Najnowsze Recenzje Perfum!

Tutaj możesz zapoznać się z najnowszymi recenzjami perfum. Użyj opcji wyboru daty, aby zobaczyć recenzje opublikowane w przeszłości.!
Search by Date:  
Tuscany Per Donna Aramis przez chjena 2017-01-22

Z natury jestem dość sentymentalna, lubię grzebać w swojej przyszłości, zatrzymywać chwile, zamykać je w pamięci, odnajdować wspomnienia z premedytacją lub w najbardziej nieplanowanych momentach. Nie wiem co takiego jest w Tuscany Per Donna, ale podbija ten mój sentymentalizm do kwadratu - przy czym warto podkreślić, że zapach poznałam stosunkowo niedawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu, nosiłam go jedynie testowo parę razy, a malutkiego sampla wkrótce osuszę do zera.

Niemniej jednak wąchając Tuscany Per Donna przypominam sobie te letnie noce z pierwszych lat studiów, gdy siedziałam u kolegi na balkonie i patrzyliśmy w gwiazdy, z butelką alkoholu i papierosami w zasięgu ręki, z jakąś rzewną płytą Pink Floydów w głośnikach. Ten wieczorny powrót z weekendu majowego, znad Bałtyku do Warszawy z moim ówczesnym chłopakiem, gdy po raz pierwszy dałam się namówić do przesłuchania całej płyty Dark Side of the Moon (i momentalnie się zakochałam). Te pełne złości i rozczarowania chwile, kiedy wierzyłam że się zjawi, a to były tylko puste słowa.

Dużo takiego smutnego ciepła jest w tych perfumach. Trochę tęsknoty, że pewne chwile - dobre czy złe - już minęły, ale też sporo radości, bo dane je było przeżyć. Sandałowiec z goździkiem w retro odsłonie, miękka brzoskwinia, ciepła ambra, charakterna śliwka. Nawet traumatyczny hiacynt czy nielubiana konwalia współgrają tu z innymi nutami, w końcu fraza "kwiaty we włosach potargał wiatr" to kwintesencja sentymentalizmu.

Dostojna, klasyczna kompozycja, choć pod żadnym pozorem nie trąci myszką. Osoby niewrażliwe lub niechętne do wracania do przeszłości niech na Tuscany Per Donna uważają, zaś cała reszta... niech też uważa, by zanadto nie zatracić się we wspomnieniach.

Black Sugar Aquolina przez Blanca 2017-01-22

Dostałam kiedyś w gratisie próbkę Vanille Aoud M. Micallef. Bardzo podobał mi się ten zapach- przypalona wanilia na kształt karmelu a w tle oud. Mniam. Jednakże ich trwałość była jak dla mnie skandaliczna w porównaniu do ceny, więc odpuściłam. Ostatnio doradziłam koleżance zakup tych perfum w oparciu o jej preferencje oraz opinie użytkowniczek tego zacnego forum. Był to strzał w dziesiątkę. Z perfumowego łakomstwa przetestowałam próbkę i okazało się, że zapach ten jest bardzo podobny do wyżej wymienionego V.A. Powiem więcej- ten zapach jest jeszcze ciekawszy, bo skóra w Black Sugar dodaje takiej goryczki czyniąc perfumy pełniejszymi w odbiorze. Trwałość wielogodzinna (co najmniej 10h). Wielkie WOW :)

Allure Homme Sport Cologne Sport Chanel przez MatWawa 2017-01-22

Nietuzinkowy mix zapachów.
Początkowo byłem bardzo zniechęcony. Otwarcie mocno cytrynowe, wręcz gryzące i pospolite, niczym odświeżacz do powietrza.
A później - niesamowita ewolucja! Łagodny, świeży, przyciągający i DROGI! Tak, dokładnie w taki sposób można opisać ten zapach. Jako coś drogiego, o wysokiej jakości.
Świetnie się w nim czuję. Znajomi opisują go jako ,,błogi zapach''. Coś w tym jest, bo można się chwilowo rozpłynąć czując Allure Homme Sport Cologne.

Jasmin Rouge Tom Ford przez Aleksxs 2017-01-22

Jasmin Rouge to niewątpliwie bardzo kobiece, zmysłowe perfumy. Także i do nich robiłam podchody. Tak, te moje podejścia robię to każdego zapachu Private Blend Toma Forda i niestety duża część z nich mi się podoba (niestety bo ceny wysokie). Jednak te perfumy nie przypadły mi do gustu. Jak sama nazwa mówi: od początku pachną one mocno jaśminem jak i też bergamotką oraz zmysłowym ylang-ylang. Jednakże w tle można też wyczuć: skórkę mandarynki, która jest lekko gorzka jak i słodką, delikatną wanilię czy już intensywniejszy cynamon. Takie połączenie nut słodkich jak i gorzkich i korzennych gwarantuje nam, że zapach nie będzie za słodki. Gdy Jasmin Rouge w pełni się rozwinie, po raz kolejny staje się zdecydowanie jaśminowy ale tym razem z delikatnymi nutami: nut drzewnych jak i szałwii imbiru, kardamonu i ciepłej, otulającej ambry czy bursztynu. Perfumy te niby zawierają także akordy skórzane jednakże ja ich nie wyczuwam. Zdecydowanie perfumy te są mocno jaśminowe ale i zarazem kwiatowo-cytrusowe z delikatnymi akordami korzennymi i drzewnymi. Zaznaczę jeszcze, że dzięki nutom cytrusowym jak i szałwii, Jasmin Rouge gdy już w pełni się rozwinie jest wciąż zmysłowym ciepłym zapachem ale gdzieś tam przebijają się te rześkie akordy cytrusowo-szałwiowe. Z pewnością jest to ciekawy zapach, bardzo jaśminowy ale delikatnie mówiąc to nie mój styl. Na koniec dodam, że flakon jest wspaniały, nie chce się od niego odrywać oczu i moim zdaniem idealnie współgra z zapachem. Co do trwałości, jak na Toma Forda jest niska bowiem wytrzymuje tak 3-4h a jego projekcja początkowa jest na długość ramion a tak po 1,5-2h zdecydowanie bliska skórze.

Tobacco Vanille Tom Ford przez Aleksxs 2017-01-22

Gdy ostatnio byłam w perfumerii i zaczęłam mówić, że kocham zapach Toma Forda Tobacco… i jeszcze nie dokończyłam nazwy, kobieta mi przerwała i dodała tak Tobacco Vanille jest cudne. Ja się z tym nie zgadzam, zdecydowanie uwiódł mnie Tobacco Oud a nie Tobacco Vanille. Gdyby ktoś mnie poprosił by jak najkrócej opisać T V. Odpowiem: Słodkie Miodowo-Waniliowe :) I powinny mieć nazwę Miód i Wanilia. Ale po kolei. Gdy spryskałam się tym zapachem, zdecydowanie przez chwilę czuć delikatną woń waniliowego tytoniu czyli zapach waniliowej cygaretki. Jest on inny niż ten w Tobacco oud gdzie ma on zapach prawdziwego, intensywnego tytoniu jaki to możemy odnaleźć w męskich najlepszych cygarach. (Takie mam skojarzenie). W Tytoń w Tobacco Vanille jest delikatniejszy, cieplejszy, lżejszy. Niestety tytoń ten, ku mej rozpaczy ekspresowo znika a w jego miejsce wchodzi słodki miód i wanilia. Te dwa składniki czuć do samego końca. Od tej chwili zapach już się nie zmieni a ewentualnie zacznie tracić na swej mocy. Gdy do władzy dojdzie ten intensywny miód i wanilia pojawiają się też dodatkowe słodkie nuty ukryte w miodowo-waniliowej otoczce. Te słabsze nuty tworzą, taką słodką głębie zapachu. Dlatego w tym miodowo-waniliowym uniesieniu, możemy też odnaleźć: akordy suszonych owoców albo i nawet bym pokusiła się powiedzieć, że czuję tam owoce kandyzowane . Oprócz tego czuć słodkie kakao, takie ciepłe delikatnie mleczne. Tobacco Vanille niby ma w sobie też przyprawy jak i nuty drzewne, które to teoretycznie powinny łagodzić, przełamać słodycz zapachu jednakże są one nie wyczuwalne. Aż powątpiewam by tam były. Zatem perfumy te tak naprawdę bardzo mało mają w sobie tytoniu a zdecydowanie bardziej są one miodowo-waniliowe. Wspomnę jeszcze, że gdy perfumy te w pełni się rozwiną i zaczną słabnąć, zdecydowanie stają się takim słodkim miodowo-waniliowym balsamem.
Tobacco Vanille należy pochwalić, iż jest bardzo trwały, utrzymuje się tak 10h a ich projekcja początkowa jest duża- taki ogonek zapachu ciągnie się za nami. Z kolei tak po 5h projekcja staje się bliska skórze. Flakon, co tu mówić, piękny.
Ps. miałam je na sobie 3 razy, chyba coś tyle.

Josephine Rance 1795 przez Harlem Nocturne 2017-01-22

Ostatnio coś mi się stało w głowę i zaczęłam lubić kwiaty, z powodu których ładnych kilka lat temu złowrogo prychnęłam na blotter pachnący Josephine, dyskwalifikując ją z premedytacją za zawiedzione nadzieje i srogie rozczarowanie. Mowa o hiacyntach, które jeszcze do niedawna kojarzyły mi się ze zwiędłymi badylami smutnie spoczywającymi w nienachlanej urody wazonie wypełnionym brunatną od upływu czasu wodą. Widok i zapach niekoniecznie urzekający, stąd też od hiacyntów trzymałam się z daleka.

Coś się jednak zmieniło, ślepy traf chciał, że poznałam kilka perfum z hiacyntem w roli głównej, które przypadły mi do gustu, postanowiłam zatem zgłębić hiacyntowy temat. W ten sposób na mojej drodze ponownie pojawiła się Josephine. Pierwszy psik na nadgarstek i zgroza – potwór z bagien powrócił. Oczami wyobraźni widzę bukiet starych, zasuszonych i zakurzonych kwiatów leżących na toaletce, o których wszyscy już dawno zapomnieli. W tle buchają groźne, bagienne opary, nikt nie ma na tyle odwagi żeby zrobić z tym porządek. Straszne rozczarowanie. Nie wiem nawet co to za kwiaty, nie chcę wiedzieć, niech rozkładają się gdzie indziej, nie na moim nadgarstku.

Zanim na dobre zaczęłam załamywać ręce na tragicznym losem nieszczęsnego perfumoholika, Josephine zaczęła się zmieniać. Ktoś przypomniał sobie o zakurzonych kwiatach i toksycznym niczym tetrodotoksyna wazonie, wziął się w garść, sprzątnął, poukładał, wymienił co trzeba i stał się cud. Od tego momentu na toaletce, obok bukietu krwistoczerwonych róż, pudrowych fiołków i irysów oraz świeżych, subtelnie pachnących hiacyntów mamy najlepszej jakości kosmetyki, sok z czarnych porzeczek, odrobinę waniliowej słodyczy i szlachetne, aromatyczne drewno. Jospehine w zaskakujący sposób przekształca się z zaniedbanego, straszącego bagiennymi oparami koszmaru w klasyczny, naturalnie uroczy, kwiatowo-pudrowy szyk, ponadczasową elegancję. W stylu retro, oczywiście.

Odlewkę najprawdopodobniej zużyję, choćby dla samego faktu ciekawej ewolucji, jaką Josephine przechodzi, flakonu jednak z tego nie będzie. Tak czy inaczej polecam poznać, bo nie sposób się z Josephine nudzić. Trwałość i moc jak to zazwyczaj u Rance, przeciętne.

Black Sugar Aquolina przez Gagatek9 2017-01-22

I ja zapragnęłam mieć chociaż jedną Aquolinę, a że nie lubię słodyczy "oczywistej", ciasteczkowej to postanowiłam pójść w oud. To w zasadzie moje pierwsze spotkanie z tym składnikiem w perfumach, więc trochę się obawiałam. Zupełnie niepotrzebnie.

Początek jest trudny, mocny, daje po nosie i może porządnie zniechęcić do dalszych testów. Mieszanka nut daje wrażenie palonego plastiku. Polecam przebrnięcie przez tę fazę, bo po 20-30 minutach wszystko się zmienia, Black Sugar przemienia się w słodkie, waniliowo-agarowe kadzidło (za bardzo trafne uważam porównanie Czarnego Cukru do pianki marshmallow uwędzonej nad ogniskiem) i trwa tak dobre 10 godzin, powoli się wyciszając. W tym czasie ma bardzo fajną projekcję, przez pierwsze 3-4 godziny nawet na kilka metrów, a raz zdarzyło mi się usłyszeć "czuję mocno Twoje perfumy" nawet po 10 godzinach od aplikacji. Jest to w moim przypadku jeden z najbardziej komplementowanych zapachów, nawet mój małżonek - miłośnik świeżych i owocowych zapachów wiele razy je pochwalił (ale też po kilku godzinach, początku nie znosi).

Z przyjemnością nosiłam ten zapach w trzaskający mróz jaki panował na początku stycznia, w tych warunkach sprawdziły się znakomicie otulając mnie i dając wrażenie odizolowania od temperatury zewnętrznej.

Samsara Eau de Parfum Guerlain przez Blanca 2017-01-22

Dwa lata temu udało mi się dorwać próbkę starej Samsary, nie znałam wcześniej tego zapachu. Pamiętam, że 'zapodałam' sobie chmurę z atomizerka i przypadkiem włączyłam sobie film dokumentalny o tym samym tytule. To było objawienie! Nagle świat się zatrzymał i wszystko było na swoim miejscu, wszystko było idealne, czułam się tak błogo. Było jak na tripie po grzybach ;) Po tym incydencie namiętnie spryskiwałam się płynem z próbki, aż ujrzałam dno- wiadomo, narkotyki bywają uzależniające. Nie będę dochodzić jakie konkretnie nuty czułam, bo wybitnym znawcą nie jestem. Wspomnę jedynie, że w otwarciu wyczuwałam coś jak OFF na komary i ssstrasznie mi się to podobało. Potem kupiłam flakon poreformulacyjny i mimo, że nadal uważam że są genialne to nuta OFF'a wychodzi na mnie tylko czasami (bardzo nad tym ubolewam).

Black Orchid Tom Ford przez Blanca 2017-01-22

Niefortunnie ułożyła mi się historia z Black Orchid, gdyż w internecie zakupiłam próbkę z niesprawdzonego źródła. Wtedy o tym nie wiedziałam i skreśliłam ten zapach- za dużo było tam nut owocowych, za którymi nie przepadam, zapach wydawał się płaski i banalny. Jednak od jakiegoś czasu B.O. znów zaczął za mną chodzić i dałam mu drugą szansę. Jakie było moje zaskoczenie gdy przetestowałam go ponownie. Pyliste kakao, paczula, dosłownie odrobina owoców, białe kwiaty i nuty kadzidła. Zapach z teoretycznie nie grającymi ze sobą składnikami, które wirują i na przemian wychodzą na wierzch. Tym razem coś zatrybiło we łbie i skończyło się na flaszce. Czekoladowy szypr, chyba tak bym to ujęła.

Honey Aoud Montale przez Blanca 2017-01-22

Na pierwszym miejscu jeśli chodzi o wyczuwane składniki wymieniłabym cynamon oraz ambrę, potem oud z paczulą i wanilię+słodkie nuty(rzekomy miód w składzie). Z początku cynamon kręci w nosie, ale po paru godzinach perfumy zaczynają się wysładzać. Trwałość powalająca, na szaliku siedzą już trzeci dzień i wygląda na to, że zadomowiły się tam na dobre :) Ogólnie zapach w moim odczuciu jest ambrowo-ciepły z nutą oud, która przełamuje słodycz. Miodu jako takiego nie zanotowałam. Przez chwilę miałam nawet skojarzenia z Organzą Indecence, pewnie przez ambrę i cynamon. Zapach warty poznania, szczególnie jeśli ktoś lubuje się w słodkich perfumach, ale landrynki woli omijać szerokim łukiem.

Armani Mania Giorgio Armani przez perfumeholic88 2017-01-22

Przyznam się , że nawet nie wiedziałam, że istnieje męski odpowiednik Manii, którą lubię, choć nigdy nie miałam i żałuję, bo to bardzo kobiecy i ładnie skonstruowane pachnidło. Wersja męska jest jednak zgoła inna i w zasadzie cieszę się, że poznałam ją niedawno, bo nie przypadła mi ona do gustu na tyle, żeby mdleć z zachwytu niemniej chyba kupiłabym ją dla swojego partnera. Patrząc na skład spodziewałam się szafranu z mandarynką, ciut piżma i cedru. Lekkiego orientu, trochę odświeżającego trochę otulającego. Tymczasem pierwsze sekundy zszokowały mnie dokumentnie, bo to klej Kropelka we własnej osobie! Tego zapachu nie można z niczym innym pomylić zresztą sprawdziłam to dokładnie i tak jest. Z czego to wynika pojęcia nie mam, ale ten efekt jest zarówno na damskiej jak i na męskiej skórze. Straszny zapach kleju uniwersalnego znika tak szybko jak się pojawia i zmienia się o 180 stopni. Mania staje się czysta, wypielęgnowana. Widzę tu dobrze zbudowanego mężczyznę, lekko opalonego. Wychodzi spod prysznica, a kropelki wody spływają po jego nagim torsie. W pasie owija się białym, bawełnianym ręcznikiem, który lekko zsuwa się z bioder. Mężczyzna po treningu umył się piżmowym, mydlanym żelem pod prysznic i wciera w twarz krem po goleniu Nivea po czym pozwala ręcznikowi miękko opaść na marmurową podłogę i wchodzi nago do sypialni by założyć czyste, białe bokserki z logo Armani.
Tak to jest zapach umytego, czystego męskiego ciała posmarowanego kremem i białej, czystej bielizny. Nie spotkałam się z czymś takim w perfumach. Jest to na swój sposób intrygujące i zmysłowe. Gdyby tylko pachniało dłużej niż godzinę i miało ogon. Niemniej to oryginalna kompozycja, którą warto poznać. Fajerwerków tu nie ma, ale jest ciekawie.

Laudano Nero Tiziana Terenzi przez Winfryda 2017-01-22

Otwarcie Laudano Nero to kadzidło, zapach palonego drewna, koniak. I te nuty przeplatają się ze sobą ładnie, harmonijnie, pulsująco.
Potem do głosu dochodzi żywica bursztynowa, kamfora i agar. Żywice są na pierwszym planie, agar gra drugie skrzypce. Zapach jest żywiczny, aromatyczny i wciąż dymny.
Dym, drewno i spalenizna dominują, ale kompozycja nie ma gorzkiego charakteru - raczej suchy, popielny. W tle można jeszcze wyczuć odrobinę wanilii i tytoniu, które w wyważony sposób lekko osładzają kompozycję.
Jest dymny, ciężki, spowijający, żywiczny, aromatyczny. Dla mnie piękny.
Trwałość i projekcja rzucają na kolana (pachnie intensywnie ponad 12 godzin). Polecam, ale tylko na zimę :D
Unisex, może przypaść do gustu zarówno kobietom, jak i mężczyznom.

Poivre Caron przez cumartesi 2017-01-21

Zauwazylam na stronie pewna prawidlowosc - negatywne opinie sa tak czesto minusowane, az znikna. Natomiast ostaja sie komentarze opiewajace w zachwyt nad perfumami. Moj komentarz wiec dlugo nie zostanie.
jesli chodzi o perfumy Poivre, to zachwycajaca jest tu jedynie cena - perfumy doczlapaly sie pierwszej dziesiatki najdrozszych perfum na swiecie. Jako namietny kupiec perfum niszowych, zaopatrzylam sie. Jestem rozczarowana. Roza i jasmin sa tu nieomal niewyczuwalne - jesli dobrze sie wwacha w zapach, to sprawny nos wyczuje tuberoze, a z nut kwiatowych przede wszystkim paskudne geranium. Zupelnie nie widze w nich nut drzewnych - nie czuje drzewa sandalowego. Nie czuje rowniez ylang-ylang, a na tym mi zalezalo. Chociaz zapach jest niewatpliwie cieply.
Co natomiast czuje? Swoja szafke z przyprawami. Wlasciwie gozdzik i pieprz sa tak dominujace, ze skutecznie morduja inne nuty. Zapach jest niezwykle korzenny, wrecz meski. Z pewnoscia ciekawy - rzadko sie trafia na takie zapachy na polkach drogeryjnych, ale to sa perfumy przeznaczone dla specyficznej grupy kobiet.
Na plus mozna zaliczyc niezniszalnosc - jeszcze nastepnego dnia czulam na sobie pieprz, jakbym wlasnie wysypala na siebie cale jego opakowanie. Pachna tak jakby do buteleczki z alkoholem wsypano gozdzik, pieprz, dodano odrobine miodu i wstrzasnieto.
Kompletnie nie rozumiem wygorowanej ceny. Prawdopodobnie moj nos nie jest tak wyrafinowany, jak powyzsze perfumy.

Aqva Pour Homme Bvlgari przez MatWawa 2017-01-21

Zawsze mówię, że to są ,,moje perfumy''.
Dostałem w prezencie w roku premiery (2005) i od tamtej pory mam zawsze. Miłość od pierwszego powąchania.
Dla mnie nie jest to żaden letni świeżak - jak uważa wielu (od bycia letnim świeżakiem, prędzej jest wersja Marine).

AQVA PH to elegancki, męski, mroczny i szalenie intrygujący zapach.
Zawsze świetnie odbierany przez otoczenie, zwłaszcza przez kobiety. Morski charakter Bvlgari jest bardzo zadziorny.
Jednocześnie nie męczy, nie dusi, nie usypia, nie powoduje cukrzycy. Jest wręcz energetyzujący!
Leży na mnie idealnie, zazwyczaj stosuję go na wieczorne wyjścia.

Genialna projekcja i trwałość.

The Beat Burberry przez goniaq 2017-01-21

Dziwny ten zapach dla mnie, bo nie lubuje się w takich kategoriach ale...podoba mi się.
Jest taki przyjemny i nieupierdliwy.
Niewyróżniający się ale inny niż typowe "kwieciaki".
To może przez tą herbatę,której osobiście jako takiej nie czuje ale w połączeniu z owocami i przyprawami daje calkiem
fajną mieszankę.
Polecam do pracy,na spacer. Na pewno ani właścicielki ani otoczenia nie zamęczy.
I na koniec taki plusik.Jest bardzo trwały(przynajmniej na mnie).Pod koniec dnia ciągle go czuje jak machnę ręką czy włosami.
Nie spodziewałam się a tu takie zaskoczenie:)

Miss Dior (new) Christian Dior przez KasiaS 2017-01-21

A ja powiem szczerze, że mam dosyć tych reklam, tego, że biedni ludzie patrzą na bajkowe pseudożycie bogatych ludzi, które kiedyś im się wydawało, że będzie też ich życiem i jednocześnie ślinią się i płaczą. I potem idą do pracy, w której się ich wykorzystuje mamiąc nierealną obietnicą że i oni kupią sukienkę od Diora swojej córce na wesele (a jeśli będzie kłopocik to usłużne banki stoją w kolejce). Mam dosyć tego, że nikt nie pytał Janis Joplin czy chce żeby jej piosenka została wykorzystana w takiej reklamie ale prawniczkowie-cwaniaczkowie już wiedzą jak to załatwić, że za bezcen zaśpiewa nam (beznadziejnemu, wyzbytego z jakiegolkolwiek artyzmu, arystokratyzmu czy choćby najskromniejszego poczucia estetyki pazernemu koncernowi) wielka gwiazda.
Przykro mi, że moja uwielbiana Natalie Portman się na to zgodziła, ale wierzę w to, że chciała dobrze. Nie była nigdy w powiatowym mieście w Polsce.
I jak kocham Sophię Coppolę tak teraz mówię jej nie.
Wiem, to nie jest recenzja i pewnie zniknie w pomroce dziejów, ale musialam się wypowiedzieć.
Chętnie bym coś napisała o samych perfumach ale Dalibóg, nie mam pojęcia które to Miss Dior i czym się różnią od pozostałych! (aha, dobra, już wiem, już o nich pisałam. Zapach spoko, sympatycnie paczulowy. Ale to nie zmienia całokształtu)

Miss Dior (new) Christian Dior przez Lady_Daisy 2017-01-21

Zapachy z serii Miss Dior rewelacyjnie oddają reklamy zrobione przez S.Coppolę. W punkt. Ale do wszystkich (oprócz Eau Fraiche) najbardziej pasuje mi reklama z Maryną Linchuk do ,,Miss Dior Cherie" gdzie w tle słychać ,,Moi je joue" wykonane przez Brigitte Bardot.

Właśnie tak widzę ten zapach. Bladoróżowa rzeczywistość, pastelowa sukienka skrojona z koła, słodkie ciasteczko z kremem w paryskim parku w południowy, wiosenny dzień.
Zapach, który budzi w kobiecie dziewczęcą zalotność, swobodę i urok. Odmładza o parę lat, ale nie w infantylny, cukierkowy sposób, tylko przywołując wrażenie świeżej elegancji. Taka uśmiechnięta paczulka, jak biegająca boso po schodach modelka w reklamie.
Trochę trudno mi go znaleźć w jakiejś przyzwoitej cenie, wszędzie panoszą się teraz inne, nowsze odmiany MD, ale może po kolejnych testach się odważę nabyć. Jest trwały, nienachalny, prosty i uśmiechnięty. Wiosno! Przybywaj!

Bottega Veneta Bottega Veneta przez Lady_Daisy 2017-01-21

Stanęłam twarzą w twarz z legendarnym już (mimo młodego wieku) zapachem. No i cóż się okazało? Bottega to taki ,,przyczajony tygrys,ukryty smok". Kilka minut po aplikacji, mogłabym przysiąc, że czuję paczulę z pereł Lalique i tą znaną kamforową woń, ale wszystko jakieś takie słabiutkie. Trochę mnie zatkało, bo zupełnie nie tak wyobrażałam sobie ten zapach. Dopiero po godzinie, zaczęły wychodzić na mnie inne nuty i rosnąć w siłę. Skóra zmiksowana z kwiatami...i jeszcze więcej paczuli. Zapach odzywa się z czasem coraz bardziej, a sam jest wytrawny, elegancki i intrygujący, chociaż nie wiem czy na tyle żeby polować na flaszkę do kolekcji.

Angel Thierry Mugler przez china_doll 2017-01-21

Angel to zapach bożonarodzeniowych pierniczków, albo wręcz jeszcze nieupieczonego ciasta na pierniczki: ciemnej, aromatycznej masy pachnącej intensywnie przyprawami korzennymi i miodem.
Ja trupiej nutki nie czuję, więc uważam, że Aniołek Muglera jest dla mnie łaskawy ujawniając mi swoją ,,apetyczną" stronę. Jest ciepło, przytulnie i świątecznie. Eksperymentowałam z nim podczas lata, dawał się nosić bez problemu, jednak i tak uważam go za zapach zimowy.
Mnie Angel nie szokuje i właściwie nigdy nie szokował. Przypuszczam, że kiedyś musiał być bardziej kontrowersyjny i wyrazisty. Jednak i tak boje się wychodzić w nim do ludzi, bo jest specyficzny i nie każdy lubi ten typ. Mam jednak takie dni, że muszę, po prostu muszę go poczuć.
Chyba go kocham. Nie jest to miłość bezwarunkowa i do nieprzytomności, nie wiem czy chcę flakon, ale wiem,że ta znajomość trwać będzie jeszcze długo, długo.
Jak ktoś jeszcze nie zna to koniecznie trzeba nadrobić zaległości. ;)

Każda z zamieszczonych tutaj recenzji wspaniale oddaje charakter tych perfum. Przy wąchaniu Les Parfums Mythiques - Extravagance d'Amarige świrują mi neuroprzekaźniki. Zapach funduje powrót do przeszłości w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, bo wyabstrahowano w nim wszystko co w pierwowzorze było najlepsze. Jest w nim aromat nagrzanej słońcem do nieprzytomności, dzikiej łąki. Niemal czuję tu zbierany przez pszczoły kwiatowy nektar. Gdybym miała skojarzyć go z utworem muzycznym, powiedziałabym, że to pod każdym względem 'High Hopes' Pink Floyd. Les Parfums Mythiques to przylegający do ciała, aromatyczny nektar z wielką klasą. Idealny na ciepłe dni dla zapracowanych pszczół.

Noir Pour Femme Tom Ford przez Aleksxs 2017-01-21

Perfumy te zdecydowanie są słodkie ale nie za słodkie. Są też ciepłe, puszyste, mocno otulające nasze ciało, rozgrzewające zmysły. Niewątpliwie są eleganckie. Czuć w nich gorzką jak i słodką czekoladę z likierem wiśniowym lub pomarańczowym. Jednak perfumy te nie są przesłodzone bowiem można w nich wyczuć: wiśnię, gorzkie pomarańcza, cytrusy, kwiat pomarańczy jak i mandarynkę. Słodycz Noir Pour Femme jest też łagodzona przez osty imbir. Z drugiej strony są tu też kwiaty takie jak: róża i jaśmin. Aczkolwiek, chyba najciekawsza jest baza składająca się z: wanilii, ambry drzewa sandałowego i niby mastyksu, którego nie potrafię odnaleźć. Na pewno wanilia jest cały czas bardzo mocno wyczuwalna a z kolei sandał i ambra, dopiero gdy zapach się rozwinie. Niewątpliwie są to śliczne perfumy nie za słodkie, trochę z nutą alkoholowej-likierowej goryczy, także z wyczuwalną stosunkowo mocną nutą wanilii i ciepłej ambry i nut drzewnych ale co dziwne nie urzekł mnie na tyle by zakupić cały flakon. Może też dlatego, że perfumy te, choć początkowo intensywne to jednak utrzymują się tak tylko 5h a ich projekcja jest przeciętna przez tak 2h a później bliska skóry. Co jednak trzeba przyznać, perfumy te mają piękny, czarno-złoty, prosty flakon. Perfumy jak i buteleczka idealnie z sobą współgrają.
Ps. Na koniec dodam, że zapach ten dosyć szybko staje się balsamiczny, ciepły, otulający nasze ciało.

Organza Indecence Givenchy przez MatWawa 2017-01-21

Zapach swego czasu bardzo popularny, wśród kobiet z mojej rodziny.
Kiedyś średnio ją akceptowałem, dzisiaj po latach wiem, że do niej trzeba po prostu dojrzeć.
Organza Indecence to zapach prawdziwej kobiety.
Silnej, pewnej siebie, seksownej i z klasą.
Takiej, która -dosłownie- potrafi złapać faceta za klejnoty i w sytuacji, która tego wymaga, pokazać kto tu rządzi.
To nie jakieś Amore Amore dla dziewczynek ;)

Dzisiaj co raz trudniejsza do zdobycia, niedługo pewnie wręcz niemożliwa.
Może to i dobrze. Pojedyncze egzemplarze budują jej legendę i wyjątkowość.
Na całe szczęście, ciągle mam możliwość poczuć ją raz na jakiś czas.

Natural Vitality Adidas przez SylviaInVogue 2017-01-21

Słodki, kwiatowo-owocowy zapach, z wyraźną soczystą i orzeźwiającą nutą melona/arbuza. Natural Vitality to kompozycja z gatunku tych, które mają podobać się wszystkim. Nawiązuje do sportowego trybu życia, dodają wigoru, sprawiają, że mam ochotę zjeść owoce :) Jest lekki, niestety chyba aż za bardzo, bo po godzinie nie ma po nim śladu. Co w nim znajduję? Dużo owoców, nutkę drewna i „stłumione”, lekko pudrowe kwiaty.

Zapach dość przyjemny, nie mogę powiedzieć, że nie. Niestety nie odpowiada mi jego wtórność, brak efektu zaskoczenia. Tak pachnie większość perfum z Avonu. Incadessdence? A może Instinct Forbidden? Aaa tam, kto by to teraz spamiętał?

White Patchouli Tom Ford przez Aleksxs 2017-01-21

White Patchouli to zdecydowanie inne perfumy od całej reszty stworzonej przez Toma Forda. Perfumy te są mocno kwiatowe i orientalne przy czym także i mocno świeże. Będą one wspaniale chłodzić rozgrzane ciało latem. Początkowo w White Patchouli mocno są wyczuwalne białe kwiaty, jaśmin, piwonia i róża. Cały ten bukiet kwiatów jest bardzo wysublimowany oraz świeży bowiem zawiera w sobie także bergamotkę. Gdy perfumy się rozwiną, zaczynają dochodzić kolejne akordy: paczula, kadziło i piżmo ambrowe i kolendra. Jednak zdecydowanie najsilniejsza jest paczula, która mocno chłodzi zapach jak i nadaje im goryczy. Dlatego nie wyczuwamy w nich słodyczy kwiatów. Dzięki jej intensywności piżmo ambrowe ani kadzidło nie rozgrzewają za mocno zapachu. Nie zapominajmy jeszcze o cudnej kolendrze, która w tym całym lekkim bukiecie kwiatów, świeżym i chłodnym nadaje zapachowi pewnego rodzaju wyrazistości. Niewątpliwie, perfumy te są odpowiednie na każdą porę roku ale głównie na dzień. Owszem są eleganckie, lekkie, chłodne dzięki paczuli ale i zarazem zmysłowe dzięki ambretcie. White Patchouli to perfumy luksusowe, symbolizujące czystość idealne dla osób, które kochają lekkie perfumy choć White Patchouli ma swą moc ale jednak przez chłód w postaci paczuli i delikatnych kwiatów, może ona się spodobać wielbicielką delikatnych zapachów. Dodatkowo perfumy te są dosyć trwałe, utrzymują się tak 6-7h. Początkowo projekcja jest tak na długość ramion a tak po 3-4h bliska skórze.
Zapomniałam dopisać, mam 10ml tego zapachu (teraz już mniej ) obecnie eksperymentuję i mieszkam go z Tom Ford Private Blend Tuscan Leather. Wychodzą ciekawe perfumy.

Opium Pour Homme Yves Saint Laurent przez conneryfan 2017-01-21

Na początku jest bardzo orientalnie. Mirrowo-anyżkowo. Wyraźnie czuć słodką czarną porzeczkę, w tle pikanterie imbiru. Po czasie robi się delikatniej. Na nadgarstku czuję powiew lasu iglastego, co mi się bardzo podoba. W zgięciu łokcia, jak często bywa jest inaczej, bardziej kadzidlanie, waniliowo słodko, upojnie (jakiś drogi trunek czuć:)
Jedne z niewielu męskich zapachów które muszę mieć.

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez Dziewczynka_Bez_Zapałek 2017-01-21

Stare skarpety mojej babki lepiej pachną.

Midnight Poison Christian Dior przez Dziewczynka_Bez_Zapałek 2017-01-21

Smród jakich mało już bym wolała Domestos na siebie wylać

Midnight Poison Christian Dior przez Dziewczynka_Bez_Zapałek 2017-01-21

Smród jakich mało już bym wolała Domestos na siebie wylać

Belle d`Opium Yves Saint Laurent przez Dziewczynka_Bez_Zapałek 2017-01-21

Piękne kadzidłowo-kwiatowe mocne perfumy.Szkoda tylko ze już dawno wycofane nad czym ogromnie ubolewam...Na mnie utrzymywały się bardzo długo. Elegancja szyk i orient w jednym.

Opium Yves Saint Laurent przez Dziewczynka_Bez_Zapałek 2017-01-21

Po prostu fu

Do nowej serii jednej z moich ulubionych firm oraz testu "2 Violaceum" podchodziłem z dystansem. Fiołek jest dość ciężki do ujarzmienia, a ostatnie dość częste spotkanie z tą nutą, szczególnie przy testach Mancera nie pozostawiło dobrych wspomnień. Na domiar złego, piękne flakony z tandetną (pomimo iż uroczą) plastikową pszczołą oraz okrągłym, również plastikowym korkiem były nieprzyjemnym rozczarowaniem. Na zdjęciach tak piękne, w rzeczywistości wykończone tak niedbale, bez jakiejkolwiek dbałości o szczegóły.

Od samego początku zostałem jednak mile zaskoczony, bo już pierwsze sekundy Violaceum są nadzwyczaj przyjemne. Otwarcie to wyjątkowo rzeczywisty fiołek w duecie z delikatniejszym irysem. Ku memu zaskoczeniu nie odczuwam tu inwazji pudrem która prędzej czy później atakuje kompozycje w których występuje fiołek. Czyste, kwieciste nuty po chwili dostają małego kopa gdy zaczynamy od czasu do czasu wychwytywać nasiona marchwi które gdzieś tam w tle fajnie mieszają całością. Ciężko nie dostrzec tu powiązania z ogrodem, marchew daje korzenny, ziemisty 'posmak' i współgra z kwiatami wręcz idealnie. Mam wrażenie, że Violaceum ma odzwierciedlać typowy ogródek z tyłu domu, trochę kwiatów, warzywa, sama natura.
Inne szkło, lecz wciąż ta sama firma, tak więc trwałość nie przekraczająca 5 godzin oraz przeciętna/łagodna projekcja nie zaskakują oraz nie imponują.

Zwiewne, naturalne, kwiaty z delikatnym korzennym 'twistem' zasługują na uwagę. Daphne Bugey ujarzmiła fiołka w sposób nadzwyczajny! Jest to chyba pierwsza kompozycja w której jest on nutą wiodącą, a ja nie miałbym żadnych przeciwwskazań aby Violaceum nosić. Zaznaczam, fiołka nie lubię i go nie noszę, a tu ? Cóż za zaskoczenie.

CK One Calvin Klein przez MatWawa 2017-01-21

CK One są ze mną od dobrych 11 lat, w czasie których wylałem na siebie wiele butelek tego genialnego produktu.
Uniwersalne i całoroczne kameleony.
Zapach, który na każdym zadomowi się inaczej.
Stworzyć coś takiego, to wielka sprawa.
Miewałem już na sobie klasyki, które powszechnie uchodzą za świetne, ale chyba o żaden nie byłem tak często pytany, jak o CK One.
Mój absolutny top wśród ulubionych.

Aoud Lavender Montale przez Tsukichan 2017-01-21

Lawendę uwielbiam, to chyba jedno z moich ulubionych kwiatów.
Wersja Montale- cóż, jest dość charakterystyczna dla marki. Choć zdarzają się im zapachy naprawdę świetne, Aoud Lavender zbudowany został na typowej dla marki bazie, na której większość zapachów została chyba zbudowana, z niesamowitą dawką olejku lawendowego w stężeniu, które początkowo powala.
Zapach stopniowo się ociepla i mięknie. Daleko mu jednak do miękkiej, słodkawej lawendy, jaką znam z Lavanduli Penhaligonsa, a którą badrzo lubię. Drewniana, ostra baza w Aoud Lavender trwa i trwa.
Nie zostanie to jeden z moich ulubionych zapachów Montale. Jednak dla wielbicieli bezkompromisowej lawendy, która gra na planie pierwsze skrzypce od początku aż do końca trwania, może się okazać ciekawą propozycją.

Si Lolita Lolita Lempicka przez Jednoczeresnie 2017-01-21

Kolejny zapach w mojej kolekcji od LL, pierwszy nie kupiony w ciemno. W zasadzie to w pierwszej chwili powalił mnie ten pieprz i chciałam pozbyć się probki; dopiero przy drugiej szansie pięknie się rozwinął słodyczą która trochę kręci w nosie i lekko grzeje. Bardzo radosny i lekko zadziorny zapach - nie jest to mój ulubiony, 100ml nie kupilabym, ale mały flakon już stoi u mnie na szafce.

Flakon jak to u Lempickiej - widowiskowy, aczkolwiek ten mnie nie powala.

Rasha Rasasi przez Jednoczeresnie 2017-01-21

Ach, ta Rasha. Kupiona w ciemno pod wpływem obrazowych recenzji, pachnąca porzeczką, nie rozczarowała mnie, ale nie jest też taka jak w poleceniach..

Pierwsze zetknięcie z zapachem, to nuta której do końca nie jestem w stanie zidentyfikować, ale wali nieźle - czuć ja mocno na owocowym tle. Coś zwierzęcego? Jest mocna i brudna. Jakby cos wytarzało się w owocach - ale nie jest to klimat "ciepły letni deszcz w sadzie" tylko raczej "rozdeptane owoce w błocie" - przynajmniej w mojej wizualizacji. Z czasem ta animalna nuta przemija, zostają te ziemiste owoce, takie "mało słodkie". Mleka nie wyczuwam.

A może ta zwierzęcość to ten kardamon?...

Flakon zupełnie nie w moim guście, ale plusem jest jego wykonanie (to nie plastik, to naprawdę metal jest!) Oraz długość szklanej pałeczki do nakładania olejku.

Możliwe, ze ta recenzja brzmi podobnie do poprzednich - niemniej w moim odbiorze ten zapach okazał się jednak inny niż opisywano to poniżej. Po przebrzmieniu tej ciezkostrawnej dla mnie nuty nabiera pięknego klimatu (obraz w pomaranczu, fiolecie i bordo: brudne owoce o zachodzie słońca w dłoni). Bardzo mi się podoba, na mnie rozwija się jak uniseks w stronę kobiecą, ale chyba przymuszę mojego mężczyznę do testów na jego skórze.

Cóż, Rasasi, flakon już mam, czekam na więcej.

Rose Oud Yves Rocher przez perfumeholic88 2017-01-21

Oud spłatał mi figla. Fakt, że nie pierwszy raz, ale po raz pierwszy jest dla mnie zbyt delikatny, a to wielka niespodzianka. Niestety Rose Oud to nie jest propozycja dla mnie i widzę, że YR nie może stworzyć czegoś na miarę poprzednich kompozycji z serii Secret d´Essences, mam nadzieję, że jeszcze się doczekam czegoś co mnie zwali na kolana, bo narazie po Accord Chic i Rose Oud jest kiepsko. Czego konkretnie się czepiam? Ano tego, że róża jest anemiczna, zawstydzona, choć to nie pojedynczy jej kwiat, ale cały bukiet. Czerwony, stojący w kryształowym wazonie jaki miała moja babcia. Ciężki był okrutnie i nigdy nikt go nie ruszał. Róże stoją w zadymionym pokoju obok popielniczki, mieszkańcy rzadko otwierają okno, w pokoju panuje zaduch i wszystko przesiąknięte jest zapachem nikotyny. Papierosowe róże.Myślę, że za ten efekt odpowiada kmin, choć w większości przypadków lubi pachnieć on potem. Sam oud jest zbyt delikatny, praktycznie go tu dla mnie nie ma, labdanum tak samo. Jeno okopcone róże, których łebki smętnie zwisają i pojedyncze płatki spadają na stół zakryty szklanym, brudnym i klejącym blatem. Rozczarowanie i to duże, bo miałam nadzieję na coś podobnego do Amber Mystique i jej krewniaków. Tymczasem Rose Oud niczym mnie, fanki oudu z różą nie zachwyca i nie chcę tak pachnieć, choć nie męczę się długo, bo i parametry są bardzo marne, a sam zapach bliskoskórny. YR weź się w garść!

Mitsouko Eau de Toilette Guerlain przez Gosiaczek 2017-01-21

Pamiętam pewne zimowe ferie spędzone w wiejskiej chatynce babci-cioci. Chatynka to słowo bardzo przystające do miejsca, w jakim owa starsza pani zamieszkiwała. Z sieni wchodziło się wprost do kuchni, a stamtąd dalej do pokoju, który pełnił jednocześnie rolę salonu i alkowy. Po wodę trzeba było pójść do studni, zabiegi higieniczne odbywały się w emaliowanej miednicy, a wodę do owych trzeba było zagrzać na blaszanej kuchni.
Dla mnie, miejskiego dziecka przyzwyczajonego do windy, centralnego ogrzewania i ciepłej wody w kranie był to niemały szok.
W jedynym pokoju oprócz łóżka z pierzynami, pieca kaflowego i wielkiego obrazu świętych stała toaletka z dwoma ruchomymi skrzydłami i mnóstwem szufladek.
A w tych szufladkach mieszkały skarby, na widok których każdej małej damie świeciły się oczy i trzęsły ręce - puzdereczka, flakoniki, puderniczki, szminki i całe mnóstwo czegoś, co nie wiadomo do czego służy, ale na pewno jest kobiecie bardzo potrzebne. I jak to wszystko pachniało...
Kiedy mam na sobie Mitsouko czuję właśnie tamten zapach z dzieciństwa, woń starszej pani, która mieszka samotnie, z toaletkę pełną skarbów.

Boss The Scent For Her Hugo Boss przez goniaq 2017-01-21

To jest Hugo Boss serio?
Gdybym nie widziała na własne oczy ,że mgiełka którą mam na ręce pochodzi z butelki stojące na półce w drogerii to bym nie uwierzyła.
Dostateczny z minusem.Można niby ale za takie pieniądze,po co?

Człowiek pisze a potem cyk.Nie ma.Czy zawsze musi być pozytywnie ?

Treselle Avon przez goniaq 2017-01-21

Ten zapach jest wspaniały.
Tylko ,że tak bardzo jak mnie się podoba,tak bardzo nie cierpi go moja głowa.Wystarczy ,że dłużej powącham korek i sie zaczyna migrena.
Dla mnie w pierwszej trójce jeśli chodzi o AVON.
Mimo,że nie pasujemy do siebie to podziwiam go z daleka.

White Musk Tesori d`Oriente przez goniaq 2017-01-21

Fajne są.
Wiecie jak mi kiedyś sąsiadka powiedziała?
"Pachniesz ładnym balsamem.Czym się myłaś?"
Nie chce nikogo zachęcać do braku higieny ale serio opinie zawsze podobne.
Zapach umytego ciala, czystości,balsamu,mydła...coś w ten deseń.
Nie jest zły.Jest jednostajny i przy butelce 100ml może się po prostu znudzić.
Ja swoją mam już chyba 3 rok.
Ale używam czasem,nie wydam bo uważam jest to jakaś odskocznia od poważnych zapachów.No i ta cena...jak za darmo:)

Sensational Celine Dion przez goniaq 2017-01-21

To jest mój zapach do odpoczywania.
Jak już mnie zmęczą prawdziwe perfumy,jak już nie mogę patrzeć na żaden z nich a jednak coś trzeba na siebie psiknąć jest sensational.
Łagodny,bliskoskórny,leciusieńko kwiatowo-owocowy.
Bardzo go lubie i też zawsze mam flaszeczkę na podorędziu.
Nie spotkałam się z opinią ,żeby ktoś powiedział o fuj.Zawsze dobrze przyjmowany.Bezpieczny.
Na dni kiedy chcesz się wtopić w tłum.

Le Parfum Elie Saab przez goniaq 2017-01-21

Kurcze te perfumy to jest MOC.
Bardzo długo się trzymają,bardzo dobrze je czuć kilka dni później.Ciągną się za właścicielką ładną kwiatową smużką.
Po pierwszym psiknięciu na mnie "dają czadu" tak z 30 min zanim się lekko uspokoją.
Ja tej pierwszej fazy nie lubie. Jest za agresywna,lekko gorzka ale potem już wszystko przemawia za tym,żeby nie skąpić grosza na swoją buteleczkę(piękną zresztą!)
Mam 30ml już dłuższy czas ale ponieważ im wystarczy psik ,to starczają na baaaaaardzo długo:)
Z testami ostrożnie.Osoby z tendencją do migren uprzedzam,że jeden psik za dużo i można mieć dzień z głowy:)
Warto próbować.

Sensuous Estée Lauder przez goniaq 2017-01-21

Od lat jestem maniaczka zapachów,jestem chora nie mogąc raz na jakiś czas dokupić czegoś do swojej kolekcji.
Lubie kremowe ale niezbyt ciężkie zapachy.
Szybko się nudzę więc ciągle poszukuję.
Własciwie poszukiwałam.Bo znalazłam to o co chodziło.
Sensuous jest... sensualny własnie!Jest kobiecy.Jest nienachalny.Dodaje pewnosci siebie.
Wąchając go czuje jakieś podniecenie,jakbym ubrała buty na obcasie:)
Nie jest ulepkiem,nie jest duszący.Cudownie się rozwija na skórze.
Tak pisalam parę lat temu,dzisiaj kopiuj-wklej z małym dodatkiem.Temu zapachowi czegoś brakuje i na dłuższą metę jest nuuuudny.
Ale ładny,tego nie można mu odmówić:)

Vanille Bourbon Yves Rocher przez goniaq 2017-01-21

Słodkie ciasteczko na zimne dni

Uwielbiam ten zapach.Kupiłam go kiedyś kilka lat temu i teraz w niby nowej wersji
Znowu wyglądało to podobnie.Weszłam psiknęłam nadgarstek i ...tak już wąchałam do wieczora.
Znowu zateskniłam za tą słodyczą.
Następnego dnia weszłam w posiadanie.
Ciagle słyszę jak ładnie pachnę ciasteczkami.
Zapach zdecydowanie dla lubiących słodycze.Dla mnie jest nieduszący i nienachalny,ot waniliowy ale nie gryzący.
Świetny na zimne dni,mnie poprawia nastrój:)

Avon Sensuelle Avon przez goniaq 2017-01-21

Co jest plusem dla mnie?To ,ze wracam do zapachu i po miesiącach czy latach dokładnie pamiętam jak pachnie.Jestem osobą której każdy zapach szybko powszednieje.Ale nie sensuelle .Bardzo go lubię.Ten zapach kojarzy mi się z kobietą która wyszła spod prysznica,wtarła w siebie lekki balsam lekko umalowała usta ,ubrała dżinsy i wyszła na spotkanie z koleżanka.Nie dusi,nie krztusi,nie powoduje bólu głowy.Początkowe nuty kwiatów osiadają na ciele i po czasie zamieniają się w małe ciepłe puderki. Ja to uwielbiam,Zawsze lubowałam się w słodkich zapachach ale odkąd skończyłam 30 lat coś się zmieniło i większość perfum górnopółkowych powoduje u mnie migrenę. Ten nie.Ten jest akuratny.Dla mnie,dla mojego stylu życia,dla mojego męża.Nie meczy otoczenia ani mnie.Trwałość jak to w Avonie-maaarniutko.

Masaki Shiro Masaki Matsushima przez goniaq 2017-01-21

Lubie ten zapach,czuje się w nim czysto,świeżo,jak po kapieli,Jakbym przed chwilą umyła włosy i ruszyła posiedzieć na pomoście ,słońce dopiero wschodzi ,trawa jest wilgotna.Kojarzy mi się z wakacjami na żaglach,na łonie natury.Zero tandety,zero pazurów,zero blacharstwa.U mnie pod koniec robi sie leciusieńko słodkawy.Ale to nie landrynki,żadne miody i inne wanilie.To znowu coś naturalnego i milego. Mąż lubi,mowi że pachną naturalnie.
Jest jedno ale...boli mnie od nich głowa.Niestety.Zapach jest piękny i ja nie znam nic podobnego do tej bawełny.

DKNY Golden Delicious Donna Karan przez goniaq 2017-01-21

Dostałam w prezencie.Ucieszyłam się bo na wiosnę i lato chciałam coś lżejszego.I jest, słodkie apetyczne jabłko,w ładnej butelce ale ...nie dzieję się wiele więcej.Pisanie ,że szybko przestaje go czuć byłoby kłamstwem ale nie zauważyłam ,żeby się zmieniał i ewoluował.Po prostu sobie jest.Czy czują inni poza mną?Nie wiem.Póki co nic mi o tym nie wiadomo.Na plus zdecydowanie jest brak chemicznych substancji duszących,których pełno teraz w nowomodnych perfumach,a których nie znoszę.Nie boli mnie od nich glową i lubie je na tyle,że kolejnej buteleczce nie mówie NIE;)

Mitsouko Eau de Parfum Guerlain przez Aleksxs 2017-01-21

Dawno temu Mitsouko wyobrażałam sobie całkiem inaczej. Myślałam, że będzie podobny do Shalimar a tu nie. To inna historia, ciekawsza :) Mitsouko jest suchy ale i ciepły. Jest szyprowy ale i też cytrusowy a na dodatek ma w sobie cynamon :) Perfumy te na pewno mają wiele przeciwności: są suche ale i też wilgotne. Lecz na pewno nie uraczymy w nich słodyczy tylko gorzki aromat. Perfumy te początkowo są jakby świeże dzięki, niedojrzałej brzoskwini, jaśminowi,bergamotce, cytrusom i może bzu. Aromantyczny wymiar Mitsouko, z początku nadaje ylang-ylang. Jednak z biegiem czasu zapach pokazuje swoje prawdziwe Ja. Z zapachu zaczyna wyłaniać się róża i zdecydowanie cytrusy odchodzą a w ich miejsce wchodzą przyprawy. Ciepłe to zdecydowanie ambra i cynamon. A inne dają mieszane odczucia na skórze choć też raczej są cieplejsze. Mówię tu o: przyprawach, mchu dębowym i wetywerii. Dla mnie Mitsouko to zdecydowanie cudne drzewne, suche, szyprowe perfumy. Zdecydowanie są one bardzo intymne. I też spokojnie mogę powiedzieć, że Mitsouko to trochę taka historia miłosna. Najpierw młodość, świeżość. Jesteśmy zmysłowe, romantyczne i walczymy o mężczyznę, zdobywamy go a gdy już wpadniemy w jego oko, relacje te stają się bardzo bliskie, intymne. Takie jest właśnie jest Mitsouko.
Flakon jest fantastyczny idealnie współgra z Mitsouko.
Zapach ten też jest bardzo trwały, te 12h spokojnie choć rzeczy potrafią pachnieć nim i na kolejny dzień a projekcja na skórze, zdecydowanie początkowo jest bardzo duża, otoczenie czuje Mitsouko a tak po 5h staje się przeciętna, czuć z poziomu ramion. Zdecydowanie ponadczasowe, intymne perfumy.

Noix de Coco de Malaisie Yves Rocher przez goniaq 2017-01-21

Kupiłam po długich decyzjach i po tygodniu mówie nie nie nie.Co za dużo to nie zdrowo.Mimo, że lubie takie słodkie jadalne zapachy a ten niewątpliwie taki jest to noszenie go dwa razy z rzędu to dla mnie tortury.Boli mnie głowa i mam ochotę go wyrzucić do kosza bo...po prostu mnie drażni.Nie wiem..może jako odświeżacz do samochodu go wykorzystam?Butelka 100ml to już zabójstwo.Ale to tylko moje zdanie.Plus za butelkę-lubie takie które wrzucam do torebki bez obawy że urwie się wstązeczka ,koroneczka czy zakretka:)

Tomorrow Avon przez goniaq 2017-01-21

A tu drogie Panie(i Panowie-kto wie)sytuacja odwrotna do Today.
Mam wrażenie ,że podoba się tylko mnie.Nikt nie pyta o niego,nie wiem czy jest niewyczuwalny czy się nie podoba.
Dla mnie taki ocieplacz,slodki ale nie landrynkowy ani kompotowy, lekko orientalny.
Bardzo go lubie,psikam się więc w zaciszu domowym albo na spacer z psem:)

Today Avon przez goniaq 2017-01-21

Taka krótka noteczka ode mnie.
To jest mój jedyny taki zapach,który mnie sie nie podoba( no,może nie całkiem ale drażni mnie tam jedna nuta a może polączenie nut)za to podoba się wszystkim dookoła.
Wszyscy go czują , wszyscy komplementują za UWAGA: świeżość.
A ja jak go na siebie psikam czuje jak coś słodkiego mnie przydusza.
Podsumowując chyba warto spróbować:)

Parisian Chic Avon przez goniaq 2017-01-21

Dla mnie niestety płaskie i takie trochę "targowe".
To jest taki zapach ,że wąchasz korek albo strone zapachową i myślisz wow.
Ale psikniesz na siebie i po kilku minutach jest wielkie "why".
Jeśli chodzi o mnie pierwsze wrażenie pozytywne a potem już tylko ból głowy.

Chloe Narcisse Chloe przez KasiaS 2017-01-21

Moja historia z Narcisse to historia zaaranżowanego małżeństwa. W roli swata wystąpił bogaty wujek z Niemiec, Dirk Rossmann, który przekonał mnie do tego ryzykownego kroku hojną promocją.Pomógł też fakt, że marka Chloé bardzo odpowiada mi modowo i że lubię ich współczesne kompozycje zapachowe.
Konsumpcji małżeństwa zatem i bałam się i oczekiwałam z zaciekawieniem, a nuż okaże się, że imię zobowiązuje i oczom mym ukaże się prawdziwy, piękny Narcyz? Niestety, zamiast tego w pierwszym kontakcie ujrzałam przed ołtarzem podtatusiałego wąsacza w nudnym garniturze pamiętającym jeszcze lata 90. Księgowy, solidna firma, ma samochodzik i mieszkanko w bloku, no, ale szału i motyli w brzuchu to z tego nie będzie, pomyślałam sobie.
No bo wielki pęk kwiatów z dzikim goździkiem na czele... ile razy już grano tę przestarzałą melodię? Na początku goździk był niemal tak intensywny jak w Eternity, potem zaczął mi się bardziej kojarzyć z cieplejszymi, bardziej orientalnymi kompozycjami w stylu Asji Fendi i Krasnej Moskwy Novaya Zarya. Fajnie, miło, porządnie i nawet z klasą, ale mnie w takich zapachach na mieście nie widziano i się nie uwidzi.
Rozpacz była więc blisko, ale dni mijały i chcąc nie chcąc musiałam tego swojego mężulka-Narcyza z Koziej Wólki poznać bliżej. Na szczęście okazało, się, że należy do osób zyskujących wraz ze wspólnie spędzanym czasem.
Najpierw goździka zaczął stopniowo wypierać narcyz, czy też żonkil, dla mnie kwiat lubiany, często trudny, bo mocno cierpki i ziemisty, ale tutaj bardzo przyjemny, pewnie ze względu na swoje otoczenie. Pierwsza zaczęła się spod niego apetycznie wyłaniać morela, a morelą mnie podbić to, nomen omen, pestka. To taki synonim pogody ducha, poczucia humoru i dobrego charakteru u ludzi. Zapach słońca i bezpieczeństwa. Kocham morelę. Brzoskwinię, która ukazała się w następnej kolejności, trochę mniej, ale i tak ten zestaw wzbudził sympatyczne skojardzenia ze złocistymi konfiturami, słonecznymi ogrodami dzieciństwa i z noszonym w "młodości" Trésorem, który ja akurat bardzo lubię. Zresztą Chloé na każdym etapie przypomina mi jakiś inny zapach, ale całościowo, z tymi swoimi zmianami (a ewoluuje bardzo) jest niepowtarzalna (ale zaznaczam, że nie znam, albo nie pamiętam Spellbound).
Ta ciepła. owocowa faza trwa, wzbogacając się stopniowo o nuty gardenii, wanilii, sandałowca i żywic, robi się coraz piękniej, coraz bardziej zmysłowo, aż w końcu wszystko osiada w bardzo spokojnej, pogodnej bazie owocowo-zamszowej (wiem, że nie ma tu skóry, ale ją jakoś na sobie czuję), do złudzenia przypominającej mi Burberry Woman, ale bogatszej o liczne niuanse. Jest klasa ale i jest bardzo miło.
Będzie więc miłość z tym księgowym i to chyba do końca życia. Widzę ten zapach na sobie i bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na zakup, a nie na wcześniejsze testowanie z próbki. Niby to rozsądniejsze, a jednak mogłam się zniechęcić i ominąć tę perełkę.

Zino Davidoff Davidoff przez Pinball Wizard 2017-01-21

Gdyby Aleksander Bożydar Żabczyński znał Zino, to sądzę, że byłby to jego ulubiony aromat. Ten aktor teatralny i kabaretowy, jeden z najpopularniejszych artystów filmowych okresu dwudziestolecia międzywojennego mógłby nim pachnieć. Ja osobiście widzę Go w takiej odsłonie, bo Zino jest kompozycją „skrojoną i uszytą” jak dobrze dopasowany smoking, w sam raz dla Niego. Niestety, pierwszy wielki amant kina polskiego zmarł niespełna 30 lat przed premierą tych perfum. Swoją drogą ciekawi mnie jakich aromatów używał za życia. Może istotnie było to coś w klimacie kompozycji Davidoff”a, a jest to kompozycja niebanalna i wielce wyrafinowana, bogata i lekko odurzająca.
Wszystko zaczyna się od cytrusów w pikantnej kombinacji i w lekkim „zadymieniu”. Następnie na scenę wkracza lawenda w asyście szałwii. Już jest wspaniale, ale to dopiero początek spektaklu. Do głosu zaczynają dochodzić suflerzy w tle, to róża w duecie z bergamotką. Burza oklasków to efekt pojawienia się paczuli, wanilii i pozostałych aktorów z bazy. Wszyscy olfaktoryczni artyści są wspaniali, trudno wyróżnić jakiegoś solistę, bo jest to dzieło zespołowe. Znów pojawia się lekkie zadymienie, a może to zapach tytoniu zza kulis …, kurtyna.
Publiczność wstaje z miejsc, brawa, burza oklasków.
Szkoda, że Pan tego nie widzi. Szkoda, że Pan tego nie czuje kapitanie.

Paradis Paradis Atelier Flou przez Nan 2017-01-21

I think about us lying, lying on the beach somewhere
I think about us diving, diving off a rock into another moment…

Niektóre wcielenia irysa wprawiają mnie w poetycki nastrój. Ten irys jest właśnie taki. Pudrowy, spokojny, łagodny. Trzyma w ryzach resztę składników, dzięki niemu zachowują się powściągliwie. Po niedługim czasie spod irysa ukazuje się woń absolutu champaca, o którym piramida nut nie wspomina. Albo jest to tajemniczy składnik, albo coś go tak doskonale udaje, ale nie wydaje mi się, bo nie ma chyba na świecie aromatu, który mógłby imitować ten niezwykle charakterystyczny i odmienny od innych zapach. Champaca owija się wokół irysa i tak sobie razem trwają, tworząc klimat perfumeryjnej nirwany. Owiewa nas wiatr od morza, wraz z jego powiewem opuszczają nas wszystkie troski, ciepły piasek i łagodne promienie słońca otulają nas i kołyszą do snu. O tak, to z pewnością raj. Raczej nie ten chrześcijański, ale w końcu ludzka wyobraźnia tyle ich sobie stworzyła, że jest z czego wybierać.

Paradis Paradis to zapach stworzony by przy nim marzyć, ciesząc się słońcem, wiatrem i tymi rzadkimi chwilami w życiu, gdy istniejemy tylko po to, by rozkoszować się własnym istnieniem. Kiedy mamy poczucie, że świat został stworzony wyłącznie dla nas. Podobnie jak te perfumy. Raczej nie będziemy się nimi dzielić z otoczeniem, gdyż ich projekcja jest łagodna. One są tylko dla nas i dla tej jednej, wyjątkowej osoby, której bliskość będzie ukoronowaniem tak wyjątkowej chwili w życiu.

Sweet Sun Christian Dior przez Barbara1980 2017-01-21

Jak dla mne to szkoda pieniędzy na to , juz ładniej pachną olejki do włosów i ciała z drobinkami z firmy nuxe i nie zmieniają zapachu

L’Arbre de la Connaissance Jovoy Paris przez SignoreMachiavelli 2017-01-21

"Spacer nad rajskim morzem"

L’Arbre de la Connaissance mogłoby być doskonałym preludium do Jus Interdit. Pomijając związek samych nazw, jeśli Jus Interdit opowiadał o wygnaniu z raju, to L'Arbre opowiada o samym raju i całym jego pięknie.

Jest to kompozycja typowo letnia, utrzymana w śródziemnomorskim charakterze, ale bardzo powściągliwa i elegancka - ma w sobie prostotę, która jest kontrastem do śródziemnomorskich kompozycji choćby Lorenzo Villoresiego.
Otwarcie jest świeże zielone, orzeźwiające, ale nienachalne, nieszczypiące w nozdrza - cytrusy tworzą marginalny akcent uzupełniający. Nie ma tu kompletnie akcentów przyprawowych, nie ma jakiejkolwiek szorstkości... można określić tą zieleń mianem "krystalicznej" - strasznie kojarzy się z kropelkami rosy osadzonymi na liściach.

Następnie wchodzi między tą zieleń wyrazisty kosz pełen fig. Z pewnością to figa świeża, soczysta, bez słodyczy i ciężkości suszu. Jestem pełen podziwu dla Marca Fanton d'Andona - interpretacja zakazanego owocu jako figi jest subtelnym ukłonem wobec tradycji judaistycznej. Na pewno jest to interpretacja mniej popularna w europejskich kręgach, dodam, że taka, która osobiście bardziej do mnie przemawia.

W miarę upływu czasu, mam wrażenie, że prócz figi, obecne są wyraźne akcenty oliwkowe. Czuję świeżość oliwnych drzewek z ich charakterystyczną goryczą. Być może to zapach samego figowca? Urzekające jest to, że w rozciągłej bazie wciąż można wyczuć świeżość i subtelność z poprzednich faz, mimo że sama baza jest bardziej drzewna niż zielono-figowa.

Gdybym miał zobrazować jakoś charakter tej kompozycji, poleciłbym zbudować w wyobraźni śródziemnomorski krajobraz - wysokie wybrzeże, kamienną dróżkę idącą wzdłuż linii brzegu, pagórkowate pola porośnięte wysuszoną, skąpą trawą. Drzewka oliwne w oddali, na pagórkach naprzeciw morza, za to od jego strony, rosnące tuż przy drodze, niskie, bujne figowce porośnięte owocami, do których można w każdej chwili sięgnąć. Proszę sobie wyobrazić, że idziemy taką dróżką wzdłuż morza, horyzont jest pomarańczowy od zachodzącego słońca, od strony morza czujemy orzeźwiającą bryzę, a z drugiej strony ciepło nagrzanego lądu i subtelną, oliwkową woń. Takim pejzażem maluje się L’Arbre de la Connaissance...

...dopóki nie zdecydujemy się zerwać figi z jednego z drzewek, rosnących przy dróżce. ;)

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez conneryfan 2017-01-20

Codziennie jedna próbka. Dziś Słonik. Krótko:
Na początku podmuch egzotycznego, gorącego wiatru.
Ostatecznie proste ciasto z kawałkami jabłka, niedopieczone:)
5/10

White Tea Elizabeth Arden przez kasia1236 2017-01-20

Gdy na lotnisku w Bolonii zauważyłam White Tea, od razu sięgnęłam po flakon by wypróbować to nowe cudo. Oczekiwania miałam bardzo duże, miałam nadzieję, że będzie to esencja aromatycznego naparu we flakonie, że zapach będzie miał dużą projekcję, że będzie się różnił od innych zapachów tej marki.

Otwieram korek, pierwszy psik, no i co? No właśnie nic. KOMPLETNIE nic. Nie czułam żadnej nuty zapachowej, żadnej paproci, żadnej herbaty. Poprostu woda. Postanowiłam, że poczekam, dam im szansę, może jeszcze coś pokażą. Po około dwóch godzinach coś poczułam. Coś co w żadnym stopniu nie przypominało mi herbaty, ani białej, ani zielonej, ani czarnej. Jedyne co czułam, to taki jakby dezodorant. I nie mówię, że mi się nie podoba, całkiem ładny ten dezodorant, ale nie jest to nic odkrywczego. Może był to jakiś wadliwy tester, bo ta druga, pachnąca cześć była całkiem ładna, ale nie było to nic odkrywczego. Green tea jest o wiele ciekawsze, bardziej złożone, z większą trwałością i projekcją. Nie uważam, że te perfumy są niewarte uwagi, mimo tego, że przypominają mi dezodorant są dość dobrym zapachem na gorące lato, gdy naprawdę trzeba się natrudzić by wybrać zapach, który nie zadusiłby otoczenia. Mimo wszystko nie kupię flakonu, pozostanę przy Zielonej Herbacie.

Surrender Avon przez przemstef 2017-01-20

Używałem 12 lat temu w liceum. Koleżanki uwielbiały ten zapach. Szkoda, że wycofali. Chętnie bym kupił flakon ;)

Wyczyszczone magazyny,
Przywróć panie, jakże piękna moją słodką paczulę! Tęsknie za tym pachnidłem!

Obsession Night Woman Calvin Klein przez marta1990 2017-01-20

Zacznę od tego, że ani on obsession ani on night.
Jednak to nie będzie "zła" recenzja. Przeciwnie.

Obsession night kupiłam trochę od niechcenia, robiąc zakupy świąteczne w jednej z internetowych perfumerii wyskoczył jako produkt z dodatkową zniżką. Kliknęłam więc. Kliknęłam bo znałam go, nosi go kilka znajomych mi osób. Lubiłam go na nich choć nigdy nie sprawił bym wzdychała z zachwytu, był przyjemny i miły.

to ciepły, otulający, słodki zapach jednak ta słodycz to nie słodycz jadalna.
jest lekko zmysłowo, bardzo przyjemnie.

Czym więc mnie urzekł? Trwałością. Zapach na skórze pozostaje bardzo długo, choć projekcja szybko cichnie to zapach trwa z nami długie, długie godziny.
Wczoraj po kąpieli spryskałam tym zapachem satynowy szlafrok, pochodziłam w nim po domu, obejrzałam z mężem film, czułam zapach co jakiś czas na sobie, w miły delikatny sposób przypominał o swojej obecności.
Przed pójściem do łóżka, odwiesiłam szlafrok do łazienki. Dziś rano cała łazienka pachniała obsession night, po południu też pachniała, a gdy brałam kąpiel mąż wszedł do łazienki i zapytał czy nawet kąpie się w tych perfumach.
Na skórze trwałość nie jest aż tak powalająca, ale dla mnie nie jest to minusem, zapach i tak nie jest z tych, które szczególnie ewoluują.

Black Musk The Body Shop przez justyna7790 2017-01-20

Black Musk to totalny słodziak!A w tle unosi się piżmo. Jest seksowny i kuszący! Wylewam go na siebie o różnych porach dnia nawet wtedy po prysznicu kiedy idę już spać!Lubię być nim otulona. Polecam.

Miu Miu Miu Miu przez KasiaS 2017-01-20

Oglądanie tytułowej bohaterki "Nimfomanki" w roli niewinnego dziewczęcia nieco mi zgrzyta, ale taki pewnie był zamysł. Wiadomo, że teraz nie może być za niewinnie i naiwnie, seks musi majaczyć choćby w dalekim tle ;)
Nie będę pisać, że te perfumy nie są arcydziełem, nie są oryginalne itp., bo o tym niech każdy rozsądza we własnym zakresie. Prawdą jest natomiast, że bardzo pozytywnie wybiły się na tle moich ostatnich perfumeryjnych testów. Są naprawdę mocno kwiatowe (przede wszystkim konwaliowe, z domieszką innego białego kwiecia), ze świeżą nutą, trochę tradycyjne, staroświeckie (potomkini Anais Anais, ani chybi), ale też młodzieńcze i energetyczne. Mocne, jasno określone, z przyzwoitą projekcją i trwałością tradycyjnych perfum.
Ja lubię ten retro-missy-trend w perfumiarstwie, do niego zaliczam też Eaudemoiselle Givenchy, tyle, że tam była róża a tu konwalia. Nie ma w nich nic wodnistego, owocowego. Gęstością i kremowością przypominają, oprócz Anais, Pure Poison, ale są od niej dużo świeższe. Porównywałabym je do modnych teraz bluzek z białym kołnierzykiem, zwiewnych sukienek retro, spódnic o klasycznym kroju, stylowego trencza. To miłe wytchnienie po lateksowych gorsetach z infantylnymi różowymi kokardkami i wypuczonym biustem, które oferują propozycje typu Angel Muse, Poison Girl czy Black Opium.

Chloe Eau de Toilette Chloe przez Just2000 2017-01-20

A ja nie mogę przekonać się do Chloe..

Zarówno nowe jak i starsze wersje zawierają coś co mi się nie podoba.
O dziwo, tu nie ma piżma, bo myślałam, ze przez nie nie potrafię polubić Chloe, ale widocznie chodzi o coś innego.

Ten zapach niczym mnie nie zadziwia, nie zachwyca, wręcz irytuje. Może pudrowe akcenty..
Nuty zapachowe są bardzo obiecujące, nie mam pojęcia co mi w tych perfumach nie pasuje.

Podsumowując - nie lubię Chloe i chyba już nie polubię.

Róża była już grana na taką nutę nie raz i nie dwa. Rose Anonyme, Rose d'Arabie, Calligraphy Rose, Lady Vengeance, któryś z Montalaków - wszystko to dzieci z tej samej rodziny. Kwaskowa "na otwarciu", przewietrzona następnie wetywerią, w końcu trochę zszargana paczulą, czasem doprawiona prawdziwą lub upozorowaną nutą agaru. Róża wielka, czerwona jak krew. Róża niby chłodna, a tak naprawdę gorąca; aksamitna, ale i trochę chropawa - łącząca przeciwieństwa. Niestety, często też agresywna i z przerośniętym ego. Taka Rose d'Arabie na przykład to "nosi człowieka", a nie odwrotnie; użytkownik jest zaledwie żywym bloterem dla tych perfum.

Na tle wymienionych członków rodziny Oriental Edition II wypada blado, zarówno pod względem projekcji, jak i trwałości. Tyle że to jest komplement. Ja jestem w stanie je udźwignąć! I nie mam przy tym wrażenia, że perfumy prowadzą mnie przy nodze na smyczy.

Naprawdę sensowna, rasowa propozycja dla babki, która przy niektórych kolosalnych różanych perfumach czuje się "taka mala". Jak ja.

Arden Beauty Elizabeth Arden przez abelha 2017-01-20

Kwiatowy ale tez ostry zapach, nie jestem przekonana czy sprawdzi się latem. Ja tu czuję nutę ryżową, zieloną ostrość i kwiaty. Lubię zapachy roślinne, więc z przyjemnością używam, choć polubiłam dopiero za drugim podejściem.

Shalimar Souffle de Parfum Guerlain przez Aleksxs 2017-01-20

Gdzieś mam jeszcze ich próbkę, resztkę. I powiem tak strasznie byłam nimi rozczarowana. Oczekiwałam czegoś podobnego do Shalimar a tu całkiem co innego. Jest to cytrusowo-kwiatowy zapach z wanilią i delikatnym piżmem. Początkowo zdecydowanie czuć cytrusy: mandarynkę, cytrynę, może grejpfrut jaki bergamotkę. Po chwili do władzy dochodzi jaśmin wraz z waniliami (dwa rodzaje). Zapach staje się kremowo waniliowy, jak i delikatnie piżmowy bowiem i ten akord zaczyna się przebijać. Shalimar Souffle jest trochę takim sufletem cytrusowo-kwiatowym z waniliami i białym piżmem. Zdecydowanie perfumy te pasują do upalnego lata. Od początku jest bardzo lekki a po 1h prawie już go nie czuć. Po samym spryskaniu się nim, zapach od razu pozostał tylko i wyłącznie przy skórze. Tylko ja wiedziałam, że nim pachnę. Flakonik, ładny nawiązuje do jego delikatnej natury.

Lubię ten zapach więcej niż bardzo i uważam, że jest mocno niedoceniony. Jak mało który jest dla mnie idealnie wyważony między noszalnym, nieinwazyjnym i kobiecym a jednocześnie nienudnym i niesztampowym. Jest słodko, ale nie ulepnie. Nie podąża też za żadnym określonym trendem, nie będąc na pewno "niszowym dziwadłem" (i jak kocham niszowe dziwadła, tak doceniam też perfumy "zwykłe", ale z klasą i wyobraźnią). Do tego ma szczyptę staroświeckiego wdzięku (to pewnie ten groszek), szczyptę zadziorności i sporo ambrowego ciepła. O ile pieprz w EDP może niektórych drażnić i robić nieco męskie wrażenie, o tyle tutaj nie powinien w ogóle przeszkadzać, jest go akurat tyle, żeby wytworzyć delikatną, coca-colową nutkę w otwarciu, ale nic więcej. EDT wydaje mi się dużo lepiej zmieszana, choć może mniej oryginalna. Projekcja jak dla mnie jest naprawdę spora, potrafi wypełnić pokój, trwałość też w porządku. Nie ma miejsca, w którym go nie widzę, sprawdzi się zarówno w biurze, na randce jak i na duże wyjście, choć może niekoniecznie na najwyższym światowym szczeblu ;) U ambasadora i Papieża może lepsze będą szypry, Si jest jednak mocno kokieteryjna, należy do perfum puszczających zalotnie oko. Ale i tak jej uniwersalność jest godna podziwu.
Jak dla mnie zasługuje na taką samą sławę jak swój imiennik od Armaniego (od którego jest po strokroć fajniejsza) i wręcz się dziwię, że jej nie zdobyła, może to kwestia marki lub marketingu?

Amor Amor Tentation Cacharel przez acha 2017-01-20

Zapach pachnie jak herbata owocowa, albo kompot. Nie ma w składzie śliwki, a jak dla mnie, jest zdominowany przez ten owoc. Podobnie jak pierwowzór jest zapachem lekkim. Nie na noc jak definiuje to kolor butelki czy nazwa. Nic metaforycznego nie przychodzi mi do glowy, powiedziałabym raczej, ze jest przyziemny. Nie dodaje skrzydeł. Takie psikadło ale przyjemne i niedrażniące. Wanilia przyjemnie osładza. Mandarynka dodaje kwaskowatości. Chwilami jasmin przebija się przez owoce. Zdecydowanie jesienno-zimowe.
Mocno znudzona wykończyłam 100 ml. Długa przygoda, której wspominać nie będę.

Rochas Man Rochas przez Shewolf 2017-01-20

Sama nie wiem, może jestem dziwna, może mój nos jest...
Ale ja tu kawy nie czuję, mili Państwo. Ba, żadnej słodyczy nie czuję.
Czuję dużo lawendy i śmiem twierdzić, że to stare, poczciwe i charakterne J'ose (które kocham miłością dozgonną) bez sianka, którę w J'ose czuję.

Samba Perfumer`s Workshop przez acha 2017-01-20

Nie znałam Samby kiedyś. Nie wiążą mnie z nią żadne emocje. Jednak rozpoznaję ją. Czułam ten zapach w czasach, kiedy byłam jeszcze „w szpagacie” pomiędzy byciem dzieckiem a dziewczyną. Zapach niby retro, ale jednak nie. Zresztą chyba nic nie dorównuje perfumom z tamtych czasów. Są mocne, oryginalne, esencjonalne. Często wzbudzają skrajne emocje. Nie narzekam na teraz, ale aktualne propozycje są ani gorące ani zimne (mówię oczywiście o moich wrażeniach jakie im towarzyszą). Zazwyczaj są po japońsku jakotakie, czyli ciepłe jak pupcia niemowlaka. Dla każdego i nikogo. Ale do rzeczy. Początek trochę odrzuca, owoce wydają się …. przetrawione, delikatnie mówiąc. Wystarczy 5 do 10 minut i masz na sobie radosny owocowy koktajl z wykrzyknikami białych kwiatów. Jest jeszcze coś czego jako niewprawny w rozpoznawaniu nut nos odgadnąć nie mogę. Czy to przez pamięć zapachową owego czasu, pradawnego, czy też przez występujący tu mech dębowy czuję zapach… kredek świecowych. Jeśli nie przesadzimy Samba układa się bardzo uroczo. Chciałam ją zostawić w domu, ale po podsunięciu Mojemu nadgarstka pod nos usłyszałam że….przypominają mu się dziewczyny z dyskoteki w jego podstawówce, hahaha! Imprezowicz i podrywacz z imprezy na sali gimnastycznej jak malowany. Roześmiał się i stwierdził iż są fajne, ale może powinnam oddać je siostrzenicy. Tak zrobię bo dla mnie jest niezmiernie ważne jak pachnę dla Niego. Jednak to pierwsze perfumy, które oddaję z żalem.
Butelka naprawdę super.

Cherish Avon przez LadyEssex 2017-01-20

Świeży, cytrusowy, lekko owocowy, z kwiatowym tłem. Perfumy te jednak nie wyróżniają się niczym szczególnym. Początkowo przypominają mi lekko słodki, rześki napój typu plusz, to chyba przez tę limonkę, pieprz i malinę, co w efekcie daje wrażenie "musowania". Potem do głosu dochodzą kwiaty, robi się lekko gorzko, by na końcu osiąść na skórze słodką mgiełką. Moim zdaniem gdzieś to już było i to nie raz. Poza tym, trwałość pozostawia wiele do życzenia. Kompozycja bardzo szybko znika i przez cały czas trwania jest raczej blisko-skórna. Na dni, kiedy szukam czegoś lekkiego może być, ale przez ten brak w nich tego czegoś, szybko mi się nudzą. Cena za taki "psikacz" moim zdaniem zbyt wysoka.

Egoiste Chanel przez blue iguana 2017-01-20

Mój kuzyn, obecnie lat 30,mówił mi,że od dawna bardzo lubi i ma ten zapach.Lecę przy najbliższej okazji do perfumerii sama osobiście przetestować ten zapach co to niby dla 112-latka.A jeszcze dodam,że kuzyn jest informatykiem z zamiłowania i wykształcenia a ta dziedzina raczej nie kojarzy się leciwymi latami.Boże,co to za skojarzenia zapachu z wiekiem..!Każdy lubi co lubi!Ja na przykład jak byłam nastolatką i tak mniej więcej do 25 lat bardzo lubiłam- Nie wszelkie słodziaki czy świeżaki- Tylko ciężkie orientalne zapachy a teraz mi się zmieniło i lubię lekkie,świeże,cytrusowe.Więc ani wiek ani płeć do upodobań ma się nijak!

Venezia 2011 Laura Biagiotti przez blue iguana 2017-01-20

Testując dziś Venezię pierwszy raz w życiu(a trochę już żyję na tym świecie) żałuję,że nie mogę nosić nawet leciutko słodkich jak ten zapachów.Venezia jest piękna!Jest elegancka.To jest klasycznie piękna kobieta z klasą! Ja miłośniczka głownie zapachów niszowych kupiłam próbkę tylko dlatego,że wpadła mi w oko buteleczka, myśląc-a pewnie to nic takiego.I jestem bardzo miło zaskoczona!Gdyby tylko mój nos pozwolił na lekko słodki zapach nie krzycząc przy tym-potrzebuję insuliny!natychmiast kupiłabym flakon.Dziewczyny testujcie!To naprawdę przykład klasycznie ładnego,pięknego zapachu!Nie byłam nigdy w Wenecji ale zapach od razu mi się z tym miastem kojarzy.Poprostu włoski szyk..

L’Eau de Toilette Carven przez fifroczna 2017-01-20

To jest mój zapach poprzedniego lata! Zazwyczaj nie przepadam za kompozycjami czysto kwiatowymi, ale ta ma w sobie coś, co urzeka. I ja wiem, czym to coś jest. To groszek :) Delikatny figlarny groszek, dlaczego nie spotykam go częściej w perfumiarstwie? W połączeniu z cytrusami nadaje temu zapachowi maksymalnej świeżości. Uwielbiam ten moment, kiedy wychodzę spod prysznica w gorący dzień i się nimi psikam - turbodoładowanie orzeźwienia w kwiatowtym (!) wydaniu. I chociaż nuty są zupełnie odmienne, to sam wydźwięk zapachu kojarzy mi się z D&G L`Imperatrice - jest młodo, bestrosko i uroczo. Trwałość zadowalająca. Projekcja subtelna, nie siedzi blisko przy skórze, ale też nie narzuca się otoczeniu poza naszą tzw strefą komfortu. Polecam na wiosnę i lato :)

Coach the Fragrance Coach przez Aleksxs 2017-01-20

Perfumy te oprócz ciekawego flakoniku z powozem nie mają w sobie nic specjalnego. Są strasznie rozwodnione a zapach to jakby delikatny powiew róży z nutą piżma i różowego pieprzu. Perfumy te są delikatnie słodkie, świeże. I to wszystko. Zdecydowanie nie czuję w nich zamszu ani malin, gruszki, cyklamenu. A już na pewno drzewa sandałowego i kaszmiru. Perfumy te to zdecydowanie delikatna róża wrzucona do wody z odrobiną piżma i szczyptą różowego pieprzu lub mniej. I to wszystko. Tak jak zapach jest lekki tak i też jest strasznie nie trwały. Tak około 1h a jego projekcja jest bardzo mała od początku utrzymuje się blisko skóry. Chcemy poczuć te perfumy? Wąchajmy nadgarstek to może poczujemy. Jak dla mnie porażka bowiem my nie wiemy, że pachniemy jak i też otoczenie.

Polo Red Ralph Lauren przez don Pedro 2017-01-20

Gdybym napisał, że Polo Red jest tylko cieniem dawnej świetności marki Ralph Lauren, byłoby to sporym nadużyciem. Nie mniej jednak czerwony jest zdecydowanie uboższym krewnym swojego zielonego brata. Nie chodzi tu o dosłowne porównania, gdyż protoplasta rodu Polo to zapach drzewny, tu mamy zaś do czynienia z aromatem cytrusowym. Rzecz polega raczej na jakości i pewnego rodzaju solidności w podejściu do konstrukcji obu tych aromatów. Muszę przyznać, że zielony jest w tym przypadku bezkonkurencyjny, na pewno jego starsza wersja. Nie oznacza to wcale, że Polo Red jest zły. Jest tylko mniej wyrafinowany, skromniejszy i adresowany do innych odbiorców w zupełnie innych czasach.
W otwarciu czuć bardzo wyraźnie słodkie cytrusy, później wyczuwalne są owoce jagodowe. Czy jest to deklarowana żurawina? Nie wyczuwałem jej tak jednoznacznie, choć ta część emisji była dla mnie bardzo ciekawa, choć zbyt krótka. Trochę to było podobne w kompozycji do akordów owocowych serwowanych przez Creed'a. Dalej idą nuty drzewne w akompaniamencie kawy. Sama kawa jest tylko tłem i według mnie nie wywiera jakiegoś znaczącego wpływu na ogólny odbiór całości. Osobiście żałuję, bo choć sam pijam kawę z mlekiem, w tym przypadku oczekiwałem jej mocniejszego akcentu. Trwałość i projekcja na przeciętnym poziomie w zdecydowanej dedykacji na cieplejsze dni.
Moja ciekawość została zaspokojona, choć nie na tyle, aby mieć czerwonego na swojej półce na stałe.

Tobacco Collection Rich Warm Addictive Zara przez przemstef 2017-01-20

Mam ochotę się zjeść jak tym pachnę ;) Piękny gourmandowy zapach.

Mystique Homme Al Haramain Perfumes przez przemstef 2017-01-20

Faktycznie ma w sobie coś z JPG Le Male. Zgadzam się również, że jest liniowy. Po kilku godzinach pachnie prawie tak samo jak na początku. Bardzo uniwersalny kwiatowo-drzewny zapach na słodkiej bazie. Sprawdzi się w codziennym użytkowaniu. Za tą cenę super.

Aromatic Lime Montale przez agat1969 2017-01-20

Przepiękna rzecz, w sensie "perfumy"...!!!
Aż nie chce mi się zachwalać tych perfum, aby nie stały się zbyt popularne, bo na razie są moje i i niech to trwa.
A tak na serio to szczerze polecam, mimo, że zapach kwalifikowany jest jako cytrusowo-aromatyczny, dla mnie to zapach "prawie szyprowy".

Trwałość bardzo duża.
U mnie na skórze wytrzymuje około 12 godzin, a na materiale trwa niemal w nieskończoność.
Projekcja olbrzymia.

Polecam Panom, jakość Pań w nim nie "widzę", ale...

My Torrente Torrente przez adarca 2017-01-20

Lubię LOR Torrenta, więc te perfumy kupiłam w ciemno- czego generalnie nie polecam (ale dostęp do próbek jest żaden). Przyjemny, rozwijający się letni zapach. Na początku chemiczna nuta mnie zniechęciła, ale twardo walczyłam o więcej. Kolejne aplikacje były coraz lepsze, przestałam czuć chemię. Za to soczysto-kremowe liczi, świeże, intensywne frezje i słodkie orzechy czułam coraz wyraźniej. Perfumy są nawet ciekawe i całkiem oryginalne jak na tę kategorię. W pewnej fazie przypominały mi Eclat Lanvina, z tym, że są bardziej słodkie i jakby mleczne ( frezje w mleku z orzechami?) W sumie słowo-FAJNE ;) pasują do zapachu. Trwałość średnia. W ciągu 1,5 miesiąca zużyłam 30ml. Osobiście preferuję orienty i szypry. My Torrente polecam więc jako niebanalną ciekawostkę lub po prostu osobom preferującym świeże, kwiatowo-owocowe klimaty. Na ulicach nikt tak nie pachnie.

Lola Marc Jacobs przez marta1990 2017-01-20

Już ponad rok panna Lola stoi sobie w mojej perfumeryjnej szafie, dziś oficjalnie mogę stwierdzić, że jej nie lubię i nie polubię. Siedzę po raz kolejny z nią na nadgarstku, licząc na to, że coś może mnie zaskoczy. Niestety.
Lola to dla mnie zapach Tranwestyty. Po prostu. Dlaczego? Bo tak. Bo nie mogę pozbyć się wrażenia, że to zapach przerysowany, przedobrzony i tandetny jak puchate boa na szyi. Lola pachnie tanio - w najgorszym znaczeniu tego słowa. Jest męcząca, nachalna, gdy mam nadzieję, że już jej nie poczuję ona znowu pojawia się i chichocze złośliwie jakby nie chciała dać spokoju. Na całe szczęście jej projekcja jest raczej bliskoskórna i szybko sie wycisza, przy ruchu ręką jednak co jakiś czas przypomina nam o sobie. Trwałość kilku godzinna, uważam, ze jak na Marca Jacobsa to i tak dobrze bo raczej jego zapachy jakością nie grzeszą.
Dla mnie dziś jest dzień kiedy ostatecznie chce się z lolą pożegnać, muszę tylko znaleźć kogoś kto ją zechce.

Green Tea Elizabeth Arden przez abelha 2017-01-20

Bardzo popularny zapach, ale tez niezwykle przyjemny, taki, który nikomu raczej nie będzie przeszkadzał, a my wiemy że pachniemy świeżo i dobrze. Nie jest tez taki nietrwały, on pachnie, tylko że delikatnie, pojawia się i znika. Miałam kiedyś inna zielona herbatę i była nudna, ta jest lepsza moim zdaniem, bo jest bogatsza, bardziej złożona.

Candour Humiecki & Graef przez ume 2017-01-20

To chyba najbardziej obcesowy zapach, jaki do tej pory mną zawładnął. Coś jak dotykanie bolącego zęba w kółko. Obserwowanie fascynującej deformacji. Obsesyjnie wącham i pragnę nigdy go już nie poczuć. Powstrzymuję odruch wymiotny, bo w głębi czai się woń, która namawia do jeszcze jednego wdechu. Nie potrafię sprecyzować, na którym krańcu skali upodobań go umieścić.

CANDOUR to nazwa idealnie skrojona i oddająca jego prawdziwą naturę: bezkompromisowego i szczerego do bólu. Nie do polubienia i nie do zapomnienia. Zielono-nozdrzy potwór zrodzony z nimfy Philosykos i fauna AquaVitae wrzeszczy i nie pozwala się przytulać. Nie będzie się starał przypodobać. Nigdy i nikomu.

Powstał z ewolucyjnej potrzeby tworzenia NOWEGO I INNEGO> Powoduje zdumienie swoją odwagą i osłabia wolę, która karze kategorycznie porzucić myśl o wspólnym bytowaniu. Zieloność … mleczność… drzewność i kwaśność na przemian. Ad nauseam... A wszystko to z laboratoryjnej fiolki in vitro.

To nie malinowy chruśniak tylko gąszcz i chłód i dzicz bez końca i ochrony przed żywiołową naturą. Trudno się wydostać i trudno nie powrócić.

Bezkompromisowy eksperyment olfaktoryczny, nie zdobędzie wielkiego poklasku, ale poznać warto. Cichnie szybko, ale pełga na skórze zdaje się bez końca.
Bo czyż nie dlatego poznajemy NOWE i INNEGO, żeby wzbogacić ZNANE i siebie przy okazji.

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez Pati78 2017-01-20

Zgadzam się z fortissimo1603, że to zapach z kategorii love/hate, bo to prawdziwa bomba przyprawowa. Bardzo trwałe z dużą projekcją. Warto sprawdzić, przed zakupem. Ja kocham...miłością wierną, bezdyskusyjnie!

L'eau d'Issey Issey Miyake przez Pati78 2017-01-20

Zapach na lato. Świeży, kwiatowo-wodny. Komplementowany. Jednak mnie nie zachwyca, ponieważ zapach nie dojrzewa. Jest lekki, beztroski, bezpieczny i to zasługa konwalii zatopionej w kostkach lodu i polanej sokiem z melona. Nigdy nie klasyfikuję zapachu pod względem wieku, ale w/w asygnuję młodszej płci pięknej ;)

Irae V Canto przez Winfryda 2017-01-20

Otwarcie Irae to piołun z pieprzem. Gorzki i ostry. Po pół godziny zapach staje się bardziej aromatyczno-korzenny, dalej czuć pieprz, a oprócz tego kolendrę, kakao i bursztyn. Ponadto wydaje mi się, że wyczuwam cynamon, którego w spisie nut nie ma.
Baza jest drzewna, bursztynowa, lekko słodkawa (czyżby tonka?). Mocno drzewny klimat kojarzy mi się nieco z Wonderwoodem Comme des Garcons.
Trwałość: koło 8 h. Projekcja średnia.
100% uniseks na jesień-zimę.

A La Carte Lengling przez Forest 2017-01-20

Otwarcie urocze, alkohol i zapach jaki czuje się nad ogniskiem lub kominkiem. Kiedy ogień unosi w powietrze smużkę drzewnego popiołu. Suchy, gorący, niesamowity, cudownie odzwierciedlony żywioł i gdyby trwało to nieco dłużej niż 15 sekund naprawdę przeprosiłabym się z Lenglingiem. Ale nie, potem nadchodzi faza ziołówki a po niej już słodki wafelek z toffi, taki już nieco sklapciały i przykurzony, jaki to znajduje się czasem na dnie pudełka kiedy już nic innego słodkiego w domu nie ma a nas naszła ochota. Do tego przebija się faktycznie agar i pieprz dzięki czemu nie jest mdło.
I tak sobie trwa ten wafelek w drewnianej skrzynce na mojej skórze.
Po 4h na powrót staje się nieco ziołowy.
Trwałość rzędu 7-8h, projekcja przez pierwsze 3h na 30-40cm, potem raczej bliskoskórna.
Pierwsza z pozycji Lengling jaką testuję i jest bez dopalaczy (ISO, hedione) i na dobre to wyszło, mimo to jednak mojego serca nie podbił.

Vanille Noire Yves Rocher przez Koroshiya 2017-01-20

Nooo, bardzo jest ładna ta wanilka. Taka "mroczna" odrobinę... kojarzy mi się z piękną długowłosą blondynką w typie młodej Michelle Phillips - w czarnych szatach, z migdałowym okiem obrysowanym czarną kredką i papierosem w smukłej dłoni.

Koniecznie z papierosem, bo ewidentnie wyczuwam w tym zapachu swądek knajpianego dymu - i choć nie znoszę smrodu papierosów, to zdarzało mi się za czasów studenckich przynieść właśnie z rockowej speluny na włosach i odzieży subtelny aromat dymu tytoniowego i... w mikroskopijnych dawkach jest to dla mnie zapach przyjemny, wręcz atrakcyjny!

Mamy tu zatem eteryczność, słodycz i subtelność w wydaniu podszytym dekadencją. Ale taką młodocianą, traktowaną z przymrużeniem oka jako nieszkodliwa "faza" :)

Co do projekcji i trwałości - mam mega problem. Ostatnio trochę chorowałam i może nos mi szwankuje, ale - ja tego zapachu nie czuję już po 1-2 h, natomiast mój monsz uważa go za jeden z mocniejszych(!) i intensywniejszych(!) w mojej kolekcji i wyczuwa go na ubraniach nawet dzień po aplikacji, twierdząc, że pachnie bardzo intensywnie... yyy... takżetego...

Sensei Piotr Czarnecki przez chjena 2017-01-19

Kolejne perfumy, które z założenia w swojej uniseksowości bardziej pasują mi do mężczyzny, co sprawia, że tym chętniej się z nimi obnoszę. Uważam, że są świetne od samego początku do końca: nic tu nie zgrzyta, kompozycja jest dość spokojna, choć nie linearna, a zwłaszcza zimą nuty wybrzmiewają niewątpliwie smakowicie: whisky, cynamon, kawa, ambra, mirra nie tylko rozgrzewają, ale dodają energetycznego kopa. To nie jest świąteczny przytulak, to zapach pełen mobilizacji i gotowości do działania.

Widzę w nim zapracowanego, przystojnego człowieka sukcesu koło czterdziestki, który po kolejnym ciężkim dniu podbijania świata wraca do domu, by zrelaksować się szklaneczką drogiego alkoholu i aromatycznym cygarem. Krawat zdjęty, koszula rozpięta pod szyją, zamiast eleganckich półbutów - wygodne kapcie. W kominku wesoło trzaska ogień, dzieci opalają sobie nad nim marshmallows i zaraz uraczą nimi tatusia. W pracy przegryza gardła, w domu rozluźnia się i jest do rany przyłóż, serdecznym, ciepłym człowiekiem.

Na pewno nie jest to zapach ostry i dystansujący, choć nie pozwala też na zupełne rozluźnienie. Bardzo mi się podoba i jestem dumna, że wyszedł spod skrzydeł polskiego autora.

Feerie Van Cleef & Arpels przez conneryfan 2017-01-19

Wcale nie z powodu flakonu :) tylko składników musiałem spróbować (Czarna i fiołek w jednym).
A więc, absolutnie się nie zgadzam, że to słodki soczek lub galaretka bez wartości.
Na początku jest kwaśna mandarynka i pikantna czarna porzeczka, jakby z powodu skórki mandarynkowej. Po pół godzinie pikanteria wygasza się a pojawia cudowny fiołek. Jeśli zalatuje kompocikiem to jest to kompot z truskawek i jaśminu : ) Po 2 godzinach woń przypomina orchideę ( z Euphorii ).
Jak dla mnie ten zapach jest dość ciepły. Projekcję samemu trudno ocenić niestety. Trwałość raczej słaba.
Nie zaprowadza do zaczarowanego, nocnego lasu jak moje ulubione ,,My Dream Gres". Bardziej można go porównać do lenistwa na tarasie w letnie popołudnie, z kotem na kolanach i zajadaniu się soczystymi owocami leśnymi^_^
w skrócie: bardzo ładne Ale mieć na szczęście nie muszę.

Aura Loewe Floral Loewe przez Winter 2017-01-19

Niestety muszę zgodzić się z przedmówczynią fortissimo, bo po prostu... aż mnie krew zalewa :) Na początku psik. No i moja myśl - o, fajne, ładnie pachną kwiaty. Wyczuwam fiołka, jaśmin, kwiat pomarańczy. No no, jest ciekawie. Zobaczymy jakie cudeńko to będzie jak się dokładnie rozwinie...
i...
niestety...
Po 15 minutach cała pachnę podobnie jak La Vie est belle Lancome ... jestem niezmiernie zawiedziona :/
Piękny plakat reklamowy raczej wskazuje na kwiatowe doznania bez tony cukru, a dostaję tu w zasadzie zapach podobny do LVEB :( czyli ładny słodziak, który wprowadził boom na rynku na słodkie zapachy.
Nie zrozumcie mnie źle - lubię LVEB i nic do nich nie mam, ale... czy wszyscy muszą obierać taki kierunek?
Myślałam, że Aura będzie obiecującą odmianą, a okazało się, że to taki cukiereczek, których teraz jest mnóstwo :(((
No cóż... wciąż żywię nadzieję, że jeszcze perfumiarstwo wróci do tworzenia tych STARYCH, pięknych i upojnych perfum :(

Liberte Cacharel przez marta1990 2017-01-19

Nie rozumiem Cacharel. Wycofano Glorię, wycofano Promess i wycofano Liberte. Kompletnie nie jestem w stanie znaleźć odpowiedzi skąd tak bezsensowne ruchy ze strony marki.

Liberte było jednym z moich pierwszych "takich" zapachów. Miałam wtedy naście lat i kochałam go od pierwszego powąchania. Kocham do dziś. Zużyłam kilka flakonów i z pewnością zaopatrzę się w kolejne bo liberte niesamowicie poprawia mi nastrój. W chłodne dni otula swoim słodkim ciepłem, latem i wiosną o dziwo staje się bardziej cytrusowe i orzeźwiające. Gra na mojej skórze nieustannie i dostosowuje się do panującej aury. Mało który zapach to potrafi. Żal mi tej straty szczerze bo nie ma dobrego "zamiennika" dla tego zapachu. Jest wyjątkowy i obawiam się ze cacharel już nigdy nie przedstawi nam czegoś tak nieoczywistego jak liberte.

pozostaje mi kupić sobie zapas bo w internecie jeszcze można je upolowac i delektować się nimi powoli.

trwałość nie jest powalająca, myślę ze około 4 godzin.
projekcja poczatkowo silna, powoli gasnie i zostaje na szerokosc ramion.

L'Agent Agent Provocateur przez Forest 2017-01-19

Długo się zbierałam do recenzji, dlatego, że nie chciałabym niczego pominąć.
Znamy się z Agentem od bardzo dawna - jakieś 5-6lat czyli całkiem spory procent mojego życia i od razu się zaprzyjaźniliśmy, mało tego stoimy za sobą murem i chciałabym przestrzec przed plotkami jakoby to zapach retro.
Dla mnie Agent (podobnie jak Rush) to jedyne dwa zapachy, które znam i są tak niesamowicie seksualne. To jest tykająca bomba. Nie interesuje mnie czy są wabikiem na mężczyzn (swoją drogą to ja jako kobieta mam przyciągać a zapach może co najwyżej podkreślić to czy owo we mnie).
Ja czuję się w nich jak bogini seksu i milion dolarów w jednym.
Jakie są? Mocne, żeby nie powiedzieć mocarne. Kiedy je poznałam wystarczyły mi dwa psiknięcia, żeby się upoić, teraz dobijam do czterech :)
Na mojej skórze od goździków i geranium, aż bucha, do tego zmiksowana mirra i paczula. Tu moi drodzy nie ma półśrodków, tu jest konkretne pieprznięcie.Notabene pieprzne też są, powyższy miks nadaje pikanterii. To nie są cukierasy z owockami pod waniliową pierzynką.
Do tego trwałość oszałamiająca 9-12h, projekcja ogromna, idealne na wieczór, chociaż ja stosuję też na dzień bo po prostu nie mogę sobie odmówić tej przyjemności. Składniki minimalnie wymieniają się na scenie, po 3-4h staje się lekko kremowy, nieco chowa pazur. Słodyczy tu nie ma ani grama. Do tego niespotykane, sama osobiście nigdy ich nie wywąchałam na nikim innym.
I tak, ochów i achów nie ma końca bo to dla mnie zapach bez wad, kompletnie nawet tani jak barszcz. No może nie nadaje się na upały, i dzięki Bogu bo jak coś jest do wszystkiego to i do niczego.
Butelka również piękna, perłowe, pudrowo-grafitowe jajo ze skórzaną zawleczką, czegóż chcieć więcej...

Caribbean Joe Caribbean Joe przez Malwina 2017-01-19

Długo zastanawiałam się co oznaczają sformułowania pisane pod adresem Caribbean Joe na angielskiej fragrantice:

'creamy orange vanilla dream come true'

'hidden gem'

'It makes me think of skin warmed by the sun, cooling breezes and relaxed lifestyles.'

'this becomes a lovely lemon blossom and nearly caramelly/vanilla cloud! I know the edibles aren't listed, but sometimes the sum is greater than the parts.'

Dzisiaj mogę napisać, że się z nimi zgadzam. Zamówiłam w ciemno i nie żałuję zakupu. Za cenę dwóch wizyt w moim ulubionym coctail barze dostałam deser, który z pewnością dostarczy mi przyjemności na dłużej.

Otwarcie to Escada Magnetism w rozkwicie, które przechodzi w kremową cielesność z Desnudy Ungaro. Delikatny 'vibrant' z Magnetism pozostaje w tym zapachu do końca i sprawia, że ten przepyszny, cytrusowy krem, gubi gdzieś kalorie i zamienia się w deserową, pozbawioną ciężkości chmurkę. Taki pocztówkowy, śmietankowy obłok nad karaibską wyspą. Wyobrażam sobie, że leżę na tej wyspie i sączę przez słomkę spienionego, mleczno-cytrusowego drinka z parasolką.
Jest bliskoskórny, ale wybaczam mu, bo to w końcu mój deser. Rozkoszna kremowa faza trwa ok 3 h, później pozostawia na skórze delikatny, zapachowy film trwający jeszcze wiele godzin.

Soir d'Оrient Sisley przez Winter 2017-01-19

Ten zapach to prawdziwy orient. Ale nie taki słodki, nie taki typowo kadzidełkowaty, o nie! Ten zapach ma głębię, głębię, którą poszukuję w orientalnych zapachach. Odurza i obezwładnia swoją mocą, lekką słodyczą, a jednocześnie podkręca ostrość poprzez przyprawy - niestety moja euforia trwa krótko, bo podoba mi się jedynie pierwsza faza, trwająca na mojej skórze do godziny. Niestety zasmuca mnie fakt, że pod koniec - po kilku godzinach, zapach zaczyna przybierać bardziej męskie nuty i to mi się w nim nie podoba :(

Scent Essence - Vibrant Fruity Avon przez Winter 2017-01-19

Ten zapach pachnie tak, jakby to Escada go wyprodukowała :) ma wiele jej cech - jest słodko, radośnie, egzotycznie i upojnie. W sumie to aż w szoku byłam, gdy koleżanka pokazała mi czym pachnie i nie mogłam w to uwierzyć :) Bardzo czuć tu jeżyny i kwiat jabłoni. Nuty drzewne są zdecydowanie bohaterem drugoplanowym, jak nie trzecio ;).

Ogólnie to nie jest taki zły zapach, z pewnością zyskałby, gdyby była jakaś porządna baza i trwałość dłuższa niż do 2 godzin.

Spokojnie można używać go do pracy, bez obaw, że kogoś możemy lekko poddusić. Tego zapachu nie da się przedawkować, niezależnie od tego jakbyście próbowały :)

Scent Essence - Lime Verbena​ Avon przez Winter 2017-01-19

Zapach mega limonkowy, ale przede wszystkim prym wiedzie verbena. W zasadzie wyczuwalne są tylko te dwie nuty :) Trwałość - marna, trwa do 2 godzin. Projekcja - słaba. Ogólnie zapach mega płaski, ale za taką cenę nie oczekujemy chyba produktów z górnej półki i tego, by się jakoś niesamowicie rozwijał? ;) dla mnie osobiście to bardziej jako taka mgiełka do ciała.

Jeśli uwielbiacie verbenę i cytrynę, można kupić i jest to bardziej taki świeżak na dzień, który mi osobiście przypomina zapach mydła verbeny w jednym z hoteli, w którym kiedyś nocowałam.

Chance Eau Fraiche Chanel przez Winter 2017-01-19

Dla mnie ten zapach wcale nie jest męski, jest niezwykle kobiecy. Czuć na mnie kwiaty, cytrusy, nie czuję żadnych nut męskich. Jest to zapach świeży, ale jednocześnie niesamowicie elegancki, no po prostu klasa :) Wspaniały zapach na lato i wiosnę, ale spokojnie można nosić o każdej porze roku. Nikogo nie przydusi, nie udusi, wręcz aż się ma ochotę człowiek zatracić w tym cudeńku :)

trwałość? Ogromna - mam oryginał, więc wiem, że trwa spokojnie cały dzień. Projekcja też niczego sobie :)

Noir Pour Femme Tom Ford przez Winter 2017-01-19

Zapach o nazwie "noir" zobowiązuje i Tom Ford wywiązuje się z tego zadania wspaniale. Jest to zapach nielekki, jest ciężki, otulający niczym kokon osobę noszącą Noir, ale jednocześnie ciepły, intrygujący i wyjątkowy. Bardzo elegancki, bardzo tajemniczy i urzekający.
Ja wyczuwam kulfi, ambrę, wanilię i gdzieś tam przemyka drzewo sandałowe.
Jedyne nad czym boleję, to trwałość - niby perfumy mocne, a jednak mało trwałe, co mnie bardzo smuci, bo uwielbiam, gdy odnajduję zapach następnego dnia na ubraniach, ale to przez to, że w dolnych nutach nie ma lepszego "utrwalacza" i to jest minus :/

Chanel No 5 L'Eau Chanel przez Winter 2017-01-19

Nie znoszę mocnych aldehydów w zapachach, ale l'eau jakoś zniosłam. Po prostu po pewnym czasie one wietrzeją i zostaje świeży, ale mocny zapach. Zapach cytrusowy. Kwiatów w ogóle na mojej skórze nie czuję :) To takie bardzo ugrzecznione i współczesne chanel no 5, dla młodziutkiej kobiety, ale w l'eau także czuć mydlane nuty.

Uważam, że l'eau byłoby fantastyczne, gdyby było bardziej trwałe, bo jest skandalicznie nietrwałe. Po kilku godzinach znika ( u mnie na skórze około 3). W dodatku projekcja bardzo blisko skórna. Według mnie na jesień i zimę się nie nadają. Raczej na wiosnę i lato.

Dolce&Gabbana Pour Femme Dolce&Gabbana przez samsara 2017-01-19

Pachną jak budka z goframi w nadmorskim kurorcie. Gofry się smażą, bita śmietana leje hektolitrami, do tego mnóstwo borówek, malin i innych owoców do wyboru i na koniec nieodzowna polewa karmelowa, albo czekoladowa. Słodko, słodko, aż za słodko. Uwielbiam gofry-zawsze jednak wybieram suche, gdyż wyznaję zasadę:co za dużo, to niezdrowo. I w tym zapachu niestety jest jednak tego dobrodziejstwa za dużo. Gofrowe otwarcie wiele obiecuje, ale szybko rozwiewa me nadzieje przykwaśna śmietana ze sztuczną owocową nutką. Po prostu źle się na mnie układa, czuję wyraźnie nutę sfermentowanego nabiału i słodycz, od której bolą zęby. Podobne w mym odczuciu do Manifesto-tam słodycz jest sernikowa, tu śmetankowo-krówkowa, jednak obie niestety sprawiają, że czuję się jak ptaszek na uwięzi stereotypów, a dokładniej jak kuchareczka, która królową jest tylko w kuchni. Co to, to nie! ;)

A na mnie ten zapach słodziakiem nie jest. Jest dymno-winny z nutą słodyczy pobrzmiewającą w tle, ale zdecydowanie nie grającą pierwszych skrzypiec. Otwarcie to sterta swieżo rozłupanych orzechów, bardziej jednak czuć łupinki niż same orzeszki, jest sucho i surowo. Ta faza trwa jednak niezwykle krótko.Już po chwili zapach robi się mięsisty, gęstszy i mi do złudzenia przypomina kosz wędzonych śliwek, nie suszonych, lecz wędzonych-takich z pestką, które kupuje się do kompotu z suszu na Święta. Skóra w tym zapachu jest dla mnie delikatną skórką śliwki, nie czuję również powinowactwa z alienowym jaśminem. Końcowa faza zapachu przyprósza nieco tę oryginalną nutę słodyczą pianek, albo raczej ich zewnętrznej warstwy swoistego talku/ cukru pudru, który dba o to by nie lepiły się jedna do drugiej. Ten zapach również nie jest ulepny, wydaje mi się suchy, kojarzy mi się też z zapachem wiśniowego tytoniu, ma w sobie pewną bliżej nieokreśloną szorstkość. Spodobał mi się.

Noir Extreme Tom Ford przez Winter 2017-01-19

Wspaniały zapach. Noir extreme stał sobie grzecznie na półce z DAMSKIMI zapachami Toma Forda, więc musiałam dzisiaj go przetestować. Psiknięcie i tu oniemiałam. BOsze, jaki wspaniały zapach! Mocno skoncentrowana wersja noir, tyle że głębsza, bogatsza, wciągająco-hipnotyzująca. Niewiele myśląc spryskałam się tym zapachem dzisiaj z kilka razy - i muszę powiedzieć, że z zaskoczeniem zobaczyłam na fragrantice, że to zapach dla mężczyzn. Bardziej kierowałam się w stronę, że to unisex, a to zapach TYLKO dla mężczyzn(!). Bosze, ja bym mogła go nosić dniami i nocami! :D
OTwarcie jest wspaniałe - wanilia, słodycz, nuty drzewne i kardamon uderzają jak dobre wino do głowy, że aż człowiek nie chce odrywać nosa od nadgarstka i ta faza jest najpiękniejsza, najbardziej zmysłowa, no po prostu fenomenalna! I to w tej fazie według mnie zapach zdecydowanie bardziej dla kobiet, ale później... po godzinie... zapach faktycznie kieruje się jakby troszkę bardziej w męską stronę, ale gdy dałam go do powąchania mojemu facetowi, to stwierdził, że według niego pachnie bardziej na damski niż męski. :) Także sami oceńcie. Dla mnie to bardziej unisex, niż zapach męski, ale w sumie, who cares :D ważne że wspaniale pachnie.

Egoiste Chanel przez DawidKarol 2017-01-19

@YonnYonson Boże :O Tak się można pozbyć tego zapachu? Gdybym to tylko wiedział przed amputacją dłoni :/

Must de Cartier Gold Cartier przez mamigora 2017-01-19

Must gold otwiera się bardzo zielono, ale jest to zieleń ocieplona promieniami słońca i osłodzona wanilią. Ziołowa herbata z łyżką miodu gryczanego podana w złotym pucharku. Czasami jest jak łupina włoskiego orzecha, sucha z echem mięsistego nadzienia, lekko słodka, lekko gorzka, nieco kwaskowa. Kojarzy mi się z Dune Diora, choć są różne. Tak jakby obydwa zostały zainspirowane światłem. Must Gold są spokojne, ciepłe i tworza aurę wyciszenia i relaksu. na mnie działają jak melisa...z miodem.

Fahrenheit Cologne Christian Dior przez icenumerocinq 2017-01-19

Spodziewałem się odcinania kuponów i to dostałem, ale cały czas na poziomie diorowskim. Oczywiście motywacją powstania tych perfum na pierwszym miejscu były pieniądze. Na drugim prawdopodobnie też ;-) Mamy już Fahrenheita w wersji Light, czyli Fahrenheita Aqua. Zostaje on wycofany, co wg mnie jest błędem na miarę zmiany kompozycji Diora Homme Sport (2008) przez dodanie do niej irysa. Tam podyktowane było to wygaśnięciem praw do formuły. Tutaj to po prostu odświeżenie wizerunku, choć wolałbym aby zamiast tego przypomniano w reklamach o Aqua. Ale to nowości generują większe zainteresowanie i zyski.

Dobra pomarudziłem. W kwestii samego zapachu, to jestem bardzo zadowolony. Początek świeżo, zielono, gorzko, mydlany. Tak, jak wskazują nuty, cytryna z bergamotką przełamane gorzką mandarynką. Cały czas w tle czają się fiołek oraz wetyweria, które nie pozwalają nawet na chwilę zapomnieć, że to Fahrenheit. Charakter ojca rodu zachowany. Później idzie to w wodne klimaty. Fani Bvlgariego będą zachwyceni. Ten etap trwania zapachu to etap Aqua. I tak to trwa i trwa, bo trwałość pomimo nazwy nie jest wcale kolońska. Perfumy te jednak, to nie jakiś tam świeżak. To są eleganckie perfumy, choć delikatne. Krótko mówiąc zamierzam w najbliższym czasie nabyć flaszeczkę. Na zbliżające się wiosenne dni i letnie wieczory.

Egoiste Chanel przez YonnYonson 2017-01-19

@DawidKarol proponuję byś wyszorował pumeksem, albo użyj szlifierki.
Podpisano: 112 latek

Egoiste Chanel przez DawidKarol 2017-01-19

Jeden z najpaskudniejszych zapachów jakie moje nozdrza poznały, umieścił bym go pomiędzy trupem a starą kwiaciarnią. Wydaje mi się że średnia wieku osób które go noszą to 112 lat. Kopozycja egoisty jest strasznie zbita, aż lepka. Od momentu kiedy ten eliksir śmierci dotknie Twej skóry, ta dziadkowa róża Cię nie opuści. Dochodzi do głosu tutaj tytoń, ale nie szlachetny z tabakiery angielskiego gentleman'a, tylko taki z plastikowej paczki wuja Władka co przecholował na grillu z etanolem, i od kiedy tylko wybudził się z objęć Morfeusza klepie róbki. Jak na złość to szkaradztwo nie chcę zejść ze skóry, chociaż to pewnie plus dla wszystkich 112 latków zakochanych w tym pachnidle.

1881 Cerruti przez Isabel 2017-01-19

Jakie rozczarowanie...Po przeczytaniu tylu pochlebnych recenzji, szczegółowej analizie nut zapachowych, w których wszak tak wiele przemawiało "za"...Bo i przecież ubóstwiam różę, kocham zarówno fiołka jak i irysa, a połączenie w bazie cedru z piżmem należy do moich ulubionych. A jednak pomimo to, nie jestem w stanie nosić Cerruti, czuję się jak przebrana. Długo deliberowałam nad tym, jakiż to składnik może powodować u mnie taki dyskomfort...W poszukiwaniu odpowiedzi weszłam więc ponownie na fragranticę, po raz kolejny analizując piramidę...i nagle do mnie dotarło, że perfumy te zawierają w sobie galbanum! Dodam tylko, że brak sympatii z mojej strony dla tego składnika, to delikatnie powiedziane, nie wiem jak to się stało, że to przeoczyłam...To właśnie ono odpowiada na mojej skórze za efekt gryzącego zielska, które w moim odczuciu dominuje i zagłusza wszystkie pozostałe składniki. I na nic się tu zdały kolejny testy, zaklinanie rzeczywistości i tłumaczenia, że perfumom należy dać się rozwinąć w czasie, galbanum trwa uparcie na mojej skórze i ani myśli się stamtąd ruszyć. Zapach kompletnie nie mój, niestety...

Monsieur Eau du Matin Jean Paul Gaultier przez DawidKarol 2017-01-19

Wszystkie poltki, wieści na temat tego że zapach znika po 3 godzinach, to jedna wielka prawda xD Kopozycja jako tako mi się podoba, jeśli chodzi o odkrywczość to tutaj JPG Kolumbem nie jest, jednak to drzewo oblane cytrusem przyjemnie się nosi.

Stetson Coty przez MatWawa 2017-01-19

Wygrzebany z dna piwnicznego kartonu. Przywiozłem z USA jakieś 7 lat temu, jako jedną z pamiątkowych pierdół i kompletnie o nim zapomniałem.

Charakterystyczny i bardzo męski.
Bogata, mocno aromatyczna kompozycja. Zapach dla panów, którzy golą się brzytwą, jednocześnie paląc papierosa, a pastę do zębów wypłukują Jackiem Danielsem, zamiast wodą.

Duża trwałość i solidna projekcja.

Coach the Fragrance Coach przez SylviaInVogue 2017-01-19

Nie rozumiem, jak można było popełnić tak wybitnie nijaki zapach i to jeszcze za tak wysoką cenę?
Tak jak poprzedniczka mojej recenzji - wcale się nie dziwię, że nikt przed nami nie napisał jeszcze żadnej recenzji na temat tego zapachu – po prostu szkoda zawracać sobie nim głowę.
Zapach jest bardzo rozwodniony, nietrwały, przypomina mi nieco Armani Si EDT albo Flowerbomb ale w wersji bardzo rozcieńczonej. Wyczuwam bardzo słodką herbatę, różę oraz gruszkę i tak naprawdę nic więcej. Trwałość też taka sobie, projekcja tym bardziej.

Jedyny atut? Pudełeczko we wzór imitujący strukturę skórzanych torebek oraz naprawdę ładny flakon z dodatkiem skórzanego i metalowego breloczka. Reszta zupełnie na nie.

Egoiste Chanel przez dandysek 2017-01-19

Egoiste od roku chodził mi po głowie i w sumie jak się zdecydowałem, w niewielkim odstępie czasu udało się uzupełnić kolekcję o dwie flaszki.
Co tu dużo pisać, klasa i najwyższa nota z pocałowaniem w korek - za kompozycję, trwałość, legendę i flakon.

Egoiste jest niepokojący (drapieżnie seksualny) i gęsty jak powietrze w jakimś zapomnianym przez bogów pokoiku w tanim burdelu. Budzi skojarzenia z Davidoffem Classic (nieco brudnie podany tytoń i skóra ale tutaj w słodkawych oparach róży i goździków) choć nie jest tak surowy.
Ma w sobie piękny sznyt czasów minionych ale nigdy nie określiłbym go jako dziadkowy - to nie ten typ kompozycji.
Wersja końca lat '90 na otwarciu jest bardziej gęsta i mniej transparentna niż 2008 - obie wersje zachowują jednak po czasie ten sam charakter. Jak dla mnie jest to pachnidło bardzo komfortowe, wręcz codzienne (moja babeczka je uwielbia).
Kocham tego brudasa :)

Gentleman Aramis przez don Pedro 2017-01-19

Aramis Gentelmen to dość lekka i świeża odsłona znanej raczej z cięższych aromatów marki.
Z poprzednikami z minionych dekad niewiele ją łączy. Ogólny soft, zwłaszcza w projekcji, bo jest to propozycja zdecydowanie blisko-skórna o przeciętnej trwałości, chociaż jak dla mnie na zadowalającym poziomie. Wielbiciele ogonów będą tym razem niepocieszeni. Otwarcie w kombinacji cytrynowego pieprzu z imbirowym dynamitem dość szybko stygnie i traci swą początkową intensywność po około godzinie od aplikacji. Wyczuwam też delikatnie słodkawe tło, może na podbiciu lawendy lub paczuli plus odrobinę skóry i tytoniu. Całość wypada dość ciepło, uroczo i zadziwiająco delikatnie, bez żadnych aromatycznych zwrotów, liniowo, do spokojnego wygaśnięcia. Klasycznie męski zapach, przy tym niezobowiązujący i chyba raczej na mniej formalne, dzienne okazje. Wieczorem może mieć zbyt małą siłę przebicia. Lubię go za niebanalnie podaną nutę imbiru, która odgrywa tu rolę podobną do cynamonu w Old Spice, ale to już zupełnie inna historia.

Green Tea Elizabeth Arden przez SylviaInVogue 2017-01-19

Green Tea to zapach stworzony po to, żeby uszczęśliwiać. Jest delikatny, świeży, zielony i ponadczasowy. Każda kobieta niezależnie od wieku czy gustu by się w nim odnalazła. Nie ma co się rozwodzić nad pisaniem poematów, ponieważ wszystko o tym zapachu już zostało napisane. Green Tea idealnie podkreśla świeżość po kąpieli, jest doskonały na lato jak orzeźwienie.

Tyle plusów, tyle zalet, ale tak mówiąc szczerze nie za bardzo chciałabym go widzieć w swojej kolekcji. Dlaczego? Mogę już od tak wymienić choćby pięć powodów. Po pierwsze jest zbyt popularny i dostępny, zbyt wiele kobiet go zna i używa, więc o oryginalności nie ma mowy. Po drugie przeraża mnie jego trwałość – ale wszystkie zapachy Ardenki już niestety to do siebie mają. Nie opłaca mi się kupować czegoś, co trzyma się na mojej skórze 15-30 minut. Po trzecie – z jego trwałością wiąże się również bardzo niska wydajność. Po czwarte, zapach nie ewoluuje – znam wiele ciekawszych i zaskakujących kompozycji na lato niż Green Tea. I w końcu po piąte – zapach już był tyle razy nieudolnie podrabiany przez firmy krzak, że po prostu mi zbrzydł. Używały je moje koleżanki w liceum.

Owszem, lubię sobie powąchać czasem Green Tea, ale niekoniecznie chciałabym na własność.

Samsara Eau de Parfum Guerlain przez SylviaInVogue 2017-01-19

Samsara to dla mnie zapach wściekłości. To, co inni odczuwają u Lolity Lempickiej, w Hypnotic Poison czy Alienie, jest przeze mnie zidentyfikowane właśnie tutaj. To nie jest zapach zły, brzydki, czy męczący. Jest po prostu specyficzny. Jak dla mnie ma agresywny i krzykliwy ładunek emocjonalny.

Jest jak szalona stara bibliotekarka, która potajemnie zamienia się nocą w wiedźmę. W szkole stwarza pozory ładu i grzeczności - skrzętnie pisze coś na starym papierze, jest podejrzanie miła i czasem wylewa się jej odrobina atramentu na kartkę, przez co cała upaćkna jest w kleksach. To w bibliotekarce wywołuje ogromną złość, wychodzi z niej prawdziwa czarownica! No właśnie – atrament to dla mnie słowo kluczowe tego zapachu. Samsara pachnie dla mnie właśnie jak atrament.

Jest to zapach wilgotny, „niebiski”, syntetyczny, narkotyczny. Do tego jakieś drewno, jakieś kwiaty, może nawet odrobina słodyczy. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie w głębokiej otchłani atramentu?

Maremma Tiziana Terenzi przez Winfryda 2017-01-19

Otwarcie to ostra, apteczna paczula. Po chwili do głosu dochodzi kakao, przechodzące w słodką czekoladę.
Potem pojawiają się akordy miodu, bursztynu i drewna oraz dużo ylang-ylang. W tle pobrzmiewa nutka oudu, łagodnie, dyskretnie.
Wszystko gładkie, kremowe, dominuje początkowo kakao, potem ylang-ylang. Kompozycja zdecydowanie z gatunku słodkich, ale w mojej opinii dobrze ułożonych. Nie jest mdła i nie jest ulepem.

Trwałość: koło 12 godzin przy pięciu psikach z sampelka. Nie wiem jak duży ma zasięg, ale czułam go na sobie od czasu do czasu cały dzień.

Podoba mi się, szczerze polecam na chłodno-zimne pory roku.

Dia pour Femme Amouage przez fortissimo1603 2017-01-19

Długo zbierałam się z ta recenzją-nie recenzją. Wszak, powinna opisywać zapach, a to będzie raczej kartka z pamiętnika. Powiem tyle, tak byłam oczarowana, że brakło mi słów, co można zobaczyć poniżej.

Owszem, Dia jest staroświecka. Na pierwszy rzut oka wydaje się być nawet zaściankowa. Lecz zdarza się, że pozory mylą. Jeśli się bliżej przyjrzeć, zauważymy, iż reprezentowana przez Dię staroświeckość, podparta została solidnym fundamentem konserwatyzmu. A w połączeniu z klasycznym pięknem, który bije od tej kompozycji, tworzy obraz kobiety zarazem twardej jak stal i wrażliwej niczym liście mimozy.

Niestety nie umiem tych perfum rozłożyć na poszczególne nuty, zresztą sprowadzenie Jej do prozaicznej listy składników i stwierdzenie, iż zapach jest w klimacie mydlanego vintage będzie według mnie profanacją.
Dia jest po prostu piękna. Nic w Niej nie jest przeładowanie, ani przerysowane. Nie ma naciąganych retro-inspiracji, nie wciska się Jej na siłę w obecne nurty, za to uosabia szlachetne wartości, o których ten świat powoli zapomina.

Mimo, że Dia cholernie mi się podoba, to niestety nie jestem w stanie jej udźwignąć. Ponieważ przeznaczone są kobiecie o niezłomnym i krystalicznym charakterze, teraźniejszej Joannie d’Arc.
Jean Claude Ellena – gromkie brawa i niskie pokłony!

Ambre Sultan Serge Lutens przez Aleksxs 2017-01-19

Właściwie nie wiem co napisać bo tak jestem zachwycona tym zapachem. Nie miałam jeszcze innych S. Lutensa ale czaję się. Flakon prosty ale ma w sobie złoty płyn i zdecydowanie perfumy te to złoty zapach, pełen bogactwa orientu, kadzideł i żywic. Niewątpliwie jest to bardzo ciepły, wyrazisty zapach z mocnymi nutami: ambry, mirry, żywic i benzoesu i jakby piżma. Z kolei lekki chłód, gorycz, korzenną woń, nadaje mu: kolendra, paczula, oregano, liść laurowy i inne zioła. Ambre Sultan to po prostu ambrowo-mirrowa słodycz, ciepło przełamana całym mnóstwem świeżych, korzeni, przypraw. W ten sposób mamy orientalny słodki, ciepły zapach z nutami goryczy a pod koniec staje się balsamiczno-ciepło-orientalny. Mnie te perfumy uwodzą, są takie jakie najbardziej kocham. Dodatkową ich zaletą jest ich trwałość do 12h a projekcja początkowo do 4h duża później średnia. Zdecydowanie przez około 4h pozostawiamy ogon zapachu.
Ps. Obecnie mam tylko 6ml tego zapachu ale planuję ich kupno.

Orchid Soleil Tom Ford przez Aleksxs 2017-01-19

Może zacznę od plusów, to co mi się podobało. Zdecydowanie ciekawy flakon, śliczny kolor, który pasuje do tego zapachu. Dodatkowo perfumy te są bardzo trwałe, pachniemy nimi około 7-8h a ich projekcja jest duża, później raczej średnia. Ogon zapachu Orchid Soleil pozostawiamy. I to na tyle z mojego punktu widzenia jeśli chodzi o plusy. Zapach w ogóle mi się nie podoba: od początku do końca jest strasznie słodko-kremowy. Taka gęsta, otulająca nas słodycz. Zdecydowanie czuć w nim słodką, kiepskiej jakości śmietanę w atomizerze, dodatkowo jest w nim dużo słodkiej wanilii, mocnej orchidei, tuberozy słodkich kasztanów. Nie czuję w nim żadnych nut przełamujących słodycz, gdzie niby jest w tym zapachu: cyprys, paczula, gorzka pomarańcza. Moim zdaniem jest to typowy zapach dla miłośniczek wszelkich słodkości,kwiatowo-waniliowych zapachów. Jak dla mnie Orchid Soleil to kompletnie nie moja bajka. Sama słodycz a zero w nich orientu.
Już Adarca wspomniała o migrenie ale też to podkreślę, 2 razy go użyłam i za każdym razem głowa mnie bolała.

Tuscan Leather Tom Ford przez Aleksxs 2017-01-19

Tuscan Leather jest zdecydowanie trudnym zapachem, czyli takim, który kocha się albo nienawidzi. Zdecydowanie zapach ten ma coś w sobie, i przynajmniej mnie strasznie uzależnia. Z pewnością jest to unisex ale z dużym męskim pierwiastkiem zatem idealny dla kobiet, które chcą podkreślić to, że niczego się nie boją, są odważne, eleganckie i cenią sobie klasykę. Tuscan Leather początkowo jest bardzo dymny, tytoniowy, zakurzony ale i też mocno skórzany. Ta skóra zdecydowanie tam dominuje. Później intensywny zapach skóry zostaje przełamy delikatnie nutą maliny, tymianku, szafranu, olibanum dochodzi też zamsz więc słodycz jest strasznie delikatna, tylko i wyłącznie łagodzi skórę. Zapach mało ewoluuje, zdecydowanie trzyma się tej głównej skórzano,zamszowej nuty ale gdy Tuscan Leather się rozwinie jest on też drzewny i zdecydowanie można wyczuć akordy nut drzewnych i ciepłej ambry, która z skórą i zamszem otula nasze ciało. Zdecydowanie akordy te podkreślają unikatowy charakter skórzanego zapachu Toma Forda. Niewątpliwie jest to zapach mówiący: mam siłę ja rządzę, trzymam wszystkich na dystans ale i też takim, który przyciąga płeć przeciwną i teraz od nas zależy, od naszej postawy czy będzie zapach przyciągać ludzi czy będą nas postrzegać jako osobę władczą.
Flakon standardowo jest piękny. A co do wytrzymałości spokojnie będziemy nim pachnieć 12h. Z kolei projekcja początkowo jest ogromna, cały pokój pachnie a później duża tak do 6-7h by po tym czasie utrzymywać się bardziej blisko skóry.

Bardzo apteczny zapach, ktory lubie. Gorzkie, eleganckie perfumy.
Niezbyt trwale jak na wode perfumowana, ale Artisan Parfumeur ma tylko kilka trwalszych zapachow.
Dla kobiet jak i dla mezczyzn.

Sphinx Hommage a Greta Garbo Gres przez Nan 2017-01-19

Sphinx to doskonała ilustracja określenia „zwyklak”, o którym toczy się właśnie rozmowa na forum naszego portalu. Przynajmniej w mojej ocenie, bo dla mnie zwyklak to zapach codzienny, dla każdego, niekontrowersyjny, niewyróżniający się. Nie twierdzę, że to coś złego, takie zapachy też są potrzebne, niemniej dla poszukiwaczy nowych wrażeń, którzy wąchali już prawie wszystko i mało co jest w stanie ich zaskoczyć będzie to zapach po prostu nudny.

Sphinx należy do kategorii kwiatowo-owocowej i ryzykując, że na moją głowę posypią się gromy stwierdzam, że w tej kategorii zwyklaków jest przypuszczalnie najwięcej. Perfumy są lekkie, świeże, słodkawe, chłodne w odbiorze, miłe dla nosa, nie zmęczą nosicielki ani jej otoczenia. Jest to ładne połączenie nut kwiatowych i owocowych na podstawie z białego piżma, gdzie nic szczególnie nie wybija się na pierwszy plan. Będą niezłym wyborem, jeżeli chcemy kupić perfumy na prezent komuś, kto nie jest perfumowym maniakiem, ale po prostu lubi ładnie pachnieć i jest mu w zasadzie obojętne co to takiego, byleby nie było „duszące”. Sphinx duszący nie jest na pewno, zaręczam. Nada się dla każdej grupy wiekowej i na każdą porę roku i okazję jako zwieńczenie porannej toalety.

Inną sprawą jest połączenie takiego zapachu z osobą jednej z najbardziej niezwykłych aktorek w historii X muzy - Gretą Garbo, Białym Płomieniem Szwecji, osobą tyleż utalentowaną, co tajemniczą. Tak zwykły zapach jako hołd dla tak nietuzinkowej postaci to trochę dziwny pomysł.

Poison Girl Christian Dior przez Agne.tt 2017-01-19

Ja nie wiem czy mam coś z węchem, czy cała krytyka jest zupełnie bezpodstawna i jedynie "dla zasady"... Absolutnie nie czuję żadnego podobieństwa do LVEB bądź Black Opium... Uważam, że to ciekawy, dość oryginalny zapach, wyczuwalne migdały. Owszem, nazwa jest głupia("girl"), ale to jedyna rzecz która mi w tych perfumach nie pasuje. Dla tych którzy nie znają, polecam wypróbować, za żadne skarby nie sugerować się tymi durnymi opiniami.

Allure eau de parfum Chanel przez Aleksxs 2017-01-19

Swego czasu Allure bardzo mnie zauroczył. Taki zmysłowy, romantyczny, lekki zapach. No niestety wszystko co piękne to się kiedyś kończy. Tak i w moim przypadku, flakon się skończył choć nadal jest na półce. Mówiąc prosto, perfumy te, to zdecydowanie delikatne kwiaty, owoce, wanilia i nuty orientalne. Chyba każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Początkowo Allure jest kwiatowo-cytrusowy. Zdecydowanie czuć: brzoskwinię, sycylijską mandarynkę, wanilię, różę, bergamotkę, pomarańczę jak i kwiaty: magnolia, lotos. Z kolei gdy zapach się rozwinie, Allure staje się bardziej zmysłowe, jakby pudrowo-mydlane. I zdecydowanie wyczuwalne są wtedy cedr, wetyweria, delikatna wanilia. Allure choć jest delikatnym zapachem, jak i świeżym to jednak bardzo długo utrzymuje się na skórze, do 10h a jego projekcja, początkowo jest duża, woal zapachu sunie się za nami a później po tak 4h Allure zaczyna pachnieć wyłącznie z poziomu ramion. Flakonik idealnie współgra z zapachem.

Iceberg Effusion Woman Iceberg przez perfumeholic88 2017-01-19

Iceberg to nie jest marka, którą lubię i oprócz świetnego The Iceberg Fragrance niestety nie może pochwalić się dobrymi kompozycjami, a jej wariacja na temat oudu też wyszła średnio. Effusion tego nie zmienia i niestety utwierdził mnie tylko w postanowieniu, żeby trzymać się od Iceberga z daleka. Mimo nut owocowych, kwiatów i przypraw ja nie czuję tu niczego takiego zresztą to co w ogóle czuję przy tak nikłej projekcji i trwałości to jedynie dość męski grapefruit z cedrem i nic poza tym. Wychodzi z tego coś na kształt Cerruti Image Woman, którego nie lubię tylko jakiś kilkanaście razy delikatniejszy. Effusion jest tak bardzo nietrwały, tak bliskoskórny, że nie mam ochoty już nigdy więcej po niego sięgać zresztą nawet gdyby był mocarzem to ta jego świeżakowatość w żadnym razie mi nie odpowiada.

Hot Couture Givenchy przez marta1990 2017-01-19

Kupiłam je w ciemno, przeczytałam chyba wszystkie komentarze odnośnie tego zapachu. Niektórzy wychwalali je pod niebiosa, inni oceniają ten zapach jako niemodny i " dla starych pań"
ja starą panią nie jestem, a zapach moim zdaniem jest po prostu przepiękny. To słodycz zupełnie inna niż te obecnie nam serwowane. To taki malinowy, gęsty likier który otula nas swoją przejmującą słodkością. Bardzo mi się podoba to, że ta słodycz nie jest taka jak z wszechpanujących LVEB czy Poison Girl. Projekcja jest na szerokość ramion, trwałość bardzo dobra. Ciekawa jestem jak będą się układać wczesną wiosną.

White Luminous Gold Michael Kors przez Aleksxs 2017-01-19

Moim zdaniem bardzo ciekawy zapach, bardzo unikatowy a na pewno ciekawszy i lepszy niż Sexy Amber. WLG jest cały czas świeże choć mocno czuć w nim ciepłą ambrę, bursztyn jak i białe kwiaty: moim zdaniem: jaśmin, lilia. Jednakże ma on też w sobie coś z soczystych owoców i na pewno nie tylko z gruszki. Te owocowe nuty głównie czuć w na samym początku później zdecydowanie do władzy przechodzą kwiaty: lilia, jaśmin i ciepłe nuty orientalne typu: ambra, bursztyn. Poprzednie dziewczyny mówiły o wanilii ale ja nie jestem pewna czy ona faktycznie tam jest, raczej bym dodała jeszcze jakieś nuty orientalne, może jakiś balsam. Niewątpliwie zapach jest unikatowy, zmysłowy, romantyczny. Taki niespotykany. Idealny na każdą okazję jak i porę roku czy dnia, nocy. Dodatkowo White Luminous Gold jest bardzo trwały, spokojnie utrzymuje się 6-8h ale jego projekcja jest cały czas przeciętna. Flakon też bardzo ciekawy, pasuje do zapachu, bowiem przypomina białe złoto. Minus taki, że nie widać płynu więc nie wiemy ile mamy jeszcze naszego zapachu

Bonbon Viktor&Rolf przez Agne.tt 2017-01-19

Powiem tak. Perfumy te hejtują chyba osoby zniechęcone fatalnym początkiem. Moja historia z tym zapachem zaczeła się od zamówienia go w ciemno. No tak. Wyczytałam o tym karmelu, kocham Prade Candy(na którą się póki co nie decyduję ze względu na podobno mizerną trwałość), więc uznałam, że zaufam Holendrom i może będzie to petarda. Perfumy dotarły do mnie, pudełeczko, flakonik, cudo. Nadszedł moment testu i... Pożałowałam tylu pieniędzy, które wydałam. Zapach wydał mi się jakiś taki tani, wyczułam owoce, których w perfumach nie znoszę... Mój chłopak wąchając go jednak czuł zachwyt, więc postanowiłam dać szansę.
Po kilku godzinach owocki jakby "wyparowały" i zaczełam czuć piękny, intensywny karmel. I tutaj nadszedł moment w którym stwierdziłam, że czuję się świetnie w BonBonie!
Reasumując, uważam, że to zapach godny wypróbowania. Moim zdaniem początek jest słaby(dobrze, że trwa jedynie jakieś pół h), jednak z upływem czasu rozwija się genialnie i trwa przez wiele wiele godzin(tu pochwalę trwałość, na mnie cały dzień).

Gris Clair Serge Lutens przez 2017-01-19

Lawenda, lawenda, lawenda. Nic dodac nic ujac.
Mocny zapach.Tylko dla odwaznych.
Polecam.

Reflection Woman Amouage przez Aleksxs 2017-01-19

Reflection jest zdecydowanie pełnym energii, z chęcią życia, bardzo delikatnym i unikatowym zapachem. Zdecydowanie idealny na upały jak i do pracy. Początkowo mocno czuć w nim: jaśmin, magnolię, frezję ale i też delikatne, bardzo orzeźwiające, lekkie nuty zielone. Później perfumy stają się bardziej romantyczno-orientalne, nuty orientalne są delikatne ale wyczuwalne. Zdecydowanie przebija się ylang-ylang, piżmo i drzewo sandałowe a ambry czy cedru zbytnio nie wyczuwam. Reflection jest też od początku do końca pudrowy najpierw chłodniejszy później trochę cieplejszy. Niewątpliwie jest to bardzo ciekawy, delikatny orientalno-kwiatowy zapach ale mnie nie zdobył aż tak by go kupić, by mieć cały flakon. Dodam jeszcze, że na ciele utrzymuje się tak do 6h a jego projekcja początkowo jest na wysokości ramion a później bliższa skóry.
Flakonik, mi się nie podoba kolor ale do zapachu pasuje.

Wish Chopard przez Gagatek9 2017-01-19

Wish zakupiłam prawie w ciemno. "Prawie" bo kiedyś psiknęłam nim na blotter i pomyślałam, że nie jest zły. Nie urwał mi też niczego, ale był w porządku, więc na początku stycznia kupiłam. No i jestem zawiedziona.

W moim odczuciu Wish pachnie bardzo sztucznie, słodko-plastikowo. Nie rozwija się za bardzo na skórze, trwa sobie na niej około 5-6 godzin i w tym czasie ani nikogo nie drażni, ale też nie porywa. Czuć owoce, czuć miodową słodycz, ale wszystko jest przeplatane dziwną sztuczną nutą. Przemęczyłam się z nim dwa dni żeby dać mu szansę i niestety rozstajemy się. Mam przeczucie że za miesiąc nie będę pamiętała jak on pachnie, bo jest tak mało charakterny.

Jeśli chodzi o porównania do kultowego Angela to nie potwierdzam, nie ma tu tej głębi, charakteru ani pazura. Gdybym gustowała w tego typu zapachach to wolałabym kupić najmniejszą pojemność Angela i cieszyć się głębokim, zmysłowym i trwałym zapachem, niż płaskim i plastikowym Wish.

Ex`cla-ma`tion Coty przez 2017-01-19

Moje pierwsze perfumy, które dostałam od mojej pierwszej miłości, więc mam do niech niesamowity sentyment. Poza tym - małe miasto, Polska B, żadnych zapachów nie było, moja mama używała "Być może", a ja dostałam od ukochanego perfumy, uwaga - prawdziwe perfumy, w dodatku reklamowane w TV (podnosi wartość perfum samą w sobie;)) jako "pachnieć krzykiem z wykrzyknikiem". Co to był za dzień! Nosiłam go i czułam się jak milion dolarów. Jak ja pachniałam, jak ja krzyczałam! Zapach bardzo słodki, waniliowy, dość ciężki, jednak dla młodej dziewczyny - super.... Chyba kupię sobie raz jeszcze, już sama, za całe 25 zł, dla funu ;)

Grain de Soleil Fragonard przez 2017-01-19

Bardzo mylaca nazwa. Slonce kojarzy sie raczej z latem, a zapach jest typowo jesienno-zimowy.
Bardzo elegancki ze szczypta wanilii.Dosyc trwaly.
Polecam.

Fourreau Noir Serge Lutens przez 2017-01-18

Dla mnie najlepszy zapach Lutens.
Mocny, intrygujacy, sexy.
Gorzko-slodki z nutka wanilii.
Po prostu wspanialy.
Idealny na jesien i zime.Zwlaszcza dlugie ,zimowe wieczory.

Bardzo przyjemny zapach.Cytrynowo-kremowy.Jeden z najdluzej utrzymujacych sie zapachow na mojej skorze.
Najbardzej przypomina mi L'ete en douce Artisan Parfumeur.Idealny na wiosenny dzien.
Pierwszy raz przetestowany w sklepie w ogole mi nie podszedl, ale za drugim razem juz bylam pewna,ze to jest to czego szukam. Jestem teraz juz z drugim flakonem. Goraco polecam.

Knize Ten Knize przez SignoreMachiavelli 2017-01-18

„W skórze dżentelmena”

Warto wiedzieć, że Knize Ten jest tylko drobnym elementem oferty cenionej pracowni krawieckiej z tradycjami. Tworzy więc kolejny poziom interpretacji człowieka z klasą. Knize chciał, aby dobre maniery, wysoki status społeczny i perfekcyjnie skrojona garderoba, zostały dopełnione przez kunsztowny i charakterystyczny zapach. Można uznać, że osiągnął w tym sukces, bo kompozycja ta urosła do miana legendarnej, a w wielu kręgach wciąż utożsamiana jest z klasą i stylem przystojącymi europejskiemu dżentelmenowi.

Kompozycja Knize Ten to prawdziwy okaz „dawnej szkoły”. Zapach złożony, lecz świetnie wymieszany, zbalansowany, a przy tym zachowujący swój niepowtarzalny charakter. Rozsądnie projektujący, za to bardzo trwały. Zapach o różnorodnych, dopracowanych akordach, które tworzą piękną i spójną historię.

Otwarcie jest jak wejście mężczyzny w nienagannym white tie do sali balowej – zdecydowane, wpadające w oko, ale mające pozory skromności i niezwracania uwagi otoczenia. Jest świeżo i cytrusowo, z wyraźnym rozmarynowym akcentem, lecz również dość szorstko. Następnie Knize przedstawia się towarzystwu, brylując elokwencją i dobrymi manierami. Jest subtelnie słodki, ciepły, roztacza kwiatowo-drzewną woń z dominującą różą i goździkiem podbitymi ostrym cedrem. W takiej konwencji z pewnością oczaruje płeć piękną, wpadnie na języki, będzie lśnił w swoim majestacie. Po takim wieczorze Knize z pewnością będzie szukał relaksu w męskim towarzystwie. Akord niski jest jak palarnia, w której jeszcze nie rozpalono cygar. Kompania dżentelmenów siada w skórzanych fotelach, zamawia szkocką z lodem i oddaje się rozmowie na temat problemów dręczących współczesny świat. Aromat skóry dominuje tę atmosferę, ale nie jest odosobniony, ponieważ Knize gdzieś w głębi poskramia swój zwierzęcy, piżmowy charakter. Może myśli już o powrocie do hotelowego pokoju, gdzie czeka poznana kilka godzin wcześniej kobieta, oczarowana urokiem akordu średniego…

Cafe Cafe Parfums przez amanda 2017-01-18

Zimową porą przyszła ochota na wspomnienie zapachów sprzed lat.I są.Obok perfumowanych dezodorantów Impulse La Pantera i Magic Moschus,które nic nie straciły na swej urodzie,żal tylko wielki,że to nie wody toaletowe lub perfumowane..no trudno.
Pojawił się z nimi Cafe Cafe edp.kupiony przezornie tylko w jak najmniejszej pojemności i jako tańiutki tester.
Przywitanie było nieco szorstkie,ze zwierzęcym piżmem na czele,jednak ku mojej uciesze z każdą chwilą traciło na sile.
Z cicha pojawił ciepły słodkawy korzenno balsamiczny aromat.
Nie rozwija się,tylko sobie tak trwa..
Cafe Cafe była skromną i cichą odpowiedzią na wielkie światowe Opium,toteż wymagań względem niego nie można mieć wielkich.
W tamtych czasach nie można było sobie pozwolić na podróż w Alpy to jechało się w Tatry albo i Beskidy.
Nie było Opium,było Cafe Cafe.
Nie jest projekcyjny ani trwały,cóż nie te składniki.
Jednak jeśli ktoś nie może nosić Opium to spokojne i skryte Cafe da poczuć mały rąbek wielkiego klasyka w zdecydowanie przyjaźniejszym wydaniu.Cena przystępna,więc częste aplikowanie nie jest problemem.

Memoire D'homme Nina Ricci przez Malwina 2017-01-18

Memoire D'Homme jest jak wizyta w dawnej palarni opium, przerobionej na herbaciarnię, w której na różne sposoby serwowane są herbaty świata. Wszystko odbywa się w przytulnych odcieniach i oparach ambry.

W pierwszym momencie, nie za bardzo wiemy co się dzieje, czy te wiszące korzenie to w ogóle prawdziwe, nad paleniskiem na środku sali coś się wędzi a kelner i barman mówią tylko po chińsku. Zajmujemy bezpieczne miejsce w głębi lokalu, rzucamy okiem na kartę, która na szczęście po chińsku nie jest i wszystko zaczyna nam się powoli układać. Popijając czarną herbatę z cytryną zamówioną wcześniej przy barze, kontemplujemy miejsce. Czas mija leniwie, nikt się tu nigdzie nie śpieszy ani nikomu nie narzuca. Za chwilę kelner przynosi nam imbir w plasterkach oraz czajnik korzennej herbaty z dodatkiem lukrecji i gałki muszkatołowej. Od czasu do czasu do naszych nozdrzy dociera zapach wędzącej się nad paleniskiem herbaty Lapsang souchong, która jak się dowiadujemy z karty (za Wikipedią) jest wytworem dodatkowego „wędzenia” liści herbacianych nad ogniskiem z korzeni sosny lub cedru(...)jest uważana za „męską herbatę”. Wynika to z jej bardzo silnego i bardzo wyrazistego żywicznego smaku i aromatu – bywa czasami porównywana do smaku szkockiej whisky lub cygar.
W herbaciarni jest tak przyjemnie, że nie chce nam się z niej nigdzie ruszać. Z chęcią zostalibyśmy w tym miejscu na zawsze, chłonąc jego smaki i aromaty bez końca.

Prawdziwy skarb. Przy każdym ruchu ukazują inne oblicze. Nie da się ich przedawkować, układają się w bliskoskórną, żywiczno-ambrowo-korzenną aurę. Lukrecja delikatnie tylko osładza tą cudowną kompozycję.

Po raz drugi trafia w moje ręce ku wielkiej uciesze, ten zgrabny flakonik z bardzo nietypowym korkiem.
Pierwszego falkonu pozbyłam się lekkomyślnie czego potem żałowałam,jednak perfumeryjny los dał mi drugą szansę na następny.
Pozostanie u mnie,przebył daleką drogę z innego kontynentu i nie dam mu już ponownie odejść.To zapach jakich praktycznie nie spotyka się w obecnym perfumiarstwie mainstreamowym.
Szczerze powiem,że obecne perfumiarstwo jest dla mnie przez małą literę p..Tego typu zapachy jak Fragile i inne przedwcześnie wycofane ,to już nisza.
Złocista chmura Fragile osiadła na mojej skórze i po krótkiej chwili znów usłyszałam jej piękną melodię.
Tuberoza,w tym wydaniu jest niesamowita,zupełnie inna niż ta,którą znam.
Nie jest porażająca i niesłychanie odurzająco władcza.
Ciepła,złocista otoczona pięknie owocami z wyraźną nutą maliny w słodkich lekko musujących soczystych winogronach.
Zapach zdawałoby się kruchy a ma w sobie wiele siły i ponadczasowego piękna.
Jego kwiatowość sporo odbiega od obecnych kanonów kwiatowych perfum.Czysta magia,jeszcze w takie zimowe mroźne dni poczuć coś takiego..po prostu bezcenne.

Mira-Bai Chopard przez Angela 2017-01-18

Oczy mocno podkreślone czarna henną
kwiat we włosach i na zwiewnej ma sukience
gdy miłości poszukuje w ptaków głosach
a zmysłowym tańcem krążą ręce.......

Kompozycje zawierające brzoskwinię, są niezwykle ryzykowne.
Ten owoc potrafi nieźle namieszać w naszym postrzeganiu i odczuwaniu.
Jeśli mój nos mnie nie kłamie mamy tutaj do czynienia z dojrzałym, mocno soczystym egzemplarzem brzoskwini. Śliwka i czarna porzeczka dodatkowo potęgują to interesujące wrażenie. Kwiaty niezwykle dyskretne, jaśmin i róża rozcieńczone do granic możliwości. Bazą tej kompozycji jest drzewo sandałowe i spora ilość spożywczej wanilii. Generalnie perfum uroczy i niezwykle osobliwy z silną przewagą w stronę orientu. Mira Bai to indyjska księżniczka w purpurowej poświacie zachodzącego słońca. Dla kobiet w każdym wieku, szczególnie dla pań które lubią owocowo waniliowe dyskretne perfumy.
Zapach pięknie pracuje na skórze szczególnie w niższych temperaturach.
Parametru użytkowe niestety bardzo słabe. Trwałość do 3 godzin, projekcja blisko skórna.

Fan di Fendi Fendi przez Lady_Daisy 2017-01-18

Przyjemniaczek na całego. Najpierw uderza kwieciem z jakąś taką pudrowością, a za chwilę wychylają się zza nich cytrusy i zaczynają przepychać się by wyjść na przód. Zapach naprawdę elegancki i taki kobiecy. Nie jest super charakterystyczny, ale przecież nie codziennie chcemy się wyróżniać...zresztą na takie okazje są specjalnie skomponowane perfumy. Te natomiast są czystą elegancją. Wg mnie dla kobiety która ceni sobie prostotę, której szyk tkwi w małych rzeczach. Dla kobiety która jest świadoma, że może po prostu umalować paznokcie na czerwono i wytuszować mocno rzęsy, ubrać małe kolczyki perełki, wejść w obłok Fendi i być gotową. I to starczy.

Scent of Liu Jo Liu Jo przez kaktuska01 2017-01-18

Pozytywne zaskoczenie. Przypadek zdecydował, że poznałam ten zapach i szczerze nie żałuję. Bardzo pozytywna, niezbyt skomplikowana ale miła propozycja. Biorąc pod uwagę cenę może być dobrym, dziennym, "luźnym" zapachem. Nie jest nachalny i zbyt przesłodzony, co sprawia, że nie męczy i bedzie dobry na ciepłe dni. Uniwersalny. Mimo, że to nic specjalnego, to jednak pozytywnie mnie zaskoczył.

Madame Gres Gres przez magdala 2017-01-18

Ech, Perfumoholiczki Drogie, Wy to do polityki powinnyście iść, bo takiego talentu przekonywania do zapachów szkoda marnować. A jak się da przekonać takich niepoprawnych sceptyków jak ja, do kupna, to uda się Wam przekonać lud nasz swojski do równie innych, głupich rzeczy. Weźcie to pod uwagę ;) A teraz do rzeczy.Tak, tak kupiłam Panią Gres. Bo miała być z tym wintydżowym szykiem, trwała, na co dzień i (wiadomo !) niedroga. W sumie jest ok, ale czegoś mi w tym zapachu brakuje. Po pierwsze - u mnie niezbyt mocno się trzyma skóry, ale mogę to zwalić na fizjologię, trudno. Po drugie - spodziewałam się, że ten zapach będzie taki bardziej wyrazisty, bo tak jak wiele z Was jestem fanką zapachów z lat 80-90. Pamiętacie taki choćby Evasion? To się nosiło! I dlatego troszkę jestem rozczarowana, bo o coś takiego mi chodziło. Trochę tej dawnej mocy + nowoczesne nuty, bo wiadomo, mamy pachnieć jak spełnione babki, a nie sfrustrowane matrony, trzymające się kurczowo przeszłości.Gdyby ten zapach był podkręcony, no nie wiem, jakąś np. troszkę korzenną nutką, lekką przyprawą to chyba byłby ciekawszy. A tak jest swojski, przyjemny i chyba jedynym oryginalnym elementem na mojej skórze,jest dziwna smuga zapachu jakby gabinetu lekarskiego.Az przewertowałam skład, bo ciekawość mnie zżera, co to tak dziwnie zmutowało.Nic nie wymyśliłam ( może Wy kojarzycie, bo macie super zdolności do wyodrębniania pojedynczych nut). Ale sumarycznie nie jest źle, na co dzień jak znalazł, a do wiosny bez problemu zużyję.

Excite Oriflame przez MatWawa 2017-01-18

Prosty, świeży i miły dla nosa zapach.
Ma coś w sobie, ale oczywiście nie jest to nic powalającego. Nie czuć w nim żadnej tandety, a to już sporo.
Kiedyś dostałem w prezencie i tak sobie stał zapomniany, aż ostatnio zacząłem go używać przed wyjściem na siłownię.
Odbiór pozytywny, mi też podchodzi, więc czego więcej chcieć?
Sądzę, że to dobry zapach, właśnie na takie okazje jak siłownia, bieganie i ogólna dresowa aktywność, lub po prostu zawsze wtedy, kiedy niekoniecznie chcemy wypryskać się ,,wielką marką''.

Trwałość i projekcja są przeciętne (chociaż ta druga, przez pierwsze 20-30min jest dosyć intensywna). Po 3 godzinach zapach zaczyna wyraźnie gasnąć.

Diva Emanuel Ungaro przez Alixia 2017-01-18

Nie jestem już podlotkiem, ani nawet różą w rozkwicie;) Diva to zapach dla kobiety bardzo dojrzałej, świadomej swoich mocnych i słabych stron. Diva to zapach wykwintny, wielowymiarowy i szlachetny. Trwały. Kompozycja interesująca, chociaż mało odkrywcza, ale przez to ponadczasowo piękna. Lubię pachnieć Divą;) Ten zapach dodaje mi lekkości, unosi się wokół mnie i przykuwa uwagę otoczenia. Nawet, gdy wychodzę z pomieszczenia Diva jeszcze tam zostaje:) ot ... tak delikatnie zatrzymuje czas, który w moim wieku biegnie jakby nieco za szybko;)

Wish Chopard przez Angela 2017-01-18

BYŁO SOBIE ŻYCZENIE

Porównywanie Wish do Angela to ogromne nadużycie i zniewaga. Nie chcę odbierać nikomu złudzeń, lecz są to dwa światy, dwie odległe planety. Wish to zupełnie inna bajka, bajka bez happy endu. Oczywiście pewne podobieństwa istnieją, tylko że w mojej opinii jest to chwyt marketingowy, ( kolor płynu, kilka wspólnych nut i nieporęczny flakonik, w moim egzemplarzu odpadła zawleczka). Nie doszukujmy się podobieństw, bo jest to krzywdzące dla obu zapachów. Rzekome bogactwo piramidy zapachowej, to obietnica, życzenie, bez pokrycia. W otwarciu dużo sztuczności i jakiś chemiczny wyziew, troszkę metalowy. Dostajemy po nosie landrynkami z czarnej porzeczki i agrestu obsypanymi pudrem. Heliotrop wprowadza do kompozycji woń wiśni w syropie. W tle jakieś plastikowe wonie przeplatające się ze słodyczą kubka parującej gorzkiej czekolady i mleka z dodatkiem miodu. Zapach płaski, nie ewoluuje, pachnie tanio i słabo, bez głębi i bez konkretnego wyrazu. Z drugiej jednak strony nikomu nie szkodzi, nie jest nie miły i dla mało wprawnego nosa może z powodzeniem stać się pachnidłem na co dzień. Generalnie perfumy dla nastolatek, które zaczynają dopiero swoją przygodę olfaktoryczną a ich możliwości finansowe są zależne od kieszonkowego.
Zapach szczodry, 6 godzin trwałości przy średniej projekcji.

Cerisier en Fleurs Yves Rocher przez Malwina 2017-01-18

W recenzjach strzelają drewienka w kominku, leją się trunki i czekolada na rozgrzewkę, a u mnie mentalna wiosna.

W Japonii kwiat wiśni - 'sakura'- stanowi jedną z wielu metafor odnoszących się do ulotnej natury życia. W taki właśnie, metaforyczny sposób odbieram Cerisier en Fleurs, dlatego też nie przeszkadza mi jego nietrwałość, paradoksalnie pomaga mi jeszcze bardziej docenić te chwile kiedy jest obecny. On sam o tym nie wie, ale to jest zapach, który robi mi naprawdę wielką łaskę, że w ogóle jest. Zapach jest nieodłączną częścią japońskiej estetyki. Najlepiej jeśli go w ogóle nie ma, a jeżeli już jest, to dobrze żeby był bardzo delikatny i odnosił się do natury.

Cerisier en Fleurs jest spełnieniem moich marzeń o posiadaniu na własność zapachu, który w swojej naturze jest bardzo ulotny i nieuchwytny. Cieszy mnie, że spełnienie tego marzenia nie leży w jakiejś niedostępnej dla mnie niszy, lecz jest dostępne na wyciągniecie ręki (oby jak najdłużej). Kwiaty wiśni L'Occitane en Provence nie były tym czego szukałam. CeF odkryłam niespodziewanie podczas wiosennej wizyty w YR. Brak ewolucji jest tutaj, wydaje mi się tylko i wyłącznie zaletą, bo oczekuję, że kwitnąca wiśnia (i tylko ona) będzie ze mną od początku, aż po kres.

W ogrodzie mojego rodzinnego domu, kwitła kiedyś wiśnia, jednak po śmierci babci, ciocia - decyzją godną ministra środowiska - postanowiła wyrżnąć wszystkie niemal drzewa w pień. Skończyło się kwitnienie wiśni, czereśni, śliwy i jabłoni. Dobrze, że została przynajmniej magnolia.

Nigdy nie byłam w Japonii, ale gdybym się wybierała, wybrałabym przełom marca i kwietnia - to czas kiedy przez kraj przechodzi 'sakura-zensen', czyli 'front kwitnienia wiśni'. Mogłabym wtedy na własnej skórze i nosie doświadczyć, czym jest udział w festiwalu Hanami, polegający na podziwianiu kwitnących drzew. Póki co mam Cerisier en Fleurs. Ciekawe, czy Francis Kurkdjian przygotowując się do stworzenia tej woni, odwiedził Japonię w tym okresie ?

Anglomania Vivienne Westwood przez KasiaS 2017-01-18

Oj, z wielu głupich pomysłów jakie miałam w życiu niekupienie flakonu Anglomanii mimo wiedzy o jej wycofaniu było jednym z durniejszych. Bo, myślałam sobie wtedy, w sumie fajne, ale takie zwykłe, angielskie, tradycyjne (fiołek, róża) i co prawda trochę dziwaczne, ale w sposób, którego ja do końca nie kupuję. I, trawestując "Dzień Świra", może będą inne, lepsze? Wyglądało to tak: (niuch) "no ładne". "No, bardzo ładne". "Hm, może nawet świetne?" "No ale przecież nie moje" "Za mało zwariowane" "ciotka jakby?" itp, itd, etc.
No i mam za swoje. Atomizer od odlewki już niemal wkręcony w chciwe nozdrze, łza w oku się kręci, ręka drży i nie ma ani jednego klawisza "buy", w który mogłaby kliknąć i sobie ulżyć.
Nigdy nie odrzucajmy "zwykłych" perfum, bo za 10 lat może się okazać, że są one arcydziełami, że dzisiejsza zwykłość jutro stanie się klasyką, sztuką wysoką, Parnasem. Poza tym te zwykłe zawsze mogą stać się najbardziej niezwykłymi bo na tym polega perfumeryjna alchemia. Albo że po prostu tęsknimy za światem pełnym klasy, stylu i porządku, tak jak co roku oglądamy "Cztery wesela i pogrzeb", choć oczywiście twierdzimy, że umieramy przy tym z nudów.
Podobno Anglomania to kapryśnica jakich mało, szekspirowska złośnica niemalże (polecam recenzje na znanych blogach) której humory nie zależą już nawet od skóry ale od dnia, diety, pogody. Może tak być. Moja skóra nigdy do końca się z nią nie zgadzała, tak mi się przynajmniej wydawało***, ale dramatu też nie było.A teraz myślę sobie: orzeźwiająca herbatka z kardamonem, kwitnąca za oknem róża, puder i talk na skórze, na nogach skórzane buty do jazdy konno - i co mi w tym przeszkadzało? Przecież to piękny, harmonijny, pełen klasy, skończony obraz. Do tego z niezbędną nutką przekory. W końcu to Vivienne Westwood, królowa-matka punk-rocka. To też się czuje. Flakon nabyć niełatwo, ale tym, którzy zapachu nie znają polecam obejrzeć kolekcje mody VW z serii "Anglomania" i spróbować przełożyć je na zapach - to powinno dać jakiś obraz. Ach, co ja bym dała za to, żeby żyć w czasach, kiedy rodził się punk, ale kiedy nadal noszono bryczesy, kapelusze i tweedowe marynarki!
Jestem idiotką - it's official...
--
***Raczej tak mi się tylko wydawało.

Cafe Intenso Cafe Parfums przez Alixia 2017-01-18

Wszystkie Panie przestrzegam przed zakupem tego zapachu. W miłym flakoniku zamknięto miły zapach. Sympatyczny, dość świeży, zupełnie nie-kawowy jak dla mnie. Bardziej jakieś kwiaty lub "cóśtam", co komu w duszy gra. Zapach w sumie podobny do tysiąca innych drogeryjnych zapachów w stylu Bi-es (czy jak mu tam). Zapach znika ta szybko jak się pojawia i w zasadzie niewiele więcej można napisać. Jeśli ktoś lubi delikatny, biurowy wdzięk to polecam:) Mały romansik:)... może... ale miłości z tego nie będzie;)

Casmir Chopard przez Aleksxs 2017-01-18

O nie! Co trzeba przyznać, faktycznie te perfumy są trwałe spokojnie 8h. Początkowo projekcja duża a po 4h średnia. No i śliczny flakon ale jak dla mnie jest cały czas pachnący budyń waniliowy albo puszyste ciasto waniliowe z brzoskwinią, maliną, mango. Zdecydowanie perfumy te od początku do końca pachną budyniem. Początkowo takim ciepłym, parującym z talerza i gdzieniegdzie przebija się nuta brzoskwini, maliny, mango jak i możemy wyczuć ambrę i drzewo sandałowe. Później ten jakby budyń waniliowy staje się trochę kwiatowy jakby był tam jaśmin, konwalia. Czasami czuję coś chłodzącego delikatny akord paczuli, bergamotki, kokosu. Ogólnie Casmir jest mi zbyt budyniowy-waniliowy i choć można wyczuć inne nuty ale i tak zdecydowaną przewagę ma wanilia.
Moje skojarzenie jest jedno: budyń waniliowy z delikatnymi nutami owoców i kwiatów i odrobinką posypki orientalnej. Zdecydowanie nie mój styl ale jeśli ktoś lubi takie zapachy to polecam bowiem perfumy są trwałe.

La Petite Robe Noir Intense Guerlain przez fifroczna 2017-01-18

Przyznam, że klasyczna LPRN przez długi czas była moim ulubionym zapachem, teraz dalej jest w ścisłej czołówce. Inne wersje nigdy mnie nie pociągały, ale pierwsze dwie trzymały jeszcze poziom. Następnie pojawiła sie LPNR Eau Fraiche, która pachniała jak odświeżacz do toalet w domu moich przyjaciół. Nawet posądzałam ich przez pewien czas o marnotrawienie jakiegoś nieudanego prezentu, ale okazało sie, że to specyfik używany zgodnie z przeznaczeniem. I teraz to. Już przed testami byłam negatywnie nastawiona, bo nie przekonywały mnie ani nuty ani niebieski kolor flakonu. Sam flakon może na żywo wypada lepiej, nie było mi jeszcze dane ocenić. Co do samego zapachu - nic nadzwyczajnego. Jest trochę podobieństwa z LVEB, ale dalej jest to jakaś toaletowa odsłona. Jagody, z którymi w perfumach mam problem i ktore nie są moją ulubioną nutą, tutaj tez mnie nie przekonują. Mogłoby być w nich więcej lasu i kwaskowatosci, a tak całość kojarzy mi sie z patykiem niebieskiej waty cukrowej o smaku jagodowym. Nie chciałabym ani tego zjeść ani tym pachniec. Dalej mam nadzieje, ze ktoś w końcu odczaruje dla mnie tę nutę i poda mi talerz świeżych jagód z cukrem, takich prosto z krzaczka, gdzie niektóre maja jeszcze listki.

Youth-Dew Estée Lauder przez Aleksxs 2017-01-18

Kupowałam je kompletnie w ciemno. Wiedziałam o nich tylko tyle co przeczytałam a skusiłam się na nie bo miały przypominać YSL Opium. I mam je. Otwarcie? Wącham, tak, ma coś z Opiuma z 1977. Trochę na nadgarstki, szyja, iiiii. MMMM Piękny. Tak, zdecydowanie przypomina Opium tylko. Youth Dew: po pierwsze ma śliczną buteleczką, taką w nurcie Vintage, wygodna do torebki a ta złota kokardka, bardzo to romantyczne. I dodatkowo kolor perfum idealnie wpasowują się w styl buteleczki jak i sam zapach. Youth Dew początkowo jest bardzo, trudno określić jaki jest, na pewno: gorzki, kwaśny, cierpki (cynamon goździki) ale i zarazem ciepły z mnóstwem przypraw, drzewnych aromatów jak i z aromatem ciepłych korzeni. Zdecydowanie w tych perfumach przez cały czas a szczególnie gdy zapach się rozwinie można wyczuć, kadzidło, przyprawy, paczule, ogrom ambry i wetywerii, oraz coś co sprawia, że perfumy są bardzo otulające ciało – pewnie to efekt balsamów. Dodatkowo perfumy te zawierają dużo piżma, aldehydów. Oprócz nut orientalnych możemy też znaleźć kwiaty, owoce jak i wanilię czy ylang-ylang, które delikatnie dają słodyczy. Zdecydowanie perfumy te są ponadczasowe, eleganckie. Dodatkowo zapach ten jest bardzo trwały utrzymuje się tak 7-8h a projekcja także jest duża.

Impeccable Aramis przez don Pedro 2017-01-18

Jako aramisoman nie mogłem odmówić sobie tej przyjemności skreślenia kilku zdań na temat Aramis Impeccable. Jest to aromat zdecydowanie bezpieczniejszy od swojego przodka Aramis Aramis rodem jeszcze z lat 60-tych, aczkolwiek wciąż pozostający w orbicie dojrzałego mężczyzny. Typowy przedstawiciel zapachów korzennych. W tym rozdaniu pierwszoplanową rolę odgrywają cytrusy w bardzo mocnej, pikantnej zalewie oraz ciekawie zaprezentowana nuta jałowca na akordzie pieprzu z cedrem, może troszeczkę zbyt suchym. Moim zdaniem zapach liniowy, ale w tym przypadku działa to na jego korzyść. Podobnie jak u wspomnianego wcześniej protoplasty, trwałość i projekcja osiąga bardzo wysokie wartości, ale jest przy tym zdecydowanie bezpieczna i przychylniej odbierana przez otoczenie. Całość sprawia wrażenie eleganckie, ale nie zmusza do akcentowania tego jakimś szczególnie dobranym ubiorem, choć jako najstosowniejszą porę wskazałbym wieczór o dowolnej porze roku i niekoniecznie w formalnych sytuacjach.
Reasumując, porządny choć niezbyt wyrafinowany zapach w dość atrakcyjnej cenie.

Black Orchid Tom Ford przez conneryfan 2017-01-18

Na początku jest mirrowo-kadzidlanie, słodko-miętowo i jakby ziołowo.
Następnie robi się bardziej truflowo-czekoladowo, bardzo aksamitnie i troszkę pikantnie.
Coraz bardziej zbliża się tajemnicza czarna porzeczka. Cały czas jest chłodno, świerzo i głęboko. Zapach wprowadza w stan upojenia. Niestety^_^ TE PERFUMY MUSZĘ MIEĆ!

Chopin Miraculum przez don Pedro 2017-01-18

To bardzo udany i solidnie skonstruowany aromat. Jego geneza sięga początku lat 90-tych. Sam używam go z przerwami jakieś 20 lat. Zgadzam się z wcześniejszymi opiniami, że jest utrzymany w tonacji Zino, ale dla mnie tylko w otwarciu i krótko po. Dalej te podobieństwa nieco się rozjeżdżają. Zapach ma wszystko to, co lubię i w zgrabnie podanych proporcjach. Moim zdaniem ton tej kompozycji nadaje paczula z geranium, które odpowiadają za efekt mokrego drewna ze słodko-balsamicznym i różanym akordem. Być może lawenda jest tu zbyt mocno akcentowana i to ona momentami generuje lekko mdłe efekty, które im dalej, tym na szczęście coraz skromniej dają o sobie znać, zapewne za sprawą przeciwwagi w postaci cytrusowo-cedrowej zaprawy. Jest w tym wszystkim jakiś żeński pierwiastek, ale na tyle subtelny, że nie zniekształca zdecydowanie męskiego charakteru tych perfum. Oznacza to dla mnie, iż niekoniecznie mógłby się nimi cieszyć ktoś w typie Stev'a McQuenna. Byłyby zapewne lepszym prezentem dla Pierce'a Brosnana. Zaś Richardowi Chamberlainowi zdecydowanie bym ich nie polecał.
Efekt końcowy jest bardziej niż zadowalający , co przy dość dużej u mnie trwałości i projekcji na przyzwoitym poziomie każe mi sklasyfikować tę woń na jednej z wyższych oflaktorycznych półek.

Decadence Marc Jacobs przez Aleksxs 2017-01-18

Decadence to zdecydowanie piękne, orientalno-kwiatowe, trwałe perfumy. Mocno czuć w nich dojrzałą, ciemną, najlepszej jakości śliwkę otoczoną całym orientalnym zapachem nieco dymnym. A może śliwka jest mocno wędzona a orientalny aromat zawdzięczamy dużej ilości szafranowi i ambrze, które to nadają ciepła i słodyczy. Jednakże zapach nie jest bardzo słodki bowiem został stonowany wetywerią i papirusem. Ta pierwsza jest zdecydowanie intensywna i czuć ją od samego początku do końca. Oprócz tychże składników. Decadence zawiera w sobie także: kwiat irysu i olejek z niego, różę jak i jaśmin, które to głównie są wyczuwalne gdy zapach się rozwinie. Perfumy te także posiadają cudny intensywnie zielony flakon z dużą ozdobą. Niestety nie posiadam ich ale muszę mieć bo są cudne a i też trwałe około 7h a idąc unosi się ich zapach. Obecnie posiadam jakieś 5ml tego zapachu ale planuję ich kupno.

Oh Délice! ID Parfums przez perfumeholic88 2017-01-18

Różowo. Dla mnie różowy kolor flakonika to informacja, że w środku jest słodko,a patrząc na skład Oh Delice byłam zainteresowana, czy przepyszne wiśnie będą wychodziły na pierwszy plan i czy będzie to iście wiśniowa uczta w towarzystwie wanilii i pralinek z dodatkiem niepokornej róży i ostrego pieprzu. Niestety cała ta kompozycja jest bardzo niedorobiona, bo ciężko tu w ogóle cokolwiek wyczuć. Niby jest coś na kształt różowego pieprzu na samym początku, aby później po krótkiej chwili pokazało się widmo wanilii z pralinami, ale to wszystko jest tak rozmyte, tak niewyraźne, że choćbym wylała na siebie cały flakonik to nie rozwikłam tej zagadki. Strasznie denerwuje mnie w tej kompozycji to, że to poprostu perfumy- duch, gorzej niż skin scent, bo nie trzyma się skóry już po 2 minutach od spryskania! Dlatego też parametry wołają o pomstę do nieba. Nie wiem co tutaj poszło źle, ale jest szalenie łagodnie i nie jest to żaden słodziak, bo ta słodycz nie potafi sie przebić zresztą zapachu nie czuć całkowicie po ok. 10 minutach nawet blisko skóry. Chyba gorzej już być nie może. Pomyłka, a mogło być tak fajnie!

Fearless Victoria`s Secret przez Perelka 2017-01-18

Taki lekki soczek... Widzę połączenie kropli Si, kropli La Vie Est Belle z kilkoma kroplami wody. Zapach jest lekko ostry, lekko słodki. Nie wyczuwam korzenia irysa - raczej obstawiałabym obecność paczuli lub liścia porzeczki.

Scent Essence - Blushing Raspberry Avon przez gardenia 2017-01-18

Esencja Zapachu błyskotliwej maliny zaczyna się esencją chemii przypominającej skoncentrowany słodki i sztuczny aromat...ta daaaam: malinek! Nie są to malinki nawet na cukierki, po prostu chemia, syntetyk.
Po czasie jednak ta chemia rozwija się w kierunku przyjemnego malinkowego dziewczęcego słodziaka z drapiącą fikuśną i lekko zadziorną bazą.
I co? I mnie się to podoba? starej babie po 40 stce? No podoba mi się! Fajniutkie to jest, przyjemniutkie, wesołe, malinkowe, nieupierdliwie ciężkie, zapaszek do wyjścia do sklepu czy na poprawę humoru.
Z pewnym takim zdziwieniem ale jednak: polecam :)

P.S. Faktycznie przypomina całkiem dobry Wink Avonu.

Parisian Chic Avon przez Arsenic 2017-01-18

Grzeczna, uczesana po kokardkę, zachowawcza, uroczo słodka róża z maliną do noszenia przez Legiony na co dzień.
Nut drzewnych brak, szypru brak.
EDIT: To prawda, że w zapachu tym nie czuć specyficznej, avonowskiej nuty! Dla mnie to atut, jednak i tak jest dla mnie zbyt dobrze wychowany aby go nosić ;)

Lady Million Paco Rabanne przez LaurieJuspeczyk 2017-01-17

Słynny kryształ dostałam w prezencie. Jestem przekonana, ze sama nigdy bym się na nie nie skusiła.
zacznę moze od flakonu - kiczowaty, w połowie z marnej jakości plastiku, wielki, niepraktyczny, wizualnie totalnie nie mój styl.
W pierwszym podejściu poczułam mocno syntetyczną nutę, która wywołała u mnie nie lada mdłości! Dodatkowo czuję w nich tanie perfumy... Dlatego unikam ich bardzo, właściwie nie noszę juz wcale. Mimo, ze ich późniejsza słodycz moze być kusząca. Słodycz wypindrzonej lali, która na siłę chce zostawiać po sobie zapach - który jak dla mnie jest nieco nachalny.
Rozumiem mozliwe zachwyty i sympatię do tego zapachu, jednak nie moja bajka.

Eros Versace przez MatWawa 2017-01-17

Że niby podobny do 1 milion? No błagam, ten zapach nie zasłużył na takie obelgi.
Eros padł chyba ofiarą, zbyt wygórowanych oczekiwań w stosunku do marki. A oczekiwać za każdym razem rewolucji, to trochę naiwne.
Wiadomo, że celowano w mainstream, więc zapach jest po prostu... przyjemny?! Bez dodatkowych fajerwerków.

Jest słodki, ciepły, czuć wanilię, ale nie nazwałbym go waniliową bombą. Zdecydowanie bardziej przebija się zielone jabłko i mięta.
Faktycznie początkowo może budzić u niektórych skojarzenie z jakimś cukrowym ulepem, ale to wrażenie szybko mija, a cała kompozycja z czasem zaczyna dochodzić do siebie i stawać się ciekawsza, żywsza i bardziej męska.

W moim odczuciu, ten zapach nie jest dla małolata, prędzej dla faceta, któremu bliżej do 30stki.
Eros potrafi być elegancki i uniwersalny względem pory roku, oraz dnia.
Dobrze działa na kobiety, a to istotne.
Bardzo długa trwałość i ewolucja w ciągu dnia. Projekcja też długa i wyraźna, ale nie atakuje otoczenia. Nie polecam lać na siebie więcej, niż dwie-trzy chmury, bo wtedy może zacząć atakować.

Oczywiście, że są lepsze propozycje, ale tak jest w przypadku każdych perfum.
Ja Versace Eros bronię.

Lacoste Essential Sport Lacoste przez MatWawa 2017-01-17

Całkiem niezły świeżak.
Mi zapach przywodzi skojarzenie z lodem - Mroźny, orzeźwiający, czysty. Czuć cytrusy, zwłaszcza w otwarciu są dosyć ostre, ale z czasem łagodnieją i zapach staje się słodszy, aromatyczny, spokojniejszy, bardziej kwiatowy.
Zdecydowanie dzienny i wiosenno-letni, chociaż kto zabroni użyć wieczorem? Myślę, że ciepła noc może pasować równie dobrze.
Przed oczami mam faceta w nienagannym i spasowanym secie - Białe polo (oczywiście z krokodylkiem ;)) lub lniana koszula, Ray-Ban'y, cienkie spodnie i lekki sweter zarzucony na plecy.

Projekcja lepsza, niż trwałość, chociaż i ona nie jest najgorsza.
Uważam Essential Sport za bardzo udany produkt Lacoste.

Old Spice Original Shulton Company przez MatWawa 2017-01-17

Zapach taty.
W PRL i na samym początku lat 90' Old Spice to było coś, to była wyższa półka i klasa.
Ładny i charakterystyczny, ale dzisiaj to już nie są jego czasy.

Armani Eau Pour Homme Giorgio Armani przez LadyPilot 2017-01-17

@gurlen87 - geriatryczny w tym najlepszym tego słowa znaczeniu - takim czymś pachnie Dziadek, który zaznał życia pełną gębą i wie co dobre, a my mu możemy najwyżej buty wiązać i uczyć się od niego sztuki życia:)))
Cytrusowo-wetiwerowo-ziołowy klasyk na miarę Guerlain Vetiver albo Heritage - takich ząb czasu nie wyszczerbi, najwyżej ząb producenta...

Gruszka i zielony migdał są dla mnie przodującymi nutami. Zgadzam się co do kwestii trwałości: Dyskretny zapach wyczuwam na sobie cały dzień, na ubraniach utrzymuje się dłużej. Typ lubiący być blisko skóry. Dobry na wiosnę i lato. Lekki, przyjemny, warto w niego zainwestować, żeby się psikać na co dzień!

Le Quatrieme Parfum Coolife przez Arsenicum 2017-01-17

Bardzo, ale to bardzo przyjemne perfumy! W kategoriach przyjaznej niszy, rzecz jasna. Cała marka Coolife prezentuje raczej mainstreamowe podejście do perfumerii, nie uświadczymy tu ani innowacyjności, ani mocy, ani nawet minimalnej dawki "dziwności". W przypadku Czwórki, to chyba dobrze. Trudno znaleźć ciepłe, otulające perfumy z herbacianą nutą, które nie mają w sobie jakiegoś szalonego pierwiastka - weźmy choćby herbatę Lutensa, Tea for Two, czy nasze Sensei. Każdy z tych zapachów ma w sobie jakąś pretensjonalną nutę, która może odepchnąć potencjalnego nabywcę. Le Quatrieme nie mają żadnej skazy, są bardzo solidnie skomponowane. W dodatku nasuwają bardzo ciekawe skojarzenia! Le Quatrieme pachną jak książka, leniwie czytana przy kominku, która jest tak ciekawa, że wychylamy szklaneczkę dobrego alkoholu już po kilku stronach (otwarcie). Pachną stygnącą herbatą posłodzoną miodem, popijaną w ciepłym wnętrzu drewnianego domu (serce). Pachną jak gładka, połyskująca powierzchnia bursztynu(baza). Mają też nutę delikatnego, waniliowego tytoniu. Dziś miałem przyjemność zapalić waniliowego papierosa – nieodpalony, ma w sobie nutę bohatera dzisiejszego wpisu. Otwarcie jest nieco ostre, nie zapowiada „błogiego” charakteru kolejnych faz rozwoju. Noszenie Czwórki, to prawdziwa przyjemność! Swoim charakterem przypominają mi nieco Leather Essence Ferrari, jednak są od nich niewątpliwie ciekawsze i lepsze jakościowo.

Reveal Calvin Klein przez aloiv 2017-01-17

Z kolei ja w Reveal czuję pieprz i to w dużych ilościach. Zapach jest dla mnie suchy jak piasek. Wąchając go widzę właśnie pustą plażę pod koniec sierpniowych upałów. Od czasu do czasu leży na niej drewno, rosną pojedyncze źdźbła nadmorskiej trawy. Zapach jest oryginalny, jednostajny. Na mnie się nie rozwija- jedynie traci na intensywności. Ma w sobie delikatną, mleczną słodycz. Trzeba się namęczyć żeby ją wyczuć! Całość na plus chociaż nie jest to zapach dla każdego. Mnie czasami ta suchość drażni.

Lapidus Pour Homme Ted Lapidus przez Baka 2017-01-17

Wielu porównuje go do Kourosa. niewątpliwie mają pierwiastek wspólny. Jednak dla mnie to Lapidus zwycięża.ale kwestia gustu.
O dziwo zebrał na mnie wiele komplementów głownie od płci przeciwnej.
dzis zakupiłem flakon i czekam na kuriera. ale czad.

Noir Epices Frederic Malle przez lucy 2017-01-17

Przede wszystkim Noir Epices szyprem nie jest, nawet naciąganym! Jest za to klasycznym aromatycznym przyprawowcem. Początek to niedojrzała pomarańcza, lekko gorzka, orzeźwiająca. Po kilku minutach dochodzi geranium a raczej GERANIUM, czerrwone, poważne, jakby ziołowe mocno opruszone gałką muszkatałową i goździkami. Kompozycja w tym momencie nabiera dziwnie staroświeckiego charakteru, robi się barrrdzo retro. Gdzieniegdzie przebłyskuje róża z paczulą..całość kojarzy mi się ze starszą, dystyngowaną panią. Smuteczek i nostalgia w bardzo eleganckiej oprawie. Trwałość b.dobra.

L’Ange Noir Givenchy przez Miss_Kejt 2017-01-17

Słowo daję, że jak spotkam na półce z nowościami kolejny miks wanilii z migdałami to przestanę wchodzić do perfumerii sieciowych. Najpierw Black Opium, potem wysyp w odległości paru miesięcy Poison Girl i L'Ange Noir. Temat odmawiany ostatnio przez wszystkie litery alfabetu - od śladowego, acz dobrze wyczuwalnego stężenia migdałów (YSL), do migdałowych torped (Dior, Givenchy). Najwyraźniej ktoś przyjął sobie za cel marketingowy zwycięstwo w wyścigu klonów.

Na tle trendu waniliowo-migdałowego L'Ange Noir wyróżnia się na plus. Jego początek sprawi, że wiele potencjalnych nabywczyń, odwróci się na pięcie i zaniesie do kasy Diora. W otwarciu L'Ange Noir dominują bowiem nuty spalonych migdałów, zwiędłych kwiatów i zależałych sezamków. Jest to jedno z najdziwniejszych otwarć obecnych premier mainstreamu, które wyselekcjonuje najsilniejszych. Jednak warto je przetrwać, bo po kilkunastu-kilkudziesięciu minutach L'Ange Noir staje się naprawdę niebanalnym zapachem (choć już początek jest daleki od banału:)) Ukazuje naprawdę piękne oblicze migdałów, z dodatkową niepokojącą nutą, która ociera się tajemnicą o poetykę nestorki rodu Ange ou Demon. Koniec zapachu to natomiast słodycz i tu już jest bardzo przeciętnie, i - co tu dużo mówić - po prostu miło.

Trwałość i projekcja średnie, acz na szalach i rękawach pozostawia bardzo długi ślad obecności.

Jest w nim coś bardzo hipnotyzującego, ale jeszcze nie wiem co. Zmusił mnie na pewno do powrotu w celu odkrycia tej mocy przyciągania.

1001 OUDS Annick Goutal przez Arttemiss 2017-01-17

Droga Annick (czyli spadkobiercy, dyrektorze kreatywny, nosie, specjaliści od sprzedaży i marketingu, główna księgowo)! Na wstępie mego listu chciałam Ci się zapytać, na kij Ci ten oud, a raczej 1000 i 1 oud w kolekcji? Zawsze, może dość naiwnie, wydawało mi się, że człowiek powinien robić to, co wychodzi mu najlepiej, a nie, dajmy na to, rzucać się na wiolonczelę, kiedy jest się puzonistą (...)

A tak na serio: po co marce Goutal oud w kolekcji, to nie wiem. Żeby on jakiś wyjątkowy był chociaż, czymś się wyróżniał na tle dziesiątek innych, na słodko z różą serwowanych oudów, to miało by to głębszy sens, a tak...? Nie powiem, oud to całkiem ładny, ale na tle urody, lekkości i unikatowości wielu powszechnie podziwianych perfum Annick Goutal kompozycja ta jawi mi się jako coś na kształt anturium do kożucha.

A perfumy? Może i zebrali tu mieszaninę wielu rodzajów agaru, ale z woni to nie wynika. Po prostu: jest oud. Do niego dorzucono gwajak, który czuć już od początku oraz różę. Ładną z resztą, będącą niewątpliwie największym atutem omawianych perfum, głęboką, mocno "zdrewniałą" i nie dręczącą nawet tych, którym róża straszna. Z resztą i ona jest słodkawa, bliżej jej jakby do konfitury niż olejku różanego, co wydaje się być dużym plusem i co ratuje kompozycję przed totalną oudową nudą. Mirra natomiast jest schowana, tak "bazowa" jak tylko składnik bazy być potrafi. A papryczka? Gdzieś przemyka, ale raczej tylko po to, bo wnieść coś do róży. Brzozy za to, mimo wysiłków, na swojej skórze nie czuję.

Zatem kolejna ładna i nic nie wnosząca do mikrokosmosu perfum kompozycja. Można powąchać, przemyśleć, zapomnieć i udać się w ciekawsze oudowo-różane rejony, choćby do Lancôme...

(...) Kończąc więc swój list o Droga Annick, chciałam jeszcze nadmienić, że z utęsknieniem czekam Waszych nowych kompozycji! Takich, które mogły by na powrót wnieść do skromnego mego uniwersum tak intrygujące portrety świata roślin, jak wniosły m.inn. Mandragore, Un Matin d`Orage, Nuit Étoilée, Ninfeo Mio, Grand Amour czy Duel.
Pozdrawiam i czekam!
Arttemiss

Parametry użytkowe między bardzo dobrymi a przeciętnymi.

Today Tomorrow Always Absolute Avon przez Aria 2017-01-17

Sięgnęłam po ten zapach z wielką ciekawością. Pierwsze wrażenie - lakier do włosów, którego w dawnych czasach używała moja mama. Po chwili spirytus odparował i woń lakieru stała się jeszcze wyraźniejsza. Wróciły we wspomnieniach te chwile, kiedy jako dziecko z fascynacją przyglądałam się mamie, która sprawnie zdejmowała z włosów różowe wałki, rozczesywała pasma i lekko tapirowała. Potem utrwalała fryzurę mocnym lakierem. Nigdy nie lubiłam zapachu tego lakieru i nie rozumiem, po co robić z tego perfumy.
Podstawiłam pod nos facetowi, powiedział, że jakieś brzydkie.
Lakier trwał na nadgarstkach niezbyt długo i nagle zniknął.
Wyjątkowo sztuczny zapach. Lepiej spróbować przed zakupem.

A Day in My Life Mark Buxton przez rosana16 2017-01-17

Róża w głowie, róża w sercu zapachu i róża w bazie, toż to musi być cudo jakieś piękne, upojne i łagodnie wydelikacone sandałowcem, nie mogłam przejść obojętnie obok takiego zapachu, wyobraziłam go sobie, wymyśliłam, a kiedy przyszła próbka rzuciłam się na testy z błogą miną i ... padłam jak w zderzeniu z kamienną ścianą aż pokazały mi się gwiazdki ;)

Ale po tym pierwszym twardym zderzeniu rzeczywistości z wyobrażeniem oswoiłam się z myślą, że to jednak dziwna róża jak nie róża. Ten zapach nie jest tym, czym się wydaje, że powinien być i po kolejnych podejściach zaczyna mnie łapać w swoje sidła.
Gdybym miała go narysować to byłyby to zestalone na kamień grudki skondensowanych róż, które jak pokłady węgla latami leżały prasowane przez ciśnienie i temperaturę, aż powstały takie szklisto-dymne, ciemnoczerwone, prawie czarne kamienie o ostrych kantach.
I takie to są właśnie róże tutaj, jakby wyrzucone przez wulkan, drażniące, w obłokach pieprzu, z drobinkami elemi, utytłane w sczerniałej paczuli i pokryte labdanum.
Na mnie nie rozwija się ten zapach jak wskazuje piramida - mandarynka w głowie? Labdanum w bazie? Nic takiego, zapach od razu wybucha całą swoją mocą i tak trwa, tylko z czasem ulatuje pieprz. Tak jakby wulkan przestał wściekle dymić, a lawa zaczęła płynąć spokojniej.

Farah Brecourt przez hasi 2017-01-17

Chciałam już napisać, że to prawdziwy cud- arabski zapach bez przepychu ale patrzę, że to jest francuska marka choć inspirację dla "Farah" znaleźli w Oriencie.
I perfumy stworzyli przepiękne !Gęsty, dymny miód wymieszany z cynamonem i gałką muszkatołową. Potem dochodzi benzoes i cudne tło z drewienkami w roli głównej.
Zapach jest ciepły, słodki (ale bez przesady), bardzo komfortowy, idealny na zimne dni. Nie zamula, nie męczy.
Trwałość i projekcja za to już nie inspirowana, ale prawdziwie arabska, cały bity dzień go wyczuwałam.
Przy okazji- często tak mam, że jakiś zapach coś już mi przypomina, tutaj nie miałam żadnych skojarzeń...no i patrzę, a na fragrantica.com bardzo liczne porównania do Ambre Narguille. Dla mnie Hermes to pyszna słodka szarlotka, a tu zero jabłka.
Może jednak będzie to dobry trop dla poszukiwaczy godnego zamiennika AN ?
Ja polecam do testów, naprawdę urokliwa kompozycja o świetnych parametrach.

Libellule Crystal Edition 2013 Lalique przez conneryfan 2017-01-17

5 477,66 zł To muszą być niebrzydkie :)

Polo Ralph Lauren przez Baka 2017-01-17

Piękny samczy, odurzający zapach. gęsty las, żywice, skóra, tytoń.
coś dla odważnych facetów. Niestety stracił troche na trwałości przez ostatnie lata. co nie zmnienia faktu że to jeden z lepszych zapachów. robocze 8 godzin wytrzyma choć projekcja tez troszke sie zepsuła z czasem. ale wszyscy kastrują zapachy. a szkoda.
dla mnie mimo to zapach w 5 najlepszych zapachów wszechczasów.

Armani Code Ultimate Giorgio Armani przez icenumerocinq 2017-01-17

Te perfumy mogłyby się nazywać Code Soft. Nazwa bardziej oddawałaby charakter i motywację ich stworzenia. Alternatywna opcja dla wielbicieli klasyka, wygładzona i bardziej przystępna. Tym, których nie przekonał oryginał, ten flanker rownież nie przekona, gdyż same zapachy nie różnią się wiele od siebie. Ultimate jest mniej inwazyjny, ale to cały czas Code. Dodano tu wanilię, która odrobinę wysładza cała kompozycję i ją wygładza.

Pisałem w innej recenzji, że używam Code'a tylko na imprezy. Jest to mocny zapach, potrafiący się przebić przez tłum. Code Ultimate powinien mieć podobne oddziaływanie na tłum, jednocześnie subtelniej wpływać na nosiciela. Dla posiadaczy wersji podstawowej kupno Ultimate to zbyteczny wydatek, natomiast gdy już widmo dna flakonu zajrzy nam w oczy, wtedy warto rozważyć zainwestowanie w ten flanker, bo jest to naprawdę dobra woda.

Cascade Chopard przez Angela 2017-01-17

EFEMERYCZNE MGNIENIE

Flakonik swoim kształtem i biżuteryjnym korkiem, przywodzi na myśl szaloną nocną zabawę w eleganckim gronie, ale złudzenie to mija się z prawdą. Perfumy zdecydowanie dedykowane dla młodszej grupy odbiorców i raczej na dyskotekową potańcówkę.
Zapach w swojej prostocie sympatyczny. Otwarcie lekko owocowe, oprószone różowym pieprzem, zmiksowane z kwiatową nutą orchidei i cereusa, uszlachetnione ambrą z elementami drzewnymi i niewielkim akcentem wanilii. Cascade na przekór nazwie nie porywa i nie wywołuje wielkich emocji, jest zwyczajnie nieprzekombinowany, zwyczajnie może być. Jego ulotność i brak trwałości, pogłębia moje rozczarowanie.
Na skórze, zapach trzyma się max 2 godziny z tym że po godzinie zostaje tylko drzewno mleczny opar.

Flora by Gucci Eau de Toilette Gucci przez Millianna 2017-01-17

Urocza, herbaciana róża. Słodka, jak na różę przystało(a do tego na paczulowej bazie), ale świeża(bo podbita cytrusami), sympatyczna i optymistyczna niczym wiosenne powietrze zwiastujące ciepłe dni oraz kwitnienie drzew. Idealny zapach na porę gdy wszystko budzi się do życia, mamy więcej energii i chęci do działania, płaszcze i szaliki rzucamy głęboko do szafy, a zamiast ciężkich, mocnych perfum sięgamy po coś lżejszego i kwiatowego takiego jak Flora Gucciego. Gdy czuję ją na nadgarstku chcę już wiosnę, czuję tą radość i kwiaty. Flora jest prosta, nieprzekombinowana, ale ładna, przesympatyczna i naprawdę dziewczęco-kobieca :)

The Library Collection Opus X Amouage przez Szozda 2017-01-17

Świetne perfumy, ze znakomitą projekcją i trwałością. Pierwsza faza wyjmuje z kapci.
Róża, mnóstwo róży z kropelką geranium w metalicznym otoczeniu. Jakby w oparach lakieru do paznokci. Wspaniała kombinacja. Niezwykle oryginalna i bardzo wyróżniająca się wśród róż z ludem, albo róż ogrodowo łąkowych.
Uważam jednak że nieporozumieniem jest kategoria uniseks. Jest to zapach damski wyłącznie.

Hajar Syed Junaid Alam przez raphal 2017-01-17

Mocne otwarcie na początku lekko odpycha ta moc, ale po chwili łagodnieje i nabiera elegancji i klasy. Czuję się jak bym był znowu w krajach arabskich, cudowna woń kardamonu, która przechodzi niepostrzeżenie w oud, piękny, orientalny.

Początek to dosłownie Terre D'Hermes, jak malowany. W pewnym momencie wysładza się i przechodzi w zapach Coca-Coli, tzn. Cartier Declaration. Nihil novi w perfumiarskim świecie. Dla entuzjastów dwóch wymienionych wyżej zapachów, ciekawa opcja. Dla osób, które nie posiadają, ani Terre, ani Declaration, a chciałyby mieć, te perfumy to ekonomiczne combo, bo masz dwa w cenie jednego. Aspekty techniczne nie powalają. Trwałość co prawda niezła, do 6-8 godzin, ale projekcja łagodna.

Midnight Poison Christian Dior przez aloiv 2017-01-17

Nie potrafię się do niego przełamać. Czasami próbuję ale zabija mnie zapach paczuli połączonej z cytrusami. Nie można mu jednak zabrać tego czegoś- powodu dla którego co jakiś czas nim pachnę. Może to ta róża, która przebija się z wnętrza cytrusowego szału? Plus za intensywność i trwałość.

Today Tomorrow Always Absolute Avon przez aloiv 2017-01-17

Absolute absolutem nie jest i kropka. Nic za co chciałabym jeszcze kiedyś zapłacić. Zobaczyłam go w katalogu i w ciemno zapragnęłam mieć swój flakonik. Zapach nienachalny, słodki. Podobny do swojego brata Today- mają tę samą nutę zapachową, chociaż Absolute jest nieco owocowy. Today bardzo lubię i cenie za kwiatowy zapach, projekcję i trwałość. Tutaj się zawiodłam.

Meharees L`Erbolario przez Nan 2017-01-17

O tak, tu jest cynamon! Mnóstwo cynamonu i to w dodatku takiego, jaki lubię najbardziej. Na własne potrzeby nazywam go przydymionym i to on właśnie stanowi o podobieństwie do Lolity (i także do Tea for Two L’Artisana). Jednak klimat Lolity jest bardziej orientalny, natomiast cynamon w Meharees ułożony jest na przestrzennej piżmowej bazie, co czyni go lżejszym i wytrawniejszym od Lolity. Z kolei w L’Artisanie więcej jest jesiennej melancholii i dymu. O podobieństwie do Musc Ravageur się nie wypowiem, bo jeszcze nie znam.

Meharees to piękny zapach, bardzo gładki, bez ostrych kantów. Jest cudownie cynamonowy, pylisty, trochę drzewny, lekko, ale bardzo lekko słodkawy. Nie czuję w nim cytrusów, nawet na początku. Nie zachodzą w nim dramatyczne zmiany, cały czas jest łagodny, raczej cichy i niestety wydaje mi się, że to snuj* , bo ukrywa się przede mną, jak to niektóre perfumy potrafią, irytując mnie tym niewymownie. Nie żałowałam sobie dzisiaj próbki, a jednak zapach trzyma się blisko skóry, otoczenie raczej go nie czuje, a co gorsza ja też nie. Już po 4 godzinach nie ma po nim śladu. Wygląda na to, że moje poszukiwania cynamonu idealnego jeszcze się nie skończyły. Szkoda, bo bardzo na Meharees liczyłam.

* więcej o snujach w moim profilu użytkownika :)

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez aloiv 2017-01-17

Wszystkie recenzje wskazywały na to, że i ja muszę się zapoznać z Jungle. Pierwsze psiknięcie i zdziwienie. Czuć ziemię. Ciepłą, mokrą ziemię zaraz po wielkiej ulewie. I ta ziemistość początkowo mnie przeraziła. Po odczekaniu chwili zapach odkrył swoje pozostałe nuty (szczególnie kardamon i kminek), które wciąż krążą wokół pierwszego wrażenia. Dla mnie to zapach rozległej dżungli,gdzie dużo się dzieje jednak wszystko ze sobą współgra. Trwałość powalająca.

Eau de Krizia Krizia przez Malwina 2017-01-17

Może to nie pora roku żeby pisać o świeżakach, ale widzę, że Eau de Krizia nie ma jeszcze recenzji. A szkoda bo to fajny, chłodziak i paracetamol na upalną gorączkę. Zawiera się we wszystkich wyżej wymienionych, 'przypominających' woniach. Pod względem skomplikowania ustępuje Light Blue, ale charakterek ma zdecydowanie po nim. Nie ma w nim cytrusów i innych owoców. Podobno ma bardzo prosty skład, jednak ta prostota wcale nie jest taka oczywista i jest to prostota z charakterkiem właśnie. Czuję miętę i werbenę muśniętą konwalią - z naciskiem na muśnięcie bo nie ma w tym zapachu miejsca na uzewnętrznianie się jej narkotycznych i morderczych instynktów. Konwalia doskonale dostosowuje się tutaj do reszty i użycza tylko tego co ma w sobie najdelikatniejsze. Jest w Eau de Krizia jeszcze coś co nie daje mi spokoju. Jakaś iglasta pochodna, jakby nuta świeżo zawerniksowanego obrazu, ledwie uchwytna.

W upały czułam się w nim bardzo komfortowo, szczególnie w środkach komunikacji. Dostałam od niego to czego oczekiwałam, może z wyjątkiem trwałości. W ciągu dnia dobrze jest mieć go przy sobie żeby poprawić. Flakon jest nieporęczny, ale za to świetnie oddaje charakter zapachu i ciekawie wygląda na półce.

Far Away Avon przez Millianna 2017-01-17

Piękny zapach, inny niż wszystkie z Avonu, ale...zepsuty przez Avon właśnie. Kiedyś Far Away były dla mnie bardziej jedwabiste, puchowe i otulające, jak kaszmirowy, milusi szal, a teraz? Są bardziej ostre i mydlane w stylu Avon, czasami wręcz wkrada się tam kostka do wc(przez moje siostry ta nuta jest nazywana zapachem zużytej pieluchy) i nie wiem czy to ja trafiłam na felerny flakon, czy moja skóra jest taka wredna i wyostrza kanty tego zapachu, czy po prostu perfumy przeszły przez różne ,,ulepszenia". Co nie znaczy, że zapach jest zły, bo jednak nadal jest inny, mniej typowy, z własnym charakterem i dla mnie nadal się mieści w granicach ŁadneNoszęChętnie. Far Away są ciężkie, egzotyczne, dużo tu ylang-ylang, pomarańczowej skórki i ciężkich, duszących tropikalnych kwiatów, jaśminu, gardenii, frezji oraz wytrawnej, surowej wanilii. To nie jest egzotyka kolorowa i pachnąca, stojąca pod znakiem kolorowych drinków, lazurowej wody, słonecznej plaży i słodkich owoców. Far Away to dziki, gęsty gąszcz pełen tajemniczych roślin, wilgoci oraz specyficznego klimatu. Kto nie lubi-będzie od niego uciekał jak najszybciej, zaś amatorzy tego typu egzotyki będą uwielbiać i tonąć w tej gorącej dżungli.
Trwałe, z projekcją i to bardzo, jak nie Avon.
Zdecydowanie na jesień i zimę do deszczu, szarości i płaszczy.

Couture Violet Versace przez conneryfan 2017-01-17

Perfumy za 2000zł! Kupiłem w wersji tej ze zdjęcia, za "normalną" cenę. Śliczny flakonik w skórze o pastelowym fiolecie, ze śrubkami.
Zapach. Takiego fiołka jeszcze nie wąchałem! Jest on bardzo muskularny, orzechowo-marcepanowy jakby sypki. Aromat naturalny, zielony jak zarośnięta łąka w dziczy, trochę ziołowy i uniseksowy. Kojarzy się z Eden Cacharel. Bardziej mroczna odmiana fiołka w porównaniu do ,,di Parma". Jeśli fiołek miałby odpowiednika w świecie zwierząt to by właśnie tak pachniał ^_^

Mad Madame Juliette Has A Gun przez spa 2017-01-17

Włosy koniecznie długie i blond, szpilki, mini i obcisły sweterek. Wszystko markowe i w dobrym guście, ale bez żadnych niedomówień. Buzia ładna, ale znawca pewnie dostrzegłby ślady chirurgicznej ingerencji. I perfumy wyczuwalne w promieniu 2 metrów, które krzyczą "Jestem kobietą". Taka jest ta Madame.

Róża zimna jak stal i ostra jak brzytwa. Wwierca się w nos i kłuje kolcami aż w gardle, gdy tylko za bardzo zbliżę rękę do nosa. Dwa psiknięcia na nadgarstki i wiem, że ktokolwiek zbliży się do mnie czuje ten zapach. Musi to wyglądać dosyć dziwnie: puchowa kurtka, ubłocone kozaki na traktorach, okutana szalem kobita brnąca przez śniegowe błoto i pachnąca różami, różami świeżymi, czerwonymi, takimi prima sort. Ale do eleganckiej sukienki też bałabym się ich użyć, bo jest to dla mnie zapach zbyt ostentacyjnie kobiecy i atrakcyjny, czułabym się wtedy przerysowana. Może do jeansów i glanów, ale nie wiem, czy odważę się na global. Jak się przetrwa 2-3 godziny, to zapach nieco cichnie i robi się nawet przyjemnie. Mam wrażenie, że te parametry chemicznie podkręcono i w ogóle, że to mikstura stworzona w laboratorium przez bardzo dobrego technika, ale nie przez alchemika - artystę.

Nie rozumiem czemu Mad Madame. Jest na tym forum sporo pokręconych osobowości: LouLou uciekła z psychiatryka, Poison to Hannibal Lecter w spódnicy, histeryczka i pijaczka Galliano, panienki Black Orchid i L'Agent chadzają czasami na czarne msze i lubują się w BDSM, itp., itd. ;) Ale w tym zapachu nie ma dla mnie żadnej ambiwalencji, mroku czy tajemnicy, żadnego szaleństwa. To kobieta, która w najwyższych szpilkach stąpa twardo po ziemi i konsekwentnie realizuje swoje cele.
Ja bym nazwała te perfumy Bloody Bitch.

Incandessence Glow Avon przez Arsenic 2017-01-17

Incandessence Glow z bergamotką, białą magnolią i wetiwerem. Lubiłam podstawową wersję. I to też niezłe jest, przestrzenne, nienachalne i świeżo wyprane ale nudnawe. Baza przywołuje wspomnienie podstawowej, żółtej wersji, ale chyba liczyłam na coś więcej. Zapach jest do bólu grzeczny.

Today Tomorrow Always Absolute Avon przez Arsenic 2017-01-17

TTA Absolute z hitami jak dla mnie: bergamota, neroli i drzewo sandałowe. Trudno to spartolić, ale im się udało: wejście słodkie jak cios tortem, neroli majaczy, całość raczej płaska i z charakterystyczną, mydlaną nutką avonowską, po której rozpoznaję niemal wszystkie ich zapachy. Z czasem trochę szlachetnieje i palonym cukrem daje nawet przez sekundę, ale i tak ściąć mu głowę.

Deep Euphoria Calvin Klein przez Aleksxs 2017-01-17

Deep Euphoria? Powiem tak oczekiwałam czegoś innego po takim składzie zapachu. Bardziej szyprowego-drzewnego ciepłego a tu mamy świeży kwiatowo-szyprowy zapach. Zdecydowanie czuć w nim: piwonię, pelargonię, czarna różę, jaśmin. Z kolei jakby gorzki zapach, choć trudno go dokładnie określić daje liść mandarynki aczkolwiek upierałabym się, że muszą być tam porzeczki, jeżyny, może nawet jagody. Przez cały czas delikatnie wyczuwalna jest paczula bowiem to ona odpowiada za chłodny powiew, świeżość. Jednakże pozostałe nuty orientalne: drzewo sandałowe i piżmo prawie ich tam nie czuję. Mnie te perfumy nie urzekły, są trochę nudne, nie mają w sobie nic interesującego trochę taki napój owocowo kwiatowy. Dodam jeszcze, że początkowo zapach jest mocno wyczuwalny ale dosyć szybko znika on z ciała. Ogólnie czujemy go przez tak 3h a jego projekcja jest mała, bliska ciała.
Flakonik jest śliczny, idealnie pasuje do zapachu.

Gucci Rush Gucci przez Falling in 2017-01-17

To nie będzie recenzja perfum, to raczej opis pewnej bardzo bliskiej mi osoby która nosiła ten zapach. Żywy dowód na to, że takie kobiety istnieją, że to co napisały poprzedniczki idealnie się zgadza :)

Agata była pożeraczką męskich serc… dosłownie lepem na muchy. Od chłopów wręcz odgonić się nie mogła.... pachniała Rushem, swoją drugą skórą! Mocno, słodko, intensywnie i zalotnie. Kokieteryjnie i bardzo charakterystycznie. Zapach ciągnął się korytarzami, przekraczając próg drzwi wiedziałam, że już jest w pracy.
Tak świetnie pasował do jej wyglądu - blondasa z silikonowym biustem i uśmiechem od ucha do ucha. Stringami w panterkę prześwitującymi przez białe lniane spodnie i widocznym z za krótkiej bluzki opalonym na pomarańczę brzuchem. Ale szefowej wolno było wszystko. I co z tego, że miała chude krzywe nogi, energią i pewnością siebie zdobywała kontrakty. Jak elektrownia jądrowa obdzieliłaby prądem kilkutysięczne miasto. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych – dostawała najczęściej to czego chciała. Jeśli nie, wzruszała ramionami i znajdowała naprędce inne priorytety. Nigdy nie rozpamiętywała porażek, nigdy też nie widziałam jej smutnej. Optymistycznie pędziła przebojem przez życie. Realizowała się. Często plotła trzy po trzy opowiadając historie nie z tej ziemi. Wmówiła by Ci, że ziemia jest płaska, sprzedała by chłam za kokosy. Ideał menagera. Wzbudzała zazdrość wśród kobiet, bo to ona zawsze była na pierwszym planie. Roześmiana i piękna. Faceci z fascynacją patrzyli na nią jak na zjawisko, tymczasem ona owijała sobie ich wokół palca. Zadowolona ciągle jakby była na wiecznym haju, idealnie wpasowałaby się w klimat radosnych twarzy Jamajki czy wysp Polinezji. I choć naturą perfekcjonistki i wszechwiedzą wszelaką potrafiła bardzo irytować, brakuje mi tego jej szalonego tempa życia... i słońca jakie ze sobą niosła - szczególnie w takie szare dni jak ten.

Signorina Salvatore Ferragamo przez Sylwia74 2017-01-17

Niesamowicie pyszny zapach, jak truskawki z cukrem i bitą śmietaną. Szczerze mówiąc tego typu perfumy to w ogóle nie moja bajka bo kocham ciężkie zapachy a mimo to jestem nimi zauroczona. W mojej kolekcji posiadam trzy miniaturki Signoriny. Mimo, że ta pojawiła się jako pierwsza poznałam ją najpóźniej i to ona podoba mi się najbardziej. Zresztą ja przeważnie gustuję w pierwowzorach i flankery mogłyby dla mnie nie istnieć. Ale wracając do Signoriny jest to zapach niesamowicie kremowy, śmietankowy i bardzo apetyczny. Dla mnie najbardziej wyczuwalna jest piwonia i panna cotta, porzeczka tylko lekko pobrzmiewa w tle a na samym końcu rozwija się piżmo. Signorina to zapach radosny i optymistyczny. Myślę, że pełnowymiarowy flakon już niedługo zagości w mojej kolekcji. Flakon przeuroczy!

Midnight in Paris Van Cleef & Arpels przez Forest 2017-01-17

Początek to faktycznie posłodzona opona na rozgrzanym asfalcie. Czuję, że za tą oponę robi na pewno po częsci rozmaryn (gdyż od czasu do czasu przebija) ze styraksem. Co jest bardzo przyjemne i bezkompromisowe, cenię w 100%.
Do tego same otwarcie cytrusowe ale tylko przez moment, ułamki sekund dosłownie zanim opony się nagrzeją.
Potwierdzam to co powiedzieli poprzednicy – nie jest to zapach męski, maksimum męskości jakie mogę mu przyznać to uniseks. Nie mam nawet zapędów aby mój partner go przetestował bo nie daj Bóg mu się spodoba (jak Black Sun :()
Ogólnie widzę go raczej na kobiecie.
Po odurzeniu gumą dochodzi aromat herbaciarni, słodkich migdałów i nieco kadzidła.
To by było na tyle, mój nos więcej nie wyłapuje.
Jedno co muszę dodac to to, że składniki są syntetyczne jak ta guma, smolista i wulkanizowana. Obstawiam, że taki był zamysł.
Ogromna szkoda, że tak mało trwały, na mnie utrzymuje się raptem 3h, nie wiem czy to kwestia mojej skóry czy tak ma w zwyczaju ale krótko cieszy.
Opakowanie na zdjęciach cudne, w realu nieco mu brakuje zaprezentowanego uroku, wykończenia metalowe (dookoła butelki tłoczone w nazwę) trochę tandetnie błyszczy, korek ciężki ale to przez metalowy obciążnik wewnątrz. Takie małe oszustwa ale ogólnie do wybaczenia.
Polecam, warto się zapoznać, sama czekałam jak kania dżdżu, żeby poznać rzekomą gumę w BVL Black, co prawda to jeszcze przede mną ale MIP już mnie satysfakcjonuje, jest właśnie w deseń zapachu jaki sobie wyobrażałam.

Popularne marki i zapachy: