Marki » I-K » orientalno - drzewne « Grupy

Le Feu d'Issey Issey Miyake dla kobiet

Le Feu d'Issey Issey Miyake dla kobiet
Mam
Miałem
Chcę
Kocham
Lubię
Nie lubię
zima
wiosna
lato
jesień
dzień
wieczór
Osób głosujących: 34
kobieta 25- 25+
mężczyzna 25- 25+

Mam: 6 Miałem: 22 Chcę: 20 Ukochany zapach: 3

główne akordy
drzewny
lekko korzenny
aromatyczny
mleczny
białe kwiaty
słodki
Zdjęcia
Le Feu d'Issey Issey Miyake dla kobiet Zdjęcia Le Feu d'Issey Issey Miyake dla kobiet Zdjęcia Le Feu d'Issey Issey Miyake dla kobiet Zdjęcia Le Feu d'Issey Issey Miyake dla kobiet Zdjęcia

Le Feu d'Issey marki Issey Miyake to orientalno - drzewne perfumy dla kobiet. Le Feu d'Issey został wydany w 1998 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Jacques Cavallier. Nutami głowy są mahoń, liść kolendry, kokos, anyż, bergamotka i róża bułgarska; nutami serca są złota lilia, jaśmin, mleko, karmel, róża i pieprz syczuański; nutami bazy są drzewo sandałowe, piżmo, wanilia, biała ambra, drzewo gwajakowe i cedr.

Perfumowa Piramida

Górne Nuty
Mahoń Liść kolendry Kokos Anyż Bergamotka Róża bułgarska

Środkowe Nuty
Złota lilia Jaśmin Mleko Karmel Róża Pieprz syczuański

Dolne Nuty
Drzewo sandałowe Piżmo Wanilia Biała ambra Drzewo gwajakowe Cedr

Wyczuwalne składniki na bazie waszych głosów

Loading...

Trwałość

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
bardzo słaba 0
 
słaba 0
 
przeciętna 1
 
duża 4
 
bardzo duża 2
 

Projekcja

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
łagodna 0
 
przeciętna 3
 
duża 4
 
olbrzymia 2
 

Więcej o perfumach po angielsku / More in English language about Le Feu d'Issey by Issey Miyake.

Ten zapach przypomina mi...  
Etra Etro
4 nie tak
Poivre Piquant
3 nie tak

Le Feu d'Issey Recenzje Perfum

Buraska
Buraska

Borowikowa zupa krem....
Nadarzyła się dziś okazja na przetestowanie tych unikatowych perfum, otoczonych legendą o niezwykłości. No i są niezwykłe, to prawda, ale ta niezwykłość zupełnie mnie powaliła. To, co poczułam, to specyficzny aromat suszonych grzybów w towarzystwie nut mlecznych-ciepłego mleka albo słodkiej śmietanki. Końcowy efekt to zabielana zupa grzybowa. Jest świątecznie i zimowo, ale to nie dla mnie.

Sep
13
2014
Savanoja
Savanoja

Ja też miałam szczęście w nieszczęściu zakochać się kiedyś w Le Feu. Uwielbiałam ją latem. Nie będę pisać o nutach, już chyba wszystko na ich temat tu napisano. Dla mnie były po prostu JEDYNE i NAJUKOCHAŃSZE.
Zapach fantastycznie wibrował, dodawał mi energii, naprawdę czułam się w nich sobą a zarazem piękniejsza, były jak część mnie. Mililitry ubywały bardzo szybko, bo na nic innego nie miałam ochoty, tylko Le Feu. Byłam mu wierna przez 3 flakony pod rząd - co jest u mnie nie lada wyczynem! Nigdy, w przypadku żadnych innych perfum nie powtórzyłam zakupu kolejnego flakonu. I stało się nieszczęście... Zniknął! Dla mnie to prawdziwa tragedia, to były jedyne perfumy które uwielbiałam tak bardzo, że nawet nie myślałam o ich oszczędzaniu, uzależniłam się od nich, to były TE! Nos już nie wyczuwał, ja jednak zawsze miałam je przy sobie.
W swojej garderobie nie mam ich na półce wśród ulubionych by zbyt często nie widzieć falkonu, nie wspominać i już nie tęsknić. Jestem żałobie, staram się zapomnieć...

Jan
12
2014
Roma
Roma

Wspaniale nuty!!! Nuty drzewne: mahoń, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, cedr to - takie nuty uwielbiam - a reszcie nut też nic nie brakuje: piżmo, pieprz syczuański, mleko, kokos, ambra... no, pycha, po prostu.
Le Feu d Issey... Kupiłam tę wodę, gdy została wprowadzona na rynek - w 98 roku, oj, dawno, to fakt... od tego czasu już jej nie miałam. Pasowała do mnie idealnie, czułam się w niej wyjątkowo... szalenie intrygująca, inspirująca, zmysłowa - inna, niż wszystkie...
Pamietam, że była to pierwsza woda, która totalnie mną zawładnęła...
To było moje najukochańsze pachnidło, a kojarzyło mi się ze sztuką, z... farbami pastelowymi, z malarstwem...
Jasna, pobudzająca wszelkie zmysły i pozytywnie wpływająca na mnie ;-]
Nuty są mistrzowsko połączone - naprawdę jest zachwycająca...
Le Feu d Issey - nigdy o niej nie zapomnę...

Jan
12
2014
Alarte
Alarte

Le Feu to ukochany zapach mojej bratowej, więc często mam okazję się go nawąchać. Cieszę się zawsze, kiedy bratowa przychodzi do nas dopiero w godzinę po spryskaniu się nim, bo przyznam się, że jego pierwsza godzina jest dla mnie traumatyczna.
Otwarcie Le Feu to piękna róża wsadzona niestety w to koszmarne dalekowschodnie zielsko, które moja mama usiłuje przemycać w niektórych sałatkach, czyli w kolendrę. Zapach nasion kolendry jest całkiem fajny, ale liście są zupełnie inne - pachną po prostu paskudnie, a znam nawet osoby, które uważają, że liście kolendry doskonale oddają zapach żywych pluskiew (!). W Le Feu to zielsko jest bardzo wyraźne przez godzinę, dlatego ja ten zapach lubię dopiero od drugiej godziny, i to lubię z każdą godziną bardziej. Le Feu jest niezwykle trwały i przez wszystkie godziny trwania (poza pierwszą, dla mnie nieznośną) rozwija się w sposób tak niezwykle piękny, a opisany przez Panie poniżej, że zaczynam uwielbiać zarówno ten zapach, jak i własną bratową. Co prawda, liście kolendry czają się gdzieś w tle, ale w tle są już do strawienia.
Ogólnie - zapach niezwykły, zupełnie różny od wszystkich innych zapachów, a po pierwszej godzinie faktycznie bardzo dobry.
Pewne zdziwienie budzi we mnie tylko jego aż tak niebotyczna cena i te polowania z nagonką, które urządza na Le Feu moja bratowa, kiedy kończy jej się aktualnie używana butelka - jakoś nie jestem pewien, czy ten zapach, mimo iż bardzo dobry, wart jest AŻ takich ofiar :)

Jan
12
2014
patetico
patetico

Ach Le Feu...(i w tym miejscu powinno być wielkie serce, może przebite strzałą:)
To jest tak piękne, że aż niemożliwe, przynajmniej w tym momencie.
Kiedy myślę o tym zapachu, wykręcam się jak bonsai, "cała zbudowana jestem z ran" (pozwalam sobie użyć określenia Kofty), bo tak cierpią z tęsknoty moje zmysły i robię minę jak mój kot, kiedy mówię do niego: "A wiesz, że ci nie wolno!":)
Le Feu to chyba moja największa perfumowa tęsknota i nie mogę sobie wybaczyć, że nie zrobiłam zapasu, a panu Miyake, że pozwolił na zaprzestanie produkcji.
Poniższe recenzje tak dużo i pięknie o tym zapachu opowiadają, że trudno się mądrzyć i prześwietlać go od nowa.
Rzeczywiście jest "z Kosmosu" (Verigo); "mleczny, ale nie słodki i nie mdły" (lexis 1979); "orient dalekowschodni" (Teresa88); "mieszają się tu wszystkie smaki i faktury" (KasiaS).
Przepraszam za cytaty z Waszych recenzji, ale oddają to co czuję.
Trudno nie dostrzec w nim magii, mnie zaczarował całkowicie i jestem w nim bezgranicznie zakochana.
Umyka wszelkim porównaniom, Etra Etro ma tylko jakiś delikatny akcencik z Le Feu, co jednak zbliża ku niej moje serce, podobnie La Purete - może to ten gwajakowiec + mleko.
Ale unikalność Le Feu nigdy nie pozwoli mi o nim zapomnieć, nasączył moją pamięć zapachową jakimś słodkim bagnem i finito:)
Nic mi go nie zastąpi, właściwie to powinien figurować u mnie pod tytułem 'Signature Scent', ale wydało mi się to bez sensu, bo mam tylko jakieś reszteczki do wąchania...
Cóż o nutach? nieziemsko piękna róża i złota lilia owinięte ciasno liśćmi kolendry, jak bluszczem, że aż sok cieknie.
Cieknie mi też ślina od mlecznej woni, jakby to było mleko wydobyte z czegoś dziwnego i pięknego, czego nigdy wcześniej nie wąchałam, kurczę, to jakiś "sok z żuka":), ale wrażenie jest cudowne.
Nawet jeśli jest to mleko z anyżkiem, karmelem, kokosem i wanilią, nie czuć dosłowności tych nut, ale jakiś aromatyczny akord, mało lepki, nie dość słodki, żeby zamulić w jakimkolwiek momencie.
Jest naprawdę mocny drzewny akcent, ale nawet te drzewa pachną inaczej niż wszędzie, jakby rosły w jakimś bajkowym, nieodkrytym lesie.
To coś jakby słodkie, aromatyzowane mleko wymieszać z gorzką żywicą.
Nie umiem się zdecydować czy ten zapach koi, czy niepokoi...może raz jedno, raz drugie.
Ale jeśli mam wymienić perfumy, których najbardziej mi żal i wywołują u mnie jakieś takie wielkie poczucie straty to są to na pewno TE.
I tak sobie marzę i myślę poetycko, że moje różne perfumowe fascynacje to taki "blask próchna"(tak pewną namiastkę określiła Szymborska), a Le Feu to przy nich wielka iluminacja.
Nie pokuszę się o kategorię.
Świetna trwałość, umiarkowana projekcja.
I tak go kiedyś kupię:)

Oct
26
2013
KasiaS
KasiaS

Ten niestety już wycofany zapach jest przykładem na to,jak z kompletnie zgranej i wyeksploatowanej do cna nuty zapachowej,jaką jest róża, zrobić coś unikatowego. Oczywiście,mamy tu bogactwo najprzeróżniejszych nut,ale jestem prawie pewna,że przy tworzeniu kompozycji to różę właśnie obrał Mistrz za punkt wyjścia i temat przewodni. Podaje ją inaczej niż wszyscy - nie "wampuje" paczulą, nie szminkuje oudem, nie przerabia na konfiturę,ani już broń Boże nie upupia porzeczkami,owockami i innymi kwiatuszkami. Serwuje nam różę pozornie łagodną, a w gruncie rzeczy kipiącą energią- różę w 5 smakach,zatopioną w gęstym sosie słodko-kwaśnym. Jakoś nie mogę się opędzić od myśli,że Le Feu powstał jako wspomnienie wizyty w wyjątkowo dobrej dalekowschodniej restauracji (zwłaszcza,że patrząc na zdjęcia Mistrza widzi się, że chyba lubi dobrze zjeść!). Mieszają się tu wszystkie smaki i faktury,tworząc kompozycję jednocześnie niezwykle harmonijną i całkowicie oryginalną-a to jest sztuka przez wielkie S. Zapach zręcznie wymyka się kategoriom,pokazując w jakimś niekończącym się tańcu 7 zasłon kolejne oblicza: słodkie(mleko,karmel,anyż),gorzkie,kwaśne,drzewne,kwiatowe. I tak w kółko. Coś tu ciągle migocze,zmienia się. A skąd tytułowy ogień? Myślę,że dodaje go pieprz i kolendra obsypujące ambrowo-drzewną bazę i wykwitającą na niej lilię. Mieszanką mleka,róży i kolendry Mistrz zrobił sobie,jak sądzę, przyjemność, zaspokajając swój fetysz na zapach rozgrzanego,spoconego ciała. Mieliśmy to już w Kingdom. Tutaj za ten efekt odpowiada róża pływająca w kwaśnym mleku. Dla niektórych to nieprzyjemne,dla mnie kluczowe i decydujące o niepowtarzalności tej skądinąd eleganckiej kompozycji. Nie ma tego w Etrze,i w ogóle radzę porzucić nadzieję na Le Feu 2 w kompozycji Etro,bo to porównanie śmiechu warte. Etra jest płaska,pudrowa,grzeczna i nudna,to Maluch udający Ferrari. Nie znalazłam nic podobnego do Le Feu,ale jako zastępnik najprędzej wybrałabym chyba Al Oudh (Al Aoudh? Nigdy nie pamiętam...) L'Artisan-bo też czuję tam kipiące energią ciało i coś z jedzenia. Tyle,że to w bardziej przewidywalnej i ekspansywnej wersji arabskiej, podczas gdy tajska zupa Le Feu to orient,jak słusznie zauważyła teresa88, dalekowschodni,japoński,tajemniczy i zapatrzony we francuską elegancję,którą wniósł ze sobą Jacques Cavallier,ten niedoceniony przez rynek współczesny Grenouille (jak tylko pomyślę,jakie nieopublikowane kompozycje i szkice skrywa jego pracownia... Ech..)

Oct
13
2013
lexis1979
lexis1979

Tęsknię za tym zapachem... Ironią losu jest to, że się w nim zakochałam wiele lat temu i wciąż go pamiętam, a jest praktycznie już nie do zdobycia.
Na pewno jest to zapach inny niż wszystkie. Mleczny, ale nie słodki i nie mdły. To mleko specyficznie przyprawione,czymś wibrującym, orzeźwiająco - kwaśnawym, czymś, do czego ciągle chce się wracać.Zdecydowanie nie dziecinne, nie infantylne. Ładnie wyczuwalna jest też bergamotka, którą bardzo lubię w perfumach, wanilia i kokos raczej nieobecne. Kwiaty nie odurzają i nie przytłaczają. Wszystko świetnie skomponowane i niebanalne. Dla mnie to TEN JEDYNY ZAPACH... Jakoś dotąd nie znalazłam niczego, co bardziej by mnie zachwyciło.

May
30
2013
vertigo
vertigo

Niedawno miałam okazję przetestować Le Feu po raz pierwszy. Wiem dlaczego oczekiwałam niesamowicie korzennego, mocnego zapachu - nazwa, nie przyjrzałam się nutom.

Zapach jest rzeczywiście wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Mi się w zasadzie nie podoba i cieszę się z tego - zdobycie go obecnie byłoby zbyt dużym obciążeniem dla portfela.

Le Feu, jak napisała poprzednia recenzentka, jest rzeczywiście kwaśnawy. Ja czuję głównie kwaśno-metaliczne kwiaty: różę i lilię, oraz bergamotkę. Odrobinę mleczka anyżowego w tle.
Taki dziwny zapach ... jakby zawieszony w czasoprzestrzeni, pochodzący z Kosmosu, taki trwały i niezmienny jak Piramidy.
Ma w sobie coś kojącego. Jest jak medytacja. Jednocześnie jakby żyje własnym życiem.

Niezwykły i inteligentny.
Ukłon w stronę Mistrza.

Jun
27
2012

Dodaj własną recenzję

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Le Feu d'Issey by Issey Miyake 3.90 out of 5 based on 34 ratings and 8 user reviews

Ta strona zawiera informacje, recenzje, nuty perfumowe, zdjęcia, reklamy, plakaty i filmy dotyczące perfum Issey Miyake Le Feu d'Issey, ale nie gwarantujemy poprawności wszystkich danych. Jeśli posiadasz więcej informacji o zapachu Issey Miyake Le Feu d'Issey, możesz o nich nadmienić w recenzji perfum. Fragrantica posiada unikalny system klasyfikowania perfum Le Feu d'Issey marki Issey Miyake. Możesz kliknąć na właściwą cechę pod głównym obrazkiem, określającą dany zapach. Dodatkowo znajdziesz odnośniki do stron zewnętrznych / sklepów online, ale Fragrantica nie posiada wpływu na ich zawartość. Nie ponosimy odpowiedzialności za to, co znajdziesz pod tymi linkami, ani za konsekwencje ich odwiedzin. Recenzje użytkowników zapachu Le Feu d'Issey marki Issey Miyake reprezentują punkt widzenia poszczególnych osób, a nie opinie redakcji portalu Fragrantica.

Kto lubi te perfumy, lubi także
Givenchy Organza Indecence Issey Miyake Le Feu D'Issey Light Alexander McQueen Kingdom Kenzo Kenzo Jungle le Tigre Guerlain Samsara Eau de Parfum Dolce&Gabbana D&G Estée Lauder Sensuous Eisenberg J'ose Hermes Hermessence Ambre Narguile L`Artisan Parfumeur Poivre Piquant Guerlain Shalimar Yves Rocher Voile d'Ambre Tom Ford Tobacco Vanille Donna Karan Black Cashmere Rochas Absolu Kenzo Kenzo Amour Ginestet Botrytis Christian Dior Poison Chanel Chanel No 19 Eau de Parfum Christian Dior Poison Tendre

Popularne marki i zapachy: