Najnowsze Recenzje Perfum!

Tutaj możesz zapoznać się z najnowszymi recenzjami perfum. Użyj opcji wyboru daty, aby zobaczyć recenzje opublikowane w przeszłości.!
Search by Date:  

Psiknęłam się w Sephorze i... strasznie się rozczarowałam. Taki pomarańczowy ulepek, ale nie w stylu Poison Girl EDP, która jest nieco metaliczna, może bliżej Mon Paris do PG EDT, tyle ze już nawet najmłodszy Dior jest ciekawszy od tego, co zaprezentował YSL.
Smutne, jako fanka Parisienne po przeczytaniu nut Mon Paris spodziewałam się ostrzejszej, mroczniejszej, piwnicznej (pieprz, paczula) odsłony jeżyny z cytrusowym podbiciem... A dostałam kwiat pomarańczy i ulepny zapaszek Oranginy. Szkoda, bardzo szkoda.

Daisy Marc Jacobs przez cumartesi 2017-03-25

Tak, to ulotny zapach. Dziewczecy. Ale to jest przesliczny zapach. Klasyka. Chanel stworzylo Piatke, Calvin Klein Euphorie, a Marc Jacobs cudowna, lekka, delikatna Daisy. Przy pierwszym psiknieciu czuje cale laki stokrotek...
Urzekaja mnie swoja swiezoscia i radosnym fiolkiem. Polaczenie cierpkiego grejpfruta z cala nalecza slodkich, soczystych truskawek. Drugie skrzypce gra tu fiolek - delikatny i zmyslowy. Po chwili wlaczaja sie biale kwiaty - cudowny jasmin i gardenia. Jest i pizmo dodajace zapachu lekkosci, w asyscie zaledwie odrobiny wanilii.
Zapach wiosenny i mam nadzieje, ze tak bedzie pachniec wiosna - dzikimi stokrotkami, wlasnie wschodzacymi, chowajacymi sie gdzies w truskawkach...
Dla mnie Marc Jacobs zrobil zapach perfekcyjny i nie rozumiem po co go ulepszac milionami odmian jak Dream. Daisy to dla mnie arcydzielo, chociaz ulotne. Ale zwykle piekno jest ulotne...

Pretty Elizabeth Arden przez chjena 2017-03-25

Jak na swoją cierpliwość dawałam tym perfumom naprawdę wiele szans, bo i zabrałam je na kilkudniowy wyjazd, i nosiłam je "po domu" w weekendy, gdzie poza wycieczką do pobliskiego warzywniaka raczej nie pokazywałam się wśród ludzi. I co? I nawet na takie okazje się w moim mniemaniu nie nadaje. Na tyle wspaniałych zapachów, jakie kryje moja szuflada, zwyczajnie szkoda mi na noszenie czegoś tak bezpłciowego i generycznego jak Pretty. Kompozycja oparta na wiosennych kwiatach, głównie na piwonii i lilii, trochę też jaśminu mamy, a w ramach przedobrzenia słodziutka brzoskwinka. Efekt niestety robi się nieco kioskowy i do bólu pospolity, moja mama wywąchawszy ode mnie Pretty skrzywiła się i stwierdziła, że wolałaby nic nie nosić niż tę odsłonę Elizabeth Arden.

Więcej się zmuszać nie będę, bo nie ma to najmniejszego sensu. Nikomu też nie polecę, bo w mojej opinii jest tyle tanich, przystępnych, a jednocześnie dużo ładniejszych i bardziej oryginalnych perfum, że szkoda tracić czasu na takiego mało wyrazistego kwieciucha.

5th Element Women Nike przez charaxes 2017-03-25

Nie nazwałabym go mianem "słodki", ani tym bardziej jakiś "ulepny" pomimo praliny w składzie, która gdzieś tam w tle pobrzmiewa, ale naprawdę bardzo delikatnie, że trzeba się mocno wczuć aby ją wychwycić. Ta delikatna słodkość wtapia się w tło i schodzi na dalszy plan, bo w moim odczuciu to zapach świeży, szyprowy i musujący jak wytrawne truskawkowe wino musujące, ale raczej z tej niższej półki, bo tak jak wino uderza do głowy tak w tym zapachu coś mi nie pasuje i zaczyna mnie boleć głowa. Próbowałam, wielokrotnie testowałam, no ale na myśl przychodziła mi tylko lekko nadpsuta truskawka, taka sfermentowana. Przepraszam za skojarzenie osoby lubiące zapach. Może kiedyś do niego podejdę jeszcze raz, może w cieplejszy dzień pokaże inne, lepsze oblicze. Aha projekcja i trwałość zapachu zaskakująco dobra, a nawet bardzo. Na ubraniach czuć nawet kilka dni, na ciele czuję ok 10 godzin.

Encre Noire Lalique przez Baka 2017-03-25

Zapach ciekawy. Duzo juz o nim napisano wiec tylko powiem o moich skojarzeniach. Dla mnie tooo zapach ktory czuc w starym kosciele.specificzny zapach starych drewnianych koscielnych ławek, i tej esencji starych koscielnych scian... i moze to dziwne ale kojarzy mi sie z pogrzebem. Uznacie mnie pewnie za wariata ale trudno... generalnie swietny zapach. Trwalosc na mnie calkiem dobra bo robocze 8h bez problemu go czuc. Projekcja przez 5h calkiem ok, na zasieg ramion, potem blizej skory. Ale ciuchy nim dajs kilka dni po. Nie polecam, bo chce tylko dla siebie

Deep Euphoria Calvin Klein przez Viollence 2017-03-25

Jestem fanką klasycznej Euphorii i niestety, ten flanker mi do gustu nie przypadł.
Pomijając ładne kwiatowe rozpoczęcie, to zapach zupełnie nie ewoluuje. Nic się z nim nie dzieje. Siedzi na skórze cały czas w takim samym stanie, jak większość perfum katalogowych. Toż to wstyd dla linii Euphoria :)
Jedyne co się z nim dzieje z biegiem czasu to zyskiwanie na tym, czego powinnyśmy się wystrzegać. Zaczyna pachnieć coraz bardziej tanio i plastikowo, zupełnie aseksualnie, chyba że dla kogoś seksowne są klimaty biustów na wierzchu i domów publicznych. Bo sorry, ale takie skojarzenia wywołuje u mnie ten zapach.
Nie mówię że jest brzydki. Chodzi bardziej o to, że tworzy (przynajmniej jak dla mnie) klimat wymuszonej seksualności, chce wszystkim na siłę wmówić, że ma sobą coś do zaoferowania, gdy w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie.
I tak, znam Euphorię sprzed reformulacji i moim zdaniem to NIE jest to samo. Wręcz przeciwnie...
Zostanę jednak przy wersji klasycznej ;)

Gucci Guilty Absolute Gucci przez blueberry 2017-03-25

Pognałam i ja do D., by poznać Guilty Absolute, przekonana, że jesteśmy skazani na sukces (boski skład, dobre nazwisko kreatora, liczne kontrowersje i pogłoski o odwrocie od dotychczasowej "nędzy a la Gucci"). Tymczasem spotkał mnie Gigantyczny Zonk. To jest, Szanowni Państwo, coś straszliwego i doprawdy nie pojmuję, jak jeden z moich ulubionych perfumiarzy mógł toto zmajstrować i jak może to znajdować uznanie.Tak, wiem, o gustach się nie dyskutuje, co nos to opinia, etc., lecz sama zaczęłam się zastanawiać: czyżby mistrz przechodził ostatnio jakieś traumatyczne doświadczenia, że odbiło się to w jego iście ponurej twórczości? Zaczynam się martwić, bo to do niego całkiem niepodobne - w końcu to autor ukochanych orientalno-drzewnych M7, Pi, Pocałunku Smoka, a także przestrzennych, radosnych wód, jak chociażby CK One, Truth, Manifesto, Now. Niejedną niszę wąchałam i sama gustuję w skórach, wetyweriowcach, ziemistościach, piwnicznościach i drewniakach, zapachach nieprzymilnych, męskawych, szorstkich i ponurych, ale tak MDLĄCEJ, monotonnej, depresyjnej i trudnej do zniesienia mieszaniny jeszcze nie wąchałam. Specyficzna, "lepka" skóra, silne akcenty orientalno-drzewne z cyprysem włącznie, ale brak wyczuwalnej wetywerii. Szczerze zazdroszczę tym, którzy odnajdują w GGA jakieś ślady Encre Noire, Terre d'Hermes czy Fahrenheita. Mnie przedstawiła się jedynie dusząca, klaustrofobiczna mikstura przyprawiająca o mdłości, mroczki w oczach i nierówną akcję serca. Wymęczyłam się tymi testami okrutnie, a ten Gucio, jak na złość akurat, jest naprawdę długotrwały. Skojarzenia: zapach pałacu chana w Bakczysaraju w środku upalnego lata, a więc zaduch; stara, lepiąca i tłusta skóra na eksponatach, kamienne posadzki i specyficzny "chłód" murów, zakurzone dywany oraz meble z ciemnego drewna, wysuszające się na wiór pod niskim dachem, na który padają wściekle gorące, parzące promienie słoneczne - zakratowane okna otwarte, lecz bezruch powietrza i duchota. Miejsce, które można poznać raz, i do którego nie chce się już nigdy więcej wracać. Takie same odczucia mam względem GGA.

Jak na razie to dla mnie perfumowy koszmar I kwartału 2017 roku. Nie chciałabym, by ktokolwiek w moim otoczeniu zagustował w tych perfumach, bo byłoby mi naprawdę trudno zdzierżyć ten aromat (no chyba że w ramach pokuty za grzechy). Z przykrością stwierdzam, że w konfrontacji z GGA, moja sympatia dla banalnych tłumozadowalaczy w typie Adidas i Axe gwałtownie wzrosła. Panowie, nie idźcie tą drogą i odpuście sobie Guilty Absolute! (No chyba że naprawdę pokochaliście i musicie - ostatecznie, kto bogatemu perfumoholikowi zabroni?;)) Ja w każdym razie wymiękam.

Dune Christian Dior przez Aliszu 2017-03-25

Smutna to będzie recenzja ...Wiele lat temu poznałam Dune w perfumeri chyba w Krakowie. Zachwycił mnie ten zapach. Nie wiedziałam wtedy co oznacza jego nazwa ale byłam wprost oszołomiona wiernym oddaniem zapachu morza. Urodziłam się w Gdańsku i Bałtyk zawsze był dla mnie bardzo ważnym punktem(?) na Ziemi. Znam jego wszystkie zapachy, kolory, siłę , spokój. Wtedy, te 20 kilka lat temu nie było mnie stać na Dune ale wiedziałam, że kiedyś będą moje. Teraz od kilku lat mieszkam nad innym morzem, pięknym, bardziej surowym i nie moim. Zachciało mi się mojego Bałtyku i powróciły wspomnienia Dune. Kupiłam, mam. Mam perfumy ale one nie mają NIC WSPÓLNEGO z tym, co w nich było kiedyś. Jakie morze, sól...Gdzie to jest?!. To są bardzo dobre perfumy, dojrzałe, kobiece...Dla mnie puste, bez ducha...Jeśli ktoś poznaje je teraz może uznać, że się czepiam. To dalej piękny zapach, tylko....

James Bond 007 for Women Eon Productions przez charaxes 2017-03-25

Przecież to bliźniak wycofanej już Hot Couture edt! Wiadomo, parametry nie są takie same, ale sam zamysł niemalże identyczny. I do tego są tańsze. Ja w nich czuję malinki zamiast jeżyny. Aczkolwiek oba owoce są bardzo do siebie zbliżone :) Zapach bardzo przyjemny, moim zdaniem nadają się na każdą okazję, mają to coś, są ciekawe i nie nudne. Dla mnie to malinki w cukrze-pudrze z dodatkiem czegoś ostrzejszego i mam wrażenie że to właśnie pieprz robi całą robotę, że perfumy nie są mdłe :) Jeszcze kojarzą mi się trochę jak balonowa guma malinowa do żucia ale z lekką przyprawą. Trwałość i projekcja nienajgorsza, przeciętna. Ja je kupię jeśli skończą mi się HC edt.

Ambre Tigré Givenchy przez perfumeholic88 2017-03-25

Jest taki dokument o ludziach, którzy dla zabawy trzymają dzikie zwierzęta w domu i szczycą się jakimi to są przyjacielami zwierząt i jak te zwierzaki mają się u nich dobrze. Te oszołomy uważają, że niedźwiedź to zabawka i można go trzymać na łańcuchu ku uciesze gawędzi, a dorosły goryl w domu to przecież nic złego. Wśród nich był piękny tygrys. Też na łańcuchu. Nie znał innego życia, nie był nigdy na wolności, ale miał tak smutne oczy, gdy właściciel nieustannie prowadzał go jak psa na smyczy. To nie był dumny król dżungli, ale zagubiona zwierzyna, z której ktoś zrobił sobie maskotkę dla własnej frajdy.
Ambre Tigre to z kolei tygrys także w jakiś sposób udomowiony. Nie ryczy, nie pokazuje kłów. Posłusznie idzie za właścicielem i czeka na strawę oraz na rękę, która go pogłaszcze jednak do końca nie stracił swojego naturalnego instynktu i nadejdzie dzień kiedy to pokaże. Ambra gra tu zdecydowaną rolę tyle, że w towarzystwie labdanum i kadzidła, którego nie ma niby w składzie, ale ja mocno czuję tu dymną nutę. Rumu, słodyczy, nalewek nic a nic. To kompozycja sucha i unisexowa. Nie jest drapieżna do końca, bo na mnie niestety trzyma się blisko skóry i nie grzeszy trwałością. Jednocześnie nie można odmówić temu zapachowi głębi i szlachetności aczkolwiek w tej ambrze nie ma dla mnie nic zaskakującego.

Rogue Love Rihanna przez charaxes 2017-03-25

Nie wiem skąd tyle negatywnych, smutnych buziek. Zapach jest bardzo przyjemny, karmelkowo-waniliowy. Bliźniaczo podobny do viva la juicy. Słodziutkie, przepyszne, gourmand. Niestety projekcja jest dość bliskoskórna, trwałość ok. 5 godzin. Przez 2 godziny czuć je jeszcze w miarę wyraźnie, natomiast później już trzeba raczej szukać zapachu. RL od początku do końca niezmienny, czuć wanilię i karmel, jest pudrowy i delikatny, ale niesamowicie apetyczny. Są takie ciepłe, więc zdecydowanie adekwatne na chłodniejsze dni, od razu jest cieplej i przyjemniej. Ja osobiście polecam. Fani słodyczy powinni przetestować. :)

Guess Girl Guess przez agnieszka.baranik 2017-03-25

Ładne :-) Kobiece, eleganckie, trwałe....
Idealne na wiosne lub letnie wieczór.
Dla mnie mają klasę, aczkolwiek kilka bliźniaczych zapachów już znam. Mimo wszystko, całkiem, całkiem :)

Mandarino di Amalfi Tom Ford przez agnieszka.baranik 2017-03-25

Ciepłe śródziemnomorskie miasteczko o zachodzie słońca... Szum fal, powiew lekkiej bryzy morskiej i zamykające się stragany pełne cytrusowych owoców...
Takie skojarzenia wywołuje u mnie właśnie ten zapach.

Jest kwaskowaty, mocno cytrusowy, ale też lekki, nieduszący. Piękny.... I dużą jego zaletą jest ogromna trwałość....

Dune Christian Dior przez Aleksxs 2017-03-25

Dune męskiego znam od wielu lat, używa go mój brat więc miałam z nim styczność na co dzień i podziwiałam, zapach, trwałość i projekcję. On to spowodował, że zakupiłam w ciemno 50ml Dune - używany więc była tam połowa. Miałam go może 3lata temu ale niedawno na kilka dni wróciłam do niego, tak przypomnieć sobie klasykę. Odbieram go jako drzewny, orientalny korzenny ale i zarazem świeży zapach. Idealny na lato. Od początku do końca pachnie on tak samo, nie zmienia się. Wszystkie nuty zapachowe tworzą jedną całość. Od początku Dune pachnie świeżym morskim powietrzem, bryzą, z lekkim słonym zapachem morza. Nuty bryzy, morza przeplatają się z suchymi, ciepłymi i słodkimi nutami: brazylijskiego drzewa różanego, drzewa sandałowego, ambry i benzeosu. Słabiej wyczuwalne są zmysłowe, ciepłe akordy wanilii, ylang-ylang i kwiatów. Dodatkowo czuć delikatne nuty: mech, bergamotkę, mandarynkę, które to wraz z drzewnymi, korzennymi nutami nadają chłodny, orientalny powiew. Po pełnym rozwinięciu się zapachu, Dune jest zmysłowy, pudrowy zdecydowanie dominuje wtedy baza: wanilia, benzoes, drzewo sandałowe, ambra piżmo, paczula ale i także występuje przebłysk róży, mchów. Co aldehydów, w Dune są one bardzo delikatne, tworzą głębie dla pozostałych nut. By je wyczuć trzeba się mocno naszukać. Dune utrzymuje się na mojej skórze około 5h a jego projekcja początkowa jest na długość ramion, tak przez 1,5h później bliska skóry. Moim zdaniem męski Dune to cudo a damski było miło go poznać ale już go nie kupię choć polecam.

Bardzo ciekawy to zapach. Testowany zimą wydał mi się kwiecisty, owocowy i stosunkowo lekki, ale teraz to inna para kaloszy.
Nie wiem czy to nie kwestia plastikowej odlewki, ale otwarcie niesamowicie kojarzy mi się z gumą do żucia, o niezwykłym smaku winogronowo-tuberozowym. Chciałabym taką! Dawka tuberozy jest solidna, ale absolutnie politycznie poprawna, wykastrowano bidulkę z wszelkich ducisicielskich macek i zostawiono grzeczną, lekko tylko mroczną kwiecistość. Jest to zresztą bardzo ładne. Ciekawie komponuje się z wanilią, którą czuję od samego początku, i która jest fajne przełamana kadzidłem i delikatną, ale wyczuwalną wetywerią.
Fioletowy to zdecydowanie mój kolor i zawsze fascynuje mnie kiedy twórca potrafi oddać go w perfumach, zwłaszcza nie używając fiołka i porzeczki. Tutaj widzę go nawet wyraźniej niż np. w Amethyst Lalique.Ciekawa jestem, jak się uzyskuje taki efekt, zwłaszcza, że nuty z czasem stają się coraz bardziej zmieszane, "na gładko", monochromatycznie, co jest z jednej strony fajne, z drugiej nie, bo trudno mi np. teraz pisać, co się dzieje w kompozycji. Np. nie czuję w niej paczuli, tylko jednorodny, drzewno-kwiatowy zapach z lekko świeżym powiewem wetywerii fruwającym sobie tu i tam.
Skład jest według mnie nieprzeciętny i gdyby perfumiarka mogła pójść na całość to wyszłaby z tego niezła nisza! Gdyby podkręcić kadzidło i benzoes, dodać jeszcze więcej wetywerii, to mielibyśmy może Amethyst Durbano nr. 2 i to o wiele mniej grzeczny i ładniusi niż oryginał. Teraz mamy zapach w miarę spokojny, kwiatowo-orientalny, słodko-gorzki, trochę "gumowy", rzeczywiście raczej wieczorowy, choć na zimę i późną jesień widzę go jako zapach dzienny.
Trwałość i projekcja niestety są bardzo niefajne, co zalewa ten miód wielką beczką dziegciu. Nieszczególnie tez mi się podoba rozwój zapachu, wolałabym, żeby pojawiały się kolejne, ciekawe odsłony, a on tak po prostu "siada". Z czasem, co ciekawe, coraz mocniej wybija się wetyweria, a nawet czuję pewną mszystość, coś szyprowo-męskiego. Ale może to moja skóra.
Zabrakło jakości, ale jest ciekawie i chyba lubię tę Marie Salamagne :)

Dark Orchid Amouroud przez Edi 2017-03-25

Ciężki, charakterny i mocarny. Zapach utrwalony oudem, którego nie ma w składzie, ale przez firmę Amouroud stosowany jako ukochana baza. Tu przybrał postać balsamiczno-smołową. Dla koneserów, doradzam wcześniejsze testy. Kwiatów jest tu raczej mało i to takie w wersji zabalsamowanej.

Mon Guerlain Guerlain przez Perfumki 2017-03-24

Hej dziewczyny.
Pierwszą recenzje pisałam parę dni temu po pierwszym powachaniu gdy zamówiłam próbkę i tego samego dnia zamówiłam 100 ml.Mam już ukochaną setkę od około 4 dni, otulam się perfumami codziennie i muszę przyznać że zwariowalam na ich punkcie totalnie.znalazlam swój zapach jestem wniebowzięta jest magiczny cudowny czuje go na sobie wiele godzin.Ewoluuje z godziny na godzinę coraz piękniej.jest delikatnie elegancki, słodki ale nie przeslodzony, moje otoczenie w pracy nie może się nachwalic. Mam 28 lat i wiele perfum za sobą ale czegoś takiego nigdy nie miałam szczęścia znaleźć. Oszalałam na ich punkcie!!! :)

Eau de Rochas Fraiche Rochas przez Malwina 2017-03-24

Zapach przywodzi na myśl letnią imprezę przy basenie, gdzie jednak zapomniano o kwiatach i jeden z gości w przypływie współczucia wlewa do doniczki z przysychającym irysem, szklankę orzeźwiającej lemoniady.

Nawiązują do swojego poprzednika - Eau de Rochas oraz tradycyjnego, kolońskiego O de Lancome. W Eau de Rochas Fraiche, cytrusowej, kolońskiej nucie niemal do końca towarzyszy charakterystyczny, 'rochasowy' irys, który zbliża EdRF do Song d'Iris. Ma się wrażenie, że z czasem, spragniony irys i mech dębowy pochłaniają całą wilgoć nut wodnych i wysysają ją również z cytrusów, czyniąc zapach delikatnie suchym i pudrowym.

Dla miłośników kolońskich wód, Eau de Rochas Fraiche będzie stanowić miłą, odświeżającą kąpiel. Słowo 'kąpiel' nie jest tu przypadkowe. Trzeba się nim porządnie zlać, aby dobrze go na sobie poczuć. Z tego powodu, przestały mnie dziwić niemal półlitrowe kanistry w jakich potrafi być dostępny.

Living Lalique Lalique przez samsara 2017-03-24

Cudowność nad cudownościami! Iście wybitna mieszanka nut - tak szlachetnych i mocarnych, że od pierwszego rozpylenia jej na skórę czujesz wzbierającą w piersi falę uniesienia, mrowienie w trzewiach i gorąc w podbrzuszu. Słyszysz niewyraźnie, widzisz niewyraźnie, przełykasz ślinę w niemym skupieniu...CZUJESZ!? Tak, Ty w końcu CZUJESZ! Zmysł powonienia nagle rządzi, wyrwany niczym z letargu, wyrywa się przed szereg innych zmysłów i biegnie co sił na spotkanie z Living. Mój nos poznał właśnie sens carpe diem. Tak! to aż tak genialna kompozycja, o iście monarszych przymiotach. Nosząc je, czuję jakby ktoś włożył mi na głowę koronę, wręczył berło i posadził na tronie. Dziel i rządź - sęk w tym, że ja się nimi dzielić nie chcę, tak jak dobrym kochankiem. Byłabym w stanie być o nie zazdrosna, gdybym wyczuła na kimś, a tak jestem po prostu zaborcza... Te perfumy to erogenne cacko, są i luksusowe i niezwykle seksowne-nieprawdopodobne!
Słowo klucz? -Kontrast!

p.s. Te perfumy przypominają mi bardzo Emporio Night Armaniego, które kiedyś miałam, a teraz są już nie do zdobycia. Baza zapachu natomiast wybrzmiewa na mnie łudząco podobnie do Bvlgari Black-mam je więc zrobiłam test porównawczy, gdy na to wpadłam i naprawdę różnią się nieznacznie. Jeśli chodzi o podobieństwo do J'ose Eisenberga-owszem ono istnieje, ale nie jest aż tak uderzające, choć DNA mają bardzo zbliżone.

Venezia 2011 Laura Biagiotti przez samsara 2017-03-24

Wenecja w butelce. Byłam w Wenecji 2 razy - tak się po prostu zdarzyło, nie jest to moje wymarzone miasto, zdecydowanie wolę Niceę. Z miłością do miast jest podobnie jak z miłością do perfum. Jedni kochają to, inni tamto - i właściwie czasami trudno zweryfikować dlaczego. Urok obu jest jakby nieuchwytny, mimo że pozornie ten miast może wydać się bardziej namacalny, ale ad rem...Venezia jest kolorowa, intensywna, rozgaworzona, otwarta i szczera - zupełnie jak natura Włochów. Jest też romantyczna jak przejażdżka gondolą, słodka i gęsta jak lody we włoskiej kawiarence.Ale oprócz tych ewidentnych zalet, ma też parę wad-jest gwarna i zatłoczona niczym skwer przed Bazyliką św. Marka, nieco niechlujna i przejaskrawa, niczym kramy z róznościami w centrum Wenecji. Venezia oddaje klimat tego miasta w 100%-począwszy od tego, co wielu w tym mieście rozkochuje, kończąc na tym, co chciałoby ukryć przed oczyma turystów. Piękna feria barw i emocji kryje się w tym flakonie, ale ostatecznie zdecydowałam, że nie zostaną ze mną. Coś mnie w nich uwiera,ta słodycz jest tak mięsista na mnie, że aż mięsna. Wiem, że można się w nich zakochać i rozumiem dlaczego, ale zdecydowanie wolę Romę, podobnie jak w moim wypadku brzmiałoby to: "Zobaczyć Niceę i umrzeć". Niektórych rzeczy po prostu nie sposób logicznie wytłumaczyć...i tyle.

Eau des Merveilles Hermes przez SylviaInVogue 2017-03-24

Pokładałam wielkie nadzieje w tym zapachu. Kompozycja po opisie zdaje się być naprawdę ciekawa. Spodziewałam się radosnej, leśnej euforii z cytrusami w tle. A spotkało mnie… rozczarowanie. Moja skóra jakoś upodobała sobie różowy pieprz i jeśli zaaplikuję sobie perfumy z tym składnikiem, mogę być więcej niż pewna, że nie będę czułą nic innego jak ten pieprz. Niestety tym razem przed testami tego nie przewidziałam…
Tak jest i tym razem – musujący, „mleczny”, lekko cytrusowy różowy pieprz od początku do końca i zupełnie nic innego… Czy to Eau des Merveilles, czy jeszcze Si Lolita, a może już Flash Jimmiego Choo?

Szczerze mówiąc nie wiem, bo wszystkie niestety pachną na mnie tak samo. Bardzo mi przykro, że nie mogę się doszukać tu fiołka, jodły czy wetywerii tak jak inni, choć bardzo bym chciała. Szczęściarze z was!
Tym samym muszę wykreślić ten produkt z listy chciejstw. Bo na co mi kolejny taki sam zapach?

Ale próbujcie, może do was uśmiechnie się szczęście i wyczujecie w tej kompozycji coś urzekającego? Na trwałość jednak nie mogę narzekać, a i projekcja jest naprawdę mocna jak na EDT.

Hypnôse Homme Lancome przez perfumeholic88 2017-03-24

Najnowsza, najnowoczesniejsza ,super miękka i puszysta pianka dla mężczyzn, która pomoże Ci rozprawić się z niechcianym zarostem i... Wróć. Jak pianka wszak to miała być recenzja męskich perfum w dodatku Hypnose, gdzie damski odpowiednik jest ( a raczej BYŁ, bo teraz to marne popłuczyny) jednym z najlepszych waniliowców. Kiepski żart, ale niestety nieśmieszny, bo i te perfumy są słabe. Lawenda z cytrusami i miętą dają efekt właśnie pianki do golenia i nie da się pomylić tego z niczym innym. Wydaje mi się, że sukces damskiej wersji przyszedł tak szybko i niespodziewanie, że Lancome chciało na szybciocha wrzucić na rynek coś dla panów w tym temacie i miało w nosie czy to będzie dobre czy nie. Miało się sprzedawać i być tak samo popularne. No i nie udało się co mnie wcale nie dziwi. W dodatku czuć go syntetykiem, a i parametry są marne. Same wady, same i aż dziw, że to coś stworzył sam Maurice Roucel chyba miał wtedy niezłe zaćmienie umysłu.

Lalique Le Parfum Lalique przez Aleksxs 2017-03-24

Śliczne, eleganckie pudrowo-orientalne perfumy. Niewątpliwie zapach jest delikatny, jak dla mnie tylko na lato. Początkowo jest to zapach słodkiej, ciepłej wanilii, w której ukryły się nuty równie słodkich zmysłowych kwiatów: heliotropu i jaśminu. Z kolei świeżości dają liść laurowy, różowy pieprz i bergamotka. W tle daje się wyczuć korzenną woń drzewa sandałowego. Te składniki łagodzą słodycz, dodają świeżości i delikatnie korzennego orientalnego wymiaru. Początkowo w Lalique mocniej czuć wanilię i kwiaty a drugi plan to świeże nuty. Jednak po półtorej godziny kwiaty, trochę cichną a w perfumach mocniej staje się wyczuwalna wanilia, słodycz migdałów, bergamotka, liść laurowy, pieprz. Od tej pory także i baza zapachu staje się mocno wyczuwalna. Zdecydowanie czuć oprócz wanilii, drzewo sandałowe, fasole tonka i paczule. Perfumy te zdecydowanie od początku do końca są pudrowe, bardzo delikatne choć ciepłe i niestety utrzymują się blisko skóry. Na mniej pozostają przez około 5h. Sama bym ich nie kupiła bo jednak zbyt delikatne ale gdybym je dostała to bym z wielką radością używała. Lalique to klasa, elegancja. Perfumy ukryte w prostym flakonie z orientalnymi sznureczkami. Wspaniale współgra z zapachem.
Zapach kilka razy testowałam globalnie, koleżanka z pracy je uwielbia.

Fatale Coty przez Nan 2017-03-24

Posiadanie nietypowego hobby i rozgłaszanie tego faktu wśród bliższego i dalszego otoczenia ma swoje plusy. Dzięki temu że wszyscy znają moją namiętność do perfumeryjnych staroci, co jakiś czas dostaję w moje zachłanne ręce jakieś perfumeryjne dziwadło lub zabytek, który do tej pory stał samotny i zapomniany w kącie czyjejś łazienkowej szafki. Tak trafiła do mnie miniaturka Fatale Coty’ego, o którym to zapachu nigdy nawet nie słyszałam. A to bardzo dobre wintydżowe pachnidło. Nie potrafię powiedzieć, co mi ono przypomina, ale nie jest to woń całkowicie mi nieznana. Zaskoczona jestem rokiem powstania tej kompozycji, bo obstawiałabym datę znacznie odleglejszą, zapewne za sprawą bardzo specyficznego ujęcia nuty narcyza, która przywodzi mi na myśl raczej lata 40. niż końcówkę 80. Ha, już wiem skąd to znam – toż to żywy Via Lanvin, którego miniaturkę mam od pewnego czasu w swoich zbiorach! Do tego mech dębowy i nuty zielone - czyli wszystko się zgadza.

Fatale jest zapachem przede wszystkim kwiatowym, mocno zagęszczonym i bogatym, co od razu wskazuje, że nie mamy do czynienia z perfumami współczesnymi. Takich mieszanek już się nie tworzy, współczesne perfumy kwiatowe mają w sobie zazwyczaj znacznie więcej przestrzeni. Tu składniki są mocno upakowane jeden obok drugiego, a spaja je mech dębowy, dodając kompozycji charakterystycznej dostojności i nadając jej zdecydowanie „dorosłe” brzmienie. Od perfum współczesnych odróżnia je też brak słodyczy, bo Fatale to perfumy raczej wytrawne, lub może lepiej – półwytrawne. Nietypowo dla tego typu kompozycji, gdzie z reguły bardzo trudno wyodrębnić poszczególne składniki, w Fatale najbardziej wybija się narcyz. To specyficzna nuta, nie każdemu przypadnie do gustu i muszę powiedzieć, że i dla mnie jest to zapach, którego nie mogłabym nosić na co dzień. Na takiego narcyza trzeba mieć odpowiedni nastrój. Dla mnie to jedna z tych nut, które najlepiej wyrażają tęsknotę za dawnymi czasami. Mam wrażenie, że znam ją z głębokiego dzieciństwa i każde ponowne z nią spotkanie wprawia mnie w melancholijny nastrój. Z biegiem czasu perfumy stają się nieco mydełkowate, stąd podejrzewam, że jest w nich jednak nieco aldehydów, choć piramida nut na to nie wskazuje.

Polecam amatorom perfumiarskich powrotów do przeszłości.

Sauvage 2015 Christian Dior przez MatWawa 2017-03-24

Perfumy Dior Sauvage dostają w internecie tyle negatywnych opinii, aż boli od samego czytania, a prawda jest taka, że kobiety szaleją kiedy je czują :D
No i co teraz? Takie słabe, że aż świetne ;)
p.s.
Nie posiadam, nie mam zamiaru kupować.
Znam zapach i reakcje płci pięknej.

Honour Woman Amouage przez androidinv5 2017-03-24

Pierwszy wdech i reakcja ja już to znam ! Alien Muglera czuje jaśmin i jak nie Amouage...

Narciso Narciso Rodriguez przez Joskelyn 2017-03-24

Pierwsze niuchnięcie prosto z korka - retro róża, zwana potocznie "babciną", która może odrzucić wielbicielki prostych, kwiatowo-owocowych perfum - mnie jak najbardziej zachęciła do dalszych testów.

Po różanym wstępie rozpoczyna się festiwal gardenii - zdecydowanie zdominowała ona tę wersję NR, hulając bezwstydnie w towarzystwie piżma i wetywerii. W tej fazie Narciso są suche, wietrzne, zimne, obce - słowem: nietuzinkowe i przepiękne ;).

Po pewnym czasie gardenia ustępuje i zapach zdecydowanie wysładza się i ociepla - dałabym sobie rękę uciąć, że w bazie znajdziemy drzewo sandałowe... Narciso staje się zapachem ciała, czystości. fizjologicznym, bardzo intymnym, drugą skórą.

Dla mnie wygrywa róża i chłodny, gardeniowy taniec w pierwszej godzinie noszenia tych perfum - baza to już nie moja bajka i dlatego z tego romansu nie będzie wielkiej miłości. Bardzo jednak Narciso edp lubię, szanuję i cieszę się, ze marka NR idzie własną drogą i nie raczy świata siedemdziesiątą interpretacją LVEB ;).

Jeśli chodzi o reakcje otoczenia, to słyszałam zarówno "uuu szare mydło???" i "ach, pachniesz jak indyjski sklep z kadzidłami", więc wyrok nie jest jednoznaczny ;).

Na pewno nietuzinkowe i warte testów.

A*Men Mugler przez Bea 2017-03-24

Zapach jest tak męski, że nie odważyłabym się go nosić. za to uwielbiam go na moim mężczyźnie. jest zastrzeżony na nasze wspólne wieczorne wyjścia. Głęboki, elegancki, trochę pachnie fajką, a przede wszystkim niebywale zmysłowy.

Gucci Guilty Absolute Gucci przez Walker075 2017-03-24

Dla mnie ten perfum to pomieszanie (niestety nie znam proporcji) Terre z Encre Noir z domieszką M7 i szczyptą Basali do smaku. Rewelacja

3121 Prince przez matka1973 2017-03-24

Jesli ktoś twierdzi, że te perfumy wydzielają smród udrażnianych rur, to pewnie nigdy nie był przy udrażnianiu rur, poza tym stwierdzenie jest obraźliwe, bo zapach może się nie podobać, ale tak po nim pojechać? to słabe i płytkie.
Ale do rzeczy perfumy Prince'a moim zdaniem wyprzedzają epokę, są jakby wintydżowe, a jednak bardzo nowoczesne, przejrzyste, czyste. Jak ktoś wspomniał, faktycznie przypominają Moments, tylko nie są tak przeładowane i skomplikowane.Pierwszy niuch - cytrusy i świdrujące w nosie białe kwiaty, ale kiedy wkracza tuberoza zapach robi się mięciuśki i kremowy. Sam koniec to paczula, cedr, odrobina piżma i lekka słodycz.
Perfumy naprawdę zachwycające, choć nigdy nie pomyslałam, że tego typu zapach mi się spodoba.
Nie żałuję, że nabyłam flachę, cena śmieszna, zapach świetny.

Intimissimi Intimissimi przez Bea 2017-03-24

Na pierwszy rzut oka (nosa) brzmi niby przyjemnie, pudrowo. jednak po czasie rozwija się jakaś dziwna, brzydka, świdrująca nos, drażniąca nuta. Nie sprawdziły się u mnie.

CK IN2U for Her Calvin Klein przez Bea 2017-03-24

Niby młodzieńczy, ale nie słodki, mógłby być unisex. Wyraźnie czuć nuty drzewne, cedr się bardzo przebija na zmianę z grejpfrutem. Trochę pudrowy, trochę skórzany, czysty i przejrzysty, elegancki. Po pewnym czasie zapach robi się jednak lekko drażniący, gdy ze wszystkich nut pozostają tylko czyste nuty drzewne oraz ambra. Wanilia bardzo słabo wyczuwalna.

Halston 1-12 Halston przez Malwina 2017-03-24

Jedyne perfumy, które kupiłam z powodu flakonu, ponieważ osobą projektantki są związane z pewną pamiątką rodzinną. Myślałam, że będzie nosił je mój mąż, jednak zapach mu nie podszedł. Powiedział, że nie chce pachnieć jak 'Wilk morski', który przed chwilą zakończył golenie przy użyciu brzytwy. Brzmi groźnie i ostro, ale ja odbieram go zupełnie inaczej.

Owszem, jest w nim nuta porannej męskiej toalety. Galbanum, lawenda i bergamota dają skojarzenie z kremem do golenia. Dzięki labdanum, tonce i wanilii jest to nuta kremowa właśnie, w moim odbiorze, dyskretna, którą tuszują inne nuty, budzące przyjemne skojarzenia. Mech dębowy, jagody jałowca i igły sosnowe sprawiają, że gra na niższych, 'bagiennych' tonach niż np. oczywisty, cytrusowy, lotny Tuscan Soul o zapachu pianki do golenia. Jeśli Grey Flannel i Halston 1-12 to 'Wilki morskie' to czuć, że inni 'brutale' bardziej lub mniej pojętnie uczyli się od nich sztuki morskiej żeglugi. 1-12 sprawia wrażenie bardziej stonowanego i powściągliwego niż Grey Flannel. Podobają mi się w nim nuty zielone i leśne, przełamane dodatkiem ciepła i słodyczy. Ma w sobie klasę, zamszystość i bursztynowy posmak filmów z lat 70-tych utrzymanych w kolorystyce ambry. Paradoksalnie wydaje mi się być zapachem bardzo współczesnym, jakby czas zatoczył koło. Chętnie widziałabym go z powrotem na półkach mainstreamu, jako kontrodpowiedź na dzisiejsze trendy.

Touch of Woman La Rive przez Agniecha 2017-03-24

Popełniałam zakup 2 różnych flaszeczek do La Rive. Skusiła mnie zagraniczna fragra, do tego w drogerii była promocja -50%, no i masz....2x 90ml za zawrotną kwotę 29 pln, przybyło do kolekcji. Po co? Nie mam pojęcia, zwykłe chciejstwo.

Touch of Woman to przyjemny, puchaty słodziak. Ale taki po domu, wieczorem pod kocyk, do kawki i książki. Nic więcej. Wtedy przez 1-2 godziny umila czas i daje poczucie przytulności.
Lubię połączenie wanilii z drzewem sandałowym i bergamotką. Może dlatego mi się podobają i nie przeszkadza mi fakt, że kompozycja jest trochę, hmmmm...syntetyczna? Musi być, za 15 pln nie ma szans na dobrej jakości perfumy.
Nie trwa długo, więc nie zmęczy...parametry adekwatne do ceny.
Wstyd się przyznać, ale nie znam Black Opium, więc ewentualnego podobieństwa nie skomentuję.

No fajne to! Tylko szkopuł w tym, że jako produkt perfumowy nie podoba mi się ani trochę.
Jaisalmer pachnie roztartymi w kamiennym moździerzu jagodami jałowca, ziarnami pieprzu i korą cynamonową, które ktoś wrzucił do ogniska. Po wsypaniu przypraw, wydzieliło się trochę gryzącego w gardło dymu, a z powietrza wyparowała cała wilgoć. Jest sucho, prawie pustynnie. Tylko jakoś chłodno. Jakbyśmy znaleźli się nagle na islandzkim pustkowiu, gdzie brak nawet jednego drzewa wokół a jedynym najwyższym punktem jest czubek naszej wełnianej czapki. Tylko teraz którędy do domu?

Jedyny mistyczny/religijny aspekt który tutaj wyczuwam to przyskórna projekcja. Widzę zaletę w zastosowaniu tego zabiegu, ponieważ moim zdaniem, projekcja Jaisalmer odnosi się do gorliwej modlitwy w sercu, co wydaje się być właściwym odzwierciedleniem lotności kadzidlanej „mistycznej piątki”.
Jednak jest mi tu trochę za zimno i tak nieswojo, więc wrócę do swoich otulaczy.

Molecule 01 Escentric Molecules przez Lugosi 2017-03-24

Lektura artykułu „Perfumeryjne laboratorium 3: być jak Geza Schoen” autorstwa @vetiver przypomniała mi moje próby zmierzenia się z efemerydą Escentric Molecules Molecule 01.
Przez określenie efemeryda rozumiem w tym przypadku niecodzienność, niepospolitość, oryginalność, ale też i osobliwość, szarlatanerię, zwodzenie i atypowość, a może i herezję, i bluff.
Te rozbieżności nie są dziełem przypadku, ponieważ nie określona niejednoznaczność tej substancji nie pozwala mi na czytelną klasyfikację. Tu tkwi problem i myślę, że nie tylko mój. Jednocześnie zastanawiam się, gdzie leżą granice w tej chemicznej żonglerce? Jak dla mnie to tym razem o jeden most za daleko. Może to jakiś rodzaj atawizmu, który każe unikać rzeczy nie do poznania. Obawa przed nieznanym rodzi coś na kształt pierwotnego lęku. Według mnie tu dochodzi jeszcze obawa przed ośmieszeniem. Z drugiej strony, skoro tyle osób wpada w zachwyty, to może coś w tym jest? Ja zachowuję ostrożną rezerwę. Nie będę klaskał na projekcjach filmów Ingmara Bergmana, ponieważ choć uznany za wybitnego reżysera, dla mnie jest ciężkostrawny z wyjątkiem „Siódmej pieczęci”. Z tego samego powodu, nawet gdybym miał konto Bill'a Geates'a, nie zakupiłbym żadnego obrazu Pabla Picasso, bo w odróżnieniu od tzw. świadomości masowej krytyków sztuki mam swój gust, może i gorszy, ale własny. Podobnie rzecz ma się z muzyką, ale Pendereckiego już tu oszczędzę.
W podsumowaniu dodam, że Escentric Molecules Molecule 01 dodaję na półkę – nie lubię, pomimo tego, że ich ojcem jest twórca jednego z moich ulubionych zapachów Kinski.
Myślę, że większym despektem byłoby ich zignorowanie i obojętność, a na to mimo wszystko w mojej ocenie nie zasługują.

Black Opium Yves Saint Laurent przez Viollence 2017-03-24

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Black Opium. Właściwie wtedy jeszcze się tak zapachami nie interesowałam, więc był to czysty przypadek. Szłam z mamą przez centrum handlowe, przechodziłyśmy obok Douglasa. Spojrzałam mimochodem. Absolutnie wszystkie witryny krzyczały o nowej premierze YSL, Black Opium. Gdzie nie spojrzałam, widziałam Black Opium w tym sklepie - tutaj stand, tutaj Pani z próbkami, tutaj stolik cały poświęcony premierze. O ile dobrze pamiętam było to jakieś 2-3 lata temu, kiedy zapach dopiero co wchodził na rynek. Moja mama, oddana totalnie klasycznej wersji Opium zaciągnęła mnie do perfumerii, mówiąc, że może to Black Opium skradnie moje serce, skoro klasyczne to dla mnie zbyt mocny kaliber.
Tego dnia, gdy psiknęłam je na siebie kilkukrotnie, nawet mnie zaintrygowały. Pamiętam, że rozwijały się bardzo słodko, a moja mama przez jakieś 5 godzin chodząc ze mną po mieście mówiła, że te 3-4 psiknięcia wystarczyły żeby ciągnął się za mną ogon tego zapachu. Wtedy sobie myślałam, że jak będę miała za dużo kasy, to sobie je sprawię. Ale tak samo jak szybko do tego wniosku doszłam, tak szybko o tych perfumach zapomniałam.
Niedawno postanowiłam przetestować je głębiej, jako że teraz już o perfumach wiem więcej, a mój zbiór i doświadczenie też troszkę się powiększyło. No i klops, delikatnie mówiąc.
Zacznę od tego, że marka YSL krzywdę zrobiła wszystkim fankom klasycznego Opium, nazywając te perfumy wersją Black. Ten zapach nie ma nic wspólnego z Opium. To nie jest ten kaliber, to nie jest ten orient i ten rodzaj wyjątkowości. Jeśli jakakolwiek fanka klasyka podejdzie testować ten zapach, i zamiast nanieść go najpierw na blotter, to od razu zacznie testować globalnie (myślenie w typie "w końcu wariacja na temat ukochanego Opium! To musi mi się spodobać!") to gwarantuję, że w jej umyśle posypie się taka wiązanka kwitnącej łaciny podwórkowej, że mogłaby konkurować z wypowiedziami wielu panów niższej klasy ;)
Bo Black jest słodziakiem. Typowym. Więc ani to Opium, ani to Black. Rockowy charakter ma tylko reklama, swoją drogą intrygująca i ładnie zrobiona. Jak zwykle w przypadku YSL, marketingowcy odwalili kawał dobrej roboty.
Zapach sam w sobie jest ciekawy przy otwarciu (przynajmniej na mojej skórze) czyli jakieś pierwsze 2 godziny. Wtedy moja skóra wybija nutę kawy, kwiatu pomarańczy i słodkiej wanilii. Jest cudownie, i powiem szczerze, że gdyby zapach szedł w tę stronę, to pewnie już dawno byłby mój. Ale nie jest.
Po 2 godzinach kawa z mojej skóry znika bezpowrotnie. Zaczyna się totalna słodycz, owszem, ujmująca, ale nic poza tym. Dodatkowo przy większych testach w niektóre dni ten zapach na mnie miał tendencję do wytwarzania jakiejś takiej dziwnej, sztucznej woni, jakby karmelizowanych truskawek/malin? Nie wiem dlaczego, bo truskawek/malin ani karmelu tutaj w składzie nie ma. W każdym razie jest to aromat jakiegoś czerwonego owocka rodem z dekoracji tortowych albo dżemów. Może i ładne to, ale sztuczne przeokropnie. W te dni, gdy tej nuty nie było, zapach był po prostu słodki w taki różowy, dziewczęcy sposób.
I o ile ja kocham słodziaki, i tak bardzo się starałam polubić tego słodziaka, to jakoś tak mi mozolnie idzie. Powtarzam, jest ładny. Jest słodki. Niewykluczone że kiedyś nabędę jakąś mniejszą pojemność, bo zapach jest uroczy. Dziewczęcy, słodziutki. Ale to nie jest żaden klasyk, to nie jest szyk w butelce, to nie jest niewiadomo jaki pazur, to nawet nie jest rockowy klimat, jak to sugeruje reklama. To po prostu ładny, słodki zapach. Mam wrażenie że spodoba się właśnie dziewczynom poniżej 20 roku życia, max do 25 (strzelam sobie chyba w kolano, bo sama mam 22, a jakoś mnie do niego aż tak nie ciągnie). I na jesień nawet może się sprawdzić. No i faceci go lubią - jakby to miało dla jakiejś kobiety znaczenie, chociaż moim zdaniem nie powinno ;).
Nie obraziłabym się, gdybym go dostała, bo umila czas. Chociaż jakbym sama miała kupić coś słodko-waniliowego, to pewnie bardziej na Si bym się zdecydowała. Bo Si ma w sobie tę dozę klasy, której w Black Opium brakuje. I gdyby Si wyobrazić sobie jako zadbaną, elegancką, urodziwą kobietę sukcesu, w czarnej ołówkowej spódnicy i koszuli w kolorze nude, z delikatną klasyczną złotą biżuterią, to Black Opium mogłaby być jej siostrzenicą w wieku licealnym próbującą być jak ciocia, ale jednak siłą rzeczy nie da rady, bo jest po prostu zbyt smarkata. Wiec strzela foszka i stwierdza ze ubierze się w czarne cekiny. Połączone z różem. Bo tak.
Pozwolę sobie jeszcze słowo napisać o butelce. Jest okropna. Tandetna. Straszna. Nie wiem doprawdy czym tu się zachwycać. To taka zadziorność i "kobiecość" na siłę. Tak jak w klubach, gdy dziewczynki w wieku 16 lat ubrane w skąpe cekinowe czarne mini z różową szminką na ustach udają, że mają 19. Tragedia po prostu, ot co.

Voile d'Ambre Yves Rocher przez Agniecha 2017-03-24

Zacytuję fragment recenzji malwusi: "Te perfumy są jak wełniany sweter, który na początku lekko gryzie i drapie delikatną skórę (efekt ziołowego mirtu, przyprawowego kardamonu oraz goryczki opoponaksu), a potem już tylko rozkosznie grzeje i otula".

Pod tym fragmentem mogę się z czystym sercem podpisać. Początek drapie, końcówka grzeje jak termofor. Używałam od czasu do czasu zimą i było mi z nimi bardzo komfortowo. Wiosną, kiedy temperatura zaczęła zbliżać się do 10 stopni, a słońce przyjemnie grzeje twarz, podrapały mnie koszmarnie :) Do tego stopnia, że jadąc do pracy rozbolała mnie głowa i miałam wrażenie, że wszyscy dookoła mnie zaraz padną jak muchy.

To piękne perfumy, warto je przetestować globalnie, ponosić. Fajnie się układają, są trwałe, mocne, dla mnie orientalno - żywiczno - apteczne. Nosiłam zimą, od czasu do czasu, teraz wiosną mówię im pa, pa, do zobaczenia jesienią...

Coco Eau de Parfum Chanel przez fortissimo1603 2017-03-24

Wybaczcie kolejną kartkę z pamiętnika, wybaczcie mój niewielki zasób słów, ale muszę stwierdzić, że Coco to perfumy babcine. Nie lubię tego słowa i do tej pory go nie używałam, ale na swoją obronę powiem tylko tyle, że to nie jest babciowość obecnie stosowana, ale taka pierwsza klasa! Bo ja w nich widzę swoją ukochaną babcię za czasów młodości. Ona niestety nie miała szans zapoznać się z Coco. Ale była tak piękna, że przyćmiłaby swoim urokiem samą Chanel. Serio. Nie znam piękniejszej kobiety.

Coco ma subtelną urodę, lecz niebanalną. Mydlane kwiaty odnoszą się do jej klasycznego piękna, a nuty przyprawowo-orientalne są odzwierciedleniem mocnych akcentów jej charakteru. I wybaczcie, brak konkretów. Po prostu uważam, że to dzieło skończone, które należy rozpatrywać jako całość i interpretować według własnych wyobrażeń, a nie rozkładać na czynniki pierwsze.
I może jest unowocześniona i reformułowana kilka razy. I może straciła dawny blask. Ale wciąż pamięta swoją młodość i wciąż zachwyca.

Jestem w stanie zrozumieć każdą opinię o Coco. Rozumiem, że się nie podobają. Rozumiem zachwyty. Rozumiem początkowe odrzucenia i późniejsze powroty. Coco też wszystko zrozumie. Według mnie, by docenić jej fenomen, trzeba już co nieco powąchać. Mi wystarczył rok olfaktorycznej wędrówki, by to się stało. W gąszczu nowości, nie zapominajmy o legendach perfumiarstwa.

Believe Britney Spears przez Agniecha 2017-03-24

Skusiły mnie pozytywne recenzje, tym bardziej, że lubię perfumy które maja w sobie męski pierwiastek.
Zamówiłam w ciemno i nie żałuję! Believe są extra :)
Początek kwaskowo - owocowy, rześki, z przyjemną paczulą. Później wyraźnie czuć lipę, pralinkową, stonowaną słodycz, ale jednocześnie coś lekko pikantnego i męskiego (może paczula tak się układa). Jest niebanalnie, ciekawie, fajowooo!
Nosiłam w okresie letnim, sprawdziły się wyśmienicie. Może niekoniecznie na upały, ale okres letni im sprzyja. Parametry mają dość porządne, a przy tym cena rewelacja. Zdecydowanie warte poznania. Kompletnie inne, niż reszta zapachów od Britney, one nawet nie pasuję do jej wizerunku... Z przyjemnością wrócę do Believe późna wiosną :)

Burberry Women Burberry przez Agniecha 2017-03-24

Piękna, pozytywna, spokojna, nieinwazyjna klasyka. Doskonałe na każdą porę roku, na słońce i na deszcz, do dżinsów, sukienki i garsonki. Są eleganckie, pasują moim zdaniem zarówno 20-latce, jak i 50-latce. Są w zasadzie niepozorne, ale potrafią chwycić za serce i nie dać o sobie zapomnieć. Rzadko które perfumy pasują do porannej rozmowy o pracę, później na jazdę konno po lesie, a wieczorem na randkę :) A Burberry Women pasują :), idealnie pasują. I kiedy kompletnie nie mam pomysłu, na jakie perfumy danego dnia mam ochotę, one zawsze się sprawdzają!

Premier jour Nina Ricci przez SylviaInVogue 2017-03-24

Premier Jour to w gruncie rzeczy, na pierwszy rzut oka zapach bezpieczny. Najmocniej wyczuwalne są tu białe kwiaty takie znane z Aliena, nic kontrowersyjnego się nie dzieje. Zapach jest lekko rozwodniony i jakby „zamglony”. Ale wystarczy wypróbować testów globalnych, żeby przekonać się, że to prawdziwy cichy zabójca. I nie chodzi o to, że zasięg zapachu jest duży, bo nie jest. Chodzi o zapach sam w sobie. A ten jest… osobliwy. Białe kwiaty oraz orchidea miesza się z czymś, co przywodzi na myśl bardzo leciwe osoby lub starą szafę wypełnioną kulkami naftaliny. Uwielbiam mocne białe kwiaty, Allure czy choćby Aliena, ale tutaj jest coś nie tak. Coś zgrzyta, jakaś nieprzyjemna chemia się wdziera… no i klops. Bardzo mi przykro, ale nie jestem w stanie nosić tego zapachu.Nie wiem, może trafiłam na złą serię, czy co...

Aqua Allegoria Flora Rosa Guerlain przez Viollence 2017-03-24

Mam fazę na wiosenno-różane kompozycje, więc naturalnym odruchem było sięgnięcie po tę propozycję, zwłaszcza że linię Aqua Allegoria bardzo lubię. Zakupiłam więc dość sporą odlewkę i tak sobie od kilku dni testuję.
I sama nie wiem, co o niej myśleć. Ogólnie zapachy z tej linii przyzwyczaiły mnie do oczekiwania wysokiego poziomu - nie tyle jeśli chodzi o trwałość, bo to wody toaletowe i nie taki był zamysł producenta, aby były niewiadomo jak trwałe. Chodzi bardziej o sam poziom kompozycji zapachowej, o tę "inność" która występuje w innych kompozycjach z tej serii.
Flora Rosa chyba trochę mnie zawiodła pod tym względem. Jest maksymalnie prosta, nieskomplikowana. Świeża, na mojej skórze czuć zimny, wodny koktajl zmiksowanych porzeczek i róży. Taki z lodem - za to doznanie pewnie odpowiada irys, ciepło piżma w ogóle nie jest wyczuwalne. Ogólnie piżma totalnie tu nie czuję, nawet gdy zapach umyka z mojej skóry i powinna zostać tam baza. Piżma nie ma, a szkoda. U mnie praktycznie w ogóle się nie zmienia, cały czas czuć ten słodki, czerwonawy rozwodniony miks. To nie jest ten typ koktajlu, w którym więcej jest owoców niż wody. To nie jest porzeczkowe smoothie. Tutaj to bardziej wysoka szklanki wody z wieloma kostkami lodu, wrzuconymi do niej kilkoma porzeczkami tak, że jej kolor jest ledwo różowawy, a na wierzchu pływa - bardziej dla ozdoby, niż aromatu - kilka listków świeżej róży. Pijemy tę wodę powoli, przez słomkę. Jest orzeźwiająca, owocowa, przyjemna, ale nie ma tu żadnych fajerwerków.
Projekcja dość słaba - ja sama, wypsikana dość obficie w okolicy szyi, włosów i dekoltu jakieś 30 minut temu nie czuję jej przy żadnym moim ruchu. Dodatkowo po dwóch godzinach nie ma po niej praktycznie śladu na mojej skórze. To pozwala mi snuć przypuszczenie, że aby ten zapach był trwały i chociaż odrobinę wyczuwalny dla otoczenia, trzeba sobie go dość sporo dawkować, najlepiej warstwowo - nie wiem jak inaczej.
Jeśli ktoś szuka odświeżającego zapachu porzeczek, to myślę że będzie zadowolony. Oczywiście pamiętając o tym,że otoczenie raczej nie będzie wyczuwało tego zapachu, chyba że się będzie nim oblewać ;) Jednak moja upragniona wiosenna róża to to nie jest. Szukam dalej.

Rogue Rihanna przez Agniecha 2017-03-24

Zakup w ciemno, wtedy jeszcze nie było gdzie przetestować. Pierwsza aplikacja - zakochanie - jest dużo zamszu, jest taki fajny "matowy", niekwiatowy, a jednak przyjemnie słodkawy...
Po 2 czy 3 miesiącach, nagle jak obuchem w łeb. Zrobiło się ciężko, duszno, owszem nadal jest zamsz, ale zakurzony i zamknięty w dawno niewietrzonym pokoju, gdzie na parapecie stoją stare cyklameny.
Magia zniknęła, flaszka poleciał w świat, nowa właściciela bardzo zadowolona :)
W klimacie Bottegi - to prawda, ale nie ta bajka, nie ta półka, nie ta jakość...

Kenzo Amour Kenzo przez Agniecha 2017-03-24

Ryż ugotowany na waniliowym mleku. I do tego budyniowo - śmietankowe ciasto... Tak właśnie kojarzy mi się Kenzo Amour. Jest ciepły, przytulny i otulający niczym puchaty koc w jesienny wieczór. Jest w nim jednak coś, co sprawia, że Amour nie wpada w banał, nie jest płaski, mdły, ani przesłodzony. Zapewne kadzidło i coś jeszcze...może plumeria? Nie wiem, w każdym razie nosi mi się go bardzo komfortowo, do tego stopnia, że mam ochotę wtulić się w samą siebie. Niepodobny do żadnych innych perfum które znam, choć przecież stwierdzenie "waniliowo - budyniowe" perfumy brzmi banalnie...
Trwałość raczej przeciętna, projekcja również. Flaszka, a raczej "korek" 100ml koszmarnie niepraktyczny...

Black Opium Yves Saint Laurent przez cirilla 2017-03-24

Wyjdę na niezrozumianą?

Obok LVEB, Angel'a, czy Poison Girl te perfumy są chyba najczęściej poddawane recenzji na świecie...

Pierwszy raz poznałam je dwa lata temu, w zimie i muszę przyznać, że byłam zaintrygowana. Poznałam je przelotnie, ale to wystarczyło by zanotować je w pamięci "do testów". Kto jak kto, ale ja uwielbiam słodkie zapachy i z przyjemnością je noszę. :)

Większe testowanie odbyłam jednak niedawno i jestem rozczarowana... Ta obietnica zmysłowej kawy (obok wielu fetyszy zapachowych kawa to mój konik), doprawionej gruszką i paczulą brzmi super, ale jak to zwykle bywa - TESTUJEMY perfumy, a NIE kupujemy je w ciemno, li tylko będąc oczarowanymi opisem...

Nie czuję tu ani odrobinki mocnej kawy. Chyba, że jest to ulepek 3w1, którym niestety gardzę. So, "kawa" ulatnia swój aromat, do tego postawiony na stoliku odświeżacz pachnący wanilią i jaśminem. Gdzieś w tle, jakby na otwartym tarasie dobiega do mnie nuta kwiatu pomarańczy oraz przywiędła gruszka... I to wszystko. Po ok. 3h zapach wietrzeje i ulatnia się z mojej skóry. Ten jaśmin jest nawet ładny, ale opuszcza mnie dość szybko.

Jestem zawiedziona, bo jak np. moja miłość do LVEB narodziła się z czasem - tak tutaj, nie ma takiej słodkości i nuty, która mnie czaruje. Black Opium - co za nietrafiona moim zdaniem nazwa. Black, czyli czarny kojarzy się z czymś mocnym, ba kadzidlanym, ostrym, mrocznym, sexy? a nie z rozmąconą pseudokawą 3w1 :(

Perfumy te przypominają mi lekko Lady Million, której nie planuję kupić, tak jak i niestety "Black opium".

Memories Daydreaming in a Hammock Oriflame przez Juanita75 2017-03-24

Od blisko 20-tu lat moje zainteresowanie marką Oriflame było bliskie zeru. Nie po drodze mi z ich kosmetykami, a w związku z tym ich zapachy również siłą rzeczy same wypadły z obiegu. Zainteresowana głownie perfumową "górną półką" zupełnie straciłam do nich serce. Aż tu niedawno w poszukiwaniu nut kokosowych na Fragrantice wpadłam na Memories Daydreaming in a Hammock. Bardzo zainteresowały mnie trzy proste, a jakże przeze mnie lubiane nuty. Zamówiłam 50-tkę przez internet, woda była w doskonałej cenie. Spodziewając się super kokosa psiknęłam sobie od serca od razu tak globalnie, a co mi tam!
Kokosa samego w sobie niestety nie było. Mimo to nie zawiodłam się, gdyż zapach okazał się być bardzo ale to bardzo przyjemny. Po aplikacji poczułam się błogo. Rzeczywiście jakbym leżała pod palmami i miała wszystko - no nie powiem gdzie...:) Któraś z nut - chyba cascalone - wiernie oddaje woń świeżą, przestrzenną i jakby powietrzną. Lekko morską, lekko ogórkową. Pomieszana z plumerią i kokosem mikstura daje uczucie szczęścia jakie towarzyszy nam podczas dnia pełnego słońca, dnia który nie jest gorący i męczący ale ciepły i przyjemny. Relaksująco - wakacyjny. Kojarzy się ze spacerami nad morzem, wylegiwaniem na piasku, spędzaniem czasu na łonie natury. Totalnym luzem. Dobry to zapach dla zabieganych i zestresowanych Pań, które nie mają czasu wyjechać na prawdziwe porządne wakacje - może osłodzić i uprzyjemnić letnie dni w mieście.
A ja...też chyba jednak w końcu się przekonam i częściej będę sięgała po wody Oriflame.

Kenzo Amour Kenzo przez behemotkot 2017-03-24

Sama nie wiem. Coś mi skutecznie zabiło waniliowo-ryżową otulającą, ciepłą i miękką słodycz. Nie wiem czy to chodzi o kadzidło, ale godzinę po aplikacji czuję ten męczący smrodek. W korku pachnie pięknie, właśnie taką pięknością waniliowo-ryżową. Na nadgarstku - pierwsza myśl "zmyć natychmiast, bo śmierdzi". Poczekam jeszcze, będę testować, bo zachłanność zrobiła swoje i mam całą setkę.
Butelka za to piękna!
Pierwsza nuta zupełnie jak w lou lou cacharel- "śmierdzący smrodek", którego nie mogę przetrawić.
Dlaczego...

Tomorrow Avon przez behemotkot 2017-03-24

Jestem w połowie 2 butelki. Mam kilka perfum, ale nigdy jeszcze nie kupiłam drugi raz tego samego zapachu-poza tym. W sumie to tak jak pisała roniaq- nikt mnie o niego nigdy nie pytał ;)Najważniejsze jest jednak to, że mój narzeczony lubi go na mnie i zawsze powie mi komplement jak nim pachnę. Mam wrażenie, że jest wyczuwalny z bliska. Ciepły, otulający, bezpieczny. Osobiście bardzo go lubię i wracam z pokorą co jakiś czas. Niestety na mnie trwałość kiepska, w porywach kilka godzin.

Feuilles de Verveine Yves Rocher przez behemotkot 2017-03-24

Całkiem przyjemny zapach do codziennego użytku, ale wstydziliby się wypuszczać coś tak ulotnego i nietrwałego. Szkoda.

Roma Laura Biagiotti przez Zombianka 2017-03-23

Zapach- kameleon. W zależności od fazy rozwoju układa się na skórze jak Altamir Lapidusa, Obsession CK, Hypnotic Poison, ma niespodziewanie także coś wspólnego z Dune czy Mitsouko edt, nie wspominając nawet o ciekawym, przypominającym maść (Lioton 1000? Voltaren?) otwarciu. Za jego ziołowy, lekarstwiany wydźwięk odpowiada mięta z nutą nalewki (mirra i ambra). Później dominuje wanilia w różnych odsłonach- raz drzewna i wytrawna, chwilę potem ciastkowa, jadalna, puszyście słodka i przytulaśna, a jeszcze później- w otoczeniu odprężającego wiaterku wiejącego znad ukwieconego ogrodu, z zaskakująco męsko- kolońskim akcentem bergamoty.

Roma to typ zapachu tworzącego u nosiciela błogostan, jak mrucząca pod dotykiem dłoni kotka, jak czerwcowe popołudnie na zalanej żarem łące. Mimo znajomego brzmienia i osobistych skojarzeń z innymi kompozycjami zachowuje swoisty charakter i nie jest niczyją kopią. Lubię, choć na kolana mnie nie powaliła; nie do końca pasuje mi do urodowego typu bladolicej Zimy a'la królewna Śnieżka, ale mam ochotę kiedyś do Romy wrócić, gdy zapragnę stać się trochę bardziej włoska.

A La Rose Maison Francis Kurkdjian przez cumartesi 2017-03-23

Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, co pachnie najpiekniej na swiecie? Czyz lustereczko nie odpowie, ze roza, krolowa kwiatow? Drogocenna, ponadczasowa, piekna? Ach... wiele osob moga zmylic nuty w opisie: jedna z moich ukochanych nut fiolek, pomarancza czy cedr sa niewyczuwalne - maja swoj wplyw na perfumy, ale ten zapach to czysta, krystaliczna roza. Jakbym znalazla sie w ogrodzie rozanym, gdzie w kazdym wolnym miejscu sa posadzone czerwone roze. Seeandsmell zdecydowanie sie nie myli - to jest jak powiew swiezo, scietych roz. Ta swiezosc panuje od poczatku do kompletnego wyciszenia na skorze. Delikatny, zmyslowy i niezwykle naturalny zapach. Czy perfumy nie sa za proste jak na nisze? Nie wiem. Ale to jedna z najpiekniejszych i chyba najbardziej jakosciowa roza jaka mialam przyjemnosc powachac. Bezgranicznie uwielbiam.

Soleil Blanc Tom Ford przez cumartesi 2017-03-23

Chcialam kupic perfumy Lanvine - poszlam do drogerii z tym zamiarem, ale okazalo sie, ze zupelnie ich nie czuc na mojej skorze. Zrezygnowana stanelam przy stoisku z perfumami od Toma Forda i po raz kolejny przymierzalam sie do japonskiej sliwki. Ale ekspedientka spryskala blotter nowymi perfumami, mowiac, ze te beda mi sie podobac. W zasadzie nie lubie zadnych perfum Forda - sa dla mnie za ciezkie, ale ten juz od poczatku zrobil na mnie wrazenie.
Perfumy Toma Forda sa zwykle mocne, ciezkie, dziwne, unikalne. Te perfumy tez nie naleza do lekkich, ale rozbraja - za kazdym razem pachna inaczej. Poczatek to bergamotka w towarzystwie przypraw: rozowego pieprzu i kardamonu. O ile przyprawy lagodnieja, ale zostaja, bergamotka oddala sie w nastepnej fazie. To faza fantastycznych bialych kwiatow: tuberozy i jasminu, z zauwazalna nuta ylang-ylang. Cos fenomenalnego, szczegolnie, ze po chwili dolacza ambra i kokos, a ja jestem zakochana w nutach kokosowych. Wycisza sie dlugo i lagodnie.
To jest przede wszystkim kremowe, nieomal maslane pizmo z bialymi kwiatami. Trwalosc wybitna. Cieple, slodkie i otulajace. Oczywiscie wiele osob jest za tym, ze to bardzo drogi balsam opalajacy do ciala, ale dla mnie perfumy sa po prostu wybitne. Po raz pierwszy kupilam perfumy od Toma Forda, chociaz ze wzgledu na cene wiele osob sie zawaha.
Perfumy sa letnie, plazowe, ale niekonicznie lekkie. W nutach sa pistacje, ale czuje rowniez delikatny powiew nugatu. Zbyt banalne jak na nisze? Moze. Ale nic nie poradze - Tom Ford wiedzial jak mnie podejsc tym kokosem.

1 Million Paco Rabanne przez Baka 2017-03-23

Ja mimo wszystko uważam ze to obrzydliwy zapach. I nie bede usuwal swoich opinii jesli sie nie podobaja. To forum dla wszystkich, czyli tych za i przeciw, a nie dla tych co tylko uwielbiajä. Ja mam odruch wymiotny na ten zapach i kilka innych .... ot co. Trwalosc ogromna to jedyny plus dla wielbicieli..a dla mnie? Uchowaj Boże od tego zapachu

Vidi Histoires de Parfums przez Beata Maria 2017-03-23

Vidi jest zapachem radosnym z dużą przestrzenią ozonową w otwarciu. To przyjemne doznanie, aż chce się wziąć głęboki wdech i uśmiechnąć się.
Jest też wyczuwalny ogórek, wszak jest on w składzie zaznaczony, i daje tej kompozycji, jak słusznie zauważyła vertigo, zielone zabarwienie.
To wszystko jest lekkie i świeże.
Wyczuwam też kocankę, piżmo i trochę nut drzewnych. Róży nie odnajduję.
Całość jest szalenie przyjemna, ozonowo-kwiatowo-drzewna.Niektórzy nie lubią ogórkowych akordów, hmmm wobec tego muszą sprawdzić przed ewentualnym zakupem, jednak podkreślenia wymaga fakt, iż Vidi jest zapachem szlachetnym.
Bardzo fajnie się go nosi, chociaż trwałość średnia- do 5 godzin przy dosyć łagodnej projekcji.
Złoty flakon, jak na zdjęciu.
Mnie się podoba- i flakon i zapach.

De Bachmakov The Different Company przez RabRab 2017-03-23

Ciekawy i oryginalny zapach, który jednak jakoś do mnie nie pasuje. Może to taki uniseks wychylający się bardziej w stronę kobiet?
Pamiętam jak pierwszy raz miałem miałem go na sobie i jechałem autem, kiedy znajomy stwierdził że nie powinienem prowadzić bo czuć wódkę ode mnie, po czym powiedział że mój samochód bardzo ładnie pachnie (zaznaczam że nie miałem choinki na lusterku ani innych odświeżaczy).
Właśnie taki jest Bachmakov, jak czysta zimna wódka, przeciwieństwo dusznego tropikalnego aromatu...Tylko że ja wolę kolę z rumem od wódki.

Sel de Vetiver The Different Company przez RabRab 2017-03-23

Mmm, ale fajnie, vetiver..? To ja to muszę lubić.
Czuję też sól w ustach, albo sobie coś wkręcam :)

Gucci Pour Homme II Gucci przez RabRab 2017-03-23

Bardzo elegancki i wysublimowany zapach, prawie na każdą okazję. Pozwala się sobą cieszyć, nie ingerując zanadto w otoczenie. Tytoń z cynamonem, nie tak intensywny jak w Burberry London, bardziej zwiewny, ozonowy. Posiada świeżość i lekkość mimo iż nie ma typowo cytrusowego aromatu. Doskonały do pracy, albo na spotkanie w sprawie pracy.

Aqua Allegoria Limon Verde Guerlain przez Viollence 2017-03-23

Podeszłam do testów sceptycznie. Nawet bardzo, bo nie lubię na sobie cytrusów, a wszyscy zgodnie twierdzą (na czele z producentem i sztabem marketingowców, którzy tę kompozycję nazwali tak a nie inaczej) że Limon Verde otwiera się limonką. Psiknęłam więc bez większego przekonania na blotter w perfumerii. Odczekałam chwilę, bo przecież nie ma się do czego spieszyć - przecież nie lubię cytrusów, przecież i tak mi się nie spodoba, no bo jak to tak, ja i limonka? Nigdy w życiu.
Pierwszy raz w życiu w perfumerii po prostu mnie wryło w ziemię z chwilą gdy powąchałam psiknięty blotter. No po prostu chóry anielskie, zachwyt, pędzące jednorożce, nieskończone tęcze i te sprawy. NIGDY wcześniej tak nie miałam. Zwykle było tak, że zapach na blotterze mi się tylko podobał, albo ciekawił, a rozkwitał i oczarowywał (lub też nie) na skórze. Tak więc, zachwycona pachnącym świstkiem, psiknęłam na skórę - również sceptycznie bo tak samo mocno jak kurczę nie lubię na sobie cytrusów, tak bardzo moja skóra lubi je podkreślać. Jak miło.
No i zaskoczenie i wrycie w ziemię numer dwa. Zapach na mojej skórze otwiera się limonką oraz jej liśćmi, z odrobiną cukru i niuansem białych kwiatów (mimo że jaśminu nie ma w składzie to dałabym sobie rękę uciąć, że go wyczuwam!). Nie jest to natomiast zwykła limonka ze spożywczaka. Jest to piękna, słodka, dojrzała limonka, tak rześka jak szklanka lodowatej wody w upalny dzień. Jednocześnie słodycz i lekka kwiatowość zabija niuans totalnie cytrusowy, którego nie lubię, i na mnie jest on totalnie niewyczuwalny. Czuję też właśnie zimną wodę. O ile wodę można czuć ;) Chodzi bardziej o to, że to nie jest rozwodniona limonka, ale świeżo podany limonkowo-cukrowy drink, zimny, rześki i odświeżający. Słodki. Wręcz chłodzący, gaszący pragnienie.
Najlepsze natomiast zaczyna się na mojej skórze jakieś 30 minut od aplikacji. Rześki, chłodzący słodko-limonkowy drink zaczyna mieszać się z piękną, słoneczną figą. Z upływem czasu coraz bliższą, coraz piękniejszą, coraz bardziej wyczuwalną. Jest słodko, jest błogo, jest przepięknie.
Nie jest ulepnie. Jest świeżo, bardzo oryginalnie, zielono-owocowo-wodno. Jeśli kiedykolwiek miałabym określić jakikolwiek zapach jako "rześko-chrupiący", to z pewnością byłby to Limon Verde.
Na moje ogromne szczęście moja skóra lubi się z tą kompozycją i podkreśla w niej to, co chciałam najbardziej poczuć. Jak na serię Alegorii i wodę toaletową jest cholernie trwała - trzyma się na mojej skórze około 8-10 godzin, cały czas eksponując tę figową fazę, w której jestem tak zakochana.
Mimo że zwykle gustuję w słodko-ciężko-waniliowych kompozycjach, i do wielbicielki świeżaków mi daleko. To jest świeżak idealny na wiosnę i wczesne lato. Nie wiem, czy ta słodycz kwalifikuje go do zapachu na ogromne upały - będę musiała to przetestować. Jak przetestuję, to zedytuję i dam znać co i jak.
Na te największe upały polecałabym JAK NA RAZIE Alegorię Herba Frescę - orzeźwia miętą, nie ma opcji żeby się nie sprawdziła.
No cóż. Mimo, że jest nieco ponad połowa marca... to ja już ją chcę. I już idę zamawiać. Największą pojemność. Natychmiast. Od razu. Zakochałam się, wpadłam po uszy.

Cool Water Davidoff przez RabRab 2017-03-23

Jak można nie lubić Cool Water'a, skoro sam Snoop Doggy Dogg rapował o nim na debiutanckim albumie Doggystyle :)

Un Jardin Sur Le Nil Hermes przez Viollence 2017-03-23

Zapach jest przepiękny. Rześki i świeży, ale inny. Taki odrobinę mszysty, zielony, orzeźwiający. Nie jest typowo słodki. Ja osobiście w nim cytrusów nie czuję w ogóle. Zachęciło mnie to do testów, bo ogólnie cytrusów na sobie za bardzo nie lubię.
I było pięknie. Dosłownie miałam ochotę wziąć kartonik i biec z nim do kasy. Przez krótki czas. Przez 30 minut.
Zapach po prostu znika z mojej skóry. Po tych zachwycających 30 minutach jest kompletnie niewyczuwalny nie tylko dla mnie, ale jak się okazało przy testach globalnych, również dla otoczenia.
Nie jest to kwestia że trzyma się blisko skóry. Gdyby tak było, to podtykając nadgarstek pod nos czułabym COKOLWIEK, jakąś mgiełkę, ślad po tym, że faktycznie Ogródek Nilowy tam był. Tymczasem około godziny po aplikacji nie czuć nic. Totalnie. Tak, jakbym wmówiła sobie samej, że użyłam tych perfum.
Gdyby tylko trzymał się odrobinkę dłużej... no cóż, niestety moja skóra najwyraźniej nie lubi się z kompozycjami Hermesa. Ubolewam, bo kompozycja piękna.
Zazdroszczę wszystkim tym, na których ten zapach jest trwały.

Aura for Men Jacomo przez RabRab 2017-03-23

Świetny zapach na niedzielne leniwe popołudnie, wszystko tu ze sobą pięknie gra, a że ulotny? Co z tego, przecież zostaję w domu z kubkiem zielonej herbaty, książką i flakonem Aury.

Eau de Rhubarbe Ecarlate Hermes przez Viollence 2017-03-23

Piękne, letnie, słodkie i rześkie perfumy. Coś w tym jest że przypominają Cesarzową D&G.
Na mojej skórze to niestety któryś z kolei zapach Hermesa który znika w rekordowym tempie. Nawet nie to, że jest bliskoskórny - po prostu znika. Dosłownie godzina, maks 2, i już go nie czuję przytykając nos do nadgarstka. Ogromna szkoda.

Feminite du Bois Serge Lutens przez Arsonist 2017-03-23

Pozwolę sobie sprostować wypowiedź mojej poprzedniczki. Féminité du bois znaczy "drzewna kobiecość", a nie "kobiecość lasu".

Feminite du Bois Serge Lutens przez Alixia 2017-03-23

To zapach z gatunku tych, które wypada znać.
Niekoniecznie mieć, niekoniecznie nosić, ale koniecznie przetestować:)
I... jak w moim przypadku - odwrócić się, przesłać całusa i już nigdy do niego nie wracać.
Dla mojego nosa to dyskretny, chłodny ton.
Dalej to już tylko gorzej.
Wprost - zapach zapomnianej, rzuconej w kąt, zatęchłej szmaty, porośniętej wilgotnym mchem:)
Obrazoburcze?
Może...
I ta nazwa - "kobiecość lasu".
Ktoś tu sobie nieźle pofantazjował:)
hihihihi:)

PS - Les traductions sont comme les femmes...:):)

Tam Dao Diptyque przez allie 2017-03-23

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
A gdzie wióry lecą, tam pachnie Tam Dao.

Na wzmianki o mleczności tego zapachu robię oczy jak pięć złotych, bo dla mnie Tam Dao to drewutnia w butelce. Stosy świeżo opadłych, jeszcze ciepłych wiórów po heblowaniu desek. Albo przynajmniej biurko (drewniane, ofkors) maniakalno-kompulsywnego fanatyka temperowania nowych ołówków. W sumie to może nawet to drugie skojarzenie jest trafniejsze, bo chwilami mam wrażenie, że czuję nawet grafit w tych ołówkach.

Genialny cedr z cudownym sandałowcem konstytuują te perfumy; reszta nut to jakieś mało znaczące, choć miłe dodatki. Ten zapach jest pięknie monotematyczny, jasny, świeży, drzewny, orzeźwiający wręcz i pionizujący. Idealny, gdy trzeba być rześkim, zwartym i gotowym, albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie. Jedne z nielicznych perfum, które sprawdzą się nawet przy tzw. syndromie dnia poprzedniego. Są jak haust świeżego, celulozowego powietrza.

Gdy już nam minister braku ochrony środowiska wytnie większość drzew i ciąć już dalej nie będzie czego, w Tam Dao nasza (marna) pociecha.

Cheap & Chic I Love Love Moschino przez Bea 2017-03-23

Rewelacyjna jakość za tę cenę. Słodko- owocowe, jakby musujące. Nie wiem czy to sitowie, czy trzcina nadają temu zapachowi oryginalnego tonu, przez co się wyróżnia wśród innych słodziaków. Zdecydowanie da się lubić.

Thallium Yves de Sistelle przez przemstef 2017-03-23

Za tę cenę (ok. 40zł/100ml) cudów jeśli chodzi o naturalność zapachu nie ma co się spodziewać ale zapach jest "ładny". Jak się wsadzi nos to czuć tą syntetyczność ale w powietrzu unosi się naprawdę przyjemna woń. Mogę potwierdzić, że jest "komplementogenny". Moja narzeczona uwielbia te perfumy pomimo, że nie znosi ananasa. Koleżankom w pracy też się podoba, a dzisiaj przed wyjściem z pracy gdy ponowiłem aplikację to w drodze powrotnej jedna Pani się nawet obróciła jak zawiało ;) Niestety albo stety takie są realia jeśli chodzi o perfumy, że strasznie drogie, niszowe zapachy mogą się nie podobać, a psikadła za 30-40 zgarniają dla Ciebie komplementy. Ale to taka dygresja ;) I tak najważniejsze żebyś ty czuł(a) się dobrze ze swoim zapachem, a nie reszta ;) Wracając do Thallium... Projekcja średnia w stronę dobrej. Trwałość 8-10 godzin. Jak ktoś chce budżetowy, fajny zapach do pracy to chyba lepiej nie można.

Rose Oud Yves Rocher przez Malwina 2017-03-23

Potrafi zaczarować, nie tylko pochmurny dzień i deszczowy wieczór, ale także wybrednego mężczyznę nie lubiącego zapachu róży i mocnych perfum. Tak, pobrzmiewa w nim nuta fekalna, ale jest ona w moim odbiorze, na szczęście - leśna i chwilowa, trwa tyle ile mgnienie myśli. Jeśli miałabym wdawać się w szczegóły tej sytuacji to spaceruję po lesie i dolatuje do mnie jakaś słodka woń rozkładu. Odruchowo rozglądam się w poszukiwaniu 'odwróconego listka', nie znajduję go więc idę dalej wciągając powietrze po raz drugi - uspakajam się, że może była to jedynie woń butwiejącego drewna i słodycz labdanum. Odnajduję w nim jeszcze nutę palonego cukru i opony, ale jest to nuta mieszcząca się w granicach przyjemności. Rose Oud mimo, że jest kompozycją płynącą na współczesnej różano-oudowej fali, dla mnie ma nostalgiczny posmak lat 90-tych w postaci korzenności Kenzo Jungle Homme i Feminite du Bois Shiseido. Pięknie wybrzmiewa labdanum i czymś co kojarzy mi się z Organzą Givenchy. Nie jestem koneserką duetu róży i oudu, ale propozycja Yves Rocher jest kolejną, która zachęca do dalszego odkrywania zapachów w podobnym klimacie.

Baby Doll Yves Saint Laurent przez Bea 2017-03-23

Słodkie, ale z pazurem. Bardzo zmysłowe, kobiece, sexy. Przy tym młodzieńcze i radosne. Nie przytłaczają słodyczą raczej orzeźwiają. Wybijająca się czarna porzeczka dodaje im oryginalności i sprawia, że są wyjątkowe.

Eros Pour Femme Versace przez Bea 2017-03-23

Bardzo słodkie, owocowe, z wyraźnie wybijającą się maliną.Po dłuższym czasie nadal jest wyczuwalny mocny owocowo pudrowy zapach. Bez pazura niestety więc brzmią jak wiele innych owocowych perfum. Ładne ale mało oryginalne.

DKNY Donna Karan przez Bea 2017-03-23

Orzeźwiający zimny zapach, mocny, intensywny,przebojowy i młodzieńczy ale przede wszystkim bardzo oryginalny. Dziwnym trafem ja tam wyczuwam drzewo iglaste, którego de facto chyba nie ma w składzie. Dlatego zawsze kojarzy mi się z choinką i ze świętami czyli z czymś bardzo wyjątkowym. Jest bardzo charakterystyczny i nie da się go zapomnieć lub pomylić.

Nuta głowy jest świeża i soczysta, ale znika po kilku sekundach, po czym rozwija się głęboki niski prawie cmentarny zapach piżma, mchu i odrobiny jaśminu. Zapach klasyczny dla dojrzałej kobiety raczej. Bardzo elegancki. nie dla mnie jednak. Jest zbyt przytłaczający, zbyt nudny i przewidywalny.

Envy Gucci przez Bea 2017-03-23

Kończę już drugą buteleczkę tego rewelacyjnego zapachu i chcę więcej! Dla mnie jest on kwintesencja kobiecej delikatnej elegancji, czystości i minimalizmu a zarazem subtelnej zmysłowości. Zapach jest przy tym radosny, świeży i wiosenny.

Ylang Ylang Nosy Be Perris Monte Carlo przez perfumeholic88 2017-03-23

Tytułowy ylang a jakże tyle, że spodziewałam się jego morderczego oblicza. Oczami wyobraźni widziałam jak chwyta za gardło i poddusza. Tymczasem nic takiego tu nie ma. Ylangu jest dużo i to niewątpliwie on jest tu głównym bohaterem tyle tylko, że w towarzystwie dość wytrawnej wanilii. No i koniec nie ma tu już nic ponadto co oznacza, że zapach praktycznie się nie rozwija tylko kręci w kółko jak na diabelskim młynie. Ylang i niezbyt jadalna wanilia. Mimo, że wiele osób twierdzi, że ta kompozyca to mistrz projekcji to na mnie o dziwo ta mieszanka jest bliskoskórna i słabo wyczuwalna jesli nie przybliży się nosa do skóry. Czy to dobrze? W tym wypadku myślę, że tak, bo choćbym chciała to nie znajduje tu nic zachwycającego. Ot zwykły ylang podsypany wanilią tyle że mało słodki i wcale nie ciężki. Niezbyt oryginalny zapach, ale w zasadzie nie czuję się rozczarowana, bo po ylangu nigdy nie spodziewam się niczego dobrego. Ten tu jest dla mnie nudny i banalny.

Allure Homme Sport Eau Extreme Chanel przez Perseus 2017-03-23

Jeden z lepszych zapachów obecnych na rynku,używam go od prawie 3 lat i zachwyca jakością i trwałością.
Niewielka aplikacja i można cieszyć się tym zapachem przez cały dzień.
Nie należy do tanich ale zapewniam że warto, nadaje się na chłodniejsze dni ale i w lecie sprawdza się wspaniale.

Terre d`Hermes Parfum Hermes przez Perseus 2017-03-23

Coś nie podrodze mi z serią Terre, postanowiłem przetestować edp i jest gorzej niż z wodą toaletowa.
Nie miałem jeszcze zapachów o tak kiepskich parametrach technicznych, radzę więc przetestować na własnej skórze te zapachy bo najwidoczniej sporo się zmieniło na przestrzeni lat w ich produkcji.

Premiere Luxe Oud for Her Avon przez blubleberry 2017-03-23

Lubie Avon ale odnoszę wrażenie, że gros współczesnych zapachów Avonu tworzona jest według jednego schematu: do kremowej bazy dodawane są białe lub różowe kwiaty i słodkie owoce. Trudno znaleźć w ofercie wytrawne nuty, nie ma zapachów kobiecych z cynamonem, kardamonem, lawendą, ziołami czy domieszką kakao. Dla tych modnych i młodych, słodkich i różowych Dream, Cherish czy Viva la vita, Luxe Oud nie jest siostrą, ani nawet kuzynką, jest starszawą i pachnącą przysłowiową naftaliną ciotką, która pamięta czasy dawnego Avonu, czasy Soie Rouge.
Luxe Oud to przepiękna, klasyczna róża w orientalnym wydaniu. Ciepła i mocna. Moja koleżanka stwierdziła, że to "przykurzony" zapach... I zgadzam się, dla mnie - dwudziestoparolatki - Luxe Oud jest ciut retro. W pozytywnym wymiarze, ale z nutą przeszłości. Może dlatego, że te współczesne róże, które miałam okazję poznać był słodsze, lżejsze i bardziej kwiatowe. A róża w Luxe Oud jest ciężkawa. Snuje się wokół mnie leniwie, i czuję ją cały dzień. Przy czym w miarę upływu czasu wcale, aż tak bardzo nie traci na wadze, oj nie, do końca pozostaje zawodnikiem wagi ciężkiej. Jeśli chodzi o tytułowy oud, to w tej kompozycji odpowiada on za ciepłe, wschodnie, balsamiczne tło zapachu. No i dodaje róży charakteru. To przede wszystkim. Luxe Oud polecam tym którzy chcą spróbować Oud, ale nie wiedzą jak się za nie zabrać. Pod warunkiem, że tęsknią czasami za latami '90 :), nie mają nic przeciwko róży w mocniejszym wydaniu, lubią ciepło wschodu.

Och, jakże ja się ucieszyłam na widok zdjęcia perfum w katalogu. Flakon jak dla mnie zahacza o art deco, które uwielbiam, więc w duchu podskakiwałam z radości. Po rozpakowaniu byłam hm...trochę mniej radosna, złoty element okazał się nalepką, flakon był ciemniejszy, itd. Nadal jednak jest ok. Jest moc! Zapach towarzyszy mi cały dzień, pozbywam się go dopiero pod prysznicem. Ubrania pachną, aż do prania.

Flakon 4/5
Projekcja 5/5
Trwałość 5/5
Oryginalność 3/5

Ambre Fétiche Annick Goutal przez Aleksxs 2017-03-23

Cesarzową ambr jest Ambre Sultan S. Lutens. Z kolei Królową ambr Ambre Fetiche. Księżniczki jeszcze nie poznałam ;) Ambre Fetiche niewątpliwie przypomina mi Ambre Sultan lecz jest to trochę skromniejszy zapach aczkolwiek i tak zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Ambre Fetiche ma w sobie to coś co powoduje, że zapach mnie delikatnie otula ciepłem. Ma w sobie coś erotycznego.
Na samym początku zapach jest ambrowy ale ostry, ziołowy, korzenny i bardzo mocno czuć przydymioną kadzidłem skórę. Ostry zapach utrzymuje się przez około 10 min później perfumy zmieniają swój zapach. Sądzę, że na początku tą ostrość podkreśla geranium bowiem może nadawać ziołowy, lekko gorzki zapach. Słodkiej ambrze towarzyszy też benzoes, labdanum. Nuty te nadają: orientalny, kadzidlany zapach z delikatnym aromatem wanilii. Gdy Ambre Fetich się rozwinie, ostre nuty ziołowe znikają a zapach staje się ciepły, balsamiczny, zwierzęcy. Zdecydowanie dominuje wtedy ambra, nadal czuć intensywnie benzeos, labdanum. Dodatkowo nuty zwierzęce stają się bardziej wyczuwalne. Z kolei skóra stała się bardzo delikatna, nadaje głębi zapachowi właściwie tak jak wanilia, która to na początku jest bardziej wyczuwalna.
Bym zapomniała, zapach na ciele utrzymuje się do 12h a projekcja przez 2-3h jest duża, później długo na długość ramion dopiero tak po 6h bliska skóry
Ps. Na drugi dzień gdy wąchałam sweterek,wciąż on pachniał Ambre Fetiche i to przez całą dobę. Ten zapach ma moc i warto go poznać.

Tresor Midnight Rose Lancome przez Shadowfox 2017-03-22

Midnight Rose... cóż nie lubię zbytnio zapachu róży w perfumach jednak tu jest ona przedstawiona w tak cudowny sposób, w takim towarzystwie, iż zapach jest niepowtarzalny i bardzo przyjemny. Uwielbiam go nosić chłodne, wilgotne jesienne dni. Polecam:)

Si Giorgio Armani przez Shadowfox 2017-03-22

Lubie ten zapach ale wyczuwam w nim nutkę zapachową jakby zwietrzałego piwa :P

Angel Muse Mugler przez Shadowfox 2017-03-22

Chciałam poznać nowy zapach z tego domu perfumowego- pomyślałam " Może chociaż te mi się spodobają..." Niestety... mimo, iż na testach bloterkowych nie było tragedii to już na nadgarstku strasznie mi zawadzał- po prostu musiałam go zszorować mydłem z ręki... I TO KILKA RAZY by przestać czuć ten okropny zapach, który był duszący, zatykający wręcz przyprawiający o mdłości. W zapachu tym nie czuje nic słodkiego, raczej coś brudnego i ziemistego (zapewne paczula, którą lubię w wielu zapachach). Rzadko kiedy mam takie reakcje na jakiś zapach-Angel Muse u mnie takie wywołał. Jednak trzeba przyznać, że ma piękny flakon.

Goldea Bvlgari przez Shadowfox 2017-03-22

Kocham ten zapach! Otulający, ciepły, słodki lecz nie za mdły- po prostu cudowny. Parametry bardzo dobre - utrzymuje się na ciele przynajmniej 8h- na włosach do następnego dnia natomiast na ubraniach kilka dni. Polecam:)

Olympéa Intense Paco Rabanne przez Shadowfox 2017-03-22

Cudowne :) Najbardziej odpowiadają mi z całej rodzinki Olympea. Parametry świetne. Otulają słodkością, a jednak nie przyprawiają o mdłości. Wąchając je mam skojarzenia z zapachem lodów o smaku solonego karmelu... Są niby ciepłe, a jednak wyczuwalna sól przywodzi na myśl coś chłodnego. Cudowne! Polecam!

Lovely Sarah Jessica Parker przez abelha 2017-03-22

Lovely przypomina Narciso, jednak jest delikatniejszy i nie robi na mnie juz takiego wrażenia. Na pewno Narciso jest bardziej efektowny i bogatszy. Natomiast Lovely to tylko dla mojego nosa miły zapach nic poza tym.

Versace Pour Homme Dylan Blue Versace przez marcinperfumy 2017-03-22

zapach fajny przypomina sauvage i ciut invictus :) projekcja w miare fajna na przestrzeni ramion max 1m za osobnikiem, więc jest nie najgorzej ;) polecam i cena jest bardzo dobra

Eau d’Ivoire Pierre Balmain przez Aelka 2017-03-22

Uwielbiam ten zapach, co prawda robie sobie przerwy, ale ciągle wracam. Jest lekko kwaśny, jest lekki, jest nietrwały. Co w nim takiego więc siedzi, że tak mi się podoba? Bergamotka? Magnolia? To żadne odkrycie. Nie jest to żaden rewolucyjny zapach. Ale ja uparcie do niego wracam, bo jest kapryśny i to właśnie jego urok. Bywają dni, że znika po niecałych dwóch godzinach i szukaj wiatru w polu. A są dni, kiedy mnie otula miękkim szalem, tak upajającym, roztaczającym subtelny aromat przy każdym ruchu, że nie można go nie kochać. Perfumy - kot.

Kinski Kinski przez Lugosi 2017-03-22

Całe to ględzenie o podobieństwie lub jego braku do zakazanej u nas i nie tylko (puki co) używki jest do bani. Jeśli ktoś goni za sensacją na pudelkowym poziomie, to zapewne dozna rozczarowania, bo nie o to w tym pachnidle chodzi. Sam fakt posiłkowania się aromatem gandzi nie czyni z tych perfum niczego, ponad to czym są w istocie, tak jak aromat koki w gazowanej coli nie zmieni jej w obiekt pożądania każdego ćpuna.
To są perfumy, perfumy charyzmatyczne podobnie jak ich aktorski imiennik, demon kina Klaus. Kiedy spróbowałem ich po raz pierwszy, pozwoliłem rozwinąć i wwąchałem się w ich opowieść, przyszło mi na myśl jedno skojarzenie „Aguirre, gniew boży” film Wernera Herzoga z 1972 r. To jest właśnie to; ciężkie i wilgotne powietrze peruwiańskiej dżungli, tropikalna sauna z aromatycznym tyglem drzew, kwiatów, owoców, przypraw i zapachem zwierząt. Pośród tego zielonego piekła człowiek ze swoim strachem tłumionym chciwością i zawziętym uporem, konkwistador Lope de Aguirre. Zapach zarośli nad dziką rzeką, woń ludzkiego potu i zmęczenia, złości i obłędu funduje totalny i długi odjazd, bo żywotność i projekcja tej cieczy są na poziomie currary służącej tubylcom do zatruwania strzał.
Dla mnie to jest strzał w dziesiątkę.

Mon Guerlain Guerlain przez MilaLaw 2017-03-22

Oj pomyłka za pomyłką. I nie chodzi tu już o sam zapach ale otoczkę jaką wokół tego zrobiono. Dzisiaj byłam świadkiem jak marketing działa na społeczeństwo. Znając ten zapach weszłam do perfumerii kupić sobie coś już na nadchodzące lato. Oczywiście sprzedawczyni próbowała mi przedstawić ,,zapach typowy na wiosnę i lato" wskazując palcem na omawiany. Rozpoczęłam dyskusję, na temat Mon Guerlain. Przedstawiłam argumenty, że znam nuty i jestem nawet w posiadaniu 5 ml tego zapachu i absolutnie nie zgodzę się z Panią, że akurat ten nadaje się do propozycji na nadchodzące lato, pominęłam zdanie, że wprowadza klientów w błąd.
I uwaga, odpowiedź była następująca ,,Nie?? Jak to! Przecież Angelina Jolie nawet go reklamuje i jest taka tam rozanielona i taka ukazana jest lekkość i te zasłony tak powiewają" .... Słucham? Sposób ukazania reklamy jest ważniejszy niż sam zapach. Brawo!Kobieta nie miała zielonego pojęcia o czym mówi.
Dla mnie to ciepła wanilia otulająca się wokół szyi niczym miękki szal. Kilogramy tonki i słodyczy. Ja lubię bardzo ten zapach. Jest mój choć to prawda, w pierwszym kroku uderza mocno w twarz wybuchem tej mieszanki cukrowej. Nie, moja recenzja nie będzie negatywną ale muszę to napisać bo jeżeli ktoś trafi na taką agentkę marketingu jak moja dzisiejsza, to istne współczucie. Absolutnie nie dla kogoś kto słodyczy nie trawi. Udusisz się w tym kobieto droga! Dla fanów wanilii, słodyczy i delikatnej lawendy - gorąco polecam!

Mon Guerlain Guerlain przez fortissimo1603 2017-03-22

Niestety temu zapachowi wiele brakuje do innych legendarnych kreacji domu Guerlain. Bowiem mamy tu mieszankę wielkich obecnych „klasyków mainstreamu”. Tonka rodem z Poison Girl, wanilia pochodzi od Black Opium, jaśmin to dziecko Aliena, a irysowa chmurka przypomina tą z La Vie Est Belle.
Nie miałam styczności z Mon Exclusif, więc nie odniosę się do stwierdzenia o bliźniaczym podobieństwie, ale styczność z mainstreamem mam i moje zdanie na temat Mon Guerlain jest następujące:
Zapach rozczarowuje, bo niesie za sobą historię perfumiarstwa i pretenduje do prekursora nowych trendów, za sprawą kampanii z obecnie chyba najsłynniejszą, a na pewno bardzo charakterystyczną aktorką. Chęć odniesienia marketingowego sukcesu, przysłoniła oczy właścicielom marki, bo stworzyli ładny zapach, lecz wtórny, nie zaskakujący, pozbawiony Guerlain’owskiego ducha i moim zdaniem nieadekwatny do poziomu reklamy, jaką wykreowali.
Niestety dla mnie to jeden z wielu, obojętnych mi zapachów, jednak mogłabym go czuć na ulicach, bo LVEB już mi się przejadło. Czas by Guerlain wbił się w świadomość konsumentów. Może jak im słupki podskoczą, to wypuszczą coś oryginalnego :)

Diorissimo Christian Dior przez Just2000 2017-03-22

Przyznam, że pierwsze chwile z Diorissimo nie powaliły mnie na kolana.

Owszem, konwalie, ale powiedzmy sobie szczerze - nie takie jak z ogródka czy lasu.
Zapach nie był intensywny.

Po około godzinie do głosu doszedł bez, zrobiło się bardziej "kremowo" i zapach stał się bardziej wyczuwalny.

Właśnie mija 10 godzin, odkąd rozpyliłam Diorissimo na moim nadgarstku.
Wciąż wyczuwalny, bardzo przyjemny zapach.

Nie oszalałam na jego punkcie, ale czuję, że będzie w gronie moich faworytów :)

Truth Calvin Klein przez SylviaInVogue 2017-03-22

Nieprawdopodobne, jak dokładnie twórcy perfum odwzorowali w tym zapachu naturę. To jest prawdziwy zapach zieleni, soczystej czerwcowej trawy, letnich kwiatów. Zapach bardzo oryginalny, choć przecież takimi aromatami w rzeczywistości otaczamy się codziennie… Że też wcześniej nikt na to nie wpadł, by stworzyć taką kompozycję. Przełom wieków był idealny – to właśnie wtedy królowały świeżaki, zapachy lekkie, czy kwiatowo-morskie.

Gdybym miała najbardziej trafnie porównać zapach Truth by ktoś mógł go sobie wyobrazić, byłyby to żonkile lub zapach łodyg kwiatów, które stoją w wazonie. Ogromna gorycz i zieleń bije z tego zapachu. Nie czuję żadnego tła, piżma czy wanilii. Nie ma tu grama słodyczy, zmysłowości czy tajemnicy. Jest czysta natura. Na mnie zapach niestety wypada płasko, ale trwałość za to bardzo dobra.

W pewien sposób Truth przypomina mi Kenzo L’eau Par. Obydwa zapachy nie za bardzo mi niestety leżą, mają w sobie coś drażniącego. Jednak szanuję mając na uwadze, że to już klasyki i kamienie milowe w perfumowym światku.

Wish Chopard przez Bea 2017-03-22

Zapach dostałam w prezencie. Niestety nie przypadł mi do gustu. Zbyt ciężki, nachalny, momentami drażniący prawie męski. Nie mogłam wyodrębnić żadnej konkretnej nuty zapachowej. Kojarzył mi się z zapachem dla starej matrony.

Oxygene Lanvin przez adarca 2017-03-22

Bardzo lubię markę Lanvin. Kupiłam kiedyś w ciemno Oxygene. Spryskałam się latem i.....czułam się jak kretynka w przebraniu (choć przebieranki lubię). Tak nieswojo, że w autobusie miałam wrażenie, iż wszystkie ślepia patrzą na mnie z wyrzutem: w co ty się kobieto zestroiłaś.... Absolutnie drażniąca nuta pieprzu przecinała powietrze wokół mnie. Z czasem coś miękkiego zaczęło przynosić ulgę, ale zapach właściwie już się kończył. W międzyczasie przyjaciółka zachwyciła się, że pięknie pachnę, co tak mnie zdziwiło, że perfumy wylądowały u niej w torebce od razu. Chcesz? No, ba :) Chwilę później byłam w szoku...cóż za piękny, oryginalny, ciekawy aromat. Na jej skórze po prostu bajka (lubię to w perfumach); jakby tylko dla niej skomponowano ten zapach..
Jakże fajne mleko z irysem i drzewem sandałowym, doprawione pieprzem, bo przecież ma chłodzić... Cudowna, intrygująca aura (na brunetce w białej dopasowanej bluzce i jeansach). Wyczuwalne wszystkie nuty z opisu i to zgodnie z hierarchią aktualnej intensywności na Fragrantice. Świetne. Ludzie faktycznie oglądają się za "nosicielką" . Wypróbuję jeszcze kiedyś...póki co cieszę się kompatybilnością ze sprawdzonymi orientami i szyprami.

Bottega Veneta Bottega Veneta przez adarca 2017-03-22

Klasa, rasa, styl, szyk, elegancja.
Obrazek: piękna kobieta o nieoczywistej urodzie, ma w sobie "to coś"; ciepła choć niedostępna; zachwycająca, intrygująca, zjawiskowa, roztaczająca cudowną aurę tajemnicy, pewności siebie i kobiecości.
Szyprowa ostrość wygładzona ciepłem skóry, otulona jaśminem.... Cudo.
(Perfumy te miałam w 2014 r., słyszałam, że zapach już zdążył nieco się zmienić. Mam nadzieję, że tego nie doswiadczę, gdyż planuję zakup ... ) Godne uwagi.

Dolce Vita Christian Dior przez Bea 2017-03-22

Mój romans z Dolce Vita zaczął się ponad 20 lat temu. Przy okazji kosmetycznych zakupów dostałam wtedy próbkę. Nałożyłam odrobinę na nadgarstek i wyszłam na miasto. Byłam zszokowana i rozczarowana mocnym zapachem, pierwsze odczucia były bardzo ambiwalentne. Nie mogłam jednak zaprzestać wąchania własnej reki, było to jak narkotyk. po godzinie zapach zaczął mi się podobał a pod koniec dnia zakochałam się w nim.
Zapach jest głęboki, miękki, odurzający. Jest bardzo oryginalny i potrafi uzależniać. Nie dla każdego, nie każdemu jego dziwne nuty przypadną do gustu.
Teraz, po latach dostałam drugi flakonik od męża i lata młodości stanęły mi przed oczami jak żywe. Zapachy są genialnym medium wspomnień.

Atelier d’Orient Plum Japonais Tom Ford przez fortissimo1603 2017-03-22

Kiedyś wydawało mi się że Plum Japonais jest zapachem zbyt mocnym, zbyt zawiesistym. Nie wiem czy to zmiana upodobań, czy „większe” doświadczenie, czy może mieszali coś w formule, lecz dziś twierdzę, iż to bardzo PRZYSTĘPNE perfumy (tego słowa w opisie będzie aż nadto).

Przystępne jest tu wszystko. Przystępne żywice – nie znajdziemy w PJ lepkich balsamów i smoły a raczej ciepły benzoes. Przystępna śliwka – nie lubię takiej mocno wędzonej, tutaj na szczęście jest jedynie suszona z muśnięciem wędzarniczego dymu, dodającego charakteru. Przystępne przyprawy – nie są gryzące, nie są zwietrzałe, a odmierzone z aptekarską precyzją.
Ciekawym akcentem są tu też kwiaty śliwy, które wybijają się, czy może unoszą na skórze i otulają kwiatową chmurką. Im bliżej przystawię nos do skóry, tym bardziej zapach staje się przyprawowy i żywiczny, jeśli zaś czuje go na sobie jako jedną całość, wydaje się być kwiatowo-śliwkowy z wyraźnie orientalnym sznytem.

Trwałość i projekcja przyzwoite. Cudów nie ma – bo nie oszukujmy się, fani zawiesistych zapachów pozostaną z niedosytem, natomiast dla tych, którzy wolą kwiaty, perfumy mogą okazać się za ciężkie. PJ to zapach dla kogoś pośrodku, ja mogłabym mieć.

Parisienne Yves Saint Laurent przez SylviaInVogue 2017-03-22

Po globalnych testach uznaję Parisienne za zapachowego dziwaka. Sympatycznego, słodkiego, ale wciąż dziwaka. Być może brzmi dosadnie, ale jest to prawdziwe. Jednego dnia Parisienne układa się na mnie bardzo kobieco – prym wiedzie słodka róża otoczona owocami leśnymi i spowita dodatkowo odrobiną syntetycznego szelaku. Zapach ma wtedy w sobie coś „retro” co kojarzy mi się z moim dzieciństwem. Innego dnia winylowy plastik bierze górę i zapach jest nie do zniesienia – powoduje u mnie ból głowy. Zapach kojarzy mi się ze zmywaczem do paznokci albo syntetycznymi olejkami zapachowymi do kominka.

Pewnie znacie to? Kupujesz często naturalnie uzyskiwane olejki do kominka (pomarańczowy, sosnowy itp.), które pachną intensywnie, naturalnie, narkotycznie. Ale pewnego razu nadziewasz się na olejek syntetyczny, który nieudolnie próbuje imitować naturalne zapachy i pachnie wręcz fabrycznie. Właśnie w ten nienaturalny sposób pachnie czasami Parisienne.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza” – Czyżby? Niestety nawet w najlepszym wydaniu Parisienne nie powala. Nie pachnie brzydko, ale może nurzyć. Ot, najwyżej taka zapachowa ciekawostka do używania raczej w chłodne dni. Trwałość bardzo krótka, ok. 3-4 godzinki. Laurent mnie zawiódł...

La Panthere Cartier przez adarca 2017-03-22

Zapach, który gdy go poznałam budził we mnie sprzeczne doznania. Wydał się szczypiący i ostry. Wkrótce kwiaty gardenii wszystko mi rozjaśniły.
Mocno zaakcentowany mech i piżmo od początku do końca podkręcają pozostałe nuty. Raz słodkawe, za chwilę zimne i przeszywające, zaraz znów ciepłe za sprawą np. n.kandyzowanych/suszonych owoców i anyżku. Wkrótce paczula ścina z nóg, by za moment szlachetnie osłodzić odbiór (np.gruszką,czy truskawką) i przygotować na kolejny hardcore. Potem ylang ociepla, przypudrowuje, otula i tak bez końca, do końca... Ciągle coś się dzieje. Zapach cudownie zmienny. Pomimo ostrej charakterystycznej nuty przewodniej jest urzekający (Nie jest męski, granica kobiecości zachowana, wyważona w punkt). Na początku zapach drażnił mnie ale po kilku próbach zdołał do siebie przekonać,a nawet zachwycić, szczególnie w środkowej fazie. Stale wzrasta moje doń uczucie, więc za jakiś czas możliwe, że będę "kochać".
LP to perfumy szalenie kobiece, z klasycznym szyprem na czele. Całość przypomina mi stary zapach Masumi (tak Milenia- zgadzam się z Tobą), który kiedyś można było kupić li tylko w jednym kiosku w mieście L.:), nosiłam go zimą na przemian z Łabędziem Glorii.
Pantera jest podobna do Masumi lecz o niebo mocniejsza i lepsza; zmienna, podrasowana, miła i groźna. Wytresowana (a może to ta, która tresuje; trzyma na wodzy, rządzi...), ale zachowała dzikość serca, DNA robi swoje. Długotrwała i zaskakująca. Przytuli i odepchnie, potrafi odrzucić tylko po to, by jeszcze bardziej przyciągnąć. Intrygująca szalenie, podoba mi się coraz mocniej. Jedno słowo o Panterze? KLASA.

Mon Guerlain Guerlain przez Sylwia74 2017-03-22

No cóż, czasy kiedy marka Guerlain słynęła z takich perełek jak Shalimar, Mahora czy Samsara mamy już chyba za sobą. Mon Guerlain to typowy zapach mainstreamowy. Stworzony dla tłumów bo...tłumy takie zapachy w obecnych czasach kochają. I co z tego, że Mon Guerlain przypominają Poison Girl czy Black Opium. One mają zaspokoić potrzeby tłumów. Że mało odkrywcze, że wtórne, tak to prawda ale co z tego, kiedy się podobają. Mnie także. Przeczytawszy recenzje (większość negatywnych) kupiłam miniaturkę do kolekcji. Pierwsze moje wrażenie...nic wielkiego, żadne WOW, pomyślałam na szczęście ładne to przynajmniej zużyję. Ale z czasem Mon Guerlain wkradł się do mojego serca i coraz bardziej jestem nim zachwycona. Dla mnie to zapach słodko-gorzki, delikatnie waniliowy, odświeżony bergamotką i podkręcony nutą drzewną. Bardzo przyjemnie się go nosi, jest kobiecy i elegancki. Osobiście nie przepadam za Angeliną Jolie ale reklama jest świetna. Idealnie oddaje charakter zapachu, "Mon Guerlain mój zapach, mój niewidoczny tatuaż". Jedynie flakon mi się nie podoba, taki nijaki. Zastanawiam się tylko kiedy marka Dior wypuści swoje najnowsze dziecko. Mon Guerlain i Mon Paris YSL już są więc może Mon Dior? :)

Royal Muska M. Micallef przez Zmienna 2017-03-22

Po tylu wspanialych recenzjach, z ktorymi sie calkowicie zgadzam, nie mam juz nic do dodania. Musze jednak napisac chociaz tyle, ze uwielbiam ten zapach (rzadko mi sie zdarza tak calkowiecie zakochac w jakichs perfumach). Royal Muska jest dla mnie po prostu idealny. Trwalosc tez jest bardzo dobra - czuje jego powiewy co jakis czas przez caly dzien :)

Horizon Extreme Davidoff przez przemstef 2017-03-22

Coś nie tak z tymi perfumami... Dostałem jakiś czas temu próbkę do przetestowania. Spojrzałem na nuty i myślę, że może być fajnie. Potem psiknąłem na siebie i szczęka mi opadła... Jedno z najgorszych otwarć zapachowych jakie kiedykolwiek czułem. Ohyda do kwadratu... Później też bez szału chociaż ta początkowa ohyda przechodzi. Absolutnie nie polecam nikomu. Projekcja średnia, trwałość dobra.

Iris 39 Le Labo przez Zmienna 2017-03-22

Iris 39 Le Labo to bardzo "irysowaty", naturalny irys i do tego niezwykle intensywny. Przez to bardzo wydajny. Testuje go co jakis czas od ponad miesiaca z dwumililitrowej probki, a jej konca nie widac, gdyz wystarczy bardzo niewiele, zeby czuc ten zapach wokol siebie caly dzien.

Co do samego zapachu to trudno mi go opisac, bo za kazdym razem czuje go nieco inaczej. Z pewnoscia jest oryginalny, unikalny i niszowy. Moge tez powiedziec, ze otwarcie jest mocne, pudrowe, irysowo-ziolowe (irys i paczula na pierwszym miejscu), bez slodyczy, wrecz nieco medyczne. Potem sie uspokaja i nabiera chlodnej elegancji.

W moim odczuciu jest to zapach dla nowoczesnej kobiety po 35 roku zycia, pewnej siebie i eleganckiej. Nie pasuje do mlodej dziewczyny, choc kto wie - moze jej wlasnie dodac wyrafinowania. Wydaje mi sie, ze nie spodoba sie fanom mainstreamowych bestsellerow, zwlaszcza slodko-cukierkowych.

Irys 39 z jednej strony bardzo mi sie podoba i doceniam go jako piekna kompozycje, a z drugiej strony rzadko mam ochote go nosic. Nie wiem od czego to zalezy, ale musze byc w odpowiednim nastroju, zeby czuc sie z nim komfortowo. Ten zapach jest dosc wymagajacy, choc jedczoczesnie bardzo wdzieczny. Odradzam kupowac w ciemno albo na prezent (zalecam testy z probki).

Zino Davidoff Davidoff przez blueberry 2017-03-22

Och, ZINO!!! Mój perfumowy narkotyk. Pamiętam z czasów nastoletnich te pierwsze porządne perfumy pełnoletniego już wtedy brata, a potem kilku innych mężczyzn z bliższego i dalszego kręgu. Zapach noszony na wielkie i ważne okazje pt. "dressed to kill". Zawsze roztaczał wokół siebie aurę szyku, elegancji i nutki specyficznego "szpanu i lansu" w przyjemnym, odświętnym i szlachetnym wydaniu. Taki Arsène Lupin w butelce. Uwielbiałam wtedy, uwielbiam teraz.

W tych plugawych czasach, kiedy świat i media stręczą nam oszustwo pajaców pokroju Jakóbiaka i fejkową degenerę (nomen omen), a perfukorporacje rozbijają w drobny mak renomę szlachetnych marek i domów perfumeryjnych, serwując popłuczyny i imitacje perfum, z przyjemnością zatrzymuję się nad tym genialnym rodzynkiem autentyzmu w morzu totalnej ściemy i tandety... I nawet jeśli wykastrował go nieco przemysł rękami Coty, to nadal pozostaje mocarnym, głębokim, wyrazistym i konkretnym Pachnidłem przez wielkie P. Zabawne, narzekałam po poznaniu reformulacji, że prysła trwałość, że zasięg już nie taki (oryginał był nieziemski pod tymi względami), że czegoś tu zabrakło. Kilka lat minęło, a ja, AD 2017, padam na twarz - "zreformowany" i ponoć od lat wycofany (no chyba jednak nie do końca - moja partia prod. sugeruje 03/2016) Zino złapał mnie za nos, wrył się w mózg, skradł serce, kategorycznie zabronił podkradać mężowi i nakazał biegusiem dorwać własny flakon, by napawać się jego paczulowo-lawendowo-ziołowo-kwiatowo-waniliowym aromatem. To zapach pełen sprzeczności, a jednocześnie doskonale skrojony, a właściwie misternie utkany. Niezły z niego gagatek: zmysłowy, zawadiacki, figlarny, szalony, ale też spokojny i monumentalny; wytworny, ale nieprzesadny; klasyczny, ale finezyjny; silny i jednocześnie delikatny; pewny siebie i dominujący, by zaraz przybrać refleksyjną, świątobliwą i nieśmiałą, wycofaną pozę, a na koniec szepnąć do ucha dwuznaczne słówko z szelmowskim uśmiechem i mrugnięciem oka. I tak wielokrotnie w ciągu trwania na skórze droczy się z nosicielem, zmieniając oblicze, wodząc za nos i na pokuszenie... Nie ma tu wielkiej ewolucji, raczej mimowolnie wyłapuje się przeróżne niuanse jeden po drugim. Wszystko za sprawą "sfermentowanej", "spleśniałej", gorzkawej paczuli; kremowego drewna sandałowego; kojącej, lekarstwianej kombinacji szałwii i lawendy, i delikatnej słodyczy pochodzącej ze zmysłowego, nieco brudnego w odbiorze jaśminu i wanilii. Szczypta oldskulowego geranium, et voilà!.. arcydzieło gotowe. Nie da się dobrze opisać, jak uzyskano ten niesamowity efekt końcowy - trzeba powąchać!

Jako zdeklarowana perfumowa gender-benderka mam mimo wszystko pewne opory, by wybierać Zino do ludzi - to dość charakterystyczne, już od ponad 30 lat "męsko" kojarzone perfumy, ale zapach jest tak obezwładniający i uroczy, że przepadłam i przynajmniej w samotności lub gronie najbliższych pozwalam sobie na odrobinę ekstrawagancji. Gdy jadę do domu po męczącym dniu w pracy, w głowie pojawia się myśl: oby jak najprędzej odprężyć się w oparach Zino - tak bowiem działają, jak najlepszy odstresowywacz i poprawiacz humoru, a i na dobranoc potrafią zanucić doskonałą kołysankę. I choć nie jest to "bezpieczna opcja uniseks do brania w ciemno", wszystkim perfumania(cz)kom miłującym paczulę polecam powąchać choć raz w życiu, a nawet zdecydować się na testy i próbę łączenia z innymi perfumami. Zwykle tego unikam, ale przeczuwam, że na damskiej skórze mogą pojawić się niuanse kwiatowo-waniliowe, które niesamowicie rozkwitną, a gorzkawe, ziołowo-wytrawne tony Zino dodadzą życia i charakteru różnym damskim jednowymiarowym słodziakom.

Zino nie mogą zniknąć. Pewnie nie opłaca się już promować, trendy mody już nie te, ale mam nadzieję, że Coty nie zarżnie tego majstersztyku w historii perfumiarstwa, i że będą krążyć choćby i w drugim obiegu, sprzedawane spod lady, a w ostateczności produkowane w garażu;)
Projekcja: na odległość łokcia - przez 3h, potem bliskoskórna. Trwałość: na skórze - do 7h, na tkaninach - do prania:) Najpiękniejszy zapach Davidoffa i... kropka.

CK IN2U for Her Calvin Klein przez kikolada 2017-03-22

Używałam tego zapachu w liceum - slodki,na mnie bardzo trwały, cytrusowo-waniliowy, szalenie wesoły i optymistyczny. Przestałam go używać, ponieważ wydawał mi się na dłuższą metę nudny i trochę infantylny.

Teraz po wielu latach znowu psiknelam w perfumerii i ... szok. Zapragnelam go ponownie. Od razu kupilam 150 ml, bede go uzywac wtedy kiedy bede potrzebowała duzej dawki optymizmu. Zapach na pewno jest z kategorii bezpiecznych i nieszkodliwych dla otoczenia.

Ja polecam i będe do niego wracać :)

Xeryus Rouge Givenchy przez KMWTW 2017-03-21

Wybitnie czerwony, wybitnie seksowny, pociągający i gorący... Taki jest tytułowy bohatet. Testując dany zapach, mam w zwyczaju wertować fora w poszukiwaniu opinii. W przypadku Xeryusa na prawdę ciężko trafić na jakikolwiek negatyw. Niby jest to zapach z kategorii "oldschool", niby lata 90-te, jednakowoż kompozycja jest zmieszana w sposób mistrzowski i nawet dzisiaj, pomimo 20 lat od premiery, nie trąca dziadem. Fenomenalny wstęp serwuje nam słodycz kaktusowego soku, zmieszanego z soczystą pomarańczą. Gdzieś w tle majaczy ziołowy estragon. Słodkawy akord otwarcia wkrótce zaczyna mieszać się z pikantnością czerwonej papryczki i lekkim, kwiatowym akcentem geranium. Perfumy nabierają ostro-słodkiego charakteru i serwują nam kolejną porcję niesamowitych doznań. Dosyć łatwo zaobserwować wyraźny, trójfazowy przebieg zapachu na skórze, bowiem ostatni etap tej niebanalnej kompozycji to drzewna podstawa, na którą składają się sandałowiec do spółki z cedrem. Cały czas towarzyszy temu charakterystyczne ciepło z serca i pikantno-słodki całokształt. Za rzekomo różany pierwiastek, który niektórzy identyfikują, odpowiada zapewne geranium, które czasami w wierny sposób odzwierciedla różany zapach. Na parametry nie narzekam, jednak tak genialną kompozycją chciałoby się cieszyć zdecydowanie dłużej, niż te 6-7 godzin. Zapewne pierwotne wersje, nie skażone reformulacjami, wykazywały się lepszymi parametrami. Na koniec dodam tylko, że kolor flakonu idealnie oddaje charakter tego pachnidła. Gorrrrrrrrąco polecam!

Black Afgano Nasomatto przez cumartesi 2017-03-21

Kadzidlo to niekoniecznie moja bajka, ale gdyby tak pachnieli Afganczycy - kobiety padalyby im do stop. Trafilam niegdys na komentarz, ze perfumy niszowe sa przereklamowane przez snobow :). Wiele w tym racji, ale Afgano pachnie luksusem. Kosztuja, bo sa tyle warte.
Bardzo intensywne, kobiece, niezdmordowane. Zreszta ja kocham nuty drzewne - a tu drewno nabiera dymnego, troche oleistego charakteru, jak po wygaszonym ognisku, gdy wciaz sie tli nadpalony pieniek. Jest to tez oud. Ale najcudowniejsze sa tu pierwsze nuty kawy - ciemnej, palonej, gorzkiej kawy, wymieszanej z nuta kadzidlana. To jest intrygujace kadzidlo! Zywica agarowa dodaje perfumom gestosci, mrocznosci, aby po chwili zrobilo sie puszysto i pudrowo. Coraz lagodniej, bardzo otulajaco. Jest oczywiscie i wetiwer, ktory sprawia, ze perfumy maja tytoniowy posmak, ale nic zabojczego. W tle pojawia sie cos zielonego i wytrwawnego.
Ciezkie, ale bardzo jakosciowe. Kompletnie niepowtarzalne. Piekne!

Nina Nina Ricci przez cumartesi 2017-03-21

Od paru dni polowalam na Nine Ricci - ku mojemu zdziwieniu znalazlam ja w drogerii. Z powodu jej ciezko wyczuwalnych nut na papierku, zdecydowalam sie na odlewke, a pusty atomizer zawsze mam w torebce. Gdy przyszlo do placenia, okazalo sie, ze jest promocja i dostaje ja za darmo. Dlatego lubie ten kraj :)
Co z Nina Ricci? Pierwsze slowo przychodzce mi na mysl, to
"sympatyczne". Sa niezwykle delikatne jak puchowe futerko malego kotka. W dzien nieomal niezauwazalne, tym bardziej, ze projekcja i trwalosc nie sa mocna strona tych perfum. Slodkie, bardzo lekkie, cytrusowe, ale zapach jest zlamany przez aromat kwiatow jablonii i piwonii. Jablko, praliny czy cytrusy wskazuja na dziewczecy zapach i niewatpliwie takim jest. Bardzo wdziecznym. Od poczatku do konca kroluje w niej jablko przy akompaniamencie kremu cytrynowego - kwaskowatego, ale z duza doza zniewalajacej slodkosci.
Ta slodkosc podoba mi sie w niej najbardziej - pachnie latem, owocami ze smietana i cukrem, ktore serwowala babcia, kwitnaca jablonia, a jednoczesnie jest otulajacy i niebanalny. Mlodziencze, swieze, lekkie. Poprzedniczka wspomniala "Nina to fajna dziewczyna" i to najbardziej trafne porownanie - jest tak fajna, ze bardzo sie ciesze z odlewki.

Roses Elixir Montale przez barbmua 2017-03-21

Kupiłam, bo... szukałam innego różowego zapachu od Montale o ogromnej projekcji, którym kiedyś pachniała moja znajoma, a później który ja wypróbowałam korzystając z okazji i niestety nie jest to Rosja Elixir. Zostaje Roses Mask i Aoud Amber Rosę z naciskiem na Amber Rouse. Niestety znajomej już zapytać nie mogę, bo znajoma dłużej nie jest, ale przepiękny zapach pozostał w pamięci. Zapach na szczęście nie przypominający mojej znajomej, a piękne róże i orient, tylko... Niestety to nie Roses Elixir.


Morale Roses Elixir to bardzo ładny, niewinny zapach o średniej trwałości i projekcji. Raczej ponownie go nie kupię, ale inny różowy zapach Montale, który skradł moje serce kupię na pewno nawet gdyby miała to być metoda prób i błędów, jak w przypdku Roses Elixir to w końcu go znajdę.

Desirade Aubusson przez Malwina 2017-03-21

Znowu będą przygody burka z podwórka, ale czasem nie potrafię inaczej. Moja mama gustowała w zapachach należących do kategorii 'kiss of death'. Nie używała perfum na co dzień, ale jeżeli już nadarzyła się okazja to wybierała któryś ze swoich pocałunków śmierci. Były to, najczęściej ciężkie, pozornie pozbawione ciepła i słodyczy szyprowe klasyki. Przychodzące w odwiedziny znajome i ciocie, pachniały zupełnie innym światem; Dalekim i Bliskim Orientem, a czasem nawet innymi galaktykami - w końcu, przynosiły ze sobą opowieści z odległej czasoprzestrzeni. Desirade pachnie jak ciocie i znajome mamy. Też jest klasykiem, ale takim koktajlowym, słodkim, ciepłym i 'zorientowanym'. Raz suchym, ylangowo-sandałowym, innym razem mięsistym, ananasowo-śliwkowym. Miota się między orientem klasycznego Boucheron i Safari Ralpha Laurena aby w końcu wpaść w czerwone drzwi Elizabeth Arden. Ma w sobie słodycz wanilii, ylang-ylang i maliny, goryczkę kwiatu pomarańczy i kolendry, wszystko jest rozproszone i jakby przypudrowane przez fiołek, jaśmin i aldehydy, dodatkowo podkręcone przez tuberozę, ale w nawet akceptowalnej ilości. Całość spaja aldehydowa paczula i opoponax.

Desirade mógłby spodobać się miłośnikom retro-orientów w stylu Red Door Elizabath Arden i Boucheron Boucheron.

First Van Cleef & Arpels przez Ewa Ewunia 2017-03-21

Wychwalane,podziwiane, krytykowane i znane dla wielu perfumo-maniaków z powodu nazwiska twórcy .Chronologicznie, pierwsze dzieło stworzone przez młodego Jean-Claude'a Ellenę - zapragnęłam i ja poznać First. Bez znajomości zapachu, po raz pierwszy w ciemno dokonałam zakupu w jednej z internetowych perfumerii.Pod paczkomatem rozrywałam niewielką paczuszkę gorączkowo szukając zawartości, kartonik w zabezpieczającej folii opierał się nim dotarłam do wnętrza i w końcu mogłam doświadczyć tego, co dane wcześniej już było wielu,dołączyłam do grupy miłośników, nawiedzonych sympatyków i żarliwych adoratorów bursztynowego płynu.Nie opiszę tego zapachu, tak jak nie opiszę kompozycji Maurycego Ravela Bolero.Perfumy i wspomniany utwór zachwyciły mnie od pierwszych nut.Piękny zapach, piękna muzyka.

Matin Calin Comptoir Sud Pacifique przez matka1973 2017-03-21

W związku z faktem, że na skórze czuć je kilka minut, napiszę o tym co dzieje się w tym zapachu na ubraniu, bo tu trwałość jest świetna. Na początku czuję orzechy, włoskie orzechy wyłuskane prosto ze skorupki i ta faza trwa długo. To świetnie, bo jest bardzo przyjemna. Po jakimś czasie wkracza nuta mleka, mleka z mnóstwem cukru, mleka skondensowanego w puszce, ale tego słodzonego, gęstego.Wyczuwam aromat karmelu i może ciut spalonego mleka.
Ma w sobie wyjątkowo lepką słodycz z dodatkiem wanilii.
Nie czułam nigdy, żeby ktoś tak pachniał (no może moje dzieci kiedy były małe), dlatego będę wylewać ten zapach na ubrania ile się da, bo dla mnie mimo, że nieskomplikowany jest rewelacyjny.

Lily & Spice Penhaligon`s przez Nan 2017-03-21

To jest zapach, który można w zasadzie zrecenzować jednym słowem: lilia. Zaiste lilia, a w zasadzie całe naręcze lilii, ale już nie ogrodowych jak w Baiser Vole Cartiera, tylko ściętych i przeznaczonych na sprzedaż w eleganckiej kwiaciarni. To taki duszny zapach kwiaciarni, w której na niewielkiej, zamkniętej przestrzeni poustawiane są wazony z najróżniejszym kwieciem, ale i tak lilia pachnie najmocniej i najbardziej odurzająco. Wierzę producentowi na słowo, że są w tym zapachu zawarte jeszcze nuty przyprawowe, bo nie potrafię ich w gąszczu lilii odnaleźć. Perfumy są słodkawo-pikantne, bardzo naturalne, nieco duszne, czyli dokładnie takie jak zapach lilii, znany nam wszystkim z kwiaciarni. Bardzo go lubię, nie budzi we mnie żadnych funeralnych skojarzeń i w związku z tym noszę Lily & Spice z wielką przyjemnością. Przypomina mi ten zapach czasy, gdy nuty kwiatowe w perfumach nie były tak rozwodnione jak obecnie. Róże były krwiste, tuberozy mięsiste i słodkie, fiołki pudrowe i odurzające. Piękny zapach, o umiarkowanej niestety trwałości i projekcji (to drugie to może nawet dobrze, bo nie wszyscy kochają lilie tak jak ja). Doskonały zapach na chłodne wiosenne dni.

Pomroczność jakaś na mnie spłynęła tej wiosny, że wygrzebałam próbkę Galliano i się nią spryskałam.
Mój Boże!
Czegoś takiego już dawno nie czułam, chyba nawet Vespa mnie tak nie doświadczyła.
To jest dla mnie ulep dla 7-letniej dziewczynki, maksymalnie gimnazjalistki. Generalnie dzidzia piernik.
Intensywny, słodki, owocowy, prawie ulepny, do tego po ok. 3h roztapia się do dosyć taniej, ‘avonowskiej’ nuty.
Nie wyobrażam sobie tak pachnieć na wiosnę jest przytłaczający a gdybym spryskała się nim latem chyba oczy wyszłyby mi z orbit.
Jak patrzę na nuty to aż nie wierzę ja czuję tu jakąś przesłodzoną gujawę, może nawet liczi (miałam oryginalną próbkę nie odlewkę, więc o pomyłce nie ma mowy)
No może faktycznie przejrzałą białą porzeczkę ale żeby jakąkolwiek świeżość czy cierpkość grejpfruta – no way!
Trwałość nędzna raptem 3-4h, potem to już tylko nijaka, mdła słodycz.
Także nie ma kompletnie żadnego przełamania kompozycji ani w stronę jadalnej słodyczy, ani ziół ani kwaskowatą.
Jak kwiat imbiru pachnie to nie wiem, równie dobrze mogliby mi powiedzieć, że to zapach jaskółki w trakcie lotu...
No i w sumie na tym kończą się moje skojarzenia z tym zapachem.
Kolor płynu w kolorze pistacji może gdyby np. posiadał nutę właśnie pistacji doceniłabym zamysł a tak...Tylko jakiś taki niesmak pozostał :/

Mon Guerlain Guerlain przez Isabel 2017-03-21

Mon Gueralin od samego początku budzi skrajne opinie, czego wyrazem są tu obecne liczne recenzje. W nowej odsłonie zapachowej Guerlain zarzuca się marce komercyjność, wtórność oraz brak polotu, dodatkową kontrowersją zdaje się tu być fakt sygnowania perfum przez samą Angeline Jolie, jakoby jej osobowość oraz całokształt twórczości nijak się mają do tego co tu prezentuje...Zatem w obliczu takiego szumu informacyjnego nie pozostało mi nic innego jak przekonać się na własnej skórze co zacz.
I muszę tu uczciwie stwierdzić, jednocześnie bijąc się w pierś, że to całkiem dobry zapach, może nie pretendujący do zapachu roku czy też perfumeryjnego objawienia, ale naprawdę dobry.
Mon Guerlain to elegancka, chłodna słodycz, choć gdzieś z tyły głowy kołacze się myśl, że woń ta brzmi jakoś znajomo i gdzieś już coś podobnego było...momentami mam wrażenie, że łudząco podobne są do Black Opium ale odczucie to niczym miraż bardzo szybko znika i znowu przypominają coś nieokreślonego ale za to bardzo bliskiego w stylu obecnie pojawiających się zapachów gourmand. W ogóle bardzo podoba mi się ten balans pomiędzy wyrafinowaną słodyczą wanilii, chłodnymi muśnięciami lawendy (choć jak dla mnie jest ona mało wyczuwalna i tworzy jedynie tło dla pozostałych składników), oraz rześkością bergamoty, co chwila pojawia się pudrowy woal irysa nadając kompozycji szlachetności. Całokształt tych perfum wzbudza we mnie nieodparte wrażenie lekkości i eteryczności. Myślę, że marce zależało na stworzeniu czegoś uniwersalnego i jednocześnie skierowanego do szerszego grona potencjalnych odbiorców, i myślę że ten koncept się im całkiem udał, tym bardziej że sztuką jest stworzyć zapach gourmand nie popadając jednocześnie w przesadę i pospolitą ulepność. Jak w każdym przypadku, tak i tutaj polecam oczywiście testy na własnej skórze.

Roses Vanille Mancera przez Sylwia74 2017-03-21

Piękny zapach. Bardzo różany i bardzo waniliowy. Róża słodka i konfiturowa a wanilia deserowa wręcz do zjedzenia. Zapach gęsty, zawiesisty i cudownie słodki. Jednakże ta słodycz przełamana została odrobiną cytryny. W tle zaś delikatnie majaczy piżmo i nuty drzewne. Idealny zapach na zimowe dni lub chłodną, szarą jesień bo cudownie otula i rozgrzewa. Trwałość i projekcja przeogromne. Przez cały czas czuję zapach na sobie. I tak od rana się dzisiaj zastanawiam jaki zapach mi przypomina i tak myślę i myślę i już mam...to Want Dsquared.

Michalsky for Women Michael Michalsky przez perfumeholic88 2017-03-21

Słodziak i nie ma nawet po co z tym dyskutować. Tylko, że w ogóle nie podobny do Hypnotic Poison, ponieważ HP to budyniowa wanilia, a Michalski idzie w inną stronę. To jadalna, spożywcza, deserowa wanilia zmieszana z pralinkami takimi w mlecznej czekoladzie nadziewanymi nugatem. Lekkiej świeżości dodaje równie słodka gruszka, ale stoi ona z tyłu tak samo jak kremowy heliotrop i sandałowiec, ale lukrecja co chwila daje o sobie znać tylko jak reszta towarzystwa nie jest tu też natarczywa. Kompozycja emanuje ciepłem, kremowością i myślę, że w kategorii jadalnych zapachów jest to dobra kompozycja z tym, że nic specjalnego i niezapomnianego. Na lato ta słodycz zmęczy tym bardziej, że jest dobrze wyczuwalna przez innych, a waniliowo pralinowy deser zasłodzi nas na amen jednak na zimne dni jako otulacz sprawdzi się idealnie. Generalnie szału nie ma, a mówię to jako amatorka słodkości w zapachach aczkolwiek absolutnie nie będę narzekać, bo od czasu do czasu popachnieć takim zasładzaczem jest miło.

Eau Sauvage Parfum Christian Dior przez Lugosi 2017-03-21

Wspaniały zapach. Wytrawna poezja w gorzko-cytrynowej odsłonie i z głębokim żywiczno-dymnym oddechem. Ciemna, mocna rzecz zaklęta w cudownie spreparowanej cieczy z wyśrubowanymi parametrami Eau Sauvage, ale bardziej dosadna, wręcz mroczna i nie pretenduje do miana jej klona. Spotkałem się z opiniami, że z pierwowzorem ma niewiele wspólnego. Nie jest to dla mnie twierdzenie do końca prawdziwe. Przecież wystarczy się wwąchać w to cudo i ślad pokrewieństwa będzie aż nazbyt widoczny, zwłaszcza w podejściu do samej kompozycji, choć w tym przypadku nie jest to przecież tak bardzo istotne, ponieważ rodzeństwo nie musi być do siebie podobne. Ważne są tylko wspólne korzenie. To jest właśnie atutem tych perfum. Dlatego pomimo nawiązania do starej perfumeryjnej szkoły, nie jest to zapach vintage, lecz całkiem współcześnie brzmiąca formuła. Ten aromat jest jak dojrzałe wino,
d o j r z a ł e, a nie stare, co nie znaczy że zastrzeżone dla dojrzałych mężczyzn. Trzeba tylko chcieć je nosić, żeby czerpać przyjemność z opowieści, którą niosą w swojej woni. Ja chcę, noszę, a przyjemność trwa bardzo długo.

Danger Pour Homme Roja Dove przez kjgeneral 2017-03-21

Jest bardzo podobny do Heritage Guerlain, co nie powinno dziwić, jeśli się zna historię Roja Dove (niegdyś pracującego u Guerlaina właśnie). Jednak porównując ręka w rękę Danger jest miększy, okrąglejszy, nie tak zdecydowany (w sensie ekspresji) jak Heritage. Odrobinę więcej tu nut owocowych (rabarbar?) i kwiatowych - tych najbardziej męskich (lawenda, fiołek). Jest też nieco słodziej niż u Guerlaina, ale na szczęście nie jest to w żadnym razie słodkie pachnidło. Mam wrażenie, że miesznina jest bardziej zbalansowana, a efekt głębszy w wyrazie (ambra, nuty animalne? jeśli tak, to bardzo subtelne). Kawał pięknego pachnidła. Czuć klasę i najlepsze francuskie wzorce. Potrafi zaskoczyć wychodzeniem coraz to innej nuty w zależności od warunków i aplikacji. Pięknie widać przechodzenie w poszczególne fazy. Tylko ta cena...

Giorgio Giorgio Beverly Hills przez klaramiamia 2017-03-21

Giorgio są bezczelne. Wchodzą na scenę głośno i z tupnięciem nogą ustawiają świat po swojemu. Giorgio mają też swoje humory.

Początkowo czuję całe kwiaty, razem z łodygami. Prym wiedzie ylang ylang z gorzką zielonością soków wyciekających ze złamanych łodyg. Za tą zieloną gorycz odpowiada zapewne bergamotka z mech dębowym.

Czasem Giorgio potrafią się rozzłocić jak słońce. Wtedy pierwsze skrzypce grają ylang ylang z gardenią, głośno roześmiane, energiczne, letnie. Ale mają też drugie oblicze. Bo czasem niebo zasnuwają chmury i Giorgio milkną. Do głosu dochodzi mech - gorzki i poważny, złagodzony nieco melancholijną kremowością tuberozy. Jest szaro-biało, trochę wytrawnie, trochę refleksyjnie. Pomimo, że nazwa i marka przynosi na myśl słońce w Kaliforni, to według mnie tą swoją zmiennością najlepiej jednak oddają polskie lato, zmienne i nieprzewidywalne, słoneczno-pochmurne, radośnie-melancholijne, żółto-białe dokładnie jak paski na pudełku tych perfum.

Champs Elysees Eau de Toilette Guerlain przez Just2000 2017-03-21

Przepiękny, upajający zapach.

Słodki, ale jest to słodycz kwiatowa, nektar z kwiatów.


Trwałość rewelacyjna, flakonik bardzo elegancki.

Wszystko mi się podoba w tych perfumach, przepadłam z kretesem :)

Fancy Nights Jessica Simpson przez matka1973 2017-03-20

Moja historia z Fancy Nights wyglądała następująco: miałam - wymieniłam, miałam-wymieniłam i dla odmiany miałam - wymieniłam; jakiś czas temu zapragnęłam do nich wrócić i nadarzyła się okazja przy okazji wymianki. Przyleciało do mnie całe 100 ml:)
Pierwszy niuch, oczywiście paczula, ale nie mroczna i ciemna raczej uładzona i umiarkowanie słodka oraz bardzo czekoladowa, może odrobina wanilii powoduje, że czasem jest bardziej słodka, ale to zależy od dnia, pogody itd.
Generalnie jest to zapach suchy, pikantny, ale też hmmm...przykurzony, momentami ma się wrażenie jakby człowiek był w bibliotece z zakurzonymi książkami.
Podoba mi się Fancy N., tym razem chyba się ich nie pozbędę. Trwałość bardo dobra, ogon?raczej nie zostawia.
Potraktowałabym te perfumy jako unisex, spokojnie mógłby je nosić mój facet, albo syn (gdyby od paczuli nie uciekał na kilometr).

Lolita Lempicka Lolita Lempicka przez charaxes 2017-03-20

Te perfumy mają to coś! Coś takiego co przyciąga i chce się nimi pachnieć. A to bardzo dobra cecha. Bardzo ładna trwałość ok 8 h i projekcja (dużo komplementów z otoczenia). Zaraz po aplikacji perfum radzę chwilę odczekać, dać czas im się ułożyć na skórze i rozwinąć, większość perfum tego potrzebuje. Po chwili wyraźnie czuję lukrecję, anyż, wiśnie i słodycz wanilii, nie czuję natomiast fiołka, mój nos najwyraźniej go pominął. I jest bardzo ładnie do czasu gdy mocno się w nie wwąchuję jak siedzę w domu i zaczyna mnie coś w nich drażnić, jakaś taka delikatna sztuczność. Natomiast gdy jestem otulona zapachem i wychodzę na zewnątrz, szczególnie w wietrzny, chłodny, pochmurny dzień, te perfumy nabierają takiego pięknego uroku, że nie ma w nich sztuczności, jest tylko piękny ogon i bogactwo nut. Osobom niezadowolonym polecam się przełamać i wypróbować jeszcze raz w taką wietrzną, chłodną pogodę, gdyż wtedy przynajmniej dla mnie pokazują jakie są piękne globalnie.
Buteleczka przeurocza, bajkowa, śliczna. Zakazany owoc, zakazane perfumy? Może coś w tym jest :)

Killer Queen Katy Perry przez charaxes 2017-03-20

Przyjemniaczek. Trwałość i projekcja zadziwiająco dobra! Bałam się, że będą sztuczne, ulepne, plastikowe. Nic z tych rzeczy :) Słodkie są, ale w bardzo miły i otulający sposób, czuć też mieszankę leśnych owoców, która odświeża kompozycję. Nie jest to może zapach wyróżniający się z tłumu, brak mu charakterku, ale to nie znaczy że nie są warte wypróbowania. Bardzo miłe, ciepłe i grzeczne. Zapach niezmiennie od początku do końca trwa w ten sam sposób. Warto się na nie skusić chociażby ze względu na nienaganną trwałość, projekcję i miłą dla portfela cenę :) Polecam fanom słodkości.

Chanel No 5 Eau de Parfum Chanel przez Perfumki 2017-03-20

Perfumy okropne. Czuć naprawdę starsza Panią w futrze do kościoła.to te Aldehydy.nie nadają się dla młodej kobiety tym bardziej do nastolatki. Każda koleżankę i kolegę pytałam o opinię i kazdy się wykrecal z obrzydzeniem.pare lat temu wachalam czysta esencję, olejek i bardzo mi się zapach podobał ale gdy miałam próbkę edp zupełnie mi się nie spodobaly. Jest w nich coś pięknego jakąś nuta ale całość nadaje się dla ekskluzywnej starszej pani,luksusowej babci i tylko zimą.

Hypnotic Poison Christian Dior przez Perfumki 2017-03-20

Kultowe perfumy, prawie jak Chanel nr 5 ;) mało komu się nie podobają. Ja gdy powąchalam pierwszy raz mając 20 lat a były to perfumy siostry chłopaka starszej ode mnie o 7 lat pomyślałam piękne ale zbyt luksusowe jak dla mnie, młodej 20 latki. Parę lat później kupiłam po zamówieniu próbki, czułam się na nie gotowa. Są bardzo słodkie, wieczorowe, zimowe. Piękne z ogonem. I z pazurem. Seksowne ale jednak za słodkie po czasie.teraz już nie używam, flakon stoi na półce i czeka na lepsze czasy.wanilia piżmo to moje nuty ale za słodko mi po nim. I jeśli chodzi o trwałość to czuję go chwilkę a potem już wcale.

Kenzo Amour Kenzo przez Perfumki 2017-03-20

Perfumy te kocham od 8 lat coraz bardziej. Pierwszy raz powąchalam i od razu wiedziałam że to mój zapach.potem trochę z nich wyrosłam a może mi się znudziły. Parę lat później znów się zakochałam. Potem znów mi minęło a jakiś czas później znów do nich wróciłam. Są piekne, ta wanilia miesza mi się z kremem Nivea, kadzidłami,czymś azjatyckim. Wcale nie kojarzą mi się z budyniem waniliowym ani serkiem Danio tak jak większości, mają pazur i ogon. Gdy dałam przyjaciółce powachac powiedziała że pachną jak taka "zadziorna suka" :D teraz znów odpoczywam od nich, znów przechodzę okres "na nie" ale wiem że do nich wrócę bo są jak narkotyk na który nie działa odwyk :) boskie,nie za słodkie, przyciągające.ogromna trwałość. Cena nie wygórowana.

Angel Mugler przez Perfumki 2017-03-20

Można by tu napisać na temat tych perfum parę stron ale postaram się krótko i do rzeczy.
Po pierwsze plus za ogromną trwałość aż do przesady. Jedno psiknięcie a trzyma się aż za bardzo i za długo i za intensywnie.
Po drugie -zbyt ciężki zbyt duszacy zbyt narzucajacy się.
Kiedy miałam 20 lat byłam zakochana, mimo że byłam wstydliwa blondynka zapach pasował mi do pewnej siebie brunetki ale uwielbialam go.kupilam flakon, potem drugi. I ten drugi stoi w łazience do dziś mimo że kupiłam go 3 lata temu jest prawie nowy,nie potrafię już nawet powachac. Tak strasznie męczy i przyprawia o mdłości. Najpierw czuć zgnilizne, trupa, wilgotną zagrzybiala piwnice a po paru godzinach tylko słodycz wanilii ale taką słodycz że nie jest w stanie się jej znieść. Męczy nos, boli głowa, nawet na ciężką zimę się nie nadaje mimo iż jestem zwolenniczką ciężkich słodkich zapachów typu gourmand.angel się kocha albo nienawidzi ja zdecydowanie nienawidzę mimo iż pieprz i wanilia to moje ulubione nuty,Angela nie znosi mój nos ani moje otoczenie ;) perfumy nie powinny narzucać się ani mdlic otoczenia tylko delikatnie przyciągać.

La Vie Est Belle Lancome przez Perfumki 2017-03-20

Kiedy pierwszy raz powąchalam bardzo mi się spodobaly, eleganckie i słodkie, mój typ.Kupilam.Tego samego dnia jechałam z narzeczonym samochodem i wielki był mój zawód słysząc że nie da się wytrzymać w moim towarzystwie mimo iż zaaplikowałam jedno psiknięcie na szyję.Otworzyl okna w samochodzie, kaszlał,nie mógł wytrzymać do tego podsumował perfumy że pachną jak "być może", stare peerelowskie perfumy z kiosku ruchu których używała i kochala moja prababcia świętej pamięci. Po tym komentarzu zniechecilam się całkiem i przestałam używać. Przy najbliższej okazji zanioslam babci ciekawa jej opinii i bardzo jej się spodobaly więc chętnie oddalam.gdy do pokoju weszła moja mama która mieszka z babcia zapytała skąd mamy perfumy "być może"? Wtedy już nie miałam wątpliwości. A jakiś czas później byłam w kościele z babcia i mama i babcia tak pachniala legendarnymi "być może" że zapytałam czym tak pachnie a ona odpowiedziała "twoimi perfumami które mi podarowalas"... Szczerze mówiąc cieszę się że nimi nie pachne, jestem 27 latka i nie chce kojarzyć się ludziom z prababcia i peerelowskim "być może".

Midnight Shimmer Michael Kors przez Nell 2017-03-20

Uwielbiam wanilię, ale jakoś nie mogę trafić na "ten rodzaj" wanilii, jaki lubię, w perfumach. W wodzie "Midnight Shimmer" Michaela Korsa wanilia jest dominującą nutą i jest najbliższa mojemu ideałowi. Taka miękka, delikatna, puszysta, kulinarna, bez drażniącej sztuczności.
Poza wanilią czuję też coś orzeźwiającego, nie ma tu tej nuty, ale mam wrażenie, jakby to było jabłko... Poza tym nieco głębiej w tle czuć nuty drzewne oraz - i tutaj mam problem - coś mdlącego, co trochę psuje mi tą kompozycję.

Perfumy nie są zbyt trwałe, co nieco rozczarowuje w zestawieniu z ich ceną.
Flakon jest typowy dla perfum Michaela Korsa, dla mnie niewygodny i ciężko się otwiera. Kolorystycznie wypada ładnie i odpowiada nazwie. Natomiast nazwa dla mnie niekoniecznie odpowiada zapachowi: raczej nie jest to zapach typowo wieczorowy, jest na to za lekki. Został wylansowany ubiegłej zimy - to też mi się nie zgadza - znów: jest za lekki na zimę. Ale to doprawdy niuanse.

Jeszcze takie skojarzenie: perfumy mocno przypominają mi dużo tańszy zapach dostępny (chyba) tylko w Hebe, mianowicie "Boum Vanille" Jeanne'a Arthesa. Tylko w tym drugim zapachu nie wyczuwam tych drzewnych i mdlących nut, jest bardziej cukierkowy.

Wood Sage & Sea Salt Jo Malone London przez Arttemiss 2017-03-20

- Jak pachnieć, żeby niby nie pachnieć, a jednak pachnieć?
- Użyć Wood Sage & Sea Salt!

Trochę świeżego, morskiego powietrza, trochę cytrusów, szałwia muszkatołowa, szczypta roślinnego piżma, jasne drewno w bazie oraz coś, co pachnie tak, jak Iso E Super (bądź też samo Iso E super). Tyle tylko, że prawie tych perfum nie czuć, mimo szałwii i cytrusów! Bardziej wydają mi się być zapachem skóry, czy ciała, niż perfum, ale skóry czystej i owianej wiatrem, a nie brudnej, czy też (ekhemmm) "zmysłowej". Dla pełnego obrazu i kronikarskiej uczciwości należy jeszcze nadmienić, że ich baza pachnie jak spłowiały Juniper Sling Penhaligon`s...

Trwałość do najlepszych nie należy (co u Malone jakoś mnie nie dziwi), projekcja natomiast jest z pozoru bliskoskórna, chociaż wokół całkiem je czuć, tyle, że dość niemrawo. Podsumowując: szkoda kasy i na perfumy i na próbkę; to już było.


Róża róża róża róża... tyle czuje na początku w środku i na końcu. Zupełnie niepodobny do klasycznego Si. Tutaj róża gra pierwsze i ostatnie skrzypce. Porzeczka nieśmiało próbuje się przebić, wanilia zerka z boku - ale i tak królowa jest róża. Jakby zgnieść brutalnie różane płatki, wycisnąć cały sok, dodać odrobine mleka waniliowego - i taki zapach i wygląd samych perfum. Zapach raczej nie na wielkie imprezy - brak mu elegancji i powagi. Tu radosna słodycz i dziewczęcy urok zamiast poważnej damy. Ta róża jest świeża i rozkapryszona. Polecam miłośniczkom Si kupno próbek - to całkiem inny kaliber.

Oud Palao Diptyque przez allie 2017-03-20

Gdyby mi ktoś, kiedyś, trzymając mnie na muszce, w ramach wyjątkowo sadystycznej tortury, kazał nosić jakieś perfumy z agarem - niewykluczone, że wybrałabym Oud Palao. No bo jak już spadać z konia, to z dobrego. A ten koń ze stajni Diptyque daje się ujeździć nawet tak nie zaprawionej w oudowych bojach zawodniczce jak ja.

Oud tu się czuje, nie ma się co oszukiwać, a podobnie jak Vertigo naiwnie liczyłam na to, że twórca tak go ukrył wśród innych nut, że mój nos go nie znajdzie. Znalazł, jednak agar został w otwarciu w miarę skutecznie zneutralizowany kamforą, a nieco aseptyczny niuans tego duetu z powodzeniem zmiękczono w bazie paczulą i nawet minimalnie dosłodzono szczyptą najlepszego tytoniu. Ogólnie jednak o jakiejś miękkości (a już tym bardziej słodyczy) trudno tu mówić. Zwłaszcza, że różę bardzo trudno mi w Oud Palao wyczuć (jeśli w ogóle). Pachnie mi ta kompozycja czymś niemożliwym, a mianowicie naozonowanym, suchym dymem; czyli nie dymem otumaniającym, lecz przeciwnie - stawiającym mózg do pionu.

Obiektywnie rzecz biorąc jest to naprawdę dobry zapach, subiektywnie dla mnie poza wszelkimi kategoriami noszalności, bowiem dodatek agaru automatycznie dyskwalifikuje w mych oczach (w mym nosie?) każde perfumy.

Signorina Salvatore Ferragamo przez Sobi 2017-03-20

Narkotyczne słodziszcze! Tak w skrócie mogę opisać moje ponowne odkrycie, którym się ostatnio dosłownie zalewam. Tłusty słodziak, ale nie pawiogenny. Kojarzy mi się z tłustym wywarem z kwiatów podlanych słodką, gęsto śmietaną. Kupiłam go w wakacje i zupełnie nie czułam go na sobie, w ogóle nie trzymał się skóry, wyciągnęłam go teraz gdy poczułam pierwsze powiewy wiosny i doceniłam jego piękność.
Propo tego, że nie jest jakiś szczególnie mocny, dla mnie to plus. Słodkie intensywne zapachy zwykły mnie zamęczać, dwa psiki często były dla mnie już zbyt dużą dawką szczęścia. Tutaj muszę zapodawać zapach na tzw. helikopterek i jest idealnie. Póki co uwielbiam, ale jak to u mnie miłość potrafi się prędko pojawić i prędko zniknąć. W tym przypadku mam nadzieję, że będzie trwała.

Tom Ford for Men Extreme Tom Ford przez Luca Brasi 2017-03-20

Sam zapach, jeśli chodzi wyłącznie o jakość, jest najwyższej próby, nieporównywalny z żadnym innym, bardzo dostojny i, moim zdaniem, zdecydowanie męski. Moim zdaniem, gdyż taka jego klasyfikacja nie zawsze znajduje potwierdzenie u płci przeciwnej (dziękuję, Aleksxs, za cenną uwagę oraz, przede wszystkim, za inspiracje do podzielenia się moimi spostrzeżeniami).

Do tego wszystkiego, co już zostało o TF f/M Extreme napisane w polskiej i anglojęzycznej fragrantice, dodałbym, że momentami przypomina mi zapach, hmm... masła? Wyłącznie w pozytywnym znaczeniu (kremowość, delikatność). Nie wiem, może to właśnie zapach trufli (nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek miał okazję czuć zapach prawdziwych trufli). Nie natrafiłem jednak na podobne wrażenie zapachowe w żadnym z pozostałych perfum TF, w których rzekomo nuta trufli występuje. Zresztą, przy niemal każdym naciśnięciu atomizera, zapach ukazuje zawsze w jakimś stopniu zmienione swoje oblicze, co w dużym stopniu świadczy o jego klasie.

Tyle tylko, że zapach w sensie użytkowym (tzn. takim, by odczuwało go otoczenie) trwa może kilkanaście minut... Po czym pozostaje bardzo bliskoskórny (ja wyczuwam go wyłącznie po zbliżeniu nosa do nadgarstka) i na tym etapie trwałość jest, w moim odczuciu, faktycznie bardzo przyzwoita, sięgająca dobrych kilku godzin, tyle tylko, że... no właśnie, jw.

Myślę, że zróżnicowane opinie dotyczące jego projekcji i trwałości biorą się z odmiennej percepcji poszczególnych składników zapachów przez różne osoby. W szczególności mam na myśli takie zjawiska, jak adaptacja sensoryczna, czy nawet częściowa anosmia / hiposmia. Na archiwalnych stronach anglojęzycznej edycji fragrantiki można odnaleźć bardzo ciekawy artykuł na ten temat. Polecam.

Chance Eau Vive Chanel przez Viollence 2017-03-20

W sumie udałam się do perfumerii na S. aby przetestować na sobie inny produkt, ale oczywiście zagadnęła mnie konsultantka i zaproponowała test tejże wariacji na temat Chance. Obiecywała złote góry: że na każdym inaczej się rozwija, że niespotykany, że inny, że idealny na wiosnę. I dodatkowo, że "nie czuć w nim cytrusów", bo przyznałam, że nie przepadam za tą nutą na mojej skórze. Cóż, pomyślałam, może faktycznie spróbuję.
I cóż, niestety zapewnienia Pani konsultantki się nie sprawdziły. A w zasadzie pierwsze, które było moim wymogiem.
Na mojej skórze te perfumy są tak cytrusowe, że aż ciężko uwierzyć. Przez bite 2 godziny od aplikacji czułam praktycznie tylko cytrusowy miks, odrobinę podbity irysem i jaśminem, ale jest to tak delikatny niuans, że praktycznie nie gra w tym czasie roli. Zapach jest bardzo świeży, lekki, jeśli ktoś lubi cytrusy to myślę że ta faza będzie dla niego przyjemna.
Dopiero około 4 godziny od aplikacji zapach zaczyna się ocieplać, a kwiaty i nuta piżma faktycznie wychodzi. Jest to natomiast nadal aromat lekki, zwiewny. Kobiecy, delikatnie kwiatowy, irys nie gra tu dużej roli, bardziej mieszanka jaśminu z pozostałością cytrusów i wetywerii.
Ładny, ale nie mój. Nie lubię cytrusów na swojej skórze, więc te pierwsze 2 godziny nie do końca mi odpowiadają. Druga faza jest natomiast bardzo przyjemna dla mojego nosa, pytanie tylko czy byłabym w stanie zapłacić takie pieniądze za taką kompozycję ;)
Zapach bardzo trwały na mojej skórze. Jeśli ktoś lubi cytrusy, to można testować.

Khaltat Al Oudh Rasasi przez Alixia 2017-03-20

Ten zapach jest jak podróż.
Nie, wcale nie "w nieznane".
Dobrze wiedziałam dokąd chcę dojechać.
Kiedy już dotarłam na miejsce i otworzyłam drzwi powitał mnie zapach domu. Każdy dom ma swój odrębny zapach...
Korytarz mroczny, jakby wydezynfekowany octem. Chyba komuś rozlało się gdzieś gorzkie lekarstwo.
Dalej salon, pachnący drzewem sandałowym, przyjazny i ciepły.
I w końcu moja sypialnia:) otwarte okno:) ogród różany wokół domu. Cudownie...
Jak fajnie jest poznawać to, co nieznane.
Pewnie już tam nie wrócę bo... nic dwa razy się nie zdarza.
A jeśli się zdarza, to tylko w moim własnym domu:)

Opium Pour Homme Yves Saint Laurent przez Baka 2017-03-20

Cudowny. Orientalny klimat. Najlepsza mieszanka czarnej porzeczki i anyżu. Na zime i jesien nie znam lepszego zapachu.nazwa adekwatna do stopnia w jakim mnie uzależnił od siebie

Allure Chanel przez perfumeholic88 2017-03-20

Kobiecość i seksapil w butelce? Allure i to w obu wersjach, choć trzeba pamiętać, że EDt pachnie nieco inaczej niż EDP. Jest lżejsza i przez to bardziej nadaje się na cieplejsze dni. Ujęło mnie to połączenie prawdziwej wanilii wraz z cytrusami i jaśminem z dodatkiem sandałowca. Niby to może brzmieć banalnie, bo nie ma tu niewiadomo jakich składników, ale wierzcie mi to działa i to jeszcze jak! Czarujący aromat pewnej siebie kobiety i nie ważne czy w szpilkach czy w trampkach, wszak wszystkie kobiety są piękne,Allure dodatkowo to podkreśli.

Eclat d’Arpège Lanvin przez kikolada 2017-03-20

Zapach bardzo przyjemny, kobiecy (chociaz powiedziałabym bardziej dziewczęcy). Kwiatowo- cytrusowy, mysle, że trafi do większości odbiorców, którzy gustuja w tych nutach zapachowych. Bardzo rzeski i świeży.
Na mojej półce niestety się nie pojawi- chyba, że dostanę w prezencie :))
Zapach piękny i "bezpieczny" dla otoczenia, ale niestety na mnie bardzo nietrwały, albo za delikatny. Dużą przyjemnościa jest go wąchanie z korka, blotera czy z nagdarstka, jednak mój chłopak potwierdza, że znika w mgnieniu oka - wielka szkoda, bo miałabym pewniaka na okres wiosenny :)

Bvlgari Man In Black Bvlgari przez Pinball Wizard 2017-03-20

W otwarciu wyraźnie czuję skórę, miękką i namoczoną w słodkim syropie, o dziwo - nawet zachęcająco. Ta słodycz jest taka lekko miodowa, nawet przyjemna. Z rumem? Być może, ale o flaszkę nie będę się zakładał. Później skóra stopniowo wysusza się i do głosu dochodzą pikantne przyprawy (może czarny pieprz?), ale nie jest to zwiastun jakiegoś zdecydowanego przejścia w inny akord, ponieważ słodkość z początku nie odpuszcza i wręcz zaczyna nabierać bardziej agresywnego charakteru, pokazuje głębię. Robi się trochę duszno i dla mnie jakby „jaśminowo”. Wszystko w tonacji delikatnie pudrowej z jakimś drzewnym akcentem i bardzo świeżo. Oprócz tego jaśminu wyczuwam też nutę zbliżoną do aromatu fiołka, ale bez wytrawnego echa. Od tego momentu jest już kwiatowy mix, a zapach „zaczyna mi skręcać” w stronę kobiecej dedykacji.
Czy to dobrze, czy to źle? No … powiedzmy, że nie tego się spodziewałem. Gdzie ta czerń? Może tytoń mógłby trochę „namieszać”, ale kompletnie go nie wyczułem. Są co prawda jakieś balsamiczne przebicia, ale wtórujące słodkościom. Dla mnie całość prezentuje się zbyt mdło, ciężko i natarczywie, choć nie mogę powiedzieć, że to złe perfumy, absolutnie. One tylko nie są dla mnie. No może gdybym miał inny PESEL i wciąż uganiał się za dziewczętami ….;-)
Jeśli chodzi o parametry użytkowe, to wyniki są przyzwoite i w kontakcie z moją skórą plasują się na przeciętnym poziomie. Sądzę, że to odpowiedni aromat dla mężczyzn przed 30-tką i kobiet – bez ograniczeń wiekowych, raczej wieczorowy i na chłodniejsze pory.
Oczekiwałem męskiego grania, a tu unisexowa niespodzianka. No cóż … nie zawsze może być kawior.

Ambre L`Occitane en Provence przez pachniewitch 2017-03-19

W Polsce slabo dostepne, w salonie w Oxfordzie - takze nie zostaly wystawione , musialam dopytac by ..pani przyniosla mi z zaplecza ..:) Dziwna sprawa ...
Bardzo dobre, nieoczywiste unisexowe bogate , intrugujace polaczenie labdanum z ambra...
Na poczatku zdecydowanie koscielno -lawkowo-klecznikowe kadzidlano drzewne tony...

Potem dochadza inne skladniki i tancza swoj dostojny taniec- pelen elegancji , tajemnicy i nostalgii...

Maja cos z Chergui...to cudowne otulajace ciepelko...
Chce je miec :))
Polecam , trwalosc ok 8 h

Projekcja spora .Wrazenie ..? Murowane.

Izia Sisley przez Nell 2017-03-19

Perfumy przyciągnęły mój wzrok pięknym flakonem, potem zwróciłam uwagę na tajemniczo brzmiącą nazwę... Musiałam więc niuchnąć. "Herbata!" - mój umysł zakrzyknął. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że czuję bergamotkę, a ponieważ ostatnimi czasy popijam Earl Grey'a, to... No właśnie. :-)
I na dobrą sprawę oprócz rzeczonej bergamoty niewiele więcej czuję. Dla mnie zapach jest jednostajny. Ogólnie odbieram go jako elegancki i z klasą.
Trudno mi powiedzieć, na jaką porę roku bym go polecała, niby cytrusowe zapachy kojarzą mi się z latem, ale to nie jest taki typowy letni zapach. Ma w sobie też coś cięższego i drzewnego. Jest taki aromatyczny, jakby "zielarski", trochę świdrujący. Jego temperatura jest dla mnie niejednoznaczna; jest raczej chłodny i świeży, ale w podbiciu ma jednak ogrzewające nuty.

Jestem przykro zaskoczona jego niezbyt dużą trwałością, przy tej cenie oczekiwałam więcej.

A flakon (kolorystyka + kształt) są dla mnie najmocniejszą stroną tego dzieła.

Black Orchid Tom Ford przez Espena 2017-03-19

Czarna Orchidea, to orient, jakiego bym się
spodziewała po Czarnym Opium, a którego tam
nie odnalazłam. Ale od początku. Ostatnio
testowałam White Pachuli, które to po godzinie
gdzieś zniknęło. To był film krótkometrażowy,
który na szczęście przy tym był świetnie
zrealizowany. Czarna Orchidea wydaję się być
filmem długim, niezwykle dopracowanym jak
"Lampart" Viscontiego. Pełno tutaj smaczków,
począwszy od kadzidlanego wejścia, mocnej
paczuli, subtelnej wanilii w tle. Ten obraz
od początku do końca jest przemyślany, każdy
kadr jest jednocześnie sztuką, wspaniałą
fotografią.

Poison Christian Dior przez Espena 2017-03-19

O tych perfumach zostało już wiele powiedziane.
Szkoda, że dopiero teraz, w końcu, po uwielbieniu
Hypnotic i Pure, zdecydowałam się zakosztować
pierwszej trucizny :). Zaznaczam, iż testowałam
wersję obecną w drogeriach.

Na wejściu są jak film, w którym pierwsza scena
sugeruje mocne kino. Śliwka obezwładnia na równi
z kolendrą oraz odrobiną miodu. Jest słodko,
ale również kadzidlanie. To mocne otwarcie,
te sceny trwają pół godziny, a może i dłużej.
Później do głosu dochodzą nuty waniliowe,
ale bardzo subtelnie. To nie wanilia, którą
pokazuje brat Hypnotic :). Baza jest bardzo
przyjemna i długa.
Obyło się bez tragedii, dla mnie to happy end,
choć bez lukru i różu. Zakończenie raczej jest
otwarte, dające do myślenia, jak stonowany
odcień fioletu.

La Vie Est Belle L'Eau de Parfum Intense Lancome przez perfumeholic88 2017-03-19

Intense pachną inaczej niż klasyk, ale tak samo dobrze i można mówić, że cała rodzinka LVEB to banały, ulepy i wszedzie je czuć na ulicy, ale mnie to nie obchodzi. Uwielbiam je wszystkie bez wyjątku. A co może wyjśc z dodania do znanej wersji bitej śmietany i orzechów? Samo dobro, bowiem Intense jest śmietankowo orzechowe, kremowe, a dodając jeszcze nutę irysa dodatkowo puszyste. Tak jest słodko ( mniej jednak niż w klasyku!) i pewnie to będzie przeszkoda dla kogoś kto słodkich zapachów nie trawi, ale ja tu nie znajduję nic bo by mnie znudziło. Nic tu nie pachnie tanio czy tandetnie. Tu czuć elegancję. Słodką irysową pusystą elegancję doprawioną orzechową śmietanką. Inne składniki robią tu wyłącznie za tło i nie chcą wchodzić w drogę. Życie jest piękne z LVEB Intense!

Sucre d`Ebene Pierre Guillaume przez matka1973 2017-03-19

Kompletnie nie przypominają mi Angela, w żadnym momencie, nie wiem dlaczego wiele słodkich i mocnych perfum jest porównywanych do Angela, Sucre to zupełnie inna bajka.
Palony (karmelizowany cukier) to to, co wielbię w perfumach, ale jakże on jest inny od palonego cukru np. w Blue Sugar, a dlaczego?bo ten jest orzechowy z lekkimi nutami piżma, podrasowany paczulą. Całość posypana waniliowym pudrem.
Ostrzegam jednak - to nie jest lekki gourmand,to raczej gourmand ciemny, gęsty, bogaty. To nie Pink Sugar, to nie Blue Sugar, to nawet nie jest Black Sugar, to głęboki zapach dla wytrzymałych nosów.W związku z tym polecam testy i to wielokrotne.
Trwałość bardzo dobra.

Perceive Avon przez Nateah 2017-03-19

Perceive to obok Treselle jeden z mych ulubionych zapachów firmy. Powstał w czasie, gdy Avon tworzył naprawdę udane dzieła, którym obca była jeszcze ta charakterystyczna nuta, która w późniejszych latach zawładnęła jego pachnidłami... Perceive zakupiłam w Hiszpanii lata temu i już zawsze będzie mi się kojarzyć z tym właśnie rejonem swiata. Mimo upału, który dawał się we znaki, Perceive otulał mnie "mroznym"wiatrem swiezosci... Z jednej strony chłodny, surowy kryształ (do czego nawiązuje swietnie kształt butelki), z drugiej otulające ciepło swiezego prania na które padają promienie słonca...Soczysta gruszka na kwiecistym tle doprawiona szczyptą pieprzu, który uwielbiam w pachnidłach. Mam wielką ochotę do nich wrócic po latach i przypomnieć sobie jeszcze raz gorące wieczory na andaluzyjskich plazach...:)

PLaJC to perfumy kwiatowe, lekkie, zielone i wiosenne. Nie są to kwiaty z kwiaciarni, raczej łąkowe lub ogrodowe. Nie mają w sobie majestatycznej róży, która bardzo często pojawia się w składnikach. Tu kwiaty są skromniejsze, choć wcale nie gorsze.
W tych perfumach nie ma silenia się na dziwny lub zaskakujący zapach. Miały być zwykłym umilaczem. Takim "zwyklakiem".
I takie są. Niedrażniące, wprawiają w dobry nastrój. Nawet łapią komplementy. :)
Ujęły mnie swoją prostotą i bezpretensjonalnością. Są bardzo dziewczęce.
Sam flakon - dla jednych kicz, dla innych cudo. Nie nazwałabym go wielką sztuką, ale lubię na niego patrzeć. ;)

Provocative Woman Elizabeth Arden przez Malwina 2017-03-19

Otoczka Provocative Woman kłóci się z obrazem jaki wywołuje zapach w mojej wyobraźni. Reklama i nazwa sugerują trochę rynsztok, trochę tajemnicy, gorące pożądanie i pokoje na godziny. Może włoscy mężczyźni z reklamy to po prostu chłopcy, mimo, że dorośli, wciąż uczepieni maminej spódnicy, tęsknie wpatrujący się w atrakcyjną kobietę. Nieświadomie wdychają kojącą woń jej perfum - myśląc - 'mamma mia!'.
Tym co najbardziej współgra w jego zewnętrznym obrazie jest uspakajający kolor przyprószonego fioletu, bo sam zapach jest ciepły, stabilny i przytulny.

Dla mnie pachnie jak cedrowy kredens wypełniony aromatycznymi nalewkami. Pierwsza godzina to psychozagadki babci podsuwającej mi pod nos kieliszek z kolejnymi trunkami - 'z czego ta nalewka jest zrobiona?'
Pigwa z imbirem, malina z papają, brzoskwinia z morelą...
Cyprys ziołowo podkręca każdą z nich. Zapach na początku trochę lepki, z czasem robi się cielesny i kremowy.

Ciekawy, ale też trudny do zapamiętania. Nostalgiczny, drzewno-słodki i przytulny dziwak, w swojej dziwaczności podobny do Enchanted Choparda.

Costa Azzurra Tom Ford przez Aleksxs 2017-03-19

Costa Azzurra to zapach wakacji nad morzem Śródziemnym. To taki wieczorny spacer wzdłuż plaży. Czuć chłód, świeżą bryzę w powietrzu, która to chłodzi nasze rozgrzane ciało. A w oddali rośnie las i czuć z wiatrem jego zapach. Costa Azzurra, początkowo, tak przez godzinę pachną intensywnymi wodorostami, nutami drzewnymi jałowcem, agarem, dębem i cytryną. Całość jest bardzo świeża, leśna, drzewna i agarowa. Po godzinie, cytryna cichnie lecz wciąż jest wyczuwalna, dochodzi nuta ostrej, gorzkiej mandarynki, kardamonu oraz bardzo intensywnej lawendy oraz trochej mniej wyczuwalnych: mirty, wanilii, kadzidła, dzięgiel. One to nadają zapachowi lekkiej słodkiej nuty i dają wrażenie otulenia. Dodatkowo mirt podkreśla korzenność, ostrość zapachu i jego leśny wymiar. Z leśną wonią mirtu, jak i ją potęgują, ładnie współgrają dodatkowe nuty: dąb, jałowiec i wetyweria z swoim drzewno-korzennym aromatem. W Costa Azzurra delikatnie w tle można też wyczuć kadzidło, mastyks i olibanum, które to jakby nadają kadzidlanego cytrusowego aromatu. Z kolei zmysłowości nadają zapachowi: kadzidło, olibanium, dzięgiel, mastyks i wanilia. Tworzą one bazę zapachu i dają cudne uczucie otulenia choć cały zapach jest świeży, leśny, drzewny, agarowy i mocno cytrusowo-lawendowy. Warto dodać, że Costa Azzurra jest ostra, świeża a na koniec jakby sucha bowiem prawie całkiem cichnie cytryna, mandarynka a pozostają glony, nuty drzewne i korzenne. Zapach utrzymuje się na ciele około 6h ale niestety cały czas jego projekcja jest bliska skóry.
Wolę jednak na lato odsłonę Włoch według Italian Cypress

Hermes Terre d'Hermes Eau Tres Fraiche Hermes przez icenumerocinq 2017-03-19

Gorzka świeżość. Cytrusy, z których przeważają grejpfruty przełamane gazowanym tonikiem. Najświeższy z rodziny Terre. Jeśli przyjąć, że klasyczny Terre to czerwona ziemia pokropiona cytrusowym sokiem, to Fraiche jest właśnie tym sokiem. Ziemia została z tych perfum w całości wyrugowana, pozostał tylko jej słonawy posmak. I to właśnie on tworzy w początkowej fazie nutę chlorową. Zero słodkości, odrobinę chemiczna świeżość i gorzkość grająca pierwsze skrzypce przez cały okres trwania zapachu na skórze. Trwałość niezła, projekcja blisko skórna. Zapach na lato, dobrze sprawdzający się w cieple, choć jego suchość może być odrobinę zbyt męcząca w okresie upałów.

Modern Muse Estée Lauder przez Just2000 2017-03-19

Mocno świdrujące, nieprzyjemnie ostre.

Niestety lilia jest dla mnie niewyczuwalna, za to jaśmin i piżmo - owszem.

Ciekawy flakonik, kolor perfum sugerował łagodność, rozczarowałam się.

Zupełnie nie dla mnie.

Orchid Soleil Tom Ford przez Just2000 2017-03-19

Nie polubimy się z panem Fordem..

Kompozycja zupełnie nie trafia w mój gust, lilii nie czuję wcale, najbardziej chyba pieprz z pomarańczą.

Za nic nie chciałabym tak pachnieć.

Trwałość bardzo dobra.

Black Orchid Tom Ford przez Just2000 2017-03-19

Dla mnie - nie do przyjęcia.

Wszystko, czego nie znoszę - jaśmin, gardenia, trufla, przyprawy, paczula, ambra, kadzidło, wanilia, piżmo, znalazło się w tych perfumach.

Orient w pełnej krasie.
W czarnej flaszce.

Będę omijać z daleka.

Euphoria Calvin Klein przez adarca 2017-03-18

Zużyłam w sumie 3 flakony tych perfum w czasach kiedy już nie były takie modne... Na mnie pachniały orientalnie i świeżo. Soczysty granat i kwiat lotosu z pizmem czyniły je zimno- ciepłymi, zmiennymi. Potem znudziły mi się, na ulicach znów pachniało Euphorią i jej podróbkami. Całkiem niedawno znajoma nimi pachniala ale tak.. .. paskudnie. Nie chciałam sprawiać jej przykrości więc nie skomentowałam. W perfumerii sięgnęłam po te perfumy i jestem zasmucona. Pachną inaczej, płasko, słodko, duszno. Lubię je, ale tę wersję, którą pamiętam sprzed kilku lat -soczystą, świeżo-orientalną.

Mon Jasmin Noir Bvlgari przez cumartesi 2017-03-18

Zimny, wytworny, intensywny jasmin. Od wielu tygodni byl na mojej liscie zyczen, po tym jak wypadl z niej Jasmin Noir, ktory byl dla mnie za ciezki, powazniejszy. A Mon Jasmin Noir to mialy byc slodkie biale kwiatki z nuta drzewa, wiec w sumie - bezpieczny zakup w ciemno. Dzisiaj jednak dorwalam sie do flakonika.
Ja czuje przede wszystkim cytrusy - wierze na slowo, ze to cytron. Probuje sie doszukac czynnika meskiego, ale na mojej skorze ukryl sie za masa przytlaczajacego jasminu i delikatnej konwalii. W oddali przeblysnal cedr, troche pizma i wspomniany nugat, ktory pozniej przejmuje paleczke. Slodycz? Ulegla slonym i zielonym nutom, wiec minute po psiknieciu nadgarstka, dostalam migreny, co zdarzylo mi sie po raz pierwszy. Wyszlam z uczuciem niedosytu i bolaca glowa, bez zakupu. Chlodne, eleganckie, wyszukane, z powiewem luksusu, ale cos w nich sprawia, ze nawet pare godzin pozniej, nie jestem ich w stanie powachac nawet na blotterze. Milosniczki chlodnych, kwiatowych zapachow nie bede zawiedzione. Wszystkie inne panie - testowac.

Hamdani Parfums de Marly przez adarca 2017-03-18

Esencja.... Coś niesamowitego. Naprawdę niebanalne p.e.r.f.u.m.y. ----Rasowe! ---- Ale czy do noszenia?
Zapach idealny do stadniny koni, dla objezdnego weterynarza albo dla rasowego, spoconego, prymitywnego samca. Wymowny. Siarczysty. Konina podana ze skórą i pełnymi jelitami. Extra.
Cóż..., Hamdani nie są odkrywcze, zwierzęta rżące pierwsze to wymysliły, więc...
Koń by się uśmiał.
Oczywiście, że polecam. Sztuka nowoczesna w ostatniej dekadzie stała się tak "nowoczesna", że nie dziwi nic. Na pewno jednak warto poznawać tę sztukę na bieżąco, bo mając braki boję się myśleć czym w przyszłości mogłaby nas zaskoczyć.
Były już rzeźby, obrazy, performance; są i perfumy. Ale u.w.a.g.a : sztuka kulinarna też się "rozwija".....
Hamdani.... Niezła jazda... Z miodem....
Na intrygującym półmisku...
Esencja g...a.

Ofresia Diptyque przez Beata1 2017-03-18

Kocham frezje i znalezienie zapachu, który oddawałby ich zapach jest jednym z moich perfumeryjnych marzeń.

Czemu Diptyque tak mylnie nazwało swoje perfumy? Nie wiem, ale one z frezją mają tylko nazwę wspólną. No i może fakt, że frezje to kwiaty, a i w tych perfumach jakieś tam rośliny da się wyczuć. Ale jak dla mnie to raczej pachnie czymś, co czasem można spotkać w gorszej jakości kwiaciarniach czyli, gdzieś pod ladą stoi wazon, albo o zgrozo jest ich kilka. W tym wazonie są kwiaty. A raczej jakieś ich marne pozostałości. Trochę róż, trochę goździków, jakaś eustoma też się znajdzie. To wszystko stoi sobie zapomniane już o co najmniej kilka dni za długo, pachnie nie do końca przyjemnie, ale jeszcze zielono, mokro...

Jak myślałam przez długi czas, że zapachy kwiatowe są łatwe tak zostałam wyprowadzona z błędu bardzo szybko.

Pozostaje mi liczyć na to, że kiedyś Mancera lub Montale zrobią mi zapach frezji idealny :)

Vetiver Royale Absolute Perry Ellis przez vovo 2017-03-18

Napiszę tylko tyle, że mój M. Jest nimi zachwycony <3

Hamdani Parfums de Marly przez hasi 2017-03-18

Ja widzę ten "zapach" tak: jeśli masz shitowy dzień- szef Cię zbeształ, waga pokazuje nie to co powinna, konto świeci pustkami, wizyta u fryzjera, która miała odmienić Twój wizerunek okazała się pomyłką itp.- i chcesz by Twój zapach był kompatybilny z Twoim nastrojem użyj Hamdaniego. Uwierzcie mi- zintensyfikuje doznanie "shitowości".
W ten delikatny sposób chciałam napisać, czym te perfumy "pachną". Nic więcej specjalnie nie wyczuwam, no może nutę schodzonego buciora.
Ale się napociłam przy tej recenzji, wszystko po to, by nie użyć słowa na gie...
Straszna to rzecz, nie polecam.

Jako, że na mężu pięknie pachnie damskie Black Opium,
postanowiłam przetestować jego Opium :).

Na mnie zaczyna się mocno orientalnie. Wejście
z piękną paczulą (której nie wymieniono w opisie,
a jednak ją wyczuwam) i kadzidłem. Dość długo
jestem w świecie, który rozwija się i nabiera
głębi. Przede wszystkim jednak nie odrzuca.
Podoba mi się ta subtelna mieszanka deseni.
Kadzidło odchodzi, po kilku godzinach rozwija
się dalej paczula i dochodzi do głosu subtelna
wanilia. W tle pojawia się coś nowego, nie
potrafię tego sprecyzować, może to ten balsam,
a może cedr. W każdym razie pejzaż przepiękny,
biorę ze sobą całość. Na takie Opium czekałam.

Dahlia Divin Givenchy przez srobka 2017-03-18

Jestem zwolennikiem raczej nietypowych, trudnych zapachow ale te cudeńko mnie oczarowalo. Jest tak radosny, dobrze skoponowany i jednoczesnie nie dziewczecy. Optymistyczna kobieta.

Shalimar Guerlain przez srobka 2017-03-18

Obłędne...
Zamowilam probke 1 ml bez wiekszych oczekiwań. I po otwrciu faktycznie mnie odrzuciło, odłożyłam z myślą że raczej ich nawet nie wypróbuje. I tak po tygodniu lezenia w koncu ciekawosc wzieła góre... I jakież było zdziwienie po zaaplikoeaniu na skóre! To właśnie to czego od dawna bezskutecznie szukałam do końca nie znając nawet swoich oczekiwań, to jak odnalezienie swojej drugiej polowki. Obezwładnił mnie całkowicie. Cudo!!

Lilac Love Amouage przez skorzonera 2017-03-18

Już samo zdjęcie flakonu w kojącym, subtelnym kolorze wzbudziło we mnie głębokie pożądanie względem tego zapachu. Wykaz nut sprawił, że gorączkowo zaczęłam się zastanawiać gdzie by tu poczynić oszczędności, żeby zafundować sobie flaszeczkę i jednocześnie nie pomżeć z głodu oraz jak sprawić, żeby najbliższe osoby nie uznały, że w świetle tego ekscentrycznego nabytku moja fanaberia perfumowa kwalifikuje się już do leczenia psychiatrycznego. Weszłam w posiadanie próbki z zamiarem pokochania tego zapachu. Nie wiedzieć czemu spodziewałam się bzu, którego obsesyjnie poszukuję - niestety dotąd wszystkie "bzowe" zapachy mnie rozczarowały (Yves Rocher, Chloe Love, Aqua Allegoria Lilia Bella, Idylle...), nigdzie nie odnalazłam chociaż cienia realnego bzu. Nie do końca byłam sobie w stanie wyobrazić w jaki sposób w Lilac Love połączono suchość kakao i ciepło wanilii ze świeżością i wilgotnością kwiatów. Tyle o moich wyobrażeniach, jak wypadła konfrontacja z rzeczywistością? Dla mnie Lilac Love to 300% kakao - tak, jak byśmy zanurzyli nos w puszce suchego, gorzkiego kakao i zaciągnęli się, wciągając miałki i duszący proszek do nosa. Nie ma tutaj prawie w ogóle słodyczy (to mi akurat nie przeszkadza), w tle czuć trudne do rozróżnienia kwiaty. Myślałam, że zapach będzie bardziej wielowymiarowy, że będzie miał lepsze parametry (baardzo bliskoskórny, powiedziałabym wręcz, że wyczuwalny z pewnym trudem), no i że będę się narkotyzować świeżym, wiosennym bzem...

Na szczęście dla mojego portfela z zakupu spokojnie mogę zrezygnować.

Alien Oud Majestueux Mugler przez perfumeholic88 2017-03-18

Brakowało mi w kolekcji Muglera czegoś z moim ukochanym oudem i ta kompozycja jest jakby odpowiedzią na moje pragnienie i w pełni je zaspokoiła. To piękny zapach.Bogaty, jest jak płynne złoto, a przynajmniej tak mi się kojarzy i choć główną rolę odkrywają tu w zasadzie tylko dwa składniki to nie jest nudno i absolutnie nie banalnie. Mocny, władczy, lekko nawet garażowy oud jest wyczuwalny od początku do końca, a przeplata się z typowo alienowym jaśminem i razem te dwa składniki tworzą mieszankę doskonałą. Naprawdę tego mi brakowało, bo klasyk na mojej skórze to niemrawy, wyprany jaśmin, a w Majesteux oud dopełnia go idealnie. Ambrę również identyfikuję aczkolwiek zdecydowanie z tyłu, ona nie chce się tu narzucać. Jestem poruszona tą kompozycją, bo dawno nie nosiło mi się czegoś tak dobrze. Jednocześnie sam zapach nie jest narzucający się. Nie gryzie, nie drapie i nie dusi otoczenia będąc jednocześnie doskonale wyczuwalnym przez długie godziny. Jedyna wadą jest tylko cena i gdyby nie to to ten złoty flakon już stałby u mnie na półce, a tak pozostają mi tylko marzenia. Panie Mugler, brawa za to przepiękne pachnidło!

Donna Trussardi 2011 Trussardi przez Justyna34 2017-03-18

Piękny, zmysłowy, elegancki i lekki. Cytrusy, białe kwiaty i nutka wanilii to idealny zestaw na każdą porę roku. Obecnie mój numer jeden. Używam tylko na weekendy. Niestety jak na wodę perfumowaną pachnie dość krótko.

Reve Enchante Van Cleef & Arpels przez Malwina 2017-03-18

Kwitnące pąki w chłodny, wiosenny poranek. Myślałam, że to delikatna róża, ale to prawdopodobnie kwiat brzoskwini nadaje mu takiej naturalności i świeżości. Neroli wspiera w intensywności kwiatową nutę aby mogła dotrzymać kroku cytrusowości klementynki i soczystości gruszki. Kwiatowo-owocowa intensywność Reve Enchante pozytywnie przypomina różową wersją szamponu Clairol Herbal Essences.
Dotąd marka Van Cleef & Arpels kojarzyła mi się z przeszywającym, aldehydowym i okrutnym dla mnie klasykiem First. Miło wiedzieć, że spod jej skrzydeł wylatują również optymistyczne, świeże, niezobowiązujące zapachy.

Reve Enchante to przyjemny, orzeźwiający, bardzo dobrej trwałości kwiatowiec w typie Celebre Avonu, jednak bardziej niż on cytrusowy i intensywny.

Si Rose Signature Giorgio Armani przez Rusłana 2017-03-18

Kiedy noszę na sobie ten zapach, na samym początku widzę przed oczami elegancką, platynową blondynkę w idealnie skrojonym, bladoróżowym kostiumie. Blondynka spaceruje w wysokich szpilkach po wytwornym pokoju, pełnym szklanych wazonów z bardzo drogimi różami. Wszystko jest idealnie skrojone, ułożone i ekskluzywne- tak, jak pierwsze nuty tego zapachu.
Chodź bardzo piękne skomponowane, jest w nich pełen chłód i tęsknota. Tęsknota za czymś, co wychyli się poza sztywno ustalone ramy, zaskoczy i porwie. W ,,Si Rose Signature” nie ma miejsca na przypadkowość i improwizację. Każda nuta ma swoje ustalone miejsce i trwa dokładnie tyle, ile musi. Jest pięknie… i nudno.
Z biegiem czasu chłodna, platynowa dama zmienia się w radosną małolatę, zlizującą lukier z nadziewanych różaną konfiturą pączków. Jest słodko i różanie- ale nadal bez żadnej niespodzianki. Cukrowe róże – choć bardzo subtelnie- trwają i trwają.

Zapach piękny, ale jak dla mnie zbyt ,,idealnie” ułożony. Jest jak śliczny kostium, który chodź mistrzowsko skrojony, nie jest w moim stylu.
Projekcja łagodna ale trwałość subtelnego, bliskoskórnego zapachu jest dość duża.

L'eau d'Issey Issey Miyake przez Lover_dance 2017-03-18

To są perfumy, które jako pierwsze i jak do tej pory-jedyne, skradły moje serce. Są idealne! Nie lubię słodkich i ciężkich zapachów, a te zdecydowanie takie nie są. Dla mnie są zimne, lekkie i intrygujące. Ciekawe dla otoczenia. Dużo opinii jest skrajnych - kocham lub nienawidzę. Ja zdecydowanie kocham. Mój nr 1. Tak jak i męskie Azzaro Chrome.

Euphoria Essence Calvin Klein przez SylviaInVogue 2017-03-18

Euphoria Essence nie jest ani trochę podobny do swojej pierwotnej wersji, którą posiadam. Podczas, gdy któregoś dnia próbowałam w drogerii wszystkie flankery Kleina, to właśnie ten się wyróżniał i ten został przeze nie zapamiętany. Tak mi się spodobał, że postanowiłam, iż będzie mój, choć później zapomniałam jak pachnie…

Gdy już go zakupiłam w ciemno, nastało wielkie zaskoczenie – gdy go próbowałam ostatni raz, nie był tak słodki. Ale co tam! Zobaczmy co dalej? No dalej całe szczęście jest już lepiej, spokojniej, wciąż słodko ale z odrobiną pudru. Wszystko to spowite aromatem leśnych owoców. Jest bardzo grzecznie i dziewczęco. Pazura to to nie ma, ale jest dobra trwałość i zasięg działania. Najpiękniej zapach ten pachnie na ubraniach po kilku dniach – jest pudrowy, piżmowy, subtelny i bardziej kobiecy niż dziewczęcy. Idealny do szalika na chłodny zimowy poranek. Na lato może być zbyt słodki. Paczuli i pieprzu nie czuję tu wcale.

Dior Homme Christian Dior przez maly_szu 2017-03-18

Kokos ;), byłem wczoraj w douglasach i sephorach wszystkich chyba jakie sa w toruniu, i wszedzie mieli tylko jednego diora homme, tego co w ogóle nie przypomina starego dobrego diora gdzie czuc było ta kakaową nute iryska pieknego mego. Nie wiem co jest grane, ale to co teraz jest sprzedawane w perfumeriach jest tragiczne

Treselle Avon przez SylviaInVogue 2017-03-18

Istna Klasyka, kwintesencja Avonu w płynie. Gdybym miała wskazać trzy zapachy, które charakteryzują markę (i nie uwzględniając przy tym mojego gustu), wybrałabym Perceive, Treselle i Little Black Dress. To były (i pewnie są) istne hity sprzedaży, kamienie milowe w katalogu Avonu. Mam wrażenie, że większość (ale nie wszystkie!) dzisiejszych zapachów Avonu jest oparta właśnie na tych trzech filarach. Tak pachnie również większość kosmetyków pielęgnacyjnych Avonu.

Zapach kojarzy mi się z moją ciotką, która miała na półce w łazience zawsze wiele produktów Avonu. Robiło to na mnie ogromne wrażenie, bowiem nikt z najbliższego otoczenia w rodzinie nie znał żadnej konsultanki z tej firmy. Ale ciotka zawsze miała jakieś wtyki w pracy. Nie wiem nawet, czy miała ten zapach, po prostu bardzo mi do niej pasuje – jest taki chaotycznie radosny, szczebioczący, „wszędzie go pełno”.

Treselle jest mocno kwiatowy, ma dla mnie kolor pomarańczowy. Białe kwiaty bawią się w najlepsze – ale nie jest to gumowa gardenia czy tuberoza, tylko prędzej takie wiosenne kwiaty z grządki. W zapachu zawiera się też świeżość proszku do prania i nieuchwytne, przyprawowe „coś”, co trudno mi nazwać. Trwałość produktu jest wysoka, ale nie powiedziałabym, że zapach jest ogoniasty. Bardziej kondensuje się w miejscu, w którym akurat przebywa dana osoba, roztaczając wokół siebie aurę wiosennej radości. Pięknie rozwija się po jakimś czasie, jest bardziej pudrowy i elegancki.

Mon Guerlain Guerlain przez Winter 2017-03-18

Powiem wam, że dziwny jest to zapach. Dlaczego? Dlatego że właśnie dzisiaj go testuję. Dwa psiknięcia przy przegubie ręki i jedno psiknięcie przy nad garstku. Noszę je około 2 godzin. I muszę powiedzieć tak - tam, gdzie jest przy przegubie ręki - pachnie mega słodko, jak posion girl zmieszany z lawendą, a przy nadgarstku? Inaczej! Jak idylle guerlaina podkręcone delikatną nutą słodkości I to mi się zdecydowanie bardziej podoba, bo przy nadgarstku czuję wszystko! A przede wszystkim moją ukochaną lawendę, jaśmin, wanilię i lekki irys. Lawenda w końcu nie pachnie babcinie, tylko mega wysublimowanie. Takiej lawendy poszukiwałam. I załącza się taka delikatna pudrowa nuta. To jest przepiękny zapach!

Ale ten na przegubie??? Zupełnie inna historia - słodki, cukrowy zapaszek - jaśmin, lawenda - niewyczuwalne.
Ehh... Dlatego ostatecznie nie wiem jak mam go ocenić... Bo tam, gdzie pachnie jak ulepek to mega minus, ale na nadgarstku pachnie bajecznie. Chyba muszę go jeszcze potestować i sprawdzić.
Bardzo mnie ciekawi, jak będzie się rozwijać w lato.
Natomiast w ogóle mi ten zapach nie pasuje do Angeliny Jolie :)

Love of Pink Lacoste przez SylviaInVogue 2017-03-18

Love of Pink to bardzo bezpieczna i odświeżająca kompozycja. Jeśli ktoś spodziewa się aromatycznych fajerwerków czy chociażby potężnej słodyczy jak w Escadzie – będzie zawiedziony. Zapach zaklasyfikowałabym do kategorii owocowo-kwiatowej. Fazy trwania zapachu nie są raczej wyraźnie zaznaczone – wszystko układa się w jedną, zlaną całość. Wyczuwam białe kwiaty oraz egzotyczne kwaśne owocki.Wszystko w tonacji słodkiej, różowej oranżadki w proszku. Love of Pink w ogóle nie pachnie wyższą półką, a co najwyżej Avonem, więc uważam, że szkoda wydawać pieniądze. Parametry noszenia jak nietrudno się domyślić, słabiutkie. Zapach raczej dla młodych dziewcząt.

No i kto to wymyślił, żeby nazywać zapachy swojej marki niemal identycznie? Love of Pink, Touch of Pink, Joy of Pink… Brzmi jak nazwa serii dezodorantów dla nastolatek.

Jednego tylko nie rozumiem… dlaczego ktoś zakwalifikował zapach do kategorii szyprowej?

Delicate Cherry Blossom Oriflame przez Just2000 2017-03-18

Śliczny zapach, świeży, wiosenny, upajający

Migdał, którego nie znoszę, jest tu dla mnie zupełnie neutralny.
Czuję tylko piękny kwiat wiśni.

Super.

Nina Nina Ricci przez Rozan 2017-03-18

Jestem kobietą po trzydziestce. Matką dwójki dzieci. Uwielbiam pachnieć Niną.

Nina to kobieta o pogodnym usposobieniu. Nie można jej również odmówić klasy. Soczyste, czerwone jabłko skropione limonką, subtelne piżmo, w tle czekoladowy posmak i kwitnące jabłonie. Piękna jest ta Nina. Lekka i wdzięczna, ale z charakterem. Infantylność? Absolutnie nie w przypadku Niny. Jest urocza? Oczywiście. Ile jednak w niej szlachetności... Żadne "tutti frutti". Na wiosnę, ciepłą jesień i letnie wieczory. Idealne na niezobowiązujące spotkania towarzyskie. Trwałość dobra, projekcja przeciętna.

Mon Guerlain Guerlain przez pachniewitch 2017-03-18

Trudno bylo wachac te perfumy bez odium negatywnych recenzji z tylu glowy...

Dla mnie sa interesujace, romantyczne, zmyslowe i maja jakas drzewna nutke...bardzo podobna do wiodacej nuty z Modern muse Nuit :)

Jeste osoba ktora nie akceptuje chemiczno-plaskich slodziakow jak : Si, LVEB, Black Opium czy Jimmy Choo...
Natomiast Mon Guerlain nosilabym z przyjemnoscia..

Nie sa odkrywcze ale ..nie sa tez nudne i bez wyrazu .

Czas na test na ciele...no poki co mam je na bloterku .

Nie ma sie czego bac ! Bija na glowe chemiczne hity ostatnich lat :)))

Izia Sisley przez ranka 2017-03-18

Nienawidzę róży. Szczerze. W perfumach nachalny woń róży od razu odrzuca.
Ale tutaj jest inaczej.
Róża przeplata sie z piżmem ktorego jestem wielbicielką.
Won kwiatów - nie nachalna.
Calosc tworzy dość udana moim zdaniem kompozycję.
Trwałośc dosc dobra ok 6 h.

Terre d`Hermes Parfum Hermes przez icenumerocinq 2017-03-18

Poraża mnie brak trwałości w najnowszych wypustach rodziny Terre. Klasyczny EDT oraz wersja Fraiche mają na mnie rozczarowującą trwałość i projekcję. W przypadku EDP sprawa ma się lepiej. Trwałość jest naprawdę dobra, natomiast projekcja łagodna.
Sam zapach, cóż nie ma drugich perfum, w których cytrusy byłyby ujęte w tak ciężki sposób. Jednocześnie są one niezwykle eleganckie. Wersja EDP ma w sobie więcej tytułowej "ziemi" i większe stężenie gorzkiego grejpfruta. Jest bardziej przytłaczająca i mniej lotna, co zrozumiałe ze względu na stężenie. Mając do wyboru, byłbym za wersją toaletową, jest ciekawsza. Tylko te walory techniczne. Pamiętam starsze wypusty, które były na mojej skórze cały wieczór i noc. Ale to co ostatnio nalewają do flakonów Hermesa Terre to jakiś soczek o skandalicznie krótkiej trwałości. A mam porównanie, bo kilka flakonów tego wspaniałego płynu wylałem na siebie. Dlatego EDP ze względu na trwałość wygrywa, natomiast EDT jest bogatszy w swoim brzmieniu.

Wish Chopard przez abelha 2017-03-18

Nie jest podobny do Angela i dobrze, bo Angela już nie mogę nosic. Wish owszem jest słodki ale nie ma tej ciężkiej nuty która kojarzy mi się z kościołem. O ile Angel pachnie dobrze tylko zimą, Wish pachnie też dobrze wiosną. Ma nutę gruszki którą ja dobrze wyczuwam i nadaje mu takiego wodnego charakteru. A właściwie czuję sok z gruszki posłodzony miodem. Zapach jest moim zdaniem ciekawy i nieprzesłodzony, a także uniwersalny.

Mon Guerlain Guerlain przez Perfumki 2017-03-18

Próbkę perfum kupiłam z czystej ciekawości widząc że reklamuje je Angelina. Gdyby nie to, gdyby reklama była po prostu reklamą perfum nawet nie zwróciłabym na nie uwagi.Zainteresowalo mnie jaki może być zapach przez nią reklamowany i że nie może być marny skoro zgodziła się być twarzą perfum, nie jest ona jakąś moja idolka, aczkolwiek lubię ją jako aktorkę a poza tym często słyszę że jestem jej klonem co jest dla mnie komplementem :))) Od dawna poszukuje zapachu "tego jedynego",ulubionego, pomyślałam-może akurat? Po zamówieniu próbki zaczęłam czytać fora,recenzje, blogi na jego temat i zniechecilam się widząc że zdecydowanej większości nie przypadł do gustu. Sceptycznie nastawiona otwieralam fiolke ale muszę powiedzieć że jest to miłość od pierwszego powąchania :) to jest to czego szukałam parę lat, zapach którym chce pachnieć codziennie i być z nim kojarzona. Jestem zwolenniczką słodkich perfum, wanilia lawenda piżmo tuberoza, to moje nuty. Uwielbiam Hypnotic Poison Diora, mam zawsze na półce tak jak kenzo amour i Angel, crystal noir Versace. Muszą gościć w mojej łazience ale żaden nie jest tą perełka której szukam. Mon Guerlain to wyczuwalna cały czas wanilia ale bardzo stonowana, nie słodka idealnie wymieszana z lawenda co daje piękny słodkawy aromat, zapach bardzo elegancki i dla mnie jedyny w swoim rodzaju, zamówiłam 100 ml tego samego dnia i czekam z niecierpliwością. Nie jest mdly ani narzucajacy się, delikatny i jakby wstydliwy, raz go nie czuje a za chwilę lekka woń jakby chciał o sobie przypomnieć, wynurzyc się spod płaszcza by zaraz znów się schować. Jedyne co to chciałabym czuć go intensywniej na sobie no ale podobno nosiciel perfum nie powinien ich czuć,tylko otoczenie ;) naprawdę nie rozumiem dlaczego jest tak krytykowany, no ale o gustach się nie dyskutuje.jesli podoba się komuś Hypnotic Poison, Angel czy kenzo amour, napewno spodoba się i mon guerlain choć ten przebija je wszystkie, nie jest tak słodki męczący i ciężki.

Fahrenheit Christian Dior przez Adun 2017-03-17

Nie jest łatwym zadaniem napisać coś nowego i odkrywczego o zapachu o którym napisano już chyba wszystko miliony razy. Ktoś kto używał tych perfum, zapewne już nie czyta jakichś komentarzy, bo ma własne zdanie, odczucia, wspomnienia, historię... Jest to zapach, który raczej nikogo nie pozostawi obojętnym, na tyle inny i odważny, że trudno go z czymś porównywać, jest raczej dzisiaj pewnym punktem odniesienia. Bardzo wyjątkowy, dosadny, wyrazisty. Moje częste skojarzenie z tym zapachem to warsztat samochodowy, ale taki w którym zaparkowane jest ferrari, lub lambo, nie Seicento. Zapach bardzo trwały i ładnie projektujący, aczkolwiek wymaga wyczucia i umiaru, zapewne nie na co dzień, ani na wyjście na zakupy. Zdecydowanie zapach na wyjątkowe okazje, wieczorowe wyjścia, do czarnej koszuli. Panowie używający tego zapachu na co dzień, pozbawiają ten zapach magiczności i wyjątkowości.

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez blondyna2017 2017-03-17

napisze tylko tyle : gdy w 1996r pojawiła sie probka w Twoim Stylu natychmiast zapragnelam je miec! Ten zapach byl tak szalony jak ja wtedy gdy mialam 21lat.Slodki ale nie ciezki, sensualny i sexowny, pozostawiajacy za soba "ogon" Gdy w tamtych czasach wchodzilam do duzej i dosc ciemnej dyskoteki (tak wtedy nazywaly sie dzisiejsze kluby) to wszyscy ktorzy wchodzili po mnie a mnie nie widzieli po zapachu byli pewni,ze ja juz jestem:) Taki to jest zapach...mowili ....(tu padalo moje imie)juz jest:) Dzis absolutnie nie dla mnie. Za duzo i za czesto go uzywalam , poza tym z mlodej dziewczyny stalam sie pewna siebie i swojej kobiecosci dojrzala matka i zona. Dzis uzywam Chanel nr 5 leau np. ale tez wiele innych. Obecnie ma z 20 zapachow ale zbyt malo czasu by opisac wszystkie:( Ale jakby ktos cos chcial na temat jakiegos wiedziec piszcie, znam mnostwo. A Jungla slonika do dzis rozpznaje na ulicy...I gdy widze jakasdziewoje mloda w kiczowatym stroju i makijazu tym skropiona to utwierdzam sie w przekonaniu, ze to zapach tylko dla mlodych i szalonych jak szalona i dzika jest dzungla.

Jil Sander Eve Jil Sander przez gugusia 2017-03-17

Eve to kwintesencja kobiecości.
Prosty kalsyczny flakon z ciężkiego szkła doskonale współgra z kompozycja zapachową. Niech was nie zmyli ten delikatny brzoskwiniowy kolor. Eve jest silną kobietą, dążącą prosto do celu. Piękna paczula na drzewno-różanym podszyciu zmierzająca bardziej w kierunku kompozycji szyprowej, aniżeli kwiatowej.
Siostra bliźniaczka słynnej Coco Madeimoiselle, a zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że z większym pazurem niż CM.
Trwałość doskonała!

Zużyłam cały flakon 75 ml i chętnie zakupię za jakiś czas kolejny.

Mercedes-Benz Cologne Mercedes-Benz przez Malwina 2017-03-17

'Oh Lord, won’t you buy me a Mercedes Benz ?
My friends all drive Porsches, I must make amends.
Worked hard all my lifetime, no help from my friends,
So Lord, won’t you buy me a Mercedes Benz?'
(...)
(Janis Joplin 'Mercedes Benz')

Świetny cologne. Jak dla mnie to uniseks i to na wielkim luzie, skoro Cologne Muglera nim jest. Świeży i cytrusowy, a że osadzony na cieplutkiej drzewnej bazie - łagodny i odprężający. Leśno-cedrowa nuta jest w nim taka jak w Versus Time to Relax i Eau Belle D'Azzaro, frezja w wyobraźni aż sama się dodaje. Szkoda, że na razie, chytre macki Douglasa mają go na wyłączność.

Pure O2 For Him Avon przez grzechu7 2017-03-17

Nie wiem co ten zapach ma w sobie, ale podoba się kobietom. Nie są to wyszukane perfumy, świeżak na lato, upały. W odbiorze syntetyczny, odświeżający, ciepły. Obecnie wrócił do katalogu Avon w zmienionej szacie- to nie jest reklama. Za takie pieniądze można go mieć w swojej kolekcji, nie będzie to strata ciężko zarobionych monet. Projekcja i trwałość na średnim poziomie. Połączenie fiołka z mleczkiem kokosowym i nutami wodnymi daje ciekawy efekt. Bije na głowę droższe marki ;)

Black Opium Yves Saint Laurent przez Espena 2017-03-17

Black Opium miały być, jak "noc Kairu", wycieczka
po oriencie, odpoczynek po gorącym dniu. Piękne,
iskrzące opakowane i nawiązanie do klasyka, (który
pięknie pachnie "z butli", a na mnie już ciut gorzej)
oraz do Belle'd'Opium, (które to szczęśliwie równie
dobrze leżały mi na skórze, co w koreczku).

Niestety, Czarne Opium, to małe rozczarowanie.
Zaczyna się gęsto i mocno, a więc tak, jak letnie
wieczory. Jest posmak gruszki, pieprz, dużo wanilii,
egzotyka. Pomimo zamiłowania do takich mieszanek,
czegoś mi tutaj zabrakło. Jak cukierek, który jest
słodki, ale zaczyna po nim mdlić. Właśnie taki
jest ten zapach, słodko natarczywy. Do pół godziny
czuć już tylko wanilię. Nie jest to jednak wanilia
z ogonem w stylu starego Addicta, lecz płaska, można
powiedzieć, jak plastikowy kwiat. I ta wanilia oto
w duecie z czymś jeszcze, czego nie potrafię sprecyzować,
towarzyszy mi, gdy przytknę nos do nadgarstka.
Tak, do nadgarstka, bo "na odległość" jest już niewyczuwalny.
Reasumując - ta wycieczka była nie warta swojej
ceny. Rozczarowały mnie te marokańskie noce.

Seduction in Black Antonio Banderas przez grzechu7 2017-03-17

Zapach szybko ulatniający się, późniejsza projekcja to tylko blisko skórna. W odbiorze syntetyczny, słodkawy. Dobrze czuć otwierającą czarną porzeczkę. Szkoda pieniędzy na coś takiego.
Ocena 3/10
Moc 1/5

Queen by Queen Latifah Queen Latifah przez matka1973 2017-03-17

Nie przypomina mi ani odrobinę Angela, ani żadnego innego wypustu Muglera, paczulowy początek sprawia, że jest trochę podobny do Jessici Simpson Fancy Night, paczula jednak szybko znika, co martwi mnie ogromnie i zapach zmienia się ukazując mandarynkę skąpaną w wanilii. W tym momencie jest gęsty i puchaty, ale już za jakiś czas wyczuwam alkohol, dobry alkohol oraz jaśmin i drzewo sandałowe z odrobinką róży (całe szczęście, że z odrobinką). Końcówka jest dość cicha, leciutka wanilia i kadzidło, ale również delikatne.Queen stają się suche i takie już do końca pozostają na mojej skórze.
Flakon ładny, ciężki i słodziutki z tym wytłoczonym serduchem.
Trwałość dobra, ogona nie posiada, ale podoba mi się. Zresztą czy za wszystkimi zapachami powinien się ciągnąć warkocz? Czasem potrzebna jest nam bliskoskórność np. przy romantycznej kolacji z tym jedynym mężczyzną.

Soir de Paris (Evening in Paris) Bourjois przez monika690 2017-03-17

Soir de Paris to dla mnie zapach nostalgii i tęsknoty. Zapach minionych czasów, nieco retro, ale bez przesady. Skomponowany z klasycznych nut zapachowych, dość mocno wyczuwam nutu kwiatowo- pudrowe, skórkę brzoskwini i animalistyczne ylang-ylang. Ten zapach przypomina mi którąś wersję Być Może...Według mnie zapach skierowany do wielbicieli klasyki, młodzież go raczej niedoceni :)
Mam odlewkę, ale nie wiem którą wersję edp czy edt.

Nina Nina Ricci przez Beata1 2017-03-17

Nina to perfumy, które od wielu lat chciałam pokochać, a jednak tylko je lubię. Są ładne i dziewczęce. I właśnie chyba to "dziewczęce" mi przeszkadza. Bo dla mnie tak mogłaby pachnieć nastolatka wybierająca się na pierwszą randkę. Ale matka, żona, kobieta przed 30stką? No gdzieś to się dla mnie trochę mija. I nie chodzi o słodycz, ale o taką infantylność i naiwność, którą ja w Ninie czuje. To taka młodziutka, wchodząca w dorosły świat dziewczyna, która jeszcze wierzy we wszystko, widzi tylko różowe barwy, a gdy stanie się coś czego nie przewidzi to usiądzie i będzie trzy dni płakać. Albo i dłużej, bo czekać będzie w tym swoim cierpieniu na kogoś kto załatwi jej problemy za nią.

Jest ładna, urocza, bardzo zapadająca w pamięć. Ale Nina to nie ja.

Par Amour Clarins przez Dorcia 2017-03-17

Fajny zapach

Kouros Energizing 2010 Yves Saint Laurent przez perfumeholic88 2017-03-17

Nie będe owijać w bawełnę i kłamać jak to uwielbiam klasyka i uważam,go za męskie pachnidło wszechczasów. Nie znoszę go i odsuwam się na bezpieczną odległość kiedy go czuję, na szczęście to zdarza się niezwykle rzadko. Do flankierów Kourosa równiez podchodzę nieufnie i zastanawiałam się jak pachnie wersja Energizing, czy ma w sobie coś z pierwowzoru? Tak ma. To coś jest doskonale wyczuwalne przez pierwsze kilka sekund. To mocne, ostre cytrusy zmieszane z równie intensywną, niezbyt przyjazną skórą i ten moment jest ciężki dla mnie do zaakceptowania tak bardzo, że odsuwałam nos od skóry. Na całe szczęście jak wspomniałam walka skóry ze świdrującymi cytrusami nie trwa długo i ustępuje miejsca łagodnej nucie morskiej podtrzymywanej przed równie spokojną dawkę drzewnych nut. Gdzieś w oddali owszem cytrusy dalej występują, ale nie próbują się już przebić i łagodnieją. Sama kompozycja niestety jest banalna i nudna. Morskie cytrusy z drewnem to wszystko co tu jest i jako świeżaka na lato można użyć aczkolwiek nie jest to nic oryginalnego i wyróżniającego się. Takich zapachów jest wiele, zbyt wiele.

Eau Sauvage Christian Dior przez charoshi 2017-03-17

Wczoraj Żonka powiedziała, że pachnę jak pewien nasz znajomy. A ten znajomy to 70-cio latek, który ma problem z wilgocią w domu i czuć to po jego ubraniach. W połączeniu z tanią woda po goleniu, której używa, efekt jest naprawdę geriatryczny.
Ale tu akurat zgadzam się z Żoną, że to zapach zdecydowanie dziadkowy. Jest tak klasyczny, że aż czuć w nim te kilka minionych epok.
Testowałem globalnie i faktycznie początek mimo, że przyjemny, to bardzo archaiczny. Otwarcie bardzo przypomina mi Grey Flannel (nie kompozycją, ale wydźwiękiem tych cytrusów) i Habit Rouge. A że zapach jest raczej jednostajny, to dalej jest podobnie.
Nie powiem, żebym jakoś źle się w nim czuł, absolutnie, bo zapach jest dobry. Ale tylko tyle. Niestety parametry na mnie nie są jakieś zachwycające, do 8 godzin trwa, ale projekcja kurczy się po godzinie i wyczuwalny jest dopiero z bliska.

Niestety kompozycje tak wiekowe dźwigają na sobie brzemię tego, że milion innych, nowszych kompozycji w mniejszym lub większym stopniu do nich nawiązują i je powielają, a nierzadko wzbogacają. I przez co nie robią już takiego wrażenia, przynajmniej na mnie.
To trochę jak ze starymi filmami. Niegdyś zrywały beret. Ale dziś, po kilkudziesięciu latach ciężko wytrwać do końca oglądając takie obrazy (nierzadko tempo akcji jest tak ślamazarne, że aż boli - choć kiedyś, na tamte czasy było zawrotne). Nie, że efekty specjalne teraz są słabe, ale po prostu w międzyczasie pojawiły się po prostu lepsze, bardziej dynamiczne, bogatsze obrazy, na tle których te stare są po prostu biedne i nieciekawe. Dla mnie wybitnym tego przykładem jest Star Wars, stare filmy fantasy (np. Conan) i stare angielskie horrory. Bardziej rozwlekły jest tylko Kapitan Tsubasa:)

Pomijam oczywiście to, że prekursor, że wielka tradycja i spuścizna, że zrewolucjonizowało rynek, że należy się hołd i podobne rzeczy, które dla mnie nie mają żadnego znaczenia.
Dlatego na Eau Sauvage patrzę przez pryzmat rynku dziś dostępnego, a nie ich wkładu w kulturę.

I jest to zapach dobry. Takie 4/6.

A teraz możecie mnie bić:)

Turquoise Summer Escada przez agnieszka.baranik 2017-03-17

Dla mnie jedna z lepszych Escad.
Letni drink z egzotycznych owoców schowany w ładnej, błękitnej butelce. Nazwa faktycznie myląca. Nie znając limitek Escady oczekiwałabym czegoś w stylu DG Light Blue... Czegoś zimnego, orzeźwiającego, idealnego do spsikania w upalny dzień, by się ochłodzić. Tu dostajemy coś, co ten dzień tylko ociepli, ale też...rozweseli.

Wielkim plusem jest trwałość tego zapachu na tle innych limitek Escady. Owszem spsikuję się obficie (pewnie trzeba będzie nabyć drugą butelkę puki jest dostępna) ale czuję zapach na sobie długo. Szczególnie na włosach (tylko ruszę głową a zapach do mnie dociera) no i na ubraniu (czuć 2-3 dni).

Mam prawie wszystkie limitki Escady od 2011 (oprócz Island Kiss) i zaryzykuję stwierdzenie, że ten jest moim ulubionym...

Dodam, że nie mam 16 lat :-) a 30ci... Ale co tam. Zapach zbiera komplementy. I chyba nie ma dnia, by choć jedna osoba nie powiedziała, że ładnie pachnę. Nie ukrywam, to miłe.

Tresor Midnight Rose Lancome przez agnieszka.baranik 2017-03-17

Mam flakon, 100ml i ... nie wiem co o nich sądzę.

Uwielbiam perfumy owocowe. Maliny to też jeden z moich ulubionych zapachów. Zwykle te "owocówki" stosuję na lato. Tu jest inaczej. Dla mnie Tresor Midnight Rose nijak nie nadaje się na ciepły, letni dzień bo udusi. Myślę, że to typowy otulacz na zimę, albo jesienną pluchę. Latem może przyprawić o ból głowy.

Kupowałam je jesienią - byłam zakochana. Recenzję piszę wczesną wiosną, więc ahy i ohy mniejsze... Ale podejrzewam, że jak znów zacznę myśleć o zimie to zapach stanie mi się bliższy.

Na pewno trwały, z ogonem, zwracający uwagę. Na pewno słodki. Na pewno owocowy. Ale w tej owocowatości jest coś wyrafinowanego. Myślę, że mimo wszystko warto go mieć w swojej kolekcji jeśli się lubi słodkie, owocowe zapachy. Bo letnie mgiełki, Escadki i Aqua Allegorie po sezonie cieplejszym przeminą i czymś trzeba będzie je zastąpić :)

D&G Anthology L`Imperatrice 3 Dolce&Gabbana przez agnieszka.baranik 2017-03-17

Przeczytawszy recenzje zapachu bezwarunkowo stwierdziłam - będzie mój! Owocowe zapachy, bądź ich mix to to co kocham w perfumach na lato najbardziej.
Jak wiadomo, jestem wielką fanką Escad. Ale wciąż szukam odpowiednika w innej marce... Myślałam, że znalazłam...

Słodko jest - uwielbiam słodycz. Owocowo - oj bardzo, a to kocham! Cena też znośna - nie ukrywajmy, to dość ważne. Trwałość - nienajgorsza, lepsza niż Escad. Wydawało się, że ideał... No właśnie. Wydawało....
Do tej pory nie wiem co mnie męczy w tym zapachu i przeszkadza. Jest w nim jakaś taka lekko podgniła nuta, która na mojej skórze wybija się na pierwszy plan. Nie miałam okazji wąchać ich na nikim innym, więc nie wiem czy to wada perfum czy moja... Jednak ewidentnie czuję takie podgniłe jabłko z dna skrzynki, które niszczy zapach wszystkich innych owoców. Gdyby nie ta nuta zapach byłby wręcz idealny. Niestety, przez nią na razie kończę na miniaturce 10ml.... Ot tak może latem coś sobie psiknę. Ale jednak muszę wrócić do Escad i dalej szukać owocowego odpowiednika....

Reveal Calvin Klein przez amanda 2017-03-17

Na początku miałam problem z określeniem tego zapachu.
Bo to ani przyprawowy ani drzewny,jakoś mało wyrazisty no i zalatywał jakimś takim..zwietrzałym starym pieprzem.
Po kilku pobieżnych testach miałam postawić na nim krzyżyk i wyeksmitować z szafki.
Jednak ostatnio zaaplikowałam na rękę i zapomniałam.
Chodząc po mieszkaniu łapałam się na tym, co to za ładny zapach momentami do mnie dolatuje.
Trzeba dać czas by się rozwinął,zgrał się z ciepłem skóry.
Jest słono słodki,miękki i lekko pudrowy.
Ma takie bursztynowo słoneczne ciepłe tło.
Ponieważ projekcja nie jest mocną stroną a i słone nuty pchają skojarzenia ku lecie i wypoczynku,najidealniejszy będzie właśnie na wiosnę i lato.
Warto dać szansę,tym bardziej,że Reveal oferuje kawałek słonecznych letnich wojaży i tego wspaniałego bezcennego odpoczynku od obowiązków.

Escada Island Kiss 2011 Escada przez agnieszka.baranik 2017-03-17

Jedyna Escada, której nie mam (jeszcze) od 2011 roku...
Ostatnio nawet byłam o krok by skusić się na nią, ale powstrzymałam się... Dla mnie jest bardzo podobna do Turquoise Summer ale lżejsza i mniej trwała. Turquoise bardzo lubię i chyba jest w moim ESCADOWYM TOP3....więc i w tym wypadku nuty zapachowe mi się podobają. Ale chwilowo chyba nie potrzebuję zapachu, który jest ciut mniej udanym bliźniakiem mojego ukochanego.
Jednak nigdy nie mów nigdy... Pewnie prędzej czy później trafi do mojej kolekcji, choćby z powodu takiego, by skompletować wszystkie Escady jakie wyszły od nowej wersji buteleczek - a brakuje mi właśnie tylko tej.

Popularne marki i zapachy: