Marki » C » orientalno - drzewne « Grupy

Dune Christian Dior dla kobiet

Dune Christian Dior dla kobiet
Mam
Miałem
Chcę
Kocham
Lubię
Nie lubię
zima
wiosna
lato
jesień
dzień
wieczór
Osób głosujących: 271
kobieta 25- 25+
mężczyzna 25- 25+

Mam: 136 Miałem: 142 Chcę: 100 Ukochany zapach: 10

główne akordy
drzewny
balsamiczny
ambrowy
ciepły korzenny
słodki
cytrusowy
Filmy
Dune Christian Dior dla kobiet Filmy
Zdjęcia
Dune Christian Dior dla kobiet Zdjęcia Dune Christian Dior dla kobiet Zdjęcia Dune Christian Dior dla kobiet Zdjęcia Dune Christian Dior dla kobiet Zdjęcia Dune Christian Dior dla kobiet Zdjęcia Dune Christian Dior dla kobiet Zdjęcia

Dune marki Christian Dior to orientalno - drzewne perfumy dla kobiet. Dune został wydany w 1991 roku. Dune stworzyli Jean-Louis Sieuzac i Nejla Barbir. Nutami głowy są aldehydy, piwonia, mandarynka, bergamotka i brazylijskie drzewo różane; nutami serca są lilia, jaśmin, ylang-ylang, róża i pszonak; nutami bazy są drzewo sandałowe, ambra, paczula, piżmo, benzoes, wanilia i mech dębowy.

Perfume rating: 3.77 out of 5 with 271 votes.

Perfumowa Piramida

Górne Nuty
Aldehydy Piwonia Mandarynka Bergamotka Brazylijskie drzewo różane

Środkowe Nuty
Lilia Jaśmin Ylang-ylang Róża Pszonak

Dolne Nuty
Drzewo sandałowe Ambra Paczula Piżmo Benzoes Wanilia mech dębowy

Wyczuwalne składniki na bazie waszych głosów

Loading...

Trwałość

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
bardzo słaba 1
 
słaba 0
 
przeciętna 15
 
duża 26
 
bardzo duża 18
 

Projekcja

przesuń suwak, aby oddać głos

Oceny użytkowników
łagodna 3
 
przeciętna 26
 
duża 22
 
olbrzymia 7
 

Więcej o perfumach po angielsku / More in English language about Dune by Christian Dior.

Ten zapach przypomina mi...  
LP No:9
19 nie tak
Kingdom
15 nie tak
Dune Esprit de Parfum
2 nie tak
Stephanie
0 nie tak
Sanctuary Classic
0 nie tak

Dune Recenzje Perfum

kaktuska01
kaktuska01

Nie znam dawnej wersji tego niewątpliwie wielkiego już zapachu. Swoje odczucia opieram tylko na wersji poreformulacyjnej.
Spodziewałam się zapachu bardzo klasycznego, utrzymanego w klimacie lat 90-tych. Nic z tych rzeczy. Dune jest bardzo ciepłym, przytulnym i noszalnym zapachem. Podobno stara wersja była znacznie "cieplejsza" w odbiorze od obecnej. Jestem zdania, że dziesiejsze wydanie nie jest wcale przesycone chłodem. Aldehydy nie wybijają się w dużym stopniu tak więc całość wypada bardzo przytulnie. Całość jest słodka, balsamiczna, sensualna. Nie wyczuwam nut "papierosowych". Piękna nazwa, piękny zapach.

Jun
15
2016
kpnz
kpnz

Nowa wersja Dune jest wyprana ze sporej dawki nut bazowych, przez co zapach zyskał na lekkości i stał się bardziej odpowiedni na wszystkie pory roku. Nie powiem, żeby mi się to uwspółcześnienie nie podobało. Czasem to wychodzi zapachowi na dobre, inaczej może naprawdę wypaść groteskowo. Mimo wszystko, dalej czuć, że to niezapomniany Dune. Czuć sygnaturę Diora w bazowych nutach i perfumy te są dalej jedyne w swoim rodzaju. Polecam nadal.

May
26
2016
Sylwia74
Sylwia74

Moje pierwsze Dune zakupiłam w 2006 roku w postaci miniaturki. Ach jak one mi się podobały, taki zapach z klasą, bogaty, szykowny. W kolorowych magazynach pełno było reklam Dune. Byłam nimi zafascynowana, marzył mi się flakon. Podobały mi się a jednak nie umiałam ich nosić, kojarzyły mi się z Chanel No5, takie trochę retro. Piękne ale nienoszalne dla mnie...wtedy. Od jakiegoś czasu posiadam flakon i używam jak tylko mam ochotę. Chyba do nich dojrzałam :) Dla mnie to klasyka na co dzień. Piękne, eleganckie. Na mnie pachną wytrawnie, ziołowo-słono, bez kropli słodyczy, Głównie wybijają się aldehydy, w tle wyczuwam kwiaty. Czasami faktycznie wybija się jakaś męska nuta. Lubię je nosić w towarzystwie kaszmirowych sweterków, dodają ciepła. Trwałość rewelacyjna, użyte w nadmiarze mogą podduszać. Dune to pozycja obowiązkowa w mojej perfumowej garderobie. Używam sporadycznie ale być muszą!

May
20
2016
cudmiódmalina
cudmiódmalina

Mam olbrzymi problem z tym zapachem. Zacznę od tego iż skuszona recenzjami zakupiłam setkę w ciemno( mój błąd). Pierwszy psik i....o fuj, okropność. Odczekałam minut kilka i niucham nadgarstek: ojojoj, czuję mokre deski ,na których rozkłada się jakieś padłe zwierzę i to wszystko okraszone odrobinką wanilii. Na mnie Dune pachnie okropnie :( i na szczęście krótko, maks 2-3 h. Nie czuję tu wydm, morza itp. Dam im jeszcze szansę, w końcu nabyłam największą pojemność i żal od razu puszczać w świat. Niemniej jednak uważam ,że są lepsze zapachy, ładniejsze, ciekawsze i niejednokrotnie tańsze. PS. Projekcja słaba co w moim przypadku działa na plus :)

May
15
2016
Kage
Kage

Mam wrażenie, że przy każdym poruszeniu flakonikiem Dune, jego nuty z cichym szmerem układają się w nową kompozycję - jak szkiełka w kalejdoskopie - i opowiadają nową historię.
Najczęściej jest to nostalgiczna opowieść o jesiennym morzu, wytrawny zapach soli i wiatru, zapowiedź pierwszych, październikowych sztormów, morski aromat pustych, białych muszli zagrzebanych w piasku.
Bywa, że Dune szepczą o wakacyjnym romansie, pachną miękko, ciepło i cieleśnie - sandałowcem, drewnem różanym oraz ambrą - jak słone pocałunki wakacyjnej miłości, wspólna noc na dzikiej plaży.
Czasami oschle informują o wyrzuconym na brzeg jasnym drewnie gładzonym przez nadmorski wiatr i obmywanym przez fale, są wtedy suche, ostre, drzewne.
Innym razem snują celtycką baśń, układają się gorzkawo, ziołowo i mszyście, przywodząc na myśl wietrzne, zamglone wrzosowiska albo jesienne słońce nad zielonymi polami Irlandii.
Ciepłe dni lubią ochłodzić opowieścią z dreszczykiem, pachną wówczas chłodną wilgotną ziemią i bladymi liliami rosnącymi w zacienionym kącie cmentarza.
Niekiedy chcą mnie zbyć, straszą zapachem starej etoli z lisa, sztuczno-ziołowym Szamponem Familijnym lub brudną popielniczką.

Nie umiem rozebrać Dune na nuty, z pewnością czuję lilię, sandałowiec, drzewo różane, ambrę - ale nie zawsze i niekoniecznie razem. Zresztą te nuty wskazują na słodki, przytulny orient, a Dune wcale takie nie jest.
Dla mnie to zabutelkowany oddech jesiennego morza - nasycony solą, drewnem, jodem, suchymi ziołami i piaskiem.

PS są podobne do Kingdom, ale mniej "cielesne".

May
04
2016
SylviaInVogue
SylviaInVogue

Dune na samym początku to wyjątkowo upierdliwy zapach. Sztuczny, aldehydowy, jakby zepsute jabłka wydostawały się z kompostownika. Przypomina mi Panią Walewską, to kropka w kropkę te same dziwne tony wywołujące u mnie ból głowy. Później, gdy alkohol już zwietrzeje, zapach staje się jak stara szafa nobliwej, wypełniona kulkami z naftaliny. Róża i aldehydy bawią się w najlepsze. Z czasem jest troszkę lepiej, raz po raz pobrzmiewają nuty ziołowe i kwiatowe, które moja skóra już bardziej toleruje. Najładniejsze z tego wszystkiego są nuty dolne, stonowane, drewniane, suche.

Muszę przyznać - zimna sucz z tego zapachu! I to dosłownie - podsumowując, zapach to zimny, skosytniały, nieprzyjemny. Nie każdego polubi, nie każdemu da się ujarzmić. Trochę jak taki kot, co to do każdego się łasi, a gdy chcemy go pogłaskać, ucieka. Mnie ta chłodna istota nie polubiła. Jest zbyt skomplikowana, trudno mi ją zrozumieć. Trudno się mówi...

Jan
12
2016
Karkki
Karkki

Pierwotna wersja Dune, to była moja wielka miłość bez wzajemności.
Będąc fanką Lyncha i Herberta (kolejność celowa) musiałam mieć flakonik.
Niestety, ja się w nich zakochałam, a one mnie nie polubiły, a przynajmniej mojej skóry. Na włosach i odzieży zapach był zniewalający. Melanż w czystej postaci. A na mojej skórze ewoluował w woń kojarzącą się z filmową wersją Barona Harkonnena.
Minęło wiele lat, któregoś dnia przetestowałam je w perfumerii, i szok: z zapachu zostały popłuczyny i teraz ta namiastka prawdziwego Dune mnie polubiła.
I z jednej strony, wielka szkoda, co z nimi zrobiono, ale z drugiej - cieszę się, bo wreszcie będę mogła je nosić.

Dec
09
2015
Oliwka
Oliwka

Dune znam od miesiąca. Nie wiem jak to się stało, że nie poznałam wcześniej… Wracając, kupiłam nową wersję i tak mi się spodobała, że zapragnęłam tej starszej. Nabyłam taką z końca lat 90tych. Pierwsze wrażenie to chmmm… to inf., że płyn w butelce ma już swoje lata :) Na szczęście, to krótkie ostrzeżenie, z czasem na skórze wyłania się Dune… Rzeczywiście, inne, głębsze i jak napisała Anja - dzikie. Starsza wersja jest bardziej zmysłowa, wibrująca, nowsza sucha, nostalgiczna. Natomiast połączenie jednej i drugiej to już odlot daleko ponad plateau :)
Warto zaznaczyć, że całość: zapach, butelka, kolor płynu i korka – wszystko jest kompletne. Trzymanie butelki w dłoni jest tak samo zmysłowe jak zapach. Dune jest dziełem sztuki, szczęśliwie nawet po reformulacji.

Nov
23
2015
newrrn
newrrn

Czymże są trucizny przy Dune? A czym Dolce Vita?
To Dune stoi dumnie tuż przy Fahrenheicie, na najwyższej półce olfaktorycznych doznań w dziale Dior.
Suche i zimne. Niczym kostki lodu w szklance tuż przed dolaniem sporej dawki whisky.
W tym dzikim i spalonym słońcem miasteczku w Teksasie, gdzie wiatr porusza jedynie wyschnięte trawy, a iskra wystarczy, by zrównać miasteczko z ziemią, strawić je ogniem piekielnym, by 10mil dalej wszyscy widzieli tę pożogę, by pokazać, że chłód i ciepło to w gruncie rzeczy dokładnie to samo, tylko że inaczej zinterpretowane.
Przywdziewam Dune jak maskę, mam go dla siebie, gdyż on nie szuka poklasku; on mną rządzi, władczy i nieugięty. Szczególnie w parne, sierpniowe dni.
Dune to żywioły.

Nov
23
2015
EwaEwa80
EwaEwa80

wDune-kocham,ubóstwiam,kojarzy się z najlepszymi momentami w moim życiu-ale przestalam go czuć.otoczenie też.zawsze kupuje perfumy oryginalne.ale naprawdę trwałość która nie idzie w.parze z cena zaczyna mnie przekazać.lubie killery .może polecić coś w zamian?potrzebuje perfum mocnych ale i trwałych...Dune przestał do nich niestety należeć...

Nov
21
2015
pachniewitch
pachniewitch

DUNE ..
gdy byłam młoda i pojawiły się w Polsce pierwsze perfumerie ...zapach ten był dla mnie synonimem luksusu na jaki nigdy nie będzie mnie stać , odległym nieosiagalnym marzeniem niczym np Oskar lub nagrodą Nobla ;)
Mój stosunek był nabozny , pełen czci , zachwytu na kolanach. ..

Po latach nic się nie zmieniło , kocham DUNE i uważam za arcydzieło perfumiarstwa ! To epopeja, kamień milowy, oszolomienie , brak słów...
Kamień z nieistniejącej ale jakże bosko pachnacej morzem, wiatrem, kosmicznym pyłem, tysiącem zyjatek plazy ....ktora lezy geograficznie w moim sercu ...

Oct
04
2015
Zombianka
Zombianka

Mnie też, tak jak poprzedniczce Lizbet dane było poznać Dune dopiero po reformulacji. Natomiast na mnie nie jest ani słodki, ani tym bardziej ciepły, a o gorącu w ogóle nie ma co myśleć. Moja skóra podbija w nim akcenty ziołowe, słone i wytrawne, a ogólny ich wyraz na mnie jest zdecydowanie zimny. Owszem, lodowcem nie wieje, ale mgłą i mokrym chłodem od jesiennej bądź wczesnowiosennej ziemi już tak. Przypominają na mnie Yrię od Yves Rochera, ale Yria jest słodsza, bardziej balsamiczna i miękka, dając efekt wieczorowy. Dune natomiast spokojnie noszę także na co dzień.
A sam zapach? czasem jest rześki, czasem zaledwie leniwie snujący się tuż nad ziemią. Bez kropli słodyczy, ziemisty, ozonowy, wibrujący czystą świeżością, upojny od kwiatów. Brunatny od drewien, ale nie pochodzących bynajmniej z bujnych krzaczorów, tylko od rachitycznych gałązek porażonych słońcem. Po upalnym lecie zostało tylko tyle- nadłamane i spalone runo, słony piach w lesie na skraju dzikiej plaży, przenikliwy chłód strasznej prawdy, którą każda z nas nosi lub kiedyś na pewno będzie nosić w sobie. Prawdy o nas, o życiu, o innych ludziach w świecie, który nam stworzono.

Dune poruszają najczulszymi, najbardziej skrytymi strunami w mojej duszy, są jak muzyka skrzypcowa, są balsamem dla serca w złotym flakonie. Są tym, kim był Ibrahim pasza dla sułtanki Hatice, są moim pierwszym ukochanym o złotych włosach i błękitnych oczach, który porzucił mnie bez słowa; są powiewem wiatru znad krain, po których zostały zaledwie kruche ślady w piasku, jak bruzdy w twarzy żłobione łzami. Jednocześnie Dune to nie jest zapach smutny- raczej wyciszony, dojrzały. Dune wzbudza emocje, wspiera, choć niekoniecznie pociesza. Trzeba być niezwykle pogodzonym ze sobą i z losem, aby móc je nosić. Gdyby wydano je jako element Truciźnianej serii, mogłyby nosić nazwę Poison Memoir, Mysterious Poison, Real Poison albo Poison of Truth. Byłyby najwybitniejsze z całej serii. Resztę Trucizn, moim skromnym zdaniem, przerastają o głowę.

Oct
03
2015
Lizbet
Lizbet

Jak tak pięknie pachnie teraz, to jaką musiał mieć moc przed refolmulacją? Aż żałuję, bo pewnie bym nie mogła przestać ochać i achać. Ale współczesna wersja też jest niezwykła.

To, co mnie w nich zaskakuje to, że są w nich aldehydy. W większości klasycznych perfum (patrzę z żalem na Ciebie Mitsouko i Chanel no. 5) aldehydy sprawiają, że robi mi się mdło. Ale nie w Dune. Może dlatego, że w porównaniu z nimi wiekowo Dune to podlotek.

Dune to zapach ciepły, gorący, jak saharyjski wiatr, drzewo sandałowe, wanilia, żywica, a na nich kwiaty, tu przede wszystkim wybija się lilia. Otulający, zmysłowy, intrygujący. Według mnie absolutnie uniseksowy, a newet trochę bardziej męski niż kobiecy (dla mnie podkreślam), może ze względu na te "papierosowe" nuty. Tytoniu, czy dymu w nich nie czuć, ale całość faktycznie sprawia wrażenie cygarowego, papierosowego dymu, szklanek z whisky, stukania kostek lodu.

Na pierwszym planie są nuty drzewa sandałowego, cynamonowo-kadzidlane, kwiaty stanowią tło. Lekko mroczny, może stąd to porównanie do czarnego koloru, ale taką mrocznością wynikającą z tajemniczości, czegoś nieznanego, zmysłowego.

Delikatnie nawiązuje do zapachów lat osiemdziemdziesiątych: orientalność i wielość składników, ale nie ma ich przeładowania, przegadania. W jakimś sensie jest to prosta (prostototą kogoś, kto jest wirtuozem) idealna forma.

Aug
07
2015
tofik1984
tofik1984

Otwarcie ostre i nieprzyjemne, pryskając próbkę na nadgarstek pomyślałam, ojej jaki staroświecki śmierdziuch i jaki sztuczny. Po 3-5 minutach przypomniałam sobie o nim i wącham i wącham, nie wierząc że to ten sam zapach.
Dune jest piękne i eleganckie w klasyczny sposób. Ja wyczuwam kwiaty których nie ma w składzie tj konwalię, goździk i jaśmin. Wyczuwam też odrobinę cynamonu i miodu w bazie, którego również niby nie ma. Poza tym bardzo przyjemny yang-yang i róże taką "suszoną".
Charakter perfum dość podobny do Jadore. Dune może być jakąś troszkę inną odskocznią od tego zapachu. Dune jest inne ale na podobnym poziomie i w podobnym kilimacie zapachowym.
Zdecydowanie kupię butelkę:)

Aug
05
2015
darkblueyed
darkblueyed

W te perfumy bylam ubrana idac do mojego drugiego slubu, w 1995 roku. Kochalam mocno, dojrzale, mimo 27 lat za soba. Dzien byl sierpniowy, upalny, z ostrym sloncem, a Dune byl jak kropka nad 'i' ze swoim niepokojem oraz chropawa glebia. Aldehydy odbijaly sie od mojej skory jak babelki wody sodowej. Pizmo wraz z mchem debowym przeciskalo sie przez szampanskie koronki sukni, herbaciane roze tchnely aromatem we wlosy. Po skromnej kolacji ylang ylang stanal na strazy namietnosci, wplatujac sie w nablyszczana przedze francuskich ponczoch z szewkiem(pakowanych po 3 w paczcce- na wypadek lecacych oczek). Benzoes podszczypywal nosy wzruszonych kolezanek... Ach, co to byl za slub- z odrobina soli (we francuskich perfumach) i kromka chleba. Niestety, moja wiernosc uwielbienia dla Dune nie mogla porownac sie z niewiernoscia (juz X) meza. Dune rozpoznaje do dzisiaj z zamknietymi oczami- mandarynka i platki pszonaku, zakonserwowane bursztynem poruszaja najtkliwsza nute w moim sercu. Dziekuje, Dune, za tamte chwile. Wiem, ze byly tylko zapowiedzia tego, co jeszcze przede mna teraz, po 20 latach...

May
31
2015
EJo
EJo

Dune poznałam bardzo dawno temu, jako licealistka, której bardzo było blisko do matury. Spotkałam je najpierw przypadkowo, u koleżanki, która pachniała obłędnie i luksusowo gorzko - słodką lilią i właśnie ta odsłona zapachu zauroczyła mnie na długie miesiące, przywołując sny o własnej flaszce, urzeczywistnione rok później - gdy pierwsze zarobione własnoręcznie poważne pieniądze ulokowałam w tak niewiarygodnym zbytku ;)

Warto było. Choć Dune przybrał na mojej skórze zupełnie inne kolory, na długie lata zakochałam się w tym przedziwnym zapachu. Nie pamiętam dlaczego w końcu się rozstaliśmy, łańcuszek wspomnień i emocji jednak, jaki we mnie wywołują nie ma sobie równych.

"Stary" Dune jest dla mnie doskonałą kwintesencją zapachu morskich wydm, gdzie mieszają się wonie morza, piasku, zatopionych w nim skorupiaków i muszli, pobliskich traw, nagrzanej słońcem skóry, wiatru niosącego w sobie rześkość i przestrzeń, odbicie dalekich krain. Właściwie - gdybym miała pokusić się o znalezienie jednego słowa opisującego Dune byłby to wiatr właśnie - stawiam pomiędzy nimi znak równości. Wiatr od morza, wcale nie najlżejszy, słonawy i suchy, słodko - gorzki, jak gdyby zdołał przebyć tysiące kilometrów z gorącej pustyni nie wilgotniejąc przy tym ani odrobinę lecz nabierając specyficznego morskiego zapachu oraz aromatu drzewa różanego i sandałowca. Nieprzeładowany, przestrzenny, ciepło - zimny, miękki i zadziorny zarazem - stworzony ręką mistrza.

Ogromnie cenię zapachy, które mają do przekazania własną opowieść, ukazujące różne twarze. "Stary" Dune taki jest. "Nowego" nie znam. Wolę żyć wspomnieniami ;)

May
03
2015
regndronning
regndronning

Moje wielkie marzenie od czasów liceum. Dla mnie osobiście pachnie wielkim światem. Bardzo ciepły, otulający zapach. Raczej nie dla młodych dziewcząt - nie przypomina w niczym słodziaków typu Escada. Natomiast dla tych, którzy spróbują i się zachwycą stanie się świetnym znakiem rozpoznawczym. Tak jak dziewczyny już pisały - elegancki, pociągający, seksowny, ale nie duszący. Czuć drzewo sandałowe które pięknie wibruje. Gdzieś w tle pobrzmiewają lilie. Uwielbiam, kocham, natomiast właśnie teraz już w okresie wiosennym mogą wydać się zbyt ciężkie na codzień.

May
03
2015
mamigora
mamigora

Cudowny! trudny w odbiorze, ciezki? W moim odczuciu jest otulajacy, ciepły, zmysłowy. Przybysz z innego wymiaru czasoprzestrzeni, nostalgiczna kalka zdjęć w kolorze sepii, archaiczny, historyczny, baśniowy i jednodcześnie ponadczasowy.
Owszem słodki, jak miód z leśnych barci, który spływa gęsto po szorstkiej korze i przywiera do mchu. Innym razem przywołuje wizję podpalanej słońcem plaży, gdzie topią sie drobinki krzemu i balsamują wyschłe, wydmowe rośliny. Wąchając Dune mam tez skojarzenia z sianem. Widzę wieś, przydomowy ogródek z mnóstwem pomarańczowych kwiatów na szorstkich łodyżkach. Sielska magia.
Dune jest według mnie słodko-przyprawowy, chropowaty, jakby moczyć zioła w miodzie a potem suszyc na wietrze i rozcierać kawałkiem drewna. Ok, to może komuś nie odpowiadać, może odpychać, ale mój nos ma tylko dobre skojarzenia, nie znajduje minusów. Trwałośc fascynująca!

Jan
21
2015
hasi
hasi

Piękny choć trudny zapach. Czasami układa się na mnie pięknie, a czasami aldehydy wychodzą każdym porem skóry i wtedy nie jest już tak magicznie.
Bardzo trwały i intensywny, delikatne nosy może przydusić.

Nov
19
2014
Albalonga
Albalonga

Z góry przepraszam za dublowanie recenzji - tamta dotyczyła porównania wersji starej i nowej ale nie zawarłam w niej żadnych bardziej emocjonalnych skojarzeń, których moc ten zapach wywołuje, a które mogłyby wydawać się interesujące dla zakochanych w tym arcydziele.

The Bleakest Beauty...
Tak powiedział o Dune znany wszystkim miłośnikom perfum Luca Turin. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego aż tyle osób uważa ten ciepły, słoneczny zapach za perfumowy odpowiednik czerni wśród kolorów. Nigdy nie mogłam zrozumieć tego depresyjnego klimatu jaki robi się wokół Dune. Aż nadszedł jeden dzień. Są takie dni, w których ma się wrażenie, że wszystko co się dzieje doprowadza nas do tego by pojawiły się w naszej głowie okreslone myśli, by nogi nas poniosły w nieznaną uliczkę, by poznać kogoś nowego, by nie zdążyć na autobus... Jeden z takich dni nosił podtytuł "Dune". Choć zdawało mi się, że znam ten zapach na wylot, jakoś tego dnia czułam się inaczej. Dune pokazało swoją cudowną, melancholijną naturę - po raz pierwszy choć używam regularnie tych perfum od 3 lat.

Dune jest ciepły jak wełniany sweter taki, którym się przykrywamy siedząc przy kominku z książką i gorącym kakaem. Ale to też ten sam sweter który narzucamy na siebie w pośpiechu gdy niespodziewanie zerwie się wiatr, spadnie deszcz a tusz do rzęs zaczyna spływać nam po policzkach. Jest czasami jak niepokojąca muzyka. Kojarzy mi się z Private Investigations Dire Straitsa czy słynnym Lily was here - melancholijna melodia, niewiele słów bądź ich brak, rozmyty obraz na teledyskach, regularny bit charakterystyczny dla lat 80-tych i papierosowy dym w domyśle. Innym razem zaś może może przypominać roześmianą trąbką Milesa Davisa.

Mimo, że nie jestem zagorzałą fanką czerni i nigdy nie noszę jej globalnie solo od stóp do głów, to ją lubię - do twarzy mi w niej. Dune nie uważam za czerń wśród perfum. Szczerze powiem, że nie wiem jaki kolor bym do niego przypisała ale to wydaje mi się zupełnie zbędne. Ważne, ze jest to zapach o niejednej twarzy, zaskakujący - raz pogodny i rozpromieniony, innym razem wydaje się być "pogodą barową" zamkniętą we flakonie.

Nov
15
2014
adaszek
adaszek

Nie spodziewałem się, że tak to będzie pachnieć (stara wersja). Myślałem, że Dior Dune będzie przeładowany, duszący i jednak retro. Tak nie jest, spokojnie można go założyć dzisiaj i będzie bez wątpienia pachniał z klasą. Z tym że pozytywnie będzie się wyróżniał na tle dzisiejszych wypustów. Z początku pachnie gorzko i nieokrzesanie, kompozycja szuka miejsca na stabilizację, ustawia sobie pozycję do dalszego rozwoju. Następnie wyczuwalna jest zieleń, lekko surowa oraz ostra w swojej formie, z czasem robi się delikatnie słodka. Ta faza ciąży na nosie, jest ciężka do noszenia. Ta zieleń z tą swoją formą wyzywa nas do walki. Jak w szermierce, atakuje nas, musimy się wycofać ale nie chcemy dać za wygraną. Kłuje nas po ciele i zdobywa kolejne punkty, wychodzi na prowadzenie. Zwycięża jednak osoba posiadająca 15 trafień, dlatego zaciskamy pięść i próbujemy odpowiedzieć trafieniem punktującym. Najpierw jednym, potem drugim, aż w końcu doprowadzamy do remisu. I w tym momencie gra zaczyna się od początku, teraz każdy może wygrać. Po chwili kompozycja przeistacza się w znakomitą lilię. Jest ona tak realna, że nie potrafię uciec od tego, że to ona. Jest biała i namoknięta wodą, będąc sflaczałą. Towarzyszy jej mech dębowy, który dodaje do niej ziołowości. Z pod wewnątrz przebija się coś delikatnie cytrusowego. Jakby tego było mało, lilia zaczyna uciekać i znika, po czym za jakiś czas znowu powraca. Jest migocząca i świetlista, jak światło księżyca na tafli wody nocą. Wyczuwam też różę ale jest jej bardzo mało, zagubiona u spodu nie ma jak przebić się przez ten labirynt, cały czas szuka wyjścia. Ale jej się to nie uda, lilia która jest Minotaurem czuwa i króluje na tym terytorium. Idąc dalej kompozycja przeistacza się w słodycz, domniemam od drzewa sandałowego. Ale nie jest ona taka, że wywija zęby. Wciąż obecne kwiaty trzymają ją w ryzach. Mech dębowy pociągnięty jest do końca, dlatego można mieć wrażenie sypkości. Jest też paczula i robi się ogólnie szorstko i sucho na tle słodkich kwiatów. Potem następuje wyraźna ambra. Bardzo mi się ten moment podoba, taki karmelowy. Gdzieś tam w głowie świta mi Tom Ford Oud Wood, nie są to podobne zapachy, ale oba mają w sobie taką karmelową nutę, którą się po prostu bajecznie nosi. Właśnie uzmysłowiłem sobie jedną rzecz. Można lubić dany zapach bądź nie, wszystko zależy od naszych indywidualnych cech i wyobrażeń, od naszego życia, naszych wspomnień - tych dobrych i złych. Jednak te dawne zapachy mają coś takiego w sobie, że człowiek chce je poznać, chce je mieć u siebie. Ten dawny warsztat w mainstreamie jest niszowy, na spokojnie i z głową. A teraz zmieniają to wszystko i wydają wody, które kosztują tyle samo albo i więcej, ale nie są tworzone dla potrzeby sztuki i serca. Przykre.

May
14
2014
Lucjan
Lucjan

Czasem człowiek rozumie zbyt wiele , zbyt późno - czym jest miłość i życie bez Niej - bez tej drugiej połówki , bez Tej , która dopełnia Cię w tym , w czym Ty sam nie potrafisz być... Wystarczy jeden dotyk , by zasnąć spokojnie , wystarczy jeden dotyk by wiedzieć , że jest , że wciąż jest i że zawsze będzie a następnie...
Wyobraź sobie Przyjacielu istotę płci pięknej.
Ma gołębie serce, duszę zdolną do największych poświęceń.
Gdy na Ciebie patrzy, z jej dużych oczu płynie sama dobroć, którą możesz czerpać naczyniem ufności - największym na jakie Cię stać.
Gdy płacze swymi kryształowo czystymi łzami spływającymi powoli po zarumienionych policzkach - spróbuj ich.
To smak miłosierdzia.
Wszystko co czyni to szczera miłość, którą zaniesie do Twego domu, w Twe życie, do Twego serca gdy przyjdzie Twoja godzina.
Wtedy stanie się jasne, że warto było czekać i marzyć.
Nie zapomnij wtedy podarować jej Dune - kilka chwil i stanie się najprawdziwszy cud.
Odkryłeś Anioła, który ukryty przed światem zstąpił na ziemię. Dla Ciebie i tylko dla Ciebie...
Prezent ślubny dla mojej przyszłej żony.

Apr
26
2014
Alarte
Alarte

Ależ to jest piękny zapach! Moja żona dostała od swojej mamy buteleczkę 30 ml edt Dune kupionego jeszcze w 1996 roku, ale nadal zapakowanego w kartonik i folię. Przećwiczyliśmy ten zapach także na mojej mamie i dostaliśmy to, co ja bardzo cenię w perfumach - zapach wychodzi tak samo pięknie na każdej kobiecie niezależnie od jej wieku (żona ma 28 lat, a moja mama 50 z małym plusem).
Na obu moich paniach dawny Dune wychodzi dosyć mocno drzewnie, trochę kadzidlanie (chyba przez ambrę i sandał), trochę gorzko (chyba przez mech), ale raczej mało kwiatowo, co zresztą nikomu z nas nie wadzi. O dziwo, żonie nie przeszkadza tu obecność aldehydów, które są jakoś tak wmieszane w całość, że nie są dla niej lekko mdlące, tak jak w innych zapachach.
Pognaliśmy też szybko do perfumerii, żeby sprawdzić nową wersję Dune, ale oceny moich pań i moje są podobnie rozbieżne, jak w recenzjach poniżej. Mnie obecne Dune nawet się podoba, ale żona i moja mama zgodnie mówią, że używałaby nowej wersji Dune tylko wtedy, gdyby nie znały wersji pierwotnej. Widzę z tego, że za chwilę będzie pewien kłopot, bo teściowa dała swojej córce/mojej żonie już ostatnią buteleczkę Dune z zapasów zrobionych w latach 90-tych, a że jest to tylko 30 ml, więc wyjdzie szybko, bo zapach ogromnie się nam podoba!
Projekcja dawnego Dune jest średnia, ale trwałość duża - dociąga do 12 godzin.

Apr
26
2014
Albalonga
Albalonga

Dune to moja sygnatura. To Dune wybrało mnie a nie ja Dune. To nie będzie recenzja w formie peanu na cześć tego zapachu, bo że go kocham bezgranicznie jest oczywiste.

Mam możliwość zrobić to samo co Izabela, czyli dokonać porównania między starą (wersja z 1991 r.) a nową wersją (wersja z 2011 r.). Oto rezultaty:

Jestem daleka od stwierdzenia, że nowe Dune to blady cień kompozycji sprzed 20 lat. pierwsze co rzuca się do nosa to brak anyżkowej nuty, która w starej wersji jest bardzo wyczuwalna. Przypuszczam, że może to być wypadkowa miksu lilii, jaśminu i jakiegoś niezidentyfikowanego składnika. W nowej wersji tego nie ma a ambra jest na bank z laboratorium (kto teraz dodaje naturalną...). Z tego co zdołałam wyczytać na innych stronach Dune było jednym z niewielu zapachów w ówczesnych czasach, które zawierały morze naturalnej ambry. Jej brak widać, słychać i czuć. Mimo to, na mojej skórze przynajmniej, nowa wersja jest mocniejsza oraz trwalsza. Straciła na ambrowym ciepełku i dziwnym anyżowym posmaku ale za to stała się suchsza i wytrawniejsza. Biorąc to pod uwagę nowa wersja jest jeszcze mniej familiarna niż stara. Wrzosowa suchość i te lilie w obłoku aldehydów tworzą bardzo dziwną mieszankę, która niejednej osobie może wyrządzić krzywdę. Ja do tych osób nie należę. Wracając do starej wersji, jest ona bezgranicznie głęboka, wąchając ją mam skojarzenie z ciepłym skondensowanym mlekiem, którym smaruje się wafla - czyli niezwykle przyjemna, cielesna, mleczna, dająca wrażenie błogości (chodzi o wrażenie, nie o słodycz).

To były różnice. Teraz podobieństwa. Mimo wyżej wymienionych punktów sprzecznych to dalej jest ten sam zapach. Obie wersje najbardziej rozbiegają się w fazie początkowej. Stara wersja jest ciepła, anyżowo-toffi a nowa to suche drewno i lilie. Im dłużej Dune trwa na mojej skórze, tym bardziej ich drogi zaczynają się zbiegać. Po odczekaniu półtorej godziny różnica jest znikoma. Wówczas nowa wersja trzyma cały czas za kinola a stara jest delikatniejsza i miększa,dalej czuć w tle anyżek. Jednak ta różnica jest wyczuwalna przy dokładnym wwąchiwaniu się w nadgarstek, w nowej wersji anyżek ten można wyczuć troszeczkę w bazie . Ogólnie z odległości różnicy nie ma.

Powiem jeszcze jedną ciekawostkę. Poprosiłam moją mamę żeby spróbowała zgadnąć, na którym nadgarstku mam stara wersję Dune. Wskazała na ten nadgarstek gdzie miałam wersję nową ze względu na to, że zapach był mocniejszy. A Dune mama kiedyś nosiła więc zapach nie był dla niej zupełnie nieznany.

Podsumowując: uważam, że obie wersję są grzechu warte. Stara wersja ma na pewno większe bogactwo składników najwyższej jakości i jest bardziej ludziowa. Nowa wersja jest dziwniejsza ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa (chyba jedyna reformulacja, która sprawiła, że zapach jest mniej przystępny niż w poprzednim wcieleniu). Mimo wszystko to są niuanse i w ogólnym wrażeniu zapachy różnią się niewiele, charakter pozostał ten sam. Jeśli chodzi o trwałość to powiem szczerze i bez bicia, że nowa wersja pod tym względem spisuje się znacznie lepiej niż stara, wytrzymuje magiczną liczbę 12 godzin. Stara wersja daje radę, ale nieco krócej.

Wnioski: Warto jest posiadać obie wersje, co daje możliwość poznania jednego zapachu w dwóch odsłonach. Jeśli komuś na tym nie zależy to z czystym sumieniem mogę polecić nową wersję dla tych, którzy nie mają frajdy z polowania na antyki. Negatywne opinie na temat wersji obecnej są według mnie przesadzone, albo to moja skóra czyni cuda.

Mar
28
2014
Izabela
Izabela

Dune znaczy wydma. I ten zapach dokładnie taki jest.
Jak chcę przywołać wspomnienia lata sięgam po Dune Diora.
Ten zapach kojarzy mi się z zapachem nagrzanej wydmy nad Bałtykiem. Zamykam oczy i widzę piasek, rośliny kołysane wiatrem i słyszę szum morza. Magia.
Trwałość doskonała.
Jednakże recenzję piszę na temat wersji pierwotnej, przed reformulacją, z pamięci.
Wersja Dune, która jest obecnie dostępna w perfumeriach jest o wiele bardziej płaska, już nie brzmi tak bosko, chociaż zapach jest podobny.

Mar
04
2014
anja
anja

Moje pierwsze "prawdziwe" perfumy. Wsrod tylu innych wybralam wlasnie te(pewnie dlatego ,ze mocno pragnelam Diora ,jak na tamte czasy-luksus)Mam do nich slabosc.Mysle, ze nad Dune nie trzeba sie rozpisywac,wszystko juz zostalo powiedziane.Kto nie zna ,powinien to zrobic jak najszybciej.Rozpaczam nad moim pierwszym flakonem sprzed wielu lat,dzisiejszy Dune jest wedlug Mnie wykastrowany. Ten ktory pamietam byl ostry ,dziki,ten dzisiejszy namolnie cukrzy sie na mojej skorze.Ale mimo to goraco polecam blizsze poznanie.

Oct
16
2013
perfumeholic88
perfumeholic88

Trudny to zapach i w tym akurat zgodze się z Teresą88. Dla mnie chyba za trudny, bo niestety nie jestem w stanie go ´´udźwignąć´´, a to co wyprawia on na mojej skórze skutecznie mnie do niego zniechęca.
Rzeczywiście i mnie on przypomina gorący, nagrzany piasek, ale nie nad Bałtykiem, a na Saharze. Idę boso, jest niewyobrażalnie ciepło, duszno, pragnienie jets tak silne, że nie potrafię myśleć o niczym innym i po wielu godzinach wędrówki zauważam wielki namiot. Mając nadzieję, że znajdę tam choć kropelkę wody, wchodzę do środka, a tam na poduszkach siedzą jacyś mężczyźni i ordynarnie palą papierosy. Dym jest drażniący, powoduje u mnie odruch kaszlu, wdziera się do gardła i dusi.
Pochyla się nade mną jakiś młody mężczyzna, przynosi wody, wyciera twarz, pachnie on bardzo męsko, drzewnie, ale jakby znajomo...
Taki obraz widzę nosząc Dune. Otwarcie to atak aldehydów i tej charakterystycznej nuty drzewa różanego. Nie pasuje mi to za żadne skarby, ale potem jest jeszcze gorzej. Za sprawą któregoś składnika wychodzi ohydna nuta jakbym cały dzień spędziła w zadymionym pokoju, a potem założyła na siebie sweter palacza. Skóra pachnie mi poprostu dymem papierosowym, a jestem zdeklarowaną przeciwniczką papierosów! Nie jestem w stanie tego wytrzymać. Lepiej jest kiedy pojawi się paczula i nuty drzewne, ale zapach nabiera wtedy typowo męskiego charakteru. Nie jestem fanką Dune niestety.

Aug
24
2013
mala9mi
mala9mi

Od razu przyznam, że testuję i mówię o tej nowej wersji dostepnej auktualnie w perfumeriach. Wiem, że Dune podległ reformulacji co zapewne skutkuje utratą mocy i ogólnym "osłabieniem". Nic to bo mnie się i tak spodobał.

Dune nowy nie jest. Jako nastolatka często wertowałam magazyny mojej matki i równie często rzucała mi się w oczy reklama Dune. Ale jak można się było spodziewać nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia.

Po Dune sięgnęłam dopiero teraz, po niemal 20 latach od tamtych czasów. Znudziło mi się testowanie nowości więc stwierdziłam, ze może sięgnąć po coś starszego? Dodatkowo moja ciekawość podscycały porównania do Kingdom McQueena,które bardzo lubię.

I cóż mogę rzecz, Dune mnie urzekło. Zapach jest bogaty, otulający, puchaty. W przeciwieństwie do wielu nowości bardzo złozony, nic sie tutaj nie wysuwa na pierwszy plan. Nuty ze sobą wpółgrają, tworząc intrygującą całość. Na pewno jest mocno kwiatowy z lekkim dodatkiem słodyczy. Suchy i słodkawy. Faktycznie ma w sobie coś z Kingdom, zapachy są podobne ale Dune jest jakby słodze. No i czuć, że swoje lata ma. Ale pomimo tego dobrze się czułam nosząc (i może jak niektórzy powiedzą profanując) Dune do jeansów i trampek. Chociaż oczywiście będzie też doskonały do wieczorowych sukienek i na wszelkie bardziej eleganckie okazje.

Szukałam świeżaka a zdaje się, że zamiast niego w mojej szafce z perfumami zagości Dune...

Trwałość niezła ok 5-6 godzin, ogon średni.
Flakon prosty ale dość ładny.

Jun
02
2013
Mad-Lainey
Mad-Lainey

Dune jest zapachem trudnym w odbiorze - powoduje u mnie burze powonienia, posiada niezwykla moc, poniewaz czuc w nim i aromat kwiatow, i goryczke ziol i przypraw i doslownie odrobine slodyczy i szczypte soli...
Wiem dokladnie co autorki ponizej maja na mysli; Dune to symfonia wszystkich mozliwych zapachow przelana do magicznej kadzi, wstrzasnieta i przyprawiona magia; nigdy nie mialam zapachu ktory ewoluowalby na tak wiele sposobow.
Dune ma dobra trwalosc i moc i jest zdecydowanym 'sprawca' komplementow.
Zdecydowanie na jesien i zime; klasyk dla kobiety eleganckiej.
Dune jest jak mala czarna i szpilki - nigdy nie wychodzi z mody.
I choc od premiery minelo juz sporo czasu - nadal jest w cenie, co jest chyba najlepszym dowodem na ponadczasowosc tego zapachu.
Radze nie zrazac sie pierwsza proba zapachu, ktora moze wydawac sie nieudana.
Zwlaszcza jesli tak jak ja, jestes zwolenniczka zapachow jadalnych i owocowych - Dune nie nalezy do tej bajki, ale rozkochal mnie w sobie bez reszty.
Polecam.

Sep
04
2012

Dodaj własną recenzję

Zostań członkiem naszej społeczności miłośników perfum, a będziesz mógł dodawać własne recenzje.

Ta strona zawiera informacje, recenzje, nuty perfumowe, zdjęcia, reklamy, plakaty i filmy dotyczące perfum Christian Dior Dune, ale nie gwarantujemy poprawności wszystkich danych. Jeśli posiadasz więcej informacji o zapachu Christian Dior Dune, możesz o nich nadmienić w recenzji perfum. Fragrantica posiada unikalny system klasyfikowania perfum Dune marki Christian Dior. Możesz kliknąć na właściwą cechę pod głównym obrazkiem, określającą dany zapach. Dodatkowo znajdziesz odnośniki do stron zewnętrznych / sklepów online, ale Fragrantica nie posiada wpływu na ich zawartość. Nie ponosimy odpowiedzialności za to, co znajdziesz pod tymi linkami, ani za konsekwencje ich odwiedzin. Recenzje użytkowników zapachu Dune marki Christian Dior reprezentują punkt widzenia poszczególnych osób, a nie opinie redakcji portalu Fragrantica.

Kto lubi te perfumy, lubi także
Guerlain Samsara Eau de Parfum Guerlain Shalimar Estée Lauder Sensuous Noir Cartier Le Baiser Du Dragon Christian Dior Poison Guerlain Shalimar Parfum Initial Chanel Coco Eau de Parfum Lolita Lempicka L de Lolita Lempicka Christian Dior Midnight Poison Hermes Eau des Merveilles Bottega Veneta Bottega Veneta Christian Dior Dolce Vita Thierry Mugler Alien Estée Lauder Sensuous Kenzo Kenzo Jungle L'Elephant Laura Biagiotti Roma Givenchy Organza Cacharel LouLou Christian Dior Dior Addict Kenzo Kenzo Amour

Popularne marki i zapachy: