóły tej sytuacji to spaceruję po lesie i dolatuje do mnie jakaś słodka woń rozkładu. Odruchowo rozglądam się w poszukiwaniu 'odwróconego listka', nie znajduję go więc idę dalej wciągając powietrze po raz drugi - uspakajam się, że może była to jedynie woń butwiejącego drewna i słodycz labdanum. Odnajduję w nim jeszcze nutę palonego cukru i opony, ale jest to nuta mieszcząca się w granicach przyjemności. Rose Oud mimo, że jest kompozycją płynącą na współczesnej różano-oudowej fali, dla mnie ma nostalgiczny posmak lat 90-tych w postaci korzenności Kenzo Jungle Homme i Feminite du Bois Shiseido. Pięknie wybrzmiewa labdanum i czymś co kojarzy mi się z Organzą Givenchy. Nie jestem koneserką duetu róży i oudu, ale propozycja Yves Rocher jest kolejną, która zachęca do dalszego odkrywania zapachów w podobnym klimacie.

Baby Doll Yves Saint Laurent przez Bea 2017-03-23

Słodkie, lekko kwaśne, ale z pazurem. Bardzo zmysłowe, kobiece, sexy. Przy tym młodzieńcze i radosne. Nie przytłaczają słodyczą raczej orzeźwiają. Wybijająca się czarna porzeczka dodaje im oryginalności i sprawia, że są wyjątkowe.

Eros Pour Femme Versace przez Bea 2017-03-23

Bardzo słodkie, owocowe, z wyraźnie wybijającą się maliną.Po dłuższym czasie nadal jest wyczuwalny mocny owocowo pudrowy zapach. Bez pazura niestety więc brzmią jak wiele innych owocowych perfum. Ładne ale mało oryginalne.

DKNY Donna Karan przez Bea 2017-03-23

Orzeźwiający zimny zapach, mocny, intensywny,przebojowy i młodzieńczy ale przede wszystkim bardzo oryginalny. Dziwnym trafem ja tam wyczuwam drzewo iglaste, którego de facto chyba nie ma w składzie. Dlatego zawsze kojarzy mi się z choinką i ze świętami czyli z czymś bardzo wyjątkowym. Jest bardzo charakterystyczny i nie da się go zapomnieć lub pomylić.

Envy Gucci przez Bea 2017-03-23

Kończę już drugą buteleczkę tego rewelacyjnego zapachu i chcę więcej! Dla mnie jest on kwintesencja kobiecej delikatnej elegancji, czystości i minimalizmu a zarazem subtelnej zmysłowości. Zapach jest przy tym radosny, świeży i wiosenny.

Ylang Ylang Nosy Be Perris Monte Carlo przez perfumeholic88 2017-03-23

Tytułowy ylang a jakże tyle, że spodziewałam się jego morderczego oblicza. Oczami wyobraźni widziałam jak chwyta za gardło i poddusza. Tymczasem nic takiego tu nie ma. Ylangu jest dużo i to niewątpliwie on jest tu głównym bohaterem tyle tylko, że w towarzystwie dość wytrawnej wanilii. No i koniec nie ma tu już nic ponadto co oznacza, że zapach praktycznie się nie rozwija tylko kręci w kółko jak na diabelskim młynie. Ylang i niezbyt jadalna wanilia. Mimo, że wiele osób twierdzi, że ta kompozyca to mistrz projekcji to na mnie o dziwo ta mieszanka jest bliskoskórna i słabo wyczuwalna jesli nie przybliży się nosa do skóry. Czy to dobrze? W tym wypadku myślę, że tak, bo choćbym chciała to nie znajduje tu nic zachwycającego. Ot zwykły ylang podsypany wanilią tyle że mało słodki i wcale nie ciężki. Niezbyt oryginalny zapach, ale w zasadzie nie czuję się rozczarowana, bo po ylangu nigdy nie spodziewam się niczego dobrego. Ten tu jest dla mnie nudny i banalny.

Allure Homme Sport Eau Extreme Chanel przez Perseus 2017-03-23

Jeden z lepszych zapachów obecnych na rynku,używam go od prawie 3 lat i zachwyca jakością i trwałością.
Niewielka aplikacja i można cieszyć się tym zapachem przez cały dzień.
Nie należy do tanich ale zapewniam że warto, nadaje się na chłodniejsze dni ale i w lecie sprawdza się wspaniale.

Terre d`Hermes Parfum Hermes przez Perseus 2017-03-23

Coś nie podrodze mi z serią Terre, postanowiłem przetestować edp i jest gorzej niż z wodą toaletowa.
Nie miałem jeszcze zapachów o tak kiepskich parametrach technicznych, radzę więc przetestować na własnej skórze te zapachy bo najwidoczniej sporo się zmieniło na przestrzeni lat w ich produkcji.

Premiere Luxe Oud for Her Avon przez blubleberry 2017-03-23

Lubie Avon ale odnoszę wrażenie, że gros współczesnych zapachów Avonu tworzona jest według jednego schematu: do kremowej bazy dodawane są białe lub różowe kwiaty i słodkie owoce. Trudno znaleźć w ofercie wytrawne nuty, nie ma zapachów kobiecych z cynamonem, kardamonem, lawendą, ziołami czy domieszką kakao. Dla tych modnych i młodych, słodkich i różowych Dream, Cherish czy Viva la vita, Luxe Oud nie jest siostrą, ani nawet kuzynką, jest starszawą i pachnącą przysłowiową naftaliną ciotką, która pamięta czasy dawnego Avonu, czasy Soie Rouge.
Luxe Oud to przepiękna, klasyczna róża w orientalnym wydaniu. Ciepła i mocna. Moja koleżanka stwierdziła, że to "przykurzony" zapach... I zgadzam się, dla mnie - dwudziestoparolatki - Luxe Oud jest ciut retro. W pozytywnym wymiarze, ale z nutą przeszłości. Może dlatego, że te współczesne róże, które miałam okazję poznać był słodsze, lżejsze i bardziej kwiatowe. A róża w Luxe Oud jest ciężkawa. Snuje się wokół mnie leniwie, i czuję ją cały dzień. Przy czym w miarę upływu czasu wcale, aż tak bardzo nie traci na wadze, oj nie, do końca pozostaje zawodnikiem wagi ciężkiej. Jeśli chodzi o tytułowy oud, to w tej kompozycji odpowiada on za ciepłe, wschodnie, balsamiczne tło zapachu. No i dodaje róży charakteru. To przede wszystkim. Luxe Oud polecam tym którzy chcą spróbować Oud, ale nie wiedzą jak się za nie zabrać. Pod warunkiem, że tęsknią czasami za latami '90 :), nie mają nic przeciwko róży w mocniejszym wydaniu, lubią ciepło wschodu.

Och, jakże ja się ucieszyłam na widok zdjęcia perfum w katalogu. Flakon jak dla mnie zahacza o art deco, które uwielbiam, więc w duchu podskakiwałam z radości. Po rozpakowaniu byłam hm...trochę mniej radosna, złoty element okazał się nalepką, flakon był ciemniejszy, itd. Nadal jednak jest ok. Jest moc! Zapach towarzyszy mi cały dzień, pozbywam się go dopiero pod prysznicem. Ubrania pachną, aż do prania.

Flakon 4/5
Projekcja 5/5
Trwałość 5/5
Oryginalność 3/5

Ambre Fétiche Annick Goutal przez Aleksxs 2017-03-23

Cesarzową ambr jest Ambre Sultan S. Lutens. Z kolei Królową ambr Ambre Fetiche. Księżniczki jeszcze nie poznałam ;) Ambre Fetiche niewątpliwie przypomina mi Ambre Sultan lecz jest to trochę skromniejszy zapach aczkolwiek i tak zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Ambre Fetiche ma w sobie to coś co powoduje, że zapach mnie delikatnie otula ciepłem. Ma w sobie coś erotycznego.
Na samym początku zapach jest ambrowy ale ostry, ziołowy, korzenny i bardzo mocno czuć przydymioną kadzidłem skórę. Ostry zapach utrzymuje się przez około 10 min później perfumy zmieniają swój zapach. Sądzę, że na początku tą ostrość podkreśla geranium bowiem może nadawać ziołowy, lekko gorzki zapach. Słodkiej ambrze towarzyszy też benzoes, labdanum. Nuty te nadają: orientalny, kadzidlany zapach z delikatnym aromatem wanilii. Gdy Ambre Fetich się rozwinie, ostre nuty ziołowe znikają a zapach staje się ciepły, balsamiczny, zwierzęcy. Zdecydowanie dominuje wtedy ambra, nadal czuć intensywnie benzeos, labdanum. Dodatkowo nuty zwierzęce stają się bardziej wyczuwalne. Z kolei skóra stała się bardzo delikatna, nadaje głębi zapachowi właściwie tak jak wanilia, która to na początku jest bardziej wyczuwalna.
Bym zapomniała, zapach na ciele utrzymuje się do 12h a projekcja przez 2-3h jest duża, później długo na długość ramion dopiero tak po 6h bliska skóry
Ps. Na drugi dzień gdy wąchałam sweterek,wciąż on pachniał Ambre Fetiche i to przez całą dobę. Ten zapach ma moc i warto go poznać.

Tresor Midnight Rose Lancome przez Shadowfox 2017-03-22

Midnight Rose... cóż nie lubię zbytnio zapachu róży w perfumach jednak tu jest ona przedstawiona w tak cudowny sposób, w takim towarzystwie, iż zapach jest niepowtarzalny i bardzo przyjemny. Uwielbiam go nosić chłodne, wilgotne jesienne dni. Polecam:)

Si Giorgio Armani przez Shadowfox 2017-03-22

Lubie ten zapach ale wyczuwam w nim nutkę zapachową jakby zwietrzałego piwa :P

Angel Muse Mugler przez Shadowfox 2017-03-22

Chciałam poznać nowy zapach z tego domu perfumowego- pomyślałam " Może chociaż te mi się spodobają..." Niestety... mimo, iż na testach bloterkowych nie było tragedii to już na nadgarstku strasznie mi zawadzał- po prostu musiałam go zszorować mydłem z ręki... I TO KILKA RAZY by przestać czuć ten okropny zapach, który był duszący, zatykający wręcz przyprawiający o mdłości. W zapachu tym nie czuje nic słodkiego, raczej coś brudnego i ziemistego (zapewne paczula, którą lubię w wielu zapachach). Rzadko kiedy mam takie reakcje na jakiś zapach-Angel Muse u mnie takie wywołał. Jednak trzeba przyznać, że ma piękny flakon.

Goldea Bvlgari przez Shadowfox 2017-03-22

Kocham ten zapach! Otulający, ciepły, słodki lecz nie za mdły- po prostu cudowny. Parametry bardzo dobre - utrzymuje się na ciele przynajmniej 8h- na włosach do następnego dnia natomiast na ubraniach kilka dni. Polecam:)

Olympéa Intense Paco Rabanne przez Shadowfox 2017-03-22

Cudowne :) Najbardziej odpowiadają mi z całej rodzinki Olympea. Parametry świetne. Otulają słodkością, a jednak nie przyprawiają o mdłości. Wąchając je mam skojarzenia z zapachem lodów o smaku solonego karmelu... Są niby ciepłe, a jednak wyczuwalna sól przywodzi na myśl coś chłodnego. Cudowne! Polecam!

Lovely Sarah Jessica Parker przez abelha 2017-03-22

Lovely przypomina Narciso, jednak jest delikatniejszy i nie robi na mnie juz takiego wrażenia. Na pewno Narciso jest bardziej efektowny i bogatszy. Natomiast Lovely to tylko dla mojego nosa miły zapach nic poza tym.

Versace Pour Homme Dylan Blue Versace przez marcinperfumy 2017-03-22

zapach fajny przypomina sauvage i ciut invictus :) projekcja w miare fajna na przestrzeni ramion max 1m za osobnikiem, więc jest nie najgorzej ;) polecam i cena jest bardzo dobra

Eau d’Ivoire Pierre Balmain przez Aelka 2017-03-22

Uwielbiam ten zapach, co prawda robie sobie przerwy, ale ciągle wracam. Jest lekko kwaśny, jest lekki, jest nietrwały. Co w nim takiego więc siedzi, że tak mi się podoba? Bergamotka? Magnolia? To żadne odkrycie. Nie jest to żaden rewolucyjny zapach. Ale ja uparcie do niego wracam, bo jest kapryśny i to właśnie jego urok. Bywają dni, że znika po niecałych dwóch godzinach i szukaj wiatru w polu. A są dni, kiedy mnie otula miękkim szalem, tak upajającym, roztaczającym subtelny aromat przy każdym ruchu, że nie można go nie kochać. Perfumy - kot.

Kinski Kinski przez Lugosi 2017-03-22

Całe to ględzenie o podobieństwie lub jego braku do zakazanej u nas i nie tylko (puki co) używki jest do bani. Jeśli ktoś goni za sensacją na pudelkowym poziomie, to zapewne dozna rozczarowania, bo nie o to w tym pachnidle chodzi. Sam fakt posiłkowania się aromatem gandzi nie czyni z tych perfum niczego, ponad to czym są w istocie, tak jak aromat koki w gazowanej coli nie zmieni jej w obiekt pożądania każdego ćpuna.
To są perfumy, perfumy charyzmatyczne podobnie jak ich aktorski imiennik, demon kina Klaus. Kiedy spróbowałem ich po raz pierwszy, pozwoliłem rozwinąć i wwąchałem się w ich opowieść, przyszło mi na myśl jedno skojarzenie „Aguirre, gniew boży” film Wernera Herzoga z 1972 r. To jest właśnie to; ciężkie i wilgotne powietrze peruwiańskiej dżungli, tropikalna sauna z aromatycznym tyglem drzew, kwiatów, owoców, przypraw i zapachem zwierząt. Pośród tego zielonego piekła człowiek ze swoim strachem tłumionym chciwością i zawziętym uporem, konkwistador Lope de Aguirre. Zapach zarośli nad dziką rzeką, woń ludzkiego potu i zmęczenia, złości i obłędu funduje totalny i długi odjazd, bo żywotność i projekcja tej cieczy są na poziomie currary służącej tubylcom do zatruwania strzał.
Dla mnie to jest strzał w dziesiątkę.

Mon Guerlain Guerlain przez MilaLaw 2017-03-22

Oj pomyłka za pomyłką. I nie chodzi tu już o sam zapach ale otoczkę jaką wokół tego zrobiono. Dzisiaj byłam świadkiem jak marketing działa na społeczeństwo. Znając ten zapach weszłam do perfumerii kupić sobie coś już na nadchodzące lato. Oczywiście sprzedawczyni próbowała mi przedstawić ,,zapach typowy na wiosnę i lato" wskazując palcem na omawiany. Rozpoczęłam dyskusję, na temat Mon Guerlain. Przedstawiłam argumenty, że znam nuty i jestem nawet w posiadaniu 5 ml tego zapachu i absolutnie nie zgodzę się z Panią, że akurat ten nadaje się do propozycji na nadchodzące lato, pominęłam zdanie, że wprowadza klientów w błąd.
I uwaga, odpowiedź była następująca ,,Nie?? Jak to! Przecież Angelina Jolie nawet go reklamuje i jest taka tam rozanielona i taka ukazana jest lekkość i te zasłony tak powiewają" .... Słucham? Sposób ukazania reklamy jest ważniejszy niż sam zapach. Brawo!Kobieta nie miała zielonego pojęcia o czym mówi.
Dla mnie to ciepła wanilia otulająca się wokół szyi niczym miękki szal. Kilogramy tonki i słodyczy. Ja lubię bardzo ten zapach. Jest mój choć to prawda, w pierwszym kroku uderza mocno w twarz wybuchem tej mieszanki cukrowej. Nie, moja recenzja nie będzie negatywną ale muszę to napisać bo jeżeli ktoś trafi na taką agentkę marketingu jak moja dzisiejsza, to istne współczucie. Absolutnie nie dla kogoś kto słodyczy nie trawi. Udusisz się w tym kobieto droga! Dla fanów wanilii, słodyczy i delikatnej lawendy - gorąco polecam!

Mon Guerlain Guerlain przez fortissimo1603 2017-03-22

Niestety temu zapachowi wiele brakuje do innych legendarnych kreacji domu Guerlain. Bowiem mamy tu mieszankę wielkich obecnych „klasyków mainstreamu”. Tonka rodem z Poison Girl, wanilia pochodzi od Black Opium, jaśmin to dziecko Aliena, a irysowa chmurka przypomina tą z La Vie Est Belle.
Nie miałam styczności z Mon Exclusif, więc nie odniosę się do stwierdzenia o bliźniaczym podobieństwie, ale styczność z mainstreamem mam i moje zdanie na temat Mon Guerlain jest następujące:
Zapach rozczarowuje, bo niesie za sobą historię perfumiarstwa i pretenduje do prekursora nowych trendów, za sprawą kampanii z obecnie chyba najsłynniejszą, a na pewno bardzo charakterystyczną aktorką. Chęć odniesienia marketingowego sukcesu, przysłoniła oczy właścicielom marki, bo stworzyli ładny zapach, lecz wtórny, nie zaskakujący, pozbawiony Guerlain’owskiego ducha i moim zdaniem nieadekwatny do poziomu reklamy, jaką wykreowali.
Niestety dla mnie to jeden z wielu, obojętnych mi zapachów, jednak mogłabym go czuć na ulicach, bo LVEB już mi się przejadło. Czas by Guerlain wbił się w świadomość konsumentów. Może jak im słupki podskoczą, to wypuszczą coś oryginalnego :)

Diorissimo Christian Dior przez Just2000 2017-03-22

Przyznam, że pierwsze chwile z Diorissimo nie powaliły mnie na kolana.

Owszem, konwalie, ale powiedzmy sobie szczerze - nie takie jak z ogródka czy lasu.
Zapach nie był intensywny.

Po około godzinie do głosu doszedł bez, zrobiło się bardziej "kremowo" i zapach stał się bardziej wyczuwalny.

Właśnie mija 10 godzin, odkąd rozpyliłam Diorissimo na moim nadgarstku.
Wciąż wyczuwalny, bardzo przyjemny zapach.

Nie oszalałam na jego punkcie, ale czuję, że będzie w gronie moich faworytów :)

Truth Calvin Klein przez SylviaInVogue 2017-03-22

Nieprawdopodobne, jak dokładnie twórcy perfum odwzorowali w tym zapachu naturę. To jest prawdziwy zapach zieleni, soczystej czerwcowej trawy, letnich kwiatów. Zapach bardzo oryginalny, choć przecież takimi aromatami w rzeczywistości otaczamy się codziennie… Że też wcześniej nikt na to nie wpadł, by stworzyć taką kompozycję. Przełom wieków był idealny – to właśnie wtedy królowały świeżaki, zapachy lekkie, czy kwiatowo-morskie.

Gdybym miała najbardziej trafnie porównać zapach Truth by ktoś mógł go sobie wyobrazić, byłyby to żonkile lub zapach łodyg kwiatów, które stoją w wazonie. Ogromna gorycz i zieleń bije z tego zapachu. Nie czuję żadnego tła, piżma czy wanilii. Nie ma tu grama słodyczy, zmysłowości czy tajemnicy. Jest czysta natura. Na mnie zapach niestety wypada płasko, ale trwałość za to bardzo dobra.

W pewien sposób Truth przypomina mi Kenzo L’eau Par. Obydwa zapachy nie za bardzo mi niestety leżą, mają w sobie coś drażniącego. Jednak szanuję mając na uwadze, że to już klasyki i kamienie milowe w perfumowym światku.

Wish Chopard przez Bea 2017-03-22

Zapach dostałam w prezencie. Niestety nie przypadł mi do gustu. Zbyt ciężki, nachalny, momentami drażniący prawie męski. Nie mogłam wyodrębnić żadnej konkretnej nuty zapachowej. Kojarzył mi się z zapachem dla starej matrony.

Oxygene Lanvin przez adarca 2017-03-22

Bardzo lubię markę Lanvin. Kupiłam kiedyś w ciemno Oxygene. Spryskałam się latem i.....czułam się jak kretynka w przebraniu (choć przebieranki lubię). Tak nieswojo, że w autobusie miałam wrażenie, iż wszystkie ślepia patrzą na mnie z wyrzutem: w co ty się kobieto zestroiłaś.... Absolutnie drażniąca nuta pieprzu przecinała powietrze wokół mnie. Z czasem coś miękkiego zaczęło przynosić ulgę, ale zapach właściwie już się kończył. W międzyczasie przyjaciółka zachwyciła się, że pięknie pachnę, co tak mnie zdziwiło, że perfumy wylądowały u niej w torebce od razu. Chcesz? No, ba :) Chwilę później byłam w szoku...cóż za piękny, oryginalny, ciekawy aromat. Na jej skórze po prostu bajka (lubię to w perfumach); jakby tylko dla niej skomponowano ten zapach..
Jakże fajne mleko z irysem i drzewem sandałowym, doprawione pieprzem, bo przecież ma chłodzić... Cudowna, intrygująca aura (na brunetce w białej dopasowanej bluzce i jeansach). Wyczuwalne wszystkie nuty z opisu i to zgodnie z hierarchią aktualnej intensywności na Fragrantice. Świetne. Ludzie faktycznie oglądają się za "nosicielką" . Wypróbuję jeszcze kiedyś...póki co cieszę się kompatybilnością ze sprawdzonymi orientami i szyprami.

Bottega Veneta Bottega Veneta przez adarca 2017-03-22

Klasa, rasa, styl, szyk, elegancja.
Obrazek: piękna kobieta o nieoczywistej urodzie, ma w sobie "to coś"; ciepła choć niedostępna; zachwycająca, intrygująca, zjawiskowa, roztaczająca cudowną aurę tajemnicy, pewności siebie i kobiecości.
Szyprowa ostrość wygładzona ciepłem skóry, otulona jaśminem.... Cudo.
(Perfumy te miałam w 2014 r., słyszałam, że zapach już zdążył nieco się zmienić. Mam nadzieję, że tego nie doswiadczę, gdyż planuję zakup ... ) Godne uwagi.

Dolce Vita Christian Dior przez Bea 2017-03-22

Mój romans z Dolce Vita zaczął się ponad 20 lat temu. Przy okazji kosmetycznych zakupów dostałam wtedy próbkę. Nałożyłam odrobinę na nadgarstek i wyszłam na miasto. Byłam zszokowana i rozczarowana mocnym zapachem, pierwsze odczucia były bardzo ambiwalentne. Nie mogłam jednak zaprzestać wąchania własnej reki, było to jak narkotyk. po godzinie zapach zaczął mi się podobał a pod koniec dnia zakochałam się w nim.
Zapach jest głęboki, miękki, odurzający. Jest bardzo oryginalny i potrafi uzależniać. Nie dla każdego, nie każdemu jego dziwne nuty przypadną do gustu.
Teraz, po latach dostałam drugi flakonik od męża i lata młodości stanęły mi przed oczami jak żywe. Zapachy są genialnym medium wspomnień.

Atelier d’Orient Plum Japonais Tom Ford przez fortissimo1603 2017-03-22

Kiedyś wydawało mi się że Plum Japonais jest zapachem zbyt mocnym, zbyt zawiesistym. Nie wiem czy to zmiana upodobań, czy „większe” doświadczenie, czy może mieszali coś w formule, lecz dziś twierdzę, iż to bardzo PRZYSTĘPNE perfumy (tego słowa w opisie będzie aż nadto).

Przystępne jest tu wszystko. Przystępne żywice – nie znajdziemy w PJ lepkich balsamów i smoły a raczej ciepły benzoes. Przystępna śliwka – nie lubię takiej mocno wędzonej, tutaj na szczęście jest jedynie suszona z muśnięciem wędzarniczego dymu, dodającego charakteru. Przystępne przyprawy – nie są gryzące, nie są zwietrzałe, a odmierzone z aptekarską precyzją.
Ciekawym akcentem są tu też kwiaty śliwy, które wybijają się, czy może unoszą na skórze i otulają kwiatową chmurką. Im bliżej przystawię nos do skóry, tym bardziej zapach staje się przyprawowy i żywiczny, jeśli zaś czuje go na sobie jako jedną całość, wydaje się być kwiatowo-śliwkowy z wyraźnie orientalnym sznytem.

Trwałość i projekcja przyzwoite. Cudów nie ma – bo nie oszukujmy się, fani zawiesistych zapachów pozostaną z niedosytem, natomiast dla tych, którzy wolą kwiaty, perfumy mogą okazać się za ciężkie. PJ to zapach dla kogoś pośrodku, ja mogłabym mieć.

Parisienne Yves Saint Laurent przez SylviaInVogue 2017-03-22

Po globalnych testach uznaję Parisienne za zapachowego dziwaka. Sympatycznego, słodkiego, ale wciąż dziwaka. Być może brzmi dosadnie, ale jest to prawdziwe. Jednego dnia Parisienne układa się na mnie bardzo kobieco – prym wiedzie słodka róża otoczona owocami leśnymi i spowita dodatkowo odrobiną syntetycznego szelaku. Zapach ma wtedy w sobie coś „retro” co kojarzy mi się z moim dzieciństwem. Innego dnia winylowy plastik bierze górę i zapach jest nie do zniesienia – powoduje u mnie ból głowy. Zapach kojarzy mi się ze zmywaczem do paznokci albo syntetycznymi olejkami zapachowymi do kominka.

Pewnie znacie to? Kupujesz często naturalnie uzyskiwane olejki do kominka (pomarańczowy, sosnowy itp.), które pachną intensywnie, naturalnie, narkotycznie. Ale pewnego razu nadziewasz się na olejek syntetyczny, który nieudolnie próbuje imitować naturalne zapachy i pachnie wręcz fabrycznie. Właśnie w ten nienaturalny sposób pachnie czasami Parisienne.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza” – Czyżby? Niestety nawet w najlepszym wydaniu Parisienne nie powala. Nie pachnie brzydko, ale może nurzyć. Ot, najwyżej taka zapachowa ciekawostka do używania raczej w chłodne dni. Trwałość bardzo krótka, ok. 3-4 godzinki. Laurent mnie zawiódł...

La Panthere Cartier przez adarca 2017-03-22

Zapach, który gdy go poznałam budził we mnie sprzeczne doznania. Wydał się szczypiący i ostry. Wkrótce kwiaty gardenii wszystko mi rozjaśniły.
Mocno zaakcentowany mech i piżmo od początku do końca podkręcają pozostałe nuty. Raz słodkawe, za chwilę zimne i przeszywające, zaraz znów ciepłe za sprawą np. n.kandyzowanych/suszonych owoców i anyżku. Wkrótce paczula ścina z nóg, by za moment szlachetnie osłodzić odbiór (np.gruszką,czy truskawką) i przygotować na kolejny hardcore. Potem ylang ociepla, przypudrowuje, otula i tak bez końca, do końca... Ciągle coś się dzieje. Zapach cudownie zmienny. Pomimo ostrej charakterystycznej nuty przewodniej jest urzekający (Nie jest męski, granica kobiecości zachowana, wyważona w punkt). Na początku zapach drażnił mnie ale po kilku próbach zdołał do siebie przekonać,a nawet zachwycić, szczególnie w środkowej fazie. Stale wzrasta moje doń uczucie, więc za jakiś czas możliwe, że będę "kochać".
LP to perfumy szalenie kobiece, z klasycznym szyprem na czele. Całość przypomina mi stary zapach Masumi (tak Milenia- zgadzam się z Tobą), który kiedyś można było kupić li tylko w jednym kiosku w mieście L.:), nosiłam go zimą na przemian z Łabędziem Glorii.
Pantera jest podobna do Masumi lecz o niebo mocniejsza i lepsza; zmienna, podrasowana, miła i groźna. Wytresowana (a może to ta, która tresuje; trzyma na wodzy, rządzi...), ale zachowała dzikość serca, DNA robi swoje. Długotrwała i zaskakująca. Przytuli i odepchnie, potrafi odrzucić tylko po to, by jeszcze bardziej przyciągnąć. Intrygująca szalenie, podoba mi się coraz mocniej. Jedno słowo o Panterze? KLASA.

Mon Guerlain Guerlain przez Sylwia74 2017-03-22

No cóż, czasy kiedy marka Guerlain słynęła z takich perełek jak Shalimar, Mahora czy Samsara mamy już chyba za sobą. Mon Guerlain to typowy zapach mainstreamowy. Stworzony dla tłumów bo...tłumy takie zapachy w obecnych czasach kochają. I co z tego, że Mon Guerlain przypominają Poison Girl czy Black Opium. One mają zaspokoić potrzeby tłumów. Że mało odkrywcze, że wtórne, tak to prawda ale co z tego, kiedy się podobają. Mnie także. Przeczytawszy recenzje (większość negatywnych) kupiłam miniaturkę do kolekcji. Pierwsze moje wrażenie...nic wielkiego, żadne WOW, pomyślałam na szczęście ładne to przynajmniej zużyję. Ale z czasem Mon Guerlain wkradł się do mojego serca i coraz bardziej jestem nim zachwycona. Dla mnie to zapach słodko-gorzki, delikatnie waniliowy, odświeżony bergamotką i podkręcony nutą drzewną. Bardzo przyjemnie się go nosi, jest kobiecy i elegancki. Osobiście nie przepadam za Angeliną Jolie ale reklama jest świetna. Idealnie oddaje charakter zapachu, "Mon Guerlain mój zapach, mój niewidoczny tatuaż". Jedynie flakon mi się nie podoba, taki nijaki. Zastanawiam się tylko kiedy marka Dior wypuści swoje najnowsze dziecko. Mon Guerlain i Mon Paris YSL już są więc może Mon Dior? :)

Royal Muska M. Micallef przez Zmienna 2017-03-22

Po tylu wspanialych recenzjach, z ktorymi sie calkowicie zgadzam, nie mam juz nic do dodania. Musze jednak napisac chociaz tyle, ze uwielbiam ten zapach (rzadko mi sie zdarza tak calkowiecie zakochac w jakichs perfumach). Royal Muska jest dla mnie po prostu idealny. Trwalosc tez jest bardzo dobra - czuje jego powiewy co jakis czas przez caly dzien :)

Popularne marki i zapachy: