Marki » T-Z » orientalno - drzewne « Grupy

M7 Yves Saint Laurent dla mężczyzn

M7 Yves Saint Laurent dla mężczyzn
Mam
Miałem
Chcę
Kocham
Lubię
Nie lubię
zima
wiosna
lato
jesień
dzień
wieczór
Osób głosujących: 115
kobieta 25- 25+
mężczyzna 25- 25+

Mam: 70 Miałem: 34 Chcę: 57 Ukochany zapach: 5

główne akordy
agarowy
ambrowy
aromatyczny
świeży korzenny
drzewny
Zdjęcia
M7 Yves Saint Laurent dla mężczyzn Zdjęcia M7 Yves Saint Laurent dla mężczyzn Zdjęcia

M7 marki Yves Saint Laurent to orientalno - drzewne perfumy dla mężczyzn. M7 został wydany w 2002 roku. M7 stworzyli Jacques Cavallier i Alberto Morillas. Nutami głowy są rozmaryn, mandarynka i bergamotka; nutami serca są agar (oud) i wetyweria; nutami bazy są ambra i piżmo.

Perfume rating: 4.29 out of 5 with 115 votes.

Perfumowa Piramida

Górne Nuty
Rozmaryn Mandarynka Bergamotka

Środkowe Nuty
Agar (oud) Wetyweria

Dolne Nuty
Ambra Piżmo

Wyczuwalne składniki na bazie waszych głosów

Loading...

Trwałość

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
bardzo słaba 1
 
słaba 0
 
przeciętna 6
 
duża 8
 
bardzo duża 11
 

Projekcja

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
łagodna 1
 
przeciętna 10
 
duża 13
 
olbrzymia 2
 

Więcej o perfumach po angielsku / More in English language about M7 by Yves Saint Laurent.

Ten zapach przypomina mi...  
La Collection M7 Oud Absolu
11 nie tak

Advertisement

M7 Recenzje Perfum

Kiszonyogor95
Kiszonyogor95

M7 to jeden z tych zapachów, o których niespecjalnie lubię pisać. Dlaczego? Ano dlatego, że co bym nie wymyślił, to i tak w świetle całego geniuszu kompozycji, na tle wszystkich wypowiedzianych na jej temat słów, moje wypociny będą jedynie śmieszną próbą opisania owej ikony perfumiarstwa - dzieła obecnie już „historycznego” i jedynego w swoim rodzaju.
Muszę zaznaczyć, że dość ciężko jest mi w tym przypadku rozłożyć kompozycję na składowe. Jakoś tak się złożyło, że od początku postrzegam te perfumy jako całość, dla mnie to po prostu M7 i kropka. To niezwykle męski, oryginalny i niemożliwy do pomylenia z czymkolwiek zapach, wzbudzający automatyczne zaciekawienie i zachwyt (przynajmniej w moim wypadku). Gdybym miał się jednak pokusić o pobieżną analizę, rzekłbym przede wszystkim, że tego osławionego oudu wcale nie ma tutaj tak dużo. Składnik ten, wyczuwam najmocniej w otwarciu, gdy w połączeniu z przyjemnym cytrusem i ziołami, wywołuje charakterystycznie „apteczne” wrażenie. Jednakże już po niedługim czasie, oud zaczyna słabnąć – schodzi raczej na drugi plan, a na scenie pojawiają się główni aktorzy: przydymiona delikatnie wetyweria, ciepła, żywiczna ambra oraz nie do końca zidentyfikowana, owocowa słodycz. Z biegiem czasu, aromat staje się bardziej otulający, cieplejszy, aż do osiągnięcia fazy „milusińskiej bazy”. Całość rzeczywiście może kojarzyć się z jakimś słodko-gorzkawym syropem, choć ja tego tak nie odbieram. Dla mnie to (powtórzę się…) po prostu M7 – uosobienie męskości, pełne klasy i temperamentu, ale także zmysłowej, niekiedy wręcz erotycznej delikatności.
Parametry na bardzo dobrym, jak na mainstream (choć dla mnie to raczej niszowa kompozycja) poziomie. Trwałość wyniosła na mnie około 8-9h, przy mocnej, wieczorowej projekcji przez pierwsze ~3h.
Co tu dużo gadać, M7 to perfumy genialne, zasługujące na pełny szacunek, nawet jeśli komuś nie przypadły do gustu. Ja mam to szczęście, że bardzo je polubiłem – nie muszę zatem udowadniać swojego podziwu dla kunsztu twórcy, pomimo niechęci do samego zapachu. To wręcz idealna pozycja na chłodniejsze dni, dla prawdziwego faceta, potrafiącego docenić niebanalne piękno i swego rodzaju odmienność od otaczającej go „zwyczajności”. Polecam gorąco, M7 znać trzeba i „nie ma zmiłuj”!

Opisywałem wersję drugą, we flakonie z przezroczystymi bokami. Pierwotnej, dziewiczej wersji nie dane mi było niestety poznać.

May
03
2015
kjgeneral
kjgeneral

Nie wiem, co w nim takiego jest, że urzekł mnie i powalił pięknem kompozycji. Może ten duet oudu i wetywerii, którego mój nos nie potrafi rozłożyć na składowe. Po prostu czuję niepodobną do niczego innego nową nutę, piękną i wyjątkową - nic innego mi znanego tak nie pachnie! Na początku zapach lekko trąci wiśnią, a właściwie syropem wiśniowym na kaszel, ale nie jest ta woń zbyt słodka, ani nie za ostra, nie duszna, porywająca za to, wywołująca uśmiech i radość.

Niektórzy klasyfikują ten zapach jako drzewny. Jeśli tak, to jednak nie w ten sposób, który znam z naprawdę drzewnych pachnideł, z wyraźną nutą cedru na przykład. Orientalny? Być może, ale też w inny, nie tak męczący mnie sposób, który znam z naprawdę orientalnych perfum (choćby Amouage'y).

Pławię się w tym cudownym zapachu i chcę go mieć jak najdłużej.

Idealny na jesienne wieczory.

Wciąż wywołuje moje WOW!

P.S. Pisałem o M7 vintage, w jednolitym, brązowym flakonie, a nie tym z naklejkami na jasne szkło.

Sep
13
2014
Caligo
Caligo

Otwarcie jest aromatyczne, ale wcale nie mocne, przytłaczające.
Lubię rozmaryn, więc doprawiona nim mandarynka jest bardziej urodziwą (kuszącą) mandarynką:)

Agar właściwie od początku podkreśla wszystkie nuty – w paru oudowych pachnidłach, które dane mi było poznać, był zazwyczaj dominantą bez umiaru odymiającą pozostałe ingrediencje.
A tu pięknie je dopełnia, dodaje czaru.

Na pewno to nie zapach dla wielbicieli oudu w czystej postaci, bo on nie jest tematem przewodnim (dominującym) tych perfum.
Na mojej skórze M7 jest delikatny, rozwija się subtelnie, bez nagłych zwrotów, jest nieznacznie ziołowy i lekko słodki, zarazem przestrzenny, z odrobiną tajemnicy (ale nie mroku). Nostalgia to prędzej: powidoki i zapachy sprzed lat.
A wywołuje ją we mnie kompozycja absolutnie nie retro!
Odymiona wetyweria, sporo słodkiej ambry (cudna baza!)... może jednak nie jest ten M7 tak niewinnie przykurzony?
Bo jeśli posiada moc przeniesienia mnie w zakamarki domu z początku ubiegłego wieku, domu opalanego miękkim drewnem z licytowanego właśnie wiśniowego sadu... ?

A jeżeli nawet kojarzy się z syropem, to i z okresem dzieciństwa, kiedy to troskliwa matka podawała dziecku uzdrawiającą miksturę. Z utraconym na zawsze odrębnego rodzaju poczuciem bezpieczeństwa.
To zapach spójny w przywoływanych obrazach, emocjach.

Mnie te perfumy przypadły do gustu od pierwszego powąchania a podobają się coraz bardziej i bardziej. Czuję się w nich podobnie jak w Feminite du Bois Lutensa – podobna owocowa aura – tam śliwki, tu wiśni, a raczej wybornego z niej musu, oczywiście wg przepisu z dawnej książki kucharskiej... Nad takim deserem mogłabym usiąść w miłym towarzystwie, z cygaretką w ręku... gdybym paliła;)

May
26
2014
amanda
amanda

Pisałam jeszcze wczoraj,że nie lubię nosić męskich zapachów tzn.zbyt męsko pachnących.
A to cudo toż to może być spokojnie uniseksem.
I to jakim?,że mnie ciarki przechodzą,ale z zachwytu.
Zachwycające fascynujące,bardzo zmysłowe dla obu płci.
To co,że mogą kojarzyć się z syropem,skoro mają tyle magnetyzmu i nie sposób przejść koło nich obojętnie.
Ja chętnie wyleję na siebie taki syropek i bedę się z dziką przyjemnością nurzać w jego oparach.

May
03
2014
adaszek
adaszek

Jakie to karkołomne dla mnie zadanie. Opisać zapach którego już nie ma. To jak wypowiedź na pogrzebie przyjaciela, nie wyobrażam sobie znając kogoś czytać z kartki. Tyle emocji, tyle wspomnień, to musi siedzieć w nas. Nie będziemy płakać, nie dlatego, że nie jesteśmy sentymentalni. Po prostu śmierć jest dla żywych, nie dla umarłych. Stworzy emocje, które będą w nas za życia po dzień ostatni, gdy przyjdzie nam się pożegnać ze wszystkim co nas otacza. Jacques Cavallier i Alberto Morillas stworzyli arcydzieło, które będzie wspominane po wsze czasy. M7 to dla mnie archetyp prawdziwej męskości, tej która została dzisiaj zapomniana. To 7 cech mężczyzny: uczciwość, troska, odwaga, wrażliwość, oddanie, mądrość, odpowiedzialność. Bez nich nawet i najpiękniejszy człowiek na świecie nie wniesie nic do naszego życia. Początek to syrop wiśniowy na spróchniałym drzewie, miękkim i sprężystym. To nie jest kisielek po niedzielnym obiedzie, to prawdziwy głęboki syrop, który ścieka po drewnie. Jednak drzewo jest potężniejsze i głównie czujemy jego szorstkość. Przejmuje kontrolę nad zapachem i nim steruję. Jak mężczyzna na statku, który dba o prawidłowy kurs. Przy nim kobieta czuje się bezpieczna, ponieważ mu bezgranicznie ufa. Jest dla niej jak ojciec, który dba o nią od początku do końca, we wszystkich aspektach. Przepływa obok wyspy syren, które próbują go przyciągnąć swoim śpiewem, by go potem zniewolić. On jest jednak wierny, wie dla kogo poświęcił swoje życie. Mamy też suchość, w powietrzu utrzymuje się pył z opadłego na ziemię fragmentu kory drzewa. Mężczyzna nie przejawia strachu, jest pewny swojego zdania i wartości. Kieruje nim odwaga, chęć podążania w nieznane. Oprócz początkowych cytrusów, użyto rozmarynu, który bardzo lubię w perfumach. Zawsze wprowadza do zapachu głębię. Dla mnie jest on odpowiednikiem ludzkiej duszy, naszego wewnętrznego 'ja'. Jest też wetyweria, która zgrana jest tak wspaniale, że aż zapiera dech w piersiach. Oszałamia zmysły i wciąga jak gąbka wodę. Jest oddana jak mężczyzna nieopuszczający statku. Niesamowite też jest to, że każdy etap utrzymuje się naprawdę długo, nie ma szybkiego przelotu do bazy. Kompozycja jest mądra i przemyślana. Jej wyważenie i spokój nie mają sobie równych. Po wielu godzinach kończy się ciepłym, dymnym objęciem ambry oraz delikatnym piżmem, które trwają i trwają zdając się nie mieć końca. Przepiękna orientalna magia. Czarodziejska, nieziemska i niezwykła. Zapach Maga, który skrywa się za kapturem i szatą. Wygląda tajemniczo i złowrogo, nie widzimy jego twarzy. Okazuje się, że przychodzi w nasze czasy czynić dobro, używając swojej magicznej laski z rozwagą.

Apr
06
2014
Poisonka
Poisonka

Piękny, kadzidlany męski zapach. Dla 100% mężczyzny, dojrzałego, znającego swoją wartość indywidualisty. Nietuzinkowy i bardzo seksowny. Moim zdaniem ten zapach jest stworzony dla Panów po 30-tce, którzy preferują elegancki styl ubierania. Kojarzy mi się z pewnym, wyjątkowym dżentelmenem ;)

Dec
28
2013
pawelota
pawelota

Urzekająco piękna i specyficzna woda. Jedna z bardzo niewielu kompozycji wydanych w 21 wieku, którą kocham całym sercem. Tak to już klasyka w kanonach sztuki perfumeryjnej.

May
31
2013
Lincoln
Lincoln

M7 dzieli klimat z Gucci Envy, choć uroda każdego z nich to całkiem inne bajki. Zdecydowanie o lepszych parametrach jakościowych i większej wyrazistości, a także czysto niszowym charakterze. W porównaniu do Gucciego jest.. dziarski! Envy przy YSL to niemrawy, zblazowany chłopiec ;) Przejdźmy jednak do oceny samej kompozycji...

Przy pierwszym kontakcie mego nosa z atomami M7 nasunęło się słowo: NISZA. NISZA!, Nisza, nisza, blogi o pachnidłach niszowych, perfumeria niszowa, nisza.. Tak, Proszę Państwa! Bez kompleksów mógłby stanąć na półkach obok drogich Amouage etc., mimo, że w zamyśle był kierowany na półkę selektywną (pewnie przez swoją, koneserską urodę znikł z powszechnej dystrybucji i szczęście o tyle, że przeszedł do La Collection. W końcu dziś przecież "nie wypada wystawiać tak bogatych, lecz trudnych w odbiorze zapachów w naszych sieciówkach" . W każdym bądź razie, moje odczucia przy zapoznawaniu się z Em-Siódemką były identyczne z tymi, gdy poznawałem perfumy niszowe. Powtarzam się, ale jest niszowy. Pachnie mistycznie, przez co budzi zachwyt. Skojarzenie z czasami średniowiecznej możności, które się pojawiło, jest jak najbardziej słuszne. Zamykając oczy i czując M7, widzę Zamek w Malborku czy teren posiadłości w Soplicowie ;-)

Najpiękniejszy jest wstęp, a dokładniej zapach aury w pomieszczeniu, gdzie rozpylono odrobinę tych perfum. Orgia zmysłów :)) - świąteczne pierniki, przeplecione głębokim agarem (to właśnie na przykładzie M7 poznałem urokliwość tej ingrediencji) z subtelną nutą wiśni.. Szkoda, że ten moment jest bardzo ulotny, na mojej skórze nie istnieje prawie wcale. W moim przypadku, ewoluuje w stronę apteczno-wetiwerową. Nie tyle erotyczną, jak w Envy, lecz ostrzejszą, o kwaśnawym charakterze. Pierwsze użycie mocno ewoluowało w mym przypadku w kierunku wiekowej apteki, dziś (użyty 2-gi raz) jest przyjemniej - pojawiła się słodka wisienka. Pomimo tego, że przytulność, która urzekła mnie w Envy jest tutaj chwilowa, a ewolucja kompozycji idzie w odwrotną stronę od oczekiwanej, nie powiem złego słowa. Wręcz przeciwnie, poznanie M7 wzbogaciło mnie o odkrycie innej strony zmysłowości.

M7 to pachnący majstersztyk. Wzorcowy Oud, który winien być szlachetny. Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy widzę obecne produkty zapachowe, powstałe jako odpowiedź na bum agarowy. Po cynicznym ubawie, przychodzi uczucie zażenowania, widząc ówczesne twory pod szyldem Yves Saint Laurent. Panie Ford, wróć!

Scentrack: Sade - Paradise

May
07
2013
blueberry
blueberry

M7 to jedne z tych perfum, które powodują, że tracę rozum i mowę. Zachwyciły mnie od pierwszego kontaktu, sparaliżowały i zamroziły w niemym zachwycie - trudno przy nich zebrać myśli, a każde słowo o ich zapachu jest z gruntu niedoskonałe, szczególnie moje. Jego trzeba doświadczyć, co niestety jest coraz trudniejsze, zwłaszcza jeśli chodzi o wersję sprzed reformy.

Krótko mówiąc, jest to niezwykle zmysłowy mariaż oudu i wetywerii, jednych z moich ulubionych drzewnych składników, osadzony na słodkawej, piżmowo-ambrowej bazie. Zapach ciepły, jakby wilgotny i parny w charakterze, jednocześnie natłuszczający i nabłyszczający skórę.
Lekko tylko apteczno-medyczny w pierwszej fazie przemienia się w miękką drzewną otulinę z owocową słodyczą w tle - wydaje się jakby wiśniowy aromat wpleciony został w jakiś cudowny sposób w tę kompozycję. Zapach trwa na mojej skórze godzinami, i choć generuje komplementy najbliższych, to dość umiarkowanie z niej projektuje - nie łamie drzew ani nie wybija szyb w okolicznych budynkach po moim przejściu - zresztą tego akurat nie jestem w stanie zrobić nawet spryskując się obficie Słoniem od Kenzo - magia perfum w "realu" też ma swoje granice, niestety ;) Za to w mojej głowie perfumy te wyczyniają niestworzone rzeczy, o których nikt niewtajemniczony nie musi wiedzieć ;)
Cenne krople z odlewki wersji przedreformulacyjnej stanowią na tyle nieodpartą pokusę, że niejednokrotnie nie mogę powstrzymać się przed użyciem tych perfum nawet w zwykłe dni - od czasu do czasu chcę podarować sobie trochę niezwykłej przyjemności bez okazji, ot, tak po prostu, bo życie jest takie krótkie i szkoda czekać na wyjątkowe chwile, lepiej je samemu/samej tworzyć.
Tak naprawdę jednak na co dzień wolę wersję M7 Oud Absolu, która zdaje mi się suchsza, bardziej wytrawna i lotna, ale oryginalne M7 zawsze będzie mieć miejsce w moim sercu i na pewno uronię łezkę, gdy zużyję ostatnią kroplę tego majstersztyku, który w moim odczuciu może pachnieć równie pięknie na mężczyźnie jak i na kobiecie.

Miało być krótko, a wyszło jak zwykle ;) Podsumuję za to w absolutnie telegraficznym skrócie: Wielbię!

Jan
25
2013
gurlen87
gurlen87

Szkoda, że nie utożsamiam się z nim. Używanie go przeze mnie zakrawało by na schizofrenię :(. Czuję się w nim jak giermek oferma w prawdziwej zbroi rycerskiej. Kompozycja sama w sobie świetna, strasznie złożona. Czuć jakieś wisienki wsparte na kadzidełkach chińskich, reszta to podróż do środka ziemi i zejście do piekieł u Dantego razem wzięte , kapitalnie zmiksowany, głęboko orientalny. Tylko dla prawdziwych menów:). Nie wspominam o wartościach technicznych osiągających maksymalne wartości.

Oct
13
2012
Roq
Roq

Fenomenalnie feromonalny... Zapach, który z początku znienawidziłem i od razu odsprzedałem, a który potem pokochałem. Co ciekawe, nie tylko mnie, w przypadku M7 przydarzyło się zjawisko "rzuć, a potem, zatęsknij i pokochaj". Widocznie niełatwa to miłość, ale jakże piękna i głęboka...
M7 z początku dziwnie apteczny, potem szybko nabiera klasy, dochodzi zmysłowość, seksapil, a potem z klasą, bardzo, ale to bardzo powoli umiera.
Niewiele znam zapachów tak oryginalnie, a jednocześnie bardzo nowocześnie pachnących, jak ten. Wydaje się, że M7 chyba nieprędko się zestarzeje. Trwałość niesamowita, projekcja, jak poliestrowe skarpety listonosza w letni dzień, czyli zabijająca. Flakon - spoko.
Daję mu bardzo wysoką ocenę, choć zdaję sobie sprawę, że przez swój niecodzienny bukiet, nie każdemu się spodoba. Lecz bez względu na to, M7 to według mnie, jeden z ostatnich zapachów, które zasługują na nazwanie go współczesną klasyką. Chciałbym się mylić...

Oct
09
2012
kwiatek
kwiatek

Po ulotnieniu się cytrusów z pierwszego akordu czuć syrop, ten wiśniowy syrop na kaszel jaki dawała mi mama gdy byłem dzieciakiem. Agar wykorzystywany jest również do syropów jako składnik wspomagający leczenie stąd te skojarzenia. Gdy już agar przestanie prężyć swoje muskuły dołącza do niego wetywer, są jak dwoje przyjaciół, uzupełniają się leniwie snując się za noszącym. Następnie po dość długim czasie dołączają nuty bazy komplementując akord serca. Piekielnie mocna to mikstura, trwała i wszelkie nadużycia ilości aplikacji będą karały noszącego ten majstersztyk. Wersja poreformulacyjna, ta w przeźroczystym flakonie juz nie ma tego wow ale nadal jest bardzo dobra. Polecam miłośnikom mocnych wrażeń, może nie typowo męskich(kobiety także mogą używać) lecz mocnych w istocie ;)

May
18
2012
pknbgr
pknbgr

Jedyny zapach, który odbiera mi rozum. Wszystko jest w nim idealnie dopasowane. Każda faza, każda nuta są doskonałością skończoną. Oud, ambra i wetyweria połączone w genialny sposób. Projekcja jest okrutna i potrafi burzyć budynki w promieniu kilkunastu metrów. A trwałość? Zapach wrasta w skórę.
Doskonały na każdą okazję (prócz lata), ale nie dla każdego. Może odrzucić swoją bezkompromisowością. Mnie przyciągnął swoją genialnością. W skali 1-6 daję mu bez namysłu 6.

Apr
09
2012
pirath
pirath

zapach będący hołdem dla oudu, znacznie wyprzedzającym obecną, napędzaną histerycznie modę na wszechobecny w perfumach oud...
piękny, elegancki, wyrafinowany, charyzmatyczny, bezsprzecznie męski... z początku szorstki i ujmująco ciepły w ostatnim akordzie... jeden z mych ulubieńców... oczywiście mowa o M7 z przed kastracji w butelce jak z ilustracji...

Apr
07
2012
Seth
Seth

Kiedy powstał był nowatorską – wykorzystującą agar, jako motyw przewodni – męską kompozycją. Stworzona pod dyrekcją Toma Forda, kontrowersyjna kampania reklamowa, której twarzy użyczył Samuel de Cuber, nie wpłynęła na sprzedażowy sukces, jednak odważna uroda zapachu oraz warsztatowe prekursorstwo przyczyniły się do kultowego statusu wśród użytkowników szczycących się wyrafinowanym gustem. Na mojej skórze nieznacznie ewoluuje, od eleganckiego cytrusowo-ziołowego otwarcia, po cudownie zmysłową – jedną z najpiękniejszych jakie znam w męskich kompozycjach – ciepłą, miodową bazę. Przez cały czas trwania zdominowany jest przez fascynujący, lekko gorzkawy mariaż suchego agaru oraz ciężkiego, ziemistego wetiweru. Enigmatyczny i fascynujący, w opozycji do ilości użytych esencji wielowymiarowy. Dobra projekcja i bardzo dobra trwałość, czyni go idealnym na różne okazje wieczorowe i odpowiednim na dzienne, z wyjątkiem lata. Zapach ubrano w prostokątny, szklany flakon w brązowo-rubinowym kolorze z niewygodnym kwadratowym atomizerem, przykrytym rażącą tandetnością plastikową zatyczką. W skali (1-6): za kompozycję - 4; oryginalność - 6; intensywność - 4; trwałość - 5. Ocena końcowa: 4,75.

Apr
07
2012
lukesho
lukesho

Klasyk. Odrzucił mnie na pierwszym spotkaniu. 3 miesiące później go pokochałem. Nic nie pachnie tak jak on. Specyficznie, magnetycznie. Z pewnością nie dla każdego. Lubić nie trzeba, ale poznać - koniecznie!

Apr
03
2012
Krzysztof M.
Krzysztof M.

Zapach jest doskonały. Nie jestem tylko pewien czy ten zapach jest śliczny...no i czy taki miał być w zamyśle twórców.
Natomiast jeśli chodzi o twórców to z pewnością Baba Jaga w głebokim lesie w chatce na kurzej stopce tą truciznę wymieszała i eliksir wyszedł niesamowity.
Śmierdzi kroplami żąłądkowymi, ziołami Bittnera, powouje wymioty i może nadaje się do marynarki, extra koszuli, ganituru ale tylko na stypę. Niechlubny wymysł perfumiarstwa !!!
A tak bez żartów i przekory to trzeba powąchać. Ja uwielbiam, lecz nie za dużo, nie za często, za to z euforią.

Apr
02
2012

Dodaj własną recenzję

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Ta strona zawiera informacje, recenzje, nuty perfumowe, zdjęcia, reklamy, plakaty i filmy dotyczące perfum Yves Saint Laurent M7, ale nie gwarantujemy poprawności wszystkich danych. Jeśli posiadasz więcej informacji o zapachu Yves Saint Laurent M7, możesz o nich nadmienić w recenzji perfum. Fragrantica posiada unikalny system klasyfikowania perfum M7 marki Yves Saint Laurent. Możesz kliknąć na właściwą cechę pod głównym obrazkiem, określającą dany zapach. Dodatkowo znajdziesz odnośniki do stron zewnętrznych / sklepów online, ale Fragrantica nie posiada wpływu na ich zawartość. Nie ponosimy odpowiedzialności za to, co znajdziesz pod tymi linkami, ani za konsekwencje ich odwiedzin. Recenzje użytkowników zapachu M7 marki Yves Saint Laurent reprezentują punkt widzenia poszczególnych osób, a nie opinie redakcji portalu Fragrantica.

Advertisement

Kto lubi te perfumy, lubi także
Yves Saint Laurent La Collection M7 Oud Absolu Lalique Encre Noire Gucci Gucci pour Homme Thierry Mugler A*Men Hermes Terre d'Hermes Givenchy Pi Chanel Egoiste Yves Saint Laurent Opium Pour Homme Christian Dior Fahrenheit Serge Lutens Fille en Aiguilles Yves Saint Laurent Rive Gauche pour Homme Amouage Amouage Epic Man Guerlain L'Instant de Guerlain pour Homme Christian Dior Dior Homme Intense Davidoff Zino Davidoff Gucci Gucci Pour Homme II Montale Red Vetyver Gucci Envy for Men Kenzo Kenzo pour Homme Burberry London for Men

Advertisement

Popularne marki i zapachy: