Najnowsze Recenzje Perfum!

Tutaj możesz zapoznać się z najnowszymi recenzjami perfum. Użyj opcji wyboru daty, aby zobaczyć recenzje opublikowane w przeszłości.!
Search by Date:  
Eau Parfumee au The Noir Bvlgari przez Malwina 2017-02-21

Cudowny, koloński herbaciany oud.
Godnie uzupełnia kolońską kolekcję herbat wariacją z oudem. Nie jest to zapach pro forma - bo jak wszyscy to wszyscy. Au the noir zdaje się mówić w imieniu Bvlgari - Jeżeli wszyscy, to nasz będzie zupełnie inny niż wszystkie, dodatkowo będzie świetnie pasował i uzupełniał wszystko co do tej pory udało nam się stworzyć.

'Noir' jest tutaj zacienionym miejscem, w którym można się skryć przed upalnym skwarem i oślepiającym światłem. Przypomina zacienione atrium, w którym panuje przyjemny chłód. Kiedy spojrzymy w górę, zobaczymy unoszącą się w powietrzu nowoczesną instalację będącą szklanym sześcianem, zawierającym w sobie kolejne coraz mniejsze sześciany, aż do najmniejszej, czarnej nietransparentnej kostki. Ta instalacja mówi o tym jak zbudowany jest zapach. Tajemnicą projektanta pozostanie sposób w jaki instalacja została zawieszona w powietrzu oraz jakim cudem kolejne sześcianowe warstwy lewitują w środku nie stykając się ze sobą.

Pierwszy sześcian: czarny, najmniejszy - oud i pomruki opony Bvlgari Black
drugi: przeźroczysty - skórzano - tytoniowy
trzeci: zbalansowana, chłodna paczulowa róża od Lalique
czwarty: drzewno - herbaciany

Patrząc na instalację ma się nieodparte wrażenie, że międzysześcianowe przestrzenie wypełnia ciepły wiatr znad saharyjskiego oceanu.

Anglojęzyczni użytkownicy Fragrantici nie szczędzą mu zachwytów. Szczególnie interesująco przedstawiają się opinie użytkowników wydających się mieć arabskie pochodzenie. Wyobrażam sobie, że muszą być koneserami oudowo-różanych woni, dlatego ich opinia wydaje mi się być szczególnie cenna.
Zapach mimo, że 'noir' jest pełen światła i przestrzeni. W upalne dni będzie stanowił bezproblemowego, pełnego klasy, idealnego do pracy kompana. Miło też słyszeć od Eau Parfumee au The Noir, że płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Rzeczywiście - nie ma - są jak dobrze zintegrowany animus i anima.
Dla wielbicieli herbaty, oudu, Bvlgari Black, paczulowej róży z Perles de Lalique, i niebanalnych kolońskich kompozycji.

Nie lubimy się z Narciso.

Bardzo się nie lubimy.
Próbowałam. Wielokrotnie.

Bo piszecie, że miłość, kobiecość, tęsknota, ogólnie, że pięknie.

Jednocześnie chyba wszyscy recenzenci użyli słowa: piżmo, piżmowiec.

Więc czemu u diabła uparłam się, żeby polubić Narciso???

Piżmo najzwyczajniej w świecie śmierdzi, dusi, wykręca mi nos boleśnie. Ja już chyba mam alergię na samo to słowo.

Dla mnie Narciso pachnie okropnie, jeszcze raz spróbuję się z nim zaprzyjaźnić, a zostanie mi trauma do końca życia.

Miłość i kobiecość w czarnym, żałobnym flakonie??? O nie.. nie tak wyobrażam sobie zapach miłości.

Alien Oud Majestueux Mugler przez kaktuska01 2017-02-21

Kocham alienowski jaśmin. W wersji podstawowej to on rządzi. Oud Majestueux to za to walka agaru z jaśminem. Jaśmin wygrywa ale zyskuje nową, specyficzną odsłonę zapożyczoną od swojego przeciwnika. Zyskuje akord przybrudzenia, ciężkości ale też wyjątkowego ciepła. Dostaje pazur. I to pazur nie byle kogo, bo samego lwa. Całość okraszona przyprawowym, nieco indyjskim klimatem. Mimo to nadal to Obcy, ale według mnie bardziej trudny ze względu na nutę agaru i jej brudny, czasem zwierzęcy charakter.

Bois du Portugal Creed przez don Pedro 2017-02-21

Niedawno brałem udział w spotkaniu, podczas którego kilku panów przekonywało kilku innych do swoich racji, celem wdrożenia pewnej koncepcji, mającej przynieść spodziewane z tego tytułu korzyści materialne. Moją uwagę zwrócił jeden z adwersarzy, który miał na sobie znajomy mi aromat. Z przyjemnością zidentyfikowałem go jako Creed Bois du Portugal.
To zacny, typowo męski i elegancko dyskretny zapach. Doskonała kompozycja kwiatowych i drzewnych nut godnie reprezentowanych przez lekko podsuszoną lawendę z jednej i wetywerię z drugiej strony. Całość ma subtelnie orientalny charakter za sprawą wyczuwalnego drzewa sandałowego, ale z finezyjnie podanym stoperem, którego rolę na przeciwległym biegunie odgrywa cedr, zaprawiony dodatkowo kropelką pieprzu w obecności kilku innych przypraw. Wszystko to z minimalną, ciepłą nutą cytrusowej goryczki, a w tle unosi się jeszcze jakieś echo, któremu najbliżej chyba do skóry muśniętej tytoniem. Wszystko doskonale i w przemyślany sposób wyważone, nic przypadkowego. Prosty w składzie i jednocześnie wyrafinowany w ekspozycji produkt. Aromat naturalnie świeży, idealny w całorocznym i dziennym zastosowaniu.
Podstawową zaletą tych perfum była u mnie bardzo duża trwałość w rozpiętości od porannej toalety do późnych godzin popołudniowych. Kolejny atut to łagodna projekcja, taka właśnie na szerokość blatu stołu, przy którym prowadzona jest jakaś dyskusja. Idealny zapach przy poważniejszych negocjacjach i formalnych spotkaniach, na których pierwszoplanowa powinna być zawsze merytoryczna argumentacja, a nie fizyczność prelegenta.
Facet z klasą, oceniłem tak prywatnie nosiciela Creed'a, mówił sensownie i tak samo się prezentował, nie było w nim żadnej dysharmonii, a zapach to jeszcze podkreślał, przez co stawał się bardziej wiarygodny. Jednakże świadom potęgi sztuki zwanej manipulacją oraz osobiście korzystający z możliwości różnego rodzaju trików socjotechnicznych i innych metod oddziaływania na otoczenie zapewniam, że Creed Bois du Portugal nie wpłynął na przebieg wspomnianego spotkania i decyzji, które na nim zapadły.

Annayake Pour Lui Annayake przez arturovittorio 2017-02-21

Olfaktoryczne cudo! Zapach na początku uderzająco zielony, gorzki (wyraźnie wyczuwalne bambus i herbata). Potem łagodnieje i pięknie się wysładza, dochodzą do głosu jabłko i lotos, a następnie inne słodkie składniki (mieszanka tonki, kwiatu bawełny, orzechów i może waty cukrowej). Zapach zdaje się ewoluować od wilgotnej zieloności do suchej słodyczy, co daje znakomity efekt. Całość jest bardzo wyważona, perfekcyjnie skomponowana, na wskroś nowoczesna. Kompozycja według mnie niezwykle oryginalna, bardzo japońska - właśnie!, nie chodzi tu ogólnie o Orient jako taki, a konkretnie o Japonię, bo jest delikatnie, naturalnie, nietuzinkowo, zaskakująco, tajemniczo, spokojnie. Z tym zapachem się płynie, a właściwie odpływa, a potem dryfuje w przestrzeni, gdzieś hen, wysoko... Slow life i filozofia Wschodu, harmonia i proporcja, gorycz i słodycz... Używając Annayake Pour Lui, z pewnością się wyróżnimy, nikt wokół nie będzie tak pachniał, poczujemy się niepowtarzalni, niezależni, a dodatkowo cudownie zrelaksowani. Parametry przyzwoite, zdecydowanie adekwatne do charakteru perfum. Piękny flakon, podobnie jak inne tej firmy inspirowany formą maczety(?), wyraża dostojność i powagę. Dla mężczyzn zapatrzonych w linię horyzontu.

My Destiny Oriflame przez Just2000 2017-02-21

Zapach jest ładny.

Ale w tym przypadku ładny to za mało.

Przyjemny, łagodny i bardzo nietrwały..

Jestem rozczarowana, bo po taakiej akcji promocyjnej spodziewałam się produktu wyjątkowego, o przyzwoitej trwałości.
Flakonik elegancki.

Kenzo Amour I Love U Kenzo przez malwusia 2017-02-21

3 testy to może trochę za mało, aby pisać recenzję, ale i tak raczej już więcej z tego zapachu nie wyciągnę - jest prosty, nieskomplikowany i przy tym uroczy.

Najpierw mała korekta nut (jak zwykle sprawdzona u źródła):
Głowa - malina i grapefruit,
Serce - róża, kwiat wiśni i lilak (bez),
Podstawa - piżmo i cedr.

Zapach jest pastelowy, lila-róż. Zdecydowanie wiosenno - letni. Odświeżający dzięki lekko kwaśnym nutom cytrusowym
i pudrowy - za sprawą róży na piżmowej chmurce.

Ładnie zbalansowany, nie kwasi się, jak to często z różą bywa, ot taki dzienny przyjemniaczek o słabej trwałości i projekcji, z wyraźnie wyczuwalną nutą lilaków.

Jeśli zakupię, to wyłącznie malutką pojemność dla butelki do kolekcji KENZO Amour.


Fifroczna - Twój nos Cię nie mylił co do obecności bzu :)

Prada (Amber) Prada przez Sylwia74 2017-02-21

Czytając recenzje Prady byłam pewna, że to zapach mojego życia. I co do mnie zupełnie niepodobne najpierw kupiłam odlewkę perfum a nie od razu flakon jak to mam w zwyczaju:) W pierwszej chwili myślałam, że ktoś się pomylił i dostałam nie ten zapach, który zamówiłam. Przecież to nie może być "ta cudowna Prada" Otwarcie zapachu jest okropne, ostre, ziemiste i nieco zakurzone. Nie jestem w stanie wyodrębnić żadnej nuty. Po pewnym czasie do głosu dochodzi bergamotka, a potem nuty drzewne i paczula trochę wilgotna i piwniczna. Prada Amber to zapach wilgotnego lasu, dusznych kwiatów, ziół oraz mokrych traw. Z początku nieco odpychający po czasie robi się ciepły i otulający. Prada Amber to bardzo elegancki i intymny zapach. Wyniosły i dystyngowany, idealny do białej koszuli. Najlepsza pora by nosić ten zapach to jesień i zima. Perfumy bardzo trwałe , raczej bliskoskórne. Prada Amber to nie jest zapach romantyczny, żadne kwiatki sratki, żadne ulepne słodkości jakich obecnie wiele na półkach. To trudne i niezmiernie oryginalne perfumy. Tak pachnie twardo stąpająca po ziemi kobieta. Urzekły mnie ale chyba nie na tyle bym pragnęła mieć flakon.

Michael Michael Kors przez Sylwia74 2017-02-21

Niesamowicie mocny i odurzający zapach, z tuberozą w roli głównej. Gęsty, upajający i niebywale trwały. Oprócz tuberozy wyczuwam frezję i irysa. Piżmo tylko delikatnie majaczy w tle. Jak dla mnie to typowo kwiatowy zapach. Mega trwały o dużej projekcji. Na mojej skórze wyczuwalny jeszcze następnego dnia. Idealny na każda porę roku. Elegancki i mega kobiecy!

La Panthere Cartier przez Milenia 2017-02-21

Przepiękny,nowoczesny szypr.Jeśli miałabym porównać jaki materiał do niego pasuje to bez zastanowienia ubrałabym aksamit i zamszowe lub skórzane dodatki.Słowo ekskluzywny,dostojny,ale jednocześnie i dziki nie będą tutaj nadużyciem.Doskonale przemyślana reklama z "kotkem" oraz flakon z jakby oszlifowaną głową pantery bezbłędnie odzwierciedla charakter i piękno tych perfum.Myślę,że panie które gustują w takich pozycjach jak Dune Diora lub Bottega Veneta polubią się również z tym zapachem.Polecam zimą i w porach przejściowych,ale także delikatna mgiełka latem nie zaszkodzi.Uwielbiam ten zapach.Kto się ze mną zgodzi,że może przypominać unikatową już wodę Masumi marki Coty???

Burberry Women Burberry przez Isabel 2017-02-21

Jak mawiała Coco Chanel: "Moda przemija, styl pozostaje". Dla mnie to zdanie jest kwintesencją zapachów Burberry, które są jak dobrze skrojony, klasyczny trencz lub prosta biała koszula, które niezależnie od panującej mody, okoliczności czy okazji zawsze okazują się być trafnym wyborem.
Także w Women nie znajdziemy nagłych zwrotów akcji, olfaktorycznej ekscentryczności, bo to zapach prosty, a jednocześnie w swej prostocie piękny. Dominującą nutą jest tu kremowa wanilia, która w żaden sposób nie męczy i nie przyprawia o ból głowy, a jednocześnie doskonale komponuje się z soczystą morelą i dojrzałą gruszką na tle białego jaśminu, jednak to co najbardziej podoba mi się w tym zapachu to jego końcowa faza, kiedy pojawia się słodkie, lekkie i jakby pastelowe piżmo nadając Women subtelnego wdzięku oraz elegancki sandałowiec...Piękny, ciepły i kobiecy klasyk, który warto przetestować.

Mulholland Keiko Mecheri przez Forest 2017-02-21

Otrzymałam odlewkę i tak ją testuję już dłuższy czas. Podobnym do niej tylko moim zdaniem gorszym jakościowo wypustem jest Lengling Acqua Tempesta.
Sam początek i środkowa faza dosyć mocno zbliżone (reszta Lenglinga jest nieco suchsza i słodsza, szczególnie chwila po aplikacji).
Otwarcie = gorzka skórka cytrynowa, potem jakby pomelo.
Po 3h robi się nieco ostry, przyprawowy.
Nie wiem czemu ale dla mnie ta woda ma w sobie intensywnie cedrowy aromat do którego momentami wpleciony jest bardzo delikatny drożdżowy (to różni obydwa powyższe). Na samym finiszu czuję aksamitny miód. No nic mi się tu ni zgadza, ciekawe które nuty dają taki efekt.

Czy kupiłabym cały flakon? – Nie.
Dlaczego? – Bo już to czułam, wielokrotnie, nie wiem czemu ale wydaje mi się, że któryś H.Boss pachnie toćka w toćkę. Jest ładny ale nie unikatowy, jest trwały ale nie pieruńsko trwały, jest dobry jakościowo ale nie powala na kolana naturalnością czy aksamitnością składników. Dodatkowo dla mnie jest nieco za męski a dla mojego partnera za kobiecy.

Trwałość rzędu 6h, projekcja na 40cm

Iris Yardley przez kozdrolina 2017-02-20

Bywa, że w ponury, mroźny dzień zachce się człowiekowi zawiesić nozdrza nad zapachem, który ma mu przypomnieć o nadchodzącej zieleni i bezchmurnym, słonecznym dniu. Myśli krążą jak natrętne muchy, przypominając raz po raz, że mimo wszystko nie czas teraz na "pierdoły", trzeba się wziąć za życie i wstawić pranie, zrobić zakupy...i takie tam. A kto by się tam przyziemnymi sprawami zajmował! Natrętny paluch klika "kup teraz" i nerwowo wystukuje sobie tylko znany rytm. W końcu. Yardley Iris już jest w drodze do ciebie paskudny leniu.

Przejdźmy jednak do rzeczy...

Po rozpakowaniu paczki, jak zwykle niecierpliwie dopadłam zimnej, zaparowanej butelki zawierającej bezbarwną, przez co zagadkową ciecz. Flakon jak na Yardleya przystało - ciężki, masywny - krótko mówiąc "me gusta" :) Jak to jednak bywa ze zmarzniętą przez długie oczekiwanie na wygłodniałego perfumoholika cieczą, doznanie po rozpyleniu nie było zbyt przyjemne. Hmmm...co najmniej osobliwie...gryzące? Powitały mnie dzikie, dopiero co ścięte i pozostawione na zimnym wietrze chwasty. I tak gryzły moje zmysły, póki woń się nie ulotniła. Aua.

Drugie podejście było już zdecydowanie bardziej obiecujące, choć niemniej rozczarowujące. Wpadłam twarzą prosto na kupkę świeżo skoszonej trawy, z której posoka unosiła się w powietrzu. Nie ma tu zbyt wiele słońca, czuję raczej zimno, świeże chłodne powietrze wiosenne...ale zaraz, zaraz! - (tu dramatycznie podnoszę głowę) - Gdzie są moje kwiatki! Grzebię w trawie, palce są już zielone od posoki i jedyne co znalazłam, to drobno zmielone, fioletowe płatki ze śladowymi ilościami zapachu. Trudno...może następnym razem.

Trzecie podejście pozbawiło mnie już złudzeń o wyraziście kwiatowym zapachu, ale mimo to sprawiło, że zrozumiałam w czym tkwi osobliwy urok naszego "Iryska". Bo proszę Państwa. Jak chcecie się zlać kwieciuchem, to idźcie sobie do kwiaciarni i wylejcie na siebie wodę z tamtejszych kwiatków. Yardley daje pstryczka w nos. Bo nie znajdziecie w nim piętrowej złożoności nut, sam irys jest słabo wyczuwalny, a raczej razem z fiołkiem przybiera postać lawendową (myślałam, że tylko ja mam jakieś omamy nosowe), a główną rolę w tej sztuce gra zielone, najzieleńsze zioło. To taki ekstrakt z zieleniutkiej łodygi irysa, aniżeli jego kwiatu...ale wiecie co? Ma to swój urok. Bo kiedy w upał zmęczy Cię człeku pragnienie, kiedy ustami wysuszonymi dopadniesz szklanki z chłodną wodą, Yardley Iris będzie równie orzeźwiający dla Twoich zmysłów co zimny prysznic. Jest to zapach idealny na porę, kiedy nawet najsubtelniejsza słodycz zabija i wykręca wnętrzności. A kto wie, jakie tony jeszcze pokaże nam nasz zielony kwiatuszek w gorącą letnią porę?

Panowie, w zasadzie Wam też mogę polecić Irysa. Nie będziecie pachnieć kobieco. Wszak kobietom nie daje się samych łodyg zamiast bukietu.

Invictus Paco Rabanne przez MatWawa 2017-02-20

SylviaInVogue nazywasz YonnYonson trollem, każesz zgłaszać i coś z TYM robić, tylko dlatego, że obśmiał -całkiem trafnie zresztą- dwie flagowe masówki od Paco Rabanne, których akurat używa Twój facet?

Oj przestań... ;)

Loverdose Tattoo Diesel przez Malutka100 2017-02-20

Patrząc na nuty zapachowe spodziewałam się charakternego słodziaka, który otuli mnie puchatą wanilią.
Niestety srodze się rozczarowałam...
Słodycz, którą czuję tutaj jedynie w początkowej fazie jest przełamana jakąś metaliczną, gryzącą w nozdrza nutą. Jest dla mnie bardzo nieprzyjemna w odbiorze.
Z upływem czasu robi się tylko gorzej. Moje skojarzenia oscylują niestety w kierunku jakieś zgniłej substancji, która ma słodko-gryzący zapaszek.


Podczas gdy Loverdose jest zapachem ciekawym i wartym uwagi, tak Loverdose Tatoo to zapach przeciętny, nieciekawy i dla mnie niestety bardzo dziwny.

Rare Amethyst Avon przez cumartesi 2017-02-20

Wparowalam wczoraj do sklepu Avon, glownie z ciekawosci, bo myslalam, ze sprzedaja tylko katalogowo - a tu nagle - sklep ze wszystkimi produktami z ostatnich katalogow.
Moj wzrok od razu przyciagnela polka z perfumami i fioletowa buteleczka - bo lubie fioletowe perfumy. Popryskalam nadgarstki, gotowa wyciagnac porfel, bo mialam nadzieje, ze bedzie to cos w stylu Amethystu Lalique. Nie bylo.
Wlasciwie perfumy sa dla mnie za slabe. Lekko wyczuwalna nuta sliwki. I to wlasciwie na tyle. Prawdopodobnie fiolek tez sie placze, bo perfumy nie sa skrajnie slodkie, ale tez nie utrzymuja sie dlugo na skorze, przy czym projekcja bliskoskorna. Dla mnie wlasciwie malo wyczuwalne - nie widze w nich sily, o ktorej pisza poprzedniczki. Widze delikatnie podana sliwke, zlamana przez inne nuty. Ciekawa cena, niezbyt ciekawy zapach.

Invictus Paco Rabanne przez SylviaInVogue 2017-02-20

Yonn, znowu ty? Weź się ogarnij. Zgłoście tego ekscentrycznego trolla. (wiem, że to nie recenzja, piszę tutaj, by ktoś coś z TYM zrobił).

Invictus Paco Rabanne przez YonnYonson 2017-02-20

Ostatnio miałem taką fazę - jeb*em sobie tribala na całym bicu, przebiłem uszy, wstawiłem diamentowe kolczyki, idealnie się komponujom z moim opalenizom prosto z solarium. Uznałem, że kupię sobie invictusa, bo to taki maczo zapach (nie to co śmierdzuchy od Chanel, czy jakiegoś GEJrlajna) Flakon tego perfuma przykleiłem do maski mojej bawary by wszyscy widzieli. Taki to piękny zapach.
Moja dziunia w białych kozaczkach też mówi, że to piękny perfum.

Invictus Paco Rabanne przez SylviaInVogue 2017-02-20

Pierwszą styczność z tym zapachem miałam wtedy, gdy miał go na sobie akurat mój facet. Na początku pomyślałam, że to może CK2 – słona wodna świeżość w przezroczystej „butelce”. Potem zawiało mi trochę Olympeą – i już wtedy domyśliłam się, że to pewnie jej męska wersja, czyli Invictus. Nie myliłam się – zapachy te są do siebie bardzo podobne, od razu czuć, że zostały przemyślane w ten sposób, by było czuć, że są z jednej serii.

Kompozycja przepiękna, świeża, lekko „benzynowata” w taki przyjemny sposób. Raz po raz czuć również nuty wodne, ale to zupełnie co innego niż chociażby Cool Water. Woda Invictus jest bardzo męska, lekko sportowa, a przy tym niemęcząca. Zimą pachnie cudownie na moim mężczyźnie, jestem ciekawa jak zdawałaby egzamin latem. Nie zgadzam się z opiniami, jakoby zapach miał być nudny. To tak jakby obarczać zapach za to, że miał udany marketing, a cała reszta miałaby być niedopracowana.

Nononsense 1 Nico Uytterhaegen przez stanislawzapart 2017-02-20

Witam,
jak mam dokonać zakupu?
Jestem zainteresowany zakupem wody toaletowej
Nico Uytterhaegen " Nononsense 1 i 3".
Pozdrawiam.

Pink Quartz Olivier Durbano przez KasiaS 2017-02-20

Nie, to nie jest konfitura. Mamy tu złudzenie konfitury, bo zapach na pierwszy rzut oka nie jest jak te ogrodowo-różane typu Stella, cierpki, zielonkawy, dziwnie nieuchwytny i nieregularnie rozchodzący się w powietrzu (takie doznania budzi we mnie absolut róży), a wprost przeciwnie - gęsty, smaczny, zawiesisty. Ale kiedy już jestem gotowa zakrzyknąć "konfitura!", to nagle na obrzeżach gęstej mieszaniny żywic i szafranu (według mnie to on robi "dżemową" robotę) zalotnie wygina się do mnie różowy, mięsisty, ociekający świeżością płatek. Jak żywy! I wtedy zdaję sobie sprawę, że ten zapach ma dwa osobne oblicza, które jednak idelnie ze sobą grają.
Pięknie "tańczy" tu świeżość bardzo naturalistycznej róży i czarniawe, benzynowe, niemal oudowe tło - a jednak bez oudu, bez jego smolistości i ciężkości. Mistrzostwo! Na mojej skórze w ciepłych porach wygrywa róża, a w chłodnych to co nazywam "kadzidłem", bo w sumie tak tez trochę pachnie. Zmienny, w dobrym tego słowa znaczeniu, a do tego idealnie zharmonizowany, noszalny, ale nie banalny - ten zapach jest naprawdę wart uwagi.
Nie jest to typowa róża dla makowych panieniek i eterycznych nimf, a raczej dla bohaterki "Pieśni nad Pieśniami". A przy tym daleko jej do "przysadzistości" i ciężkości tak popularnych teraz róż oudowych. Jest inna.
Ten różany ogród jest mroczny, pełen zakamarków, tajemnic, ale nadal jest pięknym, romantycznym ogrodem.
Jestem zachwycona! Dla mnie to chyba róża idealna.
---
edit: Ja zawsze w reckach pomijam otwarcia, bo i tak szybko mijają, ale warto wspomnieć, że tu jest dużo ciekawych nut w głowie: grapefruit, imbir, bergamotka i przede wszystkim palmarosa czyli "palczatka imbirowa", używana na Wschodzie jako środek na komary - i nie bez powodu! To bardzo świeże, wręcz świdrujące w nosie i wybijające robale otwarcie świetnie podkręca użyty absolut różany, również pełen świeżości i ostrości. To kolejny plus - widać, że kompozycja jest starannie przemyślana i nie powstała w dwa wieczory na zasadzie "kopiuj-wklej". Brawo!

Aqua Fahrenheit Christian Dior przez icenumerocinq 2017-02-20

Jestem perfumowo zaspokojony. Przynajmniej do jutra. ;-)
Fahrenheit to było dla mnie niespełnione must have. Zawsze podobał mi się klasyk, jednak z powodu popularności tego zapachu na mieście oraz w mojej rodzinie, odkładałem zakup, wybierając wody bardziej unikalne. W końcu jednak spełniłem potrzebę posiadania i kupiłem wersję Aqua, również dlatego że znika z półek zastępowana flankerem Cologne.

W kwestii zapachu nihil novi ode mnie. Wodna wersja oryginału. Równie dostojna, ale lżejsza, świeższa i bardziej uniwersalna. Pod względem mocy i koncentracji wykres wygląda tak: Fahrenheit > Fahrenheit Aqua > Fahrenheit Cologne.

I jeszcze lekki offtop w ontopie.
W sieciówkowym mainstreemie mam trzy ulubione firmy, które prezentują wysoką jakość, choć za wyższą niż u konkurencji cenę. Są to Chanel, Armani i Dior. Krótko mówiąc kupujesz zapach z jednej z tych trzech stajni i wiesz, że jakość, trwałość i projekcja będzie w najgorszym wypadku dobra. Po nabyciu Fahrenheita utwierdzam się w przekonaniu, że Dior to jest jednak numero uno z tego trio. Zapach - wiadomo kwestia gustu, ale parametry świetne. Trwałość całodniowa. Flakon piękny, po prostu cudo. U mnie na równi z flakonami Diora Homme i Lalique Encre Noire. I atomizery. Nie ma lepszych cyngli niż u Diora. Dozujesz dokładnie tyle ile chcesz, aplikując z mocą jaką chcesz. Szczegóły...

Viva la Vita Avon przez blacksmokey 2017-02-20

Rozczarowująco zwykłe, bardzo avonowskie... Nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu takich zapachów. Zarówno ten, jak i Femme kompletnie nie wplatają się w mój osobisty gust. Prosty słodziak, kwiatowy z drażniącymi nutami w tle. Irytujący i taki... zwykły. Po kampanii z Małgosią Kożuchowską spodziewałam się czegoś bardziej charyzmatycznego, ciepłego. Jestem rozczarowana tym, że Avon kolejny raz powiela ten sam schemat. Nie lubię takich nut zapachowych i nic mnie do nich nie przekona.

Aqva Pour Homme Marine Bvlgari przez MatWawa 2017-02-20

Młodszy i mocno wykastrowany brat podstawowego Aqva PH.
Oczywiście ładny, ale za bardzo delikatny, wręcz mdło mydlany. Brakuję mi tutaj odrobiny stanowczości. Trwałość do 8 godzin, projekcji niestety niemalże brak, co jest dużym minusem.

Mimo wszystko lubię, jednak po kolejną butelkę już nie sięgnę.

Man Avon przez Krzysiek Krawczyk 2017-02-20

Przyjemny aczkolwiek bardzo stonowany i blisko skórny. Otwarcie bardzo delikatne i głównie wyczuwalne cytrusy. Pieprz nie istnieje. Zapach rozkręca się nieco po 15min kiedy zaczyna mieć całkiem dobrą projekcję. Na pierwszy plan wybija się wtedy jabłko. Nie takie jak w Signature tylko świeże, zielone. Towarzyszy mu lawenda i jest aromatycznie i rześko. Niestety nie trwa to długo a ostatni etap jest już wybitnie przyskórny. Zapach przestaję czuć zupełnie po dwóch godzinach. Słabo...

Oxygene Lanvin przez Zombianka 2017-02-20

Bez wątpienia jest to najpiękniejszy irysowy zapach, jaki znam. Ma w sobie nadzieję i smutek, przytulne ciepło mechatego koca, czułość dotyku skóry, bicie serca, krople deszczu z żelazistym posmakiem- a może to nie deszcz, tylko słone łzy. Właśnie za kobiecość podniesioną do sześcianu i za nieoczywistość kocham te perfumy.

Trudno mi oddzielić poszczególne akordy (bo też i ten zapach jest jak muzyka), ponieważ jedna nuta przenika płynnie następną w idealnej, wręcz nieziemskiej harmonii. Mleczny irys, kosmetyczny irys, ziemisto- marchewkowy irys, irysowa rosa ze szczyptą pieprzu i drewien, wreszcie piżmowy irys- przemożny, wstrząsający, obecny przez cały czas trwania tej irysowej sonaty, ale oczekujący na decydujące zapanowanie w bazie, jednej z czterech najbardziej wzruszających i intymnych, jakie w życiu wąchałam- obok bazy LouLou Cacharela, Truth CK i Eclat d'Arpege, także od Lanvin. Jest w niej poczucie bezpieczeństwa, upływ czasu, siła i bliskość- a dla mnie również jakaś straszna ostateczność, może odbieram to w ten sposób poprzez okres w życiu, kiedy je nosiłam i poznawałam.

Wobec zachwytu nad wyjątkowością kompozycji Oxygene parametry są już dla mnie sprawą drugorzędną, ale i tak dobrze je oceniam; projektują dyskretnie, odpowiednio dla swojego typu, są też trwałe, czuję je na sobie cały dzień. Ich słaba dostępność kazała mi podejrzewać, że kupna nie powtórzę, zresztą nie byłam pewna, czy rzeczywiście tego chcę- ale ten zapach jest jak wyrzut sumienia, nie daje spokoju, jest zbyt piękny i oto leci do mnie druga buteleczka tego cudu.

La Panthere Cartier przez SylviaInVogue 2017-02-20

La Panthere to połączenie tradycji z nowoczesnością. Otwarcie jest charakterne, typowo szyprowe, i niestety – kojarzy mi się niezbyt przyjemnie, bardzo retro. Później jest już na szczęście coraz lepiej. Białe kwiaty, nowoczesne owoce, róża – czyli jest całkiem przyjemnie, ale nie cukierkowo. W tle wdziera się zapach plastikowych zabawek świeżo z fabryki (tak, ja zawsze tak to odbieram) – to nic innego jak zapach paczuli. Jest też jeszcze jedna nuta, która mnie niepokoi – to coś fizjologicznego, mrocznego, co znam z perfum Vintage Muse. Podejrzewam, że to rabarbar, bo w tamtych perfumach również widnieje w składzie.

Pantera najpiękniej pachnie po kilku godzinach – staje się pudrowo piżmowa, delikatna, ale wciąż wyczuwalna. Jest balsamiczna jak krem do ciała, otulająca i ciepła. Nie drażni chłodnymi ziemistymi nutami. Jest tak trwała, że nawet prysznic jej niestraszny! Zapach pozostał ze mną kilkanaście godzin.

Jeśli lubisz Coco Mademoiseille, Miss Dior i inne tego typu, ten zapach również Ci się spodoba. Pantera to zapach dość ciężki, poważny, dodający lat. Ma jednak w sobie pewien młodzieńczy urok, który na pewno zyskuje w mroźne dni. Nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł nosić zapach latem, to istny killer! Proszę fanów zapachu - oszczędźcie tego otoczeniu :)

Ja swój flakon oddałam siostrze - nie jestem zainteresowana tego typu zapachami. Muszę jednak przyznać - szkło to dzieło sztuki.

Funeral Home Demeter Fragrance przez Koroshiya 2017-02-20

Przyznam szczerze, że ta - jakże "urocza" i chwytliwa - nazwa wywołała u mnie początkowo ironiczny uśmiech (w stylu 'bitch, please'). Ale przy pierwszej lepszej sposobności zaopatrzyłam się w próbkę. I co? Zrobiło mi się trochę łyso za moje przedwczesne heheszki... Bo - prawdę powiedziawszy - dawno nie spotkałam się z tak sugestywnie oddanym zapachem godnym swej karkołomnej nazwy.

Zapach jest, doprawdy, niepokojący. Z pozoru niewinny, ascetyczny, wręcz świętoszkowaty i nabożny... Ale podskórnie czai się w nim coś zimnego, łzawego i ponurego. Jest jak przedsiębiorca pogrzebowy - skromna elegancja, powaga i dystans, chłodna uprzejmość, powściągliwa małomówność. I coś jeszcze -ledwo uchwytna aura ekscentryzmu graniczącego z mroczną perwersją - bo umówmy się, że COŚ go pchnęło do tej specyficznej profesji. Mamy przeczucie graniczące z pewnością, że jeszcze przed momentem z lodowatym pietyzmem wykonywał ostatni makijaż denatce za zamkniętymi, rzeźbionymi drzwiami... Obok stoi ciężki kamienny wazon z przywiędłym białym kwieciem, którego mdlący aromat tworzy przerażający miks ze środkami do dezynfekcji i subtelną wonią rozkładu. Brrr.

Ewidentnie czuć tu niezbyt świeżą wodę z wazonu - wodę po kwiatach typu "cmentarnego" (lilije, chryzantemy itp.). Uważam, że owo olfaktoryczne dziwadło jest warte poznania, ale raczej nie nadaje się do noszenia - chyba, że przez jakąś młodocianą nekro-gothkę-topielicę... Dla mnie pod tą uładzoną warstewką pozorów kryje się coś odstręczającego, co wprawia mnie w niepożądaną o tej porze roku zadumę wanitatywną :)

Aramis 900 Aramis przez don Pedro 2017-02-20

Czysty i świeży zapach. Zapach klasyczny, z klasą i dedykowany klasie średniej.
Są w nim lekko słodkie, dojrzałe cytrusy, obecne od pierwszych chwil po aplikacji aż do końca.
Z czasem stają się coraz bardziej cierpkie za sprawą wyraźnie brzmiącej bergamotki, która usiłuje zdominować całość tej kompozycji. Kontruje ją róża, tutaj dość charakterystyczna, przyjemna i lekko słodka, w towarzystwie męskiego goździka i jest to bardzo fortunne, półwytrawne połączenie. Dzieje się to na tle podsuszonych, kwiatowych i ziołowych nut, takich z nasłonecznionej łąki pod lasem. Całość daje dość ciekawy efekt i wrażenie, bo jedną nogą jesteś w lesie, kiedy odzywa się paczula, mech i wetyweria, a drugą jeszcze na łące, gdy czuć wciąż jakby rumiankowe przebicia i pijesz przy tym cytrusowy sok. Żadnych mdłych konotacji, ponieważ jest w tym wszystkim jakaś ostrość, choć kontrolowana, w kagańcu, ujarzmiony cywet-utrwalacz.
W mojej ocenie aromat odporny na upływ czasu i o dużej projekcji. Wskazany umiar w użyciu. Będzie odpowiedni na jakieś oficjalne spotkania w ciągu dnia, ale przy zdecydowanie umiarkowanych temperaturach.
Wydaje się też dobry jako wprawka dla mężczyzn szukających niebanalnych zapachów kwiatowych i nie przekonanych jeszcze do róży, a jednocześnie takich, którym ciężko rozstać się z cytrusami.
Być może Aramis 900 będzie pomocny w dokonaniu odpowiedniego wyboru przez swojego rodzaju kompromis w tej kwestii.
Dla mnie już od wielu lat jest propozycją nie do odrzucenia.

Weekend for Women Burberry przez huragan 2017-02-20

Trzeba przyznać, że zapach jest bardzo bogaty jeśli chodzi o nuty zapachowe.
Jest owocowy, kwiatowy, trochę zielony, pudrowy i bardzo puszysty, do tego lekko słodki. Wszystko w tym flakonie zostało zmieszane do perfekcji! Otwarcie jest nieco kwaśne, jednak szybko ulatuje i zaczyna się układać i rozwijać. Od początku czuć w nim intensywnie kwiaty, które dodają mydełkowatego powiewu. Na mnie jest nieco ostry, ale w żadnym wypadku nie przeszkadza, bo cała ostrość jest jedynie bliskoskórna.

Na pewno nuty inaczej emanują w chłodne dni, a inaczej gdy jest ciepło. Ja chyba wolę tę wersję, gdy jest cieplej, tak bardziej w okresie wiosennym, gdzie wszystko się budzi do życia. Wtedy właśnie zapach wydaje się być idealny, bo jeszcze bardziej podkreśla radość i powoduje wewnętrzne ocieplenie.

Trwałość i projekcja są na prawdę bardzo dobre. Na mojej skórze zapach utrzymuje się cały dzień. Na pewno nadaje się do pracy, na spotkania, po prostu na co dzień. Szczególnie jak jest słonecznie.

Na początku przy pierwszym zetknięciu jakoś nie przypadł mi do gustu, ale to zaczęło się zmieniać wraz z kolejnymi testami. Tak więc jeśli ktoś miał podobne odczucia do moich, polecam na początek małe testy, bo zapach jest na prawdę ładny i godny swojej uwagi.

Néroli & Orchidée L`Occitane en Provence przez skorzonera 2017-02-20

Muszę zacząć od tego, że mam obsesję na punkcie neroli właściwie w każdym wydaniu. Równolegle testuję Neroli z Yves Rocher (letni, pogodny w charakterze, soczyście pomarańczowy), ale ten zapach jest kompletnie inny. Subtelny, ale totalnie pozbawiony słodyczy. Chłodny, niepokojąc i dystyngowany. Jednocześnie moim zdaniem ma w sobie coś intymnego, wręcz cielesnego. Myślę, że jeżeli chodzi o przeznaczenie jest dość uniwersalny, chociaż najbardziej pasuje mi na przejściowe pory roku.
Bardzo zbliżone perfumy zafascynowały mnie już kilkanaście lat temu, w erze dla mnie zupełnie przedperfumowej. Może ktoś ma pomysł, co zbliżonego mogłam poczuć około roku 2000?
Przez otoczenie bywa uznawany za zapach lekko kontrowersyjny.
Na mnie trzyma się zaskakująco dobrze. Może po prostu w ten sposób neroli odwdzięcza mi się za wieloletnią miłość.
Dużo radości dostarczył mi też naprawdę solidnie doperfumowany krem do rąk z tej serii :)
Aktualnie konsumuję miniaturkę tych perfum, ale jeśli tylko nie doznam w międzyczasie innego olśnienia w temacie neroli, połakomię się na flakon.

Full Incense Montale przez Aleksxs 2017-02-20

W 100% się zgadzam, że to zapach kościoła w czasie mszy gdy następuje kadzenie. Zdecydowanie Full Incense to gorzki, cierpki, kwaśny zapach. Jeśli nie lubimy takich tonów to nie polecam bowiem perfumy te od początku do końca są takie same. Nie ewoluują na skórze, przynajmniej nie u mnie. W Full Incense pachnie mocno kadzidło ale nie czuć tu nut dymnych a czysty zapach kadzidła, które zostało uwydatnione cedrem i żywicami elemi. W ten sposób powstał wytrawny, gorzki, zapach czystego kadzidła. Perfumy te gdy w pełni się rozwiną i gdy już kończą pachnieć na ciele, wtedy to można wyczuć delikatną woń słodkiej ambry, nuty jakby drzewnej bowiem wtedy to mocno pachnie labdanum. I choć perfumy te mają piękny mocny zapach, a na ciele utrzymują się ponad 12h ( sweter pachnie też na drugi dzień), to jednak ich projekcja początkowa jest tylko na długość ramion i dosyć szybko jego projekcja staje się blisko skóry. Szkoda, zdecydowanie wolę perfumy bardziej przestrzenne. Dlatego nie kupię go. Dodam jeszcze, że na samym początku w tym silnym kadzidle czuję jakby delikatną woń coca-coli.
Flakon pasuje do zapachu ale ogólnie nie podobają mi się flakony Montale.

Cosmic Radiance Britney Spears przez perfumeholic88 2017-02-20

Będę do upartego powtarzała, że zapachy Britney są na wysokim poziomie jeśli chodzi o perfumy sygnowane przez celebrytów. Lubię je i zawsze interesuje mnie nowość z zapachowego portfolio tej wokalistki, która kiedyś była niezwykle popularna i nie było młodzieżowej gazety, która by o niej nie pisała. Obecnie niestety więcej rozpisują się na temat jej wyglądu, wagi i nieudanych związkach. O ile mnie muzyka Brit nigdy nie interesowała to będe jej zapachów bronić. Nie stanę jednak murem za Cosmic Radiance, bo niestety, ale ten zapach mnie mocno rozczarował. Mam nieodparte wrażenie, że stworzono go na siłę, jako takiego zapychacza, ot tak, zeby ´´hajs się zgadzał´´. Naprawdę kolekcja Britney nic by nie straciła bez tego psikadła. No właśnie jest to bardziej psikadło aniżeli perfumy, bo zapach bardzo przypomina mi owocowo- słodkie wytwory Avonu,a to źle, bardzo źle. Dla perfum chyba najgorsze jest, gdy nazwiemy je banalnymi i Cosmic Radiance pasują do tego słowa idealnie. Ten zapach jest tak prosty i bezpieczny, że chyba bardziej sie już nie da. Nie zapada w pamięć w żadnym wypadku no i w sumie jak miałby to zrobić skoro czuć go tylko blisko skóry i to przez 15min!
to co tu czuję to miks słodkawych owoców z wanilią i gardenią, ale jest to taka pulpa bez ładu i składu zmieszana na szybko byle wypuścić na rynek. Ani elegancki ani kobiecy. Brit wstydź się!

Karleidoscope Karl Lagerfeld przez Aleksxs 2017-02-20

Zaznaczę, że miałam próbkę ale była już ona używana zatem perfumy mi te starczyły na raz. Zapach faktycznie bardzo lekki. Bardzo mocno czuć delikatny fiołek wraz z dzięgielem, który dodaje również delikatnej ziołowej nuty. Gdy perfumy te się rozwiną, można wyczuć kolejne kwiaty: heliotrop, frezję. Dodatkowo całość została otulona zmysłowym piżmem, świeżą paczulą, fasolę tonkę i benzeosem. Jednakże i tak wciąż głównie czuć fiołek i dzięgiel. Zapach jest zdecydowanie bardzo delikatny, lekko słodki, świeży, kwiatowo-piżmowy. Z kolei gdy perfumy te w pełni się rozwiną zapach staje się pudrowy, balsamiczny, piżmowy, paczulowy. Pod koniec, kwiaty cichną. Na mojej skórze, perfumy te prawie w ogóle nie pachną i trudno wychwycić nuty. Od początku zapach utrzymuje się blisko skóry i pachnie tylko do 2h. Jest to trochę takie jakby pudrowo-fiołkowe mydełko. Daje taki sam efekt jak mydło, nikt inny go nie poczuje a ja też go nie czułam no chyba, że wąchałam nadgarstek. Zdecydowanie nie mój zapach. Flakon pasuje do zapachu, prosty.

Possess Man Oriflame przez dmitrynight 2017-02-20

Myśle, ze bardziej przypomina INVICTUS od Paco Rabanne

Wall Street Bond No 9 przez luke231 2017-02-20

Bardzo ciekawe ujęcie odświeżającego zapachu na gorące dni.Jest orzeźwiająco, ozonowo, morsko, ogórkowo, trochę owocowo, wszystko to odpowiednio zmiksowane daje intrygujący, trwały i dobrze projektujący zapach. Zdecydowanie jeden z moich faworytów na nadchodzące lato.

Lord Molyneux przez Harris 2017-02-20

Jest końcówka lat 80-ych. Złote czasy dla Chucka Norrisa i Charlesa Napiera. W tym samym okresie na rynku perfumiarskim pojawia się niepozorny Lord Molyneux. Kilkadzisiąt lat później, zrządzeniem przedziwnych zbiegów okoliczności, pod wpływem inspiracji, poszukiwań śladów wspomnień minionych epok, zapachów dzieciństwa, sięgnąłem po sporą garść przedreformulacyjnych próbek. Wśród nich znalazł się Lord M, dopchany niejako do zestawu kilkunastu innych. Okazał się jednak bohaterem.

Lord Molyneux to połączenie słodkiego, gęstego syropu brzoskwiniowego z czymś, co dla mnie stanowi esencję zapachu drewna antycznych mebli. Mebli wykonanych z najlepszych gatunków mahoniu, cedru i sandałowca. Mebli, które pamiętają czasy francuskich lordów. Mebli, które wchłaniały w siebie zapachy wielu miejsc, zarówno tych dla palących, jak i nie palących, przesiąkały i piwnicą (w jednej z nich kręcił się jakiś kocur, który naznaczył teren, wiadomo) i salonem, by na końcu doznać balsamicznego ukojenia brzoskwini. Gęsta jak syrop i słodka owocowa otoczka nie mdli, nie dusi, nie przytłacza. Jest doskonale oszacowaną przeciwwagą dla gorzkawego, lekko cierpkiego piżmem drewna. Dzięki niej całość kompozycji jest wygładzona, utrzymana w ryzach, dostojna, zrównoważona i elegancka niczym lord.

Nie miałem okazji uświadczyć zapachu w wersji uwspółcześnionej, po reformulacjach. W wersji pierwotnej składniki wyczuwalnie naturalne. Trwałość i projekcja optymalne. Polecam zdecdowanie, szczególnie miłośnikom nut drzewnych i klasyki.

Kenzo Amour Kenzo przez oli 2017-02-20

Ta sama egzotyczna wyspa co Plus Plus Feminine Diesel.

Halloween Fleur Halloween przez kwiatowagalaretka 2017-02-20

To marka Jesus Del Pozo,a nie jak błędnie przypisano Halloween.W wyszukiwaniu powinny się wyświetlać przy Jesus Del Pozo.

Beach Walk Maison Martin Margiela przez cumartesi 2017-02-19

Mam slabosc do buteleczek Margieli, z nalepkami z duzym maszynowym drukiem - przypominaja mi gazety z lata dwudziestych. Niestety, zapachy, ktore tworzy sa dla mnie silnie uzalezniajace, przez co mam wszystkie jego perfumy.
Beach Walk kupilam jako jedne z pierwszych, bo nazwa przyjemnie kojarzyla mi sie ze spacerem nad oceanem, ja zbierajaca muszle, w bialej falujacej sukience powiewajacej na wietrze, z kokosowym drinkiem w dloni.
Zaiste, ani kokosa ani wiatru nie czuje. Czuje morska wode, slona, uspokojana i monotonna, a oczekiwalam tsunami. Wszystko jest tu takie spokojne i leniwe, lacznie z nuta ozonowa. W perfumach wyrazne sa tylko cytrusy - kwasnosc bergamotki jest jedna zdominowana przez helitropa i ylang-ylang. Perfumy slodkie, ale nie maja nic wspolnego z letniakami Escady - sa pozbawione nuty agresywnosci, a z dodana nutka solna. Nie czuje kokosa chociaz wyniuchalam juz pol flakonika - pobrzmiewa gdzies co prawda woda kokosowa, ale za duzo wody, a za malo kokosa.
Nie rzucily mnie na kolana.

Jazz Club Maison Martin Margiela przez cumartesi 2017-02-19

Jazz Club to unisex, o czym wyraznie swiadczy ustawienie go na polce wsrod perfum kobiecych. To drugie, moje ulubione perfumy Margiela, za Replika Kominka.
Zapach jest unikalny - to raczej domena Margiela. Obawialam sie tego tytoniu w perfumach, ale nadaja perfumom jedynie charakteru.
Dla mnie perfumy to caly La la land, bo film tez sie krecil wokol jazzu. Naprawde inaczej nie wyobrazam sobie zapachu klubu jazzowego. Poczatek to koktajl kokosowy z domieszka bialych kwiatow, ale bardzo szybko ustepuja tytoniowi i czemus w stylu coli. Sam Margiela okreslil je jako polaczenie koktaili z cygarami, stad tyton pojawia sie juz na samym poczatku, wraz z interesujaca nuta rumu i nie ustepuje az do konca, chociaz z czasem sie wygladza i oddaje pierwszenstwo wanilii z domieszka szalwi. Zapach robi sie slodki, delikatnie podkreslony, za sprawa wyczuwalnego rozowego pieprzu, ale rowniez skorzano-drewniany, jak siedzenia w klubie jazzowym, kiedy to saczac rum patrzymy sie na muzyka grajacego na saksofonie. Zapach cieply i relaksujacy. Bliskoskorny i o niespecjalnej trwalosci, ale to jedyna wada.
Jak chyba wszystkie perfumy Margieli - wyjatkowy. Ta delikatna slodycz rumu powinna spodobac sie kobietom, a wszedobylski tyton mezczyznom. Z pewnoscia unisex, chociaz ze wskazaniem na panie.

Sun di Gioia Giorgio Armani przez cumartesi 2017-02-19

A mi sie zapach podoba. Nie rozumiem porownan do Beach Walk Margieli - mam wszystkie Repliki w domu (co zrobic - uzaleznienie) i zadna z nich nie pachnie jak Sun.
Armani to przede wszystkim kokos - a ja uwielbiam nuty kokosowe w perfumach, nawet tak na sile podane jak w Armianim. Dla odmiany w Beach Walk (ktorych nie lubie) w ogole ich nie czuje.
Potem robi sie coraz bardziej kremowo, za sprawa ambry i wanilii, w stylu olejku do ciasta. Zreszta wanilia towarzyszy zapachowi od poczatku do konca. Gdzies tam pojawia sie plumeria, czy delikatna nuta ylang-ylang, ale ugina sie pod ciezarem wanilii. Wciaz lekko wyczuwalny kokos, ale nie drazniacy nosa.
Nie za bardzo czuje irysa czy dzieki Bogu bergamotki, bo niespecjalnie za nia przepadam. Jest frezja, gdzies w koncowych nutach, tez podduszona przez wanilie.
Zapach ciekawy, fajny, moze nie wyrafinowany, ale Armani nie umie tworzyc unikatowych perfum. Gdyby bylo mniej wanilii, a wiecej kokosa, dodalabym je do ulubionych.

Al Contrario Tiziana Terenzi przez jagatess 2017-02-19

Wącham i wącham od 4 godzin. Czekam, że może wyjdzie coś ciekawego. Powinno, przecież to kosztowne pachnidło...
Tyle ma smakowitych składników w opisie.
Niestety - ja nic nie czuję poza cukrem, słodem , lukrem z białego cukru. Może jest jakaś odrooobinka wanilii i ciut orchidei. Nic a nic "kakałka", ni orzeszka, ani tonki. Nawet sandałowca, który wszędzie wyczuję - tutaj znaleźć nie mogę. Cały czas pachnie tak samo. W dodatku - mdło. Zmienia się tylko intensywność ( po 4 godz. czuć już tylko przy samej skórze ).
Lubię słodziaki, zimą tylko takie perfumy mnie interesują - ale sam lukier cukrowy?
Nie polecam. Jest dużo słodkich i pięknych zapachów...
i dużo tańszych.

Angel Eau de Toilette Mugler przez samsara 2017-02-19

Zaskoczenie! Nie znoszę Angela w wersji edp. Alien to moje drugie imię i myślałam, że w stronę Angela już raczej nie spojrzę. Jak ja kocham Evę Mendes! Ano tak bardzo-że chyba gdzieś podświadomie dzięki jej obecności w reklamie edt, będąc w S. od niechcenia sięgnęłam m.in. po tester Angela właśnie i...chwila konsternacji, zaraz zaraz...to jest piękne. Niemalże krzyknęłam tam ze zdumienia. Myślę, że gdybym siedziała, to spadłabym z krzesła-tak bardzo rzeczywistość przeczyła moim wyobrażeniom. No i zaczęło się- w domu fragra odpalona i porównywanie nut. No cóż, w tym wypadku mniej naprawdę znaczy więcej-pomyślałam. Cały wieczór obwąchiwałam nadgarstki. Upiorna słodycz zniknęła, plastrów miodu nie odnotowałam. Słodycz to nadal bezkompromisowa i oryginalna, ale dzięki tym owocom i jak dla mnie o wiele bardziej tu obecnej paczuli, zapach odmienił moje zdanie o nim o 180 stopni. Nowa wersja to dla mnie Supernova! Ten Angel w istocie jest wizjonerski i genialny. Teraz rozumiem te epitety. Trwałość bezapelacyjna! Jestem zdeklarowaną członkinią Klubu Komet, ale pozdrawiam i ten Gwiazd. Jak dla mnie Commets 10:0 Stars. Choć zdaję sobie sprawę, że mogę być w mniejszości. Nic nie szkodzi, ja będę gwiazdorzyć w Komecie;)

32 Venenum L`Artisan Parfumeur przez Piotrek007 2017-02-19

Orientalny Chaos!

Mleko podgrzewamy, napar z czarnej herbaty dodajemy, łyżeczka miodu ląduje w kubeczku a szczypta cynamonu na wierzchu. Tak oto otrzymujemy przepis na rozgrzewającą "Chai Tea" oraz na otwarcie 32 Venenum.
W otwarciu wyczujemy również inne przyprawy, pieprz, anyż, ale pomimo podobieństw do wspomnianej wcześniej herbaty, cały czas wyczuć tu można coś wyjątkowego. Venenum jest bardzo kremowe, często ewoluuje i ciężko nad tym zapanować. Chwilę po aplikacji wyczuć można pewną goryczkę, skojarzenia zbyt długo pozostawionej herbacianej torebki przychodzą mi na myśl. Zaraz znów zmiana, tym razem kojarzy mi się z wizytą u lekarza, zupełnie tego nie ogarniam. Czyżby do gry wchodziło drzewo sandałowe i tak dziwnie łączyło się z resztą nut? Intensywne przyprawy wychodzą na prowadzenie, są nadzwyczaj rozgrzewające. Zaczyna grzać, Venenum robi się duszne, przytłaczające, drzewo sandałowe przypomina zapach rozgrzanego drewna podczas wizyty w saunie. Sandałowiec opanował kompozycję, zaledwie odrobina przypraw się tu zaplątała i nadaje swojej charakterystycznej ostrości. Ta rozgrzana sauna trwa przez kilka godzin po czym traci na mocy, a do gry znowu wchodzą nuty mleczne. I znów od początku, wyczujemy miód, przyprawy.....
Na tym poprzestanę, bowiem 32 Veneneum to niesamowicie złożona kompozycja. Pomimo iż nie jest ani intensywna, ani nie siedzi na skórze przez cały dzień, serwuje nadzwyczaj bogate doznania przez cały jej pobyt w naszym towarzystwie. Wynik 7 godzin na mojej skórze uważam jednak za całkiem dobry jak na L'Artisan.

Jestem pod wielkim wrażeniem, dawno nie wąchałem czegoś tak oryginalnego i złożonego!

Zara Woman Freesia & Vanilla Zara przez huragan 2017-02-19

Zapach jest bardzo piękny!
Umiarkowanie intensywny, słodki, owocowy, świeży i przyjemnie kremowy, z bardzo miękką nutą frezji, która utrzymuje się aż do końca. Początkowo czuć znacznie soczystą gruszkę oraz jabłka otulone nutami lekkiej frezji i migdałów. Można by rzec, iż jest lekko orzeźwiający.
Na mojej skórze ostatnim etapem są migdały, orzechy, lekka frezja z intensywniej podkreśloną słodką wanilią.

Zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo i powoduje zainteresowanie otoczenia, ale to chyba na duży plus. Perfumy są bardzo kobiece, seksowne i eleganckie zarazem, przy tym nie duszą. Projekcja jest bardzo łagodna.
Dobrze sprawdzają się w okresie zarówno wiosennym, jak i letnim.

Zdecydowanie godne polecenia, nawet do kilkukrotnych testów.

La Danza delle Libellule Nobile 1942 przez perfumeholic88 2017-02-19

Taniec Ważki. Brzmi magicznie i od razu kojarzy się ze srebrzystą taflą jeziora, w której swe świecące oblicze odbija księżyc. O północy metalicznie błękitne ważki spotykają się i tańczą, tańczą do utraty tchu cąłą noc,a małe złotowłose wróżki i elfy przyglądają się temu z wypiekami na twarzy.

Ten zapach jest wprost cudowny i ma w sobie dużo klasy. Czuć, że skłądniki są wysokiej jakości, bo nic tu nie zgrzyta i nie razi żadną chemią.Na początku mamy kosz świezo zerwanych, soczystych jabłek i wydawałoby się, że jabłka brzmią banalnie, ale uwierzcie mi, że jak długo ´´siedzę´´ w perfumach to nigdy nie znalazłam jabłka które byłoby tak apetyczne i tak naturalne! Ich chrupkość i soczystość czuć doskonale. Z jabłek tych upieczono przepyszną szarlotkę,która kusi zmysły dodatkiem całkowicie naturalnej wanilii i cynamonu, choć wanilii jest więcej, ale nie jest ona oblepiająca, nie gryzie i nie ma wrażenie, że jest jej za dużo. Zresztą to jeden z najlepszych waniliowców jak dla mnie, bo można go nosić i nosić i świetnie stapia się ze skórą, nie męczy,a wręcz przeciwnie:ma się ochotę na więcej tych pysznych jabłek z wanilią. To zapach słodki to prawda, ale napewno nie za słodki. Żaden ulep o nie! Dla fanów wanilii, które wciąż szukają tej idealnej może okazać się strzałem w dziesiątkę.Parametry również na piątkę i nie przesadzę jeśli nazwę Taniec Ważki perełką. To wyjątkowy zapach. Rozkochał mnie w sobie.

Aquatic Mind Zara przez arturovittorio 2017-02-19

Zapach to interesujący i godny uwagi. Jednak trzeba zaznaczyć, że składniki podane powyżej nie pokrywają się z wymienionymi przez producenta. Na opakowaniu czytamy bowiem: nuty głowy: arbuz, cytryna; nuty serca: akordy wodne, geranium; nuty bazy: mech, pralina. Wyczuwalne są przede wszystkim arbuz (i melon), słona woda oraz pralina. Gdzieś w tle majaczy cytryna i geranium. Wszystko daje fajny efekt słodko-słonej mieszanki lekko podlanej cytrusami. Ja to kupuję! Perfumy niezobowiązujące, zdecydowanie dzienne, raczej wiosenno-letnie, świetne na wakacje. Poprawiają nastrój, mile łechcą i wiercą w nosie. Parametry takie sobie, choć może to efekt dzisiejszej niskiej temperatury. A poza tym, jak zwykle w wypadku Zary, nie należy się tym przejmować, ponieważ niska cena powoduje, że i tak będziemy zadowoleni. Podsumowując: warto się skusić. Dla wielbicieli morza i czekoladek.

Zapach mało się na mnie rozwijał. Pierwsze 2 godziny spędziłam w aurze skojarzeń do metalicznych migdałów i wanilii, następnie przez około 6 godzin czułam subtelną skromną wanilię i delikatne kakao, jedynie przy skórze. Jakoś nudnawo wyszło. A przecież nos Pierre'a Guillaume'a, co dla mnie jest ważne. Nie zapamiętam tego zapachu niestety:(

Parfum d`Ete Kenzo przez kasienka 2017-02-19

Ten zapach jest jak wehikuł czasu, który przeniósł mnie do bardzo wyraźnych wspomnień z początku lat 90-tych, kiedy to wypatrzyłam go na półce w łazience u mojej przyjaciółki.To były perfumy jej mamy.Fascynowały mnie do tego stopnia,że gdy pozwolono mi ich użyć,nie chciałam ani myć ręki,ani prać bluzki.Pragnęłam, żeby ten zapach wciąż trwał i trwał.
Moja pierwsza, prawdziwa miłość.Czułam się w nich po prostu szczęśliwa.
Niedawno dostałam ich maleńką odlewkę (Ach! Co za moc!)i mogę powiedzieć tylko tyle – chcę tę wersję z powrotem! Tego zapachu nie można pomylić z żadnym innym.(Obecna wersja nie dorównuje im trwałością.)
Tęsknię za tym kremowym zapachem z nutką słodkiego jaśminu, z nutką zielonego, wiosennego hiacyntu, z radosną nutką frezji. Tęsknię za uroczą, matową buteleczką w kształcie liścia.
Dzisiaj już nie robi się takich perfum jak kiedyś i za tym chyba tęsknię najbardziej.

Rumba Ted Lapidus przez Alixia 2017-02-19

Opisywanie zapachu jest tak samo trudne jak opisywanie niewidomemu tego, co ma przed sobą. Odwołujemy się do wrażeń, obrazów, skojarzeń... a jednak i tak mamy świadomość, że to, mimo starań, tylko namiastka tego co widzą zdrowe oczy.
Rumba na moim ciele pachnie wdzięcznie... nieco ostro, nieco zadziornie, wyczuwalnie. Nie jest to zapach orientu. Bardziej zapach szyprów i skórzanych nut Cabocharda. Zapach hipnotyczny.
To takie przyjemne... wieczorem, ubrana tylko w Rumbę leżę czekając na sen. I nagle cichy szept... i już wiem, że żadnego spania nie będzie:)

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez agnfra 2017-02-19

Poza wszystkim, co zostało napisane, dodam coś od siebie i mam nadzieję, że moje 3 grosze coś wniosą (przy okazji, to moje pierwsze 3 grosze tutaj po długim okresie podglądania, pozdrawiam wszystkich!).
Otóż kilkanaście lat temu była to dla mnie drażniąca ciecz. Nie wiem co w tych perfumach było dla mnie niewygodnego (bo tak mogę to określić. Nie drażniące, ale niewygodne). Któraś z przypraw. Albo teraz mi pasuje, albo przeszły reformulację.
W każdym razie, co zauważyłam po testowaniu na przestrzeni ostatniego roku - po jakimś czasie, może pół godziny, może godzinie wchodzi taka nuta, która kojarzy mi się z zapachem starych książek.
Zapach starego papieru. Nie wiem, jak to inaczej określić.
W 100% gdy wyblakną nieco przyprawy i słodycz, ja czuję zapach starej książki, biblioteki.
Jestem tym bardzo zaskoczona (dziś znów testowałam) i to spowodowało, że w niedługim czasie kupię 100ml.

Prada Candy Kiss Prada przez monika690 2017-02-19

Bardzo komfortowy piżmowy zapach. Piżmo podane w przystępny sposób, bez podmydlania i zwierzęcych nut. Piżmo podrasowane kolońskim kwiatem pomarańczy i niespożywczą wanilią. Zupełnie nie mam skojarzeń gourmandowych raczej kosmetyczne. Zapach bardziej przypomina zapach luksusowego balsamu do opalania. Polecam wielbicielom piżma w zapachach :)

Enigma Wajid Farah przez kozdrolina 2017-02-19

Czuję się w obowiązku dodać też parę groszy od siebie. Jest to moja pierwsza recenzja na fragrantice, a co najśmieszniejsze, dotyczy zapachu, który jako pierwszy pokonał mój nos...

Skuszona ciekawymi nutami, niską ceną i pozytywnymi opiniami, zakupiłam własne 100ml płynu, okraszonego prostą, granatową butelką ze złotymi elementami. "Co może pójść nie tak?" pomyślałam w swej naiwności. Wszak nigdy jeszcze nie zdarzyło się, że zapach kupiony w ciemno nie nadawał się do noszenia przeze mnie. Nic bardziej mylnego...

Pierwsza chmurka wylądowała na grzbiecie dłoni i roztoczyła wokół silną, ciężką woń kadzidlano-skórzaną. "Całkiem ciekawie się zaczyna, nie powiem" i czekałam co dalej nastąpi. Pierwsze uderzenie kadzidła i skóry z domieszką czegoś słodko-kwaskowatego przerodziło się w dominujące kadzidło, o bardzo gryzącej woni przypominającej dym papierosowy, który zawsze przyprawia mnie o nieznośny ból głowy. Im dalej w las, tym było gorzej...skojarzenia dalej wirowały wokół klimatów papierośniano-spalinowych, nie pomagała tląca się w głębi skóra i skwaśniałe maliny. Doprawdy...nic więcej prócz tych trzech składników nie wyczułam. Jedyne niezapomniane wrażenia jakie zafundowała mi Enigma to migrenowy wręcz ból głowy i mdłości. Nie jestem w stanie dać jej kredytu zaufania, jakim obdarzam mniej kochane przeze mnie wonie, bo po prostu nie jestem w stanie jej nosić. Chyba każdy, choćby najbardziej zatwardziały perfumoholik z gatunku hard, prędzej czy później spotyka na swojej drodze Goliata, którego ni to obejść, ni to przeskoczyć. Nie pokonał mnie Angel, nie pokonał mnie Słoń Kenzo, nie dało mi rady Opium. Wylądowałam na deskach przez Enigmę...a niech cię!

Czy to oznacza, że uważam tę wodę perfumowaną za niewypał? A skądże.

Jedynie morał z tego taki: nie kupuj tych perfum w ciemno, bo rezultat może być dwojaki. Zdecydowanie jest to zapach typu LOVE/HATE. Albo Twoja skóra z nim zagra, albo on zagra z Tobą. I to nie będzie przyjemne doznanie.

Polecam testy ze względu na niską cenę, ale najlepiej uzbroić się w próbkę/odlewkę i na wszelki wypadek w tabletki na ból głowy.

La Petite Robe Noir Ma Premiere Robe Guerlain przez kunegunda01234 2017-02-19

W wersji tej faktycznie można wyczuć wariację na temat klasycznej sukienki, mimo to zapach ten ma swój odrębny charakter, własną historię do opowiedzenia. Pierwszy podmuch to przede wszystkim ostra mieszanka migdałów i wiśni z bardzo kosmetyczną różą. Zapach świdruje w nosie wydając się skoncentrowaną, odurzającą kakofonią wszystkich nut, niczym na ślepo wymieszane w garze składniki, których jedynym przeznaczeniem jest ubezwłasnowolnić odbiorcę. Potem jednak zapach się uspokaja, wydaje się, że po krwawej bitwie migdałów, wiśni i róży, w końcu róża wysuwa się na prowadzenie, a pozostałe nuty godzą się być jedynie tłem dla jej majestatycznego oblicza. Ale róża w tym wydaniu chwilami jest zagłuszana przez znudzone posłuszeństwem towarzyszki. Czuć momentami jak migdał stara się przodować, niekiedy to wiśni wydaje się, że to ona jest tu najważniejsza. Ale chodzi tu przede wszystkim o różę, to w jej rytm gra cała kompozycja. Zapach przypomina tajemniczy ogród, który spowija już wieczór, czerwone róże są tak obfite, że krzaki uginają się pod ich ciężarem, rosa cieknąca po płatkach stara się ochłodzić ich temperament, ale nic z tego. Zamiast niej bardziej właściwy byłby tu raczej ściekający wiśniowy sok. Tak na prawdę właśnie tak pachną te perfumy: bujny krzak róży zroszony wiśniowym syropem. Mimo, że zapach jest mocny i odurzający, to nie tworzy chmury zapachu, a trwałość nie jest zachwycająca. Po 5h nie ma już po nim śladu.

Safari Ralph Lauren przez Sylwia74 2017-02-19

Niezwykle bogata kompozycja, niezwykle retro. Zgadzam się z poniższymi recenzjami, że ten zapach idealnie wpasowuje się w scenerię Pożegnania z Afryką jak żaden inny. Tylko tak mogła pachnieć Karen Blixen siedząc na tarasie z ukochanym Denysem, oglądając zachód słońca nad Kenią i słuchając muzyki z gramofonu. Tarasu nie mam, gramofonu też i do Kenii się nie wybieram więc kiedy miałabym nosić ten zapach? Mam go na sobie dzisiaj i mimo, że jest piękny zupełnie do mnie nie pasuje choć przyznam, że chętnie widziałabym flakon w swojej kolekcji. Flakon jest doskonały! Kryształowy i trochę staroświecki. Jeśli miałby być ozdobą toaletki to tylko on jeden. Towarzystwo innych flakonów nie jest wskazane. A zapach z początku wytrawny, kwiatowo-ziołowy, lekko gorzki, z czasem wysładza się i ociepla. Po kilku godzinach to niesamowicie przytulny zapach. Safari to zapach z duszą. Trwałość bardzo dobra.

Enigma Wajid Farah przez VI4 2017-02-19

Kupiłam w ciemno - cena bardzo niska - skuszona opiniami i porównaniem do Tuscan Leather. Niestety, dla mojego nosa - perfumy pachną tanim, gryzącym mydłem. Gdzieś tam głęboko majaczy ślad Tuscan Leather, ale to ledwie marny powidok, ukryty pod warstwą mydła. Taniego. Oczywiście - nie podważam, że na czyjejś skórze ten zapach może mieć całkiem inne oblicze - ale warto wiedzieć, że może spłatać brzydkiego figla.

Strictly Jil Sander Jil Sander przez SOP3L 2017-02-19

W otwarciu przypomina mi Loewe 7, pózniej robi się bardziej pudrowy i pieprzowy oraz podobny do Boss XY.

Enigma Wajid Farah przez Dilbert 2017-02-19

Kupiłem Enigmę w ciemno. Po rozpakowaniu pierwszy psik
i poczułem spaleniznę. Byłem rozczarowany. Ale po kilku
czy kilkunastu dniach następne psiki i coraz bardziej mi się podoba. Zapach jest drzewny ,korzenny ale tez czuje w nich fiołki ,maliny i trochę dymu. Bardziej blisko skórny i o przeciętnej trwałości. Niska cena więc warto
się pokusić. Warto.

Bella Vince Camuto przez mojechanel 2017-02-18

Vince Camuto w moim odczcuciu dużo wydaje na promocję, bo co odwiedzam drogierię lub stanowisko z perfumami, zaraz biegnie sprzedawczyni z blotterami. Zupełnie niepotrzebnie. Ten zapach potrafi sprzedać sie sam. To zapach tropikalnej nektarynki, jaśminu, ambry i cytrusów. Zaczyna sie cytrusowo, a kończy w kwiatowym stylu. Zwykłam wołać na takie perfumy: typowiec. Czyli typowy, cytrusowo-kwiatowy zapach, bez żadnych udziwnień, słodki, ale pozbawiony przesady. Dla mnie to połączenie pinacolady z balsamem do opalania.
Ambrowa nutka wygładza perfumy i nadaje im elegancji, a pomarancza delikatnie je orzezwia. Na plus przemawia najpiękniejszy flakonik na świecie. Nawet gdyby wlano tam denaturat, perfumoholiczki i tak by je zakupiły, stawiając je sobie w czołowym miejscu na półce.

Forbidden Euphoria Calvin Klein przez cumartesi 2017-02-18

Dzis po raz pierwszy wpadlam na Forbidden - nie jestem zachwycona oryginalem, chociaz perfumy sa niezle. Tych szukalam, bo mialy byc podobnie do Midnight Rain, a tamte sa na mojej liscie zyczen... niestety juz wykreslilam.
Wachajac blotter az sie cofnelam. Spodziewalam sie wieczorowego cudu, ciemniejszej wersji klasyka, czegos zmyslowego i zaczepnego zarazem, a tu ofiarowano mi duszaca slodycz wymazana pizmem.
Naprawde lubie maliny w perfumach - to jedna z moich ulubionych nut, ale tu az mnie gryzla, w polaczeniu z ta orchidea i polana ciezkim, niestrawnym pizmem. Kwiat brzoskwinii, paczula, drewno ujawniaja sie dopiero dlugo, dlugo potem, sprawiajac, ze perfumy juz sie nadaja do wachania. Nie skusily mnie na tyle aby je kupila czy chciala sie popryskac drugi raz, ale na tyle zebym sobie oszczedzila kupna Midnight Rain.

Tresor Midnight Rose Lancome przez cumartesi 2017-02-18

Kocham ten zapach. Patrzac po nutach w rankingu wyszlo mi, ze powinnam sie przymierzyc do Tresor. Nie spodobal mi sie. Potem Tresor in love - lepszy, ale mialam juz na zawsze pozegnac sie z Tresorami, gdy tym razem wyskoczyla mi roza. A ja uwielbiam roze, stad zaryzykowalam ostatni raz.
Na poczatku perfumy moga przypominac jeden z pomyslow Escady - te morze malin podsypiane cukrem zalewaja slodkoscia przy pierwszym psiknieciu. Po chwili jednak robi sie mroczno, tajemniczo, jak zmierzch... w tej poswiacie rosnie nam roza, przy akompaniamencie piwonii, jasminu i jagod.
W ostatnich nutach pojawia sie pizmo, ktore jest obecne jeszcze wiele dluzszych chwil pozniej (dluga trwalosc), powoli cichnac w objeciach rozy i malin.
Tak, banalne perfumy - prostota sama w sobie, a jednak niewiele perfum tak lubie jak te. Wyrafinowana, mroczna slodycz.

I Love New York for Mothers Bond No 9 przez agnieszka.baranik 2017-02-18

Lato 2015 - przedślubny wyjazd do Berlina. Zabukowaliśmy hotel obok słynnego KaDeWe.... Pierwszy dzień - wycieczka do tegoż - oczywiście odwiedziny w delikatesach i...perfumerii. Spodziewany SZAŁ - masa perfum niedostępnych stacjonarnie w PL. I nagle przy wyjściu zaczepia nas pani ze stoiska "BONDA". Pierwsze perfumy jakie wzięłam do ręki to właśnie te. Psik psik.... i.... padłam. Piękne kwiaty, słodycz, coś eleganckiego, niespotykanego, wytwornego a lekkiego i dziewczęcego zarazem. I jeszcze psik na karteczkę... Myślę "no dobra, raz kozie śmierć - biorę". A że przyznaję, marki nie znałam, zerkam na cenę .... 450 Euro. Aż mi się gorąco zrobiło. Odłożyłam. Kolejny tydzień codziennie chodziłam tylko powąchać. Nierealne marzenia... Innych nawet nie próbowałam - co by było jakby mi się spodobały?
Miesiąc później ślub, tydzień później obrona pracy mgr... Uroczysty rodzinny obiad poślubno-pomagisterski. I na stole pakuneczek. Otwieram... SĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Piękne, wyjątkowe, wytworne, kobiece, oryginalne, trwałe... Czego chcieć więcej? Może niższej ceny - bo obecnie zostawiam je tylko na większe okazje :)

Romance Ralph Lauren przez anzelmowa 2017-02-18

Nienachalny, dający się lubić. Myślę, że przypadnie do gustu wielu osobom. Ja odbieram go jako zapach dobry na cały rok.
I przy tym wszystkim właśnie napisałam - zdecydowanie nie jest to przeciętniak. Nie znam niczego podobnego i nie jestem w stanie go z niczym pomylić.

Cytrusy i kwiaty zdecydowanie wyczuwalne, osadzone na paczuli i mchu, które dodają mu charakteru. Za to nie wyczuwam w ogóle piżma. Zero. I dobrze. Rumianek mile zaskakuje, a cała kompozycja jest świeża, ale nie przesadnie - nie lubię typowych świeżaków, a ten bardzo często gości na mojej skórze.

Dla mnie uniwersalny w zastosowaniu - Jest dobrym dopełnieniem eleganckiej stylizacji do biura, ale też śmiało używam go w celach prywatnych:). Dodaje pewności siebie, jest mi w nim miło i jest też miło otoczeniu :)
Jest to jeden z dwóch zapachów, którym lubię pachnieć bez względu na okoliczności.

Na mojej skórze jest trwały, spsikawszy się rano, jest ze mną cały dzień.

So Hooked on Carmella Benefit przez anzelmowa 2017-02-18

To są pierwsze perfumy na których punkcie oszalałam.
Bardzo słodkie, ale nie w infantylny sposób. Pachną cieplutko i choć nie są specjalnie ciężkie - moim zdaniem nie nadają się na lato - za to idealne na jesień i zimę. Uwielbiam kiedy szalik przechodzi mi tym zapachem.
Ciasto waniliowe przełamane goryczką i kwaśnością grejpfruta w idealnej dawce.
Poprawiają humor - to prawda :)
Nie biegnę za pierwszym lepszym waniliowo-karmelowym słodziakiem, ale te konkretne spodobały mi się na tyle, żeby odłożyć na nie połowę mojego ówczesnego miesięcznego studenckiego budżetu. To tak aby zobrazować jak bardzo są uzależniające.
Kiedy buteleczka zaczęła się robić niepokojąco lekka, zorientowałam się, że nie są już dostępne w Sephorze :(
W akcie desperacji kupilam dwie miniaturki na ebay, przebyły długa droge z Salt Lake City, ale nie zawiodłam się. Jednak po wykończeniu tychże, kolejne co wpadło w moje łapska to tester z popularnego serwisu aukcyjnego. Nie wiem czy coś nie tak z oryginalnością, inna seria czy po prostu się zestarzały - ale wyczuwam w nich zgnite jabłka! - przestrzegam. Zapach w moim najstarszym flakonie pozostał niezmieniony, więc podejrzewam, że to jednak nie kwestia zestarzenia się.
Na tę chwilę bardzo ciężko już z dostępnością nawet na aukcjach polskich i zagranicznych

Play For Her Givenchy przez agnieszka.baranik 2017-02-18

Ładny, wyrazisty a zarazem delikatny, dziewczęcy, radosny, z pazurem...

Dla mnie bardzo ładny zapach. Nie idealny. Nie boski. Nie piękny. Ale bardzo ładny....

Ma w sobie "to coś" co lubię w niektórych perfumach. Niby banalne, niby nic ciekawego a jednak ciągle się wącha ten nadgarstek i chce przypomnieć zapach.
Prawdę mówiąc jestem mile rozczarowana...

Zapach nie wskoczy na moją najbliższą wishlistę bo jest tam kilka "niezbędników"... Ale jest na pewno godny uwagi....

To taki zapach, że gdybym miała akurat kupić bezpieczne perfumy 20-30 letniej koleżance - celowałabym w nie :)

Dodaje do swoich chciejstw na dalszą przyszłość.

Moschino Forever Moschino przez Roq 2017-02-18

W ramach zabijania życiowej pustki, zakupiłem dziś pocieszankę w postaci Forever.
Kto by pomyślał, że za nieduże pieniądze można pachnieć z klasą i pociągająco. Zatyczka zapachu kiczowata i pasuje na półeczkę playboya z Pakistanu, ale pomijając ten szczegół uważam że to rewelacyjna woda. Ze względu na bukiet będący idealnym połączeniem niezobowiązującej elegancji oraz seksapilu, zaliczam go do kategorii "Lady Killer". Panie będą zachwycone panami pachnącymi "Forever", dlatego polecam go panom którzy lubią robić wrażenie na paniach.
Z czystym sumieniem polecam.
Czytała Krystyna Czubówna...

Madly Kenzo! Kenzo przez KasiaS 2017-02-18

Dobrze sobie czasem niczego nie wyobrażać i nie oczekiwać. Właściwie coraz częściej dochodzę do wniosku, że brak oczekiwań to być może najlepszy klucz do szczęścia ;)
Gdybym czegokolwiek oczekiwała po Madly, który wyleciał mi z głowy zaraz po tym jak zobaczyłam zapowiedzi, to pewnie i ja miałabym się do czego przyczepić. Nie ma tu pięknego, orientalnego kadzidła, tylko takie jakieś delikatne, dziecięce, nie ma za dużo heliotropu, jest mnóstwo wanilii i sporo pieprzu... I za co takie coś kochać?
No nie wiem za co, ale faktem jest, że jak niuchnęłam przypadkowo otrzymaną odlewkę to... pokochałam! Za urok, wdzięk, lekkość i własne ID, bo nie mam go za bardzo do czego porównać.
Nuty w Madly kojarzą mi się z mebelkami dla dzieci - są takimi pomniejszonymi, pastelowymi wersjami "dorosłych" nut. Delikatne kadzidełko, jakby różowe i bardzo mało smoliste, nieduszący heliotrop, kwiat pomarańczy pozbawiony cierpkości, pieprz kręci lekko w nosie, ale też bez przesady. A jednak wszytko razem tworzy dość konkretny perfumowy "korpus".
Madly przywodzi mi na myśl sałatkę owocową, bańki mydlane, kolorowe muffinki. Nic tu nie ciągnie ku ziemi, nie przygnębia. Wszystko przypomina, że tak naprawdę zawsze kochałam lekkie (ale nie rozwodnione) zapachy, z tego punktu zaczynałam swoją perfumową przygodę i chętnie do niego wrócę. No, naprawdę, nie spodziewałam się, a jestem pod wrażeniem.

M7 Fresh Yves Saint Laurent przez Karlo5 2017-02-18

Miałem, nie warto! zapach słaby!

Dior Homme Sport 2017 Christian Dior przez Karlo5 2017-02-18

Widać że nie macie pojęcia hehe

Guess Dare Guess przez Malwina 2017-02-18

Spryskałam się Guess Dare i mam lato w środku zimy. Czytam o fluoksetynie (nazwa organicznego związku chemicznego, którym jest Prozac - lek przeciwdepresyjny) 'Należy do selektywnych inhibitorów zachwytu zwrotnego serotoniny' - miało być 'wychwytu'. Najwyraźniej Guess Dare sprawdza się jako zmieniający odbiór szarej rzeczywistości gruszkowo - kumkwatowy Prozac.
Może i kompocik, ale takie kompociki latem, przy wysokiej temperaturze bardzo lubię. Jest uroczy i tak słabej trwałości i projekcji, że ma się ochotę nim potrząsnąć żeby zebrał się w sobie i wykrzesał więcej mocy. Pierwszym skojarzeniem z innym zapachem było V Valentino, które mimo braku w składzie na Fragrantice, podobno zawiera gruszkę i kumkwat. Przypomina też Wish of Happiness Avonu, ale w Guess Dare zamiast owocu jest kwiat gruszy, przez co zapach jest mniej oczywisty. Gdyby nie słabe parametry, byłby moim stałym kompocikiem na lato, a tak to nie wiem, czy jeszcze kiedyś zdecyduję się na zakup.

Dark Rose Czech & Speake przez perfumeholic88 2017-02-18

Dark Rose, czyli nazwa w sam raz dla mnie.Oczami wyobraźni widziałam już piękną, niemal czarną jak noc różę ciasno splecioną z równie mrocznym, drapieżnym oudem w towarzystwie szafranu i delikatnego sandałowca. Perfumy jednak lubią płatać figle i Dark Rose nieco mnie zawiodło, bowiem nie jest to do końca to na co liczyłam. Jest karminowa róża, dumna i bardzo kobieca, a wraz z nią charakterystyczna oudowa nuta znana mi np. z kompozycji Montale, ale mniej w nim mocy. Ten duet to jedyne co czuję i nie zmienia się absolutnie od początku do końca. Mam też wrażenie, że gdzieś już czułam dokładnie to samo tylko nie umiem sobie przypomnieć gdzie to było i jaki zapach pachnie identycznie. Niemniej Dark Rose to nie jest nic kompletnie oryginalnego i niespotykanego. To oudowa róża. Owszem piękna i żeby nie było: ona nie jest ani konfiturowa ani stricte ogrodowa. Jednak monotonnośc tego zapachu jak i bardzo słabe ( na mnie) parametry sprawiają, że uważam , iż cena tych perfum jest zbyt wygórowana. Jako miłośniczka oudu z różą cieszę się, że mogłam poznać ten zapach, ale się nim nie zachwycam.

Charogne Etat Libre d`Orange przez starless 2017-02-18

Żałuję, że zapach ulotnił się już po 2 godzinach, bardzo byłam ciekawa jak dalej rozwinie się przyjemna, ciepła, słodka baza. Początek natomiast spektakularny, tzw. mocne wejście, mocne walnięcie upojnymi kwiatami, białymi. I o dziwo nie czułam się przytłoczona czy duszona, było w tym coś przyjemnego, przypominało słodką kwiatową nalewkę. Kompozycja bardzo spójna, nic wg mnie nie odstaje. Jest kobieco, otulająco. Niestety, żeby tego zaznać musiałam przystawiać nos do nadgarstka, projekcja minimalna, tylko w pierwszych minutach jest moc. O trwałości też pisałam. Trudno więcej w związku z tym powiedzieć...

Dior Homme Sport 2017 Christian Dior przez Marcin__ 2017-02-18

W ogóle nie jest podobny do wersji z 2008 roku i pierwowzorowi to on może buty czyścić.

François Demachy niestety jest w fatalnej formie od 2015 roku, począwszy od Sauvage poprzez Poison Girl itd. Nawet w linii prywatnej jest mocno tak sobie, a to już nienajlepiej świadczy zarówno o marce, jak i o perfumiarzu.

Dior Homme Sport 2017 nie ma absolutnie NIC wspólnego ani z Homme Sport 2008, ani 2012, ani Cologne 2013. Jest to nic innego jak perfidna zrzynka i powielenie receptury zapachu Acqua di Parma Colonia Intensa z 2007 roku autorstwa... François Demachy. Tak więc autor kopiuje sam siebie.

Trwałość 8-10 h, projekcja słaba (biurowa).

Dla mnie to pas i znak, żeby zaopatrzyć się w zapas Dior Homme Sport 2012.

Lalique White Lalique przez Pinball Wizard 2017-02-18

Laique White to aromat tak ostro biały, że aż razi w oczy i mocno zatyka nos przy otwarciu.
To zapachowa ”supernova” o olbrzymiej energii emanującej stroboskopowym blaskiem i czystością. Kompozycja ekstremalnie odświeżająca, z dużą dawką cytrusów w chwilę po aplikacji. Czuć je wyraźnie w nucie głowy, a wtóruje im bardziej subtelny i mniej palący pieprz, który dodaje pikanterii. Dość szybko całość przechodzi od słodko-kwaśnych w kierunku do kwaśnych owoców, lekkich i orzeźwiających. Ta faza trwa o wiele dłużej. Później zapach staje się stopniowo bardziej gorzki i ukazuje drzewne i mile kojące oblicze, które trwa chyba najdłużej. Słodko-pikantne akordy utrzymują się przez cały czas i są podtrzymywane przez „balsamiczno-terpentynową” bazę z echem delikatnie wilgotnej ziemi. Jednakże zapach przez cały czas pozostaje jasny i energetyzujący.
Nosząc ten aromat, czuję się jak kilkuletni chłopczyk, taki wymuskany, czyściutki, uczesany z przedziałkiem i prowadzony za rączkę przez Mamę do cioci na podwieczorek (czasami ch....nie za tym tęsknię).
Ma w sobie coś z luksusowego mydełka, które sprawia, że po użyciu skóra staje się różowo-mleczna i delikatna jak „pupa niemowlaka”. Kolejnym skojarzeniem był zapach wiszącej na sznurach i suszonej wiatrem bielizny. Biało, świeżo, czysto, przyjemnie.
Z całą pewnością jest jakaś delikatność i subtelność w tej kompozycji, choć nie mająca nic wspólnego (za przeproszeniem) ze zniewieściałością.
Nie mam wątpliwości, że jest to zapach z „gatunku” dziennych i raczej letnich, im cieplej, tym lepiej. Lekką niedogodnością jest trwałość tej kompozycji - przeciętna w kierunku do słabej, przy moim zdaniem, łagodniej i blisko-skórnej projekcji, ale przecież można temu zaradzić kolejnymi aplikacjami, by „odpalać” następne supernove ;-).
Sądzę, że jest to propozycja dla każdego (czystego) mężczyzny bez ograniczeń wiekowych i w każdym (czystym) ubraniu.

Chic Celine Dion przez huragan 2017-02-18

Perfumy nie muszą być bardzo drogie, bym je polubiła. Po prostu muszą sprawić, że gdy je noszę, czuję się komfortowo.
Ogólnie lubię perfumy Celine Dion i z tym jednym było podobnie. Jej zapachy są jasne i piękne. Myślę, że właśnie odzwierciedlają szczęśliwe i pozytywne nastawienie. Nuty zazwyczaj zawierają dużo różnych kwiatów.

Chic to kwiatowy zapach z nutą arbuza, który otwiera całą kompozycję. W obecnym trendzie jaki panuje ciężko o dobry początek, bo wszystko wydaje się być bardzo sztuczne i często przyprawia nas o bóle głowy (szczególnie jeśli chodzi o słodkie zapachy).
Arbuz w tym wypadku nie jest tak bardzo słodki. Jest lekki, jasny, świeży, wodnisty, chłodny i orzeźwiający - dość przyjemny. Mimo tego, iż początkowo czuć nutę arbuza, po jakimś czasie staje się bardziej ogórkowy niżeli arbuzowy.
Można określić, że zapach przypomina trochę zieloną herbatę z aromatem arbuza tudzież zielonego, świeżego ogórka.

Zapach na pewno nadaje się do pracy. Jak na zapachy projektowane przez celebrytów jest długotrwały i można go nadal czuć lekko po 7/8 godzinach. Poprzez jego lekkość idealny zarówno na wiosnę jak i lato.

Chic jest na pewno ciekawym zapachem. Polecam testy osobom, które lubią wodne, lekko kwieciste i herbaciane nuty.

Moje pierwsze skojarzenie: o kurczę, warzywa - pietruszka! Chwilę potem: jak nic kostka rosołowa, z jakimś chłodnym, lekko orzeźwiającym podbiciem (cedr?). Domyślam się, że rosołowym winowajcą jest anonimowa ekipa pod szyldem "przyprawy". Po parunastu minutach rosół się ulotnił, zapach wówczas zaczął przypominać mi maść leczniczą na przeziębienia firmy Wick (eukaliptusowo-mentolową), która powoli przechodziła w spokojniejsze, bardziej stonowane aromaty kadzidlane (wetyweria?). Otwarcie zapachu dość męskie, potem zdecydowany unisex. Projekcja nieduża, trwałość - u mnie poniżej oczekiwań, po 2h czułam cokolwiek jedynie po przyłożeniu nosa do skóry.

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez Aleksxs 2017-02-18

Tyle o nich dobrego pisano, zatem postanowiłam sama spróbować słonika. Tak naprawdę nie powiem nic innego niż cała reszta pań, która przede mną już się wypowiedziała. Jungle Elephant to piękne, orientalne, ciepłe, korzenne przyprawowe perfumy. Na samym początku czuć bardzo mocno: goździki, kardamon, kminek, kumin, lukrecje. Dają one orientalną, ostrą taką świdrującą w nosie woń, która to została delikatnie złagodzona wanilią. Zapach tychże przypraw i wanilii jest dosyć mocny także i później ale gdy perfumy w pełni się rozwiną dochodzą też inne nuty, które złagodzą przyprawy, nadadzą zapachowi balsamiczny, ciepły otulający wymiar. Wtedy to można wyczuć ylang-ylang, ambrę, które to będą się utrzymywać do końca. Z kolei świeżości Jungle Elephant zawdzięcza paczuli, sokowi z mango i mandarynce. Dosyć, że perfumy te mają cudny zapach to i też ich projekcja przez ponad 3h jest duża później na długość ramion a na koniec bliska ciału. Co do trwałości to też jest to atut bowiem zapach na skórze utrzymuje się około 8h a na rzeczach do doby. Wczoraj rano spryskałam się tymi perfumami a rano sweterek nadal delikatnie pachniał Jungle Elephant. Sądzę, że już mam faworyta na lato. Jak nie cały flakon to choćby duża ich odlewka.

Oriental Amber Pecksniff`s przez matka1973 2017-02-17

Oriental Amber to zapach skręcający w stronę retro, za czym nie przepadam, ale ten mnie ujął, a czym? Na początek trwałość - w tym bardzo prostym , niepozornym flakoniku czai się ogromna moc; jedno psiknięcie i jest z nami ciągnąc się pięknym ogonem, trwałość wyśmienita, nadgarstek potraktowany nimi wieczorem, pachniał jeszcze po przebudzeniu.
Oriental Amber nie jest słodziakiem, przypomina starą aptekę, gdzie wchodząc wyczuwało się zapach lekarstw zmieszanych z ziołami.Powoduje to, że zaczynam czuć się dobrze i spokojnie.
Jestem dość kiepska w wyczuwaniu wszystkich składników, ale tu czuć wszystko po kolei:gałkę, pieprz, różę, a wszystko to podbite sandałowym drewienkiem.
Zapach ciepły, bezpieczny, ale raz jeszcze powtarzam - brak w nim jakiejkolwiek słodkości, jest wybitnie wytrawny.
Dość długo te perfumy stały gdzieś na końcu mojej szafki, ale od dziś zaczynam ich używać i w domu , i wychodząc na zimowe spacery. z pracą radziłabym uważać, wrażliwe noski naszych koleżanek używających kompocików, mogą się skręcić w świderek:)
cena obłędnie niska.

Allure Chanel przez elektrokot 2017-02-17

Na początku mojej cudownej drogi z perfumami, gdy chciałam poznawać i czuć więcej i więcej, zamówiłam próbkę Allure, którą szybko, bez należytego szacunku, rzuciłam w kąt. Allure w tamtym życiu nie znalazło należnego mu miejsca. Minęło wiele lat. Jak pewnie wszyscy się domyślają teraz nastąpi wyznanie:
Jestem starsza;) No jestem, ale i mądrzejsza, pewniejsza siebie, wolniej żyję, bardziej mi życie smakuje. I ponownie trafiłam na Allure.
Jaki to zapach dla mnie, dziś? Czuję w nim przede wszystkim elegancję. Nie potrafię wyodrębnić żadnej(!) nuty. Są całością. Pachną lekko, ale nie są puste. Są kwiatowe, lecz nie przytłaczają. Najbardziej lubię pierwszą aplikację-każą się wyprostować, unieść głowę.
Warto.

Black Opium Yves Saint Laurent przez kasia98766 2017-02-17

Dostałam je od męża 50 ml czystego luksusu pomyślałam,ale nie cieszyłam się długo.Pierwszy psik i zachęcająca słodycz wanilii z mocno wyczuwalną kawą i pieprzem w cieniu delikatna pomarańcza i słodki migdał a na koniec jak by taki szlachetny,krystaliczny rys i tyle :( Zasadniczą wadą dla mnie jest to że trzyma się blisko skóry i minus za trwałość max 2 h Jak dla mnie słaby,ale na każdej skórze perfumy pachną inaczej,być może na kim innym pachną długo i bardziej przestrzennie :)
Spodziewałam się fajerwerków,ale niestety ich zabrakło :(

Monoi Eau des Vahines Yves Rocher przez mala9mi 2017-02-17

Przede wszystkim gardenia: słodka, egzotyczna, ciepła. Zaraz za nią kokos (ale w tle bo na pierwszym planie gardenia) plus ylang (ale malutko). Zapach prosty ale tak bardzo wciągający. Zapach olejku, plaży, nagrzanej skóry. Nie dodam nic nowego, co by nie było napisane niżej.
Na lato ale i na zimę. Ostatnio zlewam się obficie, żeby pod zimową kurtką i dwumetrowym szalem mieć choć trochę własnej prywatnej plaży i słońca. Działa bez zarzutu i w końcówce męczącej zimy poprawia z rana humor. Ale latem też będę chętnie sięgać.

Trwałość ok 4 godzinna, poprawia się gdy użyjemy wody toaletowej wraz z suchym olejkiem z tej samej serii. Wyczuwalny ale nie powalający siłą i mocą.
Butelka ładna, prosta.

L'Eau par Kenzo Kenzo przez katarzynagal 2017-02-17

Uwielbiam te lilie wodne! Dla mnie to idealny zapach na lato, używałam go podczas największych upałów, kiedy nie wyobrażałam sobie noszenia czegoś ulepnego, słodkiego, potrzebowałam ochłody i świeżości. Sprawdzał się w stu procentach. Pachnie jak woda- tak, ale woda podkręcona pieprzem, ma w sobie moc, ma coś co chce się wąchać i nawet teraz- w lutym, nachodzi mnie czasem ochota, żeby zajrzeć do szafki i je powąchać.
Trwałość zapachu b. dobra, a projekcja na mnie niezbyt duża. Za to bardzo długo trzyma się ubrań, pięknie pachną nim wszelkie apaszki.

P.S. na mojej mamie pachnie mniej wodnie, a bardziej kwiatowo.

Interlude Man Amouage przez Malwina 2017-02-17

W pracy pokojówki w obskórnym, ale mimo to czterogwiazdkowym hotelu najprzyjemniejsze jest to, że ludzie mają perfumy...

Zbliżała się godzina końca pracy, koleżanki już zbierały się do wyjścia, a ja czekałam pod jeszcze jednym pokojem pana, który powiedział, że 'za pięć minut wychodzi i żebym poczekała to sobie później zrobię co mam zrobić'. Minęło pięć, dziesięć i piętnaście minut, pan nie wychodził. Słychać było lejącą się wodę pod prysznicem i telefoniczne rozmowy. Narastała we mnie wściekłość na 'egoistycznego pimpka', który gdyby miał klasę podziękowałby dzisiaj za serwis, stwierdzając jak inni, że nie jest konieczny. Ale nie. On, młody bóg teraz się śpieszy, a ja będę czekać na zrobienie tego co mam do zrobienia.
Plując sobie w brodę, że nie odfajkowałam tego pokoju wcześniej, ułożyłam strategię działania na czas kiedy w końcu drzwi się otworzą. Kamienna twarz, ani słowa, żadnej gadki szmatki. Poślę mu zimne spojrzenie z lekką dozą pogardy, dam odczuć, że jest egoistycznym pimpkiem, zrobię co mam zrobić. Niech ma i s... sobie idzie. Przyjmę go jak w Wersalu, a jak będzie wychodził to jeszcze pouczę jak ma się zachować kiedy w końcu uda mu się stanąć przed obliczem króla.

Po pół godzinie drzwi się otwierają i uderza we mnie zapach męskich perfum spotęgowany przez parę wydobywającą się z łazienki. I co?
Wchodząc słyszę swój własny rozmarzony głos - 'Ale ładnie pachnie...', pan coś odpowiada, ale nie wiem co, ja też coś odpowiadam, ale nie wiem co, uśmiechając się przy tym głupkowato. Pan dziękuje, żegna się i wychodzi a ja zostaję ogłuszona, patrząc na tą magiczną flaszkę Amouage'a z napisem 'Interlude', postawioną szpanersko na widoku, aby mogła się dobrze prezentować. Równie dobrze mogłaby stać na środku pokoju i wyglądałaby bardziej naturalnie i mniej karykaturalnie. Potem patrzę na otwartą kosmetyczkę wielkości drugiej walizki pełną najdroższych kosmetyków, zastanawiając się co się właściwie stało? 'Zgłupłam'.

Perfumy głębokie, kadzidlane, bogate, ciepłe, takie jak lubię. Ze zrównoważoną słodyczą. Z wyczuwalną nutą skóry. Jakby nie było, z całym szacunkiem, gdyby nie Pan 'Pimpek' nie poznałabym tego zapachu i nie wiedziałabym, że taki w ogóle może istnieć. To perfumy, które robią z człowiekiem co chcą.

Versense Versace przez paulinakarolina 2017-02-17

Piękny świeżak. Słodkie, soczyste cytrusy, trochę trawiastej zieleni , szczypta jaśminu. Bardzo kobiece ale nie takie oczywiste. Dla mnie to zapach luksusu. Nie mogę się doczekać lata, żeby je nosić bo póki co W zimie podbijają zapach mroźnego wiatru.

Bright Crystal Versace przez paulinakarolina 2017-02-17

Ładne i delikatne. Pachną wiosennym ogrodem skazanym w ciepłym deszczu.

Xeryus Rouge Givenchy przez ganczar666 2017-02-17

@Pinball Wizard dziękuję za zrozumienie, większość ludzi krytykuje innych ludzi którzy mają inne poglądy, a Ty mnie uszanowałeś. Dzięki. Thx

Xeryus Rouge Givenchy przez Pinball Wizard 2017-02-17

To wieloznaczny aromat i lekko mnie dezorientuje.
Muszę szczerze przyznać, że „nie pasuje mi” do niczego, co znałbym już wcześniej. Jestem tu zbieżny z odczuciami, o których pisał wcześniej @ganczar666 i doskonale Go rozumiem.
Ten zapach ma w sobie, zapowiadaną flakonikiem czerwoną pikanterię, ale gdybym napisał, że jest to zapach pikantny, to byłby to rodzaj „półprawdy”. Oprócz ostrości jest w nim i świeżość, cierpkie orzeźwienie oraz kontrastowa wobec reszty – słodycz. Ma też w sobie jakieś trudne do zdefiniowania ciepło. Może daje ją gęsta cedrowa nuta i białe piżmo? Boleję nad tym, że parametry użytkowe na mojej skórze prezentują się na przeciętnym poziomie i nie pozwalają mi zbyt długo doświadczać tej kompozycji, a znaki zapytania wciąż się mnożą. No i jeszcze te cytrusy, jakieś kwiaty (z różą? no nie wiem) i lekkie brzmienie orientalnej bazy. Mam wrażenie, że deklarowane składniki są jedynie wierzchołkiem olfaktorycznej piramidy.
Bardzo wciągający i o ile wypada tak to określić w przypadku męskiej wody, zmysłowy zapach. Nie jestem pewien, czy z tą zmysłowością mi po drodze i do twarzy ;-) Nie jestem nawet pewien, czy mężczyzna jest najlepszym adresatem dla tego dość egzotycznego jak na mój nos produktu.
Na kanwie tych wątpliwości pojawiła się u mnie ciekawość, dotycząca odbioru pachnidła przez kobiety. Może któraś z Pań pokusi się kiedyś o prezentację swojego punktu widzenia (czucia) w tej sprawie? ;-)

Floriental Comme des Garcons przez Alixia 2017-02-17

Wszystkie recenzje jakie tu napisałam były oparte o wrażenia z używania pełnowymiarowych flakoników. Zupełnie inaczej przemawia zapach w codziennym użyciu, rozpylany na ciało, ubrania - po prostu noszony;) a inaczej patrzy się na zapach psiknięty gdzieś na nadgarstek lub wyciśnięty z kilku "psików" próbki. Dziś napiszę coś o zapachu " z próbki", gdyż Floriental to zapach na tyle drogi, że nie kupiłabym go w ciemno;) Jestem w stanie wydać duże pieniądze na flakon, który zawładnie moimi zmysłami, ale tutaj nic takiego się nie wydarzyło. Oczekiwałam czegoś innego a wyszło jak zwykle. Trudno nie oddać zapachowi aury tajemniczości, niekonwencjonalnych brzmień. Wszystko co tu wcześniej napisano o zapachu to prawda. Jestem pełna podziwu dla marki, ale flakonu nie kupię. Zwyczajnie mi się ten zapach nie podoba. Powiem dosadnie - pachnę jak mechanik samochodowy po dniu pracy. Kombinezon umazany smarami, przesiąknięty wonią benzyny i oleju. No tak... mechanik to brzmi dumnie:) Jak się zapłaci za naprawę to jeszcze dumniej:) pewnie wliczają przy okazji Floriental do ceny usługi:) Jak myślicie? Wliczają?

Emozione Salvatore Ferragamo przez katarzynagal 2017-02-17

Jestem dość zaskoczona powyższymi recenzjami, bo na mnie ten zapach zupełnie nie jest mydlany ani bliskoskórny. Czuję go przez cały czas wokół siebie, od momentu aplikacji, aż do wielu godzin później. Czują go wyraźnie także osoby w otoczeniu. A jaki jest ten zapach? Zaczyna się odrobinę kwiatowo, ale te kwiaty za czasem zanikają. Zostają zamsz, piżmo- to wyczuwam w nim po kilku godzinach od aplikacji.
To jest mój zapach na wieczorne wyjścia- dodaje mi pewności siebie, a przy tym jest bardzo zmysłowy, według mnie idealny na randkę. Ma w sobie coś męskiego, ale w taki nieoczywisty sposób. Właśnie- jest wybitnie nieoczywisty, na pewno nie kwiatowy, pudrowy- nie do końca.
To piękny zapach silnej kobiety. Warto dać mu szansę!

Diesel Green Feminine Diesel przez Malwina 2017-02-17

Jeśli ktoś szuka świeżości zielonej herbaty i powiewu morskiej bryzy, to może być rozczarowany, ale jeżeli ktoś jest jednocześnie fanem korzennych przyprawowców w stylu Feminite du Bois Shiseido, Dolce Vita, Kenzo Jungle Homme - będzie zachwycony. Diesel Green Należy do zacnego grona zaskakujących, uzależniających dziwaków. Jego zieleń może być myląca. Mają klimat parnych tropików, o których marzy się przy minusowych temperaturach, dlatego to dobry zapach na zimę i generalnie chłodne dni w ciągu całego roku. Pachnie jak egzotyczny ogród szklarniowy. Oprócz przypraw, czuć też zapach wilgotnej ziemi jak w Kenzo Jungle Homme. Diesel Green składa się z nut Feminite du Bois lecz ustawionych w innym szyku. Teoretycznie brakuje śliwki, miodu, wosku pszczelego, fiołka, kardamonu, benzoesu i brzoskwini, ale pachnie tak jakby brakowało tylko śliwki, miodu i mocy. Właściwie cały czas mając go na sobie czuję jakby to były Feminite du Bois i jest to przyjemna iluzja. W kompozycji wybijają się goździki, cedr, drzewo sandałowe, imbir i cynamon. Z czasem za sprawą kwiatów, piżma i wanillii przyprawowość zapachu łagodnieje.

Szkło butelki ma ładny, cieniowany kolor. Pomysł na flakon fajny tylko atomizer jest tandetny i psuje się. Nadal mogę rozpylać zawartość ale wystający plastikowy bolec nieprzyjemnie kłuje w palec.

Mistero di Roma Donna Laura Biagiotti przez doja28 2017-02-17

No piękny to zapach, za stosunkowo nieduże pieniądze. Zachwycił mnie, to jak spryskać sie owocami i posmarować wanilia. Tak pachnie dzisiaj moje ciało. Nienachalny, delikatny, ale z przytupem. Takie jak lubię.

Shadha Al-Rehab przez perfumeholic88 2017-02-17

Shadha to różana kompozycja w którym jaśmin nie odgrywa zbyt wielkiej roli, raczej stoi sobie mocno z tyłu. Oud natomiast jak na mój nos tu nie występuje. Róże sa ogrodowe, świeże, lekko nawet ostre, ale całkowicie naturalne. Czuć ich zielone listki,twarde łodygi i aromatyczny pączek jednak to są róże dojrzałe i czerwone oraz ciemno różowe. Żadne niewinne różyczki, choć nie też majestatyczne. Nie mają w sobie nic staroświeckiego. Tak pachnie wiosną zadbany ogród różany wraz z całą zielonością. Jest świeżo i nawet przyjemnie jednak to nie są moje klimaty, bo brakuje mi czegoś co by tę różę podkręcało. Niemniej nosi się dobrze z racji tego, że nie jest to za mocny zapach i nie męczy.Jest wiosenny, zielony i średnio trwały. Dla fanek takiej odsłony róży myślę,że warto przetestować.

Dior Homme Sport Christian Dior przez Karlo5 2017-02-17

Wersja 2017 przypomina starą myślę że będzie Hit.

DKNY Be Delicious Electric Citrus Pulse Donna Karan przez agnieszka.baranik 2017-02-17

Pierwsze wrażenie - dziwne. Jestem absolutną fanką zapachów owocowych i egzotycznych, a tu poczułam świdrującą w nosie oranżadkę w proszku z lat 90tych :-) Tak aż szczypało. Czuć było bąbelki, czuć było chemię owocową.... Lekkie rozczarowanie, ale i zaintrygowanie - czy tak już zostanie, czy może coś się zmieni? Może będzie lepiej?
Nie minęło 5 minut i... jest lepiej. Znacznie lepiej. Naturalniej, bardziej słodko, radośnie ale nie tandetnie...
Zapach godny przemyślenia. Na pewno go nie skreślam... Idzie do ponownych testów. Jeśli będą udane - przemyślę chyba flaszunie :)

Hot Couture Givenchy przez agnieszka.baranik 2017-02-17

Recenzję piszę "na gorąco" kilkanaście minut po psiknięciu się próbką tego zapachu...

Ooooo nie.... Nie, nie, nie.... Totalnie nie w moim guście. Kocham owoce, kocham perfumy malinowe, uwielbiam gdy jest jakiś cytrus.

Tu czuję tylko sezamki. Słodko-gorzkie lekko podstarzałe.

Po przeczytaniu wielu recenzji myślałam, że to będzie mój zapach.... No przecież przy takich nutach zapachowych? Nauczka na przyszłość - kierować się własnym nosem....

Gentlemen Only Absolute Givenchy przez Karlo5 2017-02-17

Zapach fenomenalny, nie zgadzam się z opinią że jest nudny, może nie zmienia się tak jak ktoś by tego oczekiwał ale jest to kawał naprawdę dobrego pachnidła i do tego na mojej skórze jest bardzo trwały. Przyprawowy, trochę słodki ale tak w sam raz, nie razi słodyczą. W składzie szafran który jest droższy od złota ;)
Polecam ! ! !


Dziwny to zapach, i dziwnie jest mi pisać negatywnie o Atelier Cologne bo do tej pory marka była dla mnie numerem jeden jeśli chodzi o cytrusowe perfumy (Orange Sanguine, Bergamote Soleil, Grand Neroli), no ale jest jak jest.
Z jednej strony czuć świetną rześką herbatę z miętą- to tak z daleka. Z bliska dobiega silna nuta potu i jakiejś wędzonki (papirus ?coś jak w Note Bene Irie). Niestety, ta nuta trwa i trwa, ja wymiękam- nie po to używam świeżaków, by czuć się nieświeżo.
Rozczarowana jestem, jak dalej Atelier Cologne będzie wypuszczać po 30 zapachów rocznie to takie będą efekty.
Trwałość i projekcja też kiepskie.

Flash Jimmy Choo przez marta1990 2017-02-17

Flash trafił do mnie prawie 2 lata temu, dostałam największy flakon od osoby, która kupiła go w sposób bardzo przypadkowy. Nie ucieszyłam się wtedy bo pamiętałam, że gdy Flash pojawił się w naszych perfumeriach byłam nim atakowana na każdym kroku, a testy blotterowe nie sprawiły żebym się bardziej zainteresowała tamtejszą nowością. Schowałam flakon w kartonik i leżakował sobie w szafie czekając albo na lepszy czas, albo na nową właścicielkę. Mój ostatni zwrot w stronę tego zapachu był spowodowany czystą ciekawością, chciałam przekonać się jak ułoży się na mnie ten jaśmin - moja skóra ma niestety tendencję by sprawiać, że jaśmin pachnie kwaśno.

Jaśmin zaserwowany przez Jimmiego pachnie słodko, bardzo słodko. Pachnie jak jaśmin zmieszany w wielkiej misce z bitą śmietaną i odrobiną truskawek. To nie jest słodycz jadalna, ale bardzo bardzo przyjemna i taka puszysta, jednocześnie bez efektu pralinkowej słodkiej pulpy, która mnie już totalnie nudzi.

Tak sobie myślę, że to świetny zapach na randkę z mężem, gdy wyjdziemy latem na kolację na Nowy Świat. Założę długą, zwiewną sukienkę, zrobię delikatny rozświetlający makijaż i wiem, że ten zapach latem będzie unosił się w okół mnie z każdej strony. Będzie przypominał o sobie przy każdym moim ruchu.


Dziś wiem, że nie chcę się z nimi rozstać, po pierwsze chcę im dać szanse latem. Po drugie jeśli z każdej strony zasypują nas ulepkami to ja wolę pachnieć takim, który choć słodki jak reszta to jednak jest już trochę zapomniany.

Trwałość: bardzo wysoka
Projekcja: duża

Twin for Men Azzaro przez Archadam 2017-02-17

Liczyłem na większe wrażenia. Skuszony nutami drzewnymi, gałki muszkatołowej i paczulą, postanowiłem przystąpić do testów. Niestety jest mocno owocowo i słodko, co prawda niezbyt syntetycznie ale landrynki jabłkowe to nie moja bajka. Ani to męskie ani to intrygujące. Raczej skierowane w gusta niezbyt wyrafinowanej młodzieży, płci obojga. Otwarcie owocowe – słodka mandarynka z zielonym słodkim jabłkiem. Rozwija się to niemrawo w kierunku paczuli i drzewa sandałowego, niestety jabłko nie odpuszcza. Gałki muszkatołowej po drodze brak a sądzę że gdyby się pojawiła, nawet dominując nad resztą, byłaby to świetna kompozycja. Projekcja całkiem spora. Trwałość - kilka solidnych godzin. Świetnie zaprojektowany flakon powinien jednak mieć inny kolor, jeżeli nie różowy to przynajmniej zielony.

Envy for Men Gucci przez Karlo5 2017-02-17

Nie potrafię podzielić entuzjazmu ludzi którzy się zachwycają tym zapachem, naprawdę nie rozumiem tego zapach niczym się nie wyróżniający (gdzieś to już było chyba OLD SPICE) I te ceny na aukcjach jak za zapach co najmniej niszowy wręcz kultowy, natomiast do kultowego Gucci pour homme daleka mu droga. Tyle w temacie.

Dior Homme Sport 2017 Christian Dior przez Karlo5 2017-02-17

Fani pierwowzoru będą zachwyceni, podobny do wersji z 2008 roku :) narazie miałem tylko okazję powąchać na bloterze, pierwsze wrażenie jest super.

Midnight in Paris Van Cleef & Arpels przez YonnYonson 2017-02-17

Niezapomniany.
Tym słowem możnaby opisać ten zapach. Choć już słowo "zapach" jest tu komplementem. Bowiem MiP to woń torebki babci. Szminki, cienie do powiek, klucze do mieszkania, opakowanie po bliżej nieokreślonych cukierkach, wszystko to w starej skórzanej torebce ze złotymi słówkami. Trochę jakby z początku lat 90.
I taki właśnie był MiP bałaganiarski. Niepoukładany i w gruncie rzeczy nieprzyjemny. Zapakowany za to w jeden z najpiękniejszych flakonów jakie kiedykolwiek stały na perfuneryjnch półkach.
Mimo przeciętnej zawartości szkoda, że wycofano go z produkcji.

Angel Eau de Toilette Mugler przez china_doll 2017-02-16

Wow! Spodziewałam się zupełnie czegoś innego...ale to jeszcze nic nie znaczy.:)
Zanim poznałam toaletowego Aniołka, myślałam, że będzie podobny do starszego brata, tylko jakby...jaśniejszy?
Cóż, podobieństwo do klasyka jest na mojej skórze przez może jakąś minutę, wtedy czuję delikatne echa EDP, przyjemną słodycz, może te pralinki. Co się dzieje potem? Uwaga, uwaga, potem Aniołek zaczyna niebezpiecznie zbliżać się w rejony Elle YSL! Mamy więc cudowny miks paczuli z owocami. Cytrynę zastąpiła bergamotka a liczi żurawina, nie czuję tylko tak pięknego Elle-owskiego pieprzu, ale naprawdę podobieństwo było dla mnie wręcz namacalne. Nigdy bym nie spodziewała się tego po Muglerze, tym bardziej po zapachu z tej linii, nie mniej jednak taki obrót sprawy bardzo mi odpowiada, gdyż Elle kocham, pokochałam także te perfumy.
Jednak jak Elle identyfikuję zdecydowanie ze słoneczną, lecz zimną jesienią, tak Aniołka EDT zdecydowanie widzę w okresie przedwiośnia. Piękne komponuje się z budzącą się do życia przyrodą i coraz silniejszymi promykami słońca. Ktoś napisał, że zapach migocze na skórze-piękne określenie i bardzo trafne, raz czuć go mocniej, raz słabiej, nie męczy, czaruje.
Polecam serdecznie do testów, szczególnie osobom, które EDP przytłoczył, tutaj jest zdecydowanie lżej i bardziej przystępnie; oraz fanom Elle-chyba,że moja skóra płata mi figle i tylko ja wyczuwam to podobieństwo.;)

Black Walnut Banana Republic przez Karlo5 2017-02-16

Powiem tak spodziewałem się czegoś więcej po tym zapachu, nie porwał mnie, szybko się ulatnia i taki jakiś nijaki myślałem że będzie bardziej dymny i ciężki.

Kouros Yves Saint Laurent przez Karlo5 2017-02-16

Prawdziwy Killer !!! Ciekawe co by powiedziała dzisiejsza młodzież żeby tak lansowano takie zapachy w tych czasach, już widzę ich oburzenie-odrzucenie (co za smród itp.) no tak to już jest że do niektórych zapachów trzeba dorosnąć albo po prostu docenić ich kunszt, ja doceniam i szanuje aczkolwiek chyba nie chciałbym pachnieć Kourosem z braku odwagi.Trzeba mieć wielkie jaja żeby tego używać, prawdziwy mocarz bardzo męski nie dla chłopaczka w leginsach.!

Eau Sauvage Cologne Christian Dior przez Karlo5 2017-02-16

Cudny zapach podobny do chanel allure homme sport aczkolwiek moim zdaniem zdecydowanie lepszy nie tak mdły jak chanel. Wraz z cieplejszymi dniami trzeba będzie nabyć tą wersję suavage ! ;-)

Dior Homme Cologne 2013 Christian Dior przez Karlo5 2017-02-16

Uwielbiam tą świeżość, typowo męska propozycja, mógłbym się zlewać tą wodą litrami ale tylko w ciepłe dni. Dior klasa sama w sobie !

Zara Unbreakable Zara przez arturovittorio 2017-02-16

Jest w tych perfumach coś miłego. Niezobowiązującego i takiego na luzie... Drewienko z cytrusami i coś jeszcze, co łaskocze w nozdrza i zatrzymuje na dłużej. Czuję też lawendę, której w spisie nut powyżej nie ma, ale nie zawsze trzeba wierzyć Fragrantice ;-) Zdecydowanie casualowa kompozycja, raczej na co dzień i na cieplejsze dni. Projekcja średnia, trwałość dość mizerna, ale ceny Zary nie pozwalają być wybrednym. Zresztą, może przy wyższych temperaturach za oknem parametry okażą się lepsze. Ogólnie: jest po prostu fajnie. I tyle. Takie zapachy też muszą być! Dla spoko facetów.

Midnight in Paris Van Cleef & Arpels przez Karlo5 2017-02-16

Żałuję że tak późno poznałem ten zapach, ale cóż jak to się mówi lepiej późno niż wcale :)
Zapach jest naprawdę super w moim klimacie, jest trochę świeżości i słodyczy, rzeczywiście pachnie też jak guma balonowa no i jest troszkę podobny do dior homme.

Najbardziej niegrzeczny mainstreamowy zapach jaki znam!
Co z tego, że flanker, że Black XS (klasyk mi się podoba, ale nie porywa), że Paco, że dyskusyjna kampania reklamowa, która nie wszystkim przypadnie do gustu i tak dalej. To jest po prostu dobre.
Black XS L' Exces początkowo jest mocno jaśminowy i to nie byle jakim jaśminem, bo tym miętowym, wręcz "muglerowskim". Do tego pieprz i neroli, jest pikantnie i niezbyt słodko. Po czasie całość łagodnieje, wchodzi delikatna wanilia, robi się bardziej komfortowo. Przez cały okres trwania zapachu towarzyszy nam delikatny dymek, który nadaje lekkiej chropowatości i podbija mój odbiór zapachu. Czuję też nie wiadomo skąd czarne jagody. Generalnie całość ma coś w sobie ze starszej wersji Euphorii czy też Be Delicious Night, chociaż te trzy zapachy nie są ze sobą blisko spokrewnione.
Trwałość i projekcja trzymają poziom. Flakon nie jest super piękny, ale dobrze wykonany i generalnie oceniam go na plus.

Skojarzenia? Ciemniejsza szminka, mocna muzyka, czarna koronka i ogólny wizerunek w stylu "sexy woman with a dark twist".
Zdecydowanie jestem na tak!

Chypre - Fruite Montale przez gdruzbiak 2017-02-16

Nie wiem czy mój zmysł węchu mnie nie zawodzi ale mam na jednym nadgarstku Chypre-Fruite z własnej flaszki a na drugiej Aventusa Creeda z odlewki z pewnego źródła i i co czuję? Zdecydowanie podobne zapachy, nawet momentami aż się zastanawiam który jest który. Porównuję wspólne nuty: bergamotka , mech dębowy, paczula, jaśmin, róża, w sumie całkiem dużo wspólnych nut aby zapachy wydały się podobne. W Aventusie wybija się słynna nuta ananasa i brzozy a w ChF są nuty owocowe ale z ewidentną przewagą ananasa. Po jakimś czasie Avnetus robi się bardziej wytrawny a ChF się robi bardziej słodki i łagodny , ale efekt jest podobny. Nie wiem jeszcze jak z projekcją i trwałością, bo z takimi testami poczekam na cieplejsze dni, ale pierwsza refleksja pojawia się następująca: po co płacić grube setki za coś co jednak nie jest aż tak wyjątkowe i niepowtarzalne?

In Woman La Rive przez gardenia 2017-02-16

Oj, a to się zdziwiłam! Myślałam, że to marka kompletnie nie znana w Polsce, taki odpowiednik Bi-Esów...choć ja uważam, że La Rive In Woman pachnie o wiele lepiej, niż Bi-Esy, nawet pudełko i flakonik nieżle się prezentują.
Tak się składa, że mieszkam na kompletnej niemieckiej prowincji. Do Rossmanna zaglądam przynajmniej raz w tygodniu, ostatnio wyszłam od lekarza, zaraz koło Rossmanna z dobrymi wynikami i niesiona radością oraz słoneczkiem na dworze chciałam wynagrodzić sobie ten dzień czymś miłym, a cóż może być milszego dla perfumoholika, niż pachnący flakonik.
Ponieważ już znam wszystkie dosłownie wszystkie zapachy z niższej półki w tej sieciowej drogerii, sięgnęłam po przecenione akurat flakoniki La Rive. Spodziewałąm się słabych odpowiedników nie wiadomo czego i...zaskoczenie! Trzeci z flakoników to było TO, czym chciałam sobie ów dzień wynagrodzić, po prostu TO! Słodkie, gęste, kwaskowe jak syrop porzeczkowy i zadziorne. Jasne, od razu domyśliłam się, że chodzi tu o Si Armaniego, ale Si nie lubię, jest mi za słodkie, za ulepne i "tanie". A tu czuję głównie porzeczkowy syropek a właściwie dziś wpadłam na to, co mi La Rive In Woman przypomina: Kijafę! Po latach, nie napiszę ilu przypomniałam sobie, że kiedyś jeszcze w PeWeXie Tata nabył 2 nalewki Kijafa: wiśniową i...z czarnej porzeczki!
I dla mnie La Rive In Woman pachnie nalewką z czarnej porzeczki, alkoholową kwaskawo owocową ciemną nutą, jak nadzienie czekoladek ale tak naprawdę to Kijafą!
I jeszcze jedno: mi ta porzeczkowość przypomina nawet ciut Rose Amzone, oczywiście nie jest tak wyrafinowana i dobrej jakości, ale przypomina mi ją!
No i co? No i zakupiłam La Rive In Woman! Spodobało mi się niesamowicie a stosunek jakości do ceny jest genialny. No i ten zapach podoba mi się w przeciwieństwie do Si Armaniego. Ale może działa tu podświadomość? Mi po prostu od początku Si nie wydawały się warte swej ceny. La Rive tak, choć przyznać muszę, bez oryginału nie byłoby i tych perfum. Ale co ja mogę poradzić na to, że tak mi się La Rive spodobały?
Projekcja i trwałość b. dobre!

1996 Inez & Vinoodh Byredo przez JA 02 2017-02-16

Dla mnie to bardzo zbliżony zapach do Patchouli Leaves Montale...

Zadig to imię bohatera oświeceniowej powiastki filozoficznej Woltera w której, według krytyków, przejawia się jego alter ego. W Postaci Zadiga miałoby się skrywać wyobrażenie Woltera o samym sobie. Zadiga charakteryzuje szlachetność, mądrość, racjonalne myślenie oraz skłonność do uwielbienia skrajnych przejawów czystości przekonań i postępowania.

Teraz dopiero rozumiem, skąd ta cierniowa aureola za
uskrzydloną postacią. To symbol cierpienia i niepowodzeń
jakich doświadcza Zadig w zetknięciu z niezrozumieniem,
fanatyzmem religijnym, głupotą i zazdrością świata. Cierpi w imię szlachetności i czystych intencji.

Taki też jest zapach. Jest tak nieprawdopodobnie czysty, że musi być zmyślony. Formalnie nie zalicza się do niszy, ale charakter ma zdecydowanie niszowy. Prawdopodobnie nie sprzedawał się dobrze. Był drogi i kompletnie oderwany od tego co w mainstreamowej ofercie było wtedy dostępne i popularne. Pewnego dnia pojawiła się wyprzedaż. Pomyślałam, że teraz albo nigdy. Mleczno migdałowy, przełamany cierpką nutą kwiatu afrykańskiej pomarańczy, podany w ciepłym tonkowym kubku. Dworska, oświeceniowa fantazja o sielance. Przyjemnie koi poczucie straty po Le Feu d'Issey. Niezwykły, ale jego niezwykłość da się racjonalnie wytłumaczyć. Patrząc na skład można faktycznie wyczuć każdy składnik z osobna i stwierdzić, że zapach nie jest dziełem paranormalnych sił nadprzyrodzonych, lecz efektem talentu i czystych intencji perfumiarza.

Safina Rasasi przez vovo 2017-02-16

Niestety to nie moja bajka... Wg. Mnie są bardzo chemiczne. Jest w nich coś co mnie drażni. Czuję je na sobie cały czas i nic się nie zmienia. Zapach mnie przytlacza i dusi. Flakon piekny gdyby nie ten nachalny czarny nadruk, ktory psuje całość. Bardzo nieudany zakup, ale cieszę się, że komuś się podobają. Polecam przetestować przed zakupem mimo niskiej ceny.

Noa Cacharel przez amanda 2017-02-16

Przypuszczam,że mam starszą wersję.W dawniejszych czasach kiedy nie interesowały mnie markowe perfumy,ba nie interesował mnie ten cały magiczny świat zapachów,sięgałam zazwyczaj po coś by po prostu ładnie pachnieć i tylko tyle..
Zazwyczaj były to dezodoranty i wody toaletowe kupowane w drogeriach i nie miałam pojęcia,że to są odpowiedniki markowych perfum.
Pamiętam,bardzo lubiłam dezodorant Moi czy coś w tym stylu,kremowa buteleczka i jak w późniejszym czasie zgłębiając już markowy świat perfum skojarzyłam,że to odpowiednik Noa Noa.
Deo było bardziej kwiatowe z ładnym białym piżmem dodającym mydlanej świeżości i czystości.

Wstęp jak dla mnie jest zniechęcający,bo nie jestem amatorką zielonych gorzkich nut a takie było przywitanie.
Spodziewałam się kremowej świeżości,która kojarzy się z małym białym lekkim pióreczkiem spadającym na mięciutki wyprany ręcznik.
Te Noa ma surowszy charakter serwując w szyprowym typie gorzkawo wytrawne nuty,które zostały ocieplone subtelnym kremowym pudrem na drzewnej bazie.
Więcej w niej dzikawej zieleni rosnącej w ostępach swoim niezakłóconym rytmem aniżeli łagodnego kremowo czystego porannego charakteru.
To drugi zapach,który wolę jednak po zmianie.
Nie oznacza,że mi się nie podoba,oczekiwałam czegoś innego.

Scent of a Dream Charlotte Tilbury przez skorzonera 2017-02-16

Jak na markę Charlotte Tilbury przystało, marketing dookoła tego zapachu jest niesamowity. Producent przekonuje nas, jaka to niezwykłość, luksus, powodzenie czy wręcz magia będą naszym udziałem, kiedy użyjemy tego zapachu - polecam poczytać na oficjalnej stronie, bardzo barwna lektura ;) Do perfum dorobiono taką wielowarstwową teorię, że trudno nie mieć wrażenia przerostu formy nad treścią. Zasadniczo niby jest to szypr, w którym pierwsze skrzypce grają cytrusy, natomiast bezpośrednio na skórze wybijają się "tajemnicze" cielesno-zwierzęce składniki. Perfumy na początku są "gęste" i ziemiste, ale z wyraźnie świeżą nutą, która utrzymuje się przez cały czas. Ta świeżość ma w sobie coś ze świdrującego zapachu czystego prania, nie brzmi to może nadzwyczajnie, ale to właśnie ten akcent chyba najbardziej mi się podoba. Kwiatów moim zdaniem prawie nie czuć, może z wyjątkiem tuberozy, która w moim odczuciu przybiera postać najprawdziwszego kiszonego ogórka.
Nieznaczny ukłon w stronę przeszłości czytelny w samym zapachu jak i formie flakonu doskonale pasuje do otoczki "starego Hollywood", w którą Charlotte Tilbury ubiera swoje kosmetyki.
Trwałość całkiem dobra, ale zdecydowanie pozostaje blisko skóry.

L de Lolita Lempicka Lolita Lempicka przez vovo 2017-02-16

Dlaczego je wycofali? są takie niesamowite, nieszablonowe. Nie potrafię odróżnić poszczególnych zapachowych nut, zapach jest zmienny i utrzymuje się cały dzień. Polecam raczej na wieczory i zimne pory. Ociepli kazda chwilę. W lecie może być zbyt intensywny, ale już pod wieczór można spokojnie zanurzyć się w ich mgielce

Kenzo Jungle L'Elephant Kenzo przez vovo 2017-02-16

Wchodzę w aromatyczną dżunglę pełną nadzwyczajnych aromatów

Baiser Vole Cartier przez Rosie 2017-02-16

Świeże lilie, świeżo ścięte lilie, wodniste. Na mnie pachnie stuprocentową lilią, taką surową i niesłodką. Skusiłam się na nie kiedy pewnego upalnego lipcowego wieczoru poczułam ten zapach na skórze mojej siostry. Na niej pachną królewsko, zapach jest słodki, lilia nie jest surowa, ale ciepła i ultrakobieca.

24 Platinum ScentStory przez Forest 2017-02-16

Jakąś mam słabość do serii 24, i zapachy, i flaszeczki mi się podobają. W chciejstwie swoim pragnę całej kolekcji.
Póki co niestety muszę się zadowolić Go Dark i Platinum.
Ten drugi to totalny uniseks, spokojnie widzę go na mężczyźnie mimo, że jest dosyć słodki i nie taki kadzidłowy jak Go Dark, jest w nim sporo waniliowej słodyczy, delikatnej, bardzo przyjemnej do tego czuję jakby odrobinę rumu i ginu (jałowiec). Jest maksymalnie suchy, mam wrażenie, że aż higroskopijny.
Utrzymuje się spokojnie 5-6, z czego 3-4 naprawdę intensywnie.
Projekcja na ok. 40cm
Opakowanie bardzo mi się podoba, konkretna, srebrna cegła bez udziwnień.

Nie powiedziałabym absolutnie,że to gorsza wersja Bloomning Bouquet,bo wcale tak nie jest.
Jak tamta jest subtelna,cytrusowa z delikatnym kwieciem,typowo wiosenno letnia,tak Absolutely z kolei wybitnie nadaje się na zimne pory roku.
Obie doskonale przeciwstawne sobie.
Chłód i ciepło,otulenie i rześkość.
W całej słodkości maliny i czarnej porzeczki,cierpkości granatu rodzi się..marchewkowa nuta,która ta z kolei przypomina mi zapachy LVEB.
A żeby było ciekawiej,dopiero wąchając Absolutely poczułam skojarzenie z LVEB uzmysłowiając sobie,że jest w LVEB coś marchewkowego a wcześniej o tym nie myślałam skupiając się na watach cukrowych i pralinkach.
Nuta marchewki znika z czasem pozostawiając tylko samą słodycz.

Absolutely to dobry wybór na zimną jesień i zimę,bo dobrze otuli słodyczą i ciepłem,jest syropowaty i bardzo apetyczny.
Jednak w mojej opini,jeśli ktoś już posiada LVEB,LVEB Legere,L'Absolue to spokojnie może sobie darować tego Miss Diora,bo nawiązuje on w charakterze do wyżej wspomnianych.
No,chyba,że dla kogoś liczą się zapachowe niuanse to inna sprawa.

Far Away Avon przez vovo 2017-02-16

Pamiętam go z czasów szkolnych. Orient orient orient. Ciepły, słoneczny, ale nie wiem czy na lato. Może okazać się za ciężki. Ale na wiosnę, jesien i zimę jak najbardziej. Polecam osobom lubiącym pudrowo kwiatowe zapachy. Mi kojarzy się z kobietą w pantofelkach w kwiecistej sukience z soczyście czerwoną szminką na ustach. W takim hiszpańskim stylu

Zapach bardzo uroczy.
Świeży i lekki z musującymi jak bąbelki w szampanie cytrusami,które wibrują na tle zieleni z piwonią.
Tak,właśnie idealny na pierwszy prawdziwie wiosenny spacer w zwiewnej sukience w pastelowych kolorach.
Tego typu zapachy ogona nie pozostawiają.
One mają być świeże jak soczysta zieleń w maju i trzymać się długości ramion.
Zresztą nie wyobrażam sobie abym ciągnęła za sobą cytrusowy dywan,który pewnie w niedługim czasie skwasił by się na skórze.
Bo akurat cytrusy są na pierwszym planie.
Utrzymany w umiarkowanej projekcji i powściągliwej aplikacji pozostawia cały urok świeżości i subtelności,który został mu nadany.

L’Eau de Toilette Carven przez Rozan 2017-02-16

Carven L'eau de Toilette to piękne, rześkie kwiaty. Łączą w sobie elegancję i beztroskę. Chłód i promienie słońca. Utrzymują się kilka godzin przy delikatnej, acz nie gasnącej projekcji. Na wiosnę i lato, do pracy i większe wyjścia też.

W tych perfumach można się pogubić. Znam tą kompozycję tylko z 2007 a niestety: Cuir de Russie Eau de Parfum z 2016 czy Cuir de Russie z 1924 już nie. Zatem nie porównam. Na stronie internetowej Chanel jest tylko zapach Les Exclusifs de Chanel Cuir de Russie Eau de Parfum.
Wodę perfumowaną jak i wodę toaletową miałam kilka razy (próbki). Obecnie nie mogę znaleźć wody perfumowanej więc kupuję toaletową. Oba warianty pachną tak samo, jeśli chodzi o nuty zapachowe. Woda perfumowana, pachnie na ciele około 8h a ich projekcja przez godzinę jest duża później kolejna godzina na długość ramion a reszta bliska ciału. Z kolei EDT tylko przez godzinę pachnie intensywnie a później projekcja jest bliska skórze. A zapach utrzymuje się około 4h
Co się tyczy kompozycji zapachowej to od początku czuć skórę, taką bardzo grubą, szorstką w odbiorze jakby gorzka, kwaśna. Ów zapach gorzkości, ostrości zawdzięcza też bardzo wyrazistym aldehydom. Na początku zdecydowanie czuć mocną skórę, szypr, które to zostały otulone tytoniem. Jednakże w tle występuje też brzoza, która delikatnie przemyca zapachowi słodycz, nawiązuje do żywic. Gdy perfumy te się rozwiną, zapach intensywnej, szorstkiej skóry zostaje złagodzony bardzo lekkim, trochę słodkim jaśminem, ylang-ylang. Jednakże tajemniczości zapachowi dodają nuty zwierzęce, które niewątpliwie tam istnieją.
Z kolei gdy perfumy te w pełni się rozwiną i złagodnieją, stają się delikatne pudrowe, lekko świeże dzięki bergamotce, mandarynce. Z kolei słodyczy lecz takiej delikatnej nadaje mu róża, ylang-ylang. Całość ta została mocno skropiona piżmem, które tu zdecydowanie dominuje. Aczkolwiek gdzieniegdzie wciąż można wyczuć nuty skórzane, tytoń jak i słodkie orientalne przyprawy, może ambra i wciąż brzozę. Zdecydowanie zapach godny polecenia ale wolę EDP. Perfumy te są uniwersalne, nadaję się nawet na lato.
Perfumy te to zdecydowanie Unisex, dla mężczyzn także będą idealne.

Guerlain Homme Guerlain przez perfumeholic88 2017-02-16

Eksplozja świeżości. Zielonej, świeżej i soczystej za sprawą nie do konca dojrzałych limetek z bergamotkami, które absolutnie nie zioną chemią ani nie pachną ´´łazienkowo´´. Dołącza do nich chrupka wetiwera z listkiem mięty i oto cała kompozycja. Żadnych nut alkoholowych tu nie wyczuwam, ani rumu ani nic co by mi przypominało mojito. Guerlain Homme to dośc prosty i przede wszystkim bardzo bezpieczny zapach, który z powodzeniem możemy założyć do biura jak i na randkę jeśli nie tolerujemy mocnych, słodkich woni tak obecnie popularnych. Niby nie ma w nim żadnych ochów i achów, nie jest niezapomniany, ale nosi się go dobrze. Niestety tylko przez 30minut, bo tyle jest wyczuwalny i to blisko skóry. to źle, bardzo źle. Niemniej same pachnidło jak najbardziej polecam fanom świeżych, rześkich cytrusiaków.

Fantasy The Naughty Remix Britney Spears przez patishoon 2017-02-16

dla mnie jest to ostrzejsza wersja The Nice Remix. moim zdaniem niewiele je różni, Nice Remix jest po prostu łagodniejszy.

Extraordinary Avon przez Sylwia74 2017-02-16

Jeden z najpiękniejszych zapachów Avonu, a myślę o takich avonowskich perełkach jak Casbah, Soie Rouge, Rare Gold i właśnie Extraordinary. Płakać mi się chce, że zostały już wycofane i są praktycznie nie do zdobycia. Rare Gold jeszcze jest ale w tandetnym flakonie i są to już tylko popłuczyny po tamtym cudownym zapachu. Myślę, że firma lata świetności w produkcji perfum ma już niestety za sobą. To w latach 90-tych powstały te nieodżałowane perełki. Casbah, Soie Rouge czy właśnie Extraordinary to stara szkoła perfumiarska. Piękne perfumy w pięknych flakonach. Obecnie flakony są brzydkie a zapachy słabe i tandetne. Wracając do Extraordinary, właśnie udało mi się kupić używany flakonik. Ceny na allegro za nowy flakonik (jeśli już się trafi) są prawie porównywalne z Dior czy Chanel. Masakra! Gdybym dobrze pomyślała kilkanaście lat temu i zrobiła zapasy dobrze bym na tym wyszła :) Wczoraj spryskując nadgarstki przypomniały mi się stare dobre czasy. Zapach jest dokładnie taki jak w roku kiedy się pojawił. Pamiętam, że kupiłam go od razu jak pojawił się w sprzedaży. Już wtedy był inny i wyróżniał się na tle pozostałych avonowskich zapachów. Teraz to już unikat. Cudowna orchidea w połączeniu z czekoladą, paczulą, wanilią i imbirem tworzą niezwykle ciekawą kompozycję. Na próżno szukać takiej w owych czasach. Zapach jest słodko-ostry, ciepły i aromatyczny. Luksusowy i piękny! Flakon bardzo mi się podoba, wzorowany chyba na Faubourg Hermesa. Extraordionary to bardzo kobiece perfumy, niesamowicie trwałe. Odtąd swój flakonik będę traktować jak najcenniejszy skarb.

Must de Cartier Gold Cartier przez Sylwia74 2017-02-16

Na początku zaznaczę, że zainteresowałam się zapachem ze względu na flakon, który jest klasyczny a zarazem bardzo elegancki. Wyglądem przypomina zapalniczkę. A zapach.....marzenie! Kobiecy, wyrafinowany i bardzo elegancki. Otwarcie jest soczyście zielone, wyczuwam jaśmin ale taki świeży jakby niedojrzały, (nie tak upojny jak w Alienie) delikatnie dosłodzony wanilią. Zapach wytrawny ale z dodatkiem słodyczy. Must Gold są cudownie ciepłe i świetliste. To eleganckie perfumy do małej czarnej albo białej koszuli, jeansów i klasycznych szpilek. Francuski sznyt jak i kobiecość w pełnym wydaniu. Koniecznie muszę mieć flakon!

Rose 31 Le Labo przez Tsukichan 2017-02-16

W przypadku wielu zapachów Le Labo jest tak, że tytułowa nuta nie gra tak naprawde pierwszych skrzypiec. Tu jest poniekąd podobnie- Rose 31 zaczyna się jako symfonia ku czci wetiwerii. Róża niejako ją podpiera, jednocześnie pozostając bardzo widoczną.
Dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych różanych zapachów 'z pazurem'. Jest dobrze przyprawiona, ostra, drapieżna, a dzięki wetiwerii nabiera niemal cytrusowego wydźwięku.
Całość okraszona jest szlachetnymi drewnami i kremowym piżmem. Uwielbiam ten zapach, wśród całej linii obok Lys i The Noir to mój ulubiony i jeden z najlepiej skomponowanych.
Świetna jak to u Le Labo trwałość i projekcja.

Jest to najlepszy zapach z kolekcji Miss Dior. Przypomina mi trochę Si Armaniego,ale jest o wiele lepszy ma tą głębię wibruje i zmienia sie na skórze...
Pachnie tak luksusowo. Kojarzy mi się z zapachem Sephory, Douglasa, Debenhamsa czy innej perfumerii. To tak jakby miks wszystkich tych najlepszych zapachów, niesamowicie hipnotyzujący. Moja koleżanka stwierdziła,ze pachnie jak "powiem młodości'.

Stash SJP Sarah Jessica Parker przez cumartesi 2017-02-15

Dostalam dzisiaj probke wraz z katalogiem drogerii. Otworzylam beznamietnie, spodziewajac sie owocowego slodziaka po takim nazwisku. To co dostalam, tak mnie zaskoczylo, ze dlugo trzymalam nos na buteleczce, probujac rozpoznac nuty. Zdecydowanie pierwsze co sie rzuca w nos to zapach szalwii - chyba po raz pierwszy spotkalam sie z szalwia w perfumach - nie przypuszczalam, ze nadaje perfumom tyle ziolowego wdzieku. Potem wdziera sie drewno, lacznie z cedrem, Perfumy powoli ewoluuja z dewnianych w balsamiczne, ciut slodsze, prawdopodobnie za sprawa grejfruta i wetywerii - razem z pieprzem sprawiaja, ze zapach nabiera lekkiego tytoniowego akordu. Koncowa nuta bardzo mi sie kojarzy z zapachem gumy do zucia, takiej z papierka, jeszcze wciaz w srebrnym opakowaniu.
Niesamowite perfumy. Nie spodziewalam sie takich po celebrytce i nie wiem czy sie nie pokusze o pelna wersje.

Darcy Parfums de Marly przez Margreet 2017-02-15

To niesamowite jak perfumy pachnące tak podobnie jak Coco mille są tak mało zauważalne. Jeśli ktoś kocha cm ale chce pachnieć nieco slodziej i bardziej oryginalnie, polecam. Te perfumy przypominają mi wiele innych zapachów, choćby Elixir Yves Rocher. Oczywiście jest różnica między tymi wszystkimi zapachami ale jednak, będąc obiektywnym ten zapach jest poprostu niedoceniony.

Lady Million Paco Rabanne przez amanda 2017-02-15

Lady Million nie jest ani ciepła ani otulająca.
No bo jak plastik może otulić a chemiczne nuty dodać ciepła i miękkości?
Koncepcja zła nie była,połączyć białe kwiaty ze słodyczą maliny,lekko drapiącym miodem,jednak gdzieś nastąpił zgrzyt.
To coś w rodzaju sztucznych owoców położonych na paterze,które zdobią stół,jednak cóż z tego,gdy ich nie można pokosztować.
Tak samo z Lady Million słodka,próbująca być uwodzicielska kusząca,jednak zza plastikowej bariery nigdy jej się to nie uda.
Flakon,jego kształt i to złoto dopełnia sięgania bram tandety.
Miało być glamour a wyszło bazarkowo.
Nic na to nie poradzę,że to wszystko kojarzy mi się z laską stawiającą na swój jaskrawy kiczowaty wizerunek.
Kuse kiecki ,ostry makijaż, głośny śmiech , "orginały" z bazarku to jej znak rozpoznawczy.

Baiser Vole Cartier przez Milenia 2017-02-15

Pośród wielu właśnie ten wybrałam do ślubu.Odbył się w lipcu i właśnie letni czas tylko podkreślił piękno tego zapachu.Pomimo skromnej ilości składowej jest to woń niezwykle szykowna,szlachetna,bogata.Jednocześnie w późniejszym etapie czuć jakby chłodny satynowy dotyk zieleni, pochodzącej z łodyg lilii.Zanurzone były w lodowatej wodzie w kryształowym wazonie.Początkowa nuta pyłku z kielicha kwiatu daje wrażenie upojnego przepychu, właściwego dla białych kwiatów.Przy zanurzeniu nosa w nadgarstek czuć to tak realistycznie,że niemal ujrzeć można rozpylone jego cząsteczki.Baiser Vole był moją słodką tajemnicą i zapachowym sprzymierzeńcem w tym najpiękniejszym dniu.W kościele podkreślił dostojnośc i religijny wydźwięk zdarzenia,podczas wesela uwodził w słodki,niewinny sposób.Zdecydowanie polecam na wyjątkowe okazje a także dla własnej przyjemności.Parametry trwałości zagadkowe jak sam zapach,gdyż niespodziewanie zapach potrafi się ukazać,wtedy gdy już nim zapomnimy,dość trwały jednak.Oczywiście zakupię drugie szkiełko tych perfum.

Arabian Nights Jacques Bogart przez pachniewitch 2017-02-15

Jak to mozliwe ze nie ma recenzji?

Otorz ...nabylam przypadkiem w TK max w "szale zakupow" a godzine przed zamknieciem sklepu ( w UK) Cena jak za darmo..:)
W owm szale..nie zauwazylam, ze to meskie perfumy..
Gdy zanioslam do domu, przechwycil je mezczyzna, ktory nie jest perfumoholikiem...
Zamruczal widzac bogaty , zloto czarny flakon...a gdy powachal to cudo...uznal , ze sa jego..

Obledny zapach, orient pelna geba, bez cywilizowanych ugrzecznien..

Upojny, goracy , kardamonowo - pomaranczowo-pizmowo -paczulowy..
Tylez samo zielony co przyprawowy...
Czy efekt robi zawarta w skladze "kora drzewa pomaranczowego"?
Nie wiem, ale ..........to naprawde wypasiony , piekny zapach..
Na meskiej skorze nabiera glebi..oraz "iskrzy" , bucha niczym ogien z paszczy smoka..:)
To lep na pszczolki..
Lepiej nie kupujcie go swoim chlopom...to niebezpieczne ..:)))

Cheap & Chic Moschino przez Malwina 2017-02-15

Zwykły niezwyklak. Wygodny i komplementowany zapach. Pasują na każdą okazję, do wszystkich ubrań, na każdą porę roku. W otwarciu, faktycznie mają w sobie coś kosmetycznego, ale dla mnie to pachnie nie jak mydełko, tylko jak dezodoranty Extase. Są trochę jak nastolatka w sukience w kwiaty, która ubiera elegancki płaszcz mamy, aby dodać sobie powagi. Zaskakujące połączenie. Niby zwykłą kwiatowo-owocową mieszankę owinięto w ciepły irysowo-piżmowo-tonkowy płaszczyk i już jest szykownie. Przypominają mi Hugo Boss Woman. Podobnie jak one, pełne są radosnej energii, ale w Cheap & Chic jest jeszcze fajne tonkowe ciepełko. Wydaje mi się, że pasują na nie zawsze określone początki jesieni. Kupowałam je zwykle w tym okresie, kiedy po letnich świeżakach zaczynałam tęsknić za czymś cieplejszym, ale nie ciężkim, doroślejszym ale nie dojrzałym.

Chanel No 5 Eau de Parfum Chanel przez agno 2017-02-15

Z Legendą przyszło mi się zmierzyć już w wersji porefolmulacyjnej. Po naczytaniu się i wysłuchaniu tak wielu negatywnych komentarzy, sięgając po flaszkę miałam wrażenie, że staję twarzą w twarz z potworem. Nigdy w życiu! Otwarcie owszem, dość ostre i aldehydowe, ale ja lubię, kiedy zapach robi wejście smoka - skupia na sobie uwagę, wyostrza zmysły i przygotowuje nas na dalsze wrażenia. Zaraz potem pozostajemy w całkiem statecznych drzewno-kwiatowych oparach... i w tym miejscu mam problem z nazwaniem tego, co stanowi o powyższym klimacie. Nie znam nic co mogło by ten miks opisać, dla mnie Piątka pachnie po prostu...Piątką. Perfumami. Niewymuszoną elegancja. Luksusem.
Absolutnie nie zgadzam się, że jest to zapach dla nobliwych pań. Do trzydziestki jest mi jeszcze daleko, a czuję się w nich dobrze, pełna życia i kobieca przez wielkie "ka".
Dla mnie jest to zapach odnajdujący się o każdej porze dnia i nocy oraz okoliczności - sprawdzony towarzysz momentów, w których będę miała ochotę z nim spędzić. Ubranie (czy tam jego brak) podobnie nie ogranicza mi przyjemności z użytkowania.
Dobrze nam razem, otoczeniu z nami także. Nie wiem, kto bardziej się z tego cieszy :)

A odnośnie trwałości i mocy rażenia - również są owiane legendami. Jest przyzwoicie, ale bez ekstrawagancji.

Gucci by Gucci Eau de Parfum Gucci przez Rosie 2017-02-15

Gucci by Gucci są słodkie, ale nie jest to słodycz tandetna ani ulepkowata. Są eleganckie, wybornie paczulowe. Nie tworzą ogona, raczej bliskoskórne. Trwałość jest słaba, ale tej kompozycji zapachowej można to zupełnie wybaczyć. Absolutny majstersztyk, szkoda, że zastąpiony przez niezbyt ciekawe Premiere.

Niestety ten zapach mnie rozczarował.
Czuć niewiele. Kwiatki lekkie. Nie zaskakuje. Pachnie jak tanie lekkie perfumy innych firm. Nie powiem jakich bo nie chcę kogoś urazić. Nie jest wart kilkuset złotych absolutnie

Niestety bez polotu. Ładne ale nijakie. Kwiatowych lepszych zapachów jest dużo... Trussardi my name, versace versace, idylle edt, kenzo flower czy chocby kilka ck i hugo boss white oraz lacoste femme.
Jadore jest piekny nie wiem po co wypuscili taki zapach majac tyle pieknych w swojej kolekcji. Czuc ze sa duuuzo słabsze. :(

Baiser Vole Cartier przez china_doll 2017-02-15

Lilia! Piękna naturalna, biała lilia, na początku można nawet wyczuć jej pyłek.
Oprócz lilii Baiser Vole pachnie dla mnie latem: ogrodem w ciepłe popołudnie, słońcem i ciepłem. W tle czuć delikatnie zieloną trawę.
Lilia od Cartiera w moim przypadku nie budzi na szczęście żadnych pogrzebowych, czy cmentarnych skojarzeń, jak na przykład Ange Ou Demon. Jest radosna, dająca uczucie świeżości i czystości. Zapach jest odrobinę puszysty, kremowy i znakomicie się w nim czuję.
Świetna propozycja na nadchodzący ciepły sezon.
Na uwagę zasługuje także fantastyczna trwałość i nie najgorsza projekcja. Flakonik śliczny.
Czyżby szykował się kolejny flakon? :-)

Diamonds and Rubies Elizabeth Taylor przez Aleksxs 2017-02-15

Diamonds and Rubies miałam wieki temu ale niedawno odświeżyłam sobie pamięć małą próbką. Zdecydowanie perfumy te są eleganckie i ciepłe. Na samym początku czuć intensywną różę, brzoskwinie, która zostały otulone intensywnymi przyprawami i delikatniejszymi migdałami. Gdy perfumy te się trochę rozwiną, zapach się zmienia, czuć różne kwiaty. Z pewnością jest tam heliotrop, bowiem jest mocno wyczuwalny, dodatkowo czuć lilie i bez. Z kolei z kwiatami współgrają delikatnie: drzewo sandałowe, wanilia, ylang-ylang i benzoes. Z kolei gdy perfumy te w pełni się rozwiną, zdecydowanie nuty kwiatowe przemijają a bardziej wyczuwalne stają się: drzewo sandałowe, ylang-ylang, benzoes i mocno wyczuwalne, szczególnie w końcowej fazie piżmo. Zdecydowanie perfumy intensywne, ciepłe, różane. kwiatowo-drzewno-korzenne a pod koniec pudrowe. Zapach na mnie utrzymuje się około 7-8h a ich projekcja początkowa jest duża. Po tak 2h bliska ciału. Diamonds and Rubies trudno było mi opisać, dla mnie jest to skomplikowany w odbiorze zapach. Warto go poznać

Fiore del Dragone Tesori d`Oriente przez matka1973 2017-02-15

Co Wy znowu z tą chemią...To miękki, puszysty , migdałowy obłoczek, pudrowy i kremowy, przez tą pudrowość przebija się dość mocno wanilia i jaśmin oraz owoce, które wnoszą do zapachu odrobinę świeżości. Całość jest jak miękki rozgrzewający sweterek.
Opakowanie jak w większości Tesori lekkie, poręczne i przede wszystkim bezpieczne, a to, że się wgniecie, łojezusie, wolę wgniecione niż potłuczone.
Trwałość podobnie jak Byzantium świetna, co nie jest charakterystyczne dla każdego zapachu Tesori.
Kolejne perfumy tej firmy, które bardzo lubię, cenię i polecam, mimo, że z niskiej półki:)
Zawsze bawi mnie ta niska półka :), na której można znaleźć przecież czasem tak ciekawe zapachy.

1 Million Paco Rabanne przez malwusia 2017-02-15

To jest śmieszne, aby oceniać perfumy przez pryzmat opakowania i marketingowego sukcesu.

Owszem, sama nie zakupię żadnego zapachu w kiczowatej butelce, która będzie raziła moje oczy, ale to nie znaczy, że będę go rugać i obrzydzać innym, bo w recenzjach liczy się ZAWARTOŚĆ flaszki.
A ta moim zdaniem jest co najmniej dobra.
Zapach jest rozgrzewający, nie przesłodzony (nie znoszę męskich słodkich perfum, zwłaszcza z wanilią), uwodzicielski, raczej wieczorowy i imprezowy niż biurowy.
Ma świetne parametry i jest dość uniwersalny.

Że tak wielu go nosi, to źle? To wyrzućcie z szafy jeansy i conversy, a z garażu mercedesy, bo to takie modne/popularne/ostentacyjne przecież.

Zresztą ja wcale nie wyczuwam często tej sztabki gdzieś na ulicy czy w komunikacji. Niestety zwykle to opary alkoholu, papierosów i brudu.

Velvet Hour Kate Moss przez KasiaS 2017-02-15

Piszę trochę z pamięci, ale Velvet Hour utkwił mi w niej jako taki "Durbano dla bardzo ubogich". Jest to dość nietypowa wariacja na temat perfum kadzidlanych, jak gdyby pomyślana dla szerokiej publiczności i przez to mocno rozwodniona, pozbawiona "kopa" i utopiona w morzu frezji. Zdecydowanie jest to dla mnie bardziej kwiatowy zapach niż przyprawowy czy orientalny. Nie ma tu kopcących kadzideł i osmalonych żywic, nic nie wykręca nosa, mamy wielki bukiet frezji obsypany pieprzem i bardzo dużą garścią gałki muszkatołowej, położony obok paczulowego kadzidła. Paczula jest tu dziwna, niby jest, ale jakoś ciężko ją wyłapać. Ale jest na pewno, to zapach z rodziny paczulaków.
Efekt jest właściwie lekko herbaciany, coś mi się tu kojarzy z filiżanką Earl Greya albo herbatą z cytryną. Zapach raczej świeży i subtelnie ostry, niespecjalnie pasuje mi kategoria "drzewno-kwiatowo-piżmowy", jest dużo bardziej w stylu Midnight Poison niż piżmaków w rodzaju Narciso Rodrigueza.
Z czasem wysładza się i robi całkiem ciepły, ambrowo-sandałowy.
Mimo, że nie do końca jest to największy na świecie urywacz odwłoka, jego jakość i parametry są wręcz avonowskie, to i tak bardzo go lubię, jest charakterystyczny, ma ujmującą nutę wiodącą, która zdobyła moje serce i należy do zapachów, za które cenię sobie Kate wśród celebrytów. Przynajmniej uniknęła wydeptanych do wy...miotu ścieżek (słodko, seksi, różowo, klubowo). Całkiem fajny zapach na codzień, szkoda, że nie do dostania, bo za grube dolary to go jednak nie kupię.

White Musk The Body Shop przez SylviaInVogue 2017-02-15

Zapach z pazurem, ale całkiem przyjemny. Otwarcie to mocno alkoholowa nuta, kreda oraz silna dawka aldehydów. Zaraz potem wszystko to szybko zmienia się w przyjemną i bezpretensjonalną woń czystości. Mamy białe kwiaty, jest chropowaty zapach mchu, jest róża ale także i nasza gwiazda wieczoru, czyli piżmo. Jest świeżo, mydełkowo i bardzo retro.

Bardzo nie lubię zapachów paczulowych, z zawartością mchu czy aldehydów, wydają się bardzo retro i bardzo nieprzystępne. Ten jednak o dziwno jest bardzo wdzięczny, noszalny (nawet przez dwudziestolatki) no i oczywiście ma także „to coś”. Moje zimowe testy White Musk przeszedł nadzwyczaj pomyślnie. Zastanawiam się jednak, co by było, gdybym wypróbowała go latem. Myślę, że mógłby wiele stracić w moich oczach (a raczej nosie).

W swoich zbiorach mam mgiełkę zapachową, trwałość to dwie godziny, więc jest całkiem nieźle. Projekcja bardzo blisko skórna, ale tak jak mówię – to tylko mgiełka. Będę go używać sporadycznie, chyba jedynie zimą i jesienią. Jest idealny po kąpieli, by spotęgować efekt świeżości. "Ciężkiej" świeżości, trzeba dodać.

Vintage Muse Kate Moss przez KasiaS 2017-02-15

Dodam trzecią recenzję, co jest skandaliczne, ale czuję się w obowiązku, po tym co pisałam wcześniej. To jest taki zapach, że absolutnie nie zastanawiajcie się, czy przyadkiem nie jest zepsuty, czy coś z nim jest nie tak. Z nim coś jest NIE TAK z założenia. Ja akurat wyczułam w nim coś, co mi się spodobało, dodatkowo moja skóra go bardzo zmienia na plus, ale nie chciałabym, żeby moje dwie pozytywne i BARDZO subiektywne recenzje wprowadziły kogoś w błąd. Ten zapach jest dziwny, brzydki, rekordowo mało noszalny. Do tego żadne z niego arcydzieło. Jest wycofany, więc pewnie będą sobie za niego krzyczeć więcej kaski, źle bym się czuła jako matka duchowa nietrafionego zakupu w ciemno ;)
Na pewno nie spodziewajcie się owocowego słodziaka, w skrócie to kwaśny, porzeczkowy, brudny piżmowiec z nutą staruszkowego szarego mydła. Dla zwolenników dziwacznych wrażeń. Ja lubię perfumowych freaków, stąd moja sympatia.
Choć na koniec muszę przekornie dodać, że wolę po stokroć tę porzeczkowość niż tę z Enchanted Forest, który ja raczej nazwałabym "Zaczarowaną Kuwetą" :) Vintage też budzi pewne skojarzenia z nietrzymaniem moczu, ale nie aż tak mocne.

1 Million Paco Rabanne przez Jacek Mroz 2017-02-15

W śladowych ilościach bardzo przyjemne, uwodzidzielskie perfumy. Otwarcie syntetyczne. Słodkie nuty solidnie przełamane przyprawami. W moim otoczeniu mało popularne. Używał kiedyś mój kolega dla swojej dziewczyny, jak Grucha różowy sweterek z gruszką. Z ust dziewczyny usłyszałem kiedyś, że to są najpiękniejsze perfumy jakie wąchała. Melona jeszcze nie używam, ale doceniam. Zakończę cytatem z filmu Chłopaki nie płaczą. Grucha : ”A historii tego swetra i tak byś nie zrozumiał” .


Projekcja i trwałość rewelacja. Flakon kiczowaty, albo jajcarski. Sam nie wiem.

Amber Elixir Oriflame przez Forest 2017-02-15

Dotałam próbkę i po powąchaniu z korka po prostu aż się rozpłynęłam. Stwierdziłam, że na test globalny muszę być w odpowiednim nastroju.
Bo zapach wydał mi się tak przytulny i sensualny, ciepły i ambrowy, że chciałam go w pełni docenić.
Dziś nadszedł ten dzień, byłam przekonana, że flaszka wyląduje u mnie, miałam się w sumie tylko upewnić.
I tak strasznie mi przykro, bo tak jak zapach z koreczka jest cudny, dokładnie taki w którym chciałabym się rozpłynąć tak na mnie to dokładnie cytrusy (cytryny, limonki) domowo kandyzowane razem ze skórką, lekko goryczkowe. Ciepła na mnie nie ma ni grama tylko cukier w zębach chrzęści. Jaki ten zapach na mojej skórze jest tani, świdrujący i cukrowy. Gdzie ta piękna ambra, gdzie migdały - oszukano mnie.
Taki typowo katalogowy. I cały czas próbuję się sama przekonać, że to nie moja wina.
Do tego utrzymuje się krótko, mimo, że jest bardzo esencjonalny to po 5h nie ma praktycznie na mnie śladu, pozostaje już tylko cień heliotropu i piżma
I kolor samej wody jest piękny i sama linia butelki.
Mam nadzieję, że nikt więcej z nim takich przygód jak ja nie miał, bo widzę, że ma naprawdę świetne recenzje w co wierzę, u mnie to jednak totalna klapa.

Mirabile V Canto przez perfumeholic88 2017-02-15

Opakowanie i flakonik to elegancja sama w sobie. Nuty bardzo zachęcające, bo przecież ja uwielbiam wanilię! No tak, ale nie w dawce atomowej. Wanilii jest tu zdecydowanie za dużo i wcale nie jest puchato bydyniowa tylko wkurzająca i nachalna. Taki efekt można uzyskać dodając do ciasta zbyt dużą ilośc cukru waniliowego i aromatu na raz, a do tego jeszcze waniliowe ciasteczka jako element dekoracji. Gdzie tu umiar? Na początku rzeczywiście wita nas słód zmieszany z rumem i to takiej dobrej jakości, ale wszystko co dobre szybko się kończy,a w tym wypadku zdecydowanie za szybko, bowiem ta Domina Wanilia wkracza na scenę i nie chce odpuścić. Dusi, przygniata i jeszcze ma z tego uciechę. Mirabilo jest ´´przewaniliowany´´! Nie mam skojarzeń z żadnym deserem, a ze świeczkami zapachowymi o zapachu właśnie wanilii. Miałam takie i pachniały kropka w kropkę tak samo, a tego nie mogę zaakceptować. Strasznie jednostajna kompozycja opierająca się w zasadzie tylko na wanilii. Jeśli komuś to pasuje to proszę bardzo, ja dziękuję nie dam się tej wanilii stłamsić.

Boss Bottled Night Hugo Boss przez ganczar666 2017-02-15

Jakość składników to czysta chemia,jedyną naturalną rzeczą jest tekturowe pudełko. Jakby stał w Bier...once za 20 zł to nikt by nie kupił gdyby nie Logo firmy Boss. Czuć fiołki,jednak jak dla mnie całość tworzy mydlany akord,podobny do Prądy i Dolce&Gabanna Intenso. Zaciekawiła mnie nazwa "Night",mają rację, warto używać w nocy,przynajmniej nikt Nas nie rozpozna, po co robić sobie wrogów. Kolejnym żartem są nuty drzewne,a raczej ich brak.No chyba, że chodzi o papier z którego zrobione jest pudełko. Ech,trudno,może chociaż w lecie odstraszy komary,bo więcej pomysłów nie mam.

Tuscany Per Uomo Aramis przez don Pedro 2017-02-15

To dojrzały, męski zapach z południowym akcentem. Przyjemnie cierpki, półwytrawny, z kroplą lawendowej słodyczy. Odwołanie do Toskanii jest jak najbardziej uzasadnione, bo czuć w nim zioła typowe dla tego regionu, wystawione na palące promienie słoneczne i będący z nimi w symbiozie orzeźwiający sok cytrusowy, bardzo świeży i smaczny. Spotkałem się z opiniami, że jest w tym aromacie zamknięty zapach kopru z anyżową nutą, choć ja nie napotkałem podobnego brzmienia.
W sumie sporo składników, ale doskonale zintegrowanych. Myślę, że dla tego właśnie trudno jest wyróżnić jakiś motyw przewodni tej kompozycji. Doszukałem się za to dość ciekawego zwrotu akcji, kiedy aromat pokazuje bardzo suchą bazę i cierpkość z otwarcia przechodzi w ziemistość z charakterystycznym brzmieniem miękko wyprawionej skóry, paczuli i mchu.
Bardzo przyjemnie było mieć ten zapach na sobie w chłodniejsze dni, mimo dość przeciętnej trwałości i umiarkowanej projekcji w kierunku do łagodnej.

Aoud Leather Montale przez Anjin 2017-02-15

Otwarcie jest skórzano-ostro-lekko chemiczne, jasne i dominujące i wtedy skóra jest najbardziej wyczuwalna. Z biegiem czasu zapach zaczyna się wysładzać, nie tracąc swojej mocy - wtedy dowąchać się można też nut ciepłych-korzennych. Proszę nie ulegać sugestii, że skóra będzie cały czas bardzo dominująca, zapach z czasem łagodnieje pachnąc jak słodkie pierniczki zaledwie leżące koło skóry. Po zastosowanych 2 strzałach projekcja bardzo dobra przez 8 godzin, trwałość kilkunastogodzinna (miałem wypust produkcyjny z końcówki 2016 r).
Dopisuję jeszcze info odnośnie trwałości - od aplikacji mija 30 godzin, pół psika trafiło na czapkę i zapach jest nadal znacznie wyczuwalny.

Good Girl Carolina Herrera przez marta1990 2017-02-15

Wczoraj mój mąż z okazji walentynek zabrał mnie tam gdzie lubię być zabierana najbardziej - do perfumerii ;-)

oczywiście już w drzwiach witały nas panie ze szpilkami w dłoniach, zachęcały do testów i opowiadały, że w tym zapachu to nawet tonka jest... nie byłam szpilką zainteresowana, podziękowałam za "rzetelną" wiedzę na temat Good Girl i udałam się w stronę "staroci", które bardziej mnie interesowały.

zakupy zrobiłam pokaźne, toteż pani przy kasie postanowiła obdarować mnie próbkami w ilości całkiem sporej, oczywiście 3 z tych próbek to jakżeby inaczej - good girl.

wróciłam więc do domu, wieczorem po kąpieli wpadłam na pomysł by się z tą dobrą dziewczyną zapoznać w zaciszu domowego ogniska. Mąż z winem walczy w kuchni, w kominku tli się ogień, w tle moja ulubiona wyciszająca muzyka - to musiała być idealna chwila na testowanko.
Prysnęłam dwa razy, czekam. No właśnie, czekam... czekam.. myślę sobie coś nie tak. Szukam po nadgarstku zapachu i odnajduję. Niestety szukać go muszę cały czas. Nie zniechęcam się - pryskam jeszcze dwa razy. Po 10 minutach sytuacja powtarza się. Minęło około 30 minut i na mojej skórze good girl układa się w sposób w którym wyczuwam jedynie jaśmin i to ten, którego nie lubię bo z efektem kwaskowatości. Nie czuję kawy, nie czuję tonki, migdałów też nie ma. Jest tylko jaśmin. Kwaśny jaśmin. Perfumy te sa w moim przypadku tak bliskoskórne, że sama czasem je podczas tych testów gubiłam na skórze, o najmniejszym ogonie mogę zapomnieć. Dla pewności od rana powtarzam ten test i efekt jest identyczny.
Co do samego zapachu - spodziewałam się, że jest w nim jakieś wow, że nie bez powodu tak o nim głośno. Dla mnie to tylko marketing i widocznie olbrzymie kwoty zainwestowane w promocję. herrera zapewne chciała zrobić w końcu zapach, który byłby takim hitem jak kiedyś 212. Good girl za 5 lat pewnie nikt nie będzie pamiętał.
Jestem w stanie zrozumieć, że się podoba, ale ja się do tej listy zachwyconych nie dopiszę i tego flakonu na pewno nie kupię. Całe szczęście w sumie bo już się bałam, że jak mi się spodoba to będę musiała mieć taki kiczowaty bucik w kolekcji.

Salvatore Ferragamo pour Homme Salvatore Ferragamo przez Pinball Wizard 2017-02-15

Salvatore Ferragamo pour Homme to świeży, słoneczny zapach.
W stylistyce podobny do recenzowanego niedawno Salvador Dali Agua Verde. Chodzi mi o skojarzenie dwóch charakterystycznych nut – grejpfruta i figi. Tutaj ten akord jest bardziej wytrawny, gorzki i cierpki, wręcz soczyście „świdrujący” w nosie po otwarciu.
Wyraźna dominacja liścia figowego trwa zadziwiająco długo i zamiast z czasem łagodnieć, na przekór logice staje się jeszcze bardziej intensywna. Sądzę, że przeciwwagą mógł być dlań duet wetywerii z cedrem, ale w mojej opinii pełni raczej rolę „wzmacniacza”, a może i taki był zamiar (s)twórcy tych perfum? Wyczuwam jeszcze kardamon, który lekko schładza całość i nie pozwala skręcać w bardziej cieplejsze rejestry, ale nie ma w tym żadnej wilgotnej wzmianki.
A cóż takiego okrywa ów listek figowy na drugim planie? Kwiatowy festiwal, ale nie mam pojęcia z czyim udziałem. Sporo tego kwiecia, jak w jakimś ogrodzie, kobierzec z kwiatów w pełnym rozkwicie – taka sucha woń w południowym słońcu, kiedy po rosie nie zostało nawet wspomnienia, a na wieczorne schłodzenie jest jeszcze za wcześnie.
Ten ogród i faza z ostrego wstępu koegzystują ze sobą równolegle i w zgodzie aż do wystudzenia aromatu – zielono i z odrobinę pikantnym akcentem, bardzo czysto.
Zdecydowanie męskie granie. Gdyby wlać tu jakiejś słodyczy, mógłby być również ciekawą propozycją dla kobiet, ale słodkości tu nie uświadczyłem.
To niewątpliwie zapach z charakterem, trochę szorstkim, ale nie na tyle, aby odpychać – wręcz przeciwnie. Dobra trwałość i umiarkowana projekcja są dodatkowym plusem.
Najlepiej sprawdzi się chyba dojrzałym latem, niekoniecznie na dojrzałym mężczyźnie i w ciągu dnia, ale jak ktoś zechce mieć sierpień w połowie lutego – to brać! ;-).

Poeme Lancome przez Margreet 2017-02-14

Ojojoj. w momencie kiedy wacham to cudo pojawia sie sloneczne cieplo w okolicach serca. Niesamowie perfumy. Ciezkie slodkie I zarazem lekkie,n kwiatowe I kobiece. Nie umiem okreslic Na jaka pore roku najodpowiedniejsze.Poezja. Sa poprostu przesliczne. Magiczne. Absolutnie nie babcine ale babciom tez pasuja. wedlug mnie pasuje kazdemu kto je kocha. UWIELBIAM

Glacier Oriflame przez Tomakowa 2017-02-14

Mam jeszcze resztki wody po goleniu z 1989 r., zapach jest więc starszy...

Daisy Kiss Marc Jacobs przez agnieszka.baranik 2017-02-14

Kilka dni temu w Sephorze rzuciła mi się w oczy nowość od Marca Jacobsa - tercet Kiss....
Z racji, że już dużo testów zapachowych było za mną, postanowiłam poczekać z poznawaniem nowości.
Udało mi się jednak dostać odlewki powyższej Trójki... i... zdecydowanie Daisy Kiss są tym numerem jeden...

Wbrew opisom, to właśnie ten zapach jest najbardziej owocowy, egzotyczny...dopiero po pewnym czasie ujawnia się nuta kwiatowa. Są najbardziej wyraziste i mają przyjemną "wkręcającą" słodycz, która prowokuje by wąchać je jeszcze i jeszcze....

Zapach idealny na ciepłe wiosenne dni, na poranek, na spacer po łące.... Zwiewny, delikatny, ale pociągający.

Zdecydowanie flakonik będzie MÓJ!

Chanel No 19 Eau de Parfum Chanel przez Winter 2017-02-14

Odwołuję wszystko to, co mówiłam negatywnego na temat tego zapachu :) początkowo niezbyt przyjemna nuta zmieniła się w przepiękne pudrowe cudeńko. Gdy wywietrzeje (na początku jest mega mocny, intensywny, niemalże jak dla mnie momentami odpychający) zapach staje się bardziej bliskoskórny, stonowany, elegancki, zielony, a potem na koniec... lekko pudrowy (zapewne irys). Ja na swojej skórze w czasie całej projekcji wyczuwałam fiołka, neroli, bergamotkę, białe kwiaty i zielone nuty. Bardzo podoba mi się ta faza, gdy ta pierwsza, mega mocna wywietrzeje. No piękny :) Trzeba koniecznie zawsze na sobie go przetestować. Trafia na moją listę zapachów do zakupienia.

Brazil Nut The Body Shop przez cumartesi 2017-02-14

Lubie kosmetyki z The Body Shop - inspirowane natura, ale tak przesycone chemia, ze niechetnie patrze na sklad. Te perfumy to cale The Body Shop - ultra slodkie, cieple, syntetyczne. Pachna jak cappuccino z bita smietana na wierzchu i posypana migdalami. Zapach nie ewaluuje - od pierwszej do ostatniej chwili jest taki sam. Cieply karmel i wanilia dodaja mu elegancji, ale wciaz plastikowy gourmand jest na pierwszym planie.
Zapach limitowany, wlasciwie kupiony za bezcen. Nie utrzymuje sie dlugo, ale jest niezmiernie wyrazisty i zwraca duzo uwagi swoja slodycza. Wanilia, ciemna czekolada, karmel - nastepuje po nich taki przesyt, ze proponuje oszczedzac w aplikowaniu. Wyrazna nuta orzechow, ale akurat nie brazylijskich... wielbicielom Gourmand wszystkie perfumy z The Body Shop przypadna do gustu.

La Vie Est Belle Lancome przez złośnica 2017-02-14

Moja ocena tego zapachu nie będzie zbyt obiektywna i pomocna dla innych. Powodem jest absolutna niechęć mojej skóry do większości zapachów gourmand, w tym również do LVEB. Zastraszająca ilość zapachów z tej kategorii, nie jest łaskawa dla mojej skóry. Mimo moich najszczerszych chęci, by się z nimi bliżej zaprzyjaźnić, a niektóre nawet pokochać, usilnie nie chcą odwzajemnić uczucia.

Zapachy "spożywcze" na mojej skórze z reguły wypadają kwaśno i mdło. O ile karmel i sól pachną na mnie jeszcze w miarę przyzwoicie, o tyle praliny, czekolada, kakao, różne marshmallows, mleko, bite i nie bite śmietany wpadają w zatęchłe, niekiedy fizjologiczne tony. Signorina od SF, pachniała na mnie zatęchłą piwnicą, w której zadomowiły się koty. Prada Candy z kolei, wonieje pleśnią. Nawet mój bardzo lubiany Jimmy Choo edp, niekiedy podjeżdża kiszonymi ogórkami.

LVEB wypada najniekorzystniej ze wszystkich. Nie będę się rozpisywać, i opisywać czym perfumy mi pachną. Nie chcę obrzydzać innym życia, ani tym bardziej zapachu. Pomijając jednak moje osobiste doznania, gdy opadnie chmurka spożywczej porażki, zapach staje się bardzo słodki i przytulny. Wanilia oraz tonka nadają perfumom aksamitnego brzmienia. Jednak nawet z tej słodyczy nie dane mi się cieszyć. Wypada ona bowiem na mnie bardzo płasko. Pomijam już fakt, że nie czuję w ogóle kwiatowych nut, a szkoda, tak bardzo lubię jaśmin! Jedyne co czuję, to waniliowo-tonkową, lekko chemiczną słodycz, która przypomina słodzik, a nie cukier. I nie winię tutaj zapachu, ani jego twórców. Wiem, że na innych zapach ten wypada niebiańsko. Nie mogłam nawąchać się koleżanki, dla której LVEB jest prawdziwym signature scent, i pasuje do niej jak ulał. To wina tylko i wyłącznie mojej skóry.

Trwałość mierna. Ale pocieszam się tym, że wszystkie zapachy bez piżma, lub z bardzo małą jego ilością słabo na mnie siedzą. Nawet Mademoiselle, ta prawdziwa, z paryskiej Sephory wytrzymuje na mnie góra 6-7 godzin. No cóż... Ce la vie...

Jednak zbrojna w wiedzę o tym jak ten zapach układa się na innych, jak długo trwa, i jaką ma projekcję (a ma niezłą), mówię z czystym sumieniem, że jest piękny. Może nieco za słodki, ale pachnie jak... marzenia? Gdyby bajkowe sny nosiły zapach, byłby nim LVEB.

Talc Gourmand Farmacia SS. Annunziata przez monika690 2017-02-14

Migdałowe landrynki- taka myśl przychodzi po powąchaniu próbki. Migrenogenne, nie dałabym rady użyć globalnie tego zapachu.

Angel Muse Mugler przez Aleksxs 2017-02-14

O perfumach Angel słyszałam legendy. Nie przeczę nieraz kusi mnie by je poznać ale wczoraj miałam okazję przetestować Angel Muse. Przyjaciółka je używa zatem mogłam je poznać. Trochę na szyję, nadgarstki... I czekam na tą słodycz, ciepło, orzeszki.
Oczekiwałam ciężkiego zapachu. A na perfumy te miałam apetyt bo kocham jeść orzechy.
Jak go odebrałam? Faktycznie perfumy te bardzo orzechowe, śliczny aromat orzechów laskowych. Ta nuta wręcz mnie uwiodła. Lecz wąchając dalej poczułam delikatną słodycz bitej śmietany, która otuliła nuty orzechowe. Było przyjemnie lecz nagle poczułam, że Angel Muse nie stanie się ciepłym zapachem orzechów z słodką bitą śmietaną a wręcz przeciwnie, perfumy te, zaczęły nabierać chłodku, lekkości i świeżości.
W tej całej nucie bitej śmietany zdecydowanie dominuje, orzeźwiająca, chłodna paczula, grejpfrut. Dodatkowo bym się upierała, że bardzo silną nutą jest tam mięta oraz świeżości daje wetyweria. Z kolei nuty orzechów laskowych podkreśla różowy pieprz, który jakby daje ostrość orzeszkom. Gdy perfumy te w pełni się rozwiną, do orzeszków i lekko słodkiego kremu dochodzi lekka słodycz róży. Zdecydowanie odbieram te perfumy jako orzechowe, świeże, zdecydowanie lekko słodkie, chłodne w odbiorze dzięki dużej ilości paczuli, grejpfrutów i moim zdaniem mięty. Żałuję, że perfumy te nie są cieplejsze bowiem mają ogromną zaletę, są strasznie trwałe. Na mojej skórze wytrzymały ponad 10h a ich projekcja z pewnością przez przynajmniej 4h była duża, później bliska skóry ale nie trzymała się jej kurczowo. Nieraz potrafiło mocniej zapachnieć.

Tone Indeterminee Zara przez arturovittorio 2017-02-14

Przede wszystkim należy zweryfikować listę składników. Producent na opakowaniu podaje: nuty głowy: grejpfrut, cynamon; nuty serca: neroli, tytoń; nuty bazy: rum, cedr, ambrette. To wydaje się tłumaczyć wrażenia olfaktoryczne, które w moim przypadku sa jednoznacznie gourmandowe, a ściślej... Zapach naleśników z dodatkiem cukru waniliowego, polanych sosem karmelowym z nutą syropu klonowego. Gdzieś w tle słodziutkie latte posypane cynamonem. Tytoń wyczuwam, ale słabo. Uogólniając: ulepek jakich mało i fajny "ocieplacz". Zdecydowanie na chłodne dni, głównie na zimę. W mojej opinii całodniowy, ale można polemizować. Z pewnością unisex. Jak to bywa w przypadku kompozycji Zary, coś znajomego tu pobrzmiewa. Dla mnie jest to zdecydowanie Rochas Man, ale nie mówię o kopii, raczej o wyraźnej inspiracji doprowadzającej do zapachu cięższego niż w przypadku pierwowzoru, zdecydowanie słodszego i chyba jednak bardziej dosłownego. Konkludując: godny polecenia, o zadowalających parametrach, w wypadku panów zalecałbym przetestować. Dla łasuchów, łakomczuchów i słodziaków-misiaków.

Vintage Muse Kate Moss przez mamigora 2017-02-14

W drogerii psiknełam na nadgarstek i byłam zniesmaczona. Powinny się nazywac Vintage Muuu, bo po prostu 'pachną' jak krowie łajno, naprawdę! To nie jest nawet zapach starszej pani, które dla mnie pachną zwiędłą różą. Uważać z zakupem, bo albo ja trafiłam na stary sort z zakurzonego magazynu, albo Kate trafiła w płot kulą na mole. Straszne to.

Tenderly Oriflame przez monika690 2017-02-14

Ja w przeciwieństwie do Marimeko nie wyczuwam silnej nuty owocowej- jeżyny. Dla mnie ten zapach jest jednoznacznie kwiatowy, wyczuwam kwiaty łąkowe, polne jakby doprawione lekko ziołową, roślinną nutą. Zapach w moim odczuciu nie jest słodki i lekko pudrowy, faktycznie taki delikatny, naturalny, nie narzucający się, w sam raz na okres wiosenno- letni. Polecam go osobom, które nie tolerują intensywnych, mocnych zapachów :)

Opus 1144 Unum przez Kiszonyogor95 2017-02-14

Opus 1144 – drugi z trzech dotychczas poznanych przeze mnie pachnideł marki Unum. Zapach niebywale bogaty, złożony i (pomimo co najmniej inspirowania się powszechnie szanowanymi, legendarnymi już perfumami) bardzo interesujący.
Rzeczywiście, podobieństwo Opusa względem Shalimara jest niezaprzeczalne i wręcz oczywiste już od pierwszego niucha, aczkolwiek przy testach „ręka w rękę” okazuje się, iż dzieli te zapachy więcej niżby się mogło wydawać. W zasadzie od początku pachnidła idą niemal tą samą drogą – w obu mamy bowiem do czynienia z połączeniem kwaskowatych cytrusów z charakterystycznie pylistą wanilią. Jednak już na tym etapie zaczynają pojawiać się różnice, ponieważ cytrusy (z dominującą bergamotką) są w Unum mocniejsze, bardziej wyraziste i wręcz soczyste. Na dodatek pozostają obecne w kompozycji znacznie dłużej niż te w Shalimarze, genialnie przełamując swoją świeżością ciężar pozostałych składników. W późniejszych etapach króluje oczywiście piękna wanilia, w otoczeniu żywic, piżma i pojawiających się od czasu do czasu nut drzewnych. Co ciekawe, brakuje mi w Opusie znanej z Guerlaina brudnawo-zwierzęcej skóry oraz charakterystycznej, nieco babcinej, mydlanej nutki. Nie jest to w żadnym wypadku wada, szczerze to nawet cieszę się z absencji tych kilku składowych :) Baza to w moim mniemaniu najwspanialsza faza całej kompozycji – fantastycznie kremowa, gładka, przytulna i pomimo nasycenia składnikami naprawdę delikatna. No po prostu cudo…
Parametry nie pozostawiają wiele do życzenia – trwałość spokojnie przekracza 10h, przy mocnej, dominującej wręcz projekcji przez pierwsze parę godzin.
Ogólnie rzecz biorąc, Opusa 1144 odbieram jako unowocześnioną i lekko zmodyfikowaną wersję klasycznego Shalimara. Zdecydowanie warty poznania to zapach, choćby dlatego że naprawdę ciężko się przy nim nudzić – złożoność i zniuansowanie kompozycji powalają, a w dodatku wącha się tą misterną układankę z naprawdę wielką przyjemnością. Jedyny problem jaki widzę to fakt, iż moim zdaniem perfumy te zbyt mocno skręcają w rejony olfaktoryczne zarezerwowane dla płci pięknej, toteż niestety niekoniecznie jestem skłonny zarzucić je na siebie „do ludzi”... Niemniej, obcowanie z nimi uważam za bardzo ciekawe doświadczenie.
Czy Opus jest lepszy od Shalimara? Dla mnie, patrząc subiektywnie – owszem, przynajmniej w minimalnym stopniu. Co z tego, że Sorcinelli naprawdę wiele zaczerpnął od Guerlaina (co by nie powiedzieć „zerżnął”…), skoro dodatkowo udoskonalił już bez wątpienia genialne pachnidło? Ja się osobiście nie czepiam i nie pozostaje mi nic innego, jak się z tego faktu cieszyć i docenić ten jakże piękny zapach :)

Amor Amor Absolu Cacharel przez Juanita75 2017-02-14

Jestem oryginałem, ponieważ nie znam Amor klasyka, a ponoć prawie wszyscy go znają. Jakoś zawsze odstręczała mnie krwistoczerwona butelka, tudzież ciecz w niej zawarta. Natomiast jego flankery to już całkiem inna bajka...Podoba mi się waniliowo-kawowo-owocowe Forbidden Kiss, więc nie byłabym sobą, gdybym nie zainteresowała się również Absolu. A jest to dość ciekawy zapach. Nad podobieństwem do Amor Amor nie będę się tu rozwodziła, bo zwyczajnie nie wiem czy takowe istnieje, więc ocenię sam zapach jako samoistny "zapachowy byt"... Psikam i co czuję? A no czuję porzeczkowo-różaną konfiturkę. Stop. Konfiturka jest raczej gęsta, więc to za duże słowo. Czuję taki lekki dżemik. Jest to porzeczka, może jakieś owoce tropikalne bez szczególnego polotu, ewidentnie z dodatkiem róży, której podobno nie ma w składzie. Dżemik z malutką pralinką waniliową na deser. Nie jest to deser przesadnie słodki, ale taki idealny do popołudniowej kawusi. Albo jako souvenir walentynkowy dla nastolatki :) Być może nawet tak właśnie pachnie miłość. Moja córcia powąchała, przytuliła się i powiedziała "kocham Cię mamo" więc tak ! to na pewno miłość ;) absolutna ;)

Wood Mystique Estée Lauder przez thefuzz 2017-02-14

Drodzy Panowie! (Przepraszam Panie, ale chciałbym napisać parę słów z punktu widzenia faceta). To był blind buy, spodziewac się więc mogłem niespodzianki, ale doznania na tyle są niezwykłe, że postanowiłem podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.
1. to moje pierwsze spotkanie z zapachem dedykowanym rynkom arabskim. Definicja uniseksu i podzaiłów męskie / damskie jest daleka od tego, do czego przywykłem eksplorując ofertę perfum mainstreamowych w kraju leżącym w Europie środkowej.
2. Jeśli jest to unisex, to moim zdaniem skręca BARDZO w stronę damską - znów w rozumieniu europejskich standardów. Róża i piwonia dominują w otwarciu zapachu.
3. Wrażenie dominującej kwiatowej słodkości trwa przez ok 2-3 godziny. Wtedy zapach nabiera drzwenej wytrawności, ale nie spodziewajcie się eksplozji aptecznego agaru. Róża nadal tam jest i się skrzy. Na tym etapie zapach jest dla mnie bardziej akceptowalny.
Podsumowując: jeśli nie boicie się posądzeń, że podkradacie perfumy ciotki Leokadii i macie jaja, by eksperymentować to sięgnijcie po ten zapach. Dla średnozaawansowanych perfumomaniaków poszukujących innych, ciekawych olfaktorycznych doznań może być to ciekawe doświadczenie. Mi odwagi zabrakło. Za to moja żona chętnie przygarnęła flakon. Może czasami od niej pożyczę, bo sam zapach jest wiecej niż dobry.

Good Girl Carolina Herrera przez KALINA 2017-02-14

Szał na szpilę ogarnął i mnie. Choc jeszcze sceptycznie do niej podchodzę (nie tyle do samych perfum a kategorii zapachowej do której wg mnie się one zaliczają), to jednak rzeczywiscie tylko krowa zdania nie zmienia (Sylwia74 dokładnie tak!). Good girl zaliczam do kategorii Black Opium, Lancome Tresor la nuit i Poison Girl, do zapachów na które byłam szalenie obrażona i w głowie mi sie nie miesciło jak można je lansować spychając w najdalszy kąt klasyki. Wczoraj mąż zrobił przedbiegi walentynkowe zabierając na zakupy. Wskoczyliśmy do D. gdzie z 7 pań stało przy szpilce (szpilka dosłowanie była rozrywana bo obcas wraz z resztą był przyklejony taśmą bezbarwną ;-D).
Mając resztę sklepu praktycznie pustego, nie poszłam jak zawsze do "swoich" zapachów używanych od lat a przeszłam przez półki z ww zapachami. Nie ominęłam również biednej szpilki ze złamanym obsacem. Po zrobieniu zakupów, z lewego nadgarstka wyłaniał się piekny zapach, jakże inny od dotychczasowych przeze mnie uzywanych. To akurat były Good Girl. A co mnie zaskoczyło najbardziej, to fakt, że mąż poleciał jak na skrzydłach po flaszkę dla mnie. Sposród 4 testowanych zapachów (wszystkie bardzo podobne do siebie), Szpilka wyróżniła się najbardziej. W niej się naprawdę dużo dzieje!
Jest faktycznie palona guma, ale o dziwo to ona chyba zadecydowała o ich zakupie. Dla mojego nosa pojawia się akord z Olympei, słodkość Tresora la nuit i jakas wspólna konotacja z Black Opium. Trwałość baaardzo dobra. Bluzka z wczoraj na rękawie pachnie jakby przed chwilą psiknięta.
Niby zapach jest prosty, wtórny,ma w sobie niuanse zaczerpniete z innych zapachów, ale nosząc go kilka godzin jednak stwierdzam, że jest ciekawy, inny, pięknie się rozwija, aczkolwiek nie bedzie miał rzeszy fanek wsród miłośniczek zapachów swiezo cytrusowo ozonowych.
Good Girl są słodkie, ale nie bardzo spożywczo, czuję tuberozę, która tu bardzo mi sie podoba, a np. w Madonnie była nie do zniesienia. W tej chwili z zagłębienia łokcia przy każdym ruchu dolatuje mi obłoczek pieknego zapachu i choć jeszcze nie do końca się w nich zakochałam to chyba jestem ciągle krok bliżej. Wszakże dziś mamy Walentynki.
Co do butelki, zawsze to podkreślam, że nigdy nie oceniam zapachu po wyglądzie butelki. Szpilka zawsze działała mi na wyobraźnie obojętnie, w tym przypadki liczy sie zawartość.
Szkoda tylko, że 30 ml maja zdejmowany obcas slużacy za korek, a wieksze pojemnosci maja ten psikacz "wbudowany" w całość. Ogólnie polecam przetestować. I co najlepsze, to to, ze jade kupic jeszcze na słoneczna wiosne Black Opium Floral Shock. Czasy się zmieniająm gusta sie zmieniaja, ja chyba tez.

LP No:9 Penhaligon`s przez Forest 2017-02-13

Faktycznie mają coś z Dune ale tylko ‘coś’.
Dla mnie ta woda ma zupełnie inny wydźwięk. Dzięki uprzejmości Kasienki mam możliwość przetestować i całe szczęście bo chciałam w malignie kupić cały flakon :/
Przez pierwszą godzinę są ambrowo-ziołowe. Ta ziołowość to czasem taka sierpniowa, już lekko przesuszona od słońca ale jeszcze żywa a czasem po prostu pyliście sucha (kojarzy mi się z roztartymi w rękach, kruszącymi się pędami pokrzywy, lawendy, traw).
Jest maksymalnie gorzka aż prawie czuć tę gorycz w ustach.
Po ok. 1,5-2h zioła gdzieś ulatują i zostaje ambra z kremowością (piżmo/wanilia, chociaż bardziej pasuje mi to na heliotrop). Ambra morskiej wody, którą bardzo lubię tyle, że jest kompletnie nietrwała i jakoś nie dorównuje ambrze np. z Prady Ambree. Do tego dosłownie cień geranium. Gożdzika chyba gdzieś przegapiłam albo nie wybija na mnie, chociaż jako zapach go uwielbiam i zawsze łapię nozdrzami ile się da.
To co odróżnia Penhaligona od Dune to to, że Dune może i czasem odwraca się dumnie ale ogólnie jest ciepłe, przytulne, czułe a Penhaligon`s jest zimny i nieco na mój nos bez sensu w tym wyobcowaniu. Na mnie wybrzmiewa jak nie za błyskotliwa, siląca się na dystans kobietka. Takie to dosyć smutne mam skojarzenie.
Na skórze trwałość znikona – 3-4h, otwarcie jeszcze w miarę intensywne potem już maksymalnie bliskoskórny, na tyle, że sama na sobie go kompletnie nie czuję – tylko kiedy przyłożę nos do nagdastka. Nie czuję również połączenia pomiędzy kolorem cieczy a zapachem, chyba, że twórcy chodziło o lawendę.
Testuję w sumie trzecią propozycję tej marki i żadna z nich nie przypadła mi do gusty, są marnej trwałości, projekcji, są jakby rozwodnione.
Raczej zakwalifikowałabym je jako mgiełki zapachowe a nie EDT czy EDP. Dodatkowo do najtańszych nie należą... Wolę jednak ulokować pieniądze w innym cacku.

Burberry Brit Red Burberry przez Naanakov 2017-02-13

Brit Red poznałam jakoś rok temu i wydał mi się wówczas kwaśno - kwaśny: kwas do kwadratu wykrzywiający gębę lepiej niż guma Shock, którą namiętnie kupowałam za dzieciaka. I pomimo tego, że interesująca nuta rabarbaru była oddana w sposób doskonały, nie byłam w stanie się do końca do tego zapachu przekonać.
Minęło trochę czasu, mój nos zaczął powoli odpoczywać od lepkich, gęstych gourmandów, których byłam ogromną fanką i co jakiś czas zaczęłam łypać złowrogo w stronę kilku kropel na dnie próbki, żeby tym samym zamaskować rodzącą się na nowo ciekawość. W końcu uległam, machnęłam ostatki na nadgarstek, zaciągnęłam się i trzy dni później znalazłam pod bramą nowiutką flaszkę, którą wspaniałomyślnie przerzucił tam kurier.
Czerwona Kratka już nie wydaje mi się być tak kwaśna jak wcześniej. Wychodzi na mojej skórze obiecana w składzie i recenzjach wanilia łagodząca swoją słodyczą aromatyczny rabarbar dając faktycznie tym samym efekt rabarbarowego placka - czy też raczej jego nadzienia, bo jakichś kruszonek, ciasta czy innych ekscesów to ja nie czuję. Ale jest pysznie i absolutnie wyjątkowo. Wielka szkoda, że już go nie produkują.
Trwałość jak i moc w porządku, a flakon jak to Burberry - prosta, ciężka kratka. Mi pasuje. :)

Couture! Moschino przez cumartesi 2017-02-13

Perfumy kupilam w ciemno - Moschino kojarzy mi sie z finezja - wszystko co projektuja jest tak fantazyjne, ze wiekszosc kobiet omija lukiem. Ja wrecz przeciwnie - chociaz rzadko jest okazja do zaprezentowania ich torebek czy sukienek. Myslalam, ze ich perfumy okaza sie takim samym wymyslnym cudem. Troche mnie martwil ten pieprz w skladzie, bo nie lubie pikantnych perfum.
Po otwarciu boom! Dociera do mnie przecudny zapach mandarynki i jasminu, z delikatnym akordem pieprzu. To chyba najpiekniej pachnace perfumy we flokoniku, jakie przyszlo mi wachac. Zachecona wyprobowalam je na nadgarstkach - wszystkie akordy owocowo-kwiatowe znikaja w mgnieniu oka. Zanim sie naciesze, zapach przemienia sie... w mydlo. Zadnej finezji - szare mydlo, doprawione pieprzem, z zauwazalna nuta cedru... wciaz jednak mydlo. Slodko-cierpki granat, kwasna bergamotka czy piwonia nie docieraja do mojego nosa. Zapach jak na Moschino przystalo - intrygujacy, ale bez fantazji jakiej sie spodziewalam po ich perfumach. Cieple perfumy, z posmakiem elegancji, ale rownie dobrze, mozna sie porzadnie wyszorowac mydlem.

Rose Omeyyade Atelier des Ors przez Szozda 2017-02-13

To ja po obcowaniu z zapachem mam odmienne odczucia. Oprócz tego że to zapach udany.
Na mnie ten zapach jest różano malinowy. Taki bardzo radosny i pozytywny.Słodki, ale nie w tandetnym stylu. Natomiast nie zanotowałam oudu i orientu.
Bardzo mocne jest otwarcie, początkowo konkretna projekcja.
Natomiast trwałość jest średnia. Po kilku godzinach znika. Za taką cenę powinien być zdecydowanie trwalszy, znika po 4,5 h.
Ale polecam do testów, miłośniczkom słodkości, dziewczynom chcącym oswoić różę.
No i wg mnie to zapach zdecydowanie damski.

1 Million Paco Rabanne przez YonnYonson 2017-02-13

Zapach ostentacji. Million - To stunningowane BMW w płynie. To wielkie logo Nike na koszulce w płynie. To czerwone adidasy w płynie. To "diamentowe", męskie kolczyki w płynie. To przedawkowanie solarium w płynie. To cwaniactwo w płynie. To zastaw się a postaw się w płynie. To zdjęcie sześciopaku na profilówce fb w płynie. To brak gustu w płynie. To wszystko czym chce być młody Seba, bo uważa, że to klasa i wyrafinowanie. Seba jest w błędzie. Nie bądź jak Seba, nie myl się i nie używaj Milliona.

No. 48 Roter Mohn Frau Tonis Parfum przez Arttemiss 2017-02-13

Wyobraźcie sobie "stare dobre" Opium YSL. Wyobraźcie sobie jego specyficzne, żywiczne ciepło, jego ukryte w żywicach nuty kwiatowe i przyprawy. A teraz wyobraźcie sobie owo "stare dobre" Opium jakby "odwintydżowione" i zrobione "po nowemu"... i wyjdzie Wam No. 48 od Frau Tonis.

Deklarowany skład można chyba między bajki włożyć, pozwolę sobie zatem opisać, co ja w nich czuję. Przyprawy w otwarciu, które są pieprzem, ale są i goździkiem z Opium. Dalej: żywice i kwiaty. Kwiaty ciepłe, jakby schowane, takie, które jak najbardziej mogą być makiem, ale mogą być też (kwiatem) goździkiem, lub jaśminem, a może po prostu jakąś molekułą - nie wiem. Następnie żywice: dla mnie to mieszanina mirry z opoponaksem i była bym w stanie założyć się o miły banknocik, że tak jest w istocie.

Podobieństwa do wspomnianych, legendarnych perfum nie da się uniknąć, co więcej, myślę, że było ono jak najbardziej zamierzone. Tyle, że te perfumy są prostsze, mniej ekspansywne i bardziej uniwersalne w noszeniu. Równie dobrze 48 mogłyby stanowić flanker Opium i byłby to flanker bardzo udany. Czuć bogactwo składników, czuć ich doskonałą jakość, ale czuć też, że jest ich mniej, a w tym konkretnym przypadku mniej znaczy więcej. "Stare dobre" Opium piękne jest, wiadomo, ale ich cieżar gatunkowy może czasami przytłaczać. W 48 Roter Mohn natomiast, o ile lubimy żywiczne orientale, nic nas raczej nie przytłoczy i nie zmęczy.

Trwałość i projekcja: przeciętne.

1 Million Paco Rabanne przez Baka 2017-02-13

Nie moja bajka. Jak poprzednik zauważył-pachnie nim każdy Seba. Ale to najmniejszy problem tego zapachu jak dla mnie.
Największym problemem jest to że to nawet nie casualowiec. Bo taki raczej nie meczy i jest neutralny . ten natomiast narzuca się słodkością w tak nachalny sposób że mi osobiście zebrało się na wymioty jak zachęcany przez ładną Panią w jednej drogerii, znającą swoje wyuczone regułki na pamięć pozwoliłem sobie spryskać nadgarstek.
Pierwszy i ostatni raz dałem się tak zwieść.Na moje nieszczęście zapach okazał się trwały a ja po wizycie w drogerii jechałem przy minus 10 stopni prze prawie 3 godziny do domu. na szczęście po drodze (po ok 2 godzinach strasznej mordęgi) był supermarket a tam WC.Tarcie i mycie pomogło i wreszcie mogłem odetchnąć. Boże uchowaj mnie od podobnych męczarni

Moroccan Rose Al-Rehab przez Kamma13 2017-02-13

bardzo świeży, delikatny, kwiatowy zapach ;) polecam ;)

Roses Al-Rehab przez Kamma13 2017-02-13

przesadzony zapach, chyba bardziej dla starszych kobiet. nie przypadł mi do gustu, trochę mnie zatyka jak go wącham, chyba zbyt mocny zapach róży i piżma. nie ma odczucia świeżości, jest bardziej przytłaczający. nie polecam ;)

Red Rose Al-Rehab przez Kamma13 2017-02-13

zapach zdecydowanie bardziej tylko dla kobiet. jest piękny różany, świeży i delikatny, romantyczny. lubię perfumy, które różnią się od tych drogeryjnych, ten jest idealny. Używam od roku, dostępny również w sprayu, jeszcze czekam na dostawę, mam nadzieję, że sprawdzi się tak samo jak w olejku. Długo utrzymuje zapach, plecam posmarowanie olejkiem część ręki od nadgarstka do zgięcia w łokciu i odczekać aż się wchłoną, dopiero wtedy zapach utrzymuje się długo (czesem nawet po prysznicu jeszcze je czuję) i nie brudzi ubrań ;) polecam delikatnym i dziewczynom ;)

Nadine Al-Rehab przez Kamma13 2017-02-13

najlepsze jakie miałam!!! pachną cudownie, co prawda szkoda, że nie w sprayu ale dla zapachu warto ,,pomęczyć" się z olejkiem, inni chwalą ten zapach kiedy czują go ode mnie, jest kwiatowy z nutką cytrynowego zapachu, jest świeży, różni się od innych zapachów, które można dostać w drogeriach ..ten nie jest nudny, zresztą jak każde inne arabskie.
Polecam z serii Al-Rehab ;)

Wood Mystique Estée Lauder przez Aleksxs 2017-02-13

Testy zakończone. Miałam próbki Amber Mistique i Wood Mistique i żaden mnie nie zdobył. Oba zapachy to neutralne kompozycje, dla tych, którzy nie lubią mocnych oud. Wood Mistique to zdecydowanie kwiatowe, agarowo, drzewno, skórzane perfumy. Perfumy te są delikatne, idealne na wiosnę lato. Wood Mistique początkowo pachnie kwiatami: słodką różą, intensywną i słodką piwonią, delikatniejszym jaśminem i irysem. Ten bukiet kwiatów został otulony delikatnym tajemniczym, dymnym agarem z równie delikatną, wytrawną wonią skórzaną i zmysłowym ylang-ylang. Całość została dopełniona nutami drzewnymi, orientalnymi: cedrem, paczulą i benzeosem, które to nadają słodki pudrowo-balsamiczny zapach. Gdy Wood Mistique w pełni się rozwinie. Do zapachu słodkiej róży i innych kwiatów dochodzi intensywna słodko-kwaśna malina. Akordy mimozy, benzeosu paczuli i cedru, stają się bardziej wyczuwalne. Dzięki temu perfumy te stają się z różanych, kwiatowych, agarowych, bardziej malinowe, różane, kwiatowe, słodkie, pudrowe, balsamiczne ale i zarazem świeże dzięki mimozie i irysowi. Agar stanowi tu delikatną otoczkę do powyższych nut. A skóra i pieprz nadają pikanterii, unikatowości zapachowi.
Wood Mistique to niewątpliwie ciekawe perfumy, delikatne, idealne na wiosnę i lato. Utrzymują się na skórze około 10h a ich projekcje od początku do końca jest bliska skóry.
I choć Wood Mistique to ładna kompozycja zapachowa to dla mnie oud i skóra są w nich zbyt skąpe, zbyt słabo wyeksponowane. Stanowczo zbyt dużo kwiatów i malin.

Amber Mystique Estée Lauder przez Aleksxs 2017-02-13

Początkowo ciepły ambrowo-oudowy z nutami delikatnego kadzidła, żywic i róż. Po dłużnym czasie mocniej staje się wyczuwalna dyskretna, stonowana słodycz róż i malin, którą to przełamano gorzką porzeczką, gorzką maliną oraz zaostrzono pieprzem. Po około 2-3h owoce typu maliny, porzeczki znikają z kompozycji zapachowej. Pozostaje delikatny słodki, różany zapach z oudowo-ambrowymi nutami jak i kadzidłem. Dodatkowo czuć też delikatne drzewo sandałowe, ylang-ylang i piżmo. Z kolei skóra jest bardzo delikatnym akordem, który to występuje po rozwinięciu się Amber Mistique. Skóra jednakże jest bardzo delikatna i tylko służy pogłębieniu zapachu. A szkoda, że nie jest mocniej wyczuwalna. Także i sam oud mógłby być bardziej intensywny. Niewątpliwie Amber Mistique mają swoje piękno. Są połączeniem agaru, ambry, kadzidła z słodyczą róż, których słodkość została przełamana gorzkim, kwaśnym aromatem porzeczki i też maliny. A całość dopełniają nuty orientalne (drzewo sandałowe, ylang-ylang, piżmo) i delikatna skóra. I choć zapach jest nawet ciekawy to jednak jego projekcja na samym początku jest na długość ramion a po 1.5h bliska skóry. Zdecydowanie jest to neutralna kompozycja zapachowa, nadająca się na każdą porę roku. Sama bym ją używała latem lub ciepłą wiosną niż jesienią. W moim odczuciu są to delikatne perfumy Dla mnie za słabe dlatego ich nie kupię. Dodam, że na ciele utrzymują się w porywach 5h.

Byzantium Tesori d`Oriente przez matka1973 2017-02-13

Nie będę się rozpisywać, bo po prostu pokochałam Byzantium. To mój zapach, faktycznie może podobny do Keiko, Montala, czy Lutensa (na pewno nie do Villoresi). Migdały, migdały i jeszcze raz migdały, słodkie aż zgrzytają zęby, podobne do migdałów, które lubię, obtoczonych w cukrze pudrze i cynamonie, choć cynamonu czuję tu niewiele.Może mój nos skrzywił się już na tyle, że ja nie wyczuwam chemii, no oczywiście początek jak w każdych perfumach niełatwy, ale później to już tylko bajka.
Trzeba bardzo lubić wymienione wyżej zapachy, żeby polubić Byzantium.
Nie wiem dlaczego marka, która sprzedaje swoje wyroby po 20 zł jest tak często opluwana, przecież Tesori ma naprawdę świetne zapachy. Powtórzę się jak przy Far Away Avonu, gdyby kosztowały 300 zł zapewne zachwytom nie byłoby końca.
To tak jak w skeczu Paranienormalnych : nikt nie zna piosenki "Ona tańczy dla mnie", ale wszyscy się przy niej bawią:)
A miałam się nie rozpisywać...ech:)
Byzantium jak dla mnie 5+, to powiedziałam ja - matka

Versus Time For Relax Versace przez Malwina 2017-02-13

Przyjemne, kojące, urocze. Tandetna butelka nie daje wskazówki, czego po tych perfumach można się spodziewać. Jedyny plus to uspakajająca szmaragdowa zieleń i dostępność pojemności 125 ml. Sam zapach wcale nie jest aż tak zielony. Jest przede wszystkim kwiatowy. Dominuje niezwykle naturalna frezja i kwiat jabłoni. Kwiat jabłoni robi w zapachu efekt 'smooth'. Frezja jest tu najpiękniejsza jaką znam. Perfumy są jak ciepły majowy deszcz. Są gładkie i zbalansowane. Cedr virginia daje świeżoiglastą zieloną nutę i w połączeniu z drzewem sandałowym wprowadza do kompozycji leśną głębię. W moim przypadku dają prawdziwe poczucie relaksu w przeciwieństwie do Relaxing Fragrance Shiseido, który zawiera jakąś nutę przyprawiającą o ból głowy. Ta nuta w Shiseido z czasem mija, jednak niesmak pozostaje. Time to Relax dają poczucie komfortu i odprężają jak prysznic pod deszczownicą. Okazuje się, że nawet 125 ml to za mało, niemal piłabym je gdyby się dało. Absolutnie nieinwazyjne. Nie miałam nigdy okazji poznać Relax Davidoff, ale reklama z nagim mężczyzną i kobietą bardzo pasowałaby mi do Versus Time to Relax.

Intrigue Carven przez Forest 2017-02-13

W moje ręcę zupełnie przypadkowo dostała się flaszeczka Intrigue czy mnie zaintrygował? Niekoniecznie.
Dlaczego? Bo już znam jego braci i siostry. To zapach dokładnie w stylu, o mocy i wydźwięku Piątki.
Taki kobiecy, z pazurem, zdecydowany.
Otwarcie jest maksymalnie kwaśne, nieprzyjemne, aldehydowe wręcz, już myślałam, że mi się po prostu z lekka podpsuły (ponieważ moja flaszka jednak do najmłodszych nie należy) ale nie, to po prostu wetyweria ze skórką z cytryny i mchem tak oszałamia. Po ok. 10min wyczuwam już gałkę muszkatołowa i delikatne osłodzenie zapachu wanilią. Następnie ewoluuje do ogromnej, dojrzałej brzoskwini z jaśminem, jest bardzo kobieco.
Trzeba przyznać mu ogromną trwałość - rzędu 8-10h
Wszystko dobrze wyważone ale aż chciałoby się zanucić: 'Ale to już było...'
Projekcja na ok. 40cm
I nic nie wyróżnia niestety Intrigue, nic nie każe mi wracać nosem do nadgarstka, jest moc, jest klasa ale brak oryginalności.
Poprawne retro - te dwa słowa wg. mnie oddają dobrze ducha Intrigue.

Red Poppies Demeter Fragrance przez gardenia 2017-02-13

"Leżę na łące,
Nikogo nie ma: ja i słońce.

Ciszą nabrzmiałą i wezbraną
Napływa myśl:
- To pachnie siano.( tutaj Red Poppies)

Wiatr ciągnie po trawach z szelestem,
A u góry
Siostry moje, białe chmury,
Wędrują na wschód.

Czy nie za wiele mi, że jestem?".

Bardzo lubię ten wiersz Kaziemierza Wierzyńskiego i chyba pierwszy raz przyszła mi na myśl poezja, gdy powąchałam jakiś zapach.
Ale tak czuję się, gdy wącham Red Poppies od Demeter: Spa, Medytacja, Odpoczynek...
Red Poppies to nie to, co myślałam, to nie czerwone lizaki dla dziewczynki z warkoczykami, w różowej sukience.
To ciekawa owocowość jakby z gumy balonowej, jednak nie tak oczywista, miękkość cynamonu, słodycz i mechatość jakiegoś czerwonego owocu i dużo powietrza, wiatru i zadowolonego prostego tujestemdobrzemiwtejchwilinicmiwięcejdoszczescianiepotrzeba.
Trwałość i projekcja ulotne tak, jak ulotne są takie chwile...Szkoda, ale warto przeżyć.
Musze nabyć te rózowe okulary!

1 Million Paco Rabanne przez MatWawa 2017-02-13

Zapach każdego Seby, który zobaczył reklamę i postanowił wydać więcej szmalu, niż za dotychczasowe dezodoranty Pumy czy inne Axy.
Marketing wywindował i jednocześnie zniszczył, oraz ośmieszył ten produkt.

Ja podziękuję.

Dalal Al-Rehab przez marta1990 2017-02-13

Piękne! Po prostu piękne.

Poznałam ten zapach dzięki siostrze, która obdarowała mnie flakonem. Nigdy nie interesowały mnie perfumy z "tamtej" strony świata. Jakoś tak zakładałam, że Polki tego pragną bo to takie "egzotyczne" jak historie z olejowaniem włosów... wiecie, ktoś zacznie jakąś modę i nagle całe internety będą pachniały tureckim bazarem. Ależ się myliłam! Dalal to zapach CUD. Są puszyście słodkie, ciepłe, takie idealnie otulające. Rzeczywiście mają wiele wspólnego z Escadą Collection. Dalal to zapach, który możemy w internecie kupić za bardzo rozsądne pieniądze, a który parametrami bije na głowę nie jedne perfumy za kilkaset złotych. Są niewiarygodnie trwałe, wczoraj ogłupiała szczęściem posiadania nowego flakonu użyłam ich po kąpieli. Rano pachniałam nimi ja, moja pościel i mój mąż. Mają całkiem spory ogon i trwałość którą może przerwać jedynie porządny prysznic.

ja jestem zachwycona i wiem, że w najbliższym czasie prześledzę inne zapachy tej marki i poszukam czegoś jeszcze co będzie bardziej odpowiednie na ciepłą wiosnę i lato.

bardzo polecam, dawno nic mnie tak pozytywnie nie zaskoczyło jak Dalal.

P.S. Moim zdaniem to nie jest uniseks. Facet pachnący Dalal w moich oczach miałby testosteron na poziomie minusowym.

Extatic Gold Musk Pierre Balmain przez malwusia 2017-02-13

Krótka notka dla tych, którzy zamierzają zakupić w ciemno - nie radzę bez testów.
Te perfumy są jak baza zwietrzałych, pięknych perfum.
Jakby rozmyte, bardzo subtelne, TRANSPARENTNE, nude.

Podobają mi się i jeśli będą co najmniej połowę tańsze, być może je zakupię, bo świetnie mi się skomponowały z innymi, jakby je uniosły, napowietrzyły i nawet dostałam komplement. Solo prawie ich nie czuję - odrobina kaszmeranu, mydełkowate, puchate piżmo, wyrazistych drewienek czy kwiatów na mojej skórze brak.
Jeśli ktoś oczekuje perfum charakternych, albo zmysłowego piżma w stylu NR, to się srogo zawiedzie. To raczej perfumy do poduszki, miękkie i lekkie jak chmurka.

Butelka powinna być zupełnie inna - pastelowa, ecru, prosta i skromna, matowe szkło, oddające ich półprzezroczystość.

Dla mnie i tak wersja podstawowa jest najlepsza.
Wersja "parfum" podoba mi się i owszem, ale nic mi nie urywa, ot dobre "pachnidło" i tyle...
Szkoda, że w tej wersji poszli w kierunku słodkości, a nie nut skórzanych.

Fantasy The Nice Remix Britney Spears przez patishoon 2017-02-13

dla mnie lepszy od zwykłego Fantasy!

ten słodziak ma coś w sobie. przy obfitym spryskaniu jest bardzo dobrze wyczuwalny przez otoczenie, które zachwyca się jego słodyczą :)

Femme Icon Avon przez TakaAnia 2017-02-13

Na wstępie powiem - kupiłam absolutnie w ciemno. Wcześniejsze opinie trochę mnie zachęciły ponieważ lubię zapachy słodkie z wyczuwalną nutą truskawki i piżma. To co odkryłam w tym zapachu to dla mnie zaprzeczenie wcześniejszych opinii - na mojej skórze otwarcie to wytrawna mieszanka grejpfruta i jabłka - zapach przyjemny - lekko szampański, dość elegancki, orzeźwiający, lekko zbliżony do Today Avonu. Nie wyczuwam maliny, co dla mnie akurat jest atutem, ale dostrzegam lekką, niedojrzałą jeszcze gruszkę. Jeżeli jest tu truskawka to również w wersji niedojrzałej i zdecydowanie wytrawnej. Cała kompozycja dość przyjemna, codzienny zapach z kategorii kwiatowo-owocowej, ani ciężki ani też słodki. Bardzo stonowany, rozwija się bardzo delikatnie - odrobinę wysładza i mięknie ale nie zbyt mocno, nie jest ulepkiem. Niestety nie wyczuwam tu absolutnie piżma ani róży. Polecam na co dzień - do pracy, na wczesną wiosnę. Nie wiem jeszcze jak będzie zachowywał się latem. Jest dość bezpieczny dla otoczenia i raczej zachowawczy, ale takich akurat zapachów mi brakuję więc noszę z przyjemnością. Trwałość - jak na Avon - nie najgorsza. Jak dla mnie - wart wypróbowania.

Truth or Dare Madonna przez Alixia 2017-02-12

Jestem niewysoka. Na linii wzroku mam zazwyczaj średnią półkę:) Czasami uda mi się podskoczyć:) i wtedy wypatrzę coś na górnej półce:) Gorzej ze schylaniem się - dolna półka jest więc poza moim zasięgiem;) Miałam chyba pecha... jakiś niewprawny sprzedawca (pewnie praktykant, albo ktoś kogo dopadło lumbago) pomylił półki i postawił Madonnę nie tam gdzie trzeba. Tyle się tu naczytałam "och" i "ach" a nawet "wow", że moja recenzja będzie ascetyczna (boję się by mnie nie zlinczowano... :) Ten zapach odrzuca. Jest brzydki - chemiczny, nietrwały, nieskładny i totalnie niekobiecy. Zapach przypomina tlący się gdzieś na wysypisku plastik. Można tak pachnieć. Pewnie, że można. Tylko po co?

Mangue (Mango) Sephora przez black_muffin 2017-02-12

Pachnie jak słodki lizak o smaku mango (z którym, swoją drogą, nigdy nie miałam do czynienia ;)). Nietrwały, infantylny i płaski. Szkoda pieniędzy.

Oud Robert Piguet przez ela812 2017-02-12

Oud, to drugi - obok Baghari (śliczności!) - zapach od Piguet'a, który dane mi było lepiej poznać. I z całą pewnością stwierdzam, że będę trzymać się od niego z daleka. Nie to, żeby zapach był zły. Jest to dobrze zmieszana kompozycja, ze świetną projekcją i trwałością, jednak dla mnie nie do noszenia.
Mimo obecności całej gamy składników, które lubię - paczula, drzewo gwajakowe, mirra i szafran - całość jest dla mnie nie do wytrzymania. Sądzę, że to może być sprawka dużej ilości oudu bądź jego połączenia z szafranem. Ja osobiście w kompozycjach z tym składnikiem wolę lekkie agarowe tchnienie, delikatny posmak oudu, niż oud pełną gębą. A tutaj dodano go w sporej dawce, zbyt sporej, jak dla mnie. Na tyle sporej. że bardziej przypomina mi klimaty lekarskiego gabinetu niż perfum (co zresztą chwilę temu potwierdził mój mąż - po wejściu do pokoju zapytał "co to za dziwny zapach, jakby szpital, czy co?")
Innymi słowy, ten zapach nie dla mojego nosa, on nosiłby mnie, nie ja jego. Ale przetestować warto, choćby dlatego, by poznać swoje "oudowe" granice :-)

Oudh Al Misk Rasasi przez Malwina 2017-02-12

Oudh al Misk koloński jest tylko w otwarciu, później jest już po prostu ascetyczny. Nastraja kontemplacyjnie. Pachnie choinką na cedrowo-sandałowym podszyciu. Jest jak spacer po lesie w ostatni dzień lata, kiedy pod stopami chrupie sucha, choinkowo-sosnowa ściółka. Jest w nim aromat dwóch rodzajów choinki. Pachnie zarazem tą świeżo przyniesioną do domu jak i tą suchą, którą w końcu trzeba po Nowym Roku rozebrać i zamieść opadłe igliwia.
Tak, widzę w nim mężczyznę, ale przede wszystkim widzę w nim kobietę. Dopiero na kobiecie staje się, według mnie, naprawdę interesujący. Taki trochę - "No któż by pomyślał!". To zapach dla kobiety, która sama ustala reguły. Kojarzy mi się z Mią Wallace z Pulp Fiction. Z jej czernią i bielą. Ale tylko pod warunkiem, że uznamy, iż Pan Wallace nie istnieje. Pachnie jak ascetyczne milion dolarów.
Jeśli ktoś szuka słodkiego, orientalnego przepychu z wanilią, oudem i kadzidłem to może być zawiedziony. Słodkości w nim tyle ile jest w stanie dać drzewo sandałowe, cedr i słabo wyczuwalny jaśmin. To, jak już ktoś napisał, zapach świeży i casualowy. W swojej aromatyczności przypomina Spirit of Africa Eshe Vitality - Atkinsons ale jest od niego zdecydowanie cieplejszy i mniej ostry. Lubię bardzo. Kiedy mam ochotę na coś świeżego i nietypowego, sięgam po Oudh al Misk.

Crystal Noir Versace przez Hajduk 2017-02-12

Jak dobrze jest czasem wrócić do zapachu sprzed lat:)
Stoi ten mój Crystal Noir już nawet nie wiem od kiedy, oj długo- musi być sprzed reformulacji (nie były jeszcze w modzie). Szczerze przyznam, że spodobał mi się wtedy przede wszystkim flakon z tym ogromnym korkiem. Rzadko używałam, zużycie minimalne, pewnie ze względu na kokos za którym nie przepadam. A dzisiaj- siedzę sobie ze ściereczką i wycieram te swoje skarby. Przedmioty pokryte patyną czasu są piękne, ale na Boga- nie kurzem! Wzięłam w rękę Noir i uświadomiłam sobie, że dawno nie czułam tej woni. Psiknęłam na przeguby rąk i dalej robię swoje. Ale, ale, co tu tak cudnie pachnie, jakbym wsadziła głowę w ogromny krzak kwitnących piwonii. A gdzie kokos, którego nie lubię? Schował się w tym ogromnym krzaku? Jest, ale jakby trochę wywietrzał, a może mój gust się zmienił. Pięknie są też wyczuwalne ambra i piżmo, dodają tego czegoś. Aż chciałoby się powiedzieć- kiedyś to robili perfumy! Nie rozumiem tych reformulacji i tak pierwsza wersja przeważnie wygrywa. I po co ulepszać coś, co już jest dobre?

Wciąż pachną mi ręce "czarnym kryształem". Ładny, bardzo ładny, ma klasę. A mówią, że nie warto wracać do tego co było. Czasem chyba jednak warto...

Popularne marki i zapachy: