Najnowsze Recenzje Perfum!

Tutaj możesz zapoznać się z najnowszymi recenzjami perfum. Użyj opcji wyboru daty, aby zobaczyć recenzje opublikowane w przeszłości.!
Search by Date:  
Just Cavalli Roberto Cavalli przez SheShe 2017-05-23

Bardzo je lubię. Są to perfumy kwiatowo-orientalne, kwaskowo-słodkawe. Na mnie bardziej kwaskowe niż słodkie i aż dziw bierze, że zastosowano tylko 3 składniki! Perfumy mają przeciętną projekcję, choć wahałam się między "przeciętny" a "duży", i dobrą trwałość.

To zapach z pazurem. Nie kojarzy mi się grzecznie, a drapieżnie, i te wężowe wstawki na flakonie bardzo mi tu pasują. Nawet jakby lekko kadzidlana nuta? Całość istotnie kojarzy mi się z różem, takim przydymionym. Jest ciut pudrowo, zamszowo i z zadziorem. Bardzo udany zapach dla wielu kobiet: dla tych, co lubią, gdy je widać, a przy mniejszej ilości aplikacji i dla tych, co niespecjalnie to lubią. Ale ogólnie: dla ostrych babek :D, gdziekolwiek ta wyrazistość się w nich znajduje.

Contradiction Calvin Klein przez KasiaS 2017-05-23

Ja jestem dziewczyna z Mazowsza, na Mazowszu piachy, widocznie i moja skóra zawiera więcej piachu niż czarnoziemu, bo piękne kiście kwiatów, które Kontradykcja z pewnością zawiera nie chcą jakoś na mnie rozkwitnąć w pełni i pozostają w fazie stulonej, pączkowatej, oddając prym eukalitusowi i ostrej nucie drzewa, a raczej patyka :) To przykre, bo kiedy nie pachnieć cudownym bzem, piwonią i konwalią jak nie teraz, w piękne (w końcu!) majowe dni?
Nie chce się jednak jakoś ta bardzo ładna przecież, słodko-kwaśna, lekko gorzka i świeża kompozycja do końca ze mną zgodzić. Choć czasem, w niektóre dni bywa, że WTEM! cuda, piękno, bryl i kwiecisty wdzięk. Niestety, na mnie zbyt rzadko, ale na odpowiedniej skórze i przy odpowiedniej pogodzie naprawdę może być to śliczny zapach. Na plus działa jego zwiewność, wiosenna eteryczność, nie jest na pewno nachalny i raczej trudno z nim przesadzić.
Co tu zatem mamy? Na pewno sporo mentolu zmieszanego z kwiatami, co daje akcent lekko gorzko-metaliczny na początku, przełamany jednak już od początku kwiatowymi nutami i wyraźną jeżyną. Czuję też wyraźnie zapach gruszki. Mentol z jednej strony tworzy kontrapunkt do słodyczy kwiatów, a z drugiej intensyfikuje ich świeżość i lotność. W sumie efekt kojarzy mi się trochę z zapachem kosmetyków pod zaparowanym prysznicem, trochę z lekkim, letnim drinkiem, raczej wytrawnym, na bazie martini, z nutą goryczki, z czasem zmierzającym coraz bardziej w stronę ukwieconych wiosennych krzewów.
Zapach rzeczywiście jest "zwykły", "biurowy", jak niektórzy tu piszą, ale w sposób ładny. Niektórzy moi znajomi wręcz się nim zachwycają a i ja padłam kiedyś z zachwytu gdy poczułam go na jednej pani w bibliotece UW. Warto spróbować, a że jest bardzo korzystny cenowo, to tym bardziej. Na pewno jest wart nie tylko swojej ceny ale i wyższej.
Nie podoba mi się tylko baza, wieje z niej, jak dla mnie, nudą, ale może to moja skóra? Nijaka tonka, mętne popłuczyny po drzewie sandałowym, trochę piżma, no niestety, nic ciekawego się tu nie dzieje.
Flakonik za to świetny, przepadam za nim, podoba mi się też nazwa zaczerpnięta z filozoficznego żargonu. Na pewno teraz na wiosnę zużyję flakon z przyjemnością, choć i lekkim niedosytem.

Baiser Vole Cartier przez Dodka 2017-05-23

Delikatne letnie perfumy.
Bardzo ładna kompozycja dla osób lubiących lekki powiew wiosny a nawet lata w perfumach kwiatowych. Przede wszystkim wyczuwam lilie a nawet frezje ( której tu nie ma) Perfum kwaśny, cierpki czasami, całkowity brak słodyczy. Absolutnie nieporównywalny , inny . Nie wyczuwałam wcześniej zapachu skóry w kwiatowych perfumach a tu miła niespodzianka. Bardzo sensualny pomimo delikatności. Subtelny a jednocześnie z pazurem.
Blisko skórny i niestety nie zbyt trwały, choć w upalne dni na pewno się sprawdzi.

Dangerous Woman Bruno Banani przez aneczkas 2017-05-23

Kokosowy koszmarek. Do bólu duszący, meczący ulepek. Jak dla mnie kopia Versace Crystal Noir.

Paris Yves Saint Laurent przez chjena 2017-05-22

O ile nowsze wersje Paris, składające się głównie z słodkich nut róży i fiołka, kompletnie mnie swoją jednostajną pudrowością nie zachwycały, to okazało się, że klasyk kryje w sobie naprawdę głębię i dystyngowany urok.

Paris oczywiście przystało na tym miksie dostojnej róży i dziewczęcego, wiosennego fiołka, jednak na dworze króla i królowej tego balu występuje także cała gama innych kwiatów. Nieco szorstki irys, metaliczny hiacynt, obezwładniająca lilia i dusząca konwalia, a nawet szyprowate mchy i bliżej niezidentyfikowane nuty zielone, wszyscy oni sprawiają, że pierwsza para błyszczy, wręcz promienieje.

To bardzo zielony, a jednocześnie kobiecy zapach na co dzień, lecz także na bardziej oficjalne okazje. Miękkość kompozycji charakterystyczna do Sophii Grojsman zachowana. Paris, choć nie do końca jest w moim stylu jako kwiatowe pachnidło, doceniam i zapamiętam. Jednak nie wiem czy warto było na siłę odświeżać ten zapach i produkować masowo różowe flankery...

Blossom Love Amouage przez Beata Maria 2017-05-22

Nastawienie do tego zapachu miałam pozytywne, jednak dosyć szybko rozpłynęło się w dziwnych aromatach. Niestety, podobnie jak tia, mam jednoznacznie wyczuwalny zgrzyt zapachowy.
Niezbyt zachęcająco miesza mi się kwiat wiśni wymaczany(prawdę mówiąc, chciałam napisać :utytłany, ale może byłoby niegrzecznie...) w amaretto i obsypany wanilią. Do dekoracji dodano ylang-ylang i fasolkę tonkę.Mieszanka ta tworzy jakiś dziwny, duszacy twór, który po osiagnięciu apogeum pozostaje niezmienny i mało interesujący.
Noszenie takiej kompozycji jest dla mnie trudne i zdecydowanie kliknęłam :nie lubię. Mimo iż zapach nie ma porażającej projekcji ani trwałości, to jednak jest wystarczająco "sklepikowo-indyjski" aby zmęczyć.
Rozumiem, że teraz zapanowała moda na kwiat wiśni ale w tej odsłonie nie jest zachęcający.
Flakonik uroczy, zatem nie dajcie się zwieść. Zapach bezwzględnie wymaga przetestowania. Nie wykluczam,że komuś może przypaść do gustu, ja jednak skreślam Blossom Love, to nie jest moja bajka.

La Nuit Tresor Lancome przez Kuka 2017-05-22

Słodkie ale ta słodycz jest soczysta. Uwielbiam zakładać kremowy wiosenny płaszcz, wokół szyi miec apaszke w pastelowe kwiaty i rozpalić ten zapach. Czuję gruszki w karmelu i odrobinę kawy. Dla mnie nie jest ulepkiem. Latem będzie zbyt intensywny.

5th Avenue Elizabeth Arden przez justysia87g 2017-05-22

Ten zapach to coś pięknego. Należy do grupy moich ulubionych perfum. 5th Avenue jest zapachem do którego wracam co jakiś czas z przerwami . Zapach jest mocno kwiatowy, elegancki, klasyczny, idealny na każdą porę roku, trwały. Pięknie się rozwija z upływem czasu, uniwersalny.Czuję kwiaty, kwiaty i tylko kwiaty. Polecam każdej kobiecie :)

Carven L`Eau Intense Carven przez perfumeholic88 2017-05-22

Śnieżnobiały flakon, który w środku zawiera bardzo dobre pachnidło szczególnie na ciepłe pory roku, choć nie tylko, bo jeśli lubujemy się w odświeżających nutach cytrusów połączonych z wyraźną miętą i imbirem i okraszonych delikatną lawendą ( ona jest nieinzwazyjna i spokojna, nie trzeba się jej obawiać) to Carven L´Eau Intense to strzał w dziesiątkę. Tu nic nie gryzie, nie ma zębów,a cytrusy nie są z rodzaju tych jakie poczuć można myjąc sanitariaty. Zresztą nos Kurkdijana nie zawodzi, bo zapach jest świetnie skonstruowany i nie ma w nim żadnych zgrzytów. Odświeża jak zimny prysznic, a jednocześnie nie jest typowym nudnym sportowym świeżakiem. Tu jest moc. Jeden z lepszych męskich zapachów jakie ostatnio poznałam.

Little Red Dress Avon przez justysia87g 2017-05-22

Fajny, kobiecy zapach na zimę i jesień i nie tylko. Bardzo romantyczny, słodki, ciepły, kwiatowo-owocowy zapach. Czuję głównie malinę, róże, drzewo sandałowe i piżmo. Na razie testuje tylko próbkę ale myślę, że skuszę się na pełnowymiarowy flakon :)

Enchanted Forest The Vagabond Prince przez Lux_retia 2017-05-22

Po przestudiowaniu nut bałam się dwóch rzeczy: nadmiernej słodyczy i aldehydów. Mój nos - bądź co bądź bardzo niewprawiony - nie zarejestrował jednak ani jednego, ani drugiego; zatem - profit.

Zaczarowany las jest dla mnie dwufazowy: najpierw cierpka, ciężka porzeczka (przepiękna, sokiem ściekająca pod nadgarstkach), potem coraz głębiej między drzewa (słoneczne prześwity, babie lato). Obietnica zawarta w nazwie dotrzymana, chociaż myślę, że akcent jest bardziej położony na aspekt owocowy, aniżeli leśny. Chyba jednak chciałabym jakiegoś cięższego podbicia (przez to mam wrażenie, że zapach nie umie się dobrze 'pożegnać').

Zapach wydaje się być bardzo homogeniczny (ale nie mylić z 'płaskim'), co mnie nieco zaskoczyło, zważywszy na całkiem rozbudowana listę nut. Może jest to kwestia doskonałego dobrania składowych, które nie zgrzytają i tworzą spójną całość, a może - znowu - to kwestia bycia lajkiem.

Ogólnie nosiłabym, chociaż niekiedy miałam wrażenie, że jest jednak zbyt ładny (wszystkim przypadkowym wąchaczom się podobał). Myślę, że raczej damski. Projekcja i trwałość: przeciętne.

Little Black Dress Avon przez justysia87g 2017-05-22

Bardzo elegancki, kobiecy, klasyczny zapach na każdą okazję, do każdego stroju z wyjątkiem dresu :)Pięknie się rozwija w ciągu kilku godzin.Zapach jest słodki i należy do kategorii mocniejszych, cięższych aromatów ale nie jest duszący i nie męczy. Czuję nuty kwiatowe i drzewne, jest dosyć trwały, buteleczka ok.Na co dzień i wieczór idealny.

CK IN2U for Her Calvin Klein przez justysia87g 2017-05-22

Bardzo lubię te perfumy. Należą do grupy moich ulubionych. CK-IN2U jest zapachem cytrusowym z lekką nutą męską. Przyjemnie się go nosi, ale nie jest trwały na mojej skórze, na apaszkach długo trzyma i cudownie pachnie. Jest to jedyny zapach z Calvina Kleina, który lubię, inne mi się w ogóle nie podobają. Właśnie mi się kończy i na pewno kupię kolejną butelkę :)

Chergui Serge Lutens przez conneryfan 2017-05-22

_________ Wszystko zależy od oczekiwań _________
Szukając słodkiego, jadalnego miodku: Dostajemy mało przyjemny kadzidlak z odrobiną wanilii, sporą dawką siana, nutą nieświeżego zwierzątka i ogólnie wrażenie terpentyny.
_______________________________________________________
Szukając nowych zapachowych doznań: Dostajemy niezwykle
aromatyczne, lekko erotyczne, głębokie pachnidło. Słodki tytoń, gorący bursztyn, sporo zielonych nut dosłodzonych odrobiną miodu.
A może niezwykłe ciasto z waniliowo - rumowym aromatem?
Na koniec suche drewienka z irysem.
_______________________________________________________
Ciekawa przygoda, do której nie wrócę.

Także ja dalej szukam swojej tajemniczej próbki.
Może mam kiczowaty gust, nie wiem ^_^

Marni Marni przez mamigora 2017-05-22

Marni, lubię cię. Nie grasz nikogo, jesteś naturalna, a w swej naturalnosci wyrazista i intrygująca. Nikomu nie słodzisz, nie wdzięczysz sie niepotrzebnie, a jednak sprawiasz, że chce sie przebywać w twoim towarzystwie. Jesteś powściagliwa, taktowna ale nie nieśmiała i wstydliwa, dlatego magnetyzujesz otoczenie. Jest w tobie jakas tajemnica, ale nie gorzka, jest odrobina niedopowiedzenia, ale bez powodu do wstydu.

Marni zaraz po aplikacji skojarzyła sie z Perłami Laliqu'a. Perły również mi sie podobają, ale są zimniejsze, mroczniejsze, mniej przystępne. Marni nie nosi pereł, jest według mnie bardziej nowoczesna i młodsza duchem. Absolutnie nie wyobrażam jej sobie jako femme fatale w białej sukni i ostrym makijażu w stylu gwiazd kina przedwojennego ( tak objawia mi sie kompozycja Lalique'a)
Marni nie potrzebuje sie zgrywać na introwertyczną pogromczynię męskich serc. Choć nie jest wylewna, nie jest tez oschła i kompletnie niedostępna. Jej urok tkwi w umiarze.Marni to piewczyni horacjańskiego złotego środka w sztuce uwodzenia.

Kiedy zaprzyjaźniam się z Marni, ta przedstawia mi swoja siostrę - Etra Etro. Czuć podobieństwo, to niemal bliźniaczki.
Etra jednak jest ostrzejsza, agresywniejsza, choć równie piekna. Marni pasuje wszelkim pojedynkom, nie walczy o względy, daje sie poznac z łagodniejszej strony bez pikanterii papryczek chilli, któr Etra ma na podorężu. Etra jest bardziej dzika, Marni jest jak księżna Kate;)

NafNaf NafNaf przez Mrumrur 2017-05-22

Pierwsze dwie godziny były dla mnie nie tyle męczące, co ciut przytłaczające - wyczuwałam przede wszystkim wanilię (na szczęście nie mdłą).Potem jednak zapach zdecydowanie się uspokoił, wyciszył, ułagodził. Do wieczora co jakiś czas odzywały się złotawe, łagodne nuty. Kojarzy mi się z ciepłym wieczorem i werandą, na której palą się lampiony.

Peony & Blush Suede Jo Malone London przez Peoneve 2017-05-22

Optymistyczny kwiatowy zapach- tu królowa jest jedna- piwonia, a właściwie cały bukiet piwoni.
Nic nie ciężki, bez nieoczekiwanych "zwrotów w akcji". Idealny na wiosnę.
Osobiście nie czuje w otwarciu jabłka, i końcowego zamszu, dla mnie pachną kwiatowo od początku do końca. Ale to jest zawsze kwestia indywidualna.
Świetny świeżak na codzień do pracy, szkoły.
Bardzo go lubię i wiem od sprzedawcy, ze jest to zapach bardzo chętnie kupowany w UK.
Polecam z czystym sumieniem!

Aqua Allegoria Rosa Pop Guerlain przez Peoneve 2017-05-22

Te perfumy przypominają mi... Meteoryty Guerlain, pudrowość, fiołki, róże i piwonie, lekkie, delikatnie słodkie, ale to słodycz nie zabójcza, osłabiająca, niczym lemoniada z odrobiną wody różanej.
Kojarzy mi się z młodą roześmiana dziewczyna, która niesie naręcze kwiatów.
Pyszne, delikatne, ogrzane słońcem kwiaty.
Uwielbiam je.

Queen of the Game Playboy przez SheShe 2017-05-22

To moja pierwsza próbka Playboya. Do tej pory stroniłam od tej marki ;), ale gdy dorwałam próbkę, oczywiście wypróbowałam. Mowa o perfumowanym dezodorancie.
Ku mojemu zaskoczeniu, pachnie on mocniej niż niejedna woda toaletowa i ma dobrą trwałość jak na swoją cenę (ponad 7 godz.)
Jest to zapach słodki, owocowy i w sumie dość monotonny, ale przyjemny. Ma ładną nutę bazy, aksamitna czekolada i drewno; na mojej skórze wychodzi też jakaś bursztynowa nuta - nie ma jej na liście, ale na mnie jest ;)
Zapach z początku owocowy, niby porzeczka, ale całość nut głowy wybrzmiewa na mnie na śliwkowo. Kawy jakoś specjalnie nie zauważyłam, a paczula, za którą nie przepadam, nie jest na szczęście dominująca - gdzieś tam sobie słabo pobrzmiewa.
Zapaszek jak seks ;) w stylu dziewczyn Playboya, ale nie tylko. Optymistyczny, na dzień i na noc, słodziak, do schrupania i leciutko przekraczający granicę kiczu.

Mad Madame Juliette Has A Gun przez Koroshiya 2017-05-22

Czy ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem, serdecznie NIENAWIDZĄC róży w perfumach, maniacko KOCHAM Mad Madame???

Róża zawsze kojarzyła mi się... naftalinowo, różańcowo(!) i babcinie. W przypadku Mad Madame - nic bardziej mylnego. Ta róża nie jest zakurzona, mydełkowata i sztuczna - jest żywa, jędrna, krwistoczerwona, szalona, a przy tym niewymownie szlachetna i wytrawna. Dawno żaden zapach mnie tak nie zaintrygował, nie zamącił w głowie, nie wywrócił do góry nogami i nie wywlókł podszewką na wierzch przekonań o własnych upodobaniach... Dawno nie było tak, że nie mogłam oderwać nosa od nadgarstka. Cóż za narkotyk!

Piękne, piękne, piękne. Jak mroczna, nie do końca zrównoważona emocjonalnie i dość nieobliczalna femme fatale z rozmazanym okiem i czerwoną pomadką na ustach - a przez to jeszcze bardziej pociągająca... Żadna tam blondyna biznesu, nic z tych rzeczy. Jest z pozoru klasycznie, jest nieco vintage, ale - na wyraźnym podbiciu z psychodelii. Takie retro w krzywym zwierciadle. Z przymrużeniem oka. Paradoksalnie - wypada bardzo nowocześnie.

Trouble maker. Cute but psycho.

Skojarzenie z klimatem Alicji w Krainie Czarów jak najbardziej trafne.

Wspominałam już, że cudo?

Właśnie jedzie do mnie setunia, bo odlewkę osuszyłam w trymiga. No nie mogę przestać się zachwycać!

Flakonik uroczy, adekwatny do zawartości :)

Nadeszła wiekopomna chwila, by oddać hołd
LVEB- życie jest piękne! Bo jest piękne,
podobnie jak zapach La Vie Est Belle...
Tylko my, niesforni ludkowie czasem tego piękna
nadużywamy lub zwyczajnie nie dostrzegamy.
W życiu piękne są tylko chwile, bo czy ktoś
wyobraża sobie, by żyć w ciągłej euforii?
No ja nie, bo to przecież w moment spłonąć
można. Wolę jednak tlić się powoli i poznać
wszystkie odcienie życia. I te piękne i te
mniej piękne...
Może zostanę zlinczowana, trudno, ale LVEB
zwyczajnie mi się podoba. Ma w sobie coś
tak przyjemnego, że muszę je mieć w swojej
kolekcji. Fakt, edp. była dla mnie za mocna,
wolę lżejszą wersję edt.
Zapach jest rzeczywiście słodki i może być
męczący dla otoczenia, dlatego nie należy
przesadzać z ilością psiknięć:)
Na pewno na chłodniejsze dni, w zbyt upalne
może porazić swoją mocą i dosłownie przydusić.
Wiele osób nimi pachnie, o czym miałam okazję
nie tak dawno przekonać się sama. Byłam w
galerii handlowej i czułam chyba tylko wyłącznie
LVEB, ten zapach chodził za mną cały czas.
Sama miałam na sobie Meliorę.

Podsumowując: uważam, że to bardzo dobre perfumy.
Lubię do nich wracać, choć nie używam za często.
Wiadomo- w życiu piękne są tylko chwile...

RiRi Rihanna przez aneczkas 2017-05-22

eeej ten zapach wcale nie jest zły!Fakt, baaaardzo odbiega od innych zapachów Rihanny i jest od nich na pewno mniej oryginalny i mniej ciekawy ale naprawdę nie jest źle. To jest przede wszystkim lekki, owocowy zapach na lato. Delikatny, niezobowiązujący, ja wyraźnie czuję w nim marakuję i rum. Niestety jest bardzo nietrwały...Po jakiejś godzinie, może dwóch nie czuć go już na skórze. Szkoda, bo pachnie naprawdę przyjemnie.

Savannah's Heart Olibere Parfums przez Pola 2017-05-21

W drewnianym sercu Sawanny kryje się kawa i rabarbar ciekawe... czyż nie?
To nie jest zapach strickte kawowy ale składnik ten jest wyczuwalny w gęstym, drewnianym akompaniamencie, przypominającym ciężkie, ciemne meble kolonialne. A żeby nie było zbyt zawiesiście, jest też rabarbar który "rozświetla" nieco drzewno- kawowy mix. Przyznam, że rabarbar to ostatni składnik jakiego bym się spodziewała w otoczeniu kawy ale kto artyście zabroni?? Efekt wyszedł nawet ciekawy, mimo obecności wanilii w bazie w moim odczuciu półwytrawny - idealny uniseks.
Trwałość super 8-10 h.

Le Muguet Annick Goutal przez tia 2017-05-21

Widzę w nich duże podobieństwo w fazie nuty głowy do Petit Cherie. To akurat miłe niuch, ponieważ są to moje ulubione perfumy Annick Goutal. Potem czuć więcej konwalii z odrobiną róży. Zapach nie jest mega mocny, ani też nie posiada kilku stanowczo odmiennych odsłon. Jest dość linearny, ale to jego zaleta. W końcu z konwalią w roli głównej ma być przecież dziewczęco i delikatnie. I to jest właśnie w tych perfumach dobre. Potem konwalia zapuszcza korzenie w benzoesie i zostaje na dłużej w ocieplonej wersji. Polecam miłośniczkom konwalii

1881 Cerruti przez justysia87g 2017-05-21

Okropny męczący zapach. Na szczęście testowałam tylko próbkę i wiem, że tego zapachu nigdy nie kupię. Zapach jest ciężki, pudrowy, mydlany.Czuję ziołowe nuty.Jedynym plusem jest jego trwałość, na mojej skórze nie do zdarcia. Po prostu nie dla każdej kobiety.

Szukałam zastępstwa Vanilla Fields i skusiło mnie fioletowe ubranko. Bardzo lubię Pure Custo,ale naprawdę uwielbia je moja mama.Zawsze zwinie mi butelkę! Czuję fiołek i wanilię,odrobinę przyprawy,cytrusy nie dominujące.Letni ,ładny zapach.

Vanitas Versace przez caro6564 2017-05-21

Dostałam Vanitas od mamy, która uwielbia kwiatowe zapachy, parę razy użyłam do pracy i oddałam. Mimo, że zebrałam za nie dużo komplementów (głównie od kolegów), nie potrafię ich nosić. Po dwóch godzinach nie czuję ich wcale. Zapach sam w sobie jest piękny, kwiaty i cedr, moja ukochana frezja gra tutaj główną rolę. Otwarcie mocne, lekko drapie w nosie, później się wycisza i niknie. i mam uczucie jakbym była "nieubrana". Absolutna zapachowa próżnia. Lubię perfumy, które ze mna wedrują, i przy każdym poruszeniu dają o sobie znac.Zapach Versace na mnie w pełni oddaje sprawiedliwość swojej nazwie - vānitās - nicość, marność.

Myrrhe & Encens Mystérieux 100 Bon przez perfumeholic88 2017-05-21

Mirra, paczula, kadzidło, cynamon i jeden krok od zakochania się. Jeden,ale w tył. Znowu jest zgrzyt, znowu 100bons albo nie umie zrobić dobrego zapachu albo nie wiem co jest grane, bo kolejny raz jest tu wszystko źle. Mirra praktycznie niewyczuwalna, to samo z kadzidłem i całą resztą oprócz paczuli. Jest szorstka i taka jakby czysta, prawdziwa nie laboratoryjna tylko jest w niej właśnie coś co mi przeszkadza. Za dużo tu tej ´´czyściutkiej´´ paczuli, a cała kompozycja biegnie raczej ku męskim klimatom. Nazwa powinna brzmieć Citron& Pur Patchouli i to byłoby zgodne z tym co czuję. Szkoda, wielka szkoda, bo skład wydaje się naprawdę zachęcający, ale niech ucieka ode mnie ta sterylna paczula z męskimi cytrusami i to jak najdalej.

Bergamote & Rose Sauvage 100 Bon przez perfumeholic88 2017-05-21

Po nieudanym spotkaniu z Oud&Amyris pomyślałam, że każdej marce się zdarza wtopa, ale nie ma co się obrażać tylko próbować jeszcze raz i dlatego postanowiłam, że sprawdzę jak ma się Bergamote&Rose Sauvage, bo przecież co może pójść źle z różą i bergamotą? Ano może jeśli ma się obsesję na punkcie geranium i dowali się go tak dużo, że róża dusi się i jęczy z bólu. Bergamoty nie ma tu ani odrobiny jeno stłamszona róża wraz ze sporą dawką znienawidzonego przeze mnie geranium, które tu jest kompletnie niepotrzebne i chciałabym osobiście powiedzieć to twórcy tych perfum. Jednocześnie cały zapach ( jak i inne tej marki) jest taki wyraźny, czuć, że rzeczywiście marka opiera się na naturalnych składnikach tak jak mówi. Tyle tylko, że mnie to nie przekonuje. Gdyby odjęto to wredne geranium i róża byłaby mniej stłamszona i mniej zielona to może coś by tego było, a tak mam wrażenie, że z perfumami tej marki ewidentnie jest coś nie tak.

Mugler Cologne Mugler przez perfumeholic88 2017-05-21

Niby Mugler, a taki niemuglerowaty.Mało oryginalny i w zasadzie nie ma tu nic co rzuca na kolana, co sprawia, że od razu się domyślamy o to Cologne! A jednak to świetnie odświeżające pachnidło, takie które aż prosi się, żeby mieć je w swojej kolekcji i nosić w dni kiedy słońce ostro świeci i nie wiadomo czym pachnieć, żeby się nie zadusić i nie przesadzić. Cologne jest jak zimna bąbelkowa woda z cytryną. Momentalnie orzeźwia i daje ´´kopa´´. Zapach jest tak dobrze skonstruowany, że przyciągnął nawet tak kręcącą nosem na cytrysuy malkontentkę jak ja. Mix bergamoty z kwiatem pomarańczy i lekko mydlanym piżmem, które daje wrażenie czystości. Żadnej chemii, żadnych detergentów tylko chłód i zieloność. Totalnie pozytywny zapach tylko ubolewam, że na mnie tak nietrwały i bliskoskórny.

Inflorescence Byredo przez Peoneve 2017-05-21

Poczatek to konwalie, potem znow konwalie wachane w suchym wietrznym dniu i na koncu uschniete konwalie, ktore bledna, by zgasnac po godzinie od aplikacji. Az sprawdzilam nuty uzyte w kompozycji, osobiscie nie wyczulam ani rozy, ani frezji czy magnolii.
Zapach jest....ladny. I tyle. Ale to za malo, by wsrod konkurentow konwaliowych zawladnal moim sercem.
Skromna recenzja o skromnym zapachu.

Nu Yves Saint Laurent przez Lincoln 2017-05-21

Na temat Nu napisano chyba wszystko. Podpisuje się pod ich różnorodnymi recenzjami, bowiem sam się przekonałem, jak odległe od siebie pejzaże w wyobraźni potrafią kreować. Od siebie chciałem dodać tylko, że odbieram je jako androgeniczną interpretację orientalnej tematyki, znanej ze starszego o 24 lata flagowego orientu YSL, Opium.

Stworzony jako hołd zapoczątkowania nowego stulecia, osadzony w ramach minimalizmu charakterystycznych dla ery XXI wieku, tracąc barokowy przepych, znany z przełomu lat 70 i 80-tych. Pomimo gruntownych zmian, kompozycja nie zatraciła charakteru, jakim cechowały się Opium. To taki perfumeryjny odpowiednik BMW E65; nowatorskiego rówieśnika opisywanych tu perfum. Futurystyczna limuzyna, zaprojektowana według dwudziestopierwszowiecznych standardów, nie tracąca majestatyczności i luksusu, cech charakterystycznych dla aut klasy wyższej.

Tu rolę nadal odgrywają kwiaty, kadzidło i przyprawy. I choć już nie czynią tego w rytm nostalgicznej melodii, granej na pianinie, a bliższa jest im muzyka Groove Armada czy wokal Sophie Ellis-Bextor, klasy i talentu odmówić im nie można.

Habit Rouge Eau de Toilette Guerlain przez Luca Brasi 2017-05-21

Koń - jaki jest - każdy widzi. A jak nie widzi, to czuje. A jak nie widzi, a czuje, to nie wie, czy to koń, czy stajenny podczas wykonywania swych codziennych obowiązków, czy Habit Rouge.

Zamykam oczy i rozpylam w powietrzu niespecjalnie obfitą dawkę. W radioodbiorniku "Wschód słońca w stadninie koni", a ja jak najprawdziwszy gaucho na argentyńskiej pampie pośród pasącego się bydła. Buciory brudne od końskiego łajna, fragmenty sierści na spodniach, kamizelka utytłana miąższem świeżo wyciśniętych cytryn i pomarańczy, a zza obejmowanego dłońmi w skórzanych rękawicach przeogromnego bukietu kwiatów przeziera pewna siebie morda o kilkudniowym zaroście. Bukietu róż i goździków, dla spotęgowania groteski. Po co mi te goździki na pampie? Nie wiem. Może karmię nimi konia. Pomimo tak karykaturalnego wyglądu, o dziwo, nie odstraszam, a wręcz przyciągam. Zresztą nie dbam o to. Prawdziwy gaucho nie zabiega o poklask. Jest sam sobie panem. I swojemu bydłu. Brudny, niedomyty, w stajni ciągle śpi. Taki jest gaucho.

Spójrz na swego mężczyznę. A teraz spójrz na mnie. Dobra, wygrał. A teraz zamknij oczy. Powąchaj swego mężczyznę, pachnącego Gucci Guilty. A teraz powąchaj gaucho, pachnącego jak prawdziwy gaucho. To właśnie jest Habit Rouge.

Stajenni z Guerlain zreformułowali oryginalny zapach, lecz ja uparcie nadal go używam. Aktualna wersja jest wciąż na bardzo uczciwym poziomie. Jakby trochę mniej konia, ale to, co najpiękniejsze z klasycznego zapachu pozostało. Jest nawet jeszcze bardziej, hmm, kwiatowo? Konia brak, to i goździków nie zeżarł. Ogólnie nadal jestem gaucho, tylko teraz jeżdżę po pampie, co prawda także niespecjalnie świeżo pachnącym, ale już jeepem. Z przywiązania do tradycji na skórzanym tylnym siedzeniu wciąż jednak wożę zciorane siodło, homonto i elementy uprzęży. Może jedynie trochę "tylko koni, tylko koni, tylko koni, tylko koni żal".

Goniąc motyle...
Nazwa śliczna, poetycka, niosąca za sobą skojarzenia lata za miastem, zwiewnych sukienek, atmosfery sielsko-anielskiej i absolutnej, dziecięcej wręcz beztroski. Dorwałam zgrabną pięćdziesiątkę cieczy zaklętej w ciężkim, dobrze wykonanym flakonie w ciemno, przy okazyjnej cenie, gdy stały gdzieś z tyłu na półce TkMaxx.
Jak jest wewnątrz?
Ten zapach jest jak wspomnienie. Ulotny, delikatny, słoneczny. Z lekką poświatą stylu retro, ja tu widzę delikatną sukienkę w jasnym kolorze i absolutny brak makijażu.
Mnóstwo białych kwiatów w lekko kwaskowatej, zielonej odsłonie i z minimalnym aldehydowo-mydełkowym, niedzisiejszym tchnieniem, choć spis nut milczy na ten temat.
Grzeczniutki, nie w głowie mu zmysłowość i wszystkie odważniejsze klimaty.
Dla mnie zbyt skromny, aniołkowaty, acz uroczy i godny uwagi. Ja z przyjemnością wykończę, lecz nie jest to wielka miłość.
Parametry niestety także inspirowane motylami.

Ambra Etro przez Savanoja 2017-05-21

Cóż, mnie ta ambra trochę zawiodła. Może oczekiwałam zbyt wiele, a może nawąchałam się innych ambr, nie wiem. Generalnie nie jest zła, ale dla mnie jakby za cicha, zbyt "grzeczna". Moim ideałem jest Mitzah Diora i Ambre Sultan Lutensa, a Etro to jednak nieco inny kaliber.
Ambra Etro jest właśnie w moim mniemaniu grzeczna, bezpieczna, nie wychylająca, zachowawcza. Przyjemna, z lekkim pazurkiem, ale dla mnie bez efektu WOW! Nosi się lekko, jest uniseksem, obawiać się nie należy, bo otoczeniu zawadzać nie będzie.
Miłośnikom ambr jednak ją polecam, nie czuć tu syntetyczności, trwałość też całkiem niezła. Śmiało można ją nabyć w ciemno, nic tu nie "straszy".

Fleur de Portofino Tom Ford przez Aleksxs 2017-05-21

Fleur de Portofino poznałam dzięki koledze mojego partnera, który to jest w tych perfumach zakochany i od pewnego czasu używa tylko 2 perfumy: właśnie Fleur de Portofino i coś jeszcze. Będąc kilka razy u niego, zawsze chciał mnie przekonać do tego zapachu i zawsze było: No użyj! Sprawdź. I tak testowałam go kilka razy ale było to z kilka miesięcy temu a wczoraj raz jeszcze sobie przypomniałam.
Fleur de Portofino to linearny zapach, właściwie nie ewoluuje na skórze. Perfumy te są mocno kwiatowe, słodkie a trochę owocowe, świeże. Zdecydowanie czuć w nich potęgę białych kwiatów, ich słodycz: akację, jaśmin, kwiat pomarańczy, magnolię i osmantus. Z kolei tłem dla kwiatów jest słodycz miodu. Nuty słodkie czyli kwiaty i miód zostały poskromione, schłodzone poprzez dodanie wyczuwalnych owoców: bergamotki, tangerynki, cytryny, które to spowodowały że słodkość zapachu została przełamana lekką goryczą, świeżością. Zmysłowości zapachowi nadaje ledwo co wyczuwalna wanilia połączona z ambrettą, balsamem tolu i cywetem. Perfumy te mają projekcję na długość ramion przez około 2h a później są blisko skóry. Zapach utrzymuje się na ciele około 6h.

A*Men Kryptomint Mugler przez Savanoja 2017-05-21

Bardzo udany ten turkusowy A*Men, tak bardzo, że o mały włos, a flakon zdobił by moją kolekcję. Jednak na szczęście ponosiłam go w teście globalnym i stwierdziłam, że jednak zostawię go facetom ;) Podoba mi się począwszy od flakonu (ten kolor!) po nuty bazy, jednak te są po prostu A*Menowe, czyli niby uniseks, ale nie do końca, bo ten typ słodyczy jest dla mnie bardzo androgeniczny. I tyle.
A sama kompozycja idealna na lato, wakacje, z naciskiem na wieczory. Wyraźny chłód mięty, o dziwo dosyć długo się utrzymujący, i ta przyjemna czekoladowo-kawowa słodycz, przełamana lawendą. W bazie tworzy coś na kształt dobrze ukręconych lodów, takich na prawdziwej wanilii.
Panowie wakacyjni w okolicach 30'ki - polecam :)

Lady Million Prive Paco Rabanne przez xmagx 2017-05-21

Szczerze nienawidzę klasycznego Lady Million , robi mi się słabo na sam widok. Coś mnie jednak podkusiło aby spróbować wersji Prive za sprawą kakao w składzie. Jakie to było miłe i szokujące , gdy naprawdę wyczułam tam kakao , które robi w tym zapachu kawał dobrej roboty. Moje obawy i koszmary o miodowym ulepie ze sztucznymi kwiatkami zniknęły.Zapach jest bardziej stonowany , elegancki i mniej sztuczny od klasycznej Lady Million. Nie minął miesiąc a Prive wylądowało w mojej szufladce i cieszy mnie niesamowicie gdyż uwielbiam kakao , to gorzkie i cierpkie oczywiście.

Eau des Merveilles Bleue Hermes przez xmagx 2017-05-21

Przepiękny zapach!Poznałam zupełnie przypadkowo , wręcz od niechcenia , zamurowało mnie. Nie miałam na swojej skórze zapachu tak pięknego , czystego , eleganckiego zarazem. Wersja Bleue pachnie jak najświeższe powietrze nad najbardziej przejrzystym morzem...Lekko cierpkie , chłodne i delikatnie otulające naszą skórę.Niby w "świeżakach" wyszło już wszystko , niby wszystko się powtórzyło...Dziś przekonałam się jak bardzo się pomyliłam. Polecam testy , gdyż ciężko opisać jak bardzo zachwycający jest ten zapach.

Eau des Merveilles Hermes przez malwusia 2017-05-21

Perfumy te przypominają mi dzieciństwo i mojego przyszywanego, trzeciego ś.p. Dziadka.
Dziadek zabierał mnie i swojego wnuka na rowerowe wycieczki po okolicy. Jeździliśmy leśnymi ścieżkami, obrzeżami pól, rozgrzanym asfaltem.
Dziadek pracował jako nocny stróż w odlewni żeliwa i pachniał tytoniem tudzież papierosami, ale takimi w złym gatunku, jak popularne czy sporty. Na wycieczkach zawsze pokazywał nam jakieś ciekawostki - kapliczki, bunkry, zioła, ptaki, jak zbiera się żywicę z drzew, którędy przechodzili więźniowie z Oświęcimia...
Na przystankach częstował czarnymi landrynkami albo miętusami z puszeczki.

Mimo że było to ze 35 lat temu, mam te obrazy jak żywe przed oczami.

Eau des Merveilles w żadnym razie nie przypomina mi ożywczego, wilgotnego, świeżego zapachu bałtyckiej plaży, ale suche, rozgrzane słońcem lasy i ugory. Duszne od aromatu spływających po pniach, gęstych i lepiących żywic, słonawe od potu kapiącego po plecach w upalny dzień, kiedy rower zakopywał się w piachu. Zmieszane z zapachem taniego tytoniu.
Tylko pomarańczy w tej historii brak, ale kto by tam marzył o takich rarytasach w czasach biednej komuny.

Nie mogłabym ich używać, odlewkę przekazałam dalej.
Lepiej pachniały w dni ciepłe, bardziej żywicznie, a mniej słono i pieprznie.

Signorina Salvatore Ferragamo przez xmagx 2017-05-21

Mam wielki sentyment do Signoriny , miałam już w wersji EDT i Eleganza. Obok pierwowzoru kręciłam się długo , brałam próbki, testowałam aż w końcu nabyłam swoje własne 50 ml.Na mojej skórze rozwija się pięknie świeżo-owocowa nuta , która jednocześnie jest dość kremowa i słodka.Intensywność tego zapachu w połączeniu ze stonowanym "rozwojem" zasługuje na wielki plus.Polecam na sezon wiosenno-letni wszystkim którzy lubią proste zapachy z charakterem :)

Sartorial Penhaligon`s przez Savanoja 2017-05-21

Gdybym była mężczyzną - nosiłabym. Jednak nie jestem i w tym wypadku zostawiam papieżowi co papieskie ;) Bo to pachnidło bardzo androgeniczne.
To taka męska, przepiękna klasyka, ale skrojona nowocześnie, chyba za zasługą metalicznego podmuchu, który jakby dodaje chłodu. Aldehydów nie ma się tu co obawiać, są tylko po to, by "dopompować" powietrza. Bardzo ciekawie podana lawenda, wyraźnie, a zarazem bez efektu woreczka na mole. Delikatne przełamanie plastrem miodu, sporo ziół i wytrawnych przypraw. Reszty nut nie staram się wyłapywać, bo i po co, poza tym testuję na swojej babskiej skórze. Dla mnie liczy się efekt, charakter całości - a ten jest bardzo dobry. Doskonale opisał go wcześniej Artplum, ten zapach taki właśnie jest, to silny mężczyzna z klasą, pewny siebie i wiedzący czego chce. A od siebie jako kobiety dodam, że jeśli nawet nie jest zbyt piękny (nosiciel), to w tym zapachu zyska o 100% ;)

Eau des Merveilles Hermes przez Aelka 2017-05-21

Ciekawa historia się wiąże z tym zapachem. Moja znajoma zaczęła się nim zlewać straszliwie, tak bardzo, że pomieszczenia wypełniała ciasno tym aromatem.Spodobał jej się bardzo, bo poczuła go na jakiejś pani, zapytała jej , zapisała nazwę i popędziła do perfumerii. Efekt był właśnie taki: moja znajoma stała się chodzącym flakonem eau des M. To na tyle traumatyczne, że to dość fajna kompozycja, lubię drzewne świeżości , żywica i jodła tak spokojnie tu płyną i wszystko mogłoby być dobrze. Tylko że jak go poczuję, to zaraz na myśl przychodzi mi właśnie ta znajoma i wylewane przez nią oceany perfum, dzieki czemu sytuacja robi się ciezka, głowa boli, jest syntetycznie, a miało być tak luksusowo. Ku przestrodze !:)

Biancolatte Zeromolecole przez sugarfairy 2017-05-21

Nuta maślana nie dawała mi spokoju. Oczyma wyobraźni widziałam ciasteczka, które kiedyś przed Świętami hurtowo wypiekałam pod czujnym okiem mamy lub ciotki. Mocno maślane, kruchutkie, pachnące wanilią i lukrem.
I Biancolatte takie właśnie jest. Dość przewidywalne, uczciwie dające dokładnie to, co obiecują nam nuty.
Faktycznie trzeba docenić, że całość pachnie bardzo naturalnie, a we wszystkich śmietankowych i mlecznych kompozycjach często jest z tym problem. Może masło jest mniej kapryśnym elementem, a może po prostu twórca wykazał się prawdziwym cukierniczo-perfumiarskim talentem.
Niby półki aktualnie uginają się pod gourmandowymi perfumami, a jednak nie mam do czego porównać Biancolatte. Najbliżej chyba byłoby Loves True Bluish Light od Ava Luxe po dodatku paru porządnych łyżek cukru.
Niewątpliwie takie ciasteczko chciałabym mieć u siebie w kolekcji. Jedyne co mnie powstrzymuje, to cena. A i to jedynie dlatego, że za takie pieniądze oczekiwałabym lepszych parametrów. Na mnie niestety i projekcja, i trwałość kuleją. Po paru godzinach mam spory problem z wyczuciem zapachu, nawet z nosem przy na nadgarstku.

Diva Emanuel Ungaro przez Aelka 2017-05-21

Eech ta Diva...tyle się naczytałam, już byłam o krok od kupienia w ciemno calego flakonu, uwielbiam szypry i pomyslałam:No!
Ale potem pomyślałam: przetestujmy!
Wrażenie pierwsze: dramat, takie retro ktorego akurat nie lubię.
Wrażenie drugie: d&g czerwony, który jest dobrą kompozycją(raczej był, pamietam jak go beztrosko kupiłam mając 21lat, kiedy wszyscy się nurzali w ozonowych i zielonych)
Wrażenie trzecie:elegencja. Ładny jaśmin i kardamon,zgrabnie podany miòd. Ale drzewo sandałowe i wanilia! No,no!
Ogòlnie dobra kompozycja, nie oszołomiła mnie od samego początku, ale to wg mnie jedyny zapach Ungaro warty uwagi. Na mnie wyjątkowo nietrwały, znika bez śladu po godzinie.

Ten zapach to absolutna, aksamitna, ciemnoczerwona ròża. Dominuje nad kompozycją, jest wytworna ,statyczna, szlachetna i przewidywalna. Ma duszę retro. Kojarzy mi się z Anglią i herbatką przy kominku w ciasnym od bibelotòw salonie.Zużyłam caly flakon, ale nie kupię go znowu, bo za dużo róży w róży , chociaz uwielbiam ten kwiat.

Idylle Guerlain przez mylengrave 2017-05-21

Miód i alkohol, miodówka!

Słaba ta idylla, za mocna, za alkoholowa, za miodowa, zbytnio w stylu retro i futra ze starej szafy.

Zdecydowanie bardziej lubię jej pudrową, delikatną i subtelną wersję, ale jest ona wyczuwalna momentami, tylko wtedy, kiedy ona sama zdaje się, ma na to ochotę. Podobna do Diuny Diora, chociaż nie identyczna.

Perfumy dla kobiety dojrzałej, dosyć mocne, chociaż nie tak typowo mocne, określiłabym je jako mocne, przechodzące w lekkie i znowu wracające w mocne.

Czuję konwalię, jaśmin, gorycz, naftalinę, zapach futra, zapach starych dębowych mebli, miód, alkohol, róże, paczulę, oud.

To nie są moje ulubione perfumy, nie podoba mi się ich "atmosfera", taka podniosła, nie na czasie zupełnie, być może po prostu nie pasują do mojego charakteru. Część mocna jest za mocna, a ta lekka za lekka, bywa nawet słabo wyczuwalna.

Intimissimi Intimissimi przez mylengrave 2017-05-21

Wolę wąchać puder i talk :)

Perfumy z kategorii okropnych, strasznych i przerażających:)

Lubię zapach pudru, talku, ale z reguły pachną one delikatnie, kojarzą mi się ze słodyczą, tymczasem Intimissimi EDT zrobiło sobie jakiś żart na temat pudru i talku. Dwa składniki kompozycji jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale tak mocne odejście od tematu już nie. Kompletnie nie ma ten zapach nic wspólnego z pudrem i talkiem, serio. To mocne perfumy, jedne z najmocniejszych jakie przyszło mi wąchać. Chanel No 5 wysiada i jest przy nich delikatny. Oud może się schować, wszystkie arabskie kompozycje mogą mu bić pokłony.

Dla mnie jest to jeden z najbrzydszych zapachów świata, czuję męskie, mocne, wulgarne, ordynarne, kiczowate i tandetne perfumy. Alkoholowe, chemiczne, apteczne, pachną jak formalina, jak środki owadobójcze, jak spray na komary. Lekka goryczka, poza tym spore podobieństwo do Dune Diora.

W tle kwiaty, zwiędłe, zepsute, ferment na całego. Pudrowość pojawia się na końcu, na zakończenie, ale jest brzydka i mdła jak cukier.

Jedno wielkie nie.

Canneberge & Amande Yves Rocher przez mylengrave 2017-05-21

Tani produkt o dobrej jakości

Perfumy znalazły się w moich łapkach wraz z wszystkimi innymi kosmetykami z serii "żurawina i migdał", dostałam je w prezencie świątecznym. Jakie było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że mają bardzo niską cenę! Perfumy niczym nie ustępują innym, o wiele droższym pozycjom, może nie jest to Dior czy Chanel, ale Celine Dion już jak najbardziej. Monotonia zapachu jest typowo świąteczna, to ten z serii cynamon, choineczka, Mikołaj.

Pachną żurawiną i migdałem, dokładnie tak, jak opisuje to producent. Nie ma w nich jakiejś głębi, ogona, ewolucji, ot, takie sobie psikadełko na co dzień, by lepiej się poczuć. Nie ma nuty alkoholowej, nic nie drapie w nos. Zapach jest słodki, karmelowy, ale nie mdły. Przy tym wszystkim jest dosyć świeży i lekki. Orzeźwiający nawet, także połączenie przyjemne, słodycz i lekkość.

Czy kupię je ponownie? Nie, ponieważ ja lubię perfumy mocne i wyraźne, lubię sama czuć je na sobie, a najlepiej, żeby były słodkie do bólu.

Warto jednak się nimi zainteresować, jeśli ktoś ma ograniczony budżet, bo to naprawdę trwałe pachnidło w doskonałej cenie.

Summer by Kenzo Kenzo przez mylengrave 2017-05-21

Mieszane uczucia, burzliwe raczej to lato

Początkowo byłam zachwycona tymi perfumami, bardzo kojarzyły mi się z Vibovitem, latem, takimi przyjemnymi, radosnymi rzeczami. Zapach zdecydowanie jest słoneczny, może też mimo nazwy trochę wiosenny. Kwiatki, owoce, te sprawy, nic nadzwyczajnego. A jednak w połowie flakonu doznałam olśnienia - wcale go nie lubię, jest sztuczny i syntetyczny. Dusi tą taką swoją "oryginalnością", jest po prostu plastikowy, w sam raz dla Barbie.

Pachną trochę jak rozgrzana słońcem skóra, rzecz jasna skropiona wodą. Wyczuwam też nuty podobne do tych, które możemy znaleźć w kosmetykach do opalania.

Flakon może i jest ładny, ale totalnie niewygodny, u mnie leżał na płasko, bo na boku nie miał szans, ciągle się przewracał, a ja nie chcę się skradać do własnych perfum każdego dnia, raczej jak się psikam to się spieszę i mam zamaszyste ruchy. Tak więc - leżał i nie wyglądało to ładnie.

Czuję vibovit, woń kwiaciarni, plastik, syntetyczne owoce, delikatne cytrusy, mimozę, fiołka, nuty mleczne i cedr.

Pomme Delice Yves Rocher przez mylengrave 2017-05-21

Zjedz mnie! :)

Zaskakująco bardzo mi się podobają. Psikadła z Yves Rocher coraz bardziej skradają moje serce, są wyjątkowo tanie, trwałe i doskonale pachną.

Jabłko w karmelu jest cudowne, słodkie, w ogóle nie przeszkadza mi to, że delikatnie syntetyczne, najbardziej liczy się to, że zapach jest obłędy, nie zmieniłabym w nim dosłownie niczego.

Niewiele czuję tutaj poza tytułowym jabłkiem w karmelu, ale ważna jest jakość. Jabłko pachnie bardzo podobnie do Donny Karan, a karmel jest szlachetny, słodki, krówkowy, nie mdły, a raczej kwiatowo-owocowy.

Perfumy słodkie, spokojnie można je zaliczyć do gatunku killerów, ale tak jak wspomniałam wcześniej, zero mdłych aromatów. Owocowa słodycz, spokojnie na każdą okazję, na co dzień, do biura, na wieczór.

Perfumy w niskiej cenie, bardzo niskiej cenie, a spokojnie pachną sobie cały dzień. Nie mają może wielkiej głębi, ale dla fanek słodyczy będą idealne.

Pink Bouquet Moschino przez mylengrave 2017-05-21

Słodycz kwiatowa

Długo przyjaźniłam się z tymi perfumami, ale zwyczajnie kolejna butelka już mnie znudziła. Bardzo, ale to bardzo papierowy wydźwięk, syntetycznie też jest, a do tego kwaśno.

Kiedyś bardzo mi się podobały, bo jawiły mi się jako bardzo słodkie, z czasem coraz mniej tej słodyczy w nich znajduję, za to dużo fermentacji. Coś w rodzaju Chloe, a więc jest to zapach fermentu pożądany, ładny, wyraźny. Do tego taka słodka kwasota, zapach świeży, faktycznie, ale nie nazwałabym go rześkim, nuty mogą być tutaj trochę mylące, ponieważ nie jest to zapach lekki, jest on mocno słodki i kwiatowy. Pełna feeria kwiatowych aromatów.

Czuję słodycz, kwasotę, cytrynę, kwasek cytrynowy, ferment, ananasa, malinę, brzoskwinię.

Viva La Juicy La Fleur Juicy Couture przez mylengrave 2017-05-21

Słodko-kwiatowa elegancja

Perfumy dostałam w prezencie urodzinowym i od razu pomyślałam, że flakon doskonale koresponduje z moim charakterem. Słodkie, różowe, złotawe, kwiatowe:)

Perfumy doskonale pasują do flakonu, są mocno kwiatowe, nie aż tak słodkie jak kwiaty potrafią być, ale powiedzmy, że "słodkawe". Jest to zapach mocny, kwiatowy, ale mocny. Nie sposób odmówić mu delikatności i swoistej elegancji, o ile przy takiej mieszance kwiatów można w ogóle o niej mówić. Subtelne, owszem, ale jednocześnie intensywne, taki paradoks.

Idealne na lato, na sezon grillowy.

Zawieszkę z flakonu zdjęłam, bo mi przeszkadzała, ot taki sobie dodatek, ale ciągle podchodziła pod zakrętkę.

Czuję mandarynkę, lekką różę, jagody, wanilię, troszkę karmel, na koniec drzewo sandałowe.

Naprawdę interesująca pozycja dla fanek kwiatowych zapachów, z umiarkowanym poziomem słodkości.

Cherry Blossom L`Occitane en Provence przez mylengrave 2017-05-21

Jeden z moich ulubionych zapachów, z żalem wyrzucam właśnie zużytą buteleczkę. Czy wrócę do niego? Absolutnie tak, ponieważ totalnie trafia w mój gust, pod każdym względem.

To doskonałe połączenie rześkiej, ostrej, alkoholowej wiśni i delikatnej, nienachalnej słodyczy. Zapach na co dzień, jak widać nie przeszkadza mi grudzień i śnieg aby pachnieć sobie owocowo.

Bardzo ładny flakon, prosty, ale i estetyczny, cena też do zniesienia.

Zapach bardzo radosny, kojarzy mi się z sadem, z ogrodem, z popołudniowym obiadkiem na werandzie, z białą zwiewną sukienką i wiankiem we włosach, taka letnio-wiosenna atmosfera.

Najbardziej czuję wiśnię, tuż za nią bawełnę, a taką bazą jest róża. Dawno temu Yves Rocher miało piwoniową wodę toaletową, dałabym sobie głowę uciąć, że i ją można tutaj wyczuć. Po jakimś czasie wyczuwam też coś migdałowego.
Swoistym udziwnieniem jest to, że w kompozycji, dosyć przecież słodkiej, nie ma nawet grama wanilii, kokosu, benzoesu, nic z tych rzeczy.

Niech nie zwiedzie nikogo owocowość i pozorna lekkość, perfumy nie mają pudrowego wykończenia, są słodkie, ale nie aż tak bardzo, kremowe też nie są, to dosyć szlachetna i elegancka woń, a la wiśniowa whisky, dosyć pikantna i surowa. Jednocześnie zapach jest bardzo pozytywny.

Polecam bardzo, wszyscy fani owocowych zapachów powinni być zadowolenie, dobra projekcja i intensywność.

Eau des Merveilles Hermes przez mylengrave 2017-05-21

Piękna i bestia

W Eau des Merveilles EDT mieszają się dwie skrajności, a jest to mieszanka przepiękna i dobrze przemyślana. Na samym początku, potem wcale, i znów na końcu, kiedy zapach już nas opuszcza, czuć mdlącą słodycz. Radosną, ale i pudrową, miejscami kremową, taką nachalną, lekko kiczowatą, a jednak proporcje kompozycji ją uszlachetniają. W dużej jednak mierze jest ona niewyczuwalna, to taki akcent na 'witaj' i 'żegnaj' ze strony Hermesa. Drugi element mieszanki jest skrajnie inny od pierwszego, to ordynarny, lekko słony i wulgarny akcent. Zupełnie jak piękna i bestia, jak miłość i dzikie zwierzęce pożądanie, jak dobro i powszechność.

To perfumy z gatunku tych słonecznych, bardzo wesołych, a jednak nieoczywistych, skrywających drugie dno. Eau des Merveilles EDT to historia, trochę inna dla każdego nosa, ale dla mojego ma dobre zakończenie, kompozycja jest spójna. Projekcja nie powala, intensywność też nie, niestety to zapach raczej bliskoskórny. Nie mogę mu jednak odmówić kunsztu, mech i drewno skąpane w słodyczy, a wszystko to utrzymane elegancko, niczym mała czarna.

Występuje tutaj sporo nut męskich, ale nie czynią one z Eau des Merveilles EDT arabskiego specyfiku, do niszowych kompozycji Serge Lutensa też im daleko, jednak jak a Hermesa perfumy są nietypowe. Nie z gatunku drogeryjnych i dla mas.

Czuć las: mech, cedr, wetywerię, ale także i radość: cytrusy, różowy pieprz. Momentami, z bardzo bliska można poczuć woń białych kwiatów, ale przepuszczoną przez kompozycję na jakieś zaledwie 5%.

Czy się polubiliśmy? Bardzo. Nie lubię zapachów z serii mchy i porosty, lubię słodkie killery, a jednak nie sposób nie spojrzeć łaskawym okiem na Eau des Merveilles EDT, który wręcz swoim jestestwem zdaje się zachęcać fanki słodyczy do wkroczenia w leśną krainę. Ja dałam się omamić.

Mandarine Glaciale Atelier Cologne przez mylengrave 2017-05-21

Wielki zawód

Uwielbiam mandarynki jeść, wąchać, wszystko co mandarynkowe jest super. Nie rozumiem zatem, jak Atelier Cologne mogło mi to zrobić. Dlaczego ich mandarynka jest gorzka niczym skórka od pomarańczy? Nieładna. Nie ma neroli, którego zawsze spodziewam się w towarzystwie pomarańczy i mandarynek, jest tylko mocna, dusząca woń, niczym syrop na kaszel udający pomarańczę w sposób nader chemiczny.

Owszem, wyczuwam cytrusy, ale jest to ich najgorsza forma, nie jest to zapach ich kwiatów ani nawet dojrzałych owoców, to zapach skórek i liści, pól/sadów, na których są uprawiane.

Nie zaprzeczę, że Mandarine Glaciale EDP absolutnie kojarzy się z mandarynką, pomarańczą, cytryną i limonką, a najbardziej z białą częścią z ich skórek, niestety. Do tego parzący imbir, leśna wetyweria i jeszcze bardziej leśny dąb. Nic ładnego, otrzymujemy zatem nieciekawe cytrusy w lesie.

Zapach powinien spodobać się fanom goryczy umiarkowanej oraz wszelkim miłośnikom mchów i porostów.

Jeu d'Amour l'Elixir Kenzo przez mylengrave 2017-05-21

Cudowne

Piękne, nader kuszące i tak bardzo pasujące do pudełeczka, w którym znajduje się flakon, że aż trudno w to uwierzyć. Jeu d'Amour L'Elixir EDP są niczym usta tej delikatnej pani. Zatem zawoalowane, niby wcale nie kuszące, takie niewinne, niepozorne, a jednak skąpane pożądaniem, malinowe, słodkie jak lizak i pomadka bezbarwna o smaku truskawkowym.

A propos tejże pomadki, Jeu d'Amour L'Elixir EDP pachnie dziecinnie, infantylnie, figlarnie, w sam raz na poobiedni flirt, najbardziej pasuje do młodych kobiet, a pewnie nawet i dziewczynek, gdyby tak pachniały perfumy Hello Kitty, byłoby to jak najbardziej na miejscu. Truskawkowe pomadki, a raczej ich zapach, stanowią mocną bazę tejże kompozycji.

Z czasem perfumy trochę ewoluują, mają także ogonek, robią się trochę bardziej miodowe, mniej skoncentrowane. Początkowo Jeu d'Amour L'Elixir EDP pachniał mi jak syrop dla dzieci na kaszel, ale tylko przez pierwsze minuty.

To zapach bardzo słodki, trochę może killer, ale jednocześnie delikatny, subtelny, radosny, taki bardzo, bardzo różowy z charakteru. Gdybym nie przeczytała opisu producenta, w którym to zapewnia on, że Jeu d'Amour L'Elixir EDP są orientalne, pewnie bym na to nie wpadła. A są, może nawet tropikalne, jest kokos, wanilia, benzoes, jakiś ananas też łechta mnie po nosie.

Przede wszystkim jednak to perfumy zdominowane przez tuberozę, gdzieś na drugim tle są owoce i kwiaty, np. jeżyny, maliny, słodka mandarynka, jaśmin i paczula. Alkoholowa nuta rumu nie jest taka oczywista, ale po jakimś czasie także i ona ma swoje pięć minut.

Myślę, że tak pachnie miłość, a konkretniej zakochanie, pierwsze jego momenty.

Rogue Rihanna przez mylengrave 2017-05-21

Oh no no

Wielkie rozczarowanie, Rihanna, która zapowiada pazur, i sama zdaje się być kobietą charakterną, raczy nas pomyjami dobrych perfum. Kompozycja jest dla mnie tak nieprzemyślana, niedopasowana, okropna, że do głowy przychodzi mi tylko "zlewka" perfum, totalnie przypadkowa mieszanka aromatów.

Tak bardzo nie podobają mi się te perfumy, że drażnią mnie nawet noszone przez kogoś z mojego otoczenia. Poza ładnym flakonem nie mają zalet, intensywność i projekcja są spore, ale tylko na początku, potem stopniowo i bardzo szybko znikają.

Są lekko kiczowate, przesłodzone, ale w sposób oppoponaksu (gdyby ktoś nie znał tego zapachu - tak pachną mydełka i szampony miniaturki, które oferują nam hotele), poza tym drażnią, duszą, są jakieś takie alkoholowe, wszystko jest zawoalowane, do końca nie wiadomo jak to pachnie.

Czuję watę cukrową, przyprawy, cukier, oppoponaks, pieprz, kolendrę, cyklamen, zamsz, piżmo, ambrę, drzewo. Takie mchy i porosty, kuchnia i kadzidło na słodko. Odnoszę wrażenie, że producent sobie ze mnie żartuje, gdzie te cytryny, śliwki, róże? Nie w moim flakonie.

Very Sexy Hot Victoria`s Secret przez mylengrave 2017-05-21

Och nie!

Perfumy są dowodem na to, że nie zawsze lubiane przez nas nuty zapachowe tworzą przyjemną mieszankę. Okropieństwo. Stałam się posiadaczką tych perfum zupełnie w ciemno, tylko na podstawie nut zapachowych. Początkowo myślałam, że może to tylko uderzenie jakieś takie w stylu "witaj, już łagodnieję", ale nie, myślałam, że zwariuję, te perfumy są dla mnie zwyczajnie za mocne. Uwielbiam mgiełki, żele, balsamy z VS, ale Very Sexy Hot mogłoby z powodzeniem robić za błazna w tymże królestwie. A może nie? A może należy na to spojrzeć z innej perspektywy, może to król wśród VS? Najmocniejszy, najtrwalszy, kompletnie inny.

Czuję nader mocną paczulę, ambrę, piżmo, trochę drzewa sandałowego i na dobrą sprawę tyle. Po godzinie wkracza jakaś śliwka i przejrzała malina, może na pożegnanie trochę frezji i syntetycznych jagód. Lilia, wiśnia i wanilia są wyczuwalne, ale tak bardzo nieestetycznie, wulgarnie, projekcja na kilometr, po prostu wychodzi bez klasy, jakoś tak.

Zapach kobiety dojrzałej, która stara się zatrzymać młodość, kobiety nieszczęśliwej, zgorzkniałej i pozbawionej energii życiowej.

Ciężko w ogóle wyróżnić jakieś poszczególne nuty zapachowe, długo mi to zajęło. Jeden z tych zapachów, które powinni sprzedawać w kiosku za 10 zł. Infantylny flakon, perfumy mi się nie podobają, chętnie bym je komuś oddała, ale trochę mi głupio tłumaczyć, że mimo wyglądu i zapachu z kiosku nie są.

L`eau The One Dolce&Gabbana przez mylengrave 2017-05-21

Przytłacza mnie

Zarówno flakon, jak i jego zawartość bardzo mnie przytłaczają. The One było całkiem w porządku, więc trochę w ciemno zdecydowałam się na L'Eau The One EDT, tymczasem zapach jest nie do zniesienia. Tak bardzo jest słodko-kwaśno-słono-drażniący, że po godzinie marzę już o tym, żeby się go pozbyć. To nie jest relacja nienawiści, od czasu do czasu mnie do niego ciągnie, jest on bardzo szykowny i elegancki, ale jednak to nie to.

Kojarzy mi się z tuberozą maczaną w lukrze, takim a la z pączka. Czuję także banalną bergamotkę, trochę jej za dużo, intensywność męczy. Liczi w wydaniu całkiem sztucznym, mam wrażenie, że wprost z plastikowego pudełka z napisem 'liczi'. Konwalia, jaśmin i biała lilia to drugie uderzenie, zmasowany atak na biedny nos nosiciela i jego otoczenia, taka słodycz, niby, że delikatna, subtelna, tymczasem człowiek marzy o tym, żeby już wkroczyły jakieś ostrzejsze nuty, te są mdłe, do znudzenia. Wanilia przewija się cały czas, coś w stylu Allure, cieplutka, ale nie taka szlachetna, odnoszę wrażenie, że trochę jest tandetna, tak na dobrą sprawę.

L'Eau The One EDT pachnie dla mnie jak choinka zapachowa do samochodu. Natręt, galopująca słodycz, przed którą nie można uciec.

Flakon jest ciężki i bardzo, bardzo nieporęczny.

Glam Princess Vera Wang przez mylengrave 2017-05-21

Glamour, glamour...

Perfumy kojarzą mi się z dziwacznymi nieraz stylizacjami glamour, totalnie nienadającymi się do noszenia na co dzień, ani nawet na wielkie wyjście dla zwykłego śmiertelnika. Są ładne, eleganckie, szykowne, ostre, szyprowe, ale po prostu nie nadają się. Przynajmniej w moim odczuciu, rzecz jasne. Idealne do strojów Lady Gagi, powiedzmy.

Vera Wang to lubiana przeze mnie marka perfumeryjna, tymczasem tym razem się nie dogadałyśmy.

Flakonik bardzo szybko się "zużył", od zwykłego noszenia w torebce, gdzie większość perfum noszonych w ten sam sposób nie nosi nawet śladów użytkowania.

Ciężki zapach, drażniący nos. Z serii tych radosnych i słonecznych, ale szykownych i eleganckich zarazem. Z jednej strony kojarzy się z rozgrzanym ciałem, a z drugiej z pokazem mody haute couture.

Czuję czarną porzeczkę, guawę, orchideę, kaszmir i bardziej niezidentyfikowane składniki, takie, z którymi mój nos nie spotyka się na co dzień. To nie jest brzydka kompozycja, ale spotykam tyle piękniejszych w życiu, że po co się ograniczać?
Taki trochę kompot z pieprzem.

Jette Eau de Parfum Jette Joop przez mylengrave 2017-05-21

Banalna słodycz

Tak bardzo mi się znudziły, że zużyłam może z 10 ml i postanowiłam przekazać je dalej. Są tak banalne, że aż strach, to taka płytka słodycz, podobała mi się może przez tydzień, potem zdałam sobie sprawę, że pachnę po prostu tandetnie i to wszystko. Poważnie, estetyka tych perfum nie odbiega zbytnio od perfum z kiosku.

Flakon porażka, w połowie mojego użytkowania coś się stało i musiałam się namęczyć, żeby zaaplikować perfumy, podejrzewam, że wężyk źle leży w środku, ale to tylko moje przypuszczenie. Kształt serca niegłupi, ale jak widać niepraktyczny.

Perfumy znalazły się w moich łapkach jako element zestawu prezentowego w perfumerii, nie wybierałam go sama. Chociaż jak znam siebie i moje zamiłowanie do słodyczy, pewnie i tak bym prędzej czy później się na niego skusiła.

Czuję słodycz, cukier, kolendrę, anyż, tuberozę, pieprz (może dusić), irys, różę, jakieś przyprawy świąteczne i drzewa. Za ostre, lekko za szyprowe, za mocne.
Żałuję, że nimi pachniałam.

Trzymają się długo i mają szeroką projekcję.

Chloe Fleur de Parfum Chloe przez mylengrave 2017-05-21

Mniej atrakcyjne od 'zwykłej' Chloe

Nie mogę powiedzieć, żebym była fanką kwiatowej Chloe, uważam, że kompozycja jest sztuczna, syntetyczna, po prostu nieładna. Lubię delikatny efekt fermentu spotykany w Chloe czy Bright Crystal Versace, ale z umiarem, wszystko z umiarem. Chloe Fleur de Parfum EDP są przede wszystkim cytrynowe, a odniosłam wrażenie, że nie o to chodziło. Swoją drogą nazwa jest myląca, ja wcale a wcale nie czuję zwiększonej ilości nut kwiatowych, ba, wręcz przeciwnie!

Chloe Fleur de Parfum EDP dusi, nie przytłacza, ale przy spotkaniu bliskiego stopnia drażni, jest lekko ostra, generalnie to perfumy delikatne, ale daleko im do subtelności, powiedziałabym, że w całej tej swojej lekkości są "lekko" ordynarne i... wulgarne.
Nachalne, projekcja i intensywność zdecydowanie za mocna, nie jak na tę klasę produktu...

Perfumy nie do końca nadają się do pracy, ponieważ mogą drażnić, są bardzo mocno pudrowe, lekko słodkawe.

Ryżowy puder faktycznie można śmiało wyczuć w tej kompozycji (swoją drogą, dziwny składnik, prawda?), ale mam wrażenie, że razem z zapachem dostajemy także jego ciężkość. Werbena mocna, wiśnia mniej, a szkoda, L'occitane ma piękne wiśniowe perfumy, niestety Chloe Fleur de Parfum EDP bardziej przypomina mi cytrynę z werbeną L'occitane niźli wiśniową woń. A szkoda.

Nie polecam, nie podobają mi się.

La Rose Legere Les Parfums de Rosine przez mylengrave 2017-05-21

Najładniejsza ze wszystkich znanych mi róż

Les Parfums De Rosine znam nie od dzisiaj i kilka ich róż (i nie róż też) miałam okazję wąchać, większość niestety zbytnio mi się nie podobała, tutaj będzie drobna zmiana, ponieważ La Rose Legere Eau Fraiche ze wszystkich podoba mi się najbardziej. Wciąż nie do końca rozumiem politykę firmy, ale wiem, że ma ona swoje wierne fanki:)

Tak więc spotykam się z kolejną różą i nie jestem odrzucona, a to już dobrze. Jest lekki ferment, taki, jak lubię, taki, jak można poczuć w Chloe EDT. Oczywiście jest róża, ale taka pudrowo-kremowa, więc dla mnie super. Nie czuję neroli, a to moja ulubiona nuta zapachowa, więc trochę będę się tego czepiać. Jest za to poziomka, bergamotka, fiołek, reszta kompozycji ładnie wygląda na składzie podanym przez producenta, ale ja niestety nie czuję już niczego więcej.

Dla fanek róży i ogólnie zapachów kwiatowych, lekkich, lekko podfermentowanych.

Tea for Two L`Artisan Parfumeur przez mylengrave 2017-05-21

Ojej, nie...

W życiu nie chciałabym tak pachnieć podczas wizyty herbatkowej i nie chciałabym też, żeby osoba pijąca ze mną herbatkę tak właśnie pachniała, wszystko tylko nie to...

Perfumy są okropne i uosabiają chyba wszystko to, czego tak bardzo nie cierpię w perfumiarstwie. Poza bardzo ładnym flakonem i ciepłym-otulającym wydźwiękiem wszystko jest w nich już tak bardzo okropne, jak tylko być może.

Alkohol, cała masa przypraw kuchennych, kadzidło, mchy i porosty, dym, szafa z molami i środkiem na nie, stare zatęchłe futra, tak w skrócie można określić te perfumy.

Nie czuję ani trochę neroli, ani pół bergamotki, jest za to cynamon, goryczka, anyż i tak bardzo niecierpiane przeze mnie drzewo gwajakowe.

Brzydkie.

Agent Provocateur Agent Provocateur przez mylengrave 2017-05-21

Kwaśna kwaśność

Pierwszy raz w życiu wącham takie perfumy, w dodatku nie są one jakieś niszowe i zwydziwiane, wow!
Nie mam nic przeciwko kwaśnym zapachom, ale to już jest przesada do kwadratu, tak się nie da pachnieć, serio.

Perfumy mają być seksowne, jak bielizna, serio? To ja nie wiem jak ktoś wpadł na taki pomysł, że kwaśne znaczy seksowne.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że potem perfumy robią się gorzkie, Boże, kompletnie nie rozumiem twórcy, a chciałabym.

Kompozycja jest imponująca, ale mam wrażenie, że właśnie przesadzono z ilością nut zapachowych, stąd wyszło coś bardzo przypadkowego, nieładnego, nieokrzesanego i bez żadnej logiki.

Czuję kwasek, cytrynę, sodę oczyszczoną, porzeczki, jakieś olejki i nuty drzewne. Okropne.

Lys Mediterranee Frederic Malle przez Lewkonia 2017-05-21

Otwarcie to lekko oszałamiająca lilia w wydaniu kwiaciarnianym/zielonym, po cjhwili zapach sie uspokaja i dołączają wodne kwiaty z akordem akwatycznym -w zależności od temperatury całość rozwija sie w kierunku rozgrzanego, suchego ogrodu lub pozostaje bukietem na zimno, po deszczu. Imbiru nie wyczuwam, za to neroli daje się zidentyfikować- oczywiście nic nie dominuje lilii. Wrażenie morskiej bryzy raczej znikome - nie wiem czy w ogóle bym tak te wodne akordy zinterpretowała gdyby nie opis na opakowaniu.

Trwałość przyzwoita, choć życzyłabym sobie większej.
Po małych modyfikacjach (mniej lotosu, więcej soli i jodu) mogłabym pokusić sie o dośmiertny abonament na ten zapach, a na razie pozostanę przy jednej butelce.

Testy najlepiej robić z dużego flakonu a nie z próbki, atomizery FM rozpylają dużą chmurę, zawsze tej samej ilości - tu nie ma "pół psika" ani lania ciurkiem.

Ambra Indiana Tesori d`Oriente przez mylengrave 2017-05-21

Nie moje klimaty

Perfumy nie są złe, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ich oszałamiająco niską cenę. Powinny pachnieć ambrowo-waniliowo, zgodnie z opisem producenta i tak właśnie pachną. Nie przepadam za ambrą, uwielbiam wanilię, toteż nie są okropne, jak wspomniałam, ale nie porywają mnie.

O marce słyszałam wiele pozytywnych opinii, także wśród vlogerek, że są one trwałe, ładne i bardzo tanie. To moje pierwsze spotkanie z nimi, toteż nie jestem przekonana, ale prawdopodobnie dlatego, że testuję nieodpowiedni zapach. Gdybym jednak z zamkniętymi oczami miała powiedzieć, jaka to półka cenowa, niewątpliwie wybrałabym najwyższą.

Ładne opakowanie, nietypowe i poręczne, wszystkie opakowania tej marki zdecydowanie skradły moje serce:)

Trochę płytka ta kompozycja, są dwa składniki i faktycznie czuć tylko te dwa składniki, z czego lubię tylko jeden, więc moja ocena nie jest za wysoka, ale nie oznacza to, że nie wypróbuję z chęcią innych perfum tej marki.

Wanilia jest ciepła, otulająca, jak w Allure, ani trochę nie jest syntetyczna, więc na plus. Ambra jak ambra, tutaj cudów nie ma.

Temu zapachowi podziękuję, ale poszukam innych.

Pure Poison Elixir Christian Dior przez mylengrave 2017-05-21

Nie to samo Poison co dzisiaj

Uwielbiam, kocham się do szaleństwa w rodzinie Poison Diora, ale po zapoznaniu się z tą propozycją wiem już, że te współczesne to zupełnie inna bajka. Dzisiaj Poisony są słodkie, tymczasem Pure Poison Elixir jest bardzo przytłaczający i nie do końca słodki, to inne nuty wyczuwam... nie do końca można określić jakie, w ogóle analiza Pure Poison Elixir nie należy do prostych, to zapach złożony, z duszą.

Czuję bursztyn, kakao, wanilię, o wiele za mocną gardenię, kwiaty. Nie ma tuberozy i ma tak naprawdę co nadawać mu takiej słodyczy, do jakiej jestem przyzwyczajona.

Nie podobają mi się, niestety mam wrażenie, że składniki kompozycji zostały dobrane mocno przypadkowo. Są jak kompot, ferment, jak coś bez większej logiki.

Za to flakon cudowny, można na niego patrzeć godzinami.

Fleur Defendue Lolita Lempicka przez mylengrave 2017-05-21

Cudne

Jak to Lolita, każda jej kompozycja jest magiczna, nietypowa, jak z bajki i ogólnie nie z tego świata, w tym przypadku nie jest inaczej, a więc zakazany kwiat pochodzi z magicznego świata księżniczek. W ogóle nosząc te perfumy sama się czuję jak księżniczka:) Jest to moje absolutne must have.

Mimoza, dominuje piękna mimoza, osobiście czuję lukrecję i tuberozę, to nic, że producent nie umieszcza ich w składzie kompozycji. Czuję także kwiaty absyntu i anyżu, wspaniała mieszanka. Poza tym, już nieco bardziej przyziemnie: truskawki, piżmo delikatne i subtelne, fiołek, wiśnie i migdały, oba składniki mocne i wyraźne.

Piękne perfumy, słodkie, dziewczęce, dla nieco szalonych pań:)

Un Jardin Sur Le Nil Hermes przez mylengrave 2017-05-21

Lekko kwaskowate

No nie, wiele perfum, z którymi ostatnio mam styczność ma lekko kwaskowatą nutę wśród tych dominujących, niestety, dosyć mocno psuje mi to całość kompozycji.

Perfumy są herbaciane, zielona herbata, lotos, może jakieś drobne dodatki kwiatów i owoców, ale najbardziej zapach oddaje herbata, nuty zielone, ogródek, zioła. Bardzo naturalne te perfumy, będą idealnie pasować do jakiejś wyznawczyni eko filozofii. (Nie pod kątem składu, a zapachu oceniam). Świeże, rześkie.

Nie do końca takie lubię, bo chcę się czuć w perfumach luksusowo, chcę, żeby było czuć coś słodkiego, owocowego, kwiatowego, wyraźnego, tymczasem te perfumy są takie 'rozmyte'. Ogród nad Nilem jest ok, ale jednak wolałabym, żeby to był ogród pełen kwiatów, nie herbaty i ziół.

Scent CoSTUME NATIONAL przez mylengrave 2017-05-21

Trochę za mocne

Wiem, że to unisex, ale dla mnie wciąż perfumy są trochę za mocne. Niby mają w sobie wiele z tego, co naprawdę lubię, a jednak nie do końca mogę się do nich przekonać. Są ciepłe, otulające, bardzo olejkowe, a jednak przeszkadza mi domieszka tych męskich nut.

Składniki są trzy: ambra, hibiskus i jaśminowa herbata. Ambra, ok, tutaj nie mam wątpliwości, ale co do reszty polemizowałabym. Jest goryczka zielno-herbaciana, jest akord kwiatowy, więc niech będzie, że to jaśminowa herbata, hibiskusa nie ma, nic a nic, a szkoda, bo gdyby był, na pewno złagodziłby kompozycję. Czuję jeszcze drzewo oliwkowe i cedr, mimo iż nie ma ich w kompozycji.

Perfumy nie są rześkie, raczej męczą na dłuższą metę.

Bloody Wood Les Liquides Imaginaires przez mylengrave 2017-05-21

Winne paskudztwo

Nie podoba mi się, ale też mnie to wcale nie dziwi, wszak za perfumami niszowymi nie przepadam, a jak widzę cenę 500 w górę, to wiem, że to jakieś dziwactwo do kwadratu. Bloody Wood może nie jest aż takie dziwne, ale nie nazwałabym tych perfum pod żadnym pozorem ładnymi.

Są mocno winne, kwaskowate, ferment wszechobecny. Kompozycja mnie przeraża, bo w żaden sposób nie czuję wymienionych nut.

Czuję: wino, różę, nuty drzewne, kadzidlane, dymne, wiśnię, malinę, dąb.
Nieładne, chyba, że ktoś kocha wino, powinien być zachwycony, ja za tym trunkiem nie przepadam, stąd może moja ocena.

Jubilee Bouquet Penhaligon`s przez mylengrave 2017-05-21

Nic ładnego

Perfumy są zdecydowanie za dziwne, za mocne, za mało normalne i kwiatowe, jak nazwa mogłaby wskazywać. Mają dziwne składniki, zupełnie nieoczywiste. Do tego kompletnie nie odpowiada mi ich nachalna słodycz pomieszana z dymem i kadzidlanymi nutami, coś okropnego.

Kto wpadł na pomysł, że w perfumach ładnie będzie się komponował rumianek? Ktokolwiek to był, nie miał racji. Kremy do rąk o zapachu rumianku same w sobie są ciężkie, a co dopiero celowo wybierać rumianek na składnik kompozycji perfum. Poza tym czuję goździk (witamy w kuchni), drzewo sandałowe, piżmo, ambrę, mech dębowy. Jest źle, jest bardzo niszowo i brzydko.

Jak na niszowe to dosyć słodkie i nie aż takie tragiczne, ale fankom drogeryjnych woni (jak ja), na pewno się nie spodoba.

Acqua Fiorentina Creed przez mylengrave 2017-05-21

Śliczota!

Jestem totalnie zakochana w tych perfumach, są słodkie, kwiatowe, pudrowe, w sam raz dla małej dziewczynki lub dla kobiety, która lubi kolor różowy i słodkie rzeczy. No, czyli ja. Jeszcze ten flakon jak nie z tej epoki, coś cudownego!

Najbardziej zachwyca mnie to, że one nie są w ogóle oczywiste, że to bardziej coś w stylu budyniu pomieszanego z kwiatami i cukrem. Jest słodycz waniliowa, do złudzenia przypominająca ciepłą, otulającą wanilię z Allure (w ogóle Acqua Fiorentina EDP na pewno przypadnie do gustu fankom Allure), do tego pudrowość, też taka słodziutka i lekka wata cukrowa.

Zapach od dawna na liście moich zapachów najlepszych.

Czuję budyń, wanilię, puder, watę cukrową, słodkie cukierki, róże i inne kwiaty. No cudny!

Lekki, a jednocześnie bardzo słodki, mój zapach idealny.

Fantasy The Naughty Remix Britney Spears przez mylengrave 2017-05-21

Słodkie do bólu

Uwielbiam! W ogóle lubię taką estetykę zapachów, słodkie w nurcie wanilii, z lekko kadzidlanym posmakiem. Z całą pewnością mogą dusić i ja jestem tego jak najbardziej świadoma, po prostu lubię słodycz, im więcej, tym lepiej.
Niestety, z czasem trochę ewoluują i wychodzą z nich takie mocniejsze akordy, ale jest to do zniesienia.

Flakon średni, nie będę ukrywać, kojarzy mi się z tandetą, a o nią w przypadku Britney nietrudno, niemniej jednak tragedii nie ma. Perfumy z pewnością nadadzą się dla małej dziewczynki, ale i ja nie wstydzę się w nich paradować, nawet do pracy.

Czuję wanilię, benzoes, kadzidło, jaśmin, białą czekoladę, cukier, nuty drzewne, korzeń irysa, piżmo. W ogóle stworzyłabym sobie perfumy idealne, odejmując te wszystkie ostre nuty i zostawiając te słodkie, biorąc pod uwagę niską cenę, byłyby to perfumy idealne.

Tylko dla fanek ekstremalnej słodyczy, obawiam się, że dla wszystkich innych będą po prostu o wiele za słodkie.

5:40 PM in Madagascar Kenzo przez mylengrave 2017-05-21

Dzikie!

Mam mieszane uczucia co do perfum Kenzo, tzn. niektóre uwielbiam, a niektórych nienawidzę. Te plasuję się w tej pierwszej kategorii. W ogóle już sama nazwa jest genialna! Flakon nie do końca mi się podoba, ale rozumiem, że jest on kontynuacją myśli z nazwy. Ok.

W perfumach jest coś sterylnego, to nic, że Madagaskar, że dziko i gorąco, mają w sobie nutę, która uderza nas od samego początku i jest ona świeża, rześka, taka sterylna. Lotos, frezja, wanilia, zgadzam się, ale jakaż ta wanilia jest doskonała! Idealne połączenie ciepła, otulenia i dzikości właśnie, lekko syntetyczna, ale to bardzo pasuje do kompozycji.

Czytając opis perfum można być pewnym, że dokładnie właśnie tak one pachną. Są takie egzotyczne, ale jednocześnie pełne czystości, uderzającej wody i wiatru. Połączenie idealne, doskonałe na co dzień.

Cuirs Carner Barcelona przez mylengrave 2017-05-21

Ładne, chociaż drażniące

Początkowo byłam do nich bardziej przekonana, ale z czasem mój zapał zniknął, jak w większości przypadków, kiedy aplikuję sobie unisex.

Najpierw było miło, coś jakby wanilia, ciepło, wakacje, kwiaty, ale nic to, po chwili uderza mnie dym, mech dębowy i koniec zabawy w ładne perfumy. Perfumy są bardzo charakterne, na pewno dla indywidualistów, ale czy dla wszystkich? Nie, otóż ja dominuję ten zapach w pierwszej sekundzie, dlatego nie bardzo się dla mnie nadaje.

Czuję wanilię, szafran, kwiaty, dym, kadzidło, mech dębowy, gwajak, piżmo, trochę bergamotkę i bób Tonka, pewnie dlatego początkowo zapach tak mi się podobał.

Generalnie jak ktoś lubi perfumy niszowe, klimaty Serge Lutensa, ale szuka czegoś lżejszego, np. na lato, Cuirs będzie jak znalazł. A jeśli ktoś tak po prostu szuka czegoś kwiatowego, ale nieoczywistego, może się zawieść.

Clean Shower Fresh Clean przez mylengrave 2017-05-21

Pachnie jak jedwab

Każdy kto chociaż raz używał jedwabiu firmy Biosilk, będzie wiedział jak pachną te perfumy. Dokładnie tak samo. Osobiście jestem zniewolona, zauroczona, och-ach, zostaną ze mną na długo, jestem pewna.

To zapach trudny do opisania, słodkawy, ale kompletnie nienachalnie, trochę taki chemiczny, a la lakier do włosów, lakier do paznokci.

Gdybym nie przeczytała składu kompozycji podanej przez producenta, nie wiem czy zorientowałabym się, że tak naprawdę to pachną cytrusy. Poza tym czuję jaśmin, nuty morskie, drzewne, powietrzne. Niemniej jednak, już zawsze w moim odczuciu będę czuła jedwab.

Jak to clean, jest sterylnie i krystalicznie, ale tym razem także radośnie i dosyć wakacyjnie.

Black Kenneth Cole przez mylengrave 2017-05-21

Słodka hipnoza

Boże, jakie przepiękne,

Słodycz a la lukrecja i tuberoza, obezwładniająca, hipnotyzująca, kocham i mogłabym umrzeć odurzona tym zapachem.

Bardzo kremowe, bardzo mroczne, a jednocześnie takie, że spokojnie można ich używać na co dzień, do pracy.

Czuję lukrecję, watę cukrową, cukier, benzoes, tuberozę, nuty świeże/orzeźwiające, jak morska bryza, magnolię, bardzo, ale to bardzo wyraźny lotos, białe piżmo, słodką ambrę. Perfumy są przecudowne, rzadko spotykam zapach tak idealnie wpasowujący się w moje gusta.

Perfumy są bardzo klasyczne, eleganckie, przywodzą na myśl skojarzenie z małą czarną i diamentami. Momentami wydaje mi się, że poza kremowością są także pudrowe.

Uwielbiam, mogłabym taką delikatną kwiatową słodkością pachnieć już zawsze.

Chloe Eau de Toilette Chloe przez mylengrave 2017-05-21

Słodkie, dziewczęce

Chloe skradła moje serce, totalnie i całkowicie.
Perfumy bardzo przypominają mi Versace Bright Crystal, chociaż nie jest to to samo.
Są, przyjemne, słodkie, z taką lekką nutką fermentacji, którą osobiście uwielbiam bardzo bardzo. To taki killer, nie do końca kwiatowy, nie do końca słodki, bardzo umiejętnie pomieszany.

Takie zapachy przywodzą mi na myśl wiosnę, ten moment, kiedy wszystko budzi się do życia i kwiaty aż chcą wybuchnąć, żeby wreszcie zacząć kwitnąć.
Przy tym wszystkim Chloe EDT jest delikatna, subtelna.

Róża i frezja dominują, do tego jakaś nutka pudrowa. Irys także mocno wyczuwalny w tle, drzewo sandałowe nadaje kompozycji szlachetności.

Skład niby taki prosty, a jednak uzyskany efekt jest bardzo oryginalny, zwłaszcza ta nuta fermentacji, nieczęsta w perfumach, a dodająca pazura.

Chloe może przytłaczać, uprzedzam. Bywa nachalna. W ogóle to chyba pierwsze perfumy, do których zwracam się zgodnie z imieniem formą kobiecą:)

Eau Sensuelle Bottega Veneta przez mylengrave 2017-05-21

Retro kwiatowy kurz

Uwielbiam Bottegę Venetę, toteż Eau Sensuelle EDP musiało się znaleźć w mojej kolekcji, w zasadzie mogłabym jej nawet nie wąchać, wszystkie tak bardzo mi się podobają. Ano właśnie, tak myślałam, ale trochę się pomyliłam. Trochę, co warto zaznaczyć.
Eau Sensuelle EDP to nie jest kompozycja, która spodoba się fankom Bettegi Venety. Jest trochę za bardzo dziwaczna i co najważniejsze, skojarzenie z Serge Lutensem murowane. Nuty dymne/tytoniowe toczą walkę z subtelną, ale silną słodyczą, w związku z czym dostajemy papierosa umorusanego w wacie cukrowej. Wolałabym watę cukrową solo... Nie mówię, że jest strasznie, bo nie jest, ale mój nos zdaje się być już wyczulony na takie połączenia.

Po dłuższej chwili zapach się zmienia, najpierw czuć pudrowość, śliwki i dym, potem jest trochę bardziej kadzidlanie, bardziej słodko, a śliwki wyganiają dym precz. Robię się zaintrygowana.

Kompozycja i jej skład nie bardzo odpowiada temu, co czuję. W zasadzie poza nutami skórzanymi to nic, a nic. Może ta śliwka lekko myli mi się z brzoskwinią, ale reszta? Gardenia może w tle, bergamotki nie czuję wcale.

Zapach nietypowy, delikatny, ale nie taki dla szarej myszy, raczej dla pasjonatki życia, kobiety pewnej siebie. Mimo tych wszystkich moich zażaleń, ląduje na mojej liście zapachów na życie. To Bottega Veneta, przecież nie mogłam się pomylić.

J`adore Eau de Toilette Christian Dior przez mylengrave 2017-05-21

Przepiękne

Nie widzę dużej różnicy między EDP, a EDT, to, że EDT wydaje mi się minimalnie lżejsze może być wynikiem autosugestii.
Trochę są podobne do Mediterranean Elizabeth Arden. Są takie lekko "maślane", gładkie, kuchenne, ciepłe.

O ile EDP było klasyczne i eleganckie, EDT wydaje mi się być trochę bardziej przaśne, takie na co dzień i do warzywniaka, nie kojarzy mi się już ze złotem i luksusem, a raczej z lekkim zapachem codziennym.
Nie do końca jest to mój typ zapachu, bo brakuje mu nieco głębi.

Perfumy są owocowo-kwiatowe, bez jakichś zaskakujących udziwnień i bez wyraźnego motywu przewodniego, jest róża, jest frezja, jest irys, ale nic nie dominuje nad resztą kompozycji. Jaśmin, trochę orchidei, przytłumiony ylang-ylang i mandarynka gdzieś w tle.

Trochę tak, jakby EDP postanowiono ubrać w dres. Perfumy nie są brzydkie i gdybym np. dostała je w prezencie, cieszyłabym się, ale sama wybrałabym EDP.

Reve d'Anthala Evody Parfums przez mylengrave 2017-05-21

Alkohol dusi

Nie rozumiem jak perfumy w tej cenie mogą mieć tak mocno wyczuwalne nuty alkoholowe, wszystko byłoby ok, bo zapach jest już kwestią gustu, mnie się on akurat nie podoba, ale na pewno nie dałabym mu najniższej noty. Sam zapach jest połączeniem słodkiej, migdałowej oliwki i kadzidlanego udziwnienia.

Niestety, naprawdę nie da się go odgadnąć tak do końca, nie da się zagłębić w jego otchłań, którą wierzę, że ma, bo czuję się tak, jakbym maczała nos w wódce, nie jest to doświadczenie przyjemne.

Po dłuższym czasie (kilka godzin, praktycznie jak już mam zamiar iść pod prysznic, więc bez sensu) alkohol trochę ustępuje, czuć wtedy wanilię i hektokilogramy piżma, orchidei nie czuję, monoi też ale, a wszystkiemu winny alkohol! Szkoda, wielka szkoda.

Napisałabym, że zapach dla kobiet, które lubią połączenie słodyczy z mocnymi nutami wpadającymi w męskie, ale muszę dodać, że nada się tylko dla takich, co to lubią zapach alkoholu:(

Karolina Kurkova LR przez mylengrave 2017-05-21

Cudowna i elegancka słodycz

Zdecydowanie perfumy trafiają do mojej listy ulubieńców. Pomijając bardzo atrakcyjną cenę, są po prostu cudowne, nie do końca typowe, chociaż odkrywcze też nie, od czasu do czasu czuję takie nuty, może niekoniecznie identycznie te, ale bardzo zbliżone.

Są takie pustynne, stonowane, szyprowate, słoneczne, słodkie bardzo, ale z minimalnie gorzkim wykończeniem.

Piękna tuberoza taka w stylu Poison Diora, Lolity Lempickiej, lekko zahaczająca w lukrecję, do tego mocna wanilia, pół ciepła-pół słodka. Poza tym kwiaty, czy konkretnie jaśmin, jak podpowiada producent? Nie jestem pewna, natomiast miodu nie wyczuwam wcale. Uwielbiam te perfumy, jestem pewna, że zostaną ze mną na dłużej.

Dla fanek dziwactw w obrębie słodyczy i tuberozy.

Arpege Lanvin przez mylengrave 2017-05-21

Bardzo kultowe i bardzo retro

Perfumy, o których od czasu do czasu słyszałam, perfumy, których używało wiele bohaterek powieści przeze mnie czytanych. Mimo szczerych moich chęci, nie jestem w stanie wystawić im pozytywnej opinii. Rozumiem, że są kultowe i że znać je wypada, jeśli się ktoś interesuje perfumami, natomiast z podobaniem się jest już gorzej, oj dużo, dużo gorzej...

Nie są paskudne, nie. Mają w sobie nuty tuberozy, lukrecji, trochę zbędnego dymu i to wszystko dla mnie jest takie przestarzałe, nieaktualne, nie chciałabym tak pachnieć, nie chciałabym, żeby tak pachniały osoby w moim otoczeniu. Trochę drapią taką pudrową słodyczą, nieładną.

Są owoce, kwiaty i niestety, cały szereg kuchennych aromatów, co przeszkadza mi najbardziej. Goździki, kolendra dominują kompozycję, poza tym czuć wiele składników, np. wetiwer, kamelię, ylang-ylang w ordynarnym wydaniu, różę w tandetnej wersji, wszystko jakieś nie takie. Nie czuję moich ulubionych nut, które są wymienione przez producenta, doprawdy nie wiem, gdzie wanilia, neroli.

Po jakimś czasie perfumy robią się zajzajerowate, pachną trochę jak mydełka w hotelach, coś a la opoponaks, ble.

Do tego wszystkiego czuć w nich lekką nutkę fermentacji, i nie jest ona ładna jak np. w Chloe, nic a nic.

Polecam tym, którzy lubią zapachy retro, a nawet bardzo retro, do kompletu z futrem zatęchłym i środkiem na mole:)

D&G Anthology L`Amoureux 6 Dolce&Gabbana przez mylengrave 2017-05-21

Boże, uwielbiam całą antologię...

Po prostu cała antologia D&G mogłaby u mnie leżeć na pachnącej półeczce cały czas, bezustannie, wszystkie zapachy są cudowne. 6 część antologii jest radosna, wesoła, wiosenna, chociaż nie brakuje jej klasy i elegancji, to taka kwiatowa opowieść o wiośnie, o tym, że wszystko budzi się do życia. Dodatek przypraw/ziół nadaje kompozycji bardziej szyprowego wydźwięku.

Zapach ewoluuje i wyjątkowo mnie się podoba bardziej tuż po aplikacji, wtedy jest kwiatowy, kolorowo-zielony i radosny, a potem robi się bardziej stonowany, szary i grzeczny, już nie do końca jest nam po drodze. Szkoda.

Czuję nuty zielone, ziołowe, bergamotkę, brzozę, kardamon, jagody i owoce leśne, jakieś iglaki i inne drzewa, początkowo trochę więcej kwiatów.

Dla tych, którzy lubią kwiatowe i szyprowe perfumy, niekoniecznie jednocześnie.

Benetton Sport Women Benetton przez mylengrave 2017-05-21

Nic specjalnego

Kompletnie nie podobają mi się te perfumy, w przeciwieństwie do ubrań, ponieważ mogłabym się ubierać wyłącznie w Benettonie.

Rozumiem, że miały być sportowe, ale niestety dla mnie pachną bardzo mocno nijako, tzn. że nie bardzo jestem nawet w stanie opisać, co czuję. Miałam już tak kiedyś w przypadku perfum Tousa i byłam zbulwersowana, teraz czuję się podobnie.

Jakieś mdłe szyprowo-alkoholowe nuty, w tle ze dwa kwiatki na krzyż i to wszystko, ani ładne, ani trwałe.

Jeśli chodzi o kompozycję podaną przez producenta z przykrością stwierdzam, że czuję tylko bazylię, która do sportu ma się tak, jak ja do motoryzacji.

Nieładne, bardzo nijakie, pachną drzewami, przyprawami i wódką.

Volare Oriflame przez mylengrave 2017-05-21

Stara dobra klasyka

Nie przepadam za perfumami z Avonu i Oriflame, chociaż z dwojga złego zdecydowanie lepsze te drugie, nie wszystkie pachną alkoholowo i trzymają się źle, a nie tragicznie źle.

Volare to perfumy, które gdzieś tam przewijają się koło mnie przez lata, bo miały je koleżanki, sąsiadki, mijane panie, itd., itp. Nawąchałam się ich trochę na sobie też nawet je lubię.

Są alkoholowe, nie ma co się czarować, bardzo chciałabym, żeby było inaczej, ale nie mogę oszukiwać. Perfumy mi się podobają, ale nie są pozbawione wad.

Volare pachną kwiatowo i bardzo są kremowe, ich nazwa nie jest przypadkowa, od razu kojarzą mi się z Italią, z temperamentnymi Włoszkami, ale i z dużą dozą klasy i elegancji. Bardzo podoba mi się flakon.

Dominuje bez, ale moim zdaniem jest on zdecydowanie za słaby, w ogóle projekcja i intensywność perfum niestety jest kiepska. Czuję jeszcze irysy, frezję, mocne i zdecydowane fiołki. Są też owoce i namiastka ostrzejszej nuty, ale to już w tle.

Bardzo podoba mi się ta kompozycja i gdyby tylko ten alkohol nie był taki mocny, na pewno zdecydowałabym się na ponowne kupno. Zapach na 5, jakość na 2.

Eau de Rhubarbe Ecarlate Hermes przez mylengrave 2017-05-21

Cierpko-kwaśne

Ładny zapach, podoba mi się i nie miałabym nic przeciwko, gdyby tak pachniało moje mydło do rąk, żel pod prysznic czy szampon, ale... perfumy? Woda kolońska, która ma tylko dwa składniki, coś takiego...

Pachnie rabarbarem, ale gdyby ktoś miał problem z wyobrażeniem sobie tego zapachu: trochę wiśniowy, trochę cytrynowy, w sam raz zapach kompotu ze stołówki. Oczywiście występuje on tutaj w wersji nieco bardziej szlachetnej, nie mówię, że nie. Nut piżmowych nie czuję, natomiast wierzę, że są, bo nie jest to taki typowo owocowy zapach.

Komu mogę polecić? Fankom rabarbaru, rzecz jasna! Ogólnie miłośniczkom kwaśnych zapachów, owocowych monotematycznych woni.

Jestem na tak, podoba ma się ta kwasotka.

Visions Miss Punk Oriflame przez mylengrave 2017-05-21

Dziwne

Nie do końca mogę powiedzieć, żeby te perfumy były w jakikolwiek sposób ładne, one są po prostu dziwne.

Kwaskowate, szyprowe, faktycznie stylizowane na punk, ale szczerze wątpię, żeby fanki punku chciały je nosić, ble, ble ble, okropne.

Czuję bardzo mocno dominujące piżmo, praktycznie mnie ono dusi i nie jestem w stanie poczuć już nic więcej, ale jak to w przypadku Oriflame, alkohol musi być, pachnie niemiłosiernie mocno i przeszkadza mi poczuć, co tam jeszcze w Miss Punk siedzi. Dziwaczna ta kompozycja, bardzo dziwaczna, czuję mleko. Potem czytam kompozycję - faktycznie, mleko jest. Ponoć są jeszcze jakieś kwiaty, może bym i była w stanie je wyczuć, gdyby nie to piżmo i alkohol.

Nie polecam nikomu, dla mnie te perfumy są zwyczajnie brzydkie.

Narciso Narciso Rodriguez przez mylengrave 2017-05-21

Troszkę za ciężkie

Nie jestem zachwycona, perfumy mnie przytłaczają, a tak coś czułam, że ta biała butelka jest złowieszcza, tak samo jak lakier do paznokci, taki mocno biały zawsze jest problematyczny.

Niby są kwiatowe, niby ok, ale ja czuję w nich mocne, piżmowe nuty, nie są one takie oczywiste, ale po krótkiej już chwili czuć, że subtelny i kobiecy zapach to to nie jest. Czuję do tego dziwne kredowo-wapniowe aromaty.

Czytam sobie skład kompozycji i zastanawiam się, co tak bardzo wpływa na kompozycję, czemu te wszystkie kwiaty są takie schowane, ukryte, przepadły gdzieś?

Czuję piżmo, kredę, wapno, gardenię, cedr i słabe kwiaty.

Devotion Gabriela Sabatini przez mylengrave 2017-05-21

Nietypowe, bardzo ładne

Devotion to perfumy mocne, chociaż niezbyt w męskim stylu, są bardziej ostre, lekko alkoholowe, ale nie w sensie takim, że alkohol jest tutaj przypadkiem, to zamierzony efekt z pewnością, lekkie drapanie, rodzaj drażnienia nosiciela.

Są kwiatowe, słodkie, trochę cukrowe, ale jednak nie aż tak jak współczesne słodkie kompozycje typu Si. Już sam flakon jest zapowiedzią diabelskiej zawartości, taki mocno czerwony, płomienny wręcz. Takie jest Devotion, mocne, temperamentne, z pazurem i przytupem.

Lekko po jakimś czasie czuję nuty budyniowe, bardzo ładne, ciepłe, wręcz świąteczne. Jest bardzo pieprznie, ostro, ale piżmo nie przytłacza. Praliny, wanilia, drzewo sandałowe - wielka szkoda, że to zostało gdzieś przytłumione, ale na szczęście je czuję. Gdyby te trzy składniki były na pierwszym planie, byłby to jeden z moich ulubionych zapachów.

Polecam wielbicielkom klasyki, pieprznych kompozycji i zamierzchłych zasad perfumiarstwa.

Oriens Van Cleef & Arpels przez mylengrave 2017-05-21

Nienajgorsze

Van Cleef & Arpels przyzwyczaili mnie do zapachów tak dziwnych, jak tylko się da, niekoniecznie komfortowych i ładnych, o nie.
Zdaje się, że ostatnio recenzując jedną z ich kompozycji napisałam, że to najbrzydsze perfumy świata:)

Oriens EDP są bardzo krótkotrwałe, projekcja żadna, intensywność też słaba, tak więc pasowałoby się nimi psikać co 20 minut, żeby w ogóle coś poczuć.

Bez patrzenia w skład mogłabym powiedzieć, że perfumy są pudrowe i lekko kwaskowate, ale tak naprawdę to by było na tyle.
Po spojrzeniu w skład mogę się zgodzić, że jest tutaj malinka i czarna porzeczka, a tak poza tym, dużo dużo dalej jakaś wanilia, piżmo pralinki. Cóż z tego, skoro ledwo je wyczuć można i to dosłownie przez sekundę? Nie wiem jak miałabym to wyrazić "zapachowo", ale gdyby to były cienie, byłyby kiepsko napigmentowane.

Calypso Robert Piguet przez mylengrave 2017-05-21

Trochę za męskie, ale ok

Perfumy są bardzo mocne, ich intensywność od razu uderza w nosek, powiedziałabym też, że dominują nuty męskie, chociaż po jakimś czasie zapach ewoluuje i to już tylko w stronę tych kobiecych woni.

Jest mocny, przytłaczający, może z pewnością drażnić, ale ma w sobie coś takiego, że można Calypso lubić. Nie jestem fanką perfum z kategorii noir, a jednak nie uważam ich za takie straszne.

Czuję dużo geranium, ale jest ono takie... kremowe, w ogóle cała kompozycja jest w moim mniemaniu dosyć mocno kremowa. Poza tym delikatna i subtelna róża, irys, zamsz. Mandarynka i paczula są wyczuwalne dopiero po jakimć czasie.

Wyjątkowo nie polecam wąchania perfum z bliska, bo wtedy zalatują lekko alkoholową nutą, a tak poza tym są zdecydowanie mniej inwazyjne.

Orientalne, ale nie w arabskim stylu oud, bardziej kadzidlano orientalne, trochę kwiatowe, w jednej ósmej słodkie.

Skoro piszę, że nie są takie złe, czemu daję taką ocenę? Gdyż to nie są perfumy w moim guście, ja wolę zapachy w stylu kobiet delikatnych i zmysłowych, te mogłabym nosić co najwyżej do warsztatu samochodowego:) Ale nie neguję, jeśli ktoś lubi mrok w buteleczce, powinien być zadowolony.

Bouquet Vera Wang przez mylengrave 2017-05-21

Przeciętny bukiet

I to taki z supermarketu, naprawdę, nic specjalnego. Perfumy są znośne, ale to taki delikatny killer, nie powala projekcją, a jednak zajzajer kwiatowy, jaśmin pachnie tak mocno, że wszystko inne chowa się bardzo daleko na dalszym planie. Łudząco podobne do większości kwiatowych kompozycji Avonu, chociaż pewnie to bardziej Avon podobny do Very.

Są duszące, z całym moim zapałem do używania ich na co dzień, nie bardzo się po prostu da. Alkoholowa woń wyziera z każdej kropli, a do tego jeszcze się czuję jakbym się psikala Feeme Avon. Nie za tę cenę.

Ogólnie zapach ogrodowy, jak sama nazwa wskazuje, bukiet kwiatów wszelakich, frezje, forsycje, hiacynty, żonkile, bergamotka (za mocna, oj za mocna), poza tym na koniec lekki cedrowy podmuch.

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby ta kwiatowa kompozycja była lżejsza, ta mnie po prostu dusi.

Sirene Vicky Tiel przez mylengrave 2017-05-21

Syrena jest dziwna

Perfumy mają bardzo ładny flakon, są mocno specyficzne, chociaż wydaje mi się, że wiele osób po prostu uzna je za tandetne. Mnie się podobają i to bardzo, są bardzo, ale to bardzo mocno migdałowe. Kiedy tyle razy już padło słowo "bardzo", teraz będzie już tylko "trochę" i "delikatnie".

Składniki kompozycji są bardzo nieoczywiste, nie potrafię ich tak po prostu określić wszystkich, to naprawdę coś złożonego, głębokiego. Jest lekka gorycz, wanilia, nuty drzewne. Czytając skład kompozycji można pomyśleć, że to ot zwyczajne perfumy, ale nie jest tak. Faktycznie kojarzą się z syreną, z marynarzami. Są hipnotyczne.

Koreczek - mistrzostwo. Szkoda, że tak ciężko je dostać.

Róże nie są tutaj tak standardowo różane, są raczej mydlane, kremowe, z lekką nutką słoną i kwaśną.

Zapach z serii takich, co to się ich opisać raczej nie da. Nazwałabym perfumy migdałowo-mydlano-kremowymi na słono, ale podejrzewam, że powąchać przed zakupem trzeba. Naprawdę łatwo o skojarzenia z lalką Barbie, więc komuś mogą wydać się bazarowe.

Franck Olivier Franck Olivier przez mylengrave 2017-05-21

Co kryje muszelka?

Perfumy w butelce-muszelce w formie dysku, podoba mi się!

Sam zapach dosyć przeciętny, mocno alkoholowy i... no cóż... nie nazwałabym produktu dobrem luksusowym, czuć, że jest to pachnidełko z dolnej półki. Z najniższej.

Owocowo-alkoholowe i nie mam tutaj na myśli wykwintnych koktajli w stylu Serge Lutensa, zapach miał być owocowy, lekki, ale bez przesady, nie taki aż "na lato", tymczasem spirytusu się wlało co nie miara.
Po dłuższej chwili alkohol troszkę odparowuje, ale nie przesadzajmy, nadal jest go dużo. Niemniej jednak, można poczuć coś więcej: brzoskwinię, czarną porzeczkę, śliwkę, jaśmin, różę, białe piżmo za mocne i w nadmiarze sporym.

Nie jest ładnie, nie jest przyjemnie, toż to pachnie jak perfumy z kiosku, z bazaru i to takie poniżej dychy.

Versace Versace przez mylengrave 2017-05-21

Klasyczne Versace

Ogólnie mam mieszany stosunek do perfum Versace, niektóre z nich mnie odrzucają, niektóre kocham, a pozostałe są mi kompletnie obojętne. Pour Femme raczej lubię.
Nie powiem, że to są moje ulubione perfumy, że skradły moje serce, nie, nic z tych rzeczy. To jest po prostu stara dobra klasyka, która nie umiera nigdy.
Trochę zbliżone do perfum Caroliny Herrery jeśli chodzi o estetykę.

Flakon pierwsza klasa, kto nie chciałby mieć klasycznej meduzy na półeczce? Ja chcę.

Perfumy nie mają poszczególnych składników wyraźnych na tyle, żeby tak od razu można było powiedzieć, co się czuje. Niemniej jednak na pewno wyczuwalną nutą jest bez, dosyć nietypową w perfumach. Poza tym porzeczka, lotos (niewyraźny trochę), lilia, orchidea (ta zbyt wyraźna dla odmiany), drzewo kaszmirowe i na koniec dużo piżma. Dla mnie bez piżma byłoby lepiej, ale już niech będzie.

To jeden z tych, które można stawiać na półce obok Chanel No5, Allure. Broń Boże, wcale podobne nie są, ale... ta ponadczasowość, surowość butelki łączą je.

Sable Marocain Phaedon przez mylengrave 2017-05-21

Och nie, och nie - duszę się

Początkowa faza tego zapachu sprawia, że mam ochotę uciec z pokoju, w którym go aplikowałam, jest mocny, nieznośny, drażniący, duszący, przytłaczający i sama nie wiem co jeszcze - przymiotniki mi się kończą. Taki efekt oud, tylko bez oud.

Potem ciut lepiej, ale tylko ciut. Zaczynam wyczuwać woń słodkiego syropu i jestem w stanie to znieść, tylko dlatego, że jest słodka.

Jeśli miałabym dostarczyć finezyjny opis zapachu, powiedziałabym, że czuję się jakby pan za mną w kolejce w aptece właśnie zsiadł z konia. Ani apteka, ani owy pan nie są tym, co/kogo chciałabym wąchać.

Dużo piżma, żywica, lekko kakaowiec, goździki, drzewo gwajakowe. Taki sterylny, no nie podoba mi się. Flakon doskonale oddaje jego zawartość - surowy, bardziej męski niż damski.

Helium [2He] One of Those przez mylengrave 2017-05-21

Słodycz zanikająca

Nie mam pojęcia jak miałby pachnieć hel, toteż wyobrażałam sobie coś zupełnie innego, jakieś takie krystaliczne powietrzno-wodne nuty. Nic z tych rzeczy.

Początkowo jest bardzo słodko, co okrutnie mi się podoba, to jest taka słodycz z serii tuberoza/lukrecja, trochę jak u Lolity Lempickiej, potem niestety ta słodycz opada i zapach nie podoba mi się aż tak bardzo, ewoluuje totalnie i zaczyna przypominać dziwactwa Serge Lutensa i innych unisexów. Dobre złego początki, totalnie.

Potem to już jakieś nuty drzewne, cedr, mchy dęby i porosty, kadzidło. Od czasy do czasu wyfrunie jakaś waniliowa słodycz, ale to nie to samo co na początku, niestety. Jest benzoes, róża, cynamon, szałwia nie wiadomo komu do szczęścia potrzebna, tytoń (serio?).

No cóż, popsikać się, a po pół godziny pod prysznic, oto moje rozwiązanie.

Perles De Lalique Lalique przez mylengrave 2017-05-21

Mocne, wręcz odurzające

Nie lubię perfum, które mają silniejszą osobowość niż ja. Ciężko o to niezmiernie, ale jednak - zdarza się. Perły Lalique są przytłaczające, metalowo męskie, takie retro w stylu Grety Garbo, koniecznie brunetki i koniecznie mrocznej.

Zapach bardzo wieczorowy, dosyć ciężki, daleko mu do optymistycznej woni. Jest surowy, ale nie szyprowy, bardziej czuję tutaj kwiaty i różne inne "dziwaczne" dodatki. Nie aż tak dziwne jak w przypadku perfum niszowych, ale jednak klasyczne perfumy z serii Dior, Armani czy Herrera to to nie są.

Składniki kompozycji nie są aż tak bardzo skomplikowane, a jednak odnoszę wrażenie, że skrywają coś więcej, dominuje paczula i wyjątkowo mocne nuty drzewne, irys, pieprz i o wiele za mocna i ordynarna róża na drugim planie, poza tym jest tak metalicznie, kremowo, ale nie do końca kobieco.

Perły także nie należą do mojej ulubionej biżuterii, drobny akcent jest w porządku, ale cały naszyjnik? Zbyt wiele. Perfumy chyba zgrywają się z perłami w moim przypadku.

Ambre Passion Laura Mercier przez mylengrave 2017-05-21

Przedziwny zapach szafy

Ambre Passion nie jest zapachem, który od razu nas atakuje, a muszę przyznać, że spodziewałam się tego. Jest bardzo bursztynowy, ale nie agresywny, nie dusi i nie przytłacza. Osobiście kojarzy mi się z zapachem starej szafy, ale nie stęchlizny czy naftaliny, jest on raczej... przyjemny.

Niestety, apteczny akcent tejże kompozycji uniemożliwia mi jej polubienie, tak naprawdę jedynym ładnym składnikiem jest wanilia, nietypowa, bo jednocześnie słodka jak w Candy Prady i otulają jak w Allure Chanela.
Dominuje labdanum, geranium, piżmo cedr. Paczula gdzieś gubi się w tle, fasola Tonka pomieszała się z wanilią. Drzewo sandałowe ładnie kończy kompozycję.

Perfumy pełne skrajności, z jednej strony są tak mroczne jak ich kolor, flakon trochę przekłamuje , bowiem płyn na skórze jest niemal czarny; z drugiej jednak strony mają w sobie coś delikatnego, zamszowego, skórzanego, drewnianego.

Very Valentino Valentino przez mylengrave 2017-05-21

Jedne z najpiękniejszych perfum, jakie miałam okazję wąchać.
Cudowne, klasyczne, eleganckie, kobiece. Trafiają w moją estetykę w 100%, zbliżone to generalnego zarysu perfum Lancome czy Hugo Bossa.

Są delikatne, ale od razu wiadomo, że ich nosicielka ma silną osobowość, one się po prostu nie nadają dla kobiet słabych, niewyróżniających się.
Mocno nawiązują do Dolce i Gabbana Pour Femme.

To taka mroczna kompozycja, niby delikatna, subtelna, wpadająca w kremowe nuty, ale kiedy zamykamy oczy i wyobrażamy sobie kobietę pachnącą Very Valnetino, mamy przed oczami panią w wysokim koku, czarnej długiej sukni i diamentowej kolii. Mocna, niedostępna, elegancka.

Estragon dominuje, a ja go uwielbiam. Poza tym mandarynka, wanilia, drzewo sandałowe, jaśmin, bardzo mocne konwalia i magnolia, na koniec odrobinka róży.

Kwiatowo, ale przede wszystkim jakoś tak inaczej, nie do końca syntetycznie, ale też nie tak naturalnie kwiatowo.

Versace Essence Emotional Versace przez mylengrave 2017-05-21

Trąci myszką

Bardzo mocno w stylu retro, a jednak niezmiernie mi się podobają.
Mają w sobie coś takiego, co na dłuższą metę dusi, a jednak ja jestem oczarowana. Czuję się wręcz tak, jakby ktoś rzucił na mnie zaklęcie.

Nie lubię logo Versace, irytuje mnie, uważam je za wyjątkowo brzydkie, to i flakony nie bardzo mi się podobają. Sorry Winnetou.

Emotional Essence ewoluuje. Początkowo jest mocniejsza, potem robi się lżejsza (co nie oznacza, że nadal nie jest mocna), bardziej słona, trochę kwaśna, a tylko w przebłyskach słodka.
Niestety, im dłużej noszę te perfumy, tym mniej mi się podobają, po prostu przytłacza mnie ich intensywność, czuję coś takiego, co mi wręcz przypomina oud. Także mamy swoje momenty, ale nie jest to miłość na całe życie.

Duszącym składnikiem będzie za pewne cedr z ylang-ylang. Lilia jest drażniąca, za dużo, za nachalnie. Bergamotka opanowała mango i słabo je czuć, a szkoda. Wanilii też nie ma, totalnie.

Niby są to perfumy kwiatowe, niby na co dzień. No nie powiedziałabym, są zbyt intensywne i dominujące, tylko na wieczór.

Moja ocena to 2,5/5, połówka. Czasem je lubię, czasem nie, a więc niech będzie sprawiedliwie.

Alien Eau Extraordinaire Mugler przez mylengrave 2017-05-21

Równie wspaniałe co Alien w wersji podstawowej

Kiedyś buszując po zapach natknęłam się na kolejnego Aliena i uśmiechnęłam się pod nosem, bo ileż można robić wersji jednego zapachu? W Alienie się kocham bardzo i z wzajemnością, nie od dziś. Z wielką przyjemnością rozpoczynałam romans z Eau Extraordinaire, czuję, że nasza miłość potrwa dłużej.

Są to jedne z moich ulubionych perfum, w przeciwieństwie do Angel i różnych jego wersji, Alien odpowiada mi w stu procentach.

Co mnie tak kusi? Neroli, no przecież, że neroli, uwielbiam! Do tego nuty kaszmirowe i dostaję perfumy idealne. Kaszmeran, biała ambra, bergamotka, to mi się wszystko tak pięknie zlewa w całość, jestem dosyć mocno zachwycona. Z niewiadomych przyczyn mam problem z odróżnieniem Alien Eau Extraordinaire i Armani Code, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. W zasadzie flakony Muglera średnio do mnie przemawiają, więc mogę zaopatrywać się w ten, który akurat jest tańszy.

Może trochę słodzieje na koniec, zdecydowanie uwalnia się dużo wanilii i benzoesu, może jakaś fasola Tonka się przewinie niepostrzeżenie. Momentami wyczuwam też brzoskwinię.

Perfumy określiłabym jako lekki, słodkie, głębokie, z ogonem, po jakimś czasie robiące się cięższe.

La Religieuse Serge Lutens przez mylengrave 2017-05-21

Zakonnice na pewno tak nie pachną

Myślałam, że trochę będę czuła tutaj ascezę i wszechobecność nut kościelnych. A nie, zaskoczenie. Pewnie na plus, bo ja fanką ascezy i kadzidlanych nut nie jestem, ani w życiu, ani w perfumach.
Zapachowi daleko do frywolności, ale jest on z tych radośniejszych, zdecydowanie.

W zasadzie nie mogę tutaj walnąć swojej starej śpiewki na temat okropności perfum unisex, ani one mocne, ani intensywne, ani nawet brzydkie. Wcale nie są kadzidlane, nie ma mirry, nie ma mchu i paproci.
Nie ma co się jednak cieszyć, dla mnie te perfumy są nijakie, stąd moje zdziwienie kosmiczną ceną. Perfumy pachną dla mnie tak, jakby ktoś zrobił sobie dopiero bazę do perfum i zamierzał coś dodawać.

Na plus jest to, że zapach ewoluuje, po jakimś czasie jest już coraz lepiej.

Czuję olejek pomarańczowy, zioła (ale nie takie kuchenne, bardziej szlachetne). Coś tam jeszcze czuję, ale pewności nie mam, co to, wszak to Serge Lutens.
Zaskakujące jest to, że producent w składzie kompozycji umieszcza kadzidło, ale ja go wcale nie czuję.

Zapach nijaki, trochę dla mnie to za mało, żeby chcieć pachnieć nim.

Black Sugar Aquolina przez mylengrave 2017-05-21

O matko z córką, duszę się!

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że mnie się ten zapach podoba! Uwielbiam perfumy słodkie, ale tak słodkie, że aż zapiera dech. Fajnie, Black Sugar taki jest, ale... dosłownie zapiera mi dech. Robiłam wiele podejść i niestety nie jestem w stanie już dłużej wytrzymać w oparach palonego cukru. Nie jest za dobrze.
Początkowo myślałam, że to będą perfumy totalnie w moim guście, ale bardzo się pomyliłam, już po krótkiej chwili wiadomo, że to raczej taka mroczna strona słodyczy. Anyż, dużo gorzkich nut, ogólnie wszystko to, co mi się raczej nie podoba.
Z ciekawości postanowiłam przeczytać skład kompozycji. I co ja widzę? No przecież, że oud! Tylko jest tak nieoczywiste, że nie poznałam. Mirra, skóra, kadzidło - zgadzam się, ale to wszystko takie ordynarne, nachalne, drażniące, nie, nie, nie!

Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek kurował się korą z brzozy to wie, jak to smakuje i pachnie. Gdyby ktoś miał ochotę, polecam Black Sugar.

Pousierre de Rose Les Parfums de Rosine przez mylengrave 2017-05-21

I znowu ta róża

Les Parfums De Rosine odkrywam stopniowo, chociaż muszę przyznać, że ich perfumy są bardzo nierówne, wiele jest doskonałych, jak chociażby Balerina numer jeden, a gorsze to te typowo różane. Poussiere de Rose to moja trzecia przygoda z Les Parfums De Rosine i jak do tej pory najlepsza, jeśli chodzi o róże.

Róża występuje tu w swoim ciepłym wydaniu, o wiele za intensywnym, ale śmiało mogłabym je porównać do pączka, początkowo jest ok, a potem całe to nadzienie jest skoncentrowane w jednym miejscu, mamy lekki przesyt, to tak samo jak w perfumach,

Uważam, że producent bardzo przesadza, podając przy tych różach niekończące się listy innych składników kompozycji. Moim zdaniem warto napisać, że róże to 97% kompozycji, a te pozostałe składniki stanowią resztę.
Jest śliwka, jest morela, ylang-ylang, cynamon, herbata (taka najtańsza), opoponaks.

Nie podobają mi się, nie jestem fanką zapachu pączków.

Terre d'Hermes Hermes przez FiFi 2017-05-21

Cedr, cytryna i długo długo nic. Choć lubię zapach cedru i cytryny to nie chcę tak pachnieć. Może inaczej, lubię też zapach benzyny, co nie znaczy, że mam się psikać benzyną ;)

Invictus Aqua Paco Rabanne przez Rysio 2017-05-20

Za dużo, za słodko, za chemicznie łamane przez sztucznie. Ból głowy po paru minutach od zaaplikowania. Czułem się, jakbym chodził ze stu watowymi kolumnami pod pachami z których leci "ostre" techno. Wszyscy w promieniu kilometra odwracają głowy i patrzą z politowaniem. Prysznic i po sprawie. Nigdy więcej.

Very Irresistible Eau de Parfum Givenchy przez Harlem Nocturne 2017-05-20

Zagląda człowiek do perfumerii, sięga po któryś z kolei tester, zupełnie od niechcenia, spryskuje blotter i go trafia. Zgadnijcie, co? Nie, tym razem nie jest to szlag. Zaskoczenie, zauroczenie, szok. Takie prawdziwe, naturalne, niewymuszone zmęczeniem mainstreamowego materiału. Nie zdarza mi się to często, ale w tym chyba tkwi cały urok perfumowego uzależnienia. Ostatni, świeży przypadek – Very Irresistible, poznane kilka dni temu, choć obecne na rynku od dobrych kilkunastu lat. Nigdy nie zwracały na siebie mojej uwagi, nigdy nie przyciągały, aż w końcu przetestowałam, bo przecież co mi szkodzi, do pociągu zostało 20 minut. Po trzech dniach flakon zasilił mój zbiór. Kompozycja niby prosta, typowo mainstreamowa, kwiatowo-owocowa, ale to tylko złudzenie, błędne pierwsze wrażenie.

Otwarcie jest soczyście owocowe, choć nie powiedziałabym, że to jabłko i gruszka, raczej owoce leśne, może granat z dodatkiem czegoś, co po niedługiej chwili okazuje się być anyżem w jednym z najlepszych ujęć, jakie dane mi było poznać w perfumach – łagodnym, stonowanym, ale skutecznie trzymającym owoce z dala od kategorii kompotowo-konfiturowej. Niedługo później pojawia się róża, a towarzyszy jej piwonia, oba kwiaty kremowe, słodkie, z klasą, ale bez nadęcia i przerysowania. W tym przypadku piękno tkwi w prostocie. Baza usłana jest płatkami kwiatów i paczulą, która nie jest tu ani piwniczna, ani pylista, ani czekoladowa. Jest aromatyczna, nieco chropowata, choć doskonale skontrowana kwiatową kremowością. W tle odrobina waniliowej słodyczy, żeby nic nie zgrzytało, a delikatnie rozpływało się na skórze i przyciągało nos do nadgarstka średnio co 5 sekund.

Nie pamiętam kiedy perfumy zapewniły mi taką dawkę komfortu, spokoju i bezpieczeństwa. Nosząc Very Irresistible mam wrażenie, że pachnę sobą, nie perfumami. Jak dotąd poznałam tylko kilka zapachów (mogłabym policzyć na palcach jednej dłoni), które robią taką magię. Very Irresistible są jednym z nich i mam nadzieję, że panoszące się po perfumeryjnym świecie niedorzeczne reformulacje i niepojęte wycofywania ich nie dosięgną.

Tobacco Vanille Tom Ford przez Winter 2017-05-20

Niesamowity zapach :) Zdecydowany unisex, który na mojej skórze raz przechyla się na stronę męską, a raz na damską. Co ciekawe, od razu po psiknięciu u mnie pachnie mega mocnym zapachem esencjonalnego miodu, dopiero po czasie rozbija się na tytoń i wanilię, w tym czuć kakao i nuty drzewne. Zapach naprawdę ciekawy, dla odważnych kobiet, bo jednak czuć w nim taką męską, lekko pierwotną nutę. Ja widzę ten zapach na kobiecie bardzo pewnej siebie, do skrojonego na miarę kompletu, która obraca się częściej w środowisku męskim niż damskim. Ogólnie zapach mnie hipnotyzuje i jest ciekawy, momentami trochę gourmandowy (kocham wanilię), za to mężowi nie przypasował.
Projekcja bardzo duża, a trwałość również zadowalająca.
Dla mnie zapach bardziej na wieczór i nie nadaje się do pomieszczeń zamkniętych, gdyż może być zbyt przytłaczający i drażniący.

Laguna Salvador Dali przez SylviaInVogue 2017-05-20

Cóż to za zapach! Niby świeży, ale taki nieprzewidywalny! Uwielbiam takie ciekawostki zapachowe, które na dodatek są bardzo noszalne!

Otwarcie siarczyste, niby świeże, ale w taki niecodzienny sposób. Jest też pewien męski pierwiastek. Z każdą minutą kompozycja się ociepla. Nuta bazy skradła moje serce. Jest taka ciepła, ale jednocześnie balsamiczna. Pachnie mi trochę mlekiem, migdałami, bursztynem. Trochę jak wytrawna Pina Colada o zachodzie słońca, którą delektuję się nad morzem. Albo jak nowe meble pokryte mleczkiem pielęgnującym. Jest w tym coś zmysłowego, jakkolwiek by to brzmiało. Uwielbiam! Żałuje tylko, że zapach ten nie jest bardziej wyrazisty, nie ciągnie za sobą ogona. Trwałość również mogłaby być lepsza.

Mia Me Mine Halloween przez SylviaInVogue 2017-05-20

Hm… ciekawe. Dlaczego większość słodkich perfum z paczulą pachnie na mnie tak samo? Czyli jak Si Armaniego albo LVEB? Nie wiem, ale Mia Me Mine brzmiący po tytule niemal jak „Masło Maślane”, tylko uświadczył mnie w tym przekonaniu.

Swój odpowiednik Si ma już chyba każda możliwa Marka – ta pisana przez duże lub małe M. Viktor&Rolf ma swojego Flowerbomba, Balmain ma Extatic. Nawet te najtańsze marki chcą uszczknąć coś z tej sławy, takim to sposobem mamy np. In Woman od La Rive, czy La Belle Vita od Bi-Es. Znajdziemy też i coś w odzieżówkach - np. Celebration od Orsay. Natomiast Halloween ma… Mia Me Mine.

Nie będę się tu rozpisywać, bo nie ma o czym. Wszyscy już chyba znają Si, mogę tylko powiedzieć, że tutaj mamy troszkę gorszą jakość i trwałość. Dusząca paczula, róża, oraz powiew owocowej świeżości. Nie moje klimaty, ale jeśli ktoś lubi...

Fleur de Cristal Lalique przez allie 2017-05-20

Nominalnie konwaliowy zapach, w którym w ogóle nie czuć konwalii, za to wywąchać można drastycznie mało przyjemną dla nosa dziwną hybrydę trącącej bananem gardenii z ylang-ylang.

Coś, co sądziłam, że będzie pachnieć jak ogród pełen kwiatów, przywodzi raczej na myśl zapach tropików w tym nie najlepszym ze wszystkich możliwych znaczeń; jest duszno, kremowo, a pod wszystkim tym czai się gdzieś w tle nuta, która - gdyby ją wyekstrahować i wzmocnić - zaczęłaby się niebezpiecznie zbliżać do woni okrągłych, przezroczystych kostek do WC, które zwalały z nóg swoim aromatem jeszcze całkiem niedawno, np. w pośledniejszych składach TLK.

Ja wsiadam do pociągu byle jakiego i wieję gdzie pieprz rośnie; on przynajmniej ładnie pachnie...

L'Air du Temps Eau Florale Nina Ricci przez perfumeholic88 2017-05-20

Nina potrafi zaskoczyć i po wielu słodziakach na rynek wszedł flankier słynnch Gołąbków, których niestety nie lubię i nie potrafię się do nich przekonać, ale wersja Eau Florale to co innego! Zapach jest poprostu uroczy i sama się sobie dziwię, bo ja przecież nie przepadam za lekkimi perfumami takimi typowo na ciepłe dni, więc o co chodzi? Ano o to, że Eau Florale jest niby to kwiatowy, bo wiciokrzew, bo piwonia, ale cytrusy dodają takiej świeżości, powietrza, rześkości. Ten zapach jest dzięki nim musujący i bardzo kobiecy. Jest w nim młodość, urok, czar, rumiane policzki pięknie uśmiechającej się dziewczyny w kwiecistej sukience i blond włosach splecionych w warkocz, która boso tańczy na łące. To czysta radość, śpiew ptaków i wiosna zamknięta we flakonie.

Declaration L'Eau Cartier przez thefuzz 2017-05-20

Podoba mi się, ale ... Moje poszukiwania idealnego zapachu na lato, który uzupełni moją kolekcję trwają. Sięgnięcie flankiera Decatarion było zatem tylko kwestią czasu. Przechodząc do meritum: zapach buzujący swieżością, skrzący się cytrusani, ze szczyptą przypraw i drewien w bazie, a więc idealny na lato. Do tego posiadąjący DNA Declaration (które bardzo lubię), więc czego chcieć więcej? W moim przypadku tylko trwałości. Ta niestety kuleje i zapach po ok. 4 godzinach znika. Pewnie przesadzam, bo specyfika zapachów na lato, bo składniki determinujące trwałość itp. itd. Ja jednak będę się upierał przy swoim, że da się zrobić trwały zapach na lato, czego przykładem są np. Eau de Cartier Concentree lub Dior Aqua Fahrenheit. A zatem szukam dalej, a tymczasem ta dwójka nadal mi towarzyszy przez kolejny letni sezon.

Tak pachnie benzoesowe słoneczko

Zapach przepiękny, pierwsze uderzenie to benzoes, kokos, kakao, trochę lotos i przede wszystkim dużo więcej słodyczy niż mogłabym się spodziewać.

Kojarzą się z latem i to bardzo, używam ich sobie nawet teraz (a mamy późną jesień), co poprawia mi nastrój i mentalnie przenosi na słoneczną plażę. Wiem, że zapach samoopalacza nie należy do najprzyjemniejszych, ale tutaj troszkę czuję taką poświatkę sztuczności, dodatkowo jakieś tropikalne nuty, plus coś, co jest wyczuwalne we wszystkich kosmetykach do opalania Kolastyny, Mówiąc krótko, plaża i lato szturmują pierwszy plan.

Mam wrażenie, że tropiki zostały troszkę ujarzmione, dokładnie tak samo jak w przypadku Omnia Paraiba Bvlgari, niby marakuje i papaje, a jednak nie do końca taka totalna multiwitamina,

Mocno czuć lilię, jaśmin i kokos, co zapewne wpływa na sporą łagodność kompozycji. W tle drzewo sandałowe, ale takie słodkie i wanilia, która tymczasem nie jest za słodka, bardziej nazwałabym ją orzeźwiającą. Wetiwer i mirrę czuję tylko jak zza szyby, ale są obecne.

Zapach ma ogon, chociaż nie zmienia się bardzo od pierwszej aplikacji.

Polecam fankom słodkich i pół-słodkich lekkich woni na lato, bardziej kwiatowych niźli owocowych.

Modern Muse Chic Estée Lauder przez mylengrave 2017-05-20

Puder na ostro

Podobają mi się, są połączeniem delikatnej pudrowości i nieco głębszej, kremowej nuty, drapieżniejszej.

Dolce i Gabbana mają wiele podobnych zapachów, kremowość identyczna, takie kaszmirowo-zamszowe wykończenie, dosyć charakterystyczne. Modern Muse Chic została zaprojektowana tak, że być szykowną delikatną kompozycją, z ciężkim ogonem, dużą projekcją i intensywnością. Bardzo kojarzy mi się z Pour Femme D&G.

Perfumy są mocno zdominowane przez śliwkę i tuberozę, zamsz jest wyczuwalny cały czas, ale raczej na dalszym planie, jako tło/baza (wyjątkowo udana).
Z bólem i żalem zauważam, że zapach ewoluuje i po jakimś czasie uwalnia oud, którego fanką nie jestem. Na szczęście nie ma go dużo, ale wolę początkową fazę zapachu na mojej skórze.

Poza tym czuję jeszcze jaśmin, lilię, drzewo kaszmirowe, bardzo słabą paczulę, trochę hebanu. Producent mówi, że kompozycja ma w składzie wanilię. Może i ma, ale gdybym tego nie przeczytała, sama bym na to raczej nie wpadła.

Estetyka trochę w stylu Armaniego i Hugo Bossa.

Vanitas Versace przez mylengrave 2017-05-20

Troszkę za ostre

Nie jestem fanką zapachów, w których do końca nie czuć to, co czuć się powinno, a więc zapach jest, ale tak do końca to nie wiadomo jaki, bo jest stłumiony, w tym przypadku jego ostrość drapie nas w nos od początku i wiele więcej to już nie wiadomo. Nie jest to taki ordynarny alkohol, bardziej alkoholowa oliwka, ale nie nazwałabym tego uczucia przyjemnym.

Po jakimś czasie wyczuć można więcej, na myśl od razu przychodzi mi Beauty Calvina Kleina, a więc perfumy, które mają w sobie dużo z oliwki dla dzieci.

Wydaje mi się, że składniki zmieszane są w miarę równo, z niewielką dominacją frezji, niemniej jednak kompozycja jest za mocna, dusi, przytłacza, nie pozwala na spokojne rozwijanie się zapachu, na oswojenie z nim, agresywnie od razu ujawnia wszystko co ma w środku.

Gardenia tahitańska, nazwana też kiatem tiare, monoi występuje tutaj w takim mocnym wydaniu, nie jak np. w produktach Sephory czy Yves Rocher z tym kwiatem na czele.

Limonka chyba w postaci syropu z limonki, nie orzeźwia ani trochę, bobu Tonki nie czuję, drzewo cedrowe silne, mam wrażenie, że trochę uszlachetnia kompozycję, ale ja nie przepadam za nutami drzewnymi.

Dla fanek mocnych, wyrazistych perfum z wyraźną nutą alkoholową.

5th Avenue Style Elizabeth Arden przez mylengrave 2017-05-20

Fajny styl, ale po co ten alkohol?

Jak sama nazwa wskazuje, powinno być stylowo, a jest... całkiem przyjemnie, poza tym, że perfumy tak bardzo mocno pachną alkoholem, że aż głupio. Od samego początku uderza w nas moc spirytusowej woni, a co gorsza, wcale się nie ulatnia, zostaje z nami już na zawsze.

Gdyby tylko nie ten alkohol, byłabym zachwycona, bardzo lubię lekkość i delikatną słodycz Elizabeth Arden, 5th Avenue kojarzy mi się z ponadczasową klasyką, tymczasem Style jest drapiący, drażniący.

Perfumy są bardzo kwiatowe, delikatne, subtelne.
Czuję bergamotkę, o wiele za dużo różowego pieprzu, słodką i wyjątkowo aromatyczną brzoskwinię, piwonię, śliwkę, kwiat jabłoni, jabłka w ogóle, na koniec zapach serwuje nam mieszankę wanilii, piżma i mchu dębowego, a więc jest mocno, dosyć ostro i szyprowo, by po chwili zrobiło się zwyczajnie słodko.

Gdyby tylko ten alkohol z nich odparował, byłoby pięknie i byłoby 5.

Narciso Rodriguez For Her Narciso Rodriguez przez mylengrave 2017-05-20

Dosyć przewidywalny, nic specjalnego

Narciso Rodriguez potrafi mieć piękne kobiece zapachy, szczególnie te na lato, ale ten jest dla mnie porażką. Bardzo nie lubię, kiedy zapachu dosłownie nie da się opisać, bo nie wiem co takiego szczególnego w nim się znajduje, już całkowitym smutkiem napawa mnie sytuacja, w której nie wyczuwam ani jednego konkretnego składnika bez przeczytania tego, co twierdzi producent. Niestety, tym razem Narciso Rodriguez zafundował mi właśnie takie atrakcje.

Jeśli ktoś kojarzy te starsze zapachy Tousa wie o czym mówię, coś pachnie, nawet niebrzydko, ale to raczej nic specjalnego.

Teraz zaskoczenie, po jakimś czasie zapach ewoluuje i to bardzo mocno, z całej tej mocnej, drapiącej i drażniącej alkoholowej otoczki wyziera "jakiś" zapach. Szkoda, że przesadnie pachnie oud, ale poza tym jest ok, pomarańczowo, rzekłabym.

Czuję oud, pomarańczę słodką i gorzką, paczulę delikatnie, osmantusa, ambrę, wetiwerię, piżmo.
Niestety, większości składników kompozycji nie lubię, toteż nie mam za bardzo czego chwalić. Jest za mocno, za ostro, za ordynarnie.

Perfumy miały być darem projektanta dla wszystkich kobiet - ja bardzo dziękuję za taki dar, wolałabym kwiaty, niż same mroczne i mocne składniki. Nie bez powodu butelka jest czarna, mówię Wam.

Intense Tiare Montale przez mylengrave 2017-05-20

Wspaniałe, cudowne i słodkie!

Jestem wciąż w lekkim niedowierzaniu, jakoby Intense Tiare miało być unisexem. Serio? Perfumy są jednymi z piękniejszych jakie wąchałam w życiu, są cudownie słodkie, waniliowe, delikatne, kadzidlane tylko w takim stopniu, żeby lekko towarzyszyć wanilii i kwiatowym woniom w swojej słodkości. Lekko zamszowe wykończenie, chociaż perfumy mają wydźwięk bardziej kremowo-pudrowy. Yeah.

Pragnę zaznaczyć tutaj, że w całkowitej euforii i ekscytacji przeszkadza mi butelka, która... zaiste jest bardziej butelką niż flakonem, taka jest metaliczna, zimna i kojarzy mi się z marynarzem. No, ale niech już będzie.

Z całym szacunkiem dla producenta, ale ja tutaj kompletnie nie czuję niczego, co miałoby sprawić, że perfumy są orientalne. Nope.

Składniki są wszystkie moje ulubione, tak więc brakuje już tylko neroli. Poza tym doskonała wanilia, monoi, kokos. Jest też róża, ale dla mnie tak ona trochę znika, ylang-ylang nie czuję, jaśmin dopiero po czasie,

Absolutnie, zostanie ze mną na lata. Polecam fankom delikatnej słodyczy i mdłych kwiatów.

L’Eau de Toilette Carven przez mylengrave 2017-05-20

Prześliczna lekkość

Perfumy są dla mnie idealnym połączeniem delikatności, subtelności (no łudząco podobne do 'Dolce' Dolce i Gabbany, a wręcz mam wrażenie, że lepsze, bo o wiele intensywniejsze) z dużą mocą zawoalowanej słodkości.

Kojarzą mi się z wiosną, z pięknym kolorowym ogrodem pełnym różnorodnych kwiatów.

Czuję cytrusy, peonię, frezję, forsycję, hiacynta, białe drewno. Cytrusy są dominujące, ale mimo wszystko czuć wyraźnie, że to tylko taka orzeźwiająca poświata na tej feerii kwiatów.

Jestem zachwycona, czuję bogactwo, taką radość, żywotność, optymizm, ciężko się nie uśmiechnąć.

Idealne na poranek, na wieczór za trywialne.

Paloma Picasso Paloma Picasso przez mylengrave 2017-05-20

Nie, nie, nie...

Powinnam sobie wystawić jedną reprezentacyjną recenzję na tego typu zapachy i po prostu ją wklejać. Tożto woła o pomstę do nieba, mniej więcej coś w stylu Charlie Revlonu, Chanel No5, nieładne, mocne, a to, że w tle lata nuta kadzidlana i lekko waniliowa niczego nie zmienia. To są perfumy z kiosku na rogu, intensywność i projekcja kilometrowa, flakon dosyć ohydny w moim mniemaniu.

Z czasem perfumy łagodnieją, ale to niczego nie zmienia, nadal są ordynarne, wulgarne, mdłe i tandetne. Nie nazwałabym ich ciężkimi, ale przytłaczającymi z pewnością.

Niestety zapach z serii 'jestem w kuchni': kolendra, goździki, dzięgiel. Poza tym drzewa o lekko cytrusowym wykończeniu: sandałowe, mech dębowy, wetiwer, cyweta (czymkolwiek jest, bo akurat nie wiem jak pachnie). Kwiatów nie czuję, także kompletnie nos mój nie zbiega się z zamysłem producenta, bo ja hiacyntów i ylang-ylang nie czuję, o paczuli nie wspominając. Z doświadczenia wiem, że ciężko je pominąć, więc nie umiem wytłumaczyć tego, że kompletnie ich w tym zapachu nie doświadczam.

Mocny, mimo powolnego schodzenia z tonu, to nie to.

Fleurs des Caraibes Comptoir Sud Pacifique przez mylengrave 2017-05-20

Dziwaczne, trochę słodkie

Spodziewałam się czegoś o wiele bardziej słodkiego, tymczasem kompozycja nie jest aż taka słodka, to dosyć dziwaczna mieszanka kwiatów, jak mniemam, prosto z Karaibów.

Zaiste niewiele znam z tego, co czuję, chyba autosugestia działa, bo nagle zaczynam sobie przypominać wszystkie tropikalne kwiaty i owoce, z jakimi kiedykolwiek miałam do czynienia, bo akurat je właśnie czuję:)

Jest melon, kokos, heliotrop, ale warto dodać, że to nie jest kompozycja taka zwyczajna, ona jest super oryginalna. Hibiskus i frezja bardzo wyraźne, mnie się to aż tak nie podoba. Drzewa sandałowego nie czuję, piżmo może minimalnie, w każdym razie rozwodnione bardzo. Jaśmin, irys, wanilia, tak, na koniec, ale bardziej owocowe niźli słodkie.

Perfumy kojarzą mi się z tropikami (a jakże), ale także z farbkami do malowania, z taką feerią barw, z wolnością artystyczną, w ogóle z artyzmem.

Jacques Fath Irissime Jacques Fath przez mylengrave 2017-05-20

Bardzo słodkie, waniliowe i mdłe

Uwielbiam zapachy słodkie, a jednak odnoszę wrażenie, że te perfumy są o wiele za słodkie, to taka wanilia z serii choinka w samochodzie. Migrenogenna, szybko się robi niedobrze, a szkoda, bo wystarczyło tylko trochę złagodzić zapach, żeby był lżejszy.

Sama woń jest dosyć pudrowa, cukrowa, momentami nawet nazwałabym ją kremową. Wyczuwam mój ulubiony różowy pieprz, ale w jakiejś takiej przesłodzonej wersji niestety. W ogóle odnoszę wrażenie, że wszystkie składniki tutaj są o wiele słodsze niż normalnie. Trudno. Przede wszystkim czuję słodycz, mdlącą wanilię, a w tle irysa. Producent wymienia sporo składników kompozycji, ale niestety nie mogę powiedzieć, żebym wszystkie je czuła. Przez całą tą otoczkę rodem z Hello Kitty czuję tylko troszkę irysa, pieprz i wanilię, ciężko mówić tutaj o głębokiej kompozycji.

Niestety, przypomina mi wszystkie te płytkie zapachy Avonu na jedno kopyto.

Nieładne, w zasadzie takie z serii dla dzieci, na pewno wszystkie dziewczynki kochające kolor różowy będą zadowolone.

Philosykos Diptyque przez mylengrave 2017-05-20

Wyjątkowo niebrzydkie

Nie przepadam za perfumami Diptyque, bo są dla mnie za dziwne, za męskie, kompletnie nieładne, pachną jak jakiś zapach, ale na pewno nie taki, który nadawałby się do zdobienia kobiety i podkreślania jej uroku. No, chyba, że tutaj chodzi o to, że jeśli perfumy są okropne, to uroda kobiety wypada lepiej... Zakładając jednak, że nie, Diptyque są dla mnie okropne. Z tym jednym wyjątkiem, bowiem Philosykos są nawet znośne, przyjemnie. Ja z całą pewnością nie chciałabym tak pachnieć, ale nie przeszkadzałaby mi osoba nimi pachnąca w moim otoczeniu.

Figi, po prostu sad figowy, nie za intensywny, ale i nie za miałki, taki w sam raz, lekko posłodzony, coś a la kandyzowana figa. Zapach bardzo naturalny, taki leśny, ale ładny, nie z serii mchu i paproci, taki świeżutki, jak rosa, jak drewno leżące tuż przy kominku, generalnie zapach ma w sobie coś z olejku eterycznego, jest taki uspokajający, wyciszający.

Fancy Nights Jessica Simpson przez mylengrave 2017-05-20

Oud w wydaniu komercyjnym

No nie, zdziwiłam się tak bardzo, że aż mi samej teraz głupio. Spodziewałam się perfum lekkich, przyjemnych, uniwersalnych, a tymczasem dostałam coś o wiele wyżej klasowo. Nie przepadam za oud, ale tutaj nie jest tak najgorzej, to nie jest zajzajer arabski, to taka orientalno-piżmowa wariacja na jego temat. Ale za Boga Ojca bym nie powiedziała, że to Jessica Simpson sygnuje ten zapach, więc tym nie radziłabym się sugerować.

Jeśli ktoś bardzo lubi oud, a względy finansowe powstrzymują go przed kupnem jakiegoś arabskiego specyfiku w finezyjnej buteleczce, niech koniecznie sprawi sobie Fancy Nights.

Najmocniej czuję oud, tuż za nim mech dębowy, bergamotkę, silną i nachalną, papirus, paczulę, tak mocną, że aż przyprawia o zawroty głowy, drzewo sandałowe i ambrę.

Mnie się ta kompozycja nie podoba, bo przejadły mi się kompozycje mroczne, niszowe, męski i mocne. Niemniej jednak, dla fanek oud to na pewno dobra finansowa alternatywa.

Bright Crystal Absolu Versace przez mylengrave 2017-05-20

Uwielbiam, landrynkowa malinka

... albo malinowa landrynka.
Jeden z moich ulubionych zapachów, taki lekki i słodki, a zarazem mocny i bardzo charakterny, nie ma możliwości, żebyśmy przeszły niezauważone.

To prawdziwa klasa i elegancja Versace, ale jednocześnie nie można powiedzieć, żeby perfumy były stateczne, jest w nich dosyć sporo szaleństwa. To już druga moja flaszka, a ja rzadko wracam do tego samego zapachu, lubię zmiany.

Czuję słodki las, jagody, trochę szyprowe nuty, ale zero goryczy, tylko owocowe nuty. Kocham lotos, pewnie dlatego tak mi się podoba ta kompozycja. Poza lotosem czuję malinę, piwonię, magnolię. Całość jest taka surowa, a jednocześnie perfumy nazwałabym radosnymi.

Kojarzą mi się z luksusem, utrzymują się na mnie cały dzień, lubię się nimi psiknąć ukradkiem w pracy, żeby fotel, biurko podłoga pachniały nimi. Nie są nachalne, więc innych nimi nie odstraszę, a ja sama siedzę w takiej pięknej mgiełce.

Jest tak kwiatowo, malinowo, zapach letni, ale ja z powodzeniem używam go zimą. Taki niby zwyczajny, a jednocześnie nieoczywisty, doskonały dla mnie na prezent, przyjmę zawsze i wszędzie, nie ma takiej możliwości, żeby mi się znudził.

Nilang Lalique przez mylengrave 2017-05-20

Ojej, zaskoczenie, dziwne one są

To z całą pewnością są perfumy nader dziwne, mam wrażenie, że mocno pachną solą, w stronę słonych orzeszków.

Jak dla mnie za mocne, nie lubię perfum w stylu Chanel No 5, Revlon Charlie, są ordynarne, intensywne bardzo, projekcja bardzo szeroka, czuć nas na kilometr, a tego bardzo nie lubię. Są bazarowe, jak z kiosku.

Lekko gorzkie, kadzidlane, przypraw kuchennych czuję sporo, a do tego niestety miód i żywicę, w ilości zastraszającej, uderza mi w nos prawie jak oud, no po prostu nie dam rady.

Po jakimś czasie perfumy łagodnieją, nadal mi się nie podobają, ale są lżejsze, da się wyczuć brzoskwinię, różę, drzewo sandałowe.

Niemniej jednak, dla mnie to porażka, zapach jest tak intensywny, że wręcz przeszkadza w wychwyceniu zapachu właściwego. To takie brzydactwo.

Kolejna róża

Nigdy nie zrozumiem fenomenu tej marki, serio, jest aż tylu miłośników róży na milion sposobów? To już kolejne różane wcielenie, które wcale jakoś wybitnie mi się nie podoba.

Róża klasyczna, często spotykana w perfumach, solo, jako dominant lub jako składnik jeden z wielu. Mnie, największej fanki neroli się nie oszuka, tutaj neroli nie czuję ani grama. Tak jak absolutnie żadnego innego składnika... poza różą, rzecz jasna. Z reguły nie jest aż tak źle i jestem w stanie wyróżnić kilka dodatkowych nut, nawet najmniejszych nutek, ale żeby wcale, nic a nic? No, oto jest ten pierwszy raz.

To jest róża ciepła, taka "domowa", czyli mówiąc krótko nie na wyjście, a raczej do dresu i na wyjście do spożywczaka. A śmiem twierdzić, że do dresów i na wyjście do spożywczaka perfum nie potrzebuję wcale.

Mimo iż cena nie jest wygórowana, ja tych perfum nie polecam, naprawdę, to nic specjalnego.

Lolita Lempicka Lolita Lempicka przez mylengrave 2017-05-20

Prześliczny dziwoląg

Bardzo lubię Lolitę Lempicką, jej poczucie estetyki i wieczną zabawę rzeczywistością. Odnoszę wrażenie, że bawi się ona z klientem w kotka i myszkę. Kompozycja nieoczywista, unikatowa, niestety dla mnie na co dzień trochę za apteczna, ale z przyjemnością wącham na kimś.

Bardzo słodka, pudrowa, lukrecja i tuberoza grają pierwsze skrzypce. Czuję mocno i intensywnie bluszcz, anyż, Tak naprawdę czuję także i inne składniki, ale one się aż tak bardzo nie liczą, czuję je gdzieś bardzo daleko w tle. Malina, brzoskwinia, może delikatna wanilia, jak na złość nie aż taka słodka jak potrafi być. Irys, fiołek, pralinki - obecne. Fasola Tonka po jakimś czasie także wyczuwalna.

Tak się teraz zastanawiam, czy jednak jestem przekonana do tego, że to nie do końca perfumy dla mnie? Są słodkie, ale chyba za anyżowe, nie przepadam za cukierkami, za anyżem samym w sobie także nie, w kwestii zapachu, znaczy się.

Zapach kojarzy mi się z magiczną krainą, z bajkami, nagle przed oczami staje całe dzieciństwo... To perfumy dla kobiet, które się nie boją. Kolorowych włosów, niebieskiej szminki i każdego paznokcia w innym kolorze.

Jednak im dłużej piszę tę recenzję, tym coraz bardziej zastanawiam się, czy aby na pewno nie wrócić do Lolity? Tak, zdecydowanie spróbuję. Powinno to być jednoznacznym dowodem na to, że te perfumy uwodzą, są niczym niechciana kochanka, której trudno odmówić, ze względu na stary sentyment.

Nie do pracy, nie na sytuacje oficjalne. Na plażę? Za ciężkie. Chyba tylko na szalone imprezy i na łąkę, mhm...

Deliria L`Artisan Parfumeur przez mylengrave 2017-05-20

Słodkie, trochę jak zgniłe jabłko

Perfumy są bardzo mocno nieoczywiste, to taka wariacja na temat słodyczy, ale nie za mocnej słodyczy, są raczej bardzo intensywne i umiarkowanie bardzo słodkie. Niestety, mają w sobie coś, co nie pozwala mi tak do końca cieszyć się ich urokiem. To nachalna nuta alkoholowa, coś w rodzaju whisky, a do tego jeszcze lekkiego odymienia.
Zupełnie nie wiem skąd to moje skojarzenie, ale jest dosyć silne, czuję bardzo mocno jabłka, ale nie świeże i pachnące, zdecydowanie mają okres świetności już dawno za sobą.

Delirium jest lekko pudrowe, to killer, chociaż lekko zawoalowany, bywa nawet kremowy, ale przede wszystkim jest słodko intensywny. Nie jest to zapach typowy, nie jest też unisexem takim z krwi i kości, moim zdaniem jest o wiele za damski, żeby pachniał nim mężczyzna.

Nie podoba mi się, Deliria przytłacza, dominuje, to jedne z tych perfum, które niosą ze sobą smutek.

Pierwszy raz spotykam się z nutami metalicznymi w perfumach, nie są takie najgorsze, aczkolwiek nie sądzę, żeby stały się moim ulubionym składnikiem.

Poczułam whisky, producent mówi, że rum. Ok, może to i nawet rum, aż tak na alkoholu się nie znam, wiem natomiast, że na pewno wolałabym, żeby go tu wcale nie było.

Arthes Love Never Dies Gold Jeanne Arthes przez mylengrave 2017-05-20

Niezbyt

Nie potrafię się wyzbyć takiego wrażenia, że tanie perfumy to gorsze perfumy. Wiem, że to fatalne, wiem, że jestem uprzedzona, ale nic na to nie poradzę.

Flakon fatalny, nie ma go jak trzymać na półce, mam nieodparte wrażenie, że ktoś tu się wzorował na Katy Perry...

Sam zapach cudowny, jeśli mam być szczera:) Nietrwały, że aż szkoda gadać, bardzo ulotny, bliskoskórny, praktycznie każda znana mi mgiełka jest silniejsza od tej wody perfumowanej.

Kocham takie zapachy, faktycznie kojarzą mi się one ze złotem, są radosne, słoneczne, pozytywne i ciepłe. Najbardziej podoba mi się ta pudrowość, nie uderza naszego nosa od razu, ona przychodzi z czasem.

Najpiękniejszym składnikiem kompozycji jest meksykańska czekolada, taka nieoczywista, kadzidło na szczęście jest w takiej delikatnej odsłonie, jeżyna, trufla, konwalia, orchidea, to jeszcze czuję.
Kompozycja jest ładna, wcale nie taka powtarzalna. Wiadomo, że nie są to perfumy z wysokiej półki, ani nawet najwyższej, trzeba się nimi psikać 10 razy dziennie, żeby coś poczuć, ale mimo wszystko - ładne.

Rem Reminiscence przez mylengrave 2017-05-20

Brzydkie, wodne perfumy chyba dla mężczyzn

Nie mogę uwierzyć w to, że kompozycja dedykowana jest kobietom, nie podoba mi się tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Wyczuwam w niej nuty wodne, faktycznie, a poza tym dużo ambry i jakieś stłamszone cytrusy. Przykro mi, ale ja nie czuję fasoli Tonki, nie czuję wanilii, a szkoda, bo to jedne z moich ulubionych składników perfumeryjnych.

Zapach mnie dusi, drażni, drapie, kompletnie nie wiem, czemu ktoś miałby chcieć tym pachnieć z własnej woli.

To taki Posejdon, tylko trochę nieświeży, podstarzały, kompletnie nieatrakcyjny. Za mocny, za intensywny.

Eau des Jardins Clarins przez mylengrave 2017-05-20

Przepiękny

Tak jak i w przypadku innych perfum marki Clarins tak i te mają paskudny flakon. Ok, kolory są w porządku, ale sam kształt i zakrętka flakonu wskazują raczej na to, że w środku spotkamy tonik, płyn micelarny, emulsję, i inne takie. No nic to, zapach ratuje sytuację.

Byłam uprzedzona, bo znałam już niebieską i czerwoną flaszkę, tymczasem kompletnie niepotrzebnie. Eau des Jardins są przepiękne, takie klasyczne, na długo zapadające w pamięć. Trafiają do grona moich ulubionych perfum.

Są surowe, szyprowe, przede wszystkim kwiatowe, ale nie jest to kompozycja słodka, oddaje raczej chłód, nonszalancję, klasę i urok ogrodu, niźli jego radość.
Poza kwiatami dużo liści, ale i korzeni kwiatów, a do tego zielona herbata i inne nuty zielone.

Czuję grapefruity, takie, których nie lubię jeść, a więc z pozoru słodkie, ale w środku bardzo gorzkie; miętę, na szczęście łagodną, szlachetny liść laurowy, owocowe nuty, chociaż do końca nie wiem jakie, trochę paczuli, szczyptę piżma.

Cudowne, takie niby magiczne, od razu kojarzą się z tajemniczym ogrodem, ale z drugiej strony zimne i smutne. Uwielbiam.

Ballerina No 1 Les Parfums de Rosine przez mylengrave 2017-05-20

Słodka i delikatna balerina

Rzadko kiedy włącza mi się aż tak duża wizualizacja dotycząca perfum, ale te perfumy, plus ten flakon są autorami obrazu baleriny w mojej głowie.

Perfumy są cudowne, delikatne, słodkie, momentami są jak killer ze słodkich kwiatów, ale po chwili wszystko opada, wytłumia się samoistnie.

Kocham takie flakony, jestem wielką fanką różu, rzeczy puchowych, pięknych po prostu. Kiedy sięgam po taką buteleczkę, od razu czuję się lepiej.

Perfumy niszowe nie muszą pachnieć mchem, kadzidłem i kuchnią, czego Ballerina No 1 jest doskonałym przykładem. Perfumy są oryginalne, wyróżniają się bardzo, są z pewnością nietypowe, ale przy tym bardzo nawiązują do klasyki, małe jest prawdopodobieństwo, że ktoś uzna je za brzydkie. Są kwiatowe, dosyć słodkie, mocne, kobiece, lekko skręcające w stronę dziewczęcych.

Mam takie luźne skojarzenie do oliwki dziecięcej, pomieszanej z różą trochę.

Co czuję? Różę, delikatny miód, oliwkę, frezję, to przede wszystkim. Gdzieś daleko daleko na drugim planie rozcieńczoną żywicę, piwonię. Przepiękna kompozycja, trochę drażni, ale tylko początkowo, potem już całkiem odpływam.

Cedre Atlas Atelier Cologne przez mylengrave 2017-05-20

Cytrusowo-morski klasyk

Nic nadzwyczajnego się w tej kompozycji nie dzieje. Troszkę jestem rozczarowana, bo Atelier Cologne kojarzy mi się z perfumami luksusowymi, ale i bardzo oryginalnymi.

Jeśli już mam do czynienia z klasykiem wakacyjnym, z morską bryzą pomieszaną z limonką, cytryną i ewentualnie czymś tam jeszcze, to skąd taka cena? I dlaczego flakon w ogóle nie wskazuje na swoją zawartość? Kojarzy mi się on z arktyką, z zapachem cukierków "Ice", z epoką lodowcową, ze śniegiem, zimnem i chłodem, z perfumami kobiety zimnej i niedostępnej.

Nie, żebym nie lubiła takich perfum, ale czemu mam przepłacać, mówiąc kolokwialnie?

Więc czym to pachnie? Cytrusami, morską bryzą, moim zdaniem zapach jest dosyć łagodny, nietrafione było wyostrzenie go nutami gorzkimi, bo teraz nie jest już do końca taki lekki.

W nazwie cedr, czy ja go czuję? Delikatnie, nienachalnie, w subtelnym towarzystwie bergamotki.

Perfumy ewoluują, po jakimś czasie czuć nutkę brzoskwini, jaśminu, białej ambry i wetywerii.

Nie są brzydkie, tego powiedzieć nie mogę, na pewno nie są płytkie, mają dosyć sporą głębię, przyzwoitą projekcję, intensywność jest średnia. Kompozycja niby nieoczywista, a jednak dla mnie za klasyczna.

Nie kupiłabym ich ponownie, ponieważ wolę słodszą cytrynę. Sklasyfikowałabym zapach jako orzeźwiająco-cytrusowy z nutką goryczy.

Pomelo Paradis Atelier Cologne przez mylengrave 2017-05-20

Bo ja kocham pomelo!

Pomelo kocham jeść, ale tak szczerze, to nie do końca wiem, gdzie to pomelo się podziało w perfumach:)

Perfumy są typowo słoneczne, radosne, kojarzą mi się trochę z plażą, słodkimi drinkami, miodem, żywicą, z kwiatami, z pięknym kolorowym ogrodem w pełnym słońcu. Coś pięknego, człowiek powącha i świat od razu staje się piękniejszy.

Lekko są pudrowe, kojarzą mi się z cukierkami, ale nie tymi stricte pudrowymi, tylko takimi, które w środku mają soczek,żel lub galaretkę.
W ogóle trochę ten raj z pomelo taki dziecinny, w sam raz do gry w berka:)

Perfumy uderzają swoim optymizmem, radością na kilometr, po prostu nie sposób się nie uśmiechnąć czując ich woń. Nie bardzo mi pasują do zimy i płaszczy, ale w sam raz będą na upalne lato i budzącą się do życia wiosnę.

Czuję różowe grapefruity, pomelo tylko troszkę, bardzo słodką mandarynkę, kilka pomarańczy niepozornych, po kilku godzinach dołącza mięta, ale nie taka oczywista, to tylko takie wykończenie. W tle tej słodyczy wetyweria nadaje jakiś ostrzejszy akord, żeby zachować równowagę.

Coś pięknego, zapach plaży i słońca.

Eau Lente Diptyque przez mylengrave 2017-05-20

Brzydactwo z kilkoma zaletami

No nie, po aplikacji perfum czuję się tak, jakbym w warsztacie samochodowym wdepnęła w jakąś lepką maź, która nie chce się domyć, a potem starała się zabić jej zapach perfumami z kiosku.

Standardowo perfumy pachną kościołem, bardzo mocno oddają charakterystykę perfum niszowych, dla mnie to nic ciekawego, niestety. Do tego nieustannie towarzyszy mi przekonanie, że one są jakieś takie lepkie, ciężko to wytłumaczyć, Są przytłaczające, dominujące.

Są w nich nuty dymne, tytoniowe, lasu także nie unikniemy. Bardzo, bardzo, bardzo mocno mydlane, pachną jak mydełka/szampony reklamówki w hotelach, to taki charakterystyczny intensywny zapach.

Nie potrafię wyróżnić większości nut zapachowych, pozostaje tylko przeczytać skład producenta i się do niego odnieść. Na pewno czuję goździki i gałkę muszkatołową, a żadnego z nich nie lubię.

Zapach mocny, intensywny, kompletnie nie nadaje się dla fanek współczesnych zapachów, jest totalnie retro.

Le Voluttuose La Vaniglia Bois 1920 przez mylengrave 2017-05-20

Żeby tak zepsuć wanilię...

Kocham wanilię, ogólnie kocham wszelakie zapachy słodkie, nazwa tych perfum totalnie mnie zmyliła, bo one akurat słodkie nie są, a wanilia została zepsuta tak bardzo, że aż mi przykro.

Owszem, wanilia jest dominująca, wyczuwalna, ona sama w sobie jest bardzo, bardzo słodka, a jednocześnie ciepła jak w Allure. Cóż z tego, skoro ramię w ramię z wanilią kroczy coś szyprowego, kadzidlanego i ziołowego? Wszystko to posypane cynamonem, czuć dym, tytoń.
W zasadzie mogłam się tego spodziewać, już sam flakon jest zapowiedzią tych strasznych nut. Niby różowy, słodki, delikatny, a na górze ordynarny korek. To samo, co w środku.

Paczula z kadzidłem i tytoniem tworzą taką powłokę i nie pozwalają wanilii pokazać swojej głębi, ona nie może zaistnieć w tej kompozycji.

No nie, no po prostu nie.
Dla mnie to wygląda tak, jakby ktoś miał zamiar zrobić słodkie perfumy, a potem się jednak rozmyślił i chciał czymś zabić tę słodycz. Niestety, udało się.

Jardins de Bagatelle Guerlain przez mylengrave 2017-05-20

Dawno, dawno temu...

Perfumy bardzo kojarzą mi się z latami dziewięćdziesiątymi, są lekko podobne do Diuny Diora, warto jednak zaznaczyć, że identyczne nie są, bo Diuny nie lubię, a Jardins de Bagatelle całkiem mi się podoba. Nie nazwałabym ich może moimi ulubionymi, ale "mogą być".

Zapach jest bardzo nieoczywisty, niby szyprowy, trochę kwiatowy, momentami zalatuje nawet jak killer, ale przytłumiony.

Czuję róże, neroli (ale nie za dużo i w troszkę bardziej gorzkiej wersji niż zazwyczaj), gardenia i tuberoza idą ramię w ramię, gardenia trochę tłamsi dominację tuberozy, a tuberoza dodaje szaleństwa stateczności gardenii, na koniec trochę drzewa sandałowego i jaśminu, oba w bardzo subtelnym wydaniu,

Myślę, że to jedne z tych perfum, które jednak bardzo ciężko opisać, trzeba powąchać. Naprawdę, są dosyć dziwaczne i nie mam tutaj na myśli niczego złego. Mnie się podobają, ale średnio po tygodniu mam już ochotę na zmianę.

Cinabre Maria Candida Gentile przez mylengrave 2017-05-20

Pomarańczowe ciasteczka - troszkę spalone

O, a myślałam sobie, że będzie cynamonowo, tymczasem wcale nie jest, w zasadzie nie jestem pewna, czy czuję jakikolwiek cynamon.

Żeby była jasność, perfumy mi si bardzo ale to bardzo nie podobają, są duszące, przytłaczające, kojarzą mi się z pomarańczowym olejkiem do pieczenia ciasta, jednakże jego stężenie jest o wiele za duże, żeby mógł się podobać. Do tego ta wszechobecna woń dymu, tytoniu i spalenizny, bleh.

Dzięki tym perfumom dowiedziałam się, że najbardziej na świecie nie lubię składnika o wdzięcznej nazwie: opoponaks. Pojawia się już w kolejnych perfumach, które nie przypadły mi do gustu, a więc to on jest sprawcą mojego "nielubienia". Pachnie tak, jak hotelowe mydła i szampony w tych małych pojemnościach. Mocno, intensywnie, charakterystycznie, z nutką taniej whisky.

Głównie właśnie tak można opisać Cinabre, należy dodać dym, tytoń, trochę kadzidła i mamy to co mamy, a więc perfumy, które pachną bardzo zbliżenie do kwiatów. Jakich? Śmierdziuchów.

Mediterranean Elizabeth Arden przez mylengrave 2017-05-20

Śliczota!

Elizabeth Arden nie należy do moich ulubionych marek perfumeryjnych, zawsze kojarzyła mi się tylko ze średnią jakością w przesadzonej cenie, tymczasem teraz jest inaczej, perfumy pachną taką świeżością, są tak krystaliczne, sterylne i orzeźwiające, że już na zawsze trafiają do grona moich ulubionych.

Niby czuję w nich jakieś cytrusy, ale mimo wszystko nie określiłabym ich jako cytrusowe, te nuty morskie, ale i powietrzne są tak dominujące, że reszta się gubi. Jakieś kwiaty też czuję, ale one są dopiero na dziesiątym planie.

Owoce? Też się znajdą, oczywiście jakieś śródziemnomorskie! Mandarynka, brzoskwinia, śliwka, trochę to wszystko miesza się z bursztynem. Woń owocowa jest taka radosna, nadaje kompozycji charakteru słonecznego, bo mimo wszystko perfumy nie są zimne, lodowe i niedostępne, są ciepłe i pogodne. Ale szlachetne i eleganckie zarazem.

Perfumy po jakimś czasie ewoluują, coraz to nowe składniki dochodzą do naszego nowa, wetyweria, orchidea, magnolia, pięknie się to wszystko komponuje z morską bryzą i ciepłem owoców.

La Danza delle Libellule Nobile 1942 przez mylengrave 2017-05-20

Tak, tak, tak, słodycz nad słodycze!

Wspaniałe niekonwencjonalne perfumy, kocham słodycz, a tutaj dostaję zupełnie nową "zabawkę" do kolekcji, nigdy do tej pory nie spotkałam się z taką wonią. Jest jakby stłumiona, mam wrażenie, że cała ta słodycz pochodzi z migdałów i owoców,

Trochę mijam się z producentem, bo ja tutaj nie wyczuwam żadnych "ostrych" nut, piżmo? W życiu! W składzie kompozycji nie ma także migdałów, a dam sobie rękę odciąć, że wyraźnie je czuję. Wyraźnie wyróżniam także olejki, takie jak do ciasta. Perfumy są ciężkie, tego nie da się ukryć, dominują i przytłaczają, więc będą odpowiednie tylko dla wielkich fanek słodyczy i zapachów mdłych. Ja się do nich zaliczam.

Kwiaty nie występują tutaj na pierwszym planie, ale czuję bergamotkę. Najwyraźniej pachnie czerwone jabłko, takie w wersji a la królewna śnieżka, słodkie, piękne, rumiane i niezwykle aromatyczne. Kokos? Nie wyczuwam, wanilię trochę. Sądzę, że mieszanka wanilii i kokosu zaowocowała całą tą słodyczą, która dla mnie pachnie po prostu słodko i nie jestem w stanie powiedzieć co się na nią składa.

Te perfumy to killer słodyczy, kwintesencja zapachów słodkich. Tylko dla orłów.

Glam Rose Les Parfums de Rosine przez mylengrave 2017-05-20

Wąchałam już setki takich perfum

A wszystkie takie same. Nie, ja nie chcę krytykować, ale jeśli ktoś sądzi, że dostanie naprawdę oryginalne perfumy różane, jest w błędzie, dostanie najbardziej klasyczne ich wydanie. Ładne, ale totalnie zwyczajne. Cena też wydaje mi się w związku z tym troszkę przesadzona.

Serio, to są już kolejne perfumy, które pachną dla mnie identycznie, delikatna pudrowa róża, lekko wpadająca w orient, ale skojarzenia z bazarową tandetą nie są takie do końca nietrafione. Przy róży trzeba uważać, łatwo przekroczyć granicę kiczu, wydaje mi się, że niestety Glam Rose lekko się o niego ociera.

Róże, róże, róże, trochę jaśminu i irysa, zdecydowanie za dużo fiołka i liczi, które znacznie psują kompozycję i całkiem zmieniają jej charakter. Malina i zamsz zamyka kompozycję.

Mimo całego mojego zamiłowania do słodyczy, wydają mi się trochę za słodkie.

Eau Ressourcante Clarins przez mylengrave 2017-05-20

Świeżo i czysto, ale czy to na pewno perfumy?

Bardzo jestem zawiedziona. Na samym początku zawodzi mnie sam flakon, jest taki... nieperfumeryjny. Bardziej wygląda mi jak jakiś tonik, zwłaszcza, że Clarins przecież robi wiele kosmetyków do twarzy, o pomyłkę niełatwo. Szczerze? Znam wiele toników i wód micelarnych, które pachną ładniej od Eau Ressourcante, które w zasadzie z większym prawdopodobieństwem mogłabym wziąć za perfumy.

Przykro mi, ale woda w niebieskiej buteleczce do mnie ani trochę nie trafia. Właśnie, woda będzie odpowiednim określeniem. Pachnie słabo, krótko i podejrzewam, że mijane osoby powiedziałyby raczej, że tyle co brałyśmy prysznic, a nie, że spryskałyśmy się perfumami.

Zapach jest taki neutralny, lekko wodnisty, morska bryza, świeżość, czystość, to są moje skojarzenia.

Czuję cytrynę, cedr i nuty wodne.

Eau Dynamisante Clarins przez mylengrave 2017-05-20

Okropna

A myślałam, że jedynie Eau Ressourcante jest dla mnie takim niewypałem, okazuje się, że Eau Dynamisante to dopiero jest niewypał.

Pomijam fakt, że nie podoba mi się butelka, wygląda jak tonik, totalnie.
Perfumy są mocne, taki brutal w wersji dla kobiet, kojarzą mi się z Charlie Revlonu, nie cierpię, nie znoszę, to dla mnie taka wymuszona elegancja, Chanel No 5, mocne, intensywne, a w zasadzie tak bardzo zjadliwe, że nie wiadomo do końca co to pachnie, czym to pachnie?

Bardzo moim zdaniem tandetne, bazarowe, dosłownie jak perfumy z kiosku, no czuć nas będzie na kilometr.

Niestety to jeden z tych zapachów kuchennych, których nie cierpię, ponieważ gdybym chciała pachnieć kuchnią, to bym tam poszła:) Czuję kminek, szafran, kolendrę, rozmaryn, tymianek i... już mi się nawet dalej nie chce wymieniać, to tak jakbym wzięła mój koszyczek z przyprawami i leciała po kolei. No porażka. Na szczęście jest jakaś cytryna, pomarańcza, ale nic już nie jest w stanie uratować tej kompozycji.

Youth-Dew Estée Lauder przez mylengrave 2017-05-20

Boże, jakie mocne!

Nie wierzę, że Estee Lauder wypuściło takie nieporozumienie zapachowe, serio.
Jak wącham, to się duszę, a jak wącham drugi raz to mnie dusi alkohol, wręcz mam wrażenie, że to czysty spirytus, aż sama nie dowierzam.

Są tak mocne, że ciężko wyczuć jakieś poszczególne składniki. Rzadko się to zdarza w przypadku perfum popularnych, bo przecież Estee Lauder to na pewno nie niszowa marka, a jednak. Przytłaczające, dominujące, intensywne, moim skromnym zdaniem brzydkie, że aż strach.

Bardzo, ale to naprawdę bardzo duża intensywność, projekcja kilometrowa. Niestety, kojarzą mi się z damską wersją brutala, chyba nie spotkałam jeszcze perfum tak bardzo pachnących spirytusem, że w zasadzie nie wiadomo, co w nich czuć tak naprawdę.

Wódka, spirytus, goździk, ylang-ylang może gdzieś w tle, paczula, wetyweria.

Niewiele jest perfum, które mnie mdlą, te są drugie, po którymś ze specyfików Kenzo, nie pamiętam teraz, który to.

Najgorsze perfumy świata.

Rock`n Rose Valentino przez mylengrave 2017-05-20

Śliczotka

Bardzo ładne różane perfumy, których sama bym nawet różanymi nie nazwała, to wszystko przez tę nazwę - autosugestia. Nazwa nomen omen bardzo dobrze dobrana, zapach łączy w sobie delikatność, subtelność kobiety i jej charakterną naturę. To zapach idealny dla buntowniczki, która ma ochotę pohasać po łące, lub dla kobiety spokojnej, która wreszcie chce wyjść z szeregu, ale małymi krokami.

Jedną jedyną rzeczą, która mi tę kompozycję zdecydowanie psuje jest dziwna ziołowa poświata, którą czuję przy każdym psiknięciu, niestety.
Czuję bergamotkę, ale nie taką silną i nachalną jak to często bywa, czarną porzeczkę w bardzo słodkiej swojej odsłonie, kwiat pomarańczy, różę jedynie w formie takiej delikatnej mgiełki, wcale nie jest dominująca, wanilia gdzieś tam w tle się przewija, moim zdaniem zdecydowanie jej za mało. Piżmo, drzewo sandałowe i inne ostrzejsze wonie też są, nie da się ukryć, ale gdzieś daleko, nie tak aż wyraźnie, żeby mówić o szyprowych aromatach, czy drzewnych.

Perfumy są lekkie, trochę słodkie, idealne na co dzień, ale na wieczór także będą ok.

Messe de Minuit Etro przez mylengrave 2017-05-20

Bleh

Perfumy pachną tak brzydko, że nie wiem, czy ja znam takie słowa, żeby poprawnie to opisać.

Są bardzo migrnogenne, jest mi od nich niedobrze. Kwintesencja perfum niszowych, z reguły one nie mogą pachnieć po prostu ładnie, one muszą pachnieć dziwnie. Im bardziej, tym lepiej.
Flaszka taka sama dla wszystkich zapachów, wybitnie nie lubię takiego zabiegu.

Bardzo mocno czuję dym, spaleniznę, tytoń i kadzidło. Kiedy wącham te perfumy do oczu aż napływają mi łzy, takie są mocne i intensywne. Przytłaczają, drażnią, dominują.
Nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której te perfumy byłby dobre. Na co dzień? Broń Boże, moglibyśmy udusić przypadkowych przechodniów, na wieczór? Nie pasują, są za ordynarne. Do pracy? Współpracownicy chyba by uciekli.

Czuję paczulę, dym, tytoń, spaleniznę, mirrę , kadzidło.

Nigdy więcej.

Amber Romance Victoria`s Secret przez mylengrave 2017-05-20

Zapach jest przecudowny, taki ostry, ale broń Boże nie szyprowy, to takie przyprawy na słodko, takie wakacyjne, bursztynowe, ta ostrość spowodowana jest raczej słodyczą. Bardzo mocno czuć wanilię, drzewo sandałowe, które kompozycji nadaje szlachetności, ambrę, cukier i wiśnie. Z serii tych słodkich, ale i charakternych.

Missoni (2015) Missoni przez mylengrave 2017-05-20

Słodki z charakteru

Flakon bardzo trafnie oddaje to, co w środku. Perfumy są szalone, beztroskie, nierozsądne, oryginalne, słodkie, seksowne. W sam raz na wyjście do klubu, chociaż ja taką woń preferuję na co dzień.

Dla rebeliantek, ale tylko tych ubranych na różowo.

Jest w nim coś, czego nie lubię i jest to miód, ale został tak pięknie syntetycznie dosłodzony, że mogę go nawet znieść, bardzo zbliżona ta maniera miodu do Si. Na tym podobieństwa się kończą, a zaczynają kolosalne różnice, tutaj nie ma elegancji, klasyki, ani czaru, jest za to futerko, puch i cętki.

Poza miodem czuję dużo słodyczy, prawdopodobnie coś a la cukier, karmel, wata cukrowa, ale podane na dosyć ostro i surowo, poza tym dużą rolę odgrywa bergamotka, ona ujarzmia całą kompozycję, cytrusowe nuty lekko "musują", niczym bąbelki w szampanie. Tak, Missoni EDP zdecydowanie kojarzy się z szampanem, luksusem i dobrą zabawą. Wszystko to otulone fasolą Tonką i sandałowcem.

Light Fluid Iceberg Woman Iceberg przez mylengrave 2017-05-20

Lekka i rześka cytrynka

Bardzo podoba mi się ten zapach, jest typowo wakacyjny, ale nie jest na całe szczęście tym z serii "udaję mgiełkę", są cytrynowe/cytrusowe bardzo bardzo, ale jednocześnie czuć delikatne piżmo, całość jest nadal lekka i rześka, ale z głębią.

Nie są to perfumy, które ja stosowałabym chętnie na co dzień, bo trochę mnie przytłaczają, lubię wonie słodkie, a tutaj jak na złość tej słodyczy nie ma, zapach balansuje na granicy neutralnego i gorzkiego, trochę drapiącego w nos, ostrego, szyprowego wręcz.
Cytryna to nie ta żółta i słoneczna, ale ta zielona, lekko zapomniana na ostatniej półeczce w lodówce.

Trochę smutny ten zapach, mimo tego iż napisałam, że bardzo mi się on podoba, nie kupiłabym go ponownie. Jest przyjemny na chwilę, na kimś, ale na mnie nie bardzo, to taki trochę wampir energetyczny, odbiera mi radość i energię.

Cytryna, piżmo, niestety brak owoców, kwiatów, słodyczy. W zasadzie mandarynka i bergamotka są wyczuwalne, ale nie w swojej typowej odsłonie, są takie... smutne, takie zombie wersje samych siebie. Za dużo cyklamenu, pachnie trochę jak w kościele.

Bois d'Orange Eau Sublime Roger & Gallet przez mylengrave 2017-05-20

Pomarańczowo, ale tak nadzwyczajnie

Uwielbiam wszelakie pomarańczowe zapachy, więc myślałam, że i ten przypadnie mi do gustu - pomyliłam się. Pomarańcza pomarańczą, ale to przede wszystkim perfumy niszowe, a do tego jeszcze unisex, czyli coś, za czym zbytnio nie przepadam.
Nie ma tutaj neroli, nie ma słodyczy i energii pomarańczy, jest za to gorycz mandarynki i psujące całą kompozycję zioła na pierwszym planie.

Owocowo-kwiatowe, powiada producent? Nie wydaje mi się, raczej byłabym skłonna powiedzieć, że szału nie ma, gorzka pomarańcza w ziołach, tyle tak naprawdę czuję.

Lubię kokos, lubię wanilię, tymczasem moim zdaniem nie ma ich tutaj wcale, a wcale. Ylang-ylang? Może, w roli gwoździa do trumny, nie dość, że ten zapach już sam w sobie jest przytłaczający i drażniący, dołóżmy mu jeszcze intensywność i hiper projekcję ylang-ylang.

Nie mówię, że to zapach, który odrzuca mnie na kilometr, ale dłuższe przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu działa na mnie niespecjalnie dobrze.

Za mocny, za przytłaczający, za gorzki i smutny.

Incense & Cedrat Jo Malone London przez mylengrave 2017-05-20

Głucho wszędzie, ciemno wszędzie - co to będzie, co to będzie?

No nie wiem, uczucia moje są mieszane. Uniseks, mówi się trudno, ale dlaczego pachnie eukaliptusem? Dlaczego kojarzy mi się ze spirytusem, z syropem na kaszel i zapachem apteki? Poza tym już zupełnie nie jest źle. Trochę za dużo miodu, zupełnie niepotrzebny oud, żywica także w zbyt dużej ilości. Czy jest możliwe, żeby wszystko było w za dużej ilości? W przypadku tej wody kolońskiej odnoszę takie nieodparte wrażenie.

Przeczytałam, że zapach jest orientalno-drzewny. No ok, ale na całe szczęście orient jest umiarkowany, a drzewo łagodne. To bardziej sandałowiec niż mech i dąb. Potrafię wyróżnić miód, oud, żywicę, pieprz, cytrynkę, limonkę, może trochę dym i bergamotkę. Na 5 minut mogę powąchać, ale nie dłużej, drażnią mnie.

Nie są brzydkie, ale 'niebrzydkie' to dla mnie za mało, żeby nazwać je ładnymi. Są oryginalne, trochę przydymione, ale wciąż nie powalają na kolana. Bardzo w stylu Serge Lutensa.

The Aoud Mancera przez mylengrave 2017-05-20

Jak wszystkie inne arabskie specyfiki

Oud, pachnie jak oud. Coś więcej? No przykro mi bardzo, że po raz setny spotykam się z perfumami, które pachną tak samo, w zasadzie nie różnią się niczym od innych, kosztują stosunkowo dużo, a na pytanie 'jak pachną' mogę tylko odpowiedzieć, że jak 'arabskie oud'.

Mocno, żywicznie, oczywiście unisex, a jakżeby inaczej. Projekcja na dziesięć kilometrów, więc na pewno każdy będzie wiedział, że pachniemy. Intensywność spora, jak to na arabskie specyfiki przystało.

Są przytłaczające, drażniące, na co dzień nie nadają się kompletnie.

Lekko zapach kościelny, kadzidło i te sprawy. Niestety, kuchenny też, są goździki, pieprz, jakieś inne dziwne zioła, geranium, szafran, dużo dużo lasu i piżmo w ilości sporej.

Nie podoba mi się, kompletnie nie.

Aqua Allegoria Pivoine Magnifica Guerlain przez mylengrave 2017-05-20

Słodki, pudrowy, kwiatowy

Bardzo lubię takie perfumy, chociaż wiem, że nie bardzo nadają się do pracy. Są ultra-hiper infanatylne. Są aż duszące, dławiące, mdłe, a mimo wszystko mają w sobie coś takiego, że nie sposób się im oprzeć.

Nie jestem wielką fanką piwonii, tymczasem Aqua Allegoria Pivoine Magnifica to luksusowa wariacja na jej temat, nietypowa, ponadczasowa, oryginalna, a zarazem bardzo specyficzna i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu.

Zapach pełen jest sprzeczności, z jednej strony to killer, a z drugiej jest lekki jak puch, bardzo przypomina mi cukierki pudrowe.

Poza piwonią czuję bardzo wyraźną różę, lekką i uroczą, bardzo czystą i pogodną. Fiołek także na pierwszym planie, już nie tak wyraźnie, ale nadal wyczuwalnie. W tle dużo klonu, żywicy, słodyczy, może nawet pudrowanego karmelu? Jest słodko, w klimacie a la lukrecja, miodek, wanilia i kokos, chociaż ich tutaj nie ma.

Mogę sobie tym pachnieć całą wiosnę, całe lato, mhm...

Insolence Guerlain przez mylengrave 2017-05-20

Zapach delikatności i kremowej subtelności

Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, by ochłonąć na chwilkę później. Teraz znów kocham się w nich szalenie.

Insolence nie są równe, zapach ewoluuje, ale mam wrażenie, że on się zmienia jak kameleon, raz tak, a raz tak. Szkoda, bo ja wyjątkowo lubię tę kremową jego wersję, taką delikatną, subtelną, przyjemną, do rany przyłóż, jak masłowaty balsam do ciała. Drugie jego oblicze to kwiatowy killer pomieszany ze słodkim kremem, też delikatnym, ale to jednak nie to. Obie wersje są dosyć waniliowe, co akurat mi odpowiada.

Zapach lekko podobny do Aqua Allegoria Pivoine Magnifica, chociaż nie twierdzę, że podobieństwo jest wielkie i łudzące. Tak z charakteru.

Perfumy aż mnie duszą, jak to często u Guerlain, ale nic to, są tak piękne, że się daję. Jest bardzo kwiatowo, a wszystko to na delikatnym puszku podane.

Czuję różę, piwonię, fiołka - zdecydowanie to jest mocny pierwszy plan. Krem, wanilia, żywica, irys, bób Tonka - plan drugi, a na sam koniec wanilia, słodka i lekka.

Zapach wyjątkowo oryginalny, jestem pewna, że jeśli już się spodoba, będziemy do niego wracać. Ja będę.

Nie tak miało być... ale i tak jest pięknie

To nie tak miało być. Miało być pięknie, słodko, ogólnie przyjemnie i nienachalnie. Tzn. nienachalnie biorąc pod uwagę każdą inną nachalność, byle nie słodką. Tymczasem jest dosyć nachalnie, tyle tylko, że nie za słodko. Perfumy bardzo mi się podobają, nie da się zaprzeczyć, niemniej jednak są kompletnie inne niż się spodziewałam, a wybrałam je sobie w ciemno, czytając, że są owocowe. Otóż nie są owocowe i nie są słodkie, są drzewne, korzenne, coś jakby spod 'mchu i paproci', a mimo wszystko tak mi pachną Allure, że aż sama się karcę za porównanie. Chybione, bo ani wanilii, ani ciepła, ani otulenia.

Miroir des Voluptes pachnie kominkiem, lekkim kadzidłem, wełnianym swetrem i grzańcem w zimowy wieczór, tak bardzo wolny od wszelakich zobowiązań.

Nie jest wcale gorzko, nic nie jest przesadzone. Jest woń dymu, ale nie ma tytoniu, dekadencja owszem, ale nie nonszalancja. Absolutnie na co dzień, chociaż skojarzenia są typowo wieczorowe, zapach femme fatale, ewentualnie kobiety, która udaje, że jest mężczyzną. Proszę się jednak tą samczością nie sugerować, bowiem ja nienawidzę, kiedy zapach damski ma cokolwiek z męskiego, tymczasem te perfumy podobają mi się bardzo.

Czytam kompozycji skład i trochę nie dowierzam, przecież sama przed chwilą napisałam, że tytoniu nie ma, a jak nie ma, jak czytam, że jest. No dobrze, jest, ale tylko troszeczkę, subtelnie. Oud jest mocne, jednakże nie aż tak arabskie jak w perfumach arabskich. Główne skrzypce moim zdaniem gra tutaj drzewo sandałowe, wobec którego mam ambiwalentne uczucia, natomiast tutaj kradnie moje serce z każdym wdechem. Jest sobie piżmo, jest ambra, paczula, która mimo swojej intensywności wyjątkowo mnie nie drażni.

Kompletnie nie czuję róży, fasoli tonki, zero dla mnie tutaj słodyczy i owoców, ale nosy są różne, prawda?

Piękna słodko-owocowa mgiełka

Jestem zakochana, a zakochałam się bardzo. Ktokolwiek kiedykolwiek używał czegokolwiek sygnowanego przez markę Nuxe wie, jak pięknie pachnie ta seria (głównie olejek i kremy). Toteż wystarczy sobie teraz wyobrazić, że to troszkę rozcieńczamy, dodajemy rześkiej słodyczy, świeżej róży i wychodzi po prostu zapach idealny. Czemu aż tak mi się podoba? Bo kocham neroli, a perfumy pachną neroli tak bardzo, jakby stanowił on 95% kompozycji.

Gdyby ktoś kiedykolwiek spytał mnie jak pachnie radość, odpowiedziałabym, że właśnie tak. Gdyby ktoś kiedykolwiek spytał mnie jak pachnie szczęście odpowiedziałabym, że właśnie tak.
Ba, powiedziałabym nawet, że California Reverie pachnie słońcem, słonecznikiem, zielonymi łodyżkami białych kwiatów, konwalią, pomarańczą, kwiatem pomarańczy, monoi (bardzo, bardzo, bardzo!) i mandarynką, a wszystko to polane jest ciekłym złotem.

Wanilia wyczuwalna jest tylko troszeczkę, ale to bardzo dobrze, bo nie spotka nas tu niespodzianka z serii kokos, benzoes i inne takie. Jaśmin, plumeria, wosk pszczeli - stanowią idealne tło dla tej cudownej kompozycji.

Jestem pewna, że gdybym miałam wybrać jeden jedyny zapach na świecie, wybrałabym właśnie ten.

Sienne l´Hiver Eau D`Italie przez mylengrave 2017-05-20

No nie za bardzo

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że od czasu do czasu napotykam na bardzo dziwne wariacje na temat zapachu Charlie Revlonu, który to jest tak okropny, jak tylko zapach okropny być może. Kojarzy mi się z perfumami z kiosku, takimi ekskluzywnymi, bo rzucali ze 3 na miesiąc i jeszcze trzeba było stać po nie w kolejce.
Nie, nie nie. Jest źle, może nie aż tak źle jak sam Charlie, tudzież jakakolwiek inna wersja "brutala" dla kobiet, ale dobrze także nie jest.

Perfumy są nachalne, mocne, intensywne, z lekką nutą whisky, ale jest w nich coś łagodzącego, nuta morska, rześka jak bryza.

Niestety kompozycja jest nieatrakcyjna na co dzień, pachnie żywicą, alkoholem, kadzidłami, a więc wszystkim tym, czego za bardzo nie lubię.

Przed zakupem radzę powąchać (i dać im chwilę, zapach rozwija się w nieco lepszą wersję samego siebie, robi się nawet troszkę słodki), nie kupować w ciemno. Perfumy praktycznie nie mają w sobie nut owocowych, kwiatowych, nic z tych rzeczy, to głównie aromaty ziemi, lasu i tego, co mamy w kuchni.

Queen by Queen Latifah Queen Latifah przez mylengrave 2017-05-20

Paskudztwo

Bardzo mocno nie umiem opisać tego zapachu. Jest pełen sprzeczności, z jednej strony ma coś, co mnie bardzo urzeka, mocną słodycz, radość i pudrowość, a z drugiej niestety coś, czego nienawidzę i doprowadza mnie to do szału, zgniliznę, alkohol, kadzidło, mirrę i inne nuty z serii "dziwne".

Wanilia dominuje, ale jest ona nie dość, że bardzo sztuczna, to do tego jeszcze tandetna, słodka nieprzeciętnie i zupełnie nieświeża. Tequila, serio? Kolendra? Czyli zioła, zdechła wanilia, alkohol i jeszcze jakby eukaliptus na koniec. No po prostu perfumy są wstrętne, szkoda wielka, że do tej wanilii nie dodano czegoś w stylu drzewa sandałowego, kwiatów może.

Wyszło jak wyszło, ale mało które wonie zapadają mi w pamięć, że aż takie są straszne i przerażające. Gdyby po kuli ziemskiej chodziły potwory, typu ogry i orki, na pewno pachniałyby tymi perfumami.

3121 Prince przez mylengrave 2017-05-20

Rześkie, ale zbyt ziołowe

Co jak co, ale żeby Prince, takie coś?
Nie wiem, dlaczego w ogóle ktoś mógł wpaść na pomysł, że jakakolwiek kobieta chciałaby pachnieć jak amol, tudzież jakikolwiek inny syrop na kaszel i zdecydowanie tantum verde, Serio?

Czytam kompozycję i się zastanawiam, czy naprawdę czytam to, co powinnam. Nie mam pojęcia, gdzie te wszystkie piękne nuty, gdzie się podziała np. bergamotka? Dochodzę jednak do wniosku, że kwiatom nie podobało się w sąsiedztwie takiego paskudztwa i postanowiły opuścić towarzystwo:)

Wyczuwam gardenię, tuberozę, eukaliptus, alkoholu co nie miara, piżmo, cedr, całą masę ziół, mchu i paproci.

Little Gold Dress Avon przez mylengrave 2017-05-20

Słodkie i wspaniałe... przynajmniej na początku

Lubię zapachy mdłe, kłamstwem wierutnym byłoby napisać, że nie. Z tym jednak zastrzeżeniem, że większość mdłych dla społeczeństwa zapachów nie jest mdła dla mnie. Tymczasem Little Gold Dress są mdłe tak bardzo, że aż głupio. Bardzo mi się podobają, przynajmniej przez krótką chwilę, kiedy to mogę się nacieszyć ładną wonią, po to tylko, żeby zaraz się zorientować, że tak w zasadzie to mi jest niedobrze i już zaraz, za chwileczkę zacznie boleć mnie głowa.

W ogóle perfum z Avonu nie lubię, bo one się tak jakoś alkoholowo rozwijają, a w połowie butelki to całkiem wietrzeją i czuć z nich niewiele więcej ponad alkohol. Nie wiem, czy to tylko jakieś moje psychiczne uprzedzenie, czy faktycznie tak jest, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że najwyższa jakość to to nie jest.

Chwilę popachną, zawrócą w głowie i to by było na tyle.

Zapach taki słoneczny, radosny, wakacyjny, ciepły, lekko owocowy, słodkawy, ale przede wszystkim waniliowy, totalnie pachnie chemiczną choinką do auta. Czuć także bursztyn, ale wierzcie mi, nie jest to jego szlachetne wcielenie i trochę mandarynkę, rześką i słodziutką.

Niemniej jednak, mimo szczerych chęci, za słodkie.

Miracle Eau Legere Sheer Fragrance Lancome przez mylengrave 2017-05-20

Doprawdy cudowny

Bardzo ładne perfumy, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby mój nos aż tak umierał do kolejnego spotkania, jak to potrafi umierać i wzdychać na samą myśl o spotkaniu z jakimś tam np. Opium czy Si.

Trochę mi się kojarzą z Titaniciem, a przynajmniej z taką atmosferą lekkiego patosu, dramatu w powietrzu. Mimo, że perfumy są raczej radosne, troszkę słodkie, to wyczuwam w nich pewien niepokój. Niby kwiaty, a jednak jakieś szyprowe nuty w tle.

Czuję słodkie kwiaty, róże, liczi, imbir, magnolie, frezje...
Mimo wszystko nie widzę niczego takiego specyficznego i oryginalnego, czym mogłabym opisać perfumy. Niby są super, niby cudowne, a jednak takie zwyczajne. Drażniące, po dłuższej chwili mnie przytłaczają i nie rozumiem, na czym ma polegać ich lekkość.

Bond Girl 007 Avon przez mylengrave 2017-05-20

Kompletnie nieładne

Nie dość, że flakon jest odrzucający, to jeszcze zapach, bleh...

Nie wiem nawet, co ja tutaj mogłabym napisać, żeby jakoś perfumy opisać. Odpychające i odurzające wonie z kiosku, tak bardzo nieładnie, że aż strach. Ordynarne, wulgarne i prostackie, jestem pewna, że co jak co, ale tak na pewno nie pachnie dziewczyna bonda.

Paczula i piżmo pomieszane z jakimś tanim i kiczowatym aromatem kwiatów, to by było na tyle, na domiar złego utrzymuje się aż z pół godziny.

Clean Rain Clean przez mylengrave 2017-05-20

Świeży i słodki, cudowny!

Lekko się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam, że perfumy są dedykowane zarówno kobietom jak i mężczyznom. W moim osobistym odczuciu są cudowne, słodziutkie, a jednocześnie bardzo rześkie, czuję taką morską bryzę, krystaliczny deszcz, zapach sterylny.

Taki czysty, wręcz namacalnie wodnisty. Kiedy go wącham, widzę wodospad i piękne krainy, pozbawione ludzkiego zniszczenia,

Czuję tutaj zupełnie i absolutnie przede wszystkim nuty wodne, morskie, słodkawe, cytrusy, delikatną bergamotkę, zawoalowaną paczulę, w tle jakieś inne kwiaty, trochę śmierdziuszki, ale jednak na tło idealne.

Uwielbiam, ubóstwiam, zakochałam się w tychże perfumach.

Boss The Scent For Her Hugo Boss przez mylengrave 2017-05-20

Ojeju, jakie słodkie!

Nie do końca jestem przekonana, moje pierwsze spotkanie z perfumami było owocne, bo aż zdecydowałam się je kupić. Po dwóch dniach mój entuzjazm troszkę zniknął, nie wiem jak ja to zrobiłam, że w perfumerii czułam coś zupełnie innego, a teraz czuję coś innego, magia.
Pierwsze spotkanie z The Scent to nie lada zaskoczenie, od lat bowiem ubóstwiam perfumy Hugo Bossa, a te są... po prostu inne. Słodkie, takie głębokie, ale nie aż na tyle, żeby nie wiedzieć, co się czuje. Początkowo miałam wrażenie, że to trochę kawa, a la Hot Ralpha Laurena czy Opium YSL, a do tego słodkie i delikatne kwiaty, ale teraz wiem, że to było złudne wrażenie.
Jaka jest moja opinia teraz? Za dużo wanilii i to nie ładnej, ciepłej otulającej, a niestety tej najbardziej chemicznej, a la choinka zapachowa do samochodu. Eterycznie, że aż boli.

Nie wiem, jak można tak się popsuć? Ładne, owszem, one są ładne, na jakieś 15 minut, bo potem człowiek sobie myśli, że no przecież bez jaj, że ma chodzić i pachnieć jak choinka z auta maczana w cukrze?

Wanilia, cukier, kakao lekko i niewyraźnie, słodkie kwiaty, jakiś benzoes, może kokos, miodowo-brzoskiwniowo też mi coś zalatuje, ale to już sugestia producenta, że powinno.

Kocham killery, kocham zapachy słodkie, ale nie aż tak. Duszące, mdlące, drażniące. Przy tym subtelne. Magia, magia Bossa.

Fleur de Coton (Cotton Flower) Sephora przez mylengrave 2017-05-20

Przyjemna

Minusy:
-zapach jest krótkotrwały,
-dosyć łagodny, a jednocześnie troszkę alkoholowy.

Cechy neutralne:
-sama bym jej pewnie nie kupiła, dostałam ją gratis do większych zakupów,
-opakowanie ok, ale nie jest jakoś wybitnie estetyczne.

Plusy:
-niedroga.

Kwiat bawełny jest dosyć neutralną linią Sephory, łagodny, kobiecy, kwiatowy, dla każdego, idealny na prezent. Mgiełka też taka jest, trochę nawet dziewczęca. Zdecydowanie kwiatowa, trochę jak świeże pranie, momentami słodka, ale głównie świeża i rześka. Nie czuć nic konkretnego poza kwiatem bawełny, może minimalnie lilię i różę, ale to tylko luźne skojarzenia. Troszkę bezpłciowa.

Pretty Fabulous Avon przez mylengrave 2017-05-20

Oj nie

Duszące, migrenogenne, przytłaczające, przeładowane mocą i intensywnością, zupełnie jak perfumy z kiosku.
Kompozycja skierowana jest głównie do nastolatek (lub nawet i młodszych dam), stąd pewnie tendencyjność, projekcja na kilometr w myśl zasady "niech czują".

Jabłko, magnolia i cukier waniliowy tworzą dosyć prymitywną kompozycję, nic szczególnego, zapach jest płaski i jednowymiarowy. Jabłko bardzo syntetyczne, stąd brak orzeźwienia, magnolia nachalna, zbyt intensywna, cukier waniliowy tylko na dokładkę.

Nie polecam.

Perceive Soleil Avon przez mylengrave 2017-05-20

Ojoj

No nie, tak słońce nie pachnie na pewno, jestem pewna:)
Perceive Soleil pachnie słomą, zatęchłą bardzo i kompletnie nieprzyjazną, taką, co to kłuje na potęgę. Z założenia zapach słoneczny powinien być dla mnie letni, tymczasem Soleil pełne jest piżma i ambry, raczej zimowych aromatów.

Poza tym czuję mandarynkę, ale niezbyt przyjemną, raczej taką gorzką, z której źle schodzi skórka; pieprz, który aż drapie w nos, trochę fiołka i frezji, biała herbata na koniec w ilości znikomej.
Perfumy dosyć ordynarne, zero w nich subtelności czy lekkości.

Dazzling Moments Avon przez mylengrave 2017-05-20

Słodziutkie

Perfumy nawet mi się podobają, ale nie będę oszukiwać, że są gatunkowo wyśmienite. Są krótkotrwałe, po jakimś czasie zaczyna mnie kręcić po nich w nosie - zdecydowanie czuję alkohol. Dziwne, bo nie od początku, a dopiero po jakichś dwóch tygodniach stosowania, mimo iż przechowuję je prawidłowo.

Są IDENTYCZNE z Escadą Ocean Lounge, więc jeśli ktoś w nich gustuje, dostanie dokładnie to samo.

Owocowy killer, a jednocześnie dosyć świeży.
Czuję truskawkę przede wszystkim, arbuza, trochę wanilię. Wszystko jest syntetyczne, ale mnie to nie przeszkadza. Perfumy są bardzo słodkie, trochę zbliżone do Heat Beyonce.
Charakter mają infantylny, radosny, na lato, a już na pewno pod palemkę do kolorowego drineczka.
Dla mnie bomba.

Christian Lacroix Absynthe Avon przez mylengrave 2017-05-20

Bardzo mocno nie

Perfumy pachną jak jedna wielka mieszanka wszystkich arabskich i niszowych pozycji jakie miałam okazję wąchać.
Żadne tam damskie, ani nawet unisex, toż to męskie do bólu.
Generalnie kadzidło, mech, dąb, czyli jesteśmy w lesie, taka zadymiona atmosfera, dekadencja i te sprawy, gdzieś w tle cytrusy, które minimalnie ratują kompozycję. Orchidea także minimalnie nadaje jej kobiecego charakteru, poza tym to już standard dziwadełek: szafran, anyż, mirra, ambra, piżmo.

Za mocne, za nachalne, w ogóle nieładne, przytłaczające mocno.

Slip Into Daring Avon przez mylengrave 2017-05-20

Trochę przysłodka pościelówa

Perfumy na pierwszy rzut oka wydają się nie być takie złe, ale to tylko złudzenie. Początkowo delikatne, słodkie, już po chwili stają się drażniące, alkoholowe i mdłe. Typowa pościelówa, rozmemłana, nieciekawa.
Owszem, są zmysłowe, sensualne, ale w bardzo tanim wydaniu.

Czuję nektarynkę, gruszkę (chociaż perfumy kompletnie owocowe nie są, raczej kwiatowo-pudrowe), jaśmin, mocną orchideę, peonię, drzewo sandałowe. Perfumy mają w sobie coś "dziwnego", coś nie było dla mnie oczywistym składnikiem kompozycji, doczytałam jednak, że producent wymienia włoską skórę - zgadzam się.

Kompozycja płaska, monotonna, na 15 minut jest ok, potem zaczyna się nudzić i wietrzeć.

Prodigieux Le Parfum Nuxe przez mylengrave 2017-05-20

Dla fanek Nuxe

Nietrudno się zorientować, że perfumy pachną jak olejek i pozostałe "olejkowe" kosmetyki . Niemniej jednak, jest to zapach głęboki, przyjemny, elegancki, zdecydowanie nie płaski.

W ogóle odnoszę takie dziwne wrażenie, że Prodigieux Le Parfum mają konsystencję olejku, nie wchłaniają się od razu - zgadzałoby się, tako rzecze producent, ale nie jest to przecież taki olejek jak nuxe czy też perfumy arabskie. To hybryda perfum i olejku.

Trzymają się ultra długo, nawet w upalne letnie dni nie spływają.

Pachną dla mnie przede wszystkim kwiatem pomarańczy, który uwielbiam, trochę mandarynką i pomarańczą, jest też całkiem wyraźna magnolia, zdecydowana wanilia (taka rześka, nie słodka i nie ciepła, bardziej egzotyczna).

Ich cena nie jest wygórowana, jak na perfumy takiej klasy, spokojnie przyrównałabym je do Armaniego, Diora i innych tym podobnych.

W ogóle zadziwia mnie to, że dla mnie te perfumy pachną po prostu olejkiem. O ile nie do końca zachwycam się słynnym olejkiem, to jego zapach bardzo, ale to bardzo mi odpowiada. Perfumy tylko go pogłębiają, jestem zatem w siódmym niebie. Mogę się psikać sama dla siebie.

Są kwiatowe, kobiece, delikatne, subtelne, niekoniecznie letnie, ale bardzo lekkie, kojące, wyciszające, kojarzą mi się z naturą, jogą, medytacją, mhm...

Repetto Repetto przez mylengrave 2017-05-20

Za mocny, za miodowy, odpowiednio słodki

Repetto zachwyca mnie swoją lekkością, tak, jednocześnie jest dla mnie lekki i za mocny. Lekki, jak na śmierdziuszka miodowego z serii Si Giorgio Armani, bo to w założeniu ma być taki killer, trochę kwiatowy, nachalny, bardzo miodowy i cukrzany, z drugiej strony nie dusi, nie powoduje migreny, nie drażni. Jest mocno kwiatowy i to zdaje się, że przeszkadza mi najbardziej. Ilość słodyczy, miodu i cukru jest odpowiednia (chociaż dla mnie miód to nic przyjemnego, wyeliminowałabym go całkowicie, ale jak już jest, to taką ilość zniosę), za to kwiaty trochę się narzucają. To tylko wrażenie początkowe, po jakimś czasie jest już tylko lepiej, delikatniej i subtelniej, ale mimo wszystko, do neutralnych, klasycznych kobiecych kwiatowych zapachów Repetto ma jeszcze kawał drogi.

Czy mogłabym tak pachnieć? Owszem, urzeka mnie ta pudrowość, słodycz stabilna, intensywność stabilna, a kwiatowość zanikająca. Czarujące.

Projekcja tych perfum jest słaba, jednak nadają się one tylko dla fanek słodyczy i mdłych woni.

Czuję śliwkę, delikatną różę, miód, karmel, cukier, kwiatowy bukiet z serii tych mocnych, kwiat pomarańczy, delikatne i idealnie wpasowane nuty drzewne.

Moje pierwsze wrażenie było całkowicie mylące, więc polecam pobyć z zapachem trochę dłużej, dać mu szansę. Na mnie łagodniejsze, szlachetnieje.

Wanilia na imprezowo

Wcale nie jestem zachwycona, lubię kompozycje Karla, ale to uderzenie ostrej wanilii wcale mnie nie zachwyciło, trochę podobne do Caroliny Herrery.

Na pewno miłym dodatkiem i swoistym udziwnieniem do wanilii jest bazylia i lawenda, bardzo pasują i ciekawie się komponują, natomiast mam sporo zastrzeżeń co do reszty. Papryka, cynamon, serio? Czyli chyba jednak chodziło o to, żeby było dziwnie, niekoniecznie wybitnie ładnie.

Tylko ta wanilia ratuje sytuację, poza tym czuję się tak, jakbym była w kuchni, a to zdecydowanie nie o to chodzi.

Bardziej na imprezę niż na co dzień, bo pazur ma. Powinien przypaść do gustu fankom hinduskich zapachów.

Eau de Lalique Lalique przez mylengrave 2017-05-20

Cytrynowy mocny poranek

Perfumy z serii pościelowej, porannej i cytrusowej, a jednak nieco inne, takie w stylu Lalique.

Generalnie Lalique to nie jest mój ulubiony producent perfum, uważam, że są zbyt mocne, intensywne, często gorzkawe. I tutaj nie jest inaczej, chociaż Eau de Lalique mogę jeszcze znieść. Nie chcę nimi pachnieć, ale toleruję je.

Czuję gorzko, bardzo gorzko. Nie lubię gorzkich woni, uważam, że są smutne i przytłaczające, a w perfumach szukam radości, energii. Dopuszczam gorycz, jeśli zapach jest elegancki, klasyczny, szlachetny. Ale w cytrusowej, lekkiej, wakacyjnej wręcz woni? Nie było takiej potrzeby.

Bardzo dużo przypraw, czego również nie lubię, koper, kardamon, ziele angielskie, cynamon. Sporo nut drzewnych, ale one akurat są odświeżające. Przede wszystkim dominuje cytryna, sporo jest bergamotki, wyczuwalna także mandarynka.

Ot przyjemny zapach letni, zepsuty goryczą i kuchennym aromatem.

Sheer Stella 2006 Stella McCartney przez mylengrave 2017-05-20

Kwiatuszki!

Dużo, dużo, dużo kwiatuszków, wesołych, radosnych, ale i oryginalnych, to nie jest typowy zapach kwiatowy, z serii kobiece i subtelne. Nie jest też killerem, to zdecydowanie produkt delikatny. Kwiat wiśni jest mocno wyczuwalny, sądzę, iż sam flakon nam to nawet sugeruje.

Stylistyka nie jest jednak orientalna, to naprawdę bardzo łagodna kombinacja, kojarzy mi się z kolorem białym, niewinnością, idealny dla panny młodej.

Czuję kwiat wiśni, cytrynkę, jabłuszko, różę. To wszystko polane jest jakąś bliżej nieokreśloną goryczą, która jednak zamiast zaburzać kompozycję, normuje ją.

Cudowne perfumy, polecam na każdą okazję.

Ralph Hot Ralph Lauren przez mylengrave 2017-05-20

Słodycz doskonała!

Jeden z piękniejszych zapachów jakie miałam okazję wąchać.

Owszem, jest słodki, a na domiar złego, z serii tych bardzo mdlących, ale, uwaga, uwaga: jest tak skonstruowany, iż jest wręcz orzeźwiający. Nie mam pojęcia jak udało się uzyskać taki efekt, czuję bowiem kokos, wanilię, benzoes, ale to wszystko takie świeże, rześkie, praktycznie niesłodkie!

Perfumy są moim absolutnym hitem, mogę nimi pachnieć od rana do wieczora, w nocy, w każdą porę roku, jednakże uważam, że na lato są najlepsze, są radosne, beztroskie, nawet jakieś cytrusowe nuty dałoby się wyczuć.

Wykończenie troszkę kaszmirowe, satynowe, gładkie.

Najzabawniejsze jest to, że moje odczucia kompletnie nie pokrywają się ze składem kompozycji podanej przez producenta. Ok, syrop klonowy, mogę się zgodzić, kawa, gdybym się bardzo uparła, ale cynamon? Absolutnie nie.

Najlepszy zapach świata, mogłabym go zjeść.

Stella Rose Absolute Stella McCartney przez mylengrave 2017-05-20

Pfff...

I czemu ten flakon taki paskudny? Po zadaniu sobie tego pytania zdałam sobie sprawę, że być może dlatego, że zawartość też nie najlepsza.

Cóż tutaj w ogóle można napisać? Róża, czuję tylko różę, w ogóle nieładną, nachalną, nie jest to delikatna i słodka subtelna woń kwiatu, to bazarowe, kiczowate, tandetne wydanie róży. Perfumy rodem z kiosku, wołają o pomstę do nieba. Zamiast 180 zł powinny kosztować co najwyżej 18, co i tak byłoby moim zdaniem zbyt wygórowaną ceną.

Chciałabym napisać co czuję, jak to zwykle robię w recenzjach perfum, jednakże problem polega na tym, że czuję tylko różę.

Flakon nieładny, ordynarny, męski, tani.

Angel Muse Mugler przez mylengrave 2017-05-20

Nie do końca, chyba jednak nie

O nie, nie, dlaczego? Nie znoszę, kiedy perfumy mają jeden dominujący składnik i w zasadzie nie czuć już zbyt wiele więcej.

Angel Muse pachnie dla mnie miodem i żelkami, toteż nie powiem, żebym była zachwycona. Miód jest duszący, mdlący, za słodki, za mocny, za intensywny, po prostu nie mogę zdzierżyć jego obecności w tej kompozycji.
Żelki są z kolei dziwaczne, jakieś takie wyjątkowo nieperfumeryjne.

Oczywiście, że czuję, nieznacznie i przez mgłę, ale jednak czuję jakieś bazowe składniki. Na pewno grapefruit, pieprz, wyjątkowo niepasujące orzechy, równie niepasująca bita śmietana, róża i paczula jako gwóźdź do trumny.

Nie podoba mi się miód, orzechy, bita śmietana, żeli, za mocna paczula. W ogóle nic mi się tu nie podoba i ciężko mi zrozumieć, jak komuś mogą podobać się takie perfumy. Dla mnie to połączenie szlachetności Si, której jednak odrobinka tutaj jest z dziwacznością Serge Lutensa, która zdominowała kompozycję.

Projekcja i intensywność zabija, to miodowy killer.

Nina L`Elixir Nina Ricci przez mylengrave 2017-05-20

Rześko, cytrusowo, wakacyjnie

Ogólnie za Niną nie przepadam i za jej konkurencyjnym dla Donny Karan jabłkiem też nie. Tymczasem... Eliksir Niny mnie zachwycił, jest tak intensywny, tak pełen treści, że aż trudno mi pojąć, jak pięknie koresponduje ze swoim cytrusowym, lekkim, wakacyjnym charakterem.

Perfumy określiłabym zdecydowanie jako wakacyjne, podkreślając jednak, że nie jest to kompozycja słodka, a już na pewno nie ulotna. Projekcja jest średnia, ale intensywność bardzo duża, już jedno psiknięcie otacza nas mgiełką zapachu.

Powiedziałabym, że to zapach dla beztroskich dziewczyn, aczkolwiek jest także wystarczająco stonowany, aby kobieta dojrzała mogła go używać np. do pracy.

Ewoluuje, ma piękny ogon, po jakimś czasie robi się troszkę słodki, a la wanilia, kokos i benzoes.

Czuję przede wszystkim cytrusy, jabłko, wanilię (słodka, nie ciepłą i otulającą), na drugim planie jaśmin, owoce leśne, bursztyn zamyka kompozycję.

Fun Desigual przez mylengrave 2017-05-20

Jest fun!

Doskonałe perfumy na lato, na imprezę, są tak radosne, że uśmiech na twarzy pojawia się sam.
Owszem, mocno syntetyczne, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Kojarzą mi się z takimi żelami i szamponami dla dzieci, maksymalnie owocowe, a sztuczne, że aż niemożliwe, że takie ładne.

Mocno owocowe, pachną dla mnie przede wszystkim porzeczką, gruszką, żurawiną, gdzieś na drugim tle fiołki, białe kwiaty. Ma w sobie także coś z egzotyki, ale nie jest typowo egzotycznym zapachem.

Spodoba się na pewno każdej aktywnej kobiecie, chociaż nie zaryzykowałabym go do pracy, butelka skrywa dokładnie taki sam mix, jaki prezentuje w formie kolorystycznej:)

Flakon ładniejszy niż perfumy

Nie jestem zachwycona, za tę cenę spodziewałam się czegoś naprawdę wyjątkowego. Tymczasem perfumy są bardzo zbliżone do No 5, są mocne, nachalne, słone, bardzo przytłaczające, po prostu nieładne.

Kojarzą mi się ze starociami, zatęchłymi futrami w szafie, której już dawno nikt nie otwierał.

Nie czuję niestety składników kompozycji wymienianych przez producenta, a najzabawniejsze jest to, że nawet jaśminu nie wyczuwam. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to wetyweria, osmantus, ambra.

Nic ładnego, kompletnie nie polecam tych perfum, spokojnie nazwałabym je damską wersją "Brutala".

Aspire Avon przez mylengrave 2017-05-20

Świeżość proszku do prania

Nie każdemu spodobają się te perfumy, w zasadzie powiedziałabym, że wyszukane nosy na pewno powiedzą im nie.
Już na samym początku uderza nas ostrość proszku do prania, to uczucie, kiedy zbyt mocno wciągniemy powietrze i aż nas drapie ta czystość po nosie. Na całe szczęście uczucie to szybko mija i pozostaje z nami ciepła, kremowa woń. Trochę jak ciasto domowej roboty, trochę jak kaszmir lub dobry balsam do ciała. Perfumy są ultra gładkie, sunące po ciele, bardzo ładne.

Czuję olejek, najpewniej ten do pieczenia, o zapachu wanilii, pomarańczy. Poza tym czuję też irys, jaśmin, delikatną różę, kaszmir.

Nazwałabym je delikatnymi, kobiecymi, subtelnymi, ale i lekko orientalnymi.

U by Ungaro for Her Avon przez mylengrave 2017-05-20

W zasadzie to ładne, ale...

Perfumy są dosyć ładne, chociaż bardzo duszące, bukiet kwiatów w nich zaprezentowany jest wręcz zatrważający, osobiście czuję się tak, jakbym weszła do kwiaciarni i powąchała wszystkie kwiatki po 3 razy. Za dużo, za intensywnie, za mocno. Taki typowy dusiciel, zdaje się.
Niestety, mocno jest w nim wyczuwalny alkohol, co rzecz jasna bardzo mi przeszkadza. Po dłuższym stosowaniu także migrenogenny.

Czuję bergamotkę, bardzo dużo frezji, lotosu, osmantusa, irysa. Gdzieś na koniec i w niewielkiej ilości piżmo.

Zapach nie jest brzydki, jednakże ja mogę go używać bezproblemowo raz na miesiąc, mniej więcej tyle jestem w stanie wytrzymać w obecności tak silnych kwiatów.

Niby taki na każdą okazję, ale w małych pomieszczeniach na pewno będzie drażnił.

Scent Essence - Vibrant Fruity Avon przez mylengrave 2017-05-20

Przepiękne

Rzadko kiedy aż tak zachwycam się perfumami Avonu, ale właśnie nadszedł ten moment. Vibrant Fruity doskonale pasuje jako nazwa tego zapachu, perfumy pachną owocami, bardzo mocno, żywo, intensywnie. Idealne na lato, na plażę, na grilla, takie beztroskie, infantylne do bólu. Radosne, pozytywne. Będą najodpowiedniejsze dla nastolatki, ale z powodzeniem mogą ich używać także i dojrzałe kobiety, Nie zaryzykowałabym ich używania do pracy, ale na kawę po pracy porą letnią - czemu nie?

Bardzo słodkie, a poza tym owocowe, wręcz killer.
Czuję bardzo mocno i wyraźnie jeżyny, a poza tym nie potrafię wyróżnić poszczególnych składników kompozycji, trochę malina, trochę brzoskwinia.
Słodko, lekko i przyjemnie.

Dzongkha L`Artisan Parfumeur przez mylengrave 2017-05-20

Dziwadełko

Ojej, znowu mnie to spotyka. Perfumy niszowe nie mogą pachnieć normalnie, ładnie i przyjemnie, ależ nie, one muszą być jak najbardziej dziwne, jak tylko się da. Nie daj Boże trafimy na unisex, wtedy to już przepadliśmy, jest gorzko, mchowo i dębowo co najwyżej.

Zapach kojarzy mi się z anyżem, trochę z kukułką, ale tylko trochę, zdecydowanie bardziej ze sklepem ze starociami. Może być też spożywczy, ale koniecznie zatęchły.

Bardzo skórzany zapach, ale nie jest to miła jagnięca skórka kurteczkowa, to ciężka skóra używana przy produkcji starych i niemodnych portfeli, tudzież topornych torebek.

Nie czuję żadnych kwiatów, nawet obiecywanej peoni i irysa. Może zgubiły się za lekko alkoholowym nalotem? Wszystko możliwe.

Jest troszkę kadzidlany, ale nie za bardzo. Mocno gorzki, co w moich oczach go dyskwalifikuje.

Loverdose Eau de Toilette Diesel przez mylengrave 2017-05-20

Och, tak pachnie miłość!

Jestem urzeczona, po prostu bardzo zakochana w tym zapachu, jest cudowny, delikatny, subtelny, bardzo kobiecy, kwiatowy, lekko słodki, ale nie na tyle, żeby zasłodzić.

Nie jestem fanką flakonu, wydaje mi się tandetny, a do tego źle się prezentuje na półce, jest nieporęczny.

Bardzo mocno jabłkowy, taki bajkowy, wydaje mi się, że każda mała dziewczynka byłaby nim zachwycona, a jednocześnie idealnie nadaje się także dla dojrzałych kobiet. Coś pięknego. Czuję także kwiat pomarańczy, taki mocny. Piżmo praktycznie niewyczuwalne, albo zasłodzone.

Kompozycja jest delikatna, a jednocześnie intensywna w swojej słodyczy. Polecam do dużych pomieszczeń, obawiam się, że np. spryskując się do samochodu, mogłybyśmy rozdrażnić współpasażerów.

Jest drażniący, na pewno może być migrenogenny, chociaż tak nie było w moim przypadku. Warto zaznaczyć, że lubuję się w zapachach słodkich.

Generalnie ma wydźwięk z serii kokosowych, waniliowych, pudrowych, cukrowych.

Kenzo Amour Indian Holi Kenzo przez mylengrave 2017-05-20

Nieoczywisty

Przez moment wydawało mi się, że może wreszcie polubię się z Kenzo, ale byłam w błędzie.

Zapach początkowo wydaje się nie być zły, niby wanilia, róża, pieprz, jakieś egzotyczne składniki, ale po jakimś czasie chce mi się wymiotować i płakać jednocześnie. Intensywność powala, projekcja trochę za szeroka. Ogon się ciągnie bardzo i długo. Nie było by w tym nic złego, gdyby zapach nie ewoluował w stronę arabską, egzotyczną, hinduską, przyprawową i czuję się już tak, jakbym była w kuchni, spryskana tanimi, ale za to mocnymi perfumami.

Flakon jest ładny, chociaż skrajnie nieporęczny. za wysoki, taki pokraczny.

Perfumy są długotrwałe, ale ich melonowo-kokosowo-benzoesowa maniera nie pozwala mi się do nich przekonać. Taki soczek z rurką, wieloowocowy, trochę zorientalizowany.

Drażnią, zalatują lekko niszowym wykończeniem.

Guess Girl Guess przez mylengrave 2017-05-20

Wiosenne kwiatuszki i wiosenne pranie

Zapach ładny, kwiatowy, kobiecy, bardzo przywołujący na myśl świeżość prania. Nic oryginalnego, nie mogę powiedzieć, żebym tego już nie czuła, ale czy to komuś przeszkadza? Mnie absolutnie nie, nie oczekuję, że każde nowe perfumy będą czymś, co mnie absolutnie zaskoczy. Są w porządku. Bardzo podobne do Femme z Avonu, ale siedem klas wyżej.

Takie różowe, kojarzą się z salą balową, ze studniówką, toteż i nazwa pasuje idealnie.

Pięknie pachnie nam tutaj orchidea, lilia, delikatna i słodka wanilia, trochę malina, bergamotka mam wrażenie ciut za mocna, akacja i drzewo sandałowe zupełnie niepotrzebne, ale nic nie zrobię, że nie zgadzam się z zamysłem twórcy. Mimo wszystko ja Guess Girl kupuję.
Perfumy są delikatnie, dziewczęce, subtelne, takie bardzo wiosenne i radosne. W sam raz na wiosnę i lato, na beztroskie spacery, pikniki, mhm...

Guess Seductive Guess przez mylengrave 2017-05-20

Naprawdę uwodzi

Uwodzi, jest zmysłowy, sensualny, słodki, waniliowy, trochę za mdły nawet.
Nie za dobrze nosi mi się takie perfumy, bo odnoszę wrażenie, że bardzo drażnię osoby w moim otoczeniu, sama wiem, jak bardzo denerwuje mnie ktoś, kto przy każdym ruchu głowy sprawia, że mnie mdli. No niestety, Seductive jest za intensywny, projekcja jest średnia, ale on zabija, w małych pomieszczeniach to waniliowo-cukrowy killer jakich miało.

Flakon jest przecudowny, uwielbiam, taki luksusowy, doskonale koresponduje z zawartością, waniliowy w kolorze, charakterze, zapachu.

Zdominowany przez cukier, wanilię, daleko w tle i jak przez mgłę czuję także bergamotkę, czarną porzeczkę, troszkę jaśmin, na koniec drzewo kaszmirowe.

Perfumy są gładkie, takie satynowe.

Niestety, nie będę ich nosić. Za słodkie, za monotonne, płaskie po prostu.

Uuu...

To chyba mój pierwszy aż taki zawód w przypadku Armaniego.
Po pierwsze, ja tutaj czuję perfumy męskie i nie mam co do tego wątpliwości. Ja rozumiem, że intense to intense, ale poza intensywnością dostaję po nosie taką mocą, że aż odrzuca.
Po drugie, są tak bardzo kadzidlane, że aż głupio używać nie do kościoła. W kościele też bym zresztą skradła show, bo jak już wspominałam, intensywność naprawdę jest hiper intense.

Jest wanilia, ale jakaś taka brzydka, producent nazywa ją burbońską wanilią, miałoby to sens, z tym, że czuję burbon bardziej niż samą wanilię. Jest paczula, za mocna, nachalna, ordynarna. W ogóle wydźwięk tych perfum jest dla mnie wręcz wulgarny, kompletnie niedelikatny, niekobiecy. Róża przewija się, ale tylko momentami i jest za słaba, żeby można wyraźnie było powiedzieć - tak, czuję różę.

No nie, zdecydowanie nie. Poza pięknym flakonem i ciekawym kolorem cieczy, nie podoba mi się w nim nic. Diamonds EDP Intense to porażka perfumeryjna.

Rousse Serge Lutens przez mylengrave 2017-05-20

Ale to już było...

Lutek, no typowy Lutek, jest dziwnie, jest intensywnie, jest mocno, jest nietypowo i nie do końca pięknie.

Dodatkowo w przypadku Rousse bardzo przypomina mi Charlie z Revlonu, a nie pałam do Charliego miłością. Oba pachną lekko podstarzało, są zwyczajnie dziwne, nie można jednoznacznie określić, czy kosztowały miliony monet, czy może raczej kupione zostały w kiosku na rogu.

Mandarynka została zagłuszona, a szkoda, bo gdyby było jej więcej, byłby to perfumy weselsze. A tak, jak zwykle, są smutne, przytłaczające, wręcz depresyjne. Cynamon jest stonowany, cedru trochę więcej. Poza tym bardzo mocno czuję goździki, ale nie są to ładne goździki, to po prostu coś w stylu futra ze szmateksu. Jest fiołek, są nuty drzewne, wyróżnia się mahoń. Ambra mnie dusi, wanilia jest ciepła, ale nie czuć jej zbyt dużo. Jest balsamiczny, zdecydowanie.

Poraził mnie opis, że niby Avant que l'ombre... (koncert Mylene Farmer), ok, w porządku, ale avant que l'ombre... ("zanim nadejdzie cień") jest depresyjny, jest też bardzo kunsztowny, luksusowy, ale i dziwaczny, jak sama piosenkarka. Moja ulubiona, od lat, kołysze mnie swoim głosem każdego dnia, a Serge Lutens niestety, nie pozwala mi czuć się dobrze sama ze sobą.

Jak na twórcę, perfumy i tak nie są aż tak bardzo udziwnione. Niemniej jednak, dla mnie za bardzo. Mało owoców, dużo drzew i bagien.

Loverdose Diesel przez mylengrave 2017-05-20

Mroczne serce

Mniej mi się podoba niż EDT, co jest u mnie rzadkością, bo z reguły wolę perfumy intensywniejsze, tymczasem Loverdose pachnie z lekka inaczej, o ile EDT było przyjemną, wakacyjną słodką przygodą, EDP jest dostojniejsze, niestety bardziej szyprowe i ziołowe.

Perfumy nadal są mroczne, nadal są słodkie, ale nie jest to słodycz oczywista, raczej kompozycję nazwałabym słodko-gorzką.

Lukrecja od razu przywodzi na myśl Poison Diora, doprawdy zapachy są bardzo podobne. Poza lukrecją czuję także gardenię, jaśmin, delikatną wanilię, niestety za słabą, aby wybić się na prowadzenie, dominują niestety nuty drzewne, co kompletnie mi się nie podoba. Takie ładne, zmysłowe perfumy nagle przeniesione do lasu, brutalnie pomieszane z mchem i dębem. Anyż aż bije mnie po nosie, intensywność tego zapachu jest delikatnie przesadzona.

Flakon nie jest najgorszy, ale zwyczajnie nieporęcznie go używać, nie komponuje się też z innymi buteleczkami na półce.

Nie kupię, bo przeszkadza mi jego szyprowość i drzewiastość.

Glamour Victoria`s Secret przez mylengrave 2017-05-20

Glamour w stylu zwyczajnym

Tu nie ma niczego nowego, nic mnie nie zaskoczyło, perfumy jakich tysiące.
Owszem, są w stylu glamour, są bardzo szykowne, ale i ostre, z pazurem. Zdecydowanie eleganckie, klasyczne, na wielkie wyjścia.

Kompozycja jest nader nieoczywista. Mamy mango, ale to nie jest takie mango, które przychodzi od razu na myśl, broń Boże soczysty słodki owoc, to raczej mango lekko podsuszone, skąpane w alkoholu, ukryte za szyprowym klimatem, gardenia i ambra raczej w wersji light.

To nie są perfumy egzotyczne, chociaż mają egzotyczne akcenty, nazwałabym je raczej mocno klasycznymi, tendencyjnymi, w stylu Hugo Bossa. Trochę wyziera z nich kokos, benzoes, ale delikatnie, nie ma mdlącej słodkości.

Są dosyć mocne, bywają gorzkawe, intensywne, o szerokiej projekcji. z powodzeniem można je nosić, nawet i w lecie na co dzień, wydają się ciężkie, bardziej jesienne niźli wiosenne, ale dla mocnych i zdecydowanych kobiet będą jak znalazł.

Popularne marki i zapachy: