Marki » F-H » orientalno - drzewne « Grupy

Dries Van Noten Frederic Malle dla kobiet i mężczyzn

Dries Van Noten Frederic Malle dla kobiet i mężczyzn
Mam
Miałem
Chcę
Kocham
Lubię
Nie lubię
zima
wiosna
lato
jesień
dzień
wieczór
Osób głosujących: 6
kobieta 25- 25+
mężczyzna 25- 25+

Mam: 2 Chcę: 4

główne akordy
drzewny
ciepły korzenny
balsamiczny
pudrowy
waniliowy

Dries Van Noten marki Frederic Malle to orientalno - drzewne perfumy dla kobiet i mężczyzn. Dries Van Noten został wydany w 2013 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Bruno Jovanovic. Perfumy zawierają takie składniki, jak drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, fasolka tonka, wanilia, szafran, jaśmin, piżmo, bergamotka, cytryna, gałka muszkatołowa, goździk (przyprawa), paczula, nuty drzewne i balsam peruwiański.

Perfumowe Nuty

Drzewo sandałowe Drzewo gwajakowe Fasolka tonka Wanilia Szafran Jaśmin Piżmo Bergamotka Cytryna Gałka muszkatołowa Goździk (przyprawa) Paczula Nuty drzewne Balsam peruwiański

Wyczuwalne składniki na bazie waszych głosów

Loading...

Trwałość

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
bardzo słaba 0
 
słaba 0
 
przeciętna 2
 
duża 1
 
bardzo duża 0
 

Projekcja

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
łagodna 1
 
przeciętna 1
 
duża 1
 
olbrzymia 1
 

Więcej o perfumach po angielsku / More in English language about Dries Van Noten by Frederic Malle.

Ten zapach przypomina mi...  

Dries Van Noten Recenzje Perfum

lady Vader
lady Vader

Nut dużo, ale na mnie to tylko drewno sandałowe – i to takie, którego nie lubię – mączyste, zatykające, mało słodkie, mimo dodatku wanilii. Czuć też szafran, za którym nie przepadam.

Generalnie zapach nudny i według mnie jeden z najsłabszych Malle.

Feb
24
2016
adaszek
adaszek

Jeden z normalniejszych od Malle'a. Najnormalniejszy. Czy inne są nienormalne? Nie. Zmierzam do tego że to są charakterystyczne pachnidła, mocno indywidualne, dobierane składnikami. No jest tu zachowana ta specyfika odpowiednia dla wszystkich pachnideł wydobytych z umysłów jego i zaproszonych perfumiarzy, ale jednocześnie jest to propozycja która poniekąd odbija od tego czym mnie przyzwyczaił. Zresztą wystarczy spojrzeć na składy poszczególnych kompozycji, które są dosyć niepowtarzalne. Dries van Noten jest bardziej codzienny, niż niecodzienny. Ma jednak ten szkopuł którym się kierują od początku, wszystko to ujęto w czasie, dopracowywano. Tu bym też szukał odpowiedzi skąd tak rzadko te wypusty od niego. Ta komunikacja, gdzie dwie osoby kontaktują się między sobą, dochodzą (nieseksualnie), burza mózgów, szukanie rozwiązań. Wymaga to czasu. A jak słowo 'czas' to ile to rzeczy może się wydarzyć pobocznie. To jest to co najbardziej urzeka mnie w perfumiarstwie. Oddanie się dziełu, dojście do idei, szukanie światła w tunelu - a jednocześnie przeżywanie własnych dni. Bo pasja jest życiem. Zawsze będzie w jego skład wchodziła. Natomiast życie nie zawsze jest pasją. Kierujemy się na różne drogi, kierują nami różne sytuacje. Czasem liczy się moment, każda sekunda (spora utrata krwi po wypadku); w innym przypadku robimy co w naszej mocy i pozostaje nam liczyć na reakcję siły wewnętrznej organizmu (zatrucie grzybami, przeszczep wątroby), a z kolei są sytuacje gdzie czas się już nie będzie liczył, bo nigdy nie opuścimy jego ram (głównie chodzi mi tutaj o osoby przebywające na oddziałach zamkniętych takich jak Oddział Psychiatrii Sądowej). Tak czy siak pierwsza część DvN kojarzy mi się ze medycyną, z praktyką medyczną. Mam zatem zupełnie inny obraz tego zapachu, niż projekt jaki zaserwował Malle. Już pierwsze akty to wstęp do grypy. Dreszcze na ciele. Wydobywa z siebie woń cytrynowego Aspirin C firmy Bayer, który wyciągneliśmy z opakowania. 10 sztuk, a zostało już tylko 2 :/ Kurka! Ostatnio myślę o tym dużo, bo idzie teraz ten okres gdzie pojawiają się remisje chorób (ale nie u każdego!), który ja nazywam sobie 'nie poczujesz wiosny jak nie przeżyjesz zimy'. Czasem mam wrażenie, że to wcale nie leki pomagają, tylko my sami sobie wmawiamy początek choroby oraz ich moc działania. Podświadomie uwięzieni w sobie. I kupujemy je sypiąc mamonę dystrybutorom. Bierzemy lek i nam nagle przechodzi (jak w tych reklamach apapu), tak jakby zadziałał w mig. A może to jest tak, że my wiedząc, że go zażyliśmy - dopatrujemy się jego zbawiennego działania. Leczymy się w głowie. To ja już wolę za sprawą Dries van Noten'a. Działa niczym lek. Pachnie jak lek. Leczy mnie na nic, tak naprawdę z niczego. Fajnie się musuje na skórze jak tabletka w szklance zalana wodą, mieni postępującymi żwawo do góry 'grudkami' gazowanymi jak brokat na włosach, policzkach czy opadniętych jego fragmentów na bluzkę :) Jest przeciwległy formy zawiesiny, bo przejrzysty, jasny - o małej masie leku. I choć jest to cholendarnie dziwne uczucie tak pachnieć, farmaceutycznie, to podoba mi się to niezmiernie. Nie wiem coś w tym jest że człowiek pamięta te zachorowania za dzieciaka, późniejsze czasy szpitalne, ich specyfikę. Wiadomo nie bezpośrednio te sytuacje oraz to co je poprzedzało/następowało, ale pamięta się tą troskę ze strony dorosłych - tych większych, mądrzejszych głównie doświadczeniem. Wtedy tylko ona wystarczyła, troska :) Teraz potrzebna jest forsa. Co sobie ludzie myślą gdy mnie czują? heh nie wiem. Może że sypiam pod drzwiami apteki? Albo że doszło już do tego że nie mam na pastę i myję zęby pastą zrobioną z tabsów? Cięzko powiedzieć. Wszystko jest możliwe. Nie dbam o to, ja sam się dziwnie czuję, ale to jest na pewno coś szalenie miłego! Ten zapach: przychodni, szpitali, leków. Niby smutny, niby odpychający, rozproszony po całych piętrach (oprócz rejonów wejciowych gdzie wpada co chwila powietrze z otoczenia). Jakoś tak przyciąga to uwagę człowieka. Nie zapomina się. Można się zamyślić, wejść do budynku nie wiedząc jakiego i od razu poznamy że to szpital, po całej tej otoczce. A w nim korytarze, schody, izba przyjęć, kolejki jak w PRL-u do pobocznych przychodni czy poradni. Jesteśmy teraz na pierwszym piętrze. Oddział Chorób Wewnętrznych z Pododziałem Intensywnej Terapii. Przed nami zamknięte wielgachne niebieskie drzwi na klucz, obok dzwonek z którego skorzystamy. Po wejściu pustostan. Zauważalne są braki w ludziach w porównaniu do parteru. Korytarz usytuowany wzdłuż, nie posiadający zakrętów. Zatem można iść tylko w jednym kierunku, lewym i prosto. Zaczynający się od tej klatki schodowej, po której tu weszliśmy. Wewnątrz podzielony zakmkniętymi, przepełnionymi salami chorych. Wchodzimy do białych, jednolitych drzwi - trzecich od wejścia na lewo. Pomieszczenie niby służbowe, niby zarezerwowane dla lekarzy/pielęgniarek ale przyjmują w nim ludzi, można do nich zajrzeć. Tam się pomaga ludziom, ale nie tylko. Tu się też pracuje. Nie siedzi się, zawsze będzie co zrobić, jest na czym oko zawiesić. Przez to nie zawsze jest czas na rozmowę, wtedy się odbywa na korytarzu, bywa nawet i w biegu. W środku cztery biurka, krzesła obrotowe, komputery oraz szafki ze szklanymi drzwiczkami, a w nich półki na których leżą opakowania lekarstw, książki np. wszystkie tomy Anatomii Bochenka, Schizofrenia Antoniego Kępińskiego (tematyka w zależności od specjalizacji oddziału). Drzwiczki chodzą płynnie, mają dobrze naoliwione zawiasy. Był tutaj ten Pan złota rączka od Armaniego Eau D'Aromes i wykonał swoją fuchę. Na szybie natomiast występuję pęknięcie wyżłobione najprawdopodobniej poprzez ich zatrzaśnięcie w pośpiechu. Ochraniacze na buty znajdują się na dole przy wejściu, za 1 zela na wjazd - to dla nas. I tak mało kto z nich skorzysta, mało kto o tym myśli tak naprawdę, w tym momencie. I fartuchy, jasne fartuchy - to dla nich, pomagających i leczących. Jasne jak światła sali operacyjnej, na której następuję ingerencja w ciało ludzkie. Spowite we śnie, oderwane od poczuwania doznań na czas zabiegu/operacji. Ta biel to te czyste intencje, brak stronniczości. Co by to było gdyby lekarze chodzili w czarnych. Czarny to brak koloru, ale i tak jaki to byłby przypał! ile ludzi straciłoby zapał do walki z chorobą. Na bank niejedna osoba myślałaby że to ksiądz do niej przyszedł. A jaki cel tejże wizyty? - ostateczny. To jest dla mnie ten klimat tego zapachu. Który się zmienia na przestrzeni dnia :) Ociepla, robi drzewny, goi jak pooperacyjna rana ;) że tak powiem zszywka :] Dociera do mnie bardzo ładne, czyste wręcz sterylne jak igiełki do poboru krwi - drzewo sandałowe. Spokojne, stonowane, obłe, śliskie po dotyku jak czuby drewniaków. Choć patrząc na składnik, to bardziej tutaj pasuje sandały :D Byle nie koturny :) Miękkości nadaje mu fartuchowe piżmo oraz podmuch z wanilii, zalanej wrzącą wodą - chwila przerwy wydobywająca się z pokoju. Ta faza jest bardzo ciepła jak dym ulatujący z komina nad chatką, gdzie gotuje się coś dobrego :) Nagrzana jak rumieńce na policzkach zawstydzonej dziewczynki, która chowa się za nogami mamy i przygląda temu wysokiemu Panu, z lekka siwawemu włosem, w białym odzieniu, który mamę teraz przepytuje :) Ten jego mimowolnie wydobyty ciepły głos, który pod[ws]piera rodzinę, przyciąga i daję nadzieję. Wiadomo w każdym zawodzie znajdzie się jakiś czarny kocur, co przebiegnie nam drogę, ale tego nie ogarniesz. Co innego ogarniesz. Te suche wafle tortowe, drzewne gałązki które promiennie dryfując naddają zapachowi obecnej nośności jak aromat z piekarni za rogiem. Kruszą się na zewnętrzych rowkach, ale nie tracą swojej poziomej formy, nie pękają. Są stabilne jak obecna sytuacja stanu zdrowia ich bliskiego. Która z każdą chwilą może się zmienić, więc czekamy - tak jak ja teraz czekam czym zaskoczy mnie jeszcze ten zapach. Choćby tym, że odezwał się ten styl jaki pojawił się w Carner Barcelonie Rima, tylko tam był biszkopt, a ja tutaj nie widzę biszkoptu do owalenia :) Niemniej nie jest to wafel spożywany w pracy ani na odchodne, tylko już w domu. Gdy pielęgniarka wraca do jego przestrzeni po ciężkim dniu w pracy. Dniu wymagającym, ale spełnionym. Jak służba, służba życiu. Gdzie siadają razem z mężem na sofie, Ona podkłada sobie jaśka pod lędźwie w rejonie uporczywych korzonków lub inaczej rwy kulszowej, która rwie. Robią sobie herbatę i wspólnie spożywają to jedzonko. Wcale nie rozmawiają o jej pracy, na szczęście on się zajmuje zupełnie czymś innym. Gdyby razem pracowali w zawodzie, to nie mieliby o czym rozmawiać, ta wspólna gałąź na której siedzą długo by mogła nie wytrzymać. Byłoby za nudno. Ale ona teraz jest cicho jak chomik który zrezygnował z kołowrotka na rzecz skubania pokarmu i myśli o dzisiejszym dniu. Wie, że nie powinna. Dom to nie jest dobre miejsce na cofkę do wydarzeń z miejsca pracy, ale wszystko co się stanie za dnia, siłą rzeczy wpadnie między jego często niestety kartonowe ściany. To jest ta ostoja, gdzie wyzerujemy stopień sytuacji, poróżnień, niepowodzeń - jak temperatura zimą kosztem ich ponownego 'przerobienia'. Przypomniała sobie co jej powiedział ten młody chłopak (21 lat), zanim umarł. A powiedział jej: 'Wiem, że jest źle. Rozmawiałem z doktorem i jestem przygotowany. Jestem gotowy. Umrę na życie. Wolę jednak by tak się stało, bym umarł na życie, niż umarł za życia - mentalnie. Jak moi rówieśnicy'. Widziałem ten zapach w zestawieniu 5 najlepszych opcji zapachowych dla mężczyzn, co mi nie pasuje. Był on klasyfikowany jako wrażliwy. Spokojnie widzę go na kobiecie. Pielęgniarstwo to damski zawód, czy nie jest on wrażliwy? Wręcz chciałoby się rzecz matczyny, współczujący. Dla każdego, i dla tego młodszego i dla tego starszego. Wszyscy przecież rodzimy się z kobiety. A więc za sprawą miłości, a miłość jest wrażliwa. No i jak widać u góry, ta pielegniarka wysłuchała go jak rodzicielka - obcego człowieka. Ja sam nie czuję się męsko w tym zapachu, z lekka to piżmo/wanilia mnie kłuje jak morfologia z palca. Raz byłem świadkiem sytuacji jak kobieta utraciła przytomność przy poborze ze swojego palucha. Jesteśmy niby tacy sami jako ludzie, a jednak różni. W odbiorze perfum jest podobnie dlatego jest to pasja bliska człowiekowi. Czytałem też pochwały na temat trwałości, że DvN trzyma się skóry jak krem corega szczękę na wietrze. No u mnie takiego dobrego wyniku to nie osiąga i jakieś tam drobinki pokarmowe pod spodem się pojawiły, powodując niesmak. Tak jakbym przez tą chłodną pogodę zapchał nos glutem i przestał czuć te perfumy. Dawkuję go zatem jak lek i tyle :) raz na jakiś czas i na jakiś kilkugodzinny tylko czas :) Ta kompozycja wcale nie jest jakaś mega, super, extra wspaniała łu łu łu je je je !!! Po prostu są w człowieku takie wspomnienia, gdzie raduje się gdy powrócą do nas niczym bumerang. Wspomnienia zapachu zachwianego pomiędzy witalnością, a chorobowością. Czasem coś nie będzie najlepsze, nie będzie absolutnym topem, doskonałością, szczytem, ale będzie 'nasze'. Upadłe czy nie, ale czymś własnym, utożsamianym sobie. I to jest chyba najbardziej trafna puenta jaką mógł dać mi ten zapach.

Sep
12
2015

Dodaj własną recenzję

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Dries Van Noten by Frederic Malle 3.75 out of 5 based on 6 ratings and 2 user reviews

Ta strona zawiera informacje, recenzje, nuty perfumowe, zdjęcia, reklamy, plakaty i filmy dotyczące perfum Frederic Malle Dries Van Noten, ale nie gwarantujemy poprawności wszystkich danych. Jeśli posiadasz więcej informacji o zapachu Frederic Malle Dries Van Noten, możesz o nich nadmienić w recenzji perfum. Fragrantica posiada unikalny system klasyfikowania perfum Dries Van Noten marki Frederic Malle. Możesz kliknąć na właściwą cechę pod głównym obrazkiem, określającą dany zapach. Dodatkowo znajdziesz odnośniki do stron zewnętrznych / sklepów online, ale Fragrantica nie posiada wpływu na ich zawartość. Nie ponosimy odpowiedzialności za to, co znajdziesz pod tymi linkami, ani za konsekwencje ich odwiedzin. Recenzje użytkowników zapachu Dries Van Noten marki Frederic Malle reprezentują punkt widzenia poszczególnych osób, a nie opinie redakcji portalu Fragrantica.

Inne z grupy orientalno - drzewne
Estée Lauder Intuition for Men Van Cleef & Arpels Birmane Comme des Garcons Comme des Garcons Series 3 Incense: Kyoto Davidoff Silver Shadow Pure Blend Vivienne Westwood Let It Rock Rochas Absolu Givenchy Pi Leather Jacket Caron Yatagan Everlast Original 1910 By Kilian Pure Oud Tesori d`Oriente Legno di Guajaco Swiss Arabian Mukhalat Malaki

Popularne marki i zapachy: